Francja: Kolej dla ludzi, nie dla zysku

Francja: Kolej dla ludzi, nie dla zysku

Francja posiada jeden z najlepszych systemów kolejowych na świecie. Jej sieć jest na tyle powszechnie dostępna, niedroga i szybka, że mogłaby zawstydzić wiele z sąsiadujących z Francją krajów; nie mówiąc już o bałaganie, z jakim mamy do czynienia po drugiej stronie kanału La Manche.  

Jest ona własnością państwową, a jej pracownicy korzystają ze specjalnych warunków zatrudnienia, który zapewnia im lepsze zabezpieczenia prawne i możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Taki porządek rzeczy przez długi czas budził gniew elit biznesowych i prawicowych rządów – co, oczywiście, oznacza, że stała się ona przedmiotem „reformatorskich” wysiłków ze strony obecnego prezydenta, Emmanuela Marcona. Świeżo po generalnych modyfikacjach w prawie pracy dokonywanych w interesie pracodawców oraz obniżce podatków od ultra-bogaczy, były bankier-inwestor, marzący o tym, żeby dokonać we Francji ekonomicznej transformacji, skutkiem której stałaby się ona państwem „start-upu”, nie zwalnia tempa. (więcej…)

Maciej J. Grodzicki, O niebezpieczeństwach fetyszyzacji – czyli komu zawdzięczamy rewolucje technologiczne?

Maciej J. Grodzicki, O niebezpieczeństwach fetyszyzacji – czyli komu zawdzięczamy rewolucje technologiczne?

Mariana Mazzucato. 2016. Przedsiębiorcze państwo. Obalić mit o relacji sektora publicznego i prywatnego. Tłum. Joanna Bednarek. Poznań: Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

Pokryzysowe lata sprzyjają krytyce kapitalizmu i ujawnianiu jego sprzeczności. Mariana Mazzucato zmierzyła się z jednym z mitów leżących u podstaw neoliberalnej ideologii, głęboko zakorzenionych także w polskiej mentalności. Jej książka Przedsiębiorcze państwo to opowieść o tym, w jaki sposób we współczesnej gospodarce kapitalistycznej powstają innowacje oraz o tym, jak dzielone są korzyści ekonomiczne z nich płynące. Mazzucato nieustępliwie wydobywa na światło dzienne zasługi państwowych instytucji na rzecz generowania złożonych technologii, odwołując się do dziesiątek przykładów empirycznych oraz systematycznych analiz. Przedstawia przy tym w bardzo przystępny sposób rozumowanie ekonomii heterodoksyjnej w zakresie natury i źródeł dynamiki gospodarek1 .

Polskie tłumaczenie ukazało się pod koniec 2016 roku, co zawdzięczamy Wydawnictwu Ekonomicznemu Heterodox. Trzy lata, które minęły od światowej premiery książki, wystarczyły, aby stała się ona jednym z podręczników dla pokryzysowych naprawiaczy kapitalizmu. Co ciekawe, z jednakowym zainteresowaniem sięgają po nią zarówno lewicowi sceptycy, jak i wierni optymiści ekonomiczni i technologiczni, uczestniczący w konferencjach TED. Kształtuje ona również myślenie wielu decydentów – od prawa do lewa (na Mazzucato powołują się zarówno Jeremy Corbyn jak i Mateusz Morawiecki). Wszystko to sprawia, że warto podjąć krytyczny namysł nad tezami książki i nad przyczynami jej fenomenu. W pierwszej kolejności przybliżę jednak treść Przedsiębiorczego państwa.

Społeczne tworzenie wartości ekonomicznej

Punktem wyjścia dla rozważań Mazzucato jest współczesny dyskurs ekonomiczny. W toczonych w jego ramach sporach o kluczowe znaczenia i idee zdecydowanie dominują apologeci prywatnej przedsiębiorczości. Państwa traktowane są jako ociężałe, nieefektywne, przerośnięte organizacje, zadłużające się ponad miarę i obarczające kosztami swych działań przedsiębiorców i pracowników. To firmy prywatne są motorem gospodarki, to one tworzą innowacyjne produkty, zdobywają zagraniczne rynki i generują szerokie korzyści społeczne. Przedsiębiorstwa czasem faktycznie potrzebują współpracy z instytucjami publicznymi, w tym z uniwersytetami (choć naukowcy są z natury temu niechętni), lub potrzebują ulg podatkowych, dotacji bądź infrastruktury fizycznej. Osiągnięcie przełomowych innowacji w obszarach cyfryzacji, nanotechnologii czy odnawialnych źródeł energii wymaga probiznesowej polityki, podobnej do tej, która umożliwiła powstanie Doliny Krzemowej.

Mazzucato wytacza wojnę dyskursywną neoliberałom i przez dużą część książki mozolnie udowadnia, że wszystkie powyższe stwierdzenia to mity. Innowacje nie biorą się wprost z wydatków na badania i rozwój i są w jedynie małym stopniu generowane przez małe firmy, fundusze venture capital nie lubią prawdziwego ryzyka, a wzmocnienie ochrony patentowej czy deregulacja branż wcale nie uwalniają fali nowinek technologicznych. Mitologia neoliberalizmu jest zjawiskiem analizowanym od dawna, można też wręcz przyjąć, że ciągłe mijanie się z prawdą jest jednym z czynników stanowiących o trwałości tej ideologii (Schmidt i Thatcher 2013). Opisywana książka stanowi jednak novum w debacie ekonomicznej o tyle, że dotyka pojęć „przedsiębiorczości” i „innowacyjności”, a więc zalet powszechnie przypisywanych sektorowi prywatnemu. Mazzucato podjęła godny podziwu wysiłek zebrania rozproszonych dotąd wyników badań własnych oraz dziesiątek ekonomistek i ekonomistów, by wykazać, że komputery, zaawansowaną elektronikę, tysiące leków, a także fotowoltaikę czy nanotechnologię zawdzięczamy długotrwałym i kosztownym działaniom państw. To one przez dekady finansowały badania, tworzyły infrastrukturę, stabilizowały popyt na nowinki technologiczne czy wręcz wymuszały zakładanie pierwszych innowacyjnych firm. Prywatni biznesmeni i ich przyjaciele z sektora finansowego przychodzili niemal na gotowe, gdy ryzyko rynkowe było względnie niskie, a oczekiwane stopy zysku – wysokie.

Aby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów, przywołam jedynie najbardziej znany przykład z książki – dotyczący sukcesu rynkowego firmy Apple. Ta największa pod względem m.in. kapitalizacji giełdowej i generowanych zysków korporacja na świecie, kształtująca trendy w elektronice użytkowej, jest powszechnie kojarzona ze swoim założycielem Stevem Jobsem. Mit genialnej jednostki trzyma się dobrze nawet po śmierci Jobsa – powodzenie firmy przypisuje się często pracy tysięcy utalentowanych inżynierów, która dzięki elastycznej, uczącej się organizacji, potrafi dać niesamowite efekty. Mazzucato stara się nie umniejszać tych czynników, podkreśla wizjonerstwo Jobsa, polegające m.in. na dbaniu o design produktów i ciągłym ukierunkowaniu na przyjazność dla konsumentów. Wyciąga jednak na powierzchnię mniej dotąd znane źródła sukcesu technologicznego Apple: pokazuje, że wszystkie rozwiązania stanowiące o użyteczności iPhone’a czy iPada były rozwijane, od samego początku, aż do stadium rynkowej dojrzałości, przez państwo. Nie tylko wymagające wielkiej infrastruktury Internet i GPRS, ale również mikrodyski, ekrany dotykowe, kółko do klikania, SIRI czy wydajne baterie zawdzięczamy amerykańskim i europejskim agencjom wojskowym i rządowym. Fenomen Apple polegał na niesłychanej zdolności do wyławiania tych technologii i integracji ich w przyjaznych urządzeniach. Firma ta cechuje się tak naprawdę bardzo niskimi na tle konkurencji wydatkami na badania i rozwój, a swój rachunek zysków poprawia bezpośrednim wsparciem finansowym od państwa oraz ulgami podatkowymi.

Mazzucato przedstawia szeroką analizę różnego rodzaju czynników, które przyczyniły się do sukcesu Apple. Dziwi jedynie, że na tej niemal wyczerpującej liście brakuje globalnych nierówności, które pozwalają produkować setki milionów iPhone’ów (w sumie od 2007 roku ok. miliard urządzeń, przy ponad stukrotnym wzroście rocznej sprzedaży) w cenach przystępnych dla masowego konsumenta. Tysiące nisko wynagradzanych azjatyckich robotników Autorka traktuje jedynie jako zagrożenie dla amerykańskiego przemysłu i pracownika (Pradella 2017).

Dlaczego rynek i inicjatywa prywatna nie działają?

Niewątpliwą zaletą książki jest zgrabne przeplatanie przykładów empirycznych i rozważań teoretycznych. Mariana Mazzucato wyjaśnia zjawiska z zakresu gospodarki i technologii, odwołując się do dorobku pobocznych nurtów ekonomii i przybliżając czytelnikom zmarginalizowane w debacie publicznej koncepcje. Wspomnijmy przy tym, że Autorka wywodzi się ze środowiska ekonomistów heterodoksyjnych, wykształcenie zdobywała w krytycznej New School for Social Research w Nowym Jorku (rozwijającej myślenie postkeynesistowskie i neomarksistowskie), a jej ostatnie miejsce pracy to będący centrum neoschumpeteriańskiej ekonomii ewolucyjnej Science Policy Research Unit na Uniwersytecie Sussex (od kwietnia br. Mazzucato przeniosła się na University College of London).

Długotrwały postęp techniczny, oparty na rozwoju kolejnych fal przełomowych technologii, to zagadnienie, z którym nie radzi sobie ekonomia neoklasyczna. Tradycyjne modele wzrostu gospodarczego w głównym nurcie ekonomii traktują innowacje jako procesy losowe (niemalże wypadki przy pracy efektywnych rynków) lub ratują się doraźnie pojemną kategorią „zawodności rynkowych”. Innymi słowy, sedno dynamiki kapitalistycznej jest pojmowane jako rozbieżność od standardowego modelu ekonomicznego (szerszą krytykę można znaleźć m.in. w pracy Nelsona i Wintera, 1982). Z kolei bardziej współczesna teoria wzrostu endogenicznego, choć zawiera wartościowe elementy, to jako całość skupia się o wiele bardziej na matematycznej prezentacji abstrakcyjnych koncepcji niż na empirycznym zbadaniu i wyjaśnieniu rzeczywistych problemów (Aghion i Howitt 1992; Grossman i Helpman 1994).

Następcy Josepha Schumpetera ze szkoły ewolucyjnej traktują gospodarkę inaczej, jako złożony organizm, będący w ciągłym ruchu, w procesach tworzenia wartości ekonomicznej i wiedzy (Nelson i Winter 1982). Jego motorem jest poszukiwanie nowych rozwiązań przez firmy w warunkach dynamicznej konkurencji. Jednak firmy nie tworzą nowej wiedzy w próżni. Są tylko jednym z elementów „ekosystemów innowacji”, które obejmują również pracowników, agencje rządowe, szkoły czy uczelnie, powiązane ze sobą siecią relacji o charakterze rynkowym, prawnym i kulturowym (Freeman 1987; Nelson 1988). Innowacje powstają w wyniku interakcji tych podmiotów, wspólnego uczenia się i wzajemnego zarażania wiedzą. Mazzucato podkreśla, że większe zaangażowanie państwa w gospodarkę niekoniecznie wypycha innowacyjną aktywność przedsiębiorstw, zaś o wiele częściej działania prywatnych i publicznych organizacji są względem siebie komplementarne.

Rola państwa jest szczególnie istotna w okresach rewolucji technologicznych, gdy zaczyna dominować nowy paradygmat gospodarowania. Wdrażanie prawdziwie radykalnych innowacji (takich jak maszyna parowa, komputer czy odnawialne źródła energii) wiąże się z fundamentalną niepewnością, brakiem komplementarnej infrastruktury, dostawców czy wyuczonych konsumentów i pracowników (Dosi 1982; Perez 1983). Technologia jest bowiem czymś o wiele szerszym niż sam produkt – to raczej zespół praktyk społecznych, związanych z jego tworzeniem, wyceną i użytkowaniem, wykraczających znacznie poza pojedyncze firmy. Nie dziwi zatem, że większość firm boi się ryzyka związanego z nowymi technologiami i ogranicza się do stopniowego usprawniania utartych rozwiązań. Redukcja niepewności technologicznej do akceptowalnych rozmiarów jest, zdaniem Mazzucato, rolą rządów. To one są w stanie planować i działać w perspektywie kilkudziesięciu lat oraz ponosić duże ryzyko. Ambitne cele pozaekonomiczne, jak ekspansja militarna i rozwiązanie problemów społecznych (walka z chorobami, głodem), sprzyjają tworzeniu przez rządy wielkich wizji, które przy okazji tworzą technologie dla szerokich zastosowań biznesowych.

Przedsiębiorcze państwo wykracza w swoich tezach poza klasykę myśli ewolucyjnej i wpisuje się również w nurt myślenia o relacjach między państwem a sektorem prywatnym koniecznych dla podtrzymania lub stymulowania dynamiki gospodarczej. Mazzucato powołuje się w kilku miejscach na Karla Polanyiego (1944), którego dociekania historyczne wskazywały na fundamentalną rolę państw w tworzeniu rynków narodowych. O wiele bliżej jej jednak w sposobie rozumowania oraz w logice wyciąganych wniosków do tradycji „państwa rozwojowego”. Jej przedstawiciele, autorzy tacy jak Amsden (1989), Wade (1990), Evans (1995) czy szerzej znany w Polsce Ha-Joon Chang (2003), analizowali gospodarki azjatyckich tygrysów i dowodzili, że ich spektakularne wyniki gospodarcze w drugiej połowie XX wieku były możliwe dzięki mocnemu zaangażowaniu państw w rozwój wybranych sektorów. Zalecenia szerszego interwencjonizmu, formułowane w oparciu o doświadczenia Azji Wschodniej, wracają ze wzmożoną siłą w ostatnich latach, w publikacjach Rodrika (2004) czy Stiglitza (wraz z Linem i Mongą, 2013), i inspirują decydentów do prowadzenia aktywniejszej polityki przemysłowej.

Biznes jako pasożyt

Druga teza książki Mazzucato stanowi, że o ile tworzenie wiedzy i technologii jest procesem społecznym, zbiorowym, z dużą rolą państwa, o tyle już na etapie podziału wartość ekonomiczna jest w dużej mierze zawłaszczona przez kapitalistów sektora prywatnego. To przedsiębiorstwa bardzo często pozostają wyłącznymi właścicielami praw do wytworzonej własności intelektualnej, co jest odzwierciedlone w rosnących zyskach korporacji. Państwo, choć ponosi dużą część ryzyka, partycypuje zdaniem Mazzucato w korzyściach w minimalnym stopniu – czemu sprzyja regresywny i dziurawy system podatkowy oraz wolność przepływów kapitałowych między krajami.

Prywatyzacja zysków przy uspołecznieniu ryzyka lub strat nie zdziwi zapewne krytycznych obserwatorów kapitalizmu, choć to zjawisko kojarzyło się dotąd z sektorem bankowym lub usługami publicznymi. Przedsiębiorcze państwo przełamuje tabu związane z traktowaniem prywatnych firm jako „świętych krów” w obszarze innowacji, dokumentując tę tezę danymi statystycznymi i szczegółowymi opisami konkretnych przykładów firm-pasożytów2 . Szczególnie uderza opis funkcjonowania amerykańskiego sektora farmaceutycznego, jednego z najbardziej zyskownych i najmocniej chronionych prawem patentowym. Mazzucato dowodzi, że aż 75% nowych priorytetowych leków powstaje w państwowych laboratoriach, podczas gdy działalność badawczo-rozwojowa korporacji Big-Pharma skupia się na bezpiecznych, tradycyjnych segmentach rynku. Okazuje się jednak, że publiczne innowacje stanowią dla prywatnych firm farmaceutycznych źródło sporych, a do tego stabilnych zysków. Państwo udziela bowiem firmom preferencyjnych licencji na korzystanie z zaprojektowanych substancji, licząc na ich szybsze upowszechnienie w leczeniu. Zdaniem Autorki, koszty ponoszone w tym procesie przez biznes, dotyczące dostosowania leku do wymogów rynku i przeprowadzenia testów klinicznych, są niewspółmierne do ryzyka, związanego z wymogami opracowania innowacji farmaceutycznych.

Ten i inne mocne przykłady niosą ważną lekcję, że procesy kreowania innowacji i wartości społecznej oraz przechwytywania wartości ekonomicznej nie są ze sobą tożsame. W ostatnich dekadach wręcz zupełnie się od siebie oderwały. Obserwacja trendów w czasie i przestrzeni prowadzi Mazzucato do kluczowych z normatywnego punktu widzenia, dość pesymistycznych wniosków. Relacje biznesu z państwem w USA i Wielkiej Brytanii stały się po kilku dekadach neoliberalizmu pasożytnicze i podmywają podstawy postępu technicznego. Od kilku dekad skłonność prywatnego biznesu do innowacji maleje za sprawą oligopolizacji rynków, krótkoterminowej orientacji rynków finansowych i zarządów korporacji oraz możliwości finansjalizacji osiąganych nadwyżek. Z kolei malejące wpływy podatkowe uniemożliwiają państwom kontynuację praktyk z boomu powojennego i aktywnego stymulowania innowacji. Nie jest to jednak powszechny trend – „silne” państwa w Chinach, Brazylii czy w Niemczech nie poddają się tak łatwo biznesowi i są w stanie narzucać mu kierunki zmian technologicznych. Między innymi dlatego to w nich należy upatrywać przyszłych liderów przemysłowych.

O lepszy kapitalizm

Obserwując Chiny, Niemcy, czy Danię, Mazzucato formułuje wyraziste rekomendacje dla rządów zainteresowanych budową konkurencyjności gospodarek. Dotyczą one m.in. budowy narodowych funduszy innowacji i banków rozwojowych na rzecz długookresowego stymulowania postępu technicznego, a także zapewnienia udziału państw w prywatnych zyskach generowanych przy wykorzystaniu publicznie wytworzonych technologii. Autorka zabiera również głos we współczesnej debacie na temat transformacji energetycznej. Zarówno w omawianej książce, jak i w innych publikacjach i wystąpieniach publicznych wzywa do tworzenia koalicji rozwojowych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Duża część Przedsiębiorczego państwa poświęcona jest wymogom „zielonej rewolucji”, która według Autorki jeśli się dokona, to jedynie siłą „widzialnej ręki państwa”.

Mazzucato wpisuje się w liczne głosy krytyki kapitalizmu, mówiące, że „dalej w ten sposób nie pojedziemy”, a jej dyskursywne ciosy wydają się celnie wyprowadzone. Książka dostarcza mocnych dowodów empirycznych, wyjaśnień teoretycznych i idei dla reformatorskich ruchów społecznych i partii politycznych. Ukazanie innowacyjności państw i pasożytnictwa biznesu sprawia, że treści książki wydają się szczególnie atrakcyjne do zagospodarowania przede wszystkim przez ruchy progresywne. W praktyce okazuje się jednak, że po idee Przedsiębiorczego państwa sięgają również ekonomiści i politycy konserwatywni, szukający sposobów na poprawę pozycji swoich państw w międzynarodowym podziale pracy.

Jedną z przyczyn tej popularności jest zapewne fakt, że Mariana Mazzucato, jak przystało na neoschumpeterianistkę, zalicza się do łagodnych krytyczek kapitalizmu, wierzących w jego dynamiczną siłę i wzywających do jego naprawy3 . Traktuje ona wspomniane pasożytnictwo kapitału na wspólnych zasobach raczej jako incydentalną przypadłość pewnych okresów czy krajów, niż trwałą prawidłowość całego systemu gospodarczego. Cytując Polanyiego, ogranicza się do przypomnienia, że to państwa stworzyły rynki narodowe. Tymczasem jego Wielka transformacja to opowieść o brutalnej prywatyzacji i komodyfikacji ziemi, pracy i pieniądza na potrzeby akumulacji kapitału i podtrzymania malejącej rentowności w sektorze prywatnym. Symptomatyczne jest zresztą, że wśród cytowanych w Przedsiębiorczym państwie niemal 300 pozycji brakuje dzieł samego Marksa, czy współczesnych autorów wskazujących na mechanizm „akumulacji przez wywłaszczenie” (por. Harvey 2004; Streeck 2016). Tymczasem to właśnie ekonomia neomarksistowska najdobitniej podkreśla rolę państwa w podtrzymywaniu dynamiki kapitalizmu. Jak dowodzi m.in. Harvey (2001), to państwa, regulując rynki, wymuszając konkurencję, ale również dostarczając szeregu dóbr publicznych, są w stanie niwelować sprzeczności nawarstwiające się w procesach akumulacji kapitału.

Jak działają państwa?

Normatywny ładunek oraz polityczny sukces Przedsiębiorczego państwa skłaniają do podjęcia dyskusji z głównymi tezami. Odwołajmy się przy tym do dwóch kluczowych dla książki pojęć – „państwa” i „technologii” oraz trzeciego, w książce nieobecnego, czyli „pracy”.

Z jednej strony Mazzucato słusznie nakłania do odrzucenia powierzchownej antytezy kategorii: państwo/rynek, publiczny/prywatny. Tworzenie wartości ekonomicznej polega na ciągłym przenikaniu się podmiotów, instytucji, reguł z różnych porządków. Jednak z drugiej strony można odnieść wrażenie, że Autorka sama wpada w pułapkę traktowania państwa jako niezależnego, odrębnego od gospodarki bytu. Odkreśla grubą linią procesy ekonomiczne od politycznych, nie wnikając w mechanizmy funkcjonowania instytucji państwa. Ma to swoje poważne konsekwencje dla interpretacji i formułowania zaleceń politycznych.

Z lektury nie otrzymujemy bowiem odpowiedzi na takie pytania, jak: dlaczego amerykańskie państwo zmieniło swoje postępowanie od „złotych” lat 50. i 60.?; skąd bierze się nagła skuteczność Chińczyków czy Brazylijczyków w stymulowaniu innowacji?; czy te różnice między krajami biorą się z natury gospodarek, instytucji, technologii? Przypisywanie bowiem sukcesu polityki innowacyjności czynnikom takim jak osobowość liderów politycznych, klimat polityczny, dyskurs ekonomiczny czy zasady konstrukcji agencji rządowych sprawia wrażenie przypadkowego. Bardziej satysfakcjonująca odpowiedź na powyższe pytania wymaga oczywiście szerszych badań, ale również przyjęcia określonej teorii państwa. Niezależnie bowiem od tego, czy oprzemy się na koncepcji neomarksistowskiej, instytucjonalnej czy teorii wyboru publicznego, musimy przyznać, że państwa nie posiadają w pełni autonomicznych celów. Kierunki ich działań są dopiero ustalane w procesie politycznym, osadzonym w konkretnych relacjach kapitalistycznych.

Analiza Przedsiębiorczego państwa przypomina pod tym względem szerszy przypadek teorii państwa rozwojowego. Wymienieni już autorzy, w oparciu o kilka arbitralnie wybranych przypadków relacji biznes-państwo, tworzą teorię rozwoju gospodarczego. Na jej podstawie formułują bardzo mocne rekomendacje polityczne, dotyczące tego, jak osiągnąć narodowy sukces w budowaniu kapitalizmu. Tymczasem, jak argumentuje m.in. Ben Fine (2013), przyjęcie relacyjnej i procesualnej koncepcji państwa jako przestrzeni formułowania i ścierania się różnorodnych interesów, prowadzi do zupełnie innej oceny tych przypadków. Dae-Oup Chang (2013) dowodzi, że proprzemysłowa mobilizacja rządów państw Azji Wschodniej i ich sukces w doganianiu zachodnich gospodarek miały źródła po pierwsze w dużej sile przetargowej pracowników, a po drugie w sztucznym napędzaniu technologicznym i finansowym przez Amerykanów, którzy potrzebowali rynków zbytu dla swojego przemysłu i przeciwwagi dla rosnących Chin. Powierzchownie symbiotyczne relacje państwa z biznesem okazują się po głębszej analizie ciągiem napięć w układzie praca-kapitał-państwo. Dopiero mając na uwadze układ sił i interesów wewnątrz kraju i w jego otoczeniu międzynarodowym (ale i wewnątrz samej administracji), można zrozumieć zmienną zdolność i skłonność państw do przeciwstawienia się krótkookresowym celom kapitału.

Obosieczny miecz innowacji

Skupiające się wokół pojęcia innowacyjności rozważania Mazzucato,, skłaniają do namysłu również nad istotą samej tej kategorii. Książka udziela odpowiedzi na pytanie: skąd pochodzą innowacje? Dla uzyskania większego realizmu warto zadać pytania pomocnicze: jakie są to innowacje? Po co są tworzone i komu służą? Choć bowiem wedle rachunków postęp techniczny okazuje się głównym motorem wzrostu gospodarczego, to nie wszyscy korzystają z jego zdobyczy w równym stopniu. Automatyzacji, tak jak i PKB, do garnka nie włożymy.

W kapitalizmie podstawowym celem innowacji jest wsparcie procesów akumulacji kapitału. Oczywiście przy okazji często dochodzi do rozwiązania problemów społecznych lub lepszego zaspokojenia potrzeb obywateli, jednak bazową motywacją jest zysk przedsiębiorcy (Harvey 2015). Historycznie postęp techniczny napędzający dynamikę kapitalizmu był ukierunkowany m.in. na transformację natury i uwolnienie się od presji pracowników. Orientacja na znalezienie nowych zastosowań dóbr naturalnych i obniżenie pracochłonności produkcji, obecna również we współczesnych innowacjach, czyni ich ocenę mniej jednoznaczną (Freeman, Clark i Soete 1983). Na przykład powodzenie transformacji energetycznej, opartej na nowych zielonych technologiach (nawet przy dużej roli państwa), wydaje się niepewne w warunkach kapitalizmu. Produkcja oparta na paliwach kopalnych wraz z konsumeryzmem stanowią bowiem o istocie tego systemu (Klein 2016; Malm 2015).

Trzeba mieć to na uwadze, gdy postuluje się jakąkolwiek politykę wsparcia innowacyjności. W przeciwnym wypadku łatwo popaść w fetyszyzm – co faktycznie można zarzucić dużej części współczesnych decydentów (zwłaszcza z kręgów Komisji Europejskiej), ale również niektórym przedstawicielom środowiska neoschumpeterian (por. Bontems 2014). Dyskusję nad problemami społecznymi i metodami ich rozwiązania zbyt często zastępują gotowe rekomendacje dążenia do innowacji samych w sobie.

Praca jako „ten trzeci”

Przedstawiona przez Mazzucato wizja relacji kapitalistycznych w obszarze postępu technicznego jest niepełna ze względu na pominięcie pracy (Pradella 2017). Kwestia przetargów pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami pojawia się jedynie w kontekście dystrybucji dochodu, z pominięciem ich stymulującego charakteru. Tymczasem, tak jak opracowanie nowych technologii często miało na celu uwolnienie się kapitalistów od presji pracy, tak przebieg relacji klasowych historycznie determinował kierunki postępu technicznego oraz podział korzyści ekonomicznych z niego płynących. Siła ruchu pracowniczego jako czynnik zmian technologicznych, dostosowań w polityce państw, a w rezultacie awansu przemysłowego, objawia się nie tylko we wspomnianym przypadku Azji Wschodniej, ale również w krajach peryferyjnych współczesnego, zglobalizowanego kapitalizmu (Silver 2009).

Uproszczone podejście do kategorii pracy razi w szczególności w opisie ewolucji modeli biznesowych w Stanach Zjednoczonych. Powstanie nowego modelu, opartego na elastycznym zatrudnieniu, Mazzucato przedstawia jako wynik dostosowań rynku pracy, wzajemnie korzystnych dla obu jego stron, odzwierciedlających zmiany preferencji przedsiębiorstw i pracowników oraz pracownic. Autorka pomija fakt, iż takie „innowacje organizacyjne” jak lean management i outsourcing były jednoznacznie zorientowane na osłabienie pracowników w przetargach płacowych i zwiększenie nadwyżek finansowych korporacji.

Historia alternatywna

Powyższe uwagi każą uzupełnić model teoretyczny proponowany przez Mazzucato. Zamiast narracji: „państwo realizując cele społeczne i polityczne, prowadzi do postępu technicznego, także w biznesie”, powinniśmy otrzymać: „przetargi polityczne kapitału i pracy4 , wraz z wpływem otoczenia międzynarodowego, mogą popychać państwo do prowadzenia korzystnej społecznie polityki innowacyjności”. Na tej podstawie można pokusić się o przedstawienie alternatywnej wersji historii „przedsiębiorczych państw”.

Lata powojennej budowy technologii przez amerykański kompleks przemysłowo-zbrojeniowy to jednocześnie okres fordowskiej gospodarki z mocnymi związkami zawodowymi, mocno osłabionym sektorem finansowym i przemysłem szukającym rentowności i rynków zbytu (Sweezy 1941; Galbraith 1952; Minsky 1996). Podobnie w Wielkiej Brytanii obserwujemy upadek kolonialnych sieci produkcji, a spuścizna centralnego sterowania okresu wojennego i duży zakres własności publicznej sprzyjają rozbudowie państwa socjalnego przez rządy labourzystów. To wtedy powstaje NHS, będący centrum dokonań technologicznych w brytyjskiej farmaceutyce (Cumbers 2012). Presja pracowników, słabe zagraniczne rynki zbytu i ograniczenia w emisji pieniądza skłaniały biznes do poszukiwania możliwości awansu technologicznego. Zimnowojenna rywalizacja militarna i ekonomiczna powodowała natomiast, że innowacje nabrały kluczowej wagi dla decydentów politycznych. Krajowy i międzynarodowy układ sił w latach 50. i 60. prowadził zatem do wyjątkowej zbieżności celów kapitału i rządów państw zachodnich. Ciąg dalszy znamy z Przedsiębiorczego państwa: powstanie agencji rozwojowych, prywatne i publiczne inwestycje w infrastrukturę B+R i długoletnie programy badawcze, które przyniosły nowe przełomowe technologie.

Paradoksalnie ta sama długotrwała współpraca państwa z dużym biznesem mogła przyczynić się do monopolizacji gospodarki i zmiany reżymu akumulacji na sfinansjalizowany neoliberalizm, w którym amerykańskie korporacje wcale nie potrzebują pomocy rządu (Baran i Sweezy 1966; Minsky 1996). Mając zbyt silną pozycję rynkową, mogą przerzucać zakłady pracy po całym świecie, a nadwyżki akumulować na Wall Street, pompowanej dopływem zagranicznego kapitału (por. Varoufakis 2016). Natomiast brytyjskie i amerykańskie koncerny naftowe nie potrzebują do szczęścia zielonej rewolucji. Przy takim układzie sił trudno się dziwić niekorzystnej ewolucji państw anglosaskich i osłabieniu ich technologicznego potencjału.

Odwrotne przypuszczenia można wysnuć w odniesieniu do współczesnych liderów państwowej innowacyjności: Niemiec, Chin czy Brazylii. Niemiecka gospodarka opiera się na eksporcie, a względnie silne związki zawodowe w przemyśle bronią krajowych miejsc pracy i ograniczają możliwości finansjalizacji. Państwo jest w zinstytucjonalizowany sposób obecne w przetargach kapitału i pracy. Koalicja tych trzech podmiotów w swoistym neomerkantylizmie sprzyja orientacji na innowacje i współpracy w opracowywaniu nowych technologii. W Brazylii i Chinach rosnący kapitał, z dużą potrzebą akumulacji, jest mocno sprzężony z elitami politycznymi, co również ułatwia tworzenie proinnowacyjnych aliansów państwo–biznes. Ponadto zarówno Niemcy, jak i Chiny muszą importować surowce energetyczne, stąd i poparcie przedsiębiorstw wobec zielonych technologii może być w tych krajach odpowiednio większe.

Podsumowanie

Trudno oczekiwać od książki, żeby obejmowała wszystkie wymienione wątki, a jej zalety bronią się same. Trzeba oddać Marianie Mazzucato jej zasługi na rzecz dyskursywnego odkrywania i promowania innowacyjnej siły państw. Jednocześnie szersze ujęcie kategorii pracy, uwzględnienie procesualnego charakteru polityk publicznych oraz bardziej realistyczne podejście do technologii prowadzą do ciekawych uzupełniających wniosków, które zasługują na weryfikację w oddzielnym programie badawczym. Refleksja nad długofalowymi skutkami polityki innowacyjności każe patrzeć z pewną dozą ostrożności również na rekomendacje autorki (choć intuicyjnie bardzo mi bliskie).

Po pierwsze, jeżeli państwa (już teraz bardzo zaangażowane w stymulowanie postępu technicznego) mają przeznaczać jeszcze więcej środków na nowe technologie, to chciałoby się żądać, aby były one szeroko dostępne użytkownikom końcowym i generowały dochody dla wszystkich obywateli. Spytajmy także, dlaczego państwa nie miałyby bezpośrednio produkować i sprzedawać niektórych dóbr, skoro tak wielu z nich dają podstawy technologiczne? Zwłaszcza tam, gdzie ograniczenia rynku i presja prywatnego kapitału są fundamentalną barierą, a cele społeczne są wyjątkowo ważne (jak w przypadku odnawialnych źródeł energii czy leków) państwowa produkcja wydaje się uzasadniona.

Po drugie, zauważmy, że wezwania do większego zaangażowania państw w innowacje grożą powstaniem neomerkantylizmu na skalę światową i marnowaniem znacznych zasobów w międzynarodowej konkurencji technologicznej. Ostatecznie i tak tylko niektórym krajom uda się wypracować przełomowe technologie, a pozostałe będą musiały zadowolić się peryferyjną pozycją w nowym podziale pracy. Czy zatem wszystkie kraje powinny prowadzić niezależną politykę przemysłową? Czy wszystkie są w stanie robić to skutecznie, przy niesamowicie mocnej ochronie własności intelektualnej i pełnej wolności przepływów kapitałowych? Czy stabilniejszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem nie jest szeroka międzynarodowa współpraca technologiczna, z wbudowanymi mechanizmami podziału korzyści?

Po trzecie, spójrzmy na szeroki reżim akumulacji, uwzględniający zasady nadzoru korporacyjnego, kwestie własności i siłę przetargową pracowników. Czy można stworzyć trwałą politykę innowacyjności, która będzie generować szerokie korzyści społeczne bez zmian w tych obszarach? Czy przedsiębiorczość państw ponownie (jak w krajach anglosaskich) nie doprowadzi do nowych światowych monopoli korporacyjnych i nie osłabi pozycji przetargowej pracowników, jak i samych rządów?

Te wszystkie pytania warto mieć w pamięci, aby uniknąć ryzyka popadnięcia z jednego fetyszyzmu w drugi, z nadmiernego uwielbienia prywatnej przedsiębiorczości w wiarę, że to państwo i innowacje nas zbawią.

 

Wykaz literatury

Aghion Philippe i Howitt Peter. 1992. A Model of Growth Through Creative Destruction.” Econometrica 60(2): 323–351.

Amsden Alice H. 1989. Asia’s Next Giant: South Korea and Late Industrialization. New York: Oxford University Press.

Baran Paul A. i Sweezy Paul M. 1966. Monopoly Capital: An Essay on the American Economic and Social Order. New York: NYU Press.

Bontems Vincent K. 2014. What Does Innovation Stand for? Review of a Watchword in Research Policies.” Journal of Innovation Economics & Management 15(3): 39–57.

Chang Dae-Oup. 2013. Labour and the ‘Developmental State’: A Critique of the Developmental State Theory of Labour.” W Beyond the Developmental State: Industrial Policy into the Twenty-first Century, B. Fine, J. Saraswati, D. Tavasci (red.). London: Pluto Press.

Chang Ha-Joon. 2002. Globalization, Economic Development and the Role of the State. London: Zed Books.

Cumbers Andrew. 2012. Reclaiming Public Ownership: Making Space for Economic Democracy. London: ZED Books.

Dosi Giovanni. 1982. Technological Paradigms and Technological Trajectories. A Suggested Interpretation of the Determinants and Directions of Technical Change, Research Policy 11(3): 147–162.

Evans Peter B. 1995. Embedded Autonomy: States and Industrial Transformation. Princeton: Princeton University Press.

Fine Ben. 2013. Beyond the Developmental State: An Introduction.” W Beyond the Developmental State: Industrial Policy into the Twenty-first Century, B. Fine, J. Saraswati, D. Tavasci (red.). London: Pluto Press.

Freeman Christopher. 1987. Technical Innovation, Diffusion and Long Cycles of Economic Development.” W The Long-Wave Debate, T. Vasko (red.), Berlin: Springer Verlag, 295–312.

Freeman Christopher, Clark John i Soete Luc. 1982. Unemployment and Technical Innovation: A Study of Long Waves and Economic Development. London: Frances Pinter.

Galbraith John .K. 1952/1993. American Capitalism – The Concept of Countervailing Power, new Jersey: Transaction Publishers.

Grossman Gene M. i Helpman Elhanan. 1994. Transaction Publishers Endogenous Innovation in the Theory of Growth.” Journal of Economic Perspectives 8(1): 23–44.

Harvey David. 2001. The Marxian Theory of State.” W Spaces of Capital: Towards a Critical Geography. Edinburgh: Edinburgh University Press.

Harvey David. 2004. The ‘New’ Imperialism: Accumulation by Dispossession.” Socialist Register 40: 63–87.

Harvey David. 2015. Seventeen Contradictions and the End of Capitalism. London: Profile Books.

Klein Naomi. 2016. To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat. Warszawa: MUZA.

Lazonick William, Mazzucato Mariana i Tulum Öner. 2013. „Apple’s Changing Business Model: What Should the World’s Richest Company Do with All Those Profits?” Accounting Forum 37(4): 249–267.

Malm Andreas. 2015. Fossil Capital: The Rise of Steam Power and the Roots of Global Warming. London–New York: Verso.

Mazzucato Mariana. 2016. Przedsiębiorcze państwo: Obalić mit o relacji sektora publicznego i prywatnego. Tłum. Joanna Bednarek. Poznań: Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

Mazzucato Mariana i Jacobs Michael. 2016. Rethinking Capitalism: Economics and Policy for Sustainable and Inclusive Growth. New York: Wiley-Blackwell.

Mazzucato Mariana i Semieniuk Gregor. 2016. „Financing Renewable Energy: Who is Financing What and Why it Matters.” SPRU Working Paper Series, SWPS 2016-12.

Minsky Hyman P. 1996. Uncertainty and the Institutional Structure of Capitalist Economies.” Levy Economics Institute of Bard College Working Paper 155.

Nelson Richard R. i Winter Sidney G. 1982. An Evolutionary Theory of Economic Change. Cambridge, MA: Harvard University Press.

Nelson Richard R. 1988. Institutions Supporting Technical Change in the United States.” W Technology and Economic Theory, G. Dosi, C. Freeman, R.R. Nelson, G. Silverberg, L. Soete (red.). London: Pinter Publishers, 312–329.

Perez Carlotta. 1983. Structural change and assimilation of new technologies in the economic and social systems.” Futures 15(5): 357–375.

Polanyi Karl. 1944/2010. Wielka transformacja. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Pradella Lucia. 2017. The Entrepreneurial State by Mariana Mazzucato: A Critical Engagement.” Competition and Change 21(1): 61–69.

Rodrik Dani. 2004. Industrial Policy for the Twenty-First Century”, CEPR Discussion Papers.

Schmidt Vivien A. i Thatcher Mark. 2013. Resilient Liberalism in Europe’s Political Economy. Cambridge: Cambridge University Press.

Silver Beverly J. 2003/2009. Globalny proletariat: Ruchy pracownicze i globalizacja po 1870 r., Warszawa: Książka i Prasa.

Stiglitz Joseph E., Lin Justin Y. i Monga Celestin. 2013. The Rejuvenation of Industrial Policy.” Policy Research Working Paper No. 6628. https://openknowledge.worldbank.org/handle/10986/16845.

Streeck Wolfgang. 2016. How Will Capitalism End?: Essays on a Failing System. London–New York: Verso.

Sweezy Paul M. 1941. The Decline of The Investment Banker.” The Antioch Review 1(1): 63–68.

Varoufakis Yannis. 2016. Globalny Minotaur. Tłum. Joanna Bednarek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Wade Robert H. 1990. Governing the Market: Economic Theory and the Role of Government in East Asian Industrialization. Princeton: Princeton University Press.

  1. Autor pragnie dziękować Aleksandrze Welchar za pomoc w korekcie językowej tekstu. []
  2. Zainteresowanych czytelników można odesłać do artykułów naukowych Mazzucato (Lazonick, Mazzucato i Tulum 2013; Mazzucato i Semieniuk 2016) poświęconych innowacyjnym firmom i ich finansowaniu. []
  3. Nastawienie to propaguje także w swojej kolejnej książce (Mazzucato i Jacobs 2016). []
  4. Ważną rolę pełnią również spory między samymi kapitalistami, w tym między przedstawicielami tradycyjnych branż (ang. incumbents) i sektora finansowego, a producentami z sektorów w zalążkowym stadium rozwoju. []
Ewa Majewska – Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie (Wprowadzenie)

Ewa Majewska – Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie (Wprowadzenie)

Poniżej przedstawiamy wprowadzenie do nowej książki Ewy Majewskiej, członkini Rady naukowej naszego pisma, „Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie”, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2017. Zamieszczamy także streszczenie i spis treści książki.

Zachęcamy do zapoznania się z całą publikacją! 

 

 

Wprowadzenie. Dlaczego po neoliberalizmie?

Dedykowane: Henryce Krzywonos, Jolancie Brzeskiej i wszystkim innym ludowym bohaterkom działającym na rzecz społecznej zmiany.

 

Zebrane tu teksty dzielą się na teksty interwencyjne, felietony, omówienia bliskich mi nurtów feminizmu oraz teksty o teorii i sztuce feministycznej, które uznałam, że warto połączyć, głównie dlatego, że Czytelnicy i Czytelniczki na ogół muszą się sporo nachodzić, żeby znaleźć taki zestaw łącznie. Pracując na co dzień w teorii, postrzegam ją jako moją życiową praktykę, niemniej wiem, że nie wszyscy funkcjonują w ten sposób. Dlatego umówiliśmy się z moimi szanownymi Wydawcami, że będziemy wszyscy pilnować, żeby akurat ta książka została napisana przystępnie i zachęcająco. Wszelką odpowiedzialność za usterki w tym zakresie, i w każdym innym też, ponoszę oczywiście ja. Teksty prezentowane poniżej powstawały na ogół w ostatnich latach, 2012-2016, chyba że zaznaczono inaczej. Nieco krótsze wersje niektórych z nich były także publikowane w Przekroju, Le Monde Diplomatique – edycji polskiej, Codzienniku Feministycznym, Praktyce Teoretycznej oraz katalogach i książkach, ich pełna lista znajduje się dalej.

W czasach, gdy brunatny potwór faszyzmu, karmiony tym razem neoliberalnym wariantem kapitalizmu, podnosi głowę, pozostaje nam właściwie tylko socjalistyczny feminizm. Możemy oczywiście szukać innych nurtów i inspiracji, ale jest rzeczą jasną, że dwie kwestie – patriarchat i wyzysk, podlane rasistowskim i homofobicznym sosem, są dziś naszym chlebem powszednim, to nimi się krztusimy. Równościowy, lewicowy, solidarny feminizm ma na to sporo odpowiedzi. Chciałabym część z nich tu zaprezentować. W czasach, gdy słowem „solidarność” wszyscy wycierają najbardziej nawet haniebne procedery, na pewno trudniej się do niego odwoływać. W czasach, gdy słowo „feminizm” jest albo obrzucane błotem, albo traktowane jako synonim mieszczańskiego przywileju, nie jest łatwo nieść je na sztandarze. Ale spróbujmy.

Ta książka napisana jest z myślą o Czytelniku i Czytelniczce, jako zachęta do politycznej walki z niesprawiedliwością, jako opowieść o pewnym szczególnym przypadku feministki, jej poglądów i bliskich jej osób, jako sugestia, gdzie można szukać równości, narzędzi do jej generowania oraz wsparcia w społecznej rzeczywistości nastawionej na konkurencję, wyścig szczurów oraz wyzysk. Jak pokazuję w zebranych tu tekstach i artykułach, solidarność możemy budować od dziś. Bell hooks, czarna feministka, której książkę przełożyłam kilka lat temu na język polski, pokazała, jak możemy to robić, sięgając do wzorców, które zna ona z własnej społeczności – czarnych amerykańskich kobiet z klas nieuprzywilejowanych, z Południa. Okazało się, że tu w Polsce ten przykład stał się inspirujący, i zaczęłyśmy w naszych grupach, organizacjach i stowarzyszeniach szukać niehierarchicznych, solidarnych modeli postępowania, a na zajęciach ze studentami i studentkami przekonałam się, że te odległe historie i teorie, jakie kreśli hooks w książce Teoria feministyczna. Od marginesu do centrum są dla nas tutaj świetną inspiracją do analizy i krytyki naszych rodzimych form wykluczenia, oporu i solidarności. Oczywiście to nie zaczęło się wczoraj. Praca na rzecz politycznych i społecznych praw kobiet to niemały rozdział w historii naszego kraju. W niniejszej książce poświęcam tej polskiej herstorii sporo uwagi, zwłaszcza w rozdziale „My, dzikie Wiktorianki”. Pokazuję tam, jak równolegle do amerykańskich i zachodnioeuropejskich walk o prawa kobiet trwała walka Polek. W tekście poświęconym artystce Ewie Partum z kolei pokazuję, jak wątki feministyczne przeniknęły do polskiej sztuki przełomu lat 70. i 80., czyli sporo przed 1989 rokiem, uznawanym zwyczajowo w tej sprawie za przełomowy.

Momenty politycznego zrywu, chwile przekształcania tego, co liberalnie polityczne w to, co socjalistycznie wspólne, zawsze znajdują swoje pracownicze, ale również artystyczne środki wyrazu. Tego m.in. dotyczy otwierający tę książkę esej, w którym analizuję Czarny Protest jako formę oporu słabych i wykluczonych. Traktuję słaby opór również jako perspektywę badawczą, która wyczulając na momenty słabości, niespektakularne i nieheroiczne działania, pozwala reinterpretować historyczny kanon jako znacznie mniej męski, niż byśmy na ogół sądzili. Jest to też w moim przekonaniu element strategii artystycznych wielu kobiet, stąd Ewie Partum poświęcam w niniejszej książce osobny rozdział, podobnie jak Iwonie Zając, z którą przyjaźń i współpraca zajęły nie tylko wiele lat mojego i jej życia, ale również okazały się formujące dla mojego rozumienia polityki, jako działania słabych i wykluczonych. Na zakończenie pojawia się również tekst, który napisałam, a w zasadzie skompilowałam na podstawie ostatniego pamfletu Róży Luksemburg do projektu Aleki Polisiewicz – Porządek panuje w Warszawie.

Solidarność jest szczególnie potrzebna kobietom, które wskutek transformacji i potem również prekaryzacji rynku pracy, są dziś głównymi dostarczycielkami pracy opieki i troski, z jakiej chyłkiem wycofuje się państwo i pracodawcy. To właśnie na kobiety spadają obowiązki porzucone przez inne podmioty w ramach wprowadzenia neoliberalnego kapitalizmu. To kobiety troszczą się dziś o nasze zdrowie, fizyczne i materialne przetrwanie, poczucie bezpieczeństwa w czasach, kiedy jesteśmy tego wszystkiego pozbawieni. I to my, kobiety, musimy nauczyć się przeciwstawiać wynikającym z tych zobowiązań ponad wszelką miarę nadużyciom. W niniejszej książce spraw prekarności dotykam niemal w każdym rozdziale, pokazując, jak systemowe likwidowanie społecznych zabezpieczeń wmontowanych w systemy państwowe typowe dla XX w. w Europie i USA, determinuje nie tylko osłabienie społecznych więzi i biednienie całych populacji, ale też nierówne rozłożenie kosztów tej transformacji, już nie tylko w sensie ekonomicznym, ale również płciowym. W rozdziale „Prekariat i dziewczyna. Fetyszyzm towarowy i emancypacja dziś”, skupiam się na pomijanych zazwyczaj relacjach prekaryzacji i płci, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji współczesnej młodej dziewczyny. Chciałabym tu jednoznacznie pokazać, że feminizm może być socjalizmem. I odwrotnie.

Elementem takiego dyskursu feministycznego musi z konieczności stać się także feminizm liberalny. Pomimo ogromnego uznania i szacunku, jakimi darzę większość jego działaczek, nie zawsze się z nimi zgadzam, a czasem pozostaję wręcz w niezgodzie, czemu również daję tu wyraz. Świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że w czasach bezpardonowego ataku nie tylko na prawa reprodukcyjne, ale w ogóle na kobiety, w politycznej atmosferze nagonki i poniżenia, jakim musimy dziś stawić czoła, wewnętrzne dyskusje feministyczne odchodzą z konieczności na plan dalszy, a ich miejsce zajmują różne formy sojuszy i wzajemnego wsparcia ponad różnicami. Hołdując tej regule, chciałabym nadmienić, że w książce tej liberalizm jest poddawany krytyce, a feminizmy: lewicowy, socjalistyczny, marksistowski oraz Czarny stanowią zdecydowanie najważniejszy punkt odniesienia. Bardzo ważną inspiracją była dla mnie również książka zredagowana przez Ann Snitow we wczesnych latach 80., The Powers of Desire, gdzie znalazły się wszystkie ówczesne perspektywy feministyczne na kwestie polityki seksualnej, głosy osób, które w innych warunkach nie chciały nawet brać udziału we wspólnych spotkaniach. Uważam, że taka umiejętność łączenia ludzi i dbałość o siłę feminizmu w różnicy jest niebywale cenna i potrzebna. Podobnie ważna jest też możliwość artykułowania różnych głosów feministycznego wielogłosu, i bardzo się cieszę, że mogę się do takiego wzrostu różnorodności przyczynić.

Tekst poświęcony kontrpublicznościom i polityce queer, powstał w reakcji na nędzę publicznej debaty zainicjowanej przez supozycję wybitnej literaturoznawczyni, Elżbiety Janickiej, że relacje między bohaterami szkolnej lektury Kamienie na szaniec mogą być czytane jako homoerotyczne. Dokonująca standardowej operacji literaturoznawczej Janicka została odebrana jako skandalistka, jej teksty zaś – jako zamach na świętości. Tymczasem w geście Janickiej ujawniło się moim zdaniem przekonanie odnośnie możliwości śledzenia afektu w tekście oraz analizowania go poza normą matrycy heteroseksualnej. Był to ważny moment nie tylko w historii polskiego literaturoznawstwa, ale również publicznej debaty, ponieważ naruszono jedno z ostatnich tabu obu tych przestrzeni – zaburzono wykluczenie afektu homoerotycznego poza obszar widzialności. Analizując tę wielowątkową dyskusję zastanawiam się nad koncepcjami sfery publicznej oraz nad tym, jakie kryteria musiałaby spełniać sfera publiczna faktycznie inkluzywna.

Środkowa część niniejszej książki to repliki i felietony pisane na bieżąco, w reakcji na konkretne zdarzenia i polityczne dyskusje. Znaczną część prezentowanych tu tekstów stanowią felietony i polemiki, które wytrwale, acz nieodpłatnie publikowałam w Codzienniku Feministycznym, który również dzielnie, i równie nieodpłatnie dostarcza feminizm pod dachy i strzechy. Szczególne podziękowania należą się w tym względzie Kamili Kuryło oraz całemu dzielnemu zespołowi tego fantastycznego pisma.

Feminizm nie był dla mnie wyłącznie stanowiskiem teoretycznym, które przyjęłam, studiowałam, a następnie również wykładałam na Gender Studies czy w Katedrze Kultury Współczesnej UJ. Feminizm to również nazwa ważnej perspektywy politycznej oraz zorientowanej na płeć i poprawę sytuacji kobiet formy aktywizmu. Żałuję, że aktywizmowi temu poświęcam w niniejszej książce stosunkowo niewiele miejsca. Znajdziecie o nim trochę informacji w Zakończeniu niniejszej książki, które stanowi nie tylko jej podsumowanie, ale przede wszystkim propozycje na przyszłość. Jest o nim również mowa w rozdziałach poświęconych Czarnemu Protestowi, Wiktoriankom oraz feminizmowi w USA. W zasadzie przewija się przez karty niniejszej książki cały czas.

Feminizm i solidarność po neoliberalizmie muszą przede wszystkim podnieść się z ruiny. Nie tylko ruiny wygenerowanej atakami z zewnątrz – ze strony konserwatywnych i neoliberalnych elit. Feminizm musi także otrząsnąć się z ataków, które przyszły od wewnątrz – z łatwowiernego przyzwolenia na neoliberalne reformy życia społecznego i polityki, reformy dokonywane w myśl szkodliwego i kompletnie nieprawdziwego założenia, że polityczne prawa kobiet zostały już na zawsze zdobyte, zaś nierówności ekonomiczne – przezwyciężone. Jak pokazały kryzysy ekonomiczne w ostatnich latach, jak dowodzą wojny i konflikty zbrojne oraz dramatyczne próby przedostawania się uchodźców i uchodźczyń do Europy – historia wcale się nie skończyła, co więcej – możemy się być może spodziewać ostrych sporów wynikających m.in. z pochopnej zgody na antyrównościowe polityki.

Feminizm, jak ostro dowodziła kilka lat temu Nancy Fraser, stał się ochoczą towarzyszką neoliberalizmu. Oczywiście, nie cały i nie we wszystkich krajach, ale nawet w Polsce mam wrażenie, że dominującą pozycję miał i nadal posiada feminizm akceptujący nierówności rynkowe, godzący się na prywatyzację i ekonomiczne wykluczenie, feminizm uprawiany przez osoby uprzywilejowane i niepamiętający o osobach bez przywileju. Jest to też feminizm niedbający o podstawową edukację społeczeństwa na temat różnic płci, feminizm umiarkowanie, a czasem niestety wcale, wrażliwy na ludzką nędzę, na rasistowskie i klasistowskie nierówności, na homofobię i transfobię. Musimy o tych sprawach przypominać, musimy tworzyć feministyczne teorie i praktyki nie tylko świadome nierówności, ale także i takie, które będą gotowe je zmieniać.

Neoliberalizm jest często nazywany kapitalizmem przyspieszonym, a kreowaną przezeń rzeczywistość opisujemy często jako nadmiernie dynamiczną, męczącą przez ciągłe bombardowanie informacjami, ciągłe zmiany na rynku pracy i w polityce oraz ciągle powtarzane informacje o zagrożeniach – terroryzmem, bezrobociem, nietrwałością – które czynią nasze życie coraz bardziej niepewnym, a nasze odczuwanie świata – prekarnym. Zabezpieczenia społeczne, gwarantowane w czasach powojennych przez państwo i wymuszane również na sektorze prywatnym, są od kilku dekad ustawicznie demontowane i zastępowane nietrwałymi formami umów i zabezpieczeń. Tymczasem potrzeby – psychologiczne, zdrowotne, społeczne – nie znikają przecież. W wielu rozdziałach tej książki staram się wskazać, jak skutecznie obciążane są nimi kobiety, co prowadzi do „backlashu” – przynajmniej częściowego powrotu tradycyjnego podziału ról płciowych. Choć podzielam postulaty i założenia teorii queer, szczególnie te dotyczące konstruowanego i performatywnego charakteru płci, nie uważam, by feministyczna krytyka binarnego podziału ról płciowych z teorii wcześniejszych straciła na znaczeniu. Jesteśmy konstruktami społecznymi, co bynajmniej nie znaczy, że możemy sobie po prostu wybrać rolę płciową. Bardzo często pomimo naszych wyborów i decyzji społeczeństwo i otoczenie nadal wymusza na nas realizację tradycyjnie rozumianej męskości lub kobiecości, czasem też za naruszenie tych ról nadal czekają nas surowe sankcje. W tym właśnie sensie feminizm tzw. „drugiej fali” bynajmniej nie jest jeszcze passé, pozwala nam on bowiem diagnozować, krytykować, a nawet stawiać opór temu, co często mylnie uważamy za przezwyciężone – męskiej dominacji.

Figura prekariuszki – osoby niepewnej swojej pracy, wartości, relacji – jest dziś główną bohaterką doniesień medialnych, kultury popularnej i teorii społecznej. W serialach typu „Girls”, w filmach i książkach coraz częściej czytamy o tym, że upadły fundamenty kultury, ekonomii i społeczeństwa, a polityczne elity nie są w stanie się z tym zmierzyć. Moment, w którym piszę te słowa – Wigilia 2016 r. – jest, szczególnie w Polsce – okresem dodatkowo skomplikowanym działaniami naszych władz, które uznały swoją pozycję za nie podlegającą negocjacjom i rozliczeniom, umieszczając się tym samym ponad prawem. Taka pozycja władzy państwowej charakteryzuje jeden typ ustroju politycznego – dyktaturę. Nie jestem pewna, w jakiej rzeczywistości obudzę się w przyszłym roku, ten wyjątkowy czas między świętami a nowym rokiem, który w kulturze zachodniej traktowany jest zawsze jako swoiste pomiędzy starym i nowym rokiem, jest zawieszony w próżni podwójnie – ze swojej natury oraz ze względu na sytuację polityczną w kraju i na świecie, gdzie pojawia się coraz więcej sygnałów faszystowskiego przechwytywania instytucji demokratycznych, ostry zwrot w kierunku skrajnej prawicy. W takiej chwili głos feminizmu powinien brzmieć mocno i jednoznacznie, nie jako rozproszone okrzyki rozdrażnionych pań z klasy średniej, które uwiera niemiłe marginalizowanie ich na scenie politycznej czy w mediach, ale jako silny, choć niekoniecznie jednorodny, głos kontestacji nierównego podziału przywilejów w całym społeczeństwie, jako głos równości i solidarności.

W Polsce poczułyśmy tej solidarności w ostatnich miesiącach 2016 r. bardzo wiele. Odbywające się w ponad 150 miastach i miasteczkach Czarne Protesty przeciw zaostrzaniu i tak drastycznej ustawy antyaborcyjnej, akcje internetowe i Strajki Kobiet pokazały, że rewolucja jest w naszym kraju kobietą, że skandaliczne próby ograniczenia kobiecej wolności i kobiecych praw nie tylko nie przejdą bez echa, ale doprowadzić mogą do powstańczej gotowości po stronie tych, które przez lata dzielnie, i niemal w milczeniu znosiły jarzmo podwójnych standardów, ekonomicznych nierówności, dyskryminacji na rynku pracy, opresji kościelnej i politycznej oraz przemocy – domowej i symbolicznej. Poruszone do działania kobiety szykują się teraz na 8 marca 2017 r. – Międzynarodowy Strajk Kobiet. Wzięły w nim udział kobiety z ponad 60 krajów. 

Ta mobilizacja kobiet z różnych krajów, grup społecznych, klas i miejscowości skłania do zastanowienia nad tym, jak możliwa jest dziś taka mobilizacja polityczna grupy zazwyczaj milcząco akceptującej wszelkie nadużycia. W zawartym w niniejszym tomie tekście o Czarnym Proteście stawiam na ten temat kilka hipotez. Tu zaznaczę jedynie, że być może wraz z pojawieniem się tego protestu odeszła w niepamięć formuła nierównego, heroicznego i mesjanistycznego artykułowania potrzeb i postulatów kobiet, zastąpiona bardziej horyzontalną komunikacją i zaangażowaniem zwykłych, nie wybranych, kobiet.

Rozwijana w niniejszej książce perspektywa feministyczna jest perspektywą wielości rozumianej nie tylko jako heterogeniczna zbiorowość, jako hybryda różnych ciał, biografii, przekonań, marzeń, skryptów, teorii i postaw, ale również jako wspólnota posiadająca wszystkie cechy tego, co zwyczajne. Uważam, że polskiemu feminizmowi udało się w ostatnich miesiącach wyjść poza słabo w gruncie rzeczy ukrywany elitaryzm, i stał się on wreszcie faktycznie ruchem masowym. Oznacza to m.in. rezygnację z napuszonej stylistyki, ale też zauważanie, że nie wszystkie mamy takie same problemy, że wiele z nas nie posiada środków umożliwiających wygodne zaangażowanie „czasu wolnego” w działalność społeczną, a mimo tego, może nawet właśnie przez to, chcą działać politycznie.

Ten nieoczekiwany wybuch kobiecej solidarności (moja Mama występowała na podium jednej z feministycznych demonstracji pod Sejmem wraz ze mną, mówiła o tym, że nie chodzi na demonstracje, ale teraz przyszła, „dla mojej córki i dla Was”) potrzebuje nie tylko nowych form organizacji i działania, ale również nowego podejścia do analizy i teorii oraz nowej sztuki. Nie ma sensu dalej udawać, że uczone w gabinetach tworzą teorię, a robotnice praktykę. Kiedy w 1851 r. na Konwencji na rzecz praw kobiet w USA wystąpiła Sojourner Truth i zapytała, czy również ona – zbiegła z plantacji niewolnica, muskularna i silna jak mężczyzna, matka 12 dzieci, które natychmiast jej wykradano i sprzedawano w niewolę, a zarazem sufrażystka – czy i ona jest kobietą, udało jej się sformułować jedno z najważniejszych pytań teorii społecznej, filozofii, psychologii i biologii XX w.: czym jest płeć, i czy można ją opisać wyłącznie w kategoriach binarnych? Zagadnienia, które znamy z narracji Simone de Beauvoir, Judith Butler albo bliżej niezidentyfikowanych „amerykańskich naukowców”, na których tak często powołuje się w ostatnich latach polska prasa, zostało sformułowane przez niepiśmienną, czarną kobietę z USA w połowie XIX w.! Całe szczęście ktoś spisał jej krótkie przemówienie, i nadal inspiruje ono miliony kobiet na całym świecie, pokazując, że nędza, poddaństwo i niewola nie muszą wcale wykluczyć  błyskotliwości czy politycznego radykalizmu. W swoim krótkim wystąpieniu Truth wskazała na problemy, którymi filozofki i filozofowie zajęli się dopiero pod koniec XX w. Niewykluczone, że nasze ruchy kobiece również artykułują właśnie te formy oporu i solidarności, których teorie pojawią się dopiero za kilka dziesięcioleci. Możliwe też, że powstają one na naszych oczach.

 

STRESZCZENIE KSIĄŻKI:

Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie zapowiada nadejście feminizmu zwykłych kobiet, feminizmu zarazem queerowego i kontestującego przywileje klasowe, rasowe, społeczne i płciowe. Jest wielowątkową opowieścią o feministycznej teorii i sztuce, połączeniem analizy z publicystyką, polityki z krytyką kultury. Autorka wychodzi z założenia, że to, co wspólne, jest też tym, co słabe, zwyczajne i powszechne, więc do społecznej zmiany konieczne jest wyjście poza elitarny i niedostępny język nacechowany wyższością. Podążając tropem bell hooks, proponuje teorię solidarności – horyzontalnej wymiany wzmacniającej wszystkie uczestniczki, a nie paternalistyczne wsparcie, petryfikujące zastane hierarchie. Przyglądając się najbardziej aktualnym ruchom feministycznym, Czarnemu Protestowi i Strajkowi Kobiet, ale też wczytując w teorie polityki i estetyki oraz analizy kultury, autorka stara się zaprezentować syntetyczny i wielowątkowy proces feministycznej walki, która zawsze odbywa się na kilku frontach jednocześnie. Nie rezygnując z wycieczek historycznych – do Wiktorianek, feministek z lat 60., socjalistek i czarnych feministek z USA, autorka kreśli obraz feminizmu jako teorii w działaniu oraz praktyki generującej refleksję.

 

SPIS TREŚCI:

Wprowadzenie. Dlaczego po neoliberalizmie?

Część I. Jaki feminizm? 

Słaby opór. Siła bezsilnych

My, dzikie Wiktorianki, czyli pierwsza fala feminizmu

Kobiety do władzy. Amerykański feminizm lat 60. i 70.

Marginesem w centrum. Bell hooks i rewolucyjny ruch feministyczny

Teoria feministyczna wobec „braterskiej umowy społecznej”. W stronę inkluzywnej teorii partycypacji

Cenzura, sfera publiczna i kontrpubliczności podporządkowanych innych.

„Solidarność” i solidarność dzisiaj. Na marginesie rocznicowej euforii

Prekariat i dziewczyna. Fetyszyzm towarowy i emancypacja dziś

Część II. Jaka polityka? Felietony i interwencje

„Klucz do feminizmu to polityczna solidarność”, z Ewą Majewską rozmawia Mateusz Romanowski

Gender Wars, czyli kto się boi złotej sukienki?

O równość… nie tylko w edukacji

Dziejowa misja Conchity Wurst

Rasizm à la polonaise? Ku pamięci Maxwella Itoyi

Cały lud buduje swoją stolicę

Tęcza w ogniu. Radykalizm w działaniu

Na marginesie głupot z Rzepy, czyli felieton na 11 listopada

Moja Mama gratuluje Robertowi Biedroniowi wygranych wyborów

Kontrpubliczności znienawidzonych innych

O sile silnych, sile słabych i solidarności

Kobieta bezpieczna? NATO, ciąża i nierówności

Kolorowe kredki ministra Błaszczaka

Ekonomia polityczna zakazu. 15 lat ustawy antyaborcyjnej w Polsce

Część III. Jaka Sztuka?

Ewa Partum czyli feminizm który nadchodzi.

Łzy, kwiaty, piasek, twarze. Sztuka i protest Iwony Zając

Rosa Rotes – Porządek panuje w Warszawie (z Aleką Polis)

 

Zakończenie

Podziękowania

Bibliografia

O autorce

Podsumowanie książki

 

Ewa Majewska

Tramwaj zwany uznaniem. Feminizm i solidarność po neoliberalizmie

Publikacja dofinansowana przez Network of East-West Women NY.

Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2017.

http://www.monde-diplomatique.pl/biblio/biblio.php

MATRONATY: Codziennik Feministyczny, Praktyka Teoretyczna, Bez Dogmatu, Korporacja Ha! Art, Czas Kultury, Magazyn Szum, Fundacja Feminoteka.

Rafał Jakubowicz – Robotnicyzm. Sztuka w ujęciu radykalnym

Rafał Jakubowicz – Robotnicyzm. Sztuka w ujęciu radykalnym

Poniższy tekst jest zapowiedzią monografii pod red. Mikołaja Iwańskiego, pt. „Wyparte dyskursy. Sztuka wobec zmian społecznych i dezindustralizacji”, wyd. Akademia Sztuki, Szczecin 2016, któremu matronuje „Praktyka Teoretyczna”. Publikacja jest podsumowaniem konferencji pod tym samym tytułem, która odbyła się 12 grudnia 2014 roku w Akademii. Na stronie Praktyki Teoretycznej publikujemy nieznacznie zmienioną wersję artykułu – przyp. red. (więcej…)