Guy Standing – Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny

Przełożył: Tomasz Płomiński

Abstrakt: Rozdział książki Guya Standinga „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Autor analizuje szereg rozwiązań będących odpowiedzią na kryzysy gospodarcze, nierówności i ubóstwo: płacę minimalną, składkowe ubezpieczenia społeczne, pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym, dotowanie żywności, ulgi podatkowe, programy workfare i gwarancję zatrudnienia. Ocenia te rozwiązania w odniesieniu do zasad sprawiedliwości społecznej i porównuje z dochodem podstawowym.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, sprawiedliwość społeczna, ubezpieczenie społeczne, workfare

Jakie są główne alternatywy wobec dochodu podstawowego proponowane lub implementowane w celu przeciwdziałania obecnym kryzysom ekonomicznej niepewności, nierówności i ubóstwa? Ten rozdział omawia następujące propozycje: krajową pensję minimalną i jej odmianę, „godziwą płacę” (living wage); składkowe ubezpieczenia społeczne (narodowe ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii); pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym; dotowanie żywności i innych dóbr podstawowych, włączając w to bony żywnościowe; programy workfare i wersje zasiłku zależnego od pracy; oraz ulgi podatkowe, razem z aktualnie wprowadzaną w Wielkiej Brytanii ulgą o niefortunnej nazwie „powszechny kredyt” („Universal Credit”). Każde z tych rozwiązań wymieniano jako lepsze od dochodu podstawowego i wszystkie z nich są obecnie wykorzystywane w praktyce przez rozwinięte gospodarki na całym świecie.

Uczciwe porównanie wymaga ich oceny według jednakowych kryteriów. W każdym przypadku należy zadać następujące pytania: czy dana polityka służy sprawiedliwości społecznej[1]? Czy oferuje sposób na zwiększenie wolności w republikańskim sensie, czy też ją narusza[2]? Czy zmniejsza nierówności, czy może je zwiększa[3]? Rozszerza bezpieczeństwo socjoekonomiczne, czy pogłębia jego brak? Czy istotnie zmniejsza ubóstwo? Wszystkie z tych pytań powinny zostać rozważone w kontekście globalizacji, rewolucji technicznej i neoliberalnej polityki ekonomicznej kształtującej światową gospodarkę rynkową.

Zasady sprawiedliwości społecznej określone w poprzednich rozdziałach wyznaczają przydatną listę do oceny każdej z polityk. Przypomnijmy:

  • Zasada różnicy w wymiarze bezpieczeństwa – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że zwiększa bezpieczeństwo najmniej zabezpieczonych grup społecznych.
  • Zasada antypaternalistyczna – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie narzuca wybranym grupom społecznym formy kontroli, której nie narzuca również większości wolnych grup w społeczeństwie.
  • Zasada praw przed dobroczynnością – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że poszerza prawa odbiorców świadczeń lub usług i ogranicza swobodę decyzji jej dostarczycieli.

Można do nich dodać dwie kolejne (Standing 2016):

  • Zasada ograniczenia ekologicznego – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie obciąża kosztem ekologicznym społeczności lub bezpośrednio nią dotkniętych.
  • Zasada godnej pracy – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie utrudnia ludziom wykonywania pracy w godny sposób i nie ogranicza w tym najbardziej narażonych grup.

Każda z polityk powinna zostać oceniona zgodnie z tymi zasadami. W niektórych przypadkach będą się oczywiście pojawiać między nimi konflikty, powinniśmy jednak być ostrożni wobec każdej polityki, która znacząco je narusza.

Ustawowa płaca minimalna i „godziwa płaca”

Niemal wszystkie rządy w erze globalizacji osłabiały negocjacje zbiorowe i ograniczały funkcjonowanie związków zawodowych w ramach swoich planów uelastyczniania rynków pracy. Większość z nich łączyła to z dolnymi pułapami płacowymi, wprowadzając krajowe ustawowe płace minimalne, tak jak w Wielkiej Brytanii i, ostatnio, w Niemczech, lub kładąc większy nacisk na istniejące regulacje płacy minimalnej, tak jak Stany Zjednoczone, nawet jeśli pozwalano na spadek rzeczywistej wartości płacy.

Paradoksalnie, ustawowa pensja minimalna ma największą szansę funkcjonować poprawnie na rynku pracy w sektorze przemysłowym, gdzie dominuje stabilne pełnoetatowe zatrudnienie. Ma ona mniejszą szansę funkcjonować zgodzie z założeniami w systemie elastycznej, usługowej pracy, w którym pomiar pracy jest często utrudniony, o ile w ogóle możliwy. Pensje minimalne są zazwyczaj ustalane w skali godzinowej. W jaki sposób jednak, na przykład, zmierzyć „godzinę pracy” w gospodarce usługowej, w której ludzie nie odbijają czasu wejścia i wyjścia w stałym miejscu pracy, a coraz częściej pracują o różnych porach i w wielu miejscach? Poza tym płaca minimalna, w przeciwieństwie do dochodu podstawowego nie wzmacnia pozycji negocjacyjnej robotników. Jeśli masz jakiś punkt podparcia, łatwiej ci powiedzieć „nie” nieuczciwej propozycji wynagrodzenia, niezależnie od tego, czy jest ona wyższa od płacy minimalnej. Jeśli nie dysponujesz dochodem podstawowym i nie podoba ci się oferowana płaca, pracodawca może po prostu powiedzieć „to twój problem”.

Wprowadzanie płacy minimalnej, a następnie nadzór, czy jest ona stosowana, jest jednocześnie skomplikowane i kosztowne. Od czasu brytyjskiej Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu z 1998 roku tylko dziewięć spośród setek łamiących prawo firm zostało oskarżonych o niewypłacanie należnej pensji. Ci, którzy nie reagują na imienne wskazywanie sprawców, muszą być ścigani na drodze długotrwałych postępowań sądowych. Dodatkowo płace minimalne zabezpieczają jedynie zatrudnionych, ignorując pozbawionych pracy, a także rosnącą liczbę samozatrudnionych i tak zwanych niezależnych podwykonawców, których spotykamy teraz we wszystkich uprzemysłowionych krajach. Nie są także efektywnym sposobem na walkę z ubóstwem, ponieważ, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, większość ludzi otrzymujących płacę minimalną nie żyje w najbiedniejszych gospodarstwach domowych.

Przeciwnicy pensji minimalnej lub ci, którzy uważają jej poziom za „zbyt wysoki”, zazwyczaj twierdzą, że powoduje ona ograniczenie zatrudnienia przez firmy w celu oszczędzenia na wypłacanych pensjach. W rzeczywistości istnieją dowody na niski wpływ płacy minimalnej na poziom bezrobocia. Pracodawcy jednak i tak tną koszty na inne sposoby, które mogą pozostawić robotników w niewiele lepszej, lub nawet gorszej sytuacji.

Załóżmy przykładowo, że przy minimalnej godzinowej pensji w wysokości 10 funtów firma oferująca usługi sprzątania zatrudni 100 robotników w wymiarze trzydziestu godzin tygodniowo. Jeśli płaca minimalna zostałaby podniesiona do 12 funtów, to firma obcięłaby liczbę godzin do 25, pozostawiając koszty płacowe na tym samym poziomie bez żadnego zysku dla robotników (prawdopodobnie wyszliby oni na tym gorzej, ponieważ musieliby wykonać tę samą ilość pracy w krótszym czasie lub odrabiać nieopłacone nadgodziny).

Dokładnie to stało się po wprowadzeniu przez rząd brytyjski krajowej godziwej płacy (National Living Wage) w 2015 roku (Lawrence 2016). W jednym z przypadków firma oferująca usługi sprzątania urzędowi skarbowemu obcięła tygodniową liczbę godzin dla sprzątających poniżej 30, wpędzając swoich robotników w okrutną pułapkę ubóstwa; oprócz mniejszej liczby płatnych godzin, która zniwelowała podwyżkę stawki godzinowej, stracili uprawnienie do ulg podatkowych przysługujących tylko ludziom pracującym co najmniej trzydzieści godzin tygodniowo. Sprzątający stracili na tym tak wiele, że niektórzy z nich dowiedzieli się, że więcej pieniędzy otrzymaliby rzucając pracę i zgłaszając się po pełny zasiłek.

Inny przykład krzywdy wyrządzanej przez złożone systemy pomocy społecznej: pewna kobieta, która straciła ulgi podatkowe, została zmuszona do pozostania w pracy, ponieważ ubiegając się o zasiłki z pomocy społecznej, prawie na pewno utraciłaby swój rodzinny dom. Jako że wciąż mieszkała w domu z trzema sypialniami, w którym dorastały jej dzieci, tak zwany „podatek od sypialni” („Bedroom tax”) zmniejszający zasiłek mieszkaniowy ludziom posiadającym rzekomo więcej niż konieczną liczbę sypialni dla najbliższej rodziny pozbawiłby ją możliwości opłacania czynszu i zmusił do przeprowadzki do mniejszego mieszkania. Nie dziwi więc fakt, że krótko po tym została przyjęta do szpitala z wysokim ciśnieniem wynikającym ze stresu.

Jeśli chodzi o zasady sprawiedliwości społecznej, to płace minimalne nie spełniają Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, ponieważ nie zapewniają wiele bezpieczeństwa najmniej zabezpieczonym grupom społecznym, szczególnie na współczesnych, „elastycznych” rynkach pracy. Wprawdzie osiągają dość dobry wynik według Zasady antypaternalistycznej i Zasady praw przed dobroczynnością, nie robią jednak niczego w kierunku zwiększania wolności; sprawiają jedynie, że w niektórych przypadkach praca staje się finansowo korzystniejsza. W najlepszym wypadku pensja minimalna jest neutralna wobec Zasady ograniczenia ekologicznego, chociaż przedkłada pracę zużywającą zasoby ponad pracę zachowującą zasoby lub „reprodukcyjną”. Czasy płacy minimalnej jako użytecznego, istotnego elementu polityki społecznej i rynku pracy z pewnością przeminęły.

Ubezpieczenie społeczne

Przez większość dwudziestego wieku systemy opieki społecznej były oparte na zasadach ubezpieczenia społecznego bazujących na modelach wprowadzonych przez Beveridge’a lub Bismarcka. Istotą tego systemu była solidarność; osoby ubezpieczone na ryzyko o niskim prawdopodobieństwie finansowali osoby ubezpieczone na ryzyko o prawdopodobieństwie wysokim. Ubezpieczano na wypadki nazywane „zdarzeniami losowymi”, jak na przykład bezrobocie, choroba, wypadek, niepełnosprawność lub ciąża. W każdym z przypadków aktuarialne wyliczenia dodatków i świadczeń bazowały na statystycznych prawdopodobieństwach wystąpienia tych zdarzeń.

W rzeczywistości systemy ubezpieczeń społecznych nigdy nie były tak solidarnościowe, jak chcieliby ich obrońcy, ani tak uniwersalne, jak wyglądały na pierwszy rzut oka. W szczególnie niekorzystnym położeniu stawiały zwłaszcza kobiety. Działały jednak w miarę dobrze, z szerokim demokratycznym poparciem, dopóki baza składkowa była pewna i szeroka, dopóki wystarczająca liczba osób płaciła składki lub była za nie odprowadzana składka i w końcu dopóki obejmowane nimi ryzyka były tymi, które najbardziej martwiły lub dotykały ludzi.

W dwudziestym pierwszym wieku te warunki już nie obowiązują. Coraz więcej ludzi wędruje od jednej niestabilnej pracy do drugiej, więc baza składkowa zaczyna się rozpadać, zmuszając rządy do sięgania do ogólnych przychodów w celu zbilansowania budżetu ubezpieczeń społecznych. Z tego samego względu ludzie w coraz mniejszym stopniu są zdolni do wykazania historii składek wymaganej do otrzymania świadczeń z tytułu ubezpieczenia, co uzależnia ich w ciężkich chwilach od polegania na pomocy opartej na kryterium dochodowym. Dodatkowo coraz więcej ludzi jest narażonych  na ryzyka, które nie są w wystarczającym stopniu (lub wcale) pokrywane przez ubezpieczenie.

Jednocześnie lepiej zarabiający, mniej narażeni na zdarzenia losowe, są coraz mniej chętni do składania się na rosnącą liczbę ludzi narażonych na nie w stopniu wysokim. Podważyło to legitymizację polityczną i poparcie dla świadczeń z tytułu ubezpieczenia społecznego, napędzając żądania cięć w składkach i samych świadczeniach.

Przede wszystkim nastąpiła zmiana w naturze braku bezpieczeństwa ekonomicznego. Członkowie prekariatu mają szczególnie niestabilne przychody, a odczuwany przez nich brak bezpieczeństwa wynika z niepewności, której nie może zaradzić ubezpieczenie społeczne. Ubezpieczenie społeczne działało odpowiednio w warunkach stabilnego, przemysłowego, pełnoetatowego zatrudnienia. Daleko od nich dziś odeszliśmy i prawdopodobnie nie wrócimy do nich w przyszłości.

Ubezpieczenie społeczne w elastycznej gospodarce usługowej nie spełnia Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, chociaż dobrze koresponduje z Zasadą antypaternalistyczną i Zasadą praw przed dobroczynnością. Z tego samego powodu, z którego zawodzi płaca minimalna, nie spełnia także Zasady ograniczenia ekologicznego, bo faworyzuje pracę zarobkową wobec pracy społecznie użytecznej. Podsumowując, oferuje ono niewiele osobom najbardziej pozbawionym środków i bezpieczeństwa, nie będąc jednocześnie w stanie promować sprawiedliwości społecznej ani republikańskiej wolności.

Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym

Utrata wiary w ubezpieczenie społeczne sprawia, że główną alternatywą wobec dochodu podstawowego staje się pomoc społeczna uzależniona od stanu zamożności, skierowana do osób zidentyfikowanych jako „biedne”. Jest to „główna” alternatywa, ponieważ po jej zaadaptowaniu wprowadzenie innych polityk staje się niemal niezbędne, by całość jakoś funkcjonowała.

Podczas budowania państw dobrobytu w dwudziestym wieku panowało szerokie uznanie dla znanego powiedzenia Richarda Titmussa głoszącego, że świadczenia państwowe przeznaczone tylko dla ubogich to zawsze ubogie świadczenia. Jest tak przede wszystkim ze względu na brak zainteresowania reszty społeczeństwa ich obroną. Kiedy jednak państwa dobrobytu znalazły się w latach 80. i 90. na celowniku, rządy wszelkiej maści zmieniły kurs, kładąc fundamenty pod systemy pomocy społecznej oparte na kryteriach dochodowych, uzasadniane zazwyczaj jako niezbędne dla „obrony” państwa dobrobytu w trudnych czasach.

Idea kryterium dochodowego jest zwodniczo prosta: przeznacz ograniczone środki dla osób, które najbardziej ich potrzebują. Niższe wydatki umożliwiają niższe podatki. Jednocześnie kryterium dochodowe legitymizuje wydatki państwowe w oczach opinii publicznej, ponieważ politycy mogą twierdzić, że pieniądze wędrują do najbardziej potrzebujących. Niestety, kolejne badania wykazują rażące wady tego systemu i sugerują, że prawdziwym motywem dla wprowadzania kryteriów dochodowych nie jest wcale pomoc biednym. Oto dziesięć spośród tych wad.

Po pierwsze, pomiar dochodu jest skomplikowany i uwzględnia arbitralne punkty odcięcia. Wliczanie oszczędności i „majątku” zniechęca do oszczędzania, co z kolei zmniejsza odporność w czasach finansowego obciążenia.

Po drugie, sprawdzanie środków wiąże się z wysokimi kosztami zarówno dla administracji, jak i dla wnioskodawców, zmuszonych do podróży do urzędów, stania w kolejkach, wypełniania formularzy, przygotowywania dodatkowych dokumentów itd., na co poświęcają czas i nierzadko pieniądze.

Po trzecie, kryterium dochodowe wymaga zadawania naruszających prywatność pytań, w tym o intymne relacje wnioskodawców, po których mogą następować wizyty domowe, na przykład w celu sprawdzenia, czy mieszkania nie zamieszkuje partner przynoszący dodatkowy dochód. Mamy tu więc reżim wścibstwa, naruszenia prywatności i domniemania winy zamiast niewinności, co ubliża zarówno urzędnikom, jak i wnioskodawcom.

Po czwarte, proces i wynik całej procedury jest z wymienionych względów stygmatyzujący. Często jest to celowe, tak by odstraszyć wnioskodawców i tym samym ograniczyć koszty świadczeń.  Słowami jednego z doradców brytyjskiego i amerykańskiego rządu: wnioskodawcy powinni być źle traktowani i zachęcani do obwiniania się o swoją sytuację (Mead 1986). Nie trzeba być chrześcijaninem, by docenić ripostę Malcolma Torry’ego: „świadczenia oparte na kryterium dochodowym, które stygmatyzują swoich odbiorców, nie odzwierciedlają naszego statusu istot stworzonych na obraz Boga i posiadających godność przewyższaną tylko przez bożą” (Torry 2016, 44).

Prowadzi nas to do piątej wady – niskiego poziomu wykorzystania. Dane z niemal każdego systemu opartego na kryterium dochodowym, w każdym państwie w którym znalazł on zastosowanie, wykazują, że wiele osób uprawnionych do świadczeń ich nie otrzymuje. Wynika to z wątpliwości wobec zgłaszania wniosku, strachu, wstydu lub niewiedzy; odrzuconego wniosku, prawdopodobnie przez niezrozumienie pytania lub udzielenie „złej” odpowiedzi; i z odmówienia świadczeń z trywialnych powodów (takich jak spóźnienie na spotkanie) przez urzędników niskiego szczebla działających zgodnie z własnym wyobrażeniem o wykonywanej pracy i z myślą o swojej karierze.

W Wielkiej Brytanii wykorzystanie zasiłku dla bezrobotnych, nazwanego zasiłkiem dla szukających pracy (Jobseeker’s Allowance, JSA) zawodzi i według szacunków jest on obecnie przyznawany jedynie połowie uprawnionych (Department for Work and Pensions 2016). W roku finansowym 2014–2015 nie zostało przyznanych 2,4 miliarda funtów należnego JSA, co odpowiada 3000 funtów dla każdej z upoważnionych rodzin. Kolejnym świadczeniem o niskim poziomie wykorzystania jest dodatek do emerytur (Pension Credit) mający na celu pomoc ludziom o niskich dochodach, szczególnie kobietom, którzy nie opłacili wystarczającej sumy składek, by kwalifikować się do pełnej emerytury państwowej, lub tym, którzy nie mają innego źródła dochodu oprócz emerytury państwowej.

W latach 2014–2015, czterech na dziesięciu uprawnionych emerytów nie otrzymało tego dodatku o łącznej wartości 3 miliardów funtów – średnio 2000 funtów na rodzinę.

W Stanach Zjednoczonych tylko jedna czwarta uprawnionych do zasiłku mieszkaniowego opartego na kryterium dochodowym rzeczywiście go odbiera, często po spędzeniu lat na liście oczekujących na kartki, które są emitowane w limitowanej rocznej ilości (Matthews 2014). Program TANF (Temporary Assistance of Needy Families – Tymczasowa pomoc dla rodzin w potrzebie) dociera do mniej niż jednej czwartej rodzin pozostających w ubóstwie mimo wzrostu ogólnej liczby takich rodzin (Center on Budget and Policy Priorities 2016).

Po szóste, kryterium dochodowe podważa solidarność społeczną, oddzielając „nas” od „nich”. My, którzy sami się utrzymujemy, płacimy podatki na utrzymanie ich, naciągaczy. Ta utylitarna perspektywa jest dziś smutną rzeczywistością, wzmacnianą przez zmniejszającą się mobilność społeczną i zdolność bardziej zamożnych do ochrony swoich interesów poprzez prywatne ubezpieczenie i zakumulowany majątek przed jakimkolwiek zagrażającym im ryzykiem.

Siódmą, najlepiej znaną wadą jest słynna pułapka ubóstwa[4]. W USA pułapka ubóstwa wynikająca ze stosowania kryterium dochodowego przy przyznawaniu świadczeń oznacza w 35 stanach stratę pieniędzy dla ludzi, którzy, uprawnieni do zasiłku, podjęliby pracę za minimalną płacę (stopa „opodatkowania” przekraczająca 100 procent) (Tanner i Hughes 2013). Niektórzy z komentatorów proponowali stopniowe odsuwanie zasiłków po zdobyciu pracy, tak by nie odstraszać od niskopłatnego zatrudnienia. To byłoby jednak nieuczciwe wobec pracujących na stanowiskach oferujących taką samą lub niższą płacę, którzy nie kwalifikowali się wcześniej do świadczeń.

Prowadzi nas to do ósmej wady, nieuniknionego dryfu w kierunku workfare, omówionego bardziej szczegółowo w dalszym podrozdziale. Wobec ludzi o krańcowej stopie opodatkowania przekraczającej 80 procent przy przechodzeniu z zasiłku do niskopłatnej pracy sprawdzanie dochodów stanowi mocno odstraszający czynnik. W takich warunkach państwu pozostaje jedynie zmusić ludzi do podejmowania pracy za niskie wynagrodzenie.

Dziewiątą wadą jest fakt, że stosowanie kryterium dochodowego w pomocy społecznej utrudnia formowanie się stabilnych gospodarstw domowych. Świadczenia są zazwyczaj określane na podstawie gospodarstwa domowego, nie jednostki, a więc w przeliczeniu na osobę są niższe dla par niż jednoosobowych gospodarstw. Po co zakładać gospodarstwo domowe i eksperymentować przy tym, skoro można stracić pieniądze? Dochód podstawowy natomiast, wypłacany indywidualnie i po równo, zachęcałby osoby rozważające życie rodzinne. Byłby obojętny wobec konfiguracji relacji i gospodarstw, tak jak to powinno być w przypadku kwestii majątkowych.

Dziesiąta wada odnosi się do stosującego kryterium dochodowe zasiłku dla szukających pracy, który przyznaje się na podstawie całkowitego dochodu rodziny. Jeśli jedno z pary jest bezrobotne, para ta finansowo traci, jeśli druga osoba wykonuje małą ilość płatnej pracy. Opłaca się więc jemu lub jej (a zazwyczaj jest to żona lub partnerka) porzucić tę pracę. Między innymi z tego powodu gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach w coraz większym stopniu dzielą się na bogate (dwoje zatrudnionych) i ubogie w pracę (bez zatrudnionych) (Berthoud 2007).

Pomoc społeczna oparta na kryteriach dochodowych i niezbędnych przy nim testach zachowania narusza wszystkie zasady sprawiedliwości społecznej oraz tę wolności republikańskiej. Powtórzmy – każda polityka przeznaczona tylko dla ubogich jest istotnie zawsze ubogą polityką.

Dotacje i bony żywnościowe

Jednym z szeroko stosowanych rozwiązań, szczególnie w krajach rozwijających się, jest wprowadzanie dotacji żywnościowych i innych ukierunkowanych na „biednych”. Indyjskie PDS (Public Distribution System – System dystrybucji publicznej) jest największym tego typu systemem, ale istnieje wiele innych. Programy oparte na bonach, takie jak amerykański program bonów żywnościowych SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program – Program pomocy żywnościowej) mają podobne cele. W obu przypadkach sposób rozumowania polega na tym, że skoro ubogim brakuje podstawowych zasobów, państwo powinno dostarczyć im albo środki na ich pozyskanie, albo same zasoby. Kolejnym uzasadnieniem, wykorzystywanym w krajach rozwijających się, jest ochrona ubogich przed wahaniami cen jedzenia (Drèze i Sen 2014)[5].

Istnieje wiele zastrzeżeń wobec tego rodzaju polityki. Po pierwsze i przede wszystkim, takie systemy są paternalistyczne; zakładają, że wiedzą, czego potrzebują „biedni”, lepiej od nich samych. Co gorsza, mają na celu dyktowanie, co mogą dostać „biedni”. W Stanach na przykład, bony żywnościowe nie tylko ograniczają ludzi do kupowania jedzenia, ale często pozwalają im kupować tylko niektóre rodzaje żywności i napojów uznawanych za „zdrowe”.

Systemy bonów i pomoc w naturze opierają się na ukrytym, o ile nie jawnym założeniu, że jeśli ludzie dostaną pieniądze, to wydadzą je na mniej istotne produkty, a w szczególności te „złe”, takie jak alkohol, narkotyki lub hazard. Tak naprawdę wiele badań pokazuje, że ludzie wcale nie kupują więcej „złych” produktów po otrzymaniu świadczenia w gotówce (Evans i Popova 2014). Zresztą nawet gdyby to założenie było poprawne, to omawiane systemy nie zwiększałyby wolności. Dlaczego biedni, a inni nie, mieliby mieć zakaz wydawania części dodatkowego dochodu na coś, co sprawia im przyjemność? Zawsze zresztą pozostaje możliwość wydania pieniędzy zaoszczędzonych dzięki bonom na „złe” (według nas, dobrych ludzi) produkty albo sprzedania bonów (poniżej wartości) w zamian za gotówkę (Bailey i Pongracz 2015). Odsprzedaż bonów żywnościowych, choć nielegalna, nadal ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, ponieważ ludzie potrzebują gotówki na zakup innych niezbędnych im towarów, takich jak pieluchy, których nie można zdobyć za bony.

Po drugie, administracja, dostarczanie i nadzorowanie systemów bonów i dotowanych produktów są kosztowne i wymagają rozbudowanej biurokracji. Zapewnienie jedzenia o wartości jednej rupii w ramach indyjskiego Systemu dystrybucji publicznej kosztuje rząd 3,65 rupii (Bhalla 2014). Indie mogą być wprawdzie skrajnym przypadkiem, jednak akcje humanitarne ONZ właśnie z tego powodu w coraz większym stopniu polegają na wsparciu finansowym. Jedno z badań porównujących pomoc dostarczaną w formie jedzenia, bonów lub gotówki wykazało, że dostarczanie pomocy w naturze kosztuje niemal czterokrotnie więcej niż ekwiwalent w gotówce (Hidrobo et al. 2014).

Po trzecie, bony są dla beneficjentów warte mniej niż ich ekwiwalent gotówkowy, gotówkę można bowiem wykorzystać wszędzie, natomiast bony są akceptowane tylko w niektórych miejscach albo według uznania sprzedawcy. Zmniejsza to konkurencję o klienta korzystającego z bonów, wobec czego sklepy akceptujące je mogą podwyższać ceny. Za bony można więc nabyć mniej niż za gotówkę; istnieje badanie pokazujące, że libańscy sklepikarze akceptujący bony dla syryjskich uchodźców zarabiali w 2014 roku około miliona dolarów miesięcznie dzięki zawyżonym cenom (Bailey i Pongracz 2015). Bony i pomoc w naturze nakładają przy tym wyższe koszty na swoich odbiorców poprzez wymóg dostania się do wyznaczonych sklepów, czas spędzony na oczekiwaniu itd. (Hidrobo et al. 2014).

Po czwarte, wiążą się one z kryterium dochodowym i, siłą rzeczy, wszystkimi jego wadami. W Stanach, kraju o stosunkowo wydajnym aparacie administracyjnym, jedna czwarta oficjalnie kwalifikujących się do pomocy nie otrzymuje przeznaczonych dla nich bonów żywnościowych. Co więcej, jedna trzecia tych, którzy je dostają, musi także chodzić do banków żywności, inni zaś rezygnują z niektórych posiłków, ponieważ bony pokrywają zgodnie z oszacowaniami potrzeby żywnościowe tylko na trzy tygodnie w miesiącu (Santens 2016).

Po piąte, bony i pomoc w naturze, celowo lub nie, stygmatyzują odbiorców i nadają im status i mentalność petentów. Po szóste, skłaniają do dostarczania towarów i usług niskiej jakości i wywołują wśród administracji pogardę wobec świadczeniobiorców. Bony mieszkalne w Stanach Zjednoczonych kojarzone są z rosnącymi skupiskami ubogich w biednych dzielnicach, w których bony są częściej przyjmowane przez wynajmujących (Mathema 2013).

Po siódme, bony są narażone na korupcję i/lub pogoń za rentą konkretnych grup interesu. Bony żywnościowe w Stanach Zjednoczonych są żywo promowane przez przedstawicieli Partii Republikańskiej z rolniczych stanów. W Indiach do biednych trafia mniej niż 10 procent jedzenia kupowanego przez rząd w ramach Publicznego systemu dystrybucji; prawie połowa znika w tajemniczych warunkach w drodze z magazynu do miejsca wydawania, a większa część reszty gnije w rządowych składach (Mathema 2013). Przejście na system dochodu podstawowego, bazującego na bezpośredniemu przyznaniu gotówki świadczeniobiorcom, za jednym zamachem zlikwidowałoby warstwy pośredników i potencjalny lobbing.

Dotacje żywnościowe i im podobne wydają się spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa dzięki temu, że docierają do najmniej zabezpieczonych grup społecznych, jednak niektóre osoby z tych grup są wyłączone z takich systemów pomocy. Bony z pewnością łamią też Zasadę antypaternalistyczną i Zasadę praw przed dobroczynnością. Oprócz tego są kosztowne w zarządzaniu, nieefektywne i powiązane z korupcją i pogonią za rentą. W Ekwadorze przeprowadzono doświadczenie polegające na przyznawaniu wielu niezależnym grupom pomocy gotówkowej, bonów żywnościowych i bezpośrednio jedzenia. Okazało się, że jedynie mniej niż 10 procent otrzymujących gotówkę wolałoby inną formę pomocy, natomiast jedna czwarta lub jedna trzecia pozostałych pragnęła zmiany (Hidrobo et al. 2014). Badani, którzy otrzymali gotówkę, cenili sobie możliwość wydania części pieniędzy na inne niezbędne produkty oraz oszczędzania. To i wiele innych badań pokazuje, że ludzie wolą gotówkę niż to, czego zdaniem biurokratów najbardziej im brakuje.

Gwarancja zatrudnienia

Niektórzy twierdzą, że „gwarancja zatrudnienia” byłaby korzystniejsza niż dochód podstawowy, ponieważ praca posiada jakąś dającą szczęście, integralną wartość, wykraczającą poza uzyskiwany dochód (poczucie przynależności i wkładu w społeczność, uporządkowanie czasu, interakcja z innymi pracownikami i tak dalej). Zwolennicy gwarancji zatrudnienia to między innymi Lord (Richard) Layard w Wielkiej Brytanii, były „car szczęścia” Tony’ego Blaira (Gregg i Layard 2009), i Harvey oraz Quigley w Stanach Zjednoczonych (wcześniej zaś Minsky) (Harvey 2003; Harvey 2013; Quigley 2003; Minsky 2013).

Wątpliwości wobec tej polityki częściowo odnoszą się do następnej z możliwych polityk, czyli workfare. Gwarancja zatrudnienia byłaby zwodnicza. Jaki rodzaj zatrudnienia bylibyśmy w stanie zagwarantować? Za jaką stawkę? Jaka byłaby konsekwencja odrzucenia oferty konkretnego zagwarantowanego miejsca pracy? Kompletną mrzonką jest zagwarantowanie każdemu pracy, która go interesuje, wykorzystuje jego zdolności i jest dobrze opłacana, więc w praktyce mielibyśmy do czynienia z zatrudnieniem na niskim szczeblu, źle opłacanym, krótkoterminowym, nieprzydatnym albo przynajmniej mało produktywnym. Sprzątanie ulic, ustawianie towaru na półkach i inne proste prace raczej nie stanowią drogi do szczęścia. Zwolennicy gwarancji zatrudnienia z pewnością nie chcieliby takiego zatrudnienia dla siebie ani swoich dzieci.

 Jednym z powodów poparcia dla gwarancji zatrudnienia są badania sugerujące, że bezrobotni są mniej szczęśliwi niż zatrudnieni. Nic dziwnego. Przymusowe bezrobocie przy nędznym, trudnym do zdobycia i zachowania, stygmatyzującym i niepewnym zasiłku nie stanowi szczęśliwej sytuacji. Co innego dobrowolne pozostawanie bez pracy, nienapiętnowane i z bezpieczeństwem dochodu. Jak pisała Kate McFarland „nie chodzi o to, że nasza kultura ceni zatrudnienie, które samo w sobie nas uszczęśliwia; chodzi raczej o to, że często sprawia ono, że jesteśmy szczęśliwsi, bo utknęliśmy w kulturze ceniącej zatrudnienie” (McFarland 2016). Mimo to sondaże Gallupa konsekwentnie pokazują, że mniej niż jedna trzecia amerykańskich pracowników czuje się zaangażowana (pełna entuzjazmu i poświęcona zajęciu) w swoją pracę, ze szczególnym uwzględnieniem millenialsów i wykonujących mało cenione, rutynowe zawody. Na całym świecie poniżej jednej piątej zatrudnionych czuje zaangażowanie.

Propozycje szerzenia zatrudnienia, na przykład poprzez skrócenie czasu pracy, często przechodzą w gwarancję zatrudnienia. Emran Mian, dyrektor Social Market Foundation, jest za redystrybucją pracy „nawet, jeśli miałaby zmniejszyć wydajność ekonomiczną, zamiast rozdawać pieniądze” (Mian 2016). New Economics Foundation podaje, że krótszy tydzień pracy zmniejszyłby bezrobocie (Coote i Franklin 2013). Trudno jednak uwierzyć, by można to było osiągnąć na drodze regulacji prawnych, o czym przekonali się Francuzi z ich trzydziestopięciogodzinnym tygodniem. Ustawowa redukcja czasu pracy bez wsparcia dochodem podstawowym doprowadziłaby do zubożenia wielu ludzi pracujących za niskie płace i nie przysłużyłaby się stworzeniu nowych miejsc pracy.

Większość rzeczników gwarancji zatrudnienia ignoruje także fakt, że gospodarki rynkowe potrzebują pewnego poziomu bezrobocia do poprawnego funkcjonowania. Klasyczny artykuł autorstwa A.W. Phillipsa z 1958 roku wskazuje na odwrotną relację między poziomem bezrobocia a stopą inflacji. Mimo że dokładny powód tego związku do tej pory jest przedmiotem dyskusji, wielu ekonomistów uznaje „naturalny” poziom bezrobocia zapewniający stabilną inflację (zwykle określany jako NAIRU lub bezrobocie stabilizujące poziom inflacji). W gospodarce rynkowej żaden rząd nie jest więc w stanie zagwarantować zatrudnienia każdemu chętnemu.

Gwarancja zatrudnienia, o ile da się ją zoperacjonalizować, mogłaby spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, gdyby istniała możliwość zapewnienia odpowiednich miejsc pracy wszystkim osobom z niepełnosprawnością lub ograniczeniami. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Miejsca pracy zazwyczaj wędrują do ludzi młodych, z zamiarem zapobieżenia ich „marginalizacji”. Omawiana polityka z pewnością narusza wolność republikańską oraz warunki sprawiedliwości społecznej, ponieważ narzucając obowiązki na pewne grupy, nie narzuca ich na najbardziej wolnych; oprócz tego stwarza zasadę dobroczynności przed prawami. Czy rzeczywiście każda osoba mogłaby mieć zagwarantowane pożądane zatrudnienie, albo chociaż takie, które odpowiada jej kompetencjom? Trudno to sobie wyobrazić.

Workfare

Workfare stanowi naturalną konsekwencję reform państwa dobrobytu mających miejsce od lat 80. Zgodnie z tym, co dawno temu przewidział autor (Standing 1990)[6], po tym jak rządy zadecydowały o wznowieniu kryterium dochodowego jako jednego z głównych elementów systemu zabezpieczenia społecznego, wprowadzenie workfare było nieuchronne.

Jeśli pomoc społeczna opiera się na wskazywaniu „biednych”, wkrótce powstaje rozróżnienie między tymi, którzy są biedni bez swojej winy, oraz tymi, którzy „wybrali” biedę albo stali się biedni przez swoje błędy i osobiste niepowodzenia. Ta ograna dychotomia znana jest od zarania polityki społecznej i „dobroczynności”. Kiedy jednak decydenci idą tą drogą, zmuszeni są do podjęcia następnego arbitralnego rozróżnienia. Tylko ci, którzy zaakceptują pracę proponowaną przez państwo w zamian za świadczenie „zasługują” na to świadczenie. Inaczej należy ich „objąć sankcjami”.

Workfare w jego nowoczesnym kształcie narodził się w latach 80. w amerykańskim stanie Wisconsin, gdzie przedstawiciele Partii Republikańskiej wprowadzili wymóg przyjęcia z konieczności niskopłatnej pracy dla wszystkich ubiegających się o zasiłek. Jak się można spodziewać, zmniejszyło to liczbę wniosków, co miało rzekomo dowodzić, że wcześniej wiele osób oszukiwało, zgłaszając się po świadczenia, lub też ich wcale nie potrzebowało.

Republikanie niebawem poparli to rozwiązanie w Kongresie, przygotowując projekt epokowej reformy prezydenta Billa Clintona z 1996 roku, która wypełniła jego obietnicę wyborczą o „końcu opieki społecznej, jaką znamy”. Personal Responsibility and Work Opportunity Reconciliation Act ograniczył czas otrzymywania przez ludzi zasiłków, wprowadził ściślejsze kryteria kwalifikacji i narzucił wymagania dotyczące zatrudnienia. „Zasiłek-za-pracę” stał się później mantrą polityków i partii trzeciej drogi na całym świecie, zaś regulacje w duchu workfare rozprzestrzeniły się na wszystkie kraje uprzemysłowione.

Brakuje wprawdzie miejsca na szczegółową analizę tego doświadczenia, jednak istnieje wiele dowodów na to, że amerykański workfare obniżył wydatki na opiekę społeczną kosztem wpadnięcia wielu rodzin w jeszcze trudniejszą sytuację materialną (The Economist 2016, 11–12). To samo można powiedzieć o programach workfare w innych krajach, które spychają ludzi do wykonywania niskopłatnych prac albo odcinają zasiłek tym, którzy odmawiają lub nie są w stanie ich podejmować. Niezależnie jednak od tych wyników, workfare jest szkodliwą polityką.

Workfare zawiera w sobie przymus i narzucenie „obowiązku pracy” na świadczeniobiorców, które jednocześnie nie obejmują innych. Jest także paternalistyczny w swoim założeniu, że państwo najlepiej wie, co jest najlepsze dla jednostki i dla społeczeństwa. Stanowisku głoszącemu rozwijanie umiejętności i „nawyku pracy” przez workfare przeczy rodzaj zatrudnienia oferowanego bezrobotnym, podobnie zresztą twierdzenie o integracji społecznej przez workfare jest nieprawdziwe, ponieważ ludzie bez zatrudnienia są w tym układzie społecznie zmarginalizowani lub „wykluczeni”.

Spychanie ludzi w nierozwojowe, krótkoterminowe zatrudnienie utrudnia im ich własne poszukiwania pracy, naukę lub szkolenie, potencjalnie zmniejszając ich możliwości wymknięcia się z ubóstwa i niepewności ekonomicznej. Istnieją nawet dowody na obniżenie dochodów na przestrzeni życia przez udział w workfare, co miałoby wynikać z kierowania ludzi do prostych, tymczasowych prac niepasujących do ich kwalifikacji i doświadczenia (Collins 2008).

Workfare ma także dysfunkcyjny i deformujący wpływ na rynek pracy. Wywiera nacisk na obniżanie płac przez dostarczanie taniej siły roboczej konkurującej z zatrudnionymi na podobnych stanowiskach na otwartym rynku pracy. Ludzie ci, już należący do najbardziej narażonych i pozbawionych bezpieczeństwa, mogą nawet stracić pracę dlatego, że da się ich zastąpić przez uczestników workfare.

Główne polityczne powody istnienia workfare nie mają nic wspólnego z „uszczęśliwianiem” ludzi. W rzeczywistości wynikają jedynie z chęci obniżenia zobowiązań państwa wobec gorzej sytuowanych i faktu, że rządy nie dysponują wieloma środkami poza przymusem w warunkach programów pomocy społecznej opartych na kryterium dochodowym zniechęcających finansowo do podejmowania niskopłatnej pracy. Ten ciąg argumentacyjny ma swoje źródło w wadliwym projekcie. Workfare narusza Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, krzywdząc najmniej zabezpieczonych. Celowo narusza także Zasadę antypaternalistyczną. Jest w końcu polityką sprzeczną z jakąkolwiek wizją wolności i sprawiedliwości społecznej.

Ulgi podatkowe

Ulgi podatkowe stały się domyślną opcją rządów socjaldemokratycznych w państwach rozwiniętych od czasu zaistnienia nacisku na płace związanego z globalizacją i „elastycznymi” rynkami pracy. Ulgi podatkowe bilansują niskie płace do poziomu zarabianego przychodu. Z konieczności systemy tego typu są złożone i opierają się na raczej arbitralnych warunkach uprawnienia.

Ulgi podatkowe zaczęły się w Stanach skromnie, od Earned Income Tax Credit (EITC) w latach 70. Następnie znacznie rozwinięto je podczas prezydentury Billa Clintona w latach 90., co sprawiło, że stały się najdroższym systemem pomocy społecznej na świecie, kosztując niemal 80 miliardów dolarów rocznie. Jedna czwarta wszystkich Amerykanów jest uprawniona do ulg podatkowych, a ponad 26 milionów otrzymało je w roku podatkowym 2015, co daje średnio 3200 dolarów na rodzinę z dziećmi. Dorośli nie posiadający dzieci są w większości wykluczeni z systemu.

W Wielkiej Brytanii ulgi podatkowe miały także skromny początek w 1999 roku. Ulgi podatkowe, będące dodatkami dla osób o niskich zarobkach (Working Tax Credits) oraz ulgi podatkowe na dzieci (Child Tax Credits) dla rodziców o niskich dochodach zostały wprowadzone w 2003 roku i stały się kluczowe dla reform społecznych i rynku pracy przeprowadzanych przez Nową Partię Pracy. Do lat 2013–2014 koszt programu urósł do 30 miliardów funtów rocznie, co stanowi 14 procent całych wydatków na opiekę społeczną, a liczba zależnych od ulg podatkowych wzrosła do 3,3 miliona z nieco ponad 2 milionów dziesięć lat wcześniej. Włączając w to dopłaty do czynszu i podatku miejskiego dla zatrudnionych, wydatki rządu na kompensację niskich płac wzrosły do 76 miliardów funtów rocznie, co stanowi jedną trzecią wszystkich wydatków na pomoc społeczną i z pewnością największy transfer społeczny, nie licząc emerytur (Ferguson 2015). 

Brytyjskie ulgi podatkowe są włączane w nowy system Powszechnego kredytu, który łączy niektóre świadczenia, jednak obciążony jest tymi samymi wadami, co ulgi podatkowe dla pracujących i inne świadczenia objęte kryterium dochodowym. Główną z nich jest nieszczęsna pułapka ubóstwa o krańcowej stopie „podatkowej” dochodów sięgającej 80 procent lub więcej. W Stanach podobne, a nawet wyższe stopy „podatkowe” zniechęcają do zwiększenia przychodów, kiedy ulgi przestają obowiązywać. Z pewnością zarówno w Stanach, jak i w Wielkiej Brytanii system ten sprawił, że mniej zarabiający członkowie gospodarstw domowych uprawnionych do ulg, zazwyczaj kobiety w związkach małżeńskich, zaczęli zmniejszać wymiar godzin płatnej pracy lub opuszczać rynek pracy (Nichols i Rothstein 2016; Brewer i Browne 2006).

Ulgi podatkowe rodzą też błędy i drobne oszustwa. Zgodnie z danymi Amerykańskiego urzędu podatkowego około jedna czwarta wszystkich ulg podatkowych jest zgłaszana nieprawidłowo, generując koszty w wysokości 14 miliardów dolarów rocznie (Tanner 2015, 17). Przeciwnicy pomocy społecznej wskazują na oszustwa, niektóre lub nawet większość z nich może jednak wynikać ze złożoności systemów, która prowadzi do błędów i nieporozumień. W Wielkiej Brytanii odbiorcy ulg podatkowych muszą podawać urzędowi skarbowemu oszacowanie dochodów – może to być trudne, a nawet niemożliwe, jeśli dochody i przepracowane godziny często ulegają zmianom. Jeśli dochody ukazują się przewyższać oszacowanie, korzystający z ulg, zgodnie z definicją mało zarabiający, są zmuszeni do zwrotu nadpłaty, co prowadzi ich do dalszego zubożenia i wzrostu zadłużenia (Rawlinson 2014).

Ulgi podatkowe dotują kapitał, niezależnie od ich wpływu na ubóstwo i dochody pracowników najemnych. Jedno z oszacowań wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych każdy dolar przeznaczony na EITC wiąże się z zyskiem 73 centów dla pracownika, zaś 27 centów dla pracodawcy – dzięki niższym płacom (Rothstein 2009). Podobnie w wypadku Wielkiej Brytanii naukowcy doszli do wniosku, że trzy czwarte wartości ulg podatkowych wędruje do pracowników, reszta do pracodawców (The Economist 2015).

Oczywistą wadą ulg podatkowych jest fakt, że, z kilkoma wyjątkami, pomagają jedynie zatrudnionym. Ci, którzy nie mogą zdobyć pracy, lub z jakiegoś powodu nie pracują, zostają wyłączeni. Ulgi podatkowe blokują też postęp technologiczny. Redukcja kosztów pracy obniża wywieraną na przedsiębiorcach presję do wprowadzania zwiększających produktywność innowacji. W końcu, ulgi podatkowe łamią zasady sprawiedliwości społecznej oraz wolności i mają przewrotne skutki ekonomiczne i na rynku pracy.

Powszechny kredyt

W trakcie pisania tej książki na początku 2017 roku brytyjski rząd nadal przechodził przez niezwykle długi i kosztowny proces wprowadzania tak zwanego „Powszechnego kredytu”. Po ogłoszeniu w 2010 roku, funkcjonował on od roku 2013 w bardzo ograniczonej skali i, po serii opóźnień i utrudnień, ma zostać w całości wprowadzony do 2022 roku. Plan ten jest unikatowy w przypadku Wielkiej Brytanii, ucieleśnia jednak wiele elementów występujących globalnie w reformach polityki społecznej.

Powszechny kredyt nie jest ani „powszechny”, ani nie jest „kredytem”. Ma na celu integrację sześciu oddzielnych świadczeń opartych na kryterium dochodowym oraz ulg podatkowych, nie można go więc nazwać „powszechnym”, bo kierowany jest tylko do mało zarabiających. Uwzględnia też ścisłe obwarowania dotyczące zachowania, co obraca w ponury żart słowo „powszechny”.

Jednostki lub gospodarstwa domowe otrzymają miesięcznie wypłacany transfer dochodów wyrównujący kwotę, którą zarobili w poprzednim miesiącu, licząc od konkretnego dnia. Nie uwzględnia to faktu, że dochody wielu nisko uposażonych gospodarstw domowych wahają się z miesiąca na miesiąc i z tygodnia na tydzień, na przykład wraz ze zmianą liczby przepracowanych godzin[7]. Przeprowadzone w Stanach badanie wykazało, że trzy czwarte osób z dolnych 20 procent zarabiających doświadczyło miesięcznych zmian dochodowych wynoszących 30 procent lub więcej (cyt. za Painter 2016). Wypłata zaległości oznacza, że nie jest to „kredyt” ani tym bardziej z góry znana kwota. Do tego bazowanie na poprzednim miesiącu nie odzwierciedla bieżących warunków.

Z Powszechnym kredytem wiąże się niebezpieczna pułapka ubóstwa o progu 63 procent. Po doliczeniu podatku i ubezpieczenia społecznego, a przy tym utracie uzależnionego od dochodu i niewliczonego w Powszechny kredyt zasiłku na podatek lokalny, świadczeniobiorcy mogą mieć do czynienia z krańcową stopą opodatkowania przekraczającą 80 procent licząc od całkowitego dochodu. Pułapkę prekarności pogłębia z kolei przepis o czterdziestodwudniowym okresie oczekiwania na pierwszą płatność (do 60 dni, wliczając w to opóźnienia administracyjne), co spycha wielu wnioskodawców w zadłużenie, zaległości czynszowe i uzależnienie od banków żywności.

Powszechny kredyt jest w większym stopniu obwarowany warunkami i karzący niż świadczenia, które ma zastąpić, ponieważ narzuca wymóg „zaangażowania wnioskodawcy” nie tylko na bezrobotnych szukających i podejmujących pracę, ale także zatrudnionych na część etatu, zmuszonych do poszukiwania dodatkowych godzin. Świadczeniobiorcy uznani za niewystarczająco zdeterminowanych do pracy na pełny etat mogą utracić zasiłek nawet na trzy lata. System ten rozciąga warunkowy charakter świadczeń na większą grupę ludzi niż wcześniej, włączając w to partnerów osób zatrudnionych.

Wnioskodawcy będą monitorowani w pracy i poza nią przez „trenerów pracy” i „doradców wsparcia rozwoju”, by upewnić się, że spełniają warunki. Koszty armii trenerów pracy z pewnością będą olbrzymie, a nawet jeśli nie, to rozwiązanie to skazane jest na porażkę. Decydenci mogą łudzić się, że ten orwellowski z ducha pomysł służy pomocy, jednak w istocie jest paternalistyczny, inwazyjny, stygmatyzujący i prowadzi do codziennych upokorzeń zmuszających niektórych z wnioskodawców do wycofania się z systemu z powodu wstydu. Pojawiają się jednak niestety sygnały, że taki właśnie obrót spraw jest pożądany. „Zaangażowanie wnioskodawców” jest wprawdzie porównywane przez twórców do umowy zatrudnienia, nie ma z nią jednak nic wspólnego, skoro jest wnioskodawcom narzucane, a powodujące zubożenie sankcje mogą być wymierzane przez biurokratów bez rzetelnego procesu.

Co więcej, Powszechny kredyt przez uzależnienie od kryterium dochodowego w stosunku do gospodarstwa domowego zachęca do zakładania i utrzymywania jednoosobowych gospodarstw. Druga osoba w związku zarabia mniej niż pierwsza, dlatego, przewrotnie, Powszechny kredyt zachęca też pary do zrywania. Od 2016 roku świadczenie nie jest wypłacane dla trzeciego i kolejnych dzieci, tylko dla pierwszych dwóch. Powszechny kredyt jest więc moralistyczny i karze duże rodziny, mogące mieć większe potrzeby.

Najgorszą cechą Powszechnego kredytu jest opieranie go na groźbach i sankcjach zamiast zachęty do pracy. Wywiera przez to nacisk na obniżanie płac i pogłębia nierówności na rynku pracy. Trudno brać na poważnie oświadczenia rządu, jakoby „Powszechny kredyt wypełniał obietnicę rządu dotyczącą przemiany warunków społecznych z niskich płac i wysoką pomoc społeczną na wysokie płace i niskie zasiłki” (Department for Work and Pensions 2015). Nie ma możliwości, by Powszechny kredyt spowodował wzrost płac. Poza tym w przeciwieństwie do dochodu podstawowego wyraźnie faworyzuje pracę zarobkową a dyskryminuje inne, potencjalnie bardziej wartościowe formy pracy.

Wymienione wcześniej rażące wady Powszechnego kredytu sprawiają, że zachowanie polityków i badaczy społecznych bezczynnie przyglądających się jego wprowadzaniu trzeba uznać nie tylko za zaskakujące, ale i hańbiące. Każdy troszczący się o wolność i sprawiedliwość powinien krytykować reżim grożący zubożeniem ludzi bez rzetelnego procesu, wprowadzający system szpicli ścigających pozbawionych bezpieczeństwa ludzi i promujący wykluczenie, zniechęcający do podjęcia pracy i stygmatyzujący poprzez promowanie kryterium dochodowego. Powszechny kredyt prawdopodobnie zepchnie więcej ludzi w niskopłatne prace, a w ogólnym rozliczeniu obniży też płace prekariatu.

Parlamentarzyści Frank Field i Andrew Forsey podsumowują: „historycy polityczni mogą być zainteresowani tym, w jaki sposób program w takim stopniu zagrożony ryzykiem i potencjalnie kosztowny stał się flagowym programem reformy pomocy społecznej rządzącej koalicji przy znikomej debacie publicznej i rządowej” (Field i Forsey 2016, 73).

Negatywny podatek dochodowy

Propozycja negatywnego podatku dochodowego (NPD), kojarzona przede wszystkim z Miltonem Friedmanem, często postrzegana jest jako forma dochodu podstawowego, sam Friedman z resztą przedstawiał ją w taki sposób, między innymi w wiadomości przesłanej do BIEN (Basic Income Earth Network, Światowa sieć dochodu podstawowego). Należy jednak podkreślić dwie podstawowe różnice. Negatywny podatek dochodowy związany byłby z dochodem lub zarobkami rodziny i (podobnie jak ulgi podatkowe w Stanach Zjednoczonych) wypłacany z mocą wsteczną po zakończeniu roku podatkowego. Tak naprawdę byłby to selektywny system oparty na kryterium dochodowym ze wszystkimi jego wadami.

Drugi z aspektów oznacza, że wypłacana kwota nie byłaby znana z wyprzedzeniem i prawie na pewno nie byłaby dostępna w momencie najpilniejszej potrzeby. Przypominałoby to raczej nadzwyczajne zyski (albo roczne odsetki od kapitału) niż bezpieczeństwo wynikające ze stałego źródła podstawowego dochodu.

Co więcej, amerykańskie eksperymenty z NPD w latach 70. XX wieku pokazały, że ludzie dostawali bodziec do zaniżania zgłaszanej pracy i zarobków tak, by otrzymać dodatek z tytułu NPD. Dochód podstawowy nie stwarzałby tego rodzaju pokusy nadużyć. Podsumowując powyższe, negatywny podatek dochodowy nie wypada tak dobrze, jak dochód podstawowy w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej.

Prywatna dobroczynność

W końcu, niektórzy utrzymują, że państwo powinno wycofać się ze wszelkich form pomocy społecznej i pozostawić opiekę nad ludźmi w potrzebie jednostkom i „organizacjom charytatywnym”. Prawicowi libertarianie chcieliby w idealnych warunkach bazować w całości na dobroczynności, nie chcą jednak tego przyznać, ponieważ masowa hojność na wymaganą skalę byłaby zbyt wielkim oczekiwaniem. Istnieją jednak bardziej fundamentalne racje przemawiające przeciwko poleganiu w większym stopniu na dobroczynności i filantropii.

Dobroczynność opiera się na poczuciu „litości”, a, jak zauważył filozof David Hume, od litości blisko do pogardy. Prywatna dobroczynność jako główny filar polityki społecznej mogłaby zadowolić libertarian, ale poważnie narusza centralną ideę republikańskiej wolności od dominacji. Poleganie na dobrej woli innych jest niespójne z pełną wolnością. Wręcz przeciwnie, narusza wolność darczyńcy, tak samo jak obdarowanego.

Rozprzestrzenianie się dobroczynności w znacznym stopniu odzwierciedla wielorakie wady pomocy społecznej opartej na kryterium dochodowym, nieuczciwości wyznaczania warunków, celowych sankcji obarczających najbardziej narażonych ludzi i szerzeniu niepewności ekonomicznej. W Wielkiej Brytanii, dla przykładu, ponad 40 procent skierowań do banków żywności kierowanych przez dużą organizację charytatywną Trussell Trust wynika z opóźnień w wypłacie świadczeń oraz sankcji (Harrison-Evans 2016).

Fakt, że wielu ludzi w współczesnym społeczeństwie udaje się do banków żywności i schronisk wskazuje na klęskę polityki społecznej. Prywatna filantropia powinna na powrót zostać zmarginalizowana, stanowi bowiem niedemokratyczny sposób kształtowania społeczeństwa i wybiórczego dobrobytu jednostek, grup i społeczności.

Klęska alternatyw

Większość alternatyw wobec dochodu podstawowego wypada źle w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej, co pokazuje tabela poniżej. Niektórzy mogą spierać się z niektórymi aspektami, szczególnie biorąc pod uwagę zakładaną neutralność alternatyw do dochodu podstawowego wobec konsekwencji ekologicznych. Systemy ukierunkowane na miejsca pracy, na przykład, mają tendencję do przedkładania tworzenia krótkoterminowego zatrudnienia kosztem ochrony środowiska. Główny wniosek jest jednak taki, że wszystkie alternatywy wypadają gorzej od dochodu podstawowego.

   Zasada różnicy w wymiarze bezpie-czeństwa Zasada antypaterna-listyczna Zasada praw przed dobroczyn-nością Zasada ograniczenia ekolo-gicznego Zasada godnej pracy
Płaca minimalna Nie Tak Tak nd nd
Ubezpieczenie społeczne Nie Tak Tak nd nd
Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym Nie Nie Nie nd Nie
Bony i dofinansowania Nie Nie Nie nd nd
Gwarancja zatrudnienia Nie Nie Nie nd Nie
Workfare Nie Nie Nie nd Nie
Ulgi podatkowe Nie Tak Tak nd Nie
Negatywny podatek dochodowy Nie Tak Tak nd Nie
Prywatna dobroczynność Nie Nie Nie nd Nie
Dochód podstawowy Tak Tak Tak Tak Tak

Tabela 1. Zgodność różnych systemów opieki społecznej z zasadami sprawiedliwości społecznej.

Obrońcy istniejących systemów pomocy społecznej powinni wyjaśnić dlaczego, mimo rosnących wydatków, wskaźniki ubóstwa uparcie pozostają na wysokim poziomie, a mobilność społeczna wydaje się zmniejszać. W Stanach Zjednoczonych, po ostrym spadku w okresie od lat 60. do mniej więcej 1979 roku, wskaźnik ubóstwa prawie się nie zmienia. Znaczne nakłady na świadczenia oparte o kryterium dochodowe, ulgi podatkowe, workfare, bony żywnościowe i inne ze 126 wyliczanych przez ekspertów systemów przeciwdziałających ubóstwu nie przyniosły wyraźnej poprawy (Tanner 2015, 14). Jest to z pewnością sygnałem, że potrzeba nam nowej drogi.

Przełożył Tomasz Płomiński

Wykaz literatury

Bailey, Sarah i Sophie Pongracz. 2015. Humanitarian Cash Transfers: Cost, Value for Money and Economic Impact. London: Overseas Development Institute.

Berthoud, Richard. 2007. Work-Rich and Work-Poor: Three Decades of Change. York: Joseph Rowntree Foundation.

Bhalla, Surjit, S. 2014. „Dismantling the welfare state”. Livemint, 11 czerwca.

Brewer, Mike i James Browne. 2006. The Effect of the Working Families’ Tax Credit on Labour Market Participation. Briefing Note No. 69. London: Institute for Fiscal Studies.

Center on Budget and Policy Priorities. 2016. „Chart book: TANF at 20”. cbbb.org, 5 sierpnia.

Collins, Jane Lou. 2008. „The specter of slavery: Workfare and the economic citizenship of poor women”. W New Landscapes of Inequality: Neoliberalism and the Erosion of Democracy in America, red. Micaela Di Leonardo, Jane Lou Collins i Brett Williams. Santa Fe: SAR Press: 131–152.

Coote, Anna i Jane Franklin (red.). 2013. Time on Our Side: Why We All Need a Shorter Working Week. London: New Economics Foundation.

Department for Work and Pensions. 2015. Universal Credit at Work.  Londyn: Department for Work and Pensions. https://www.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/483029/ucredit-at-work-december-2015.pdf.

Department for Work and Pensions. 2016. „Income-related benefits: Estimates of take-up”. DWP, 28 lipca.

Drèze, Jean i Amartya Sen. 2014. An Uncertain Glory: India and Its Contradictions. Princeton: Princeton University Press.

Evans, David K. i Anna Popova. 2014. „Cash Transfers and Temptation Goods: A Review of the Global Evidence”. World Bank Policy Research Working Paper WPS6886. Washington: World Bank.

Ferguson, James. 2015. „Prepare for tax hikes”. Money Week, 11 marca.

Field, Frank, i Andrew Forsey. 2016. Fixing Broken Britain? An Audit of Working- Age Welfare Reform Since 2010. London: Civitas.

Gregg, Paul i Richard Layard. 2009. A Job Guarantee. Londyn: Centre for Economic Performance Working Paper, London School of Economics. http://cep.lse.ac.uk/textonly/_new/staff/layard/pdf/001JGProposal-16-03-09.pdf.

Harrison-Evans, Peter. 2016. „A universal basic income: What would it mean for charities?”. New Philanthropy Capital, 16 sierpnia. http://www.thinknpc.org/blog/a-universal-basic-income-what-would-it- mean-for-charities/.

Harvey, Philip. 2005. „The right to work and basic income guarantees:Competing or complementary goals?”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy  2(1):  8–59.

Harvey, Philip. 2013. „More for less: The job guarantee strategy”. Basic Income Studies 7(2): 3–18.

Hidrobo, Melissa et al. 2014. „Cash, food, or vouchers? Evidence from a randomized experiment in northern Ecuador”. Journal of Development Economics 107: 144–56.

Lawrence, Felicity. 2016. „Beyond parody: HMRC cleaners left worse off after introduction of the national living wage”. Guardian, 28 lipca.

Mathema, Silva. 2013. „Undue concentration of housing choice voucher holders: A literature review”. Poverty and Race Research Action Council (PRRAC). http://www.prrac.org/pdf/Undue_Concentration_of_Vouchers_- _lit_review_6-13.pdf.

Matthews, Dylan. 2014. „76 percent of people who qualify for housing aid don’t get it”. Vox, 31 maja. http://www.vox.com/2014/5/31/5764262/76- percent-of-people-who-qualify-for-housing-aid-dont-get-it.

McFarland, Kate. 2016. „Basic income, job guarantees and the non-monetary value of jobs: Response to Davenport and Kirby”. Basic Income News, 5 września.

Mead, Lawrence M. 1986. Beyond Entitlement: The Social Obligations of Citizenship. New York: Free Press.

Mian, Emran. 2016. „Basic income is a terrible, inequitable solution to technological disruption”. TheLong+Short, 21 lipca. https://thelongandshort.org/growth/against-basic-income.

Millar, Jane i Fran Bennett. 2016. „Universal credit: Assumptions, contradictions and virtual reality”. Social Policy and Society, 10 maja. DOI: 10.1017/S1474746416000154.

Minsky, Hyman P. 2013. „The macroeconomics of a Negative Income Tax”. W Ending Poverty: Jobs, Not Welfare. Annandale-on-Hudson, NY: Levy Economics Institute, Bard College.

Nichols, Austin i Jesse Rothstein. 2016. „The Earned Income Tax Credit (EITC)”. W Economics of Means-Tested Income Transfers, red. Robert Moffitt. Cambridge: National Bureau of Economic Research, 137–218.

Painter, Anthony. 2016. „The age of insecurity is not coming. It’s already here”. Royal Society of Arts blog, 2 maja.

Quigley, William P. 2003. Ending Poverty as We Know It: Guaranteeing a Right to a Job at a Living Wage. Philadelphia: Temple University Press.

Rawlinson, Kevin. 2014. „Thousands chased by HMRC debt collectors due to overpaid tax credits”. Guardian, 30 maja.

Rothstein, Jesse. 2009. Is the EITC Equivalent to an NIT? Conditional Transfers and Tax Incidence. Washington: National Bureau of Economic Research, Working Paper No. 14966, maj.

Santens, Scott. 2016. „The progressive case for replacing the welfare state with basic income”. TechCrunch, 9 września.

Standing, Guy. 1990. „The road to workfare: Alternative to welfare or threat to occupation?”. International Labour Review 129(6): 677–91.

Standing, Guy. 2015. „Karta Prekariatu”. Tłum. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism: Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. Londyn: Biteback.

Tanner, Michael i Charles Hughes. 2013. „The work versus welfare trade-off: 2013”, Cato Institute, cato.org, 19 sierpnia. http://object.cato.org/sites/cato.org/files/pubs/pdf/the_work_versus_welfare_trade- off_2013_wp.pdf.

Tanner, Michael. 2015. The Pros and Cons of a Guaranteed National Income. Washington: Cato Institute, p. 17.

The Economist. 2015. „Credit where taxes are due”. The Economist, 4 lipca.

The Economist. 2016. „Welfare reform: A patchy record at 20”. The Economist, 20 sierpnia: 11–12.

Torry, Malcolm. 2016. Citizen’s Basic Income: A Christian Social Policy. Londyn: Darton, Longman & Todd.


Guy Standingangielski ekonomista, profesor studiów nad rozwojem w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Światową sławę przyniosły mu publikacje na temat prekariatu, zmian modeli zatrudnienia oraz kryzysu państwa dobrobytu. W latach 1975-2006 pracował dla Międzynarodowej Organizacji Pracy, badając m.in. transformacje gospodarcze w krajach postkomunistycznych. Jeden z założycieli Basic Income Earth Network (BIEN). Opublikował m.in. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa (2011, wyd. pol. 2014), Karta prekariatu (2014, wyd. pol. 2015), The Corruption of Capitalism (2016), a ostatnio Basic Income, And How Can We Make It Happen (2017).

 

DANE ADRESOWE:

SOAS University of London

Thornhaugh Street

Russell Square

London WC1H 0XG

United Kingdom
E-mail: guystanding@standingnet.com

 

CYTOWANIE: Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Tłum. Tomasz Płomiński, Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15-38.

DOI: 10.14746/prt.2017.2.1

 

AUTHOR:  Guy Standing

TITLE:  Alternatives to basic income: a critical review

ABSTRACT: A chapter of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. The author analyses several policies aimed at dealing with economic crises, inequality and poverty: minimum wage, contributory social insurance, means-tested social assistance, subsidized food, tax credits, workfare and job guarantee. He evaluates those policies with regard to social justice principles and compares them with basic income.

KEYWORDS: basic income, job guarantee, social insurance, social justice, workfare

[1] Po używane przez Standinga kryteria sprawiedliwości społecznej, zob. rozdział 2 jego książki. W skrócie: sprawiedliwość społeczna odnosi się do możliwie równego i pozbawionego dyskryminacji udziału w wytwarzanym społecznie oraz w naturalnym bogactwie. Zob. też zasady sprawiedliwości społecznej dalej w tekście (przyp. red.).

[2] Definicji republikańskiej wolności poświęcony jest rozdział 3 książki Standinga, w którym autor przytacza tradycyjną, Arystotelesowską definicję wolności w sensie republikańskim jako wolności od dominacji, zarówno tej aktualnej, jak i tej potencjalnej (przyp. red.).

[3] Szerokie rozumienie nierówności Standing omawia w rozdziale 4. Nierówności nie rozumie wyłącznie jako nierówności w ściśle ekonomicznym sensie, ale także jako nierówność bezpieczeństwa i poczucia pewności (przyp. red.).

[4] Pułapkę ubóstwa, razem z pułapką prekarności, autor opisuje w rozdziale 4 książki, a także w swoich monografiach na temat prekariatu (przyp. red.); zob. Standing 2014.

[5] Temu argumentowi można przeciwstawić koncepcję tworzenia buforowych zapasów żywności, które byłyby uwalniane w momencie wzrostu cen wynikającego z chwilowych niedoborów. Niebezpieczeństwo tego rozwiązania polega na tym, że zniechęca ono lokalnych producentów żywności do zwiększania produkcji.

[6] Argument ten został potem rozwinięty w Karcie Prekariatu (Standing 2015).

[7] Doskonałą krytykę Powszechnego kredytu przedstawiły Jane Millar i Fran Bennett (2016).

Bartosz Ślosarski – Badacz versus badani

Bartosz Ślosarski – Badacz versus badani

Adam Pomieciński. 2013. Alterglobaliści. Antropologia ruchu na rzecz sprawiedliwości społecznej. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Poznański antropolog Adam Pomieciński w 2013 roku opublikował autorską monografię poświęconą ruchowi na rzecz sprawiedliwości społecznej, który rozpoczął swoją działalność w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku i wyczerpał się wraz z nastaniem nowego cyklu walk (spod znaku Occupy!) po kryzysie finansowym 2008 roku. Tym, co wyróżnia książkę na rynku wydawniczym, są badania wśród polskich aktywistów anarchistycznych oraz lewicowych, którzy utożsamiają się z ruchem alterglobalistycznym. (więcej…)

Ingrid Robeyns – Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?

Ingrid Robeyns – Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?

1. Wprowadzenie

Dochód podstawowy zazwyczaj ujmowany jest dwojako: jako system redystrybucji oparty na pewnej teorii sprawiedliwości1 lub jako reforma państwa opiekuńczego mająca na celu zmniejszenie bezrobocia bez zwiększania ubóstwa2 .

Ta obecna w literaturze przedmiotu charakterystyka umożliwia nam wykorzystanie wyników badań nad polityką społeczną oraz reformami państwa opiekuńczego w debacie filozoficznej dotyczącej sprawiedliwości dystrybutywnej. Podczas gdy niektóre teorie sprawiedliwości nie wychodzą poza czysto filozoficzne dyskusje, debata wokół dochodu podstawowego stanowi doskonały przykład badań wielodyscyplinarnych. Obejmuje teorie filozoficzne3 , analizy ekonomiczne dotyczące skutków wdrożenia konkretnych propozycji dla rynku pracy4 , mikro-symulacje sprawdzające możliwość udźwignięcia danej reformy przez budżet5 , a także socjoekonomiczne badania nad dochodem podstawowym w kontekście polityki społecznej i państwa opiekuńczego6 .

Większość z tych badań nie uwzględnia kwestii płci, podobnie jak nie mierzy się z pytaniem o potencjalną różnicę w oddziaływaniu dochodu podstawowego na kobiety i mężczyzn. Gruntowna genderowa analiza mogłaby jednak być interesująca z dwóch powodów: uzyskanie większej wiedzy w tej sprawie jest kwestią interesu publicznego, mamy też do czynienia z przeciwstawnymi stanowiskami w odniesieniu do oczekiwanych skutków tego rozwiązania dla obu płci.

Zwolenniczki i zwolennicy dochodu podstawowego utrzymują, że dzięki jego wprowadzeniu nieopłacona praca uzyskałaby pewne uznanie7 i zwiększyłaby się autonomia ubogich8 lub wszystkich9 kobiet. Uważają, że pomógłby on osiągnąć większą równość płci na rynku pracy, zwiększając siłę przetargową kobiet, skłaniając mężczyzn do pracy w niepełnym wymiarze godzin i większego udziału w pracy domowej10 oraz umożliwiając wybór bezpłatnej pracy11 . Według Parker12 , dochód podstawowy byłby korzystniejszy dla kobiet nie dlatego, że je faworyzuje, ale ponieważ beneficjenci ówczesnego, brytyjskiego systemu zabezpieczenia społecznego to przede wszystkim mężczyźni. Jej zdaniem dochód ten nie wystarczy jednak, by zmienić aktualną sytuację, ważne pozostają bowiem równe możliwości i równe płace.

Przedstawione wyżej pozytywne oceny dochodu podstawowego stoją w sprzeczności z przekonaniem żywionym przez niektóre feministki, że rozwiązanie to okaże się pewnym rodzajem wynagrodzenia dla gospodyń domowych lub łapówką [hush money] odsyłającą kobiety z powrotem do domu i hamująca emancypację. Orloff13 uważa, że dochód podstawowy nie jest dobrą strategią na osiągnięcie sprawiedliwości i równości płci. Jej zdaniem nierówny podział obowiązków domowych ma kluczowe znaczenie w wyjaśnianiu niekorzystnej pozycji kobiet w społeczeństwie, a inne elementy polityki społecznej, które zmieniają strukturę zarówno pracy opłacanej, jak i nieopłacanej, mogą być znacznie skuteczniejsze w dążeniu do sprawiedliwości w odniesieniu do płci. Chociaż istnieje bardzo niewiele artykułów naukowych broniących takiego stanowiska, podobne argumenty podnoszone były często w debatach akademickich i publicznych na temat dochodu podstawowego. Niektóre feministyczne pamflety i artykuły publikowane w popularnych magazynach również stanowczo przeciwstawiają się temu rozwiązaniu. Warto jednak podkreślić, że nie wszystkie feministki podzielają to przekonanie – część z nich broni dochodu podstawowego.

Zaniedbanie płciowego wymiaru dochodu podstawowego i związane z tym problemy moralne nie są tylko udziałem jego badaczy i badaczek. Kwestii tych nie podejmują również filozofki i teoretyczki feministyczne. Jak twierdzi Nussbaum14 , filozofia feministyczna w coraz większym stopniu odwraca się od materialnej części życia, kierując się w stronę teorii polityki dyskursywnej i symbolicznej. Barrett15 opisuje w podobny sposób „przesunięcie od rzeczy do słów” w teorii feministycznej. Ostatnie podręczniki wykładające podstawy tej teorii, jak ten autorstwa Kemp i Squires16 , nie odnoszą się niemal wcale do spraw ekonomicznych lub kwestii materialnych nierówności, skupiając się w zamian na tematyce ciała, reprezentacji, seksualności oraz rasy i etniczności.

W tym artykule chcę uczynić pierwszy krok w kierunku lepszego zrozumienia moralnych kwestii i problemów sprawiedliwości genderowej, które mogą pojawić się przy okazji wprowadzenia dochodu podstawowego. W swojej ostatniej książce dotyczącej nierówności płciowej i niesprawiedliwości doświadczanej przez lesbijki i gejów, Nussbaum17 wielokrotnie powtarza, że rzeczywiste kwestie polityczne, szczególnie te, w których mamy do czynienia ze znaczną rozbieżnością zdań, można rozwiązać jedynie, jeśli podejdzie się do nich w sposób racjonalny, prezentując wszystkie argumenty w publicznej debacie obywatelskiej. Próbując podążać tą drogą, wykorzystam spostrzeżenia płynące z ekonomicznych i społecznych badań nad dochodem podstawowym, aby wprowadzić do debaty filozoficznej kwestie normatywne odnoszące się do płci kulturowej.

Artykuł ten stawia pytanie o to, na ile dochód podstawowy oddaje sprawiedliwość kobietom w kontekście zachodnioeuropejskich państw opiekuńczych. Jest on zbudowany w następujący sposób. Druga część obejmuje opisową analizę genderową dochodu podstawowego. W części trzeciej badam niektóre argumenty normatywne. Część czwarta szczegółowo przedstawia rzeczywiste kwestie moralne leżące u podstaw napięcia między sprawiedliwością w odniesieniu do płci i dochodem podstawowym. Ostatnia część jest przeznaczona na podsumowanie.

2. Opisowa analiza genderowa

Jeśli wprowadzimy dochód podstawowy, jakich, istotnych z perspektywy analizy genderowej, skutków możemy się spodziewać? Rozwiązanie to wiąże się z dwoma rodzajami następstw: bezpośrednimi (obserwowalnymi, istotnymi i łatwo rozpoznawalnymi, występującymi w krótkim okresie) oraz pośrednimi (mniej konkretnymi, trudniej obserwowalnymi i niekiedy występującymi jedynie w długim okresie).

Rozważę trzy skutki bezpośrednie (2.1-2.3): zmiany w podaży pracy; zmiany w dochodach oraz zmiany dobrostanu wynikające z przeobrażeń na gruncie aktywności (zawodowych). Omówię także sześć skutków pośrednich (2.4-2.9): dowartościowanie nieopłaconej pracy, psychologiczne efekty dla gospodyń domowych, zmiany pozycji przetargowej i stosunków władzy wewnątrz gospodarstwa domowego, niepieniężne korzyści związane z pracą zarobkową, obniżenie kapitału ludzkiego oraz skutki uboczne związane z dyskryminacją statystyczną. [Istnieje o wiele więcej bezpośrednich i pośrednich skutków. Moim celem było wymienienie wszystkich, które są istotne w analizie genderowej.]

2.1 Skutki związane z podażą pracy

W jaki sposób ewentualne wprowadzenie dochodu podstawowego wpłynęłoby na podaż pracy mężczyzn i kobiet? Zgodnie z ekonomią neoklasyczną, jest to teoretycznie niemożliwe do przewidzenia18 .

Wedle mojej wiedzy, istnieją dwa opracowania szacujące zmianę podaży pracy kobiet po wprowadzeniu dochodu podstawowego19 . Oba, ustalając jego wysokość na 390 euro i badając 360 respondentów, wykazały, że dochód podstawowy zachęci kobiety do pracy w mniejszym wymiarze godzin. Jednakże, jeżeli tylko dostępna będzie wystarczająca (niewielka) liczba prac na część etatu, jedynie garstka kobiet zdecyduje się na całkowite wycofanie z rynku pracy. Badania Nelissena i Polka wykazały również, że z siły roboczej wycofałyby się szczególnie kobiety o niskich kwalifikacjach. Jednakże niedawna zmiana polityki w Belgii, która polegała na przyznawaniu rodzicom świadczeń na czas przerwy w pracy [career interruption premiums], w trakcie której wychowują oni małe dzieci (ok. 300 euro miesięcznie), pokazała, że tę możliwość wykorzystują głównie matki o wysokich kwalifikacjach zawodowych20 .

Dostępne badania nie przewidują wycofania się kobiet z rynku pracy en masse, ale wskazują, że część kobiet stanie się do niego mniej przywiązana, pracując mniej godzin lub rezygnując z pracy. Kierunek zmian w podaży pracy kobiet jest jasny, nieokreślony jest natomiast ich zakres.

2.2 Skutki dotyczące całkowitego dochodu

Przewidzenie zmian w całkowitym dochodzie kobiet (bezwzględnym lub zależnym od dochodu ich mężów), w oparciu o istniejącą literaturę przedmiotu, jest niemożliwe. Możemy poczynić jedynie kilka ogólnych uwag w tej kwestii.

Po pierwsze, oczywistym jest, że kluczowe znaczenie dla jakichkolwiek szacunków ma ewentualna wysokość dochodu podstawowego. Po drugie, dochód kobiet niepracujących i nieotrzymujących świadczeń dla bezrobotnych z pewnością wzrośnie.

Po trzecie, niemożliwe jest przewidzenie, czy udział dochodu mężatek i kobiet żyjących w kohabitacji w stosunku do dochodów ich partnerów wzrośnie, czy też nie. Próba szacunku wymagałaby tutaj wzięcia po uwagę wszystkich szczegółów konkretnej propozycji wprowadzenia dochodu podstawowego, a także wszystkich elementów systemu fiskalnego rozważanego kraju. Na przykład w państwie, w którym obowiązuje obecnie progresywny podatek od dochodów z pracy, dochód podstawowy w połączeniu z podatkiem liniowym od płac doprowadziłby przeciętnie do większego spadku w płacach netto żon niż ich mężów, ponieważ zarabiają one statystycznie mniej. Oznacza to także, że jeżeli taki dochód podstawowy zostałby wprowadzony, a ani mąż, ani żona nie zmieniliby swojej podaży pracy, utrata dochodu z pracy w przypadku przeciętnej kobiety byłaby większa niż jej męża, ponieważ jej dochód brutto byłby mniejszy.

Wreszcie, dochód podstawowy wydaje się poprawiać sytuację samotnych matek, ponieważ osłabiłby on pułapki ubóstwa i bezrobocia. Jeżeli oprócz dochodu podstawowego otrzymywałyby one wciąż zasiłki rodzinne, jak proponują Gilain i Van Parijs21 , to samotne matki nie znalazłyby się w gorszej sytuacji.

2.3 Skutki związane z możliwością wyboru rodzaju pracy

Ostatnim efektem bezpośrednim dochodu podstawowego jest wyższy bezpośredni dobrostan, osiągany dzięki możliwości wyboru preferowanej pracy, pomimo niższej płacy lub poświęcenia się nieopłacanej pracy opiekuńczej i rezygnacji z pracy najemnej. Wiele młodych matek pragnie (częściowo) wycofać się z rynku pracy, aby móc samodzielnie wychowywać swoje dzieci. Jeżeli postawiono by te kobiety przed wyborem źle płatnej pracy i możliwością pozostania w domu, druga opcja byłaby dla nich znacznie bardziej atrakcyjna.

2.4 Dowartościowanie nieopłacanej pracy

Co ze skutkami pośrednimi? Spodziewać możemy się, po pierwsze, dowartościowania nieopłacanej pracy. Istnieje w zachodnich społeczeństwach tendencja, by nie doceniać tej pracy, szczególnie w odniesieniu do pracy domowej i opiekuńczej. Europejskie społeczeństwa uznają pracę zawodową za najważniejszą determinantę statusu społecznego i integracji ze społeczeństwem. Dochód podstawowy przyczyniłby się pośrednio do finansowego docenienia pracy nieopłacanej, co mogłoby także zwiększyć poziom szacunku okazywanego temu rodzajowi pracy.

2.5 Psychologiczne skutki dla gospodyń domowych

Można oczekiwać, że żony (lub mężowie) zajmujące się domem pozytywnie odebrałyby wprowadzenie nawet niewielkiego dochodu podstawowego. Dałby im on poczucie wnoszenia wkładu do łącznego budżetu rodzinnego, a także większe uznanie dla wykonywanej przez nie pracy domowej i opiekuńczej. Pahl22 zauważa, że dla brytyjskich gospodyń domowych, otrzymywane przez nie zasiłki na dziecko są psychologicznie niezwykle ważne, nawet jeżeli są one bardzo niskie.

2.6 Pozycja przetargowa i stosunki władzy w gospodarstwie domowym

Z zasady wszystkie członkinie i wszyscy członkowie rodziny zyskują, tworząc gospodarstwo domowe. Jednak udział w tych korzyściach poszczególnych jednostek może się różnić w zależności od układu. Gospodarstwa domowe najlepiej zatem postrzegać jako „konflikty kooperacyjne”23 . To, jak dzielone są zyski z kooperacji, zależy m.in. od pozycji przetargowej jednostek.

Istnieją dowody na istnienie powiązań między pieniędzmi i władzą w gospodarstwie domowym. Ta druga pojmowana jest jako zdolność podejmowania decyzji (lub brania udziału w ich podejmowaniu). Okazuje się, że partner o najwyższym dochodzie dominuje w podejmowaniu decyzji, a zatrudnione kobiety mają średnio więcej władzy niż te zajmujące się domem24 .

Ott25 pokazuje, że specjalizacja w nieopłacanej pracy domowej osłabia pozycję przetargową gospodyń. Przeprowadzone przez nią badania empiryczne dowiodły, że edukacja i dochód niepochodzący z pracy poprawiają z kolei tę pozycję. Im wyższy dochód męża, tym mniej władzy ma jego żona.

Chociaż badania te są dość nieliczne, a wyników większości z nich (ze względu na niewielką skalę) nie można uogólniać na całą populację, mamy do czynienia z coraz większą liczbą dowodów na to, że osobisty dochód zwiększa władzę. Oznacza to, że wprowadzenie dochodu podstawowego zwiększyłoby pozycję przetargową gospodyń domowych, natomiast w przypadku kobiet pracujących zarobkowo, wszystko zależałoby od skutków dla podaży pracy i zmiany całkowitego dochodu netto.

2.7 Niepieniężne korzyści pracy zarobkowej

Kobiety, które opuściłyby rynek pracy, straciłyby nie tylko dochód z pracy, ale także pewne korzyści niepieniężne. Dla Orloff26 na korzyści te składają się: sieć koleżanek i kolegów, miejsce demonstrowania własnych kompetencji i szacunek dla samej siebie [self-respect]. Steil27 do tej listy dodaje: zwiększone poczucie własnej wartości [self-esteem], afirmację, zwiększone kontakty społeczne, a także bardziej niezależne dzieci.

2.8 Spadek kapitału ludzkiego i oczekiwanego dochodu w długim okresie

Badania nad podziałem pracy między partnerami nie zawsze dostrzegają długoterminowe efekty specjalizacji. Może być ona rzeczywiście optymalna w krótkim okresie, jednak w długim prowadzić do niechcianych zależności28 .

Kapitał ludzki spada, gdy nie jest używany. Konsekwencją powrotu na rynek pracy po kilku latach przerwy mogą być potencjalnie niższe płace. Całkowity oczekiwany dochód w trakcie życia zmniejsza się zatem z trzech powodów: braku dochodu w czasie pozostawania poza rynkiem pracy, niższej oczekiwanej płacy w przypadku powrotu do pracy zarobkowej oraz niższej emerytury. Nadszarpnięcie kapitału ludzkiego danej kobiety w wyniku niepodejmowania przez nią pracy zarobkowej (w pewnym odcinku czasu) zwiększa także prawdopodobieństwo popadnięcia przez nią w kłopoty finansowe w przypadku rozwodu lub śmierci męża.

2.9 Efekty uboczne dotykające wszystkie kobiety na skutek dyskryminacji statystycznej

Ostatnim z pośrednich skutków jest oczekiwany wzrost statystycznej dyskryminacji kobiet. Jest to forma pośredniej dyskryminacji oparta na tym, że dana osoba przynależy do grupy posiadającej pewne cechy. Cechy te wiąże się ze średnią produktywnością danej grupy.

Kobiety mają średnio jedno lub dwójkę dzieci i korzystają z urlopu macierzyńskiego. Ponadto pracują zawodowo mniej godzin niż mężczyźni i ponoszą większą odpowiedzialność za gospodarstwo domowe, opiekę nad dziećmi i osobami starszymi. Mają więcej przerw w karierze i częściej są nieobecne w miejscu pracy. Ze wszystkich tych powodów wielu pracodawców zakłada, że przeciętna kobieta jest mniej wydajna niż mężczyzna. Co więcej, z perspektywy pracodawcy zakładanie, że konkretna kobieta podziela te same cechy swojej grupy, jest racjonalne, ponieważ nie posiada on żadnych informacji o jej przyszłym zaangażowaniu.

Pracodawca dyskryminuje więc kobietę (nie zatrudniając jej lub oferując niższą płacę), ponieważ nie posiada dokładnej informacji o jej wydajności. Liczy się zatem jego postrzeganie średniej wydajności wszystkich kobiet. Kobieta, która nie planuje dzieci, chce zrobić karierę lub ma męża, który bierze na siebie połowę domowych obowiązków, wciąż ponosi konsekwencje tego, że inne kobiety są bardziej „zorientowane na dom i dzieci” – co jest postrzegane jako dobry wskaźnik niższej wydajności.

Oznacza to, że jeżeli wprowadzenie dochodu podstawowego spowoduje, że część kobiet obniży swoją podaż pracy, będzie się oczekiwać, że również pozostałe będą mniej przywiązane do rynku pracy. Dochód podstawowy tym samym pogłębi prawdopodobnie statystyczną dyskryminację kobiet.

Można argumentować, że jeżeli dyskryminacja statystyczna zwiększa efektywność, zyski z tego płynące mogą być wykorzystane z korzyścią dla gorzej usytuowanych, np. kobiet. Zgodnie z tym argumentem, dyskryminacja statystyczna nie powinna być z definicji moralnie potępiana.

Stanowczo sprzeciwiam się temu rozumowaniu. Po pierwsze, badania empiryczne nad problemem dyskryminacji, które uwzględniają szczegółowe i bezpośrednie dane o wydajności29 , pokazują, że nawet gdy kobieta jest dwukrotnie bardziej wydajna niż mężczyzna, pracodawcy mogą preferować zaoferowanie pracy jemu, a nie jej. Utrzymuję zatem, że najlepszym punktem wyjścia jest uznanie, że dyskryminacja statystyczna obniża łączną wydajność i efektywność pracy. Niemniej jednak, ta nieoptymalna efektywność może trwać ze względu na trzy czynniki. Po pierwsze, wśród pracodawców nieposiadających informacji o jednostkowej wydajności za racjonalne uchodzi stosowanie przybliżeń opartych na cechach grup. Po drugie, skrzywiona percepcja (ukształtowana przez przekonania seksistowskie, rasistowskie itp.) może prowadzić do niedopasowania między typowymi przypadkami i rzeczywistą wydajnością. Wreszcie, nie widzę powodu, dla którego inne względy (jak preferowanie jednolitości pracowników lub konkretnych typów ludzi) nie miałyby kolidować ze strategiami maksymalizacji zysku stosowanymi przez pracodawców.

Ponadto, nawet jeśli dyskryminacja statystyczna prowadziłaby do korzyści efektywnościowych, wciąż powinna być potępiana na gruncie moralnym. Łamie bowiem podstawową zasadę równej troski i szacunku wobec wszystkich jednostek. Uważam zatem, że znalezienie sposobu na likwidację dyskryminacji statystycznej i wbudowanie go w przedstawiane propozycje stanowi prawdziwe wyzwanie dla teoretyczek i teoretyków sprawiedliwości, nie wykluczając zwolenników i zwolenniczek dochodu podstawowego.

3. Sprawiedliwość ze względu na płeć i dochód podstawowy. Argumenty normatywne

W tej części omówię trzy argumenty, które powinny być brane pod uwagę przy ocenie relacji między dochodem podstawowym i nierównościami płciowymi z perspektywy normatywnej.

3.1 Dochód podstawowy i niezależność ekonomiczna

Niezależność ekonomiczna jest kluczowym pojęciem używanym przez większość zachodnich feministek drugiej fali sprzeciwiających się dochodowi podstawowemu30 . Zależność ma jednak wiele odmiennych znaczeń.

Bezwzględna niezależność ekonomiczna oznacza stopień, w jakim osoba może zadbać o siebie i ewentualnie o osoby od siebie zależne, zarówno obecnie, jak i w przyszłości. Względna niezależność ekonomiczna dotyczy relacji między dochodami małżonków. W tym przypadku trzeba określić pewien próg: np. dochód jednego z małżonków nie powinien przekraczać 55% całkowitego dochodu gospodarstwa domowego31 .

Ward, Dale i Joshi32 utrzymują, że zatrudnienie na pełen etat stanowi dla kobiet jedyną drogę ominięcia zależności ekonomicznej, zarówno od partnera, jak i od państwa. Bezwzględna zależność ekonomiczna od męża może pociągać za sobą niekorzystne konsekwencje w przypadku rozpadu małżeństwa. Wykazali to Jarvis i Jenkins, którzy przebadali konsekwencje finansowe rozwodów lub separacji w Wielkiej Brytanii33 . Średni dochód netto po rozwodzie wzrósł w wypadku mężczyzn (+2 proc.), natomiast w wypadku kobiet i dzieci dramatycznie spadł (odpowiednio –14 i –18 proc.).

Czy można zgodzić się z twierdzeniem, że dochód podstawowy pogorszy niezależność ekonomiczną kobiet?

Bez względu na jego wysokość, dochód podstawowy polepszy sytuację kobiet (i mężczyzn) nieotrzymujących żadnego dochodu, zarówno w kontekście bezwzględnej, jak i względnej niezależności ekonomicznej. Jego poziom określi natomiast, czy ta poprawa ograniczy się jedynie do efektów psychologicznych. Jeżeli dochód podstawowy nie zastąpi innych zasiłków, ale będzie je uzupełniał, kobiety znajdujące się na dole dystrybucji dochodu i zatrudnienia zyskają na jego wprowadzeniu, również w odniesieniu do niezależności ekonomicznej. W tej ocenie ponownie problem stanowią kobiety, które mogą ograniczyć swoją podaż pracy. Bardzo trudno określić, jak zmienią się ich dochody.

3.2 Dochód podstawowy – między pensją dla gospodyń domowych i świadczeniami dla bezrobotnych

Pensja dla gospodyń domowych jest w ścisłym sensie świadczeniem wypłacanym jednostkom pracującym w domu, w zamian za wykonywanie pracy domowej i opiekuńczej. Pensja ta może być wyraźnie zależna od opieki nad małymi dziećmi. Niektóre europejskie gospodynie domowe opowiadają się za takim świadczeniem. Odwołują się do niesprawiedliwych sytuacji, które zdarzają się, gdy niektóre kobiety, które otrzymują obecnie świadczenie dla bezrobotnych, korzystają z niego w niewłaściwy sposób (jako że nie szukają tak naprawdę pracy), podczas gdy gospodynie domowe są wykluczone z tego systemu.

W kilku europejskich państwach pracujący rodzice mogą ubiegać się o świadczenia na czas przerwy w pracy, jeżeli chcą czasowo wycofać się z rynku pracy, zwykle by zaopiekować się małymi dziećmi. Te świadczenia mają jednak charakter ściśle warunkowy – w momencie aplikacji konieczne jest zatrudnienie przynajmniej na pół etatu. Jest oczywiste, że również tutaj gospodynie domowe traktowane są w sposób niesprawiedliwy, gdyż mogą wykonywać tę samą pracę opiekuńczą, nie otrzymując za nią żadnego wynagrodzenia.

Nie jest jednak pewne, czy pensja dla gospodyń domowych nie wytworzyłaby kolejnych niesprawiedliwości między kobietami. Musiałaby być finansowana z ogólnych przychodów podatkowych. Pracująca zawodowo kobieta, wykonująca obowiązki domowe po pracy lub w weekendy, musiałaby wówczas płacić podatki na kobiety, które wykonują te same obowiązki w sposób „opłacany”. Badania empiryczne wykazały, że kobiety aktywne na rynku pracy statystycznie pracują znacznie więcej niż gospodynie domowe i kilka godzin więcej niż ich mężowie34 . Wraz z wprowadzeniem pensji dla gospodyń domowych, kobiety pracujące zawodowo byłyby potrójnie zniechęcane do pozostawania na rynku pracy: praca poza domem zwiększa ich obciążenie, muszą płacić większe podatki, aby sfinansować pensje dla gospodyń domowych, i nie otrzymują żadnych świadczeń za wykonywaną przez siebie pracę domową.

Uważam, że dochód podstawowy rozwiązałby część z tych problemów. Gospodynie domowe otrzymałyby świadczenie i nie czułyby się niesprawiedliwie traktowane szczególnie w odniesieniu do niewłaściwego, ale niezbędnego wykorzystywania świadczeń dla bezrobotnych. Nie miałyby też takiego poczucia w odniesieniu do osób decydujących się na przerwę w pracy zawodowej i otrzymujących świadczenia z tego tytułu. Dla bezrobotnych kobiet korzyść z dochodu podstawowego polega na tym, że przysługuje on wszystkim bezwarunkowo. W szeregu państw zachodniej Europy skutkiem uzależnienia świadczeń dla bezrobotnych od gotowości do podjęcia pracy i od długości pozostawania bez pracy jest to, że szczególnie kobietom odmawia się tych świadczeń35 .

3.3 Znaczenie indywidualnego charakteru dochodu podstawowego

Przedstawicielki drugiej fali feminizmu w Europie opowiadają się za indywidualizacją uprawnień związanych z zabezpieczeniem społecznym, a to dlatego, że uprawnienia oparte na rodzinie uzależniają kobiety od ich mężów. Uważa się także, że niezależne uprawnienie do świadczeń dla kobiet zawarte w systemie zabezpieczenia społecznego jest niezbędne dla pełnej realizacji przez nie swoich społecznych i politycznych praw obywatelskich36 .

Dochód podstawowy jest prawem indywidualnym par excellence. Nie jest jednak wcale oczywiste, że indywidualne prawa do zabezpieczenia społecznego będą korzystne finansowo dla kobiet. Jeżeli zostałyby one wprowadzone w społeczeństwie, gdzie panują trwałe różnice w zarobkach między mężczyznami i kobietami, całkowita indywidualizacja praw emerytalnych działałaby na niekorzyść kobiet37 . Dowodzono, że indywidualizacja uprawnień może stanowić element strategii osiągania równości płciowej, jednak w krótkim okresie może ona pogorszyć poziom bezpieczeństwa socjalnego kobiet38 . Być może dobrze byłoby połączyć wprowadzenie dochodu podstawowego z systemem podziału składki [credit split system], w którym indywidualne uprawnienia określane byłyby w oparciu o uprawnienia, jakie partnerzy zbudowali razem w trakcie małżeństwa lub kohabitacji39 .

4. Sprawiedliwość ze względu na płeć i dochód podstawowy: Jakie rzeczywiste problemy moralne podejmowane są w tej debacie?

Wprowadzenie dochodu podstawowego porusza problemy będące w kręgu zainteresowania feministek. W tej części dowodzę, że większość z tych kwestii odnosi się do genderowo strukturyzowanej natury społeczeństw zachodnich w ogóle. Powinny być one zatem rozważane przy okazji każdej reformy państwa opiekuńczego lub każdej teorii sprawiedliwości dystrybutywnej, a nie tylko w kontekście propozycji dochodu podstawowego.

4.1 Co jest złego w rolach płciowych i podziale pracy ze względu na płeć?

Badania wykazują, że we wszystkich krajach kobiety wykonują więcej nieopłacanej pracy domowej i opiekuńczej oraz mniej pracy zarobkowej niż ich męscy partnerzy40 . Część literatury przedstawia także interpretacje sprzeczne z tezą, że podział ten jest efektem indywidualnego wolnego wyboru41 .

Wiele feministek, w tym liberalne filozofki42 , uważa, że podział pracy ze względu na płeć jest niesprawiedliwy. Jednak nie wszyscy liberalni filozofowie są co do tego przekonani. Dla liberałów indywidualny wolny wybór jest kluczowy, a większość z nich nie dostrzega problemu niesprawiedliwości, w wypadku w którym kobiety decydują się na pozostanie w domu. Jak można wyjaśnić omawiany podział pracy, jeśli za feministkami uznamy, że nie jest on ani naturalny, ani nie stanowi prostego i nieskomplikowanego wzajemnego dopasowania preferencji dwojga partnerów?

Połączenie (przynajmniej) siedmiu elementów, a w szczególności powiązania i wzajemne wzmacnianie między nimi mogą wyjaśnić, dlaczego tak wiele kobiet wykonuje tak wiele pracy domowej i opiekuńczej. Niestety, poniższa próba wytłumaczenia obecnego podziału pracy ze względu na płeć ma charakter wstępny oraz nieprecyzyjny i wymagałaby obszerniejszego badania analizującego wszystkie szczegóły tego zagadnienia.

Po pierwsze, dzieci są od najmłodszych lat na różne sposoby konfrontowane z obrazami i wyobrażeniami dotyczącymi pożądanych ról związanych z ich płcią. Małe dzieci widzą swoje matki dbające o prace domowe bardziej niż ojcowie, którzy są nieobecni, a ich pozycja i status społeczny określane są przez aktywności w sferze publicznej. Jeżeli dzieci wychowują na takich przykładach ich własnej płci (kulturowej) i dokonują z nią identyfikacji, wówczas mali chłopcy dorastają, wierząc, że realizowanie roli dorosłego będzie miało miejsce poza domem, podczas gdy dziewczynki widzą, że dla nich (częściowo) ta realizacja będzie związana z pracą opiekuńczą.

Drugim elementem są wzory pełnionych ról wypływające z socjalizacji oraz umacnianie tych wzorów w mediach, filmach, telewizji itd. Zawarte w nich reprezentacje ról płciowych i stereotypów są słabsze niż kilka dekad temu, ale ostatnie badania wciąż wykazują ich istnienie43 .

Po trzecie, różne oczekiwania chłopców i dziewczynek co do znaczenia pracy opiekuńczej w ich życiu wpływają na wybór kierunku studiów lub zawodu. Dziewczynki częściej zdecydują się na przedmioty związane z sektorem opieki lub zawody, które da się łatwiej połączyć z pracą opiekuńczą. Hipotezę tę wzmacnia empirycznie potwierdzony fakt, że liczba lat nauki dziewczynek nie jest mniejsza niż chłopców, ale wybierają one inne przedmioty, a następnie zawody, które postrzegane jako bardziej „miękkie” i wiążą się z mniejszą możliwością generowania dochodu.

Po czwarte, istnieje szereg uwarunkowań rynku pracy prowadzących do tego, że ceteris paribus kobiety zarabiają mniej niż ich mężowie. Chociaż popularny jest pogląd, zgodnie z którym dyskryminacja płciowa zniknęła niemal całkowicie, ostatnie dowody wykazują jej trwanie44 . Co więcej, Neumark i McLennan45 wykazali, że w Stanach Zjednoczonych kobiety, które zgłaszają tego rodzaju dyskryminację w miejscu pracy, później częściej wychodzą za mąż i rodzą dzieci. Wyniki te podważają przyjmowany zwykle związek przyczynowy, zgodnie z którym to małżeństwo i poród prowadzą do mniejszego przywiązania do rynku pracy, będąc tym samym przyczyną dyskryminacji.

Po piąte, mąż jest średnio około trzy lata starszy od swojej żony, co oznacza, że dzięki zasadzie stażu pracy w kształtowaniu płac, żony zarabiają mniej od swoich mężów. Phipps i Burton46 odkryli istotny negatywny wpływ tej różnicy wieku na uczestnictwo żon w rynku pracy. Dowodzą oni, że różnice wieku wpływają na postawy, a tym samym także na pozycje przetargowe żony i męża.

Po szóste, badania empiryczne47 pokazują, że większość mężczyzn i kobiet, w tym par, w których obie osoby pracują zawodowo, wciąż uważa, że to przede wszystkim mąż jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo finansowe rodziny. Płace kobiet są postrzegane jako drugorzędne, nawet jeśli są w rzeczywistości równe lub wyższe od płac ich mężów. W konsekwencji, żona nie może uznać swojej kariery za najważniejszą, ani zostać zwolniona od pracy domowej.

Wreszcie, wiele mężczyzn i kobiet uznaje za odpowiednie i atrakcyjne tkwienie w obecnym płciowym podziale pracy. Mamy tu do czynienia z nawykiem i łatwością związaną z tym, że poprzednie pokolenia dają przykłady sposobów na utrzymywanie równowagi między pracą zawodową i opieką, a wiele elementów organizacji społeczeństwa wspiera taki podział pracy. Poszukiwanie bardziej egalitarnych sposobów organizacji gospodarstwa domowego wymaga od par znacznie więcej namysłu i negocjacji, jest zatem znacznie trudniejszym rozwiązaniem. Co więcej, Ferber i Young48 utrzymują, że opór przeciwko zmianie jest jeszcze większy, ponieważ mężczyźni mają interes w zachowywaniu tradycji i status quo w rodzinie, a wielu z nich widzi niezbyt dużo korzyści w wykonywaniu większej porcji prac domowych. Dowody empiryczne49 również sugerują, że wraz ze wzrostem czasu poświęcanego przez kobiety na pracę zarobkową nie następuje proporcjonalny spadek w wykonywanej przez nie pracy domowej. Ponadto, mężowie nie wykonują więcej pracy domowej, kiedy spadnie ich zaangażowanie w pracę zawodową. Steil50 odwołuje się do badań, według których nawet jeżeli mąż jest bezrobotny, wykonuje mniej pracy domowej niż żona pracująca zawodowo 40 godzin w tygodniu. Jej zdaniem, jest coraz więcej dowodów na to, że alokacja obowiązków domowych jest w większym stopniu kwestią zinternalizowanych oczekiwań związanych z płcią niż świadomego wyboru.

Połączenie wszystkich tych siedmiu elementów pozwala nam zaproponować wniosek, że z punktu widzenia gospodarstwa domowego, wprowadzenie specyficznej specjalizacji pracy w krótkim okresie może być racjonalne i dla męża i dla żony. W danym momencie chcą lub muszą oni zdecydować, że jedno z nich będzie pracować mniej lub wycofa się z rynku pracy. Wybór, które z nich ma to uczynić, jest często dość oczywisty, a ramy i kontekst, w jakim jest on dokonywany, w bardzo silny sposób na niego wpływają. Innymi słowy, struktury i ograniczenia związane z płcią przekształcają ten wybór z jednostkowego i autonomicznego, w sytuacji posiadania dostępu do pełnej informacji, w zbiorową decyzję w obliczu społecznie wytworzonych ograniczeń w sytuacji niepełnej wiedzy i asymetrycznego ryzyka.

Warto zauważyć, że to wyjaśnienie umożliwia ominięcie czarnej skrzynki „fałszywej świadomości”. Wyjaśnienie proponowane tutaj przeze mnie jest w pełni zgodne z pozycją racjonalnych, autorefleksyjnych dorosłych. Nie maksymalizują oni jednak swojej własnej niezależności od innych, mamy natomiast do czynienia ze swoistym dwustopniowym, zbiorowym procesem podejmowania decyzji. Najpierw decyduje się o tym, że jedna osoba powinna pracować mniej lub zrezygnować zupełnie z pracy zawodowej, a następnie wybiera, który z partnerów powinien to uczynić.

Uważam, że możliwe jest sformułowanie alternatywnego podejścia do sposobu, w jakim wytwarza się w rzeczywistości płciowy podział pracy. Co więcej, feministki często uznają, że jego aktualny kształt nie jest pożądany. Jaka argumentacja stoi za uznaniem go za niesprawiedliwy?

Po pierwsze, role płciowe i oparty na nich podział pracy dotykają mężczyzn i kobiety w różny sposób. Uważa się, że dokonuje się on z korzyścią dla mężczyzn i stratą dla kobiet. Nie oznacza to, że nie narzuca się mężczyznom tego rodzaju ról. Wręcz przeciwnie, istnieją także oznaki, że mężczyzn, którzy od nich odstępują, spotyka kara. Na przykład ostatnie badania przeprowadzone przez Albrechta, Edina, Sundström i Vroman51 sugerują, że znaczący negatywny wpływ na późniejsze płace po przerwie w karierze jest silniejszy w przypadku mężczyzn niż kobiet. Zgodnie z sugestią badaczy, pracodawcy zakładają korelację między przerwami mężczyzn w pracy a ich zaangażowaniem w karierę i karzą tych, którzy biorą wydłużone urlopy rodzicielskie. Sytuacja jest inna w przypadku kobiet. Ze względu na zachęty finansowe i tradycję, niemal wszystkie kobiety biorą urlopy rodzicielskie, nie może być to zatem żaden wskaźnik dla pracodawcy. Możemy zatem założyć, że gdyby wszyscy ojcowie brali urlopy rodzicielskie, ten aspekt roli płciowej uległby zmianie, a mężczyźni mogliby być traktowani w ten sam sposób, co obecnie kobiety.

Mimo że role płciowe dotyczą także mężczyzn, feministki uważają, że wspierają one zazwyczaj mężczyzn, a szkodzą kobietom. Cytowane wcześniej badania socjoekonomiczne potwierdzają, że specjalizacja w przypadku nieopłacanej pracy zwiększa finansowe ryzyko i może pogarszać pozycję przetargową kobiet w domu. Ponadto, w ostatnim stuleciu kobiety organizowały się w celu zmiany omawianych ról. Ciężko zaś znaleźć jakichkolwiek mężczyzn, którzy uważają, że role te działają na ich niekorzyść. Jeżeli mężczyźni odczuwaliby systemową szkodę lub ograniczenie ze względu na oczekiwania dotyczące ról płciowych, od dawna organizowaliby się, by z nimi walczyć. Sam fakt, że w zasadzie nie domagają się żadnych zmian w odniesieniu do tych ról, jest poważnym wskaźnikiem świadomości, że mają więcej do zyskania niż do stracenia w obecnym podziale pracy ze względu na płeć.

Kolejną wskazówką wyjaśniającą niekorzystne dla kobiet działanie ról płciowych jest to, że ludzie, którzy nie wykonują istotnej części pracy domowej lub nie ponoszą za nią żadnej odpowiedzialności, mają tendencję do niedoceniania tego typu pracy. Wyniki projektu przeprowadzonego w Islandii i sporadyczne przypadki pokazywane w mediach sugerują, że mężczyźni biorący urlopy rodzicielskie lub stający się gospodarzami domowymi są zaskoczeni tym, jak wymagająca jest praca domowa, i zaczynają ją doceniać dopiero wtedy, gdy przez jakiś czas muszą ją wykonywać. Trzymanie się tradycyjnych podziałów płciowych prawdopodobnie utrwali niską ocenę pracy domowej u mężczyzn, którzy nie wykonują znacznej jej części.

Po drugie, należy uznać znaczenie różnic płciowych w odniesieniu do władzy lub, jak nazywa je Nussbaum52 , hierarchii genderowych. Ogólnie rzecz biorąc, możemy określić zróżnicowanie władzy ze względu na płeć jako ogólną tendencję występującą w społeczeństwie, w którym mężczyźni mają więcej władzy niż kobiety. Zajmują oni większość z liczących się i wpływowych miejsc pracy (politycy, bankierzy, przywódcy religijni, wydawcy, inwestorzy, dyrektorzy, profesorzy, twórcy medialni itd.), zgłaszają pretensje do większości zasobów, oddziałują na kształt polityki, ustalają publiczną agendę i określają normy społeczne. Ci mężczyźni są również zwykle zintegrowani w sieci złożone z innych mężczyzn, które dostarczają im informacji, miejsc pracy czy rzadkich i tanich dóbr lub usług. Kobiety w mniejszym stopniu sprawują kontrolę nad pieniędzmi, zasobami, (wpływowymi) miejscami pracy, sieciami znaczących ludzi itd. W większym stopniu spoczywają na nich natomiast codzienne obowiązki, szczególnie te związane z odpowiedzialnością za osoby od nich zależne. Niektóre przykłady, jak choćby wspomniany wcześniej podział pracy występujący w heteroseksualnych parach, podsuwają pewne wskazówki co do sposobu, w jaki przyczyny różnic płciowych w kwestii władzy osadzone są w samych początkach życia. Różnice te są potwierdzane i wzmacniane, nawarstwiając się przez całe życie. Role płciowe i oparty na nich podział pracy są dwoma czynnikami [innym jest np. dyskryminacja genderowa czy przemoc mężczyzn wobec kobiet] , które pomagają mężczyznom zdobywać władzę, uniemożliwiając jej równy rozkład. [Ujmowanie mężczyzn jako zbioru może zostać łatwo źle zrozumiane. Powinnam podkreślić, że używam tutaj słowa „mężczyźni” nie w odniesieniu do ich ontologicznych cech, ale do społecznych i statystycznych (a tym samym zmiennych) faktów. Można znaleźć wyjątki od każdego z wysuwanych przeze mnie twierdzeń, jednak nie zmieniają one tego, że ze statystycznego punktu widzenia można zobaczyć, że męska dystrybucja pewnych cech przeważa nad żeńską dystrybucją (np. zarówno średnio, jak i w odniesieniu do każdego percentyla dystrybucji mężczyźni zarabiają więcej niż kobiety, co nie znaczy, że jakaś konkretna kobieta nie może zarabiać więcej niż jakiś konkretny mężczyzna)].

Niektórzy autorzy, jak Mill53 czy Okin54 , również rozważali to, jaką rolę w sprawiedliwości społecznej odgrywa nierówny podział pracy w rodzinach. Uważali oni, że rodziny powinny kształtować cechy moralne dzieci i przygotowywać je do roli demokratycznych obywateli. Jednak „rodziny, w których kobiety nie są równe mężczyznom, realizują te cele źle. Wychowują bowiem mężczyzn przywykłych do panującej w gospodarstwie domowym hierarchii feudalnej, którzy będą z tego względu mieć trudności w tolerowaniu równości politycznej poza nim. Równiejszy podział władzy między mężczyznami i kobietami lepiej zaś służy szerszym ludzkim interesom”.

Badania empiryczne dotyczące podziału pracy w parach lesbijskich wiele mówią o tym, jak na ów podział wpływają role płciowe. Badania te pokazują, że pary lesbijskie są znacznie bardziej egalitarne niż pary heteroseksualne55 . Tę różnicę może wyjaśniać fakt, że podział pracy w tych parach jest w mniejszym stopniu zorganizowany wokół ról płciowych. Ponadto, w sferze publicznej nie oczekuje się od tych kobiet wypełniania męskiej roli w pełni zaangażowanych pracowników, dzięki czemu obie matki mogą łączyć pracę zarobkową z zaangażowaniem rodzinnym.

4.2 Dochód podstawowy: więcej prawdziwej wolności wyboru – czy mniej?

Zwolenniczki i zwolennicy dochodu podstawowego chcą zwiększyć możliwości wyboru dla wszystkich, tak aby umożliwić prawdziwy wybór między opłacaną i nieopłacaną pracą56 . Dowodziłam wcześniej, że trudno utrzymać koncepcję wolnego i autonomicznego wyboru w naszym współczesnym, zorganizowanym płciowo społeczeństwie. Próba zrozumienia tego, w jaki sposób dokonuje się konkretnych wyborów, może mieć kluczowe znaczenie dla naszych twierdzeń o charakterze moralnym. Najogólniej rzecz biorąc, możemy stwierdzić, że ograniczenia wyborów w przypadku mężczyzn i kobiet są różne i zależne od grupy. Ograniczenia te mogą być związane z inwestycjami w generującą przyszłe dochody edukację, dyskryminacją, rolami płciowymi, normami społecznymi, organizacją rynku pracy, innymi układami instytucjonalnymi i przekonaniami moralnymi.

Obok rozważań nad omawianym podziałem pracy, kierunek, w którym zmierza ta krytyka, ilustruje także inny przykład. Uznaje się, że wiele zawodów jest tak wymagających, że z konieczności osoba je wykonująca musi być zwolniona z pracy opiekuńczej i domowej. Kobiety, które rozwijają wymagającą karierę, często wciąż wykonują obowiązki domowe, podczas gdy wielu mężczyzn pracujących na tym samym poziomie cieszy się wsparciem swoich żon. W wypadku, gdy para posiada dzieci, kobieta często spotyka się z powszechnymi opiniami w rodzaju: „nie można mieć wszystkiego” lub „nie można rozwijać dwóch karier w jednej rodzinie”. W środowisku liberalnym, niemal zawsze po podobnych zdaniach następuje uzupełnienie, że nie oznacza to, że to mąż musi koniecznie rozwijać karierę, a żona zajmować się domem. Wyraźnie widać, że podobne twierdzenia są tym, co Okin nazywa fałszywie neutralnym płciowo postulatem. Przy obecnie danych rolach płciowych, historycznych wzorcach i tradycjach mężczyzna może znaleźć żonę, która będzie wspierać jego rozwój zawodowy, zwalniając go z obowiązków domowych i opiekuńczych. Jednakże w tych samych okolicznościach nie ma niemal żadnej możliwości, aby ambitna kobieta znalazła mężczyznę, który wesprze jej karierę i zostanie gospodarzem domowym. W tym przykładzie dwa rodzaje ograniczeń dotykają kobiety odmiennie niż mężczyzn. Po pierwsze, podaż mężczyzn zdolnych do zajmowania się domem jest niezwykle ograniczona, w przeciwieństwie do kobiet. Po drugie, rynek pracy jest zorganizowany wokół założenia, że wiele miejsc pracy wymaga porzucenia obowiązków rodzinnych i związanych z opieką nad dziećmi, co w naszej opartej na płci strukturze społecznej ogranicza w znacznie większym stopniu kobiety niż mężczyzn. Jak ujmuje to Kymlicka57 : „Nawet jeśli usunęlibyśmy tę ekonomiczną bezbronność (wynikającą z obecnego płciowego podziału pracy), gwarantując każdemu roczny dochód, wciąż istniałaby niesprawiedliwość polegająca na stawianiu kobiet przed wyborem między rodziną i karierą zawodową, przed którym nie są stawiani mężczyźni”.

W tym punkcie pomocna może się okazać różnica między wewnętrznymi i zewnętrznymi warunkami autonomii58 . Warunki wewnętrzne wiążą się z możliwością negocjowania, planowania swojego życia, rozważania konsekwencji swoich czynów itd. Warunki zewnętrzne odnoszą się do dostępnego danej osobie zestawu możliwości. Jeżeli dana jednostka ma dokonywać wyborów przy węższej palecie dostępnych opcji niż inna jednostka, wówczas zewnętrzne warunki autonomii nie są spełnione. Prawdziwy wolny wybór wymaga pielęgnowania wewnętrznej autonomii poprzez rozważną i troskliwą edukację oraz wychowanie dzieci, a także publiczne wsparcie dla zewnętrznych warunków autonomii przez dążenie do poszerzania dostępnych wszystkim jednostkom zestawów możliwości (szczególnie tym, których opcje są najbardziej ograniczone). Feministyczną krytykę dochodu podstawowego można zatem podsumować twierdzeniem, że nie dostrzega się powiązanych z płcią cech owych wewnętrznych i zewnętrznych warunków.

4.3 Różnorodność kobiet i efekty uboczne

Jest jasne, że część kobiet chce zostać w domu. W państwie liberalnym nikt nie może zmusić ich do pracy najemnej i oddania swoich dzieci pod opiekę instytucjom zewnętrznym. I jest to z pewnością właściwe, gdyż dla niektórych kobiet wykonywanie pracy domowej i opiekuńczej jest najlepszą możliwością, biorąc pod uwagę aktualny zestaw preferencji, warunków i ograniczeń. Przy wprowadzeniu dochodu podstawowego, dla niektórych kobiet najlepszą opcją stanie się rezygnacja z rynku pracy (szczególnie w wypadku wykonywanych w złych warunkach, nisko płatnych i monotonnych prac) na rzecz pracy w domu.

Kwestie takie, jak zróżnicowanie kobiet oraz efekty uboczne wyborów części kobiet uderzające w inne kobiety, są przedmiotem szczególnego zainteresowania feministek w kontekście dochodu podstawowego. Różne skutki opisane w częściach drugiej i trzeciej dotknęłyby jedne kobiety bardziej niż inne. Podsumowując, słabo wykwalifikowane kobiety o niskim przywiązaniu do rynku pracy z pewnością zyskają na wprowadzeniu dochodu podstawowego. Te wysoko wykwalifikowane i nastawione na karierę stracą na skutek umocnienia ról płciowych i dyskryminacji statystycznej. W przypadku pozostałych kobiet pewne skutki równoważą inne, czyniąc końcowy efekt niepewnym59 .

Mamy zatem do czynienia z dylematem. Jeżeli chcemy w pełni i bezwarunkowo szanować wybory kobiet dokonywane w danym, płciowo zorganizowanym społeczeństwie, widzimy, że niektóre z tych kobiet ryzykują swoim własnym przyszłym dobrostanem i jednocześnie ograniczają możliwości wyboru innych kobiet. Nie możemy po prostu założyć, że wszystkie gospodynie domowe cechuje „fałszywa świadomość”, a tym samym nie możemy narzucić paternalistycznej polityki społecznej. Nie możemy jednak także udawać, że żyjemy w społeczeństwie, w którym nie istnieją żadne związane z płcią mechanizmy kształtowania preferencji ani odnoszące się do niej ograniczenia możliwości wyboru. Innymi słowy, czysto liberalne pojęcie autonomicznych wyborów w sytuacji dostępu do pełnej informacji jest nie do utrzymania. Pojawia się zatem pytanie, jak maksymalnie zwiększyć zdolność jednostek do dokonywania prawdziwych wyborów, jednocześnie znosząc krok po kroku związane z płcią lub inną przynależnością grupową ograniczenia, z jakimi borykają się jednostki przy dokonywaniu swoich wyborów?

5. Podsumowanie: Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?

W niniejszym artykule omówiłam szereg skutków wprowadzenia dochodu podstawowego z perspektywy genderowej. Jednocześnie starałam się wyłożyć argumentację leżącą za sprzeciwem części feministek wobec tego rozwiązania. Czy możliwe jest, po przeanalizowaniu wszystkich argumentów za i przeciw, udzielenie odpowiedzi na pytanie: czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?

Jeżeli dochód podstawowy zostałby wprowadzony bez zmian w dotychczasowej polityce społecznej, wystąpiłyby zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Te pozytywne to: uznanie nieopłacanej pracy i pracy opiekuńczej za wartościowy wkład w życie, zwiększona elastyczność wyborów między różnymi formami pracy (w domu lub na rynku pracy) oraz wsparcie finansowe samotnych rodziców i gospodyń domowych. W przypadku kobiet, które nie uzyskują żadnych zarobków, polepszyłaby się również ich pozycja przetargowa w gospodarstwie domowym. Ponadto, dochód podstawowy mógłby znieść niesprawiedliwe traktowanie zawarte w polityce fiskalnej między bezrobotnymi kobietami, kobietami korzystającymi z urlopów rodzicielskich oraz gospodyniami domowymi – w czym nie pomogłaby pensja dla gospodyń domowych. Wreszcie, dochód podstawowy jest prawem indywidualnym, co może być korzystne dla kobiet, ale tylko jeśli byłby on uzupełniony przez system podziału składki lub politykę zrównywania oszczędności mężczyzn i kobiet.

Negatywne skutki wprowadzenia dochodu podstawowego można podsumować następująco. Przy obecnej płciowej organizacji społeczeństwa wydaje się, że dochód podstawowy prowadziłby do wzmocnienia tradycyjnych ról płciowych. Odbiłoby się to w pierwszej kolejności na kobietach wycofujących się z rynku pracy, które doświadczyłyby pogorszenia swojego kapitału ludzkiego i straciły niepieniężne korzyści związane z pracą zarobkową. Ich pozycja przetargowa w domu mogłaby ulec pogorszeniu, a ryzyko pogorszenia dobrostanu na skutek rozwodu zwiększyłoby się. Bezpośrednio negatywny skutek dotknąłby także kobiety pracujące zawodowo. Nawet jeżeli dla niektórych kobiet tradycyjne role płciowe byłyby rzeczywiście autonomicznie wybierane oraz jeśli można byłoby otoczyć te kobiety ochroną przed wyższym ryzykiem, jakie podejmują, wówczas pozostałe kobiety wciąż ponosiłyby negatywne konsekwencje ze względu na skutki uboczne, takie jak dyskryminacja statystyczna oraz wzmocnienie oczekiwań związanych z rolami płciowymi czy hierarchii opartych na płci. Dowiodłam także, że płciowy podział pracy prowadzi do niesprawiedliwości dotykającej wszystkie kobiety, zarówno na poziomie jednostkowym, jak i grupowym, ponieważ podtrzymuje on obecne płciowe różnice w dostępie do władzy.

Jeżeli dochód podstawowy rzeczywiście podtrzymałby i pogłębił tradycyjny płciowy podział pracy, jak sugerują ograniczone dowody empiryczne, którymi dysponujemy, wówczas skutki byłyby jednoznacznie negatywne. Jeżeli jednak nie miałoby to miejsca, wciąż musimy uznać, że dochód podstawowy nie podważa ról płciowych i takowego podziału pracy, które stanowią, jak dowodzę w tym artykule, główne źródła niesprawiedliwości na tle płciowym.

Aby zatem rzeczywiście oddać sprawiedliwość kobietom, dochód podstawowy powinien zostać uzupełniony innymi środkami polityki społecznej, które wyzwalają kobiety (a także mężczyzn) od oczekiwań co do ról płciowych60 . Dochód podstawowy jest jedyną reformą państwa opiekuńczego, która niesie ze sobą wszystkie wyżej opisane pozytywne skutki. Uważam zatem, że jest on strategią, za którą warto się opowiedzieć, jeśli byłby on uzupełniony środkami, które przeciwdziałałyby jego negatywnym efektom. Innymi słowy, prawdziwa wolność dla wszystkich nie sprowadza się jedynie do przysługującego wszystkim dochodu podstawowego, ale wiąże się także z przekształceniem pewnych kulturowych i społecznych wzorów, takich jak role i hierarchie płciowe, które ograniczają obecnie wolność jednostek.

 

Przełożył Maciej Szlinder

Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu:
Ingrid Robeyns, Will a Basic Income Do Justice to Women?, „Analyse & Kritik” 23/2001

  1. Np. P. Van Parijs, Real Freedom for All. What (If Anything) Can Justify Capitalism?, Oxford 1995. []
  2. Np. A.B. Atkinson, Public Economics in Action: the Basic Income/Flat Tax Proposal, Oxford 1995; P. Van Parijs, The Second Marriage of Justice and Efficiency, „Journal of Social Policy” 19, 1999, s. 1-25. []
  3. P. Van Parijs, Real Freedom… []
  4. A.B. Atkinson, Public Economics… []
  5. Tamże; B. Gilain, P. Van Parijs, L’Allocation Universelle: un scénario de court terme et de son impact distributive, „Revue Belge de Sécurité Sociale” 1996, 38, s. 5-80. []
  6. A.B. Atkinson, The Case fo a Participant Income, „Political Quarterly” 67, 1, 1996, s. 67-70; E. Schokkaert, B. van der Linden, P. Van Parijs, Repenser la solidarité entre les actifs, „La Revue Nouvelle” 5/6, 1997, s. 106-121; P. Van Parijs, Real Freedom…; T. Walter, Basic income, Freedom from Poverty, Freedom to Work, London 1989. []
  7. A. Miller, Basic Incomes and Women, sprawozdanie z pierwszej międzynarodowej konferencji o dochodzie podstawowym w Louvain-la-Neuve 4-6 września 1986 r.; T. Walter, Basic income…; A. Withorn, Is One Man’s Ceiling Another Woman’s Floor? Women and BIG, referat przedstawiony na trzeciej międzynarodowej konferencji o dochodzie podstawowym we Florencji w 1990 r. []
  8. A. McKay, J. VanEvery, Thoughts on a Feminist Argument for Basic Income, wprowadzenie nr 27 do dyskusji, Wydział Ekonomii, Uniwersytet Kaledoński w Glasgow 1995. []
  9. T. Walter, Basic income… []
  10. G. Standing, The Need for a New Social Consensus, [w:] P. Van Parijs, Arguing for Basic Income, Londyn 1992, s. 47-60. []
  11. A. Miller, Basic Incomes…; T. Walter, Basic income… []
  12. H. Parker (red.), Citizen’s Income and Women, wprowadzenie do dyskusji BIRG nr 2, Londyn 1993. []
  13. A. Orloff, Komentarz do A. Withorn, Is One Man’s Ceiling Another Woman’s Floor? Women and BIG; wygłoszony na trzeciej międzynarodowej konferencji o dochodzie podstawowym we Florencji w 1990 r. []
  14. M. Nussbaum, Sex and Social Justice, New York 1999, s. 278; Tejże, The Professor of Parody, „The New Republic”, 22 lutego 1999, s. 38. []
  15. M. Barrett, Words and Things: Materialism and Method in Contemporary Feminist Analysis, [w:] M. Barrett, A. Phillips (red.), Destabilizing Theory: Contemporary Feminist Debates, Cambridge, s. 201-219. []
  16. S. Kemp, J. Squires (red.), Feminisms, Oxford 1997. []
  17. M. Nussbaum, Sex and Social… []
  18. A.B. Atkinson, Public Economics…; J. Nelissen, S. Polk, Basisinkomen: effekten op de arbeitpaticipatie en de inkomensverdeling, „Tijdschrift voor Politieke Ekonomie” 1995, 18, s. 64-82. []
  19. J. Nelissen, S. Polk, Basisinkomen; S. Késenne, Basic Income and Female Labour Supply: An Empirical Analysis, „Cahiers Economiques de Bruxelles” 1990, 125, s. 81-92. []
  20. F. Szabo, Le profil de bénéficiaires de l’interruption de carrière, „Revue de travail” 1997, 25, s.16-20. []
  21. B. Gilain, P. Van Parijs, L’Allocation… []
  22. J. Pahl, Money and Marriage, London 1989. []
  23. A. Sen, Gender and Cooperative Conflicts, [w:] I. Tinker (red.), Persistent Inequalities: Women and World Development, New York 1990, s. 123-149. []
  24. J. Pahl, Money… []
  25. N. Ott, Fertility and the Division of Work in the Family, [w:] E. Kuiper, J. Sap (red.), Out of the Margin. Feminist Perspectives on Economics, London 1995, s. 80-99. []
  26. A. Orloff, Komentarz… []
  27. J. Steil, Marital Equality, Thousand Oaks 1997, s. 18-19. []
  28. S. Wunderink-van Veen, New Home Economics: Children and Labour Market Participation of Women, [w:] A.G. Dijkstra, J. Plantenga (red.), Gender and Economics. A European Perspective, London 1997, s. 17-35. []
  29. Ch. Wenneras, A. Wold, Nepotism and Sexism in Peer-review, „Nature” 1997, 387, s. 341-343. []
  30. R. Lister, Women, Economic Dependency and Citizenship, „Journal of Social Policy” 1990, 19, s. 445-467. []
  31. C. Ward, A. Dale, H. Joshi, Combining Employment with Childcare: An Escape from Dependence?, „Journal of Social Policy” 1996, 25, s. 223-247. []
  32. Tamże. []
  33. S. Jarvis, S. Jenkins, Marital Split and Income Change: Evidence for Britain, „Population Studies” 1999, 53, s. 237-254. []
  34. J. de Hart, Tijdopnamen, Rijswijk 1995, s. 41-42; J. Steil, Marital Equality… []
  35. E. Schokkaert, B. van der Linden, P. Van Parijs, Repenser… []
  36. R. Lister, Women… []
  37. H. Joshi, H. Davies, The Paid and Unpaid Roles of Women: How Should Social Security Adapt?, [w:] S. Baldwin, S. Falkingham (red.), Social Security and Social Change. New Challenges to the Beveridge Model, London 1994, s. 235-254. []
  38. M. MacDonald, Gender and Social Security Policy: Pitfalls and Possibilities, „Feminist Economics” 1998, 4, s. 1-25. []
  39. S. Okin Moller, Justice, Gender and the Family, New York 1989. []
  40. J. de Hart, Tijdopnamen…; S. Okin Moller, Justice…; J. Steil, Marital…; M. Strober, A. M. K. Chan, Husbands, Wives and Housework:Graduates of Stanford an Tokyo Universities, „Feminist Economics” 1998, 4, s. 97-127; S. Wunderink, M. Niehoff, Division of Household Labour: Facts and Judgements, „De Economist” 1997, 145, s. 399-419. []
  41. S. Okin Moller, Justice…; M. A. Ferber, L. Young, Student Attitudes Towards Roles of Women and Man: Is the Egalitarian Household Imminent?, „Feminist Economics” 1997, 3, s. 65-83; N. Folbre, Who Pays for the Kids? Gender and Structures of Constraints, London 1994; Tejże, „Holding Hand at Midnight”:The Paradox of Caring Labour, „Feminist Economics” 1995, 1, s. 73-92; D. Neumark, M. McLennan, Sex Discrimination and Women’s Labour Market Outcomes, „Journal of Human Resources” 1995, 30, 713-740; S. Phipps, P. S. Burton, Social/Institutional Variables and Behaviour within Households: An Empirical Test Using a Luxemburg Income Study, “Feminist Economics” 1995, 1, s. 151-174; J. Steil, Marital Equality…; M. Strober, A. M. K. Chan, Husbands… []
  42. W. Kymlicka, Contemporary Political Philosophy, Oxford 1990; S. Okin Moller, Justice… []
  43. L. Van Zoonen, Feminist Media Studies, London 1994. []
  44. W. Darity Jr., P. Mason, Evidence of Discrimination in Employment: Codes of Colour, Codes of Gender, „Journal of Economic Perspectives” 1998, 12, 2, s. 63-90; D. Neumark, R. Bank, K. van Nort, Sex Discrimination in Restaurant Hiring: an Audit Study, „Quarterly Journal of Economics” 1996, 111, s. 915-942; D. Neumark, M. McLennan, Sex Discrimination…; Ch. Wenneras, A. Wold, Nepotism… []
  45. D. Neumark, M. McLennan, Sex Discrimination… []
  46. S. Phipps, P. S. Burton, Social/Institutional… []
  47. J. Steil, Marital Equality…, s. 48-50. []
  48. M. A. Ferber, L. Young, Student Attitudes… []
  49. J. Steil, Marital Equality… []
  50. Tamże, s. 52-53. []
  51. J. W. Albrecht, P.-A. Edin, M. Sundtröm, S. B. Vroman, Career Interruptions and Subsequent Earnings, „Journal of Human Resources” 1999, 34, s. 294-311. []
  52. M. Nussbaum, Sex and Social… []
  53. J. S. Mill, The Subjection of Women, London 1869. []
  54. S. Okin Moller, Justice…; Tejże, Politics and the Complex Inequalities of Gender, [w:] D. Miller, M. Walzer (red.), Pluralism, Justice and Equality, Oxford 120-143. []
  55. G. Dunne, „Pioneers Behind Our Own Front Doors”:Towards Greater Balance in the Organisation of Work and Partnerships, „Work, Employment & Society” 1998, 12, 2, s. 273-295. []
  56. P. Van Parijs, Real Freedom… []
  57. W. Kymlicka, Contemporary…, s. 249. []
  58. M. Nussbaum, Sex and Social…, s. 296. []
  59. Szerzej opisuję znaczenie zróżnicowania kobiet w: I. Robeyns, Hush Money or Emancipation Fee?: A Gender Analysis of Basic Income, [w:] R. van der Veen, L. Groot, Basic Income on the Agenda: Policy Objectives and Politcal Chances, Amsterdam 2000, s. 121-136. []
  60. Opisuję kilka z takich środków w: I. Robeyns, Hush Money… []

David Harvey – Stosunki klasowe, sprawiedliwość społeczna i polityka różnicy

Abstrakt: Artykuł analizuje polityczne i epistemologiczne ograniczenia postmodernistycznej krytyki sprawiedliwości w dobie ekonomicznych i ideologicznych rządów uniwersalizmu wolnorynkowego. Interpretując brak politycznej odpowiedzi na pochłaniający 25 ofiar pożar zakładu przetwórstwa drobiu w Hamlet w Karolinie Północnej, autor podejmuje dyskusję nad kwestiami polityki tożsamości, wielokulturowości, usytuowania, inności i różnicy. Zdaniem Harveya nie sposób o nich argumentować w oderwaniu od otoczenia politycznego i warunków materialnych. (więcej…)