Guy Standing – Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny

Przełożył: Tomasz Płomiński

Abstrakt: Rozdział książki Guya Standinga „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Autor analizuje szereg rozwiązań będących odpowiedzią na kryzysy gospodarcze, nierówności i ubóstwo: płacę minimalną, składkowe ubezpieczenia społeczne, pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym, dotowanie żywności, ulgi podatkowe, programy workfare i gwarancję zatrudnienia. Ocenia te rozwiązania w odniesieniu do zasad sprawiedliwości społecznej i porównuje z dochodem podstawowym.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, sprawiedliwość społeczna, ubezpieczenie społeczne, workfare

Jakie są główne alternatywy wobec dochodu podstawowego proponowane lub implementowane w celu przeciwdziałania obecnym kryzysom ekonomicznej niepewności, nierówności i ubóstwa? Ten rozdział omawia następujące propozycje: krajową pensję minimalną i jej odmianę, „godziwą płacę” (living wage); składkowe ubezpieczenia społeczne (narodowe ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii); pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym; dotowanie żywności i innych dóbr podstawowych, włączając w to bony żywnościowe; programy workfare i wersje zasiłku zależnego od pracy; oraz ulgi podatkowe, razem z aktualnie wprowadzaną w Wielkiej Brytanii ulgą o niefortunnej nazwie „powszechny kredyt” („Universal Credit”). Każde z tych rozwiązań wymieniano jako lepsze od dochodu podstawowego i wszystkie z nich są obecnie wykorzystywane w praktyce przez rozwinięte gospodarki na całym świecie.

Uczciwe porównanie wymaga ich oceny według jednakowych kryteriów. W każdym przypadku należy zadać następujące pytania: czy dana polityka służy sprawiedliwości społecznej[1]? Czy oferuje sposób na zwiększenie wolności w republikańskim sensie, czy też ją narusza[2]? Czy zmniejsza nierówności, czy może je zwiększa[3]? Rozszerza bezpieczeństwo socjoekonomiczne, czy pogłębia jego brak? Czy istotnie zmniejsza ubóstwo? Wszystkie z tych pytań powinny zostać rozważone w kontekście globalizacji, rewolucji technicznej i neoliberalnej polityki ekonomicznej kształtującej światową gospodarkę rynkową.

Zasady sprawiedliwości społecznej określone w poprzednich rozdziałach wyznaczają przydatną listę do oceny każdej z polityk. Przypomnijmy:

  • Zasada różnicy w wymiarze bezpieczeństwa – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że zwiększa bezpieczeństwo najmniej zabezpieczonych grup społecznych.
  • Zasada antypaternalistyczna – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie narzuca wybranym grupom społecznym formy kontroli, której nie narzuca również większości wolnych grup w społeczeństwie.
  • Zasada praw przed dobroczynnością – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że poszerza prawa odbiorców świadczeń lub usług i ogranicza swobodę decyzji jej dostarczycieli.

Można do nich dodać dwie kolejne (Standing 2016):

  • Zasada ograniczenia ekologicznego – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie obciąża kosztem ekologicznym społeczności lub bezpośrednio nią dotkniętych.
  • Zasada godnej pracy – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie utrudnia ludziom wykonywania pracy w godny sposób i nie ogranicza w tym najbardziej narażonych grup.

Każda z polityk powinna zostać oceniona zgodnie z tymi zasadami. W niektórych przypadkach będą się oczywiście pojawiać między nimi konflikty, powinniśmy jednak być ostrożni wobec każdej polityki, która znacząco je narusza.

Ustawowa płaca minimalna i „godziwa płaca”

Niemal wszystkie rządy w erze globalizacji osłabiały negocjacje zbiorowe i ograniczały funkcjonowanie związków zawodowych w ramach swoich planów uelastyczniania rynków pracy. Większość z nich łączyła to z dolnymi pułapami płacowymi, wprowadzając krajowe ustawowe płace minimalne, tak jak w Wielkiej Brytanii i, ostatnio, w Niemczech, lub kładąc większy nacisk na istniejące regulacje płacy minimalnej, tak jak Stany Zjednoczone, nawet jeśli pozwalano na spadek rzeczywistej wartości płacy.

Paradoksalnie, ustawowa pensja minimalna ma największą szansę funkcjonować poprawnie na rynku pracy w sektorze przemysłowym, gdzie dominuje stabilne pełnoetatowe zatrudnienie. Ma ona mniejszą szansę funkcjonować zgodzie z założeniami w systemie elastycznej, usługowej pracy, w którym pomiar pracy jest często utrudniony, o ile w ogóle możliwy. Pensje minimalne są zazwyczaj ustalane w skali godzinowej. W jaki sposób jednak, na przykład, zmierzyć „godzinę pracy” w gospodarce usługowej, w której ludzie nie odbijają czasu wejścia i wyjścia w stałym miejscu pracy, a coraz częściej pracują o różnych porach i w wielu miejscach? Poza tym płaca minimalna, w przeciwieństwie do dochodu podstawowego nie wzmacnia pozycji negocjacyjnej robotników. Jeśli masz jakiś punkt podparcia, łatwiej ci powiedzieć „nie” nieuczciwej propozycji wynagrodzenia, niezależnie od tego, czy jest ona wyższa od płacy minimalnej. Jeśli nie dysponujesz dochodem podstawowym i nie podoba ci się oferowana płaca, pracodawca może po prostu powiedzieć „to twój problem”.

Wprowadzanie płacy minimalnej, a następnie nadzór, czy jest ona stosowana, jest jednocześnie skomplikowane i kosztowne. Od czasu brytyjskiej Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu z 1998 roku tylko dziewięć spośród setek łamiących prawo firm zostało oskarżonych o niewypłacanie należnej pensji. Ci, którzy nie reagują na imienne wskazywanie sprawców, muszą być ścigani na drodze długotrwałych postępowań sądowych. Dodatkowo płace minimalne zabezpieczają jedynie zatrudnionych, ignorując pozbawionych pracy, a także rosnącą liczbę samozatrudnionych i tak zwanych niezależnych podwykonawców, których spotykamy teraz we wszystkich uprzemysłowionych krajach. Nie są także efektywnym sposobem na walkę z ubóstwem, ponieważ, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, większość ludzi otrzymujących płacę minimalną nie żyje w najbiedniejszych gospodarstwach domowych.

Przeciwnicy pensji minimalnej lub ci, którzy uważają jej poziom za „zbyt wysoki”, zazwyczaj twierdzą, że powoduje ona ograniczenie zatrudnienia przez firmy w celu oszczędzenia na wypłacanych pensjach. W rzeczywistości istnieją dowody na niski wpływ płacy minimalnej na poziom bezrobocia. Pracodawcy jednak i tak tną koszty na inne sposoby, które mogą pozostawić robotników w niewiele lepszej, lub nawet gorszej sytuacji.

Załóżmy przykładowo, że przy minimalnej godzinowej pensji w wysokości 10 funtów firma oferująca usługi sprzątania zatrudni 100 robotników w wymiarze trzydziestu godzin tygodniowo. Jeśli płaca minimalna zostałaby podniesiona do 12 funtów, to firma obcięłaby liczbę godzin do 25, pozostawiając koszty płacowe na tym samym poziomie bez żadnego zysku dla robotników (prawdopodobnie wyszliby oni na tym gorzej, ponieważ musieliby wykonać tę samą ilość pracy w krótszym czasie lub odrabiać nieopłacone nadgodziny).

Dokładnie to stało się po wprowadzeniu przez rząd brytyjski krajowej godziwej płacy (National Living Wage) w 2015 roku (Lawrence 2016). W jednym z przypadków firma oferująca usługi sprzątania urzędowi skarbowemu obcięła tygodniową liczbę godzin dla sprzątających poniżej 30, wpędzając swoich robotników w okrutną pułapkę ubóstwa; oprócz mniejszej liczby płatnych godzin, która zniwelowała podwyżkę stawki godzinowej, stracili uprawnienie do ulg podatkowych przysługujących tylko ludziom pracującym co najmniej trzydzieści godzin tygodniowo. Sprzątający stracili na tym tak wiele, że niektórzy z nich dowiedzieli się, że więcej pieniędzy otrzymaliby rzucając pracę i zgłaszając się po pełny zasiłek.

Inny przykład krzywdy wyrządzanej przez złożone systemy pomocy społecznej: pewna kobieta, która straciła ulgi podatkowe, została zmuszona do pozostania w pracy, ponieważ ubiegając się o zasiłki z pomocy społecznej, prawie na pewno utraciłaby swój rodzinny dom. Jako że wciąż mieszkała w domu z trzema sypialniami, w którym dorastały jej dzieci, tak zwany „podatek od sypialni” („Bedroom tax”) zmniejszający zasiłek mieszkaniowy ludziom posiadającym rzekomo więcej niż konieczną liczbę sypialni dla najbliższej rodziny pozbawiłby ją możliwości opłacania czynszu i zmusił do przeprowadzki do mniejszego mieszkania. Nie dziwi więc fakt, że krótko po tym została przyjęta do szpitala z wysokim ciśnieniem wynikającym ze stresu.

Jeśli chodzi o zasady sprawiedliwości społecznej, to płace minimalne nie spełniają Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, ponieważ nie zapewniają wiele bezpieczeństwa najmniej zabezpieczonym grupom społecznym, szczególnie na współczesnych, „elastycznych” rynkach pracy. Wprawdzie osiągają dość dobry wynik według Zasady antypaternalistycznej i Zasady praw przed dobroczynnością, nie robią jednak niczego w kierunku zwiększania wolności; sprawiają jedynie, że w niektórych przypadkach praca staje się finansowo korzystniejsza. W najlepszym wypadku pensja minimalna jest neutralna wobec Zasady ograniczenia ekologicznego, chociaż przedkłada pracę zużywającą zasoby ponad pracę zachowującą zasoby lub „reprodukcyjną”. Czasy płacy minimalnej jako użytecznego, istotnego elementu polityki społecznej i rynku pracy z pewnością przeminęły.

Ubezpieczenie społeczne

Przez większość dwudziestego wieku systemy opieki społecznej były oparte na zasadach ubezpieczenia społecznego bazujących na modelach wprowadzonych przez Beveridge’a lub Bismarcka. Istotą tego systemu była solidarność; osoby ubezpieczone na ryzyko o niskim prawdopodobieństwie finansowali osoby ubezpieczone na ryzyko o prawdopodobieństwie wysokim. Ubezpieczano na wypadki nazywane „zdarzeniami losowymi”, jak na przykład bezrobocie, choroba, wypadek, niepełnosprawność lub ciąża. W każdym z przypadków aktuarialne wyliczenia dodatków i świadczeń bazowały na statystycznych prawdopodobieństwach wystąpienia tych zdarzeń.

W rzeczywistości systemy ubezpieczeń społecznych nigdy nie były tak solidarnościowe, jak chcieliby ich obrońcy, ani tak uniwersalne, jak wyglądały na pierwszy rzut oka. W szczególnie niekorzystnym położeniu stawiały zwłaszcza kobiety. Działały jednak w miarę dobrze, z szerokim demokratycznym poparciem, dopóki baza składkowa była pewna i szeroka, dopóki wystarczająca liczba osób płaciła składki lub była za nie odprowadzana składka i w końcu dopóki obejmowane nimi ryzyka były tymi, które najbardziej martwiły lub dotykały ludzi.

W dwudziestym pierwszym wieku te warunki już nie obowiązują. Coraz więcej ludzi wędruje od jednej niestabilnej pracy do drugiej, więc baza składkowa zaczyna się rozpadać, zmuszając rządy do sięgania do ogólnych przychodów w celu zbilansowania budżetu ubezpieczeń społecznych. Z tego samego względu ludzie w coraz mniejszym stopniu są zdolni do wykazania historii składek wymaganej do otrzymania świadczeń z tytułu ubezpieczenia, co uzależnia ich w ciężkich chwilach od polegania na pomocy opartej na kryterium dochodowym. Dodatkowo coraz więcej ludzi jest narażonych  na ryzyka, które nie są w wystarczającym stopniu (lub wcale) pokrywane przez ubezpieczenie.

Jednocześnie lepiej zarabiający, mniej narażeni na zdarzenia losowe, są coraz mniej chętni do składania się na rosnącą liczbę ludzi narażonych na nie w stopniu wysokim. Podważyło to legitymizację polityczną i poparcie dla świadczeń z tytułu ubezpieczenia społecznego, napędzając żądania cięć w składkach i samych świadczeniach.

Przede wszystkim nastąpiła zmiana w naturze braku bezpieczeństwa ekonomicznego. Członkowie prekariatu mają szczególnie niestabilne przychody, a odczuwany przez nich brak bezpieczeństwa wynika z niepewności, której nie może zaradzić ubezpieczenie społeczne. Ubezpieczenie społeczne działało odpowiednio w warunkach stabilnego, przemysłowego, pełnoetatowego zatrudnienia. Daleko od nich dziś odeszliśmy i prawdopodobnie nie wrócimy do nich w przyszłości.

Ubezpieczenie społeczne w elastycznej gospodarce usługowej nie spełnia Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, chociaż dobrze koresponduje z Zasadą antypaternalistyczną i Zasadą praw przed dobroczynnością. Z tego samego powodu, z którego zawodzi płaca minimalna, nie spełnia także Zasady ograniczenia ekologicznego, bo faworyzuje pracę zarobkową wobec pracy społecznie użytecznej. Podsumowując, oferuje ono niewiele osobom najbardziej pozbawionym środków i bezpieczeństwa, nie będąc jednocześnie w stanie promować sprawiedliwości społecznej ani republikańskiej wolności.

Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym

Utrata wiary w ubezpieczenie społeczne sprawia, że główną alternatywą wobec dochodu podstawowego staje się pomoc społeczna uzależniona od stanu zamożności, skierowana do osób zidentyfikowanych jako „biedne”. Jest to „główna” alternatywa, ponieważ po jej zaadaptowaniu wprowadzenie innych polityk staje się niemal niezbędne, by całość jakoś funkcjonowała.

Podczas budowania państw dobrobytu w dwudziestym wieku panowało szerokie uznanie dla znanego powiedzenia Richarda Titmussa głoszącego, że świadczenia państwowe przeznaczone tylko dla ubogich to zawsze ubogie świadczenia. Jest tak przede wszystkim ze względu na brak zainteresowania reszty społeczeństwa ich obroną. Kiedy jednak państwa dobrobytu znalazły się w latach 80. i 90. na celowniku, rządy wszelkiej maści zmieniły kurs, kładąc fundamenty pod systemy pomocy społecznej oparte na kryteriach dochodowych, uzasadniane zazwyczaj jako niezbędne dla „obrony” państwa dobrobytu w trudnych czasach.

Idea kryterium dochodowego jest zwodniczo prosta: przeznacz ograniczone środki dla osób, które najbardziej ich potrzebują. Niższe wydatki umożliwiają niższe podatki. Jednocześnie kryterium dochodowe legitymizuje wydatki państwowe w oczach opinii publicznej, ponieważ politycy mogą twierdzić, że pieniądze wędrują do najbardziej potrzebujących. Niestety, kolejne badania wykazują rażące wady tego systemu i sugerują, że prawdziwym motywem dla wprowadzania kryteriów dochodowych nie jest wcale pomoc biednym. Oto dziesięć spośród tych wad.

Po pierwsze, pomiar dochodu jest skomplikowany i uwzględnia arbitralne punkty odcięcia. Wliczanie oszczędności i „majątku” zniechęca do oszczędzania, co z kolei zmniejsza odporność w czasach finansowego obciążenia.

Po drugie, sprawdzanie środków wiąże się z wysokimi kosztami zarówno dla administracji, jak i dla wnioskodawców, zmuszonych do podróży do urzędów, stania w kolejkach, wypełniania formularzy, przygotowywania dodatkowych dokumentów itd., na co poświęcają czas i nierzadko pieniądze.

Po trzecie, kryterium dochodowe wymaga zadawania naruszających prywatność pytań, w tym o intymne relacje wnioskodawców, po których mogą następować wizyty domowe, na przykład w celu sprawdzenia, czy mieszkania nie zamieszkuje partner przynoszący dodatkowy dochód. Mamy tu więc reżim wścibstwa, naruszenia prywatności i domniemania winy zamiast niewinności, co ubliża zarówno urzędnikom, jak i wnioskodawcom.

Po czwarte, proces i wynik całej procedury jest z wymienionych względów stygmatyzujący. Często jest to celowe, tak by odstraszyć wnioskodawców i tym samym ograniczyć koszty świadczeń.  Słowami jednego z doradców brytyjskiego i amerykańskiego rządu: wnioskodawcy powinni być źle traktowani i zachęcani do obwiniania się o swoją sytuację (Mead 1986). Nie trzeba być chrześcijaninem, by docenić ripostę Malcolma Torry’ego: „świadczenia oparte na kryterium dochodowym, które stygmatyzują swoich odbiorców, nie odzwierciedlają naszego statusu istot stworzonych na obraz Boga i posiadających godność przewyższaną tylko przez bożą” (Torry 2016, 44).

Prowadzi nas to do piątej wady – niskiego poziomu wykorzystania. Dane z niemal każdego systemu opartego na kryterium dochodowym, w każdym państwie w którym znalazł on zastosowanie, wykazują, że wiele osób uprawnionych do świadczeń ich nie otrzymuje. Wynika to z wątpliwości wobec zgłaszania wniosku, strachu, wstydu lub niewiedzy; odrzuconego wniosku, prawdopodobnie przez niezrozumienie pytania lub udzielenie „złej” odpowiedzi; i z odmówienia świadczeń z trywialnych powodów (takich jak spóźnienie na spotkanie) przez urzędników niskiego szczebla działających zgodnie z własnym wyobrażeniem o wykonywanej pracy i z myślą o swojej karierze.

W Wielkiej Brytanii wykorzystanie zasiłku dla bezrobotnych, nazwanego zasiłkiem dla szukających pracy (Jobseeker’s Allowance, JSA) zawodzi i według szacunków jest on obecnie przyznawany jedynie połowie uprawnionych (Department for Work and Pensions 2016). W roku finansowym 2014–2015 nie zostało przyznanych 2,4 miliarda funtów należnego JSA, co odpowiada 3000 funtów dla każdej z upoważnionych rodzin. Kolejnym świadczeniem o niskim poziomie wykorzystania jest dodatek do emerytur (Pension Credit) mający na celu pomoc ludziom o niskich dochodach, szczególnie kobietom, którzy nie opłacili wystarczającej sumy składek, by kwalifikować się do pełnej emerytury państwowej, lub tym, którzy nie mają innego źródła dochodu oprócz emerytury państwowej.

W latach 2014–2015, czterech na dziesięciu uprawnionych emerytów nie otrzymało tego dodatku o łącznej wartości 3 miliardów funtów – średnio 2000 funtów na rodzinę.

W Stanach Zjednoczonych tylko jedna czwarta uprawnionych do zasiłku mieszkaniowego opartego na kryterium dochodowym rzeczywiście go odbiera, często po spędzeniu lat na liście oczekujących na kartki, które są emitowane w limitowanej rocznej ilości (Matthews 2014). Program TANF (Temporary Assistance of Needy Families – Tymczasowa pomoc dla rodzin w potrzebie) dociera do mniej niż jednej czwartej rodzin pozostających w ubóstwie mimo wzrostu ogólnej liczby takich rodzin (Center on Budget and Policy Priorities 2016).

Po szóste, kryterium dochodowe podważa solidarność społeczną, oddzielając „nas” od „nich”. My, którzy sami się utrzymujemy, płacimy podatki na utrzymanie ich, naciągaczy. Ta utylitarna perspektywa jest dziś smutną rzeczywistością, wzmacnianą przez zmniejszającą się mobilność społeczną i zdolność bardziej zamożnych do ochrony swoich interesów poprzez prywatne ubezpieczenie i zakumulowany majątek przed jakimkolwiek zagrażającym im ryzykiem.

Siódmą, najlepiej znaną wadą jest słynna pułapka ubóstwa[4]. W USA pułapka ubóstwa wynikająca ze stosowania kryterium dochodowego przy przyznawaniu świadczeń oznacza w 35 stanach stratę pieniędzy dla ludzi, którzy, uprawnieni do zasiłku, podjęliby pracę za minimalną płacę (stopa „opodatkowania” przekraczająca 100 procent) (Tanner i Hughes 2013). Niektórzy z komentatorów proponowali stopniowe odsuwanie zasiłków po zdobyciu pracy, tak by nie odstraszać od niskopłatnego zatrudnienia. To byłoby jednak nieuczciwe wobec pracujących na stanowiskach oferujących taką samą lub niższą płacę, którzy nie kwalifikowali się wcześniej do świadczeń.

Prowadzi nas to do ósmej wady, nieuniknionego dryfu w kierunku workfare, omówionego bardziej szczegółowo w dalszym podrozdziale. Wobec ludzi o krańcowej stopie opodatkowania przekraczającej 80 procent przy przechodzeniu z zasiłku do niskopłatnej pracy sprawdzanie dochodów stanowi mocno odstraszający czynnik. W takich warunkach państwu pozostaje jedynie zmusić ludzi do podejmowania pracy za niskie wynagrodzenie.

Dziewiątą wadą jest fakt, że stosowanie kryterium dochodowego w pomocy społecznej utrudnia formowanie się stabilnych gospodarstw domowych. Świadczenia są zazwyczaj określane na podstawie gospodarstwa domowego, nie jednostki, a więc w przeliczeniu na osobę są niższe dla par niż jednoosobowych gospodarstw. Po co zakładać gospodarstwo domowe i eksperymentować przy tym, skoro można stracić pieniądze? Dochód podstawowy natomiast, wypłacany indywidualnie i po równo, zachęcałby osoby rozważające życie rodzinne. Byłby obojętny wobec konfiguracji relacji i gospodarstw, tak jak to powinno być w przypadku kwestii majątkowych.

Dziesiąta wada odnosi się do stosującego kryterium dochodowe zasiłku dla szukających pracy, który przyznaje się na podstawie całkowitego dochodu rodziny. Jeśli jedno z pary jest bezrobotne, para ta finansowo traci, jeśli druga osoba wykonuje małą ilość płatnej pracy. Opłaca się więc jemu lub jej (a zazwyczaj jest to żona lub partnerka) porzucić tę pracę. Między innymi z tego powodu gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach w coraz większym stopniu dzielą się na bogate (dwoje zatrudnionych) i ubogie w pracę (bez zatrudnionych) (Berthoud 2007).

Pomoc społeczna oparta na kryteriach dochodowych i niezbędnych przy nim testach zachowania narusza wszystkie zasady sprawiedliwości społecznej oraz tę wolności republikańskiej. Powtórzmy – każda polityka przeznaczona tylko dla ubogich jest istotnie zawsze ubogą polityką.

Dotacje i bony żywnościowe

Jednym z szeroko stosowanych rozwiązań, szczególnie w krajach rozwijających się, jest wprowadzanie dotacji żywnościowych i innych ukierunkowanych na „biednych”. Indyjskie PDS (Public Distribution System – System dystrybucji publicznej) jest największym tego typu systemem, ale istnieje wiele innych. Programy oparte na bonach, takie jak amerykański program bonów żywnościowych SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program – Program pomocy żywnościowej) mają podobne cele. W obu przypadkach sposób rozumowania polega na tym, że skoro ubogim brakuje podstawowych zasobów, państwo powinno dostarczyć im albo środki na ich pozyskanie, albo same zasoby. Kolejnym uzasadnieniem, wykorzystywanym w krajach rozwijających się, jest ochrona ubogich przed wahaniami cen jedzenia (Drèze i Sen 2014)[5].

Istnieje wiele zastrzeżeń wobec tego rodzaju polityki. Po pierwsze i przede wszystkim, takie systemy są paternalistyczne; zakładają, że wiedzą, czego potrzebują „biedni”, lepiej od nich samych. Co gorsza, mają na celu dyktowanie, co mogą dostać „biedni”. W Stanach na przykład, bony żywnościowe nie tylko ograniczają ludzi do kupowania jedzenia, ale często pozwalają im kupować tylko niektóre rodzaje żywności i napojów uznawanych za „zdrowe”.

Systemy bonów i pomoc w naturze opierają się na ukrytym, o ile nie jawnym założeniu, że jeśli ludzie dostaną pieniądze, to wydadzą je na mniej istotne produkty, a w szczególności te „złe”, takie jak alkohol, narkotyki lub hazard. Tak naprawdę wiele badań pokazuje, że ludzie wcale nie kupują więcej „złych” produktów po otrzymaniu świadczenia w gotówce (Evans i Popova 2014). Zresztą nawet gdyby to założenie było poprawne, to omawiane systemy nie zwiększałyby wolności. Dlaczego biedni, a inni nie, mieliby mieć zakaz wydawania części dodatkowego dochodu na coś, co sprawia im przyjemność? Zawsze zresztą pozostaje możliwość wydania pieniędzy zaoszczędzonych dzięki bonom na „złe” (według nas, dobrych ludzi) produkty albo sprzedania bonów (poniżej wartości) w zamian za gotówkę (Bailey i Pongracz 2015). Odsprzedaż bonów żywnościowych, choć nielegalna, nadal ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, ponieważ ludzie potrzebują gotówki na zakup innych niezbędnych im towarów, takich jak pieluchy, których nie można zdobyć za bony.

Po drugie, administracja, dostarczanie i nadzorowanie systemów bonów i dotowanych produktów są kosztowne i wymagają rozbudowanej biurokracji. Zapewnienie jedzenia o wartości jednej rupii w ramach indyjskiego Systemu dystrybucji publicznej kosztuje rząd 3,65 rupii (Bhalla 2014). Indie mogą być wprawdzie skrajnym przypadkiem, jednak akcje humanitarne ONZ właśnie z tego powodu w coraz większym stopniu polegają na wsparciu finansowym. Jedno z badań porównujących pomoc dostarczaną w formie jedzenia, bonów lub gotówki wykazało, że dostarczanie pomocy w naturze kosztuje niemal czterokrotnie więcej niż ekwiwalent w gotówce (Hidrobo et al. 2014).

Po trzecie, bony są dla beneficjentów warte mniej niż ich ekwiwalent gotówkowy, gotówkę można bowiem wykorzystać wszędzie, natomiast bony są akceptowane tylko w niektórych miejscach albo według uznania sprzedawcy. Zmniejsza to konkurencję o klienta korzystającego z bonów, wobec czego sklepy akceptujące je mogą podwyższać ceny. Za bony można więc nabyć mniej niż za gotówkę; istnieje badanie pokazujące, że libańscy sklepikarze akceptujący bony dla syryjskich uchodźców zarabiali w 2014 roku około miliona dolarów miesięcznie dzięki zawyżonym cenom (Bailey i Pongracz 2015). Bony i pomoc w naturze nakładają przy tym wyższe koszty na swoich odbiorców poprzez wymóg dostania się do wyznaczonych sklepów, czas spędzony na oczekiwaniu itd. (Hidrobo et al. 2014).

Po czwarte, wiążą się one z kryterium dochodowym i, siłą rzeczy, wszystkimi jego wadami. W Stanach, kraju o stosunkowo wydajnym aparacie administracyjnym, jedna czwarta oficjalnie kwalifikujących się do pomocy nie otrzymuje przeznaczonych dla nich bonów żywnościowych. Co więcej, jedna trzecia tych, którzy je dostają, musi także chodzić do banków żywności, inni zaś rezygnują z niektórych posiłków, ponieważ bony pokrywają zgodnie z oszacowaniami potrzeby żywnościowe tylko na trzy tygodnie w miesiącu (Santens 2016).

Po piąte, bony i pomoc w naturze, celowo lub nie, stygmatyzują odbiorców i nadają im status i mentalność petentów. Po szóste, skłaniają do dostarczania towarów i usług niskiej jakości i wywołują wśród administracji pogardę wobec świadczeniobiorców. Bony mieszkalne w Stanach Zjednoczonych kojarzone są z rosnącymi skupiskami ubogich w biednych dzielnicach, w których bony są częściej przyjmowane przez wynajmujących (Mathema 2013).

Po siódme, bony są narażone na korupcję i/lub pogoń za rentą konkretnych grup interesu. Bony żywnościowe w Stanach Zjednoczonych są żywo promowane przez przedstawicieli Partii Republikańskiej z rolniczych stanów. W Indiach do biednych trafia mniej niż 10 procent jedzenia kupowanego przez rząd w ramach Publicznego systemu dystrybucji; prawie połowa znika w tajemniczych warunkach w drodze z magazynu do miejsca wydawania, a większa część reszty gnije w rządowych składach (Mathema 2013). Przejście na system dochodu podstawowego, bazującego na bezpośredniemu przyznaniu gotówki świadczeniobiorcom, za jednym zamachem zlikwidowałoby warstwy pośredników i potencjalny lobbing.

Dotacje żywnościowe i im podobne wydają się spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa dzięki temu, że docierają do najmniej zabezpieczonych grup społecznych, jednak niektóre osoby z tych grup są wyłączone z takich systemów pomocy. Bony z pewnością łamią też Zasadę antypaternalistyczną i Zasadę praw przed dobroczynnością. Oprócz tego są kosztowne w zarządzaniu, nieefektywne i powiązane z korupcją i pogonią za rentą. W Ekwadorze przeprowadzono doświadczenie polegające na przyznawaniu wielu niezależnym grupom pomocy gotówkowej, bonów żywnościowych i bezpośrednio jedzenia. Okazało się, że jedynie mniej niż 10 procent otrzymujących gotówkę wolałoby inną formę pomocy, natomiast jedna czwarta lub jedna trzecia pozostałych pragnęła zmiany (Hidrobo et al. 2014). Badani, którzy otrzymali gotówkę, cenili sobie możliwość wydania części pieniędzy na inne niezbędne produkty oraz oszczędzania. To i wiele innych badań pokazuje, że ludzie wolą gotówkę niż to, czego zdaniem biurokratów najbardziej im brakuje.

Gwarancja zatrudnienia

Niektórzy twierdzą, że „gwarancja zatrudnienia” byłaby korzystniejsza niż dochód podstawowy, ponieważ praca posiada jakąś dającą szczęście, integralną wartość, wykraczającą poza uzyskiwany dochód (poczucie przynależności i wkładu w społeczność, uporządkowanie czasu, interakcja z innymi pracownikami i tak dalej). Zwolennicy gwarancji zatrudnienia to między innymi Lord (Richard) Layard w Wielkiej Brytanii, były „car szczęścia” Tony’ego Blaira (Gregg i Layard 2009), i Harvey oraz Quigley w Stanach Zjednoczonych (wcześniej zaś Minsky) (Harvey 2003; Harvey 2013; Quigley 2003; Minsky 2013).

Wątpliwości wobec tej polityki częściowo odnoszą się do następnej z możliwych polityk, czyli workfare. Gwarancja zatrudnienia byłaby zwodnicza. Jaki rodzaj zatrudnienia bylibyśmy w stanie zagwarantować? Za jaką stawkę? Jaka byłaby konsekwencja odrzucenia oferty konkretnego zagwarantowanego miejsca pracy? Kompletną mrzonką jest zagwarantowanie każdemu pracy, która go interesuje, wykorzystuje jego zdolności i jest dobrze opłacana, więc w praktyce mielibyśmy do czynienia z zatrudnieniem na niskim szczeblu, źle opłacanym, krótkoterminowym, nieprzydatnym albo przynajmniej mało produktywnym. Sprzątanie ulic, ustawianie towaru na półkach i inne proste prace raczej nie stanowią drogi do szczęścia. Zwolennicy gwarancji zatrudnienia z pewnością nie chcieliby takiego zatrudnienia dla siebie ani swoich dzieci.

 Jednym z powodów poparcia dla gwarancji zatrudnienia są badania sugerujące, że bezrobotni są mniej szczęśliwi niż zatrudnieni. Nic dziwnego. Przymusowe bezrobocie przy nędznym, trudnym do zdobycia i zachowania, stygmatyzującym i niepewnym zasiłku nie stanowi szczęśliwej sytuacji. Co innego dobrowolne pozostawanie bez pracy, nienapiętnowane i z bezpieczeństwem dochodu. Jak pisała Kate McFarland „nie chodzi o to, że nasza kultura ceni zatrudnienie, które samo w sobie nas uszczęśliwia; chodzi raczej o to, że często sprawia ono, że jesteśmy szczęśliwsi, bo utknęliśmy w kulturze ceniącej zatrudnienie” (McFarland 2016). Mimo to sondaże Gallupa konsekwentnie pokazują, że mniej niż jedna trzecia amerykańskich pracowników czuje się zaangażowana (pełna entuzjazmu i poświęcona zajęciu) w swoją pracę, ze szczególnym uwzględnieniem millenialsów i wykonujących mało cenione, rutynowe zawody. Na całym świecie poniżej jednej piątej zatrudnionych czuje zaangażowanie.

Propozycje szerzenia zatrudnienia, na przykład poprzez skrócenie czasu pracy, często przechodzą w gwarancję zatrudnienia. Emran Mian, dyrektor Social Market Foundation, jest za redystrybucją pracy „nawet, jeśli miałaby zmniejszyć wydajność ekonomiczną, zamiast rozdawać pieniądze” (Mian 2016). New Economics Foundation podaje, że krótszy tydzień pracy zmniejszyłby bezrobocie (Coote i Franklin 2013). Trudno jednak uwierzyć, by można to było osiągnąć na drodze regulacji prawnych, o czym przekonali się Francuzi z ich trzydziestopięciogodzinnym tygodniem. Ustawowa redukcja czasu pracy bez wsparcia dochodem podstawowym doprowadziłaby do zubożenia wielu ludzi pracujących za niskie płace i nie przysłużyłaby się stworzeniu nowych miejsc pracy.

Większość rzeczników gwarancji zatrudnienia ignoruje także fakt, że gospodarki rynkowe potrzebują pewnego poziomu bezrobocia do poprawnego funkcjonowania. Klasyczny artykuł autorstwa A.W. Phillipsa z 1958 roku wskazuje na odwrotną relację między poziomem bezrobocia a stopą inflacji. Mimo że dokładny powód tego związku do tej pory jest przedmiotem dyskusji, wielu ekonomistów uznaje „naturalny” poziom bezrobocia zapewniający stabilną inflację (zwykle określany jako NAIRU lub bezrobocie stabilizujące poziom inflacji). W gospodarce rynkowej żaden rząd nie jest więc w stanie zagwarantować zatrudnienia każdemu chętnemu.

Gwarancja zatrudnienia, o ile da się ją zoperacjonalizować, mogłaby spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, gdyby istniała możliwość zapewnienia odpowiednich miejsc pracy wszystkim osobom z niepełnosprawnością lub ograniczeniami. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Miejsca pracy zazwyczaj wędrują do ludzi młodych, z zamiarem zapobieżenia ich „marginalizacji”. Omawiana polityka z pewnością narusza wolność republikańską oraz warunki sprawiedliwości społecznej, ponieważ narzucając obowiązki na pewne grupy, nie narzuca ich na najbardziej wolnych; oprócz tego stwarza zasadę dobroczynności przed prawami. Czy rzeczywiście każda osoba mogłaby mieć zagwarantowane pożądane zatrudnienie, albo chociaż takie, które odpowiada jej kompetencjom? Trudno to sobie wyobrazić.

Workfare

Workfare stanowi naturalną konsekwencję reform państwa dobrobytu mających miejsce od lat 80. Zgodnie z tym, co dawno temu przewidział autor (Standing 1990)[6], po tym jak rządy zadecydowały o wznowieniu kryterium dochodowego jako jednego z głównych elementów systemu zabezpieczenia społecznego, wprowadzenie workfare było nieuchronne.

Jeśli pomoc społeczna opiera się na wskazywaniu „biednych”, wkrótce powstaje rozróżnienie między tymi, którzy są biedni bez swojej winy, oraz tymi, którzy „wybrali” biedę albo stali się biedni przez swoje błędy i osobiste niepowodzenia. Ta ograna dychotomia znana jest od zarania polityki społecznej i „dobroczynności”. Kiedy jednak decydenci idą tą drogą, zmuszeni są do podjęcia następnego arbitralnego rozróżnienia. Tylko ci, którzy zaakceptują pracę proponowaną przez państwo w zamian za świadczenie „zasługują” na to świadczenie. Inaczej należy ich „objąć sankcjami”.

Workfare w jego nowoczesnym kształcie narodził się w latach 80. w amerykańskim stanie Wisconsin, gdzie przedstawiciele Partii Republikańskiej wprowadzili wymóg przyjęcia z konieczności niskopłatnej pracy dla wszystkich ubiegających się o zasiłek. Jak się można spodziewać, zmniejszyło to liczbę wniosków, co miało rzekomo dowodzić, że wcześniej wiele osób oszukiwało, zgłaszając się po świadczenia, lub też ich wcale nie potrzebowało.

Republikanie niebawem poparli to rozwiązanie w Kongresie, przygotowując projekt epokowej reformy prezydenta Billa Clintona z 1996 roku, która wypełniła jego obietnicę wyborczą o „końcu opieki społecznej, jaką znamy”. Personal Responsibility and Work Opportunity Reconciliation Act ograniczył czas otrzymywania przez ludzi zasiłków, wprowadził ściślejsze kryteria kwalifikacji i narzucił wymagania dotyczące zatrudnienia. „Zasiłek-za-pracę” stał się później mantrą polityków i partii trzeciej drogi na całym świecie, zaś regulacje w duchu workfare rozprzestrzeniły się na wszystkie kraje uprzemysłowione.

Brakuje wprawdzie miejsca na szczegółową analizę tego doświadczenia, jednak istnieje wiele dowodów na to, że amerykański workfare obniżył wydatki na opiekę społeczną kosztem wpadnięcia wielu rodzin w jeszcze trudniejszą sytuację materialną (The Economist 2016, 11–12). To samo można powiedzieć o programach workfare w innych krajach, które spychają ludzi do wykonywania niskopłatnych prac albo odcinają zasiłek tym, którzy odmawiają lub nie są w stanie ich podejmować. Niezależnie jednak od tych wyników, workfare jest szkodliwą polityką.

Workfare zawiera w sobie przymus i narzucenie „obowiązku pracy” na świadczeniobiorców, które jednocześnie nie obejmują innych. Jest także paternalistyczny w swoim założeniu, że państwo najlepiej wie, co jest najlepsze dla jednostki i dla społeczeństwa. Stanowisku głoszącemu rozwijanie umiejętności i „nawyku pracy” przez workfare przeczy rodzaj zatrudnienia oferowanego bezrobotnym, podobnie zresztą twierdzenie o integracji społecznej przez workfare jest nieprawdziwe, ponieważ ludzie bez zatrudnienia są w tym układzie społecznie zmarginalizowani lub „wykluczeni”.

Spychanie ludzi w nierozwojowe, krótkoterminowe zatrudnienie utrudnia im ich własne poszukiwania pracy, naukę lub szkolenie, potencjalnie zmniejszając ich możliwości wymknięcia się z ubóstwa i niepewności ekonomicznej. Istnieją nawet dowody na obniżenie dochodów na przestrzeni życia przez udział w workfare, co miałoby wynikać z kierowania ludzi do prostych, tymczasowych prac niepasujących do ich kwalifikacji i doświadczenia (Collins 2008).

Workfare ma także dysfunkcyjny i deformujący wpływ na rynek pracy. Wywiera nacisk na obniżanie płac przez dostarczanie taniej siły roboczej konkurującej z zatrudnionymi na podobnych stanowiskach na otwartym rynku pracy. Ludzie ci, już należący do najbardziej narażonych i pozbawionych bezpieczeństwa, mogą nawet stracić pracę dlatego, że da się ich zastąpić przez uczestników workfare.

Główne polityczne powody istnienia workfare nie mają nic wspólnego z „uszczęśliwianiem” ludzi. W rzeczywistości wynikają jedynie z chęci obniżenia zobowiązań państwa wobec gorzej sytuowanych i faktu, że rządy nie dysponują wieloma środkami poza przymusem w warunkach programów pomocy społecznej opartych na kryterium dochodowym zniechęcających finansowo do podejmowania niskopłatnej pracy. Ten ciąg argumentacyjny ma swoje źródło w wadliwym projekcie. Workfare narusza Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, krzywdząc najmniej zabezpieczonych. Celowo narusza także Zasadę antypaternalistyczną. Jest w końcu polityką sprzeczną z jakąkolwiek wizją wolności i sprawiedliwości społecznej.

Ulgi podatkowe

Ulgi podatkowe stały się domyślną opcją rządów socjaldemokratycznych w państwach rozwiniętych od czasu zaistnienia nacisku na płace związanego z globalizacją i „elastycznymi” rynkami pracy. Ulgi podatkowe bilansują niskie płace do poziomu zarabianego przychodu. Z konieczności systemy tego typu są złożone i opierają się na raczej arbitralnych warunkach uprawnienia.

Ulgi podatkowe zaczęły się w Stanach skromnie, od Earned Income Tax Credit (EITC) w latach 70. Następnie znacznie rozwinięto je podczas prezydentury Billa Clintona w latach 90., co sprawiło, że stały się najdroższym systemem pomocy społecznej na świecie, kosztując niemal 80 miliardów dolarów rocznie. Jedna czwarta wszystkich Amerykanów jest uprawniona do ulg podatkowych, a ponad 26 milionów otrzymało je w roku podatkowym 2015, co daje średnio 3200 dolarów na rodzinę z dziećmi. Dorośli nie posiadający dzieci są w większości wykluczeni z systemu.

W Wielkiej Brytanii ulgi podatkowe miały także skromny początek w 1999 roku. Ulgi podatkowe, będące dodatkami dla osób o niskich zarobkach (Working Tax Credits) oraz ulgi podatkowe na dzieci (Child Tax Credits) dla rodziców o niskich dochodach zostały wprowadzone w 2003 roku i stały się kluczowe dla reform społecznych i rynku pracy przeprowadzanych przez Nową Partię Pracy. Do lat 2013–2014 koszt programu urósł do 30 miliardów funtów rocznie, co stanowi 14 procent całych wydatków na opiekę społeczną, a liczba zależnych od ulg podatkowych wzrosła do 3,3 miliona z nieco ponad 2 milionów dziesięć lat wcześniej. Włączając w to dopłaty do czynszu i podatku miejskiego dla zatrudnionych, wydatki rządu na kompensację niskich płac wzrosły do 76 miliardów funtów rocznie, co stanowi jedną trzecią wszystkich wydatków na pomoc społeczną i z pewnością największy transfer społeczny, nie licząc emerytur (Ferguson 2015). 

Brytyjskie ulgi podatkowe są włączane w nowy system Powszechnego kredytu, który łączy niektóre świadczenia, jednak obciążony jest tymi samymi wadami, co ulgi podatkowe dla pracujących i inne świadczenia objęte kryterium dochodowym. Główną z nich jest nieszczęsna pułapka ubóstwa o krańcowej stopie „podatkowej” dochodów sięgającej 80 procent lub więcej. W Stanach podobne, a nawet wyższe stopy „podatkowe” zniechęcają do zwiększenia przychodów, kiedy ulgi przestają obowiązywać. Z pewnością zarówno w Stanach, jak i w Wielkiej Brytanii system ten sprawił, że mniej zarabiający członkowie gospodarstw domowych uprawnionych do ulg, zazwyczaj kobiety w związkach małżeńskich, zaczęli zmniejszać wymiar godzin płatnej pracy lub opuszczać rynek pracy (Nichols i Rothstein 2016; Brewer i Browne 2006).

Ulgi podatkowe rodzą też błędy i drobne oszustwa. Zgodnie z danymi Amerykańskiego urzędu podatkowego około jedna czwarta wszystkich ulg podatkowych jest zgłaszana nieprawidłowo, generując koszty w wysokości 14 miliardów dolarów rocznie (Tanner 2015, 17). Przeciwnicy pomocy społecznej wskazują na oszustwa, niektóre lub nawet większość z nich może jednak wynikać ze złożoności systemów, która prowadzi do błędów i nieporozumień. W Wielkiej Brytanii odbiorcy ulg podatkowych muszą podawać urzędowi skarbowemu oszacowanie dochodów – może to być trudne, a nawet niemożliwe, jeśli dochody i przepracowane godziny często ulegają zmianom. Jeśli dochody ukazują się przewyższać oszacowanie, korzystający z ulg, zgodnie z definicją mało zarabiający, są zmuszeni do zwrotu nadpłaty, co prowadzi ich do dalszego zubożenia i wzrostu zadłużenia (Rawlinson 2014).

Ulgi podatkowe dotują kapitał, niezależnie od ich wpływu na ubóstwo i dochody pracowników najemnych. Jedno z oszacowań wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych każdy dolar przeznaczony na EITC wiąże się z zyskiem 73 centów dla pracownika, zaś 27 centów dla pracodawcy – dzięki niższym płacom (Rothstein 2009). Podobnie w wypadku Wielkiej Brytanii naukowcy doszli do wniosku, że trzy czwarte wartości ulg podatkowych wędruje do pracowników, reszta do pracodawców (The Economist 2015).

Oczywistą wadą ulg podatkowych jest fakt, że, z kilkoma wyjątkami, pomagają jedynie zatrudnionym. Ci, którzy nie mogą zdobyć pracy, lub z jakiegoś powodu nie pracują, zostają wyłączeni. Ulgi podatkowe blokują też postęp technologiczny. Redukcja kosztów pracy obniża wywieraną na przedsiębiorcach presję do wprowadzania zwiększających produktywność innowacji. W końcu, ulgi podatkowe łamią zasady sprawiedliwości społecznej oraz wolności i mają przewrotne skutki ekonomiczne i na rynku pracy.

Powszechny kredyt

W trakcie pisania tej książki na początku 2017 roku brytyjski rząd nadal przechodził przez niezwykle długi i kosztowny proces wprowadzania tak zwanego „Powszechnego kredytu”. Po ogłoszeniu w 2010 roku, funkcjonował on od roku 2013 w bardzo ograniczonej skali i, po serii opóźnień i utrudnień, ma zostać w całości wprowadzony do 2022 roku. Plan ten jest unikatowy w przypadku Wielkiej Brytanii, ucieleśnia jednak wiele elementów występujących globalnie w reformach polityki społecznej.

Powszechny kredyt nie jest ani „powszechny”, ani nie jest „kredytem”. Ma na celu integrację sześciu oddzielnych świadczeń opartych na kryterium dochodowym oraz ulg podatkowych, nie można go więc nazwać „powszechnym”, bo kierowany jest tylko do mało zarabiających. Uwzględnia też ścisłe obwarowania dotyczące zachowania, co obraca w ponury żart słowo „powszechny”.

Jednostki lub gospodarstwa domowe otrzymają miesięcznie wypłacany transfer dochodów wyrównujący kwotę, którą zarobili w poprzednim miesiącu, licząc od konkretnego dnia. Nie uwzględnia to faktu, że dochody wielu nisko uposażonych gospodarstw domowych wahają się z miesiąca na miesiąc i z tygodnia na tydzień, na przykład wraz ze zmianą liczby przepracowanych godzin[7]. Przeprowadzone w Stanach badanie wykazało, że trzy czwarte osób z dolnych 20 procent zarabiających doświadczyło miesięcznych zmian dochodowych wynoszących 30 procent lub więcej (cyt. za Painter 2016). Wypłata zaległości oznacza, że nie jest to „kredyt” ani tym bardziej z góry znana kwota. Do tego bazowanie na poprzednim miesiącu nie odzwierciedla bieżących warunków.

Z Powszechnym kredytem wiąże się niebezpieczna pułapka ubóstwa o progu 63 procent. Po doliczeniu podatku i ubezpieczenia społecznego, a przy tym utracie uzależnionego od dochodu i niewliczonego w Powszechny kredyt zasiłku na podatek lokalny, świadczeniobiorcy mogą mieć do czynienia z krańcową stopą opodatkowania przekraczającą 80 procent licząc od całkowitego dochodu. Pułapkę prekarności pogłębia z kolei przepis o czterdziestodwudniowym okresie oczekiwania na pierwszą płatność (do 60 dni, wliczając w to opóźnienia administracyjne), co spycha wielu wnioskodawców w zadłużenie, zaległości czynszowe i uzależnienie od banków żywności.

Powszechny kredyt jest w większym stopniu obwarowany warunkami i karzący niż świadczenia, które ma zastąpić, ponieważ narzuca wymóg „zaangażowania wnioskodawcy” nie tylko na bezrobotnych szukających i podejmujących pracę, ale także zatrudnionych na część etatu, zmuszonych do poszukiwania dodatkowych godzin. Świadczeniobiorcy uznani za niewystarczająco zdeterminowanych do pracy na pełny etat mogą utracić zasiłek nawet na trzy lata. System ten rozciąga warunkowy charakter świadczeń na większą grupę ludzi niż wcześniej, włączając w to partnerów osób zatrudnionych.

Wnioskodawcy będą monitorowani w pracy i poza nią przez „trenerów pracy” i „doradców wsparcia rozwoju”, by upewnić się, że spełniają warunki. Koszty armii trenerów pracy z pewnością będą olbrzymie, a nawet jeśli nie, to rozwiązanie to skazane jest na porażkę. Decydenci mogą łudzić się, że ten orwellowski z ducha pomysł służy pomocy, jednak w istocie jest paternalistyczny, inwazyjny, stygmatyzujący i prowadzi do codziennych upokorzeń zmuszających niektórych z wnioskodawców do wycofania się z systemu z powodu wstydu. Pojawiają się jednak niestety sygnały, że taki właśnie obrót spraw jest pożądany. „Zaangażowanie wnioskodawców” jest wprawdzie porównywane przez twórców do umowy zatrudnienia, nie ma z nią jednak nic wspólnego, skoro jest wnioskodawcom narzucane, a powodujące zubożenie sankcje mogą być wymierzane przez biurokratów bez rzetelnego procesu.

Co więcej, Powszechny kredyt przez uzależnienie od kryterium dochodowego w stosunku do gospodarstwa domowego zachęca do zakładania i utrzymywania jednoosobowych gospodarstw. Druga osoba w związku zarabia mniej niż pierwsza, dlatego, przewrotnie, Powszechny kredyt zachęca też pary do zrywania. Od 2016 roku świadczenie nie jest wypłacane dla trzeciego i kolejnych dzieci, tylko dla pierwszych dwóch. Powszechny kredyt jest więc moralistyczny i karze duże rodziny, mogące mieć większe potrzeby.

Najgorszą cechą Powszechnego kredytu jest opieranie go na groźbach i sankcjach zamiast zachęty do pracy. Wywiera przez to nacisk na obniżanie płac i pogłębia nierówności na rynku pracy. Trudno brać na poważnie oświadczenia rządu, jakoby „Powszechny kredyt wypełniał obietnicę rządu dotyczącą przemiany warunków społecznych z niskich płac i wysoką pomoc społeczną na wysokie płace i niskie zasiłki” (Department for Work and Pensions 2015). Nie ma możliwości, by Powszechny kredyt spowodował wzrost płac. Poza tym w przeciwieństwie do dochodu podstawowego wyraźnie faworyzuje pracę zarobkową a dyskryminuje inne, potencjalnie bardziej wartościowe formy pracy.

Wymienione wcześniej rażące wady Powszechnego kredytu sprawiają, że zachowanie polityków i badaczy społecznych bezczynnie przyglądających się jego wprowadzaniu trzeba uznać nie tylko za zaskakujące, ale i hańbiące. Każdy troszczący się o wolność i sprawiedliwość powinien krytykować reżim grożący zubożeniem ludzi bez rzetelnego procesu, wprowadzający system szpicli ścigających pozbawionych bezpieczeństwa ludzi i promujący wykluczenie, zniechęcający do podjęcia pracy i stygmatyzujący poprzez promowanie kryterium dochodowego. Powszechny kredyt prawdopodobnie zepchnie więcej ludzi w niskopłatne prace, a w ogólnym rozliczeniu obniży też płace prekariatu.

Parlamentarzyści Frank Field i Andrew Forsey podsumowują: „historycy polityczni mogą być zainteresowani tym, w jaki sposób program w takim stopniu zagrożony ryzykiem i potencjalnie kosztowny stał się flagowym programem reformy pomocy społecznej rządzącej koalicji przy znikomej debacie publicznej i rządowej” (Field i Forsey 2016, 73).

Negatywny podatek dochodowy

Propozycja negatywnego podatku dochodowego (NPD), kojarzona przede wszystkim z Miltonem Friedmanem, często postrzegana jest jako forma dochodu podstawowego, sam Friedman z resztą przedstawiał ją w taki sposób, między innymi w wiadomości przesłanej do BIEN (Basic Income Earth Network, Światowa sieć dochodu podstawowego). Należy jednak podkreślić dwie podstawowe różnice. Negatywny podatek dochodowy związany byłby z dochodem lub zarobkami rodziny i (podobnie jak ulgi podatkowe w Stanach Zjednoczonych) wypłacany z mocą wsteczną po zakończeniu roku podatkowego. Tak naprawdę byłby to selektywny system oparty na kryterium dochodowym ze wszystkimi jego wadami.

Drugi z aspektów oznacza, że wypłacana kwota nie byłaby znana z wyprzedzeniem i prawie na pewno nie byłaby dostępna w momencie najpilniejszej potrzeby. Przypominałoby to raczej nadzwyczajne zyski (albo roczne odsetki od kapitału) niż bezpieczeństwo wynikające ze stałego źródła podstawowego dochodu.

Co więcej, amerykańskie eksperymenty z NPD w latach 70. XX wieku pokazały, że ludzie dostawali bodziec do zaniżania zgłaszanej pracy i zarobków tak, by otrzymać dodatek z tytułu NPD. Dochód podstawowy nie stwarzałby tego rodzaju pokusy nadużyć. Podsumowując powyższe, negatywny podatek dochodowy nie wypada tak dobrze, jak dochód podstawowy w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej.

Prywatna dobroczynność

W końcu, niektórzy utrzymują, że państwo powinno wycofać się ze wszelkich form pomocy społecznej i pozostawić opiekę nad ludźmi w potrzebie jednostkom i „organizacjom charytatywnym”. Prawicowi libertarianie chcieliby w idealnych warunkach bazować w całości na dobroczynności, nie chcą jednak tego przyznać, ponieważ masowa hojność na wymaganą skalę byłaby zbyt wielkim oczekiwaniem. Istnieją jednak bardziej fundamentalne racje przemawiające przeciwko poleganiu w większym stopniu na dobroczynności i filantropii.

Dobroczynność opiera się na poczuciu „litości”, a, jak zauważył filozof David Hume, od litości blisko do pogardy. Prywatna dobroczynność jako główny filar polityki społecznej mogłaby zadowolić libertarian, ale poważnie narusza centralną ideę republikańskiej wolności od dominacji. Poleganie na dobrej woli innych jest niespójne z pełną wolnością. Wręcz przeciwnie, narusza wolność darczyńcy, tak samo jak obdarowanego.

Rozprzestrzenianie się dobroczynności w znacznym stopniu odzwierciedla wielorakie wady pomocy społecznej opartej na kryterium dochodowym, nieuczciwości wyznaczania warunków, celowych sankcji obarczających najbardziej narażonych ludzi i szerzeniu niepewności ekonomicznej. W Wielkiej Brytanii, dla przykładu, ponad 40 procent skierowań do banków żywności kierowanych przez dużą organizację charytatywną Trussell Trust wynika z opóźnień w wypłacie świadczeń oraz sankcji (Harrison-Evans 2016).

Fakt, że wielu ludzi w współczesnym społeczeństwie udaje się do banków żywności i schronisk wskazuje na klęskę polityki społecznej. Prywatna filantropia powinna na powrót zostać zmarginalizowana, stanowi bowiem niedemokratyczny sposób kształtowania społeczeństwa i wybiórczego dobrobytu jednostek, grup i społeczności.

Klęska alternatyw

Większość alternatyw wobec dochodu podstawowego wypada źle w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej, co pokazuje tabela poniżej. Niektórzy mogą spierać się z niektórymi aspektami, szczególnie biorąc pod uwagę zakładaną neutralność alternatyw do dochodu podstawowego wobec konsekwencji ekologicznych. Systemy ukierunkowane na miejsca pracy, na przykład, mają tendencję do przedkładania tworzenia krótkoterminowego zatrudnienia kosztem ochrony środowiska. Główny wniosek jest jednak taki, że wszystkie alternatywy wypadają gorzej od dochodu podstawowego.

   Zasada różnicy w wymiarze bezpie-czeństwa Zasada antypaterna-listyczna Zasada praw przed dobroczyn-nością Zasada ograniczenia ekolo-gicznego Zasada godnej pracy
Płaca minimalna Nie Tak Tak nd nd
Ubezpieczenie społeczne Nie Tak Tak nd nd
Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym Nie Nie Nie nd Nie
Bony i dofinansowania Nie Nie Nie nd nd
Gwarancja zatrudnienia Nie Nie Nie nd Nie
Workfare Nie Nie Nie nd Nie
Ulgi podatkowe Nie Tak Tak nd Nie
Negatywny podatek dochodowy Nie Tak Tak nd Nie
Prywatna dobroczynność Nie Nie Nie nd Nie
Dochód podstawowy Tak Tak Tak Tak Tak

Tabela 1. Zgodność różnych systemów opieki społecznej z zasadami sprawiedliwości społecznej.

Obrońcy istniejących systemów pomocy społecznej powinni wyjaśnić dlaczego, mimo rosnących wydatków, wskaźniki ubóstwa uparcie pozostają na wysokim poziomie, a mobilność społeczna wydaje się zmniejszać. W Stanach Zjednoczonych, po ostrym spadku w okresie od lat 60. do mniej więcej 1979 roku, wskaźnik ubóstwa prawie się nie zmienia. Znaczne nakłady na świadczenia oparte o kryterium dochodowe, ulgi podatkowe, workfare, bony żywnościowe i inne ze 126 wyliczanych przez ekspertów systemów przeciwdziałających ubóstwu nie przyniosły wyraźnej poprawy (Tanner 2015, 14). Jest to z pewnością sygnałem, że potrzeba nam nowej drogi.

Przełożył Tomasz Płomiński

Wykaz literatury

Bailey, Sarah i Sophie Pongracz. 2015. Humanitarian Cash Transfers: Cost, Value for Money and Economic Impact. London: Overseas Development Institute.

Berthoud, Richard. 2007. Work-Rich and Work-Poor: Three Decades of Change. York: Joseph Rowntree Foundation.

Bhalla, Surjit, S. 2014. „Dismantling the welfare state”. Livemint, 11 czerwca.

Brewer, Mike i James Browne. 2006. The Effect of the Working Families’ Tax Credit on Labour Market Participation. Briefing Note No. 69. London: Institute for Fiscal Studies.

Center on Budget and Policy Priorities. 2016. „Chart book: TANF at 20”. cbbb.org, 5 sierpnia.

Collins, Jane Lou. 2008. „The specter of slavery: Workfare and the economic citizenship of poor women”. W New Landscapes of Inequality: Neoliberalism and the Erosion of Democracy in America, red. Micaela Di Leonardo, Jane Lou Collins i Brett Williams. Santa Fe: SAR Press: 131–152.

Coote, Anna i Jane Franklin (red.). 2013. Time on Our Side: Why We All Need a Shorter Working Week. London: New Economics Foundation.

Department for Work and Pensions. 2015. Universal Credit at Work.  Londyn: Department for Work and Pensions. https://www.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/483029/ucredit-at-work-december-2015.pdf.

Department for Work and Pensions. 2016. „Income-related benefits: Estimates of take-up”. DWP, 28 lipca.

Drèze, Jean i Amartya Sen. 2014. An Uncertain Glory: India and Its Contradictions. Princeton: Princeton University Press.

Evans, David K. i Anna Popova. 2014. „Cash Transfers and Temptation Goods: A Review of the Global Evidence”. World Bank Policy Research Working Paper WPS6886. Washington: World Bank.

Ferguson, James. 2015. „Prepare for tax hikes”. Money Week, 11 marca.

Field, Frank, i Andrew Forsey. 2016. Fixing Broken Britain? An Audit of Working- Age Welfare Reform Since 2010. London: Civitas.

Gregg, Paul i Richard Layard. 2009. A Job Guarantee. Londyn: Centre for Economic Performance Working Paper, London School of Economics. http://cep.lse.ac.uk/textonly/_new/staff/layard/pdf/001JGProposal-16-03-09.pdf.

Harrison-Evans, Peter. 2016. „A universal basic income: What would it mean for charities?”. New Philanthropy Capital, 16 sierpnia. http://www.thinknpc.org/blog/a-universal-basic-income-what-would-it- mean-for-charities/.

Harvey, Philip. 2005. „The right to work and basic income guarantees:Competing or complementary goals?”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy  2(1):  8–59.

Harvey, Philip. 2013. „More for less: The job guarantee strategy”. Basic Income Studies 7(2): 3–18.

Hidrobo, Melissa et al. 2014. „Cash, food, or vouchers? Evidence from a randomized experiment in northern Ecuador”. Journal of Development Economics 107: 144–56.

Lawrence, Felicity. 2016. „Beyond parody: HMRC cleaners left worse off after introduction of the national living wage”. Guardian, 28 lipca.

Mathema, Silva. 2013. „Undue concentration of housing choice voucher holders: A literature review”. Poverty and Race Research Action Council (PRRAC). http://www.prrac.org/pdf/Undue_Concentration_of_Vouchers_- _lit_review_6-13.pdf.

Matthews, Dylan. 2014. „76 percent of people who qualify for housing aid don’t get it”. Vox, 31 maja. http://www.vox.com/2014/5/31/5764262/76- percent-of-people-who-qualify-for-housing-aid-dont-get-it.

McFarland, Kate. 2016. „Basic income, job guarantees and the non-monetary value of jobs: Response to Davenport and Kirby”. Basic Income News, 5 września.

Mead, Lawrence M. 1986. Beyond Entitlement: The Social Obligations of Citizenship. New York: Free Press.

Mian, Emran. 2016. „Basic income is a terrible, inequitable solution to technological disruption”. TheLong+Short, 21 lipca. https://thelongandshort.org/growth/against-basic-income.

Millar, Jane i Fran Bennett. 2016. „Universal credit: Assumptions, contradictions and virtual reality”. Social Policy and Society, 10 maja. DOI: 10.1017/S1474746416000154.

Minsky, Hyman P. 2013. „The macroeconomics of a Negative Income Tax”. W Ending Poverty: Jobs, Not Welfare. Annandale-on-Hudson, NY: Levy Economics Institute, Bard College.

Nichols, Austin i Jesse Rothstein. 2016. „The Earned Income Tax Credit (EITC)”. W Economics of Means-Tested Income Transfers, red. Robert Moffitt. Cambridge: National Bureau of Economic Research, 137–218.

Painter, Anthony. 2016. „The age of insecurity is not coming. It’s already here”. Royal Society of Arts blog, 2 maja.

Quigley, William P. 2003. Ending Poverty as We Know It: Guaranteeing a Right to a Job at a Living Wage. Philadelphia: Temple University Press.

Rawlinson, Kevin. 2014. „Thousands chased by HMRC debt collectors due to overpaid tax credits”. Guardian, 30 maja.

Rothstein, Jesse. 2009. Is the EITC Equivalent to an NIT? Conditional Transfers and Tax Incidence. Washington: National Bureau of Economic Research, Working Paper No. 14966, maj.

Santens, Scott. 2016. „The progressive case for replacing the welfare state with basic income”. TechCrunch, 9 września.

Standing, Guy. 1990. „The road to workfare: Alternative to welfare or threat to occupation?”. International Labour Review 129(6): 677–91.

Standing, Guy. 2015. „Karta Prekariatu”. Tłum. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism: Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. Londyn: Biteback.

Tanner, Michael i Charles Hughes. 2013. „The work versus welfare trade-off: 2013”, Cato Institute, cato.org, 19 sierpnia. http://object.cato.org/sites/cato.org/files/pubs/pdf/the_work_versus_welfare_trade- off_2013_wp.pdf.

Tanner, Michael. 2015. The Pros and Cons of a Guaranteed National Income. Washington: Cato Institute, p. 17.

The Economist. 2015. „Credit where taxes are due”. The Economist, 4 lipca.

The Economist. 2016. „Welfare reform: A patchy record at 20”. The Economist, 20 sierpnia: 11–12.

Torry, Malcolm. 2016. Citizen’s Basic Income: A Christian Social Policy. Londyn: Darton, Longman & Todd.


Guy Standingangielski ekonomista, profesor studiów nad rozwojem w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Światową sławę przyniosły mu publikacje na temat prekariatu, zmian modeli zatrudnienia oraz kryzysu państwa dobrobytu. W latach 1975-2006 pracował dla Międzynarodowej Organizacji Pracy, badając m.in. transformacje gospodarcze w krajach postkomunistycznych. Jeden z założycieli Basic Income Earth Network (BIEN). Opublikował m.in. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa (2011, wyd. pol. 2014), Karta prekariatu (2014, wyd. pol. 2015), The Corruption of Capitalism (2016), a ostatnio Basic Income, And How Can We Make It Happen (2017).

 

DANE ADRESOWE:

SOAS University of London

Thornhaugh Street

Russell Square

London WC1H 0XG

United Kingdom
E-mail: guystanding@standingnet.com

 

CYTOWANIE: Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Tłum. Tomasz Płomiński, Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15-38.

DOI: 10.14746/prt.2017.2.1

 

AUTHOR:  Guy Standing

TITLE:  Alternatives to basic income: a critical review

ABSTRACT: A chapter of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. The author analyses several policies aimed at dealing with economic crises, inequality and poverty: minimum wage, contributory social insurance, means-tested social assistance, subsidized food, tax credits, workfare and job guarantee. He evaluates those policies with regard to social justice principles and compares them with basic income.

KEYWORDS: basic income, job guarantee, social insurance, social justice, workfare

[1] Po używane przez Standinga kryteria sprawiedliwości społecznej, zob. rozdział 2 jego książki. W skrócie: sprawiedliwość społeczna odnosi się do możliwie równego i pozbawionego dyskryminacji udziału w wytwarzanym społecznie oraz w naturalnym bogactwie. Zob. też zasady sprawiedliwości społecznej dalej w tekście (przyp. red.).

[2] Definicji republikańskiej wolności poświęcony jest rozdział 3 książki Standinga, w którym autor przytacza tradycyjną, Arystotelesowską definicję wolności w sensie republikańskim jako wolności od dominacji, zarówno tej aktualnej, jak i tej potencjalnej (przyp. red.).

[3] Szerokie rozumienie nierówności Standing omawia w rozdziale 4. Nierówności nie rozumie wyłącznie jako nierówności w ściśle ekonomicznym sensie, ale także jako nierówność bezpieczeństwa i poczucia pewności (przyp. red.).

[4] Pułapkę ubóstwa, razem z pułapką prekarności, autor opisuje w rozdziale 4 książki, a także w swoich monografiach na temat prekariatu (przyp. red.); zob. Standing 2014.

[5] Temu argumentowi można przeciwstawić koncepcję tworzenia buforowych zapasów żywności, które byłyby uwalniane w momencie wzrostu cen wynikającego z chwilowych niedoborów. Niebezpieczeństwo tego rozwiązania polega na tym, że zniechęca ono lokalnych producentów żywności do zwiększania produkcji.

[6] Argument ten został potem rozwinięty w Karcie Prekariatu (Standing 2015).

[7] Doskonałą krytykę Powszechnego kredytu przedstawiły Jane Millar i Fran Bennett (2016).

Jurgen De Wispelaere – Exciting times ahead: Experiments and the politics of basic income

Jurgen De Wispelaere – Exciting times ahead: Experiments and the politics of basic income

Interview with Jurgen De Wispelaere

Maciej Szlinder: 2015 seemed to be a quite good year for basic income supporters. Basic income experiments are planned to be conducted in several municipalities in Holland and the Finnish government announced that they plan to conduct a national experiment in 2017. As you are involved in the latter project, could you tell us what the current state of preparation of this pilot scheme is?

Jurgen De Wispelaere: The plan is to start the actual experiment in January 2017 which will be conducted for two years. It is important to point out that the actual experimenting hasn’t started yet because there has been a lot of misinformation in the media about that. There has also been a lot of misinformation reporting that the government has already decided which model will be tested or how it will be implemented. None of that is true. At the moment we are doing the preliminary research to prepare the experiment. By “we,” I mean a very large research group, coordinated by Kela, the social insurance institution in Finland, but consisting of teams from a number of Finnish think-tanks, social organisations and universities, including the University of Tampere where I am based. Different research teams are looking at different aspects of the experiment.

For instance, we are conducting several polls to get a better idea what kind of basic income people are supporting. So we want to have a better perspective on who would be the supporters if we start varying different tax rates to pay for a basic income. There are a lot of static simulation studies carried out now in which a database of the representative population is used. You can play around with different variables and see what the results would be. What sort of effect can we expect if we increase basic income while decreasing several other policies? We are also looking into challenges related to implementing a basic income. This is not a straightforward issue. For example, there can be a constitutional problem because the Finnish constitution has a strong equality clause. So we have to be sure that we are not going against the constitution in a randomised controlled trial, which effectively rewards people who are getting a basic income over those who form part of the control group. We also need to change social legislation. We really have to be very careful about how to proceed. Olli Kangas, who leads the research group, told me a nice example: Giving someone a basic income for two years but taking away some of the other benefits as a part of an experimental scheme might have implications on their pension entitlement because some of the policies that we consider replacing with a basic income actually increase the pension. These are just a few of the many complicated issues we must deal with when thinking about experimenting with a basic income.

So, we don’t know either the amount of basic income nor the exact model which will be tested in the experiment, do we?

No – the precise model of basic income to be tested is not fixed at all. Our job is to survey many of the problems, come up with various strategies, survey a number of different models that would be most interesting to test and then present this to the government. At the end of March 2016, the research team will write a provisional report outlining these options. The government will review this and then decide the best approach, and then we continue working on the in-depth preparations for the actual trial. In the last months, a lot of newspapers have been reporting the magic number of €800 as the target level for the planned basic income. This number is from an example that Olli Kangas mentioned in the presentation. But it is only an example; nothing has been and nothing will be decided until the Finnish government reviews the report at the end of March. Meanwhile we are exploring several models. There are the obvious full and partial basic income models. Olli Kangas is also interested in the idea of combining a partial basic income with something like a participation income and testing how both work at the same time. We are also considering something like a refundable tax credit or negative income tax (NIT), which is more an implementation model. The only problem with NIT is that it actually requires for tax records to be properly individualised. My understanding is that the Finnish at the moment don’t have this capacity – they are working towards this, but it looks like the instrument will not be ready on time.

A final area of research is something that basic income advocates don’t really think about: What is going to happen with the bureaucrats and the frontline workers, the people who are working in employment offices and social security offices, once a basic income is introduced? One of the research groups, coordinated by Pertti Koistinen at Tampere, is examining this question. Obviously, if we are implementing a basic income then these people’s jobs will change quite radically. That is not something you can just impose; it needs to be carefully prepared in collaboration with this group of stakeholders.

What about the scope of the experiment? Do we know who will be covered?

This is also to be decided. One of the ideas is to have a trial which is more or less national, using a representative sample across Finland. This can then be complemented with part of the trial focused on a specific social group and also perhaps include a couple of experimental sites where we offer the basic income to everybody. The goal of such a “saturation site” is to explore social network effects. If you have a representative sample and, say, one in 200 people receive a basic income, you can study some effects, but you can’t really study the interaction effects. This is why the municipalities are very important. And this is also why I’m very interested in the pilot studies being prepared in the Netherlands. Although their approach is quite different to ours in many ways, their focus on municipalities is very interesting.

We are examining what is possible given financial, practical and also political constraints. Ideally, as many variations should be tested as possible because that gives the best possible idea of what really works. But we can’t do 100 different things as our time and resources are limited. Meanwhile, we are encountering a host of different problems and have to come up with solutions – and that’s what we are doing right now. Unfortunately, this is very boring for the outside world who prefer to speculate about the now famous €800 figure and what will happen once this is put in place. But to repeat, this is still to be decided. Whenever people ask what is going on in Finland, the answer is “we’re working very hard and will report on results once they are available!”

To what extent you have the guarantee that after presenting your first report in March, or at the later stages, the government will not retreat?

There are no guarantees: there never really are in policy development! Of course the government has made a serious commitment and I personally don’t think they are going to backtrack from that in March. But I can’t predict which of our recommendations the government will adopt. And no-one can predict what they would go for once Kela delivers the final report and is ready to proceed with the actual trial. Certainly we can’t predict whether or not once the pilot phase is completed in 2019, whether a basic income will effectively be implemented and in what form. So we need to be very careful about speculating: we are where we are, and we are in the midst of an important step but we should not expect this to be an easy road ahead.

What’s your own role in the Finnish experiment?

I am not a part of a specific research team, but have been given the job of external consultants. Apart from the main research teams focused on a specific area, there are a number of external consultants involved who have been asked to contribute their specific expertise. In my case, this is based on my work on the politics and administration of basic income. I’ve been asked to write a number of working papers based on the work I’ve done before. In addition, I’m also looking at what we know from other policies that resemble basic income in some way and what we can learn from other experiments carried out in recent years.

What kind of former experiments do you find particularly interesting and useful?

I am particularly interested in the Dutch case for several reasons. First off, they operate on the same time frame as us, so this really does create an amazing synergy and opportunity to learn from each other. I’m happy to say our contacts with the Dutch coordinator Sjir Hoeijmakers and other Dutch researchers are excellent. They are as interested in our experiment as we are in theirs. Second, there is a lot we can learn from them in terms of their very local focus: There are basically 20 municipalities who operate independently and each have a slightly different approach to testing a reform of the Dutch social assistance that moves towards a basic income. Some propose a single change in the existing schemes – for instance, to allow claimants to keep their benefits when finding a job or working more – while others propose to pilot a scheme that is much closer to BI. We can learn a lot from this variation. A third interesting point is that the Dutch deal with many practical hurdles that are very similar to those we face in Finland and examining their problems and solutions is very helpful. And finally, I am personally very interested in the politics of what is going on the Netherlands. They have a very unique bottom-up scenario which makes coordination a massive undertaking. Kudos to Sjir and all the others for getting as far as they have. I visited the Netherlands at the beginning of March to talk in person with researchers, but also to visit some of the sites and get first-hand reports from politicians and administrators.

And what do you think about the Namibian and Indian experiments?

To be honest, I don’t rate the Namibian experiment highly. In terms of its research value, it is very limited and highly controversial. In recent weeks, we have seen that the Namibian government may consider a BIG grant as part of a strategy of combating poverty, which is a very interesting development. But in terms of its social scientific value, the design and execution of the Namibian experiment leaves a lot to be desired. By contrast, India seems to have avoided most of the problems that bother social researchers and the results are extremely interesting. Still, a serious problem exists regarding generalising the insights gleaned from a country like India into a European welfare state like Finland, the Netherlands or Poland. Context matters and in this respect, India is a world apart from Europe. The results from the India experiment are very telling for India and countries that resemble their economic and social organisation, but hard to see how much they apply outside of that. The same point applies to Namibia or the small Quatinga Velho pilot in Brazil. In fact, I think it even applies to schemes like Alaska. Many people say, that “from Alaska we now X, Y and Z”. Well, first of all Alaska is Alaska, not Finland, Denmark, Poland or Spain. Secondly, the very specific scheme that they have in Alaska is very far from the sort of basic income that we would like to think of and for that reason, our basis of comparison is limited.

We are establishing a Polish Basic Income Network. You have experience a lot of political problems encountered by similar groups in different countries. In your papers/talks, you try to show some problems connected with getting a “cheap support”. Can you explain this?

It is a very simple idea. It is one of the aspects inside the basic income movement we see as the debate matures and media attention increases. The last five years have been extremely interesting with a large number of people supporting basic income. But even before, since the start of BIEN (Basic Income Earth Network) the mid-1980s, we could observe politicians or parties, even governments or government-affiliated people saying that basic income is a good idea. But what does this mean? Does it really help push the case for basic income? The idea of cheap support tells us two things. First of all, it is extremely easy for people to say that they support basic income (“talk is cheap”) when there is no pressure from them to “do” anything practical to demonstrate their commitment. So it’s very cheap, for example, for someone who is in opposition to say that they support basic income. Because at the end of the day, no-one is going to call on you and say “you are supporting a basic income, so you should institute it”. That is a task for the government. And so it should not come as a surprise to find more support for basic income in opposition than in government, even with the same parties!

The second aspect of support being “cheap” is that it doesn’t do anything for us. Cheap support without either the willingness or the ability to push policy forward is of little value. I’m not saying it has no value at all. It is great to get increased media attention so that we now talk about basic income a lot more and that other people who have never heard about basic income suddenly start discussing it. All that is brilliant. And it matters for the people who are activists to know that they are not on their own and their hard work starts to connect with a wider audience. But what interests me in the context of cheap support is the next step of moving from the debate to actual policy process. And we have a problem here, because what we need is not cheap support but strong commitment. That is easier said than done, because politicians for obvious reasons are reluctant to commit themselves to anything. That is especially true for policies like basic income, which is always taken as a radical move away from our familiar welfare state. Basic income requires social investment and today’s austerity politics is all about cutting investment. We still have a very activation-oriented approach in our social policies and policy makers worry that basic income goes against this dominant way of thinking. This explains why politicians who earlier supported basic income are keen to backtrack or ignore the policy when they get to a position where they could push for the policy. Of course, cheap support is sensitive to what is happening on the ground, and when there is a real groundswell of support, politicians will suddenly change their tune – perhaps this is what we have seen in the last 6 months in Europe.

So the main thing is to try to build a coalition of influential supporters who are able to change the situation. Among basic income activists and advocates, there is a debate whether to try to get support from neoliberals, right-wing politicians or multimillionaires in the type of Götz Werner or to reject that and present basic income as a part of a broader, progressive, leftist agenda. Which of those strategies is closer to you?

I am very worried about this simple idea put forward by quite a few very smart people over the last twenty years, namely that basic income can unify across the political spectrum because both the left and the right have reasons to support it.

Basic income is not left or right. It’s forward!”

Yes, exactly. I know the slogan which is quite clever. But clever or not, I disagree: Basic income may be “forward”, but it is still going to be “forward left” or “forward right”. It’s a little bit naïve to say that when people on the left and people on the right are supporting basic income, they are supporting the same proposal. To see my point, we should first acknowledge that when we think about basic income, we are not really talking only about a single proposal. One of the things I wrote about a decade ago is that basic income policy has many faces. Basic income is a family of concrete proposals. It consists of a couple of core principles; basic income is individual, unconditional, universal, but that leaves it open for a lot of variation on other important design dimensions.

These are not merely technical differences, they are profoundly political. Whether we talk about a basic income of €500 or €1000 a month has a major impact on the people who get it, those who support it, the tax system, and so on. But also in terms of implementation, there are some important choices to be made, some of which are more costly than others. Depending on whether you look at it as a left-wing proposal, which is mostly focused on making sure that the most vulnerable or disadvantaged are really fully protected, basic income requires a lot more administrative resources than the right-wing proposal, which is all about increasing labour market attachment, getting rid of unemployment, simplifying and decreasing the cost of bureaucracy. To my mind, those are very different and often contrasting policy priorities. To think that people who support basic income are proposing the same scheme only makes sense when you think of it on a very abstract level – as an idea, if you will. The moment you start thinking about basic income as policy, you need to start thinking about the details. And with the details, you immediately get into politics and talking about political trade-offs.

To illustrate this point, let’s go back to the Finnish context. Two decades ago, it was the left-wing parties that proposed the basic income idea and now we have a centre-right coalition running with it. Do we think that what will emerge in the future is the same proposal if a left-wing government were in a position to conduct a basic income experiment? I very much doubt it. For this left, the Finnish situation poses an interesting political dilemma: Should they accept basic income and support it, because initially they were the ones driving the idea, or should they instead resist it because they think the resulting basic income is not the kind they favour? Of course, we’ll have to see which model will be piloted and, if it gets to that, how it would be implemented. But the politics is always there and we should never forget that.

Among those who agree about a certain package of measures, which can be called the leftist or progressive one, there are differences in regard to the ways of implementation. Some supporters propose a gradual, two-step strategy because for some sort of reasons (political, administrational, financial), they think it is not possible to implement full basic income in one go. One of the proposals of the first step is Tony Atkinson’s idea of participation income. In various places, you criticised this proposal quite harshly. Can you explain why you are against it?

Sure – let me briefly explain the background to Tony Atkinson’s participation income. In principle, Atkinson is quite happy with an unconditional basic income, but he worries that in its radical form, it is not politically feasible because people don’t like the idea of giving money for free. To address this problem, he came up with a neat idea: Let’s get rid of formal employment as the main contribution requirement and expand that requirement to other socially useful activities. This way, we keep some sense of reciprocity and obligation while nevertheless massively expanding the coverage of the policy in a universal direction. A mild form of conditionality remains in place, but with the exception of maybe 5% of die-hard “free-riders”, everyone would easily be eligible for a participation income. This looks like a workable proposal. Philippe Van Parijs then builds on that by arguing that a participation income would get us to basic income in the end, because we’ll soon realize that we still have this unnecessarily large bureaucracy even when we have almost everyone covered. The obvious next step would be to simply drop all the bureaucratic requirements and let basic income emerge quite naturally. This is a bit like a magician pulling a rabbit out of his hat: In this case, we put the participation income in the hat and pull a basic income out of it.

In a paper1 that I wrote with Lindsay Stirton, we go into a lot of detail over the administrative requirements connected with participation income. Our review strongly suggests it is extremely hard to implement if you want to take the participation requirement seriously. If you don’t want to give free money but do effectively check if people participate, you face a huge practical problem. For instance, suppose you want to leave your job for a couple of years to take care of your elderly grandparents. You claim participation income to allow you to perform this socially valuable activity. Then the government has to be sure that you are really taking care of them. That is easier said than done, so expect the “Grandparents Care Control Unit” to do regular house visits. Volunteering is the same thing – clearly, not everything can count as volunteering, so presumably we need to start checking which volunteering activities support a person getting a participation income and which don’t. The same with education. The United Kingdom’s former Higher Education Minister Margaret Hodge used to talk of “Mickey Mouse courses” designed to get students registered but that have no real education value. You could get a degree in using crayons on stick-ons or painting silly willies on the pavement, etc. Now we have a real problem: Who decides whether an activity is really socially useful or not? How do we check if someone is really doing what s/he says? Once you appreciate these difficulties, participation income becomes a bureaucratic nightmare.

So what are political implications of our view? This is where it gets really interesting. Philippe Van Parijs would say, “Yes, it’s a bureaucratic nightmare and the moment we realize this, we get rid of participation and move to a fully unconditional basic income”. This would resolve the bureaucracy problem, but it is only one way to do so. Here is another: We narrow the range of approved participation activities down to the familiar policy categories of education or employment. These we know how to implement and control, but of course now we’ve moved from participation income back to workfare. Basic income advocates think that participation income will naturally transform into basic income, but people who come to participation income from an obligation/ reciprocity perspective will resist this and instead try to narrow it down to a workfarist scheme.

Putting all these points together, my co-author and I came up with what we called the “trilemma of participation income”. The trilemma means you either a) accept the massive bureaucratic costs and complexity of implementing a participation income, or b) you try to avoid those costs and complexity by moving to an unconditional basic income, or c) you reject basic income and bureaucracy and narrow participation to workfare. So we have three different routes you can take, but in terms of building a large political coalition, this is a problem. What started looking like a political coalition in favour of participation income divides itself into three different factions once the practical problems become visible. Anyone who believes we can carry out a gradual implementation of basic income through participation income has no good reasons and so has no understanding of the politics involved in this option, and certainly has no empirical basis for thinking that policy will develop in this particular direction. Participation income is a non-starter for the basic income movement!

The other gradual proposal of implementing basic income is to give a smaller (partial) basic income first and then when people see the good results of it, they will be more eager to accept increasing the amount of it to a full basic income.

I think that’s an extremely controversial view that is not really backed-up by the evidence from other policies. The fundamental problem with this kind of partial basic income is that, compared with a full basic income, the number of people who would benefit remains small and those who are better off nevertheless benefit a lot less. Think of this not in terms of beneficiaries, but in terms of building a political constituency. A constituency is a group that benefits objectively but also accepts this benefit subjectively, which is not so straightforward. Take the example of health care in the United States. A lot of people benefit objectively from the health care reforms initiated by President Obama, but they simply don’t accept the reform. Even where we find people who benefit objectively and subjectively, the idea of a constituency means we need to identify a group of people willing and able to invest political effort in promoting basic income. This requires political support in the form of voting, canvassing, protesting, writing letters, debating and all other forms of engagement.

Now, let’s go back to partial basic income. This is putting a system in place from which, as said, only a small amount of people would benefit. Moreover, the beneficiaries would mainly belong to social groups that unfortunately have little political capital – the worst-off in society. I happen to be one of those people (like Guy Standing, Philippe Van Parijs or David Casassas) who think one of the reasons why we should have a basic income is to protect these people. But if it only protects them, then that may be too small a constituency to have any serious political impact. So I doubt that you will get increased solidarity after implementing only a partial basic income. In fact, a lot of evidence suggests the opposite, evidence where people in different constituency groups insist on drawing boundaries between them and the worst off. So do we have any reason to think that the move from a partial to a full basic income would be very straightforward? That argument requires other groups to buy into the policy; other groups who already might be pushing against basic income as we speak. I don’t think it’s that straightforward at all and believe that a partial basic income might not be stable enough to build a pathway towards a full basic income.

Against this argument of instability of partial basic income, you could find counter-arguments showing the case of Alaska Permanent Fund, in which the acceptance for the scheme continuously arose and every politician who wanted to remove it lost or were forced to change their minds in that case. The people accepted the yearly benefits as their right and now defend it.

That is very true. There is a very interesting chapter2 in one of Karl Widerquist and Mike Howard’s Alaska books3 by James Bryan and Sarah Lamarche Castillo, in which they are looking into the political side of the Alaska model and they actually found that it is a lot more complicated than you might imagine. One of the reasons of this support in Alaska is that they’re not paying any taxes; all is financed by the Alaska Permanent Fund, which is a sovereign fund. As it is funded through these external resources, there is no redistribution: It is a very unique way of funding it. Would the same political stability apply in a situation where a partial basic income is funded through the regular income tax system? I doubt it. Recently there have actually been some challenges to the Alaska Fund. These challenges are serious enough that one of the representatives in Alaska has tried to promote a constitutional amendment in the state constitution to protect it from any political interference. That didn’t go through, but there’s more and more pressure to repurpose the Fund as Alaska itself is running into some financial problems. So we will see if the Alaska model remains as stable as it has been the past decades.

Relating to the subjective acceptance of basic income – there is an almost complete agreement that one of the advantages of basic income is that, in contrast to means-tested benefits, it is not stigmatising because it’s universal. You seem to question that belief. Why?

Yes, I have serious doubts about this line of argument. I sympathise with it, but I doubt it really holds true. We really need to make a fundamental distinction between the design features of basic income (the fact that it is universal by design) and the policy and political effects that this brings about. The fact that basic income is designed as a universal scheme does not mean that people accept it as being universal in the way we think of universal health care, for instance. In fact, what we observe in comparative policy is a fundamental trend for certain groups not wanting to be associated with other groups. This is why we often have different types of income support programs. There is some interesting literature about different target populations, different groups of beneficiaries in social policy that have a different status. Pensioners are regarded as good, formerly hard-working people who deserve their benefits. On the other extreme are the homeless or drug users who are regarded by many as a burden on society. One of the problems with basic income might be precisely that it is too transparent. It is very clear who wins and who loses. There is a famous argument formulated by Peter Baldwin in the 1990s, which says that one of the reasons why the welfare state came about was because of its complexity which makes the distribution of benefits and burdens deliberately opaque. All those complex arrangements make a large amount of groups think that they benefit, even when they don’t (or not as much as they think) and this is what keeps the welfare state operational – the belief that we are all getting something out of it if we pay into it. Solidarity rapidly breaks down the moment who is net contributor or a net beneficiary becomes visible. This unfortunately counters the argument of a lot of basic income proponents and instead shows that its universalist character might actually lead to a decline in solidarity.

The third way of a gradual implementation of basic income is not to resign from its unconditionality or the sufficient level but to make it less universal and, in the first move, only give it to some parts of the society: only to the elderly (under the name of citizens’ pensions) or only to children (sometimes presented as a part of pronatalist policy in countries with demographical problems, like Poland). What do you think about this way of getting closer to basic income?

So this is what most people in the basic income movement these days think is the most promising route – to go sector-by-sector in a sequential strategy. In Ireland, Sean Healy and Brigid Reynolds were the people who were the first to put a lot of work into that. And there is also a very nice paper4 by James Mulvale and Sid Frankel, in which they prepare a sequential scheme for the Canadian province of Manitoba. The advantage is that you can identify the groups very easily so you can figure out who should get what and decide on the sequence in terms of how the scheme fits with existing categorical policies. The problem is again with the political dynamic. Is there any reason to think that we can easily move from one group to another? Do we think that expanding basic income this way is going to create its own support? Again I have my doubts, in part because of the reasons I mentioned before. The constituencies don’t necessarily have strong solidarity with other groups they regard as less deserving. They are going to protect their own interests in the first instance.

Think about a scheme that starts with providing a basic pension. Pensioners are perhaps not going to have a big problem if this is expands into child benefit. Those are two very obvious groups that are regarded as deserving of such support. But now it gets more difficult: You can still try to identify some acceptable groups – maybe students or the disabled – but eventually, we get down to the controversial category of working-age adults. Why would pensioners, who believe they are entitled to a basic pension because they worked their whole life, support any move that encompasses everyone? There are several reasons to resist such a move. First of all, they might be thinking strategically that the expansion of an unconditional benefit risks decreasing the level of the pension because of more pressure on the financial system and the better-off pensioners would end up paying higher taxes. Self-interested considerations of costs play a big role. The second problem is the idea of cultural contamination. Pensioners like to see themselves as a deserving group. They do not want to share a policy with people who they may regard as free-riders. Putting these two arguments together, you can’t assume that if a basic income is accepted for a group like the pensioners, these pensioners are going to push for it to be expanded for others. Even worse, my prediction is that they are going to actively resist such a development especially when it comes to the case of working-age adults. If this argument is correct, the sequential approach again may not be as promising as many think it is.

So basically you have denied three methods of gradual approach. Where does it lead us?

My argument is that a basic income will not be put in place by trying to play clever games, use back-door strategies, or otherwise try to get basic income on the agenda without owning up to what we have in mind. To my mind, we need to do exactly the opposite and to create support for basic income first. The bottom line of that is that we are going to have to do a lot of work to convince people (including those who are sceptical) that basic income is a really good policy to have and that’s when we can think about different routes to implement it. But maybe then we could even implement it in a more direct and faster way. I’m not saying to implement it right away, because there are good reasons to start with a trial on a smaller basis to see how the scheme works in practice. But in terms of support and the politics of it, you really need to have the support in place first. And that is hard, that is the difficult part of the job but at the same time, we can’t avoid it. All these strategies we have come up with to institute a basic income through the back door hoping the support will emerge as it rolls out – I just don’t buy that. I think that this is more wishful thinking than solid political strategy.

Which strategy is more needed to build this support – getting and showing data and facts or appealing to values, to the normative sphere?

Both are helpful, neither is sufficient. We know from political research that people are not convinced to adopt or change a position by being introduced to facts. The politics of facts and evidence is complicated and often it works the other way round – people select facts to fit their preconceived ideas. This is what political psychologists call confirmation bias. There is some truth in the idea that people are not supporting basic income because they don’t understand the policy, but that’s not all there is to it. And in the normative spheres, we have a problem of competing moral accounts – there exists not one, but several moral stories. Even if all of them were to support basic income, they are not going to support the same model of basic income. So this too causes problems.

I think that eventually, basic income will come about the moment our system is broken (or perceived as broken) to such an extent that basic income becomes almost a natural solution. The moment that everyone basically sees that the food banks are overrun, that pensioners are living in squalor or children are falling systematically behind, that a ridiculous amount of money is being spent in making sure a relatively small number of people are kept in unnecessarily silly jobs, that people stuck in those jobs have no means of building a real life while being prevented of taking on socially useful tasks that have not been officially approved, and so on and on. This is the time when basic income can present itself as a solution. A cheap and easy solution at that is the best option given the alternatives. So the moment the other options become too expensive, too problematic, too much at odds with our basic human values, that is when basic income will come about. And in the last years, it seems “we” (or rather our governments) are doing our best to get there, unfortunately.

So you propose to sit and wait?

No, not at all. In terms of strategy, there are two important things that should be done and that in fact we, in the basic income movement, are already doing. The first one is making sure that basic income is firmly planted in people’s minds. This is one of the reasons I support the recent media explosion, the many debates, group discussions and actions across Europe and beyond. The more people talk about basic income, the more basic income becomes a plausible solution to be considered when the time is right. And related to this, we need to do a lot of work thinking through the many aspects of basic income policy. We need to do the real work, not just hypothesize and dream about fairytales and unicorn stories in which basic income will single-handedly transform the world. We need to be a little more serious about the real impact of basic income and neither underestimate nor exaggerate its importance. Basic income will have many interesting effects but we need to try to find out as much as possible about the details of those effects, which is where the different pilot schemes come in. The second strategic task is that we need to continue our social critique of what is going on in the world; in particular, the disastrous effect of austerity politics. And we are actually doing that, so we have to do more of it, do it better, more professionally and so on. But we are on the right track here too.

Let’s concentrate for a moment on one of the moral stories that you are connected with, which is the republican story. With David Casassas, you wrote the article “Republicanism and the political economy of democracy”5 . Do you define yourself as a republican?

No. I’m not ready yet to think of myself as a full republican, partly because I don’t like being pigeon-holed and I see no need to fully subscribe to one particular theory. But in part, it is also because I think there are some aspects of the theory of republicanism that I’m not convinced about. That said, I have an enormous amount of sympathy for the idea of freedom as non-domination. And I think this can be defended in a way that brings about strong egalitarian outcomes. Freedom and equality are the key values for me, and I think republicanism has a lot of interesting things to say about both of them.

How does republicanism think about basic income? Here it gets a little more complicated, in part because it depends on what basic income can deliver. A lot of people talk about the “exit option” that basic income is supposed to guarantee. Karl Widerquist has written a whole book6 about that. He doesn’t define himself as a republican, but his “independentarianism” is quite close to the republican position, and we share a lot of intuitions. One of the things that Karl believes, and argues for in the book, is that everyone should have the freedom to say no, which he understands as the option to exit from the labour market. I have quite a few doubts about that. I’m not sure if withdrawing from the labour market is as desirable an option as many suggest. I’m also not sure whether basic income can give us what we need in order to make it a real and desirable option. I accept the fact there are a lot of jobs that are really atrocious and demeaning and I have no problem thinking that under certain conditions, basic income can give you an important alternative route. But I also think we need a lot more to make basic income a real exit option from current labour markets. In line with Albert O. Hirschman’s famous division between “exit” and “voice”, I think what we need to develop in the labour market and other economic institutions is more “voice”, that is, more collective democratic involvement. I don’t accept the general free-riding argument in case of basic income, but there exists a sort of free-rider argument in regards to the exit option that does pose a problem. The more people take the exit option from the labour market, the more work for creating voice – putting real pressure on employers to turn the labour market into something more egalitarian and republican – has to be done by a smaller group. Now, the relation between basic income and “voice” is a very interesting field to research. One of the points that people connected with in the Indian experiment is that making is that basic income is conducive to promoting “voice” and participation more generally. But of course this argument applies to a very specific context. So the question now becomes how basic income could promote “voice” in a mature welfare state and the labour market.

An important point here is what you have mentioned before, namely the so-called “package of measures”. Basic income’s effects depend crucially on the policies that surround it, the broader institutional configuration if you like. One of the things we have to do is to think about basic income as one item within a configuration of policies that together will produce important social effects. But we have to do the systematic work: Many accept that basic income is not self-contained, but we haven’t really done the work yet to figure out how it really interacts with other policies – from health to housing to education, and so on.

One of the proposals of the package of measures that include basic income is of course “A Precariat Charter”7 by Guy Standing. Do you think it’s a good attempt?

It could be, but I would like to see more specific proposals from different countries, even different regimes in the classic terminology introduced by Esping-Andersen. If you think about the different welfare regime types – the social-democratic, conservative-continental or Anglo-Saxon models – it rapidly becomes clear that basic income could fit in with each of them. But what is of interest is not that each regime is compatible with basic income, but rather to think through how basic income in each regime would interact differently – produce different effects because of variation in the “package of measures” that make up the policy background. That is the part where I think a lot of interesting work can be done. And this is quite different from Guy Standing’s more general Precariat Charter.

You’ve been living in Barcelona for some time and you know very well the work of members of Barcelona Republican School of Basic Income, that is, Antoni Domenèch, Daniel Raventós, David Casassas, Edgar Manjarín, Bru Laín, etc. As an outsider with an insight, you could look at its role from some distance. How would you assess the importance and input of this branch of republican thinking in the basic income debates (as distinct from e.g. the branch of Philip Pettit)?

I think the main thing that differentiates them from the mainstream republicanism is a very strong emphasis on property. I think that is fascinating historically, philosophically and sociologically. I think the idea of property is indeed a key concern in the republican tradition and is crucial for thinking about basic income, but of course the idea of property can be fleshed out in different ways. I’m not entirely sure whether basic income should be thought of as a type of property, as many in what you call the Barcelona Republican School argue. The relation between their approach and Pettit’s work is also quite complicated. There is a lot that Pettit himself has left underdeveloped in his own proposed theory, so that leaves room for constructive input. At the same time, Pettit very much resists the notion of independence as a form of non-domination, whereas the Barcelona School takes independence through property as a central feature of republican freedom. Perhaps one other important development is that the Barcelona School thinks very institutionally and I share that perspective. Pettit developed republicanism primarily as a philosophical idea. The next step is to explore how republicanism works in different policy areas.

JurgenJurgen De Wispelaere is a former occupational therapist turned political theorist and policy scholar. He has completed a Doctorate in Social Sciences at the University of Tampere (Finland) with a dissertation on the political analysis of basic income. Having returned to Europe after several years working at McGill University, he currently works at the University of Tampere as part of the team that is preparing the Finnish basic income experiments and where he also coordinates a course on basic income (with Antti Halmetoja). He has published many articles on the politics of basic income and is a co-editor of Basic Income: An Anthology of Contemporary Research (Wiley 2013), which compiles key writings on basic income from the last couple of decades. He co-founded and edited the journal “Basic Income Studies” for six years, was a former member of the Executive Committee of the Basic Income Earth Network (BIEN), and is a Board Member of the Basic Income Canada Network (BICN). You can download (for free!) and read most of his published work here.

Polish translation of this interview can be found here.

Former interviews about basic income:

Erik Olin Wright, Sociology and Epistemology of Real Utopias

Daniel Raventós, Basic Income in the Spotlight in Spain

Guy Standing, The Strategy for Basic Income

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.

  1. Jurgen De Wispelaere and Lindsay Stirton. “The Public Administration Case against Participation Income”, Social Service Review 81, no. 3 (September 2007): 523–49. []
  2. James B. Bryan and Sarah Lamarche Castillo, “Politics, the Preservation of Natural Resource Wealth, and the Funding of a Basic Income Guarantee,” in Alaska’s Permanent Fund Dividend: Examining its Suitability as a Model, ed. Karl Widerquist and Michael W. Howard (New York & Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2012), 65–83. []
  3. Karl Widerquist and Michael W. Howard, eds., Alaska’s Permanent Fund Dividend: Examining its Suitability as a Model (New York & Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2012). []
  4. Sid Frankel and James P. Mulvale, “Support and Inclusion for All Manitobans: Steps Toward a Basic Income Scheme,” Manitoba Law Journa 37, no. 2 (2014): 425–64. []
  5. David Casassas and Jurgen De Wispelaere, “Republicanism and the Political Economy of Democracy,” European Journal of Social Theory, September 13, 2015, 1–18. []
  6. Karl Widerquist, Independence, Propertylessness, and Basic Income. A Theory of Freedom as the Power to Say No (New York & Basingstoke: Palgrave Macmillan, 2013). []
  7. Guy Standing, A Precariat Charter: From denizens to citizens (London, New York: Bloomsbury Academic, 2014). []
Jurgen De Wispelaere – Fascynujące czasy przed nami: eksperymenty i polityka dochodu podstawowego

Jurgen De Wispelaere – Fascynujące czasy przed nami: eksperymenty i polityka dochodu podstawowego

królik w kapeluszuWywiad z Jurgenem De Wispelaere

Maciej Szlinder: Rok 2015 był całkiem dobry dla zwolenników dochodu podstawowego. W szeregu holenderskich miast przygotowywane są eksperymenty, a fiński rząd zapowiedział, że planuje przeprowadzenie ogólnonarodowego eksperymentu, który rozpocznie się w 2017 r. Jako że jesteś zaangażowany w ten drugi projekt, czy mógłbyś przybliżyć nam aktualny stan przygotowań fińskiego programu pilotażowego? (więcej…)

Loïc Wacquant – Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu

Abstrakt:1 Antropologia neoliberalizmu podzieliła się na dwa przeciwstawne obozy. Z jednej strony lokuje się hegemoniczny model ekonomiczny zakotwiczony w wariantach zasady rynkowej, z drugiej zaś buntownicze podejście stymulowane przez pochodne Foucaultowskiego pojęcia urządzania [governmentality]. Obie koncepcje zaciemniają to, co jest „neo” w neoliberalizmie: restrukturyzację i przemieszczenie państwa jako kluczowego sprawcy, ustanawiającego zasady i wytwarzającego podmiotowości, stosunki społeczne i zbiorowe reprezentacje, które dostosowane są do realizacji rynków. Nawiązując do dwóch dekad badań empirycznych nad strukturą, doświadczeniem i politycznym traktowaniem miejskiej marginalności [urban marginality] w rozwiniętych społeczeństwach, proponuję drogę pośrednią między tymi dwoma podejściami. W tym ujęciu neoliberalizm to takie powiązanie państwa, rynku i obywatelstwa, które zaprzęga państwo do narzucania rynkowego piętna na obywatelstwo. Ukute przez Bourdieu pojęcie pola biurokratycznego oferuje potężne narzędzie do analizy reorganizacji państwa jako maszyny stratyfikacji i klasyfikacji kierującej odgórnie neoliberalną rewolucją, oraz pozwala na wysunięcie trzech tez: (1) neoliberalizm nie jest reżimem ekonomicznym, ale politycznym projektem formowania państwa [state-crafting], narzucającym dyscyplinarny „workfare”, neutralizujący „prisonfare” i motyw indywidualnej odpowiedzialności w służbie utowarowienia; (2) neoliberalizm pociąga za sobą prawicowe odchylenie przestrzeni biurokratycznych organów władzy, które definiują i dystrybuują dobra publiczne oraz powołuje do życia państwo-Centaura, które na szczycie struktury klasowej uprawia liberalizm, a na jej dole karzący paternalizm; (3) rozrost i gloryfikacja penitencjarnego skrzydła państwa jest integralnym składnikiem neoliberalnego Lewiatana, dlatego też policja, sądy, więzienia muszą zostać włączone w zakres politycznej antropologii neoliberalnego panowania [rule].

Słowa kluczowe: neoliberalizm, rynek, urządzanie, pole biurokratyczne, państwo karne, workfare, prisonfare, Bourdieu, miejska marginalność.

Jakieś 20 lat temu rozpocząłem serię badań empirycznych nad strukturą, doświadczeniem i politycznym podejściem do miejskiego ubóstwa w rozwiniętych społeczeństwach. Skupiały się one na losie amerykańskiego czarnego getta po opadnięciu fali ruchu praw obywatelskich oraz na upadku robotniczych peryferii zachodnioeuropejskich metropolii, czego dobrym przykładem był zanik Czerwonego Pasa banlieus we Francji na skutek dezindustrializacji. Przeprowadziłem szereg obserwacji etnograficznych pośród kompletnie opustoszałego historycznego South Side w Chicago oraz okrytych złą sławą projektów mieszkaniowych La Courneuve, na tle rozdartego krajobrazu przedmieść Paryża. Zastosowałem narzędzia analitycznego porównania, aby zrozumieć powstanie nowego reżimu „zaawansowanej marginalności”, wprawionego w ruch przez rozproszenie pracy najemnej, wycofywanie się państwa socjalnego oraz rozpowszechnienie się terytorialnej stygmatyzacji. Nie przypuszczałem zatem, że to badanie nad ciężkim położeniem miejskich wyrzutków nowego stulecia2 przeniesie mnie z ulic hipergetta głęboko do wnętrza amerykańskiego gargantuicznego systemu więziennictwa, a stamtąd do drażliwej kwestii neoliberalizmu i formowania państwa w skali globalnej3. W tym artykule pokrótce odtwarzam tę intelektualną podróż od mikroetnografii postindustrialnego prekariatu do makrosociologii neoliberalnego Lewiatana u początku wieku, aby przedstawić tezy dla historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu.

Chcąc naświetlić uwarunkowania i procedury degradacji w amerykańskich metropoliach z końca wieku, musiałem znaleźć sposób na ominięcie dwóch głównych przeszkód epistemologicznych: posiadającego swój akademicki rodowód mitu „underclass”, głoszącego, że nowa podkategoria czarnej biedoty pustoszy centrum miasta, oraz starego tropu „dezorganizacji”, odziedziczonego po ekologicznej szkole miejskiej socjologii4. W tym celu przeprowadziłem badania nad strategiami życiowymi młodych Afroamerykanów w Woodlawn, dzielnicy w pozostałościach chicagowskiego „Bronzeville”5. W wyniku zbiegu okoliczności, o których opowiedziałem gdzie indziej, stałem się członkiem lokalnego klubu bokserskiego, uczyłem się rzemiosła walki na ringu, a klub wykorzystałem jako odskocznię umożliwiającą zapuszczenie się w dzielnicę6 oraz dogłębne i gruntowne przebudowanie mojego sposobu pojmowania getta7.

Spisując historie życiowe moich kolegów z ringu, szybko odkryłem, że niemal wszyscy z nich przeszli przez areszt albo spędzili jakiś czas w więzieniu. Z tego powodu, aby zrozumieć trajektorie ich życia, musiałem pojąć „wielki penitencjarny krok wstecz”, który zawrócił Stany Zjednoczone z objętej w latach sześćdziesiątych drogi ku postępowemu systemowi penitencjarnemu i zaprowadził na pozycję światowego lidera inkarceracji i globalnego eksportera agresywnej polityki kontroli na początku lat dziewięćdziesiątych8. W trakcie mapowania amerykańskiego boomu karceralnego, jaki nastąpił po 1973 roku, jasne stało się dla mnie, że przyśpieszająca rezygnacja ze sfery socjalnej, prowadząca do niechlubnych „reform sfery socjalnej opieki społecznej” z 1996 roku, oraz wybuchowa ekspansja systemu karnego były dwiema zbieżnymi i wzajemnie komplementarnymi zmianami prowadzącymi ku karnym uregulowaniom urasowionego ubóstwa. Zrozumiałem też, że dyscyplinarny workfare9 i korygujący prisonfare10 sprawują nadzór nad tymi samymi wywłaszczonymi i znieważonymi populacjami, które zostały zdestabilizowane przez rozkład fordowsko-keynesowskiego porozumienia, oraz są skoncentrowane w poniżonych dzielnicach spolaryzowanego miasta. Jasnym stał się dla mnie również fakt, że umieszczanie zmarginalizowanych odłamów postindustrialnej klasy robotniczej pod srogą kuratelą wiedzioną moralnym behawioryzmem tworzy doskonałą scenę, na której rządzące elity mogą przedstawiać powagę państwa i łatać deficyt legitymizacji, na który cierpią za każdym razem, gdy porzucają jego poprzednią misję zapewniania socjalnej i ekonomicznej ochrony.

Potwierdziło się to w latach dziewięćdziesiątych, gdy kolejne lewicowe rządy w całej zachodniej Europie podnosiły walkę z uliczną przestępczością do rangi narodowego priorytetu w tych strefach miejskich, gdzie społeczna niepewność oraz przestrzenna skaza nasiliły się wraz ze stającymi się normą bezrobociem czy prekarnym zatrudnieniem. Śledzenie międzynarodowych wędrówek polityki „zera tolerancji”, jak i różnorodnych penitencjarnych [penal] haseł i panaceów „made in the USA” (kryminologiczna tzw. teoria rozbitych okien, obowiązkowe wyroki minimalne, obozy resocjalizacyjne dla młodocianych przestępców, ugody obrończe itp.) ujawniło znamienny wzorzec sekwencyjnego przenikania oraz funkcjonalnego sprzężenia, na mocy którego strategie gospodarczej deregulacji, nadzorczy workfare oraz punitywny system karny wspólnie wędrują i rozkwitają11. Podsumowując, penalizacja ubóstwa wyłoniła się jako podstawowy element lokalnych aplikacji projektu neoliberalnego i jego upowszechnienia ponad granicami. Projektu, w którym „żelazna pięść” państwa penitencjarnego [penal state] łączy się z „niewidzialną ręką” rynku oraz osłabianiem sieci zabezpieczeń społecznych. To, co zaczęło się jako elementarne badanie codziennego ciężkiego położenia miejskiego prekariatu w centrum Chicago i na przedmieściach Paryża, zakończyło się teoretyczną zagadką dotyczącą charakteru i składników neoliberalizmu w skali planetarnej.

Zasada rynkowa przeciwko urządzaniu

Jaki zatem sposób poradzenia sobie ze śliskim, niejasnym i spornym pojęciem neoliberalizmu podpowiada nam ta intelektualna wędrówka? Z pojęciem, które niektórzy z jego przenikliwych badaczy, niespokojnie poszukując analitycznej szczegółowości i uprawomocnienia, nazywają „pojęciem szelmowskim”12? Podczas gdy Hilgers13 przedstawia antropologię neoliberalizmu jako zorganizowaną w ramach triadycznej konfiguracji uformowanej przez podejścia kulturowe, systemowe czy oparte na kategorii urządzania [governmentality]14, ja widzę ją jako spolaryzowaną między, z jednej strony, hegemoniczną koncepcją ekonomiczną (neoklasyczną i neo-marksistowską) umocowaną w różnych odmianach zasady rynkowej oraz, z drugiej, zbuntowanym podejściem stymulowanym luźnymi pochodnymi Foucaultowskiego pojęcia urządzania. Te dwie koncepcje dały początek bogatym i produktywnym programom badawczym, jednak są one popadaniem ze skrajności w skrajność. Pierwsza jest niezmiernie wąska, pozbawiona instytucji i znajduje się na skraju apologetyki, kiedy przyjmuje neoliberalizm za dobrą monetę. Druga przeciwnie, nazbyt szeroka i bezładna, przeładowana analizami rozrastających się instytucji (z których wszystkie wydają się być zainfekowane neoliberalnym wirusem), niebezpiecznie zbliża się w stronę krytycznego solipsyzmu. Dla tej pierwszej neoliberalizm jest prostym narzuceniem neoklasycznej ekonomii jako najdoskonalszej formy myśli oraz rynku jako optymalnego, chociaż nieelastycznego narzędzia do organizowania wszelkiej wymiany15. Dla drugiej jest on plastyczną i zdolną do mutacji polityczną racjonalnością, która towarzyszy wielu rodzajom reżimów oraz wślizguje się we wszystkie sfery życia, nie pozostawiając żadnego zewnętrznego, stabilnego gruntu, by się jej przeciwstawić16. Co ciekawe, obie koncepcje są zbieżne w tym, że zaciemniają to, czym jest „neo” w neoliberalizmie, to znaczy przerabianiem i przemieszczaniem państwa jako kluczowego sprawcy, który aktywnie wytwarza podmiotowości, stosunki społeczne oraz zbiorowe reprezentacje, skrojone pod czynienie fikcji rynków rzeczywistą i istotną.

Dominacja ekonomicznych (czy nawet ekonomistycznych) koncepcji neoliberalizmu jest dobrze ugruntowana17. Dla szerokiej rzeszy zarówno zwolenników, jak krytyków, termin ten oznacza odradzające się „imperium kapitału”, by przywołać tytuł dokonanej przez Ellen Meiksins Wood18 historyczno-materialistycznej rekonstrukcji szeregu lądowych, handlowych i kapitalistycznych projektów imperialnego panowania. Wśród nich ten ostatni ma się wyróżniać tym, że szuka sposobu narzucenia rynkowych imperatywów nie tylko na wszystkie terytoria, ale również wszystkie ludzkie aktywności. Powszechnie przyjmowana wizja zrównuje neoliberalizm z ideą „samoregulującego się rynku” oraz przedstawia państwo jako zamknięte w antagonistycznej wobec niego relacji o sumie zerowej. Logicznie i historycznie rzecz ujmując, nastanie „rynkowego fundamentalizmu” skutkuje redukcją, usunięciem się czy dyskwalifikacją państwa, przedstawionego albo jako przeszkoda dla skuteczności, albo jako czysta instrumentalność służąca do wzmacniania odzyskanej hegemonii kapitału. A zatem według Colina Croucha19 współwystępujący rozkład pracującej fizycznie klasy robotniczej, powstanie kapitału finansowego, rozpowszechnienie się nowych technologii komunikacyjnych, liberalizacja przepływów ekonomicznych między granicami państw narodowych doprowadziły do „krótkoterminowej, czysto rynkowej, wolnej od ograniczeń formy kapitalizmu”. Wyłaniające się „warunki neoliberalnego konsensusu” obejmują „uniwersalne porzucenie Keynesowskiej polityki” oraz wywołują „wydrążanie państwa i prywatyzowanie coraz to większej liczby jego funkcji20. Podobnie dla Davida Harveya, „neoliberalizm jest przede wszystkim teorią praktyk polityczno-ekonomicznych, która głosi, że ludzkiemu dobrobytowi najlepiej służyć będzie uwolnienie przedsiębiorczości w ramach instytucjonalnych, których cechy charakterystyczne to: mocne prawa własności prywatnej, wolne rynki i wolny handel. Rola państwa polega na kreowaniu i utrzymywaniu odpowiednich ram instytucjonalnych”21. Zwrot w kierunku neoliberalizmu pociąga za sobą triadyczną kombinację „deregulacji, prywatyzacji i wycofania się państwa z wielu obszarów świadczeń”. W praktyce państwo odchodzi od doktrynalnego wzorca „małego rządu” właśnie po to, by pielęgnować przyjazny biznesowi klimat dla kapitalistycznych przedsięwzięć, strzec instytucji finansowych oraz poddawać represjom ludowy opór przeciw neoliberalnym zakusom na „akumulację przez wywłaszczenie”.

Znaczna część antropologii neoliberalizmu opiera się na przenoszeniu tego schematu na różne kraje na całym świecie lub ujmowaniu go w skali kontynentalnej, aby uchwycić kulturowe pułapki zasady rynkowej i społeczne reakcje na nią22. Ameryka Łacińska jest tutaj ulubionym przykładem, tuż za nią plasują się kraje byłego Bloku Wschodniego i Afryka. W swoim zamaszystym podsumowaniu pt. Africa in the Neoliberal World Order James Ferguson w typowy sposób charakteryzuje neoliberalizm jako jednoczesne wycofanie się państwa i rozszerzenie się rynku: „Podążając za ekonomiczną filozofią ‘neoliberalizmu’, głoszono, że pozbywanie się państwowych »zniekształceń« rynków stworzyłoby warunki dla gospodarczego wzrostu, natomiast gwałtowna prywatyzacja miałaby przynieść zalew nowych prywatnych inwestycji kapitałowych”23. W tym miejscu pojęcie to jest równoznaczne z ekonomicznymi środkami „strukturalnego dostosowania”, „o którym zakłada się, że może zatrzymać opresyjne i apodyktyczne państwa i wyzwolić nowe, żywotne ‘społeczeństwo obywatelskie’, które byłoby zarówno bardziej demokratyczne, jak i bardziej wydajne gospodarczo”24. Jest to zbiorcze określenie wskazujące na zmiany wynikające z polityki zaciskania pasa i programów prywatyzacji znanych również pod nazwą „konsensusu waszyngtońskiego”, a także na efekty codziennych przystosowań kształtowanych przez ludowy opór25. Przeciwnicy tego „eleganckiego” spojrzeniu na neoliberalizm jako spójną, jeśli nie wręcz monolityczną całość, studiujący zagadnienie urządzania, proponują „znajdujące się w nieładzie” ujęcie neoliberalizmu jako płynnego i elastycznego zlepku wyrachowanych strategii i technologii celujących w formowanie populacji i ludzi26. W takiej optyce neoliberalizm nie jest ekonomiczną ideologią czy pakietem rozwiązań ustawowych, ale „zgeneralizowaną normatywnością”, „globalną racjonalnością”, która „ma tendencję do strukturowania i organizowania nie tylko działań rządzących, ale również postępowania samych rządzonych” a nawet ich samo-pojmowania według zasad konkurencji, wydajności i użyteczności27. Badacze urządzania upierają się, że mechanizmy rządzące nie są zlokalizowane w państwie, ale cyrkulują w obrębie całego społeczeństwa, jak również ponad granicami narodowymi. Zgodnie z tym ujęciem, badacze ci działają w poprzek struktur [transversally], aby śledzić rozprzestrzenianie i splatanie się neoliberalnych technik „kierowania cudzym kierowaniem się” na wielu różnorodnych obszarach produkcji „ja”, włączając w to ciało, rodzinę, seksualność, konsumpcję, edukację, zawód, przestrzeń miejską itd.28 Lubują się również w podkreślaniu przygodności, specyficzności, wielorakości, złożoności oraz interaktywnych połączeń (które uczynione zostały niezwykłymi dzięki nowemu, deleuzjańsko brzmiącemu i chwytliwemu określeniu „asamblaże”): nie ma jednego Neoliberalizmu przez wielkie „N”, lecz nieskończona liczba neoliberalizmów przez małe „n”, zrodzonych na skutek nieustannego tworzenia się hybryd między neoliberalnymi praktykami i ideami a lokalnymi warunkami i formami. To podejście doprowadzone zostało do ekstremum u Aihwy Ong, w jej wpływowym zbiorze esejów Neoliberalism as Exception, w którym proponuje, by „badać neoliberalizm nie tyle jako ‘kulturę’ czy ‘strukturę’, ale raczej jako mobilne wyrachowane techniki rządzenia, które mogą zostać wyciągnięte ze swojego źródłowego kontekstu i ponownie umieszczone w konstelacjach wzajemnie konstytutywnych i przygodnych relacji”29.

Analityczny impuls do wykraczania poza państwo i przecinania instytucjonalnych domen jest owocny, podobnie jak pojęcie neoliberalizacji rozumianej raczej jako produktywny niż subtraktywny proces wylewający się poza granice gospodarki. Jednak lokowanie tych procesów w migracji „plastycznych” technologii kierowania [conduct], które nieustannie „przeorganizowują się” i „mutują” w trakcie podróży, jest problematyczne. Po pierwsze, niejasne jest, co czyni technologię kierowania neoliberalną: z pewnością takie biurokratyczne techniki, jak audyt, wskaźniki wydajności czy benchmarki (ulubieńcy neo-foucaultowskiej antropologii neoliberalizmu) mogą zostać użyte, by wzmacniać lub sprzyjać innym logikom, podobnie jak ma to miejsce w wypadku technik ubezpieczeniowych. Podobnie też nie ma niczego specyficznego w normach transparencji, rozliczalności i wydajności, co czyniłoby je w sposób konieczny rzecznikami utowarowienia: w Chinach, na przykład, zostały rozwinięte, aby spełnić cele patrymonialne i wykuć na nowo ideały socjalistyczne30. Problem z podejściem opartym na urządzaniu polega na tym, że jego sprawna definicja neoliberalizmu jako „rządzenia przez kalkulację”31 jest tak wyzuta ze specyficzności, że staje się on równoznaczny z jakkolwiek, nawet w minimalnym stopniu, sprawnym reżimem czy z siłami racjonalizacji i indywiduacji charakterystycznymi dla globalnie rozumianej zachodniej nowoczesności32. Wreszcie, gdy technologie kierowania „migrują” i „mutują”, neoliberalizm okazuje się być jednocześnie wszędzie i nigdzie. Staje się procesem bez zawartości; znajduje się w płynnej formie pozbawionej substancji, wzorca czy kierunku. A zatem, ostatecznie, szkoła urządzania oferuje nam koncepcję neoliberalizmu tak rozcieńczoną, jak te przedkładane przez ekonomiczną ortodoksję, którą to chciała obalić.

Neoliberalizm jako podporządkowane rynkowi formowanie państwa

Proponuję nakreślenie drogi pośredniej między tymi dwoma biegunami. Drogi, która uzna, że neoliberalizm od swojej intelektualnej inkubacji na Colloque Walter Lippmann w Paryżu w 1938 roku i w transnarodowym „kolektywie myśli” zapoczątkowanym przez Société du Mont-Pélerin po 1947 roku33, przez jego różne historyczne wcielenia w trakcie ostatnich dziesięcioleci dwudziestego wieku, aż do paradoksalnego ponownego potwierdzenia po finansowym kryzysie z jesieni 2008 roku, „zawsze był otwartym, pluralistycznym i łatwo adaptującym się projektem”34, ale pomimo to posiadającym instytucjonalny rdzeń, który czyni go wyrazistym i rozpoznawalnym35. Ten rdzeń składa się z powiązania państwa, rynku i obywatelstwa, które zaprzęga państwo do narzucania rynkowego piętna na obywatelstwo. Zatem wszystkie te trzy instytucje muszą zostać włączone do naszej analizy. Moje podejście różni się od koncepcji neoliberalizmu skupionych na rynku, gdyż priorytetem są tutaj raczej (polityczne) środki, niż ekonomiczne cele. Jednakże schodzę również ze ścieżki wyznaczonej przez koncepcję urządzania, gdyż uprzywilejowuję formowanie państwa względem technologii i nie-państwowych logik oraz skupiam się na tym, jak państwo skutecznie zakreśla nowe granice i kształtuje znaczenie obywatelstwa poprzez swoje podporządkowane rynkowi strategie. W związku z tym zalecam przeprowadzenie potrójnego zwrotu dla umocowania antropologii neoliberalizmu, rozumianej nie jako inwazyjna doktryna ekonomiczna czy migrujące techniki rządzenia, ale jako konkretna polityczna konstelacja: od „rozcieńczonej” [thin] ekonomicznej koncepcji skoncentrowanej na rynku do „gęstej” [thick] socjologicznej koncepcji skupionej na państwie, określającej instytucjonalną maszynerię zaangażowaną w ustanawianie rynkowej dominacji oraz jej mierzalnego wpływu na rzeczywistą społeczną przynależność. Utrzymuję, że mało znane pojęcie pola biurokratycznego Bourdieu36 daje nam elastyczne i potężne narzędzie dla zrozumienia przekształceń państwa jako maszyny stratyfikacji i klasyfikacji, która odgórnie napędza neoliberalną rewolucję. To przesunięcie można wypunktować w trzech tezach.

Teza 1: Neoliberalizm nie jest projektem ekonomicznym, ale politycznym; nie pociąga za sobą demontażu państwa, lecz implikuje jego przeprojektowanie

Wynika to z trzech zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, rynki są i zawsze były tworami politycznymi. Stanowią one oparte na cenach systemy wymiany działające według zasad, które muszą być ustanowione i monitorowane przez silne władze polityczne. Ponadto muszą być wspierane przez szeroko zakrojone mechanizmy prawne i administracyjne, które w epoce nowoczesnej równają się instytucjom państwowym37. Po drugie, jak pokazuje historia społeczna i opisują teoretycy społeczni, począwszy od Émile’a Durkheima i Marcela Maussa po Karla Polanyi’ego i Marshalla Sahlinsa, stosunki społeczne i konstrukty kulturowe w sposób konieczny stanowią podstawę wymiany gospodarczej, a ludzie zazwyczaj narzekają z powodu sankcji rynkowych. Państwo musi zatem wkroczyć do akcji, aby przezwyciężyć sprzeciw i utrzymać w ryzach strategie uchylania się. Po trzecie, historiografia transnarodowego Geistkreis, które go spłodziło, jasno stwierdza, że neoliberalizm od swoich początków sięgających kryzysu lat trzydziestych nie dążył do przywrócenia późno dziewiętnastowiecznego liberalizmu, lecz zmierzał ku przekroczeniu jego niedoskonałej koncepcji państwa38. Źródła neoliberalizmu leżą w podwójnym sprzeciwie, z jednej strony, wobec kolektywistycznych rozwiązań (najpierw socjalistycznych, a następnie keynesowskich) problemów gospodarczych, a z drugiej, wobec minimalistycznej i negatywnej wizji państwa jako „stróża nocnego” w klasycznym liberalizmie. Neoliberalizm chce zreformować państwo i zmienić jego orientację tak, aby w sposób czynny pielęgnowało i wzmacniało rynek jako nieustanny proces politycznego tworzenia39.

W innym miejscu40 uznałem to neoliberalne przeprojektowywanie za wyraz czterech logik instytucjonalnych:

(i) Utowarowienia ujętego jako rozszerzenie rynku lub mechanizmów typu rynkowego [market-like] i opartego na przekonaniu, że tego rodzaju mechanizmy są zazwyczaj optymalnymi środkami efektywnej alokacji zasobów i wynagrodzeń.
(ii) Dyscyplinarnej polityki społecznej, pojawiającej się wraz z przejściem od państwa opiekuńczego, kategorycznie zapewniającego dobrobyt [welfare] na mocy prawa, do poprawczego państwa pracy [workfare], w ramach którego pomoc społeczna uzależniona jest od przystania na elastyczne zatrudnienie i wiąże się ze specyficznymi wzorcami zachowań (szkoleniem, testowaniem, poszukiwaniem pracy, podejmowaniem pracy nawet za wynagrodzenie poniżej granicy egzystencji, ale także z ograniczaniem dzietności, przestrzeganiem prawa itd.).

(iii) Ekspansywnej i pornograficznej polityki karnej, która dąży do okiełznania zaburzeń będących efektem wzrastającego braku bezpieczeństwa społecznego w strefach zurbanizowanych, dotkniętych skutkami elastycznych warunków pracy oraz do inscenizowania suwerenności państwa na wąskim wycinku życia codziennego, nad którym dziś, jak twierdzi, sprawuje kontrolę.

(iv) Indywidualnej odpowiedzialności jako motywującego dyskursu oraz kulturowego kleju, łączącego w całość owe różne elementy aktywności państwa.

Koncepcja ta wykracza poza perspektywę zasady rynkowej, przyznając państwu dynamiczną rolę na wszystkich czterech frontach: ekonomicznym, społecznym, karnym i kulturowym. W wypadku dwóch pierwszych państwo w nowy sposób aktywnie reguluje – bardziej niż „dereguluje” – gospodarkę na korzyść korporacji41 oraz zaprzęga rozległe „poprawcze” i „konstruktywne” środki w służbie wspierania i poszerzania rynków42 w równym stopniu dla firm, produktów i pracowników. Na froncie socjalnym programy rządowe narzucają uciążliwe obowiązki na odbiorców opieki społecznej i agresywnie dążą do naprawy ich zachowania, zreformowania ich moralności oraz ukierunkowania ich wyborów życiowych za pomocą mieszanki kulturowej indoktrynacji, biurokratycznego dozoru i materialnej perswazji43. Tym samym przekształcają socjalne wsparcie w nośnik dyscypliny, a prawo do rozwoju osobistego w obowiązek podejmowania prekarnej pracy44. Ta gęsta koncepcja neoliberalizmu jako organizacyjnego czworonoga dostarcza również twardej instytucjonalnej treści dla miękkiego pojęcia „politycznej racjonalności” przywoływanego przez foucaultystów. Precyzuje ona bowiem środki przedsięwzięte przez państwo w celu poszerzenia i podtrzymania utowarowienia w obliczu jednostkowej wstrzemięźliwości oraz zbiorowego uchylania się lub sprzeciwu.

Teza 2: Neoliberalizm pociąga za sobą prawicowe odchylenie sfery biurokracji i stanowi pożywkę dla państwa-Centaura.

Jeśli państwo nie staje się „wycofane” lub „wydrążone”, lecz w istocie odbudowane i przemieszczone, to w jaki sposób możemy uchwycić jego reorganizację? W tej sytuacji kluczowa okazuje się koncepcja pola biurokratycznego Bourdieu45, konstruowanego jako zestaw organizacji, które skutecznie monopolizują definicję i dystrybucję dóbr publicznych46. Główna zaleta tego pojęcia, drobiazgowo skonstruowanego za pomocą historycznej analizy wielowiekowego przejścia od dynastycznego do biurokratycznego sposobu reprodukcji rządzenia, umocowanego w coraz silniejszym znaczeniu zinstytucjonalizowanego kapitału kulturowego47, polega na przypomnieniu faktu, że „państwo” nie jest monolitem, spójnym aktorem (bez względu na to, czy działa niezależnie czy gorliwie na usługach panujących), ani pojedynczą dźwignią, którą mogą sterować specyficzne interesy czy ruchy wyrastające ze społeczeństwa obywatelskiego. Państwo jest raczej przestrzenią zmagających się sił i walk o same granice, uprawnienia i priorytety władzy publicznej, a szczególnie o to, które „problemy społeczne” zasługują na uwagę i jak zostaną rozwiązane.

Bourdieu48 następnie sugeruje, że współczesne państwo jest polem dwóch wewnętrznych bitew, które są homologiczne z konfliktami przetaczającymi się przez przestrzeń społeczną. Wertykalna bitwa (pomiędzy dominującymi i zdominowanymi) dokonuje przeorania w szeregach „arystokracji wysokiego szczebla”, składającej się z ustawodawców odurzonych neoliberalnymi koncepcjami, pragnących sprzyjać urynkowieniu, oraz „arystokracji niższego szczebla” – wykonawców ustaw, którzy bronią opiekuńczych misji publicznej biurokracji. W horyzontalną bitwę (toczoną między dwoma rodzajami kapitału: ekonomicznym i kulturowym, rywalizującymi o wewnętrzną przewagę) uwikłana jest „prawa ręka” państwa, ekonomiczne skrzydło dążące do narzucenia budżetowych ograniczeń i rynkowej dyscypliny, oraz „lewa ręka” państwa, stanowiąca społeczne skrzydło chroniące i wspierające kategorie pozbawione ekonomicznego i kulturowego kapitału. W Punishing the Poor przysposobiłem ten koncept, aby uchwycić w ramach jednej struktury analitycznej represyjne zmiany zachodzące w obrębie dobrobytu i polityki penitencjarnej, które łącząc się, tworzą „podwójną regulację” zaawansowanej marginalności za pomocą nadzorczego „workfare” i karzącej dłoni „prisonfare”. Do tego dołączam ramię systemu karnego – policję, sądy, więzienia i ich przedłużenia: wyrok w zawieszeniu, zwolnienie warunkowe, sądownicze bazy danych, obywatelskie i biurokratyczne obciążenia dołączone do sankcji karnych itd. – jako element tworzący, wraz z ministerstwami skarbu i gospodarki, rdzeń prawej ręki państwa49.

Wykorzystując ten schemat, można przedstawić neoliberalizm jako systematyczne przemieszczanie priorytetów i działań państwa z lewej do prawej ręki, czyli z bieguna ochronnego (kobiecego i kolektywizującego) do dyscyplinarnego (męskiego i indywidualizującego) bieguna pola biurokratycznego. Dzieje się to na drodze dwóch komplementarnych, choć odrębnych procesów: (i) transferu zasobów, programów i populacji ze społecznego do penitencjarnego skrzydła państwa (jak wtedy, gdy pacjenci chorzy umysłowo zostają „zdeinstytucjonalizowani” wraz z zamknięciem szpitali, a następnie „zreinstytucjonalizowani” w więzieniach i zakładach karnych, uprzednio przechodząc przez etap bezdomności); (ii) kolonizacji dobrobytu, opieki zdrowotnej, edukacji, mieszkalnictwa socjalnego, opieki nad dziećmi itd. przez panoptyczne i dyscyplinarne techniki i gesty prawej ręki (np. w wypadku publicznych szpitali, które w ramach swojej wewnętrznej organizacji wyżej stawiają potrzeby budżetowe niż medyczne, lub, jak w wypadku szkół, które priorytetem ustanawiają redukcję wagarowania wśród młodzieży i przemocy w klasie kosztem pedagogii, i w związku z tym zatrudniają ochroniarzy zamiast psychologów). To podwójne prawoskrętne wypaczenie struktury i strategii państwa zdecydowanie nie jest produktem jakiegoś tajemniczego systemowego imperatywu czy przemożnej funkcjonalnej konieczności; jest ono uwarunkowanym strukturalnie, ale historycznie przygodnym efektem materialnych i symbolicznych walk, toczonych zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pola biurokratycznego, o zobowiązania i sposoby działania publicznej władzy50. W związku z tym tempo, rozmiar i efekty owego instytucjonalnego zwrotu będą różniły się w poszczególnych krajach w zależności od pozycji danego państwa w międzynarodowym porządku, układu jego narodowego pola władzy oraz konfiguracji jego przestrzeni publicznej i podziałów kulturowych.

W rezultacie owego przechylenia na prawo, neoliberalny Lewiatan nie przypomina ani minimalistycznego państwa dziewiętnastowiecznego liberalizmu, ani zanikającego państwa opłakiwanego w równym stopniu przez krytyków neoliberalnej ekonomii, jak i urządzania. Upodobnia się raczej do państwa-Centaura, które ukazuje dwa sprzeczne oblicza na dwóch końcach struktury klasowej. Jest budujące i „wyzwalające” na jej szczycie, gdzie sprzyja korzystaniu z zasobów i poszerzaniu życiowych możliwości osób posiadających ekonomiczny i kulturowy kapitał. Natomiast okazuje się karcące i restrykcyjne u podnóża struktury, gdy chodzi o zarządzanie populacjami zdestabilizowanymi przez pogłębianie nierówności oraz rozprzestrzenianie się niepewności zatrudnienia i etnicznych niepokojów. Realnie istniejący neoliberalizm wychwala „laissez faire et laissez passer” dla dominujących, ale okazuje się paternalistyczny i narzucający się dla podporządkowanych [subaltern], a szczególnie dla miejskiego prekariatu, którego parametry życiowe ogranicza poprzez powiązaną sieć kontrolującego workfare i sądowego nadzoru.

Teza 3: Rozwój i wysławianie penitencjarnego skrzydła państwa jest integralnym elementem neoliberalnego Lewiatana.

Społeczni analitycy uwięzieni w ideologicznej wizji ukazującej neoliberalizm jako prowadzący do zmierzchu „wielkiego rządu”, przeoczyli oszołamiającą rehabilitację oraz zdumiewającą ekspansję penitencjarnego aparatu państwa, towarzyszące fali rynkowej dominacji. Wbrew proroctwom penologów głównego nurtu oraz radykalnych teoretyków karania, którzy w latach 1945-1975 uznali zakłady karne za zdyskredytowaną formę organizacyjną skazaną na wyginięcie51, więzienia dokonały w ciągu ostatnich trzydziestu lat spektakularnego powrotu do instytucjonalnej czołówki w krajach Pierwszego i Drugiego Świata. Z kilkoma cennymi i częściowymi wyjątkami (Kanadą, Niemcami, Austrią i częścią Skandynawii) liczba uwięzień gwałtowanie wzrosła w postindustrialnych społeczeństwach Zachodu, rozdęła się w postautorytarnych krajach Ameryki Łacińskiej i eksplodowała w państwach narodowych powstałych na skutek rozpadu bloku sowieckiego i przejścia od gospodarki centralnie planowanej do rynkowej. Populacja więzień nie tylko raptownie wzrosła we wszystkich trzech regionach52 wraz z prekaryzacją pracy oraz zredukowaniem dobrobytu. Co więcej, wszędzie składa się na nią w niewspółmiernym stopniu biedota miejska, etniczni i narodowi obcy, bezdomni, porzuceni chorzy umysłowo oraz inne osoby odrzucone przez rynek pracy53.

Ponadto bezpardonowy wzrost więziennej populacji jest tylko jedną, nieskomplikowaną i powierzchowną manifestacją ekspansji oraz gloryfikacji państwa penitencjarnego w epoce triumfującego rynku. Do innych oznak zaliczyć można agresywne wprowadzanie policji do zmarginalizowanych dzielnic i na ich obrzeża; częstsze oddawanie do sądu spraw o krnąbrne zachowanie lub drobne wykroczenia; rozszerzanie się sieci sądowej poprzez alternatywne sankcje, post-więzienne schematy kontroli i wykładniczy rozwój cyfrowych baz danych wymiaru sprawiedliwości; pojawiające się jak grzyby po deszczu administracyjne centra zatrzymań służące wyizolowaniu, a następnie wydalaniu nielegalnych migrantów; hiperaktywność legislatur na froncie kryminalnym (poprzez zwielokrotnianie i zaostrzanie sankcji karnych na niespotykanym dotychczas poziomie); gwałtowny rozwój sektora medialnego zarabiającego na katastroficznych obrazach zagrożenia przestępczego; promowanie walki z przestępczością na ulicach jako priorytet programów rządowych (przy jednoczesnym aktywnym dekryminalizowaniu łamania prawa przez korporacje) oraz uwypuklanie „braku bezpieczeństwa” w kampaniach wyborczych; naginanie polityki penitencjarnej do emocjonalnych i symbolicznych parametrów przy jawnym lekceważeniu penologicznych ekspertyz.

Wzmacnianie i poszerzanie sektora karnego pola biurokratycznego nie stanowi odpowiedzi na przestępczość, która w ciągu ostatnich dwudziestu lat spadła w krajach zachodnich, a wahania w jej poziomie zasadniczo nie mają nic wspólnego z trendami i wysokością wymierzanych kar54. Nie jest także skutkiem zbliżania się „wykluczającego społeczeństwa”, narodzin „kultury kontroli” czy spadku zaufania do rządu i obronności w „społeczeństwie ryzyka”55. W jeszcze mniejszym stopniu można byłoby je uznać za twór poszukujących zysku przedsiębiorców, bohaterów aktywistycznej demonologii „kompleksu przemysłowo-więziennego”56. Nadmuchiwanie instytucji penitencjarnych jest jedną z cegieł tworzących gmach neoliberalnego Lewiatana. Dlatego też wykazuje bliską zbieżność nie z mglistymi „niepokojami ontologicznymi późnej nowoczesności”, ale z konkretnymi, wprowadzającymi zasady rynkowe zmianami w polityce gospodarczej i społecznej, które napędziły rozwój klasowych nierówności, pogłębiły marginalizację w miastach i podsyciły etniczne resentymenty, jednocześnie podkopując legitymację decydentów. Na podstawie badań trendów, przeprowadzonych w tuzinie rozwiniętych społeczeństw reprezentujących cztery różne typy ekonomii politycznej, Cavadino i Dignan zaobserwowali „ogólną tendencję wśród zachodzących w czasie zmian w wymiarach kar w tych krajach, tworzącą taki sam wzór”: „wraz ze zmierzaniem społeczeństwa ku neoliberalizmowi, jego system karny staje się surowszy”57. Lacey58 opracowując te same dane pod innym kątem, ujawnia, mimo zamierzonego przez siebie celu podważenia tezy o penitencjarnej zbieżności, że najtrafniejszym czynnikiem prognostycznym wskaźnika inkarceracji dla badanych krajów jest „stopień koordynacji” gospodarki, który jest odwróceniem wskaźnika neoliberalizacji. Przeprowadzone przez Lappi-Seppälä59 analizy statystyczne trzydziestu krajów europejskich potwierdzają, że umiarkowanie w kwestii karania zakorzenione jest w „konsensualnej i korporacyjnej kulturze politycznej, w wysokim poziomie społecznego zaufania i politycznej legitymacji, oraz w silnym państwie opiekuńczym”60, czyli w społeczno-politycznych cechach sprzecznych z neoliberalizmem. Ponadto, czasowy i geograficzny wzór dyfuzji odwetowej i pornograficznej karalności na przestrzeni globu pokazuje, iż podąża ona za rozprzestrzenianiem się polityki gospodarczej deregulacji i ograniczaniem dobrobytu61.

Nie jest przypadkiem, że Stany Zjednoczone stały się wyjątkowo odwetowe w drugiej połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy praca ulegała prekaryzacji, wycofywano wsparcie dla dobrobytu, czarne getta uległy implozji, a w rozwarstwiających się metropoliach nasiliła się bieda. Nie jest też zbiegiem okoliczności, że Chile wysunęło się na czoło krajów Ameryki Łacińskiej pod względem uwięzień na początku lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, a Wielka Brytania stała się lokomotywą penitencjarną Unii Europejskiej pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy kraje te zmieniały orientację państwową z klientelistyczno-korporatystycznej na neoliberalną. Zatem wraz ze zmierzchem ery keynesowsko-fordystycznej pojawia się głębokie strukturalne i funkcjonalne powiązanie między panowaniem rynku i karaniem62. Państwo penitencjarne rozwinęło się w krajach, które weszły na drogę neoliberalizacji, gdyż obiecywało rozwiązanie dwóch utworzonych przez urynkowienie dylematów dotyczących utrzymania społecznego i politycznego porządku. Po pierwsze, ograniczało narastającą dezorganizację spowodowaną przez normalizację społecznej niepewności u dołu struktury klasowej i miejskiej. Po drugie, odbudowywało autorytet rządzącej elity poprzez przywrócenie „prawa i porządku” w momencie gdy został on podważony zarówno przez zwiększone przepływy pieniędzy, kapitału, znaków i ludzi przez granice narodowe, jak i przez ponadnarodowe ciała i kapitał finansowy ograniczające działania państwowe. Koncepcja pola biurokratycznego pomaga uchwycić ów podwójny cel karania, gdyż w równym stopniu kieruje naszą uwagę na materialne i symboliczne momenty polityki publicznej – w tym wypadku na instrumentalną rolę dyscyplinowania klasowego i komunikacyjną misję projektowania suwerenności, którą zakłada system karny63. Koncepcja ta zachęca nas również do przejścia od represywnych do produktywnych ujęć karalności, które podkreślają jej performatywne cechy64, dzięki czemu możemy dostrzec, że zwiększone budżety, personel i pierwszeństwo nadane organom sądowniczym i kontrolnym we wszystkich społeczeństwach przekształconych przez neoliberalny program gospodarczy, nie stanowią herezji, anomalii czy przejściowego zjawiska, ale integralny element neoliberalnego państwa.

Aby udoskonalić historyczną antropologię neoliberalizmu w jego realnym rozwoju w krajach, z których wyrasta – wbrew temu, jak sam się przedstawia (model zasady rynkowej) oraz w przeciwieństwie do rozproszonej postaci, którą przyjmuje, gdy nie udaje mu się skrystalizować w spójny reżim (model współzależnego urządzania) – musimy przyjąć do wiadomości, że obejmuje ona kwestię formowania się państwa. „Długi wiek szesnasty” był świadkiem narodzin nowoczesnego Lewiatana w Europie Zachodniej65, wraz z wynalazkiem zasiłków dla ubogich i więzienia karnego jako elementów wyboistej drogi od feudalizmu do kupieckiego kapitalizmu. Podobnie nasz własny przełom wieków stał się świadkiem modelowania nowego rodzaju państwa, który wysławia rynki i hołduje wolności, ale w rzeczywistości rezerwuje liberalizm i wiążące się z nim korzyści dla tych, którzy znajdują się na szczycie, jednocześnie narzucając karzący paternalizm dołom społecznym. Zamiast ujmować policję, sąd i więzienie jako techniczne dodatki walki z przestępczością, musimy dostrzec, że tworzą one rdzeń politycznych możliwości, dzięki którym Lewiatan zarządza przestrzenią fizyczną, przykrawa przestrzeń społeczną, uwypukla symboliczne podziały i ustanawia suwerenność. Dlatego też musimy postawić je w centrum zainteresowania odnowionej antropologii politycznej panowania. Może ona bowiem uchwycić, w jaki sposób państwo wyodrębnia i zarządza obszarami problemowymi oraz kategoriami w swoim dążeniu do tworzenia rynków i kształtowania obywateli, którzy się im podporządkowują, czy tego chcą, czy nie.

przełożyli Agnieszka Kowalczyk, Krystian Szadkowski

Cytowanie:

L. Wacquant, Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://numery.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/12.Wacquant.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Loïc Wacquant (ur. 1960) – socjolog zajmujący się takimi obszarami jak: socjologia miasta, miejska bieda, nierówności rasowe i teoria społeczna. Profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, badacz w  Centre de sociologie européenne w Paryżu. Były student i bliski współpracownik Pierre’a Bourdieu. Autor ponad stu artykułów z zakresu socjologii, antropologii, studiów miejskich, teorii społecznej i filozofii. Jego najważniejsze książki to:

An Invitation to Reflexive Sociology (wraz z P. Bourdieu, polskie wyd. Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, tłum. A. Sawisz, Warszawa 2001), Les Prisons de la misère (polskie wyd. Więzienia nędzy, tłum. M. Kozłowski, Warszawa 2009), Punishing the Poor: The Neoliberal Government of Social Insecurity.

Dane adresowe:

Department of Sociology
University of California, Berkeley
Berkeley, CA 94720, USA
e-mail:
loic@berkeley.edu

 

 

  1. Źródło: L. Wacquant, Three steps to a historical anthropology of actually existing neoliberalism, „Social Anthropology/Anthropologie Sociale” 20, 1/2012, s. 66-79 []
  2. L. Wacquant, Urban Outcasts: a Comparative Sociology of Advanced Marginality, Cambridge 2008. []
  3. Tegoż, Punishing the Poor: the Neoliberal Government of Social Insecurity, Durham 2009. []
  4. Gruntowną krytykę tych dwóch pojęć czytelnicy i czytelniczki znajdą w: L. Wacquant, L’‘underclass’ urbaine dans l’imaginaire social et scientifique américain, [w:] L’Éxclusion: l’état des savoirs, red. S. Paugam, Paris 1996, s. 248-262; oraz L. Wacquant, Three Pernicious Premises in the Study of the American Ghetto, “International Journal of Urban and Regional Research” 1997, No. 21-22, s. 341-353. []
  5. St. C. Drake, H. Cayton, Blackmetropolis: a Study of Negro Life in a Northern City, Chicago 1993. []
  6. L. Wacquant, Body and Soul: Notebooks of an Apprentice Boxer, New York 2004. []
  7. Retrospektywną drobiazgową analizę analitycznych połączeń i biograficznych zazębień między „ciałem, gettem i państwem karnym” czytelnicy i czytelniczki znajdą w: L. Wacquant, Więzienia nędzy, tłum. M. Kozłowski, Warszawa 2009. []
  8. Tamże. []
  9. Workfare – system, w którym odbiorcy pomocy społecznej, bezrobotni czy niepełnosprawni, zmuszani są do świadczenia pracy, najczęściej w różnego rodzaju służbach publicznych, pod groźbą zatrzymania wypłat zasiłku. Jest to reżim, w kierunku którego przesunęła się znaczna część zachodnich państw dobrobytu (przyp. tłum.). []
  10. Prisonfare – pojęcie skonstruowane przez Loïca Wacquanta przez analogię do „welfare” (dobrobytu). Jest to nurt strategii politycznej, poprzez który państwo stosuje obficie mechanizmy karne w odpowiedzi na miejskie patologie czy zakłócenia porządku społeczno-moralnego. Wiąże się również z symboliką, dyskursami i korpusami niefachowej i eksperckiej wiedzy, wspomagającymi system policji i nadzoru (przyp. tłum.). []
  11. L. Wacquant, The Global Firestorm of Law and Order: on Neoliberalism and Punishment, “Thesis Eleven” 2011, No. 105 [do tekstu dołączony komentarz Pata O’Malley oraz moja odpowiedź]. []
  12. „Od lat osiemdziesiątych pogmatwana mieszanka nadwerężania i niedookreślenia towarzyszyła kłopotliwemu panowaniu pojęcia neoliberalizmu w heterodoksyjnej ekonomii politycznej. Jednocześnie pojęcie to stało się terminologicznym punktem skupiającym dyskusje o trajektorii regulacyjnych transformacji po latach osiemdziesiątych oraz wyrazem intensywnych sporów i konfuzji, które charakteryzowały te dyskusje. W konsekwencji „neoliberalizm” stał się czymś w stylu szelmowskiego pojęcia – rozwiąźle wszechogarniającego, jednak niekonsekwentnie zdefiniowanego, empirycznie nieprecyzyjnego i często kwestionowanego.” – N. Brenner, J. Peck, N. Theodore, Variegated Neoliberalization: Geographies, Modalities, Pathways, “Global Networks” 2010, No. 10, s. 183-184. []
  13. M. Hilgers, The Three Anthropological Approaches to Neoliberalism, “International Social Science Journal” 2011, No. 61, s. 351-364. []
  14. Alternatywne sposoby zmapowania antropologii neoliberalizmu: L. Hoffman, M. DeHart, S. J. Collier, Notes on the Anthropology of Neoliberalism, “Anthropology News” 2006, Vol. 47, No. 6, s. 9-10. oraz J. B. Richland, On Neoliberalism and Other Social Diseases: the 2008 Sociocultural Anthropology Year in Review, “American Anthropologist” 2009, No. 111, s. 170-176. []
  15. Zob. R. Jessop, Liberalism, Neoliberalism, and Urban Governance: a State-Theoretical Perspective, “Antipode” 2002, Vol. 34, No. 3, s. 452-472 oraz Neoliberalism: a Critical Reader, red. A. Saad-Filho, D. Johnston, London 2005. []
  16. Zob. Foucault and Political Reason: Liberalism, Neo-liberalism, and Rationalities of Government, red. A. Barry, T. Osborne, N. Rose, Chicago 1996; W. Brown, Neoliberalism and the End of Liberal Democracy, [w:] Edgework: Critical Essays on Knowledge and Politics, Princeton 2005, s. 37-59. []
  17. Zob. The Rise of Neoliberalism and Institutional Analysis, red. J. Campbell, O. Pedersen, Princeton 2001; The Anthropology of Development and Globalization: from Classical Political Economy to Contemporary Neoliberalism, red. M. Edelman, A. Haugerud, Oxford 2005; A. Gamble, Neoliberalism, “Capital & Class” 2001, No. 25, s. 127-134; P. G. Cerny, Embedding Neoliberalism: the Evolution of a Hegemonic Paradigm, “The Journal of International Trade and Diplomacy” 2008, No. 2, s. 1-46. []
  18. E. Meiksins Wood, Empire of Capital, London 2005. []
  19. C. Crouch, The Terms of the Neoliberal Consensus, “The Political Quarterly1997, No. 68, s. 358. []
  20. Tamże, s. 357, 359. []
  21. D. Harvey, Neoliberalizm: historia katastrofy, tłum. P. Listwan, Warszawa 2008, s. 9. []
  22. Np. Millennial Capitalism and the Culture of Neoliberalism, red. J. Comaroff, J. L. Comaroff, Durham 2001; Ethnographies of Neoliberalism, red. C.J. Greenhouse, Philadelphia 2009. []
  23. J. Ferguson, Global Shadows: Africa in the Neoliberal World Order, Durham 2006, s.11. []
  24. Tamże, s. 38-39. []
  25. J. Williamson, Democracy and the „Washington Consensus”, “World Development” 1993, No. 21, s. 1329-1336. []
  26. To ujęcie bierze swój początek w pismach Foucaulta i cyklu wykładów z Collège de France z lat 1978-1979 o narodzinach biopolityki (M. Focault, Narodziny biopolityki, tłum. M. Herer, Warszawa 2011), które zainspirowały ogólny program badawczy nad „urządzaniem” [governmentality] jako sztuką kształtowania populacji (poddanie [subjection]) oraz ja (upodmiotowienie [subjectification]). Pojęcia takie, jak „postspołeczne rządzenie”, „zaawansowane liberalnie” czy „późno liberalne” są często używane jako synonimy na określenie tego, co neoliberalne (przegląd tego typu koncepcji czytelnicy znajdą w: M. Dean, Governmentality: Power and Rule in Modern Society, London 1999, a paradoksalną obronę teoretycznego podejścia, które neguje samo siebie w: P. O’Malley, N. Rose, M. Valverde, Governmentality, “Annual Review of Law & Social Science” 2006, No. 2, s. 83-104). Nie ma tutaj miejsca na to, aby zająć się Foucaultowskimi sformułowaniami urządzania i neoliberalizmu (począwszy od ich idealistycznego odcienia) oraz ich kojarzenia, a co dopiero na ocenianie ich pochodzenia i znaczenia dla historycznych zmian, które rozwinęły się po odejściu Foucaulta. []
  27. P. Dardot, C. Laval, La Nouvelle raison du monde: Essai sur la société néolibérale, Paris 2007, s. 13. []
  28. W. Larner, Neo-liberalism: Policy, Ideology, Governmentality, “Studies in Political Economy” 2000, No. 63, s. 5-26. []
  29. A. Ong, Neoliberalism as a Mobile Technology, “Transactions of the Institute of British Geographers” 2007, No. 32, s. 13. []
  30. A. B. Kipnis, Audit Cultures: Neoliberal Governmentality, Socialist Legacy, or Technologies of Governing?, “American Ethnologist” 2008, No. 35, s. 275-289. []
  31. A. Ong, Neoliberalism as Exception…, s. 4. []
  32. Jeżeli neoliberalizm jest szeregiem „wyrachowanych technologii” pochodzących z gospodarki i migrujących do innych dziedzin życia społecznego, wówczas jego narodziny datuje się na 1494 rok i wynalezienie systemu księgowego (B. G. Carruthers, W. Nelson Espeland, Accounting for Rationality: Double-entry Bookkeeping and the Rhetoric of Economic Rationality, “American Journal of Sociology” 1991, No. 97, s. 31-69), a wielkim teoretykiem neoliberalizmu nie jest ani Ludwig von Mises, Friedrich von Hayek, ani Milton Friedman, ale Max Weber (Zob. M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo: zarys socjologii rozumiejącej, tłum. D. Lachowska, Warszawa 2002, s. 60-82, 158-163), dla którego panowanie instrumentalnej racjonalności wyróżniło Zachód od reszty świata – tym bardziej, skoro Weber kładł w swojej porównawczej socjologii religii duży nacisk na powiązane pojęcie Lebensfuhrung – „stylu życia”. []
  33. Zob. F. Denord, Néo-libéralisme version française: histoire d’une idéologie politique, Paris 2007. []
  34. J. Peck, Remaking Laissez-faire, “Progress in Human Geography2008, No. 3. []
  35. Jest to wymóg logiczny: aby poprzez „mutację” wyłoniły się zróżnicowane przestrzenie lokalne neoliberalizmu, musi istnieć wspólny genus, z którego wszystkie się wywodzą. Co następuje, każda koncepcja wielorakiego neoliberalizmu przez małe „n” z konieczności zakłada jakiś Neoliberalizm przez wielkie „N”, nawet jeśli niejawnie; a każda peryferyjna czy częściowa konkretyzacja fenomenu może zostać scharakteryzowana jako taka jedynie przez odniesienie, jawne lub skryte, do bardziej kompletnego oryginalnego rdzenia. []
  36. Zob. P. Bourdieu, Rethinking the State: on the Genesis and Structure of the Bureaucratic Field, “Sociological Theory” 1994, No. 12, s. 1-19. []
  37. Zob. K. Polanyi, The Economy as Instituted Process, [w:] Primitive, Archaic and Modern Economies, red. G. Dalton, Boston 1971, s. 139-174; N. Fligstein, Markets as Politics: a Political-Cultural Approach to Market Institutions, “American Sociological Review” 1996, No. 61, s. 656-673; J. McMillan, Reinventing the Bazaar: a Natural History of Markets, New York 2003. []
  38. F. Denord, Néo-libéralisme version française…; The Road from Mont Pelerin: the Making of the NeoliberalThought Collective, red. P. Mirowski, D. Plehwe, Cambridge 2009. []
  39. Ten aspekt został podkreślony przez Françoisa Denorda (tegoż, Néo-libéralisme version française…) oraz Jamiego Pecka (J. Peck, Constructions of Neoliberal Reason, New York 2010, s. 3), który dotarł do mało znanego tekstu Miltona Friedmana (opublikowanego w 1951 roku jedynie po szwedzku), w którym chicagowski ekonomista wyjaśnia: „Fundamentalnym błędem leżącym u podstaw dziewiętnastowiecznego liberalizmu było to, iż nie przyznawał on państwu prawie żadnego innego zadania poza utrzymywaniem pokoju oraz zapewnianiem przestrzegania umów. Była to naiwna ideologia. Utrzymywała, że państwo może jedynie szkodzić oraz że panować powinna doktryna leseferyzmu”. W kontrze do tego poglądu, „doktryna neoliberalna” zakłada, że „istnieją prawdziwie pozytywne funkcje wyznaczone państwu”, wśród nich znajduje się ochrona praw własności, zapobieganie monopolowi, zapewnienie stabilności monetarnej, oraz (co najważniejsze) „łagodzenie dotkliwej biedy i cierpienia”. Peck ma rację, gdy stwierdza, że „neoliberalizm w swych licznych odsłonach zawsze opierał się na przechwytywaniu i czynieniu nowego użytku z państwa, celem ukształtowania prokorporacyjnego, wolnohandlowego »porządku rynkowego«” (tegoż, Constructions of Neoliberal Reason, s. 9), jednak zatrzymuje on rozwijanie okresowych środków instytucjonalnych, za pomocą których państwo oddziaływuje na ten proces kształtowania. []
  40. L. Wacquant, Crafting the Neoliberal State: Workfare, Prisonfare and Social Insecurity, “Sociological Forum” 2010, No. 25, s. 197-220. []
  41. S. K. Vogel, Freer Markets, More Rules: Regulatory Reform in Advanced Countries, Ithaca 1996. []
  42. The State after Statism: New State Activities in the Age of Liberalization, red. J. D. Levy, Cambridge 2006. []
  43. S. Hays, Flat Broke with Children: Women in the Age of Welfare Reform, New York 2003. []
  44. A. Moreira, The Activation Dilemma: Reconciling the Fairness and Effectiveness of Minimum Income Schemes in Europe, London 2008. []
  45. P. Bourdieu, Rethinking the State… []
  46. Pole biurokratyczne jest jednym z trzech konceptów, które Bourdieu ukuł w celu przemyślenia władzy. Nie powinno się mylić go z polem politycznym (z którym się ono przecina) ani polem władzy (w ramach którego się znajduje). Zob. Pierre Bourdieu and Democratic Politics: the Mystery of Ministry, red. L. Wacquant, Cambridge 2005, s. 13-18 dla wyjaśnienia relacji między nimi oraz L. Wacquant, Crafting the Neoliberal State… dla opracowania pola biurokratycznego pod kątem doprecyzowania charakteru neoliberalnego państwa. W przenikliwym opisie Mudge neoliberalizm ma trzy twarze: intelektualną (doktryna), biurokratyczną (państwowa polityka liberalizacji, deregulacji, prywatyzacji, odpolityczniania i monetaryzmu) oraz polityczną (walki o władzę państwową). „Dzielą one wspólny i znamienny ideologiczny rdzeń: wyniesienie rynku ponad wszelkie inne sposoby organizacji” (S. L. Mudge, State of the Art: What is Neo-liberalism?, “Socioeconomic Review” 2008, No. 6, s. 705). Jednak nakłada ona niezrównoważone analityczne brzemię na pole polityczne, zamiast rozwijać pole biurokratyczne jako podstawowy obszar, w ramach którego toczy się walka o misje i środki publicznego działania. []
  47. Zob. P. Bourdieu, Sur l’État, Paris 2012. []
  48. Zob. P. Bourdieu, The Abdication of the State, [w:] The Weight of the World: Social Suffering in Contemporary Society, Cambridge 1998, s. 181-188. []
  49. L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 3-20, 304-313. []
  50. Tamże, s. xix–xx, 67-69, 108-109, 312-313. []
  51. M. H. Tonry, Has the Prison a Future?, [w:] The Future of Imprisonment, red. M. H. Tonry, New York 2004, s. 3-25. []
  52. R. Walmsley, World Prison Population List, London 2011. []
  53. L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 69-75. []
  54. W. Young, M. Brown, Cross-national Comparisons of Imprisonment, “Crime & Justice: a Review of Research” 1993, No. 17, s. 1-49; T. Lappi–Seppälä, Explaining Imprisonment in Europe, “European Journal of Criminology” 2011, No. 8, s. 303-328. []
  55. Jak proponowali kolejno Jock Young (J. Young, The Exclusive Society: Social Exclusion, Crime and Difference in Late Modernity, London 1999), David Garland (D. Garland, The Culture of Control: Crime and Social Order in Contemporary Society, Chicago 2001) oraz John Pratt (J. Pratt, Penal Populism, London 2007) i Jonathan Simon (J. Simon, Governing Through Crime: How the War on Crime Transformed American Democracy and Created a Culture of Fear, New York 2007), by wymienić główne ścierające sie makroteorie współczesnej zmiany w strategiach penitencjarnych. []
  56. L. Wacquant, Prisoner Reentry as Myth and Ceremony, “Dialectical Anthropology” 2010, No. 34, s. 604-620. []
  57. M. Cavadino, J. Dignan, Penal Policy and Political Economy, “Criminology and Criminal Justice2006, Vol. 6, No. 4, s. 450. []
  58. N. Lacey, The Prisoners’ Dilemma: Political Economy and Punishment in Contemporary Democracies, Cambridge 2008, s. 111. []
  59. T. Lappi–Seppälä, Explaining imprisonment…, s. 303. []
  60. Tamże. []
  61. L. Wacquant, Więzienia nędzy… oraz tegoż, The Global Firestorm… []
  62. W tym aspekcie moje poglądy różnią się od tych prezentowanych przez Bernarda Harcourta (B. E. Harcourt, The Illusion of Free Markets: Punishment and the Myth of the Natural Order, Cambridge 2011), który korzeni tego połączenia doszukuje się w osiemnastowiecznym wynalazku podwójnego mitu o „wolnym rynku” i „pracowitej policji”. Rozrastające się państwo karne jest wybitnie neo-liberalnym tworem, a nie spadkiem po klasycznym liberalizmie lub jego odrodzeniem. Pojawia się po okresie fordystyczno-keynesowskim, gdyż ten ostatni w sposób znaczący zmienił instytucjonalne parametry działania państwa i kolektywne oczekiwania względem niego (zob. L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 227-228). []
  63. Oznacza to, że aby właściwie ująć państwo penalne, musimy nie tylko uczynić system karny rdzeniem antropologii politycznej. Musimy także położyć kres wzajemnej wrogości (lub celowej ignorancji) między dwoma nurtami kryminologii: marksistowskim i durkheimowskim, które opracowały kolejno materialną i symboliczną logikę karania, w izolacji, a może i opozycji do siebie. []
  64. L. Wacquant, Ordering Insecurity: Social Polarization and the Punitive Upsurge, “Radical Philosophy Review” 2008, No. 11, s. 9-27. []
  65. T. Ertman, Birth of the Leviathan: Building States and Regimes in Medieval and Early Modern Europe, Cambridge 1997. []