Massimo De Angelis – Ogólny wzór dóbr wspólnych

Massimo De Angelis – Ogólny wzór dóbr wspólnych

 

Dwa obiegi

W tekście tym badam źródła relacji między systemem kapitalistycznym a systemem dóbr wspólnych (the commons) – sposoby, w jakie gospodarka bądź rynki w istocie zakładają dobra wspólne. Począwszy od lat 90. XX wieku w literaturze poświęconej dokonywanym przez kapitał grodzeniom dóbr wspólnych – często przyjmującym postać przemocowego wywłaszczania z zasobów utrzymywanych wspólnie oraz ustanawiania instytucji państwowych i ram prawnych służących ochronie wywłaszczeń – zakłada się, że dobra wspólne stanowią stały element rozwoju kapitału, a nie, jak utrzymywała tradycyjna literatura marksistowska, jednorazowe zdarzenie, inicjujące proces kapitalistycznego rozwoju (De Angelis 2004, Harvey 2003, Midnight Notes Collective 1992). Rozwój kapitalizmu wymaga utowarowienia rzeczy oraz przekształcenia ludzi w siłę roboczą możliwą do nabycia za płacę, ciągłego pozyskiwania kolejnych rzeczy i przekształcania ich w kapitał. W szczególności potrzebuje zaś wytwarzania zależności od formy towarowej stosunków społecznych, tak, by ludzie nie byli w stanie uwolnić się od kapitalistycznego przymusu pracy (Cleaver 1979). Jeżeli jednak kapitał, na różnych etapach swojego rozwoju, zawłaszcza napotkane dobra wspólne, to także one muszą reprodukować się i rozwijać. Dobra wspólne istniały na każdym z etapów rozwoju kapitału, jednak gdy kapitał zacznie postrzegać je jako granicę, którą należy przekroczyć, będzie dążył do wytworzenia strategii ich zawłaszczenia bądź wykorzystania. Skuteczność tej strategii uzależniona jest od względnej mocy, jaką dysponuje każda z przeciwstawnych sił społecznych. Z koegzystencją dóbr wspólnych i kapitału mamy zatem do czynienia przez cały czas, w każdym punkcie rozwoju i wzajemnych stosunków sił.

Istnieje jednak wciąż powracająca linia komunikacji i wymiany pomiędzy tymi dwoma systemami, kapitałem i dobrami wspólnymi, która powszechnie rozumiana jest jako „gospodarka”. Gospodarka, tak, jak rozumiemy ją dziś, opiera się na pieniądzu jako środku wymiany, zapłaty bądź jako mierniku wartości. Paradoksalnie, pieniądz jest również podstawą dwóch przeciwstawnych systemów, osadzonych w odmiennych sposobach istnienia, praktykach wartościowania oraz o różnych celach, którym służy produkcja i reprodukcja systemu. W swojej poprzedniej książce (De Angelis 2007a, 40–41) w kontekście sumy dążeń systemu kapitalistycznego, jego naglącej potrzeby akumulacji wraz ze strategicznymi problemami, związanymi z pokonywaniem napotykanych barier, posłużyłem się pojęciem dążenia do zachowania swojego istnienia (conatus of self-preservation). Marks, w pierwszym tomie Kapitału, pisał o tym jako o produkcji dla samej produkcji lub akumulacji dla samej akumulacji: „Akumulujcie, akumulujcie! Tak głosi Mojżesz i prorocy!” (Marks 1951, 641). Pojęcie conatus pochodzi od Spinozy, a ostatnio zostało podchwycone przez neurobiologa Antonio Damasio. Według niego, pomysł Spinozy „interpretowany z korzystnej perspektywy czasu […] zakłada, że żywy organizm jest tak skonstruowany, by utrzymać spójność swych struktur i funkcji wbrew zagrażającym życiu okolicznościom” (Damasio 2005, 35). Ja natomiast, w książce Beginning of History, przekładam te organiczne uwarunkowania na omówienie form, za pomocą których kapitał jako system utrzymuje spójność w obliczu licznych niebezpieczeństw „zagrażających [jego] istnieniu”, jakie niosą za sobą walki klasowe w obrębie dóbr wspólnych. W niniejszej książce chciałbym podjąć się odwrotnego zadania: rozważyć, w jaki sposób systemy dóbr wspólnych mogą zachować swoją spójność w obliczu licznych niebezpieczeństw „zagrażających istnieniu”, w głównej mierze wskutek inercji, odmowy oraz codziennej walki przeciwko kapitałowi. Aby wyjść z jednego systemu i wejść do innego, musimy tym samym znowu uderzyć do (albo uderzyć w) bramy pieniądza.

W tym celu posługuję się przede wszystkim Marksowskim narzędziem analitycznym i łączę ze sobą dwie formy cyrkulacji towarów. W czwartym rozdziale Kapitału Marks przeciwstawia sobie to, co nazywa najprostszą formą cyrkulacji towarów, ogólnemu wzorowi kapitału. Pierwsza z nich to T-P-T, a druga to P-T-P’, gdzie T oznacza towar, P – pieniądz, zaś P’ to ilość pieniędzy przewyższająca pierwotnie zainwestowaną sumę, włączając w to zysk. Rozróżnienie to pochodzi ze starożytności – jako pierwszy poczynił je Arystoteles, którego Marks przywołuje. Obie formy wyrażają proces w jego trwaniu. Łącznik  „-” pomiędzy literami symbolizuje przemianę, przejście z rąk do rąk (wymianę) między dwoma podmiotami: w przypadku T-P – towaru w pieniądz (sprzedaż), zaś P-T – pieniądza w towar (kupno). Obie formy opisują następstwo czasowe w danym miejscu lub miejscach. Jako że wszystkie wchodzące w skład tych procesów elementy, zarówno towar T, jak i pieniądz P, podlegają przemianie w P lub T, formy cyrkulacji nazywane są również obiegami. Wprowadzam kategorię obiegu, by zaledwie zasugerować istnienie ogólnego systemu takiego jak ramy przepływu kapitału (Meadows 2008), po to, by rozpocząć analizę poszczególnych dóbr wspólnych, wskazać punkty zwrotne, mocne i słabe punkty poszczególnych dóbr wspólnych w odniesieniu do kluczowych elementów ich obiegu; by porównać ten obieg z obiegami pieniądza, określić stopień istotności pieniądza w odniesieniu do samoreprodukujących się zasobów oraz by przyjąć strategiczną dla poszerzenia dóbr wspólnych perspektywę, stawiającą czoła ich otoczeniu bez ryzyka utraty ich organizacyjnej spójności.

Obie formuły zawierają te same elementy i składają się na nie te same działania. Elementy wspólne dla obu formuł to towar T i pieniądz P, natomiast działania, które formuły obejmują, to sprzedaż i kupno. Występują tu więc wszystkie podstawowe składniki, konstytuujące współczesne, neoliberalne wyobrażenia o gospodarce kapitalistycznej: kupno i sprzedaż, rynek.

W każdej z faz obu obiegów „przeciwstawiają się sobie te same dwa elementy rzeczowe, towar i pieniądz – i dwie osoby w tych samych maskach ekonomicznych, nabywca i sprzedawca” (Marks 1951, 157). Ostatecznie, „każdy z obu tych ruchów okrężnych jest jednością tych samych przeciwstawnych faz i w obydwu wypadkach jedność ta dochodzi do skutku dzięki udziałowi trzech kontrahentów, z których jeden tylko sprzedaje, drugi tylko kupuje, trzeci zaś na przemian kupuje i sprzedaje”. (Marks 1951, 157).[2]

Obiegi te różnią się między sobą w co najmniej trzech aspektach.

Po pierwsze, tym, co odróżnia obieg T-P-T od obiegu P-T-P’, jest odwrócona kolejność następowania po sobie dwóch faz. O ile prosta cyrkulacja T-P-T zaczyna się od sprzedaży, a kończy na kupnie, to obieg pieniędzy jako kapitału w P-T-P’ zaczyna się kupnem, a kończy sprzedażą. W T-P-T zarówno punktem wyjścia, jak i celem jest towar, zaś w drugim z obiegów – pieniądz. W pierwszym obiegu pieniądze są pozyskiwane na rynku w ramach aktu sprzedaży towaru, po to, by poprzez zakup towaru powrócić do obiegu. W drugim natomiast, pieniądze są wykładane po to, by je odzyskać. Pierwszą zatem różnicą, jaka występuje pomiędzy prostą cyrkulacją towarową a tą kapitału, jest ich cel. W pierwszym wypadku celem jest zaspokojenie potrzeb, zaś pieniądze są zaledwie środkiem służącym do osiągnięcia tego celu. Celem drugiego obiegu jest pozyskanie zasobów pieniężnych: środek staje się tu celem.

Po drugie, choć w prostej cyrkulacji towarów po obu stronach znajdują się towary, i to o takiej samej wartości, to „jako wartości użytkowe towary różnią się [..,] jakością”, jak na przykład ziemniaki i komputery. Jednakże:

Inaczej ma się rzecz z cyrkulacją  P-T-P. Na pierwszy rzut oka wydaje się ona pozbawiona treści, bo tautologiczna. Oba punkty krańcowe mają tę samą formę ekonomiczną. Oba są pieniądzem, a więc nie są jakościowo różnymi wartościami użytkowymi, gdyż pieniądz jest właśnie przeistoczoną postacią towarów, w której szczególne wartości użytkowe zostały zatarte. […] Suma pieniędzy może się w ogóle różnić od drugiej sumy pieniężnej tylko swą wielkością. Proces P-T-P zawdzięcza więc swą treść nie jakiejś różnicy jakościowej swych krańcowych punktów, gdyż na każdym stoi pieniądz, lecz jedynie ich różnicy ilościowej. W rezultacie wycofujemy z cyrkulacji więcej pieniędzy niż wrzuciliśmy do niej na początku (Marks 1951, 159–160).

Ten przyrost pieniądza Marks nazywa wartością dodatkową (surplus value): „Pierwotnie wyłożona wartość nie tylko więc zachowuje się w cyrkulacji, ale zmienia w niej wielkość swej wartości, zwiększa się o pewną wartość dodatkową, czyli pomnaża się. A ruch ten przekształca ją w kapitał” (Marks 1951, 160). To spostrzeżenie prowadzi Marksa do omówienia pochodzenia wartości dodatkowej w produkcji wraz z korespondującymi z nią prawami rozwoju kapitalistycznego. W prostej formie cyrkulacji towarowej nie może pojawić się z kolei żadna wartość dodatkowa. P-T-P’ oraz T-P-T jawią się więc jako dwa różne równania chemiczne, o tych samych elementach, ale odmiennej kompozycji i strukturze, a przede wszystkim – o odmiennych celach. Do pewnego stopnia to urzeczywistnianie tych różnych celów pozwala lub uniemożliwia reprodukcję właściwych im systemów, która może nastąpić tylko przez powtórzenie tych przemian.

Docieramy tym samym do trzeciej, kluczowej różnicy. W prostym obiegu towarów:

powtórzenie czy ponowienie sprzedaży w celu kupna ograniczone jest, jak sam ten proces, przez leżący poza nim cel ostateczny, którym jest spożycie, zaspokojenie określonych potrzeb. Natomiast przy kupnie w celu sprzedaży początek i koniec jest ten sam, jest nim pieniądz, wartość wymienna, i już przez to samo ruch ten nie ma końca (Marks 1951, 160).

Mamy tu do czynienia z rozróżnieniem na ekonomię i chrematystykę, dokonanym już przez Arystotelesa, gdzie ta pierwsza jest sztuką gospodarowania w granicach zrównoważonego systemu potrzeb, druga zaś – dehumanizującą aktywnością polegającą na akumulacji pieniądza za pośrednictwem rynku, innymi słowy – na bogaceniu się.

W Polityce Arystoteles stwierdza, że chrematystyka dopuszczalna jest tylko wtedy, gdy do wymiany dochodzi bezpośrednio  między producentem a kupcem za sprawiedliwą cenę; tym samym nie dochodzi do powstania nadwyżki. Innymi słowy, drobny handel, systemowo powiązany z gospodarstwem domowym, jest dozwolony. Z drugiej strony, niedozwolone jest, aby producent dokonywał zakupu, a następnie odsprzedawał towar konsumentom po wyższej cenie niż pierwotna, generując tym samym wartość dodaną. Pieniądz służyć ma zatem jedynie jako środek wymiany oraz miara wartości. Arystoteles opiera się na fundamentalnym rozróżnieniu pomiędzy dwiema instytucjami i ich celami, czy też przywołuje pole siłowe, w którym wszystkie siły zmierzają do jednego obszaru. Zdaniem Arystotelesa polis nakierowane jest na dobrobyt niezbędny dla dobrego życia i w tym celu gromadzi bogactwo w ramach gospodarstw domowych. Dobre życie jest zarówno celem, jak i granicą absorpcji bogactwa pochodzącego z gospodarki domowej przez polis. W przypadku chrematystycznej pogoni za pieniądzem dla samego pieniądza celem, polem siłowym, w którym wszystkie siły zmierzają w jedno miejsce, nie jest coś zewnętrznego wobec bogactwa, ale ono samo. W koncepcji tej zamiast dobrego życia mamy zaledwie egzystowanie, stawanie się narzędziem w pogoni za bogactwem.

 

Rys. 1. Dążenie (conatus) kapitału do nieograniczonej ekspansji

Chrematystykę zilustrować można niekończącą się spiralą, przedstawioną na Rys. 1. Z każdym kolejnym wzrostem akumulacji pieniądza wydobyto jeszcze więcej surowców  naturalnych, wyzyskano kolejnych robotników, by wytworzyć wartość dodatkową; biosfera, rzeki, gleba zostały obciążone kolejnymi „efektami zewnętrznymi”, wzrosła liczba ludzi doprowadzonych do ubóstwa wskutek grodzeń, pośród robotników na całym świecie pojawiły się nowe podziały. Rzecz jasna należy zaznaczyć, że w ramach realnie zachodzących procesów ludzie cały czas stawiają opór, a nie są po prostu zdani na łaskę procesów kapitalistycznych.

Słowem „ludzie” (people) posłużyłem się tu w potocznym sensie. Czym innym jest pojęcie „lud” (people), które nie tylko redukuje różnice do jedności – choć w obrębie ludności istnieje cały szereg różnic (Hardt i Negri 2004, XIV). – ale też jest niewrażliwe tak na relacje wewnętrzne, jak i te z otoczeniem. Podobnie jest w przypadku pojęcia „masy” (the masses), którego istotą jest „niezróżnicowanie: wszystkie różnice zostają rozpuszczają się i znikają w masie. Wielobarwność populacji blaknie i zmienia się w szarość. Masy te zdolne są poruszać się zgodnie tylko dlatego, że stanowią „niewrażliwy na różnice, zuniformizowany konglomerat” (Hardt i Negri 2004, XIV). Hardt i Negri przeciwstawiają masom pojęcie wielości (multitude), „złożonej z niezliczonych wewnętrznych różnic, niesprowadzalnych do jedności czy pojedynczej tożsamości – różne kultury, rasy, etniczności, płcie i orientacje seksualne; różne formy pracy; różne style życia; odmienne światopoglądy; różne pragnienia. Wielość jest mnogością tych wszystkich poszczególnych pragnień” (Hardt i Negri 2004, XIV). To dlatego wielość jest wielobarwna, a nie szara.

Pojęcie wielości pomija jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, jest ono nieostre w odniesieniu do kapitału : obejmuje podmiotowości znajdujące się wewnątrz lub na zewnątrz kapitału, chociaż dla Hardta i Negriego, którzy nie dysponują systemowym rozumieniem społeczeństwa, nie istnieje zewnętrze kapitału i jego imperium. Ponadto, ponieważ ich koncepcja wielości „obejmuje potencjalnie wszystkich zróżnicowanych aktorów produkcji społecznej” (Hardt i Negri 2004, XIV), należy uwzględnić ich wzajemny stosunek sił – coś, co stanowi o ich zróżnicowaniu, a więc konstytuuje mnogość. Jeżeli projekt demokracji wielości pozostanie niedookreślony pod względem stosunków sił, ryzykujemy, że może nie pokrywać się ze sprawiedliwością społeczną, szeroko zakrojoną redystrybucją bogactwa czy ekologiczną transformacją społecznej produkcji. Istnieje jeszcze jedno kluczowe rozróżnienie, na wielość i klasę robotniczą, która u Hardta i Negriego pojawia się tylko w odniesieniach do „klasy robotniczej” rozumianej jako przemysłowa klasa robotnicza, to jest homogeniczne podmiotowości istniejące w obrębie fabrycznej dyscypliny pracy. Uważam, że to ujęcie jest zwodnicze, ponieważ znaczna część literatury, od włoskiego feminizmu marksistowskiego po amerykański autonomizm, zwracała uwagę na to, że klasa robotnicza od zawsze dzieliła się na warstwy różniące się między sobą pod względem posiadanej sprawczości. Najważniejszy zaś podział to ten na robotników objętych stosunkiem pracy najemnej i tych pozostałych. W dalszej części powrócę jeszcze do analizy pojęcia klasy robotniczej oraz wielości, gdy wprowadzę dramatis personae, różnych aktorów występujących w ramach poszczególnych obiegów.

 

Pozycje aktorów: kapitaliści i commonersi

Marks podaje nam imię „świadomego przedstawiciela” obiegu P-T-P’, kiedy nazywa tego posiadacza pieniędzy „kapitalistą”:

Jego osoba, a raczej jego kieszeń staje się punktem wyjścia i punktem powrotu pieniędzy. Obiektywna treść tej cyrkulacji – pomnażanie wartości jest jego subiektywnym celem; jako kapitalista, czyli jako kapitał uosobiony, obdarzony wolą i świadomością, działa on o tyle tylko, o ile wyłączną pobudką jego operacyj jest przywłaszczanie w coraz to większych rozmiarach bogactwa abstrakcyjnego. Nie należy więc nigdy uważać wartości użytkowej za bezpośredni cel kapitalisty. Nie jest też jego celem jednorazowy zysk, lecz jedynie nieustanny ruch osiągania zysku. To bezwzględne dążenia do bogacenia się, ta namiętna pogoń za wartością wymienną jest wspólna kapitaliście i zbieraczowi skarbu; gdy jednak zbieracz skarbu jest tylko obłąkanym kapitalistą, kapitalista jest racjonalnym zbieraczem skarbu. Gdy zbieracz skarbu dąży do nieustannego pomnażania wartości, usiłując ratować pieniądz przed cyrkulacją, rozumniejszy odeń kapitalista osiąga to samo, puszczając pieniądz wciąż na nowo w cyrkulację (Marks 1951, 162–163).

Sam Marks nie nazywa aktorów biorących udział w obiegu T-P-T, ale część tradycji marksistowskiej określa ich mianem drobnych handlarzy (petty traders). Tak jak kapitaliści stają się kapitalistami „o tyle tylko, o ile wyłączną pobudką [ich] operacyj jest przywłaszczanie w coraz większych rozmiarach bogactwa abstrakcyjnego” (Marks 1951, 162), tak drobni handlarze są drobnymi handlarzami tylko jeśli wystawiają na rynku towary w celu zaspokojenia swoich potrzeb. Stąd, o ile o kapitalistach stanowią ich cele wyznaczane w stosunku do konieczności reprodukcji obiegu kapitału, dla drobnych handlarzy decydujące są środki, jakie wykorzystują oni na rzecz reprodukcji swojego systemu/obiegu potrzeb i pragnień. Z perspektywy ich dążeń nie są drobnymi handlarzami, ale przynależą do większej, społecznie zróżnicowanej kategorii aktorów, których ogólnie rzecz biorąc możemy określić commonersami. Rzecz jasna, przypisywanie im tej kategorii niekoniecznie koresponduje z ich autoidentyfikacją. Mógłbym bez końca przeprowadzać ankiety albo poświęcić miesiące badaniom etnograficznym mojego lokalnego rynku i najprawdopodobniej ani razu nie padłoby w nich słowo commoner. Ludzie zazwyczaj określają się przez swój zawód, wykonywaną pracę, status, role rodzinne, narodowość, płeć, religię, grupy etniczne, sympatie polityczne, zaangażowanie społeczne, a także klasę i samo bycie człowiekiem. Samoidentyfikacja jako commoner – dość powszechna w średniowiecznej Anglii – przecina wszystkie te poziomy i wymaga dzisiaj refleksji nad ludycznymi siłami, serdecznością i wysiłkiem wkładanym w podtrzymywani  interakcji pomiędzy różnorodnymi aktorami społecznymi oraz różnymi – jeśli nie przeciwstawnymi – społecznymi uwarunkowaniami, w tym takimi jak te kapitalisty.

Na tym poziomie ogólności tak kapitaliści, jak i commonersi definiowani są w odniesieniu do obiegu, jakiemu dają początek, i do poziomu rynkowej wymiany. Ze względu na wszystkie kwestie praktyczne, tożsamość rzeczywistych aktorów jest dalece bardziej złożona. Posłużmy się przykładem: funkcja kapitalistów przejęta została przez menedżerów, oni z kolei zostali zastąpieni przez system zarządzania, który obejmuje coraz to nowe warstwy robotników najemnych i innych, by z powodzeniem wprowadzić nadzór niezbędny dla wytworzenia wydajności, która doprowadzi do maksymalizacji zysków.

Z drugiej strony definicji commonersa nie wyczerpują drobni handlarze, choć drobni handlarze są commonersami. Stanie się to bardziej zrozumiałe w dalszej części, w której omawiam formułę dóbr wspólnych. W tym miejscu zaznaczę tylko, że pojęcie commoner jest bardziej ogólne niż robotnik bądź „proletariusz”. Pojęcie robotnika co do zasady rozumiane jest przez pryzmat pracy najemnej; utożsamienie to, choć często kwestionowane ze względu na pominięcie ogromu niepłaconej pracy niezbędnej dla reprodukcji i utrzymania kapitału, jest silnie zakorzenione (Cleaver 1979). W tym sensie określenie commoner obejmuje zarówno robotników najemnych, którzy sprzedają swoją siłę roboczą, jak i nieopłacanych robotników, w tym przede wszystkim kobiety, których praca służy przeważnie reprodukcji siły roboczej. Robotnicy również są zatem drobnymi handlarzami, którzy w celu zaspokojenia własnych potrzeb sprzedają towar – siłę roboczą. Dotyczy to również wykwalifikowanej siły roboczej – im wyższe kwalifikacje, w tym wyższym stopniu koszty reprodukcji elementów składowych wyspecjalizowanej siły roboczej są postrzegane jako nakład mający na celu ułatwienie zatrudnienia (to jest, sprzedaży utowarowionej siły roboczej).

Proletariusz jest terminem szerszym niż robotnik i zazwyczaj obejmuje nie tylko podmioty społeczne pracujące w ramach systemu pracy najemnej, ale także tych wyłączonych z systemu produkcji, bezrobotnych i ich rodziny nieotrzymujące wynagrodzenia. Pojęcie to jest jednak trudne do pogodzenia ze współczesną fragmentaryzacją klasy robotniczej, złożonej z podmiotów o zróżnicowanym dostępie do wspólnych środków produkcji. Łacińskie korzenie tego słowa odnoszą proletariat do najniższej klasy obywateli rzymskich, dla których jedyną formą przysłużenia się państwu było posiadanie dzieci. W tradycji radykalnej jest to określony podmiot społeczny o szczególnym stosunku względem kapitału: wyzyskiwani lub zrewoltowani. Tak, jak w pojęciu proletariusz zawiera się termin robotnik, nie wyczerpując go, tak w pojęciu commoners mieści się definicja proletariusza.

Commonersów określa stosunek do kapitału, przez płacę lub jej brak, przez drobny handel lub ubóstwo; definiuje ich jednak także posiadana władza konstytuująca. Commonersi są podmiotami społecznymi, które – czego dowodzę w dalszej części – są zaangażowane w reprodukcję dóbr wspólnych i dla których ich stosunek z kapitałem jest częstokroć konieczny, ale nie wyczerpuje ich bytu społecznego i aktywności. To właśnie ta cecha czyni kategorię dóbr wspólnych interesującą z punktu widzenia dyskursu dotyczącego zmiany społecznej oraz commonersów, jak określam aktorów działających w ramach dóbr wspólnych. Dlatego też gdy spojrzymy na stosunki między commonersami a kapitałem, wystarczą nam pojęcia „klasa robotnicza” lub „proletariat”. Jeśli jednak chcemy uwzględnić także działania tej klasy na własną rzecz w odniesieniu do wielopostaciowej (re)produkcji odpowiednich warunków życia poza kapitałem, termin commoner stanowi lepsze rozwiązaniem. Obejmuje on bowiem zarówno relację względem kapitału, jak i dążenie do wytworzenia alternatyw.

 

Obieg pieniężny kapitału            

Marks rozszerzył formułę obiegu kapitału w celu zwrócenia uwagi na aktywność społeczną, która zachodzi poza sferą cyrkulacji towarów, a wewnątrz produkcji kapitalistycznej. Podobnej operacji można dokonać w odniesieniu do prostego wzoru, chociaż sam Marks tego nie zrobił

W obiegu na Rys. 2 jak zwykle oznaczam kapitał pieniężny jako P, natomiast sumę wartości kapitału towarowego – czyli sumę wartości pieniędzy i towarów, rozumianą jako moment samonapędzania się kapitału– jako T. W procesach produkcji kapitalistycznej towar T przybiera dwie formy. Pierwsza, oznaczona jako Sr, oznacza siłę roboczą – określony wyraz ludzkich mocy, zdolności do czegoś, materialnych lub niematerialnych, niezależny od poziomu kompetencji, umiejętności oraz złożoności pracy – sprzedawaną na rynku pracy za płacę. Druga forma, Śp, to środki produkcji rozumiane jako wszystkie „elementy natury” wykorzystywane w procesie produkcji, w tym zarówno surowy materiał do obróbki, jak i to, co powstało w wyniku szeregu złożonych przemian zachodzących w ramach produkcji społecznej: narzędzia, maszyny, komputery, budynki itd. Środki produkcji oraz siła robocza spotykają się w procesie produkcji …P…, który z punktu widzenia zaangażowanych w nią osób to nic innego jak namacalny ciąg praktyk życiowych, w ramach których siła robocza przekształca się w pracę abstrakcyjną, siłę społeczną podporządkowaną kapitałowi i jego mierze, wydatek ludzkiej energii (mózgu, mięśni i nerwów), spożytkowany, by wytworzyć nowy towar i zysk dla kapitalisty, zaś stany emocjonalne i życiowe doświadczenie robotników są podporządkowane kapitalistycznym praktykom wartościowania. Rzecz jasna, robotnicy mogą stawiać opór, opóźniać prace albo wejść w otwarty konflikt. Ma to miejsce, gdy ich praktyki wartościowania ścierają się z tymi kapitału. Ten konflikt wpisany jest w każdy z momentów i w każde z przejść przedstawionych na Rys. 2 (Bell i Cleaver 2002).

Zwieńczeniem procesu produkcji jest powstanie nowych towarów T’, które następnie zostaną wprowadzone przez ich właściciela na rynek w celu ich sprzedaży za cenę P’ przewyższającą poniesione nakłady – a więc w celu osiągnięcia zysku ΔP.

Przedstawiony na Rys. 2 obieg kapitału powinien być traktowany nie jako ilustracja tego, co dzieje się w danym momencie, ale jako ciąg warunków niezbędnych dla kapitału – szczególnej formy ludzkiej produkcji – by mógł reprodukować się  w skali rozszerzonej. Osiągniecie go wymaga następowania po sobie kolejnych etapów. Kapitał odtwarza się bowiem tylko pod warunkiem realizacji wszystkich faz procesu. Skutkiem niedopełnienia tego warunku jest pojawienie się kryzysu (Bell i Cleaver 2002). Proces pomnażania wartości – faktyczna faza produkcji (…P…), w której energia życiowa wydatkowana jest w formie żywej pracy, przyczyniając się tym samym do zaistnienia konfliktu na poziomie praktyk wartościowania – zakłada, że kapitał jest w stanie znaleźć pracowników wyposażonych w określony zestaw umiejętności, którzy chcą i mogą sprzedać swoją siłę roboczą. Faza realizacji, T’-P’, zakłada nastąpienie wyzysku rzeczywistej pracy żywej i uprzedmiotowienie jej pod postacią wartości pieniężnej. Faza zakupu, P-T, zakłada, że pieniądz zostaje zgromadzony jako zakumulowane bogactwo, czy to za pomocą kredytu bankowego, czy finansowych zasobów przedsiębiorstwa, dostępnych i wprowadzanych do procesu jako inwestycja. Każdy z etapów uwzględnionych w tym ogólnym wzorze następuje w jednym, określonym momencie i przedstawia przemianę jakościową, a tym samym jest otwarty na potencjalne pęknięcie, kryzys, bądź przestój.

 

P – T { Sr ; Śp } …… P …… T’ – P’

Rys. 2. Rozszerzony obieg kapitału

 

Ogólny obieg kapitału, przedstawiony niniejszym jako ciąg sekwencji, mówi nam, co musi się wydarzyć, aby kapitał reprodukował się na coraz większą skalę, aby wciąż następował wzrost. Jak zauważyli Bell i Cleaver (2002), każdy moment obiegu kapitału jest momentem walki, co może tym samym wpływać na każdy z nich oraz/albo rozszerzać swoje oddziaływanie na kolejne, utrudniając kapitałowi podtrzymanie akumulacji. Walki o płace wpływają na rentowność, podobnie jak te w ramach …P… o czas pracy czy jej rytm. Inwestycja P-T jest natomiast zależna od spodziewanych zysków, a te z kolei określane są na podstawie kombinacji dotychczasowych zysków, od relatywnej „efektywności kosztowej” w przypadku przewidywanej zdolności do wydobycia pracy z robotników podczas …P… w stosunku do robotników z innych miejsc, od wymuszenia zgody na restrukturyzację i redukcję zatrudnienia, od możliwości opłacalnego wydobycia surowców, a także od zdolności zwiększania społecznej wydajności poprzez budowę infrastruktury, która może zostać oprotestowana przez grupy ekologów i lokalne społeczności, i tak dalej. Z kolei moment realizacji T-P’ zależy od możliwości sprzedaży, na którą z jednej strony wpływ ma siła nabywcza, z drugiej – walki toczone pomiędzy konkurującymi ze sobą kapitałami. Walki te odzwierciedlają zróżnicowanie zdolności poszczególnych kapitałów do przekształcania swoich zatrudnionych bądź prekarnych robotników w obiekty produkcji (obiekty restrukturyzacji, mającej na celu zwiększenie wydajności bądź obiekty cięć płac) oraz możliwości zarządzania żywą pracą. Wzór z Rys. 2 pokazuje tym samym, że aby nastąpiła akumulacja kapitalistyczna, konieczne jest podjęcie strategicznych działań w celu przezwyciężania kryzysów wpisanych w każdy z etapów. Wzory wyłaniające się z sumy tych strategicznych interwencji oraz celowych działań, zakładających określone praktyki wartościowania, są tym, co Marks nazywa „prawami” kapitalistycznego rozwoju, w których, jako takich, nie ma elementu determinizmu. Właśnie dlatego, że prawa te obejmują kontr-tendencje, postrzegać je należy jako wynik strategii; każdy moment obiegu kapitału, w określonym punkcie w czasie, stanowi sytuację, w której różne podmioty społeczne o różnych pozycjach powołują od istnienia odmienne i często wrogie siły społeczne o odmiennych dążeniach, co z kolei wpływa na całość wzoru obiegów.

 

Sprzężenie obiegów

Pieniężny obieg kapitału wiąże z obiegiem prostym niezliczona ilość połączeń. Ogólnie rzecz biorąc i co do zasady, każdy zakup i każda sprzedaż w obiegu kapitału może dokonać się jedynie za pośrednictwem aktorów obiegu prostego. Zainteresowanie Marksa budził przede wszystkim jeden uczestnik tego procesu, sprzedający w ramach niego określony towar – siłę roboczą. Marks poprzestał jednak na analizie roli właściciela siły roboczej jako sprzedawcy tego towaru i jako robotnika w ramach pieniężnego obiegu kapitału. Całkowicie pomija natomiast proces produkcji tego szczególnego towaru, nawet w ogólnym zarysie. Marks, opisując pieniężny obieg kapitału, ignoruje to, co stanowi centralny, acz niewidzialny składnik kapitalistycznej produkcji, będący podstawą reprodukcji siły roboczej, a mianowicie – pracę reprodukcyjną, najczęściej nieopłacaną. Opierając się na badaniach radykalnych feministek w ramach ruchu „Płaca za Pracę Domową” (takich, jak Dalla Costa i James 1975; Cox i Federici 1976), pracę reprodukcyjną możemy postrzegać jako podobieg pieniężnego obiegu kapitału. W ten sposób możliwe staje się zobrazowanie relacji pomiędzy pracą reprodukcyjną a kapitalistycznym procesem pomnażania wartości, a także strategicznego znaczenia walk o reprodukcję dla całego obiegu. Ilustracją rzeczonej relacji jest rysunek 3, na którym obieg reprodukcji nadpisany jest nad pieniężnym obiegiem kapitału.

 

Sr – P – T …… P* …… LP*

 

 

P – T { Sr ; Śp } … P … T’ – P

 

Rys. 3. Sprzężenie pomiędzy obiegami produkcji i reprodukcji

 

W obiegu reprodukcji pieniądz (P), uzyskany w zamian za siłę roboczą (Sr), wykorzystywany jest do zakupu towaru (T). Towary muszą być przetworzone w gospodarstwach domowych nakładem pracy P*. Ten wydatek pracy reprodukcyjnej umożliwia fizyczną i psychologiczną reprodukcję siły roboczej (Sr* = odtworzona siła robocza), co umożliwia jej ponowną sprzedaż. Mimo że w ramach obiegu reprodukcji podmiot wykonujący pracę reprodukcyjną nie jest określony, to jednak w warunkach dominacji stosunków patriarchalnych najczęściej praca ta przypada w udziale kobietom. W każdym razie, połączone obiegi kapitału wyznaczają jedynie szerokie ramy, w których umieścić można związek zachodzący między pracą reprodukcyjną i akumulacją kapitału. Górny obieg mógłby co do zasady służyć do zobrazowania innych form nieopłacanej pracy, takich jak praca studentów. Wtedy przepływ pieniędzy z dolnego do górnego obiegu mógłby przybierać formę transferów (stypendiów dla studentów) lub być likwidowany w sytuacji ich zniesienia, podczas gdy proces reprodukcji P* oznacza proces tworzenia tego, co ekonomiści określają „kapitałem ludzkim”[3].

Obieg przedstawiony na Rys. 3 może wydawać się przestarzały, gdyż reprodukcja siły roboczej odbywa się dziś wielu miejscach: w szkołach, szpitalach, placówkach opieki dziennej, urzędach pracy, ośrodkach szkoleniowych, więzieniach itd. Tym samym obieg na rysunku rozumiem w ogólnych kategoriach, nie ograniczam go do gospodarstwa domowego, choć to w nim odbywa się gros pracy reprodukcyjnej. Jeżeli przypisałoby się jej wartość pieniężną – chociażby tę obliczoną przez Biuro Wysokiego Komisarza Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka – wynosiłaby od 10 do 39%PKB (UNHR 2013). Istotne jest tu podkreślenie wzajemnych zależności między obiegiem pieniężnym kapitału a obwodem reprodukcji siły roboczej. Przykładowo, spadek nakładów pracy reprodukcyjnej w P* w górnym obiegu przyczyni się do pogorszania jakości siły roboczej w ramach produkcji, a tym samym wpłynie na nią negatywnie. Kapitał może też przyjąć inną strategię i próbować zwiększyć nakłady pracy reprodukcyjnej P* przenosząc jej ciężar na pracowników nieopłaconych, na przykład poprzez redukcję wydatków na opiekę zdrowotną, tak by obniżyć płacę społeczną, a na gospodarstwo domowe przerzucić większą część pracy opiekuńczej. Taka modyfikacja analizy Marksa umieszcza w centrum pracę reprodukcyjną, którą głównonurtowa ekonomia uczyniła niewidoczną. Zwraca uwagę na obszar działalności człowieka pomijany przez główny nurt ekonomii (i głównonurtowy marksizm): pracę nieopłaconą. Mechanizmy dyscyplinujące właściwe neoliberalizmowi, regulujące poprzez rynki społeczną kooperację, w coraz większym stopniu przenikają także sferę pracy nieopłaconej. Szczególną rolę odgrywają w tym kontekście międzynarodowe przepływy kapitału finansowego, także zarządzanie długiem krajów w tzw. Trzecim Świecie, które razem niejako wymuszają politykę globalnych oszczędności w zakresie wydatków socjalnych. Cięcia wydatków publicznych na opiekę nad osobami starszymi bądź opiekę nad dziećmi skutkują chociażby, zakładając niezmienność warunków, koniecznością wzrostu albo nakładu pracy niepłaconej w gospodarstwie domowym, albo nakładu bezpośredniej pracy zarobkowej, z której dochód umożliwi opłacenie wykonania pracy opiekuńczej.

Obieg na Rys. 3 pokazuje, że praca zarobkowa i niezarobkowa są momentami ciągu przekształceń kapitału, a tym samym stają się celami zgodnymi z kapitalistycznymi strategiami, obszarem kapitalistycznych praktyk wartościowania i walk wokół wartości. Wskazuje także, że kapitalizm 24/7 pojawił się na długo przed wyłonieniem się postfordyzmu i „pracy komunikacyjnej”.

Tak więc strategie kapitału w sferze reprodukcji, takie jak kształtowanie systemu szkolnictwa, poziomu przyrostu populacji, czy przeznaczenia i wysokości wydatków na usługi publiczne – strategie, które obejmują dyscyplinę i kontrolę nad ciałami, czy (by posłużyć się pojęciem Foucaulta) które definiują domenę biopolityki – stanowią uzupełnienie strategii dotyczących produkcji, określających, które sektory gospodarki należy wzmacniać lub w jaki sposób regulować płacę społeczną. Z drugiej strony, towarzyszący cięciom w zakresie wydatków socjalnych oraz świadczeń rodzinnych wzrost transferów i dotacji dla przedsiębiorstw oddziałuje na sferę produkcji i reprodukcji pracy. Jednocześnie, walki toczone w ramach jednego obiegu mogą i często znajdą odbicie w innym, bądź też wskazują punkt oporu wobec strategii zapoczątkowanej w innym obiegu. Miało to miejsce w przypadku walk kobiet toczonych w latach 60. i 70.XX wieku, które wskutek podważenia i naruszenia podstaw państwa w państwie – rodziny patriarchalnej – wstrząsnęły całością struktury społecznej, która umożliwiała akumulację kapitalistyczną w epoce keynesowskiej po 1945 roku. Udało się to im, ponieważ stanowiły zagrożenie dla reprodukcji męskiej części siły roboczej, w jej szczególnych formach i praktykach, co z kolei przyczyniło się do zburzenia „pokoju społecznego” zrzeszonych w związkach zawodowych robotników, którego podstawę stanowił zbiorowo wynegocjowany wzrost płac i wydajności w ramach układu fordowskiego.

 

Obieg dóbr wspólnych

Warunkiem dalszego uogólniania analizy jest odejście od specyficznej formy reprodukcji siły roboczej i uznanie górnego obiegu z Rys. 3 za właściwy dla każdego towaru, to jest powrót do T-P-T w postaci T-P … P … P-T. W tej uogólnionej formie T-P-T opisuje nie tylko metabolizm reprodukcji siły roboczej w ogólnej postaci, lecz także obieg produkcji towarów obejmujący samozatrudnionych, drobnych producentów, rzemieślników, drobnych rolników ekologicznych, odzyskane fabryki, stowarzyszenia dostarczające wodę i tak dalej – również oni dostarczają swoje towary na rynek i sprzęgają obiegi swego systemu opartego na potrzebach z gospodarką. Jako że ludzkie potrzeby i pragnienia mogą znaleźć zaspokojenie w wielu formach społecznych i wielu formach organizacji, jeżeli spojrzymy w jeszcze szerszej perspektywie, zauważymy, że forma obiegu T-P-T sama w sobie stanowi zaledwie etap reprodukcji społecznej. Istotność tego momentu, jego intensywności i skali, jest kwestią całkowicie historyczną i zależną od okoliczności. Sednem jest to, że w przeciwieństwie do obiegu kapitału, prosty obieg towarowy jest środkiem, a tym samym czymś dającym się regulować w odniesieniu do zewnętrznego kontekstu, do struktury potrzeb i pragnień, jak również do zasobów możliwych do wykorzystania w nieutowarowionych formach (na przykład dzięki współdzieleniu, obwodom daru lub transferom administracyjnym).

            W tym znaczeniu towary w obiegach T-P-T stanowią element społecznego procesu produkcji, który odbywa się równolegle wobec szczególnych form oraz sposobów kooperacji, produkcji nietowarowej, i jest z nimi społecznie powiązany. Pozwala nam to na umieszczenie T-P-T jako sekwencji w ramach szerszego obiegu, określanego mianem obiegu dóbr wspólnych (the commons circuit), co ilustruje Rys. 4[4].

            Rys. 4 przedstawia konstytutywne elementy dóbr wspólnych (Dw): wspólne zasoby czy też wspólne bogactwo (Wb) oraz powiązaną z nimi społeczność (S) – mówiąc krótko, stowarzyszenie. W tym momencie abstrahujemy od tego, jak powstało stowarzyszenie, czy przez pokrewieństwo (jak w przypadku andyjskich ayllu), sympatie polityczne (jak w przypadku centrów społecznych znanych z Europy), bliskość terytorialną (jak stowarzyszenia sąsiedzkie w USA), cyber-spotkanie w ramach projektu tworzenia oprogramowania (tak jak ma to miejsce w przypadku sieci P2P), lokalne tradycje (jak w wiosce indiańskiej), czy poprzez wybór oparty na uczuciach i emocjach (jak dzieje się w przypadku wspólnych gospodarstw domowych czy sieci koleżeńskich w Europie). Poszczególne rodzaje dóbr wspólnych różnią się od siebie między innymi w zakresie formy ustrukturyzowania ich elementów, na które z kolei składają się materialne i niematerialne aspekty. Aspekty materialne to aspekty biofizyczne: ludzkie ciała składające się na S, cechy środowiska, które współdzielą jako Wb, bądź jakiekolwiek współdzielone narzędzia, technologie czy budynki. Niematerialne elementy co prawda trudniej uchwycić, ale są równie rzeczywiste i wywołują namacalne skutki: kulturowy horyzont społeczności, posiadana wiedza, dyspozycje i wszystko to, co zostało opisane w rozdziale 3.

 

Rys. 4. Obieg dóbr wspólnych

 

Również elementy konstytutywne dóbr wspólnych tworzą się i są tworzone przez poszczególne relacje między nimi. Stowarzyszenie to pewna całość, złożona z relacji (zwyczajów, ról, konfliktów, reguł, norm i instytucji) i elementów (ludzi). Na znaczną część Wb składa się zbiór nie-ludzkich form życia, biorących udział w określonych procesach ekologicznych (to, co nazywamy „ziemią”, „wodą”, „powietrzem”, „ekosystemem” itd.) oraz ich materialnego podłoża (kamieni, minerałów itd.). Występowanie na początku i na końcu procesu elementu Dw (dóbr wspólnych) pokazuje, że dobra wspólne są w swej istocie jednością stowarzyszonej społeczności (S) i jej wspólnego bogactwa (Wb).

            Wb z kolei dzieli się na dwa główne typy: na te, które są ze sobą powiązane w ramach sfery tego, co wspólne, czyli o postaci nietowarowej (NT) oraz te, które muszą zostać nabyte na rynku jako towary (T). Aby uzyskać dostęp do środków pieniężnych, umożliwiających nabycie towarów, członkowie wspólnoty muszą albo wejść na rynek w roli nabywcy (lewa strona wzoru), sprzedawcy (prawa strona wzoru) bądź uzyskać środki za pomocą zewnętrznego źródła finansowania (państwa lub innej organizacji, np. NGO).

Wreszcie, środkowy punkt Rys. 4, to jest wa, a więc wspólna aktywność jest konieczna do odtworzenia się dóbr wspólnych w podstawowej formie.

 

Dalsze refleksje

Przedstawiony na Rys. 4. obieg dóbr wspólnych wywodzi się z dwóch różnych obiegów pieniądza, zakorzenionych w odmiennych filozoficznych i ekonomicznych tradycjach. Ani Arystoteles, twórca rozróżnienia na oeconomia i chrematystykę, ani Marks, który opracował schemat obiegu kapitału w celu zidentyfikowania źródła wyzysku, ani rozumiejący różnice pomiędzy dwoma obiegami Keynes[5] – żaden z nich nie odważył się postawić pytania o to, co kryje się za obiegami T-P-T i P-T-P’. Jak już zostało wspomniane, zasługę tę przypisać należy marksistowskim badaczkom feministycznym oraz aktywistkom z lat 70. XX wieku, chcącym pokazać, że niewidzialna praca kobiet wykonywana w sferze prywatnej na rzecz reprodukcji siły roboczej odtwarza stosunki patriarchalne w rodzinie, gdzie mężczyzna odgrywa rolę nadzorcy i kontroluje wykonywanie prac domowych przez kobiety. Wpływ pracy domowej na wartość siły roboczej stanowił podstawowy argument w międzynarodowej kampanii na rzecz płacy za pracę domową. W zakresie, w jakim po II wojnie światowej proletariacka rodzina była funkcjonalna dla procesu akumulacji kapitału i keynesowskiego układu pomiędzy robotnikami fabrycznymi (głównie mężczyznami) a związkami zawodowymi, relacje władzy z fabryki były powielane w sferze domowej i w rodzinie – co nie mieści się w formie cyrkulacji z Rys. 4 – w efekcie czego rodzina została przekształcona w zdeformowane i skorumpowane dobro wspólne (Hardt i Negri 2012), w której mężczyzna funkcjonuje jako przełożony kobiety. Obecnie mamy do czynienia z procesem przeobrażania się wielu rodzin w inny rodzaj skorumpowanego dobra wspólnego – w rodzinę neoliberalną (Garrett, Jensen, Voela 2016; Barbagallo 2016): przedsiębiorstwo o wysokim podwójnym dochodzie, konkurujące z innymi o wszystko: karierę, najlepsze szkoły, najlepszych opiekunów, najlepsze dzielnice. Neoliberalne rodziny biorą udział w walce konkurencyjnej, która zakłada sukces najbogatszych, podczas gdy najbiedniejszych skazuje na niskiej jakości szkoły, usługi i mieszkania. Przedstawiony na Rys. 4 schemat wskazuje jednak, że mikro-dobro wspólne, jakim jest rodzina, to coś więcej niż patriarchalne czy neoliberalne ujarzmienie. W zakresie, w jakim obieg dóbr wspólnych jest (re)produkowany poprzez wartości i praktyki alternatywne względem patriarchatu czy neoliberalizmu, zakorzeniony we wzajemnym wsparciu, miłości i serdeczności obieg dóbr wspólnych (re)produkuje dobro wspólne w jego nieskorumpowanej postaci.

            Zasada ta dotyczy także dóbr wspólnych większych niż rodzina. Można sobie wyobrazić dużą różnorodność dóbr wspólnych, organizowanych w sposób ujęty w formule z Rys. 4, od gospodarstw domowych po gospodarstwa rolne, od stowarzyszeń lokalnych po samoorganizujące się ośrodki społeczne i miejsca produkcji kultury[6]. Podajmy tu prosty przykład przepływów zasobów na podstawie nocy w Forte Prenestino, samoorganizującym się centrum społecznym w Rzymie, które zajęło ponad trzydzieści lat temu starą twierdzę, gdzie, pośród wielu różnych aktywności, organizowane są koncerty oraz wydarzenia kulturalne i polityczne. Obieg nietowarowy reprezentuje praktyki relacyjne, kulturowe i wiedzę, które zostały wcześniej wygenerowane w poprzednich obiegach i następnie wprowadzone jako zasoby zreprodukowane (i rozwinięte). „Wyjściowe” lub reprodukowane zasoby pojawiają się przed „wejściowymi” zasobami następnego cyklu, ponieważ zasoby kulturowe także są reprodukowane lub odtwarzane. Dzieje się tak również dlatego, że proces produkcji kultury i wiedzy społeczności implikuje rozwój w każdym cyklu. Ów proces nie jest statycznym powtórzeniem procedur, ma dynamiczny charakter. Każde nowe „wejście” niekoniecznie jest tożsame z poprzednim. Dane wyjściowe, które są zarazem warunkiem koniecznym każdego wejścia, mogą różnić się od tych poprzednich. Prawdopodobieństwo zróżnicowania wzrasta w sytuacji, w której rozważana wspólnota – w dużej mierze także wspólnota polityczna – znajduje się we wrogim środowisku (grupy faszystowskie, obojętność, czy wręcz wrogość otaczających społeczności, zawłaszczające państwo). Wrogie środowisko wymusza strategie adaptacyjne, powodując tym samym rozwój dóbr wspólnych. Także wszystko to, co materialne, co wrzucamy lub znajdujemy we „wspólnym garnuszku”, również niektóre podstawowe zasoby materialne, przynależące do tych obiegów, odtwarzane są wspólnotowo po każdej imprezie przez naprawy, sprzątanie i ponowną aranżację (krzesła, toalety, ławki, stoliki, instrumenty muzyczne, światła, napoje, żywność, broszury, inne materiały polityczne, które trzeba było wyprodukować). W skład opisywanych procesów wchodzą także obiegi towarowe. Posiadają one jednak charakter T-P-T, który ogranicza rynki do metabolicznej funkcji reprodukcji społecznej. Stowarzyszeni piwowarzy sprzedają na imprezach swój produkt, ale jednocześnie mogą też być częścią grupy zarządzającej przestrzenią bądź mogą ich łączyć z innymi związki wykraczające poza wymianę rynkową. Tak więc obwody rynkowe uwikłane są we wspólnotowe aktywności (wa) w ramach większych systemów. Część zasobów pieniężnych, uzyskanych ze sprzedaży piwa, może zostać skumulowana z zasobami innych producentów i przeznaczona na zakup materiałów użytkowanych w ramach dóbr wspólnych, zachowana część zasili natomiast obieg domowego dobra wspólnego tych producentów. Analiza obiegów systemowych i wzajemnych oddziaływań wszystkich możliwych strumieni i zasobów pozwala zrozumieć różnego rodzaju procesy, granice między poszczególnymi systemami stają się jasne, a wytyczanie granic, w tym ograniczeń podmiotowych oraz napięć związanych z ich przezwyciężaniem, staje się przedmiotem ustaleń między commonersami.

Przełożyła: Marta Wicha

 

 

Wykaz literatury

Aoki, Masato. 2001. „To the Rescue or to the Abyss: Notes on the Marx in Keynes.” Journal of Economic Issues 35(4): 931–54.

Arystoteles. 2008. Polityka. Tłum. Ludwik Piotrowicz. Warszawa: PWN.

Bell, Peter i Harry Cleaver. 2002. „Marx’s Crisis Theory as a Theory of Class Struggle.” The Commoner 5. https://libcom.org/files/cleaver05.pdf.

Barbagallo, Camille. 2016. The Political Economy of Reproduction: Motherhood, Work and the Home in Neoliberal Britain. PhD thesis: University of East London.

Cox, Nicole i Silvia Federici. 1976. Counter-planning from the Kitchen: Wages for Housework: A Perspective on Capital and the Left. New York: New York Wages for Housework Committee.

Dalla Costa, Mariarosa i Selma James. 1975. The Power of Women and the Subversion of the Community. Bristol: Falling Wall Press.

Cleaver, Harry. 2011. Polityczne czytanie Kapitału. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka.

Damasio, Antonio. 2005. W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mózg. Tłum. Janusz Szczepański. Poznań: Rebis.

De Angelis, Massimo. 2004. „Separating the Doing and the Deed: Capital and the Continuous Character of Enclosures”. Historical Materialism, 12(2): 57–87.

De Angelis, Massimo. 2007. The Beginning of History: Value Struggles and Global Capital. London: Pluto.

Deb, Debal. 2009. Beyond Developmentality: Constructing Inclusive Freedom and Sustainability. London: Earthscan.

Dillard, Dudley. 1984. „Keynes and Marx: A Centennial Appraisal.” Journal of Post Keynesian Economics 6(3): 421–432.

Dillard, Dudley. 1987. „Money as an Institution of Capitalism.” Journal of Economic Issues 21(4): 1623–1647.

Dyer-Witheford, Nick. 2006. The Circulation of the Common. Paper presented at Immaterial Labour, Multitudes and New Social Subjects: Class Composition in Cognitive Capitalism, 29–30 April, King’s College, University of Cambridge. www.fims.uwo.ca/people/ faculty/dyerwitheford/commons2006.pdf.

Garrett, Roberta, Tracy Jensen i Angie Voela (red.). 2016. We Need to Talk about Family: Essays on Neoliberalism, the Family and Popular Culture. Cambridge: Cambridge Scholars Publishing.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2004. Multitude: War and Democracy in the Age of Empire. New York: Penguin.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Tłum. Piotr Juskowiak, Agnieszka Kowalczyk, Mikołaj Ratajczak, Krystian Szadkowski, Maciej Szlinder. Kraków: Korporacja Ha!art.

Harvey, David. 2003. The New Imperialism. Oxford: Oxford University Press.

Harvie, David i Keir Milburn. 2004. Moments of Excess. Leeds: Free Association.

Luhmann, Niklas. 2007. Systemy społeczne. Tłum. Michał Kaczmarczyk. Kraków: Nomos.

Marks, Karol. 1951. Kapitał, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Meadows, Donella. H. 2008. Thinking in Systems. London: Earthscan.

Midnight Notes Collective. 1992. „New Enclosures.” W Midnight Notes, przedruk w The Commoner 2, September 2001, www.commoner.org.uk/02midnight.pdf.

Mudu, Pierpaolo. 2004. „Resisting and Challenging Neoliberalism: Development of Italian Social Centers.” Antipode 36 (5): 917–941.

Okia, Opolot. 2012. Communal Labour in Colonial Kenya: The Legitimisation of Coercion. New York: Palgrave Macmillan.

P2P Foundation. 2010. Section 2, Stefan Meretz. Commons – Typology, http://p2pfoundation.net/ Commons_-_Typology.

UNHR  (2013). Unpaid Work, Poverty and Women’s Human Rights, www.ohchr.org/EN/Issues/Poverty/Pages/UnpaidWork.aspx.

 

 

 

Massimo De Angelis – uzyskał doktorat w zakresie ekonomii na University of Utah w 1995 roku i Laurea (włoski odpowiednik magisterium) z dziedziny nauk politycznych na Universita’ Statale di Milano w 1985 roku. Specjalizuje się w krytycznej ekonomii politycznej. Jest autorem wielu publikacji na temat teorii wartości, globalizacji, ruchów społecznych i politycznego czytania ekonomii. Jego ostatnia książka, Omnia Sunt Communia: On the Commons and the Transformation to Postcapitalism, ukazała się w 2017 roku nakładem wydawnictwa Zed Books.

 

Dane adresowe

Massimo De Angelis

School of Law and Social Sciences (LSS)

University of East London Docklands Campus University Way

London E16 2RD

 

Email: m.deangelis@uel.ac.uk

 

Cytowanie: De Angelis, Massimo. Ogólny wzór dóbr wspólnych. Praktyka Teoretyczna 3 (25): XX-X

Author: Massimo De Angelis

Title: Money Nexus and the Commons Formula

 

 

 

[1] Tytuł pochodzi od redakcji.

[2] To na poziomie wspólnotowości teoretycy systemu tacy, jak Nikolas Luhmann (2007) mogą przyznawać gospodarce funkcję wspólnotową, funkcję integrowania rozmaitych sił społecznych.

[3] W 1989 roku Harry Cleaver przekazał mi kilka maszynopisów wykładów na temat Marksa, które przygotował dla swoich uczniów. Tam po raz pierwszy zobaczyłem połączone obiegi kapitału i reprodukcji. To doświadczenie było absolutnym objawieniem, które rozbiło posiadane przeze mnie jeszcze resztki wiary w ortodoksyjny marksizm. By złączyć oba obiegi, należy przyjąć radykalną perspektywę i zacząć myśleć w kategoriach złożoności obu systemów, uwzględniając zarówno płacowe, jak i nie związane z płacą aspekty naszego życia. O połączonych obiegach po raz pierwszy napisałem w De Angelis 2007, analizując złożoność kapitalistycznych stosunków walk w ramach globalnego kapitału. Teraz robię to, aby odkryć dobra wspólne ukryte w jego wnętrzu.

[4] Idea obiegu dóbr wspólnych, wzorowanego na obiegach kapitałowych nie jest nowa. Dla mnie inspiracją była prezentacja Nicka Dyer-Witheforda (2006) w Cambridge, dotycząca rozwijanych tu tematów.

[5] Omówienie poglądów Keynesa na temat Marksa: zob. Dillard (1984, 1987), Aoku (2011) i Bertocco (2005). Keynes miał napisać: „[Marks] zwrócił uwagę, że natura produkcji w rzeczywistym świecie nie jest […] sprawą obiegu T-P-T, tzn. wymianą towaru (lub nakładu sił) na pieniądze w celu otrzymania innego towaru (lub nakładu sił). Może to stanowić punkt widzenia prywatnego konsumenta, ale nie jest to podejście biznesowe, z którym mamy do czynienia w przypadku formuły P-T-P, tj. zamianie pieniędzy na towar (lub nakład sił) w celu uzyskania większej ilości pieniędzy” (cyt. w Bertocco 200, 494 p4).

[6] Centri sociali (centra społeczne) często powstają w wyniku zajmowania przez młodych aktywistów opuszczonych, starych budynków i przekształcenia ich w centra polityczne, kulturalne i rekreacyjne. Na tego rodzaju doświadczeniu opiera się Mudu (2004).

 [JB1]A czy to nie jest raczej łącznik?

https://pl.wikipedia.org/wiki/My%C5%9Blnik

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dywiz

nie upieram się, ale mam wątpliwości

Łukasz Moll – Sytuując to, co wspólne. De Angelis, Agamben i zewnętrze kapitalizmu

Łukasz Moll – Sytuując to, co wspólne. De Angelis, Agamben i zewnętrze kapitalizmu

 

W 150 lat od wydania Kapitału alternatywą dla kapitalizmu pozostaje projekt tego, co wspólne, dla którego dorobek Karola Marksa pozostaje jedną z podstawowych inspiracji teoretycznych (Harvey 2012, 102–129). Chociaż idea komunizmu ugina się pod ciężarem historycznych prób swojego urzeczywistnienia, wspólnota wywłaszczonych z bogactwa wytwórców nie przestaje funkcjonować jako projekt potencjalnego wyjścia poza kapitalizm, powracając współcześnie pod nazwą dobra wspólnego w zbiorowych praktykach i nowych paradygmatach ich badania (Bollier 2014; Moll 2015a, 33–34). Wysiłki wielokierunkowego i wielopłaszczyznowego ruchu na rzecz dóbr wspólnych, do którego zaliczymy już nie tylko ruch robotniczy, ale inicjatywy feministyczne, ekologiczne, studenckie, pirackie, miejskie, wiejskie, tubylcze (Ostolski 2013), nastawione są na odzyskanie dostępu do i kontroli nad bogactwem świata; na odzyskanie życia, które przekracza kapitalistyczną logikę towarową i nie daje się sprowadzić do ujednolicającej formy waloryzacji.

 

Zewnętrzne „bogactwo społeczeństw”

Jeśli podążyć za interpretacją, jakiej pierwsze zdanie I tomu Kapitału poddał John Holloway (2017), zauważymy, że z perspektywy tak rozumianego bogactwa i jego uszczuplenia, banalizacji, uniformizacji, swoją krytykę ekonomii politycznej przeprowadza Marks. „Bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji, występuje jako »olbrzymie zbiorowisko towarów«” (Marks 1951, 37). Już pierwsza sentencja Kapitału otwarta jest na sprzeczne odczytania, które mogą zaważyć na lekturze całej pracy. Jak przekładać i jak rozumieć Marksowskie erscheint? Czy bogactwo w kapitalizmie „występuje” jako „olbrzymie zbiorowisko towarów”, czy może należałoby powiedzieć, że raczej „jawi się”, „przejawia się”, „przedstawia się”, „prezentuje się”, „wydaje się”, „zjawia się”? To od interpretacyjnego wyboru, z którym konfrontujemy się już na samym początku, zależy, czy od pierwszego zdania podążymy za Marksem w kierunku odsłaniania przesłoniętej i zmistyfikowanej przez ideologiczne kategorie ekonomii politycznej i fetyszyzowaną formę towarową rzeczywistości, czy też nasze odczytanie ukierunkowane zostanie przez chęć odzyskania „bogactwa społeczeństw”, które w kapitalizmie sprowadzone zostało do „olbrzymiego zbiorowiska towarów”. Dominujący tryb lektury, jak pokazuje to Holloway, zaliczył Kapitał w poczet demaskatorskich filozofii głębi: prezentując przekształcenie pracy ludzkiej w utowarowioną siłę roboczą, towar zdolny wytwarzać więcej, niż sam jest wart, Marks wyposażałby robotników w wiedzę o funkcjonowaniu systemu, dzięki czemu mogliby oni odzyskać wytwarzaną przez siebie wartość. Ale autor Change the World Without Taking Power przekonuje, że jeżeli przyjmiemy, iż punktem wyjścia Kapitału nie jest wcale towar, lecz bogactwo społeczeństw, celem nie będzie już jedynie przeciwstawienie się wywłaszczeniu z wytwarzanej w reżimie pracy najemnej wartości dodatkowej, ale zakwestionowanie wywłaszczenia bardziej ogólnego, nie postępującego już wyłącznie w ramach kapitalistycznego sposobu produkcji, ale za sprawą samego jego panowania. Holloway znajduje u Marksa w Grundrisse koncepcję bogactwa społeczeństw, które przekracza miarę, jaką stosuje wobec niego burżuazyjna ekonomia:

Czymże jednak jest in fact [faktycznie] bogactwo po zerwaniu zeń ograniczonej formy burżuazyjnej, jeśli nie stwarzaną w uniwersalnej wymianie uniwersalnością potrzeb, indywiduów, ich zdolności, rozkoszy, sił twórczych itp.? Jeśli nie pełnym rozwojem panowania człowieka nad siłami przyrody, zarówno przyrody w potocznym znaczeniu, jak i jego własnej natury? Absolutnym stymulowaniem jego skłonności twórczych, dla których nie ma innej przesłanki oprócz poprzedzającego rozwoju historycznego, czyniącego celem samym w sobie ów całokształt rozwoju, to znaczy rozwoju wszystkich sił ludzkich jako takich, a nie mierzonych jakimiś z góry ustanowionymi strychulcami? Gdzie człowiek nie reprodukuje siebie jednostronnie, lecz stwarza swój całokształt? Gdzie nie usiłuje pozostać takim, jaki jest, lecz znajduje się w absolutnym ruchu stawania się? W ekonomii burżuazyjnej – i w epoce produkcji, której ona odpowiada – występuje zamiast owego pełnego wydźwignięcia się ducha ludzkiego całkowite opustoszenie, zamiast owego uniwersalnego uprzedmiotowienia – całkowita alienacja, a zamiast porzucenia wszelkich jednostronnie zakreślonych celów – poświęcenie celu samego w sobie, zgoła obcemu celowi (Marks 1986, 381–382).

Jeśli przyjąć, że Marksowska krytyka uprawiana jest z perspektywy zewnętrznej wobec kapitalizmu, która bierze za punkt wyjścia uniwersalność „potrzeb, indywiduów, ich zdolności, rozkoszy, sił twórczych”, to przyznać trzeba, że Holloway trafnie zauważa jej powinowactwa ze współczesnymi dyskursami optującymi za tym, co wspólne, jako za alternatywą zarówno dla własności prywatnej, jak i publicznej:

Jest kolektywne, jest uspołecznione, jest wytworem ludzkich interakcji – obfitością tego, co często określa się jako „to, co wspólne”. Jest w ruchu – „absolutnego stymulowania jego [człowieka] skłonności twórczych”, „absolutnym ruchem stawania się”. Jest różnorodne: „czyniące celem samym w sobie ów całokształt rozwoju”. Obfitość, obfitość ulicy wypełnionej różnorakimi tradycjami i sposobami życia, obfitość cyklu pór roku na wsi, obfitość głosu we wznoszonym śpiewie, czy to ludzkim, czy ptasim. Nieograniczona w swej potencjalności obfitość obfitości – oto co w naszym społeczeństwie występuje jako ogromne zbiorowisko towarów (Holloway 2017).

Dostrzeżenie kreatywnego, wykraczającego poza kapitał potencjału współwytwarzania bogactwa społeczeństw, niesprowadzalnego do towarów, umożliwia krytykę kapitalizmu z pozycji nadmiarowego zewnętrza. Różni się ona od perspektywy skoncentrowanej na krytyce wewnątrzsystemowej tym, że nie akceptuje kapitalistycznej mistyfikacji, która bezpośrednich wytwórców, z ich zdolnością do odmowy pracy najemnej i samowaloryzacji poza kapitałem, każe traktować jak zubożałych sprzedawców siły roboczej. Z poziomu zewnętrza, alternatywnych wartości, które kapitał próbuje rozbroić, bezpośredni wytwórcy dysponują bogactwem społeczeństw – i to ono bardziej jeszcze niż wartość dodatkowa powinno być stawką ich walk. Zasadnicze pytanie brzmi więc, czy owo nadwyżkowe zewnętrze rzeczywiście może usamodzielnić się od kapitału, czy też jest jedynie wewnątrz kapitalistycznym, nieosiągalnym fantazmatem, który – jak twierdzi chociażby Slavoj Žižek (2005) – musi zniknąć jako polityczna stawka zmiany społecznej wraz z wyjściem poza kapitał.

 

Proletariusze niekapitalistycznych krajów – łączcie się

Reinterpretacja Marksa w duchu tego, co wspólne, postępuje jednak nie tylko od strony wykazywania trudności, z jakimi kapitalizm totalizuje i sprowadza do wspólnej miary różne formy wytwarzania bogactwa społecznego. Luca Basso (2015) stoi na stanowisku, że dzięki rosnącemu zainteresowaniu zewnętrzem kapitalizmu i obszarami pozaeuropejskimi, w wyniku którego Marks poznał niekapitalistyczne wspólnoty wytwórców, perspektywa działania wspólnie (Gemeinsam handeln) przestała ograniczać się u niego do robotników fabrycznych rozwiniętego przemysłu, którzy mieliby stać się zawiadowcami produkcji maszynowej. Basso zwraca jednak uwagę, że chociaż możliwość budowy komunizmu w warunkach pozakapitalistycznych nie została przez Marksa wykluczona i zajmowała go coraz bardziej, wpływając na jego badania w końcowej fazie życia, to niekapitalistyczne zewnętrze nigdy nie było przez autora Kapitału idealizowane, nawet jeśli idealizowany przestał być u niego progresywny charakter kapitalizmu, postępu technologicznego i Europy. Rozdarcie Marksa między perspektywą uprzywilejowującą przekształcenia kapitalistycznego wnętrza, które przygotowywałoby swój własny koniec, a zainteresowaniem niekapitalistycznym zewnętrzem, które traciło w jego pismach charakter jednoznacznie wsteczny i stwarzało pewne widoki na zaistnienie komunizmu, nie przestaje interesować twórców marksistowskich ujęć tego, co wspólne. Trzeba w tym miejscu odnotować, że szereg autorów zajął się demistyfikacją niekapitalistycznego zewnętrza – wskazując, że zaczęło ono zanikać na wczesnych etapach akumulacji. W tym kierunku poszli na przykład cyrkulacjoniści, którzy wychodząc poza argumentację opierającą się na kategorii zamkniętego „sposobu produkcji”, wskazywali na istnienie transkontynentalnych sieci wymiany handlowej, włączających w orbitę kapitału społeczności, które były przez badaczy w uporczywy sposób klasyfikowane jako niekapitalistyczne. Na przykład antropolog Eric R. Wolf przeanalizował w tej perspektywie przykłady handlu futrami, niewolnikami czy srebrem, by wykazać zdolność kapitału kupieckiego – począwszy od piętnastego wieku – do wytwarzania zależności typu lenniczego lub opartej na pokrewieństwie (Wolf 2009).

 

Wyjść z komunizmu kapitału

Nie rozstrzygając w punkcie wyjścia, kiedy dokładnie i w jaki sposób zaczęło zanikać niekapitalistyczne zewnętrze, i nie przesądzając, czy i kiedy może ono całkowicie zaniknąć – a może już tak się stało? – zachowuję podział na wnętrze i zewnętrze jako użyteczną siatkę teoretyczną, dzięki której wyprowadzić można odmienne modele komunizmu. Poza wspomnianą możliwością transcendentnej krytyki kapitalizmu funkcjonuje przecież perspektywa immanentna, w ramach której także podejmowane są próby ujęcia Marksowskiego projektu w kategoriach tego, co wspólne. Argumentacja od strony kapitalistycznego zewnętrza przebiega na przykład następująco: w wyniku zaawansowanego procesu subsumcji pracy pod kapitał, rozciągniętego na przestrzeń całego globu ziemskiego, zacierającego granicę między pracą produkcyjną a reprodukcyjną, między zewnętrznym środowiskiem a wewnętrznym systemem czy między produkcją rzeczy a produkcją człowieka, zasięg wspólnoty wytwórców, połączonej wielorakimi zależnościami strukturalnymi, osiąga prawdziwie uniwersalny charakter (Marks 2013). Marksistowską tezę – choć co najmniej dyskusyjne jest to, na ile jest ona rzeczywiście Marksowska (Kowalewski 2007) – zgodnie z którą rozwój sił wytwórczych, bez którego kapitalizm nie może się obejść, by reprodukować się w rozszerzonej skali, stwarza warunki zaistnienia postkapitalistycznej alternatywy, wolnej od antagonizmu klasowego, można dziś odczytać na nowo. Dopiero gdy znika kapitalistyczne zewnętrze, gdy do kooperacji pracy żywej dołączają wszystkie regiony świata, a nade wszystko nowe formy produkcji – wiedza, język, idee, kody, afekty czy też, wraz z zanikiem „Natury” jako danej podstawy innych form produkcji, życie jako takie – wówczas powstają warunki pozwalające na wykorzystanie nagromadzonego historycznie potencjału, całej zakrzepłej pracy martwej, do wyzwolenia pracy żywej (Hardt i Negri 2012b, 229–269). Tendencja do uwspólniania produkcji rzeczywiście daje się opisać zgodnie z prognozami Marksa: jako konfrontacja wywłaszczycieli i „wywłaszczycieli wywłaszczycieli”, jako uproszczenie struktury społecznej na dwie wrogie klasy, a raczej na zdolną do samowaloryzacji produkującą wielość i żerujący na niej pasożytniczy kapitał, którego związek z kapitalistami, rozumianymi jako faktyczni zawiadowcy produkcji, staje się coraz bardziej wyobrażony, gdy zarządzanie oddziela się od własności, a ta druga reprezentowana jest w formie kapitału finansowego. Finansjeryzacja jest etapem paradoksalnego „komunizmu kapitału”, który to idzie jeszcze dalej niż opisany przez Marksa „socjalizm kapitału” (transformacja własności w akcje, posiadane przez szerokie rzesze ludności), ponieważ pozornie realizuje pewne komunistyczne żądania, choć w żaden sposób nie znosi przez to relacji wyzysku (Beverungen, Murtola i Schwartz 2013; Marazzi 2014):

1) żądanie zniesienia pracy i płacy najemnej skutkuje prekaryzacją;

2) zamiar obalenia państwa prowadzi do państwa neoliberalnego, „istniejącego tylko teoretycznie”, gdy idzie o polityki redystrybucji bogactwa z „góry na dół” i odpowiedzialność za reprodukcję społeczną, ale pod innymi względami państwa bardziej „rozdętego” niż kiedykolwiek wcześniej (redystrybucja z dołu do góry – tzw. „keynesizm dla bogatych”, bezpieczeństwo, reżimy kontroli, obsługiwanie rynków finansowych, biurokratyzacja, penitencjarność);

3) krytyka alienacji, zestandaryzowanej konsumpcji i społeczeństwa masowego prowadzi do odkrycia różnorodnych tożsamości konsumenckich i zatracenia się w nich, do fetyszyzowania różnicy estetycznej jako takiej.

Komunizm realizowany jest więc w formie postawionej na głowie. Nie znosi kapitalizmu, ale staje się jego nową podporą, zapewniającą mu żywotność poprzez prywatyzację zysków i uspołecznianie strat (socjalizm kapitału), eksternalizację kosztów na gospodarstwa domowe, usługi publiczne i świadczenia socjalne oraz środowisko, uginające się pod ciężarem antybiurokratycznego konsumpcjonizmu, typowego dla wartości „nowego ducha kapitalizmu” (Boltanski i Chiapello 2007) post-1968 roku (komunizm kapitału).

            Okazuje się zatem, że Marksowski projekt zinterpretowany w kategoriach obiektywistycznych (Korsch 2005), zapoznający prymat politycznej praxis i przepisany na kategorie komonizmu, nie musi wcale prowadzić poza kapitalizm, ale może opisywać jego najnowsze tendencje rozwojowe. By wyzwolić się z komunizmu kapitału, konieczne wydaje się otwarcie horyzontu przemian na zewnętrze, w którym mogłaby zaistnieć alternatywa systemowa. Moim punktem wyjścia w tym artykule będzie rozpoznanie kwestionujące obiektywistyczne i ekonomistyczne odczytania logiki rozwojowej kapitalizmu. Zgodnie z nim zewnętrze kapitału w postaci dóbr wspólnych nie znika, ale powraca ciągle na nowo w co najmniej pięciu postaciach. W artykule próbuję przedstawić relacje tego, co wspólne, rozumianego jako zewnętrze kapitalizmu. Następnie pokazuję, w jakiej mierze propozycje teoretyczne Róży Luksemburg z jednej strony, a Michaela Hardta i Antonia Negriego z drugiej, koncentrując się na tendencji do zaniku zewnętrza, prowadzą do dwóch przeciwstawnych wprawdzie, ale zarazem jednostronnych i mało produktywnych ujęć postkapitalizmu opartego na tym, co wspólne. W końcowej części artykułu proponuję wykorzystać nowe prace Massimo De Angelisa i Giorgia Agambena, by wyjść poza założenie, które obowiązuje tak u Luksemburg, jak i u autorów Rzeczpospolitej: że to, co wspólne, musi poddać się całkowitej subsumcji pod kapitał, by mogło zaistnieć jako samodzielny i alternatywny dla kapitalizmu projekt. Odpowiedzią na zagrożenie, że to, co wspólne, stanie się mocą napędową akumulacji, nie kwestionując wcale jej warunków możliwości, może być ochrona zewnętrza, zagospodarowywanie go i zderzanie go z celami kapitalistycznymi (co proponuje De Angelis) lub pomyślenie i urzeczywistnienie bycia-wspólnie jako formy życia, która wymyka się samemu podziałowi na wnętrze i zewnętrze, na to, co wspólne, i to, co wywłaszczone, na własność wspólną i jej grodzenie (co jest istotą propozycji Agambena)

 

To, co wspólne, wobec kapitału

W odróżnieniu od uniwersalizmu politycznego, który oskarżany jest o niewrażliwość na różnicę, to, co wspólne, jest tym, co mnogie, tym, co niesubsumowane pod Jedno (kapitał, państwo), co istnieje dzięki niehierarchicznym relacjom między nieesencjalistycznymi (nie)tożsamościami – jasne jest zatem, że jako alternatywa dla kapitalizmu to, co wspólne, nie może przybrać charakteru ujednoliconego, uniwersalnego, totalistycznego (Hardt i Negri 2012b, 274–278). Występując zawsze w mnogości relacji, usytuowane w określonej ekologii przestrzeni, w specyficznych dla danego kontekstu kulturowego wartościach, we współwytwarzaniu transindywidualnych podmiotowości i przede wszystkim w konieczności ciągłego oddolnego negocjowania i redefiniowania swoich założeń, to, co wspólne, musi być wysoce elastyczne, partycypacyjne, kontekstowe i pluriwersalne. By nie popaść jednak w reakcyjną formę polityki tożsamości (Bobako 2010, 79–81), która mogłaby wyrażać się w autarkicznej wspólnocie niesprzyjającej dalszej kooperacji i rozprzestrzenianiu stosunków społecznych alternatywnych dla kapitalizmu, wspólnocie znajdującej się w poczucie ciągłego oblężenia, to, co wspólne, musi być zarazem otwarte, zdolne do zawiązywania sojuszy, wchodzenia z innymi projektami w powiązania, które nie będą układały się w relacje władzy, hierarchii, podporządkowania, wyzysku, kontroli czy pasożytnictwa. W obrębie tego, co wspólne, wraz z wychodzeniem na zewnątrz i konstrukcją wewnętrznej stratyfikacji, zachodzić muszą transwersalne procesy przekładu. To, co wspólne, musi być zdolne zarówno do obrony swoich granic przed kapitalistycznymi, prywatnymi lub państwowymi grodzeniami, jak i do ekspansji, która nie będzie podbojem innych form tego, co wspólne, lecz zawsze translacją wartości, umożliwiającą nawiązywanie kooperacji wyższego rzędu.

            By zdefiniować to, co wspólne, należy ustalić jego związki z innymi, bliskoznacznymi pojęciami, które nierzadko są utożsamiane z tym, co wspólne, stosowane nieprecyzyjnie, niekonsekwentnie lub po prostu błędnie. W szczególności chodzi o terminy takie jak dobro wspólne, dobra wspólne, wspólne dobro czy wspólnota. Tego, co wspólne, szuka się niekiedy w pojęciach, które się ze sobą nie pokrywają: miesza się na przykład republikański cel istnienia państwa (dobro wspólne) z dobrami wspólnymi jako zbiorowymi projektami rządzenia zbiorową własnością, które funkcjonują poza własnością prywatną i państwową (Hardt i Negri 2012a, 63–64); w jeszcze innych sytuacjach sprowadza się dobro wspólne jako zbiór praktyk, norm, sankcji, aktywnie współprodukujących i współkorzystających z danych zasobów, do zasobów, które pozostawać mają na wspólny użytek niejako z samej swojej „istoty” (powietrze, woda, Internet) (Bollier 2011); pomylić można również niezdeterminowane z góry co do swojego kształtu, ciągle otwarte na przepracowanie swojego charakteru dobro wspólne z esencjonalnie rozumianą, wyraźnie wyposażoną w granice i wzorce reprodukcji skończoną wspólnotą (Juskowiak 2015, 112–122).

            Określam tutaj to, co wspólne, jako pewien splot zasobów, praktyk i stojących za nimi motywacji. Jego części składowe to:

1) wspólne zasoby (ang. common resources), do których dostęp jest wspólny:

  1. z uwagi na to, że wykluczenie potencjalnych użytkowniczek z czerpania korzyści z nich byłoby zbyt kosztowne, choć nie niemożliwe. Przykładem takich dóbr są wyróżnione przez noblistkę Elinor Ostrom CPR – common-pool resources: zbiorniki wód gruntowych, tereny wypasu, łowiska, kanały nawadniające, mosty, podziemne parkingi, komputery scentralizowane, strumienie, jeziora, oceany i inne obszary wodne (Ostrom 2013, 40). Inny przykład to „wspólne dziedzictwo ludzkości” (łac. res communis) czy też globalne dobra wspólne (ang. global commons) (Buck 1998), czyli forma własności na mocy prawa międzynarodowego wyjęta z porządku własności suwerennych państw, w skład której wchodzą zasoby zawierające CPR: m.in. powietrze, morze otwarte, dno mórz i oceanów, przestrzeń kosmiczna czy Antarktyda;
  2. dzięki temu, że zostały one uwspólnione (patrz punkt 2).

2) kolektywne praktyki uwspólniania (ang. commoning), których podejmują się commoners (zawsze w liczbie mnogiej) i które mają na celu ochronę wspólnego dobra przed zniszczeniem, grabieżą, grodzeniem, utowarowieniemczy wyczerpaniem, a także przekształcenie go w dobro wspólne (patrz punkt 3). Commonerzy odpowiedzialni są za aktywne współpodtrzymywanie zasobu lub jego współprodukcję (Linebaugh 2014, 13; Moll 2015b)[1].

3) w wyniku praktyk commoningu powstają dobra wspólne (ang. the commons), wydzielony system społeczny złożony z zasobów i praktyk (De Angelis 2017, 98). Commoning nie wyczerpuje się wraz z wytworzeniem wspólnych zasobów, ale odpowiada za ich reprodukcję, ochronę, troskę nad nimi, regulację dostępu do nich i ich podziału, udzielanie nagród i nakładanie sankcji, wypracowywanie mechanizmów zbiorowego zarządzania i redefinicji granic dóbr wspólnych. Każdy cykl produkcji dóbr wspólnych kończy się ich reprodukcją jako systemu, reprodukcją commonera jako commonera i reprodukcją zasobów jako zasobów wspólnych. Cykl ten pozostaje antagonistyczny wobec reprodukcji kapitału, gdzie poza akumulacją kapitalistyczną odtworzone muszą zostać warunki możliwości dalszej akumulacji: kapitalista musi zostać zreprodukowany jako kapitalista, robotnik jako robotnik (Marks 1951, 614), zaś wytworzony kapitał musi przyjąć postać towaru, a nie wspólnego zasobu. To, co wspólne (ang. the common, gr. koinon), domyka swoje części składowe, dostarczając im celu. Celem normatywnym dóbr wspólnych okazuje się ich samozachowanie (conatus) – samo dobro wspólne (ang. common good, łac. bonum commune), ale pojmowane już nie jako przeciwstawne dobru indywidualnemu i nie jako wypływające z naturalnej hierarchii dóbr, którą władza państwowa spaja w jedno ciało polityczne. W dobru wspólnym, które pojmowane jest na wskroś materialistycznie, jako zbiorowa praktyka wytwarzająca zasoby przeznaczone do kolektywnego użytku, transcendentny, narzucany z zewnątrz cel nie istnieje. To sami commonerzy upolityczniają swoje praktyki – dysponując stałą możliwością ich przeobrażenia w zgodzie ze swoimi potrzebami – które mają na celu podtrzymanie dóbr wspólnych i ich wzmocnienie.

Odwołując się do antropologii politycznej, jaką Hannah Arendt przedstawiła w Kondycji ludzkiej (Arendt 2010), powiedzieć można, że w tym, co wspólne, wszystkie elementy składające się na życie aktywne (vita activa) – czyli: praca reprodukcyjna (ponos), wytwórczość (poiesis), zarówno jako sztuka rzemieślnicza (ergon), jak i artystyczna (techne), oraz działanie polityczne (praxis) – zrastają się w jedno, to samo działanie, przywracając człowiekowi żywot prawdziwie polityczny (bios politikos), a nie tylko społeczny (animal socialis), zacierając zupełnie granicę między niepolityczną przestrzenią gospodarstwa domowego (oikos), a przestrzenią politycznej wspólnoty (koinonia e politike) (Siemek 2002, 5–26). Hybrydyzacja porządków następuje na sposób opisany przez Paola Virna w jego Grammatica della moltitudine: formy vita activa nie tylko zrastają się ze sobą, ale poddane zostają także radykalnemu urefleksyjnieniu, a więc przenikają się z vita contemplativa, myśleniem (Virno 2004). Zachowanie dóbr wspólnych jest nie tylko kwestią reprodukcji granic i produkcji zasobów, w której liczy się rzemieślniczy kunszt i artystyczna wirtuozeria. Jest ono także kwestią polityki (rządzenia dobrem wspólnym przez bezpośrednich wytwórców): upolitycznionej pracy, wytwórczości i eksperymentu. W tak przebudowanej kondycji ludzkiej zachodzą ciągłe przekształcenia, podstawą produkcji staje się sama antropogeneza. Zachowanie dobra wspólnego wytwarza przestrzeń innowacji, produkcji wciąż czegoś nowego – znika zarządzanie innymi czynnościami, istnieje tylko wielopoziomowe, kolektywne rządzenie.

 

Kapitał i jego zewnętrza

Gdzie szukać zalążków tego, co wspólne? Jak sytuują się one względem kapitału? Znajdujemy je pod powłoką kapitalistycznych stosunków społecznych czy w przestrzeni zewnętrznej wobec nich? We wstępie do artykułu wyraziłem sceptycyzm w kwestii lokowania tego, co wspólne, po stronie rewersu kapitalistycznej akumulacji – prowadzi to raczej do „komunizmu kapitału” niż do postkapitalizmu. Dla odmiany badam tutaj możliwości zaistnienia tego, co wspólne, w niekapitalistycznym zewnętrzu. By posunąć się dalej, zaproponować muszę typologię tego, co zewnętrzne wobec kapitału. Wyglądałaby ona następująco:

  1. Zewnętrze niepoddane jeszcze akumulacji – zarówno alternatywne systemy społeczne, jak i obszary, zasoby, sfery życia społecznego, aktywności nieskolonizowane jeszcze przed kapitał („zewnętrzne zewnętrze”) (Kowalik 2012, 189–202; Luksemburg 2011) bądź wyłączone z logiki kapitału w społeczeństwach kapitalistycznych („wewnętrzne zewnętrze”) (Bauman 2009). Gdyby rozumieć je w kategoriach geograficznych, przestrzennych – uznać należałoby, że znajdują się one obecnie w zaniku. Kapitalizm wyparł odrębne formacje społeczne, poddając je początkowo jedynie subsumpcji formalnej, a więc utrzymując ich organizację społeczną – przez co wydawały się zewnętrzem – ale równocześnie włączając je w kapitalistyczny rynek. Następnie dokonała się ich subsumcja realna, czyli przeobrażenie obecnego w nich sposobu produkcji w oparciu o oddzielenie bezpośrednich wytwórców od środków produkcji i wprowadzenie sprzedaży powstałej w ten sposób „wolnej” siły roboczej (Marks 2013, 106–110). Ale aktualnie zanika nie tylko zewnętrze rozumiane jako państwa czy regiony niekapitalistyczne – dotyczy to także sfer i obszarów, które wydawać się mogły odporne na przemianę w kapitał (np. finansjeryzacja przyrody, prywatyzacja wody, patentowanie nasion), lub dziedzin życia społecznego wyłączonych (albo pozornie wyłączone) z bezpośredniej akumulacji na mocy zwyczaju, tradycji czy kompromisu klasowego, takich jak gospodarstwa domowe, usługi publiczne czy świadczenia społeczne (Midnight Notes Collective 2001).
  2. „Obiektywne” zewnętrze kapitału – bezwzględne granice akumulacji, możliwości reprodukcji kapitalizmu. Z ich perspektywy zewnętrze pierwszego typu byłoby jedynie czasowym ograniczeniem, które w pewnym momencie musi stać się wnętrzem. Granice „obiektywne” byłyby natomiast nieprzezwyciężalne – ich przekroczenie uniemożliwiałoby dalszą akumulację, jeśli nie dalsze życie na Ziemi. Trudno jednak ustalić, na ile można mówić o granicach tego typu (Moll 2014). Wraz z przemianą zewnętrza we wnętrze kapitalizm nabywa zdolności przebudowy swojego środowiska, dysponując możliwościami wzmacniania jego potencjału absorpcyjnego (patrz punkt 3), albo przynajmniej odwleka w czasie bezwzględny kryzys akumulacji, na ogół przenosząc go w przestrzeni (patrz punkt 4). „Obiektywne” zewnętrze kapitału stawałoby się elementem historii powszechnej, otwartym na postęp i regres, a nie tylko historii naturalnej, zamkniętej w cyklicznych, zdeterminowanych przemianach. Wraz z postępem technologicznym i naukowym akumulacja może przenikać głębiej do „istoty rzeczy” albo wychodzić ze swoich ziemskich ram (np. w przestrzeń kosmiczną lub w głąb mórz i oceanów) – natura jest wytwarzana, a nie odkrywana (Smith 2008).
  3. Zewnętrze wytwarzane przez kapitał – usiłując dokonać „ucieczki do przodu”, akumulacja kapitalistyczna sama produkuje swoje zewnętrze, które nie jest już zewnętrzem danym niejako „obiektywnie”. To zarówno zewnętrze opisane przez Różę Luksemburg (nowe rynki zbytu i nowe zasoby do ekstrakcji), jak i przesunięcia przestrzenne (spatial fix), o których pisze David Harvey, wybiegi, do jakich ucieka się kapitał, by ominąć bariery akumulacji (Harvey 2001). Kiedy znika zewnętrze geograficzne (punkt 1) i kapitalizm jest konfrontowany ze swoimi granicami „obiektywnymi” (punkt 2), w ramach systemu wytwarzane i redefiniowane ciągle na nowo są nierównowagi, dzięki którym akumulacja w danych obszarach przyspiesza, a w innych zwalnia lub przerzuca na nie swoje koszty uboczne (patrz punkt 4).
  4. Stwarzanie sobie zewnętrza przez kapitał opisać można w kategoriach „efektów zewnętrznych” (Foster 2015). Efekty pozytywne będą służyć dynamizowaniu akumulacji tak w wymiarze ekstensywnym (przenikanie do nowych sfer), jak i intensywnym (innowacje, kooperacja, usieciowienie). Tego rodzaju efektem pozytywnym, mającym za zadanie rozszerzyć „obiektywne granice akumulacji”, jest wspólnotowe przesunięcie (common fix) – zabieg, który Massimo De Angelis (2013) wymienia jako uzupełnienie dla trzech przesunięć opisanych przez Harveya. Zdaniem włoskiego badacza, chociaż to, co wspólne, jest alternatywą dla kapitału, kapitalizm zawsze próbuje przyswoić krytykę i zneutralizować jej radykalne konsekwencje. Nie może być inaczej – przynajmniej przez pewien czas, póki odłożony w czasie i przestrzeni kryzys nie wybuchnie ze zwiększoną siłą – z rolą dóbr wspólnych. Zawsze istnieje jednak możliwość, że zewnętrze, które kapitał sobie wytwarza w postaci dóbr wspólnych, zostanie przekształcone w zewnętrze antykapitalistyczne. Dobra wspólne mogą być bezpiecznikiem dla akumulacji, wspierającym reprodukcję społeczną i ekologiczną, albo zapewniać ujście dla niechcianych kosztów akumulacji, gdy przedstawiane są w zmistyfikowanej formie jako dobra niczyje: kapitał potrzebuje dóbr wspólnych – by poradzić sobie z kryzysem – w tej samej mierze co ruchy społeczne – by uniknąć kosztów związanych z kryzysem reprodukcji społecznej. Z perspektywy kapitału akceptacja pewnych narzędzi wypracowanych przez commonerów – zwiększonej partycypacji, kooperacji, form zarządzania przełowionymi łowiskami, zanieczyszczonymi rzekami czy emancypacji kobiet pracujących – może okazać się korzystna dla akumulacji, może wywoływać pozytywne efekty zewnętrzne i minimalizować występowanie efektów negatywnych. Efekty negatywne odnoszą się do przerzucania kosztów ubocznych akumulacji na środowisko, gospodarstwa domowe, państwo czy niekapitalistyczne formy współżycia. Ukrywają one kryzys akumulacji, odwlekając go w czasie, np. tworząc bańki spekulacyjne, które ktoś będzie musiał spłacić, albo odkładając na przyszłość dług ekologiczny.
  5. Zewnętrze jako zdolność do odmowy pracy, samowaloryzacji bezpośrednich wytwórców poza kapitałem i zawiązania niekapitalistycznej alternatywy poprzez commoning (Harrison 2011) – 24 rozdział I tomu Kapitału koncentruje się na likwidacji tego rodzaju zewnętrza: w wyniku procesów grodzenia dóbr wspólnych ustanowiona zostaje separacja między bezpośrednim wytwórcą a środkiem pracy (Marks 1951, 770–823). Commoner zostaje pozbawiony możliwości dalszego commoningu, wspólne zasoby stają się własnością prywatną, a praca nad dobrem wspólnym zostaje przekształcona w siłę roboczą, którą robotnik sprzeda za płacę najemną, by móc na rynku nabyć środki swojej reprodukcji, do których niegdyś posiadał bezpośredni dostęp. Odmowa pracy najemnej jest więc najważniejszym rodzajem zewnętrza, ponieważ tylko ona daje możliwość przekształcenia kapitału w dobro wspólne lub niedopuszczenia do grodzeń zasobów i praktyk jeszcze nieskolonizowanych przez kapitał.

 

Komonizm jako zewnętrze

Rola odmowy pracy i commoningu jest kluczowa dla powodzenia projektu tego, co wspólne, z uwagi na fakt, że tylko na tym poziomie możliwe jest zintegrowanie pozostałych rodzajów zewnętrza i przeciwstawienie ich kapitałowi. Należy mieć na uwadze, że grodzenia dóbr wspólnych nie są jedynie preludium do akumulacji kapitalistycznej: są one stale ponawianą operacją, która podtrzymuje separację commonera (przekształconego w wywłaszczonego robotnika) i dobra wspólnego (przekształconego w sprywatyzowany kapitał) – i to w skali permanentnie rozszerzanej kosztem zewnętrza zlokalizowanego w przestrzeni i możliwego do zaistnienia w nadchodzącej przyszłości (Mezzadra 2014). Neoliberalna faza kapitalizmu charakteryzuje się intensyfikacją grodzeń do poziomu, który zagraża warunkom reprodukcji życia (Klein 2001). Odpowiedzią na kryzys akumulacji, który wstrząsnął światową gospodarką w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, był szeroko zakrojony, realizowany w różnych kontekstach geopolitycznych, przy zaangażowaniu aktorów publicznych i prywatnych, krajowych i międzynarodowych, program destrukcji tego, co wspólne, a także tego, co publiczne: uszczuplenie i prywatyzacja państwowej odpowiedzialności za reprodukcję społeczną (usługi publiczne, świadczenia społeczne); liberalizacja rynków skutkująca utowarowieniem nawet tak podstawowych dóbr jak żywność czy woda; stosowanie logiki działania przedsiębiorstwa do zarządzania jednostkami (gospodarstwa domowe, szpitale, uniwersytety, instytucje kulturalne), które nie wytwarzają wartości dodatkowej (Marksowska subsumcja idealna, Foucaultowska biopolityka – Balibar 2015, 108–110); przekształcenie jednego z global commons, jakim jest ziemska atmosfera, w rynek handlu emisjami gazów cieplarnianych; grodzenia zbiorowego nagromadzenia wiedzy i kultury na mocy praw regulujących „własność intelektualną”; pozbawianie wspólnot wiejskich ich zwyczajowych praw do ziemi czy ewikcje mieszkańców slumsów poprzez wprowadzanie reżimu własności prywatnej – to zaledwie kilka najbardziej jaskrawych przykładów grodzeń, które nie tylko reprodukują kapitalizm, ale rozszerzają skalę jego działania. Projekt tego, co wspólne, nie tylko przeciwstawia się grodzeniom, ale dąży do odzyskiwania skolonizowanego przez kapitał życia i do zawiązywania kooperacji commonerów w fabryce społecznej, która ma działać na rzecz jego wzmacniania.

Wydaje się, że aby projekt tego, co wspólne, mógł rozwinąć się do postaci systemu społecznego konkurencyjnego dla kapitalizmu i wolnego od jego sprzeczności, musi zakorzenić się on we wszystkich typach zewnętrza i zbudować między nimi efekty synergiczne. W przeciwnym razie natrafi na bariery wzrostu analogiczne do tych, z którymi mierzy się akumulacja. Exodus pracy skutkować musi, od samego początku lub na pewnym etapie rozwoju, nie tylko zerwaniem z kapitałem, ale też całkowitą zdolnością do akumulacji bycia poza jego kierownictwem. Samowaloryzacja pracy żywej musi być zdolna do wytwarzania właściwych sobie pozytywnych efektów zewnętrznych – innowacji, lepszych wzorców organizacyjnych sprzyjających bardziej intensywnej kooperacji, alternatywnych wartości i norm, efektów skali, umożliwiających ekspansję dobra wspólnego – a zarazem wolna od najpoważniejszych efektów negatywnych, które charakteryzują kapitalizm (zagrożenie dla trwałej reprodukcji społecznej i ekologicznej, eksternalizacja kosztów, zawłaszczanie cudzej pracy czy dylematy zbiorowego działania, które niszczą efektywność własności zbiorowej). To, co wspólne, musi wyznaczać także normatywny kierunek działań, który mając na celu samozachowanie dóbr wspólnych, otworzy zarazem horyzont postępu, dzięki któremu będą one zdolne wypierać kapitalizm. W szczególności dotyczy to alternatywnych mechanizmów pobudzających efektywność, rozwój technologiczny i zawiązywanie kooperacji, a nie wzmacniających dyktat zysku, konkurencji rynkowej i przymusu pracy najemnej. Dobra wspólne, tak jak kapitał, potrzebują „nowego zewnętrza”, w którym będą mogły zaistnieć – w ich przypadku nie może jednak ono funkcjonować jako tymczasowe rozwiązanie problemu rozwoju i sposób na odłożenie kryzysu systemowego na przyszłość. Wreszcie, trwałe zachowanie tego, co wspólne, będzie niemożliwe bez znalezienia narzędzi do rozwiązania kryzysu reprodukcji życia, który przygotowuje kapitalistyczna akumulacja. Chodzi tu zarówno o kryzys klimatyczny, jak i surowcowy, energetyczny, żywnościowy, migracyjny – wszystkie te zjawiska są aspektami głębszego Kryzysu kapitalistycznej akumulacji, który bierze się z postępującego, trwałego wyczerpania podstaw reprodukcji nie tylko kapitału, ale i życia jako takiego (Moore 2015).

Na ile tak zarysowany w najogólniejszych ramach projekt tego, co wspólne, jako zewnętrza kapitalizmu, rozumieć można jako kontynuację Marksowskiego komunizmu? By odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzę się dwóm pozostającym w tradycji marksistowskiej próbom ujęcia dóbr wspólnych. Doceniając wagę przełomowych dla marksizmu ustaleń, które wyprowadzają go poza wulgarny progresywizm i mechanicyzm, wskażę zarazem na założenia problematyczne, które nie pozwalają komunizmowi czy komonizmowi (Dyer-Witherford) zaistnieć poza kapitałem, a co najwyżej wyjaśniają, dlaczego w ramach samego kapitalizmu realizują się w opacznej formie komunistyczne marzenia o wspólnocie bezpośrednich wytwórców.

 

Dwa komunizmy Róży Luksemburg

Teoretyczką, która bez wątpienia w największym stopniu otworzyła marksizm na problematykę tego, co wspólne, pozostaje Róża Luksemburg. Jej badania nad komunizmem pierwotnym – czy też agrarnym (Luksemburg 1959, 89–213) – pozwoliły na postawienie problemu relacji dóbr wspólnych i kapitału nie tylko w kategoriach dziejowych (komunizm pierwotny jako prehistoria społeczeństw klasowych), ale i przestrzennych. Luksemburg wyszła od rozpoznania – fundamentalnego dla jej teorii akumulacji kapitalistycznej w rozszerzonej skali – głoszącego, że kapitał potrzebuje zewnętrza, dzięki któremu będzie mógł rozszerzać popyt zagregowany, w którym będzie mógł dokonywać inwestycji i z którego będzie mógł czerpać nowe surowce oraz zasoby siły roboczej. Nie umknęło jej przy tym, że na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku zewnętrze nie jest pustą terra nullius, ziemią niczyją, którą można swobodnie penetrować i zawłaszczać, ale ciągle jeszcze jest zorganizowane w oparciu o stosunki społeczne typowe dla komunizmu pierwotnego. Luksemburg nie zbliżyła się zatem, wzorem liberalnych filozofów takich jak John Locke (1992, 181–186), do koncepcji „tragedii dobra wspólnego”, za sprawą której odmawiano ludom autochtonicznym prawa do kontynuacji ich sposobu gospodarowania, zarzucając im nieznajomość własności prywatnej i nieefektywne korzystanie z Ziemi (zbieractwo, łowiectwo). Idąc za Marksowskimi analizami grodzeń dóbr wspólnych, Luksemburg rozszerzyła je zarówno o historyczne, jak i współczesne przykłady, pochodzące ze wszystkich stron świata: wspólnoty wiejskie u Germanów, funkcjonująca jeszcze w Cesarstwie Rosyjskim obszczina, komunistyczne formacje społeczne na terenie Indii, Algierii czy Peru, z którymi zderzył się europejski kolonializm (Luksemburg 1959, 89–111). Dostrzegając w ich organizacji cechy wspólne – brak podziału klasowego, równość członków i członkiń, kolektywną pracę, sprawiedliwą redystrybucję bogactwa – Luksemburg zarzuciła burżuazyjnym ekonomistom, że potrafią rozpoznać jedynie własność prywatną lub rządową, a pozostają ślepi na własność wspólną. Tym samym przewidziała, że dobro wspólne popadnie w trwałą niełaskę (stało się tak za sprawą Tragedii dóbr wspólnych Garretta Hardina, którą dopiero w ostatnich latach odkłamało wielu teoretyków, jak i praktyków zaliczanych do nurtu the commons) (Bollier 2014, 23–24; Hardin 1968; Harvey 2012, 103).

            Luksemburg opisała relacje kapitalizmu z jego komunistycznych zewnętrzem w kategoriach antagonistycznych (De Angelis 2012, 317). To właśnie od likwidacji jego „archaicznego” zewnętrza i od przymuszenia uwolnionej siły roboczej do wejścia w stosunek pracy najemnej zależała przyszłość kapitalizmu. Mimo że Luksemburg wyrwała się z naiwnego progresywizmu, który komunistyczne stosunki społeczne sprowadzał co najwyżej do zamierzchłej przeszłości albo do pewnej teoretycznej hipotezy, rozszerzając właściwe kapitalizmowi cechy (własność prywatną, indywidualizm) na obszary niekapitalistyczne, to przywracając komunizm agrarny ekonomii politycznej, nie zakwestionowała jego pierwotnego, czyli w ostatecznym rozrachunku archaicznego charakteru. Komunizm agrarny był zewnętrzem kapitału, zależnym od niego i zdanym na jego łaskę, ponieważ był wsteczną formacją społeczną. Luksemburg mogła – wzorem Marksa z tekstów o brytyjskiej kolonizacji Indii (Marks 1949a; Marks 1949b) – podkreślać i krytykować gwałtowność, z jaką zagarniano zewnętrze kapitału, cały zastosowany arsenał przemocy i towarzyszące mu koszty uboczne, ale nie była skłonna pomyśleć o komunizmie agrarnym jako o zewnętrzu dysponującym podmiotowością na tyle silną, by dokonać udanej samowaloryzacji poza kapitałem i w kontrze do niego.

            Odczarowanie dobra wspólnego pojawia się w pismach autorki Kryzysu socjaldemokracji tylko po to, by za chwilę popadło ono w zapomnienie. Tragedia dóbr wspólnych nie zachodzi u niej na poziomie konceptualnym – wręcz przeciwnie, komunizm agrarny nie tylko jest możliwy, ale i wszechobecny, dominujący w historii oraz rozpowszechniony na całym globie także w jej czasach – ale jest potwierdzona historycznie, w kapitalistycznej tendencji do likwidacji zewnętrza. Luksemburg zdaje się interesować aktualnymi formami komunizmu pierwotnego po to, by zakwestionować tezę o naturalności i braku alternatyw dla własności prywatnej oraz wzorem Marksa zastąpić teoretyczne, ahistoryczne abstrakcje liberalnych ekonomistów historyzującą, materialistyczną analizą. Przy okazji Luksemburg udaje się opisać praktyki, które odpowiadają za trwałość komunistycznych wspólnot: podkreśla ona panujące w nich demokratyzm, egalitaryzm, partycypację, ciągle redefiniowany podział pracy, wspólny udział w bogactwie, mechanizmy skłaniające do podejmowania pracy dla innych, stosowane sankcje i zachęty. W równej mierze Luksemburg wskazuje na podobieństwa między wspólnotami, jak i na ich godną odnotowania różnorodność i elastyczność: wspólnoty komunistyczne są pluriwersalne, bazują na lokalnych tradycjach i znajomości partykularnej ekologii, w oparciu o którą funkcjonują. Nie są przy tym „ludami bez historii”: mają swoją dynamikę przemian, swoje fazy wzrostu i regresu (Luksemburg 1959, 203). Przenikliwe i ciągle inspirujące w kontekście dzisiejszych debat nad dobrami wspólnymi, dotyczących tego, czy sposób gospodarowania determinuje społeczne wzorce organizacji produkcji, okazuje się rozróżnienie, które wprowadza i którego broni rewolucjonistka (Luksemburg 1959, 157–158): pokazuje ona, że nawet najbardziej pierwotne i prymitywne formy gospodarowania (takie jak zbieractwo) mogą być zorganizowane zarówno w sposób komunistyczny (wspólnoty zbieraczy), jak i kapitalistyczny (prywatne plantacje) – podobnie jest z najnowszymi zdobyczami przemysłu (kolektyw robotników może zarządzać fabryką albo pracować dla fabrykanta). To rozróżnienie uzupełnia jeszcze Luksemburg przemyśleniami na temat relacji komunistycznej organizacji produkcji z jej otoczeniem. Dostrzega ona, że komunizm pierwotny może – jeśli poddać go zewnętrznemu kierownictwu – służyć skrajnemu wyzyskowi wspólnoty, który może mieć miejsce nawet wówczas, gdy dwie wspólnoty zorganizowane na sposób komunistyczny wejdą ze sobą w stosunki o charakterze hierarchicznym (podaje przykład państwa Inków) (Luksemburg 1959, 168); zauważa też, że komunizm agrarny nie jest wcale odporny na subsumcję pracy pod kapitał (o czym jej zdaniem świadczy przykład tradycyjnej rosyjskiej wspólnoty chłopskiej, która funkcjonuje jako ostoja władzy caratu na wsi, strzegąc przymusu pracy i przykuwając chłopa do ziemi) (Luksemburg 1959, 193–202).

            Zewnętrze kapitału ostatecznie nie jest dla Luksemburg niczym więcej niż chwilową barierą, którą akumulacja musi pokonać – jest ono podporządkowane wnętrzu i jego logice rozwojowej. We Wstępie do ekonomii politycznej koniec końców górę bierze typowy dla modernistycznego paradygmatu progresywizm, nawet jeśli Luksemburg zdolna jest do uprzestrzennienia kategorii rozwojowych: zacofanie nie występuje jedynie w czasie, ale także w przestrzeni. Przechodząc do niekapitalistycznego zewnętrza, przenosimy się niejako w czasie, do innej, odległej epoki, która skazana jest na upadek. Komunizm agrarny pochodzi z innego porządku czasowego niż komunizm przyszłości, który u Luksemburg wyrasta na postępie historycznym, kulminującym w nowoczesnym przemyśle stworzonym przez kapitalistyczny sposób produkcji (Luksemburg 1959, 159). Temporalności tych dwóch komunizmów – agrarnego i postkapitalistycznego – nie sprowadzają się do żadnego wspólnego mianownika. Opór zewnętrza kapitału może być dla ruchu komunistycznego pożyteczny z taktycznego punktu widzenia, ponieważ osłabia wspólnego wroga, ale niemożliwe jest stworzenie na jego bazie trwałego bezklasowego społeczeństwa, które zdolne będzie zaspokoić potrzeby zbiorowości wynikające z rozwoju historycznego. Podstawą rozumowania Luksemburg jest ekonomizm, zakładający, że zniesienie podziału klasowego jest możliwe dzięki wykorzystaniu rozwiniętych przez kapitalizm sił wytwórczych, kooperacji produkcyjnej, zaawansowanego podziału pracy czy automatyzacji produkcji. Ten sam ekonomizm, w nieco zmodyfikowanej wersji, da o sobie znać w propozycji Negriego i Hardta. U Luksemburg okazuje się on decydującym argumentem przeciwko komunizmowi agrarnemu jako alternatywie dla kapitalizmu, która posiadałaby własną pozytywną i zdolną do dalszego rozwoju treść. Komunizm pierwotny jest siłą czysto negatywną: stawia opór, ale wypracowane w jego ramach praktyki nie tworzą podstaw do samowaloryzacji pracy. Według Luksemburg ta forma organizacji produkcji ma bardzo ograniczone możliwości wytwarzania nadwyżek, poprawy wydajności, rozwijania podziału pracy, wykształcania grup uwolnionych od produkcji materialnej na rzecz zarządzania państwem, prowadzenia wojen, a ponadto jest wysoce niestabilna i silnie uzależniona od czynników zewnętrznych. W starciu z kapitalistycznym sposobem produkcji komunizm agrarny jest przeciwnikiem zbyt słabym, niezdolnym do przeciwstawienia mu się ani pod względem militarnym, ani gospodarczym. Autorka wprost pisze, że komunizm pierwotny wziął się z bezradności człowieka, ze słabości w obliczu potęgi przyrody, z niedoborów, które skłaniają ludzi do wspólnej pracy (Luksemburg 1959, 170). Komunizm postkapitalistyczny miałby – przeciwnie – wynikać ze wspólnie produkowanego bogactwa, zdolności do wytwarzania nadwyżek i oporu wobec ich zagarniania przez klasę posiadającą.

            Ostatecznie Luksemburg nie wyzbywa się linearnego i teleologicznego spojrzenia na rozwój historyczny. Kierunek przemian jest dany, postęp nie następuje jednak wszędzie w takim samym tempie – pojawiają się obszary zacofane, przyjmujące formę zewnętrza kapitalizmu, które wchodzą z wnętrzem w relacje podległości. Mimo że Luksemburg celnie punktuje badaczy burżuazyjnych za ich ahistoryzm, za projektowanie wstecz liberalnej ideologii, za dostrzeganie wszędzie w dziejach własności prywatnej i indywidualizmu, za brak wyczulenia na historyczny konkret, za ignorancję w badaniu świata pozaeuropejskiego, to jednak kpi z nich także wtedy, gdy podważają możliwość uniwersalnej narracji dziejowej. Widać to także w sposobie, w jaki krytykuje burżuazyjnych ekonomistów za to, że posługują się terminami „dzicy” czy „barbarzyńcy” w sposób pejoratywny, czysto negatywny, by określić brak własności prywatnej. Luksemburg dopomina się, by napełnić te terminy treścią pozytywną, akcentującą to, co wymyka się kapitalistycznej logice, ale nie jest skłonna w ogóle z nich zrezygnować, dostrzec w nich stadia europocentrycznego, linearnego – choć przestrzennego – schematu rozwoju.

            Cała problematyczność jej stanowiska ujawnia się w miejscu, w którym pisze, że ideały równościowe, które mogłyby przekroczyć partykularyzm małej wspólnoty i stać się podstawą dla komunistycznej równości, są produktem rewolucji burżuazyjnych. To dopiero one przynoszą uniwersalizm polityczny: postulat równości zaadresowany do całej ludzkości, a nie tylko do członków małej wspólnoty, klanu czy rodziny. Przy tym Luksemburg pozostaje konsekwentną materialistką – nie popada w idealizm, gdy pisze o ideach burżuazyjnych, widząc ich materialną podstawę, kapitalizm. Koniec końców jej argumentacja przebiega według eschatologicznego schematu: z utraconych rajów komunizmu agrarnego trzeba przejść przez czyściec społeczeństw klasowych, a następnie przez piekło kapitalizmu, po to, by możliwy był jeden dla wszystkich raj komunizmu postkapitalistycznego. Staje się więc jasne, że z perspektywy Luksemburg komunizm agrarny jest przeżytkiem, którego odkrycie jest o tyle cenne, że pozwala na obronę stwierdzenia, iż nie istnieje żadna trwała natura ludzka, która byłaby niekompatybilna z komunizmem. Komunizm można odbudować na nowej podstawie.

            Wobec powyższej argumentacji nadużyciem wydaje się teza Michael Löwy’ego, który przypisuje Luksemburg zasługę uwolnienie materializmu historycznego od krępujących go esencjalizmów: „Poprzez konfrontowanie kapitalistycznej cywilizacji przemysłowej ze wspólnotową przeszłością ludzkości Róża Luksemburg zrywa z linearnym ewolucjonizmem, pozytywistycznym »progresywizmem« oraz ze wszystkimi dominującymi dzisiaj, banalnie »modernizującymi« interpretacjami marksizmu” (Löwy 2012, 307–308). Należałoby opinię Löwy’ego skorygować: Luksemburg odkrywa wprawdzie – wraz z późnym Marksem i jego listem do Wiery Zasulicz, w którym podjął on problem wykorzystania rosyjskiej wspólnoty chłopskiej do budowy komunizmu (Marks 1972a; Marks 1972b) – ścieżkę, która umożliwiałaby dowartościowane realnie istniejącego zewnętrza kapitalizmu, ale sama ostatecznie nie decyduje się na nią wkroczyć. Można jednak, odkrywając wraz z Luksemburg komunizm agrarny jako zewnętrze kapitalizmu, nie zgodzić się z nią co do konieczności jego zniesienia przez logikę dziejową i zastanowić się, w jaki sposób zewnętrze kapitalizmu mogłoby zostać bezpośrednio rozwinięte w ramach projektu tego, co wspólne. W tym celu pomocne mogą być prace Massimo De Angelisa. Zanim jednak przejdę do ich omówienia, przyjrzę się, w jaki sposób ekonomizm ogranicza możliwość zaistnienia tego, co wspólne, w projekcie teoretycznym Negriego i Hardta. W szkicowanej tu przeze mnie mapie stanowisk autorzy Imperium stanowią ciekawy przypadek: chociaż wywodzą się z włoskiego operaizmu, który uprzywilejowuje perspektywę autonomii robotniczej – niesprowadzalności pracy żywej (jej stałej gotowości do oporu, walki i samoorganizacji) do obiektywistycznej logiki funkcjonowania kapitalizmu – to w swoich analizach kładąc coraz większy nacisk na nowe formy produkcji, które niejako ontologicznie związane są z produkcją tego, co wspólne, podobnie jak Luksemburg (chociaż z innych powodów) w mało konsekwentny sposób mierzą się z podziałem na wnętrze i zewnętrze. Nie potrafiąc opowiedzieć się jednoznacznie po żadnej ze stron, ani tym bardziej podziału tego unieważnić (do czego zmierzają, jak pokażę dalej, rozważania Agambena), autorzy pozostają na rozstaju dróg, między programowym operaizmem a powrotem logiki obiektywistycznej, którą autonomia robotnicza, zakładająca prymat politycznej praxis, chciała zakwestionować.

 

Negri i Hardt: komunizm wewnątrz kapitału?

Niekapitalistyczne zewnętrze jako dobro wspólne, które Róża Luksemburg badała w formie komunizmu agrarnego, zostało obecnie skolonizowane – taki jest punkt wyjścia autorów Imperium (Hardt i Negri 2005, 204–207). W wyniku realnej subsumcji pracy pod kapitał nowoczesna organizacji produkcji rozwinęła się nie tylko na niedawnych marginesach i peryferiach kapitalizmu, ale także w jego wnętrzu, gdzie wcześniej utrzymywały się sfery względnie odporne na bezpośrednie przeobrażenia pracy, takie jak gospodarstwa domowe, instytucje publiczne czy rolnictwo. Subsumcja realna unieważnia jaskrawe niegdyś różnice w formie organizacji produkcji – w rodzaju pracy fizycznej i umysłowej, rolniczej i przemysłowej, kobiecej i męskiej – organizując je w sieciowej globalnej gospodarce.

            Swoisty komunizm pierwotny nie znika jednak z krajobrazu biopolitycznego kapitalizmu, który za swój przedmiot obrał produkcję samego życia – Negri i Hardt twierdzą, że jest go więcej niż kiedykolwiek wcześniej, choć jego charakter jest zupełnie inny, niż twierdziła Luksemburg. Mamy tu do czynienia raczej z komunizmem, który antropolog David Graeber nazywa „bazowym” (baseline communism) (Graeber 2011, 101) i który w perspektywie operaistycznej, której wierni są Negri i Hardt, wiąże się z założeniem o ontologicznym pierwszeństwie pracy żywej nad kapitałem oraz o stałej zdolności do samowaloryzacji pracy w oparciu o wzrost kooperacji (Hardt i Negri 2012b, 231–236). Rozumiany po spinozjańsku komunizm (Negri i Hardt 2012b, 130–131) – dążenie do wchodzenia w coraz szersze, głębsze, bardziej produktywne relacje, do akumulacji bycia wspólnie – przenikać ma biopolityczną fazę kapitalizmu, w której rozwija się praca o charakterze kognitywnym, afektywnym, sieciowym, dla której punktem wyjścia, celem procesu produkcji i jego rezultatem pozostaje to, co wspólne. Rozrost dobra wspólnego, które poddane jest pasożytniczemu kierownictwu kapitału, niezapewniającego dłużej wzrostu produktywności, lecz krępującego go, ma być dzisiaj podstawą do zawiązania antykapitalistycznej alternatywy.

            Zewnętrze kapitalizmu nie jest więc dzisiaj uprzestrzennione, zlokalizowane poza kapitałem, lecz subsumowane, ujarzmione – jest „wewnętrznym zewnętrzem”, praktycznie nieodróżnialnym od wnętrza na poziomie empirycznej obserwacji, ale możliwym do wyodrębnienia na poziomie ontologicznych założeń, które pod kapitalistycznymi metodami pomiaru i organizacji produkcji odnajdują jego oddolną kreatywność i opór. I choć zerwanie z kapitalizmem ma się według autorów Rzeczpospolitej odbyć na skutek odmowy pracy i rozwinięcia autonomicznej produkcji, to czynnikiem sprzyjającym powodzeniu tego projektu jest współczesny hegemoniczny sposób produkcji, opierający się na założeniu, że postęp może odbywać się tylko poprzez przyrost kooperacji, który jest beznadziejnie skrępowany przez reżim praw własności, grodzenia dóbr wspólnych i śmiertelne dla reprodukcji życia koszty zewnętrzne kapitalizmu.

            Negri i Hardt okazują się w pewnym sensie wierniejsi wobec konsekwencji odkrycia tego, co wspólne, jako zewnętrza kapitalizmu niż Róża Luksemburg. Chociaż autorka Akumulacji kapitału podkreślała wagę rozróżnienia na sposób gospodarowania i sposób organizacji produkcji, poszukując relacji komunistycznych na tym drugim poziomie, to jednak przywiązanie do progresywizmu jej epoki powodowało, że w jej przekonaniu mogły one zaistnieć jako pełnoprawna alternatywa dla kapitalizmu jedynie dzięki postępowi w sposobie gospodarowania (rozwój przemysłu). Negri i Hardt nie zgadzają się z nią co do tego, że zewnętrze jako to, co wspólne, usuwane jest poprzez postęp w zakresie sposobów gospodarowania – to sam postęp generowany jest poprzez przyrost kooperacji. Zewnętrze jako to, co wspólne, jest zatem pochwycone przez kapitał, konserwowane i kontrolowane w jego ramach. Dobro wspólne nie jest więc tylko jakąś odmienną od kapitalizmu formą organizacji produkcji – jest ono zdolnością do produkcji jako takiej, tyle że w kapitalizmie występuje jedynie w formach skorumpowanych, bo poddanych ograniczeniom o charakterze wertykalnym i horyzontalnym: odgórnemu kierownictwu i hierarchii z jednej strony, ograniczonemu formalnemu zasięgowi wspólnoty z drugiej. W tym sensie każdy typ organizacji produkcji nosi w sobie dobro wspólne – różny jest jedynie przyrost jego intensywności, modulacja jego przepływów, wewnętrzna stratyfikacja, w skrócie: model korupcji dobra wspólnego (Negri i Hardt 2012b, 262–268). Z punktu widzenia włoskiego autonomisty i amerykańskiego filozofa także komunizm agrarny byłby skorumpowany – w związku z jego nieumiejętnością przekroczenia swoich skromnych ram, rozwijania nowych technologii, odnajdywania linii ujścia dla przepływów społecznego pragnienia i większej akumulacji bycia. Trudno z ich perspektywy mówić jednak o progresji: chociaż biopolityczny, globalny kapitalizm niewątpliwie opiera się na większej akumulacji bycia niż komunizm agrarny, to towarzyszy mu też bardziej rozbudowana korupcja, przechwytywanie nadwyżek, mechanizmy ujarzmiające, reterytorializacja archaicznych podziałów i kreowanie podziałów nowych.

            Teoretycznie rzecz ujmując, oddolna, immanentystyczna ontologia produkcji tego, co wspólne, pozwala Negriemu i Hardtowi uznać, że dobro wspólne może zaistnieć w zasadzie w każdym sposobie gospodarowania – czy będzie to kolektyw zbieraczy, komuna wiejska, miejski skłot czy kooperatywa fabryczna – a jednak przywiązani są oni do tezy o progresywnej tendencji, wedle której alternatywa dla kapitalizmu dojrzewa dzięki intensyfikacji tego, co wspólne, w zderzeniu z wnętrzem kapitału: subsumowanej pracy żywej.

            W dialogu z Étiennem Balibarem, dotyczącym pojęć tego, co wspólne, i komunizmu Negri posuwa się nawet do tak odważnych stwierdzeń jak: „Kiedy praca staje się intelektualna, wolność okazuje się dla niej niezbędna; analogicznie, kiedy staje się kooperatywna, charakteryzuje ją równość. Dzisiaj bez wolności i/lub równości nie może istnieć produktywna praca”. Celebruje również „nową postać produktywnego podmiotu, który uzyskał relatywną autonomię zarówno w formach kooperacji, w których się wyraża, jak i w złożoności  kognitywnych, intelektualnych, relacyjnych i afektywnych materialności siły roboczej, którą wykorzystuje w pracy (Curcio i Özselçuk 2010). W odpowiedzi Balibar trafnie rozpoznaje w rozumowaniu Negriego zawoalowaną rehabilitację tezy o prymacie rozwoju sił wytwórczych. Autor Marx oltre Marx porzucił nieprzejednanie wrogie stanowisko wobec kapitalistycznego systemu organizacji pracy, który wraz z momentem autonomizacji pracy żywej miał zostać zniszczony, ponieważ zawierał w sobie mechanizmy wyzysku (Negri 2014, 257). Dziś twierdząc, że człowiek i jego kognitywne zdolności zastąpiły system maszyn w roli hegemonicznego źródła kreatywności, Negri utrzymuje, że to, co wspólne, powstaje wprawdzie w relatywnej autonomii wobec kapitalistycznego wnętrza, ale podlega pasożytniczym praktykom korumpującym. W konsekwencji to, co wspólne, trudno odróżnić od komunizmu kapitału i urzeczywistnić jego samoorganizację.

Ostatecznie utożsamienie produkcji dóbr wspólnych z produkcją jako taką może budzić zastrzeżenia dotyczące prześlepienia przez Negriego i Hardta tych praktyk, które rzeczywiście odpowiadają za samowaloryzację tego, co wspólne. Nie jest to wprawdzie ślepota tego stopnia, co w przypadku liberalnej ideologii kapitalizmu – być może należałoby tu mówić raczej o zaślepieniu dobrem wspólnym. Podkreślając wszechobecność dóbr wspólnych, Negri i Hardt okazują się kiepskimi teoretykami newralgicznego punktu wyzwolenia spod kapitalistycznego kierownictwa. Zbyt mało uwagi poświęcają rzeczywistym praktykom eksperymentującym z niekapitalistyczną organizacją produkcji. Celebrując wszechobecność dobra wspólnego, jego nadmiarowość i niemierzalność ryzykują, że stanie się ono jednocześnie wszystkim i niczym. Takie podejście nie ułatwia konstytuowania dóbr wspólnych i samorządzenia nimi. Autorzy zbyt skromnie odnoszą się do bardziej empirycznie zorientowanych badań nad rządzeniem dobrami wspólnymi, a ich podejście okazuje się zbyt abstrakcyjnym drogowskazem dla praktyczek. Dotychczasowy dorobek Negriego i Hardta nie precyzuje wystarczająco momentu autonomizacji pracy żywej jako tego, co wspólne, i nie przedstawia jego produkcji poza kapitałem i państwem. Można mieć wątpliwości, na ile Hardt i Negri – przez ich przywiązanie do ekonomistycznej tendencji, która w ich ujęciu jest bardziej jakościowa niż ilościowa – teoretyzują zerwanie z kapitałem, a na ile jego osobliwą hybrydyzację z komunistycznym horyzontem oczekiwań (komunizm kapitału).

            Oba zaprezentowane dotąd ujęcia tego, co wspólne, w relacji do kapitału opierały się na założeniu, że zewnętrze kapitalizmu znajduje się w zaniku. Róża Luksemburg zakwestionowała liberalną wersję tragedii dobra wspólnego, ale uczyniła komunistyczne wspólnoty wiejskie i ich praktyki widzialnymi po to, by w następnym ruchu skazać je na wyginięcie – marksistowską tragedię dóbr wspólnych. Zewnętrze kapitalizmu – komunizm – ma być kwestią czasu, nie przestrzeni: rozwinie się na mocy dalszej akumulacji kapitału i jej wewnętrznych sprzeczności, a nie za sprawą zewnętrznego oporu czy autonomizacji pracy żywej, której Luksemburg nie teoretyzuje jako zewnętrza. Z kolei Negri i Hardt reprezentują afirmatywne ujęcie tego, co wspólne – można ich propozycję wpisać w rodzaj argumentacji, który Carol M. Rose przewrotnie nazwała „komedią dóbr wspólnych” (comedy of the commons), podkreślając w ten sposób – w kontrze do Garretta Hardina i jego zwolenników – że wraz z poszerzeniem dostępu do danego zasobu może następować jego udane samozachowanie i rozrost (Rose 1986). Jednak Negri i Hardt, zacierając wyraźną różnicę między kapitałem a tym, co wspólne, zdają się pokładać nadmierną wiarę w tendencję do akumulacji bycia, która ich zdaniem może rozwijać się tylko w oparciu o odmowę pracy najemnej i uwolnienie się dóbr wspólnych spod dominacji kapitału. Czy rzeczywiście produkcja życia, do jakiej dochodzi w obecnej fazie kapitalizmu, jest produkcją bogactwa społecznego, które może wykroczyć poza kapitalistyczną miarę? W końcowej części artykułu analizuję możliwości, jakie daje odmienne usytuowanie tego, co wspólne, wobec kapitału: utrzymanie relacji zewnętrznej (De Angelis) lub wykroczenie poza podział na wnętrze i zewnętrze (Agamben).

 

De Angelis: to, co wspólne, jako zewnętrze

Chociaż Massimo De Angelis, podobnie jak Hardt i Negri, wpisuje się w tradycję postoperaistyczną, to podstawowa różnica między nimi, zachodząca już na poziomie wyjściowych założeń, odnosi się do tezy o zaniku zewnętrza. Włoski ekonomista nie kwestionuje fundamentalnego dla marksistowskich teorii akumulacji kapitalistycznej rozpoznania, że dąży ona do ciągłej ekspansji i likwidacji swojego zewnętrza. Jednak w przeciwieństwie do Luksemburg oraz Hardta i Negriego widzi potencjał zewnętrza w zakresie antykapitalistycznego oporu. Zamiast widzieć w niekapitalistycznych dobrach wspólnych siłę antymodernistyczną (Luksemburg) albo zakładać, że zostają one subsumowane pod kapitał i łącząc się z pozostałymi sektorami pracującej wielości, stają się alternowoczesną podstawą dla uwolnienia dialektyki nowoczesności z podziału na wnętrze i zewnętrze (Negri i Hardt), De Angelis twierdzi, że to, co wspólne, musi stworzyć własne, napełnione pozytywną treścią zewnętrze.

            W pracy The Beginning of History zakłada on, podobnie jak Luksemburg, naznaczony oporem, konfliktowy charakter dóbr wspólnych jako zewnętrza kapitalizmu. Jednak wbrew rewolucjonistce nie traktuje zewnętrza jako chwilowej bariery w nieuchronnej ekspansji wnętrza. Zadanie, jakie w jego przekonaniu ma zewnętrze, polega na stworzeniu alternatywnych wartości i mechanizmów waloryzacji – konkurencyjnych dla wartości kapitalistycznej (tożsamej ze społecznie niezbędnym czasem pracy). Komonalizacja, czyli odzyskanie i zorganizowanie produkcji przez bezpośrednich wytwórców, w której De Angelis widzi szansę na wyjście poza kapitalizm, nie pokrywa się zupełnie z biopolityczną produkcją opisywaną przez Negriego i Hardta. Sam fakt, że siła robocza jest dzisiaj połączona przez gospodarkę sieciową, a produktywność w coraz większej mierze zależna jest od kooperacji, nie wystarczy jeszcze do wyciągnięcia wniosków o antykapitalistycznym potencjale hegemonicznego sposobu produkcji (biopolityki). Komonalizacja w ramach kapitalizmu nie wytwarza alternatywnych wartości i nie będzie do tego zdolna bez autonomizacji w ramach niekapitalistycznego zewnętrza. Zdaniem De Angelisa (2004) pozwalają na to natomiast walki, które toczą się przeciwko neoliberalnej globalizacj­i.

            Jeśli skoncentrować się na tych praktykach tego, co wspólne, które rzeczywiście wpisują się w walki z kapitalizmem, należałoby przyjąć tezę nie o zaniku zewnętrza, ale o jego stałej reprodukcji w odmiennych kontekstach, formach i połączeniach (De Angelis 2007, 30–31). Jeżeli grodzenia dóbr wspólnych i separacja bezpośrednich wytwórców od środków produkcji są trwałymi operacjami, jakie zmuszony jest przeprowadzać kapitalizm, to ze strony commonerów nieustannie towarzyszy im zamiar odzyskania kontroli na społeczną reprodukcją. Sprowadzanie praktyk, które otwarcie przeciwstawiają się kapitalizmowi i wypracowują nowe wartości organizujące produkcje, do tego samego poziomu, na którym zachodzi kooperacja zapośredniczona przez kapitał – jak to robią Negri i Hardt, unieważniając sam podział na wnętrze i zewnętrze – pozbawia ruch na rzecz the commons jego tożsamości. Jeżeli przyjmujemy, że wszyscy są w jakiś sposób commonerami wytwarzającymi dobro wspólne – nawet jeśli większość robi to, jak chcą autorzy Rzeczpospolitej, w skorumpowanych formach państwa, korporacji i rodziny – ryzykujemy, że pominiemy lub nie docenimy wystarczająco tych praktyk, które stawiają sobie za cel komonalizację poza kapitalistyczną waloryzacją i opór przed grodzeniami (De Angelis 2017, 55). W kontekście rozwoju zróżnicowanego ruchu na rzecz dóbr wspólnych – ekologicznego, feministycznego, pirackiego, miejskiego, chłopskiego – i przybierających na sile neoliberalnych grodzeń, strategicznym błędem byłoby utożsamiać postmodernistyczną, sieciową gospodarkę z komunizmem, który nadchodzi.

            Spór między De Angelisem a Negrim i Hardtem o zanik zewnętrza ma bezpośredni związek z ich różnicą zdań na temat prawa wartości (De Angelis 2007, 165–171). Stwierdzenie, że ekonomiczny charakter prawa wartości – mierzalność – przestaje obowiązywać, ale nie znika przez to jeszcze polityczna forma, która zabezpiecza wyzysk, pozwala Negriemu i Hardtowi widzieć w kapitale jedynie pasożytniczą narośl na pracy biopolitycznej i tym samym zakładać, że przyrost kooperacji rozsadzi technologie kontroli pracy żywej. Tej krytyce prawa wartości, opartej na afirmatywnym – dokonanym przez Negriego – odczytaniu Marksowskiego fragmentu o maszynach z Grundrisse (Szadkowski 2013, 81–88) i rozdziału Bezpośrednie rezultaty procesu produkcji niewłączonego do I tomu Kapitału (zawierającego teorię realnej subsumpcji pracy pod kapitał), De Angelis się przeciwstawia. Zdaniem autora Omnia sunt communia to właśnie prawo wartości determinuje tendencję rozwoju kapitału, w której Hardt i Negri upatrują wyzwolenia pracy: produkcja niematerialna nie rozwija się wcale na mocy oddolnej akumulacji bycia, ale z powodu jej opłacalności dla kapitału. Tendencja, którą słusznie odnotowują autorzy Imperium, podyktowana byłaby więc kapitalistyczną waloryzacją i nie wytwarzałaby sama z siebie żadnych alternatywnych metod pomiaru, które umożliwiałyby uwolnienie tego, co wspólne, z relacji wyzysku. Rozpowszechnienie pracy niematerialnej następowałoby według De Angelisa z tego samego powodu, z którego w przeszłości rozwinięta praca fabryczna wyparła pracę rzemieślniczą: z zewnątrz nadeszła bardziej wydajna forma produkcji, która wywarła nacisk na dotychczasowe branże. Mordercza konkurencja, do której pracownicy są zmuszani pod presją prawa wartości, sprawia, że teoretyzowanie na temat globalnej produkcji w kategoriach dobra wspólnego uniemożliwia – zdaniem De Angelisa – stworzenie jakiejkolwiek antykapitalistycznej polityki nakierowanej na wykreowanie innego sposobu produkcji, w którym obowiązywałyby alternatywne wartości organizujące pracę społeczną. Pokładanie nadziei w tendencji, która miałaby zbliżyć do siebie pracowników pod względem ich położenia, miałoby być zresztą błędne z ekonomicznego punktu widzenia: pracownicy niematerialni potrzebują produkcji materialnej, zapewniającej im sprzętu do pracy, a także zupełnie podstawowych środków reprodukcji, jak jedzenie, woda czy ubrania (De Angelis 2017, 69). Jeżeli praca niematerialna będzie stawała się hegemoniczna, to wytwarzać się będzie hierarchia, spychająca pracowników materialnych na pozycje nieuprzywilejowane z gorszymi warunkami sprzedaży siły roboczej.

            Jak pisze De Angelis (2012, 315), to właśnie odzyskanie zewnętrza dla dóbr wspólnych ma być tą praktyką, która pozwala zarazem uwolnić się z myślenia o stosunkach niekapitalistycznych w kategoriach linearnych: albo jako przedkapitalistyczne ex ante (komunizm pierwotny, agrarny), albo jako niekapitalistyczne ex post (komunizm rozwinięty, komonizm). Dobro wspólne nie jest tym, co kapitał zastaje i zawłaszcza, ani tym, co mimowolnie produkuje wraz z rozwojem sił wytwórczych, postępem technologicznym czy przyrostem kooperacji. Podlegając ciągłej restytucji dzięki walkom o alternatywne wartości, dobro wspólne jest jednak nastawione na ryzyko kapitalistycznych grodzeń i na kooptację podporządkowaną pomnażaniu wartości ekonomicznej (temu służy wspomniany common fix). Żeby dobro wspólne zabezpieczyć, potrzeba „dobrych grodzeń”, jego ukonstytuowania się w roli zewnętrza. Nie jest to zadanie łatwe, także dlatego, że kapitalizm stosuje ideologiczne mistyfikacje, przedstawiające kłopotliwe wnętrze systemu (np. biedę, bezrobocie, odpady) jako wykluczone zewnętrze, które należy poddać integracji, podczas gdy są to typowe przykłady kosztów zewnętrznych, bez których kapitał nie może się obejść. Nierzadko zresztą nawet na bazie odpadków systemowych rodzą się alternatywne sposoby organizacji reprodukcji społecznej (np. gospodarka nieformalna), które stanowią dla kapitalizmu zagrożenie i muszą być kontrolowane lub „włączane” do systemu pod pozorem troski.

            Gdzie konkretnie znajduje się zewnętrze dla kapitału? Zaletą perspektywy De Angelisa jest to, że nie myśli on o zewnętrzu w terminach ściśle przestrzennych: zewnętrze nie jest jakimś łatwym do wyodrębnienia miejscem, które musi pozostawać bez związków z kapitałem (w rodzaju autarkicznej wspólnoty). Zewnętrze jest poprzecinane licznymi relacjami z kapitałem i państwem, które mogą być zarówno antagonistyczne, jak i nieantagonistyczne. Mogą to być np. relacje konkurencji o zasoby albo o udział w rynku, walka na wyniszczenie lub wrogie przejęcie (grodzenie/komonalizację), pasożytowanie na drugiej stronie (darmowa eksternalizacja kosztów i bezpłatne przywłaszczanie zysków), ale też relacje takie jak mutualizm (współpraca państwa i kapitału z ruchami społecznymi w zakresie zarządzania kryzysem środowiskowym), protokooperacja (działanie dóbr wspólnych i kapitału na rzecz tego samego celu, choć bez bezpośredniej współpracy) czy komensalizm (wykorzystywanie odpadów drugiej strony – np. sprawnego sprzętu, który został wycofywany z rynku i ląduje na wysypiskach z elektrośmieciami). Zewnętrze musi być potencjalnie zdolne do zerwania z kapitałem, do autonomizacji i samowaloryzacji, ale by tego dokonać, musi wykorzystać istniejące powiązania.

            Swoje kontakty z otoczeniem dobra wspólne nawiązują za pomocą procedury, którą De Angelis określa jako „graniczny commoning” (boundary commoning) (De Angelis 2017, 24), bazując na dwuznacznym charakterze granicy, która zarazem łączy, jak i dzieli (Moll 2016). Rola „dobrego” grodzenia dobra wspólnego nie polega tylko na ustanowieniu jego dystansu do kapitału i wspierającego go państwa w celu ochrony przed „złym” grodzeniem. De Angelis uważa, że dobro wspólne jest w tym samym stopniu zdolne do żerowania na mocach kapitału i państwa, aby przeciwstawić im konkurencyjny system społeczny z alternatywnymi wartościami, w jakim kapitał i państwo zdolne są do przechwytywania bogactwa produkowanego w ich zewnętrzu (De Angelis 2017, 333). Między dobrem wspólnym, kapitałem i państwem powstają granice, które organizują produkcję na wzór hierarchiczny – gdy jakiś system zostaje wpisany do wnętrza jakiegoś środowiska. Dobro wspólne (np. kooperatywa produkcyjna) może być wpisane w otoczenie kapitalistyczne, ale też sam kapitalizm zależy od dóbr wspólnych (środowiska naturalnego, altruizmu i kooperacji w życiu społecznym).

            Dzięki granicy możliwa jest reprodukcja danej jednostki dobra wspólnego i jej ochrona przed grodzeniami, ale granica ma też funkcje ofensywną, umożliwiającą ekspansję oraz budowanie sojuszy. To od tej drugiej funkcji zależy, według De Angelisa, na ile to, co wspólne, może stać się paradygmatem konkurencyjnym dla kapitalizmu. Nie należy tej ekspansji rozumieć w kategoriach ciągłego przyrostu zasobów. Każde dobro wspólne wyłania się poprzez redukcję złożoności, ustanowienie organizacji w miejsce chaosu. Żadne dobro wspólne, jako wydzielony system społeczny, nie może rosnąć w nieskończoność. Nie tylko ze względu na funkcjonalne problemy związane z zarządzaniem zbyt dużym obszarem i zasobami; aby możliwa była ekspansja dobra wspólnego, potrzebna jest znajomości partykularnej ekologii, kontekstu kulturowego i zdolność tworzenia wartości, które będą z nimi kompatybilne. Jeżeli dobra wspólne mają tworzyć ze sobą udane powiązania, muszą zachować swój pluriwersalny, elastyczny charakter, umożliwiający ciągłe redefinicje wartości i zapewniający wspólnotowy tryb zarządzania. Tylko w ten sposób możliwa jest reprodukcja nie tylko wspólnych zasobów, ale i warunków ich dalszej reprodukcji (De Angelis 2017, 29).

            Mocną stroną propozycji De Angelisa jest to, że wychodzi poza obiektywistyczne rozumienie wnętrza i zewnętrza oraz nie lokuje tego, co wspólne, ani po jednej, ani po drugiej stronie. Dobro wspólne nie jest skazane na zajmowanie marginesów kapitalizmu, nie jest też subsumowane pod kapitał – jest praktyką „dobrego grodzenia” i reprodukującego je commoningu. W kategoriach zaproponowanych przez De Angelisa łatwiej dyskutować o konkretnych atutach i słabościach poszczególnych form komonalizacji. Włoski ekonomista przywraca zewnętrze jako potencjalny obszar tego, co wspólne – ale nie jest to zarazem zewnętrze rozumiane jako utracona przeszłość albo utracona przestrzeń. Okazji do uprawiania granicznego commoningu nie brakuje – czy będzie to zajęcie placu miejskiego, okupacja auli uniwersyteckiej, przejęcie publicznego teatru, zawiązanie lokalnej kooperatywy między rolnikami i konsumentami czy komunalnego przedsiębiorstwa dystrybuującego wodę w zgodzie z odpowiedzialnością społeczną i środowiskową. Przeciwstawienie się kapitalizmowi zawsze będzie kwestią zbiorowej praktyki, a nie obiektywistycznych tendencji. De Angelisowi udaje się także znaleźć interesujące wyjście poza dychotomię ekonomizmu i woluntaryzmu. Nie można zwolenniczkom tego pierwszego odmówić zasadnych argumentów, że komunizm potrzebuje określonych struktur materialnych, że nie może być sprowadzony do zbiorowej woli zniesienia antagonizmu klasowego; z drugiej strony, z woluntarystycznego punktu widzenia można ripostować, że czekanie na rewolucję w nadziei na pojawienie się warunków możliwości komunizmu wynika z niedoceniania roli oddolnej praktyki i z przeceniania czynników zewnętrznych. De Angelis, przyznając prymat praktykom, nie zrywa przy okazji ich związku warunkami strukturalnymi – komonalizacja zasobów jest niezbędna, ale udany commoning graniczny zależy dopiero od ich właściwej organizacji.

 

Agamben: to, co wspólne, poza wnętrzem i zewnętrzem

Powyżej koncentrowałem się na argumentach teoretycznych, które w obrębie marksizmu wygrywają przeciwko sobie perspektywę wnętrza i zewnętrza na potrzeby badania warunków transcendentalnych zawiązania wspólnoty bezpośrednich wytwórców. W końcowej części artykułu odwołam się do książki The Highest Poverty Giorgia Agambena (2013), by naszkicować możliwą drogę wyjścia poza dylemat wnętrze–zewnętrze, przed którym stawiane są antykapitalistyczne projekty dóbr wspólnych. Propozycja dla rozważań i praktyk dóbr wspólnych, którą formułuję na podstawie badań, jakie włoski filozof przeprowadził nad monastyczną formą życia, z pewnością może wydawać się wysoce abstrakcyjna i – w odróżnieniu od prac Luksemburg, Negriego i Hardta oraz De Angelisa – oderwana tak od analiz współczesnych przekształceń pracy i produkcji w kapitalizmie, jak i od praktyk na rzecz konstytucji tego, co wspólne. Uważam mimo to, że chociaż posiada ona wiele poważnych ograniczeń – chociażby brak odniesienia do historycznego i socjologicznego konkretu, abstrahowanie od licznych oczywistych i potencjalnie dyskredytujących całe przedsięwzięcie dylematów na poziomie organizacji wspólnoty (kwestia reprodukcji, w tym rozrodczości; generowanie innowacji i postępu technologicznego) – to wskazuje teoretyczkom i praktykom dóbr wspólnych pewien kierunek działania, który jest co najmniej prowokujący. Przyznać jednak trzeba, że sam autor nie rozwija swojej propozycji na tyle, by mogła ona zacząć funkcjonować jako coś więcej niż ćwiczenie z filozoficznej abstrakcji. Kwestią otwartą – tutaj się nią nie zajmuję – pozostaje to, na ile kontrowersje dotyczące sposobu organizacji zakonów franciszkańskich, które wstrząsnęły Kościołem katolickim po śmierci Franciszka z Asyżu i w których wyartykułowano najbardziej ortodoksyjną interpretację reguły zakonnej, wzywającą do całkowitego ubóstwa poprzez rezygnację z własności dóbr, są dziś tylko ewentualną inspiracją dla ruchu dóbr wspólnych, a na ile konkretne formy gospodarowania – których Agamben niestety nie zgłębia – są przekładalne na organizację współczesnych praktyk, potencjalnie umożliwiających zaspokojenie potrzeb społecznych powszechnie uznawanych za niezbędne do wartościowego życia.

            Wykorzystywanie akurat teorii Agambena w kontekście rozważań nad dobrami wspólnymi może wydawać się nieporozumieniem. Autor Homo Sacer nie jest zaliczany do tego nurtu badań i nie stanowi dla niego istotnej inspiracji. Z pewnością część rozważań filozoficznych Agambena – poświęconych takim pojęciom jak „byt jako taki”, uniwersalizm, bezklasowe (Agamben 2008, 7–10, 69–72) czy strefa nierozróżnialności unieważniająca podział wnętrze/zewnętrze (Vaughan–Williams 2009, 105) – można potraktować jako poszukiwanie wspólnej formy życia, która nie poddawałaby się działaniu maszyny antropologicznej, oddzielającej pełnoprawne życie polityczne (bios) od pozbawionego ochrony życia biologicznego (dzoe). Z drugiej strony, autor ten kojarzony jest najczęściej z apokaliptyczną diagnozą współczesności, w której stan wyjątkowy jest regułą, obóz funkcjonuje jako nomos nowoczesności, a odarte z praw „nagie życie” (vita nuda) wystawione jest na śmiercionośne operacje biowładzy. Jest tak, pomimo że Agamben usiłuje po benjaminowsku stan wyjątkowy „odkręcić” – zademonstrować, że poza podziałami na dzoe i bios, normę i wyjątek, uniwersalizm i partykularyzm czy wnętrze i zewnętrze, pomyśleć można zbiorową formę życia nienarażoną na tego rodzaju binaryzmy. Ta zbiorowa forma życia wyrażałaby się właśnie w stanie wyjątkowym, tyle że interpretowanym afirmatywnie jako ostateczne rozbrojenie maszyny antropologicznej.

            W kontekście związku tak rozumianej zbiorowej formy życia z dobrami wspólnymi interesująca okazuje się właśnie jego książka The Highest Poverty, której przedmiotem jest przecież – jak wprost pisze Agamben – koinos bios, życie wspólnie (Agamben 2013, 6). Sama zaś organizacja życia monastycznego powinna być wartościowym źródłem inspiracji (lub przestrogą) dla commonerów. Jest ona przecież organizacją ekonomii w zbiorowym gospodarstwie: tak ekonomii zbawienia, jak i produkcji towarowej. Zakony nie tylko wytwarzają wspólne zasoby, ale wokół pracy kreują silne wzorce socjalizujące konieczne do życia zbiorowego, szczegółowo regulują rytm codziennych aktywności i wprowadzają dyscyplinę pracy – ich funkcjonowanie zdradza zatem wiele podobieństw z dobrami wspólnymi. Z drugiej strony, szereg badaczy dopatruje się w działalności zakonów wręcz protokapitalistycznych jednostek produkcyjnych (Jewdokimow 2015; Novak 2010; Stark 2016). Na ile możliwe jest odparcie ich argumentacji i reinterpretacja monastycyzmu jako przykładu dobra wspólnego? Na ile można ująć zakon jako przestrzeń afirmatywnego stanu wyjątkowego, gdzie funkcjonowanie poza prawem nie wystawia na arbitralną przemoc? Czy można zakon przeciwstawić obozowi, gdzie to samo położenie w stanie nierozstrzygalności umożliwia praktyki totalitarne?

            W ramach takiej reinterpretacji można czytać książkę Agambena, z tym istotnym zastrzeżeniem, że włoski filozof dokonuje fundamentalnej zmiany paradygmatu w stosunku do autorów, którzy dobro wspólne – podobnie jak komunizm – wiążą z własnością zbiorową. Zdaniem Agambena bycie wspólnie jako forma życia nie opiera się na wspólnej własności, ale na wyjściu poza porządek własności jako takiej: zarówno własności prywatnej, jak i publicznej (ta druga byłaby tylko wariantem tej pierwszej – to samo stwierdzają zresztą Hardt i Negri [2012b, 100]). Ustanowienie dobra wspólnego nie byłoby zatem kwestią jakiegokolwiek zbiorowego przywłaszczenia czy „dobrych” grodzeń, a pozbawienie tego, co wspólne, nie następowałoby na drodze grodzeń „złych” czy „akumulacji poprzez wywłaszczenie” (Harvey 2004). Założenie, że z komunizmu można zostać „wywłaszczonym”, opierałoby się wówczas na błędzie logicznym: z komunizmu nie można zostać wywłaszczonym, ponieważ nie istnieje w nim własność, nawet własność społeczna przeciwstawiana zwykle skorumpowanej własności publicznej w reżimach realnego socjalizmu.

            Tym, co Agamben stara się uwypuklić w monastycyzmie – i co pozwala widzieć w nim formę dobra wspólnego – nie jest wspólne miejsce zamieszkania, ale doświadczenie wspólnego życia (Agamben 2013, 11). Nie liczba zakonników tworzy zakon – można żyć razem, ale osobno, obok siebie, bez wspólnych reguł – ale pewna forma życia, która właściwie stapia się z życiem. To stopienie się życia z regułą jest właśnie tym, co paradoksalnie uniemożliwia nakładanie na zakon jakichkolwiek reguł z zewnątrz, budowanie instytucji na wzór quasi-totalitarny, wpisywanie zakonników w porządek prawny, który wtórnie pozwalałby na odarcie z praw. Przemyślenia Agambena otwierają więc możliwość pomyślenia życia kolektywnego poza wszelkimi grodzeniami – zarówno tymi „złymi”, jak i tymi „dobrymi”.

            Taką szansę stwarzają według Agambena tradycje franciszkańskie. Franciszkanie znają praktykę użytku (usus), która wykracza poza przeciwieństwa formy i życia, reguły i zachowania, dzoe i bios. Praktyka ta opiera się na niemożliwości posiadania, ale też bycia posiadanym, schwytanym przez kogoś lub coś innego (np. prawo) – w jej ramach możliwe jest jedynie używanie bez posiadania, poprzez postępowanie zgodne z regułą zakonną. Co istotne, reguła ta nie może podlegać kodyfikacji, nie może być zewnętrzna – w jej spełnianiu nie chodzi bowiem o jej stosowanie, a o powtarzanie właściwej formy życia, habitusu, który zewnętrzny jest wobec treści reguły (Agamben 2013, 110–122).

            W zasadzie prace Agambena nie kwestionują fabrycznego charakteru franciszkańskich zakonów. Jednak odkrywają taką ekonomię ich funkcjonowania, która nie czyni z nich prototypowych kapitalistycznych zakładów produkcyjnych, ale przedsięwzięcia wytwarzające komunistyczną antropologię. W przeciwieństwie do klasztorów, które uwikłane są w dominującą w Kościele katolickim ekonomię zbawienia, poddającą pracę wiernych i kapłanów instytucjonalnej kurateli, franciszkanie, stapiając życie z regułą zakonną, urzeczywistniają alternatywną ekonomię, która podporządkowana zostaje potrzebom ubogich, chorych czy zwierząt, składając się na życie zbiorowe wolne od dominacji i wyzysku (Pospiszyl 2016, 253–258).

            Stanowisko franciszkanów, podważające wszelką własność, w tym własność zbiorową, a  nawet własność samego siebie, otwierało możliwość radykalnego egalitaryzmu, który byłby czymś więcej niż zbiorowym posiadaniem dóbr, zbiorowym zrównaniem: byłby życiem poza wszelkim posiadaniem, poza wszelką miarą.

            W celu afirmatywnego odczytania stanu wyjątkowego Agamben odwołuje się do Williama Ockhama (Agamben 2013, 133–134). Franciszkański teolog następująco uzasadniał życie zakonników podług praktyki użytku: podczas gdy dla pozostałych ludzi używanie cudzych dóbr było dopuszczalne jedynie w stanie wyjątkowym (np. skorzystanie z czyjejś własności w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia), franciszkanie żyli w porządku odwróconym. To, co dla innych było normalne (własność), dla nich było czymś wyjątkowym; to zaś, co dla innych było wyjątkowe (używanie), dla nich było normalne. Franciszkanie próbowali więc uciec prawu własności nie za sprawą jakiegoś innego, lepszego prawa, ale poprzez afirmację stanu wyjątkowego. Kondycja franciszkańska byłaby „prawem” do nieposiadania praw, odwróceniem prawa do posiadania praw, a przez to pozostawałaby odporna na odarcie z praw na drodze suwerennego wyjątku. Tym, co zabezpieczałoby franciszkanów w kondycji poza prawem, byłaby kolektywna forma życia – interpretując rzecz w języku niniejszego artykułu, byłby to po prostu commoning.

            Dostrzeganie analogii między franciszkańską formą życia a commoningiem okazuje się uzasadnione także wtedy, gdy porównamy spór, w jaki franciszkanie weszli z papiestwem w celu obrony swojej formy życia, z dzisiejszymi zmaganiami teoretyczek dóbr wspólnych z liberalnymi ekonomistami. By zneutralizować franciszkański radykalizm, papież Jan XXII chciał ograniczyć praktyki użytku jedynie do dóbr niewyczerpywalnych, odnawialnych, a odnosząc się do wszystkich pozostałych, stwierdził, że ich używanie bez posiadania jest niemożliwe (Agamben 2013, 129–132). Echo tego rozstrzygnięcia dostrzegamy współcześnie u badaczy typologii dóbr przy okazji takich konceptów jak „dobra publiczne” (Samuelson 1954) czy nawet „dobra wspólnej puli”. Zakłada się, że to dany niejako obiektywnie charakter określonego dobra umożliwia jego użytek bez posiadania go na własność. Konstytuująca rola formy życia, bycia wspólnie zostaje tutaj zapoznana.

Agamben wspomina też o polemice z papieżem, jaką prowadził Franciszek z Ascoli: pojawiło się w niej radykalnie procesualne ujęcie, które kwestionowało wszelką własność, wprowadzając na jej miejsce jedynie używanie. W tej propozycji widzieć można filozoficzne ugruntowanie commoningu, bardzo aktualne w świetle teorii dóbr wspólnych w dobie kapitalizmu kognitywnego, opierającego się coraz bardziej na przepływach czy produkcji typu peer-to-peer (Benkler 2008).

Agamben twierdzi, że poza wszelkimi innymi przyczynami franciszkańska batalia o zachowanie wspólnotowej formy życia została przegrana, bowiem przybrała kształt dysputy prawnej, a reguła nie mogła zostać obroniona na drodze legalistycznej, ponieważ opierała się kodyfikacji. Ten opór pomógł stworzyć nowoczesną teorię własności, która ugruntowała rozwój kapitalistycznych stosunków społecznych. Górę wzięła interpretacja, wedle której rzecz używaną i współprodukowaną, ale formalnie nieposiadaną, uznano za rzecz niczyją. Trzeba pamiętać, że Locke’owska definicja własności prywatnej, stworzona w odpowiedzi na marnotrawstwo wspólnych zasobów ludzkości przez autochtonów w koloniach, opierała się na tym rozumowaniu, które papiestwo przedstawiło franciszkanom: niemożliwe jest używanie bez posiadania, a skoro autochtoni nie znają praw własności, to zasoby, z których korzystają, nie należą do nich (Milun 2016, 6–11). Franciszkanie byliby w tym ujęciu jedną z wielu grup commonerów pozbawionych swoich zwyczajowych reguł na mocy logiki, która utorowała drogę prawom własności – obok ludności z zagrodzonych dóbr wspólnych, atlantyckich piratów, czarownic czy rdzennych Amerykanów (Federici 2004; Linebaugh i Rediker 2012).

Zauważa też Agamben, że obecność franciszkanów w Kościele tolerowano za sprawą wybiegu: pozwalano im na utrzymywanie ich formy życia, ale dobra, które były przez nich używane, uznano – podobnie jak ich zakony – za własność całego Kościoła. Zakony franciszkańskie byłyby więc protokooperatywami zorganizowanymi na wzór komunistyczny, ale podporządkowanymi zewnętrznej instytucji. Kiedy samo przetrwanie zakonu zaczęło zależeć od jego zastosowania się do wytycznych hierarchii kościelnej, nie zdecydował się on na herezję, a tym samym zniweczył potencjał franciszkańskiej formy życia, która dezaktywizować miała prawo (Agamben 2013, 144). We wspólnotowym trybie życia, który jest poddany wyższej instancji, widzieć można raczej pierwowzór społeczeństwa socjalistycznego z publiczną własnością, a nie funkcjonujący poza wszelką własnością komonizm.

Mimo porażki franciszkanów, być może wyeksponowany przez Agambena radykalizm ich stanowiska pozwalałby dzisiaj ponownie pomyśleć dobro wspólne, nie tylko jako zewnętrze kapitalizmu, ale jako kategorię wykraczającą poza dychotomię wnętrza i zewnętrza, podobnie jak poza własnością prywatną i publiczną, a nawet wspólną. Być może to właśnie Agambenowski byt jakikolwiek, mesjańska resztka pozbawiona wszelkich własności (Agamben 2008, 7–8), znajdująca się na progu, czyli będąca wewnątrz zewnętrza (Agamben 2008, 73), stanowi wskazówkę, jak wyjść z komunizmu kapitału? Jednak aby jednak pójść w tym kierunku, Agamben i jego czytelnicy musieliby uniknąć błędów franciszkanów i zamiast skupiać się na prawnych dysputach, trwać przy traktowaniu usus jako używania-współprodukcji. Kluczową kwestią, która wymaga przemyślenia, jest oczywiście moment wyjścia poza kapitał, poza porządek własności: jak dokonać udanej herezji, gdy zakłada ona wyzbycie się bogactw, które mogłyby posłużyć do walki i oporu wobec kapitalistycznej ofensywy, którą z pewnością by na siebie ściągnęła? Jak nie powtórzyć losu grup heretyckich, które eksperymentowały ze zniesieniem własności? Na te pytanie Agamben nie tylko nie odpowiada, ale nawet ich nie zadaje.

Powiązanie dorobku autora Wspólnoty, która nadchodzi z praktykami na rzecz tego, co wspólne, czeka jeszcze na swoje teoretyczki. Tego spotkania nie ułatwia na pewno Agambenowska antropologia polityczna, skoncentrowana na pomyśleniu takiej formy życia, która umożliwia dezaktywację prawa i władzy poprzez odmowę działania i bezczynność (adynamis). Rozważania o franciszkanach pokazują jednak, że odmowy uczestnictwa w sferze aktualizujących się potencjalności, w organizowanym przez ekonomię liturgii dziele boskiego stworzenia, nie trzeba koniecznie rozumieć jako nie-pracy. Proponowana przez włoskiego filozofa forma exodusu stwarza możliwość rozwijania alternatywnej ekonomii, której podstawą nie jest jednak przejęcie na własność środków produkcji czy powołanie innego, lepszego prawa, lecz działanie poza wszelkim porządkiem posiadania. Teologia ekonomiczna Agambena może zatem stanowić dla współczesnego ruchu na rzecz dóbr wspólnych prowokujące źródło refleksji nad relacjami dóbr wspólnych z kapitałem i państwem, zwłaszcza w kontekście tych sfer rzeczywistości, które – jak wiedza, sieci społeczne, środowisko – nie poddają się łatwo przywłaszczeniu

 

Podsumowanie

Po 150 latach od wydania Kapitału obserwujemy stale ponawiane próby organizacji produkcji i relacji społecznych w sposób wspólnotowy. Wielobarwny ruch na rzecz dóbr wspólnych stawia sobie dzisiaj za cel obronę społecznego bogactwa przed kapitalistycznymi grodzeniami oraz zorganizowanie jego produkcji i redystrybucji przez wspólnoty bezpośrednich wytwórców. Obserwowaliśmy to podczas kryzysu w Argentynie, gdzie robotnicy przejmowali zamykane fabryki i tworzyli komuny; w Boliwii, gdzie dzięki demonstracjom przeciwko prywatyzacji wody udało się zorganizować kolektywne systemy zaopatrzenia; w działaniach ruchu pirackiego, który walczy o wolny dostęp do sieci i współwytwarzanego w niej bogactwa; w ruchach wiejskich, które protestują przeciwko patentowaniu nasion; w praktykach nowych ruchów społecznych, które odzyskują przestrzeń publiczną dla demokracji; coś drgnęło nawet w Komitecie Noblowskim, który nagrodził badania Elinor Ostrom nad ekonomicznymi aspektami rządzenia przez wspólnoty; ba, nawet papież Franciszek uczynił dobro wspólne jednym ze znaków rozpoznawczych swojego pontyfikatu.

            W niniejszym artykule koncentrowałem się na tym, na ile to, co wspólne, może wyrwać się spod zwierzchnictwa kapitału. Obserwowaną obecnie opaczną realizację żądań ruchu komunistycznego w ramach kapitału zdiagnozowałem za szeregiem autorów jako „komunizm kapitału”. Za przyczyny tego paradoksalnego stanu uznałem nakładanie się tego, co wspólne, na kapitalistyczne wnętrze oraz zachodzący równolegle zanik „twardego”, „obiektywnego” zewnętrza. Przyglądając się dwóm czołowym na gruncie marksizmu perspektywom reinterpretowania tego, co wspólne, i tego, co zewnętrzne wobec kapitału – autorstwa Róży Luksemburg oraz Michaela Hardta i Antonia Negriego – wskazałem, że rozwinięcie projektu dóbr wspólnych wymagać może odzyskania zewnętrza. Wyrwanie kapitalistycznej akumulacji opisanego przez Luksemburg zewnętrza, które zaniknęło lub znajduje się jeszcze w zaniku, może stać się impulsem do powstania niekapitalistycznych alternatyw. Sprawy nie ułatwia jednak dzisiejsze usytuowanie owego zewnętrza wobec kapitału. Nie będąc przestrzennie wyodrębnionym, przenika się raczej z wnętrzem, istniejąc co najwyżej jako „zewnętrze wewnętrzne”, podobnie jak w kapitalistycznych stosunkach produkcji funkcjonuje praca żywa z jej względną autonomią, opisaną przez Hardta i Negriego. Ostatecznie zaistnienie tego, co wspólne, jako tego, co zewnętrzne, zależałoby od zdolności pracy żywej do odmowy pracy najemnej i samowaloryzacji jej własnego potencjału kooperacyjnego poza kapitalizmem. Wskazałem jednak, że ambiwalentna postawa, jaką Hardt i Negri przyjmują wobec podziału na wnętrze i zewnętrze – z jednej strony akceptacja operaistycznej ontologii immanencji pracy żywej (zewnętrze), z drugiej koncentracja na analizach nowych form pracy, które rozwijają się w ramach najbardziej zaawansowanych sektorów produkcji kapitalistycznej (wnętrze) – sprawia, że zbyt mocno utożsamiają oni projekt dóbr wspólnych z logiką rozwojową kapitalizmu (zewnętrzem wytwarzanym przez kapitał), a zbyt mało uwagi poświęcają faktycznie antykapitalistycznym praktykom commonerów, które ukierunkowane są na budowę zewnętrznego zewnętrza. By zbadać możliwości tworzenia tego ostatniego, omówiłem prace Massimo De Angelisa. W konkluzji zasugerowałem, że być może problemem nie jest wybór między wnętrzem a zewnętrzem jako właściwym locus dla tego, co wspólne. Może konieczne jest wyjście poza ten dylemat – w tym celu wskazałem na użyteczność, jaką dla teorii dóbr wspólnych może mieć książka Giorgia Agambena o franciszkańskiej formie życia. Z tej perspektywy historia porażek, jakich doznają bezpośredni wytwórcy, gdy chcą odzyskać bogactwo społeczne w całej jego różnorodności i nadmiarowości, nie polegałaby na nieumiejętnym przekształcaniu własności prywatnej we własność społeczną, ale na uwikłaniu w sam porządek własności. Prywatność byłaby cechą własności jako takiej – bez względu na to, czy właścicielem byłaby pojedyncza osoba, zbiorowość czy państwo. Aby mogło zaistnieć to, co wspólne, konieczne byłoby zorganizowanie alternatywnej ekonomii, która opierałaby się na przedstawionym przez Agambena przykładzie franciszkańskiej reguły zakonnej – na używaniu, które przeciwstawione byłoby posiadaniu. Być może to nie żadne ekologiczne granice wzrostu ani wielkie konflikty geopolityczne, ale właśnie radykalna odmowa pracy, „wolałbym nie” kopisty Bartleby’ego (Agamben 2009), niesforna praca żywa zawsze uzbrojona w potencjał oporu, okaże się rzeczywistym obiektywnym zewnętrzem kapitału. Zewnętrzem, w którym zamiast olbrzymiego zbiorowiska odpadów znajdziemy olbrzymie nagromadzenie bogactwa społecznego.

 

 

Wykaz literatury

Agamben, Giorgio. 2008. Wspólnota, która nadchodzi. Tłum. Sławomir Królak. Warszawa: Wydawnictwo Sic!

Agamben, Giorgio. 2009. Bartleby, czyli o przypadkowości. Tłum. Sławomir Królak. W Herman Melville. Kopista Bartleby. Historia z Wall Street. Tłum. Adam Szostkiewicz. Warszawa: Wydawnictwo Sic!

Agamben, Giorgio. 2013. The Highest Poverty. Monastic Rules and Form-of-Life. Tłum. Adam Kotsko. Stanford: Stanford University Press.

Arendt, Hannah. 2010. Kondycja ludzka. Tłum. Anna Łagodzka. Warszawa: Wydawnictwo Aletheia.

Basso, Luca. 2015. Marx and the Common. From Capital to the Late Writings. Tłum. David Broder. Leiden–Boston: Brill.

Balibar, Étienne. 2010. Citizenship. Tłum. Thomas Scott-Railton. Cambridge: Polity Press.

Bauman, Zygmunt. 2009. „Kapitalizm się chwieje”. Le Monde Diplomatique – edycja polska 10.

Benkler, Yochai. 2008. Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynki i wolność. Tłum. Rafał Próchniak. Warszawa: Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne.

Beverungen, Armin, Anna-Maria Murtola i Gregory Schwartz. 2013. „The Communism of Capital?”. Ephemera 13(3).

Bobako, Monika. 2010. Demokracja wobec różnicy. Multikulturalizm i feminizm w perspektywie polityki uznania. Poznań: Wydawnictwo Poznańskie.

Bollier, David. 2011. „The Commons, Short and Sweet”. http://www.bollier.org/commons-short-and-sweet.

Bollier, David. 2014. The Commons – dobro wspólne dla każdego. Tłum. Spółdzielnia Socjalna Faktoria. Zielonka: Faktoria.

Boltanski, Luc i Eve Chiapello. 2007. The New Spirit of Capitalism. Tłum. Gregory Elliott. London: Verso.

Buck, Susan J. 1998. The Global Commons. An Introduction. Washington D.C.: Island Press.

Curcio, Anna i Özselçuk, Ceren. 2010. On the Common, Universality and Communism: A Conversation Between Étienne Balibar and Antonio Negri.” Rethinking Marxism: A Journal of Economics, Culture and Society 22(3).

De Angelis, Massimo. 2004. „Separating the Doing and the Deed: Capital and the Continuous Character of Enclosures.” Historical Materialism 12(2).

De Angelis, Massimo. 2007. The Beginning of History. Value Struggles and Global Capital. London: Pluto Press.

De Angelis, Massimo. 2012. „Grodzenia, dobra wspólne i »zewnętrze«”. Praktyka Teoretyczna 6.

De Angelis, Massimo. 2013. „Does capital need a common fix?” Ephemera 13(3).

De Angelis, Massimo. 2017. Omnia Sunt Communia. On the Commons and the Transformation to Postcapitalism. London: Zed Books.

Dyer-Witherford, Nick. „Komonizm”. http://www.praktykateoretyczna.pl/nick-dyer-witheford-komonizm/.

Federici, Silvia. 2009. Caliban and the Witch. The Body and Primitive Accumulation. New York: Autonomedia.

Foster, John Bellamy. 2015. „Marxism and Ecology.” Monthly Review 67(7).

Graeber, David. 2011. Debt: The First 5000 Years. New York: Melville House.

Hardin, Garrett. 1968. „The Tragedy of the Commons.” Science 162(3589).

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2005. Imperium. Tłum. Sergiusz Ślusarski i Adam Kołbaniuk. Warszawa: W.A.B.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2012a. Declaration. New York: Argo Navis Author Services.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2012b. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Tłum. Piotr Juskowiak, Agnieszka Kowalczyk, Mikołaj Ratajczak, Krystian Szadkowski, Maciej Szlinder. Kraków: Korporacja Ha!art.

Harrison, Oliver. 2011. „Negri, Self-Valorisation and the Exploration of the Common.” Subjectivity April, 4(1).

Harvey, David. 2001. „Globalization and the »Spatial Fix«”. Geographische Revue 2.

Harvey, David. 2004. „The »New« Imperialism: Accumulation by Dispossesion.” Socialist Register 40.

Harvey, David. 2012. Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja. Tłum. Agnieszka Kowalczyk, Wiktor Marzec, Maciej Mikulewicz, Maciej Szlinder. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.

Jewdokimow, Marcin. 2015. „Czy klasztory przyczyniły się do powstania kapitalizmu? Wątki monastyczne we wczesnych pracach Maxa Webera”. Roczniki Historii Socjologii 5.

Juskowiak, Piotr. 2015. Przestrzenie wspólnoty. Filozofia wspólnotowości w perspektywie badań nad miastem postindustrialnym. Poznań: Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Klein, Naomi. 2001. „Reclaiming the Commons.” New Left Review 9, May-June.

Korsch, Karl. 2005. „Niedogmatyczne podejście do marksizmu”. Tłum. Piotr Strębski. http://www.filozofia.uw.edu.pl/skfm/publikacje/korsch04.pdf

Kowalewski, Zbigniew Marcin. 2007. „Wyjście z materializmu dialektycznego”. W Étienne Balibar Filozofia Marksa. Tłum. Andrzej Staroń, Adam Ostolski i Zbigniew Marcin Kowalewski. Warszawa: Książka i Prasa.

Kowalik, Tadeusz. 2012. Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu. Warszawa: Książka i Prasa.

Linebaugh, Peter. 2014. Stop, Thief! The Commons, Enclosures and Resistance. Oakland: PM Press.

Linebaugh, Peter i Markus Rediker. 2012. The Many-Headed Hydra. The Hidden History of Revolutionary Atlantic. London: Verso.

Locke, John. 1992. Dwa traktaty o rządzie. Tłum. Zbigniew Rau. Warszawa: PWN.

Löwy, Michael. 2012. „Zachodni imperializm przeciwko pierwotnemu komunizmowi – nowe odczytanie pism ekonomicznych Róży Luksemburg”. Praktyka Teoretyczna 6.

Luksemburg, Róża. 1959. Wstęp do ekonomii politycznej. Tłum. [brak danych] Warszawa: Książka i Wiedza.

Luksemburg, Róża. 2011. Akumulacja kapitału. Przyczynek do ekonomicznego wyjaśnienia imperializmu. Tłum. Julian Maliniak, Zenona Kluza-Wołosiewicz, Jerzy Nowacki. Warszawa: Książka i Prasa.

Marazzi, Christian. 2014. „Socjalizm kapitału”. W Marks: Nowe perspektywy. Red. Libera Università Metropolitana. Tłum. Sławomir Królak. Warszawa: PWN.

Marks, Karol. 1949a. „Brytyjskie panowanie w Indiach”. W Karol Marks i Fryderyk Engels. Dzieła wybrane. T. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1949b. „Przyszłe wyniki brytyjskiego panowania w Indiach”. W Karol Marks i Fryderyk Engels. Dzieła wybrane. T. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1951. Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T.1. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1972a. „List do Wiery Zasulicz”. W Karol Marks i Fryderyk Engels. Dzieła. T. 19. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1972b. „Szkice pierwotne listu do Wiery Zasulicz”. W Karol Marks i Fryderyk Engels. Dzieła. T. 19. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1986. Zarys krytyki ekonomii politycznej. Tłum. Zygmunt Jan Wyrozembski. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 2013. Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego sposobu produkcji. Tłum. Mikołaj Ratajczak. Warszawa: PWN.

Mezzadra, Sandro. 2014. „Tak zwana akumulacja pierwotna”. W Marks: Nowe perspektywy. Red. Libera Università Metropolitana. Tłum. Sławomir Królak. Warszawa: PWN.

Midnight Notes Collective. 2001. „The New Enclosures.” The Commoner September.

Milun, Kathryn. 2016. The Political Uncommons: The Cross-Cultural Logic of the Global Commons. New York: Routledge.

Moll, Łukasz. 2014. „Ekologiczna bariera reprodukcji rozszerzonej, a może żyzne pastwisko dla kapitalizmu katastroficznego?”

http://www.praktykateoretyczna.pl/ekologiczna_bariera_reprodukcji_rozszerzonej/.

Moll, Łukasz. 2015a. „Dobra wspólne naturalne i kulturowe – realna czy pozorna opozycja?”. Pisma Humanistyczne, zeszyt XIII.

Moll, Łukasz. 2015b. „Hydra wielości i komunizm commonersów w dobie biopolitycznego kapitalizmu”. Praktyka Teoretyczna 1.

Moll, Łukasz. 2016. „»To nie my przekroczyliśmy granicę, to ona przecięła nas«. Biopolityka europejskiego reżimu migracyjnego”. Praktyka Teoretyczna 3.

Moore, Jason W. 2015. Capitalism in the Web of Life: Ecology and the Accumulation of Capital. London: Verso.

Negri, Antonio. 2014. Factory of Strategy. Thirty-Three Lessons of Lenin. Tłum. Arianna Bove. New York: Columbia University Press.

Novak, Michael. 2010. „How Christianity Created Capitalism.” Religion and Liberty 10(3).

Ostolski, Adam. 2013. „Powrót dobra wspólnego”. Magazyn Kontakt 71.

Ostrom, Elinor. 2013. Dysponowanie wspólnymi zasobami. Tłum. Zofia Wiankowska-Ładyka. Warszawa: Wolters Kluwer Polska.

Pospiszyl, Michał. 2016. „Anomiczni żonglerzy. Ciało polityczne i późnośredniowieczna maszyna antropologiczna”. Praktyka Teoretyczna 1.

Rose, Carol M. 1986. „The Comedy of the Commons: Commerce, Custom, and Inherently Public Property.” The University of Chicago Law Review 53(3).

Samuelson, Paul. 1954. „The Pure Theory of Public Expenditures.” Review of Economics and Statistics 1.

Siemek, Marek Jan. 2002. Wolność, rozum, intersubiektywność. Warszawa: Oficyna Naukowa.

Smith, Neil. 2008. Uneven Development. Nature, Capital and the Production of Space. Athens–London: The University of Georgia Press.

Stark, Rodney. 2016. Bearing False Witness. Debunking Centuries of Anti-Catholic History. West Conshohocken, PA: Templeton Press.

Wolf, Eric R. 2009. Europa i ludy bez historii. Tłum. Wojciech Usakiewicz. Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Vaughan-Williams. Nick. 2009. Border Politics. The Limits of Sovereign Power. Edinburg: Edinburg University Press.

Virno, Paolo. 2004. Grammar of the Multitude: For an Analysis of Contemporary Forms of Life. Tłum. Isabella Bertoletti, James Cascaito i Andrea Casson. New York: Semiotext(e).

Žižek, Slavoj. 2005. Objet a as Inherent Limit to Capitalism: on Michael Hardt and Antonio Negri”. http://www.lacan.com/zizmultitude.htm.

 


 

Łukasz Moll – doktorant filozofii na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, absolwent socjologii-studiów miejskich oraz politologii. W swoich dotychczasowych badaniach zajmował się marksistowskimi ujęciami globalnego kapitalizmu, krytyką neoliberalizmu, teorią dobra wspólnego i ideą Europy. Przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą granicom europejskiego uniwersalizmu politycznego. Redaktor czasopisma naukowego Praktyka Teoretyczna.

 

Dane adresowe:

Łukasz Moll

Instytut Filozofii UŚ

Bankowa 11

40-007 Katowice

E-mail: lukasz.moll89@gmail.com

 

 

Author: Łukasz Moll

Title: Situating the common. De Angelis, Agamben and non-capitalist outside

Abstract: In my article I propose to see global, multidirectional movement for the commons as a project, which stays in a horizon resulting from Karl Marx’s Capital. I treat the common as non-capitalist alternative, organized around direct producer’s practices, which experience dispossession not only through extraction of surplus value, but also loss of whole commonweal as a result of commodity form’s dominance. I use Rosa Luxemburg’s writings and books co-authored by Antonio Negri and Michael Hardt to point out the weaknesses of theoretical perspective, that combines the commons with disappearance of non-capitalist outside and transformation of its inside. I refer to Massimo de Angelis to present the commons as an outside and to Giorgio Agamben to exhibit Franciscan form-of-life as a project, which exceeds inside/outside division. Different interpretations of the commons in the light of theory of non-capitalist outside, refer to competing visions of commonism.

Keywords: non-capitalist outside, the common, commoning, Massimo de Angelis, Giorgio Agamben, Rosa Luxemburg, Antonio Negri, Michael Hardt.

 

[1] W polskojęzycznej literaturze przedmiotu pojęcia commoning i commoners wciąż nie doczekały się odpowiedników. W związku z tym w artykule używam angielskich terminów. Chociaż nie decyduję się na przedstawienie własnej propozycji translatorskiej, to chciałbym wskazać, które z polskich słów dysponują w moim odczuciu potencjałem semantycznym, czyniącym z nich interesujące propozycje dla przyszłych poszukiwań polskich odpowiedników. W angielskich terminach obecne są odniesienia zarówno do wspólnego bogactwa (commonweal), wspólnych zasobów (commons) i pospolitego człowieka, pochodzącego z ludu (common man). Związek tych trzech części składowych: bogactwa, tego, co pospolite, i tego, co wspólne, najpełniej wyraża się w angielskim commonwealth, które tłumaczymy jako „rzecz-pospolita”. Problem polega na tym, jak po polsku nazwać tego, kto „produkuje”, podtrzymuje przy życiu rzecz-pospolitą, i jak określić ową produkcję. Commonerowi bliski jest „człowiek z gminu”, liczbę mnogą commoners można by z kolei oddać słowem „gmin”. „Gmin” istnieje tylko w liczbie mnogiej, określa pospolity, ludowy, ziemski charakter jego uczestników, zaś jednostką organizacyjną, którą tworzy, jest „gmina” (tak można by alternatywnie tłumaczyć the commons). „Gmin” kojarzony jest jednak z czasami przedkapitalistycznymi, dosyć kłopotliwe jest używanie liczby pojedynczej „człowiek z gminu”, a „gmina” to jednostka samorządu terytorialnego w Polsce, stąd trudno zaznaczyć, że nie o taką gminę chodzi w przekładzie. Inne propozycje translatorskie mogłyby wyzyskać znaczenie, jakie tkwi w terminie „pospólstwo”. W nim również zawarty jest pospolity i wspólnotowy zarazem kształt socjologiczny, a przysłówek „pospołu” znaczy „wspólnie”. Jednak „pospólstwo” zbyt silnie związane jest z miastem i mieszczaństwem, by mogło objąć niemiejską i niebędącą drobnymi właścicielami część commonerów. Wspólną słabością propozycji wykorzystania terminów „gmin” i „pospólstwo” jest trudność utworzenia z nich czasownika, przy pomocy którego można by ująć w języku polskim słowo commoning. „Uwspólniać” jest wyrazem niejasnym, „komunalizować” zbyt mocno kojarzy się z miastem, własnością samorządu i usługami komunalnymi, „komunizować” także jest mylące – odsyła raczej do działania w ruchu komunistycznym i przejmuje słabości wszystkich terminów, które obciążone są jego historycznym dziedzictwem. Niewątpliwie błędem byłoby przekładanie pojęć związanych z nurtem dóbr wspólnych przy pomocy słów wywodzących się od „wspólnoty” – jej organiczny, zamknięty charakter, mocno związany z biologizującymi, rasistowskimi czy etnokulturowymi tradycjami, jest przeciwieństwem tego, co wspólne.

Michael A. Lebowitz – Polityczność założenia, założenie polityczności

Przełożyły Anna Piekarska i Jakub Krzeski

Abstrakt: Celem niniejszego artykułu jest przedstawienie konsekwencji, jakie dla polityki i teorii mają przyjęte przez Marksa założenia. Szczególną uwagę poświęca autor znaczeniu założenia o stałym poziomie potrzeb życiowych klasy robotniczej. W odpowiedzi na braki Kapitału, a także by postawić tezę o  nie-neutralności tego założenia, proponuje uwzględnienie własnej zmiennej x, to jest zmiennej oznaczającej stopień separacji klasy robotniczej. Owa zmienna stanowi podstawę autorskiej lektury Kapitału. Tekst jest zapisem wykładu wygłoszonego z okazji otrzymania nagrody Deutscherów za książkę Beyond Capital, w którym autor streszcza przedstawioną w niej koncepcję.

Słowa kluczowe: marksizm, Michael Lebowitz, kapitał, robotnicy, interpretacja, teoria, polityka

 

Jest mi niezmiernie miło z powodu otrzymania tej nagrody ze względu na osoby, których upamiętnianiu ma się ona przysłużyć (zwłaszcza Isaaca Deutschera, od którego nauczyłem się wiele podczas wczesnych lektur i którego pochwała Kapitału w BBC stanowiła zawsze część mojego wykładu otwierającego cykl zajęć o Marksie)[1]. Zaszczyca mnie również to, że wraz z otrzymaniem niniejszej nagrody dołączam do grupy niezwykłych osób wcześniej nią uhonorowanych, w tym Istvána Mészárosa, który w  35 lat po wygłoszeniu pierwszego odczytu po otrzymaniu Nagrody Deutscherów wciąż przypomina nam, na czym polega nasze zadanie. Mam nadzieję, że moje refleksje okażą się pomocne.

Załóżmy idealnie konkurencyjną gospodarkę kapitalistyczną, w której nie ma kosztu wejścia ani wyjścia, a próba opodatkowania kapitału na jednym obszarze powoduje, że przechodzi on do innego. Tym samym dojdziemy do wniosku, że nie ma sensu opodatkowywać kapitału.

Załóżmy, że układ produktywnych stosunków istnieje tak długo, aż nie ogranicza rozwoju sił wytwórczych. Tym samym dochodzimy do wniosku, że przyczyną ciągłego istnienia kapitalizmu jest to, że pozostaje „optymalny dla dalszego rozwoju sił wytwórczych” (Cohen 1978, 206).

Załóżmy identyczne funkcje produkcji na wyspie z rynkiem kredytowym i na wyspie z rynkiem pracy najemnej, gdzie otrzymanie pracy w zamian za płacę jest „transakcją tak prostą i wykonalną, jak otrzymanie monety za jabłko” (Roemer 1986, 269; Lebowitz 1988). Tym samym, na podstawie identycznych obliczeń matematycznych dla tych dwóch wysp, dochodzimy do wniosku, że wyzysk kapitalistyczny nie wymaga dominacji na poziomie produkcji, ale bierze się po prostu z nierówności w rozkładzie własności.

W każdym z tych przypadków wniosek obecny jest już w przesłance. Udowodnione zostaje to, co zawiera się już w założeniach. Przykłady te zwracają uwagę na konieczność badania naszych wniosków pod kątem tego, czy biorą się z naszych założeń.

A zatem – jeśli zgadzamy się z powyższym prostym stwierdzeniem – jakie wnioski obecne są w założeniu, że „w określonym kraju i określonym okresie” (Marks 1951, 182) ilość środków utrzymania potrzebnych robotnikom jest dana i „dlatego należy ją rozpatrywać jako wielkość stałą” (Marks 1951, 558)? Czy założenie to oznacza, że na wzroście wydajności pracy (productivity) jako takim nie skorzystają sami robotnicy? 

Wprowadzenie założenia

Gdy podjąłem pierwsze próby zrozumienia Zarysu krytyki ekonomii politycznej, zaniepokoiło mnie czynione przez Marksa założenie, że norma potrzeb życiowych jest stałą. Po pierwsze, w Zarysie Marks podkreśla tendencję kapitału do wytwarzania kolejnych potrzeb robotników, na której „opiera się […] obecna potęga kapitału” (Marks 1986, 210–211). W Kapitale nie znajdujemy o tym żadnej wzmianki. Jak można pogodzić ze sobą to niezwykle istotne źródło władzy kapitału i założenie, że życiowe potrzeby robotników są stałe? Wiele lat temu doszedłem do wniosku, że to rozstrzygające założenie miało zostać usunięte w zapowiadanej przez Marksa „Księdze o pracy najemnej” (Lebowitz 1977–1978).

Jeszcze inny aspekt Zarysu nie dawał mi spokoju. W pracy tej ujawnia się związek między ogólnym omówieniem kapitału, analizą jego wnętrza u Marksa, a konieczną formą istnienia kapitału jako wielu konkurujących ze sobą kapitałów. Raz po raz widzimy, jak Marks zastrzega, że konkurencja nie wytwarza wewnętrznych praw kapitału, a tylko je uwidacznia (Marks 1986, 310, 431; zob. Lebowitz 2009). Wspominał o tym na tyle często, że nie możemy tego zbyć jako niezobowiązującego spostrzeżenia. A w momencie, w którym zrozumiemy relację między istotą a pozorem kapitału, dostrzeżemy ją również wyraźnie w Kapitale, gdzie Marks wprost mówi: „należy odróżniać ogólne i konieczne tendencje kapitału od form ich przejawiania się” (Marks 1951, 340).

Jeżeli jednak konkurencja między kapitałami realizuje i ukazuje wewnętrzne prawa kapitału, powinniśmy móc otrzymać te same wyniki na obydwu poziomach analizy. Czasami jest to bardzo łatwe. Przykładowo, w toku swojego badania kapitału w ogóle Marks wyjaśnia, że dążenie kapitału do ekspansji prowadzi do prób przedłużania i intensyfikacji dnia roboczego oraz zwiększania wydajności pracy. Spójrzmy teraz na walkę pomiędzy indywidualnymi kapitałami – zobaczymy, że ich próby ekspansji doprowadzą do sięgnięcia po wszystkie dostępne środki w celu zmniejszenia kosztów produkcji i że konkurencja będzie nimi kierować dokładnie ku tym samym rozwiązaniom. Mówiąc krótko, możemy udowodnić, że „immanentne prawa produkcji kapitalistycznej przejawiają się w zewnętrznym ruchu kapitałów, działają jako przymusowe prawa konkurencji” (Marks 1951, 340).

Co wydarza się zatem na każdym z poziomów, gdy następuje wzrost wydajności pracy? Na poziomie wielu kapitałów w świecie rzeczywistym wzrost tej wydajności, przy stałej wielkości innych czynników, oznacza wzrost nakładów, spadek cen i co za tym idzie wzrost płac realnych. Na poziomie kapitału w ogóle wzrost wydajności niesie za sobą jednak nie tyle wzrost płac realnych, ale wartości dodatkowej względnej – jest to oczywiście rozumowanie, które w pierwszym tomie Kapitału, a dokładnie w rozdziale dziesiątym, przedstawia sam Marks. Jeśli jednak konkurencja odsłania wewnętrzne prawa kapitału, jak to się dzieje, że w jednym przypadku na wzroście wydajności pracy korzystają robotnicy, a w innym korzysta kapitał? Oto stojąca przed nami łamigłówka.

Wyjaśnienie znajdujemy oczywiście w założeniu, które Marks wprowadził na poziomie analizy kapitału w ogóle – przesłance mówiącej, że ilość środków utrzymania dla robotników należy traktować jako stałą dla danego okresu w danym kraju. Początkowo bronił tego założenia, podkreślając konieczność upraszczania – przyjmowania niektórych rzeczy jako stałych w punkcie wyjścia, a następnie usuwania tych założeń. „Tylko w ten sposób można przy badaniu każdego z tych stosunków nie mówić za każdym razem o wszystkich” (Marks 1972, 371). Podobnie, w tym samym czasie w rękopisach opublikowanych później jako Zarys krytyki ekonomii politycznej, podkreślał, że wprowadzanie tych stałych założeń jest niezbędne, by uniknąć „confounding everything” (Marks 1986, 677; Lebowitz 2003, 46). Czy jednak utrzymywanie tej normy potrzeb jako stałej było jedynym sposobem jego uniknięcia?

W ciągu zaledwie kilku lat, w swoich Rękopisach ekonomicznych z lat 1861-1863 Marks podał kolejną rację przemawiającą za tym założeniem. Zauważył, że fizjokraci rozpoczęli właśnie od założenia utrzymania robotnika jako stałej wielkości, co spowodowało, że prawidłowo umieścili źródło wartości dodatkowej w sferze produkcji. Marks przekonywał, że ta koncepcja płacy umożliwiającej utrzymanie stanowiła podstawę nowoczesnej ekonomii politycznej – a Adam Smith podążył w ich ślady „jak wszyscy ekonomiści godni tego miana” (Lebowitz 2003; 45).

To założenie nie ma rzecz jasna nic wspólnego z naturalnym czy fizjologicznym utrzymaniem się w istnieniu (fizjokraci skłonni byli popełniać ten błąd) – mimo że płaca umożliwiająca utrzymanie mogła być wysoka lub niska:

Jedyną istotną kwestią pozostaje, że powinna być postrzegana jako dana, z góry określona. Wszelkie problemy związane z nią jako zmienną wielkością, a nie daną, przynależą do badań pracy najemnej w szczególnym ujęciu i nie wpływają na jej ogólny związek z kapitałem (Marks 1988, 44–45).

Najistotniejszy jest zatem właśnie ten wgląd w naturę kapitału, jakiego dostarcza założenie określonej normy potrzeb życiowych. Pozwala nam uchwycić koncepcję pracy niezbędnej i wartości siły roboczej (a tym samym koncepcję pracy dodatkowej i wartości dodatkowej). Marks obstawał ponadto przy tym, że umiejętność określenia podstawy wartości siły roboczej jest „sprawą najwyższej wagi dla uchwycenia stosunku kapitalistycznego”. Dlatego też, choć wprost stwierdził, że norma potrzeb życiowych jest zmienna, to oddelegował tę kwestię do swoich szczegółowych badań nad pracą najemną:

W naszych analizach powinniśmy jednak w każdym wypadku przyjmować, że ilość i jakość środków utrzymania, a tym samym zakres potrzeb przy danym poziomie cywilizacyjnym nie jest nigdy obniżany, ponieważ to badanie spadków i wzrostów samego poziomu (a przede wszystkim jego sztucznego zaniżania) nie zmienia nic w rozumieniu ogólnego stosunku (Marks 1988, 45–47)

Nietrudno więc zrozumieć, dlaczego Marks uznał poziom potrzeb życiowych za dany: (a.) upraszczające założenie było pożądane; (b.) było to założenie już upowszechnione w klasycznej ekonomii politycznej (utrzymując rozróżnienie tej szkoły od wulgarnej ekonomii); i wreszcie (c.) właśnie to założenie naświetliło naturę kapitału jako owocu wyzysku robotników. Marks mówił zatem wprost, że „poziom potrzeb życiowych, których całkowita wartość, stanowiąca wartość siły roboczej samej w sobie, może ulegać podwyższeniu lub obniżeniu” będzie kwestią, do której odniesie się później – „analiza tych różnic nie przynależy jednak tutaj, ale do teorii płac” (Marks 1977, 1068–1069)[2].

Czy jednak założenie to było neutralne? Czy naświetliło niektóre aspekty natury kapitału kosztem innych? I wreszcie, skoro wiemy, że Marks nigdy nie usunął tego założenia, czy wnioski były już obecne w nim samym?

A-neutralność założenia Marksa

Pomyślmy o konsekwencjach przyjęcia założenia o niezmienności normy potrzeb życiowych. W takim wypadku jedynym sposobem, by praca niezbędna (a także jej forma wartości, wartość siły roboczej) mogła się zmniejszyć, jest zmniejszenie się wartości danego zestawu potrzeb życiowych. „W naszych dociekaniach” – wskazywał Marks – „płace ulegają pomniejszeniu tylko przez OBNIŻENIE WARTOŚCI tej zdolności do pracy, czy też, co jest z nim równoważne, przez potanienie środków utrzymania podlegających konsumpcji robotnika” (Marks 1994, 23).

Pokrótce –jedyną zmianą płacy, jaką należy rozważać, by zrozumieć naturę kapitału, jest ta wynikająca z przekształceń warunków produkcji towarów spożywanych przez robotników. Z pola widzenia zupełnie znika jakakolwiek zmiana związana z rynkiem siły roboczej. Marks stwierdził to dość jasno:

Stopień, w jakim maszyneria doprowadza do bezpośredniego obniżenia płac zatrudnianych przy niej robotników, przykładowo przez wykorzystanie zapotrzebowania [na pracę] tych, którzy stracili zatrudnienie w celu wymuszenia obniżenia płac zatrudnionych, jest PRZYPADKIEM, którego nie obejmuje nasze zadanie. Jest przedmiotem teorii płac (Marks 1994, 23).

Wróćmy do koncepcji wartości dodatkowej względnej. Przyjmując założenie Marksa, „zmiana wartości dodatkowej zakłada ruch wartości siły roboczej spowodowany przez zmianę siły produkcyjnej pracy”. Mamy przed sobą podstawową zależność, którą, według Marksa, po raz pierwszy trafnie sformułował Ricardo (Marks 1951, 562). Tym samym, opowieść o wzroście wartości dodatkowej staje się zwykłą dykteryjką o rozwoju sił wytwórczych. To stwierdzenie Marks nieustannie powtarza w swoich omówieniach „pojęcia wartości dodatkowej względnej” (Marks 1951, 336): „immanentnym dążeniem”, stałą tendencją kapitału jest „Wzmagać siłę produkcyjną pracy, aby potanić towary i przez potanienie towarów uczynić tańszym samego robotnika (Marks 1951, 344)”.

Co jest zatem istotne w przypadku kooperacji robotników? Społeczna siła produkcyjna kombinowanej pracy przekracza sumę jednostkowych sił produkcyjnych. Wydajność wzrasta, ale to nie robotnicy, a kapitał na tym zyskuje. Co zachodzi w manufakturach? Wzrost wydajności, kapitał zyskuje. Co zachodzi w produkcji maszynowej? Wzrost wydajności, kapitał zyskuje. Morał z tej historii jest taki, że rozwój sił produkcyjnych służy kapitałowi, ponieważ dostarcza wartości dodatkowej względnej, skracając pracę niezbędną wskutek wzrostu wydajności: „ma ono na celu jedynie skrócenie czasu pracy niezbędnego do wytworzenia określonej ilości towarów” (Marks 1951, 345–346). Rzeczywiście, pojedynczy kapitaliści mogą dążyć do zniszczenia związków zawodowych, mogą wykorzystywać maszynerię, by przezwyciężyć strajki, ale kapitał jako całość, kapitał w ogóle, gra o stawkę, jaką jest „potanienie towarów spożywanych przez robotnika”.

Co w takim razie napędza rozwój kapitalizmu? Kapitał pragnie wzrostu, napędza go pragnienie wartości dodatkowej – i tylko i wyłącznie ono. Kapitał jest aktorem. Kapitał tworzy historię (choć nie w wybranych przez siebie okolicznościach). W skrócie, wyłaniający się obraz przedstawia samonapędzający się kapitał, dążący do rozwinięcia sił wytwórczych, a więc taki system, który dostarcza coraz lepszych sił wytwórczych. Gdy kapitał nie jest już w stanie rozwinąć sił wytwórczych, na horyzoncie pojawia się rewolucja. „Funkcją rewolucyjnej zmiany społecznej” – wnioskował Cohen – „jest odbezpieczenie sił wytwórczych” (Cohen 1978, 150). Skoro kapitał wytworzył lepsze, bardziej wydajne (i rzecz jasna neutralne) siły wytwórcze, zadanie polega zarówno na przejęciu tych osiągnięć i oddaniu robotnikom wynikających z nich korzyści – największe osiągnięcie kapitalizmu obok przejęcia władzy w ręce rad – jak i budowaniu w oparciu o nie.

Jak duża część tej właśnie narracji wynika z założenia stałej normy potrzeb życiowych? Jeśli przyjmiemy inne założenie – stałej stopy wartości dodatkowej (trzeci tom Kapitału, rozdział13, założenie będące podstawą tendencji spadającej stopy zysku) – efektem wzrostu wydajności, który zmniejsza wartość środków utrzymania, byłby wzrost płac realnych w tym samym tempie, co wydajności. „W tym przypadku, wskutek wzrostu wydajność pracy”, tłumaczył Marks w rękopisach z lat 1861–1863, „wielkość wartości użytkowej, którą otrzymuje, jego płaca realna wzrasta, lecz jej wartość pozostaje stała, ponieważ wciąż stanowi tę samą wielkość wydatkowanego czasu pracy jak wcześniej” (Marks 1994, 65-66; zob. Lebowitz 2003, 114–115).

Mówiąc krótko, przy tym alternatywnym założeniu o stałej stopie wartości dodatkowej, to robotnicy zyskują na wzroście wydajności pracy. Wysokość płacy pieniężnej pozostałaby niezmieniona, ale, wraz z podwojeniem sił produkcyjnych, będzie się „obecnie wyrażała w wartościach użytkowych ilościowo podwojonych, lecz stosunkowo tańszych” (Marks 1951, 562). Zgodnie z tym założeniem nie dochodziłoby rzecz jasna do wytwarzania wartości dodatkowej względnej. W następstwie doszłoby do zerwania bezpośredniego związku między wzrostem wydajności a wartością dodatkową względną.

Trzeba jednak zrozumieć, że eksplicytne wprowadzenie stopy wartości dodatkowej nie jest wcale niezbędne dla osiągnięcia następującego wyniku: płace realne rosną wraz z wydajnością. Wystarczy porzucić narzucone założenie stałej normy potrzeb życiowych. Wtedy, wraz ze spadającą wartością środków utrzymania wskutek wzrostu wydajności, przy jednoczesnym stałym poziomie innych elementów, realna wartość pieniężnej płacy robotnika wzrośnie. Podwojenie wydajności doprowadzi do spadku o połowę wartości towarów, a tym samym do podwojenia płac realnych. Gdy nie będziemy już narzucać wymogu „określonej ilości towarów” konsumowanych przez robotników, stała stopa wartości dodatkowej, przy jednoczesnym stałym poziomie innych zmiennych, wyłania się jako rezultat towarzyszący wzrostowi wydajności. To wnioskowanie na poziomie kapitału w ogóle odpowiada w tym przypadku temu, co zachodzi na poziomie konkurencji między kapitałami, przy jednoczesnym stałym poziomie innych zmiennych – lub przy tym, że zmiany wydajności wezmą się znikąd. 

Podstawą wartości dodatkowej względnej nie jest zatem, jak to zostało przedstawione w rozdziale 10 tomu 1, wzrost sił produkcyjnych. Musimy zrozumieć, że założenie Marksa nie jest neutralne. Prowadzi nas bowiem do ustanowienia dokładnie tego związku między wzrostem sił produkcyjnych a zwiększeniem wartości dodatkowej względnej. Jeżeli jednak wzrost społecznych sił produkcyjnych brałby się znikąd, przy zachowaniu wszystkich innych zmiennych, to robotnicy by na tym zyskali i nie istniałaby wartość dodatkowa względna. Dla tej wartości niezbędne jest coś innego. Czegoś brakuje w tej narracji, jaką Marks prowadzi w rozdziale dziesiątym. Pytanie brzmi: skoro brakuje tego tutaj, to czy znajdziemy to gdziekolwiek indziej?

Kolejna zmienna, kolejne założenie

By uchwycić czego brakuje, Beyond »Capital« wprowadza na poziomie wnętrza kapitalizmu specyficzne pojęcie i nową zmienną – stopień rozproszenia robotników.

Pojęcie to odzwierciedla fakt, że kapitalizmem nie powodują tylko i wyłącznie cele kapitału. Istotne są także cele robotników. Naczelnym celem kapitału jest wzrost wartości dodatkowej. Jednak robotnicy również posiadają swoje naczelne cele: walczą o czas dla siebie (nie tylko po to by odpocząć, nabrać sił, ale, jak zauważył Marks, „robotnik potrzebuje czasu na zaspokojenie swoich potrzeb intelektualnych i społecznych”); walczą o zmniejszenie intensywności dnia roboczego, by zachować odrobinę energii dla siebie; walczą także o zachowanie wartości użytkowych, które w tym momencie odpowiadają „ich potrzebom społecznym, potrzebom społecznie rozwiniętego człowieka”. U podstaw tych wszystkich potrzeb leży to, co Marks opisał w Kapitale jako „potrzebę rozwoju robotnika” (Marks 1951, 670).

W kapitalizmie istnieją zatem dwie „powinności”: „kapitalista usiłuje stale zepchnąć płacę do jej fizycznego minimum i przedłużyć dzień roboczy do jego fizycznego maksimum, podczas gdy robotnik prze stale w przeciwnym kierunku” (Marks 2005, 28). Co stanowi w takim razie o „potędze każdej ze ścierających się sił”?

Proponuję, abyśmy wyobrazili sobie zmienną (x), która przedstawiać będzie stopień rozproszenia robotników. Marks wskazuje: wraz „z rozproszeniem robotników zmniejsza się ich zdolność oporu” (Marks 1951, 499); a my możemy dopowiedzieć, że to ta zmienna x będzie determinowała zdolność robotników do walki o płacę, długość i intensywność dnia roboczego, a także – przeciwko kapitałowi w ogóle.

Wróćmy do przykładu wytwarzania wartości dodatkowej względnej. Warunkiem możliwości jej wytwarzania jest zmniejszenie pracy niezbędnej, który zostaje spełniony, gdy wydajność (q) wzrośnie bardziej niż płace realne (U). Co w takim razie determinuje losy płac realnych? Możemy je przedstawić jako funkcję stosunku wydajności do stopnia rozproszenia (q/x). Da się z tego wyprowadzić następujące przypadki:

(a.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników pozostaje niezmieniony, to płace realne wzrastają w tym samym stopniu, co wydajność. W tym wypadku praca niezbędna i stopa wartości dodatkowej są stałe; robotnik zyskuje na wzroście sił produkcyjnych;

(b.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników wzrasta w tym samym stopniu, to płace realne są niezmienione. W tym wypadku kapitał przechwytuje wszelkie korzyści ze wzrostu wydajności jako wartość dodatkową względną;

(c.) jeżeli wydajność wzrasta, a stopień rozproszenia robotników wzrasta, ale w mniejszym stopniu, obok siebie istnieją tak wartość dodatkowa względna i rosnąca stopa wartości dodatkowej, jak i wzrost płac realnych.

Z tej perspektywy niezbędnym warunkiem wartości dodatkowej względnej jest zatem wzrost stopnia rozproszenia robotników (czy też, od drugiej strony, spadek stopnia jedności robotników). Wzrosty wydajności nie są w stanie same w sobie objaśnić wzrostu względnej wartości dodatkowej. Jak jednak możemy coś takiego stwierdzić, skoro wiemy, że kapitał, jako właściciel produktów pracy, jest bezpośrednim beneficjentem każdego wzrostu wydajności (abstrahując od jego źródła)? Odpowiedź jest prosta: wzrost zmiennej x jest niezbędny dla wzrostu wartości dodatkowej względnej, ponieważ jeśli kapitał bezpośrednio korzysta ze wzrostów wydajności, niewiadomą pozostaje, dlaczego robotnikowi nie udaje się odnieść korzyści, skoro „mierzy swoje żądania w oparciu o zysk kapitalisty i domaga się udziału w wartości dodatkowej, którą sam stworzył” (Lebowitz 2003, 91).

Skąd zatem taki zamęt w kwestii koniecznych warunków wartości dodatkowej względnej? Właśnie dlatego, że wzrosty wydajności są przeważnie związane ze zmianami zapoczątkowanymi przez kapitał w procesie pracy, skutki wzrostu wydajności i zwiększenia się stopnia rozproszenia robotników, istnieje skłonność do nierozdzielania ich. Weźmy za przykład zastępowanie robotników maszynami, przypadek, w którym produkt mózgu społecznego z pewnością sprzyja rozwojowi społecznych sił produkcyjnych. Pytanie domagające się odpowiedzi, brzmi: czemu to nie robotnicy na tym zyskują, czemu nie są zdolni do przejęcia wzrostu w postaci płac realnych, rosnących w tym samym tempie, co wzrost wydajności. Rozdział 10 tomu 1 Kapitału nie udziela na nie odpowiedzi.

Przypomnijmy sobie jednak, że Marks wyklucza za swojego omówienia wartości dodatkowej względnej przypadek, w którym „maszyneria doprowadza do bezpośredniego obniżenia płac zatrudnianych przy niej robotników, przykładowo przez wykorzystanie zapotrzebowania [na pracę] tych, którzy stracili zatrudnienie w celu wymuszenia obniżenia płac zatrudnionych”. To właśnie tu kryje się brakujące wyjaśnienie. Przy stałej wielkości innych zmiennych, zastąpienie robotników zwiększa stopień ich rozproszenia. W efekcie wydajność rośnie szybciej niż płace realne, a powstały w ten sposób spadek pracy niezbędnej przynosi wzrost wartości dodatkowej. Co więcej, widzimy tę wewnętrzną tendencję ujawniającą się w konkurencji, w prawdziwym świecie wielu kapitałów i robotników najemnych. To w nim, przy stałej wielkości innych zmiennych, osłabiona pozycja robotników na rynku pracy powoduje nacisk na obniżanie płac pieniężnych, a więc wytwarza warunek mniejszego wzrostu płac realnych niż wydajności.

Rzecz jasna, nie zawsze wszystkie inne czynniki pozostają niezmienione. Podczas gdy kapitał usiłuje podnieść stopień rozproszenia do maksimum, „robotnik prze stale w przeciwnym kierunku”. W skrócie, nie możemy pominąć możliwości, w której robotnicy, poprzez organizację i uzwiązkowienie, zdolni są do przeciwdziałania tendencji kapitału. Podsumowując, usunięcie założenia danej normy potrzeb życiowych i uwzględnienie zmiennej x, stopnia rozproszenia robotników, ewidentnie stawia walkę klas w samym sercu dyskusji nad rozwojem kapitalizmu. 

Założenie walki klas

Walka klas nie jest, oczywiście, nieobecna w Kapitale. Gdy Marks oddelegowuje kwestię zmian w „założonej ilości” środków utrzymania do swojej „Księgi o pracy najemnej”, nie porzuca wcale omówienia walki klas. Unieruchomił jednak jedną ze stron tej walki – robotników. Jaką inną przyczynę mogło mieć uznanie płac realnych za niezmienne w kontekście wzrostu sił produkcyjnych? W Kapitale robotnicy nie napierają w przeciwnym kierunku, by podnieść swoje płace. To raczej stopień rozproszenia robotników wzrasta, by uniemożliwić im udział w zyskach z rozwoju społecznych sił produkcyjnych (Lebowitz 2003, 89–91, 117–119).

Gdy dostrzeżemy jednak, że robotnicy maja własne cele i jednoczą się w celu skutecznego prowadzenia walki, nie możemy już dłużej zakładać, że związek między wzrostem wydajności a wartością dodatkową występuje sam z siebie. Nie możemy również zakładać, że kapitał działa tak, jakby wzrosty wydajności przekładały się automatycznie na wartość dodatkową względną. Kapitał musi zanegować własną negację, by sam się ustanowić. Dzielenie i rozpraszanie robotników jest warunkiem koniecznym jego istnienia.

Zmienna x pozwala nam natychmiastowo zobaczyć część istoty kapitału, powiem więcej, nieodłączny element logiki kapitału – tendencję do separacji robotników przez przekształcanie dzielących ich różnic w antagonizm i wrogość. Marks również ją dostrzega w swoim omówieniu konfliktu między irlandzkimi a angielskimi robotnikami. Jak zauważył, ten antagonizm stanowi „tajemnicę niemocy angielskiej klasy robotniczej, pomimo jej sprawnej organizacji. Oto sekret utrzymywania się władzy klasy kapitalistycznej. Sama ta klasa natomiast jest tego w pełni świadoma” (Lebowitz 2003, 159–160). Wykorzystanie rasizmu i seksizmu nie pojawia się jednak jako część istoty kapitału w Kapitale Marksa – i nie jest to przypadek.

Podobnie, gdy zdamy sobie sprawę z istotności rozproszenia robotników dla kapitału, nie możemy dłużej postrzegać tendencji kapitału po prostu jako czegoś, co nieustannie przynosi rozrost przemysłu fabrycznego na coraz większą skalę (czego niezamierzoną konsekwencją jest centralizacja, jednoczenie i organizacja klasy robotniczej). Pragnienie wartości dodatkowej kapitału może doprowadzić do modyfikacji w sposobie produkcji, które obniżą wydajność jako taką – tak długo, jak dzielą robotników. W końcu dla kapitału istotna jest nie wydajność, ale stosunek między wydajnością a stopniem rozproszenia (q/x).

Zaiste, część kapitalistycznej globalizacji może być powodowana pragnieniem osłabienia robotników – stanowić próbę zdecentralizowania, rozbicia jedności i organizacji robotników. Czy założenie o stałej normie potrzeb życiowych pomaga nam w jakimkolwiek stopniu zrozumieć fenomen nowoczesnej globalizacji kapitalistycznej albo dążenie kapitału do wypchnięcia pracy na zewnątrz?

Dotykamy tu całego problemu natury zmian w siłach produkcyjnych opłacanych przez kapitał. Wiemy, że kapitał ma tendencję do ożywiania kooperacji między robotnikami w procesie produkcji. Jak prawdopodobne jest jednak by kapitał, dobierając formy kooperacji, wprowadził te, które wzmocnią jedność i samoświadomość robotników? Kapitał wspiera rozwój robotnika kombinowanego samego w sobie, lecz nie ma żadnego interesu w pojawieniu się robotnika kombinowanego dla siebie.

Biorąc pod uwagę, że celem kapitału jest pomnażanie wartości, a nie rozwój sił wytwórczych jako takich, stosunek wydajności do stopnia rozproszenia robotników musi być brany pod uwagę przez kapitał, gdy ten inicjuje zmiany w procesie pracy. Jednocześnie logika kapitału sprawia, że zmiany sił produkcyjnych, wprowadzane przez kapitał, nie mogą być neutralne. Owe siły wytwórcze w każdym momencie odzwierciedlają cel kapitału w obrębie kapitalistycznych stosunków produkcji; i dopóki tym celem jest wartość dodatkowa względna, dopóty siły wytwórcze muszą funkcjonować w oparciu o osłabianie jedności robotniczej.

A-neutralność dokonań kapitału, której nie da się dostrzec na podstawie Marksowskiego rozdziału 10, oznacza, że społeczeństwo, które chce wykroczyć poza kapitalizm, nie może po prostu przechwycić dokonań kapitału i przekierować zysków na rzecz robotników w miejsce kapitału. Jak proponowałem w Beyond «Capital«:

Właśnie dlatego, że celem kapitału nie jest rozwój sił wytwórczych sam w sobie, ale pomnażanie wartości, charakter narzędzi produkcji i organizacji kapitalistycznego procesu produkcji w każdym momencie wyraża cele kapitału w odniesieniu do dwustronnej walki klas. Krótko mówiąc, dopóki postępowanie kapitału jest rozważane w kontekście pracy najemnej dla siebie, a nie tylko samej w sobie, dopóty wyraźną skłonnością jest myślenie w kategoriach autonomii rozwoju sił wytwórczych i neutralności technologii. Obie te koncepcje są charakterystyczne dla ekonomizmu (Lebowitz 2003, 123).

Nie ma lepszego sposobu na uchwycenie klasowego charakteru sił wytwórczych niż przypomnienie sobie o tym, czego Marks nauczył się na temat natury państwa robotniczego jako owocu wysiłku robotników podczas walk Komuny Paryskiej. Podobieństwa są uderzające. Tak jak klasa robotnicza nie może posłużyć się „zastaną” maszyną państwową dla własnych celów, tak też nie może wykorzystać zastanej maszynerii produkcyjnej dla własnych celów. Podobnie jak w przypadku państwa kapitalistycznego, również istniejące siły wytwórcze, stworzone przez kapitał, są zainfekowane. W ich naturze leży bowiem „systematyczny i hierarchiczny podział pracy”, a produkcja kapitalistyczna przyjmuje postać „władzy publicznej zorganizowanej wokół celu społecznego zniewolenia, silnika klasowego despotyzmu” (Lebowitz 2003, 194). Nie można powiedzieć, by Marks nie dostrzegał tego despotyzmu kapitalistycznego miejsca pracy wraz z jego „koszarową dyscypliną” (Marks 1951, 457). Jak można mimo to uważać, że źródłem owej abominacji jest tylko dążenie do zwiększenia sił wytwórczych?

Zrozumienie istotności zmiennej x, czyli utrzymującego się charakteru walki klasowej, oznacza przyznanie tego, że budowa społeczeństwa zjednoczonych wytwórców wymaga od nas bezwzględnego wykroczenia poza przechwycenie państwa kapitalistycznego i poza przejęcie kapitalistycznych przedsiębiorstw produkcyjnych. Zjednoczeni wytwórcy dziedziczą je, ale muszą przekształcić je tak, by odpowiadały ich istocie: samorządności wytwórców, tej formie, która umożliwia im zmianę nie tylko czynników zewnętrznych, ale także ich samych, która wzmaga, a nie zdusza rozwój ich zdolności.

Gdy rozpoczniemy bez Marksowskiego założenia, bez unieruchamiania strony robotniczej w walce klas, nie tylko lepiej zrozumiemy kapitalizm, ale i zyskamy wgląd w proces wykraczania poza niego.

Polityczność założeń i zmiennych

Czy zaakceptowanie zła w tak różnych postaciach – ekonomizmu, determinizmu i etatyzmu – można zatem wywodzić od przyjęcia prostego założenia dotyczącego normy potrzeb życiowych? Musimy wziąć pod uwagę znaczenie wskazywania zmiennych, a także założeń przez nas poczynionych. Od Marksa powinniśmy się nauczyć, że nasze zmienne, nasze założenia, sposób, w jaki wyrażamy wzory, skupiają nasze spojrzenie na tym, co musi zostać zrozumiane.

Rozważmy zmienną, jaką jest siła robocza, zdolność do wykonywania pracy. Poprzez jej artykulację Marks umożliwił nam wyraźne odróżnienie pracy niezbędnej do reprodukcji robotnika od pracy wykonywanej przez samego robotnika w ogóle. Rzuca światło na znaczenie reprodukcji klasy robotniczej, warunek niezbędny istnienia reprodukcji kapitału, centralne pojęcie, którego nie znajdziemy w wulgarnej (czy neoklasycznej) ekonomii. Podobnie, istnieją w niej inne pojęcia, których artykulacja była dla niego tak istotna: wartość dodatkowa (niezależnie od jej rozróżnień) i praca abstrakcyjna, będąca kluczem do rozwikłania zagadki pieniądza. Czym byłby Marksowski Kapitał bez tych nowych pojęć i zmiennych, które wprowadził?

Widzimy także znaczenie, jakie dla Marksa miały założenia o zmiennych. Przypomnijmy sobie argument za przyjęciem stałej normy potrzeb życiowych. Fizjokraci dokonali milowego kroku naprzód dzięki zrównaniu płacy umożliwiającej utrzymanie z „niezbędnymi środkami utrzymania”, co stanowi też sedno ich teorii. Choć popełnili błąd, twierdząc, że tę „niezmienną wielkość” w całości determinuje natura, „przenieśli badania źródeł wartości dodatkowej ze sfery cyrkulacji do sfery produkcji bezpośredniej”. W ten sposób „położyli fundamenty pod analizę produkcji kapitalistycznej” (Lebowitz 2003, 44–45). Widzimy więc, że Marks zachował to założenie by posunąć naprzód owo „badanie źródeł wartości dodatkowej”. By pojąć naturę kapitału, podkreślał, „jedyną istotną kwestią” w przypadku normy potrzeb życiowych jest to, że „powinna być postrzegana jako dana, z góry określona”.

Pamiętamy wreszcie, że Marks rozumiał, że sposób, w jaki wzór przedstawia stosunek, może, paradoksalnie, przesłaniać specyfikę natury tego stosunku. Zauważył, że wzory stopy wyzysku i stopy wartości dodatkowej w wersji zaproponowanej przez klasyczną ekonomię polityczną są właściwe „o ile idzie o samą istotę rzeczy, ale nie opracowane świadomie” (Marks 1951, 571). Marks był jednak bardzo krytyczny wobec sposobów, w jakie wzory te przedstawiały zależności. Przekonywał, że przez odniesienie pracy dodatkowej do całości dnia roboczego i wyrażenie wartości dodatkowej jako ułamkowej części całej wartości wytworzonej, klasyczna ekonomia polityczna maskowała istotę stosunku kapitalistycznego jako stosunku wyzysku, proponując w to miejsce „fałszywy pozór stosunku stowarzyszenia” (Marks 1951, 573).

Gdzie leży problem? Z pewnością nie w fałszywości wzorów klasycznej ekonomii politycznej. W końcu wzory te zasadniczo się nie różniły – były po prostu wzorami „pochodnymi”. Problem polega na tym, że permisywizm tych wzorów pochodnych pozwolił wkraść się do nich błędnych koncepcjom, nie tylko tej, że „robotnik i kapitalista dzielą się produktem według stosunku udziałów każdego z nich w jego wytworzeniu” (Marks 1951, 573). Istniały również założenia, które można było wprowadzić bez świadomego ich sformułowania. Przez odniesienie pracy dodatkowej do całego dnia roboczego, Marks wskazywał, że:

Właściwa ekonomii politycznej metoda, polegająca na tym, żeby dzień roboczy traktować jako wielkość stałą, została wzmocniona przez stosowanie wzorów II, gdyż w nich stale porównujemy pracę dodatkową z dniem roboczym danej wielkości (Marks 1951, 573).

Jak wiemy, podejście do dnia roboczego jako danej wielkości (a więc wykluczenie go jako zmiennej) oznaczało, że klasycznej ekonomii politycznej (i niestety niektórym późniejszym interpretatorom Marksa) umykała zniewalająca natura dnia roboczego. Przez przesłonięcie przymusu wykonywania pracy dodatkowej, tak istotnej dla wartości dodatkowej bezwzględnej, źródło tej wartości ulegało mistyfikacji – czyniąc wyzysk robotnika równie przekonującym uzasadnieniem dla nadwyżki jak wyzysk kukurydzy, stali czy orzeszków.

Założenia i formy wyrazu, które otwierają drogę dla mistyfikacji, muszą zostać podważone. To coś więcej niż czysto akademicka czy naukowa kwestia. Nie bez przyczyny Marks był bardzo wrażliwy na polityczne konsekwencje założeń i wzorów. Choć z całą pewnością był człowiekiem nauki, pozostawał (jak stwierdził Engels nad jego grobem) przede wszystkim rewolucjonistą, dla którego „przyczynić się w ten lub inny sposób do obalenia społeczeństwa kapitalistycznego […] było prawdziwym powołaniem jego życia” (Engels 1949, 156).

Co w takim razie powinien sądzić ów rewolucjonista (a w istocie wszyscy rewolucjoniści) o podtrzymywaniu założenia, które traktuje obniżenie wartości towarów spożywanych przez robotnika jako immanentną tendencję, przysłaniającą dążenie kapitału do dzielenia robotników? Co myśleć o założeniu, które uniemożliwia nam dostrzeżenie, że dzieje pomnażania wartości dodatkowej to nie opowieść o rozwoju sił wytwórczych, ale – w rzeczywistości – o nieustannej zdolności kapitału do dzielenia robotników w obliczu rozwoju społecznych sił produkcyjnych? Jak powinniśmy oceniać założenie, które jako neutralne przedstawia siły wytwórcze wprowadzane przez kapitał? Ekonomizm, jaki wypływa z tego założenia, które Marks zamierzał usunąć, powinien być widoczny gołym okiem.

Teoria i historia

Kiedy jednak należy odrzucić to założenie? W Beyond »Capital« zgodziłem się z propozycją Marksa, by usunąć je w „Księdze o pracy najemnej”. Czy mimo to owo założenie nie powinno zniknąć, zanim nastąpi historyczne przedstawienie rozwoju sił wytwórczych pod panowaniem kapitalistycznych stosunków produkcji? Bądź co bądź opis manufaktury i nowoczesnego przemysłu w Kapitale służy tylko przetestowaniu teorii wartości dodatkowej względnej tak, jak została ukazana w rozdziale dziesiątym.

„Sprawdzanie przez fakty respective”, komentował Lenin odnośnie Kapitału, „jest tutaj w każdym kroku analizy” (Lenin 1988, 276). Również my wiemy, że dowodzenie prawidłowości abstrakcyjnych myśli było dla Marksa kluczowe. Jak pisał w 1867 roku do Engelsa:

Co się zaś tyczy chapter IV, to musiałem się bardzo napracować, zanim udało mi się ustalić same te rzeczy, tj. ich wzajemny związek. A gdy mi się to już udało, zaczęły się podczas ostatecznej obróbki sypać jedna po drugiej blue books i ku mojemu zachwytowi facts potwierdziły w całej rozciągłości moje wyniki teoretyczne (Marks , 398).

Marks w rzeczy samej podkreślał, że tylko po tym, jak odkryte zostaną wewnętrzne więzi (za pomocą „mocy abstrakcji”), „może być właściwie przedstawiony rzeczywisty ruch” (Marks 1951, 16)[3]. Niemniej ja argumentowałem, że Marks nie wyjaśnił wszystkich wewnętrznych więzi. Skupiając się wyłącznie na „immanentnym dążeniu” kapitału do potaniania towarów w celu potaniania samej robotnicy i ignorując immanentne dążenie kapitału do rozproszenia robotników, Marks przedstawił „ogólne i konieczne tendencje kapitału” tylko częściowo, wyłącznie jednostronnie. Czy weryfikująca samą siebie teoria nie powinna być teorią skupiającą się zarówno na wydajności, jak i zmiennej x? Na stosunku wydajności do stopnia rozproszenia robotników?

Uważam, że odpowiedź jest oczywista. Jaki opis historyczny rozwoju kapitalizmu może powstać w oparciu o założenie, wskutek którego dochodzi do petryfikacji klasy robotniczej w walce klas? Teoria, którą należałoby sprawdzić poprzez zestawienie z ilustracją historyczną, to ta rozpoczynająca się od dwustronnej walki klas, wprost uznająca walkę o stopień rozproszenia.

Pomyślmy jednak o tym opisie historycznym. Zawiera się w nim więcej niż sprawozdanie z korzyści, jakie wzrost wydajności przynosi dla tańszego wytwarzania określonej ilości towarów. Zobaczymy w nim również chociażby to, jak konkurencja ze strony kobiet i dzieci w fabrykach przełamuje opór robotników, jak robotnicy musieli rywalizować z maszynami i czemu maszyny stały się bronią przeciw strajkom, „najpotężniejszym środkiem wojennym do poskramiania buntów robotniczych” (Marks 1951, 470). Te spostrzeżenia historyczne są jednak nieliczne i rozproszone. Co najważniejsze, nie są skonceptualizowane – ich podstawa nie została opracowana w ramach wewnętrznych więzi.

W tym sensie zaprezentowana historia nie jest po prostu potwierdzeniem teorii wartości dodatkowej względnej przez „FAKTY”, przez rzeczywisty ruch”. Gdy dochodzimy do weryfikacji opisanej przez Marksa w rozdziale 10 teorii, w historycznym procesie powstawania manufaktur i nowoczesnego przemysłu pojawiają się „niewytłumaczalne odchylenia”. Dają się one jednak wyjaśnić za pomocą teorii, która uwzględnia cel kapitału w postaci osłabiania robotników i zwiększania stopnia ich rozproszenia.

By wykazać, że kapitał jest wytworem wartości dodatkowej, Marks wprost odkłada kluczowe problemy do momentu podjęcia swoich „szczegółowych badań nad pracą najemną”. Niemniej decyzja Marksa o wyłączeniu z opracowywanej teorii strony pracy najemnej i powiązanej z nią walki o stopień rozproszenia robotników, poprzedzająca przedstawienie historycznego rozwoju kapitalizmu, osłabiła zarówno jego teorię, jak i sposób postrzegania jej przez kolejne pokolenia.

Czy zdał sobie z tego sprawę? Z przedmowy Engelsa do trzeciego wydania pierwszego tomu Kapitału wiemy, że Marks „zamierzał z początku przerobić większą część tekstu tomu pierwszego, wiele zagadnień teoretycznych potraktować wyraziściej, dołączyć nowe, uzupełnić materiał historyczny i statystyczny aż do ostatniej chwili” (Engels 1951, 20). Czy kwestie teoretyczne dotyczące stopnia rozproszenia robotników, podniesione w tym tekście, znalazłyby się pośród tych sformułowanych wyraziściej czy dodanych do pierwszego tomu zagadnień teoretycznych? Nigdy nie poznamy intencji Marksa. Jednak my sami nie możemy pójść dalej bez ich sformułowania i uwzględnienia.

Teoria i polityka

Czy musimy jednak wyartykułować właśnie tę zmienną x? Czy nie możemy poprzestać na stwierdzeniu, że wystarczy mocniej podkreślać istotność walki klas i równowagi sił klasowych? Sądzę, że nie. Jakkolwiek pożyteczne by nie było ciągłe powtarzanie sformułowania „walka klas” w starciu z ekonomizmem, to nie wystarczy.

Musimy pamiętać, że wskazanie zmiennej może rzucić szczególne światło, że może oświetlić to, co do tej pory pozostawało w cieniu – i właśnie to, moim zdaniem, dzieje się w przypadku zmiennej x, stopnia rozproszenia robotników. Owa zmienna świadczy o tym, że liczy się przede wszystkim jedność klasy robotniczej. Przekonuje, że dzielenie i odseparowywanie robotników przez kapitał prowadzi do ich klęski i uniemożliwia im czerpanie korzyści ze wzrostu wydajności pracy społecznej. Wymaga od nas ciągłego stawiania dwóch pytań: I. co nas dzieli; II. jak możemy znieść te podziały.

Sugeruję, że gdy pomyślimy już o tej zmiennej, nie ma powrotu do komfortu determinizmu czy scjentyzmu ekonomistów marksistowskich, których wkład w obalenie społeczeństwa kapitalistycznego polegałby na wskazaniu właściwego rozwiązania „problemu transformacji” (zagadki, której założeń notabene alchemicy ci nie dostrzegli). Gdy skupimy się na walkach wokół stopnia rozproszenia robotników i zdamy sobie sprawę z tego, jak na te pozornie mocno ugruntowane, obiektywne zmienne ekonomiczne (takie jak stopa zysku) oddziałuje jej rezultat, wtedy (jakkolwiek przerażające może to być dla ekonomistów – czy to z wykształcenia, czy z powołania), jasna staje się nieprzewidywalność jej przebiegu.

Wprowadzenie zmiennej stopnia rozproszenia zmusza nas do wyjścia poza ekonomizm w jeszcze inny sposób. Zmienna x, rzecz jasna, nie jest wypadkową walki wyłącznie o kwestie gospodarcze. Obok niej istnieje walka przeciwko rozwijanym przez kapitał rasizmowi, seksizmowi, a także podziałom i rywalizacji między robotnikami z różnych krajów. Te walki stanowią siłę napędową dla zjednoczenia robotników, bitwy o państwo i o sferę ideologii. Walka idei stanowi w rzeczywistości sedno tych batalii. Jej stawką jest pokazanie, że kapitał nie tylko stanowi owoc wyzysku, ale że podstawą tego wyzysku jest rozproszenie robotników.

Pod tym względem jako część walki idei, jako próbę przekierowania aktywności marksistowskich myślicieli na tory rewolucyjnego Marksa postrzegać należy: po pierwsze, stwierdzenie potrzeby zrozumienia zniekształcenia, jakie wynika z założenia Marksa; po drugie, usunięcie tego założenia; po trzecie, wprowadzenie zmiennej, którą określiłem jako x. Wskutek wprowadzenia tej zmiennej wprost do naszych wysiłków teoretycznych, nasza teoria zakłada polityczność i polityczną walkę. W rzeczy samej, to polityka zaczyna nami rządzić.

Zakończyłem dziewiąty rozdział Beyond »Capital« podkreśleniem, że celem Marksowskiego Kapitału było dostarczenie robotnikom broni, za pomocą której mogli wykroczyć poza kapitalizm. Zapytałem też, dlaczego Marksowi nie udało się napisać „Księgi o pracy najemnej”. Udzieliłem następującej odpowiedzi: „domknięcie jego epistemologicznego projektu interesowało go w mniejszym stopniu niż jego projekt rewolucyjny” (Lebowitz 2003, 177). Teraz, kiedy to Hugo Chavez (inspirowany Istvánem Mészárosem) tak dobitnie przypomniał nam o oczywistej kwestii – że wybór, jaki przed nami stoi, to ten między socjalizmem albo barbarzyństwem – przyszedł czas, by przypomnieć sobie o tym rewolucyjnym projekcie. Czego innego można się spodziewać po kimkolwiek, kto za cel swojego życia postawił sobie przyczynienie się do obalenia, w ten czy w inny sposób, społeczeństwa kapitalistycznego?

Wykaz literatury

Cohen, Gerald A. 1978. Karl Marx’s Theory of History: A Defence. Princeton: Princeton University Press.

Engels, Fryderyk. 1949. „Mowa nad grobem Karola Marksa.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Dzieła wybrane, tom 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk. 1951. „Do wydania trzeciego.” W Karol Marks, Kapitał, t. 1. Warszawa Książka i Wiedza.

Lebowitz, Michael A. 1977–8. „Capital and the Production of Needs.” Science & Society 41(4).

Lebowitz, Michael A. 1988. „Is »Analytical Marxism« Marxism?” Science & Society 52(2).

Lebowitz, Michael A. 2003. Beyond Capital: Marx’s Political Economy of the Working Class. Basingstoke: Palgrave Macmillan.

Lebowitz,  Michael A. 2009. Following Marx: Method, Crtitique and Crisis. Leiden: Brill.

Lenin, Włodzimierz. 1988. „Zeszyty filozoficzne”. W Włodzimierz Lenin, Dzieła wszystkie, t. 29. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1951. Kapitał, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1972. „Marks do Engelsa w Manchesterze. Londyn, 2 kwietnia 1858 r.” W MED, t. 29. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1973. „Marks do Ludwika Kugelmanna w Hanowerze. Londyn, 11 lipca 1868 r.” W MED, t. 32. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1975. „Marks do Engelsa w Manchesterze. Londyn, 24 sierpnia 1867 r.” W MED, t. 31. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1986. Zarys krytyki ekonomii politycznej. Tłum. Zygmunt Jan Wyrozembski. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1988. „Economic Manuscript of 1861–63.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Collected Works, Volume 30. New York: International Publishers.

Marks, Karol. 1994. „Economic Manuscript  of  1861–63.” W Karol Marks i Fryderyk Engels, Collected Works, Volume 34. New York: International Publishers.

Marks, Karol. 2005. „Płaca, cena i zysk”. Warszawa: Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej. http://www.filozofia.uw.edu.pl/skfm/publikacje/marks03.pdf.

Roemer, John E. 1986. Analytical Marxism. Cambridge: Cambridge University Press.

Michael A. Lebowitz – amerykański marksista, wykładowca Uniwersytetu Simona Frasera w Vancouver, gdzie zajmował się historią myśli ekonomicznej, ekonomią marksistowską i studiami porównawczymi systemów gospodarczych. W 2004 roku pełnił funkcję doradczą w Ministerio para la Economía Social w Wenezueli. Jego najważniejsze publikacje to: Beyond Capital (1992) i Following Marx: Method, Critique and Crisis (2009).

Dane adresowe

Professor Emeriti

Simon Fraser University

Email: mlebowit@sfu.ca

Cytowanie: Lebowitz, Michael A. Polityczność założeń, założenie polityki. Praktyka Teoretyczna 3 (25): XX-XX.

Author: Michael A. Lebowitz

Title: The Politics of Assumption, the Assumption of Politics

 

[1] Podstawę niniejszego tekstu opublikowanego na łamach Historical Materialism stanowi wykład Michaela Lebowitza wygłoszony 4 listopada 2005 w Londynie z okazji przyznania nagrody Deutscherów za jego książkę Beyond Capital. Dziękujemy redakcji Historical Materialism za zgodę na tłumaczenie.

[2] Przypis od tłumaczy: Cytowany fragment pochodzi z fragmentarycznych uwag Marksa, włączonych do angielskiego wydania Kapitału (Marks 1977) jako część Rezultatów bezpośredniego procesu produkcji. W polskim wydaniu Rezultatów… (Marks 2013) nie zostały one jednak uwzględnione.

[3] Marks podkreślał tę kwestię, wyjaśniając pojęcie wartości: „gdyby w mojej książce nie było wcale rozdziału o »wartości«, to dana przeze mnie analiza realnych stosunków zawierałaby dowód i potwierdzenie rzeczywistego stosunku wartości” (Marks 1973, 603).