UWSPÓLNIANIE

11 - mike-erskine-source -unsplash.jpg

Kapitalizm ma swoje granice

Filozofka Judith Butler pisze, że choć koronawirus nie dyskryminuje nikogo, nie zna barier klasowych, różnic genderowych, "ras", ani granic państwowych, to kapitalizm, patriarchat, rasizm i nacjonalizm sprawiają, że niektórzy są zagrożeni pandemią bardziej niż inni.

Nakaz izolacji zbiega się z nowym rozpoznaniem naszej globalnej współzależności w nowym czasie i przestrzeni pandemii. Z jednej strony kazano nam zaszyć się z rodzinami we wspólnie zamieszkiwanych przestrzeniach domowych lub w prywatnych mieszkaniach, gdzie pozbawieni jesteśmy społecznych kontaktów i przeniesieni do sfery względnej izolacji; z drugiej strony mierzymy się z wirusem, który szybko przekracza granice, niepomny na samą ideę terytorium państwowego. Jakie są konsekwencje tej pandemii dla myślenia o równości, globalnej współzależności i naszych zobowiązaniach względem siebie nawzajem? Wirus nie dyskryminuje. Można powiedzieć, że zagraża nam w równym stopniu, wystawia nas na takie samo ryzyko zachorowania, utraty bliskiej osoby, życia w świecie nadciągającego zagrożenia. Wirus, za sprawą sposobu, w jaki porusza się i atakuje, dowodzi, że wspólnota ludzi jest w równym stopniu prekarna. Jednocześnie porażka, jaką niektóre państwa czy regiony ponoszą w przygotowaniu się z wyprzedzeniem (Stany Zjednoczone prawdopodobnie cieszą się najgorszą sławą wśród członków tego klubu), wzmacnianie polityki krajów i zamykanie granic (którym często towarzyszy paniczna ksenofobia), a także pojawienie się przedsiębiorców chętnych, by skapitalizować globalne cierpienie – wszystko to jest świadectwem gwałtowności, z jaką radykalne nierówności, w tym nacjonalizm, biała supremacja, przemoc wobec kobiet, osób queer i transpłciowych, jak również kapitalistyczna eksploatacja znajdują sposoby na odtworzenie i umocnienie swojej władzy w obszarze pandemicznych stref.

Polityka opieki zdrowotnej w Stanach Zjednoczonych przyczynia się do tego w sposób szczególny. Jeden scenariusz, jaki już możemy sobie wyobrazić, dotyczy produkcji i sprzedaży skutecznej szczepionki przeciw COVID-19. Trump, najwyraźniej żądny zdobycia politycznych punktów zabezpieczających jego reelekcję, już zaczął zabiegać o zakup (za gotówkę) wyłącznego prawa Stanów Zjednoczonych do szczepionki od niemieckiej firmy CureVac, finansowanej przez rząd Niemiec. Niemiecki minister zdrowia, który nie mógłby być zadowolony, potwierdził w niemieckiej prasie, że taka oferta została złożona. Jeden z niemieckich polityków, Karl Lauterbach, podkreślił: „Należy dołożyć wszelkich starań, by wyłączna sprzedaż możliwej szczepionki Stanom Zjednoczonym nie doszła do skutku. Kapitalizm ma swoje granice”. Przypuszczam, że jego sprzeciw dotyczył zagwarantowania prawa „wyłącznego użytku” i byłby on równie niezadowolony, gdyby taką samą gwarancję chciały uzyskać również Niemcy. Miejmy taką nadzieję, ponieważ łatwo wyobrazić sobie świat, w którym życie Europejczyków cenione jest wyżej niż innych – widzimy, że takie wartościowanie rozgrywane jest przemocą na granicach Unii Europejskiej.

Nie ma sensu pytać ponownie, co Trump miał na myśli. Pytanie to padło tak wiele razy w stanie kompletnej złości, że właściwie przestało nas dziwić. Nie oznacza to, że nasze oburzenie ma maleć z każdym nowym przypadkiem nieetycznych lub przestępczych prób samowywyższenia. Gdyby udało mu się [Trumpowi] kupić potencjalną szczepionkę i zastrzec jej użycie wyłącznie dla obywateli Stanów Zjednoczonych, to czy naprawdę wierzy on w to, że ci sami obywatele przyklasnęliby jego staraniom, zachwyceni pomysłem, że zostaną wybawieni od śmiertelnego niebezpieczeństwa, podczas gdy inni ludzie nie? Czy naprawdę przystaliby na taki rodzaj radykalnej nierówności społecznej, amerykańskiej wyjątkowości i aprobowali jego [Trumpa], jak sam to określił, „genialny” sposób na dobicie targu? Czy wyobraża on sobie, że większość ludzi uważa, że to rynek powinien decydować o tym, jak szczepionki są wytwarzane i jak przebiega ich dystrybucja? Czy w jego świecie jest w ogóle możliwe do pomyślenia domaganie się światowej opieki zdrowotnej, która w tym momencie powinna przekraczać racjonalność rynkową? Czy ma on prawo sądzić, że my również żyjemy w ramach parametrów tak wyobrażonego świata? Nawet, jeśli takie restrykcje na podstawie obywatelstwa państwowego nie zostałyby wprowadzone, będziemy z pewnością obserwować dążenia bogatych i w pełni ubezpieczonych do uzyskania dostępu do jakiejkolwiek szczepionki, kiedy tylko stanie się dostępna, nawet jeśli ów sposób dystrybucji będzie gwarantował, że tylko niektórzy będą mieli taki dostęp, zaś inni będą skazani na kontynuację i intensyfikację prekarności. Nierówności społeczne i ekonomiczne sprawią, że wirus będzie dyskryminował. Wirus sam w sobie nie dyskryminuje, ale my – ludzie – owszem, będąc ukształtowanymi i pobudzanymi przez zazębiające się siły nacjonalizmu, rasizmu, ksenofobii i kapitalizmu. Wydaje się prawdopodobne, że w przyszłym roku będziemy świadkami bolesnego scenariusza, wedle którego niektóre istoty ludzkie zapewnią sobie prawo do życia kosztem innych, ponownie zapisując fałszywe rozróżnienie na życia godne i niegodne opłakiwania, to znaczy na tych, którzy powinni być chronieni przed śmiercią za wszelką cenę i tych, których życie uznane jest za niewarte ochrony przed chorobą i śmiercią.

Wszystko to ma miejsce tuż przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, w których szanse Berniego Sandersa na zdobycie nominacji z ramienia Demokratów wydają się coraz bardziej odległe, choć statystycznie nie niemożliwe. Ostatnie przewidywania, które ustawiają Bidena na prowadzeniu, są druzgocące zwłaszcza teraz, kiedy zarówno Sanders, jak i Warren opowiadają się za Medicare for All, czyli za programem kompletnej, publicznej opieki zdrowotnej, która zagwarantowałby podstawową ochronę zdrowia każdej osobie w kraju. Taki program położyłby kres sterowanym przez rynek prywatnym firmom ubezpieczeniowym, które regularnie porzucają chorych, narzucając tym, którzy są pozbawieni środków do życia, koszty właściwie niemożliwe do spłacenia, a także utrwalają brutalną hierarchię między ubezpieczonymi, nieubezpieczonymi i tymi, którzy nie mogą się ubezpieczyć. Socjalistyczne podejście Sandersa do opieki zdrowotnej mogłoby być bardziej trafnie ujęte jako socjaldemokratyczna perspektywa, która zasadniczo nie różni się od tego, co Elizabeth Warren przedstawiała we wcześniejszych etapach swojej kampanii. Jego zdaniem świadczenia medyczne są „prawem człowieka”, przez które ma na myśli to, że każdy człowiek powinien mieć prawo do takiej opieki medycznej, jakiej potrzebuje. Ale dlaczego nie ujmować tego jako społeczne zobowiązanie, które wynika z tego, że żyjemy w społeczeństwie razem z innymi? By wymusić powszechny konsensus co do takiego pojęcia, zarówno Sanders, jak i Warren będą musieli przekonać Amerykanki i Amerykanów, że chcemy żyć w świecie, w którym żadne z nas nie odmawia opieki zdrowotnej komuś innemu. Innymi słowy, będziemy musieli przystać na społeczny i ekonomiczny świat, w którym radykalnie nieakceptowalne jest to, że niektórzy będą mieli dostęp do szczepionki, która może ocalić ich życie, podczas gdy innym odmówi się do niej dostępu tylko dlatego, że nie stać ich na nią lub nie stać ich na ubezpieczenie, które mogłoby ją pokryć.

Jeden z powodów, dla których zagłosowałam na Sandersa w prawyborach kalifornijskich wraz z większością zarejestrowanych Demokratów, jest taki, że otworzył on – razem z Warren – możliwość ponownego wyobrażenia naszego świata, który mógłby być zorganizowany przez kolektywne pragnienie bezwzględnej równości, świata, w którym wspólnie domagalibyśmy się tego, by środki niezbędne do życia, w tym opieka medyczna, dostępne były w równym stopniu bez względu na to, kim jesteśmy i czy mamy możliwości finansowe. Taka polityka ustanowiłaby solidarność z innymi państwami, które zobowiązałyby się do uniwersalnej opieki zdrowotnej, a to z kolei ustanowiłoby ponadnarodową politykę opieki zdrowotnej, wierną realizowaniu ideałów równości. Pojawiają się nowe sondaże, które ograniczają wybór w skali państwowej do Trumpa i Bidena dokładnie wtedy, kiedy pandemia paraliżuje życie codzienne, intensyfikując prekarność bezdomnych, nieubezpieczonych i biednych. Wskrzeszona została idea, byśmy stali się ludźmi, którzy chcieliby widzieć taki świat, gdzie polityka zdrowotna działa w równym stopniu na korzyść każdego życia, likwidując kontrolę rynku nad opieką zdrowotną, dokonującą rozróżnienia na tych, którzy na to zasługują i na tych, których z łatwością można zostawić na pastwę choroby i śmierci. Zaczęliśmy widzieć samych siebie inaczej, jako że Sanders i Warren dali nadzieję na tę inną możliwość. Zrozumieliśmy, że moglibyśmy zacząć myśleć i wartościować poza warunkami, jakie narzuca nam kapitalizm. Nawet jeśli Warren nie jest już kandydatką, a Sanders najprawdopodobniej nie odzyska dawnego impetu, musimy pytać zwłaszcza teraz, dlaczego jako ludzie wciąż jesteśmy przeciwni traktowaniu wszystkich żyć jako równowartych? Dlaczego niektórzy wciąż zachwycają się pomysłem, że Trump mógłby chcieć uzyskać szczepionkę, która uratowałaby amerykańskie życia (jak sam je nazywa), a nie wszystkie inne? Propozycja uniwersalnej i publicznej opieki zdrowotnej ożywiła socjalistyczną wyobraźnię w Stanach Zjednoczonych, która teraz w tym kraju musi poczekać na realizację jako polityka społeczna i publiczne zobowiązanie. Niestety, w czasie pandemii nikt z nas nie może czekać. Należy podtrzymywać ten ideał przy życiu przez ruchy społeczne, które bardziej pochłonięte są długoletnią walką, jaka stoi przed nami, aniżeli kampanią prezydencką. Te pełne śmiałości i współczucia wizje, wykpiwane i odrzucane przez „realistów” kapitalistycznych, miały wystarczająco dużo czasu antenowego, wystarczająco dużo uwagi już przyciągnęły, by zwiększyć pragnienie – niektóre po raz pierwszy – innego świata.

Miejmy nadzieję, że utrzymamy to pragnienie przy życiu.

Przełożyła: Katarzyna Szopa

Tekst ukazać się 19 marca na stronie internetowej wydawnictwa "Verso".