THE RETURN OF HEGEL

30 arie-wubben-source -unsplash.jpg

Giorgio Agamben i Jair Bolsonaro w obronie normalności

Dziś polecamy Waszej uwadze komentarz Wojciecha Sawali, który krytykuje agambenizm Jaira Bolsonaro w podejściu do pandemii Covid-19.

Kolejnym ponurym dowodem na to, jak bardzo myli się Agamben krytykując środki społecznego odosobnienia, wprowadzane w obliczu epidemii Covid-19, jest to, że opowiadając się przeciw temu, co uważa za opresyjny „stan wyjątkowy”, staje praktycznie w jednym szeregu z takimi postaciami, jak faszystowsko-neoliberalny prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro, który robi obecnie wszystko, aby znieść lub sparaliżować działanie wszelkich kryzysowych regulacji.

Postawę Bolsonaro w tej kwestii obrazowo streszcza jego wypowiedź: „Niektóre osoby umrą, takie jest życie”. Otóż to – czy to nie jest kwintesencja nowoczesnej biopolityki, która, jak pisał Foucault, opiera się na postawie władzy, która „każe żyć i pozwala umierać” (w odróżnieniu od władzy suwerennej, która „pozwala żyć i każe umierać”)? Wystawienie pewnych jednostek, a nawet sektorów społecznych na ryzyko śmierci, która zostaje całkowicie znaturalizowana i przedstawiona jako niewygórowana cena za to, aby „życie toczyło się dalej”, aby system zachował swą sprawność – to jest chyba właśnie biopolityczny modus operandi obecnych władz (krypto)autorytarnych. (Owe „niektóre osoby” to – oczywiście zupełnie przez przypadek tak się składa – zwykli pracownicy pozbawieni możliwości pracy zdalnej, a w Brazylii przede wszystkim czarne kobiety, pełniące służbę jako domésticas w domach bogatej klasy średniej wyższej).

Czy to nie symptomatyczne, że człowiekowi otwarcie gloryfikującemu zbrodniczą dyktaturę wojskową z lat 1964-1985 dziś wcale nie w smak ogłaszanie żadnego stanu wyjątkowego? Czy nie świadczy to dobitnie o tym, że współcześnie reżimy biopolityczne działają w oparciu o zupełnie inne strategie niż toporne ogłaszanie stanów wyjątkowych (charakterystyczne zresztą w swej toporności raczej dla poprzedzającego erę biopolityczną paradygmatu władzy suwerennej)? Wydaje się, że dziś strukturalna relacja pomiędzy sferami „normalności” i „stanu wyjątkowego” została przeniesiona z wymiaru czasowego w wymiar przestrzenny. Wojskowe dyktatury XX wieku w Ameryce Łacińskiej działały według schematu, zgodnie z którym interwencja wojskowa ustanawiała przejściowy stan wyjątkowy po to, aby normalność rzekomo zakłóconą przywrócić. Obalenie Allende w Chile czy Goularta w Brazylii legitymizowane było jako przywracanie normalności. Nadzwyczajne miały być jedynie metody. Wszystko jednak działo się w obrębie danego kraju, a relacja pomiędzy normalnością a stanem wyjątkowym rozgrywała się na osi historycznego czasu. Dziś tymczasem wydaje się, że stan wyjątkowy – jak tyle innych rzeczy w obrębie paradygmatu globalnego neoliberalizmu – został poddany outsourcingowi, w efekcie czego w centrum ma panować „normalność”, na peryferiach natomiast – skategoryzowanych cynicznie jako kraje „rozwijające się”, w rzeczywistości jednak podrozwinięte i takimi mające już pozostać – panować mają rozmaite wcielenia stanów wyjątkowych, przedstawiane jako efekt nieporadności i zacofania tychże krajów, nie zaś jako strukturalna konsekwencja globalnego kapitalizmu.

Jeśli zatem dziś w obrębie światowego centrum dochodzi do ustanawiania autorytarnych, antydemokratycznych stanów wyjątkowych, to nie dokonuje się to przy legitymacji za pośrednictwem kategorii „stanu wyjątkowego”, ale za pośrednictwem hasła „przywracania” bądź też „utrzymywania normalności”. Nie bez powodu przeprowadzony w Brazylii w białych rękawiczkach zamach stanu, odsuwający od władzy Lulę, a wynoszący do prezydentury Bolsonaro, miał wszelkie pozory legalizmu i prowadzony był pod hasłem „walki z korupcją”. Chyba nie bez powodu także w Polsce „normalność” cieszy się statusem jednej z naczelnych wartości, towarzysząc rozmaitym antydemokratycznym machinacjom (nawet procedowanie „bez żadnego trybu” jawi się jako ozdrowieńcze wyzwolenie spontanicznej normalności z ram nadmiernej biurokratyzacji, nie zaś jako miniaturowa praktyka stanu wyjątkowego). Czy w tym kontekście nie nabiera też dodatkowej wymowy opór polskich władz przed wprowadzeniem stanu klęski żywiołowej czy też właśnie stanu wyjątkowego? Można więc ironicznie zapytać: czyżby polski rząd opierał swe działania na filozofii Giorgio Agambena?

Mówiąc jednak poważnie – i aby poważnie traktować krytykę biopolityki jako perspektywę analizy bieżącej rzeczywistości – wydaje się koniecznym skonfrontowanie abstrakcyjnej teorii ze złożonością faktycznego stanu świata i dostrzeżenie, że naprawdę zideologizowana i nasiąknięta mechanizmami biopolitycznej dominacji i eksploatacji ciał jest dzisiaj nie tyle procedura ogłaszania stanów wyjątkowych w obrębie krajów centrum, co idolatria „normalności”, której ograniczeniami martwią się na równi Bolsonaro i Agamben. Oczywiście pozornie obaj panowie co innego mają na myśli – Bolsonaro broni radykalnej ideologii wolnorynkowego kapitalizmu, zaś autor Homo sacer wydaje się bronić „włoskiego stylu życia”. Jeśli tak, to jednak wpada z deszczu pod rynnę – ustawia się bowiem w jednym szeregu z prezydentem Trumpem, ogłaszającym w ramach reprezentowanego przez siebie klimatycznego negacjonizmu, że „amerykański styl życia nie jest negocjowalny”. To wszystko zdaje się pokazywać, jak dalece ideologicznie i etycznie uwikłana jest dzisiaj właśnie normalność – jako taką wyobrażamy sobie bowiem sposoby naszego codziennego funkcjonowania w zachodnich miastach. W kontekście pandemii nowej aktualności nabiera więc słynny napis Banksy’ego na jednym z londyńskich murów: „Sorry! the lifestyle you ordered is currently out of stock”. Nowe, dosłowne znaczenie tego hasła, związane z izolacją i kwarantanną, uwypukla jednak znaczenie znacznie głębsze i trwalsze, oparte na krytycznym spojrzeniu na globalny kapitalizm w kontekście katastrofy klimatycznej – właśnie zachodni konsumpcjonistyczny styl życia, choć bardzo chcielibyśmy nie musieć go renegocjować, wydaje się być obecnie na wyczerpaniu za sprawą różnorakich rozszczelnień immunologicznego odseparowania sfery normalności od sfery „stanu wyjątkowego”. Ten drugi napiera coraz silniej na granice światowego centrum, pod postacią ciał migrantów i uchodźców (nie bez kozery obrazowanych niekiedy jako potencjalni nosiciele groźnych chorób), a obecnie pod postacią jeszcze trudniejszego do powstrzymania wirusa.

Czy jednak jedno i drugie nie zostało w pewnym sensie strukturalnie wytworzone przez mechanizmy biopolitycznego podziału świata (niesymetryczna globalizacja, eksploatacja złóż Południa przez globalne korporacje, geopolityka MFW, rozwój drapieżnej turystyki i połączeń samolotowych, kultura mięsożerności, outsourcing, itd...), a więc ich powstrzymanie najprawdopodobniej nie jest możliwe w obrębie obecnego paradygmatu – co więcej, on sam może okazać się już nie do utrzymania. Chyba bowiem właśnie powróciło wyparte realne. Wyoutsourcingowany „stan wyjątkowy” – przejawiający się w niewyobrażalnych sytuacjach rozgrywających się już teraz w niektórych zachodnich szpitalach, zmuszonych do podejmowania biopolitycznych decyzji o różnicującym wartościowaniu poszczególnych żyć – przedostał się do centrum i obrona „normalności” może już się na nic nie zdać.