Krzysztof Król – Reprodukcja siły roboczej w kapitalizmie

Abstrakt: W niniejszym artykule autor analizuje stosunki występujące między pracą reprodukcyjną a kapitałem. Bada również możliwości ich zerwania.

Słowa kluczowe: praca reprodukcyjna, kapitał, wartość, wyzysk, ruch okrężny kapitału.

Warunkiem przywłaszczania nadwyżki gospodarczej w kapitalizmie, czyli wyzysku pracy, jest posiadanie przez klasę kapitalistyczną monopolu na używanie środków produkcji, niezbędnych do wytworzenia środków utrzymania. Kapitalistyczna kontrola środków produkcji sprawia, że ludność robotnicza nie może samodzielnie zrealizować swoich potrzeb życiowych. Jej przetrwanie, w mniejszym bądź w większym stopniu, zależy od zakupu środków utrzymania. Robotnicy są więc zmuszeni sprzedawać swoją zdolność do pracy w zamian za płacę, która z kolei umożliwia im nabycie środków utrzymania, przyjmujących formę towarową. Co za tym idzie w kapitalizmie również ludzka zdolność do pracy, czyli siła robocza robotnika, przyjmuje formę towarową i wymieniana jest za płacę na rynku pracy.

Wysokość płacy nie pozwala jednak na zakup wszelkich towarów niezbędnych do całkowitego i ciągłego odtwarzania siły roboczej robotnika. Musi on dodatkowo wykonywać pracę związaną ze zorganizowaniem części warunków własnego utrzymania poza obrębem stosunków kapitalistycznych. Natomiast kapitalista, sprawując kontrolę nad środkami produkcji, nie podlega przymusowi odtwarzania swojej siły roboczej, gdyż utrzymuje się przez wywłaszczanie robotników z wytworów ich pracy. Tym samym w kapitalizmie we wszystkich gospodarstwach domowych zachodzi reprodukcja potencjału życiowego wchodzących w ich skład osób, lecz nie we wszystkich gospodarstwach przebiega proces pracy, polegający na przekształcaniu życia ludzkiego w towar. Tym, co odróżnia proletariackie gospodarstwo domowe od burżuazyjnego, jest konieczność reprodukcji siły roboczej w tym pierwszym celem jej sprzedaży w zamian za dostęp do środków utrzymania. Osoby z gospodarstw burżuazyjnych nie muszą reprodukować swojej zdolności do pracy w formie towarowej, gdyż nie muszą jej sprzedawać, aby zdobyć środki utrzymania. Uzyskiwaniu płacy przez ludność robotniczą towarzyszy zatem spożycie produkcyjne środków utrzymania, którego efektem jest reprodukcja siły roboczej. Tymczasem osiąganiu zysku przez kapitalistów towarzyszy spożycie indywidualne, które nie służy reprodukcji siły roboczej.

W okresie feudalizmu, kiedy ludzka zdolność do pracy nie przybierała powszechnie formy towarowej, działalność służąca jej odtwarzaniu wchodziła w skład całokształtu produkcji społecznej. Działalność ta nie była odseparowana pod względem materialnym i społecznym od produkcji wszelkich innych dóbr. Wówczas wytwórca dysponował środkami produkcji, na mocy których sprawował, inaczej niż robotnik najemny, kontrolę nad procesem reprodukcji własnego potencjału życiowego i własnej zdolności do pracy. Z chwilą oddzielenia wytwórcy od środków produkcji jako cudzej własności i z rozwojem nowoczesnego przemysłu nastąpiła fizyczna separacja procesu produkcji towarowej od procesu reprodukcji siły roboczej, przedsiębiorstwa kapitalistycznego od gospodarstwa domowego i innych sfer, w których odtwarzany jest potencjał do pracy. Równocześnie stosunki pracy odbywającej w sferze reprodukcji także uległy zmianie. Praca reprodukcyjna w znaczniej mierze została wyłączona z procesu produkcji towarowej, który zaczął być traktowany jako wyłączna dziedzina produkcji społecznej. Proces ten wiąże się z podziałem ogółu robotników. Część z nich sprzedaje swoją siłę roboczą, konsumowaną przez kapitalistę w procesie produkcji towarowej. Tym samym wysiłki produkcyjne tej części robotników są traktowane jako rzeczywisty wkład w działalność gospodarczą. Inna część ludności robotniczej bierze udział w procesie pracy, umożliwiającej reprodukcję siły roboczej, i nawiązuje stosunki pracy, które wyłączone są poza ramy produkcji towarowej.

Z biegiem czasu oblicze tej pracy nie pozostaje jednak bez zmian. Kapitał przemysłowy, poprzez masowe narzucenie pracy fabrycznej, ograniczył działalność prowadzoną w ramach proletariackiego gospodarstwa domowego. Powodem zredukowania odbywającej się w nim pracy reprodukcyjnej było wydłużenie dnia roboczego. Skutkiem walk robotniczych toczonych o skrócenie dnia roboczego, a także przeciwko zatrudnianiu dzieci i kobiet, państwo przyjęło rolę organizatora reprodukcji siły roboczej, ustawowo ograniczyło długość dnia roboczego i podwyższyło granicę wieku zatrudnienia. To z kolei przygotowało grunt pod rozwój pracy reprodukującej siłę roboczą zarówno w obrębie gospodarstwa domowego, jak i poza nim. Konflikt klasowy, uprzednio w większym stopniu ograniczony do ram procesu produkcji, rozszerzył się tym samym na inne sfery życia społecznego, w których zachodzi bądź potencjalnie może zachodzić odtwarzanie siły roboczej.

Pomimo że praca reprodukującą siłę roboczą i praca wytwarzająca towary różnią się pod względem swojej formy, to obie podlegają wyzyskowi. W związku z tym działalność człowieka, polegająca na reprodukcji jego zdolności do pracy, wiąże się z całokształtem kapitalistycznych antagonizmów klasowych. Uchwycenie sposobu wyzyskiwania pracy reprodukcyjnej przez kapitał i stosunków walki pomiędzy tymi dwiema przeciwstawnymi stronami umożliwiają kategorie teorii wartości opartej na pracy.

Teoria wartości

Teoria wartości opartej na pracy wyjaśnia, jaką wartość dla kapitału posiada praca i jakie ma ona znaczenie w utrzymywaniu dominacji klasowej. Ze względu na miarę wartości (społecznie niezbędny czas pracy) i jej formę (pieniądz) w perspektywie kapitału tylko taka praca znajduje wyraz w wartości, która została uprzedmiotowiona w towarach. Chociaż sama praca nie ma wartości, to stanowi jej jedyne źródło, jest substancją wartości. Natomiast wytwory pracy, przyjmujące formę towarów, wartości nie wytwarzają, lecz są niezbędne do jej wytwarzania. W swoim aspekcie jakościowym wartość to stosunek walki pomiędzy klasami (klasą robotniczą a burżuazją) o narzucenie społecznej kontroli poprzez pracę. Natomiast wartość postrzegana od strony ilościowej jest uniwersalną miarą wszelkich rodzajów narzuconej pracy, wytwarzającej kapitalistyczne bogactwo w formie towarowej.

Praca posiada dla kapitału wartość, ponieważ umożliwia utrzymanie porządku społecznego. Konkretna postać pracy (wykwalifikowana, niewykwalifikowana, fizyczna, umysłowa itp.) nie ma znaczenia, gdyż „pojęcie pracy w kapitalizmie oznacza nie tyle po prostu proces pracy, ale nieustanne podporządkowanie coraz większej części ludzkich działań produkcji towarowej i tym samym organizacji społeczeństwa poprzez pracę” (Cleaver 2007, 28). Tendencja do nieograniczonego rozszerzenia kontroli społecznej za pomocą pracy, czyli akumulacja kapitału, jest zarazem nieograniczoną akumulacją siły roboczej. Toteż „bogactwo społeczeństw jest proporcjonalne do ilości robotników” (Federici 2009, 46), których kapitał zdoła zaprząc do pracy.

Rozszerzenie stosunków kapitalistycznych ograniczone jest jednak stopniem podporządkowania siły roboczej kapitałowi, czyli ilością pracy, którą zdoła on wydobyć z robotników w ramach procesu produkcji. Każda ze stron tego układu sił dokłada starań, aby wchłonąć większą partię bogactwa wytworzonego podczas dnia roboczego. Wzrost zysku osiąganego z danego kapitału wynika z większego wyzysku pracy albo ze wzrostu jej wydajności. Spadek zysku z kolei wiąże się z ograniczeniem kontroli społecznej poprzez pracę. Posiadacz kapitału zabiega więc o zagarnięcie większej części wartości wytworzonej przez narzuconą pracę, jednakowoż robotnicy walczą przeciwko pracy, która przekształca ich życie w towar. Sprzeczne perspektywy klasowe przejawiają się również w różnym odniesieniu klas do dwojakiego charakteru formy towarowej. Wartością użytkową, towarem jako wytworem pracy konkretnej, w pierwszym rzędzie zainteresowana jest klasa robotnicza, realizująca za jej pomocą swoje własne potrzeby. Niewątpliwie dla robotników każda praca w pierwszej kolejności jest konkretna, gdyż jej wykonanie zawsze wiąże się z określonymi umiejętnościami czy wytrzymałością. Tymczasem kapitał zainteresowany jest przede wszystkim towarem jako wartością, czyli zmaterializowaną pracą abstrakcyjną, której treścią jest kontrola społeczna. Kontrola ta nigdy nie jest jednak całkowita i ostateczna, gdyż siła robocza ma to do siebie, że z pasywnego czynnika produkcji może przekształcić się w aktywny czynnik walki klas. Sprzedaż zdolności do pracy nie jest więc równoznaczna z jej wykonaniem.

Ponieważ substancją wartości jest praca, a nośnikami zdolności do pracy są robotnicy, to zawsze występuje możliwość, że nabędą oni zdolność do odmowy. Oznacza to, że kapitał faktycznie nie jest w stanie istnieć bez robotników, którzy są zasadniczym ograniczeniem rozszerzania stosunków kapitalistycznych. Wartość powstaje więc w rezultacie walki pomiędzy klasami, która toczy się o to, czy, na jak długo i za jaką cenę kapitał zdoła narzucić pracę uprzedmiotowioną w formie towarowej. Toteż teorię wartości można uznać za teorię wartości opartej na walce klas. To teoria robotniczej walki przeciwko pracy narzuconej przez kapitał.

Wyjaśnia ona sposób wyzysku pracy, u którego podstaw leży przywłaszczenie przez kapitalistę wartości dodatkowej wytworzonej w procesie produkcji i określa stopień rozszerzenia stosunków kapitalistycznych. Ponadto ujawnia, że robotnicy jako wytwórcy wartości zdolni są znieść stosunki wyzysku. W konsekwencji uzasadnia też, że są oni w stanie stworzyć świat poza kapitalizmem, samodzielnie określając treść bogactwa społecznego[1]. Tym tłumaczy się fakt, że teoria wartości może uwzględniać robotniczy punkt widzenia, służąc walce z panowaniem kapitału, a jej założenia mogą wyjaśniać zasady tej walki.

Narzucenie stosunków pracy, które zostają wyrażone w wartości, pociąga za sobą odrzucenie wszelkich innych wartości powszechnie szanowanych w społeczeństwie. W związku z tym ludzka działalność, która reprodukuje siłę roboczą i nie przyjmuje formy wartości, dla kapitału nie posiada znamion pracy jako takiej. Niemniej działalność ta jako „konsumpcja robotnika pozostaje […] momentem produkcji i reprodukcji kapitału” (Marks 1951, 616).

Wartość siły roboczej

Wartość siły roboczej określana jest „wartością środków niezbędnych do utrzymania jej posiadacza” (Marks 1951, 181). Nie znaczy to, że wartość ta reprezentuje łączną wartość wytworzoną przez robotnika w trakcie dnia roboczego. Wartość użytkowa siły roboczej w perspektywie kapitału polega na tym, że posiadacz siły roboczej może wytworzyć więcej wartości, niż potrzebuje do własnego utrzymania. Poza wartością środków utrzymania wytwarza on nadwyżkę wartości, czyli dostarcza kapitaliście pracę dodatkową. Owa nadwyżka przyjmuje formę wartości dodatkowej.

Ponadto: „W przeciwstawieniu do innych towarów określenie wartości siły roboczej zawiera pierwiastki historyczne i moralne” (Marks 1951, 182). Niezbędność w tym wypadku ma charakter społeczny, a pierwiastki historyczne i moralne nie tylko odnoszą się do towarów nabywanych na rynku, ale również uwzględniają szersze zaplecze reprodukcji siły roboczej, gdyż: „Wartość siły roboczej określał nie tylko czas pracy potrzebny do utrzymania indywidualnego robotnika dorosłego, lecz czas pracy potrzebny do utrzymania rodziny robotniczej” (Marks 1951, 425). Historyczny i moralny standard wartości siły roboczej zakłada więc ustalony wolumen towarów jako przedmiotów użytku codziennego i proporcjonalną do niego normę nienajemnej pracy reprodukcyjnej. Zmiany tego standardu odbijają się na wysokości płacy roboczej, która, stosownie do intensywności walk pomiędzy klasami, przyjmuje poziom płacy rodzinnej lub płacy, która pozwala wyłącznie na utrzymanie pojedynczej jednostki wchodzącej w skład gospodarstwa domowego. W ten sposób wielkość wartości siły roboczej zależy również od zaplecza reprodukcyjnego, którego części składowe w danym okresie pozostają do dyspozycji robotników i nie przyjmują formy towarowej[2].

Płaca robocza

Wartość siły roboczej wyraża natomiast płaca, która jest jednym z narzędzi wykorzystywanych w walce o wysokość wartości siły roboczej. Płaca przejawia się jako ekwiwalent wartości wytworzonej przez robotnika, dzięki czemu ukrywa właściwy kapitalizmowi stosunek wyzysku. W rzeczywistości opłacona zostaje jedynie praca niezbędna, odpowiadająca wartości środków utrzymania robotnika, podczas gdy wartość dodatkowa wytworzona przez pracę dodatkową zostaje przywłaszczona przez kapitalistę.

Dzięki płacy możliwe jest również utrzymanie pozoru, że prawdziwa praca to taka działalność człowieka, za którą otrzymuje on płacę roboczą. Toteż wszelka praca, wykonywana poza obrębem stosunków pracy najemnej, uznawana jest przez posiadacza kapitału za bezwartościową, gdyż nie jest ona źródłem wartości w znaczeniu ekonomicznym. Przeznaczony na nią czas jest w optyce kapitalistycznej czasem bezwartościowym, formalnie wolnym od kontroli kapitalistycznej. Z racji tego, że wykonywana w „czasie wolnym” praca nienajemna nie znajduje wyrazu w płacy roboczej, to zostaje ona ukryta, podobnie jak część dnia roboczego, na którą przypada praca dodatkowa.

Podział pracy na tę bezpośrednio opłaconą i bezpośrednio nieopłaconą idzie w parze z podziałem na robotników najemnych i nienajemnych. Drugą grupę zwyczajowo uznaje się za bezrobotnych, w przeciwieństwie do tych, którzy w danym czasie są zatrudnieni. W ramach płacowego podziału pracy robotnicy najemni nawiązują bezpośredni stosunek z kapitałem, pozyskując od niego środki pieniężne umożliwiające przeżycie, które transferują do rąk robotników nienajemnych. Ci uzyskujący płacę posiadają większą siłę niż robotnicy nienajemni. Występowanie tych drugich wywiera jednak nacisk na obniżenie funduszu płac i powoduje wzmożone podporządkowanie czynnych zawodowo. Kapitalistyczne zastosowanie podziału płacowego wzmaga więc antagonizm w obrębie całości świata pracy, osłabiając jego siłę przetargową w zderzeniu z samym kapitałem.

Doświadczenie słabszych ukazuje, że z chwilą, gdy robotnicy o lepszej pozycji (czyli mężczyźni uzyskujący płacę, gdy kobiety są jej pozbawione, lub biali zarabiający więcej niż czarni) zwyciężają, nie musi to dla słabszych oznaczać zwycięstwa, może nawet oznaczać porażkę obu grup. Ponieważ nierówność sił w łonie klasy stanowi o sile kapitału (Lotta Femminista, International Feminist Collective 1972, 18–19).

W perspektywie kapitału płaca jest niezbędnym narzędziem zarządzania siłą roboczą, które sankcjonuje zagarnięcie wartości dodatkowej. Ewentualny wzrost płacy uzależnia on od wzrostu wydajności pracy w procesie produkcji. Natomiast z punktu widzenia robotników płaca określa stopień ich panowania nad własnym życiem i poziom konsumpcji, stanowi ona broń, która wyznacza własną siłę. Strona robotnicza za pomocą płacy zaspokaja własne potrzeby, kładąc nacisk na rozszerzenie swojego dostępu do formy towarowej. Jeżeli uda jej się związać wysokość płac z samodzielnie określonymi potrzebami, a nie ze wzrostem zysku, to poszerza ona swoją autonomię względem porządku kapitalistycznego, czego wyrazem jest żądanie wzrostu płac niezależnie od wzrostu wydajności pracy, wzrostu płac przy ograniczeniu pracy. Podobnie udane walki o zrównanie płac, niezależnie od konkretnej pracy wykonywanej w procesie produkcji towarowej, skutkują ograniczeniem kapitalistycznego stosowania płacy jako narzędzia hierarchizacji robotników najemnych i indywidualizacji ich stosunku z kapitałem. Analogicznie walki o opłacanie pracy bezpośrednio nieopłacanej znoszą segmentację świata pracy na część najemną i nienajemną.

Nienajemna praca reprodukcyjna

Praca reprodukcyjna jest celową działalnością człowieka polegającą na wytwarzaniu wartości użytkowych, umożliwiających produkcję i reprodukcję siły roboczej w celu jej sprzedaży na rynku. Praca ta jest wykonywana przy użyciu środków utrzymania, które wówczas spełniają funkcję środków produkcji i reprodukcji siły roboczej. W skład rzeczowych czynników reprodukcji siły roboczej wchodzą środki pracy reprodukcyjnej (np. wyposażenie kuchni), które umożliwiają przekształcanie przedmiotów pracy reprodukcyjnej (np. produkty spożywcze). Produktami procesu pracy reprodukcyjnej są gotowe do spożycia środki utrzymania (np. gotowy do spożycia posiłek), w których zostaje ona uprzedmiotowiona. Produktem ich spożycia z kolei jest siła robocza. Spożycie gotowych środków utrzymania jest możliwe dzięki wykorzystaniu przez robotnika jego własnych funkcji życiowych. Jeżeli spożywa je produkcyjnie, odtwarzając, gromadząc i przekazując uzdolnienia, których wykorzystanie jest niezbędne w procesie produkcji towarowej, to wówczas odtwarza swój potencjał życiowy w formie towaru. W przeciwieństwie do produkcji towarowej reprodukcję klasy robotniczej kapitalista „może śmiało powierzyć samozachowawczemu i rozrodczemu instynktowi robotników” (Marks 1951, 617), o ile dzięki działaniu tego instynktu będą odtwarzali własne zdolności wymagane w procesie produkcji, stając się w ten sposób potencjalnie osobowymi czynnikami produkcji.

Produkcja siły roboczej dotyczy generacyjnej zastępowalności robotników i ma charakter okresowy, natomiast reprodukcja wiąże się z odtwarzaniem zdolności i chęci do pracy w wymiarze codziennym. Gospodarstwo domowe to podstawowa sfera pracy reprodukcyjnej, chociaż ta ma miejsce również w innych obszarach: edukacji, opieki zdrowotnej, gospodarki naturalnej, prostytucji itp. Pracę najemną można również włączyć w ramy pracy reprodukcyjnej, ponieważ umożliwia otrzymanie płacy roboczej, która jest niezbędnym środkiem utrzymania w kapitalizmie[3]. Niemniej przyjmuje się, że praca reprodukcyjna dotyczy tych, którzy świadczą opiekę, pomoc domową i edukację, co umożliwia odtworzenie ich własnej lub też innych zdolności do pracy.

Wszelkie rodzaje pracy przyczyniającej się do reprodukcji kapitalistycznych stosunków klasowych, nie tylko reprodukcji siły roboczej, które nie są wyrażone w płacy roboczej, zdefiniować można natomiast jako prace nienajemne. „Nienajemna praca nie jest nieopłacana, jest raczej przynajmniej częściowo sprzedawana kapitałowi w zamian za pozapłacowy dochód” (Cleaver 2011b, 114). Kapitał czerpie korzyści z pracy nienajemnej, a okolicznością warunkującą jej wykonanie jest uzyskanie części płacy innej osoby, świadczeń społecznych czy innych pozapłacowych form dochodu. Podczas gdy praca najemna w całości służy kapitałowi i pozornie jest w całości przezeń opłacona, to jeśli chodzi o pracę nienajemną, w większości przypadków pozornie żadna jej część nie jest wykonywana na rzecz kapitału, lecz w interesie osoby ją podejmującej i pozornie pozostaje całkowicie nieopłacona. Pod kategorię pracy nienajemnej podlegają m.in.: wytwórczość na własne potrzeby, poszukiwanie pracy, praca uczniowska w szkole i w domu, wymiana pozarynkowa, zakupy samoobsługowe, praca domowa, praca niewolnicza, praca więźniów czy też wolontariat. Robotnicy nienajemni nie posiadają bezpośredniej kontroli nad pieniądzem, co znaczy, że w porównaniu z robotnikami najemnymi ich dostęp do towarów i kontrola nad ich własnym życiem są ograniczone. Brak dostępu do płacy powoduje, że ich udział w podziale kapitalistycznego bogactwa przyjmuje charakter pośredni. Kapitał poprzez narzucenie formy towarowej przykuwa robotników nienajemnych do pracy i pośredniej zależności od innych robotników najemnych bądź instytucji państwowych. Zależni są oni od różnych form redystrybucji dóbr, częściej niż robotnicy najemni zaspokajają swoje indywidualne potrzeby konsumpcyjne na drodze produkcji i wymiany pozarynkowej. Bezpośrednie uzyskiwanie płacy od kapitalisty przez pojedynczego robotnika nie zwalnia go jednak z wykonywania pracy nienajemnej, polegającej chociażby na dojazdach do pracy, doszkalaniu się czy na samodzielnym przygotowywaniu niezbędnych posiłków. Każdy robotnik w ciągu swojego życia wykonuje więc różne rodzaje pracy nienajemnej, lecz nie każdy jest zaprzęgnięty do pracy najemnej. Innymi słowy, każdy robotnik jest częściowo uzależniony od przedmiotów pierwszej potrzeby w formie towarowej, lecz nie każdy otrzymuje płacę, która umożliwia ich nabycie.

Chociaż praca reprodukcyjna nie zawsze przybiera formę nienajemną[4], a u podstawy pracy nienajemnej nie zawsze leży reprodukcja siły roboczej[5], to jednak praca, która ma miejsce poza obrębem kapitalistycznej produkcji i cyrkulacji, szczególnie w proletariackim gospodarstwie domowym, przeważnie ma postać nienajemnej pracy reprodukcyjnej. Tym samym przyjmuje się tu, że praca reprodukcyjna występuje w formie nienajemnej.

Proces produkcji i proces nienajemnej pracy reprodukcyjnej

Rzeczowe i osobowe czynniki procesu produkcji należą do kapitalisty. Dzięki temu sprawuje on nad nią bezpośrednią kontrolę – narzuca dyscyplinę pracy, reguluje jej długość, intensywność i wydajność. Natomiast nienajemna praca reprodukcyjna nie podlega bezpośredniej kontroli kapitału. Nie ma sztywno ustalonego początku i końca, w jej przebiegu następuje ciągłe przechodzenie od jednej czynności do drugiej, związane z wytwarzaniem różnych wartości użytkowych. Na tle produkcji kapitalistycznej praca reprodukcyjna wyróżnia się brakiem rozwiniętej kooperacji, brakiem rozwiniętego podziału pracy i technicznym zacofaniem.

Również wytwory procesu produkcji towarowej należą do kapitalisty. Dąży on do skracania czasu przeznaczonego na ich wytwarzanie, gdyż celem, któremu podporządkowuje organizację procesu produkcji, jest nieograniczone pomnażanie wartości urzeczowionej w towarach. Z kolei robotnik kontrolujący swoją pracę reprodukcyjną dąży do skracania czasu pracy przeznaczonego na wytwarzanie dóbr konsumpcyjnych, których ilość jest ograniczona jego potrzebami reprodukcyjnymi. Z charakteru tej pracy nie wynika potrzeba bezgranicznej pracy dodatkowej, wytwarzającej produkt dodatkowy. Ponadto realizacja własnych potrzeb może przybierać niestandardową, subiektywnie określoną postać.

Bez wątpienia nienajemna praca reprodukcyjna jest więc pracą konkretną wytwarzającą wartości użytkowe, które nie są przeznaczone na sprzedaż i nie należą do kapitalisty. Zdolność do jej wykonywania także nie jest sprzedawana na rynku za pieniądze, nie przybiera formy towarowej. W tym wypadku wartości użytkowe nie są wytwarzane dzięki połączeniu kapitału zmiennego z kapitałem stałym, nie ma tu mowy o jedności procesu pracy i procesu pomnażania wartości. Pozapieniężny stosunek pomiędzy pracą nienajemną a kapitałem jest zapośredniczony, np. przez innych robotników najemnych lub instytucje państwowe. Społeczne stosunki nienajemnej pracy reprodukcyjnej nie wyrażają się w formie towarowej, mimo to odciska ona swoje piętno na procesie wytwarzania i pomnażania wartości.

Obniżanie wartości siły roboczej z udziałem nienajemnej pracy reprodukcyjnej

Istnienie nienajemnej pracy reprodukcyjnej wynika z ograniczonej wysokości płacy, której wielkość uniemożliwia nabycie wszystkich przedmiotów użytku codziennego wymaganych do reperacji szkód poniesionych przez robotnika w pracy. Wbrew „wartościowej perspektywie” posiadacza środków produkcji problem reprodukcji siły roboczej nie zawęża się do uzyskania płacy przez jednostkę. Część nabytych za płacę surowych środków utrzymania, czyli nośników wartości wymiennej, nabiera wartości użytkowej, zawartej w nich jedynie potencjalnie, dopiero po odpowiednim przekształceniu ich za sprawą nienajemnej pracy reprodukcyjnej. Ta „inna” praca zmienia zakupione na rynku produkty w środki zdatne do konsumpcji, a także wytwarza środki konsumpcji z surowców pozyskanych poza wymianą towarową (rzeczowe czynniki reprodukcji nie zawsze składają się z towarów). W ten sposób konsumpcja ludności robotniczej zostaje podniesiona powyżej progu zdefiniowanego na podstawie płacy. Z punktu widzenia robotnika jego własna reprodukcja obejmuje więc dwa elementy: konsumpcję towarów, które są środkami utrzymania, i nienajemną pracę reprodukcyjną, która uzdatnia je do spożycia, a także kompensuje ich niedobory. Odpowiednio siła robocza faktycznie nie jest w pełni wytworem kapitału, gdyż w jej skład nie wchodzą jedynie towary. Jest ona nośnikiem określonych proporcji między pracą niezbędną uprzedmiotowioną w spożywanych przez nią towarach i dodatkową nienajemną pracą reprodukcyjną.

Skoro wartość środków utrzymania zależy od ucieleśnionej w nich pracy najemnej, to praca nienajemna, polepszając wartość użytkową środków utrzymania, powoduje jednocześnie obniżenie ich wartości. Wielkość wartości siły roboczej zmienia się więc w prostym stosunku do ilości pracy najemnej ucieleśnionej w spożywanych środkach utrzymania, a w odwrotnym stosunku do ucieleśnionej w nich ilości nienajemnej pracy reprodukcyjnej, która nie jest wyrażona w wartości.

Stąd ograniczenie długości dnia roboczego, przy stałym poziomie wydajności pracy (stałej wartości środków utrzymania), nie musi powodować ograniczenia pracy dodatkowej i wartości dodatkowej. Nie dojdzie do tego, jeżeli ograniczeniu długości dnia roboczego towarzyszyć będzie zwiększenie nienajemnej pracy reprodukcyjnej. Wówczas stratę pracy dodatkowej, wynikającą ze skrócenia dnia roboczego, zrekompensuje praca reprodukcyjna, która obniży wartość środków utrzymania, a co za tym idzie obniży wartość siły roboczej i skróci pracę niezbędną. Pomimo że nienajemna praca reprodukcyjna nie wytwarza wartości dodatkowej, to posiada znamiona pracy dodatkowej niewyrażonej w wartości. Wprawdzie nie sposób zeń wydobyć wartości dodatkowej, lecz obniżając wartość siły roboczej, umożliwia ona wzrost wartości dodatkowej.

Ilekroć w wyniku spadku koniunktury spada dostępność artykułów żywnościowych, mieszkań czy opieki medycznej, kapitał stosownie do tego procesu zmusza robotników, aby pracą nienajemną wypełnili braki środków utrzymania. Kiedy spadkowi płacy realnej i wzrostowi cen pożywienia towarzyszy wzrost bezrobocia, robotnicy częściej zaczynają samodzielnie przygotowywać posiłki czy uprawiać spożywane warzywa. To z kolei powoduje wzmożone zapotrzebowanie na nieprzetworzone środki i przedmioty pracy reprodukcyjnej. Równocześnie następuje spadek produkcji gotowych środków utrzymania wytwarzanych uprzednio przez wyspecjalizowane działy gospodarki[6].

W grę wchodzi również przeciwna tendencja – do wzrostu zatrudnienia i ograniczenia nakładu nienajemnej pracy reprodukcyjnej. Jej okrojona ilość musi zostać zrekompensowana zwiększonym dostępem do towarowych środków utrzymania (Cleaver 2011a). Podjęcie zatrudnienia wiąże się ze skróceniem czasu przeznaczonego chociażby na samodzielne przyrządzanie posiłków, co oznacza konieczność ich zakupu na rynku. W fazie wzrostowej cyklu gospodarczego produkcja towarowa wypiera pracę nienajemną, która częściej przybiera formę pracy najemnej. Wejście na rynek osób uprzednio świadczących nienajemną pracę reprodukcyjną wiąże się ze zwyżkowym ruchem płac realnych i rozszerzeniem produkcji towarowej. Opieka czy nauka przestają przybierać postać nienajemną i zostają przekształcone w kapitalistyczne gałęzie produkcji. Równocześnie zachodzi technologiczne doskonalenie środków i przedmiotów pracy reprodukcyjnej, wdrażanie nowych gotowych środków utrzymania. Nowe dobra konsumpcyjne warunkują narzucenie nowych i zanik starych form pracy w domu czy w szkole. Przykładowo wraz z informatyzacją tradycyjne zakupy w sklepie zostają zastąpione przez zakupy on-line, co znaczy, że podróż do i ze sklepu zostaje zastąpiona przez opłaconą dostawę do domu.

Utowarowienie pracy reprodukcyjnej ma zatem charakter cykliczny, uzależnione jest od wzrostu i spadku koniunktury gospodarczej. Kapitał dąży do zachowania poza obrębem gospodarki tej działalności reprodukcyjnej, która przyczynia się do zachowania niskiej wartości siły roboczej i której utowarowienie w danej sytuacji nie przyniesie zwiększenia skali akumulacji.

Ruch okrężny reprodukcji siły roboczej

Akumulacja ta polega na realizacji kolejnych stadiów ruchu okrężnego kapitału indywidualnego. Kapitał w ramach ruchu okrężnego zmienia swoją rzeczową postać, wyrażając w ten sposób określone stosunki klasowe. Funkcją kapitału pieniężnego (P) jest połączenie środków produkcji (Śp) z siłą roboczą (Sr). Kapitalista posiada monopol na użycie środków produkcji (Śp), przez co zmusza klasę robotniczą do sprzedaży swojej siły roboczej (Sr). Kapitał w formie produkcyjnej (…Pr…) tworzy nową wartość użytkową i wartość dodatkową. Siła robocza w procesie produkcji (…Pr…) wytwarza towar (T’) o wartości przewyższającej sumę wartości samej siły roboczej i środków produkcji. Kapitał w formie towarowej (T’) realizuje wartość i dostarcza dobra konsumpcyjne. Środki utrzymania lub środki produkcji (T’) zostają wymienione za pieniądz (P’) z innymi kapitalistami i z klasą robotniczą. Realizacja kolejnych stadiów owego procesu umożliwia osiągnięcie wartości dodatkowej wytworzonej przez pracę dodatkową, która zostaje uprzedmiotowiona w towarach (Marks 1955, 25–62).

                   Sr                                 Sr

                  /                                    /

          P – T … Pr … T ‚ – P ‚. P – T … Pr … T ‚ – P ‚ itd.

           l      \        l      l      l             \       l        l

           l       Śp    l      l      l              Śp   l        l

 1        l_____ l___l__l                      l        l

 2                       l___l___________l       l

 3                                l______________l

 

  1. ruch okrężny kapitału pieniężnego, 2. ruch okrężny kapitału produkcyjnego, 3. ruch okrężny kapitału towarowego

Nienajemna praca reprodukcyjna jako „inna” praca dodatkowa, która tworzy nadwyżkę wartości użytkowej, zostaje natomiast wchłonięta przez siłę roboczą, co następuje w ramach ruchu okrężnego reprodukcji siły roboczej (Cleaver 2011b, 158–159). Pierwsze stadium tego ruchu splata się z ruchem okrężnym kapitału indywidualnego, kiedy dochodzi do wymiany siły roboczej (Sr) za płacę w formie pieniężnej (P). Drugie stadium, w którym następuje wymiana płacy (P) na środki utrzymania (Śu) nabywane od kapitalistów, nie wchodzi do ruchu okrężnego kapitału indywidualnego, choć ma w nim swój początek. W trzecim stadium (Pr) wkład pracy reprodukcyjnej sprawia, że surowe środki utrzymania nabierają dodatkowej wartości użytkowej i jako gotowe do spożycia środki utrzymania zostają wchłonięte przez siłę roboczą (Śr*). W sile roboczej zostaje uprzedmiotowiona określona ilość pracy najemnej i dodatkowej pracy reprodukcyjnej, która tworzy nadwyżkę wartości użytkowej. Pod koniec całego procesu wartość siły roboczej ulega obniżeniu (Śr*).

Sr – P – T(Śu) …Pr… Sr*. Sr – P – T (Śu) …Pr… Sr* itd.

Ruch okrężny reprodukcji siły roboczej

Siła robocza na drodze wymiany ponownie wiąże się z ruchem okrężnym kapitału, stając się jego elementem. Jej wartość wymienna zostaje zrealizowana w akcie sprzedaży kapitałowi (P – Sr), a jej wartości użytkowa realizuje się poprzez spożycie w procesie produkcji towarowej (…Pr…).             

                    Sr – P – T(Śu) … Pr … Sr*. Sr – P – T(Śu) … Pr … Sr* itd.

                           ^                                              ^                

                            I                                              I                   

                            I       Sr                                   I      Sr           

                            I      /                                      I     /            

                           P – T … Pr … T ‚ – P ‚ .  P – T … Pr … T ‚ – P ‚ itd.

                                   \                                             \

                                   Śp                                           Śp

Wytworzony przez pracę reprodukcyjną produkt dodatkowy, który wchłania robotnik, dzięki cyrkulacji kapitalistycznej zostaje włączony do procesu produkcji. Robotnik najemny pośredniczy zatem w stosunku pomiędzy robotnikiem nienajemnym a kapitałem. Tym sposobem przy opłacaniu jednego zatrudnionego kapitał może wyzyskiwać pracę kilku bezrobotnych.

Siła robocza jest jedynym elementem ruchu okrężnego kapitału indywidualnego, który nie powstaje w ramach innych ruchów okrężnych kapitału. Jej istnienie zależy od zachowania ciągłości odrębnego ruchu okrężnego reprodukcji siły roboczej. Przyczyna przerwania procesów produkcji i cyrkulacji kapitału może więc występować poza ramami samego ruchu okrężnego kapitału.

Reprodukcyjna siła przetargowa robotników

W ramach dwóch stadiów wymiany i jednego stadium pracy ruchu okrężnego reprodukcji siły roboczej ma miejsce walka dwóch klas o wartość siły roboczej. Dotyczy ona wszystkich elementów ruchu związanych z procesami wymiany i pracy (pieniądz, siła robocza, środki utrzymania, praca reprodukcyjna). Kolejne stadia muszą zostać zrealizowane, a udana realizacja jednego z nich nie zapewnia zrealizowania kolejnego. Istnieje możliwość, że płynne przechodzenie od jednego do drugiego stadium ruchu okrężnego reprodukcji siły roboczej zostanie przerwane, co następnie spowoduje przerwanie reprodukcji ruchu okrężnego kapitału.

a) Stadium Sr – P

W stadium wymiany siły roboczej na płacę walka dotyczy tego, czy kapitał zdoła zmusić robotników do sprzedaży ich siły roboczej i jaka będzie jej cena. Z jednej strony kapitał wykazuje tendencję do zawierania stosunku z ludnością, która wciąż dysponuje zróżnicowanymi źródłami utrzymania, gdyż niepełna proletaryzacja gospodarstwa domowego[7] umożliwia utrzymanie niskiej wartości siły roboczej. Z drugiej strony, tendencja do nieograniczonego rozszerzenia stosunku wyzysku sprzyja pełnej proletaryzacji gospodarstwa, czyli sytuacji, w której płaca stanowi główne lub w rzadkich przypadkach jedyne źródło dochodu należących do niego osób. Postępująca proletaryzacja wzmaga z kolei zależność reprodukcji siły roboczej od nakładów towarowych (Wallerstein i Smith 2012, 45). Razem z utowarowieniem źródeł utrzymania, typowym dla rozwiniętych obszarów gospodarki kapitalistycznej, następuje również wzrost standaryzacji procesu pracy reprodukcyjnej. Wzmożona zależność gospodarstwa domowego od dostaw wody, energii, utylizacji śmieci itd. oznacza, że o ilości rąk do pracy w coraz większym stopniu decyduje wysokość płacy i świadczeń socjalnych, a nie praca nienajemna. Wzrost proletaryzacji gospodarstwa domowego, wzmagający kapitałochłonność reprodukcji siły roboczej, podnosi więc próg, poniżej którego nie może spaść płaca. Stan ten zwiększa możliwości załamania stadium wymiany pieniądza na siłę roboczą (P – Sr) w ramach ruchu okrężnego kapitału.

Na podaż siły roboczej wpływa również cykliczność procesu rozszerzania stosunków pieniężnych. Podczas okresów wzrostu gospodarczego wielkości akumulacji kapitału stałego nie musi odpowiadać akumulacja kapitału zmiennego, co znaczy, że popyt na siłę roboczą będzie wzrastał szybciej niż jej podaż. Wówczas niepełne wykorzystanie środków produkcji ograniczy kapitalistyczną zdolność do rozszerzania produkcji. Wzrost popytu na zdyscyplinowanych robotników, przy spadku wielkości rezerwowej armii pracy, powoduje załamanie stadium wymiany pieniądza na siłę roboczą (P – Sr) w ramach ruchu okrężnego kapitału (Bell i Cleaver 2017, 111). Robotnicza migracja z gorszych rynków pracy na lepsze lub migracja dająca szansę na pozyskanie źródeł utrzymania poza rynkiem pracy jest kolejną przyczyną kurczenia się podaży siły roboczej.

Załamaniu omawianego stadium wymiany sprzyja także walka robotników nienajemnych o uzyskanie płacy roboczej lub dostępu do środków utrzymania w sytuacji, kiedy owoce ich pracy są przejmowane przez kapitał. Żądania darmowego mieszkania zamiast mieszkania czynszowego, opłacania pracy związanej z nauką w szkole zamiast pobierania za nią czesnego, dostępu do darmowego transportu publicznego zamiast transportu biletowanego, powszechnego dostępu do opieki medycznej zamiast domowych sposobów leczenia, opłacania opieki nad dziećmi sprawowanej przez rodziców itd. wzmagają presję zwiększenia wydatków kapitałowych na opłacanie pracy nienajemnej.

b) Stadium P – T(Śu)

W przypadku wymiany pieniądza (płacy) na środki utrzymania problem dotyczy zdolności kapitału do ograniczania dostępności środków utrzymania za pomocą ceny pieniężnej. Robotnicy mogą podnieść cenę swojej siły roboczej, co umożliwi im wzrost spożycia artykułów pierwszej potrzeby. Kapitał, wykorzystując pieniężne zapośredniczenie dostępu do dóbr konsumpcyjnych, może jednak odzyskać utraconą wartość w sferze cyrkulacji. Aby narzucić korzystny dla siebie stosunek wymiany płacy za środki utrzymania, stosuje wówczas rządową politykę finansową sprzyjającą inflacji, zorientowaną na wywołanie wzrostu cen towarów. Wzrost ten, przy niezmiennej płacy nominalnej, ponownie ograniczy dostęp do środków utrzymana oraz umożliwi transfer realnych dochodów klasy robotniczej do kieszeni kapitalistów posiadających towary.

Stopień, w jakim forma ceny zostanie narzucona, powodując ograniczenie dostępu do środków utrzymania, podlega jednak zmianom, gdyż jednostki zaspokajają swoje indywidualne i grupowe potrzeby, wykorzystując również pozapłacowe i pozapieniężne formy dochodów. Codziennie szacują korzyści wynikające z utowarowienia własnego życia w zamian za płacę lub z jego odtowarowiena. Przykładowo wywłaszczenie kapitalistów daje szansę na pominięcie formy pieniężnej w dostępie do bogactwa. Ma ono miejsce w przypadku samoredukcji czynszów, opłat za dostawy prądu czy bieżącą wodę, kradzieży w zakładach pracy lub w sklepach. Uwalnianie dostępu do dóbr konsumpcyjnych na drodze kwestionowania cen i własności prywatnej dotyczyć może także zajmowania pustostanów czy samowoli budowlanej. Ilekroć robotnicy zdobywają kontrolę nad przedmiotami użytku codziennego, unikając zawarcia stosunku pracy najemnej, pieniądz przestaje być narzędziem ograniczania dostępu do dóbr warunkujących ich przeżycie. Odrzucenie pieniężnego zapośredniczenia w dostępie do środków utrzymania powoduje załamanie stadium wymiany towaru za pieniądz (T’ – P’) w ramach ruchu okrężnego kapitału (Bell i Cleaver 2017, 151).

Załamania omawianego stadium ruchu okrężnego reprodukcji wywołuje również spadek popytu efektywnego spowodowany zbyt niskimi płacami. W takich okolicznościach nie dojdzie do realizacji wartości T’ poprzez wymianę za P’, gdyż robotnicy nie będą dysponowali pieniężnym ekwiwalentem odpowiadającym wartości T’. Jednym ze sposobów znoszenia tej bariery przez kapitał jest rozpowszechnienie kredytu konsumpcyjnego, który pozwala utrzymać niezbędną wielkość siły nabywczej robotników (Bell, Cleaver 2017, 117-118). Utrzymanie niskich płac poprzez zadłużenie zależy z kolei od ich zdolności kredytowej. Każdy udzielony kredyt niesie ze sobą ryzyko podjęcia walki przez dłużnika o poprawienie warunków spłaty i obniżenie wysokości odsetek, występuje również prawdopodobieństwo jego niespłacenia. Niewypłacalność dłużnika może wiązać się z przejęciem przez wierzyciela pewnych środków utrzymania, lecz wierzyciel staje wtedy przed problemem odzyskania części ich wartości użytkowej, skonsumowanej przez dłużnika przed egzekucją długu.

c) Stadium …Pr…

W niniejszym stadium problem sprowadza się do tego, czy nienajemna praca reprodukcyjna zostanie wykonana, wytwarzając nadwyżkę uprzedmiotowioną w sile roboczej. Kapitał narzucając klasie robotniczej określony standard reprodukcji siły roboczej, zabiega o narzucenie takiej organizacji „czasu wolnego”, która zapobiegałaby jego „trwonieniu” na zaspokajanie potrzeb innych niż reprodukcyjne. Jeżeli czas rozporządzalny nie zostanie przekształcony w czas dodatkowej pracy reprodukcyjnej, to będzie on dla kapitalisty czasem straconym. Odpowiednio do tego dzień roboczy powinien składać się z pracy niezbędnej i dodatkowej urzeczowionej w towarach, jak również z dodatkowej pracy reprodukcyjnej urzeczowionej w gotowych do spożycia środkach utrzymania. Praca najemna musi być tym fragmentem dnia, w przebiegu którego nie wykonuje się pracy reprodukcyjnej i vice versa, powinna być też ona zsynchronizowana z rytmem produkcji towarowej.

Kapitał kształtuje więc rzeczowe czynniki reprodukcji i pośrednio wpływa na organizację procesu ich przetwarzania tak, aby umożliwiał on jedynie reprodukcję człowieka jako towaru, a nie realizację jego samodzielnie określonych potrzeb. Jednym ze sposobów takiej racjonalizacji zastosowania środków utrzymania jest wdrażanie naukowej organizacji pracy reprodukcyjnej zorientowanej na pomiar jej skali, złożoności i czasu trwania. Nie bez znaczenia jest w tym przypadku określenie zestawu niezbędnych dóbr reprodukcyjnych. Przykładowo mieszkanie, zorganizowane na kształt oddzielnego warsztatu produkcyjnego, zawiera stanowiska pracy w kuchni i łazience. Ich standardowym wyposażeniem są szafy i lodówka wykorzystywane jako zasobniki do magazynowania, a także zmywarka i pralka – maszyny, których zastosowanie zgodne z instrukcją obsługi reguluje czas pracy w domu. Usytuowanie mieszkania powiązane jest z infrastrukturą transportu zbiorowego bądź indywidualnego, która określa czas poświęcony na podróż do zakładu pracy, szkoły bądź na zakupy. Kapitalistyczne standardy reprodukcji narzucają również instytucje państwowe, zdolne regulować ilość i jakość dostępnych środków utrzymania. Dostępność antykoncepcji i aborcji określa czas poświęcony na opiekę nad potencjalnym potomstwem, program nauczania określa czas nauki w szkole i odrabiania zadań domowych, polityka planowania przestrzennego wpływa na czasochłonność transportu.

Wartość użytkowa środków utrzymania jest kształtowana przez kapitał zgodnie z jego potrzebami. Nie sprawuje on jednak bezpośredniej kontroli nad sposobem ich użycia. Zakup towarów o normalnej wartości użytkowej, nie gwarantuje zatem ich celowego spożycia, którego efektem będzie odtworzenie potencjału do pracy. Robotnicy są w stanie pokonywać stawiane przed nimi przeszkody i unikać spożycia wartości użytkowych z pierwotnie nadanym im przeznaczeniem. Robotnicze zastosowanie środków i przedmiotów pracy reprodukcyjnej może wiązać się z indywidualnymi i zbiorowymi formami protestu, kiedy samochody służą do organizacji ulicznej blokady a nie do stawiania się w pracy, komputery są narzędziem rozszerzania informacji o zamieszkach lub nawiązywania relacji towarzyskich, a nie narzędziem polowania na oferty pracy, urządzenia służące do pomiaru energii po przerobieniu przestają naliczać jej pobór, ograniczając wysokość rachunków. Do opuszczania dni roboczych, przedłużania okresu wakacyjnego czy unikania zatrudnienia robotnicy wykorzystują służbę zdrowia, która wystawia lekarskie zwolnienia z pracy. Dzięki instytucjom edukacyjnym mogą oni zdobywać umiejętności przydatne do samodzielnego rozwoju, a nie do rozwoju przedsiębiorstw kapitalistycznych. Takie kreatywne wykorzystanie wartości użytkowej w swojej różnorodności pozwala na zaspokojenie subiektywnych potrzeb i nie służy utrzymaniu zdolności do podjęcia pracy, a wręcz przeciwnie, umożliwia jej unikanie. Praktyki w czasie wolnym, które nie zawężają się do polepszenia wartości użytkowej siły roboczej i obniżania jej wartości, sprzyjają ograniczeniu możliwości powtórnego zawarcia stosunku klasowego (P – Sr) a także ograniczeniu wydajności i długości pracy w stadium produkcji (…Pr…).

Robotnicy przekształcając pracę choćby w wypoczynek, wykorzystują określoną technologię i organizację pracy reprodukcyjnej. Z tej przyczyny kapitał zmuszony jest wciąż przekształcać rzeczowe czynniki reprodukcji, gdyż w innym wypadku utraci swoją kontrolę nad pracą. Unowocześnianie środków, przedmiotów i organizacji pracy reprodukcyjnej wynika ze stałego wzrostu wydajności w produkcji. Niemniej tak jak wzrost wydajności pracy w produkcji nie oznacza powszechnego skrócenia dnia roboczego, podobnie wzrost wydajności opieki, nauki czy sprzątania, nie jest równoznaczny z ich skróceniem. Łącznie z rewolucjonizowaniem technicznej podstawy pracy reprodukcyjnej kapitał stara się podwyższać poziom standardu reprodukcji siły roboczej. Nowym środkom utrzymania przypisuje określoną ilość pracy, zmuszając robotników do rozwijania nowych umiejętności reprodukcyjnych. Przykładowo dostęp do bieżącej wody, pralki i detergentów wywołuje podniesienie wymogów higieny osobistej robotnika i czystości jego mieszkania. Niezniszczona garderoba, którą pracownik biurowy, kelner czy przedstawiciel handlowy przywdziewa do pracy, powinna być świeżo wyprana, poddana działaniu płynu do płukania, a także wyprasowana, co wymaga określonego nakładu pracy.

Wzrost wydajności pracy reprodukcyjnej, ograniczając jej zapotrzebowanie, tworzy jednak materialną podstawę do jej ograniczenia. Tendencji do wzrostu wydajności pracy, towarzyszy spotęgowanie robotniczych dążeń do wykorzystania jej owoców i przekształcania czasu pracy w czas wolny od niej. Obniżenie wartości i zwiększenie dostępności środków utrzymania mogą oni wykorzystać do rozszerzenia samodzielnie określonych potrzeb, których zaspokajanie z punktu widzenia kapitału pierwotnie nie miało znaczenia reprodukcyjnego. Dobra wcześniej uważane za luksusowe stają się wówczas niezbędne, nabierają cech historycznych pierwiastków określających wartość siły roboczej. Wzrost konsumpcji wraz z tendencją do całkowitego ograniczenia pracy reprodukcyjnej znosi zubożenie, które jest warunkiem ponownego zawarcia stosunku kapitałowego w stadium wymiany pieniądza na siłę roboczą (P – Sr) w ramach ruchu okrężnego kapitału.

Pomiędzy kapitałem a ludnością robotniczą rozgrywa się więc ustawiczny konflikt o ilość pracy narzuconej w „czasie wolnym”, o kontrolę nad środkami utrzymania i sposobami ich stosowania. Działalność poza przedsiębiorstwem może polegać na wytwarzaniu wartości użytkowej niezbędnej do reprodukcji siły roboczej lub przeciwnie – może hamować proces reprodukowania ludzkiego życia jako siły roboczej. Jeżeli rzeczowe czynniki reprodukcji nie zostaną przetworzone i wchłonięte przez człowieka, utrzymując jego zdolności do pracy, wtedy nie ma mowy o występowaniu pracy reprodukcyjnej. Skrócenie jej długości i intensywności umożliwia rozwój praktyk odbywających się poza obrębem kapitalistycznych stosunków społecznych. W perspektywie robotniczej mamy wtedy do czynienia ze spożyciem produkcyjnym umożliwiającym samorozwój, lecz z perspektywy kapitału jest to spożycie nieprodukcyjne, gdyż u jego podstaw leży utrata wartości przeznaczonej na środki utrzymania.

W przypadku następujących kolejno stadiów ruchu okrężnego reprodukcji siły roboczej kapitał dąży do wzrostu podaży siły roboczej (Sr – P) przy ograniczaniu dostępu do środków utrzymania (P – Śu), którym przypisuje maksymalną ilość pracy reprodukcyjnej (…Pr…). Tak jak dany poziom rozwoju technologii, organizacja produkcji i stworzony na ich podstawie podział robotników mogą zostać przez nich przezwyciężone i wykorzystane w imię realizacji ich własnych potrzeb, tak warunki reprodukcji są źródłem robotniczej siły i wpływają na kierunki jej rozwoju. Walki związane z kolejnymi stadiami reprodukcji siły roboczej z perspektywy zaangażowanych w nie robotników dotyczą obniżenia podaży siły roboczej i podwyższenia jej wartości (Sr – P), zwiększenia dostępu do środków utrzymania (P – Śu) i obniżenia nakładu nienajemnej pracy reprodukcyjnej (…Pr…). „Na poziomie społecznie rozwiniętego kapitału rozwój kapitalistyczny podporządkowany jest walkom robotniczym” (Tronti 1977, 89) toczonym w ramach procesów reprodukcji kapitału i reprodukcji siły roboczej. Jeżeli proletariat nie reprodukuje się w sposób ciągły na coraz większą skalę, wówczas następuje załamanie płynnej akumulacji kapitału.

Podstawowy warunek produkcji

Kapitał dokłada starań, aby wszelką ludzką działalność przekształcić w pracę wytwarzającą towary lub reprodukującą człowieka jako towar. Kapitalistyczne stosunki narzuconej pracy nie przybierają jednak jedynie postaci stosunków pieniężnych. Jak dotąd rozwój kapitalizmu nie osiągnął poziomu, na którym cała praca sproletaryzowanej ludności zostałaby wchłonięta przez produkcję towarową. Siła robocza owej ludności wciąż częściowo odtwarzana jest poza stosunkami wymiany towarowej. Wykonanie nienajemnej pracy reprodukcyjnej pozostaje więc podstawowym warunkiem pojawienia się na rynku siły roboczej, która jest jedynym czynnikiem produkcji wytwarzającym wartość i wartość dodatkową. Na wszystkich dotychczasowych szczeblach rozwoju kapitalizmu akumulacji pracy najemnej odpowiadała akumulacja pracy nienajemnej (Dalla Costa 1975). Stan ten przekłada się na dwoisty charakter robotników. Są oni właścicielami tylko jednego towaru, a ponadto istnieją jako „naturalna” siła reprodukcyjna. „Niewidzialność pracy domowej skrywa sekret całego kapitalistycznego świata: źródło społecznej nadwyżki, czyli praca nienajemna, musi zostać zdegradowana, znaturalizowana, zepchnięta na margines systemu, tak by osoby biorące w niej udział mogły podlegać większej kontroli i wyzyskowi” (Caffentzis 2002, 14).

Stosunki walki

Pod pewnymi względami położenie robotników sektora najemnego i nienajemnego jest porównywalne. Obie grupy są od siebie wzajemnie zależne i podlegają wyzyskowi. Bez względu na płeć, wiek i umiejętności ich celowa działalność przyczynia się do akumulacji kapitału. W obu przypadkach proletariackie doświadczenie nie zawęża się do zawarcia pieniężnego stosunku z kapitałem, lecz dotyczy całokształtu życia robotników i ich źródeł utrzymania. Występuje tu wspólny interes właściwy wszystkim wywłaszczonym ze środków produkcji, których przeżycie zależy od walki z kapitałem o dostęp do środków utrzymania.

Niemniej rozwojowi produkcji kapitalistycznej towarzyszy proces koncentracji zaangażowanej w nią ludności. Tymczasem nienajemna praca reprodukcyjna zwykle pozostaje odosobniona. Przykładowo proces pracy przebiegający w obrębie pojedynczego gospodarstwa domowego jest pod względem organizacyjnym – w dużej mierze – ograniczony do jego ram. Potencjalna współpraca gospodarstw domowych w zakresie realizacji potrzeb reprodukcyjnych ma więc stosunkowo ograniczoną podstawę materialną. Inaczej jest w przypadku procesu produkcji, który rozwija się dzięki kooperacji budującej intensywne więzi społeczne pomiędzy robotnikami w skali globalnej.

Kolejnym elementem łączącym ze sobą pracowników najemnych jest płaca. Do pewnego stopnia stanowi ona wspólny mianownik zrównujący zróżnicowane wysiłki produkcyjne. Określa udział w procesie produkcji i położenie względem innych klas, umożliwiając własną identyfikację i zrozumienie grupowego interesu. Świadomość tego interesu rozwija się między innymi wskutek walk płacowych. Stosunek pracy nienajemnej nie jest natomiast stosunkiem, który zostaje wyrażony w wartości i w związku z tym nie posiada on swojego rzeczowego wyrazu w płacy. Brak płacy utrudnia z kolei pracownikom nienajemnym identyfikację z ogółem świata pracy.

Przezwyciężenie izolacji związanej z własnym położeniem społecznym w przypadku pracy nienajemnej często wiąże się z pominięciem pośrednictwa, np. robotnika najemnego czy instytucji państwa, w dostępie do pieniądza. Dopiero zniesienie takiej formy zapośredniczenia pozwala na bezpośredni dostęp do systemu wartości wymiennej. W ten sposób przekształcony stosunek z kapitałem pozwala na otwartą konfrontację z nim samym.

W przypadku niezatrudnionych ich posiłkowanie się organizacją pracy nienajemnej celem wzmocnienia własnej siły posiada szczególną dynamikę. Jeżeli robotnik jako przedmiot wyzysku ma znaleźć się na rynku pracy, w pierwszej kolejności musi być żywy. Utrzymanie przy życiu wchodzi w skład pracy reprodukcyjnej, ale na tym sprawa się nie kończy. Samo ludzkie życie nie jest odtwarzane w celu sprzedaży na rynku pracy i nie ma ono dla kapitału wartości użytkowej. Dopiero w dalszej kolejności praca reprodukcyjna, jako praca konkretna, tworzy warunki umożliwiające przekształcenie życia w osobowy czynnik produkcji, jakim jest siła robocza. Bywa, że reprodukcja życia jako takiego i reprodukcja życia jako towaru są ze sobą zbieżne. Odmowa pracy reprodukcyjnej oznaczać może wówczas zniszczenie własnego potencjału biologicznego. Praca najemna natomiast nie jest dla robotnika bezpośrednim warunkiem zachowania własnego życia, a jej zaprzestanie w pierwszym rzędzie uderza w kapitał, a nie w niego samego.

Zwalczając robotniczy opór powstały w procesie wytwarzania towarów i reprodukcji siły roboczej, kapitał musi nieustannie zmieniać wdrażane przez siebie podziały. Dotyczą one stosunku ilości robotników nienajemnych względem najemnych, kształtowania podziału płacowego w obrębie całości świata pracy i hierarchii płac w obrębie grupy najemnej, powiązania podziałów płacowych z innymi podziałami narodowymi lub płciowymi występującymi w obrębie klasy, organizacji pracy w przedsiębiorstwie, w domu czy w szkole. Czynniki te decydują o zmianach układu sił w łonie samej klasy robotniczej, jak również w jej stosunkach z kapitałem, a co za tym idzie określają bieżący charakter walk z wyzyskiem, ich rozwój i cyrkulację.

Wykaz literatury

Bell, Peter i Harry Cleaver. 2017. Teoria kryzysu jako teoria walki klas. Tłum. Krzysztof Król. Poznań: A+

Caffentzis, George. 2002. „On the Notion of a Crisis of Social reproduction. A Theoretical Review.” The Commoner 5, Autumn: 1–22. www.commoner.org.uk.

Caffentzis, George. 2005. „Immesurable Value? An Essay on Marx’s Legacy.” The Commoner 10, Spring/Summer: 87–104. www.commoner.org.uk.

Cleaver, Harry. 2007. „Praca wciąż jest centralną kwestią”. Tłum. Jakub Maciejczyk. Recykling Idei 9: 23–30.

Cleaver, Harry. 2011a. „On Domestic Labor and Value in Mariarosa Dalla Costaʼs »Women and the Subversion of the Community«”. https://caringlabor.wordpress.com/2011/01/16/harry-cleaver-on-self-valorization-in-mariarosa-dalla-costa’s-women-and-the-subversion-of-the-community/.

Cleaver, Harry. 2011b. Polityczne czytanie Kapitału. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Oficyna Wydawnicza Bractwa „Trojka”.

Dalla Costa, Mariarosa. 1975. „Women and the Subversion of the Community”. W Mariarosa Dalla Costa i Selma James. The Power of Women and the Subversion of the Community. Bristol: Falling Wall Press.

Federici, Silvia. 2009. „The Devaluation of Womenʼs Labour.” W Eco-Sufficiency and Global Justice. Women Write Political Ecology. Red. Ariel Salleh. London–New York: Pluto Press.

Lotta Femminista, International Feminist Collective. 1972. List. Przedruk w L’Offensiva. Turin: Musolini: 18–19. Cyt. za: Selma James. 2012. „Sex, Race, and Class.” W Sex, Race, and Class – The Perspective of Winning: A Selection of Writings, 1952–2011. Oakland: Pm Press.

Marks, Karol. 1951. Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T. 1. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1955. Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T. 2. Tłum. Julian Maliniak. Warszawa: Książka i Wiedza.

Tronti, Mario. 1977. Operai e capitale. Torino: Einaudi.

Wallerstein, Immanuel i Joan Smith. 2012. „Gospodarstwo domowe jako instytucja gospodarki świata”. Tłum. Jakub Maciejczyk. Recykling idei 13: 36–48.

Wallerstein, Immanuel. 2007. Analiza systemów-światów. Wprowadzenie. Tłum. Katarzyna Gawlicz i Marcin Starnawski. Warszawa: Dialog.

 

Krzysztof Król – tłumacz i działacz OZZ Inicjatywa Pracownicza.

 

DANE ADRESOWE:

OZZ Inicjatywa Pracownicza

Kościelna 4/1a

60-538, Poznań

CYTOWANIE: Król, Krzysztof. 2017. Reprodukcja siły roboczej w kapitalizmie. Praktyka Teoretyczna 3(25): 265-288.

DOI: 10.14746/prt.2017.3.11

 

AUTHOR: Krzysztof Król

TITLE: The Reproduction of Labour Power in Capitalism

ABSTRACT: The article focuses on the reproductive labour’s role in capitalism and its political implications. It constitutes a part in the discussion on the reproductive labour.

KEYWORDS: Karl Marx, capitalism, politics, reproductive labour, feminism.

[1]   Jak twierdzi George Caffentzis, Marksowskie zastosowanie teorii wartości służyło rozwiązaniu problemów stojących przed ruchami antykapitalistycznymi w dziewiętnastym wieku, gdyż dyskurs ten miał równocześnie charakter analityczny, krytyczny i rewolucyjny (Caffentzis 2005, 94). Więcej na temat strategicznej interpretacji teorii wartości z perspektywy klasy robotniczej zob. Cleaver 2011b.

[2]   Immanuel Wallerstein i Joan Smith wyróżniają pięć rodzajów dochodów (rozumianych w szerszym sensie) gospodarstwa domowego: „płace, dochody ze sprzedaży na rynku (lub zysk), renta, transfery oraz wytwórczość na własne potrzeby (czyli bezpośredni wkład pracy)” (Wallerstein i Smith 2012).

[3]   Przykładowo, towary produkowane przez robotników przemysłu zbrojeniowego nie służą reprodukcji siły roboczej, wręcz przeciwnie, realizacja wartości użytkowej uzbrojenia pociąga za sobą wyniszczenie ludności. Niemniej płace robotników owego przemysłu są źródłem ich utrzymania, umożliwiającym reprodukcję ich potencjału do pracy.

[4]   Najemną pracą reprodukcyjną może być praca pielęgniarki, lekarki, nauczycielki, opiekunki, pomocy domowej itp.

[5]   Jak np. w przypadku nieopłaconej pracy więźniów, żołnierzy czy wolontariuszy itp.

[6]   Zastępowalność produkcji towarowej wytworami nienajemnej pracy reprodukcyjnej nigdy nie może być całkowita ze względu na jej ograniczone „uzbrojenie” techniczne. Natomiast zastępowalność nienajemnej pracy reprodukcyjnej produkcją towarową jest potencjalnie całościowa (lecz w przypadku proletariackich gospodarstw domowych stan taki należy do rzadkości).

[7]   „Rozróżnijmy dwie podstawowe możliwości: gospodarstwa domowe, w których wynagrodzenie za pracę zarobkową stanowi pięćdziesiąt procent lub więcej całkowitego dochodu w ciągu trwania życia, oraz gospodarstwa, w których stanowi ono mniejszą część. Nazwijmy pierwsze z nich »proletariackimi gospodarstwami domowymi« (ze względu na to, iż wydają one się być tak bardzo uzależnione od dochodów z pracy zarobkowej, do czego termin »proletariacki« ma się odwoływać), a drugie »półproletariackimi gospodarstwami domowymi« (ponieważ bez wątpienia większość ich członków otrzymuje przynajmniej jakieś wynagrodzenie za pracę)” (Wallerstein 2007, 56). W myśl powyższych założeń na obszarach peryferyjnych gospodarki kapitalistycznej przeważają półproletariackie gospodarstwa domowe, natomiast w centrach przeważają proletariackie gospodarstwa domowe.

Florian Nowicki – Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa

Abstrakt: Publikowany tekst jest przekrojowym omówieniem funkcji pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie na gruncie myśli Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Stanowi jeden z głosów w debacie o pracy reprodukcyjnej.

Słowa kluczowe: Karol Marks, Fryderyk Engels, kapitalizm, komunizm, praca reprodukcyjna, patriarchat.

Niniejszy artykuł poświęcony jest problemowi usytuowania pracy reprodukcyjnej w kapitalistycznym systemie ekonomicznym – w świetle Marksowskiej teorii wartości dodatkowej. Interesują nas zatem nie tyle poglądy Marksa1 na stan faktyczny, ile wpisane w teorię wartości dodatkowej intuicje dotyczące stosunku kapitału do pracy reprodukcyjnej, warunków możliwości2 zainteresowania kapitału konserwacją „prywatnej” pracy reprodukcyjnej.

Zacznijmy jednak od tego, ż „prywatna” praca reprodukcyjna nie jest – w ujęciu Marksa i Engelsa – oryginalnym wynalazkiem kapitalizmu, ale zachowanym3 elementem wcześniejszego sposobu produkcji, określanego przez Marksa jako „drobne gospodarstwo”4[1], tudzież „patriarchalna wiejska produkcja rodziny chłopskiej”[2]5, w którym rodzina monogamiczna wytwarza samodzielnie rzeczowe warunki własnej reprodukcji.

Ukształtowanie się tego sposobu produkcji – w procesie rozkładu ustroju rodowego[3] – było w ujęciu Engelsa równoznaczne z przekształceniem pracy domowej kobiet w „służbę prywatną”: „Prowadzenie gospodarstwa domowego utraciło swój charakter publiczny. Nie obchodziło ono już społeczeństwa. Stało się ono służbą prywatną: żona stała się pierwszą służącą…”6.7

Kapitalistyczna fabryka, zastępując „drobne gospodarstwo”8 w charakterze podstawowej jednostki produkcyjnej, pozbawia rodzinę monogamiczną zdolności do samodzielnego wytwarzania rzeczowych warunków własnej reprodukcji. Gospodarstwo rodziny monogamicznej – okrojone z części produkcyjnej – zawężone zostaje do samego gospodarstwa domowego (organizującego proces konsumpcji). Wraz z rodzinnym gospodarstwem domowym zachowuje się właściwy mu stosunek: prywatna służba żon na rzecz mężów (w sferze organizacji procesu konsumpcji). W ujęciu Marksa i Engelsa, „aktywizacja zawodowa” żon proletariuszy zawęża jednakże skalę jego reprodukcji, a – przejawiająca się w tym stosunku – władza męża nad żoną traci (w środowisku proletariackim) swoją „bazę”.

Praca reprodukcyjna żony robotnika – o ile nie zostaje przez kapitalizm „rozłożona” – stanowi bezpośrednią kontynuację pracy reprodukcyjnej chłopki, a towarzysząca jej „brutalność” (męża wobec żony) – kontynuację tej „brutalności”, która zrodziła się wraz z rodziną monogamiczną (tj. na długo przed kapitalizmem).

Kapitalizm należy – w związku z powyższym – obwiniać nie o to, że stwarza instytucję „prywatnej” pracy domowej (reprodukującą stosunki patriarchalne), a jedynie o to, że ją zachowuje (albo, że: nie rozkłada jej do końca). W ujęciu Marksa i Engelsa kapitalizm nie jest systemem propatriarchalnym, ale zdecydowanie antypatriarchalnym (co nie znaczy: przyjaznym kobietom).

Jakkolwiek przerażający i odrażający jest – czytamy u Marksa – obraz rozkładu dawnej rodziny w systemie kapitalistycznym, to przecież wielki przemysł, wyznaczając kobietom, młodocianym i dzieciom obojga płci tak przemożną rolę w społecznie zorganizowanym procesie produkcji poza sferą życia domowego, stwarza tym samym nową ekonomiczną podstawę dla wyższej formy wzajemnego stosunku płci9.

Wyzwolenie kobiety dopiero wówczas będzie możliwe, gdy weźmie ona udział na wielką skalę w produkcji społecznej, a praca domowa będzie ją absorbowała tylko w nieznacznej mierze. A to stało się możliwe dopiero dzięki wielkiemu przemysłowi nowożytnemu, który nie tylko umożliwia pracę kobiet na wielką skalę, lecz nawet formalnie jej wymaga i coraz bardziej dąży do wcielenia prywatnego gospodarstwa domowego do przemysłu społecznego”10.

…odkąd wielki przemysł przeniósł kobietę z domu na rynek pracy i do fabryki, czyniąc ją często żywicielką rodziny, ostatnia pozostałość panowania mężczyzny traci wszelki grunt w domu proletariusza – oprócz pewnej jeszcze brutalności w stosunku do kobiet, która się zjawiła w rodzinie od czasu wprowadzenia monogamii. […] rodzina proletariacka nie jest już rodziną monogamiczną w ścisłym znaczeniu…”11.

Kapitalizm niszczy rodzinę proletariacką, prowadzi do jej rozkładu: „…wielki przemysł – czytamy w Kapitale – wraz z podstawą ekonomiczną dawnej rodziny i odpowiadającą jej pracą rodzinną rozkłada też same dawne stosunki rodzinne” (Marks 1968, 582). „W pełni rozwinięta rodzina – czytamy w Manifeście komunistycznym – istnieje tylko dla burżuazji; ale jej uzupełnieniem jest przymusowy brak rodziny u proletariuszy i publiczna prostytucja”.

Burżuazyjne frazesy o rodzinie i wychowaniu, o tkliwym stosunku między rodzicami a dziećmi stają się tym wstrętniejsze, im bardziej rozwój wielkiego przemysłu niszczy w środowisku proletariuszy wszelkie więzi rodzinne, a dzieci stają się zwykłym przedmiotem handlu i narzędziami pracy12.

Zatrudnianie kobiety w fabryce – pisze z kolei młody Engels – nieuchronnie powoduje zupełny rozkład rodziny […] Matka, która nie ma czasu zatroszczyć się o swe dziecko ani darzyć go w pierwszych latach najzwyklejszymi dowodami miłości macierzyńskiej, matka, która rzadko tylko widuje swoje dziecko, nie może być dla tego dziecka matką…13.

Kapitalizm nie tylko rozkłada rodzinną pracę domową, ale również pozbawia kobiety umiejętności jej wykonywania. Jak pisze Engels:

…dziewczyna, która od dziewiątego roku życia pracowała w fabryce, nie miała możności zaznajomić się z zajęciami domowymi, i dlatego wszystkie robotnice fabryczne są w tej dziedzinie całkiem niedoświadczone i nie nadają się zupełnie na gospodynie domowe. Nie potrafią ani szyć, ani cerować, ani gotować, ani prać, nie znają najzwyklejszych czynności gospodyni domu, a o tym, jak należy obchodzić się z małymi dziećmi – nie mają w ogóle pojęcia14.

Podobną uwagę wypowiada Marks, wskazując na pozytywne rezultaty kryzysu bawełnianego, towarzyszącego amerykańskiej wojnie domowej: „…kryzys był jeszcze pod wielu innymi względami korzystny. Żony robotników teraz dopiero znalazły czas i możność karmienia dzieci piersią, gdy przedtem zatruwały je kordiałem Godfreya (preparatem opiumowym). Znalazłyby czas, aby nauczyć się gotować. Niestety, sztukę kulinarną zdobyły wtedy, kiedy nie miały co jeść. Ale widać z tego, jak kapitał w celu pomnażania swej wartości uzurpował sobie prawo do pracy rodziny, potrzebnej do zaspokojenia jej potrzeb. Skorzystano również z kryzysu, aby w szkołach szycia uczyć szyć córki robotników. Trzeba było rewolucji amerykańskiej i kryzysu światowego, aby dziewczęta robotnicze przędące dla całego świata nauczyły się szyć!”15.

Kapitalizm, jak zdaje się zakładać Engels, wyklucza możliwość pracy kobiety na dwóch „etatach”, domowym i zarobkowym:

Dopiero wielki przemysł naszych czasów znów otworzył kobiecie – i to tylko proletariuszce – drogę do produkcji społecznej. Ale dzieje się to w ten sposób, że jeśli spełnia ona swe obowiązki w prywatnej służbie rodziny, pozostaje wyłączona z produkcji publicznej, nie może niczego zarobić. Jeśli zaś kobieta chce uczestniczyć w produkcji społecznej i samodzielnie zarobkować, to nie jest w stanie spełniać obowiązków rodzinnych. Takie samo jak w fabryce jest położenie kobiety we wszystkich dziedzinach działalności aż po medycynę i adwokaturę16.

W tej perspektywie zasadniczą prawidłowością kapitalizmu wydaje się rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego, w ramach którego wykonywana jest praca domowa.

Reprodukcja rozszerzona (kapitału) jest zarazem rozszerzoną reprodukcją samego stosunku kapitałowego: pomnażaniem proletariatu[5]. Oczywiście, rozszerzona reprodukcja kapitału i stosunku kapitałowego nie musi odbywać się kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego. Dodatkowych sił roboczych może dostarczać kapitałowi sam wzrost demograficzny, albo po prostu rezerwowa armia pracy. O ile jednak reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na pozyskiwanie kobiecych sił roboczych, o ile prowadzi więc nie tylko do wzrostu zatrudnienia, ale również do wzrostu udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych – musi ona (w optyce Marksa i Engelsa) odbywać się kosztem uszczuplenia (globalnego) nakładu pracy reprodukcyjnej: więcej proletariatu = mniej patriarchatu.           

Do tej pory ustaliliśmy (w imieniu Marksa i Engelsa) jedynie tyle, że prywatna praca reprodukcyjna:

– nie jest oryginalnym produktem systemu kapitalistycznego,

– może (albo musi) padać ofiarą rozszerzonej reprodukcji stosunku kapitałowego.

Obydwa te ustalenia nie kłócą się jednakże z faktem, że w ramach systemu kapitalistycznego prywatna praca reprodukcyjna żon robotników – o ile nie zostaje rozłożona do końca – współtworzy zamknięty obieg kołowy z kapitalistyczną produkcją przemysłową, obejmującą dział I, wytwarzający środki produkcji, i dział II, wytwarzający środki utrzymania.

Marks nie bada pracy domowej, wykonywanej w ramach stosunku patriarchalnego, na tym samym szczeblu abstrakcji, na którym bada – w I tomie Kapitału – pracę fabryczną wykonywaną w ramach stosunku kapitałowego. Praca domowa pojawia się w jego rozważaniach zawsze w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi. Na najwyższych szczeblach abstrakcji praca domowa w ogóle nie istnieje, a cały problem reprodukcji (siły roboczej) rozwiązuje niejako dział II gospodarki kapitalistycznej. Na najwyższych szczeblach abstrakcji proces reprodukcji siły roboczej sprowadzony jest do czystej konsumpcji produktów działu II – nie ma więc nic wspólnego z jakąkolwiek pracą, wykonywaną poza stosunkami kapitalistycznymi. Jest to, owszem, konsumpcja produkcyjna, w tym sensie, iż produkuje ona siłę roboczą – nie towarzyszy jej jednak żadna dodatkowa praca organizacyjna. Wykonawcami pracy reprodukcyjnej są więc (jak gdyby) robotnicy działu II. Zstępując z wyżyn abstrakcji, by rozpatrzyć maszynę jako środek pozyskiwania (przez kapitał) kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych[6], Marks czuje się jednak zmuszony potraktować zagadnienie reprodukcji siły roboczej w sposób konkretniejszy, uwzględniający (wymierny) udział (w procesie reprodukcji siły roboczej) pracy domowej żon proletariuszy. Na konkretniejszym szczeblu Marksowskich analiz mamy więc faktycznie do czynienia z zamkniętym obiegiem kołowym, w ramach którego dział II, „konsumując” produkcyjnie produkty działu I, wytwarza rzeczowe składniki procesu reprodukcji siły roboczej, które produkcyjnie „konsumuje” praca domowa kobiet, by wytworzyć siłę roboczą, „konsumowaną” produkcyjnie przez obydwa działy produkcji kapitalistycznej.

Pamiętajmy jednakże, że sam udział prywatnej pracy domowej w kapitalistycznym kole reprodukcyjnym nie dowodzi jeszcze strukturalnej zgodności obydwu elementów: kapitalistycznego i patriarchalnego; w szczególności nie dowodzi, iż prywatna praca reprodukcyjna żon robotników stanowi – z punktu widzenia celu kapitału, jakim jest maksymalizowanie globalnej wartości dodatkowej – efektywniejsze rozwiązanie problemu kosztów reprodukcji siły roboczej, niż (ewentualne) rozwiązanie tego problemu w ramach samych stosunków kapitalistycznych – tzn. albo sprowadzenie całej reprodukcji siły roboczej do konsumpcji produktów działu II (jak zakłada Marks na wyższych szczeblach abstrakcji), albo objęcie usług reprodukcyjnych stosunkami kapitalistycznymi (opcja, od której Marks zasadniczo abstrahuje). Ewentualna zgodność tych elementów musi być dopiero teoretycznie dowiedziona.

Nasuwają się zatem dwa pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć, trzymając się ściśle założeń Marksowskiej teorii wartości dodatkowej, wyłożonej w Kapitale:

Czy reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze jest z punktu widzenia kapitału korzystniejsza od reprodukcji rozszerzonej o charakterze „bezpłciowym” (nie zwiększającej udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych)?

Czy rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem stosunku patriarchalnego, oprócz (ewentualnych) korzyści, generuje – z punktu widzenia kapitału – jakieś straty, uszczuplające/znoszące/przewyższające (ewentualne) korzyści (o których mowa w punkcie 1)?

Dopiero rozstrzygnięcie obydwu tych problemów pozwoli udzielić (w imieniu Marksa) odpowiedzi na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w ramach systemu kapitalistycznego, będące w istocie pytaniem o stosunek kapitalizmu do patriarchatu. Pytamy zatem faktycznie o to, czy kapitalizm, o ile zachowuje przedkapitalistyczną instytucję patriarchalnej służby domowej żon, czyni to „celowo”, we własnym, dobrze pojętym interesie, czy też toleruje owo „obce ciało” jedynie wskutek swej bezsilności – w obliczu starszej od kapitału, i reprodukującej się bez jego pomocy, potęgi społecznej, a mianowicie: patriarchatu. Czy patriarchalna instytucja kobiecej „niewoli domowej” reprodukuje się wbrew kapitałowi, czy też w jego interesie?

Pytanie pierwsze: czy (i dlaczego) kapitał pragnie kobiecych sił roboczych?

Rozważając korzyści, jakie uzyskuje kapitał z tytułu reprodukcji rozszerzonej zorientowanej na kobiece siły robocze, musimy wyraźnie oddzielić te profity, które wynikają z samej reprodukcji rozszerzonej (jako takiej), od dodatkowych korzyści wynikających z jej orientacji płciowej (tudzież płciowo-wiekowej). Reprodukcja rozszerzona jako taka sprowadza się do rozszerzenia skali produkcji, czyli: rozszerzenia pola wyzysku. Pewna część wartości dodatkowej zostaje zakumulowana, tzn. przeznaczona na dodatkowy kapitał stały i dodatkowy kapitał zmienny. Kapitał wchłania dzięki temu większą (niż przy poprzednim obrocie) masę pracy żywej, a więc również – większą masę pracy dodatkowej, co daje wzrost globalnej wartości dodatkowej (w stosunku do poprzedniego cyklu „rozliczeniowego”). Reprodukcja rozszerzona w postaci czystej, taka jaką bada Marks w II tomie Kapitału, zakłada proporcjonalny przyrost pracy niezbędnej i pracy dodatkowej, a przeto nie przewiduje zmiany wysokości płac, a więc – zmiany stopy wartości dodatkowej (stopy wyzysku). Procentowy przyrost masy globalnej wartości dodatkowej jest zatem równy procentowemu przyrostowi kapitału zmiennego, ten zaś – procentowemu przyrostowi zatrudnienia.

O ile reprodukcja rozszerzona (w postaci czystej) powiększa masę wartości dodatkowej stosownie do rozszerzenia pola wyzysku, o tyle reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze (rozpatrywana przez Marksa w kontekście rozważań nad maszyną) pozwala połączyć rozszerzenie pola wyzysku z jednoczesnym podniesieniem jego stopy. Podniesienie stopy wyzysku jest właśnie tą korzyścią, która wynika nie z reprodukcji rozszerzonej jako takiej, ale z jej specyficznej orientacji płciowej. Dlaczego tak się dzieje? Można by to wyjaśnić w sposób niezwykle prosty, odwołując się do banalnej konstatacji, że kobiety zarabiają po prostu mniej niż mężczyźni, z czego wynika, iż wzrost udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych musi prowadzić do obniżenia płacy przeciętnej, a przeto – powiększenia stopy wyzysku. Teoria Marksa pozwala jednakże wyjaśnić wpływ „prokobiecej” orientacji reprodukcji rozszerzonej na stopę wyzysku – bez odwoływania się do wspomnianej tu okoliczności „empirycznej”, tzn. przy abstrahowaniu od jakichkolwiek nierówności płacowych w przekroju płciowym (tudzież wiekowym). Otóż, jednoczesne wystąpienie dwóch czynników wzrostu masy wartości dodatkowej (rozszerzenie skali produkcji i powiększenie stopy wyzysku) wynika w tych okolicznościach (orientacja reprodukcji rozszerzonej na kobiece siły robocze) z samej Marksowskiej definicji wartości siły roboczej, skonkretyzowanej przez Marksa specjalnie na tę okazję, w ustępie zatytułowanym: O tym jak kapitał przywłaszcza sobie dodatkowe siły robocze. Praca kobiet i dzieci.

Zwykła definicja wartości siły roboczej uwzględnia okoliczność, że „Suma środków utrzymania, niezbędnych do produkcji siły roboczej, obejmuje […] również środki utrzymania zastępców, czyli dzieci robotników…” (Marks 1968, 198). Implicite zakłada się tu, iż – określająca wartość siły roboczej – suma środków utrzymania musi również obejmować środki utrzymania żony (bez której trudno byłoby o „zastępców”). Definicja ta nie wspomina jednakże o jej (ewentualnej) aktywności zarobkowej, a przeto sugeruje, że mąż jest jedynym „żywicielem” rodziny. Implicite stawia się tu znak równości między (jednostkową) płacą roboczą a pieniężnym dochodem rodziny proletariackiej.

„Aktywizacja zawodowa” kobiet (i dzieci) – rozpatrywana jako proces masowy – znosi jednakże równanie: (jednostkowa) płaca robocza = pieniężny przychód rodziny robotniczej. Pytanie brzmi: która z tych wielkości ma się obecnie równać cenie wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny robotniczej? Jako że zakładanym przez Marksa „celem” jest tutaj zapewnienie rodzinie proletariackiej niezbędnych środków utrzymania, nie ma żadnego powodu, by rodzina proletariacka dysponowała dwukrotnie większym wolumenem środków utrzymania z tego tylko powodu, że podwoiła się (przeciętna) ilość osób zarobkujących w rodzinie. Niejako wbrew popularnej maksymie, że „od przybytku głowa nie boli”, kapitał uwalnia rodzinę robotniczą od problemów związanych z nadmiarem środków utrzymania, sprowadzając wartość (jednostkowej) siły roboczej do wartości wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny proletariackiej – podzielonej przez przeciętną ilość osób w rodzinie, zatrudnionych przez kapitał, tzn. samodzielnie zarobkujących:

Wartość siły roboczej określał nie tylko czas pracy potrzebny do utrzymania indywidualnego robotnika dorosłego, lecz także czas pracy potrzebny do utrzymania rodziny robotniczej. Rzucając na rynek pracy wszystkich członków rodziny robotniczej, maszyna rozkłada wartość siły roboczej mężczyzny na całą jego rodzinę. Zmniejsza więc wartość jego siły roboczej. […] Cztery osoby muszą oddawać kapitałowi nie tylko pracę, lecz również pracę dodatkową, aby jedna rodzina mogła utrzymać się przy życiu. W ten sposób maszyna powiększając od samego początku eksploatowany materiał ludzki, właściwe pole wyzysku dla kapitału, podwyższa zarazem stopień wyzysku17.

Przy założeniu, że koszty reprodukcji rodziny robotniczej utrzymują się na wyjściowym poziomie, łączna płaca wszystkich pracujących dla kapitału członków/członkiń rodziny proletariackiej równa się dawnej płacy męża/ojca z okresu, gdy był on jedynym „żywicielem” rodziny. Równoczesne rozszerzenie pola wyzysku i podniesienie jego stopy wynika tu zatem nie z tego, że kobiety (czy dzieci) zarabiają mniej od mężczyzn, ale z samej definicji wartości siły roboczej, która (w wersji skonkretyzowanej) wskazuje explicite na mechanizm „rozkładania” wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę (w miarę jej „aktywizacji zawodowej”).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi: kapitał pragnie kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych dlatego, że zorientowana na nie reprodukcja rozszerzona pozwala uzupełnić zwykłe korzyści z tytułu rozszerzenia pola wyzysku korzyścią dodatkową, wynikającą z podniesienia stopy wyzysku.

Pytanie drugie: czy zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego generuje (z punktu widzenia kapitału) jakieś straty?

Odpowiadając na pytanie pierwsze, abstrahowaliśmy całkowicie od problemu, którego dotyczy bezpośrednio pytanie drugie. Pozwoliliśmy sobie zatem na wycięcie z cytowanej wypowiedzi Marksa, zawierającej skonkretyzowaną definicję wartości siły roboczej, następującego fragmentu:

Kupno rodziny rozdrobnionej np. na cztery siły robocze kosztuje może więcej, niż dawniej kosztował zakup siły roboczej głowy rodziny, ale za to 4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej18.

Otóż, w świetle wyjaśnień Marksa, kosztuje ono więcej nie dlatego, że bardziej spracowana rodzina musi konsumować więcej niż wcześniej, ale dlatego, że żona/matka przestała wykonywać pracę reprodukcyjną. Oderwanie kobiet od pracy reprodukcyjnej podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej. Wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej stanowi jak gdyby „miarę” oszczędności, które uzyskiwał kapitał (w punkcie wyjścia) z tytułu wykonywania przez żony robotników pracy reprodukcyjnej (a które utracił, „aktywizując” żony proletariuszy).

Ponieważ niektóre funkcje rodziny, np. doglądanie i karmienie dzieci itd., nie mogą być w zupełności zniesione, przeto matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów. Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu. Dodajmy do tego jeszcze, że oszczędność i celowość w spożywaniu i przygotowywaniu środków utrzymania staje się niemożliwa (Marks 1968, 468-469).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi zatem: zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej.

Utraconą przez kapitał oszczędność zbadamy najpierw równie jednostronnie, jak badaliśmy przed chwilą (dodatkową) korzyść, uzyskiwaną przez kapitał, gdy reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze. Tak jak wówczas abstrahowaliśmy od wzrostu kosztów reprodukcji rodziny robotniczej (z tytułu niewykonywania przez kobiety pracy reprodukcyjnej), tak obecnie będziemy abstrahować od innego rodzaju oszczędności, które zakłada – omówiony wcześniej – mechanizm „rozkładania” (wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę – w miarę jej „aktywizacji”).

Aby zbadać interesującą nas tu oszczędność w postaci czystej, musimy założyć – jako punkt odniesienia – sytuację, która – z historycznego punktu widzenia – jest zupełnie nierealistyczna, a mianowicie sytuację, w której żony proletariuszy ani nie pracują dla kapitalistów, ani nie wykonują pracy reprodukcyjnej. Nazwijmy ją sytuacją A, w odróżnieniu od sytuacji B, w której kobiety wykonują pracę reprodukcyjną (natomiast nie wykonują pracy fabrycznej).

Załóżmy, że w sytuacji A, statystyczny mąż pracuje w fabryce 12 godzin, z czego 6 przypada na pracę niezbędną, a 6 na pracę dodatkową (stopa wartości dodatkowej = 1), żona oddaje się zaś wyłącznie konsumowaniu.

W sytuacji B, statystyczny mąż pracuje a fabryce tyle, ile pracował, natomiast statystyczna żona wykonuje pracę reprodukcyjną – równą pod względem długości i intensywności fabrycznej pracy męża. Dzięki 12 godzinom pracy reprodukcyjnej żony, kapitał może – zakładając na potrzeby przedstawienia mechanizmu – obniżyć płacę roboczą (wartość siły roboczej męża) o 2/3, tzn. skrócić pracę niezbędną męża z 6 godzin do 2, co oznacza, że (przy niezmienionej długości fabrycznego dnia roboczego) praca dodatkowa wydłużona zostaje z 6 godzin do 10 (stopa wartości dodatkowej wzrasta więc z 1 do 5). Zakładając, iż 12 h pracy reprodukcyjnej pozwala skrócić pracę niezbędną męża o 4 h, założyliśmy, iż praca reprodukcyjna jest pracą – jak gdyby – 3 razy mniej wydajną niż praca fabryczna[7].

Z punktu widzenia kapitału nastąpiło tu przekształcenie 4 godzin pracy niezbędnej w 4 godziny pracy dodatkowej (czysty zysk), z punktu widzenia rodziny proletariackiej – „wyprowadzenie” 4 godzin pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego, a w ujęciu ilościowym: przekształcenie 4 godzin pracy w 12. O ile więc fabryczna praca niezbędna skrócona została z 6 godzin do 2, o tyle praca niezbędna w ujęciu szerszym (obejmującym zarówno fabryczną pracę niezbędną, jak i domową pracę reprodukcyjną) wydłużona została z 6 godzin do 14. Choć cała ta operacja doprowadziła do spadku przeciętnej wydajności pracy ludzkiej, kapitał zaoszczędził, ponieważ skrócił opłacaną część pracy niezbędnej, a przeto podniósł stopę wartości dodatkowej. Z punktu widzenia kapitału praca reprodukcyjna żony robotnika polega na przekształcaniu pracy niezbędnej męża (opłacanej przez kapitał) w (nieopłacaną) pracę dodatkową. Udział pracy domowej w procesie reprodukcji siły roboczej jest więc „wymierny” – jego „miarę” stanowi ilość „zaoszczędzonych” (przez kapitał) godzin fabrycznej pracy niezbędnej. W naszym przykładzie, dzienna oszczędność (kapitału) – przypadająca na jednego zatrudnionego – stanowi ekwiwalent produktu 4 godzin abstrakcyjnej pracy ludzkiej.

Możemy przyjąć, iż zawsze, gdy kobiety wykonują pracę reprodukcyjną, kapitał czerpie z tego tytułu korzyści o charakterze oszczędnościowym. Oszczędności tego typu – tj. związane z przerzucaniem kosztów reprodukcji siły roboczej na gospodarstwa domowe (a ściślej: kobiety wykonujące pracę reprodukcyjną) – będziemy określać jako oszczędności eksternalizacyjne.

„Miara” oszczędności została tu jednak zbadana – jak zapowiadaliśmy wcześniej – w sposób jednostronny. Mierząc oszczędności występujące w sytuacji B jedynie różnicą między długością (fabrycznej) pracy niezbędnej w sytuacjach A i B, abstrahowaliśmy bowiem od kosztu ich uzyskania, tj. abstrahowaliśmy od równoczesnej rezygnacji (kapitału) z oszczędności alternatywnych, związanych z omówionym wcześniej mechanizmem „rozkładania”. Jeżeli zestawiamy sytuację B jedynie z (nierealistyczną) sytuacją A, oszczędność – równa 4 godzinom – nie wydaje się obarczona jakimkolwiek kosztem uzyskania. W obydwu tych sytuacjach – niezależnie od tego, co porabia w domu żona – wartość siły roboczej męża obejmuje (oprócz wartości rzeczowych warunków reprodukcji męża i przypadającej na niego połowy wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) wartość rzeczowych warunków reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci. Jeżeli jednak uwzględnimy alternatywę w postaci bezpośredniej pracy żony dla kapitału, połowa (skróconej w porównaniu z sytuacją A o 4 godziny) pracy niezbędnej męża okaże się – przeoczonym przez nas – kosztem uzyskania oszczędności.

Bilans oszczędnościowy

Przyjrzyjmy się zatem oszczędności występującej w sytuacji B, wzbogacając dotychczasowy układ odniesienia o sytuację C, w której mąż pracuje tyle samo, co w sytuacjach A i B, a żona porzuca pracę reprodukcyjną i podejmuje pracę w kapitalistycznej fabryce.

Poniższa tabelka ukazuje wpływ aktywności żony na wartość siły roboczej męża. Obecny kontekst zmusza nas do uwzględnienia podziału pracy niezbędnej (N) męża na dwie części: NM (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji męża + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) i NŻ (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji żony + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci). W sytuacji C, dzięki mechanizmowi „rozkładania”, NŻ = 0, w pozostałych sytuacjach, NŻ = NM.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA WARTOŚĆ SIŁY ROBOCZEJ MĘŻA[8] (i stopę wartości dodatkowej[9])

Sytuacja Żona Mąż

 

A 0 h R + 0 h F 3 h NM + 3 h NŻ + 6 h D
B 12 h R + 0 h F 1 h NM + 1 h NŻ + 10 h D
C 0 h R + 12 h F 3 h NM + 0 h NŻ + 9 h D

 Oznaczenia:

R – praca reprodukcyjna

F – praca fabryczna

N – (fabryczna) praca niezbędna

NM – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji męża i (przypadającą na męża) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

NŻ – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

D – praca dodatkowa

Założenia:

– R i F są równie intensywne

– R jest 3 razy mniej wydajna niż F (3 h R wytwarza równowartość 1 h F)

– NM + NŻ + D = 12 h

– jeżeli NŻ ≠ 0, to NM = NŻ

W układzie odniesienia B-A, oszczędność (w sytuacji B) odpowiada różnicy: NA – NB. 6 – 2 = 4. (Ewentualny) koszt uzyskania oszczędności stanowi tu wielkość NŻB = 1. Od kosztu tego możemy jednakże abstrahować, wychodząc z założenia, iż – bez względu na charakter aktywności żony – wielkość N musi obejmować wielkość NŻ. Bilans oszczędnościowy: 4 – 0 = 4.

Natomiast w układzie odniesienia B-C, ta sama oszczędność prezentuje się znacznie skromniej: NC – NB = 3 – 2 = 1. Wynik do którego tu doszliśmy, a mianowicie 1, możemy również przedstawić jako różnicę oszczędności brutto i kosztu jej uzyskania. Oszczędnością brutto byłaby różnica wielkości samego „mężowskiego” składnika N w sytuacjach C i B: NMC – NMB = 2, a kosztem uzyskania: różnica NŻB – NŻC = 1.

Gdyby bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie odniesienia B-C) był ujemny, oznaczałoby to, że – w założonych tu okolicznościach – kapitał efektywniej oszczędzałby (tzn. skracał pracę niezbędną męża) w sytuacji C (niż w sytuacji B). Innymi słowy, oszczędzanie przez „rozkładanie” byłoby wówczas bardziej opłacalne (zapewniałoby kapitałowi wyższą stopę wartości dodatkowej), niż oszczędzanie eksternalizacyjne.

Od czego jednak zależy wartość bilansu oszczędnościowego? Decydują o niej dwie zmienne: iloraz wydajnościowy (IW) oraz odwrócony iloraz udziału pracy dodatkowej w sytuacji wyjściowej A, który nazwiemy odwróconym ilorazem wyzysku – OIWA.

Iloraz wydajnościowy (IW) jest stosunkiem wartości produktu y godzin pracy fabrycznej do wartości „produktu” y godzin pracy reprodukcyjnej. Mówiąc o wartości „produktu” usługi reprodukcyjnej mamy oczywiście na względzie wartość jej fabrycznego substytutu, tj. produktu zaspokajającego tę samą potrzebę, którą zaspokaja usługa reprodukcyjna. „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Otóż, wartość „produktu” (niewykonanych przez kobietę) usług reprodukcyjnych odpowiada (koniecznemu w tej sytuacji) przyrostowi wydatków pieniężnych rodziny. Jeżeli jedna godzina pracy fabrycznej wytwarza produkt o wartości 1 zł, i jeżeli 4-złotowy wydatek na produkty przemysłowe może zastąpić 12 godzin pracy reprodukcyjnej (nie zawężając, ani nie rozszerzając skali reprodukcji siły roboczej), iloraz wydajnościowy wynosi 12/4 = 3. Praca reprodukcyjna jest wówczas 3-krotnie mniej wydajna od pracy fabrycznej.

Ilorazem udziału pracy dodatkowej nazywam stosunek pracy dodatkowej do sumy pracy niezbędnej i dodatkowej: D/(N+D). Dla naszych celów poręczniejszy będzie jednak iloraz odwrócony, tj. stosunek (N + D)/D. Za zmienną współdeterminującą bilans oszczędnościowy sytuacji B (w układzie B-C) uznaję wartość OIW dla hipotetycznej sytuacji wyjściowej A (sytuacje B i C interpretuję bowiem jako alternatywne przekształcenia sytuacji A). Przy danym ilorazie wydajnościowym, to właśnie OIWA rozstrzyga o tym, które z alternatywnych przekształceń sytuacji A – B czy C – jest bardziej opłacalne z oszczędnościowego punktu widzenia, tzn. zapewnia wyższą stopę wartości dodatkowej.

Bilans oszczędnościowy konfrontuje dwa – wykluczające się – interesy „oszczędnościowe” kapitału: oszczędzanie przez „rozkładanie” i oszczędzanie przez eksternalizację. Przy danych wartościach IW i OIW dla (A), jedna z tych metod oszczędzania jest bardziej opłacalna od drugiej (albo też są one równie opłacalne). W obydwu jednakże wypadkach oszczędzanie polega, ogólnie rzecz biorąc, na tym samym, a mianowicie na obniżaniu wartości siły roboczej, tj. skracaniu (fabrycznej) pracy niezbędnej (N) – gwoli podniesienia stopy wyzysku (D/N). W przypadku pierwszym cel ten osiągany jest poprzez eliminację jednego ze składników pracy niezbędnej (a mianowicie NŻ), w przypadku drugim – przez „wyprowadzanie” części pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego (bez zmiany jej struktury). Oszczędzanie jedną metodą eliminuje przyczynę oszczędności drugiego rodzaju.

Oszczędzanie i inwestowanie. Stopa i masa

Ale interesy kapitału nie ograniczają się do interesów oszczędnościowych. Kapitał nie tylko oszczędza, ale również inwestuje. Bilans oszczędnościowy nie rejestruje (bezpośrednio) korzyści płynących z realizacji „inwestycyjnych” interesów kapitału. Na czym polega interes inwestycyjny? Kapitał – zwiększając nakłady inwestycyjne (akumulując), i rozszerzając tą drogą swoją bezpośrednią domenę – uzyskuje, oprócz korzyści wpisanych w reprodukcję prostą (stanowiącą zawsze moment reprodukcji rozszerzonej), dodatkowe korzyści wynikające z dodatkowych inwestycji. Dzięki dodatkowemu kapitałowi stałemu i dodatkowemu kapitałowi zmiennemu, kapitał uzyskuje przyrost wartości dodatkowej[10].

Przypadek rozważany przez Marksa to przejście od sytuacji B do sytuacji C, które – w zakładanych przez niego okolicznościach – zapewnia kapitałowi monstrualny „sukces”. Ale – jak wynika z naszych wcześniejszych uwag – sam bilans oszczędnościowy nie wskazuje bezpośrednio na skalę tego sukcesu. Marks mierzy „sukces” kapitału nie samym podniesieniem stopy wartości dodatkowej, tj. nie samym bilansem oszczędnościowym (który mówi nam o tym, o ile udało się skrócić pracę niezbędną męża, tj. obniżyć wartości jego siły roboczej), ale „produktywnością” całej rodziny (zawierającą bilans oszczędnościowy jako składową), która – dodajmy – mogłaby wzrosnąć nawet pomimo niesprzyjającego „aktywizacji” pozostałych członków/członkiń rodziny bilansu oszczędnościowego, tj. pomimo spadku stopy wyzysku – dzięki realizacji interesu inwestycyjnego, dzięki rozszerzeniu skali produkcji. Interes inwestycyjny może iść w parze z interesem oszczędnościowym (i tak jest właśnie w przypadku rozważanym przez Marksa), ale obydwa interesy mogą się rozmijać.

W optyce Marksa kapitał cieszy się tu nie tyle z podniesienia stopy wartości dodatkowej, ile z przyrostu pracy dodatkowej, dostarczanej przez członków/członkinie rodziny. „4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej”. Kapitał cieszy się właśnie z owej nadwyżki, z dodatkowej masy wartości dodatkowej.

Nasza wcześniejsza tabelka zestawiała sytuacje A, B i C wyłącznie z oszczędnościowego punktu widzenia. Kryterium waloryzowania owych sytuacji stanowiła zatem wartość siły roboczej męża, determinująca stopę wyzysku. Im niższa wartość siły roboczej – tym lepiej. Sytuacja B, ze stopą wyzysku = 5, jawiła się jako korzystniejsza od sytuacji A (stopa wyzysku = 1) i sytuacji C (stopa wyzysku = 3). Ale z punktu widzenia kapitału, od stopy wartości dodatkowej ważniejsza jest jej masa.

Przyjrzyjmy się sytuacjom A, B i C właśnie pod kątem masy pracy dodatkowej – dostarczanej przez statystyczną rodzinę. Sytuację C rozbijamy dodatkowo na dwa warianty – bez „rozkładania” i z „rozkładaniem”. W naszym przykładzie: OIWA = 2, a IW = 3.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA ŁĄCZNĄ MASĘ PRACY DODATKOWEJ PRZYPADAJĄCĄ NA RODZINĘ

Sytuacja Żona Mąż Stopa WD Masa D
A 0 6 h N + 6 h D 1 6 h
B (R) {4 h} 2 h N + 10 {-4} h D 5 10 h
C (bez rozkł.) 6 h N + 6 h D 6 h N + 6 h D 1 12 h
C 3 h N + 9 h D 3 h N + 9 h D 3 18 h

Z punktu widzenia „masy”, najkorzystniejsza jest sytuacja C (z „rozkładaniem”). Tabelka ukazuje możliwość rozmijania się tendencji do maksymalizowania stopy WD z ostatecznym celem, tj. maksymalizacją masy WD; pokazuje, że podnoszenie stopy WD niekoniecznie stanowi najlepszy środek zwiększania masy WD. (Kolizja między stopą i masą wynika – w rozważanym przypadku – z dodatniego bilansu oszczędnościowego dla sytuacji B.)

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną okoliczność. W sytuacji C żona dostarcza kapitałowi 9 h pracy dodatkowej, podczas gdy w sytuacji B wydłuża pracę dodatkową męża jedynie o 4 h. Wzrost produktywności żony o 5 h wynika tu z działania dwóch czynników. Sama „aktywizacja zawodowa” żony zwiększa jej produktywność o 2 h (por. pracę dodatkową żony w sytuacji C bez „rozkładania” z wynikiem dla B), natomiast dodatkowe 3 h przyrostu zapewnia mechanizm „rozkładania” (por. pracę dodatkową żony w sytuacjach C i C bez „rozkładania”). „Aktywizacja zawodowa” żony jako taka (tj. bez mechanizmu „rozkładania”) poprawia wynik produktywności żony (w porównaniu z B) jedynie dzięki temu, że OIWA jest mniejszy od IW. Gdyby obie wielkości były równe, przyrost produktywności kobiety wynikałby z samego mechanizmu „rozkładania”. Gdyby natomiast to IW był większy od OIWA, czynnik ten działałby w kierunku przeciwnym niż mechanizm „rozkładania”. Przejście do sytuacji C oznaczałoby wówczas spadek względnej produktywności kobiety.

Przez względną produktywność kobiety należy rozumieć jej produktywność względem produktywności męża. Jeżeli w sytuacji B ponad połowę wartości dodatkowej – oficjalnie wytwarzanej przez męża – wytwarza faktycznie (aczkolwiek pośrednio) kobieta (a ma to miejsce we wszystkich przypadkach spełniających warunek: IW › OIWA), przyjmujemy, że jest ona (w tej sytuacji) bardziej produktywna od męża, co oznacza, iż przy przejściu do sytuacji C (w której mąż i żona, niezależnie od wariantu, są równie produktywni) następuje spadek jej względnej produktywności. Gdyby zatem w sytuacji C nie zadziałał mechanizm „rozkładania”, spadek względnej produktywności kobiety przełożyłby się na absolutny spadek produktywności rodziny.

Obecnie możemy zaprezentować pełną tabelę bilansów oszczędnościowych dla sytuacji B (w układzie B-C) dla poszczególnych kombinacji OIWA i IW:

WZÓR NA BILANS OSZCZĘDNOŚCIOWY SYTUACJI B w układzie odniesienia BC[11]: y/2OIW + y/IW – y/2, gdzie:

y = dzienny nakład pracy (jednakowy dla pracy fabrycznej i pracy reprodukcyjnej); w naszym przykładzie, y = 12 h;

OIW = OIW w sytuacji A.

  IW =

12/11

=1,09

IW =

12/10

=1,2

IW = 12/9

=1,33

IW = 12/8

=1,5

IW = 12/7

=1,71

IW =

12/6

=2

IW =

12/5

=2,4

IW =

12/4

=3

IW =

12/3

=4

IW =

12/2

=6

IW =

12/1

=12

1N+11D

OIW =1,09

X[12] X X X X X X X X X X
2N+10D

OIW = 1,2

X X X X X X X X X X 0
3N+9D

OIW = 1,33

X X X X X X X X X 0,5 -0,5
4N+8D

OIW = 1,5

X X X X X X X X 1 0 -1
5N+7D

OIW = 1,71

X X X X X X X 1,5 0,5 -0,5 -1,5
6N+6D

OIW = 2

X X X X X X 2 1 0 -1 -2
7N+5D

OIW = 2,4

X X X X X 2,5 1,5 0,5 -0,5 -1,5 -2.5
8N+4D

OIW = 3

X X X X 3 2 1 0 -1 -2 -3
9N+3D

OIW = 4

X X X [3,5] 2,5 1,5 0,5 {-0,5} -1,5 -2,5 -3,5
10N+2D

OIW = 6

X X [4] [3] 2 1 0 {-1} {-2} -3 -4
11N+1D

OIW = 12

X [4,5] [3,5] [2,5] [1,5] 0,5 {-0,5} {-1,5} {-2,5} {-3,5} -4,5

Wyniki pogrubione leżące na przekątnej tabeli wskazują na kombinacje spełniające warunek: OIWA = IW. Przekątna dzieli spektrum wyników na dwie części. Powyżej niej znajdują się wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA ‹ IW, zaś poniżej – wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA › IW. Wszystkie przypadki górnej części spektrum zostały podkreślone.

Lewa strona spektrum ujawnia kolizję między dążeniem do maksymalizacji produktywności rodziny a dążeniem do maksymalizacji stopy wyzysku. Przy przejściu od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”), wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy tu spadek stopy wyzysku. Wyjątek stanowią – zaznaczone nawiasami klamrowymi – przypadki z ujemnym bilansem oszczędnościowym dla B (wzrostowi produktywności rodziny – przy przejściu do sytuacji B do C z „rozkładaniem” – towarzyszy tu wzrost stopy wyzysku).

We wszystkich przypadkach, w obu częściach spektrum, przejście od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”) oznacza wzrost produktywności rodziny. W przypadkach w górnej części wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy wzrost względnej produktywności kobiety, natomiast we wszystkich przypadkach dolnej części spektrum – jej spadek. Wszystkie przypadki należące do dolnej części spektrum przewidują, że sytuacja B zapewnia wyższy poziom produktywności rodziny niż sytuacja C w wariancie bez „rozkładania”, a zatem przewidują spadek względnej produktywności kobiety przy przejściu od B do C (niezależnie od wariantu C). Dolna część spektrum obejmuje ponadto – zaznaczone nawiasami kwadratowymi – przypadki szczególne, w których przejściu od B do C z „rozkładaniem”, tj. wzrostowi produktywności rodziny i spadkowi stopy wyzysku, towarzyszy nie tylko względny, ale i absolutny spadek produktywności kobiety.

W górnej części wyodrębniamy – powiększoną czcionką – interesującą podgrupę, obejmującą wyniki dla przypadków, w których bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie B-C) przybiera wartości dodatnie. Przypadki te ujawniają – analogiczną do tej występującej w dolnej części spektrum – kolizję między maksymalizacją produktywności kobiety i rodziny (pary małżeńskiej) a maksymalizacją stopy wartości dodatkowej. Praca fabryczna kobiet wzmaga tu (jak wszędzie) produktywność rodzin, absolutną produktywność kobiet (jak w zdecydowanej większości przypadków), oraz (jak we wszystkich przypadkach górnej części spektrum) względną produktywność kobiet, a mimo to obniża stopę wyzysku.

Powyższe rozważania stanowiły logiczno-matematyczne rozwinięcie intuicji Marksa, dotyczących wpływu „aktywizacji zawodowej” kobiet (i dzieci) na masę i stopę wartości dodatkowej. Marks, mierząc (wynikający z owej „aktywizacji”) sukces kapitału wzrostem produktywności rodziny (tj. wzrostem masy – dostarczanej przez nią – pracy dodatkowej), dostrzega, jako składową tej miary, bilans oszczędnościowy, „ważący” dwa alternatywne sposoby oszczędzania: „rozkładanie” i eksternalizację. W ujęciu Marksa o stopniu „rozłożenia” wartości siły roboczej mężczyzny na całą „zaktywizowaną zawodowo” część rodziny (a zatem: o wzroście stopy wyzysku) decyduje wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej, spowodowany oderwaniem kobiet od wykonywania pracy reprodukcyjnej (utrata oszczędności eksternalizacyjnej). „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu”. Dochód rodziny w nowej sytuacji musi być równy sumie: dawna płaca jedynego „żywiciela” + kwota wzrostu kosztów reprodukcji rodziny. Dzieląc tę sumę przez liczbę osób zarobkujących otrzymujemy (nową) płacę jednostkową. Takie ujęcie sprawy, przy założeniu stałości nakładu pracy kobiety, prowadzi implicite do pojęcia ilorazu wydajnościowego, jako determinanty wzrostu kosztów reprodukcji rodziny (z tytułu utraty przez nią pracowniczki reprodukcyjnej). Z ilorazu wydajnościowego wynika skala – towarzyszącego „aktywizacji” kobiet – wzrostu kosztów reprodukcji rodzin („cena” utraty źródła oszczędności eksternalizacyjnych, okazująca się post fatum kosztem uzyskania korzyści alternatywnych), ta zaś zakreśla granicę mechanizmowi „rozkładania”. Iloraz wydajnościowy okazuje się – jak gdyby – ostateczną determinantą (aktualnego) stosunku kapitalizmu do patriarchatu. Im mniejszy jest ten iloraz, tym więcej ważą (w rachunkowości kapitalistycznej) interesy robione przez kapitał wespół w zespół z patriarchatem.

W tej mierze, w jakiej Marksowskie ujęcie problemu pracy reprodukcyjnej odsyła nas do pojęcia ilorazu wydajnościowego, odpowiedź Marksa na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w systemie kapitalistycznym daje się sprowadzić do następującej tezy: im mniejsza jest wydajność pracy reprodukcyjnej (w relacji do wydajności działu II), tym mniej warte są oszczędności eksternalizacyjne, które zapewnia kapitałowi praca reprodukcyjna, tym mniejsze jest więc zainteresowanie kapitału reprodukcją stosunków patriarchalnych. (Gdybyśmy zatem założyli, że wydajność pracy reprodukcyjnej jest stała, rozwój sił wytwórczych powinien wzmagać antypatriarchalizm kapitalizmu. Założenie o stałej wydajności pracy reprodukcyjnej jest jednak, oczywiście, nieprawdziwe. Dział II produkuje bowiem nie tylko gotowe środki konsumpcji, które mogą zastępować pracę reprodukcyjną, ale również środki i przedmioty pracy reprodukcyjnej, które mogą podnosić jej wydajność.)

Kiedy kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku?

Jakkolwiek celem niniejszego artykułu była jedynie rekonstrukcja stanowiska Marksowskiego, możemy – nie odbiegając zbyt daleko od Marksa– zarysować możliwe kierunki dalszych rozważań nad tym samym problemem. Przemyślenia wymagają przede wszystkim dwie kwestie: kwestia „miar sukcesu” kapitału, okazująca się w istocie kwestią „ludnościową”, oraz kwestia „wydajnościowa”.

Marks mierzy „sukces” kapitału (wynikający z „aktywizacji zawodowej” kobiet) przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę. Miarę tę – jako bardziej kompleksową – przeciwstawiliśmy wcześniej bilansowi oszczędnościowemu, jako mierze cząstkowej, która nie rejestruje w ogóle korzyści wynikających z samego rozszerzenia skali produkcji, tzn. sprowadza jak gdyby cały sukces kapitału do obniżenia jednostkowej wartości siły roboczej. Przyrost pracy dodatkowej na rodzinę wydaje się miarą bardziej wiarygodną, gdyż daje nam pełniejszy obraz korzyści kapitału, uwzględniający łącznie korzyści/straty oszczędnościowe i korzyści inwestycyjne. Co więcej, wydaje się oczywiste, że kapitał może być zainteresowany przyrostem pracy dodatkowej nawet wówczas, gdy oznacza to obniżenie stopy wyzysku. Celem jest bowiem masa, a stopa (której dotyczy bilans oszczędnościowy) jest jedynie środkiem (i to nie jedynym) do tego celu prowadzącym.

Należy jednak wyjaśnić: dlaczego „sukces” kapitału ma być mierzony przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę? Dlaczego taka miara ma być dla kapitału istotna? Z faktu, że kapitał globalny zainteresowany jest absolutnym przyrostem pracy dodatkowej, nie wynika wcale, iż jest on (zawsze) zainteresowany przyrostem jej masy na rodzinę. Zastanówmy się zatem nad warunkami możliwości sytuacji, w której ten wskaźnik (przyrost pracy dodatkowej na rodzinę) może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia żywotnych interesów kapitału.

Gdyby kapitał zawsze dążył do maksymalizacji produktywności rodziny, powinien on zawsze dążyć do sytuacji C (z „rozkładaniem”), która – przy każdej możliwej kombinacji – zapewnia maksymalną produktywność rodziny (niezależnie od bilansu oszczędnościowego).

Otóż, jeżeli przyjmiemy, że ilość rodzin jest – z punktu widzenia kapitału –nieskończona, tzn. nie jest możliwe takie tempo akumulacji, które groziłoby trwałym uszczupleniem rezerwowej armii pracy, kapitał może – we wszystkich przypadkach przewidujących dodatni bilans oszczędnościowy dla sytuacji B – spokojnie poświęcać produktywność rodziny (którą wzmagałoby przejście do sytuacji C) w imię większej stopy wartości dodatkowej, którą daje mu sytuacja B. Kapitał może się więc kierować samym bilansem oszczędnościowym, zupełnie bezkonfliktowo korzystać zarówno z dobrodziejstw reprodukcji rozszerzonej, jak i dobrodziejstw eksternalizacyjnych, jednocześnie maksymalizować i stopę, i masę, pomimo niekorzystnych wskaźników produktywności rodziny (które nic go nie kosztują).

Natomiast w sytuacji, gdy siła robocza jest wielkością ograniczoną, kapitał powinien dążyć do efektywnego gospodarowania tym zasobem, tj. do wysysania z każdej rodziny możliwie największej masy wartości dodatkowej, choćby nawet groziło to obniżeniem jej stopy. W takich okolicznościach domowa praca reprodukcyjna zawsze – tzn. niezależnie od stosunku między OIWA a IW – będzie „marnotrawstwem” energii, która w sytuacji alternatywnej służyłaby bezpośredniemu wytwarzaniu wartości dodatkowej.

Populacja jest (z punktu widzenia kapitału) nieskończona o tyle, o ile prawdziwa jest następująca teza Marksa:

z natury kapitalistycznego procesu akumulacji […] wynika samo przez się, że zwiększona masa środków produkcji, które mają być przekształcone w kapitał, zawsze znajdzie pod ręką odpowiednio zwiększoną ludność robotniczą, którą można wyzyskiwać, a nawet nadmiar tej ludności”19.

(Marks twierdzi jednocześnie, że „sprzecznością samego ruchu kapitału” jest „okoliczność, że naturalny przyrost ludności robotniczej nie zaspokaja potrzeb akumulacji kapitału, a mimo to zarazem je przekracza” (Marks 1968, 764–765)). Kapitał nie musi wówczas „gospodarować” produktywnością rodziny i kobiety. Jeżeli populacja jest nieskończona (a zarazem: wówczas, gdy bilans oszczędnościowy wskazuje na większą opłacalność oszczędzania przez eksternalizację, niż oszczędzania przez „rozkładanie”), kapitałowi nie zależy na tym, by kobieta była tam, gdzie może być bardziej „produktywna” (jak pamiętamy, jest ona – z wyłączeniem przypadków zaznaczonych nawiasami kwadratowymi i sąsiadujących z nimi przypadków granicznych – zawsze bardziej „produktywna”, w sensie absolutnym, w sytuacji C). Jeżeli kapitał ma do dyspozycji nieskończoną ilość mężczyzn, ich żony są bardziej „potrzebne” na odcinku eksternalizacyjnym, a więc przy pośrednim wytwarzaniu wartości dodatkowej, chociaż każda z nich, pracując w fabryce – przy tym samym nakładzie pracy – wytworzyłaby (bezpośrednio) większą masę wartości dodatkowej od tej, którą wytwarza pośrednio, wydłużając pracę dodatkową męża – jeżeli nie dzięki zwiększonej produktywności względnej i mechanizmowi „rozkładania” (prawa strona spektrum), to choćby dzięki samemu mechanizmowi „rozkładania” (pomijamy, oczywiście, sygnalizowane wyjątki). Kapitał nie musi efektywnie gospodarować energią ludzką – ponieważ i tak nie jest w stanie przetworzyć całej tej energii na pracę, wytwarzającą wartość.

Warunkiem możliwości sytuacji, w której kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku (za którą czai się patriarchat), jest więc ograniczoność zasobów siły roboczej (która może być związana z nienadążaniem przyrostu naturalnego za tempem akumulacji). Pytanie (nad którym należałoby się zastanowić w toku dalszych badań nad problematyką pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie) brzmi zatem: jaka jest – w tym zakresie – historyczna tendencja kapitalizmu, co (w istocie) głosi, formułowane przez Marksa, kapitalistyczne prawo ludnościowe (Marks 1968, 753–754), i czy rzeczywiście obowiązuje? Jaką rolę odgrywa (nie brany dotąd pod uwagę) postęp techniczny, wyrażający się we wzroście technicznego składu kapitału?

Ograniczona wyobraźnia Marksa

Kwestia druga dotyczy ilorazu wydajnościowego, aczkolwiek kryje się za nią problem znacznie

„Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej – pisze Marks – odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Niewykonane przez żonę/matkę usługi reprodukcyjne mogą być – bez uszczerbku dla procesu reprodukcji siły roboczej – zastępowane, nabywanymi na rynku, usługami (nianie), bądź produktami działu II: „matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów”. O ile kluczowe znaczenie posiada w tym zakresie „kupno gotowych towarów”, o tyle wydajność pracy domowej powinna być szacowana przede wszystkim w relacji do wydajności pracy wytwarzającej towary, posiadające zdolność zastępowania usług reprodukcyjnych (gotowa skarpetka może zastąpić cerowanie starej, preparat opiumowy – opiekę nad niemowlętami, gotowy posiłek – gotowanie). Zakładamy, iż praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca robotników działu II – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej w znaczeniu fizjologicznym – i w tym charakterze jednorodnej pracy ludzkiej, czyli abstrakcyjnie ludzkiej pracy” (Marks 1968, 53), i jako taka może być charakteryzowana w kategoriach intensywności, a więc podlega zasadzie: „Wtłoczenie większej ilości pracy w dany okres czasu liczy się […] jako większa ilość pracy” (Marks 1968, 486). Gdy mierzymy zatem długość pracy reprodukcyjnej, nie chodzi nam o czas zegarowy, ale o ilość „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” wtłoczoną w dany odcinek czasu zegarowego. Szacując wydajność (siłę produkcyjną) pracy reprodukcyjnej w relacji do pracy działu II, pytamy: ile „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” ucieleśnia produkt działu II, zastępujący daną ilość „abstrakcyjnie ludzkiej” pracy.

W naszych wcześniejszych rozważaniach trzymaliśmy się założenia, iż sformułowana przez Marksa reguła („Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”) działa w obydwie strony. A zatem, nie tylko każdą usługę reprodukcyjną można zastąpić konsumpcją nabytego na rynku produktu „gotowego”, ale również: każdy produkt „gotowy” można zastąpić pewną usługą reprodukcyjną. Ale założenie to abstrahuje od różnicy między proletariackim gospodarstwem domowym a gospodarstwem konsumpcyjno-produkcyjnym właściwym monogamicznemu sposobowi produkcji. W monogamicznym sposobie produkcji rodzina monogamiczna nie tylko organizuje proces konsumpcji, ale ponadto wytwarza rzeczowe warunki własnej reprodukcji. Tymczasem to właśnie pozbawienie rodziny możliwości samodzielnego wytwarzania warunków własnej reprodukcji czyni ją rodziną proletariacką. Usługi reprodukcyjne wykonywane w obrębie proletariackiego gospodarstwa domowego mogą zastępować jedynie niektóre rzeczowe składniki reprodukcji. Niektóre z nich są natomiast absolutnie niezastępowalne – co zakreśla granicę procederowi eksternalizacyjnego skracania (fabrycznej) pracy niezbędnej.

Nie oznacza to jednak bynajmniej, że problem wydajności pracy reprodukcyjnej jest – w kontekście rozważań nad stosunkiem kapitalizmu do patriarchatu – problemem urojonym. Marks rozważa pracę reprodukcyjną jedynie w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi, i te właśnie realia sugerują zestawianie pracy reprodukcyjnej z równie mało wydajnymi usługami niań, bądź z pracą wytwarzającą gotowe środki konsumpcji. Badając jednakże problem stosunku kapitalizmu do pracy domowej bardziej abstrakcyjnie, należałoby zawiesić ten ograniczony punkt widzenia i dopuścić możliwość zastępowania domowej pracy reprodukcyjnej usługami reprodukcyjnymi (adresowanymi do klasy robotniczej), oferowanymi przez (hipotetyczny) dział III, obejmujący kapitalistyczne przedsiębiorstwa reprodukcyjne. Należałoby w szczególności rozważyć warunki możliwości zainteresowania kapitału takim rozwiązaniem problemu pracy reprodukcyjnej. W rozważaniach nad tym problemem operowalibyśmy ilorazem wydajnościowym zestawiającym wydajność domowej pracy reprodukcyjnej nie z wydajnością działu II, ale z wydajnością kapitalistycznych przedsiębiorstw reprodukcyjnych.

Stwierdziliśmy wcześniej, że populacja może być z punktu widzenia kapitału zasobem skończonym bądź nieskończonym. Otóż opozycja skończoność/nieskończoność może być – z punktu widzenia kapitału – odnoszona nie tylko do populacji (jako rezerwuaru siły roboczej), ale również do każdej, z osobna wziętej, kobiety. Czy kobieta jest „studnią bez dna”, czy można z niej wycisnąć dowolnie wielką ilość abstrakcyjnie ludzkiej pracy reprodukcyjnej, bez uszczerbku dla – wyciskanej z niej – ilości abstrakcyjnie ludzkiej pracy dla kapitału?

Podążając za Marksem (i Engelsem) przyjmowaliśmy, że włączenie kobiety do produkcji przemysłowej jest równoznaczne z oderwaniem jej od pracy reprodukcyjnej. Marks i Engels wychodzą z założenia, że energia kobiety jest energią skończoną – ta sama kobieta nie może (w ciągu jednej doby) zajmować się i wytwarzaniem wartości dodatkowej, i wydłużaniem wartości dodatkowej wytwarzanej przez męża. Jeżeli kapitał potrzebuje kobiety w fabryce, musi oderwać ją od innej pracy, która również zapewnia mu określone korzyści (oszczędności). Każde rozwiązanie ma więc swoją cenę, uszczuplającą ostateczny rezultat. Okoliczność, iż we współczesnych realiach normę stanowi łączenie przez kobiety pracy zawodowej z pracą domową, nie przekreśla wagi problemu, ponieważ zaangażowanie kobiety w bezpośrednią pracę dla kapitału skraca jej pracę reprodukcyjną.

Marks formułuje prawo głoszące, że „zdolność działania siły roboczej pozostaje w stosunku odwrotnym do czasu jej działania” (Marks 1968, 487). Przy założeniu, iż domowa praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca fabryczna – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej”, oczywiste wydaje się, że czas działania siły roboczej na odcinku reprodukcyjnym musi mieć wpływ na intensywność wydatkowania tej samej – skończonej – siły roboczej podczas jej bezpośredniej pracy dla kapitału. Te same okoliczności, które skłaniają kapitał do maksymalizowania produktywności rodziny, powinny go skłaniać do racjonalnego gospodarowania energią kobiety. Z pomocą mógłby tu przyjść zarówno dział II (o ile zacząłby produkować np. roboty do opieki nad dziećmi, sprzątania itd., których obsługa nie wymagałaby żadnej pracy), albo właśnie (hipotetyczny) dział III.

Choć praca reprodukcyjna jest pracą abstrakcyjnie ludzką (w znaczeniu fizjologicznym), kapitał nie wchłania jej jako pracy abstrakcyjnie ludzkiej (pomnażającej jego substancję), a jedynie korzysta z jej aspektu użytkowego. O tyle też jest on zainteresowany maksymalizacją jej użyteczności, ale nigdy nie może być zainteresowany maksymalizacją jej nakładu. W zależności od okoliczności (skończoność/nieskończoność siły roboczej; skończoność/nieskończoność kobiety), jej nakład może być dla niego albo kwestią obojętną, albo problemem, obciążeniem.

Nieistnienie działu III we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym interpretowane jest niekiedy jako dowód na to, że kapitalizm jest systemem immanentnie patriarchalnym, albo na to, że dział III, oferujący usługi reprodukcyjne po cenach dostępnych dla klasy robotniczej, musiałby doprowadzić do bankructwa systemu kapitalistycznego. Wszystkie tego typu intuicje nie mają żadnej podbudowy teoretycznej i jedynie bezrefleksyjnie odzwierciedlają stan faktyczny. Tymczasem rzeczywistość współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego nie jest po prostu funkcją interesów kapitału, ale wypadkową dążeń kapitału oraz oporu przeciwko ich realizacji. Współwinnym konserwacji archaicznej instytucji domowej pracy reprodukcyjnej może być zatem… ruch robotniczy.

Jeżeli interesuje nas zwrot wektora kapitalistycznego, powinniśmy zbadać teoretycznie prawdopodobne korzyści kapitału globalnego płynące z rozwiązania problemu pracy reprodukcyjnej wewnątrz samej gospodarki kapitalistycznej.

Wykaz literatury

Engels, Fryderyk. 1961. „Położenie klasy robotniczej w Anglii. Na podstawie własnych obserwacji i autentycznych źródeł”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk. 1969. „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 21. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk, i Karol Marks. 1962. „Manifest Partii Komunistycznej”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 4. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1966. „Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej”. Tłum. Edward Lipiński. W Karol Marks, Fryderyk Engels, „Dzieła”, tom 13. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał”. Tom I. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1983. „Kapitał”. Tom III. Część pierwsza. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1984. Kapitał. Tom III. Część druga. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Florian Nowicki – ur. w 1980 r., związany z Zakładem Filozofii Społecznej IF na WFiS UW. W IF na WFiS UW obronił pracę doktorską (pod kierunkiem prof. Aleksandra Ochockiego) „Społeczne znaczenie płci w marksistowskiej teorii historii”. Zajmuje się filozofią społeczną, antropologią, aksjologią, historią marksizmu, problematyką gender na gruncie marksizmu. Działacz Komisji Operatorów Żurawi Wieżowych OZZ Inicjatywa Pracownicza.

 

EMAIL: n.florian@poczta.onet.pl

CYTOWANIE: Nowicki, Florian. 2017. Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.10

 

AUTHOR: Florian Nowicki

TITLE: Does Capital Gain from Patriarchy (and if so, How)? Reproductive Labour According to Marx

ABSTRACT: This article provides a thorough overview of the function of reproductive labour in capitalism according to Karl Marx and Frederic Engels. It constitutes one side of the debate on reproductive labour.

KEYWORDS: Karl Marx, Frederic Engels, capitalism, communism, reproductive labour, patriarchy.

[1] „Wolna własność samodzielnie gospodarujących chłopów stanowi oczywiście formę własności ziemi najbardziej odpowiadającą drobnemu gospodarstwu, tzn. takiemu sposobowi produkcji, […] w którym rolnik, bez względu na to, czy jest wolnym właścicielem czy poddanym, sam stale wytwarza sobie środki utrzymania, wytwarza je niezależnie, jako robotnik indywidualny, pospołu ze swą rodziną” (Marks 1984, 539) [podkre. FN].

[2] Por. np.: Marks 1968, 89–90; Marks 1966, 22.

[3] Samowładztwo mężczyzny „uwiecznione przez upadek prawa macierzystego, wprowadzenie prawa ojcowskiego, stopniowe przejście od małżeństwa parzystego do monogamii […] wytworzyło wyłom w starym ustroju rodowym: pojedyncza rodzina stała się potęgą zagrażającą rodowi” (Engels 1969, 179). „Przejście do zupełnej własności prywatnej odbywa się stopniowo i równolegle z przechodzeniem małżeństwa parzystego w monogamię. Rodzina pojedyncza staje się jednostką gospodarczą społeczeństwa” (Engels 1969, 180).

[4] „Ta sama przyczyna, która dawniej zapewniała kobiecie panowanie w domu – jej ograniczenie się do pracy domowej – ta sama przyczyna obecnie zapewniała panowanie mężczyzny w domu: praca domowa kobiety utraciła swoje znaczenie wobec pracy zarobkowej mężczyzny; praca mężczyzny była wszystkim, praca kobiety tylko nieznacznym dodatkiem” (Engels 1969, 178).

[5] „Podobnie jak reprodukcja prosta odtwarza nieustannie sam stosunek kapitałowy, a więc z jednej strony kapitalistów, z drugiej – robotników najemnych, tak też i reprodukcja w skali rozszerzonej, czyli akumulacja, odtwarza stosunek kapitałowy w skali rozszerzonej, na jednym biegunie więcej kapitalistów albo większych kapitalistów, na drugim – więcej robotników najemnych. […] Akumulacja kapitału jest więc pomnażaniem proletariatu” (Marks 1968, 733).

[6] „Czyniąc siłę mięśni zbyteczną, maszyna staje się środkiem zatrudnienia robotników pozbawionych silnych mięśni albo niedojrzałych pod względem rozwoju cielesnego, lecz o bardziej zwinnych członkach. Toteż praca kobiet i dzieci była pierwszym słowem kapitalistycznego zastosowania maszyn! W ten sposób ów potężny środek zastępowania pracy i robotników przekształcił się natychmiast w środek zwiększenia liczby robotników najemnych poprzez podporządkowanie bezpośredniemu zwierzchnictwu kapitału wszystkich członków rodziny robotniczej, bez różnicy płci i wieku. Przymusowa praca na rzecz kapitalisty uzurpowała sobie nie tylko czas zabaw dziecięcych, lecz także czas wolnej pracy we własnym domu, w granicach ustalonych przez zwyczaj, na rzecz samej rodziny” (Marks 1968, 467) [podkr. FN].

[7] Praca domowa nie wytwarza co prawda takiego samego produktu jak ten, który wytwarza praca fabryczna, ale jest ona usługą, występującą w charakterze substytutu produktu tej ostatniej (zaspokaja tę samą potrzebę) – i o tyle też możemy (umownie) zestawiać jej wydajność z wydajnością pracy uprzedmiotowionej w (zastępowanym przez nią/zastępującym ją) produkcie.

[8] Wartość siły roboczej męża = N = NM + NŻ.

[9] Stopa wartości dodatkowej = D/N.

[10] Jeżeli reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze, przyrost wartości dodatkowej (który zapewnia reprodukcja rozszerzona jako taka) może być dodatkowo powiększony z tytułu oszczędności poprzez „rozkładanie”. Jest to właśnie ten przypadek, który rozważa Marks. Należy jednak podkreślić, że interes inwestycyjny (reprodukcja rozszerzona jako taka) może się również łączyć z oszczędzaniem eksternalizacyjnym (co – jak zakładamy – nie daje się pogodzić z równoczesnym oszczędzaniem poprzez „rozkładanie”). Reprodukcji rozszerzonej towarzyszy wówczas obniżka płacy przeciętnej, zmuszająca żony proletariuszy do zwiększenia nakładu pracy reprodukcyjnej. Kapitał eksternalizuje w takiej sytuacji koszta akumulacji (eksternalizacja umożliwia uzyskanie założonego stopnia rozszerzenia skali produkcji przy relatywnie niższej stopie akumulacji). W obydwu przypadkach, tzn. zarówno w sytuacji: inwestycje + „rozkładanie”, jak i w sytuacji inwestycje + eksternalizacja, dodatek „oszczędnościowy” do interesu inwestycyjnego umożliwia zaoszczędzenie na jednym z dwóch składników inwestycyjnych, a mianowicie na kapitale zmiennym. W obydwu przypadkach, choć nie zakładamy zmiany technicznego składu kapitału, musi się zwiększyć jego skład wartościowy. Adekwatną miarą rozszerzenia skali produkcji jest wyłącznie dodatkowy kapitał stały, za którym „nie nadąża” dodatkowy kapitał zmienny (który może być nawet wielkością ujemną).

[11] Uwaga: wzór (w tej postaci) nie uwzględnia (dla sytuacji C) „aktywizacji zawodowej” dzieci, a jedynie „aktywizację” żony.

[12] Pola oznaczone znakiem X reprezentują kombinacje, w których nie jest możliwe jednoczesne spełnienie trzech warunków: 1) nakład pracy męża w sytuacjach A, B i C = y h, a nakład pracy żony = 0 h w A oraz y h w B i C; 2) ilość pracy niezbędnej męża jest wielkością dodatnią; 3) w sytuacjach A, B i C poziom życia rodziny robotniczej jest jednakowy.

  1. i Engelsa []
  2. ewentualnego []
  3. przez kapitalizm []
  4. Marks 1984, 539 []
  5. a przeze mnie – jako monogamiczny sposób produkcji []
  6. Engels 1969, 85 []
  7. Niektóre sformułowania Engelsa zawierają błędną sugestię, jakoby kobiety – aż do czasów kapitalizmu – ograniczały się do wykonywania pracy domowej[4]. []
  8. tj. rodzinę monogamiczną []
  9. Marks 1968, 583 []
  10. Engels 1969, 178 []
  11. Engels 1969, 83 []
  12. Engels i Marks 1962, 532 []
  13. Engels 1961, 436-437 []
  14. Engels 1961, 440 []
  15. Marks 1968, 468 []
  16. Engels 1969, 85 []
  17. Marks 1968, 468 []
  18. Marks 1968, 468 []
  19. Marks 1983, 330 []

Praktyka Teoretyczna – Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej

W prezentowanym numerze „Praktyki Teoretycznej” znalazły się teksty na różne sposoby konceptualizujące pracę reprodukcyjną na gruncie teorii marksistowskiej. Być może najistotniejszym z nich jest „Kapitał” a płeć Silvii Federici, włoskiej badaczki autonomistycznej i aktywistki ruchu „Płaca za pracę domową”. Zarówno publikowany artykuł, jak i cały dorobek naukowy i polityczny autorki pokazują, że praca reprodukcyjna, szczególnie ta wykonywana nieodpłatnie przez kobiety, jest czymś więcej niż wyzwaniem dla teoretyczek. Jest przedmiotem rzeczywistych walk o jej dostrzeżenie i upolitycznienie, a także – o uwzględnienie roli kobiet w oderwaniu od rzekomej naturalności sfery domowych obowiązków.

Szczególnie w Polsce niezbędne wydaje się powiązanie szerszego ujęcia teoretycznego, umieszczającego pracę reprodukcyjną w sercu systemu kapitalistycznego z praktyką walk o sprawczość kobiet. Dzięki temu mobilizacja kobiet, przede wszystkim w ramach Czarnych Protestów i inicjatywy Ogólnopolski Strajk Kobiet, zyskuje nowe oblicze – staje się walką przeciwko podporządkowaniu i wyzyskowi. W końcu walka o prawa reprodukcyjne to nie tylko walka przeciw państwu, Kościołowi czy mężczyznom chcącym decydować za kobiety o ich zdrowiu i życiu – jest to również walka przeciw kapitałowi, który w sferze reprodukcji ulokował swoje strategiczne interesy.

Dlatego też w niniejszym numerze postanowiliśmy zaprezentować dwa teksty przedstawicieli ruchu pracowniczego i działaczy OZZ Inicjatywa Pracownicza, którzy spierają się o znaczenie pracy reprodukcyjnej dla kapitalistycznego sposobu produkcji oraz oporu wobec niego. W kontekście naszego numeru ich głosy są tym bardziej interesujące, że ze wspominanym problemem mierzą się w bezpośrednim odniesieniu do Marksowskiego Kapitału. O ile Florian Nowicki w tekście „Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie?” proponuje ortodoksyjne rozumienie pracy reprodukcyjnej, podążające tropem przemyśleń Marksa i Engelsa, jego polemista, Krzysztof Król problem pracy reprodukcyjnej postrzega przede wszystkim przez pryzmat zerwania stosunku kapitalistycznego. Tym samym mamy nadzieję, że zawarte w niniejszym numerze teksty poświęcone pracy reprodukcyjnej staną się elementem szerszej refleksji nad antykapitalistycznym wymiarem walk o prawa reprodukcyjne.

CYTOWANIE: Praktyka Teoretyczna. 2017. „Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej”. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.9

 

AUTHOR: Theoretical Practice

TITLE: Introduction to the Discussion

Michael A. Lebowitz – Polityczność założenia, założenie polityczności

Przełożyły Anna Piekarska i Jakub Krzeski

Abstrakt: Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie konsekwencji, jakie dla polityki i teorii mają przyjęte przez Marksa założenia. Szczególną uwagę poświęca autor znaczeniu założenia o stałym poziomie potrzeb życiowych klasy robotniczej. W odpowiedzi na braki Kapitału, a także by postawić tezę o  nie-neutralności tego założenia, proponuje uwzględnienie własnej zmiennej x, to jest zmiennej oznaczającej stopień separacji klasy robotniczej. Owa zmienna stanowi podstawę autorskiej lektury Kapitału. Tekst jest zapisem wykładu wygłoszonego z okazji otrzymania nagrody Deutscherów za książkę Beyond Capital, w którym autor streszcza przedstawioną w niej koncepcję.

Słowa kluczowe: marksizm, Michael Lebowitz, kapitał, robotnicy, interpretacja, teoria, polityka

 

Jest mi niezmiernie miło z powodu otrzymania tej nagrody ze względu na osoby, których upamiętnianiu ma się ona przysłużyć (zwłaszcza Isaaca Deutschera, od którego nauczyłem się wiele podczas wczesnych lektur i którego pochwała Kapitału w BBC stanowiła zawsze część mojego wykładu otwierającego cykl zajęć o Marksie)[1]. Zaszczyca mnie również to, że wraz z otrzymaniem niniejszej nagrody dołączam do grupy niezwykłych osób wcześniej nią uhonorowanych, w tym Istvána Mészárosa, który w  35 lat po wygłoszeniu pierwszego odczytu po otrzymaniu Nagrody Deutscherów wciąż przypomina nam, na czym polega nasze zadanie. Mam nadzieję, że moje refleksje okażą się pomocne.

Załóżmy idealnie konkurencyjną gospodarkę kapitalistyczną, w której nie ma kosztu wejścia ani wyjścia, a próba opodatkowania kapitału na jednym obszarze powoduje, że przechodzi on do innego. Tym samym dojdziemy do wniosku, że nie ma sensu opodatkowywać kapitału.

Załóżmy, że układ produktywnych stosunków istnieje tak długo, aż nie ogranicza rozwoju sił wytwórczych. Tym samym dochodzimy do wniosku, że przyczyną ciągłego istnienia kapitalizmu jest to, że pozostaje „optymalny dla dalszego rozwoju sił wytwórczych” (Cohen 1978, 206).

Załóżmy identyczne funkcje produkcji na wyspie z rynkiem kredytowym i na wyspie z rynkiem pracy najemnej, gdzie otrzymanie pracy w zamian za płacę jest „transakcją tak prostą i wykonalną, jak otrzymanie monety za jabłko” (Roemer 1986, 269; Lebowitz 1988). Tym samym, na podstawie identycznych obliczeń matematycznych dla tych dwóch wysp, dochodzimy do wniosku, że wyzysk kapitalistyczny nie wymaga dominacji na poziomie produkcji, ale bierze się po prostu z nierówności w rozkładzie własności.

W każdym z tych przypadków wniosek obecny jest już w przesłance. Udowodnione zostaje to, co zawiera się już w założeniach. Przykłady te zwracają uwagę na konieczność badania naszych wniosków pod kątem tego, czy biorą się z naszych założeń.

A zatem – jeśli zgadzamy się z powyższym prostym stwierdzeniem – jakie wnioski obecne są w założeniu, że „w określonym kraju i określonym okresie” (Marks 1951, 182) ilość środków utrzymania potrzebnych robotnikom jest dana i „dlatego należy ją rozpatrywać jako wielkość stałą” (Marks 1951, 558)? Czy założenie to oznacza, że na wzroście wydajności pracy (productivity) jako takim nie skorzystają sami robotnicy? 

Wprowadzenie założenia

Gdy podjąłem pierwsze próby zrozumienia Zarysu krytyki ekonomii politycznej, zaniepokoiło mnie czynione przez Marksa założenie, że norma potrzeb życiowych jest stałą. Po pierwsze, w Zarysie Marks podkreśla tendencję kapitału do wytwarzania kolejnych potrzeb robotników, na której „opiera się […] obecna potęga kapitału” (Marks 1986, 210–211). W Kapitale nie znajdujemy o tym żadnej wzmianki. Jak można pogodzić ze sobą to niezwykle istotne źródło władzy kapitału i założenie, że życiowe potrzeby robotników są stałe? Wiele lat temu doszedłem do wniosku, że to rozstrzygające założenie miało zostać usunięte w zapowiadanej przez Marksa „Księdze o pracy najemnej” (Lebowitz 1977–1978).

Jeszcze inny aspekt Zarysu nie dawał mi spokoju. W pracy tej ujawnia się związek między ogólnym omówieniem kapitału, analizą jego wnętrza u Marksa, a konieczną formą istnienia kapitału jako wielu konkurujących ze sobą kapitałów. Raz po raz widzimy, jak Marks zastrzega, że konkurencja nie wytwarza wewnętrznych praw kapitału, a tylko je uwidacznia (Marks 1986, 310, 431; zob. Lebowitz 2009). Wspominał o tym na tyle często, że nie możemy tego zbyć jako niezobowiązującego spostrzeżenia. A w momencie, w którym zrozumiemy relację między istotą a pozorem kapitału, dostrzeżemy ją również wyraźnie w Kapitale, gdzie Marks wprost mówi: „należy odróżniać ogólne i konieczne tendencje kapitału od form ich przejawiania się” (Marks 1951, 340).

Jeżeli jednak konkurencja między kapitałami realizuje i ukazuje wewnętrzne prawa kapitału, powinniśmy móc otrzymać te same wyniki na obydwu poziomach analizy. Czasami jest to bardzo łatwe. Przykładowo, w toku swojego badania kapitału w ogóle Marks wyjaśnia, że dążenie kapitału do ekspansji prowadzi do prób przedłużania i intensyfikacji dnia roboczego oraz zwiększania wydajności pracy. Spójrzmy teraz na walkę pomiędzy indywidualnymi kapitałami – zobaczymy, że ich próby ekspansji doprowadzą do sięgnięcia po wszystkie dostępne środki w celu zmniejszenia kosztów produkcji i że konkurencja będzie nimi kierować dokładnie ku tym samym rozwiązaniom. Mówiąc krótko, możemy udowodnić, że „immanentne prawa produkcji kapitalistycznej przejawiają się w zewnętrznym ruchu kapitałów, działają jako przymusowe prawa konkurencji” (Marks 1951, 340).

Co wydarza się zatem na każdym z poziomów, gdy następuje wzrost wydajności pracy? Na poziomie wielu kapitałów w świecie rzeczywistym wzrost tej wydajności, przy stałej wielkości innych czynników, oznacza wzrost nakładów, spadek cen i co za tym idzie wzrost płac realnych. Na poziomie kapitału w ogóle wzrost wydajności niesie za sobą jednak nie tyle wzrost płac realnych, ale wartości dodatkowej względnej – jest to oczywiście rozumowanie, które w pierwszym tomie Kapitału, a dokładnie w rozdziale dziesiątym, przedstawia sam Marks. Jeśli jednak konkurencja odsłania wewnętrzne prawa kapitału, jak to się dzieje, że w jednym przypadku na wzroście wydajności pracy korzystają robotnicy, a w innym korzysta kapitał? Oto stojąca przed nami łamigłówka.

Wyjaśnienie znajdujemy oczywiście w założeniu, które Marks wprowadził na poziomie analizy kapitału w ogóle – przesłance mówiącej, że ilość środków utrzymania dla robotników należy traktować jako stałą dla danego okresu w danym kraju. Początkowo bronił tego założenia, podkreślając konieczność upraszczania – przyjmowania niektórych rzeczy jako stałych w punkcie wyjścia, a następnie usuwania tych założeń. „Tylko w ten sposób można przy badaniu każdego z tych stosunków nie mówić za każdym razem o wszystkich” (Marks 1972, 371). Podobnie, w tym samym czasie w rękopisach opublikowanych później jako Zarys krytyki ekonomii politycznej, podkreślał, że wprowadzanie tych stałych założeń jest niezbędne, by uniknąć „confounding everything” (Marks 1986, 677; Lebowitz 2003, 46). Czy jednak utrzymywanie tej normy potrzeb jako stałej było jedynym sposobem jego uniknięcia?

W ciągu zaledwie kilku lat, w swoich Rękopisach ekonomicznych z lat 1861-1863 Marks podał kolejną rację przemawiającą za tym założeniem. Zauważył, że fizjokraci rozpoczęli właśnie od założenia utrzymania robotnika jako stałej wielkości, co spowodowało, że prawidłowo umieścili źródło wartości dodatkowej w sferze produkcji. Marks przekonywał, że ta koncepcja płacy umożliwiającej utrzymanie stanowiła podstawę nowoczesnej ekonomii politycznej – a Adam Smith podążył w ich ślady „jak wszyscy ekonomiści godni tego miana” (Lebowitz 2003; 45).

To założenie nie ma rzecz jasna nic wspólnego z naturalnym czy fizjologicznym utrzymaniem się w istnieniu (fizjokraci skłonni byli popełniać ten błąd) – mimo że płaca umożliwiająca utrzymanie mogła być wysoka lub niska:

Jedyną istotną kwestią pozostaje, że powinna być postrzegana jako dana, z góry określona. Wszelkie problemy związane z nią jako zmienną wielkością, a nie daną, przynależą do badań pracy najemnej w szczególnym ujęciu i nie wpływają na jej ogólny związek z kapitałem (Marks 1988, 44–45).

Najistotniejszy jest zatem właśnie ten wgląd w naturę kapitału, jakiego dostarcza założenie określonej normy potrzeb życiowych. Pozwala nam uchwycić koncepcję pracy niezbędnej i wartości siły roboczej (a tym samym koncepcję pracy dodatkowej i wartości dodatkowej). Marks obstawał ponadto przy tym, że umiejętność określenia podstawy wartości siły roboczej jest „sprawą najwyższej wagi dla uchwycenia stosunku kapitalistycznego”. Dlatego też, choć wprost stwierdził, że norma potrzeb życiowych jest zmienna, to oddelegował tę kwestię do swoich szczegółowych badań nad pracą najemną:

W naszych analizach powinniśmy jednak w każdym wypadku przyjmować, że ilość i jakość środków utrzymania, a tym samym zakres potrzeb przy danym poziomie cywilizacyjnym nie jest nigdy obniżany, ponieważ to badanie spadków i wzrostów samego poziomu (a przede wszystkim jego sztucznego zaniżania) nie zmienia nic w rozumieniu ogólnego stosunku (Marks 1988, 45–47)

Nietrudno więc zrozumieć, dlaczego Marks uznał poziom potrzeb życiowych za dany: (a.) upraszczające założenie było pożądane; (b.) było to założenie już upowszechnione w klasycznej ekonomii politycznej (utrzymując rozróżnienie tej szkoły od wulgarnej ekonomii); i wreszcie (c.) właśnie to założenie naświetliło naturę kapitału jako owocu wyzysku robotników. Marks mówił zatem wprost, że „poziom potrzeb życiowych, których całkowita wartość, stanowiąca wartość siły roboczej samej w sobie, może ulegać podwyższeniu lub obniżeniu” będzie kwestią, do której odniesie się później – „analiza tych różnic nie przynależy jednak tutaj, ale do teorii płac” (Marks 1977, 1068–1069)[2].

Czy jednak założenie to było neutralne? Czy naświetliło niektóre aspekty natury kapitału kosztem innych? I wreszcie, skoro wiemy, że Marks nigdy nie usunął tego założenia, czy wnioski były już obecne w nim samym?

A-neutralność założenia Marksa

Pomyślmy o konsekwencjach przyjęcia założenia o niezmienności normy potrzeb życiowych. W takim wypadku jedynym sposobem, by praca niezbędna (a także jej forma wartości, wartość siły roboczej) mogła się zmniejszyć, jest zmniejszenie się wartości danego zestawu potrzeb życiowych. „W naszych dociekaniach” – wskazywał Marks – „płace ulegają pomniejszeniu tylko przez OBNIŻENIE WARTOŚCI tej zdolności do pracy, czy też, co jest z nim równoważne, przez potanienie środków utrzymania podlegających konsumpcji robotnika” (Marks 1994, 23).

Pokrótce –jedyną zmianą płacy, jaką należy rozważać, by zrozumieć naturę kapitału, jest ta wynikająca z przekształceń warunków produkcji towarów spożywanych przez robotników. Z pola widzenia zupełnie znika jakakolwiek zmiana związana z rynkiem siły roboczej. Marks stwierdził to dość jasno:

Stopień, w jakim maszyneria doprowadza do bezpośredniego obniżenia płac zatrudnianych przy niej robotników, przykładowo przez wykorzystanie zapotrzebowania [na pracę] tych, którzy stracili zatrudnienie w celu wymuszenia obniżenia płac zatrudnionych, jest PRZYPADKIEM, którego nie obejmuje nasze zadanie. Jest przedmiotem teorii płac (Marks 1994, 23).

Wróćmy do koncepcji wartości dodatkowej względnej. Przyjmując założenie Marksa, „zmiana wartości dodatkowej zakłada ruch wartości siły roboczej spowodowany przez zmianę siły produkcyjnej pracy”. Mamy przed sobą podstawową zależność, którą, według Marksa, po raz pierwszy trafnie sformułował Ricardo (Marks 1951, 562). Tym samym, opowieść o wzroście wartości dodatkowej staje się zwykłą dykteryjką o rozwoju sił wytwórczych. To stwierdzenie Marks nieustannie powtarza w swoich omówieniach „pojęcia wartości dodatkowej względnej” (Marks 1951, 336): „immanentnym dążeniem”, stałą tendencją kapitału jest „Wzmagać siłę produkcyjną pracy, aby potanić towary i przez potanienie towarów uczynić tańszym samego robotnika (Marks 1951, 344)”.

Co jest zatem istotne w przypadku kooperacji robotników? Społeczna siła produkcyjna kombinowanej pracy przekracza sumę jednostkowych sił produkcyjnych. Wydajność wzrasta, ale to nie robotnicy, a kapitał na tym zyskuje. Co zachodzi w manufakturach? Wzrost wydajności, kapitał zyskuje. Co zachodzi w produkcji maszynowej? Wzrost wydajności, kapitał zyskuje. Morał z tej historii jest taki, że rozwój sił produkcyjnych służy kapitałowi, ponieważ dostarcza wartości dodatkowej względnej, skracając pracę niezbędną wskutek wzrostu wydajności: „ma ono na celu jedynie skrócenie czasu pracy niezbędnego do wytworzenia określonej ilości towarów” (Marks 1951, 345–346). Rzeczywiście, pojedynczy kapitaliści mogą dążyć do zniszczenia związków zawodowych, mogą wykorzystywać maszynerię, by przezwyciężyć strajki, ale kapitał jako całość, kapitał w ogóle, gra o stawkę, jaką jest „potanienie towarów spożywanych przez robotnika”.

Co w takim razie napędza rozwój kapitalizmu? Kapitał pragnie wzrostu, napędza go pragnienie wartości dodatkowej – i tylko i wyłącznie ono. Kapitał jest aktorem. Kapitał tworzy historię (choć nie w wybranych przez siebie okolicznościach). W skrócie, wyłaniający się obraz przedstawia samonapędzający się kapitał, dążący do rozwinięcia sił wytwórczych, a więc taki system, który dostarcza coraz lepszych sił wytwórczych. Gdy kapitał nie jest już w stanie rozwinąć sił wytwórczych, na horyzoncie pojawia się rewolucja. „Funkcją rewolucyjnej zmiany społecznej” – wnioskował Cohen – „jest odbezpieczenie sił wytwórczych” (Cohen 1978, 150). Skoro kapitał wytworzył lepsze, bardziej wydajne (i rzecz jasna neutralne) siły wytwórcze, zadanie polega zarówno na przejęciu tych osiągnięć i oddaniu robotnikom wynikających z nich korzyści – największe osiągnięcie kapitalizmu obok przejęcia władzy w ręce rad – jak i budowaniu w oparciu o nie.

Jak duża część tej właśnie narracji wynika z założenia stałej normy potrzeb życiowych? Jeśli przyjmiemy inne założenie – stałej stopy wartości dodatkowej (trzeci tom Kapitału, rozdział13, założenie będące podstawą tendencji spadającej stopy zysku) – efektem wzrostu wydajności, który zmniejsza wartość środków utrzymania, byłby wzrost płac realnych w tym samym tempie, co wydajności. „W tym przypadku, wskutek wzrostu wydajność pracy”, tłumaczył Marks w rękopisach z lat 1861–1863, „wielkość wartości użytkowej, którą otrzymuje, jego płaca realna wzrasta, lecz jej wartość pozostaje stała, ponieważ wciąż stanowi tę samą wielkość wydatkowanego czasu pracy jak wcześniej” (Marks 1994, 65-66; zob. Lebowitz 2003, 114–115).

Mówiąc krótko, przy tym alternatywnym założeniu o stałej stopie wartości dodatkowej, to robotnicy zyskują na wzroście wydajności pracy. Wysokość płacy pieniężnej pozostałaby niezmieniona, ale, wraz z podwojeniem sił produkcyjnych, będzie się „obecnie wyrażała w wartościach użytkowych ilościowo podwojonych, lecz stosunkowo tańszych” (Marks 1951, 562). Zgodnie z tym założeniem nie dochodziłoby rzecz jasna do wytwarzania wartości dodatkowej względnej. W następstwie doszłoby do zerwania bezpośredniego związku między wzrostem wydajności a wartością dodatkową względną.

Trzeba jednak zrozumieć, że eksplicytne wprowadzenie stopy wartości dodatkowej nie jest wcale niezbędne dla osiągnięcia następującego wyniku: płace realne rosną wraz z wydajnością. Wystarczy porzucić narzucone założenie stałej normy potrzeb życiowych. Wtedy, wraz ze spadającą wartością środków utrzymania wskutek wzrostu wydajności, przy jednoczesnym stałym poziomie innych elementów, realna wartość pieniężnej płacy robotnika wzrośnie. Podwojenie wydajności doprowadzi do spadku o połowę wartości towarów, a tym samym do podwojenia płac realnych. Gdy nie będziemy już narzucać wymogu „określonej ilości towarów” konsumowanych przez robotników, stała stopa wartości dodatkowej, przy jednoczesnym stałym poziomie innych zmiennych, wyłania się jako rezultat towarzyszący wzrostowi wydajności. To wnioskowanie na poziomie kapitału w ogóle odpowiada w tym przypadku temu, co zachodzi na poziomie konkurencji między kapitałami, przy jednoczesnym stałym poziomie innych zmiennych – lub przy tym, że zmiany wydajności wezmą się znikąd. 

Podstawą wartości dodatkowej względnej nie jest zatem, jak to zostało przedstawione w rozdziale 10 tomu 1, wzrost sił produkcyjnych. Musimy zrozumieć, że założenie Marksa nie jest neutralne. Prowadzi nas bowiem do ustanowienia dokładnie tego związku między wzrostem sił produkcyjnych a zwiększeniem wartości dodatkowej względnej. Jeżeli jednak wzrost społecznych sił produkcyjnych brałby się znikąd, przy zachowaniu wszystkich innych zmiennych, to robotnicy by na tym zyskali i nie istniałaby wartość dodatkowa względna. Dla tej wartości niezbędne jest coś innego. Czegoś brakuje w tej narracji, jaką Marks prowadzi w rozdziale dziesiątym. Pytanie brzmi: skoro brakuje tego tutaj, to czy znajdziemy to gdziekolwiek indziej?

Kolejna zmienna, kolejne założenie

By uchwycić czego brakuje, Beyond »Capital« wprowadza na poziomie wnętrza kapitalizmu specyficzne pojęcie i nową zmienną – stopień rozproszenia robotników.

Pojęcie to odzwierciedla fakt, że kapitalizmem nie powodują tylko i wyłącznie cele kapitału. Istotne są także cele robotników. Naczelnym celem kapitału jest wzrost wartości dodatkowej. Jednak robotnicy również posiadają swoje naczelne cele: walczą o czas dla siebie (nie tylko po to by odpocząć, nabrać sił, ale, jak zauważył Marks, „robotnik potrzebuje czasu na zaspokojenie swoich potrzeb intelektualnych i społecznych”); walczą o zmniejszenie intensywności dnia roboczego, by zachować odrobinę energii dla siebie; walczą także o zachowanie wartości użytkowych, które w tym momencie odpowiadają „ich potrzebom społecznym, potrzebom społecznie rozwiniętego człowieka”. U podstaw tych wszystkich potrzeb leży to, co Marks opisał w Kapitale jako „potrzebę rozwoju robotnika” (Marks 1951, 670).

W kapitalizmie istnieją zatem dwie „powinności”: „kapitalista usiłuje stale zepchnąć płacę do jej fizycznego minimum i przedłużyć dzień roboczy do jego fizycznego maksimum, podczas gdy robotnik prze stale w przeciwnym kierunku” (Marks 2005, 28). Co stanowi w takim razie o „potędze każdej ze ścierających się sił”?

Proponuję, abyśmy wyobrazili sobie zmienną (x), która przedstawiać będzie stopień rozproszenia robotników. Marks wskazuje: wraz „z rozproszeniem robotników zmniejsza się ich zdolność oporu” (Marks 1951, 499); a my możemy dopowiedzieć, że to ta zmienna x będzie determinowała zdolność robotników do walki o płacę, długość i intensywność dnia roboczego, a także – przeciwko kapitałowi w ogóle.

Wróćmy do przykładu wytwarzania wartości dodatkowej względnej. Warunkiem możliwości jej wytwarzania jest zmniejszenie pracy niezbędnej, który zostaje spełniony, gdy wydajność (q) wzrośnie bardziej niż płace realne (U). Co w takim razie determinuje losy płac realnych? Możemy je przedstawić jako funkcję stosunku wydajności do stopnia rozproszenia (q/x). Da się z tego wyprowadzić następujące przypadki:

(a.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników pozostaje niezmieniony, to płace realne wzrastają w tym samym stopniu, co wydajność. W tym wypadku praca niezbędna i stopa wartości dodatkowej są stałe; robotnik zyskuje na wzroście sił produkcyjnych;

(b.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników wzrasta w tym samym stopniu, to płace realne są niezmienione. W tym wypadku kapitał przechwytuje wszelkie korzyści ze wzrostu wydajności jako wartość dodatkową względną;

(c.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników wzrasta, ale w mniejszym stopniu, obok siebie istnieją tak wartość dodatkowa względna i rosnąca stopa wartości dodatkowej, jak i wzrost płac realnych.

Z tej perspektywy niezbędnym warunkiem wartości dodatkowej względnej jest zatem wzrost stopnia rozproszenia robotników (czy też, od drugiej strony, spadek stopnia jedności robotników). Wzrosty wydajności nie są w stanie same w sobie objaśnić wzrostu względnej wartości dodatkowej. Jak jednak możemy coś takiego stwierdzić, skoro wiemy, że kapitał, jako właściciel produktów pracy, jest bezpośrednim beneficjentem każdego wzrostu wydajności (abstrahując od jego źródła)? Odpowiedź jest prosta: wzrost zmiennej x jest niezbędny dla wzrostu wartości dodatkowej względnej, ponieważ jeśli kapitał bezpośrednio korzysta ze wzrostów wydajności, niewiadomą pozostaje, dlaczego robotnikowi nie udaje się odnieść korzyści, skoro „mierzy swoje żądania w oparciu o zysk kapitalisty i domaga się udziału w wartości dodatkowej, którą sam stworzył” (Lebowitz 2003, 91).

Skąd zatem taki zamęt w kwestii koniecznych warunków wartości dodatkowej względnej? Właśnie dlatego, że wzrosty wydajności są przeważnie związane ze zmianami zapoczątkowanymi przez kapitał w procesie pracy, skutki wzrostu wydajności i zwiększenia się stopnia rozproszenia robotników, istnieje skłonność do nierozdzielania ich. Weźmy za przykład zastępowanie robotników maszynami, przypadek, w którym produkt mózgu społecznego z pewnością sprzyja rozwojowi społecznych sił produkcyjnych. Pytanie domagające się odpowiedzi, brzmi: czemu to nie robotnicy na tym zyskują, czemu nie są zdolni do przejęcia wzrostu w postaci płac realnych, rosnących w tym samym tempie, co wzrost wydajności. Rozdział 10 tomu 1 Kapitału nie udziela na nie odpowiedzi.

Przypomnijmy sobie jednak, że Marks wyklucza za swojego omówienia wartości dodatkowej względnej przypadek, w którym „maszyneria doprowadza do bezpośredniego obniżenia płac zatrudnianych przy niej robotników, przykładowo przez wykorzystanie zapotrzebowania [na pracę] tych, którzy stracili zatrudnienie w celu wymuszenia obniżenia płac zatrudnionych”. To właśnie tu kryje się brakujące wyjaśnienie. Przy stałej wielkości innych zmiennych, zastąpienie robotników zwiększa stopień ich rozproszenia. W efekcie wydajność rośnie szybciej niż płace realne, a powstały w ten sposób spadek pracy niezbędnej przynosi wzrost wartości dodatkowej. Co więcej, widzimy tę wewnętrzną tendencję ujawniającą się w konkurencji, w prawdziwym świecie wielu kapitałów i robotników najemnych. To w nim, przy stałej wielkości innych zmiennych, osłabiona pozycja robotników na rynku pracy powoduje nacisk na obniżanie płac pieniężnych, a więc wytwarza warunek mniejszego wzrostu płac realnych niż wydajności.

Rzecz jasna, nie zawsze wszystkie inne czynniki pozostają niezmienione. Podczas gdy kapitał usiłuje podnieść stopień rozproszenia do maksimum, „robotnik prze stale w przeciwnym kierunku”. W skrócie, nie możemy pominąć możliwości, w której robotnicy, poprzez organizację i uzwiązkowienie, zdolni są do przeciwdziałania tendencji kapitału. Podsumowując, usunięcie założenia danej normy potrzeb życiowych i uwzględnienie zmiennej x, stopnia rozproszenia robotników, ewidentnie stawia walkę klas w samym sercu dyskusji nad rozwojem kapitalizmu. 

Założenie walki klas

Walka klas nie jest, oczywiście, nieobecna w Kapitale. Gdy Marks oddelegowuje kwestię zmian w „założonej ilości” środków utrzymania do swojej „Księgi o pracy najemnej”, nie porzuca wcale omówienia walki klas. Unieruchomił jednak jedną ze stron tej walki – robotników. Jaką inną przyczynę mogło mieć uznanie płac realnych za niezmienne w kontekście wzrostu sił produkcyjnych? W Kapitale robotnicy nie napierają w przeciwnym kierunku, by podnieść swoje płace. To raczej stopień rozproszenia robotników wzrasta, by uniemożliwić im udział w zyskach z rozwoju społecznych sił produkcyjnych (Lebowitz 2003, 89–91, 117–119).

Gdy dostrzeżemy jednak, że robotnicy maja własne cele i jednoczą się w celu skutecznego prowadzenia walki, nie możemy już dłużej zakładać, że związek między wzrostem wydajności a wartością dodatkową występuje sam z siebie. Nie możemy również zakładać, że kapitał działa tak, jakby wzrosty wydajności przekładały się automatycznie na wartość dodatkową względną. Kapitał musi zanegować własną negację, by sam się ustanowić. Dzielenie i rozpraszanie robotników jest warunkiem koniecznym jego istnienia.

Zmienna x pozwala nam natychmiastowo zobaczyć część istoty kapitału, powiem więcej, nieodłączny element logiki kapitału – tendencję do separacji robotników przez przekształcanie dzielących ich różnic w antagonizm i wrogość. Marks również ją dostrzega w swoim omówieniu konfliktu między irlandzkimi a angielskimi robotnikami. Jak zauważył, ten antagonizm stanowi „tajemnicę niemocy angielskiej klasy robotniczej, pomimo jej sprawnej organizacji. Oto sekret utrzymywania się władzy klasy kapitalistycznej. Sama ta klasa natomiast jest tego w pełni świadoma” (Lebowitz 2003, 159–160). Wykorzystanie rasizmu i seksizmu nie pojawia się jednak jako część istoty kapitału w Kapitale Marksa – i nie jest to przypadek.

Podobnie, gdy zdamy sobie sprawę z istotności rozproszenia robotników dla kapitału, nie możemy dłużej postrzegać tendencji kapitału po prostu jako czegoś, co nieustannie przynosi rozrost przemysłu fabrycznego na coraz większą skalę (czego niezamierzoną konsekwencją jest centralizacja, jednoczenie i organizacja klasy robotniczej). Pragnienie wartości dodatkowej kapitału może doprowadzić do modyfikacji w sposobie produkcji, które obniżą wydajność jako taką – tak długo, jak dzielą robotników. W końcu dla kapitału istotna jest nie wydajność, ale stosunek między wydajnością a stopniem rozproszenia (q/x).

Zaiste, część kapitalistycznej globalizacji może być powodowana pragnieniem osłabienia robotników – stanowić próbę zdecentralizowania, rozbicia jedności i organizacji robotników. Czy założenie o stałej normie potrzeb życiowych pomaga nam w jakimkolwiek stopniu zrozumieć fenomen nowoczesnej globalizacji kapitalistycznej albo dążenie kapitału do wypchnięcia pracy na zewnątrz?

Dotykamy tu całego problemu natury zmian w siłach produkcyjnych opłacanych przez kapitał. Wiemy, że kapitał ma tendencję do ożywiania kooperacji między robotnikami w procesie produkcji. Jak prawdopodobne jest jednak by kapitał, dobierając formy kooperacji, wprowadził te, które wzmocnią jedność i samoświadomość robotników? Kapitał wspiera rozwój robotnika kombinowanego samego w sobie, lecz nie ma żadnego interesu w pojawieniu się robotnika kombinowanego dla siebie.

Biorąc pod uwagę, że celem kapitału jest pomnażanie wartości, a nie rozwój sił wytwórczych jako takich, stosunek wydajności do stopnia rozproszenia robotników musi być brany pod uwagę przez kapitał, gdy ten inicjuje zmiany w procesie pracy. Jednocześnie logika kapitału sprawia, że zmiany sił produkcyjnych, wprowadzane przez kapitał, nie mogą być neutralne. Owe siły wytwórcze w każdym momencie odzwierciedlają cel kapitału w obrębie kapitalistycznych stosunków produkcji; i dopóki tym celem jest wartość dodatkowa względna, dopóty siły wytwórcze muszą funkcjonować w oparciu o osłabianie jedności robotniczej.

A-neutralność dokonań kapitału, której nie da się dostrzec na podstawie Marksowskiego rozdziału 10, oznacza, że społeczeństwo, które chce wykroczyć poza kapitalizm, nie może po prostu przechwycić dokonań kapitału i przekierować zysków na rzecz robotników w miejsce kapitału. Jak proponowałem w Beyond «Capital«:

Właśnie dlatego, że celem kapitału nie jest rozwój sił wytwórczych sam w sobie, ale pomnażanie wartości, charakter narzędzi produkcji i organizacji kapitalistycznego procesu produkcji w każdym momencie wyraża cele kapitału w odniesieniu do dwustronnej walki klas. Krótko mówiąc, dopóki postępowanie kapitału jest rozważane w kontekście pracy najemnej dla siebie, a nie tylko samej w sobie, dopóty wyraźną skłonnością jest myślenie w kategoriach autonomii rozwoju sił wytwórczych i neutralności technologii. Obie te koncepcje są charakterystyczne dla ekonomizmu (Lebowitz 2003, 123).

Nie ma lepszego sposobu na uchwycenie klasowego charakteru sił wytwórczych niż przypomnienie sobie o tym, czego Marks nauczył się na temat natury państwa robotniczego jako owocu wysiłku robotników podczas walk Komuny Paryskiej. Podobieństwa są uderzające. Tak jak klasa robotnicza nie może posłużyć się „zastaną” maszyną państwową dla własnych celów, tak też nie może wykorzystać zastanej maszynerii produkcyjnej dla własnych celów. Podobnie jak w przypadku państwa kapitalistycznego, również istniejące siły wytwórcze, stworzone przez kapitał, są zainfekowane. W ich naturze leży bowiem „systematyczny i hierarchiczny podział pracy”, a produkcja kapitalistyczna przyjmuje postać „władzy publicznej zorganizowanej wokół celu społecznego zniewolenia, silnika klasowego despotyzmu” (Lebowitz 2003, 194). Nie można powiedzieć, by Marks nie dostrzegał tego despotyzmu kapitalistycznego miejsca pracy wraz z jego „koszarową dyscypliną” (Marks 1951, 457). Jak można mimo to uważać, że źródłem owej abominacji jest tylko dążenie do zwiększenia sił wytwórczych?

Zrozumienie istotności zmiennej x, czyli utrzymującego się charakteru walki klasowej, oznacza przyznanie tego, że budowa społeczeństwa zjednoczonych wytwórców wymaga od nas bezwzględnego wykroczenia poza przechwycenie państwa kapitalistycznego i poza przejęcie kapitalistycznych przedsiębiorstw produkcyjnych. Zjednoczeni wytwórcy dziedziczą je, ale muszą przekształcić je tak, by odpowiadały ich istocie: samorządności wytwórców, tej formie, która umożliwia im zmianę nie tylko czynników zewnętrznych, ale także ich samych, która wzmaga, a nie zdusza rozwój ich zdolności.

Gdy rozpoczniemy bez Marksowskiego założenia, bez unieruchamiania strony robotniczej w walce klas, nie tylko lepiej zrozumiemy kapitalizm, ale i zyskamy wgląd w proces wykraczania poza niego.

Polityczność założeń i zmiennych

Czy zaakceptowanie zła w tak różnych postaciach – ekonomizmu, determinizmu i etatyzmu – można zatem wywodzić od przyjęcia prostego założenia dotyczącego normy potrzeb życiowych? Musimy wziąć pod uwagę znaczenie wskazywania zmiennych, a także założeń przez nas poczynionych. Od Marksa powinniśmy się nauczyć, że nasze zmienne, nasze założenia, sposób, w jaki wyrażamy wzory, skupiają nasze spojrzenie na tym, co musi zostać zrozumiane.

Rozważmy zmienną, jaką jest siła robocza, zdolność do wykonywania pracy. Poprzez jej artykulację Marks umożliwił nam wyraźne odróżnienie pracy niezbędnej do reprodukcji robotnika od pracy wykonywanej przez samego robotnika w ogóle. Rzuca światło na znaczenie reprodukcji klasy robotniczej, warunek niezbędny istnienia reprodukcji kapitału, centralne pojęcie, którego nie znajdziemy w wulgarnej (czy neoklasycznej) ekonomii. Podobnie, istnieją w niej inne pojęcia, których artykulacja była dla niego tak istotna: wartość dodatkowa (niezależnie od jej rozróżnień) i praca abstrakcyjna, będąca kluczem do rozwikłania zagadki pieniądza. Czym byłby Marksowski Kapitał bez tych nowych pojęć i zmiennych, które wprowadził?

Widzimy także znaczenie, jakie dla Marksa miały założenia o zmiennych. Przypomnijmy sobie argument za przyjęciem stałej normy potrzeb życiowych. Fizjokraci dokonali milowego kroku naprzód dzięki zrównaniu płacy umożliwiającej utrzymanie z „niezbędnymi środkami utrzymania”, co stanowi też sedno ich teorii. Choć popełnili błąd, twierdząc, że tę „niezmienną wielkość” w całości determinuje natura, „przenieśli badania źródeł wartości dodatkowej ze sfery cyrkulacji do sfery produkcji bezpośredniej”. W ten sposób „położyli fundamenty pod analizę produkcji kapitalistycznej” (Lebowitz 2003, 44–45). Widzimy więc, że Marks zachował to założenie by posunąć naprzód owo „badanie źródeł wartości dodatkowej”. By pojąć naturę kapitału, podkreślał, „jedyną istotną kwestią” w przypadku normy potrzeb życiowych jest to, że „powinna być postrzegana jako dana, z góry określona”.

Pamiętamy wreszcie, że Marks rozumiał, że sposób, w jaki wzór przedstawia stosunek, może, paradoksalnie, przesłaniać specyfikę natury tego stosunku. Zauważył, że wzory stopy wyzysku i stopy wartości dodatkowej w wersji zaproponowanej przez klasyczną ekonomię polityczną są właściwe „o ile idzie o samą istotę rzeczy, ale nie opracowane świadomie” (Marks 1951, 571). Marks był jednak bardzo krytyczny wobec sposobów, w jakie wzory te przedstawiały zależności. Przekonywał, że przez odniesienie pracy dodatkowej do całości dnia roboczego i wyrażenie wartości dodatkowej jako ułamkowej części całej wartości wytworzonej, klasyczna ekonomia polityczna maskowała istotę stosunku kapitalistycznego jako stosunku wyzysku, proponując w to miejsce „fałszywy pozór stosunku stowarzyszenia” (Marks 1951, 573).

Gdzie leży problem? Z pewnością nie w fałszywości wzorów klasycznej ekonomii politycznej. W końcu wzory te zasadniczo się nie różniły – były po prostu wzorami „pochodnymi”. Problem polega na tym, że permisywizm tych wzorów pochodnych pozwolił wkraść się do nich błędnych koncepcjom, nie tylko tej, że „robotnik i kapitalista dzielą się produktem według stosunku udziałów każdego z nich w jego wytworzeniu” (Marks 1951, 573). Istniały również założenia, które można było wprowadzić bez świadomego ich sformułowania. Przez odniesienie pracy dodatkowej do całego dnia roboczego, Marks wskazywał, że:

Właściwa ekonomii politycznej metoda, polegająca na tym, żeby dzień roboczy traktować jako wielkość stałą, została wzmocniona przez stosowanie wzorów II, gdyż w nich stale porównujemy pracę dodatkową z dniem roboczym danej wielkości (Marks 1951, 573).

Jak wiemy, podejście do dnia roboczego jako danej wielkości (a więc wykluczenie go jako zmiennej) oznaczało, że klasycznej ekonomii politycznej (i niestety niektórym późniejszym interpretatorom Marksa) umykała zniewalająca natura dnia roboczego. Przez przesłonięcie przymusu wykonywania pracy dodatkowej, tak istotnej dla wartości dodatkowej bezwzględnej, źródło tej wartości ulegało mistyfikacji – czyniąc wyzysk robotnika równie przekonującym uzasadnieniem dla nadwyżki jak wyzysk kukurydzy, stali czy orzeszków.

Założenia i formy wyrazu, które otwierają drogę dla mistyfikacji, muszą zostać podważone. To coś więcej niż czysto akademicka czy naukowa kwestia. Nie bez przyczyny Marks był bardzo wrażliwy na polityczne konsekwencje założeń i wzorów. Choć z całą pewnością był człowiekiem nauki, pozostawał (jak stwierdził Engels nad jego grobem) przede wszystkim rewolucjonistą, dla którego „przyczynić się w ten lub inny sposób do obalenia społeczeństwa kapitalistycznego […] było prawdziwym powołaniem jego życia” (Engels 1949, 156).

Co w takim razie powinien sądzić ów rewolucjonista (a w istocie wszyscy rewolucjoniści) o podtrzymywaniu założenia, które traktuje obniżenie wartości towarów spożywanych przez robotnika jako immanentną tendencję, przysłaniającą dążenie kapitału do dzielenia robotników? Co myśleć o założeniu, które uniemożliwia nam dostrzeżenie, że dzieje pomnażania wartości dodatkowej to nie opowieść o rozwoju sił wytwórczych, ale – w rzeczywistości – o nieustannej zdolności kapitału do dzielenia robotników w obliczu rozwoju społecznych sił produkcyjnych? Jak powinniśmy oceniać założenie, które jako neutralne przedstawia siły wytwórcze wprowadzane przez kapitał? Ekonomizm, jaki wypływa z tego założenia, które Marks zamierzał usunąć, powinien być widoczny gołym okiem.

Teoria i historia

Kiedy jednak należy odrzucić to założenie? W Beyond »Capital« zgodziłem się z propozycją Marksa, by usunąć je w „Księdze o pracy najemnej”. Czy mimo to owo założenie nie powinno zniknąć, zanim nastąpi historyczne przedstawienie rozwoju sił wytwórczych pod panowaniem kapitalistycznych stosunków produkcji? Bądź co bądź opis manufaktury i nowoczesnego przemysłu w Kapitale służy tylko przetestowaniu teorii wartości dodatkowej względnej tak, jak została ukazana w rozdziale dziesiątym.

„Sprawdzanie przez fakty respective”, komentował Lenin odnośnie Kapitału, „jest tutaj w każdym kroku analizy” (Lenin 1988, 276). Również my wiemy, że dowodzenie prawidłowości abstrakcyjnych myśli było dla Marksa kluczowe. Jak pisał w 1867 roku do Engelsa:

Co się zaś tyczy chapter IV, to musiałem się bardzo napracować, zanim udało mi się ustalić same te rzeczy, tj. ich wzajemny związek. A gdy mi się to już udało, zaczęły się podczas ostatecznej obróbki sypać jedna po drugiej blue books i ku mojemu zachwytowi facts potwierdziły w całej rozciągłości moje wyniki teoretyczne (Marks , 398).

Marks w rzeczy samej podkreślał, że tylko po tym, jak odkryte zostaną wewnętrzne więzi (za pomocą „mocy abstrakcji”), „może być właściwie przedstawiony rzeczywisty ruch” (Marks 1951, 16)[3]. Niemniej ja argumentowałem, że Marks nie wyjaśnił wszystkich wewnętrznych więzi. Skupiając się wyłącznie na „immanentnym dążeniu” kapitału do potaniania towarów w celu potaniania samej robotnicy i ignorując immanentne dążenie kapitału do rozproszenia robotników, Marks przedstawił „ogólne i konieczne tendencje kapitału” tylko częściowo, wyłącznie jednostronnie. Czy weryfikująca samą siebie teoria nie powinna być teorią skupiającą się zarówno na wydajności, jak i zmiennej x? Na stosunku wydajności do stopnia rozproszenia robotników?

Uważam, że odpowiedź jest oczywista. Jaki opis historyczny rozwoju kapitalizmu może powstać w oparciu o założenie, wskutek którego dochodzi do petryfikacji klasy robotniczej w walce klas? Teoria, którą należałoby sprawdzić poprzez zestawienie z ilustracją historyczną, to ta rozpoczynająca się od dwustronnej walki klas, wprost uznająca walkę o stopień rozproszenia.

Pomyślmy jednak o tym opisie historycznym. Zawiera się w nim więcej niż sprawozdanie z korzyści, jakie wzrost wydajności przynosi dla tańszego wytwarzania określonej ilości towarów. Zobaczymy w nim również chociażby to, jak konkurencja ze strony kobiet i dzieci w fabrykach przełamuje opór robotników, jak robotnicy musieli rywalizować z maszynami i czemu maszyny stały się bronią przeciw strajkom, „najpotężniejszym środkiem wojennym do poskramiania buntów robotniczych” (Marks 1951, 470). Te spostrzeżenia historyczne są jednak nieliczne i rozproszone. Co najważniejsze, nie są skonceptualizowane – ich podstawa nie została opracowana w ramach wewnętrznych więzi.

W tym sensie zaprezentowana historia nie jest po prostu potwierdzeniem teorii wartości dodatkowej względnej przez „FAKTY”, przez rzeczywisty ruch”. Gdy dochodzimy do weryfikacji opisanej przez Marksa w rozdziale 10 teorii, w historycznym procesie powstawania manufaktur i nowoczesnego przemysłu pojawiają się „niewytłumaczalne odchylenia”. Dają się one jednak wyjaśnić za pomocą teorii, która uwzględnia cel kapitału w postaci osłabiania robotników i zwiększania stopnia ich rozproszenia.

By wykazać, że kapitał jest wytworem wartości dodatkowej, Marks wprost odkłada kluczowe problemy do momentu podjęcia swoich „szczegółowych badań nad pracą najemną”. Niemniej decyzja Marksa o wyłączeniu z opracowywanej teorii strony pracy najemnej i powiązanej z nią walki o stopień rozproszenia robotników, poprzedzająca przedstawienie historycznego rozwoju kapitalizmu, osłabiła zarówno jego teorię, jak i sposób postrzegania jej przez kolejne pokolenia.

Czy zdał sobie z tego sprawę? Z przedmowy Engelsa do trzeciego wydania pierwszego tomu Kapitału wiemy, że Marks „zamierzał z początku przerobić większą część tekstu tomu pierwszego, wiele zagadnień teoretycznych potraktować wyraziściej, dołączyć nowe, uzupełnić materiał historyczny i statystyczny aż do ostatniej chwili” (Engels 1951, 20). Czy kwestie teoretyczne dotyczące stopnia rozproszenia robotników, podniesione w tym tekście, znalazłyby się pośród tych sformułowanych wyraziściej czy dodanych do pierwszego tomu zagadnień teoretycznych? Nigdy nie poznamy intencji Marksa. Jednak my sami nie możemy pójść dalej bez ich sformułowania i uwzględnienia.

Teoria i polityka

Czy musimy jednak wyartykułować właśnie tę zmienną x? Czy nie możemy poprzestać na stwierdzeniu, że wystarczy mocniej podkreślać istotność walki klas i równowagi sił klasowych? Sądzę, że nie. Jakkolwiek pożyteczne by nie było ciągłe powtarzanie sformułowania „walka klas” w starciu z ekonomizmem, to nie wystarczy.

Musimy pamiętać, że wskazanie zmiennej może rzucić szczególne światło, że może oświetlić to, co do tej pory pozostawało w cieniu – i właśnie to, moim zdaniem, dzieje się w przypadku zmiennej x, stopnia rozproszenia robotników. Owa zmienna świadczy o tym, że liczy się przede wszystkim jedność klasy robotniczej. Przekonuje, że dzielenie i odseparowywanie robotników przez kapitał prowadzi do ich klęski i uniemożliwia im czerpanie korzyści ze wzrostu wydajności pracy społecznej. Wymaga od nas ciągłego stawiania dwóch pytań: I. co nas dzieli; II. jak możemy znieść te podziały.

Sugeruję, że gdy pomyślimy już o tej zmiennej, nie ma powrotu do komfortu determinizmu czy scjentyzmu ekonomistów marksistowskich, których wkład w obalenie społeczeństwa kapitalistycznego polegałby na wskazaniu właściwego rozwiązania „problemu transformacji” (zagadki, której założeń notabene alchemicy ci nie dostrzegli). Gdy skupimy się na walkach wokół stopnia rozproszenia robotników i zdamy sobie sprawę z tego, jak na te pozornie mocno ugruntowane, obiektywne zmienne ekonomiczne (takie jak stopa zysku) oddziałuje jej rezultat, wtedy (jakkolwiek przerażające może to być dla ekonomistów – czy to z wykształcenia, czy z powołania), jasna staje się nieprzewidywalność jej przebiegu.

Wprowadzenie zmiennej stopnia rozproszenia zmusza nas do wyjścia poza ekonomizm w jeszcze inny sposób. Zmienna x, rzecz jasna, nie jest wypadkową walki wyłącznie o kwestie gospodarcze. Obok niej istnieje walka przeciwko rozwijanym przez kapitał rasizmowi, seksizmowi, a także podziałom i rywalizacji między robotnikami z różnych krajów. Te walki stanowią siłę napędową dla zjednoczenia robotników, bitwy o państwo i o sferę ideologii. Walka idei stanowi w rzeczywistości sedno tych batalii. Jej stawką jest pokazanie, że kapitał nie tylko stanowi owoc wyzysku, ale że podstawą tego wyzysku jest rozproszenie robotników.

Pod tym względem jako część walki idei, jako próbę przekierowania aktywności marksistowskich myślicieli na tory rewolucyjnego Marksa postrzegać należy: po pierwsze, stwierdzenie potrzeby zrozumienia zniekształcenia, jakie wynika z założenia Marksa; po drugie, usunięcie tego założenia; po trzecie, wprowadzenie zmiennej, którą określiłem jako x. Wskutek wprowadzenia tej zmiennej wprost do naszych wysiłków teoretycznych, nasza teoria zakłada polityczność i polityczną walkę. W rzeczy samej, to polityka zaczyna nami rządzić.

Zakończyłem dziewiąty rozdział Beyond »Capital« podkreśleniem, że celem Marksowskiego Kapitału było dostarczenie robotnikom broni, za pomocą której mogli wykroczyć poza kapitalizm. Zapytałem też, dlaczego Marksowi nie udało się napisać „Księgi o pracy najemnej”. Udzieliłem następującej odpowiedzi: „domknięcie jego epistemologicznego projektu interesowało go w mniejszym stopniu niż jego projekt rewolucyjny” (Lebowitz 2003, 177). Teraz, kiedy to Hugo Chavez (inspirowany Istvánem Mészárosem) tak dobitnie przypomniał nam o oczywistej kwestii – że wybór, jaki przed nami stoi, to ten między socjalizmem albo barbarzyństwem – przyszedł czas, by przypomnieć sobie o tym rewolucyjnym projekcie. Czego innego można się spodziewać po kimkolwiek, kto za cel swojego życia postawił sobie przyczynienie się do obalenia, w ten czy w inny sposób, społeczeństwa kapitalistycznego?

Wykaz literatury

Cohen, Gerald A. 1978. Karl Marx’s Theory of History: A Defence. Princeton: Princeton University Press.

Engels, Fryderyk. 1949. „Mowa nad grobem Karola Marksa.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Dzieła wybrane, tom 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk. 1951. „Do wydania trzeciego.” W Karol Marks, Kapitał, t. 1. Warszawa Książka i Wiedza.

Lebowitz, Michael A. 1977–8. „Capital and the Production of Needs.” Science & Society 41(4).

Lebowitz, Michael A. 1988. „Is »Analytical Marxism« Marxism?” Science & Society 52(2).

Lebowitz, Michael A. 2003. Beyond Capital: Marx’s Political Economy of the Working Class. Basingstoke: Palgrave Macmillan.

Lebowitz,  Michael A. 2009. Following Marx: Method, Crtitique and Crisis. Leiden: Brill.

Lenin, Włodzimierz. 1988. „Zeszyty filozoficzne”. W Włodzimierz Lenin, Dzieła wszystkie, t. 29. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1951. Kapitał, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1972. „Marks do Engelsa w Manchesterze. Londyn, 2 kwietnia 1858 r.” W MED, t. 29. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1973. „Marks do Ludwika Kugelmanna w Hanowerze. Londyn, 11 lipca 1868 r.” W MED, t. 32. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1975. „Marks do Engelsa w Manchesterze. Londyn, 24 sierpnia 1867 r.” W MED, t. 31. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1986. Zarys krytyki ekonomii politycznej. Tłum. Zygmunt Jan Wyrozembski. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1988. „Economic Manuscript of 1861–63.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Collected Works, Volume 30. New York: International Publishers.

Marks, Karol. 1994. „Economic Manuscript  of  1861–63.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Collected Works, Volume 34. New York: International Publishers.

Marks, Karol. 2005. „Płaca, cena i zysk”. Warszawa: Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej. http://www.filozofia.uw.edu.pl/skfm/publikacje/marks03.pdf.

Roemer, John E. 1986. Analytical Marxism. Cambridge: Cambridge University Press.

Michael A. Lebowitz – amerykański marksista, wykładowca Uniwersytetu Simona Frasera w Vancouver, gdzie zajmował się historią myśli ekonomicznej, ekonomią marksistowską i studiami porównawczymi systemów gospodarczych. W 2004 roku pełnił funkcję doradczą w Ministerio para la Economía Social w Wenezueli. Jego najważniejsze publikacje to: Beyond Capital (1992) i Following Marx: Method, Critique and Crisis (2009).

Dane adresowe

Professor Emeriti

Simon Fraser University

Email: mlebowit@sfu.ca

Cytowanie: Lebowitz, Michael A. Polityczność założeń, założenie polityki. Praktyka Teoretyczna 3 (25): XX-XX.

Author: Michael A. Lebowitz

Title: The Politics of Assumption, the Assumption of Politics

 

[1] Podstawę niniejszego tekstu opublikowanego na łamach Historical Materialism stanowi wykład Michaela Lebowitza wygłoszony 4 listopada 2005 w Londynie z okazji przyznania nagrody Deutscherów za jego książkę Beyond Capital. Dziękujemy redakcji Historical Materialism za zgodę na tłumaczenie.

[2] Przypis od tłumaczy: Cytowany fragment pochodzi z fragmentarycznych uwag Marksa, włączonych do angielskiego wydania Kapitału (Marks 1977) jako część Rezultatów bezpośredniego procesu produkcji. W polskim wydaniu Rezultatów… (Marks 2013) nie zostały one jednak uwzględnione.

[3] Marks podkreślał tę kwestię, wyjaśniając pojęcie wartości: „gdyby w mojej książce nie było wcale rozdziału o »wartości«, to dana przeze mnie analiza realnych stosunków zawierałaby dowód i potwierdzenie rzeczywistego stosunku wartości” (Marks 1973, 603).

Silvia Federici – Kapitał a płeć

 

Przełożyli Jakub Krzeski i Anna Piekarska

Abstrakt: Pomimo że Kapitał nie podejmuje bezpośrednio kwestii płci i rodziny, nie ulega wątpliwości, że Marksowski materializm historyczny odcisnął głębokie piętno na teorii feministycznej. Jednak, jak przekonuje Silvia Federici, koniecznym jest rozróżnienie dwóch Marksów, których dzieli pogląd na kwestię płci, ale również na formy walki klasowej. O ile pierwszy z nich przemilczał kwestię pracy domowej i reprodukcyjnej, a walkę klasową powiązał wprost z pracą przemysłową, ten drugi – odkryty przez feministki lat 70. XX wieku – dostarczył narzędzi do przemyślenia szczególnych form wyzysku, jakiemu poddawane są kobiety w społeczeństwach kapitalistycznych.

Słowa kluczowe: feminizm autonomistyczny, reprodukcja, nieopłacona praca domowa kobiet, rewolucja przemysłowa, walka klas

 

Jako że spotykamy się dziś z ponownym zainteresowaniem feminizmem i marksizmem, a także poglądami Marksa na płeć, wracamy też do niektórych wniosków feministek, które kształtują również moje podejście do owych kwestii[1]. Po pierwsze, choć już we wczesnych pracach Marksa pojawia się krytyka nierówności płci i władzy patriarchalnej w ramach rodziny i społeczeństwa, istnieje zgoda co do tego, że „Marks miał niewiele do powiedzenia o płci i rodzinie” (Brown 2012, 143). Nawet w Kapitale jego pogląd na te kwestie musi być rekonstruowany na podstawie fragmentarycznych spostrzeżeń.

Niemniej jednak to prace Marksa, w mniejszym stopniu zaś jego bezpośrednie odniesienia do kwestii płci, wniosły znaczący wkład w rozwój teorii feministycznej. Jego metoda materializmu historycznego pomogła w wykazaniu konstruktywistycznego charakteru hierarchii i tożsamości płciowych (Holmstrom 2002, 360–376), natomiast Marksowskie analizy akumulacji kapitalistycznej i wytwarzania wartości dostarczyły feministkom z mojego pokolenia potężnych narzędzi, umożliwiając przemyślenie szczególnych form wyzysku, któremu poddaje się kobiety w społeczeństwie kapitalistycznym, a także relacji między „płcią, rasą i klasą”. Użytek z Marksa czyniony przez feministki poprowadził je jednak, mówiąc eufemistycznie, w innym kierunku niż ten, w którym podążał on sam.

Pisanie o płci w Kapitale oznacza zatem pogodzenie się z istnieniem dwóch różnych Marksów i dwóch odmiennych punktów widzenia na płeć i walkę klasową. Dlatego też niniejszy tekst został podzielony na dwie części. W pierwszej z nich rozpatruję poglądy Marksa na płeć tak, jak zostały wyrażone w pierwszym tomie Kapitału w jego analizie zatrudnienia kobiet w pracy przemysłowej. Zwracam także uwagę na jego przemilczenia– przede wszystkim pracę domową –które wiele mówią o zainteresowaniach kształtujących jego myślenie w momencie pisania książki. Pragnę przede wszystkim dowieść, że Marks wyłączył kwestię płci z dociekań teoretycznych po części dlatego, że „emancypacja kobiet” miała drugoplanowe znaczenie w przypadku jego prac politycznych; po części zaś dlatego, że znaturalizował pracę domową i podobnie jak cały ruch socjalistyczny w Europie, idealizował pracę przemysłową jako normatywną formę produkcji społecznej i potencjalny niwelator nierówności społecznych. Wierzył tym samym, że z czasem rozróżnienia w oparciu o płeć lub wiek ulegną rozmyciu. Nie zdołał zatem dostrzec ich strategicznego znaczenia zarówno dla rozwoju kapitalizmu, jak i walki przeciwko niemu, jako obszarów aktywności i relacji, dzięki którym reprodukcji ulega nasze istnienie oraz siła robocza; począwszy od seksualności, przez prokreację, a skończywszy na najistotniejszym – nieopłaconej pracy domowej kobiet.

Te „przeoczenia” odnośnie wagi pracy reprodukcyjnej kobiet oznaczają, że pomimo potępienia stosunków patriarchalnych Marks pozostawił po sobie analizę kapitału i klasy pisaną z perspektywy mężczyzny – „człowieka pracy”, przemysłowego robotnika najemnego, w którego imieniu powołano Międzynarodówkę i którego postrzegano jako ucieleśnienie uniwersalnego dążenia do emancypacji ludzkości. Świadczą również o tym, że wielu marksistów czuło się uprawnionych do traktowania kwestii płci (ale też rasy) jako fenomenów kulturowych, oddzielonych od klasy. To z kolei oznacza, że ruch feministyczny musiał zacząć od krytyki Marksa.

Dlatego, choć mój tekst skupia się na podejściu do płci w najważniejszych tekstach Marksa, w części drugiej dokonuję pobieżnego przeglądu rekonstrukcji jego kategorii dokonanych przez feministki w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, przede wszystkim w ramach ruchu „Płaca za Pracę Domową” („Wages for Housework”), w którym działałam. Dowodzę, że feministki z „Płacy za Pracę Domową” znalazły w Marksie podstawę dla feministycznej teorii skoncentrowanej na walce kobiet przeciwko nieopłacanej pracy domowej. Odczytywałyśmy więc analizę kapitalizmu politycznie, czerpiąc z własnych, bezpośrednich doświadczeń, w poszukiwaniu odpowiedzi na naszą odmowę partycypacji w stosunkach domowych. Dopiero wtedy mogłyśmy zastosować teorię Marksa do obszarów, które pozostawały ukryte w jego własnych pracach. Polityczne odczytanie uwidoczniło zarazem ograniczenia jego ujęcia, pokazując, że choć feministyczna perspektywa antykapitalistyczna nie może pomijać dokonań Marksa, przynajmniej dopóki kapitalizm pozostaje dominującym sposobem produkcji (Gimenez 2005, 11–12), musi poza nie wykroczyć.

Marks i płeć z punktu widzenia przestrzeni fabrycznej

Ograniczenia Marksowskiej teorii najbardziej rzucają się w oczy w pierwszym tomie Kapitału. To właśnie tu Marks po raz pierwszy podjął kwestię „płci”, nie w odniesieniu do podporządkowania kobiet w ramach rodziny burżuazyjnej, ale w kontekście warunków pracy fabrycznej kobiet w trakcie rewolucji przemysłowej. Oto „kwestia kobieca” tamtych czasów (Scott 1988, 139–160) po obu stronach kanału, gdzie ekonomiści, politycy i filantropi burzyli się przeciwko destrukcji życia rodzinnego, nowej niezależności, jaką praca dawała kobietom, a także wpływowi na protesty robotnicze, widocznemu we wzroście uzwiązkowienia i czartyzmie. Dlatego też zanim Marks rozpoczął pisanie, reformy były już w toku, dzięki czemu mógł czerpać z bogatej literatury przedmiotu, która składała się w dużej mierze z raportów inspektorów fabrycznych, zatrudnianych w latach czterdziestych dziewiętnastego wieku przez rząd brytyjski, by zadbać o przestrzeganie ograniczeń czasowych pracy kobiet i dzieci.

W tomie pierwszym, przede wszystkich w rozdziałach o „Dniu roboczym” oraz „Maszynie i wielkim przemyśle”, niemiecki filozof cytuje całe strony raportów, by zobrazować strukturalne tendencje produkcji kapitalistycznej (tendencje do przedłużania dnia roboczego do granic wytrzymałości fizycznej robotnika, do zaniżania wartości siły roboczej, do wymuszania na jak najmniejszej liczbie robotników jak największej ilości pracy) i by obnażyć okropieństwa, których doświadczyły kobiety i dzieci na wszystkich etapach rozwoju przemysłowego.

To właśnie z tych raportów dowiadujemy się o szwaczkach umierających z przepracowania i z braku powietrza i jedzenia (Marks 1951, 270–272), o młodych dziewczynach, pracujących bez posiłku 14 godzin dziennie lub półnago czołgających się w kopalniach, by wydobyć węgiel na powierzchnię, o dzieciach wywlekanych z łóżek w środku nocy, „by pracować […] za […] nędzny posiłek” (1951, 245), „zarzynanych” (314) przez wampiryczną maszynę, pożerającą ich istnienie „dopóki bodaj jeden mięsień, jedno ścięgno, jedna kropla krwi pozostaje do wyssania” (324).

Niewielu myślicieli politycznych tak bezkompromisowo jak Marks opisało brutalność pracy w kapitalizmie – poza niewolnictwem – i za to należy mu się uznanie. Szczególnie przejmujące jest jego potępienie barbarzyńskiego wyzysku pracy dzieci, który okazuje się bezkonkurencyjny w całej literaturze marksistowskiej. Abstrahując jednak od elokwencji, jego ujęcie jest ogólnie rzecz biorąc bardziej deskryptywne niż analityczne i uderza w nim brak omówienia kwestii płciowych, które same się w tym kontekście nasuwają.

Nie zdaje nam chociażby sprawy z tego, jak zatrudnienie kobiet i dzieci w fabrykach wpłynęło na walki robotnicze, jakie debaty sprowokowało w organizacjach robotniczych czy jak odbiło się na relacjach kobiet z mężczyznami. Mamy za to różnego rodzaju moralizujące komentarze, sprowadzające się do tego, że praca fabryczna zdegradowała kobiety „moralnie”, promując rozwiązłe zachowania i sprawiła, że zaniedbywały obowiązki macierzyńskie. Kobiety niemal nigdy nie są przedstawiane jako sprawczy aktorzy, zdolni do walki we własnym imieniu. Przeważnie pojawiają się jako ofiary, pomimo tego, że współcześni zaznaczali ich niezależność, ich zawadiacką postawę i gotowość do bronienia własnych interesów przed zakusami czyhających na nie fabrykantów (Seccombe 1993, 121).

W Marksowskim opisie płci z perspektywy przestrzeni fabrycznej brakuje również analizy kryzysu, którego powodem było niemalże całkowite zniknięcie pracy domowej w społecznościach proletariackich, spowodowane rozprzestrzenieniem się stosunków kapitalistycznych, a także dylematu dotyczącego rozmieszczenia pracy kobiet, przed którym stanął wtedy kapitał – i stoi do dziś. Te przemilczenia są o tyle znaczące, że rozdziały, o których wspomniałam, są jedynymi, gdzie w ogóle pojawia się kwestia relacji płciowych.

Problemy płci mają marginalne znaczenie w Kapitale. W trzytomowym, liczącym tysiące stron tekście tylko na około stu znajdziemy jakiekolwiek odwołania do rodziny, seksualności czy też pracy kobiet, a częstokroć są to uwagi rzucane mimochodem. Odniesień do płci brakuje nawet tam, gdzie mogłybyśmy się ich najmocniej spodziewać, jak w przypadku rozdziałów o społecznym podziale pracy czy tych poświęconych płacy. Dopiero pod koniec rozdziału o maszynie i wielkim przemyśle znajdujemy tropy prowadzące do polityki płciowej, za którą optował Marks w pismach politycznych jako sekretarz Pierwszej Międzynarodówki. Pełniąc tę funkcję, opowiadał się przeciwko próbom wykluczenia kobiet z zatrudnienia w fabrykach (Brown 2012, 115). Poglądy te są zgodne z jego niewzruszonym przekonaniem, że kapitalizm – pomimo swojej przemocy i brutalności – był złem koniecznym, a nawet siłą progresywną o tyle, o ile rozwijając siły wytwórcze, stwarzał materialne warunki produkcji. Tylko one mogą stanowić podstawę wyższej formy społeczeństwa, takiej, gdzie pełny i swobodny rozwój każdej jednostki jest naczelną zasadą (Marks 1951, 638).

W przypadku płci rozwój kapitalistyczny, a w szczególności industrializacja utorowały drogę do bardziej równościowych relacji płciowych. Było to możliwe dzięki „wyzwoleniu” pracy z oków specjalizacji i konieczności posługiwania się siłą fizyczną oraz włączeniu kobiet i dzieci w ramy produkcji społecznej. Z jednej strony uwolniło to kobiety i dzieci od osobistej zależności i rodzicielskiego wyzysku ich pracy – znaków rozpoznawczych produkcji domowej – z drugiej zaś umożliwiło im partycypację na równych prawach z mężczyznami w produkcji społecznej.

Jak ujął to Marks, omawiając wprowadzenie podstawowej edukacji dla dzieci pracujących w fabrykach:

Jakkolwiek przerażający i odrażający jest obraz rozkładu dawnej rodziny w systemie kapitalistycznym – niemniej wielki przemysł, który kobietom oraz młodocianym i dzieciom płci obojga wyznacza poza sferą życia domowego rozstrzygającą rolę w społecznie zorganizowanym procesie produkcji, stwarza w ten sposób nowe podłoże gospodarcze dla wyższej formy rodziny i wzajemnego stosunku obu płci (Marks 1951, 529).

Marks nie dociekał jednak, jak ta nowa rodzina miałaby wyglądać i jak rozwiązano by w jej ramach kwestię „produkcji i reprodukcji”. Dodaje tylko zachowawczo:

jest rzeczą niemniej oczywistą, że tworzenie złożonego personelu roboczego z jednostek obojga płci i różnego wieku, choć w swej żywiołowej, brutalnej, kapitalistycznej formie, gdzie robotnik istnieje dla procesu produkcji, a nie proces produkcji dla robotnika, jest niewątpliwie rozsadnikiem zepsucia i niewolnictwa, w odpowiednich warunkach musi się przekształcić, przeciwnie, w źródło prawdziwie ludzkiego rozwoju (1951, 529).

Choć nie jest to wyrażone wprost, kluczem do stwierdzenia Marksa, że eliminacja sfery domowej przez wielki przemysł stworzyłaby bardziej ludzkie społeczeństwo, jest bez wątpienia przekonanie (do którego wracał zresztą w różnych rozdziałach Kapitału), że praca przemysłowa jest czymś więcej niż multiplikatorem mocy wytwórczych i (rzekomym) zabezpieczeniem społecznego dostatku. Jest również – potencjalnie – twórcą innego typu stowarzyszenia opartego na kooperacji i innego rodzaju człowieka, uwolnionego od zależności osobistej i „nieograniczonego” do jednego, konkretnego zestawu umiejętności, a tym samym zdolnego do partycypacji tak w całym wachlarzu aktywności, jak rutynie, jakiej wymaga „racjonalna” organizacja procesu pracy.

Idea przemysłowego, egalitarnego i kooperującego ze sobą społeczeństwa – zgodna z pojęciem komunizmu jako końcem poddziału pracy oraz roztaczaną w Ideologii niemieckiej (Marks i Engels 1961) wizją społeczeństwa, w którym rano człowiek będzie łowił ryby i polował, a wieczorem napisze wiersz – gdzie (parafrazując prowokacyjną wypowiedź z Manifestu komunistycznego (Marks i Engels 1962)) różnice płciowe w klasie pracującej stracą całą swoja „społeczną ważność”, może wydawać się kusząca. Nie dziwi zatem, że inspirowała kolejne pokolenia społecznych aktywistek, również feministycznych.

A jednak, jak pokazały to w latach 70. XX wieku feministki, perspektywa ta ma poważne ograniczenia. Warto odnotować cztery z nich, z których wszystkie mają konsekwencje nie tylko dla kwestii płci, ale również w odniesieniu do Marksowskiej koncepcji industrializacji i rozwoju kapitalistycznego jako sił emancypacyjnych i warunków ludzkiego wyzwolenia. Chwaląc nowoczesny przemysł zarówno za wyzwolenie kobiet z kajdan pracy domowej i władzy patriarchalnej, jak również za umożliwienie kobietom partycypacji w społecznej produkcji, Marks zakładał, że: (i) kobiety nigdy nie brały udziału w produkcji społecznej, a więc, że praca reprodukcyjna nie powinna być traktowana jako praca społecznie niezbędna; (ii) w przeszłości ograniczeniem ich udziału w pracy była niewystarczająca siła fizyczna; (iii) niezbędnym warunkiem równości płci jest skok technologiczny; (iv) co najważniejsze, antycypując argument, który marksiści będą powtarzać przez kolejne pokolenia, to praca fabryczna jest paradygmatem produkcji społecznej, a co za tym idzie, to fabryka, a nie wspólnota, jest miejscem, w którym toczą się walki antykapitalistyczne. Wszystkie te punkty muszą zostać podane w wątpliwość.

Możemy szybko uporać się z argumentem znajdującym uzasadnienie dla dyskryminacji płciowej w „sile fizycznej”. Wystarczy wskazać jako kontrargument Marksowski opis warunków pracy kobiet i dzieci w przemyśle. Raporty z fabryk, które cytował, wyraźnie pokazują z kolei, że kobiety nie były przyjmowane do pracy przemysłowej, ponieważ automatyzacja zmniejszyła ciężar ich prac (Marks 1951, 424–425), ale dlatego, że mogły być słabiej opłacane i uważano je za bardziej uległe i skłonne do poświęcania całej swojej energii na rzecz pracy. Powinnyśmy także odrzucić koncepcję, jakoby kobiety były ograniczone do pracy domowej przed nadejściem uprzemysłowienia. Przemysł domowy, od którego uwolniono kobiety, angażował niewielką część żeńskiego proletariatu i sam w sobie stanowił dość niedawny wynalazek, za którym stał upadek gildii rzemieślniczych (Henninger 2014, 296–297). W rzeczywistości zarówno przed rewolucją przemysłową, jak i w jej trakcie kobiety podejmowały się różnorakich prac, począwszy od rolnictwa, przez handel, a skończywszy na posługiwaniu i pracy domowej. Tym samym – jak pokazały Bock i Duden – nie ma żadnej historycznej podstawy dla poglądu, za którym opowiadali się Marks i inni socjaliści: że „rozwój kapitalizmu, wraz ze wzrostem pracy przemysłowej (produkcyjnej) kobiet, uwolnił i uwalnia je z wieloletnich, feudalnych kajdan pracy domowej i kurateli mężczyzn” (Bock i Duden 1980, 157).

Marks, w swojej koncepcji wielkiego przemysłu jako niwelatora różnic społecznych i biologicznych, umniejszał także wagę odziedziczonych i odtwarzanych hierarchii płciowych, które sprawiały, że kobiety doświadczały pracy fabrycznej w szczególny, różny od mężczyzn, sposób. Zauważył, że stereotypy dotyczące płci odgrywały istotną rolę w pracy fabrycznej i były stosowane na przykład do uzasadniania niższej od męskiej płacy roboczej, że „koedukacyjne” warunki pracy mogły oznaczać większe zagrożenie przemocą seksualną, kończącą się często ciążą w bardzo młodym wieku (Marks 1951, 752). Mimo to zakładał, jak widziałyśmy, że przemoc ta zostanie przezwyciężona z chwilą, gdy robotnicy przejmą władzę polityczną i wykorzystają przemysł dla własnego dobra. Po upływie dwóch stuleci industrializacji widzimy jednak, że choć nadal nie widać końca kapitalizmu, to równość w miejscu pracy, tam gdzie udało się ją osiągnąć lub chociaż do niej zbliżyć, była skutkiem walk kobiet, a nie darem maszyn.

Większe znaczenie ma utożsamienie przez Marksa pracy przemysłowej z normatywną postacią pracy i uprzywilejowaną przestrzenią produkcji społecznej. Nie pozostawia to bowiem żadnego miejsca na uwzględnienie domowych aktywności reprodukcyjnych, które, jak zwróciła uwagę Fortunati (1997), Marks dostrzegał tylko w kontekście ich niszczenia przez kapitał, zawłaszczający całość czasu kobiet[2]. Stoi to w interesującym kontraście z podejściem do relacji fabryka-dom w pracach Alfreda Marshalla, ojca ekonomii neoklasycznej. Postrzeganie przez Marksa pracy przemysłowej jako bardziej racjonalnej postaci pracy przypomina Marshallowskie „uzdolnienia ogólne”, które opisywał jako nowe umiejętności , posiadane  (ówcześnie) przez zaledwie kilku robotników na świecie: „Uzdolniania te potrzebne są w każdym zajęciu”, enabling workers to keep at any kind of work for a long time’ ponieważ pozwalają utrzymać się na każdym stanowisku pracy przez długi czas; na uzdolnienie ogólne składa się także “zdolność pamiętania  jednej chwili o wielu rzeczach (…) zdolność szybkiego przystosowania się do zmian, które należy wprowadzić w wykonywanie pracy, wytrwałość i odpowiedzialność”. (Marshall 1925 : 203 ).

Jednak Marshall, wtórując ówczesnym reformatorom, uważał, że główny wkład do produkcji tej „uzdolnienia ogólnego” stanowiło życie domowe, a zwłaszcza wpływ matki (Marshall 1925, 204). W związku z powyższym stanowczo przeciwstawiał się pracy kobiet poza domem. W przeciwieństwie do niego Marks poświęca niezwykle mało uwagi pracy domowej. Uderza to zwłaszcza w analizach społecznego podziału pracy, gdzie mowa jedynie o tym, że podział pracy w ramach rodziny ma podstawy fizjologiczne[3]. Jeszcze bardziej zdumiewające jest jego milczenie na temat domowej pracy kobiet w analizach reprodukcji siły roboczej w rozdziale zatytułowanym „Reprodukcja prosta”.

To właśnie w tym miejscu Marks podejmuje kwestię kluczową dla zrozumienia wytwarzania wartości w kapitalizmie. Mianowicie: siła robocza, nasza zdolność do pracy nie jest dana z góry. Konsumowana codziennie podczas pracy, musi być wciąż (re)produkowana, zaś (re)produkcja ta jest równie konieczna dla samopomnażania się kapitału, co „czyszczenie maszynerii” – „jest produkcją i reprodukcją najniezbędniejszego dla kapitalisty środka produkcji, samego robotnika” (Marks 1951, 616).

Innymi słowy, Marks wskazuje, co sugerował już w notatkach opublikowanych później jako Teorie wartości dodatkowej (Marks 1979), a także w Kapitale, że reprodukcja robotnika jest niezbędnym elementem i warunkiem akumulacji kapitalistycznej. Postrzegał ją jednak wyłącznie przez pryzmat „konsumpcji” i ograniczał jej realizowanie tylko do sfery produkcji towarowej. Robotnik, jak wyobrażał sobie Marks, wykorzystywał płacę do zakupienia środków niezbędnych do utrzymania się przy życiu, a poprzez ich konsumpcję – reprodukował się. To dosłownie rzecz biorąc produkcja robotników najemnych za pomocą towarów wytworzonych przez robotników najemnych. Tym samym „wartość siły roboczej jest wartością środków niezbędnych do utrzymania jej posiadacza”, a określa ją niezbędny czas pracy do wytworzenia konsumowanych przez robotnika towarów (Marks 1951, 181).

W żadnym miejscu w Kapitale Marks nie przyznaje, że reprodukcja siły roboczej obejmuje nieopłacaną pracę domową kobiet – przygotowanie jedzenia, pranie ubrań, wychowywanie dzieci, uprawianie seksu. Wręcz przeciwnie, uporczywie przedstawia robotnika najemnego jako samoreprodukującego się. Nawet kiedy rozważa potrzeby, jakie robotnik musi zaspokoić, wymieniając pośród nich jedzenie, mieszkanie czy ubranie, niezręcznie pomijając seks, dostępny czy to w ramach rodziny, czy nabywany, przedstawia go jako samowystarczalnego nabywcę towarów. Tworzy tym samym sugestię niepokalanego życia robotnika, a zepsucie związane z pracą przemysłową przypisuje tylko kobietom (Marks 1951, 430). Prostytutce odmawia się zatem statusu pracownicy i sprowadza ją do przykładu kobiety upadłej, przedstawiając jako przynależącą do „najniższego osadu względnego przeludnienia”, czyli lumpenproletariatu (Marks 1951, 695), który w 18 Brumaire’a opisuje jako „odpadki, wyrzutki, szumowiny wszystkich klas” (Marks 2011, 190).

Pojawia się kilka fragmentów, w których autor Kapitału niemalże przerywa to milczenie i po cichu przyznaje, że to, co jawi się jako „konsumpcja” dla robotnika najemnego, może być pracą reprodukcyjną z punktu widzenia jego kobiecego odpowiednika. W przypisach do fragmentu omawiającego określanie wartości siły roboczej w rozdziale „Maszyna i wielki przemysł”, Marks stwierdza „kapitał w celu pomnażania swej wartości zagarnia pracę niezbędną do zaspokajania potrzeb rodziny” (Marks 1951, 425), dodając, że:

Ponieważ niektóre funkcje rodziny, np. doglądanie i karmienie dzieci, nie mogą być w zupełności zniesione, więc matki, skonfiskowane rodzinom przez kapitał, muszą najmować częściowo bodaj zastępstwo. Roboty służące konsumpcji domowej, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów. Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Także koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu. Przy tym oszczędność i celowość w używaniu i przygotowywaniu środków utrzymania staje się niemożliwa (Marks 1951, 426). 

Jednak o tej pracy domowej, która „nie może być w zupełności zniesiona”, a musi zostać zastąpiona nabywanymi dobrami, nie dowiadujemy się nic więcej, więc pozostaje nam tylko zastanawiać się, czy koszt produkcji wzrasta tylko dla robotnika, czy wzrasta także dla kapitalisty, prawdopodobnie przez robotnicze walki o wyższe płace.

Nawet wtedy, gdy odnosi się do ogólnej reprodukcji robotników, Marks nie wspomina o udziale kobiet i wyklucza możliwość podejmowania przez nie jakichkolwiek autonomicznych decyzji dotyczących prokreacji. Mówi o niej jako „naturalnym przyroście populacji” (685), dodając, że „kapitalista może śmiało [go] powierzyć samozachowawczemu i rozrodczemu instynktowi robotników” (617) – to jawna sprzeczność z wcześniej cytowanym komentarzem niemal zrównującym zaniedbania obowiązków macierzyńskich przez robotnice fabryczne z dzieciobójstwem. Sugerował również, że kapitalizm nie wspiera się na zdolnościach reprodukcyjnych kobiety w procesie własnego rozrostu, zakładając ciągłe wytwarzanie „przeludnienia względnego” wskutek rewolucji technologicznych.

Próbując znaleźć przyczyny ślepoty Marksa na pracę tak wszechobecną jak praca reprodukcyjna, którą musiał codziennie oglądać w swoim domostwie, we wcześniejszych esejach podkreślałam, że w ówczesnych domach proletariuszy była ona prawie nieobecna, ponieważ cała rodzina pracowała w fabrykach od świtu do zmierzchu (Federici 2012, 94). Sam Marks prosi się o taką interpretację, kiedy, cytując lekarza oddelegowanego przez brytyjski rząd do oceny stanu zdrowia w dzielnicach przemysłowych, zauważa, że zamknięcie przędzalni, spowodowane wojną domową w Ameryce, miało przynajmniej jeden pożądany skutek. Kobiety od tego momentu bowiem „znalazły czas i możność karmienia dzieci piersią, gdy przedtem zatruwały je cordialem Godfreya (preparatem opiumowym). Znalazłyby czas, aby nauczyć się gotować. Niestety, ich sztuka kucharska przypadła na moment, gdy nie miały co jeść. […] Skorzystano również z kryzysu, aby w szkołach szycia uczyć szyć córki robotników” (Marks 1951, 425). Trzeba było rewolucji amerykańskiej, podsumowuje, i powszechnego kryzysu, aby przędące dla całego świata robotnice nauczyły się szyć!

Jednak to straszliwe, odnotowane przez Marksa zmniejszenie czasu i nakładów niezbędnych do reprodukcji robotnika nie było uniwersalnym stanem rzeczy. Robotnice fabryczne stanowiły tylko od 20 do 30 procent całej populacji pracujących kobiet. Nawet wśród nich duża część porzucała pracę fabryczną wraz z narodzinami dziecka. Co więcej, jak już widziałyśmy, konflikt pomiędzy pracą fabryczną a kobiecymi „obowiązkami reprodukcyjnymi” był kluczowy w czasach Marksa, co potwierdzają cytowane przez niego raporty fabryczne i tworzone na ich podstawie reformy. Skąd zatem te systematyczne pominięcia? I dlaczego Marks nie mógł zrozumieć, że parlamentarne wysiłki na rzecz zmniejszenia wymiaru pracy kobiet i dzieci skrywały nową strategię klasową, która odmieni tok walki klasowej?

Częściową odpowiedź stanowi bez wątpienia perspektywa Marksa, który – podobnie jak przedstawiciele klasycznej ekonomii politycznej – postrzegał pracę domową nie jako określoną historycznie formę pracy z własną historią społeczną, ale jako siłę natury i kobiece powołanie, jeden z produktów tego wielkiego „spichlerza”, jaki stanowi dla nas (jak przekonywał) ziemia. Gdy odnosił się chociażby do przepracowania i zmęczenia, wskutek których doszło do „zaniku wrodzonych uczuć macierzyńskich” u robotnic fabrycznych wobec ich dzieci (Marks 1951, 429), odwoływał się do obrazu macierzyństwa zgodnego ze znaturalizowanym podziałem ról płciowych. Mogło się do tego przyczynić i to, że na pierwszym etapie kapitalistycznego rozwoju praca reprodukcyjna kobiet, ujmując to w języku Marksa, była jedynie „formalnie subsumowana” pod produkcję kapitalistyczną[4], a zatem nie została jeszcze przekształcona, by sprostać szczególnym potrzebom rynku pracy najemnej. A jednak tak wrażliwy na kwestie historycznie i potężny teoretyk, jakim był Marks, powinien zdawać sobie sprawę, że choć praca domowa jawiła się jako odwieczna aktywność, nakierowana wyłącznie na zaspakajanie „naturalnych potrzeb”, to jej forma była w rzeczywistości jak najbardziej historyczną, szczególną formą pracy, efektem podziału na produkcję i reprodukcję, pracę opłaconą i nieopłaconą, które nigdy nie istniały w przedkapitalistycznych społeczeństwach czy szerzej, społeczeństwach niezarządzanych przez prawo wartości wymiennej. Ostrzegając nas przed mistyfikacją wytwarzaną przez stosunek pracy najemnej, powinien dostrzec, że kapitalizm od samego początku podporządkował aktywności związane z reprodukcją w postaci nieopłaconej pracy kobiet produkcji siły roboczej, a tym samym nieopłacona praca, którą kapitaliści wyciskają z robotnika, jest znacznie bardziej widoczna niż ta wyciśnięta podczas dnia pracy obejmującego nieopłaconą pracę domową kobiet, nawet jeśli jest ona zredukowana do minimum.

Czy Marks przemilczał pracę domową, ponieważ, jak sugerowano wcześniej, „nie widział sił społecznych zdolnych do przekształcenia pracy domowej i nadaniu jej rewolucyjnego charakteru”? To istotna kwestia, jeśli „czytamy kapitał politycznie” (Cleaver 2011) i bierzemy pod uwagę, że stawką jego teorii zawsze były jej następstwa dla organizacji i potencjału [politycznego – J.K. i A.P.] (Negri 1991, 182). Otwiera to następującą możliwość – Marks był zachowawczy w kwestii pracy domowej, ponieważ obawiał się jej gloryfikowania przez organizacje robotnicze i burżuazyjnych reformistów w celu wykluczenia kobiety z pracy fabrycznej[5]. Jednak w latach 50. i 60. XIX wieku praca domowa i rodzina już od dziesięcioleci były w centrum żywotnych debat między socjalistami, anarchistami i rosnącym w siłę ruchem feministycznym; eksperymentowano również z reformami domostwa i pracy domowej (Scott 1988; Hayden 1985).

Musimy w takim razie skonstatować, że brak zainteresowania Marksa kwestiami pracy domowej miał głębsze korzenie, sięgające tak jej naturalizacji, jak i dewaluacji, które sprawiały, że w porównaniu z pracą przemysłową jawiła się jako archaiczna forma, którą już wkrótce miał wyprzeć postęp uprzemysłowienia. Jakkolwiek by nie było, konsekwencją niedostatecznego uwzględnienia pracy domowej w jego teorii jest to, że proponowany przez niego opis wyzysku kapitalistycznego i koncepcja komunizmu pomijają największy obszar aktywności na tej planecie, a także główną podstawę podziałów w obrębie klasy robotniczej.

Istnieje tu analogia z miejscem „rasy” w pracach Marksa. Choć dostrzegał, że „praca w białej skórze nie może się wyzwolić tam, gdzie praca w czarnej skórze nosi na sobie piętno hańby” (Marks 1951, 323), w swoich analizach nie poświęcił wiele uwagi pracy niewolniczej i wykorzystaniu rasizmu dla wzmocnienia i znaturalizowania gwałtowniejszych form wyzysku. Jego prace nie mogły zatem rzucić wyzwania złudzeniu – przeważającemu w ruchu socjalistycznym – że interes białego robotnika reprezentował interes całej klasy robotniczej; mistyfikacja ta doprowadziła w dwudziestym wieku bojowników antykolonialnych do uznania marksizmu za nieistotny dla ich walki.

Bliżej własnego podwórka Marks nie przewidział, że brutalne postaci wyzysku, które opisywał z taką mocą, przejdą niebawem do historii, przynajmniej w większości Europy. Tego, że w obliczu zagrożenia konfliktem klasowym i możliwością wyginięcia siły roboczej klasa kapitalistów, w porozumieniu z niektórymi organizacjami robotniczymi, przyjmie nowy kurs w swojej strategii, zwiększając nakłady na reprodukcję siły roboczej i płace dla robotników, odsyłając kobiety do domów, by wykonywały więcej pracy domowej. Proces ten odmienił bieg walki klasowej.

Mimo tego, że zdawał sobie sprawę z ogromnego marnotrawstwa życia powodowanego przez system kapitalistyczny i był przekonany, że za ruchem reform fabrycznych nie stały humanitarne pobudki, Marks nie zauważył, że stawką uchwalenia „ochronnego ustawodawstwa” kryło się coś więcej niż reorganizacja pracy fabrycznej. Zmniejszenie czasu pracy kobiet otworzyło ścieżkę dla nowej strategii klasowej, przypisującej proletariuszkę do domostwa, by produkowała nie materialne towary, ale robotników.

Wskutek tego posunięcia kapitał mógł zarazem zażegnać groźbę buntu klasy robotniczej i stworzyć nowy typ robotnika: silniejszego, bardziej zdyscyplinowanego, bardziej elastycznego, bardziej skłonnego do przyjęcia celów systemu jako własnych – typ robotnika w rzeczy samej postrzegający wymogi produkcji kapitalistycznej jako „oczywiste prawa natury” (Marks 1951, 796). Oto rodzaj robotnika, który umożliwił brytyjskiemu i północnoamerykańskiemu kapitałowi końca wieku dokonanie zwrotu technologicznego i społecznego od lekkiego do ciężkiego przemysłu, od tekstyliów do stali, od wyzysku opartego na przedłużeniu dnia roboczego do tego, który polega na intensyfikacji samego wyzysku. Oznacza to, że stworzenie rodziny robotniczej i proletariackiej gospodyni na pełen etat stanowiło niezbędny element i warunek przejścia od wartości dodatkowej bezwzględnej do względnej. W procesie tym sama praca domowa podlegała „realnej subsumcji”, po raz pierwszy stając się przedmiotem szczególnej inicjatywy ze strony państwa, która silniej wiązała ją z potrzebami rynku pracy i kapitalistyczną dyscypliną pracy.

Z tą innowacją zbiegły się złote dni brytyjskiej ekspansji imperialistycznej (która przyniosła państwu niezmierzone bogactwa, podnosząc płace robocze), dlatego też nie można całkowicie na jej karb złożyć pacyfikacji robotników. Było to jednak epokowe wydarzenie, zwiastujące strategię, która znalazła pełen wyraz w fordyzmie i w New Deal, gdzie klasa kapitalistów zainwestuje w reprodukcję robotników tylko po to, by uzyskać bardziej zdyscyplinowaną i produktywną siłę roboczą. Oto „(uk)ład”, utrzymujący się do lat 70. XX wieku, kiedy to ruch feministyczny i walki kobiet na całym świecie zyskały na sile i położyły mu kres.

Feminizm, marksizm i problem „reprodukcji”

Obok Marksa – zwolennika „emancypacji kobiet” wskutek partycypacji w społecznej produkcji, rozumianej przede wszystkim jako praca przemysłowa, który inspirował pokolenia socjalistów, feministki w latach 70. XX wieku, buntując się przeciwko pracy domowej, udomowieniu i zależności ekonomicznej od mężczyzn, odkryły innego Marksa. Sięgnęły do jego prac w poszukiwaniu teorii zdolnej do objaśnienia źródeł ucisku kobiet z perspektywy klasowej. Skutkiem tego była rewolucja teoretyczna, która odmieniła zarówno marksizm, jak i feminizm.

Analiza pracy domowej jako kluczowego elementu produkcji siły roboczej, dokonana przez Mariarosę Dalla Costę (Dalla Costa 1975, 31), postawienie przez Selmę James gospodyni domowej na równi z innymi „nieopłacanymi tego świata” (James 1975), którzy odgrywali wszakże główną rolę w procesie akumulacji kapitału, przedefiniowanie przez inne aktywistki stosunku płacy jako narzędzia naturalizacji całych obszarów wyzysku, a także wykształcenie się nowej hierarchii w obrębie proletariatu: wszystkie te przełomy teoretyczne, jak również dyskusje, którym dały początek, były ówcześnie określane mianem „debat domowych”, zapewne dlatego, że miały się skupiać na kwestii produkcyjności pracy domowej lub jej braku. Jest to jednak grube przekłamanie. Dostrzeżenie kluczowego znaczenia nieopłacanej pracy kobiet w domu dla produkcji siły roboczej zredefiniowało nie tylko pracę domową, ale także naturę samego kapitalizmu i walkę przeciwko niemu.

Nie dziwi zatem, że Marksowskie omówienie „reprodukcji prostej” było teoretycznym objawieniem – potwierdziło nasze podejrzenia, że klasa kapitalistów nigdy nie pozwoliłaby na długotrwałe przetrwanie pracy domowej w takiej ilości, gdyby nie dostrzegła możliwości jej wyzyskiwania. Odnalezienie u Marksa niezbędności działań na rzecz reprodukcji siły roboczej dla akumulacji kapitalistycznej uwydatniło klasowy wymiar naszej odmowy. Pokazało, że owa tak pogardzana, zawsze brana za pewnik praca, bagatelizowana przez socjalistów jako wsteczna, w rzeczywistości stanowiła fundament kapitalistycznej organizacji pracy. Udzieliło odpowiedzi na dręczące nas pytanie o relację między płcią a klasą, dało nam narzędzia konceptualizacji zarówno funkcji rodziny, jak i głębi klasowego antagonizmu, leżącego u podstaw społeczeństwa kapitalistycznego. Z praktycznego punktu widzenia potwierdziło, że nie musimy, jako kobiety, dołączać do mężczyzn w fabrykach, by stać się częścią walki antykapitalistycznej. Mogłyśmy prowadzić walkę autonomicznie, poczynając od naszej własnej pracy w domu jako „newralgicznego punktu” produkcji siły roboczej (Fortunati 1997, 125). A walka ta musiała się toczyć wyjściowo przeciwko mężczyznom z naszych własnych rodzin, ponieważ to za pomocą męskiej płacy, małżeństwa i ideologii miłości kapitalizm pozwolił im zarządzać naszą nieopłacaną pracą i wprowadzać dyscyplinę w nasz czas i przestrzeń. Na ironię zakrawa fakt, że nasze spotkanie z teorią reprodukcji siły roboczej Marksa i jej przywłaszczenie – gest w pewnym sensie ustanawiający znaczenie Marksa dla feminizmu – dostarczyły nam również ostatecznych dowodów na to, że musimy postawić Marksa na głowie i rozpocząć nasze analizy i walkę właśnie od tej części „fabryki społecznej”, którą wyłączył ze swoich prac.

Odkrycie kluczowego znaczenia, jakie praca reprodukcyjna ma dla akumulacji kapitalistycznej, sprowokowało nas również do postawienia pytania o to, jak wyglądałaby historia rozwoju kapitalistycznego widziana nie z perspektywy formowania się opłacanego proletariatu, ale z perspektywy kuchni i sypialni, czyli miejsc codziennego i copokoleniowego produkowania siły roboczej. Potrzeba genderowego spojrzenia na historię kapitalizmu – poza „historię kobiet” czy historię pracy najemnej – doprowadziła mnie i wiele innych autorek do przemyślenia Marksowskiej narracji o akumulacji pierwotnej i odkrycia polowań na czarownice w XVI i XVII wieku jako przełomowych momentów dewaluacji pracy kobiet i wykształcenia się szczególnego dla kapitalizmu płciowego podziału pracy (Federici 2004, 92–102). Jednoczesne zdanie sobie sprawy, że wbrew przewidywaniom Marksa akumulacja pierwotna stała się permanentnym procesem, postawiło znak zapytania nad Marksowską koncepcją koniecznej zależności między kapitalizmem a komunizmem. Podważyło stadialne myślenie o historii u Marksa, w którym kapitalizm opisany jest jako czyściec, przez który musimy przejść na drodze do wolnego świata i emancypacyjnej roli industrializacji.

Pojawienie się ekofeminizmu, który pozwolił połączyć dokonaną przez Marksa dewaluację kobiet i reprodukcji z jego poglądem, podług którego historyczną misją ludzkości jest dominacja nad naturą, umocniło nasze stanowisko. Szczególnie istotne są w tej kwestii prace Marii Mies i Ariel Salleh, które pokazały, że nieuwzględnienie przez Marksa czynności reprodukcyjnych nie jest dziełem przypadku, czymś przygodnym względem zadania, które postawił sobie w Kapitale, ale stanowi błąd systemowy. Jak ujmuje to Salleh, u Marksa wszystko to, co zostało stworzone przez człowieka i technologię ma większą wartość: historia zaczyna się wraz z pierwszym aktem produkcji, człowiek realizuje swoją istotę przez pracę, miarą jego samorealizacji jest zdolność do dominacji nad naturą i dostosowywania jej do ludzkich potrzeb, zaś wszystkie pozytywne aktywności dokonujące tych przekształceń mają rodzaj męski: praca opisana jest jako ojciec, natura jako matka (Salleh 1997, 72–76). Ziemia również jest widziana jako kobieta – Marks nazywają ją Madame la Terre, w przeciwieństwie do Monsiuer le Capital. Ekofeministki pokazały, że istnieje głęboki związek między zbagatelizowaniem pracy domowej, dewaluacją natury a idealizacją tego, co zostało wyprodukowane przez przemysł i technologię.

Nie jest to miejsce, by podjąć refleksję nad źródłami tej antropocentrycznej perspektywy. Wystarczy powiedzieć, że skala błędu popełnionego przez Marksa i kolejne pokolenia marksistowskich socjalistów, polegającego na przecenianiu wyzwalających konsekwencji uprzemysłowienia, jest dziś aż nazbyt widoczna. Współcześnie nikt nie odważyłby się marzyć – tak, jak robi to August Bebel w Szkicach o kobiecie i socjalizmie (2008) – o dniach, w których jedzenie będzie w całości produkowane chemicznie, a każdy nosiłby ze sobą niewielkie pudełko chemikaliów, dzięki którym zaspokajałby swoje zapotrzebowanie na białko, tłuszcze i węglowodany, niezależnie od pory dnia i roku. Dziś, kiedy uprzemysłowienie pożera ziemię, a naukowcy na służbie rozwoju kapitalistycznego majstrują przy produkcji życia poza ciałem kobiety, wizja rozciągnięcia uprzemysłowienia na wszystkie nasze aktywności reprodukcyjne jest koszmarem gorszym niż ten, którego doświadczamy wraz z uprzemysłowieniem rolnictwa.

Nie dziwi zatem, że w radykalnych kręgach obserwujemy „zmianę paradygmatu”: wraz z zastąpieniem wiary w maszynę jako siłę napędową „historycznego rozwoju” następuje zwrot politycznych wysiłków ku kwestiom, wartościom i relacjom powiązanym z reprodukcją naszych istnień, a także żywotności ekosystemów, w których żyjemy. Przekonuje się nas, że również Marks w ostatnich latach życia przemyślał własną perspektywę historyczną i wraz z zapoznawaniem się z egalitarnymi, matrylinearnymi wspólnotami wschodniej części Ameryki Północnej ponownie podjął rozważania nad idealizacją kapitału, rozwoju przemysłowego i zaczął doceniać siłę kobiet[6].

Niemniej prometejska wizja rozwoju technologicznego, propagowana przez Marksa i całą tradycję marksistowską, nie tracąc nic a nic ze swojej atrakcyjności, powraca wskutek przejmowania emancypacyjnej roli, jaką autor Kapitału przypisywał automatyzacji, przez technologię cyfrową. Tym samym świat reprodukcji i pracy opiekuńczej – tak ceniony przez feministki jako grunt dla transformacji i walki –znów jest zagrożony zniknięciem w jej cieniu. To właśnie z tego powodu, choć sam Marks poświęcał niewiele miejsca teoriom płci w swoich pracach, a jego poglądy zmieniały się na przestrzeni lat, tak istotne pozostaje wracanie do nich i podkreślanie, jak próbowałam to zrobić w tym tekście, że jego przemilczenia w tej kwestii nie były wcale przeoczeniem, ale oznaką ograniczeń, których nie mogły przekroczyć jego analizy teoretyczne i polityczne. Muszą tego dokonać nasze prace.

Wykaz literatury

Bock, Gisela i Barbara Duden. 1980. „Labor of love/love as labor: On the genesis of housework in capitalism”. W From feminism to liberation, red. Edith Hoshino Altbach. Cambridge, MA: Schenkman Publishing. 

Brown, Heather. 2012. Marx on Gender and the Family: A Critical Study. Leiden: Brill.

Cleaver, Harry. 2011. Polityczne czytanie Kapitału. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Wydawnictwo Bractwo Trojka.

Dalla Costa, Mariarosa. 1975. „Women and the Subversion of the Community.” W The Power of Women and the Subversion of the Community, red. Selma James i Mariarosa Dalla Costa. Bristol: Falling Wall Press.

Federici, Silvia. 2004. Caliban and the Witch. New York: Autonomedia.

Federici, Silvia. 2012. Revolution at Point Zero: Housework, Reproduction and Feminist Struggle. New York: Autonomedia.

Fortunati, Leopoldina. 1997. The Arcane of Reproduction: Housework, Prostitution, Labor and Capital. New York: Autonomedia.

Gimenez, Martha E. 2005. „Capitalism and the Oppresion of Women: Marx Revisited.” Science and Society 69(1): 11–32.

Hayden, Dolores. 1985. The Grand Domestic Revolution. Cambridge, MA: MIT Press.

Henninger, Max. 2014. „Poverty, Labour, Development: Toward a Critique of Marx’s Conceptualization.” W Beyond Marx: Theorising the Global Labour Relations of the Twenty-First Century, red. Marcel Van der Linden i Karl Heinz Roth. Leiden: Brill.

Holmstrom, Nancy. 2002. „A Marxist Theory of Women’s Nature.” W The Socialist Feminist Project: A Contemporary Reader in Theory and Politics, red. Nancy Holmstrom. New York: Monthly Review.

Selma, James. 1975. Sex, Race and Class. Bristol: Falling Wall Press.

Marshall, Alfred. 1925. Zasady ekonomiki, t. 1. Warszawa, Wydawnictwo M. Arcta

Marks, Karol. 1951. Kapitał, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol i Fryderyk Engels. 1961. „Ideologia niemiecka.” W MED, t. 3. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol i Fryderyk Engels. 1962. „Manifest komunistyczny.” W MED, t. 4. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1979. „Teorie wartości dodatkowej.” W MED, t. 26. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 2011. 18 brumaire’a Ludwika Bonaparte. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Marks, Karol. 2013. Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji. Tłum. Mikołaj Ratajczak. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Mojab, Shahrzad. 2015. Marxism and Feminism. London: Zed Books.

Negri, Antonio. 1991. Marx Beyond Marx: Lesson on the Grundrisse. New York: Autonomedia.

Salleh, Ariell. 1997. Ecofeminism as Politics: Nature, Marx and the Postmodern. London: Zed Books.

Scott, Joan Wallach. 1988. Gender and the Politics of History. New York: Columbia University Press.

Seccombe, Wally. 1993. Weathering the Storm: Working-Class Families from the Industrial Revolution to the Fertility Decline. London: Verso.

Silvia Federici – feministka nawiązująca do tradycji autnomistycznego marksizmu, członkini Midnight Notes Collective. Wykłada na Uniwersytecie Hofstra. Współzałożycielka Committee for Academic Freedom in Africa. Autorka między innymi: Caliban and the Witch: Women, the Body and Primitive Accumulation (2004), Revolution at Point Zero: Housework, Reproduction, and Feminist Struggle (2012).

DANE ADRESOWE:

Emerita Professor

Hofstra University

EMAIL: silvia.federici@hofstra.edu

CYTOWANIE: Federici, Silvia. 2017. Kapitał a płeć. Praktyka Teoretyczna 3(25).

AUTHOR: Silvia Federici

TITLE: Capital and Gender

ABSTRACT: Although Marx in Capital does not work directly on cases such as gender or family, there is no doubt, that the Marxist historical materialism has had a profound impact on the feminist theory. However, Silvia Federici argues that we need to distinguish between two Marxs, who have different view on gender, but also on the forms of class struggle. The first one concealed the problem of house and reproductive work; for him the class struggle was strictly connected with working in the industry. The second Marx, discovered by the feminists in the 1970’s, provided us with tools, that enable to rethink the particular forms of exploitation, that the women in capitalist societies are being subjected to.

KEYWORDS:  autonomist feminism, reproduction, unpaid women’s housework, industrial revolution, class struggle

[1] Do oznak tego nowego zainteresowania Marksowską teorią płci można zaliczyć książki Heather A. Brown Marx on Gender and the Family (2012) i Shahrzad Mojab Marxism and Feminism (2015). Publikacja tej drugiej zbiegła się w czasie z konferencją organizowaną na ten sam temat w Berlinie przez Fundację Róży Luksemburg.

[2] Fortunati dodaje, że Marks patrzył na pracę reprodukcyjną kobiet „przez pryzmat lektury raportów rządowych, w których zdawano sobie już znacznie wcześniej sprawę z problemu przywłaszczenia przez pracę fabryczną pracy domowej” (1997, 169).

[3] „W obrębie rodziny […] powstaje naturalny podział pracy na tle różnic płci i wieku, czyli na podstawie czysto fizjologicznej” (Marks 1951, 379).

[4] Marks posługuje się pojęciem „formalnej” (w przeciwieństwie do „realnej”) subsumcji do opisania procesów, w których w pierwszej fazie akumulacji kapitalistycznej kapitał przywłaszcza pracę „na gruncie obecnego procesu pracy”, „wraz z ową change żadną miarą nie pojawia się automatycznie jakakolwiek istotna zmiana” (Marks 2013, 89). Z kolei z „realną subsumcją” mamy do czynienia, gdy kapitał przekształca proces pracy/produkcji tak, by służył jego własnym celom.

[5] Jak udokumentował to między innymi Wally Seccombe, nawet wśród związków zawodowych żądaniu wyższych płac towarzyszył argument, że pozwoli to żonom robotników wrócić do właściwych im ról (1993, 114–119).

[6] Zob. komentarz do Zeszytów etnologicznych Marksa w Brown 2012, rozdziały 6 i 7.