Guy Standing. 2015. Karta Prekariatu. Tłum. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: PWN.

„Prekariat” stał się na dobre i na złe słowem-kluczem w medialnym dyskursie dotyczącym problemów dzisiejszego rynku pracy, a znaczącą rolę w popularyzacji tego pojęcia odegrał Guy Standing. Po wydaniu polskiego przekładu Prekariatu Standinga w 2014 roku PWN oddaje w ręce spragnionego panaceum na neoliberalny impas czytelnika Kartę Prekariatu. Książka w zamyśle ma stanowić manifest programowy tej, wciąż jednak mgliście zakreślonej, „klasy” (co do tego, czy prekariat można rzeczywiście nazwać klasą istnieją wątpliwości, zob. Choonara 2011[http://socialistreview.org.uk/362/there-precariat]). Doniosłość przedsięwzięcia zostaje jednocześnie podkreślona przez odniesienia do Wielkiej Karty Swobód z 1215 roku i kolejnych historycznych dokumentów wcielających w życie idee postępowe. Jaki jednak jest jej rzeczywisty wkład w dyskusję?

            Autor opisuje faustowski pakt zawarty ze społeczeństwem przez podążające od lat osiemdziesiątych XX wieku za doktryną neoliberalną rządy. Za ich sprawą forsowana była polityka konkurencyjności, zwiększająca elastyczność zatrudnienia, rozmontowująca zabezpieczenia socjalne i podważająca instytucje solidarności społecznej (s. 39). Cały proces stopniowego pozbawiania obywateli ich praw był maskowany iluzją powszechnego dostatku, jednak tylko do czasu. Zdaniem Standinga kryzys 2008 obnażył ukrywane dotąd tendencje i rozpoczął erę zaciskania pasa, uderzającą w największym stopniu w powstałą w efekcie opisywanych przemian, coraz liczniejszą grupę: prekariat. Standing proponuje, w odpowiedzi na krytykę jego poprzedniej książki, nową definicję „niebezpiecznej klasy” – jej trzema elementami są specyficzna pozycja w stosunkach produkcji, dystrybucji oraz stosunek do państwa. Po pierwsze więc, prekariat pozbawiono wszystkich form bezpieczeństwa związanego z pracą (tych Standing wyróżnia siedem – więcej na ten temat w Prekariacie), a jego kondycją życiową jest ciągła niepewność i przejściowość. Pod względem stosunków dystrybucji prekariat wyróżnia nie tylko brak stałego przychodu w formie pensji, ale także innych składników dochodu społecznego, czyli dodatków pozapłacowych, świadczeń państwowych czy też usług publicznych. W końcu, w stosunku do państwa prekariusze są zbywatelami (denizens) – poprzez pozbawienie ich wielu praw, przysługujących pozostałym grupom społecznym, zdani są na przychylność aparatu biurokratycznego.

            Książka Standinga broni się najlepiej, kiedy koncentruje się na opisie współczesnego kapitalizmu z jego strategiami podporządkowywania sobie siły roboczej. Niezależnie od tego, jak oceniamy konstrukcje pojęciowe autora, pejzaż ten jest malowany przez niego niezwykle sugestywnie i trafnie. Diagnoza obejmuje zagadnienia na różnym poziomie ogólności, od sposobu prowadzenia statystyk pracy przez regulacje dotyczące darmowych staży, aż po zniesienie dotychczasowego rozumienia pracy jako takiej. Standing wskazuje na rosnącą skalę problemu prekarności i jego mechanizmy (pułapka prekarności, objawiająca się na przykład malejącym prawdopodobieństwem otrzymania w przyszłości stałej posady po rozpoczęciu pracy w warunkach „prekarnych”). Pojawiają się problemy (jeszcze?) nieobecne powszechnie w Polsce, jednak ważne z perspektywy angielskiej, w tym umowy zero godzin czy praca tłumna (crowd working).

            Standing opisuje walkę prekariatu na trzech poziomach: uznania, reprezentacji i redystrybucji. Ich konkretyzację stanowi 29 sformułowanych przez autora artykułów obejmujących rozmaite elementy rzeczywistości ekonomicznej i społecznej. Celem natomiast jest dążenie do zniesienia „plagi niepewności” (s. 386), a tym samym –prekariatu jako takiego. Część „pozytywna” książki nie jest jednak pozbawiona pewnych słabości. Jak zobaczymy, sama konceptualizacja płaszczyzn walki prekariatu odzwierciedla ograniczenia związane z projektem Karty Prekariatu.

Uznanie

Mówiąc o uznaniu (autor ma tu na myśli budowanie tożsamości społecznej), musimy najpierw określić, kto o owo uznanie miałby zabiegać. Standing prekariat przeciwstawia proletariatowi, jednak ten drugi ma u niego bardzo ograniczone pole znaczeniowe. Mianowicie proletariat jest „starą klasą robotniczą”, która w toku historii zdołała wywalczyć sobie pewne formy bezpieczeństwa zatrudnienia i reprezentacji – w odróżnieniu od prekariatu, którego definiującą cechą jest właśnie ich brak. Trudno wyrokować, czy tak przyjęte definicje mają korzenie w niechęci wobec marksizmu, czy też w potrzebie odcięcia się od niego w celu uformowania „nowego” podziału klasowego. Toruje to drogę do dość osobliwych interpretacji pism Marksa. Tak oto Standing widzi cele proletariatu: „Według Marksa proletariat chciał znieść sam siebie. To samo można powiedzieć o prekariacie. Proletariat chciał jednak tym samym upowszechnić stabilne zatrudnienie” (s. 23). Sam prekariat jest nadal definiowany wieloaspektowo, przy czym Standing wprowadza nowe w stosunku do Prekariatu klasyfikacje i kryteria – tym razem, na przykład, zamiast dzielić prekariat na „narzekających” i „zadowolonych”, badacz wyróżnia trzy podgrupy: dawnych członków wspólnot robotniczych, tradycyjnych „zbywateli” (obywateli pozbawianych należnych im praw) i „wykształconych” (s. 34–35). Tak jak w poprzedniej książce, podziały te wydają się niesatysfakcjonujące, obrazują jednak zasadniczy problem związany z definicją prekariatu – brak wspólnego mianownika dla mnogości uznawanych za prekarne grup.

Redystrybucja

 Wybór terminu „redystrybucja” wydaje się znaczący w kontekście opisu projektowanej rzeczywistości ekonomicznej. Pisząc o dobrach wspólnych, Standing przyjmuje niestety, podobnie jak w Prekariacie, dość wąską ich definicję – koncentruje się raczej na wspólnych zasobach i przestrzeni miejskiej niż na sposobach alternatywnego generowania wartości (jako przykład przywołuje dzierżawione, indywidualnie użytkowane ogródki działkowe). Nie sposób nie dostrzec u autora pewnego niezdecydowania. Nieustanne zapowiedzi spojrzenia w przyszłość, ku nowym formom organizacji pracy i zerwania ze status quo (stąd też pewna niechęć wobec zabezpieczonych społecznie pracowników najemnych) kontrastują z pozostawaniem w obrębie prywatnej wartości środków produkcji (Standing twierdzi w pewnym momencie, że współcześnie nie stanowi to w ogóle adekwatnej kwestii dla prekariatu – s. 150) i lekko podrasowanej demokracji reprezentacyjnej. Kwestia równości ekonomicznej polegałaby jedynie na zapewnieniu ogółowi społeczeństwa określonego poziomu bezpieczeństwa i znajduje tym samym swój punkt dojścia w zapowiadanej przez Standinga redystrybucji, której clue stanowić miałby powszechny dochód podstawowy – postulat, na rzecz którego autor działa od wielu lat (więcej na ten temat: Praktyka Teoretyczna 2(12)/2014).

Reprezentacja

Znamienny wydaje się fakt, że program polityczny powszechnej grupy społecznej jest przygotowany i ogłoszony przez jedną osobę (akademika o ugruntowanej pozycji, a więc raczej niekoniecznie klasycznego reprezentanta prekariatu), a nie kolektyw zrzeszający sam prekariat. Standing zresztą wydaje się przyznawać istotną rolę sprawczą tak zwanej inteligencji – „Być może największym wyzwaniem dla tej (wykształconej – TP) części prekariatu będzie przekonanie pozostałych do podzielania wspólnej wizji. Nie ma żadnego powodu, dla którego nie mogłoby się tak stać, skoro rzemieślnicy i intelektualiści odgrywali rolę nauczycieli i liderów »klasy robotniczej« w końcu XIX i na początku XX wieku” (s. 36). Nie można przy tym powiedzieć, że autor pisze w oderwaniu od głosów samych zainteresowanych. Standing korzysta miejscami z informacji i postulatów organizacji i ruchów społecznych reprezentujących określone podgrupy wchodzące w skład prekariatu (np. akademicka The University and College Union albo Organizacja Samozatrudnionych Kobiet z Indii – SEWA), na stronach książki przywoływane są także relacje zaczerpnięte z odbieranych przez niego wiadomości. Instytucją reprezentującą prekariat nie byłyby związki zawodowe w obecnym kształcie (Standing ubolewa nad ich, jego zdaniem, regresywną rolą – s. 185), a raczej niezależne stowarzyszenia – „syntez[a] korporacji zawodowych i rzemieślniczych oraz związków zawodowych” (s. 183).

            Kolejna pozycja w dorobku Standinga obrazuje jego pracę nad rozwojem pojęcia prekariatu i zastosowaniem go do analizy współczesnej rzeczywistości społecznej. Mimo że Karta Prekariatu nie stanowi wyczerpującego i spójnego projektu politycznego, a siatka pojęciowa używana przez autora ma pewne słabości, książka zwraca uwagę na całą gamę problemów, które rzadko mają szansę stać się obiektem debaty publicznej, a które w coraz większym stopniu mogą wpływać na nasze życie.

Share This