Mikołaj Ratajczak – Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy?

Recenzja książki Guya Standinga Basic Income: And How Can We Make It Happen, Penguin Books 2017.

Abstrakt: Tekst jest recenzją książki Guya Standinga, stanowiącej przystępne i kompleksowe wprowadzenie do problematyki bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP). Autor przygląda się, w kontekście niedawnych publikacji Standinga, dwóm najważniejszym liniom argumentacyjnym za wprowadzeniem BDP: z jednej strony analizy „korupcji” współczesnego kapitalizmu, a z drugiej – przedstawienia BDP jako obywatelskiego prawa do bycia wolnym od dominacji.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, kapitalizm, prekariat, republikanizm, walka klasowa

 

Z pewnym pozytywnym zdziwieniem przeczytałem niedawno w magazynie Dissent artykuł Alyssy Battistoni The False Promise of Universal Basic Income (Battistoni 2017). Battistoni jest redaktorką Jacobina, na którego łamach publikowano już artykuły na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) – w najlepszym razie utrzymane w duchu sympatyzującego sceptycyzmu. Tekst Battistoni jednak, mimo jednoznacznego w wymowie tytułu, okazuje się dużo bardziej subtelny, wręcz dialektyczny w swojej argumentacji: z jednej strony autorka słusznie dystansuje się wobec klimatu intelektualnego, który BDP przedstawia jako swego rodzaju post-ideologiczne, naturalne czy wręcz czysto techniczne rozwiązanie, idealnie skrojone pod potrzeby współczesnego kapitalizmu. Z drugiej – uznaje postulat wprowadzenia BDP za dobry punkt wyjścia dla lewicowej polityki, także tej radykalnej, która musi się zmierzyć z zadaniem polegającym nie tyle nawet na „wynajdywaniu przyszłości”, co po prostu na walczeniu o nią. Artykuł Battistoni należy potraktować jako kolejny dowód na to, że BDP stał się obecnie w zasadzie niemożliwym do pominięcia elementem debaty o obecnym kryzysie kapitalizmu, państwa dobrobytu, ruchu związkowego oraz o programie gospodarczym (i społecznym) lewicy. Zresztą nie tylko lewicy – kryzys kapitalizmu i państwa dobrobytu jest oczywisty także dla bardziej rozgarniętych konserwatystów i liberałów; z tego względu również rządy prawicowo-centrowe flirtują lub wręcz eksperymentują z BDP (najwymowniejszy jest tu oczywiście przykład Finlandii).

W takim klimacie ideologicznym, prędzej czy później, musiała pojawić się książka, będąca zgodnie z tytułem „wprowadzeniem” do koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego (Standing 2017). Równie pewne było też to, że taką książkę napisze Guy Standing – brytyjski ekonomista, znany również w Polsce głównie dzięki dwóm książkom o prekariacie (Standing 2014, 2015), jeden z założycieli Basic Income European Network w 1986 roku (potem Basic Income Earth Network), który od wielu lat działa na rzecz wprowadzenia BDP zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Ukazanie się takiej książki – do tego w renomowanym wydawnictwie Penguin Books – będzie z pewnością świetnym przyczynkiem do dyskusji na temat zasadności i możliwości wprowadzenia BDP w różnych krajach na świecie (w tym, miejmy nadzieję, również w Polsce). W tym tekście chciałbym jednak przyjrzeć się dokładnie argumentacji Standinga na rzecz BDP, gdyż „wprowadzeniowy” charakter książki może stworzyć złudzenie, że przedstawiania przez autora perspektywa jest najbardziej ogólną, najbardziej podstawową lub wręcz „jedyną słuszną” argumentacją na rzecz BDP (czy też jego lewicowej wersji). Nie chodzi tutaj o dyskutowanie szczegółowych tez Standinga, lecz o zarysowanie dwóch najważniejszych linii jego argumentacji na rzecz BDP: krytyki „korupcji kapitalizmu” oraz przedstawienia dochodu jako prawa zabezpieczającego republikańską wolność od dominacji. Jest to istotne również z tego względu, że obecnie potrzebne są przede wszystkim dwa rodzaje dyskusji o BDP – z jednej strony, co podkreślaliśmy z Maciejem Szlinderem i Ryszardem Szarfenbergiem (Ratajczak, Szlinder, Szarfenberg 2017), należy przestać już dyskutować o tym, czy wprowadzenie BDP ma w ogóle sens – bo ma – i czy w ogóle jest możliwe – bo jest – a zamiast tego skupić się na dziejących się obecnie eksperymentach i programach pilotażowych, postarać się sformułować jak najwięcej empirycznie czy teoretycznie ugruntowanych wniosków na temat możliwego wpływu BDP na społeczeństwo i gospodarkę; z drugiej jednak strony potrzebna jest dyskusja nieograniczająca się do samego dochodu podstawowego, jego specyfiki i warunków realizacji, lecz analizująca, jak ewentualne wprowadzenie BDP wpłynie na definicję i funkcjonowanie podstaw obecnego porządku polityczno-prawnego, w rodzaju obywatelstwa, roli państwa i biurokracji, znaczenia pracy dla wyznaczania roli społecznej, podziału na sferę prywatną i publiczną itd.

Idea, by wszystkim obywatelom i obywatelkom, a nawet rezydentom i rezydentkom zapewnić bezwarunkowy, powszechny dochód podstawowy – wypłacaną w regularnych odstępach czasu przez państwo lub władzę samorządową określoną sumę pieniędzy wystarczającą do przeżycia – nie jest ideą nową. W historii pojawiała się ona regularnie przynajmniej od końca XVIII wieku (jeśli nie dużo, dużo wcześniej): w swoim dziele Agrarian Justice z 1795 roku Thomas Paine projektował mechanizm redystrybucji w postaci czegoś, co moglibyśmy nazwać dotacją kapitałową, a także emerytury obywatelskiej, zaś współczesny mu radykał, Thomas Spence rozwinął ideę renty gruntowej, która powinna być wypłacana wszystkim z racji przywłaszczenia gruntów – wspólnego dobra ludzkości – przez pojedyncze osoby. Program Spence’a był swego rodzaju radykalnym reformizmem: nie naruszał samej instytucji prywatnej własności ziemi, ale podkreślał jej negatywne społeczne efekty, którym renta gruntowa miała zapobiegać. Ten duch radykalnego reformizmu pojawiał się praktycznie za każdym razem, gdy formułowana jakąś wersję dochodu podstawowego – u Charles’a Fouriera, Josepha Charliera, Henry’ego George’a czy nawet Bertranda Russella – i w oczywisty sposób stał wówczas w sprzeczności z programem rozwiniętym przez marksizm, w którym polityce skupionej na redystrybucji przeciwstawiano uspołecznienie czy upaństwowienie środków produkcji. Stanowisko Marksa brało się z jego analiz postępującego uspołecznienia procesu produkcji w kapitalizmie i technologicznego rozwoju środków produkcji. W Krytyce Programu Gotajskiego podkreślał wyraźnie, że przesądem ekonomii burżuazyjnej jest to, iż podział środków spożycia jest niezależny od podziału środków produkcji – tak więc jedynie przez zmianę stosunków własności tych ostatnich możliwe jest stworzenie komunistycznego społeczeństwa.

Dyskusja wokół radykalnego programu redystrybucji – zapewniania każdej i każdemu finansowych środków wystarczających na przeżycie – przebiega dzisiaj inaczej i to z paru względów. Jednym z nich jest przechwycenie idei gwarantowania dochodu przez neoliberalną prawicę, co było z pewnością reakcją na powojenny rozwój państwa dobrobytu, którego nie dało się nie traktować jako zwycięstwa klasy robotniczej (lub przynajmniej częściowej akceptacji jej postulatów w celu powstrzymania kryzysu i wprowadzenia państwowego zarządzania reprodukcją kapitału, zob. Hardt, Negri 1994, De Angelis 2000). W 1962 roku Milton Friedman w swojej słynnej książce Kapitalizm i wolność (Friedman 2008) rozwinął koncepcję „negatywnego podatku dochodowego”, która do dzisiaj bywa mylona z dochodem podstawowym. Obecnie na libertariańskiej prawicy dochód podstawowy propaguje Charles Murray, który podobnie jak Friedman traktuje BDP jako narzędzie demontażu państwowych form ochrony socjalnej (Murray 2006). W jego ujęciu BDP miałby zostać wprowadzony zamiast jakichkolwiek publicznych usług w postaci służby zdrowia, darmowej edukacji itd., choć, gdy policzy się wszystkie wydatki, jakie jednostka musiałaby ponosić w sytuacji pełnej komercjalizacji tych usług, to okaże się, że propozycja Murraya nie spełnia ram definicyjnych BDP – transfer pieniężny nie wystarczyłby wówczas na pokrycie wszystkich niezbędnych potrzeb. Z drugiej strony również niektórzy współcześni przedstawiciele lewicy marksistowskiej są mniej lub bardziej zagorzałymi zwolennikami BDP. Swoje poparcie argumentują często transformacją współczesnych form pracy i produkcji oraz kryzysem istniejących postaci państwa dobrobytu, przy czym BDP jest przez nich traktowany jako co najwyżej chwilowa reforma kapitalizmu, narzędzie w walce klasowej (Hardt, Negri 2012, zob. także wypowiedź Negriego o programie Benoîta Hammona w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, Negri 2017). Na szeroko rozumianej lewicy stosunek do BDP jest jednak co najmniej ambiwalentny – i to nawet nie zawsze z tych samych powodów, dla których przeciwny BDP byłby Marks. Jedni argumentują za BDP, kładąc nacisk na postępującą automatyzację i konieczność zapewnienia źródła dochodu osobom, które za chwilę będą pozbawione pracy (np. Mason 2015, w duchu akceleracjonistycznego optymizmu Srnicek, Williams 2016) lub ogólnie na konieczność stabilizacji gospodarki cyfrowej (zob. np. Pulkka 2017). Teoretycy kapitalizmu kognitywnego idą dalej i wychodząc od lektury „Fragmentu o maszynach” w duchu włoskiego marksizmu autonomistycznego (Negri 1991, Virno 1992), argumentują, że wprowadzenie BDP byłoby inwestycją w główne źródło wartości we współczesnym kapitalizmie, mianowicie „masową intelektualność” (Vercellone 2007), ucieleśniony intelekt powszechny, którego produktywność znacząco zwiększyłaby się dzięki dochodowi podstawowemu (Fumagalli, Lucarelli 2014, Szlinder 2014). Nie brak także na lewicy bardziej „klasycznej” argumentacji za dochodem podstawowym, odwołującej się do analiz kapitalizmu Róży Luksemburg lub Michała Kaleckiego, której trzonem jest wskazywanie potencjalnie propopytowego efektu dochodu podstawowego, a także polepszenia pozycji przetargowej pracowników najemnych, w tym również w sytuacji strajku (zob. Manjarin, Szlinder 2016).

Te różne stanowiska i perspektywy argumentacji za BDP mają wiele wspólnego – większość z nich stwierdza koniec fordyzmu, charakterystycznego dla niego modelu akumulacji, a w związku z tym również koniec skuteczności modeli regulacji gospodarki charakterystycznych dla tego etapu rozwoju kapitalizmu. Wiele lewicowych zwolenników i zwolenniczek BDP wskazuje na szerzące się zjawisko prekaryzacji, postępującego uelastycznienia form zatrudnienia, działającego na korzyść kapitału czy nadmierną dominację kapitału finansowego. Standing nie jest tutaj wyjątkiem. Według brytyjskiego ekonomisty bezwarunkowy dochód podstawowy jest niezbędny z racji postępującej „korupcji kapitalizmu”, jak głosi tytuł jego poprzedniej książki (Standing 2016). Pozostając bardziej w tradycji zapoczątkowanej Wielką transformacją Polanyi’ego niż Kapitałem Marksa, Standing przygląda się różnym zjawiskom, pogłębiającym „wykorzenienie” współczesnej gospodarki ze stosunków społecznych, a także nowym zjawiskom gospodarczym, które to właśnie BDP czynią potencjalnie najbardziej skutecznym mechanizmem stabilizującym i regulującym gospodarkę. Czytelniczkom zainteresowanym tymi kwestiami należy przede wszystkim polecić rozdział 4 („Zmniejszając ubóstwo, nierówność i niepewność”), 5 („Argumenty ekonomiczne”) oraz 8 („Skutki dla świata pracy”) recenzowanej tutaj publikacji. W nich znajdziemy kluczowe uwagi Standinga, które niemniej znane są w dużej mierze z jego analiz prekariatu.

Punktem wyjścia jest tutaj stwierdzenie, że we współczesnej gospodarce coraz rzadziej praca jest skuteczną drogą wyjścia z ubóstwa i zapewnienia dobrobytu. Wiąże się to z powolnym końcem ścisłego podziału na czas pracy i czas wolny od pracy, wzrostem aktywności niezbędnych do zapewnienia sobie pracy zarobkowej (jak ujmuje to Standing, trzeba obecnie wykonać więcej nieodpłatnej „work”, by móc świadczyć „labour”, pracę najemną) oraz gwałtownym wzrostem niepewności na rynku pracy i zagrożenia utraty dochodów – ponieważ w gospodarce opartej na usługach, zwłaszcza w dobie gwałtownie rozwijających się platform cyfrowych zapośredniczających stosunki pracy, płaci się coraz częściej jedynie za wykonaną usługę lub dzieło, nie zaś ogólnie za czas pracy, który dana osoba poświęciła na znalezienie danego zlecenia, przygotowanie się do niego, realizację itd. Standing podkreśla, że w wyniku ostatniego kryzysu finansowego stopa osób biednych na świecie wzrasta, a w krajach rozwiniętych coraz więcej osób znajduje się poniżej progu ubóstwa bezwzględnego. Częściowo za ten stan rzeczy winą obarcza nieskuteczne mechanizmy pomocy socjalnej, które w większości są uzależnione od dochodów. W efekcie podjęcie zatrudnienia – coraz częściej tymczasowego, elastycznego, „śmieciowego” – wiąże się z olbrzymią, sięgającą nawet 100% efektywną stopą opodatkowania. Oznacza to, że w momencie podjęcia zatrudnienia należy nie tylko płacić podatek związany z dochodem, ale także traci się przysługujące świadczenia, w efekcie dostając niewiele więcej pieniędzy przy konieczności poświęcania czasu dla celów zarobkowych. BDP w przeciwieństwie do wielu istniejących świadczeń cechowałby się dużo większą przejrzystością, brakiem stygmatyzacji (ponieważ przyznawany byłby każdej osobie) i „efektywną” stopą opodatkowania, nieprzekraczającą stopy podatku dochodowego.

Standing stwierdza wprost, że wprowadzenie BDP doprowadziłoby dzisiaj do zmniejszenia stopy ubóstwa (co jest w zasadzie oczywiste), a także zmniejszenia poziomu nierówności i niepewności. Istotna jest tutaj relacja między nierównością i niepewnością – Standing podkreśla, że to właśnie nierówność dystrybucji bezpieczeństwa jest dzisiaj kluczowym elementem „korupcji” kapitalizmu. Nierówna dystrybucja pewności oznacza bowiem nie tylko nierówność dochodów, ale także nierówny dostęp do usług publicznych, zabezpieczenia na wypadek utraty pracy oraz możliwości kontroli własnego czasu (co związane jest z przymusem podporządkowywania się różnym mechanizmom testowania i kontroli). Tutaj znowu dotykamy kwestii końca modelu regulacji kapitału przemysłowego, w którym poziom ryzyka możliwy był do mierzenia za pomocą różnych metod aktuarialnych. Dzisiaj, twierdzi Standing, niepewność staje się w zasadzie niemierzalna, tym bardziej potrzebne stają się więc takie programy, które zapewniałyby bezpieczeństwo w sposób bezwarunkowy, a nie opierałyby się na jakichkolwiek metodach pomiaru. BDP jest właśnie takim programem. Standing zwraca również uwagę na konieczność dokładnego zaprojektowania relacji między BDP a istniejącymi świadczeniami społecznymi. Nierówność ma bowiem szansę zniknąć wtedy, gdy nienaruszone pozostaną te programy, które w szczególności chronią przed największą niepewnością egzystencjalną, takie jak świadczenia chorobowe, dla osób niepełnosprawnych czy różnego rodzaju dodatki, np. mieszkaniowe. W tym punkcie autor dochodzi do zasadniczej kwestii, która rzadko pojawia się w dyskusjach (zwłaszcza tych powierzchownych) nad BDP – z jednej strony dochód podstawowy ma tę zaletę, że jest bardzo prostym, bardzo przejrzystym systemem redystrybucji, z drugiej jednak jego wprowadzenie musi z konieczności wziąć pod uwagę to, co Anthony Atkinson nazywał „porządkiem instytucjonalnym” (Atkinson 2017, 411), czyli istniejący systemem świadczeń społecznych – i w odniesieniu do tego ostatniego trzeba decydować, jakie inne świadczenia zachować, zmienić itd. Oznacza to, że w przypadku każdego kraju wprowadzenie BDP będzie wyglądało trochę inaczej (także ze względów politycznych). I choć samej kwestii wprowadzenia BDP Standing poświęca dużo uwagi w książce, można by jednak oczekiwać, by nieco szerzej omówił problem „porządku instytucjonalnego”.

Argumentację ekonomiczną Standinga można zatem podsumować stwierdzeniem, że istniejące postacie „zakorzeniania” gospodarki kapitalistycznej są coraz bardziej nieskuteczne, przez co rosną poziomy ubóstwa, nierówności i niepewności. BDP zaś mógłby stanowić podstawę nowego systemu redystrybuującego bogactwo, a przez to i bezpieczeństwo. Co więcej, według Standinga BDP mógłby również służyć jako mechanizm antycykliczny, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę propozycję brytyjskiego ekonomisty, by BDP uzupełnić o komponent „stabilizacyjny” (więcej na ten temat w Standing 2011). Zagadnienie stabilizacji gospodarki jest być może najbardziej problematyczne, zwłaszcza, że obejmuje wiele różnych kwestii – nie tylko kryzysową naturę współczesnego kapitalizmu, ale także problem automatyzacji, finansjalizacji itd. Wydaje się, że aby BDP rzeczywiście funkcjonował jako stabilizator gospodarki, jego wprowadzenie powinno być powiązane z regulacją mechanizmów, które są dzisiaj odpowiedzialne za gwałtowną niestabilność gospodarek – w tym przede wszystkim rynków finansowych, kapitałowych, nieruchomości itd. Jest to kwestia stworzenia odpowiedniego systemu regulacji i opodatkowania, który wraz z BDP byłby w stanie wyeliminować chyba największą plagę współczesnego kapitalizmu – powrót renty.

Wydaje się, że zasadniczą wagę ekonomicznych argumentów Standinga zrozumiemy w pełni wtedy, gdy jego wprowadzenie do idei BDP przeczytamy jednocześnie ze wspomnianą już książką o korupcji kapitalizmu (Standing 2016). To w niej bowiem autor śledzi powrót renty we współczesnym kapitalizmie, który to mechanizm prawdopodobnie w największym stopniu odpowiada za ową „korupcję”: od mnożenia się form ochrony własności intelektualnej (i zysków czerpanych z tejże własności), przez mechanizmy wyciskania spekulacyjnej wartości z sekurytyzacji długu, po całkowicie skorumpowane mechanizmy „trollingu patentowego” lub pozywania państwa przez korporacje za utracone potencjalne zyski. Jak pokazuje też Standing, funkcjonujące systemy subsydiowania kapitału, wprowadzania coraz to nowych ulg podatkowych (w tym np. dopłat dla osób kupujących mieszkania pod wynajem!), po bezpośrednie zasilanie kapitału publicznymi środkami na drodze chociażby luzowania ilościowego decydują o tym, że państwa przyczyniają się współcześnie do postępującej korupcji kapitalizmu. Wprowadzenie BDP w tym kontekście można przedstawić krótko, jako odwrócenie trendu przekazywania pieniędzy kapitałowi na rzecz „luzowania ilościowego dla ludzi” – i to w sposób bezpośredni i bezwarunkowy, który zabezpieczałby przed innym mechanizmem korupcji współczesnych regulacji gospodarki, a mianowicie tym, że przy skomplikowanych, opartych na testowaniu środków lub zachowaniu świadczeniach olbrzymi odsetek (różny w zależności od kraju) osób do nich uprawnionych ostatecznie tych świadczeń nie pobiera (Atkinson 2017, 347-348).

Kluczowe są tu wszystkie cechy BDP: jego bezwarunkowość, regularność, bezpośredniość, wysokość zapewniająca minimum do przeżycia oraz fakt, że jest on wypłacany zanim wystąpi problem ubóstwa (zob. Szlinder 2017). To te cechy sprawiają, że BDP jest w stanie naprawić „korupcjogenny” charakter współczesnych systemów świadczeń społecznych, zmniejszyć stopę ubóstwa i nierówności, zwiększyć bezpieczeństwo. Żadna z tych cech jednak nie czyni BDP na tyle wyjątkowym, by mógł to być jedyny program świadczeń – co Standing wyraźnie podkreśla. Czyni go jednak dobrą podstawą całego systemu świadczeń, lepszą na przykład od postulowanego przez Atkinsona „dochodu partycypacyjnego”, w którym wypłacanie dochodu podstawowego uzależnione miałoby być od różnych form pracy na rzecz społeczności (Atkinson 2017, 361). W przypadku dochodu partycypacyjnego nie uniknęlibyśmy bowiem problemu paternalizmu, a wszelkie zaoszczędzone pieniądze – pochodzące z niewypłacania dochodu wszelkiego rodzaju rzekomym „leniom” czy „darmozjadom”, którzy według oceniających ich urzędników nie przyczynialiby się w żaden sposób do polepszenia dobrobytu swojej społeczności, zostałyby prawdopodobnie pochłonięte przez koszty obsługi programu. Nie możemy bowiem zapominać, że choć BDP ma być wypłacany przez państwo, to integralną częścią całego pomysłu jest lewicowa z ducha krytyka biurokracji i paternalizmu urzędniczego, która postuluje nie tyle indywidualizm i neoliberalne pojmowanie „odpowiedzialności” (jak robi to Murray), lecz uderza w rozrost bezsensownych procedur, które zabierają jedynie czas i są same w sobie bezsensowne (Graeber 2016).

Krytyką paternalizmu przechodzimy do drugiej linii argumentacji Standinga za BDP – a mianowicie ujęcia BDP nie tylko jako programu świadczeń, jako techniki walczenia z korupcją kapitalizmu, ale jako prawa, równoważnego w zasadzie innym prawom obywatela. Argumentacja ta poprzedza w recenzowanej książce analizy współczesnego kapitalizmu, ale chciałem do niej przejść na końcu z racji jej logicznego charakteru. O ile bowiem, używając języka etyki Kantowskiej, argumentacja ekonomiczna jest hipotetyczna – to znaczy ustawia ona dochód podstawowy jako narzędzie do realizacji pewnego celu, którym jest zwalczanie ubóstwa, zmniejszanie nierówności czy stabilizacja gospodarki – o tyle argumentacja za dochodem podstawowym jako prawem jest kategoryczna, czyli ustawia ona dochód podstawowy jako cel sam w sobie, jako bezwarunkowe prawo obywatela. Jest to dość istotna logiczna różnica – przy przyjęciu wyłącznie argumentacji ekonomicznej, moglibyśmy założyć, że kiedyś dochód podstawowy będzie mógł zostać zmieniony na inne świadczenie, lub zostać zawieszony po hipotetycznej „naprawie” kapitalizmu. Standing jednak się tutaj nie zatrzymuje. Wychodząc od fundamentalnego dla liberalizmu pytania o wolność, wpierw odrzuca jej libertariańskie ujęcie (obecne m.in. u Murraya), zgodnie z którym wolność polega na całkowitej niezależności indywiduum w jego działaniu, a które ostatecznie popada w niebezpieczny paternalizm, zakładając pewne określone rodzaje zachowań za „właściwe”, „dojrzałe” itd. i tym samym zasługujące na wspieranie (w przeciwieństwie do innych „niedojrzałych” zachowań, przypadkowo tylko charakteryzujących najczęściej klasy wykluczone i podporządkowane). Standing przyjmuje stanowisko republikańskie, zgodnie z którym wolność jest przede wszystkim wolnością od dominacji. Nie jest oczywiście jedynym na lewicy, który argumentuje za BDP z pozycji republikańskich (zob. chociażby Casassas 2008, Domènech, Raventós 2008, Marczewski 2014), niemniej warto podkreślić, że jego wizja BDP jest powiązana również z chęcią progresywnego przeformułowania relacji między obywatelem i państwem, samych podstaw obywatelstwa. Zresztą nie jest to dla tego autora nowe podejście – już w swojej drugiej książce o prekariacie (Standing 2015) podkreślał, że prekaryzacja dotyczy w równym stopniu pozycji na rynku, co statusu prawnego (dlatego też interesowali go zarówno „prekariusze”, jak i „zbywatele” [ang. „denizens”], osoby pozbawione pełni praw obywatelskich).

To podkreślenie kategorycznego wymiaru BDP jako obywatelskiego, politycznego prawa otwiera siłą rzeczy olbrzymie spektrum problemów, które z oczywistych względów mogą być tylko w niewielkim stopniu poruszone w książce, będącej wprowadzeniem do problematyki. Są to takie kwestie jak chociażby warunki odbierania BDP (np. osobom, które trafiają do więzienia za ciężkie przestępstwa), wypłacania BDP nie tylko obywatelom czy obywatelkom, ale również rezydentom czy rezydentkom (pod jakimi warunkami? na jaki okres lub po jakim czasie?), czy też podstawowej relacji wiążącej osoby uprawione do BDP z państwem, która miałaby decydować o utracie uprawnienia (nabycie innego obywatelstwa, przeprowadzka do innego kraju lub płacenie w innym kraju podatków?). Standing w odpowiednich miejscach książki wskazuje na to, że takie kwestie trzeba będzie rozstrzygnąć, nie pozostawia jednak wątpliwości, jakie rozwiązania najbardziej by go zadowalały. Jego republikanizm jest przy tym konsekwentny – jak już się powiedziało „a” (dochód podstawowy jest prawem do bycia wolnym od dominacji i przymusu), to należy powiedzieć „b” (dochód podstawowy jest prawem, którego nie można odebrać i które powinno przysługiwać także osobom rezydującym w danym państwie).

Dzięki połączeniu tych dwóch wymiarów – ekonomicznego i prawno-politycznego – książka Standinga zapewnia dobre wprowadzenie do tego, jak jednocześnie prostą ideą jest bezwarunkowy dochód podstawowy i na jakie komplikacje natrafiamy, gdy rozważamy w szczegółach jego wprowadzenie. Dzięki rozdziałom, które analizują możliwości sfinansowania BDP oraz rozważają trudności związane z polityczną walką o jego wprowadzenie, a także komentują obecne eksperymenty z tą koncepcją, czytelniczka jest z pewnością lepiej wprowadzona do tematu niż gdyby miała po kolei czytać o różnych stanowiskach w trwającej już od dłuższego czasu debacie na temat tego, czy powinno istnieć coś takiego, jak „darmowy lunch”. Ta szersza perspektywa uświadamia nam, że idea BDP nie powinna być sprowadzona do samej technicznej kwestii „jak wprowadzić” i „czy da się wprowadzić”. BDP dotyka fundamentalnych kwestii dotyczących porządku polityczno-społeczno-gospodarczego i przez to zmusza nas także do przemyślenia podstawowych pojęć, które organizują nasze myślenie o polityce i naszą wyobraźnię polityczną. Dla lewicy, zwłaszcza lewicy marksistowskiej, nie musi to oznaczać porzucenia walki klasowej jako głównej kwestii, wręcz przeciwnie – idea zagwarantowania każdemu i każdej środków do życia powinna być uznana za wartościowe narzędzie walki z różnymi formami opresji, dominacji i wyzysku. Otwiera to też nowe obszary pytań: na ile wprowadzenie BDP mogłoby wzmocnić (lub też na ile osłabić) możliwości organizacji i mobilizacji pracowniczej; czy mogłoby stać się punktem wyjścia do organizacji osób najsilniej dotkniętych prekaryzacją (a tym samym najbardziej odczuwającym niepewność); a także czy mogłoby wzmocnić pozycję osób wykonujących pracę opiekuńczą, afektywną i reprodukcyjna i w efekcie włączyć ich postulaty do programów partii lewicowych i związków zawodowych. Ostatecznie trzeba będzie jednak zadać sobie podstawowe pytanie: co jest stawką walki klas? Świat gwarantujący pracę najemną czy może jednak świat wolny od przymusu pracy?

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony W. 2017. Nierówności. Co da się zrobić? Przeł. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Battistoni, Alyssa. 2017. „The False Promise of Universal Basic Income.” Dissent Magazine, Spring 2017. https://www.dissentmagazine.org/article/false-promise-universal-basic-income-andy-stern-ruger-bregman

Casassas, David. 2008. „Basic Income and the Republican Ideal. Rethinking Material Independence in Contemporary Societies.” Basic Income Studies 2(2): 1-7.

De Angelis, Massimo. 2000. Keynesianism, Social Conflict and Political Economy. London: Macmillan.

Domènech, Antoni, i Daniel Raventós. 2008. „Property and Republican Freedom: An Institutional Approach to Basic Income.” Basic Income Studies 2(2): 1-8.

Friedman, Milton. 2008. Kapitalizm i wolność. Przeł. Bartosz Sałbut. Gliwice: Onepress.

Fumagalli, Andrea, Stefano Lucarelli. 2014. „Dochód podstawowy a wydajność w kapitalizmie kognitywnym.” Przeł. Krystian Szadkowski. Praktyka Teoretyczna 2(12): 79–104.

Graeber, David. 2016. Utopia regulaminów. O technologii, tępocie i ukrytych rozkoszach biurokracji. Przeł. Marek Jedliński. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Hardt, Michael, Antonio Negri. 1994. Labor of Dionysus. A Critique of the State-Form. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Hardt, Michael. Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Przeł. „Praktyka Teoretyczna”. Kraków: korporacja ha!art.

Manjarin, Edgar, Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–59.

Marczewski, Paweł. 2014. “Nie-Dominacja jako niezależność socjoekonomiczna. Neorepublikańskie argumenty za Bezwarunkowym Dochodem Podstawowym.” Praktyka Teoretyczna 2(12): 41-58.

Mason, Paul. 2015. PostCapitalism. A Guide to our Future. London: Allen Lane.

Murray, Charles. 2006. In Our Hands. A Plan To Replace The Welfare State. Washington D.C.: AEI Press.

Negri, Antonio. 1991. Marx beyond Marx. Lessons on the Grundrisse. Przeł. Harry Cleaver, Michael Ryan, Maurizio Viano, London: Pluto Press.

Negri, Antonio. 2017. „Benoît Hamon and Universal Basic Income.” http://www.versobooks.com/blogs/3109-benoit-hamon-and-universal-income

Pulkka, Ville-Veikko. 2017. „A free lunch with robots – can a basic income stabilise the digital economy?” Transfer: European Review of Labour and Research June-15-2017: 1–17.

Ratajczak, Mikołaj, Maciej Szlinder, Ryszard Szarfenberg. 2017. „Lekarstwo na kryzys kapitalizmu.Dziennik Gazeta Prawna 4: A9–A10.

Srnicek, Nick, Alex Williams. 2016. Inventing the Future. Postcapitalism and a World Without Work. London: Verso.

Standing, Guy. 2011. „Responding to the crisis. Economic stabilization grants”. Policy & Politics 39(1): 9–25.

Standing, Guy. 2014. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa. Przeł. Krzysztof Czarnecki, Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2015. Karta prekariatu. Przeł. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism. Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. London: Biteback Publishing.

Standing, Guy. 2017. Basic Income. And How Can We Make It Happen. London: Penguin Books.

Szlinder, Maciej. 2014. „Od sprawiedliwości do warunku transformacji: dochód podstawowy w kapitalizmie kognitywnym”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 105–142.

Szlinder, Maciej. 2017. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym.” Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111 (I/2017): 27-31.

Vercellone, Carlo. 2007. „From Formal Subsumption to General Intellect. Elements for a Marxist Reading of the Thesis of Cognitive Capitalism.” Historical Materialism 15 (1): 13–36.

Virno, Paolo. 1992. „Quelques notes à propos du general intellect.” Przeł. Gisèle Donnard. Futur Antérieur 10: 45–53.


Mikołaj Ratajczakpracownik Zespołu Filozofii Kultury IFiS PAN, redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. W latach 2012-2015 wydawca filozofii i nauk społecznych w Wydawnictwie Naukowym PWN. Autor licznych artykułów naukowych w polskich i zagranicznych wydawnictwach poświęconych zagadnieniom filozofii politycznej, filozofii języka i ekonomii politycznej. Na język polski przełożył m.in. Nierówności. Co da się zrobić? Anthony’ego Atkinsona (razem z M. Szlinderem, 2017) oraz Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji Karola Marksa (2013). Pracuje obecnie nad monografią poświęconą współczesnej włoskiej filozofii politycznej. Członek Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego.

 

DANE ADRESOWE:

Zespół Filozofii Kultury

Instytut Filozofii i Socjologii,

Polska Akademia Nauk

  1. Nowy Świat 72

00-330 Warszawa

EMAIL: mikolaj.ratajczak@gmail.com

 

CYTOWANIE: Ratajczak, Mikołaj. 2017. Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy? Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.7

 

AUTHOR: Mikołaj Ratajczak

TITLE:  Why We Need To Introduce Universal Basic Income?

ABSTRACT: A review of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Author reconstructs two general lines of Standing’s argumentation for introducing basic income: the analysis of the „corruption of capitalism” in the context of the eponymical publication from year 2016 on the one hand, and the presentation of UBI as a universal law providing the freedom from domination.

KEYWORDS: basic income, capitalism, precariat, republicanism, class struggle

Guy Standing – Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny

Przełożył: Tomasz Płomiński

Abstrakt: Rozdział książki Guya Standinga „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Autor analizuje szereg rozwiązań będących odpowiedzią na kryzysy gospodarcze, nierówności i ubóstwo: płacę minimalną, składkowe ubezpieczenia społeczne, pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym, dotowanie żywności, ulgi podatkowe, programy workfare i gwarancję zatrudnienia. Ocenia te rozwiązania w odniesieniu do zasad sprawiedliwości społecznej i porównuje z dochodem podstawowym.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, sprawiedliwość społeczna, ubezpieczenie społeczne, workfare

Jakie są główne alternatywy wobec dochodu podstawowego proponowane lub implementowane w celu przeciwdziałania obecnym kryzysom ekonomicznej niepewności, nierówności i ubóstwa? Ten rozdział omawia następujące propozycje: krajową pensję minimalną i jej odmianę, „godziwą płacę” (living wage); składkowe ubezpieczenia społeczne (narodowe ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii); pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym; dotowanie żywności i innych dóbr podstawowych, włączając w to bony żywnościowe; programy workfare i wersje zasiłku zależnego od pracy; oraz ulgi podatkowe, razem z aktualnie wprowadzaną w Wielkiej Brytanii ulgą o niefortunnej nazwie „powszechny kredyt” („Universal Credit”). Każde z tych rozwiązań wymieniano jako lepsze od dochodu podstawowego i wszystkie z nich są obecnie wykorzystywane w praktyce przez rozwinięte gospodarki na całym świecie.

Uczciwe porównanie wymaga ich oceny według jednakowych kryteriów. W każdym przypadku należy zadać następujące pytania: czy dana polityka służy sprawiedliwości społecznej[1]? Czy oferuje sposób na zwiększenie wolności w republikańskim sensie, czy też ją narusza[2]? Czy zmniejsza nierówności, czy może je zwiększa[3]? Rozszerza bezpieczeństwo socjoekonomiczne, czy pogłębia jego brak? Czy istotnie zmniejsza ubóstwo? Wszystkie z tych pytań powinny zostać rozważone w kontekście globalizacji, rewolucji technicznej i neoliberalnej polityki ekonomicznej kształtującej światową gospodarkę rynkową.

Zasady sprawiedliwości społecznej określone w poprzednich rozdziałach wyznaczają przydatną listę do oceny każdej z polityk. Przypomnijmy:

  • Zasada różnicy w wymiarze bezpieczeństwa – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że zwiększa bezpieczeństwo najmniej zabezpieczonych grup społecznych.
  • Zasada antypaternalistyczna – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie narzuca wybranym grupom społecznym formy kontroli, której nie narzuca również większości wolnych grup w społeczeństwie.
  • Zasada praw przed dobroczynnością – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że poszerza prawa odbiorców świadczeń lub usług i ogranicza swobodę decyzji jej dostarczycieli.

Można do nich dodać dwie kolejne (Standing 2016):

  • Zasada ograniczenia ekologicznego – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie obciąża kosztem ekologicznym społeczności lub bezpośrednio nią dotkniętych.
  • Zasada godnej pracy – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie utrudnia ludziom wykonywania pracy w godny sposób i nie ogranicza w tym najbardziej narażonych grup.

Każda z polityk powinna zostać oceniona zgodnie z tymi zasadami. W niektórych przypadkach będą się oczywiście pojawiać między nimi konflikty, powinniśmy jednak być ostrożni wobec każdej polityki, która znacząco je narusza.

Ustawowa płaca minimalna i „godziwa płaca”

Niemal wszystkie rządy w erze globalizacji osłabiały negocjacje zbiorowe i ograniczały funkcjonowanie związków zawodowych w ramach swoich planów uelastyczniania rynków pracy. Większość z nich łączyła to z dolnymi pułapami płacowymi, wprowadzając krajowe ustawowe płace minimalne, tak jak w Wielkiej Brytanii i, ostatnio, w Niemczech, lub kładąc większy nacisk na istniejące regulacje płacy minimalnej, tak jak Stany Zjednoczone, nawet jeśli pozwalano na spadek rzeczywistej wartości płacy.

Paradoksalnie, ustawowa pensja minimalna ma największą szansę funkcjonować poprawnie na rynku pracy w sektorze przemysłowym, gdzie dominuje stabilne pełnoetatowe zatrudnienie. Ma ona mniejszą szansę funkcjonować zgodzie z założeniami w systemie elastycznej, usługowej pracy, w którym pomiar pracy jest często utrudniony, o ile w ogóle możliwy. Pensje minimalne są zazwyczaj ustalane w skali godzinowej. W jaki sposób jednak, na przykład, zmierzyć „godzinę pracy” w gospodarce usługowej, w której ludzie nie odbijają czasu wejścia i wyjścia w stałym miejscu pracy, a coraz częściej pracują o różnych porach i w wielu miejscach? Poza tym płaca minimalna, w przeciwieństwie do dochodu podstawowego nie wzmacnia pozycji negocjacyjnej robotników. Jeśli masz jakiś punkt podparcia, łatwiej ci powiedzieć „nie” nieuczciwej propozycji wynagrodzenia, niezależnie od tego, czy jest ona wyższa od płacy minimalnej. Jeśli nie dysponujesz dochodem podstawowym i nie podoba ci się oferowana płaca, pracodawca może po prostu powiedzieć „to twój problem”.

Wprowadzanie płacy minimalnej, a następnie nadzór, czy jest ona stosowana, jest jednocześnie skomplikowane i kosztowne. Od czasu brytyjskiej Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu z 1998 roku tylko dziewięć spośród setek łamiących prawo firm zostało oskarżonych o niewypłacanie należnej pensji. Ci, którzy nie reagują na imienne wskazywanie sprawców, muszą być ścigani na drodze długotrwałych postępowań sądowych. Dodatkowo płace minimalne zabezpieczają jedynie zatrudnionych, ignorując pozbawionych pracy, a także rosnącą liczbę samozatrudnionych i tak zwanych niezależnych podwykonawców, których spotykamy teraz we wszystkich uprzemysłowionych krajach. Nie są także efektywnym sposobem na walkę z ubóstwem, ponieważ, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, większość ludzi otrzymujących płacę minimalną nie żyje w najbiedniejszych gospodarstwach domowych.

Przeciwnicy pensji minimalnej lub ci, którzy uważają jej poziom za „zbyt wysoki”, zazwyczaj twierdzą, że powoduje ona ograniczenie zatrudnienia przez firmy w celu oszczędzenia na wypłacanych pensjach. W rzeczywistości istnieją dowody na niski wpływ płacy minimalnej na poziom bezrobocia. Pracodawcy jednak i tak tną koszty na inne sposoby, które mogą pozostawić robotników w niewiele lepszej, lub nawet gorszej sytuacji.

Załóżmy przykładowo, że przy minimalnej godzinowej pensji w wysokości 10 funtów firma oferująca usługi sprzątania zatrudni 100 robotników w wymiarze trzydziestu godzin tygodniowo. Jeśli płaca minimalna zostałaby podniesiona do 12 funtów, to firma obcięłaby liczbę godzin do 25, pozostawiając koszty płacowe na tym samym poziomie bez żadnego zysku dla robotników (prawdopodobnie wyszliby oni na tym gorzej, ponieważ musieliby wykonać tę samą ilość pracy w krótszym czasie lub odrabiać nieopłacone nadgodziny).

Dokładnie to stało się po wprowadzeniu przez rząd brytyjski krajowej godziwej płacy (National Living Wage) w 2015 roku (Lawrence 2016). W jednym z przypadków firma oferująca usługi sprzątania urzędowi skarbowemu obcięła tygodniową liczbę godzin dla sprzątających poniżej 30, wpędzając swoich robotników w okrutną pułapkę ubóstwa; oprócz mniejszej liczby płatnych godzin, która zniwelowała podwyżkę stawki godzinowej, stracili uprawnienie do ulg podatkowych przysługujących tylko ludziom pracującym co najmniej trzydzieści godzin tygodniowo. Sprzątający stracili na tym tak wiele, że niektórzy z nich dowiedzieli się, że więcej pieniędzy otrzymaliby rzucając pracę i zgłaszając się po pełny zasiłek.

Inny przykład krzywdy wyrządzanej przez złożone systemy pomocy społecznej: pewna kobieta, która straciła ulgi podatkowe, została zmuszona do pozostania w pracy, ponieważ ubiegając się o zasiłki z pomocy społecznej, prawie na pewno utraciłaby swój rodzinny dom. Jako że wciąż mieszkała w domu z trzema sypialniami, w którym dorastały jej dzieci, tak zwany „podatek od sypialni” („Bedroom tax”) zmniejszający zasiłek mieszkaniowy ludziom posiadającym rzekomo więcej niż konieczną liczbę sypialni dla najbliższej rodziny pozbawiłby ją możliwości opłacania czynszu i zmusił do przeprowadzki do mniejszego mieszkania. Nie dziwi więc fakt, że krótko po tym została przyjęta do szpitala z wysokim ciśnieniem wynikającym ze stresu.

Jeśli chodzi o zasady sprawiedliwości społecznej, to płace minimalne nie spełniają Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, ponieważ nie zapewniają wiele bezpieczeństwa najmniej zabezpieczonym grupom społecznym, szczególnie na współczesnych, „elastycznych” rynkach pracy. Wprawdzie osiągają dość dobry wynik według Zasady antypaternalistycznej i Zasady praw przed dobroczynnością, nie robią jednak niczego w kierunku zwiększania wolności; sprawiają jedynie, że w niektórych przypadkach praca staje się finansowo korzystniejsza. W najlepszym wypadku pensja minimalna jest neutralna wobec Zasady ograniczenia ekologicznego, chociaż przedkłada pracę zużywającą zasoby ponad pracę zachowującą zasoby lub „reprodukcyjną”. Czasy płacy minimalnej jako użytecznego, istotnego elementu polityki społecznej i rynku pracy z pewnością przeminęły.

Ubezpieczenie społeczne

Przez większość dwudziestego wieku systemy opieki społecznej były oparte na zasadach ubezpieczenia społecznego bazujących na modelach wprowadzonych przez Beveridge’a lub Bismarcka. Istotą tego systemu była solidarność; osoby ubezpieczone na ryzyko o niskim prawdopodobieństwie finansowali osoby ubezpieczone na ryzyko o prawdopodobieństwie wysokim. Ubezpieczano na wypadki nazywane „zdarzeniami losowymi”, jak na przykład bezrobocie, choroba, wypadek, niepełnosprawność lub ciąża. W każdym z przypadków aktuarialne wyliczenia dodatków i świadczeń bazowały na statystycznych prawdopodobieństwach wystąpienia tych zdarzeń.

W rzeczywistości systemy ubezpieczeń społecznych nigdy nie były tak solidarnościowe, jak chcieliby ich obrońcy, ani tak uniwersalne, jak wyglądały na pierwszy rzut oka. W szczególnie niekorzystnym położeniu stawiały zwłaszcza kobiety. Działały jednak w miarę dobrze, z szerokim demokratycznym poparciem, dopóki baza składkowa była pewna i szeroka, dopóki wystarczająca liczba osób płaciła składki lub była za nie odprowadzana składka i w końcu dopóki obejmowane nimi ryzyka były tymi, które najbardziej martwiły lub dotykały ludzi.

W dwudziestym pierwszym wieku te warunki już nie obowiązują. Coraz więcej ludzi wędruje od jednej niestabilnej pracy do drugiej, więc baza składkowa zaczyna się rozpadać, zmuszając rządy do sięgania do ogólnych przychodów w celu zbilansowania budżetu ubezpieczeń społecznych. Z tego samego względu ludzie w coraz mniejszym stopniu są zdolni do wykazania historii składek wymaganej do otrzymania świadczeń z tytułu ubezpieczenia, co uzależnia ich w ciężkich chwilach od polegania na pomocy opartej na kryterium dochodowym. Dodatkowo coraz więcej ludzi jest narażonych  na ryzyka, które nie są w wystarczającym stopniu (lub wcale) pokrywane przez ubezpieczenie.

Jednocześnie lepiej zarabiający, mniej narażeni na zdarzenia losowe, są coraz mniej chętni do składania się na rosnącą liczbę ludzi narażonych na nie w stopniu wysokim. Podważyło to legitymizację polityczną i poparcie dla świadczeń z tytułu ubezpieczenia społecznego, napędzając żądania cięć w składkach i samych świadczeniach.

Przede wszystkim nastąpiła zmiana w naturze braku bezpieczeństwa ekonomicznego. Członkowie prekariatu mają szczególnie niestabilne przychody, a odczuwany przez nich brak bezpieczeństwa wynika z niepewności, której nie może zaradzić ubezpieczenie społeczne. Ubezpieczenie społeczne działało odpowiednio w warunkach stabilnego, przemysłowego, pełnoetatowego zatrudnienia. Daleko od nich dziś odeszliśmy i prawdopodobnie nie wrócimy do nich w przyszłości.

Ubezpieczenie społeczne w elastycznej gospodarce usługowej nie spełnia Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, chociaż dobrze koresponduje z Zasadą antypaternalistyczną i Zasadą praw przed dobroczynnością. Z tego samego powodu, z którego zawodzi płaca minimalna, nie spełnia także Zasady ograniczenia ekologicznego, bo faworyzuje pracę zarobkową wobec pracy społecznie użytecznej. Podsumowując, oferuje ono niewiele osobom najbardziej pozbawionym środków i bezpieczeństwa, nie będąc jednocześnie w stanie promować sprawiedliwości społecznej ani republikańskiej wolności.

Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym

Utrata wiary w ubezpieczenie społeczne sprawia, że główną alternatywą wobec dochodu podstawowego staje się pomoc społeczna uzależniona od stanu zamożności, skierowana do osób zidentyfikowanych jako „biedne”. Jest to „główna” alternatywa, ponieważ po jej zaadaptowaniu wprowadzenie innych polityk staje się niemal niezbędne, by całość jakoś funkcjonowała.

Podczas budowania państw dobrobytu w dwudziestym wieku panowało szerokie uznanie dla znanego powiedzenia Richarda Titmussa głoszącego, że świadczenia państwowe przeznaczone tylko dla ubogich to zawsze ubogie świadczenia. Jest tak przede wszystkim ze względu na brak zainteresowania reszty społeczeństwa ich obroną. Kiedy jednak państwa dobrobytu znalazły się w latach 80. i 90. na celowniku, rządy wszelkiej maści zmieniły kurs, kładąc fundamenty pod systemy pomocy społecznej oparte na kryteriach dochodowych, uzasadniane zazwyczaj jako niezbędne dla „obrony” państwa dobrobytu w trudnych czasach.

Idea kryterium dochodowego jest zwodniczo prosta: przeznacz ograniczone środki dla osób, które najbardziej ich potrzebują. Niższe wydatki umożliwiają niższe podatki. Jednocześnie kryterium dochodowe legitymizuje wydatki państwowe w oczach opinii publicznej, ponieważ politycy mogą twierdzić, że pieniądze wędrują do najbardziej potrzebujących. Niestety, kolejne badania wykazują rażące wady tego systemu i sugerują, że prawdziwym motywem dla wprowadzania kryteriów dochodowych nie jest wcale pomoc biednym. Oto dziesięć spośród tych wad.

Po pierwsze, pomiar dochodu jest skomplikowany i uwzględnia arbitralne punkty odcięcia. Wliczanie oszczędności i „majątku” zniechęca do oszczędzania, co z kolei zmniejsza odporność w czasach finansowego obciążenia.

Po drugie, sprawdzanie środków wiąże się z wysokimi kosztami zarówno dla administracji, jak i dla wnioskodawców, zmuszonych do podróży do urzędów, stania w kolejkach, wypełniania formularzy, przygotowywania dodatkowych dokumentów itd., na co poświęcają czas i nierzadko pieniądze.

Po trzecie, kryterium dochodowe wymaga zadawania naruszających prywatność pytań, w tym o intymne relacje wnioskodawców, po których mogą następować wizyty domowe, na przykład w celu sprawdzenia, czy mieszkania nie zamieszkuje partner przynoszący dodatkowy dochód. Mamy tu więc reżim wścibstwa, naruszenia prywatności i domniemania winy zamiast niewinności, co ubliża zarówno urzędnikom, jak i wnioskodawcom.

Po czwarte, proces i wynik całej procedury jest z wymienionych względów stygmatyzujący. Często jest to celowe, tak by odstraszyć wnioskodawców i tym samym ograniczyć koszty świadczeń.  Słowami jednego z doradców brytyjskiego i amerykańskiego rządu: wnioskodawcy powinni być źle traktowani i zachęcani do obwiniania się o swoją sytuację (Mead 1986). Nie trzeba być chrześcijaninem, by docenić ripostę Malcolma Torry’ego: „świadczenia oparte na kryterium dochodowym, które stygmatyzują swoich odbiorców, nie odzwierciedlają naszego statusu istot stworzonych na obraz Boga i posiadających godność przewyższaną tylko przez bożą” (Torry 2016, 44).

Prowadzi nas to do piątej wady – niskiego poziomu wykorzystania. Dane z niemal każdego systemu opartego na kryterium dochodowym, w każdym państwie w którym znalazł on zastosowanie, wykazują, że wiele osób uprawnionych do świadczeń ich nie otrzymuje. Wynika to z wątpliwości wobec zgłaszania wniosku, strachu, wstydu lub niewiedzy; odrzuconego wniosku, prawdopodobnie przez niezrozumienie pytania lub udzielenie „złej” odpowiedzi; i z odmówienia świadczeń z trywialnych powodów (takich jak spóźnienie na spotkanie) przez urzędników niskiego szczebla działających zgodnie z własnym wyobrażeniem o wykonywanej pracy i z myślą o swojej karierze.

W Wielkiej Brytanii wykorzystanie zasiłku dla bezrobotnych, nazwanego zasiłkiem dla szukających pracy (Jobseeker’s Allowance, JSA) zawodzi i według szacunków jest on obecnie przyznawany jedynie połowie uprawnionych (Department for Work and Pensions 2016). W roku finansowym 2014–2015 nie zostało przyznanych 2,4 miliarda funtów należnego JSA, co odpowiada 3000 funtów dla każdej z upoważnionych rodzin. Kolejnym świadczeniem o niskim poziomie wykorzystania jest dodatek do emerytur (Pension Credit) mający na celu pomoc ludziom o niskich dochodach, szczególnie kobietom, którzy nie opłacili wystarczającej sumy składek, by kwalifikować się do pełnej emerytury państwowej, lub tym, którzy nie mają innego źródła dochodu oprócz emerytury państwowej.

W latach 2014–2015, czterech na dziesięciu uprawnionych emerytów nie otrzymało tego dodatku o łącznej wartości 3 miliardów funtów – średnio 2000 funtów na rodzinę.

W Stanach Zjednoczonych tylko jedna czwarta uprawnionych do zasiłku mieszkaniowego opartego na kryterium dochodowym rzeczywiście go odbiera, często po spędzeniu lat na liście oczekujących na kartki, które są emitowane w limitowanej rocznej ilości (Matthews 2014). Program TANF (Temporary Assistance of Needy Families – Tymczasowa pomoc dla rodzin w potrzebie) dociera do mniej niż jednej czwartej rodzin pozostających w ubóstwie mimo wzrostu ogólnej liczby takich rodzin (Center on Budget and Policy Priorities 2016).

Po szóste, kryterium dochodowe podważa solidarność społeczną, oddzielając „nas” od „nich”. My, którzy sami się utrzymujemy, płacimy podatki na utrzymanie ich, naciągaczy. Ta utylitarna perspektywa jest dziś smutną rzeczywistością, wzmacnianą przez zmniejszającą się mobilność społeczną i zdolność bardziej zamożnych do ochrony swoich interesów poprzez prywatne ubezpieczenie i zakumulowany majątek przed jakimkolwiek zagrażającym im ryzykiem.

Siódmą, najlepiej znaną wadą jest słynna pułapka ubóstwa[4]. W USA pułapka ubóstwa wynikająca ze stosowania kryterium dochodowego przy przyznawaniu świadczeń oznacza w 35 stanach stratę pieniędzy dla ludzi, którzy, uprawnieni do zasiłku, podjęliby pracę za minimalną płacę (stopa „opodatkowania” przekraczająca 100 procent) (Tanner i Hughes 2013). Niektórzy z komentatorów proponowali stopniowe odsuwanie zasiłków po zdobyciu pracy, tak by nie odstraszać od niskopłatnego zatrudnienia. To byłoby jednak nieuczciwe wobec pracujących na stanowiskach oferujących taką samą lub niższą płacę, którzy nie kwalifikowali się wcześniej do świadczeń.

Prowadzi nas to do ósmej wady, nieuniknionego dryfu w kierunku workfare, omówionego bardziej szczegółowo w dalszym podrozdziale. Wobec ludzi o krańcowej stopie opodatkowania przekraczającej 80 procent przy przechodzeniu z zasiłku do niskopłatnej pracy sprawdzanie dochodów stanowi mocno odstraszający czynnik. W takich warunkach państwu pozostaje jedynie zmusić ludzi do podejmowania pracy za niskie wynagrodzenie.

Dziewiątą wadą jest fakt, że stosowanie kryterium dochodowego w pomocy społecznej utrudnia formowanie się stabilnych gospodarstw domowych. Świadczenia są zazwyczaj określane na podstawie gospodarstwa domowego, nie jednostki, a więc w przeliczeniu na osobę są niższe dla par niż jednoosobowych gospodarstw. Po co zakładać gospodarstwo domowe i eksperymentować przy tym, skoro można stracić pieniądze? Dochód podstawowy natomiast, wypłacany indywidualnie i po równo, zachęcałby osoby rozważające życie rodzinne. Byłby obojętny wobec konfiguracji relacji i gospodarstw, tak jak to powinno być w przypadku kwestii majątkowych.

Dziesiąta wada odnosi się do stosującego kryterium dochodowe zasiłku dla szukających pracy, który przyznaje się na podstawie całkowitego dochodu rodziny. Jeśli jedno z pary jest bezrobotne, para ta finansowo traci, jeśli druga osoba wykonuje małą ilość płatnej pracy. Opłaca się więc jemu lub jej (a zazwyczaj jest to żona lub partnerka) porzucić tę pracę. Między innymi z tego powodu gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach w coraz większym stopniu dzielą się na bogate (dwoje zatrudnionych) i ubogie w pracę (bez zatrudnionych) (Berthoud 2007).

Pomoc społeczna oparta na kryteriach dochodowych i niezbędnych przy nim testach zachowania narusza wszystkie zasady sprawiedliwości społecznej oraz tę wolności republikańskiej. Powtórzmy – każda polityka przeznaczona tylko dla ubogich jest istotnie zawsze ubogą polityką.

Dotacje i bony żywnościowe

Jednym z szeroko stosowanych rozwiązań, szczególnie w krajach rozwijających się, jest wprowadzanie dotacji żywnościowych i innych ukierunkowanych na „biednych”. Indyjskie PDS (Public Distribution System – System dystrybucji publicznej) jest największym tego typu systemem, ale istnieje wiele innych. Programy oparte na bonach, takie jak amerykański program bonów żywnościowych SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program – Program pomocy żywnościowej) mają podobne cele. W obu przypadkach sposób rozumowania polega na tym, że skoro ubogim brakuje podstawowych zasobów, państwo powinno dostarczyć im albo środki na ich pozyskanie, albo same zasoby. Kolejnym uzasadnieniem, wykorzystywanym w krajach rozwijających się, jest ochrona ubogich przed wahaniami cen jedzenia (Drèze i Sen 2014)[5].

Istnieje wiele zastrzeżeń wobec tego rodzaju polityki. Po pierwsze i przede wszystkim, takie systemy są paternalistyczne; zakładają, że wiedzą, czego potrzebują „biedni”, lepiej od nich samych. Co gorsza, mają na celu dyktowanie, co mogą dostać „biedni”. W Stanach na przykład, bony żywnościowe nie tylko ograniczają ludzi do kupowania jedzenia, ale często pozwalają im kupować tylko niektóre rodzaje żywności i napojów uznawanych za „zdrowe”.

Systemy bonów i pomoc w naturze opierają się na ukrytym, o ile nie jawnym założeniu, że jeśli ludzie dostaną pieniądze, to wydadzą je na mniej istotne produkty, a w szczególności te „złe”, takie jak alkohol, narkotyki lub hazard. Tak naprawdę wiele badań pokazuje, że ludzie wcale nie kupują więcej „złych” produktów po otrzymaniu świadczenia w gotówce (Evans i Popova 2014). Zresztą nawet gdyby to założenie było poprawne, to omawiane systemy nie zwiększałyby wolności. Dlaczego biedni, a inni nie, mieliby mieć zakaz wydawania części dodatkowego dochodu na coś, co sprawia im przyjemność? Zawsze zresztą pozostaje możliwość wydania pieniędzy zaoszczędzonych dzięki bonom na „złe” (według nas, dobrych ludzi) produkty albo sprzedania bonów (poniżej wartości) w zamian za gotówkę (Bailey i Pongracz 2015). Odsprzedaż bonów żywnościowych, choć nielegalna, nadal ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, ponieważ ludzie potrzebują gotówki na zakup innych niezbędnych im towarów, takich jak pieluchy, których nie można zdobyć za bony.

Po drugie, administracja, dostarczanie i nadzorowanie systemów bonów i dotowanych produktów są kosztowne i wymagają rozbudowanej biurokracji. Zapewnienie jedzenia o wartości jednej rupii w ramach indyjskiego Systemu dystrybucji publicznej kosztuje rząd 3,65 rupii (Bhalla 2014). Indie mogą być wprawdzie skrajnym przypadkiem, jednak akcje humanitarne ONZ właśnie z tego powodu w coraz większym stopniu polegają na wsparciu finansowym. Jedno z badań porównujących pomoc dostarczaną w formie jedzenia, bonów lub gotówki wykazało, że dostarczanie pomocy w naturze kosztuje niemal czterokrotnie więcej niż ekwiwalent w gotówce (Hidrobo et al. 2014).

Po trzecie, bony są dla beneficjentów warte mniej niż ich ekwiwalent gotówkowy, gotówkę można bowiem wykorzystać wszędzie, natomiast bony są akceptowane tylko w niektórych miejscach albo według uznania sprzedawcy. Zmniejsza to konkurencję o klienta korzystającego z bonów, wobec czego sklepy akceptujące je mogą podwyższać ceny. Za bony można więc nabyć mniej niż za gotówkę; istnieje badanie pokazujące, że libańscy sklepikarze akceptujący bony dla syryjskich uchodźców zarabiali w 2014 roku około miliona dolarów miesięcznie dzięki zawyżonym cenom (Bailey i Pongracz 2015). Bony i pomoc w naturze nakładają przy tym wyższe koszty na swoich odbiorców poprzez wymóg dostania się do wyznaczonych sklepów, czas spędzony na oczekiwaniu itd. (Hidrobo et al. 2014).

Po czwarte, wiążą się one z kryterium dochodowym i, siłą rzeczy, wszystkimi jego wadami. W Stanach, kraju o stosunkowo wydajnym aparacie administracyjnym, jedna czwarta oficjalnie kwalifikujących się do pomocy nie otrzymuje przeznaczonych dla nich bonów żywnościowych. Co więcej, jedna trzecia tych, którzy je dostają, musi także chodzić do banków żywności, inni zaś rezygnują z niektórych posiłków, ponieważ bony pokrywają zgodnie z oszacowaniami potrzeby żywnościowe tylko na trzy tygodnie w miesiącu (Santens 2016).

Po piąte, bony i pomoc w naturze, celowo lub nie, stygmatyzują odbiorców i nadają im status i mentalność petentów. Po szóste, skłaniają do dostarczania towarów i usług niskiej jakości i wywołują wśród administracji pogardę wobec świadczeniobiorców. Bony mieszkalne w Stanach Zjednoczonych kojarzone są z rosnącymi skupiskami ubogich w biednych dzielnicach, w których bony są częściej przyjmowane przez wynajmujących (Mathema 2013).

Po siódme, bony są narażone na korupcję i/lub pogoń za rentą konkretnych grup interesu. Bony żywnościowe w Stanach Zjednoczonych są żywo promowane przez przedstawicieli Partii Republikańskiej z rolniczych stanów. W Indiach do biednych trafia mniej niż 10 procent jedzenia kupowanego przez rząd w ramach Publicznego systemu dystrybucji; prawie połowa znika w tajemniczych warunkach w drodze z magazynu do miejsca wydawania, a większa część reszty gnije w rządowych składach (Mathema 2013). Przejście na system dochodu podstawowego, bazującego na bezpośredniemu przyznaniu gotówki świadczeniobiorcom, za jednym zamachem zlikwidowałoby warstwy pośredników i potencjalny lobbing.

Dotacje żywnościowe i im podobne wydają się spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa dzięki temu, że docierają do najmniej zabezpieczonych grup społecznych, jednak niektóre osoby z tych grup są wyłączone z takich systemów pomocy. Bony z pewnością łamią też Zasadę antypaternalistyczną i Zasadę praw przed dobroczynnością. Oprócz tego są kosztowne w zarządzaniu, nieefektywne i powiązane z korupcją i pogonią za rentą. W Ekwadorze przeprowadzono doświadczenie polegające na przyznawaniu wielu niezależnym grupom pomocy gotówkowej, bonów żywnościowych i bezpośrednio jedzenia. Okazało się, że jedynie mniej niż 10 procent otrzymujących gotówkę wolałoby inną formę pomocy, natomiast jedna czwarta lub jedna trzecia pozostałych pragnęła zmiany (Hidrobo et al. 2014). Badani, którzy otrzymali gotówkę, cenili sobie możliwość wydania części pieniędzy na inne niezbędne produkty oraz oszczędzania. To i wiele innych badań pokazuje, że ludzie wolą gotówkę niż to, czego zdaniem biurokratów najbardziej im brakuje.

Gwarancja zatrudnienia

Niektórzy twierdzą, że „gwarancja zatrudnienia” byłaby korzystniejsza niż dochód podstawowy, ponieważ praca posiada jakąś dającą szczęście, integralną wartość, wykraczającą poza uzyskiwany dochód (poczucie przynależności i wkładu w społeczność, uporządkowanie czasu, interakcja z innymi pracownikami i tak dalej). Zwolennicy gwarancji zatrudnienia to między innymi Lord (Richard) Layard w Wielkiej Brytanii, były „car szczęścia” Tony’ego Blaira (Gregg i Layard 2009), i Harvey oraz Quigley w Stanach Zjednoczonych (wcześniej zaś Minsky) (Harvey 2003; Harvey 2013; Quigley 2003; Minsky 2013).

Wątpliwości wobec tej polityki częściowo odnoszą się do następnej z możliwych polityk, czyli workfare. Gwarancja zatrudnienia byłaby zwodnicza. Jaki rodzaj zatrudnienia bylibyśmy w stanie zagwarantować? Za jaką stawkę? Jaka byłaby konsekwencja odrzucenia oferty konkretnego zagwarantowanego miejsca pracy? Kompletną mrzonką jest zagwarantowanie każdemu pracy, która go interesuje, wykorzystuje jego zdolności i jest dobrze opłacana, więc w praktyce mielibyśmy do czynienia z zatrudnieniem na niskim szczeblu, źle opłacanym, krótkoterminowym, nieprzydatnym albo przynajmniej mało produktywnym. Sprzątanie ulic, ustawianie towaru na półkach i inne proste prace raczej nie stanowią drogi do szczęścia. Zwolennicy gwarancji zatrudnienia z pewnością nie chcieliby takiego zatrudnienia dla siebie ani swoich dzieci.

 Jednym z powodów poparcia dla gwarancji zatrudnienia są badania sugerujące, że bezrobotni są mniej szczęśliwi niż zatrudnieni. Nic dziwnego. Przymusowe bezrobocie przy nędznym, trudnym do zdobycia i zachowania, stygmatyzującym i niepewnym zasiłku nie stanowi szczęśliwej sytuacji. Co innego dobrowolne pozostawanie bez pracy, nienapiętnowane i z bezpieczeństwem dochodu. Jak pisała Kate McFarland „nie chodzi o to, że nasza kultura ceni zatrudnienie, które samo w sobie nas uszczęśliwia; chodzi raczej o to, że często sprawia ono, że jesteśmy szczęśliwsi, bo utknęliśmy w kulturze ceniącej zatrudnienie” (McFarland 2016). Mimo to sondaże Gallupa konsekwentnie pokazują, że mniej niż jedna trzecia amerykańskich pracowników czuje się zaangażowana (pełna entuzjazmu i poświęcona zajęciu) w swoją pracę, ze szczególnym uwzględnieniem millenialsów i wykonujących mało cenione, rutynowe zawody. Na całym świecie poniżej jednej piątej zatrudnionych czuje zaangażowanie.

Propozycje szerzenia zatrudnienia, na przykład poprzez skrócenie czasu pracy, często przechodzą w gwarancję zatrudnienia. Emran Mian, dyrektor Social Market Foundation, jest za redystrybucją pracy „nawet, jeśli miałaby zmniejszyć wydajność ekonomiczną, zamiast rozdawać pieniądze” (Mian 2016). New Economics Foundation podaje, że krótszy tydzień pracy zmniejszyłby bezrobocie (Coote i Franklin 2013). Trudno jednak uwierzyć, by można to było osiągnąć na drodze regulacji prawnych, o czym przekonali się Francuzi z ich trzydziestopięciogodzinnym tygodniem. Ustawowa redukcja czasu pracy bez wsparcia dochodem podstawowym doprowadziłaby do zubożenia wielu ludzi pracujących za niskie płace i nie przysłużyłaby się stworzeniu nowych miejsc pracy.

Większość rzeczników gwarancji zatrudnienia ignoruje także fakt, że gospodarki rynkowe potrzebują pewnego poziomu bezrobocia do poprawnego funkcjonowania. Klasyczny artykuł autorstwa A.W. Phillipsa z 1958 roku wskazuje na odwrotną relację między poziomem bezrobocia a stopą inflacji. Mimo że dokładny powód tego związku do tej pory jest przedmiotem dyskusji, wielu ekonomistów uznaje „naturalny” poziom bezrobocia zapewniający stabilną inflację (zwykle określany jako NAIRU lub bezrobocie stabilizujące poziom inflacji). W gospodarce rynkowej żaden rząd nie jest więc w stanie zagwarantować zatrudnienia każdemu chętnemu.

Gwarancja zatrudnienia, o ile da się ją zoperacjonalizować, mogłaby spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, gdyby istniała możliwość zapewnienia odpowiednich miejsc pracy wszystkim osobom z niepełnosprawnością lub ograniczeniami. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Miejsca pracy zazwyczaj wędrują do ludzi młodych, z zamiarem zapobieżenia ich „marginalizacji”. Omawiana polityka z pewnością narusza wolność republikańską oraz warunki sprawiedliwości społecznej, ponieważ narzucając obowiązki na pewne grupy, nie narzuca ich na najbardziej wolnych; oprócz tego stwarza zasadę dobroczynności przed prawami. Czy rzeczywiście każda osoba mogłaby mieć zagwarantowane pożądane zatrudnienie, albo chociaż takie, które odpowiada jej kompetencjom? Trudno to sobie wyobrazić.

Workfare

Workfare stanowi naturalną konsekwencję reform państwa dobrobytu mających miejsce od lat 80. Zgodnie z tym, co dawno temu przewidział autor (Standing 1990)[6], po tym jak rządy zadecydowały o wznowieniu kryterium dochodowego jako jednego z głównych elementów systemu zabezpieczenia społecznego, wprowadzenie workfare było nieuchronne.

Jeśli pomoc społeczna opiera się na wskazywaniu „biednych”, wkrótce powstaje rozróżnienie między tymi, którzy są biedni bez swojej winy, oraz tymi, którzy „wybrali” biedę albo stali się biedni przez swoje błędy i osobiste niepowodzenia. Ta ograna dychotomia znana jest od zarania polityki społecznej i „dobroczynności”. Kiedy jednak decydenci idą tą drogą, zmuszeni są do podjęcia następnego arbitralnego rozróżnienia. Tylko ci, którzy zaakceptują pracę proponowaną przez państwo w zamian za świadczenie „zasługują” na to świadczenie. Inaczej należy ich „objąć sankcjami”.

Workfare w jego nowoczesnym kształcie narodził się w latach 80. w amerykańskim stanie Wisconsin, gdzie przedstawiciele Partii Republikańskiej wprowadzili wymóg przyjęcia z konieczności niskopłatnej pracy dla wszystkich ubiegających się o zasiłek. Jak się można spodziewać, zmniejszyło to liczbę wniosków, co miało rzekomo dowodzić, że wcześniej wiele osób oszukiwało, zgłaszając się po świadczenia, lub też ich wcale nie potrzebowało.

Republikanie niebawem poparli to rozwiązanie w Kongresie, przygotowując projekt epokowej reformy prezydenta Billa Clintona z 1996 roku, która wypełniła jego obietnicę wyborczą o „końcu opieki społecznej, jaką znamy”. Personal Responsibility and Work Opportunity Reconciliation Act ograniczył czas otrzymywania przez ludzi zasiłków, wprowadził ściślejsze kryteria kwalifikacji i narzucił wymagania dotyczące zatrudnienia. „Zasiłek-za-pracę” stał się później mantrą polityków i partii trzeciej drogi na całym świecie, zaś regulacje w duchu workfare rozprzestrzeniły się na wszystkie kraje uprzemysłowione.

Brakuje wprawdzie miejsca na szczegółową analizę tego doświadczenia, jednak istnieje wiele dowodów na to, że amerykański workfare obniżył wydatki na opiekę społeczną kosztem wpadnięcia wielu rodzin w jeszcze trudniejszą sytuację materialną (The Economist 2016, 11–12). To samo można powiedzieć o programach workfare w innych krajach, które spychają ludzi do wykonywania niskopłatnych prac albo odcinają zasiłek tym, którzy odmawiają lub nie są w stanie ich podejmować. Niezależnie jednak od tych wyników, workfare jest szkodliwą polityką.

Workfare zawiera w sobie przymus i narzucenie „obowiązku pracy” na świadczeniobiorców, które jednocześnie nie obejmują innych. Jest także paternalistyczny w swoim założeniu, że państwo najlepiej wie, co jest najlepsze dla jednostki i dla społeczeństwa. Stanowisku głoszącemu rozwijanie umiejętności i „nawyku pracy” przez workfare przeczy rodzaj zatrudnienia oferowanego bezrobotnym, podobnie zresztą twierdzenie o integracji społecznej przez workfare jest nieprawdziwe, ponieważ ludzie bez zatrudnienia są w tym układzie społecznie zmarginalizowani lub „wykluczeni”.

Spychanie ludzi w nierozwojowe, krótkoterminowe zatrudnienie utrudnia im ich własne poszukiwania pracy, naukę lub szkolenie, potencjalnie zmniejszając ich możliwości wymknięcia się z ubóstwa i niepewności ekonomicznej. Istnieją nawet dowody na obniżenie dochodów na przestrzeni życia przez udział w workfare, co miałoby wynikać z kierowania ludzi do prostych, tymczasowych prac niepasujących do ich kwalifikacji i doświadczenia (Collins 2008).

Workfare ma także dysfunkcyjny i deformujący wpływ na rynek pracy. Wywiera nacisk na obniżanie płac przez dostarczanie taniej siły roboczej konkurującej z zatrudnionymi na podobnych stanowiskach na otwartym rynku pracy. Ludzie ci, już należący do najbardziej narażonych i pozbawionych bezpieczeństwa, mogą nawet stracić pracę dlatego, że da się ich zastąpić przez uczestników workfare.

Główne polityczne powody istnienia workfare nie mają nic wspólnego z „uszczęśliwianiem” ludzi. W rzeczywistości wynikają jedynie z chęci obniżenia zobowiązań państwa wobec gorzej sytuowanych i faktu, że rządy nie dysponują wieloma środkami poza przymusem w warunkach programów pomocy społecznej opartych na kryterium dochodowym zniechęcających finansowo do podejmowania niskopłatnej pracy. Ten ciąg argumentacyjny ma swoje źródło w wadliwym projekcie. Workfare narusza Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, krzywdząc najmniej zabezpieczonych. Celowo narusza także Zasadę antypaternalistyczną. Jest w końcu polityką sprzeczną z jakąkolwiek wizją wolności i sprawiedliwości społecznej.

Ulgi podatkowe

Ulgi podatkowe stały się domyślną opcją rządów socjaldemokratycznych w państwach rozwiniętych od czasu zaistnienia nacisku na płace związanego z globalizacją i „elastycznymi” rynkami pracy. Ulgi podatkowe bilansują niskie płace do poziomu zarabianego przychodu. Z konieczności systemy tego typu są złożone i opierają się na raczej arbitralnych warunkach uprawnienia.

Ulgi podatkowe zaczęły się w Stanach skromnie, od Earned Income Tax Credit (EITC) w latach 70. Następnie znacznie rozwinięto je podczas prezydentury Billa Clintona w latach 90., co sprawiło, że stały się najdroższym systemem pomocy społecznej na świecie, kosztując niemal 80 miliardów dolarów rocznie. Jedna czwarta wszystkich Amerykanów jest uprawniona do ulg podatkowych, a ponad 26 milionów otrzymało je w roku podatkowym 2015, co daje średnio 3200 dolarów na rodzinę z dziećmi. Dorośli nie posiadający dzieci są w większości wykluczeni z systemu.

W Wielkiej Brytanii ulgi podatkowe miały także skromny początek w 1999 roku. Ulgi podatkowe, będące dodatkami dla osób o niskich zarobkach (Working Tax Credits) oraz ulgi podatkowe na dzieci (Child Tax Credits) dla rodziców o niskich dochodach zostały wprowadzone w 2003 roku i stały się kluczowe dla reform społecznych i rynku pracy przeprowadzanych przez Nową Partię Pracy. Do lat 2013–2014 koszt programu urósł do 30 miliardów funtów rocznie, co stanowi 14 procent całych wydatków na opiekę społeczną, a liczba zależnych od ulg podatkowych wzrosła do 3,3 miliona z nieco ponad 2 milionów dziesięć lat wcześniej. Włączając w to dopłaty do czynszu i podatku miejskiego dla zatrudnionych, wydatki rządu na kompensację niskich płac wzrosły do 76 miliardów funtów rocznie, co stanowi jedną trzecią wszystkich wydatków na pomoc społeczną i z pewnością największy transfer społeczny, nie licząc emerytur (Ferguson 2015). 

Brytyjskie ulgi podatkowe są włączane w nowy system Powszechnego kredytu, który łączy niektóre świadczenia, jednak obciążony jest tymi samymi wadami, co ulgi podatkowe dla pracujących i inne świadczenia objęte kryterium dochodowym. Główną z nich jest nieszczęsna pułapka ubóstwa o krańcowej stopie „podatkowej” dochodów sięgającej 80 procent lub więcej. W Stanach podobne, a nawet wyższe stopy „podatkowe” zniechęcają do zwiększenia przychodów, kiedy ulgi przestają obowiązywać. Z pewnością zarówno w Stanach, jak i w Wielkiej Brytanii system ten sprawił, że mniej zarabiający członkowie gospodarstw domowych uprawnionych do ulg, zazwyczaj kobiety w związkach małżeńskich, zaczęli zmniejszać wymiar godzin płatnej pracy lub opuszczać rynek pracy (Nichols i Rothstein 2016; Brewer i Browne 2006).

Ulgi podatkowe rodzą też błędy i drobne oszustwa. Zgodnie z danymi Amerykańskiego urzędu podatkowego około jedna czwarta wszystkich ulg podatkowych jest zgłaszana nieprawidłowo, generując koszty w wysokości 14 miliardów dolarów rocznie (Tanner 2015, 17). Przeciwnicy pomocy społecznej wskazują na oszustwa, niektóre lub nawet większość z nich może jednak wynikać ze złożoności systemów, która prowadzi do błędów i nieporozumień. W Wielkiej Brytanii odbiorcy ulg podatkowych muszą podawać urzędowi skarbowemu oszacowanie dochodów – może to być trudne, a nawet niemożliwe, jeśli dochody i przepracowane godziny często ulegają zmianom. Jeśli dochody ukazują się przewyższać oszacowanie, korzystający z ulg, zgodnie z definicją mało zarabiający, są zmuszeni do zwrotu nadpłaty, co prowadzi ich do dalszego zubożenia i wzrostu zadłużenia (Rawlinson 2014).

Ulgi podatkowe dotują kapitał, niezależnie od ich wpływu na ubóstwo i dochody pracowników najemnych. Jedno z oszacowań wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych każdy dolar przeznaczony na EITC wiąże się z zyskiem 73 centów dla pracownika, zaś 27 centów dla pracodawcy – dzięki niższym płacom (Rothstein 2009). Podobnie w wypadku Wielkiej Brytanii naukowcy doszli do wniosku, że trzy czwarte wartości ulg podatkowych wędruje do pracowników, reszta do pracodawców (The Economist 2015).

Oczywistą wadą ulg podatkowych jest fakt, że, z kilkoma wyjątkami, pomagają jedynie zatrudnionym. Ci, którzy nie mogą zdobyć pracy, lub z jakiegoś powodu nie pracują, zostają wyłączeni. Ulgi podatkowe blokują też postęp technologiczny. Redukcja kosztów pracy obniża wywieraną na przedsiębiorcach presję do wprowadzania zwiększających produktywność innowacji. W końcu, ulgi podatkowe łamią zasady sprawiedliwości społecznej oraz wolności i mają przewrotne skutki ekonomiczne i na rynku pracy.

Powszechny kredyt

W trakcie pisania tej książki na początku 2017 roku brytyjski rząd nadal przechodził przez niezwykle długi i kosztowny proces wprowadzania tak zwanego „Powszechnego kredytu”. Po ogłoszeniu w 2010 roku, funkcjonował on od roku 2013 w bardzo ograniczonej skali i, po serii opóźnień i utrudnień, ma zostać w całości wprowadzony do 2022 roku. Plan ten jest unikatowy w przypadku Wielkiej Brytanii, ucieleśnia jednak wiele elementów występujących globalnie w reformach polityki społecznej.

Powszechny kredyt nie jest ani „powszechny”, ani nie jest „kredytem”. Ma na celu integrację sześciu oddzielnych świadczeń opartych na kryterium dochodowym oraz ulg podatkowych, nie można go więc nazwać „powszechnym”, bo kierowany jest tylko do mało zarabiających. Uwzględnia też ścisłe obwarowania dotyczące zachowania, co obraca w ponury żart słowo „powszechny”.

Jednostki lub gospodarstwa domowe otrzymają miesięcznie wypłacany transfer dochodów wyrównujący kwotę, którą zarobili w poprzednim miesiącu, licząc od konkretnego dnia. Nie uwzględnia to faktu, że dochody wielu nisko uposażonych gospodarstw domowych wahają się z miesiąca na miesiąc i z tygodnia na tydzień, na przykład wraz ze zmianą liczby przepracowanych godzin[7]. Przeprowadzone w Stanach badanie wykazało, że trzy czwarte osób z dolnych 20 procent zarabiających doświadczyło miesięcznych zmian dochodowych wynoszących 30 procent lub więcej (cyt. za Painter 2016). Wypłata zaległości oznacza, że nie jest to „kredyt” ani tym bardziej z góry znana kwota. Do tego bazowanie na poprzednim miesiącu nie odzwierciedla bieżących warunków.

Z Powszechnym kredytem wiąże się niebezpieczna pułapka ubóstwa o progu 63 procent. Po doliczeniu podatku i ubezpieczenia społecznego, a przy tym utracie uzależnionego od dochodu i niewliczonego w Powszechny kredyt zasiłku na podatek lokalny, świadczeniobiorcy mogą mieć do czynienia z krańcową stopą opodatkowania przekraczającą 80 procent licząc od całkowitego dochodu. Pułapkę prekarności pogłębia z kolei przepis o czterdziestodwudniowym okresie oczekiwania na pierwszą płatność (do 60 dni, wliczając w to opóźnienia administracyjne), co spycha wielu wnioskodawców w zadłużenie, zaległości czynszowe i uzależnienie od banków żywności.

Powszechny kredyt jest w większym stopniu obwarowany warunkami i karzący niż świadczenia, które ma zastąpić, ponieważ narzuca wymóg „zaangażowania wnioskodawcy” nie tylko na bezrobotnych szukających i podejmujących pracę, ale także zatrudnionych na część etatu, zmuszonych do poszukiwania dodatkowych godzin. Świadczeniobiorcy uznani za niewystarczająco zdeterminowanych do pracy na pełny etat mogą utracić zasiłek nawet na trzy lata. System ten rozciąga warunkowy charakter świadczeń na większą grupę ludzi niż wcześniej, włączając w to partnerów osób zatrudnionych.

Wnioskodawcy będą monitorowani w pracy i poza nią przez „trenerów pracy” i „doradców wsparcia rozwoju”, by upewnić się, że spełniają warunki. Koszty armii trenerów pracy z pewnością będą olbrzymie, a nawet jeśli nie, to rozwiązanie to skazane jest na porażkę. Decydenci mogą łudzić się, że ten orwellowski z ducha pomysł służy pomocy, jednak w istocie jest paternalistyczny, inwazyjny, stygmatyzujący i prowadzi do codziennych upokorzeń zmuszających niektórych z wnioskodawców do wycofania się z systemu z powodu wstydu. Pojawiają się jednak niestety sygnały, że taki właśnie obrót spraw jest pożądany. „Zaangażowanie wnioskodawców” jest wprawdzie porównywane przez twórców do umowy zatrudnienia, nie ma z nią jednak nic wspólnego, skoro jest wnioskodawcom narzucane, a powodujące zubożenie sankcje mogą być wymierzane przez biurokratów bez rzetelnego procesu.

Co więcej, Powszechny kredyt przez uzależnienie od kryterium dochodowego w stosunku do gospodarstwa domowego zachęca do zakładania i utrzymywania jednoosobowych gospodarstw. Druga osoba w związku zarabia mniej niż pierwsza, dlatego, przewrotnie, Powszechny kredyt zachęca też pary do zrywania. Od 2016 roku świadczenie nie jest wypłacane dla trzeciego i kolejnych dzieci, tylko dla pierwszych dwóch. Powszechny kredyt jest więc moralistyczny i karze duże rodziny, mogące mieć większe potrzeby.

Najgorszą cechą Powszechnego kredytu jest opieranie go na groźbach i sankcjach zamiast zachęty do pracy. Wywiera przez to nacisk na obniżanie płac i pogłębia nierówności na rynku pracy. Trudno brać na poważnie oświadczenia rządu, jakoby „Powszechny kredyt wypełniał obietnicę rządu dotyczącą przemiany warunków społecznych z niskich płac i wysoką pomoc społeczną na wysokie płace i niskie zasiłki” (Department for Work and Pensions 2015). Nie ma możliwości, by Powszechny kredyt spowodował wzrost płac. Poza tym w przeciwieństwie do dochodu podstawowego wyraźnie faworyzuje pracę zarobkową a dyskryminuje inne, potencjalnie bardziej wartościowe formy pracy.

Wymienione wcześniej rażące wady Powszechnego kredytu sprawiają, że zachowanie polityków i badaczy społecznych bezczynnie przyglądających się jego wprowadzaniu trzeba uznać nie tylko za zaskakujące, ale i hańbiące. Każdy troszczący się o wolność i sprawiedliwość powinien krytykować reżim grożący zubożeniem ludzi bez rzetelnego procesu, wprowadzający system szpicli ścigających pozbawionych bezpieczeństwa ludzi i promujący wykluczenie, zniechęcający do podjęcia pracy i stygmatyzujący poprzez promowanie kryterium dochodowego. Powszechny kredyt prawdopodobnie zepchnie więcej ludzi w niskopłatne prace, a w ogólnym rozliczeniu obniży też płace prekariatu.

Parlamentarzyści Frank Field i Andrew Forsey podsumowują: „historycy polityczni mogą być zainteresowani tym, w jaki sposób program w takim stopniu zagrożony ryzykiem i potencjalnie kosztowny stał się flagowym programem reformy pomocy społecznej rządzącej koalicji przy znikomej debacie publicznej i rządowej” (Field i Forsey 2016, 73).

Negatywny podatek dochodowy

Propozycja negatywnego podatku dochodowego (NPD), kojarzona przede wszystkim z Miltonem Friedmanem, często postrzegana jest jako forma dochodu podstawowego, sam Friedman z resztą przedstawiał ją w taki sposób, między innymi w wiadomości przesłanej do BIEN (Basic Income Earth Network, Światowa sieć dochodu podstawowego). Należy jednak podkreślić dwie podstawowe różnice. Negatywny podatek dochodowy związany byłby z dochodem lub zarobkami rodziny i (podobnie jak ulgi podatkowe w Stanach Zjednoczonych) wypłacany z mocą wsteczną po zakończeniu roku podatkowego. Tak naprawdę byłby to selektywny system oparty na kryterium dochodowym ze wszystkimi jego wadami.

Drugi z aspektów oznacza, że wypłacana kwota nie byłaby znana z wyprzedzeniem i prawie na pewno nie byłaby dostępna w momencie najpilniejszej potrzeby. Przypominałoby to raczej nadzwyczajne zyski (albo roczne odsetki od kapitału) niż bezpieczeństwo wynikające ze stałego źródła podstawowego dochodu.

Co więcej, amerykańskie eksperymenty z NPD w latach 70. XX wieku pokazały, że ludzie dostawali bodziec do zaniżania zgłaszanej pracy i zarobków tak, by otrzymać dodatek z tytułu NPD. Dochód podstawowy nie stwarzałby tego rodzaju pokusy nadużyć. Podsumowując powyższe, negatywny podatek dochodowy nie wypada tak dobrze, jak dochód podstawowy w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej.

Prywatna dobroczynność

W końcu, niektórzy utrzymują, że państwo powinno wycofać się ze wszelkich form pomocy społecznej i pozostawić opiekę nad ludźmi w potrzebie jednostkom i „organizacjom charytatywnym”. Prawicowi libertarianie chcieliby w idealnych warunkach bazować w całości na dobroczynności, nie chcą jednak tego przyznać, ponieważ masowa hojność na wymaganą skalę byłaby zbyt wielkim oczekiwaniem. Istnieją jednak bardziej fundamentalne racje przemawiające przeciwko poleganiu w większym stopniu na dobroczynności i filantropii.

Dobroczynność opiera się na poczuciu „litości”, a, jak zauważył filozof David Hume, od litości blisko do pogardy. Prywatna dobroczynność jako główny filar polityki społecznej mogłaby zadowolić libertarian, ale poważnie narusza centralną ideę republikańskiej wolności od dominacji. Poleganie na dobrej woli innych jest niespójne z pełną wolnością. Wręcz przeciwnie, narusza wolność darczyńcy, tak samo jak obdarowanego.

Rozprzestrzenianie się dobroczynności w znacznym stopniu odzwierciedla wielorakie wady pomocy społecznej opartej na kryterium dochodowym, nieuczciwości wyznaczania warunków, celowych sankcji obarczających najbardziej narażonych ludzi i szerzeniu niepewności ekonomicznej. W Wielkiej Brytanii, dla przykładu, ponad 40 procent skierowań do banków żywności kierowanych przez dużą organizację charytatywną Trussell Trust wynika z opóźnień w wypłacie świadczeń oraz sankcji (Harrison-Evans 2016).

Fakt, że wielu ludzi w współczesnym społeczeństwie udaje się do banków żywności i schronisk wskazuje na klęskę polityki społecznej. Prywatna filantropia powinna na powrót zostać zmarginalizowana, stanowi bowiem niedemokratyczny sposób kształtowania społeczeństwa i wybiórczego dobrobytu jednostek, grup i społeczności.

Klęska alternatyw

Większość alternatyw wobec dochodu podstawowego wypada źle w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej, co pokazuje tabela poniżej. Niektórzy mogą spierać się z niektórymi aspektami, szczególnie biorąc pod uwagę zakładaną neutralność alternatyw do dochodu podstawowego wobec konsekwencji ekologicznych. Systemy ukierunkowane na miejsca pracy, na przykład, mają tendencję do przedkładania tworzenia krótkoterminowego zatrudnienia kosztem ochrony środowiska. Główny wniosek jest jednak taki, że wszystkie alternatywy wypadają gorzej od dochodu podstawowego.

   Zasada różnicy w wymiarze bezpie-czeństwa Zasada antypaterna-listyczna Zasada praw przed dobroczyn-nością Zasada ograniczenia ekolo-gicznego Zasada godnej pracy
Płaca minimalna Nie Tak Tak nd nd
Ubezpieczenie społeczne Nie Tak Tak nd nd
Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym Nie Nie Nie nd Nie
Bony i dofinansowania Nie Nie Nie nd nd
Gwarancja zatrudnienia Nie Nie Nie nd Nie
Workfare Nie Nie Nie nd Nie
Ulgi podatkowe Nie Tak Tak nd Nie
Negatywny podatek dochodowy Nie Tak Tak nd Nie
Prywatna dobroczynność Nie Nie Nie nd Nie
Dochód podstawowy Tak Tak Tak Tak Tak

Tabela 1. Zgodność różnych systemów opieki społecznej z zasadami sprawiedliwości społecznej.

Obrońcy istniejących systemów pomocy społecznej powinni wyjaśnić dlaczego, mimo rosnących wydatków, wskaźniki ubóstwa uparcie pozostają na wysokim poziomie, a mobilność społeczna wydaje się zmniejszać. W Stanach Zjednoczonych, po ostrym spadku w okresie od lat 60. do mniej więcej 1979 roku, wskaźnik ubóstwa prawie się nie zmienia. Znaczne nakłady na świadczenia oparte o kryterium dochodowe, ulgi podatkowe, workfare, bony żywnościowe i inne ze 126 wyliczanych przez ekspertów systemów przeciwdziałających ubóstwu nie przyniosły wyraźnej poprawy (Tanner 2015, 14). Jest to z pewnością sygnałem, że potrzeba nam nowej drogi.

Przełożył Tomasz Płomiński

Wykaz literatury

Bailey, Sarah i Sophie Pongracz. 2015. Humanitarian Cash Transfers: Cost, Value for Money and Economic Impact. London: Overseas Development Institute.

Berthoud, Richard. 2007. Work-Rich and Work-Poor: Three Decades of Change. York: Joseph Rowntree Foundation.

Bhalla, Surjit, S. 2014. „Dismantling the welfare state”. Livemint, 11 czerwca.

Brewer, Mike i James Browne. 2006. The Effect of the Working Families’ Tax Credit on Labour Market Participation. Briefing Note No. 69. London: Institute for Fiscal Studies.

Center on Budget and Policy Priorities. 2016. „Chart book: TANF at 20”. cbbb.org, 5 sierpnia.

Collins, Jane Lou. 2008. „The specter of slavery: Workfare and the economic citizenship of poor women”. W New Landscapes of Inequality: Neoliberalism and the Erosion of Democracy in America, red. Micaela Di Leonardo, Jane Lou Collins i Brett Williams. Santa Fe: SAR Press: 131–152.

Coote, Anna i Jane Franklin (red.). 2013. Time on Our Side: Why We All Need a Shorter Working Week. London: New Economics Foundation.

Department for Work and Pensions. 2015. Universal Credit at Work.  Londyn: Department for Work and Pensions. https://www.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/483029/ucredit-at-work-december-2015.pdf.

Department for Work and Pensions. 2016. „Income-related benefits: Estimates of take-up”. DWP, 28 lipca.

Drèze, Jean i Amartya Sen. 2014. An Uncertain Glory: India and Its Contradictions. Princeton: Princeton University Press.

Evans, David K. i Anna Popova. 2014. „Cash Transfers and Temptation Goods: A Review of the Global Evidence”. World Bank Policy Research Working Paper WPS6886. Washington: World Bank.

Ferguson, James. 2015. „Prepare for tax hikes”. Money Week, 11 marca.

Field, Frank, i Andrew Forsey. 2016. Fixing Broken Britain? An Audit of Working- Age Welfare Reform Since 2010. London: Civitas.

Gregg, Paul i Richard Layard. 2009. A Job Guarantee. Londyn: Centre for Economic Performance Working Paper, London School of Economics. http://cep.lse.ac.uk/textonly/_new/staff/layard/pdf/001JGProposal-16-03-09.pdf.

Harrison-Evans, Peter. 2016. „A universal basic income: What would it mean for charities?”. New Philanthropy Capital, 16 sierpnia. http://www.thinknpc.org/blog/a-universal-basic-income-what-would-it- mean-for-charities/.

Harvey, Philip. 2005. „The right to work and basic income guarantees:Competing or complementary goals?”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy  2(1):  8–59.

Harvey, Philip. 2013. „More for less: The job guarantee strategy”. Basic Income Studies 7(2): 3–18.

Hidrobo, Melissa et al. 2014. „Cash, food, or vouchers? Evidence from a randomized experiment in northern Ecuador”. Journal of Development Economics 107: 144–56.

Lawrence, Felicity. 2016. „Beyond parody: HMRC cleaners left worse off after introduction of the national living wage”. Guardian, 28 lipca.

Mathema, Silva. 2013. „Undue concentration of housing choice voucher holders: A literature review”. Poverty and Race Research Action Council (PRRAC). http://www.prrac.org/pdf/Undue_Concentration_of_Vouchers_- _lit_review_6-13.pdf.

Matthews, Dylan. 2014. „76 percent of people who qualify for housing aid don’t get it”. Vox, 31 maja. http://www.vox.com/2014/5/31/5764262/76- percent-of-people-who-qualify-for-housing-aid-dont-get-it.

McFarland, Kate. 2016. „Basic income, job guarantees and the non-monetary value of jobs: Response to Davenport and Kirby”. Basic Income News, 5 września.

Mead, Lawrence M. 1986. Beyond Entitlement: The Social Obligations of Citizenship. New York: Free Press.

Mian, Emran. 2016. „Basic income is a terrible, inequitable solution to technological disruption”. TheLong+Short, 21 lipca. https://thelongandshort.org/growth/against-basic-income.

Millar, Jane i Fran Bennett. 2016. „Universal credit: Assumptions, contradictions and virtual reality”. Social Policy and Society, 10 maja. DOI: 10.1017/S1474746416000154.

Minsky, Hyman P. 2013. „The macroeconomics of a Negative Income Tax”. W Ending Poverty: Jobs, Not Welfare. Annandale-on-Hudson, NY: Levy Economics Institute, Bard College.

Nichols, Austin i Jesse Rothstein. 2016. „The Earned Income Tax Credit (EITC)”. W Economics of Means-Tested Income Transfers, red. Robert Moffitt. Cambridge: National Bureau of Economic Research, 137–218.

Painter, Anthony. 2016. „The age of insecurity is not coming. It’s already here”. Royal Society of Arts blog, 2 maja.

Quigley, William P. 2003. Ending Poverty as We Know It: Guaranteeing a Right to a Job at a Living Wage. Philadelphia: Temple University Press.

Rawlinson, Kevin. 2014. „Thousands chased by HMRC debt collectors due to overpaid tax credits”. Guardian, 30 maja.

Rothstein, Jesse. 2009. Is the EITC Equivalent to an NIT? Conditional Transfers and Tax Incidence. Washington: National Bureau of Economic Research, Working Paper No. 14966, maj.

Santens, Scott. 2016. „The progressive case for replacing the welfare state with basic income”. TechCrunch, 9 września.

Standing, Guy. 1990. „The road to workfare: Alternative to welfare or threat to occupation?”. International Labour Review 129(6): 677–91.

Standing, Guy. 2015. „Karta Prekariatu”. Tłum. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism: Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. Londyn: Biteback.

Tanner, Michael i Charles Hughes. 2013. „The work versus welfare trade-off: 2013”, Cato Institute, cato.org, 19 sierpnia. http://object.cato.org/sites/cato.org/files/pubs/pdf/the_work_versus_welfare_trade- off_2013_wp.pdf.

Tanner, Michael. 2015. The Pros and Cons of a Guaranteed National Income. Washington: Cato Institute, p. 17.

The Economist. 2015. „Credit where taxes are due”. The Economist, 4 lipca.

The Economist. 2016. „Welfare reform: A patchy record at 20”. The Economist, 20 sierpnia: 11–12.

Torry, Malcolm. 2016. Citizen’s Basic Income: A Christian Social Policy. Londyn: Darton, Longman & Todd.


Guy Standingangielski ekonomista, profesor studiów nad rozwojem w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Światową sławę przyniosły mu publikacje na temat prekariatu, zmian modeli zatrudnienia oraz kryzysu państwa dobrobytu. W latach 1975-2006 pracował dla Międzynarodowej Organizacji Pracy, badając m.in. transformacje gospodarcze w krajach postkomunistycznych. Jeden z założycieli Basic Income Earth Network (BIEN). Opublikował m.in. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa (2011, wyd. pol. 2014), Karta prekariatu (2014, wyd. pol. 2015), The Corruption of Capitalism (2016), a ostatnio Basic Income, And How Can We Make It Happen (2017).

 

DANE ADRESOWE:

SOAS University of London

Thornhaugh Street

Russell Square

London WC1H 0XG

United Kingdom
E-mail: guystanding@standingnet.com

 

CYTOWANIE: Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Tłum. Tomasz Płomiński, Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15-38.

DOI: 10.14746/prt.2017.2.1

 

AUTHOR:  Guy Standing

TITLE:  Alternatives to basic income: a critical review

ABSTRACT: A chapter of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. The author analyses several policies aimed at dealing with economic crises, inequality and poverty: minimum wage, contributory social insurance, means-tested social assistance, subsidized food, tax credits, workfare and job guarantee. He evaluates those policies with regard to social justice principles and compares them with basic income.

KEYWORDS: basic income, job guarantee, social insurance, social justice, workfare

[1] Po używane przez Standinga kryteria sprawiedliwości społecznej, zob. rozdział 2 jego książki. W skrócie: sprawiedliwość społeczna odnosi się do możliwie równego i pozbawionego dyskryminacji udziału w wytwarzanym społecznie oraz w naturalnym bogactwie. Zob. też zasady sprawiedliwości społecznej dalej w tekście (przyp. red.).

[2] Definicji republikańskiej wolności poświęcony jest rozdział 3 książki Standinga, w którym autor przytacza tradycyjną, Arystotelesowską definicję wolności w sensie republikańskim jako wolności od dominacji, zarówno tej aktualnej, jak i tej potencjalnej (przyp. red.).

[3] Szerokie rozumienie nierówności Standing omawia w rozdziale 4. Nierówności nie rozumie wyłącznie jako nierówności w ściśle ekonomicznym sensie, ale także jako nierówność bezpieczeństwa i poczucia pewności (przyp. red.).

[4] Pułapkę ubóstwa, razem z pułapką prekarności, autor opisuje w rozdziale 4 książki, a także w swoich monografiach na temat prekariatu (przyp. red.); zob. Standing 2014.

[5] Temu argumentowi można przeciwstawić koncepcję tworzenia buforowych zapasów żywności, które byłyby uwalniane w momencie wzrostu cen wynikającego z chwilowych niedoborów. Niebezpieczeństwo tego rozwiązania polega na tym, że zniechęca ono lokalnych producentów żywności do zwiększania produkcji.

[6] Argument ten został potem rozwinięty w Karcie Prekariatu (Standing 2015).

[7] Doskonałą krytykę Powszechnego kredytu przedstawiły Jane Millar i Fran Bennett (2016).

Ewa Majewska – Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie (Wprowadzenie)

Ewa Majewska – Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie (Wprowadzenie)

Poniżej przedstawiamy wprowadzenie do nowej książki Ewy Majewskiej, członkini Rady naukowej naszego pisma, „Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie”, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2017. Zamieszczamy także streszczenie i spis treści książki.

Zachęcamy do zapoznania się z całą publikacją! 

 

 

Wprowadzenie. Dlaczego po neoliberalizmie?

Dedykowane: Henryce Krzywonos, Jolancie Brzeskiej i wszystkim innym ludowym bohaterkom działającym na rzecz społecznej zmiany.

 

Zebrane tu teksty dzielą się na teksty interwencyjne, felietony, omówienia bliskich mi nurtów feminizmu oraz teksty o teorii i sztuce feministycznej, które uznałam, że warto połączyć, głównie dlatego, że Czytelnicy i Czytelniczki na ogół muszą się sporo nachodzić, żeby znaleźć taki zestaw łącznie. Pracując na co dzień w teorii, postrzegam ją jako moją życiową praktykę, niemniej wiem, że nie wszyscy funkcjonują w ten sposób. Dlatego umówiliśmy się z moimi szanownymi Wydawcami, że będziemy wszyscy pilnować, żeby akurat ta książka została napisana przystępnie i zachęcająco. Wszelką odpowiedzialność za usterki w tym zakresie, i w każdym innym też, ponoszę oczywiście ja. Teksty prezentowane poniżej powstawały na ogół w ostatnich latach, 2012-2016, chyba że zaznaczono inaczej. Nieco krótsze wersje niektórych z nich były także publikowane w Przekroju, Le Monde Diplomatique – edycji polskiej, Codzienniku Feministycznym, Praktyce Teoretycznej oraz katalogach i książkach, ich pełna lista znajduje się dalej.

W czasach, gdy brunatny potwór faszyzmu, karmiony tym razem neoliberalnym wariantem kapitalizmu, podnosi głowę, pozostaje nam właściwie tylko socjalistyczny feminizm. Możemy oczywiście szukać innych nurtów i inspiracji, ale jest rzeczą jasną, że dwie kwestie – patriarchat i wyzysk, podlane rasistowskim i homofobicznym sosem, są dziś naszym chlebem powszednim, to nimi się krztusimy. Równościowy, lewicowy, solidarny feminizm ma na to sporo odpowiedzi. Chciałabym część z nich tu zaprezentować. W czasach, gdy słowem „solidarność” wszyscy wycierają najbardziej nawet haniebne procedery, na pewno trudniej się do niego odwoływać. W czasach, gdy słowo „feminizm” jest albo obrzucane błotem, albo traktowane jako synonim mieszczańskiego przywileju, nie jest łatwo nieść je na sztandarze. Ale spróbujmy.

Ta książka napisana jest z myślą o Czytelniku i Czytelniczce, jako zachęta do politycznej walki z niesprawiedliwością, jako opowieść o pewnym szczególnym przypadku feministki, jej poglądów i bliskich jej osób, jako sugestia, gdzie można szukać równości, narzędzi do jej generowania oraz wsparcia w społecznej rzeczywistości nastawionej na konkurencję, wyścig szczurów oraz wyzysk. Jak pokazuję w zebranych tu tekstach i artykułach, solidarność możemy budować od dziś. Bell hooks, czarna feministka, której książkę przełożyłam kilka lat temu na język polski, pokazała, jak możemy to robić, sięgając do wzorców, które zna ona z własnej społeczności – czarnych amerykańskich kobiet z klas nieuprzywilejowanych, z Południa. Okazało się, że tu w Polsce ten przykład stał się inspirujący, i zaczęłyśmy w naszych grupach, organizacjach i stowarzyszeniach szukać niehierarchicznych, solidarnych modeli postępowania, a na zajęciach ze studentami i studentkami przekonałam się, że te odległe historie i teorie, jakie kreśli hooks w książce Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum są dla nas tutaj świetną inspiracją do analizy i krytyki naszych rodzimych form wykluczenia, oporu i solidarności. Oczywiście to nie zaczęło się wczoraj. Praca na rzecz politycznych i społecznych praw kobiet to niemały rozdział w historii naszego kraju. W niniejszej książce poświęcam tej polskiej herstorii sporo uwagi, zwłaszcza w rozdziale „My, dzikie Wiktorianki”. Pokazuję tam, jak równolegle do amerykańskich i zachodnioeuropejskich walk o prawa kobiet trwała walka Polek. W tekście poświęconym artystce Ewie Partum z kolei pokazuję, jak wątki feministyczne przeniknęły do polskiej sztuki przełomu lat 70. i 80., czyli sporo przed 1989 rokiem, uznawanym zwyczajowo w tej sprawie za przełomowy.

Momenty politycznego zrywu, chwile przekształcania tego, co liberalnie polityczne w to, co socjalistycznie wspólne, zawsze znajdują swoje pracownicze, ale również artystyczne środki wyrazu. Tego m.in. dotyczy otwierający tę książkę esej, w którym analizuję Czarny Protest jako formę oporu słabych i wykluczonych. Traktuję słaby opór również jako perspektywę badawczą, która wyczulając na momenty słabości, niespektakularne i nieheroiczne działania, pozwala reinterpretować historyczny kanon jako znacznie mniej męski, niż byśmy na ogół sądzili. Jest to też w moim przekonaniu element strategii artystycznych wielu kobiet, stąd Ewie Partum poświęcam w niniejszej książce osobny rozdział, podobnie jak Iwonie Zając, z którą przyjaźń i współpraca zajęły nie tylko wiele lat mojego i jej życia, ale również okazały się formujące dla mojego rozumienia polityki, jako działania słabych i wykluczonych. Na zakończenie pojawia się również tekst, który napisałam, a w zasadzie skompilowałam na podstawie ostatniego pamfletu Róży Luksemburg do projektu Aleki Polisiewicz – Porządek panuje w Warszawie.

Solidarność jest szczególnie potrzebna kobietom, które wskutek transformacji i potem również prekaryzacji rynku pracy, są dziś głównymi dostarczycielkami pracy opieki i troski, z jakiej chyłkiem wycofuje się państwo i pracodawcy. To właśnie na kobiety spadają obowiązki porzucone przez inne podmioty w ramach wprowadzenia neoliberalnego kapitalizmu. To kobiety troszczą się dziś o nasze zdrowie, fizyczne i materialne przetrwanie, poczucie bezpieczeństwa w czasach, kiedy jesteśmy tego wszystkiego pozbawieni. I to my, kobiety, musimy nauczyć się przeciwstawiać wynikającym z tych zobowiązań ponad wszelką miarę nadużyciom. W niniejszej książce spraw prekarności dotykam niemal w każdym rozdziale, pokazując, jak systemowe likwidowanie społecznych zabezpieczeń wmontowanych w systemy państwowe typowe dla XX w. w Europie i USA, determinuje nie tylko osłabienie społecznych więzi i biednienie całych populacji, ale też nierówne rozłożenie kosztów tej transformacji, już nie tylko w sensie ekonomicznym, ale również płciowym. W rozdziale „Prekariat i dziewczyna. Fetyszyzm towarowy i emancypacja dziś”, skupiam się na pomijanych zazwyczaj relacjach prekaryzacji i płci, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji współczesnej młodej dziewczyny. Chciałabym tu jednoznacznie pokazać, że feminizm może być socjalizmem. I odwrotnie.

Elementem takiego dyskursu feministycznego musi z konieczności stać się także feminizm liberalny. Pomimo ogromnego uznania i szacunku, jakimi darzę większość jego działaczek, nie zawsze się z nimi zgadzam, a czasem pozostaję wręcz w niezgodzie, czemu również daję tu wyraz. Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że w czasach bezpardonowego ataku nie tylko na prawa reprodukcyjne, ale w ogóle na kobiety, w politycznej atmosferze nagonki i poniżenia, jakim musimy dziś stawić czoła, wewnętrzne dyskusje feministyczne odchodzą z konieczności na plan dalszy, a ich miejsce zajmują różne formy sojuszy i wzajemnego wsparcia ponad różnicami. Hołdując tej regule, chciałabym nadmienić, że w książce tej liberalizm jest poddawany krytyce, a feminizmy: lewicowy, socjalistyczny, marksistowski oraz Czarny stanowią zdecydowanie najważniejszy punkt odniesienia. Bardzo ważną inspiracją była dla mnie również książka zredagowana przez Ann Snitow we wczesnych latach 80., The Powers of Desire, gdzie znalazły się wszystkie ówczesne perspektywy feministyczne na kwestie polityki seksualnej, głosy osób, które w innych warunkach nie chciały nawet brać udziału we wspólnych spotkaniach. Uważam, że taka umiejętność łączenia ludzi i dbałość o siłę feminizmu w różnicy jest niebywale cenna i potrzebna. Podobnie ważna jest też możliwość artykułowania różnych głosów feministycznego wielogłosu, i bardzo się cieszę, że mogę się do takiego wzrostu różnorodności przyczynić.

Tekst poświęcony kontrpublicznościom i polityce queer, powstał w reakcji na nędzę publicznej debaty zainicjowanej przez supozycję wybitnej literaturoznawczyni, Elżbiety Janickiej, że relacje między bohaterami szkolnej lektury Kamienie na szaniec mogą być czytane jako homoerotyczne. Dokonująca standardowej operacji literaturoznawczej Janicka została odebrana jako skandalistka, jej teksty zaś – jako zamach na świętości. Tymczasem w geście Janickiej ujawniło się moim zdaniem przekonanie odnośnie możliwości śledzenia afektu w tekście oraz analizowania go poza normą matrycy heteroseksualnej. Był to ważny moment nie tylko w historii polskiego literaturoznawstwa, ale również publicznej debaty, ponieważ naruszono jedno z ostatnich tabu obu tych przestrzeni – zaburzono wykluczenie afektu homoerotycznego poza obszar widzialności. Analizując tę wielowątkową dyskusję zastanawiam się nad koncepcjami sfery publicznej oraz nad tym, jakie kryteria musiałaby spełniać sfera publiczna faktycznie inkluzywna.

Środkowa część niniejszej książki to repliki i felietony pisane na bieżąco, w reakcji na konkretne zdarzenia i polityczne dyskusje. Znaczną część prezentowanych tu tekstów stanowią felietony i polemiki, które wytrwale, acz nieodpłatnie publikowałam w Codzienniku Feministycznym, który również dzielnie, i równie nieodpłatnie dostarcza feminizm pod dachy i strzechy. Szczególne podziękowania należą się w tym względzie Kamili Kuryło oraz całemu dzielnemu zespołowi tego fantastycznego pisma.

Feminizm nie był dla mnie wyłącznie stanowiskiem teoretycznym, które przyjęłam, studiowałam, a następnie również wykładałam na Gender Studies czy w Katedrze Kultury Współczesnej UJ. Feminizm to również nazwa ważnej perspektywy politycznej oraz zorientowanej na płeć i poprawę sytuacji kobiet formy aktywizmu. Żałuję, że aktywizmowi temu poświęcam w niniejszej książce stosunkowo niewiele miejsca. Znajdziecie o nim trochę informacji w Zakończeniu niniejszej książki, które stanowi nie tylko jej podsumowanie, ale przede wszystkim propozycje na przyszłość. Jest o nim również mowa w rozdziałach poświęconych Czarnemu Protestowi, Wiktoriankom oraz feminizmowi w USA. W zasadzie przewija się przez karty niniejszej książki cały czas.

Feminizm i solidarność po neoliberalizmie muszą przede wszystkim podnieść się z ruiny. Nie tylko ruiny wygenerowanej atakami z zewnątrz – ze strony konserwatywnych i neoliberalnych elit. Feminizm musi także otrząsnąć się z ataków, które przyszły od wewnątrz – z łatwowiernego przyzwolenia na neoliberalne reformy życia społecznego i polityki, reformy dokonywane w myśl szkodliwego i kompletnie nieprawdziwego założenia, że polityczne prawa kobiet zostały już na zawsze zdobyte, zaś nierówności ekonomiczne – przezwyciężone. Jak pokazały kryzysy ekonomiczne w ostatnich latach, jak dowodzą wojny i konflikty zbrojne oraz dramatyczne próby przedostawania się uchodźców i uchodźczyń do Europy – historia wcale się nie skończyła, co więcej – możemy się być może spodziewać ostrych sporów wynikających m.in. z pochopnej zgody na antyrównościowe polityki.

Feminizm, jak ostro dowodziła kilka lat temu Nancy Fraser, stał się ochoczą towarzyszką neoliberalizmu. Oczywiście, nie cały i nie we wszystkich krajach, ale nawet w Polsce mam wrażenie, że dominującą pozycję miał i nadal posiada feminizm akceptujący nierówności rynkowe, godzący się na prywatyzację i ekonomiczne wykluczenie, feminizm uprawiany przez osoby uprzywilejowane i niepamiętający o osobach bez przywileju. Jest to też feminizm niedbający o podstawową edukację społeczeństwa na temat różnic płci, feminizm umiarkowanie, a czasem niestety wcale, wrażliwy na ludzką nędzę, na rasistowskie i klasistowskie nierówności, na homofobię i transfobię. Musimy o tych sprawach przypominać, musimy tworzyć feministyczne teorie i praktyki nie tylko świadome nierówności, ale także i takie, które będą gotowe je zmieniać.

Neoliberalizm jest często nazywany kapitalizmem przyspieszonym, a kreowaną przezeń rzeczywistość opisujemy często jako nadmiernie dynamiczną, męczącą przez ciągłe bombardowanie informacjami, ciągłe zmiany na rynku pracy i w polityce oraz ciągle powtarzane informacje o zagrożeniach – terroryzmem, bezrobociem, nietrwałością – które czynią nasze życie coraz bardziej niepewnym, a nasze odczuwanie świata – prekarnym. Zabezpieczenia społeczne, gwarantowane w czasach powojennych przez państwo i wymuszane również na sektorze prywatnym, są od kilku dekad ustawicznie demontowane i zastępowane nietrwałymi formami umów i zabezpieczeń. Tymczasem potrzeby – psychologiczne, zdrowotne, społeczne – nie znikają przecież. W wielu rozdziałach tej książki staram się wskazać, jak skutecznie obciążane są nimi kobiety, co prowadzi do „backlashu” – przynajmniej częściowego powrotu tradycyjnego podziału ról płciowych. Choć podzielam postulaty i założenia teorii queer, szczególnie te dotyczące konstruowanego i performatywnego charakteru płci, nie uważam, by feministyczna krytyka binarnego podziału ról płciowych z teorii wcześniejszych straciła na znaczeniu. Jesteśmy konstruktami społecznymi, co bynajmniej nie znaczy, że możemy sobie po prostu wybrać rolę płciową. Bardzo często pomimo naszych wyborów i decyzji społeczeństwo i otoczenie nadal wymusza na nas realizację tradycyjnie rozumianej męskości lub kobiecości, czasem też za naruszenie tych ról nadal czekają nas surowe sankcje. W tym właśnie sensie feminizm tzw. „drugiej fali” bynajmniej nie jest jeszcze passé, pozwala nam on bowiem diagnozować, krytykować, a nawet stawiać opór temu, co często mylnie uważamy za przezwyciężone – męskiej dominacji.

Figura prekariuszki – osoby niepewnej swojej pracy, wartości, relacji – jest dziś główną bohaterką doniesień medialnych, kultury popularnej i teorii społecznej. W serialach typu „Girls”, w filmach i książkach coraz częściej czytamy o tym, że upadły fundamenty kultury, ekonomii i społeczeństwa, a polityczne elity nie są w stanie się z tym zmierzyć. Moment, w którym piszę te słowa – Wigilia 2016 r. – jest, szczególnie w Polsce – okresem dodatkowo skomplikowanym działaniami naszych władz, które uznały swoją pozycję za nie podlegającą negocjacjom i rozliczeniom, umieszczając się tym samym ponad prawem. Taka pozycja władzy państwowej charakteryzuje jeden typ ustroju politycznego – dyktaturę. Nie jestem pewna, w jakiej rzeczywistości obudzę się w przyszłym roku, ten wyjątkowy czas między świętami a nowym rokiem, który w kulturze zachodniej traktowany jest zawsze jako swoiste pomiędzy starym i nowym rokiem, jest zawieszony w próżni podwójnie – ze swojej natury oraz ze względu na sytuację polityczną w kraju i na świecie, gdzie pojawia się coraz więcej sygnałów faszystowskiego przechwytywania instytucji demokratycznych, ostry zwrot w kierunku skrajnej prawicy. W takiej chwili głos feminizmu powinien brzmieć mocno i jednoznacznie, nie jako rozproszone okrzyki rozdrażnionych pań z klasy średniej, które uwiera niemiłe marginalizowanie ich na scenie politycznej czy w mediach, ale jako silny, choć niekoniecznie jednorodny, głos kontestacji nierównego podziału przywilejów w całym społeczeństwie, jako głos równości i solidarności.

W Polsce poczułyśmy tej solidarności w ostatnich miesiącach 2016 r. bardzo wiele. Odbywające się w ponad 150 miastach i miasteczkach Czarne Protesty przeciw zaostrzaniu i tak drastycznej ustawy antyaborcyjnej, akcje internetowe i Strajki Kobiet pokazały, że rewolucja jest w naszym kraju kobietą, że skandaliczne próby ograniczenia kobiecej wolności i kobiecych praw nie tylko nie przejdą bez echa, ale doprowadzić mogą do powstańczej gotowości po stronie tych, które przez lata dzielnie, i niemal w milczeniu znosiły jarzmo podwójnych standardów, ekonomicznych nierówności, dyskryminacji na rynku pracy, opresji kościelnej i politycznej oraz przemocy – domowej i symbolicznej. Poruszone do działania kobiety szykują się teraz na 8 marca 2017 r. – Międzynarodowy Strajk Kobiet. Wzięły w nim udział kobiety z ponad 60 krajów. 

Ta mobilizacja kobiet z różnych krajów, grup społecznych, klas i miejscowości skłania do zastanowienia nad tym, jak możliwa jest dziś taka mobilizacja polityczna grupy zazwyczaj milcząco akceptującej wszelkie nadużycia. W zawartym w niniejszym tomie tekście o Czarnym Proteście stawiam na ten temat kilka hipotez. Tu zaznaczę jedynie, że być może wraz z pojawieniem się tego protestu odeszła w niepamięć formuła nierównego, heroicznego i mesjanistycznego artykułowania potrzeb i postulatów kobiet, zastąpiona bardziej horyzontalną komunikacją i zaangażowaniem zwykłych, nie wybranych, kobiet.

Rozwijana w niniejszej książce perspektywa feministyczna jest perspektywą wielości rozumianej nie tylko jako heterogeniczna zbiorowość, jako hybryda różnych ciał, biografii, przekonań, marzeń, skryptów, teorii i postaw, ale również jako wspólnota posiadająca wszystkie cechy tego, co zwyczajne. Uważam, że polskiemu feminizmowi udało się w ostatnich miesiącach wyjść poza słabo w gruncie rzeczy ukrywany elitaryzm, i stał się on wreszcie faktycznie ruchem masowym. Oznacza to m.in. rezygnację z napuszonej stylistyki, ale też zauważanie, że nie wszystkie mamy takie same problemy, że wiele z nas nie posiada środków umożliwiających wygodne zaangażowanie „czasu wolnego” w działalność społeczną, a mimo tego, może nawet właśnie przez to, chcą działać politycznie.

Ten nieoczekiwany wybuch kobiecej solidarności (moja Mama występowała na podium jednej z feministycznych demonstracji pod Sejmem wraz ze mną, mówiła o tym, że nie chodzi na demonstracje, ale teraz przyszła, „dla mojej córki i dla Was”) potrzebuje nie tylko nowych form organizacji i działania, ale również nowego podejścia do analizy i teorii oraz nowej sztuki. Nie ma sensu dalej udawać, że uczone w gabinetach tworzą teorię, a robotnice praktykę. Kiedy w 1851 r. na Konwencji na rzecz praw kobiet w USA wystąpiła Sojourner Truth i zapytała, czy również ona – zbiegła z plantacji niewolnica, muskularna i silna jak mężczyzna, matka 12 dzieci, które natychmiast jej wykradano i sprzedawano w niewolę, a zarazem sufrażystka – czy i ona jest kobietą, udało jej się sformułować jedno z najważniejszych pytań teorii społecznej, filozofii, psychologii i biologii XX w.: czym jest płeć, i czy można ją opisać wyłącznie w kategoriach binarnych? Zagadnienia, które znamy z narracji Simone de Beauvoir, Judith Butler albo bliżej niezidentyfikowanych „amerykańskich naukowców”, na których tak często powołuje się w ostatnich latach polska prasa, zostało sformułowane przez niepiśmienną, czarną kobietę z USA w połowie XIX w.! Całe szczęście ktoś spisał jej krótkie przemówienie, i nadal inspiruje ono miliony kobiet na całym świecie, pokazując, że nędza, poddaństwo i niewola nie muszą wcale wykluczyć  błyskotliwości czy politycznego radykalizmu. W swoim krótkim wystąpieniu Truth wskazała na problemy, którymi filozofki i filozofowie zajęli się dopiero pod koniec XX w. Niewykluczone, że nasze ruchy kobiece również artykułują właśnie te formy oporu i solidarności, których teorie pojawią się dopiero za kilka dziesięcioleci. Możliwe też, że powstają one na naszych oczach.

 

STRESZCZENIE KSIĄŻKI:

Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest wielowątkową opowieścią o feministycznej teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Autorka wychodzi z założenia, że to, co wspólne, jest też tym, co słabe, zwyczajne i powszechne, więc do społecznej zmiany konieczne jest wyjście poza elitarny i niedostępny język nacechowany wyższością. Podążając tropem bell hooks, proponuje teorię solidarności – horyzontalnej wymiany wzmacniającej wszystkie uczestniczki, a nie paternalistyczne wsparcie, petryfikujące zastane hierarchie. Przyglądając się najbardziej aktualnym ruchom feministycznym, Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, autorka stara się zaprezentować syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki, która zawsze odbywa się na kilku frontach jednocześnie. Nie rezygnując z wycieczek historycznych – do Wiktorianek, feministek z lat 60., socjalistek i czarnych feministek z USA, autorka kreśli obraz feminizmu jako teorii w działaniu oraz praktyki generującej refleksję.

 

SPIS TREŚCI:

Wprowadzenie. Dlaczego po neoliberalizmie?

Część I. Jaki feminizm? 

Słaby opór. Siła bezsilnych

My, dzikie Wiktorianki, czyli pierwsza fala feminizmu

Kobiety do władzy. Amerykański feminizm lat 60. i 70.

Marginesem w centrum. Bell hooks i rewolucyjny ruch feministyczny

Teoria feministyczna wobec „braterskiej umowy społecznej”. W stronę inkluzywnej teorii partycypacji

Cenzura, sfera publiczna i kontrpubliczności podporządkowanych innych.

„Solidarność” i solidarność dzisiaj. Na marginesie rocznicowej euforii

Prekariat i dziewczyna. Fetyszyzm towarowy i emancypacja dziś

Część II. Jaka polityka? Felietony i interwencje

„Klucz do feminizmu to polityczna solidarność”, z Ewą Majewską rozmawia Mateusz Romanowski

Gender Wars, czyli kto się boi złotej sukienki?

O równość… nie tylko w edukacji

Dziejowa misja Conchity Wurst

Rasizm à la polonaise? Ku pamięci Maxwella Itoyi

Cały lud buduje swoją stolicę

Tęcza w ogniu. Radykalizm w działaniu

Na marginesie głupot z Rzepy, czyli felieton na 11 listopada

Moja Mama gratuluje Robertowi Biedroniowi wygranych wyborów

Kontrpubliczności znienawidzonych innych

O sile silnych, sile słabych i solidarności

Kobieta bezpieczna? NATO, ciąża i nierówności

Kolorowe kredki ministra Błaszczaka

Ekonomia polityczna zakazu. 15 lat ustawy antyaborcyjnej w Polsce

Część III. Jaka Sztuka?

Ewa Partum czyli feminizm który nadchodzi.

Łzy, kwiaty, piasek, twarze. Sztuka i protest Iwony Zając

Rosa Rotes – Porządek panuje w Warszawie (z Aleką Polis)

 

Zakończenie

Podziękowania

Bibliografia

O autorce

Podsumowanie książki

 

Ewa Majewska

Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie

Publikacja dofinansowana przez Network of East-West Women NY.

Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2017.

http://www.monde-diplomatique.pl/biblio/biblio.php

MATRONATY: Codziennik Feministyczny, Praktyka Teoretyczna, Bez Dogmatu, Korporacja Ha! Art, Czas Kultury, Magazyn Szum, Fundacja Feminoteka.