Damian Winczewski – Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie

Abstrakt: Celem artykułu jest rekonstrukcja poglądów Michała Kaleckiego i jego zwolenników na temat racjonalnej kalkulacji i alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej, a także próba zestawienia tych poglądów z poglądami zwolenników zarówno kapitalizmu, jak i alternatywnych modeli socjalizmu. Pod tym kątem przeanalizowano artykuły polskiego ekonomisty dotyczące schematu tworzenia się cen w kapitalizmie i socjalizmie, roli klasy robotniczej oraz systemu bodźców i sposobu zarządzania gospodarką. W artykule omówiono też poglądy autorów, którzy bazując na pracach Kaleckiego, podjęli się polemiki z obiegową narracją wyjaśniającą porażkę realnego socjalizmu. Zarówno realny kapitalizm, jak i realny socjalizm zmagają się z problemami niedoskonałej informacji i miękkich budżetów, nie istnieje również doskonały model zarządzania gospodarką, w związku z tym nie są to bezpośrednie przyczyny niepowodzenia projektu socjalistycznego. Oprócz problemu innowacji i optymalnych nakładów inwestycyjnych z perspektywy kaleckiańskiej zasadniczym problemem socjalizmu wydaje się ustanowienie właściwych stosunków produkcji w marksistowskim sensie, rozumianych jako zdemokratyzowanie relacji pomiędzy klasą robotniczą a warstwą zarządzającą produkcją.

Słowa kluczowe: centralne planowanie, regulacja cen, inwestycje, alokacja zasobów.

 

Wstęp

Współcześnie porażka gospodarki centralnie sterowanej wydaje się oczywista, co potwierdzają liczne opracowania na ten temat. Wiele z nich w warstwie teoretycznej bazuje na poglądach zwolenników austriackiej szkoły ekonomii, którzy z góry zakładali praktyczną niemożliwość racjonalnej alokacji zasobów w tym systemie. W związku z tym powszechny jest pogląd, że mechanizmu rynkowego nie można zastąpić. Zgadzają się z tym również nieliczni współcześni socjaliści, którzy dopuszczają jedynie zdecentralizowany model socjalizmu, gdzie alokacja zasobów odbywałaby się głównie poprzez rynek.

Celem artykułu jest ustosunkowanie się do tych twierdzeń przez ukazanie ich w perspektywie poglądów Michała Kaleckiego i jego uczniów. Korzystając z bogatego dorobku tradycji kaleckiańskiej, chciałbym pokazać, że zarzuty zwolenników kapitalizmu wobec socjalizmu w wielu miejscach są niespójne. W kolejnej części tekstu omówię szereg propozycji Kaleckiego, które można przeciwstawić poglądowi o teoretycznej niemożliwości racjonalnej alokacji zasobów w gospodarce centralnie planowanej. Artykuł nie jest tylko historyczną rekonstrukcją – z perspektywy kaleckiańskiej można również krytycznie ocenić współczesne propozycje socjalizmu oddolnego. Problemy gospodarcze realnego socjalizmu w świetle niniejszego artykułu nie ograniczają się tylko do kwestii sztucznego systemu cen, niskiej innowacyjności czy złej polityki inwestycyjnej. Ważną rolę można przypisać też stosunkom produkcji, a dokładniej rzecz ujmując: sprzecznościom zachodzącym pomiędzy interesami ekonomicznymi klasy robotniczej i rządzącej nomenklatury partyjnej.

Zarys problemowy debaty kalkulacyjnej

Termin „debata kalkulacyjna” odnosi się do szeregu polemik dotyczących rachunku ekonomicznego w gospodarce centralnie planowanej, zapoczątkowanych esejem „Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie” napisanym w 1920 roku przez Ludwiga von Misesa. Głównymi postaciami tej debaty oprócz Misesa byli Friedrich von Hayek oraz Oskar Lange. Po stronie zwolenników socjalizmu głos zabierali, poza Langem, między innymi również Abba Lerner, Maurice Dobb czy Paul Sweezy i Paul Baran. W dyskusji brali udział także inni ekonomiści, jednakże z historycznego punktu widzenia największy wpływ na jej ciężar i ocenę miała wymiana zdań na linii Mises – Lange – Hayek. W związku z tym, że temat jest w literaturze ekonomicznej dość szeroko opisany, ograniczę się tylko do krótkiego podsumowania najważniejszych problemów i zazwyczaj przyjmowanych ocen tej dyskusji – by mieć punkt odniesienia przy rekonstrukcji poglądów Kaleckiego na kwestię racjonalnego gospodarowania w socjalizmie.

  1. Punktem wyjściowym dyskusji był problem dotyczący ustalania cen wobec braku mechanizmu rynkowego i własności prywatnej. Zdaniem Misesa istotą poprawnej kalkulacji jest właściwa miara wartości, która pozwala ocenić, jakie dobro spośród wielu warto wyprodukować po jednej stronie i zakupić (spośród dóbr ekwiwalentnych użytkowo) po drugiej stronie. Austriacki ekonomista twierdził, że tę relację pozwala określić wartość wymienna, której miernikiem na rynku jest dobro wybrane – pieniądz (Mises 2012).

Zdaniem Misesa brak prywatnej własności czynników produkcji uniemożliwia ich obiektywną, rynkową wycenę. Wycena ta zostaje zastąpiona przez subiektywną ocenę urzędników zajmujących się planowaniem gospodarczym. Badacz uważał również za niemożliwy rachunek ekonomiczny na podstawie teorii wartości opartej na pracy ze względu na tzw. problem transformacji, czyli kwestię tego, jak przekształcić społecznie niezbędną ilość czasu pracy w ceny rynkowe (Mises 2012, 42–44). W konkluzji doszedł do wniosku, że im większe będzie odchylenie od własności prywatnej, tym mniej racjonalne stanie się gospodarowanie produkcją (Łukawer 2005, 43).

Oskar Lange odrzucił teorię wartości opartą na pracy na rzecz teorii marginalistycznej, a następnie stwierdził, że ceny można ustalić, używając modelu równowagi ogólnej Walrasa i jego koncepcji aukcjonera.

Urząd planistyczny miałby przyjąć rolę swego rodzaju maszyny licytującej oraz metodą prób i błędów ustalić ceny na czynniki produkcji. Poprzez kolejne próby tworzenia nowych układów podaży i popytu osiągnięte zostałyby ceny równowagi. Wyłonione w ten sposób ceny kalkulacyjne znalazłyby zastosowanie w rachunku ekonomicznym.

Austriaccy ekonomiści podnieśli zarzut dotyczący arbitralności okresu obowiązywania ustalonej ceny. Zarzuca się Langemu, że nie był precyzyjny, jeśli chodzi o częstotliwość zmian cen kalkulacyjnych. Według Hayeka, którego argument powtórzył i uszczegółowił Huerta de Soto (2010, 218–237), ceny – zmieniane rzadko – miałyby niską wartość jako sygnały przy procesie decyzyjnym dotyczącym alokacji zasobów. Jeżeli zaś częstotliwość zmian byłaby duża, wtedy ilość danych stałaby się tak olbrzymia, że paraliżowałaby cały proces decyzyjny. Gabriel Temkin (2008, 67) zarzucił natomiast, że kierownicy produkcji mogliby wpłynąć na kierunek zmiany cen wyznaczanych przez urząd planistyczny. Mogliby to robić za pomocą decyzji o zmianie rozmiarów zapasów, a co za tym idzie – także rozmiarów produkcji.

  1. Kolejna kwestia dotyczyła przedsiębiorczych działań w socjalizmie i powiązanych z tym problemów z odpowiednimi bodźcami i motywacjami. Zdaniem zwolenników nieskrępowanej przedsiębiorczości w państwie socjalistycznym wynalazcy musieliby każdorazowo przekonywać urząd planistyczny o tym, że pomysł warto wdrożyć. Biurokrata pełniłby funkcję przedsiębiorcy i decydowałby o wdrożeniu innowacji czy wynalazków (Temkin 2008, 69). Sam Lange nie przejął się problematyką przedsiębiorczości, którą uznał za zagadnienie z dziedziny socjologii (1936/1973, 267).

Według ekonomistów austriackich problem jest dużo poważniejszy. Ich zdaniem przedsiębiorczość jako taka może przejawiać się tylko na wolnym rynku, w warunkach wzajemnej rywalizacji, gdzie głównymi bodźcami są zysk i chęć utrzymania się w rynkowej grze.

  1. Za równie istotny uchodzi problem informacji. Sygnalizowany był już przez Vilfreda Pareta i Enrica Baronego. Zdaniem tego ostatniego rozwiązanie problemu kalkulacji sprowadzałoby się do rozwiązania systemu równań, których pomyślny wynik zapewniłby równowagę popytu i podaży, a co za tym idzie – maksymalizację dobrobytu. Formalnie rzecz biorąc, układ równań jednoczesnych opisujący wielkości gospodarcze w socjalizmie i kapitalizmie jest taki sam. W jednym i drugim przypadku daje takie same wyniki. Problem centralnego planisty polega więc na złożoności i trudności obliczeń (Hockuba i Brzeziński 2005, 5). Podstawowy ciężar tego problemu spoczywa na ekonomicznej zmienności technologicznych współczynników produkcji. Ustalenie tych współczynników tak, aby pozostawały w zgodzie z wymogiem minimalizacji kosztów produkcji, wymagałoby prowadzenia obliczeń na wielką skalę na poziomie przedsiębiorstw. Centralny planista z powodów technicznych nie dysponowałby więc informacją potrzebną do rozwiązania tych równań (Barone 1935, 587–588).

Podobnie uważał Lionel Robbins. Stwierdził, że można wyobrazić sobie rozwiązanie problemu kalkulacji, tworząc całe ciągi szeregów rachunków matematycznych. Wymagałoby to jednak ułożenia milionów równań mających za podstawę miliony danych statystycznych. Nim jednak wszystkie te równania zostałyby rozwiązane, dane uzyskane na ich podstawie stałyby się nieaktualne (Robbins 1934/2007, 151).

Argumentację tę popierał i rozbudował Hayek, który uważał, że po pierwsze system gospodarki planowanej ogranicza ludzką wolność (Hayek 1996), a po drugie – że istnieje zasób nieskodyfikowanej, niewyrażalnej matematycznej wiedzy, która jest wykorzystywana na wolnym rynku i nigdy nie będzie dostępna centralnemu planiście (Hayek 1949). Dla Langego problem informacji był zawsze tylko problemem technologicznym, ponieważ rynek stanowił dla niego wyłącznie specyficzny układ równań, do których rozwiązania potrzeba odpowiednio zaawansowanych komputerów (Lange 1973, 334).

Podstawę modelu Langego stanowiła metodologia neoklasyczna i to jej wykorzystanie zdaniem Dona Lavoie i Petera Boettkego, zwolenników szkoły austriackiej, było główną wadą tego projektu (Lavoie 1985; Lavoie i Boettke 2001; Boettke 2002). Podobne opinie wyrażali również lewicowi ekonomiści tacy jak Pat Devine i Fikret Adaman, a także Joseph Stiglitz (Adaman i Devine 1997; Stiglitz 1996). W Polsce krytyczną analizą modelu Langego zajmował się między innymi jego wybitny uczeń, Tadeusz Kowalik (1994, 2004, 2005). Między innymi zwracał uwagę na krytykę modelu Langego przez innych socjalistów za niedostateczne uwzględnienie przez niego roli planowania – przy czym podkreślał, że sam Lange po wojnie odszedł od koncepcji „socjalizmu rynkowego” i skupił uwagę na radzieckim modelu gospodarczym.

Ostatecznie upadek realnego socjalizmu dla większości ekonomistów stanowił praktyczny dowód przewagi mechanizmu rynkowego nad gospodarką planową, przez co dalsza dyskusja została de facto ucięta i zmarginalizowana.

Czy informacja stanowi problem?

Argumentacja Hayeka o tym, że istnieje niemożliwa do wyartykułowania i skodyfikowania wiedza niejawna (tacit knowledge), miała potężne oddziaływanie. Na argumenty austriackiego ekonomisty często powoływali się główni ideolodzy neoliberalizmu, uzasadniając w ten sposób tezę, że nie istnieje alternatywa dla proponowanych przez nich rozwiązań. Jednym z wielkich admiratorów austriackiego ekonomisty był między innymi Milton Friedman, który powołując się na jego prace, położył fundamenty pod monetaryzm, myśl ekonomiczną, która odniosła znaczące sukcesy po załamaniu się keynesizmu po 1979 roku. Hayek twierdził, że nie tylko wszelkie próby planowania niweczą możliwość jej użycia, lecz także wolny rynek wytwarza spontaniczny porządek umożliwiający najefektywniejsze wykorzystanie tego typu wiedzy, do której zużytkowania nie byłaby zdolna żadna jednostka (Hayek 1945). Autor wyróżnił trzy typy gospodarki: 1) centralnie planowaną, 2) konkurencyjną, która jego zdaniem jest agregatem planowych wyborów zatomizowanych jednostek, 3) formę pośrednią pomiędzy 1) i 2), czyli zmonopolizowaną gospodarkę rynkową. Jego zdaniem do najlepszego wykorzystania wiedzy niejawnej dochodzi w gospodarce typu 2), gdzie wiedza niejawna artykułuje się w konkurencyjnych cenach.

Pozycja Hayeka stała się jeszcze mocniejsza, gdy problem wiedzy niejawnej został spopularyzowany na polu filozofii nauki przez Michaela Polanyiego (1962, 1967). Kryzys i upadek gospodarek planowych doprowadził do tego, że koncepcja wiedzy niejawnej została zaakceptowana przez większość lewicowych i socjalistycznych ekonomistów jako dowód na wyższość mechanizmu rynkowego.

Od lat osiemdziesiątych XX wieku powstała pewna liczba modeli gospodarki socjalistycznej. Ich celem było zapewnienie pełnego zatrudnienia i sprawiedliwej redystrybucji dochodu narodowego, z jednoczesnym poszanowaniem argumentacji Hayeka, której w zasadzie nikt nie podważał. Informacja stała się głównym problemem, który zwolennicy socjalizmu chcieli rozwiązać.

Nie będę w tym miejscu omawiał tych modeli gospodarki socjalistycznej, wyróżnię jedynie ich podstawowe wspólne cechy: 1) znaczące ograniczenie lub całkowite porzucenie centralnego planowania i zastąpienie go aktywną polityką fiskalną państwa bądź (w najlepszym razie) planowaniem indykatywnym, 2) wprowadzenie alokacji czynników produkcji poprzez rynek, 3) całkowita decentralizacja i pozioma koordynacja firm, 4) wprowadzenie bodźców opartych na zysku, 5) wymóg twardego budżetu i dbania o rentowność zakładu. Przekonanie o decydującej roli rynku, na którym państwo powinno zachowywać się jak dbający o rentowność swojego interesu przedsiębiorca, zaczęło towarzyszyć również postulatom gospodarczym formułowanym przez partie lewicy głównego nurtu. Obrazuje to siłę, z jaką wizja rynku jako jedynego regulatora opanowała wszystkie liczące się obozy polityczne w wyniku krachu realnego socjalizmu. Od tej pory nawet jeżeli partie te posługiwały się retoryką prospołeczną, to nigdy nie podważały konieczności alokacji i regulacji rynkowej.

Krytykę tego rodzaju socjalizmów rynkowych podjęli nieliczni ortodoksyjni marksiści, tacy jak Ernest Mandel (1986, 1988), który przekonywał, że użycie mechanizmu rynkowego doprowadzi do powrotu wszystkich wad kapitalizmu, włącznie z niesprawiedliwym podziałem dóbr i redukcją zatrudnienia. Postulował on demokratyczne planowanie, w którym o alokacji i podziale dóbr mieliby decydować robotnicy głosujący na zjazdach lokalnych, regionalnych i krajowych. Mandel jednak nie stworzył żadnej spójnej propozycji, jego artykuły w mojej ocenie stanowiły raczej zbiór życzeń i postulatów.

W tej sytuacji jedynym obrońcą centralnego planowania stał się szkocki informatyk Paul Cockshott (1993), który zaprojektował system planowania komputerowego oparty na tabelach przepływów międzygałęziowych. Jego koncepcja stała się jednak obiektem krytyki ze strony lewicowych ekonomistów (Hodgson 1999) właśnie za niedostateczne wzięcie pod uwagę argumentów Hayeka. Pokazuje to skalę sukcesu austriackiej szkoły ekonomii.

Wydaje się wobec tego, że ekonomiści będący zwolennikami socjalizmu i sprawiedliwości społecznej, skupiający się na budowie modeli, zupełnie zapomnieli o Kaleckim. Z perspektywy jego twórczości problematyka racjonalnej gospodarki socjalistycznej wygląda zupełnie inaczej. Zacznę od streszczenia argumentacji dwójki jego zwolenników, Roniego Demirbaga i Josepha Haleviego (2014), którzy podjęli się krytyki stanowiska Hayeka.

Po pierwsze stworzone przez austriackiego ekonomistę pojęcie spontanicznego porządku nie jest do końca jasne. Demirbag i Halevi twierdzą, że zdaniem wielu obserwatorów Hayek nie zbudował koherentnego kryterium demarkacji pomiędzy porządkiem a nieporządkiem. Na gruncie jego teorii spontanicznym porządkiem cechuje się nawet gospodarka rynkowa pogrążona w stagnacji. Trudno też o empiryczną weryfikację tej teorii, ponieważ Hayek pojmował gospodarkę zarówno planową, jak i rynkową dość skrajnie. Jaki rodzaj spontanicznego porządku wytworzyłby się w gospodarce mieszanej?

Po drugie Hayek łączył wiedzę niejawną ze wszystkimi pozostałymi rodzajami wiedzy. Istnieją różne rodzaje wiedzy, wśród których wiedza niejawna jest tylko jednym, szczególnym przypadkiem. Wiele innych, w tym informacje potrzebne do bilansowania sektorów, da się bezproblemowo uzyskać, odczytać i scentralizować.

Autorzy sugerują również, że użycie wiedzy niejawnej nie stanowi w ogóle problemu w zdecentralizowanych modelach gospodarki planowej, do których nie odniósł się w swoich wywodach Hayek. Za przykład podają model planowania partycypacyjnego Fikreta Adamana i Pata Devine’a (1992, 2002). W modelu tym decyzje o alokacji zasobów miałyby podejmować specjalne komitety koordynacyjne, w których deliberowaliby reprezentanci załóg zakładów oraz reprezentacje konsumentów.

Nie mogę w tym miejscu zgodzić się z oceną Demirbaga i Haleviego, ponieważ ten i inne modele zdecentralizowanego, partycypacyjnego planowania były obiektem krytyki, w której zarzucano, że model zawodzi w wykorzystaniu wiedzy niejawnej. Geoffrey Hodgson (2005) zarzucał, że stopień partycypacji w nim jest zbyt wysoki, ponieważ uczestnicy deliberacji będą mieli zbyt wiele decyzji do podjęcia, a niekończące się debaty o tym, jakie dobra i w jakiej ilości mają być produkowane, wręcz sparaliżują proces pozyskiwania informacji.

Demirbag i Halevi postanowili odnieść się również do argumentu Hayeka mówiącego, że transakcje zawierane przez uczestników wymiany rynkowej powinny być pozbawione przymusu, ponieważ jest to zamach na ludzką wolność. Stwierdzili, że proponowana przez austriackiego ekonomistę definicja przymusu jest dwuznaczna. Hayek twierdził, że gdyby człowiek kontrolujący zapas wody na pustyni, wykorzystując swoją monopolistyczną pozycję, żądał „zbyt wysokiej ceny”, to byłby to akt przymusu. Nie zdefiniował jednak, jaka cena jest zbyt wysoka. Uważał, że cena powinna być konkurencyjna. Tylko jak zdefiniować konkurencyjną cenę przy braku konkurencji?

Poza tym – żeby gospodarkę rynkową uznać za pozbawioną przymusu, należałoby znieść niesymetryczną relację pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami na rynku pracy. Wymagałoby to zatem pełnego zatrudnienia, a co za tym idzie – równowagi rynkowej.

Argumenty na rzecz supremacji kapitalizmu w tym kontekście nie są więc przekonujące. Hayek posługiwał się niejasnymi pojęciami wiedzy i przymusu. Do tego nie jest wcale oczywiste, że każdy mechanizm koordynacji powoduje gorsze wykorzystanie informacji i prowadzi do większego przymusu niż wolnorynkowy kapitalizm pozbawiony pełnego zatrudnienia.

Paul Ayerbach i Dmitris Sotiropoulos zauważyli, że Hayek sam podświadomie musiał zdawać sobie sprawę ze słabości swoich założeń. Bronił wyidealizowanego obrazu gospodarki wolnorynkowej, ponieważ zdaniem autorów miał świadomość, że każdy rodzaj interwencji stanowi cios dla logiki kapitalistycznej reprodukcji opartej właśnie na przymusie i wyzysku (2014).

Innymi słowy, autorzy wyrazili znany wśród radykalnej lewicy pogląd, że Hayek w rzeczywistości nieświadomie bronił kapitalistycznego wyzysku. Trzeba przyznać, że austriacki ekonomista poniekąd słusznie obawiał się mechanizmu przymusu państwowego, choć również nigdy nie zadał sobie trudu przeanalizowania proponowanej przez wielu socjalistów teoretycznych koncepcji demokracji robotniczej.

Rzeczywista funkcja cen według Kaleckiego

Przez lata zwolennicy socjalizmu i wolnego rynku spierali się, jak powinny być kształtowane ceny, aby dostarczały rzetelnej informacji i umożliwiły poprawny rachunek ekonomiczny. Demirbag i Halevi starali się pokazać, że przewaga konkurencyjnych cen rynkowych nie jest oczywista.

Dla samego Kaleckiego sprawa była jeszcze prostsza i trudno się dziwić, że nigdy nie zadał sobie trudu podjęcia polemiki z wolnorynkowymi autorami. Bezpośrednio do tej kwestii odniósł się tylko raz, zabierając głos odnośnie referatu Langego „Praktyka planowania gospodarczego a optymalna alokacja zasobów” na konferencji w Waszyngtonie w 1947 roku. Kalecki stwierdził, że cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa, ponieważ porównuje się rzeczywiście istniejący socjalizm z doskonale konkurencyjną gospodarką kapitalistyczną, która nigdy nie istniała. Odniósł się do sformułowanego przez Langego problemu zrównywania cen z kosztami krańcowymi w gospodarce socjalistycznej:

(…) jest zupełnie jasne, że w gospodarce kapitalistycznej ceny nie są wcale wyznaczane w taki sposób, ale rządzi nimi przeciętny koszt zmienny i coś w rodzaju stopnia monopolizacji albo zasady kosztu pełnego (full cost). Czy jednak zapewnia to optymalną alokację środków? Dlaczego mielibyśmy ubolewać, że w gospodarce planowej nie zachodzi ścisła równość między cenami a kosztami krańcowymi, skoro taka zasada nigdy nie była realizowana? (1947/1982, 384).

Jak widać, czynione wobec gospodarki socjalistycznej zarzuty dotyczące tego, że ceny nie stanowią obiektywnego odzwierciedlenia kosztów krańcowych, są zdaniem autora Teorii dynamiki gospodarczej bezzasadne. Interesowała go nie podręcznikowa, lecz realna rzeczywistość gospodarcza, a w tej doskonała informacja i optymalna alokacja zasobów nie istnieją.

Kalecki uważał, że kapitalizm przez całą swoją historię opierał się na konkurencji niedoskonałej. W jej ramach mamy do czynienia z krótkookresowymi zmianami cen. Ze względu na determinanty tych zmian można je podzielić na dwie grupy: 1) ceny gotowych produktów, określone zmianami przeciętnych kosztów produkcji, 2) surowce i płody rolne, których cena przy nieelastycznej podaży rośnie wraz z wzrostem popytu (1954/1980, 216). Istotę różnicy pomiędzy powyższymi grupami cen ujął Kazimierz Łaski w sposób następujący – zwiększenie produkcji surowców (np. mineralnych) często wymaga odkrycia nowych złóż, a także często długotrwałych inwestycji, natomiast „podaż wyrobów gotowych jest elastyczna nawet w krótkim czasie” (Łaski, 2009, 13–14). Zatem w powyższym ujęciu w gospodarce kapitalistycznej koszty produkcji, jak również zachowanie się konkurentów na rynku mają bardzo ważny wpływ na maksymalizację zysku.

Poglądy na temat wolnego rynku polski ekonomista miał takie jak większość marksistów: nawet gdyby znieść wszelki nadzór nad przedsiębiorstwami, wystąpiłaby wtedy naturalna tendencja do koncentracji i centralizacji kapitału. Wówczas przedsiębiorstwa osiągające najlepsze w tym wymiarze wyniki przekształciłyby się w monopole, oligopole i kartele, które między sobą ustalałyby politykę cenową (Kalecki 1958/1982, 156). Nie oznacza to jednak, że cała gospodarka zostałaby zdominowana przez kilka wielkich korporacji, jak sądził Marks. Claudio Sardoni (2011, 119) trafnie zauważył, że analiza polskiego ekonomisty była bardziej realistyczna, ponieważ Kalecki zakładał, że monopolizacji gospodarki będzie towarzyszyć liczna obecność wielu małych przedsiębiorstw.

W praktyce dojrzałego kapitalizmu – zdaniem Kaleckiego – ceny w większości przypadków nie są wyznaczane przez popyt na wytwarzane dobra, ale przez koszta produkcji, których cena z kolei określana jest głównie przez „czynniki monopolistyczne i półmonopolistyczne” (1958a/1982, 152).

Przedsiębiorstwo kapitalistyczne, ustalając cenę danego produktu, bierze zatem pod uwagę jego przeciętny koszt zmienny oraz ceny ustalone przez pozostałe przedsiębiorstwa na ten produkt. Upewnia się przy tym, że cena nie będzie ani zbyt wysoka, ani zbyt niska, ponieważ obniżyłoby to zyski (1954/1980, 216). Relację tę wyraża równanie:

p = mu + np

– gdzie p oznacza cenę, u to koszty zmienne, p to ważona średnia cena wszystkich przedsiębiorstw, natomiast m i n to wskaźniki dodatnie. Tak wygląda półmonopolistyczne kształtowanie się ceny. Gdy czynniki m i n są zmienne, ogólne kształtowanie się cen w przemyśle wyraża następujące równanie:

– gdzie m i n oznaczają średnie ważone współczynników m i n (1954/1980, 220). W ten sposób ogólnie kształtują się ceny w zmonopolizowanym przemyśle.

W ekonomii postkeynesowskiej powstało wiele rekonstrukcji, interpretacji i rozwinięć koncepcji stopnia monopolizacji (Arestis 1996; Reynolds 1996; Chilosi 2004; Michell 2014; Bhaduri 2015), nie będę jednak w tym miejscu ich analizował, ponieważ nie wpływa to na główną linię prezentowanego tu argumentu.

Kalecki – posługując się marksowskimi schematami reprodukcji – stworzył model zamkniętej gospodarki bez udziału państwa, gdzie cały dochód dzieli się na konsumpcję I oraz inwestycje C. Dział I produkowałby dobra inwestycyjne, a dział II – dobra konsumpcyjne. Dochód narodowy jest sumą przyrostu produkcji obu działów, wyrażoną w formule: ΔY = ΔI + ΔC, gdzie ∆I to przyrost produkcji brutto w dziale I, C to przyrost produkcji w dziale II. Jednocześnie zdaniem Kaleckiego występuje pomiędzy nimi pozytywna korelacja – gdy zmniejszają się inwestycje kapitalistów, zmniejsza się także spożycie klasy pracującej (1958a/1982, 154). Pełne wykorzystanie potencjału produkcyjnego w dziale II zależne jest od wykorzystania potencjału działu I, czyli wzrost konsumpcji zależy od wzrostu inwestycji. W kapitalizmie przeważnie zachodzi zależność I < I0. To znaczy, że w tym systemie rozmiar inwestycji zazwyczaj jest mniejszy od poziomu, który umożliwiałby maksymalne wykorzystanie sił wytwórczych w dziale II. Skutkami niewykorzystania pełni zdolności produkcyjnych w tym dziale są niepełne zatrudnienie i mniejsza ilość dóbr konsumpcyjnych.

Negatywne skutki niedostatecznego wolumenu inwestycji prywatnych mogą być niwelowane przez interwencję państwa lub wskutek walki klas, a dokładniej – przez działania związków zawodowych dążących do wzrostu płac. Gdy marża zysku przedsiębiorstwa jest wysoka, silne związki zawodowe śmielej zabiegają o podwyżki dla pracowników, ponieważ są świadome, że nieco mniejsze zyski nie wpłyną negatywnie na rentowność firmy. Gdyby przedsiębiorstwo w celu ochrony swojej marży znowu podniosło ceny, związki nalegałyby na kolejną podwyżkę (1954/1980, 223). Przy silnej pozycji związków przedsiębiorstwa nie mogą więc trwale zwiększyć zysków bez zwiększenia kosztów. Jeżeli jednak pozycja klasy robotniczej byłaby słaba, przedsiębiorstwa mogłyby podwyższać marże zysku, nie ponosząc kosztów płacowych, a zatem pomniejszałyby konsumpcję klasy robotniczej (1971a/1980, 133).

Z powyższego wynika, że ceny nie tylko dostarczają informacji rynkowej, ale pełnią również funkcję redystrybucyjną – ich wysoki poziom przy braku interwencji związków zawodowych zwiększa przepływ dochodu narodowego do kapitalistów, a zmniejsza udział klasy robotniczej w jego podziale. Ceny nie są więc agregatem planowych decyzji niezależnych jednostek, ale stanowią w nieoczywisty sposób efekt walki klasowej o podział dochodu narodowego.

Kalecki co prawda twierdził, że walka klasowa jest jednym z kilku czynników wpływających na ten podział, jednak – by być konsekwentnym – trzeba przyjąć szerszą, historiozoficzną perspektywę, zgodnie z którą koncentracja kapitału oraz tendencje przedsiębiorstw do zmowy są rezultatem walk klasowych wygranych przez klasę kapitalistyczną w przeszłości – także w gronie własnej klasy wielkie korporacje, wykorzystując własną pozycję, mogą „wyzyskiwać” mniejsze przedsiębiorstwa i zwiększyć ich kosztem swój udział w dochodzie narodowym.

Fernando Rugitsky (2013) dostrzegł, że przedsiębiorcy w kaleckiańskim modelu kapitalizmu nie są ograniczeni tylko do standardowych metod wywierania presji klasowej, takich jak podwyżki cen, zwolnienia, lokauty itd. Biorąc pod uwagę polityczne cykle koniunkturalne (Kalecki 1943/1979), przedsiębiorcy potrafią wywierać również znaczący wpływ na interwencję państwa i – jak twierdzi Rugitsky – mogą wymusić na państwie korzystniejszy dla siebie, a gorszy dla robotników, podział dochodu narodowego, np. poprzez preferencyjną względem przedsiębiorstw politykę fiskalną.

Marksistowska koncepcja walki klas jest kompatybilna ze stanowiskiem Kaleckiego. Stanowi też jeden z kluczowych aspektów ustalania cen i podziału dochodu narodowego w realnie istniejącym kapitalizmie. Walka klas ma też wpływ na alokację zasobów. Przedsiębiorcy kapitalistyczni będą przecież chętniej inwestować i produkować w regionach i krajach, gdzie pozycja klasy robotniczej jest słaba, dzięki czemu marża zysku będzie większa. W tym kontekście nie może dziwić zatem pesymistyczny stosunek polskiego ekonomisty do tego systemu i opowiedzenie się za socjalizmem, gdzie rząd teoretycznie powinien reprezentować interes całego społeczeństwa.

            W socjalizmie ceny również mają charakter redystrybucyjny, dzięki centralnemu sterowaniu, jednak gospodarka teoretycznie powinna uniknąć negatywnych efektów monopolizacji. Polski ekonomista dowodził, że w sferze gospodarczej występuje poważna różnica pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem – gospodarka kapitalistyczna przeważnie pracuje przy niepełnym wykorzystaniu sił wytwórczych, gospodarka socjalistyczna natomiast posiada tendencję do ich nadmiernego wykorzystywania – w socjalizmie co do zasady cała siła robocza i wszystkie urządzenia produkcyjne mają być w pełnym użyciu, jednakże w praktyce występowała tendencja polegająca na tym, że rozwój sił wytwórczych nie nadążał za rosnącym zagregowanym popytem na nie, generując braki w zaopatrzeniu (Kołodko i Mahon 1987). W związku z tym Kalecki doszedł do wniosku, że gdy w gospodarce socjalistycznej poziom inwestycji się zmniejsza, następuje wzrost konsumpcji. Dynamika konsumpcji została przez niego opisana równaniem: , gdzie K to konsumpcja, D to dochód narodowy, I to inwestycje,  to przyrost dochodu narodowego w danym roku. Po podzieleniu całego równania przez D okazuje się, że udział konsumpcji w dochodzie narodowym zmniejsza się wraz ze zwiększeniem udziału inwestycji i tempem przyrostu dochodu narodowego (1959/1982, 174).

W socjalizmie celem nie jest utrzymanie równowagi pomiędzy ceną a przeciętnym kosztem produkcji, tak jak w przypadku kapitalistycznych przedsiębiorstw, które dążą do maksymalizacji marży zysku. W związku z podażowym charakterem gospodarki socjalistycznej – tzn. gospodarki, w której w praktyce wszystkie wyprodukowane dobra znajdują nabywcę – za ważną funkcję cen można uznać regulację dostępu do nich.

Kalecki zauważył jednakże, że w zamkniętej gospodarce socjalistycznej dochodziłoby do marnotrawstwa surowców podstawowych, ponieważ ich niedobór nie znajdowałby odzwierciedlenia w cenach. Dlatego sugerował, że w realnym socjalizmie, mającym kontakt z międzynarodowym rynkiem kapitalistycznym, ceny na surowce podstawowe powinno się ustalać w relacji do cen światowych (1957/1982, 132).

Zorientowany czytelnik mógłby zarzucić Kaleckiemu, że ten de facto przyznał rację Misesowi. Przedstawiciel szkoły austriackiej uważał kalkulację w socjalizmie za możliwą wówczas, gdy kraj socjalistyczny znajdowałby się w otoczeniu gospodarek kapitalistycznych. Wtedy socjalistyczni planiści mieliby dostęp do informacji rynkowych, na bazie których mogliby ustalić ceny (Mises 1951, 118–119). Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że obaj ekonomiści byli zgodni co do ograniczeń socjalizmu. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

Po pierwsze Mises uparcie trzymał się założeń Eugena von Böhm-Bawerka (1898) bazujących na literalnym odczytaniu dzieł Marksa. W związku z tym sądził, że rachunek ekonomiczny oparty byłby na kalkulacji społecznie niezbędnego czasu pracy (Mises 1951, 133–134). Nieposiadający systemu cenowego „prawdziwy” socjalizm dążyłby do bycia autarkią i minimalizowałby import (Mises 1951, 222–223), ponieważ zalew tanich produktów załamałby krajową produkcję. Państwo socjalistyczne nie mogłoby posiadać również środków produkcji za granicą, ponieważ planiści byliby skupieni wyłącznie na produkcji na rynek wewnętrzny (Mises 1951, 235).

W związku z tym Mises uważał radziecką gospodarkę za „fałszywy” socjalizm, to znaczy socjalizm „municypalny”, ponieważ według niego Związek Radziecki nie podążał ściśle za wskazówkami Marksa i Engelsa, tylko wytworzył system cenowy i dostosowywał swoją politykę gospodarczą do międzynarodowego, kapitalistycznego otoczenia, podobnie jak samorządy prowadzą politykę socjalną uzależnioną od zewnętrznych warunków gospodarczych. Twierdził, że socjalizm municypalny „nie reprezentuje żadnego szczególnego ideału ekonomicznego” (Mises 1951, 249). Zatem gospodarka radziecka była swoistym wypaczeniem ideałów socjalistycznych.

Z tej perspektywy Kalecki był daleki od idealizacji Misesa. Wiążąc ceny krajowe z cenami światowymi, chciał dostarczyć bodźców do oszczędzania surowców. Pozostanie przy cenach krajowych spowodowałoby bowiem rozrzutność – jeżeli w obiegu wewnętrznym wartość towaru A = wartość towaru B, a w obrotach zagranicznych A = 3 × B, to bodźce do oszczędzania będą takie same dla obu towarów, mimo że na rynku zagranicznym towar A jest warty trzykrotnie więcej (1957/1982, 132).

Celem, który przyświecał polskiemu ekonomiście, było wyrównanie bilansu płatniczego. Obawiał się on wzrostu zadłużenia zagranicznego, ponieważ trafnie przewidywał negatywny wpływ uzależnienia gospodarki socjalistycznej od dewiz krajów kapitalistycznych – znaczący wzrost zadłużenia zagranicznego był obserwowalny zarówno w krajach zależnych od ZSRR, jak PRL (Krawczyk 1990) czy Rumunia (Ban 2012), jak i w niezależnych, np. w Jugosławii (Dyker 2011). Towary będące przedmiotem handlu zagranicznego określił mianem surowców dewizowych i zaproponował metodę obliczania wydatków na ich produkcję, którą wyraża następujące równanie:

– gdzie D to suma wydatków dewizowych, s to wskaźnik przyrostu importu bądź redukcji eksportu wyrażony w dolarach, W to wydatki dewizowe równe płacy, (1 – a) × 100 to koszta przyrostu masy towarowej na 100 złotych (1957/1982, 134). Oszczędności wynikające z tej metody kalkulacji umożliwiłyby zwiększenie zysków z eksportu. Kalecki postulował, żeby zysk z eksportu towarów o wartości w obcej walucie był co najmniej równy wydatkom dewizowym. Proponował także ustalenie kursu maksymalnego na surowce dewizowe w stosunku [(1 – a) × 100]/s. W ostatecznym rozrachunku kurs maksymalny mógł doprowadzić do wzrostu cen surowców podstawowych na rynku krajowym, jednocześnie jego przyjęcie miało prowadzić również do: 1) maksymalizacji bodźców do oszczędności surowców, 2) zwiększenia kontroli nad opłacalnością transakcji eksportowych (1957/1982, 135–136).

Polski ekonomista bynajmniej nie był bezkrytyczny wobec idei centralistycznego tworzenia cen na surowce podstawowe. W referacie „O cenach surowców podstawowych” wskazuje na możliwe trudności związane z oceną efektywności inwestycji w surowce biorące udział w handlu międzynarodowym oraz na to, że przy ustalaniu cen trzeba liczyć się z wpływem bieżących problemów z eksportem i importem produktów (1958b/1982, 151). Poza tym liczył się z tym, że państwowe przedsiębiorstwa w gospodarce centralnie planowanej mogą być skłonne do manipulacji cenami produktów gotowych w celu zwiększenia swoich zysków (1958a/1982, 157).

Dla Misesa ustalenie cen odzwierciedlających relacje na rynkach światowych miało charakter esencjalny i umożliwić miało „obiektywną” wycenę towarów na rynku. Rozwiązanie Kaleckiego miało natomiast charakter praktyczny i instrumentalny: krajowe ceny na surowce podstawowe mają odzwierciadlać ceny światowe jedynie w przybliżeniu (1958b/1982, 147–149). Ceny krajowe więc nie mają być wrażliwe na wszelkie wahania cen światowych, a zatem ich celem nie jest obiektywna, rynkowa wycena.

Pomimo podobnych ustaleń Kalecki nie potwierdzał przypuszczeń Misesa, że otwarta gospodarka socjalistyczna musi się załamać pod wpływem konkurencji i importu z krajów kapitalistycznych, ponieważ nie będzie w stanie przeciwstawić im własnych produktów. Polski ekonomista sądził, że ustanowienie cen na surowce w relacji do cen na rynku światowym może dostarczyć bodźców do produkcji eksportowej, co dawałoby szansę na uzyskanie nadwyżki w bilansie płatniczym. Jednakże w dalszym ciągu kraje socjalistyczne nie mogłyby kontrolować opłacalności handlu międzynarodowego, ponieważ nie posiadały informacji na temat kosztów jednostkowych, a także nie mogły nad nimi panować.

Kalecki był sceptyczny wobec ustanowienia wspólnej bazy cen krajów uznawanych za socjalistyczne (czyli w konkretnym historycznym przypadku krajów RWPG). Powstanie takowej bazy uzależniał od wprowadzenia ceł, które uzależniałyby ją od cen światowych (1962a/1982, 158–159) w celu zachowania bodźców do prowadzenia opłacalnej produkcji eksportowej. Jak zauważył Jerzy Osiatyński, obawy Kaleckiego wynikały również z tego powodu, że ustalenie wspólnych cen wymagałoby ujednolicenia metod kalkulacji kosztów produkcji we wszystkich krajach, co mogłoby się okazać zbyt trudne (1982, 387).

Kalecki na początku lat sześćdziesiątych XX wieku stał na czele zespołu powołanego przez przewodniczącego Komisji Planowania. Zespół ten ustalił, że podstawą rozliczeń na rynku krajowym powinny być ceny fabryczne, tj. określane przeciętnymi kosztami produkcji i powiększone o odpowiednie narzuty w celu stymulowania produkcji (1957c/1982, 122). Różnice pomiędzy cenami fabrycznymi a cenami zbytu miały być regulowane podatkiem obrotowym w trakcie trwania planu (1964a/1982, 400–401).

Metodologia ta stanowiła wyraźny postęp w stosunku do rozwiązań z modelu Langego, ponieważ ceny nie byłyby ustalane statycznie i dopasowywane za pomocą prób i błędów, tylko na bieżąco regulowane poprzez politykę fiskalną.

Przeceniane modele

Wśród uczniów Kaleckiego nie ma zgody co do jego wizji gospodarki socjalistycznej. Domenico Mario Nuti (1986) twierdził, że polski ekonomista stworzył spójny i kompleksowy model gospodarki socjalistycznej, który charakteryzował się powiązaniem cen z inwestycjami, regulacjami ilościowymi, wskaźnikami wydajności dla firm oraz istotną rolą kontroli robotniczej. Zdaniem Jana Toporowskiego (1996) natomiast prace Kaleckiego stworzyły nie kompleksowy system, lecz szereg studiów poświęconych konkretnym problemom funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Toporowski podobnie jak Nuti zauważył, że Kalecki starał się stworzyć optymalną strukturę konsumpcji, której zadaniem było dopasowanie planowanych inwestycji do potrzeb ludności, w odróżnieniu jednak od włoskiego ekonomisty Toporowski uważał, że projekt ten był daleki od kompleksowości, podobnie jak studia Kaleckiego nad rynkiem pracy w socjalizmie, które były jeszcze mniej zaawansowane. Celem Kaleckiego bowiem nie było stworzenie ogólnej teorii socjalizmu, ale raczej poszukiwanie praktycznych rozwiązań (Toporowski 1996), które np. pogodziłyby planowanie z demokratyczną kontrolą robotniczą (Toporowski 2004). Wynikać to miało z jego niestandardowej jak na ekonomistę metodologii, która polegała nie na analizowaniu teorii, lecz na empirycznej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu z niej indukcyjnych wniosków (Toporowski 1991).

W mojej ocenie Toporowski miał zdecydowanie więcej racji niż Nuti. Sam Kalecki w różnych okresach swojej działalności proponował różniące się w szczegółach rozwiązania ekonomiczne. W sferze doktrynalnej był zwolennikiem demokracji robotniczej, czemu dał wyraz w słynnym artykule „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej” (1942/1982, 76). Nie uważał jednak jej za główny wyznacznik sukcesu gospodarczego. Jego propozycje wymagały w równym stopniu wysokiej jakości urzędników zajmujących się planowaniem.

Wydaje się, że tworzenie modeli było zgubne dla takich ekonomistów jak Lange, który trzymał się ściśle teorii, tak jak i dla ekonomistów radzieckich uzależnionych z kolei od wytycznych o charakterze ideologicznym. Nie znaczy to jednak, by Kalecki popierał eklektyzm polegający na próbach łączenia socjalizmu z mechanizmem rynkowym, w którym nadzieje widzieli współcześni mu ekonomiści i w którym nadzieje widzą dzisiaj współcześni socjaliści rynkowi. Nie popierał też radykalnej decentralizacji polegającej na oddaniu robotnikom pełnej kontroli nad zatrudnieniem i produkcją.

Współcześnie taką koncepcję propaguje np. Bruno Jossa (2014), który popiera tworzenie spółdzielni pracowniczych finansowanych z kredytów bankowych. Jego zdaniem pracownicy, wykorzystujący kapitał dla rozwoju własnej firmy, zmieniając w ten sposób stosunek sił między pracą a kapitałem na korzyść pracy. W ten sposób tworzenie spółdzielni oznaczałoby w praktyce zawiązywanie socjalistycznych relacji społecznych. Adaman i Devine (2001, 2006) uważali natomiast, że robotnicy mogliby ujarzmić mechanizm rynkowy, gdyby dogadali się z konsumentami w specjalnych komitetach, gdzie decydowaliby wspólnie, co produkować. Michael Albert i Robert Hehnel (1992, 2002) poszli o krok dalej. Doszli do wniosku, że społeczeństwa mogłyby oddolnie porozumiewać się w sprawie zaspokojenia konsumpcji z pominięciem rynku i władz centralnych.

Z perspektywy kaleckiańskiej tego rodzaju modele wydają się zbyt skoncentrowane na doktrynalnych pryncypiach, to znaczy nie odnoszą się do współczesnych problemów funkcjonowania gospodarki (np. informatyzacji, usieciowienia gospodarki, roli wiedzy). Relacje pomiędzy sektorem publicznym a rynkiem Kalecki pojmował pragmatycznie, bazując na aktualnych problemach gospodarki, którymi w danej chwili się zajmował.

Tuż po wojnie w obliczu trudnej sytuacji aprowizacyjnej dopuszczał istnienie swobodnej wymiany i rynkowych cen w handlu detalicznym. Uważał bowiem, że przedsiębiorstwa państwowe, umiejętnie regulując ceny komercyjne na produkty, mogłyby zarabiać na kontaktach z sektorem prywatnym i zwiększać w ten sposób wpływy do budżetu. Państwo miałoby wtedy więcej środków na subsydiowanie zubożałych warstw społeczeństwa (1946a/1982, 30–31). Jednocześnie jednak popierał interwencję państwową i administracyjne racjonowanie w przypadkach, gdyby było to potrzebne, np. jeśli pośrednicy chcieliby przerzucić koszty podwyżek cen komercyjnych na konsumentów (1946a/1982, 28–29).

Ważniejsze było jednak nie tyle odpowiednie dopasowanie państwa do rynku, ile uzdrowienie jego finansów poprzez ich centralizację i wprowadzenie jednolitego systemu racjonowania. Za równie istotne uznawał Kalecki zracjonalizowanie obiegu pieniężnego i wydatków budżetowych (1946b/1982, 1946c/1982). Stworzenie funkcjonalnej polityki fiskalnej państwa było zatem w ujęciu Kaleckiego sprawą bardziej podstawową niż modelowanie jego poszczególnych sektorów.

Decentralizacja gospodarki socjalistycznej w studiach Kaleckiego również stanowiła zagadnienie nie tyle systemowe, ile funkcjonalne. Nie miała być nastawiona na zmiany w kierunku rynkowym, które dla wybranych jego lewicowych zwolenników oznaczały wolność od przymusu państwowego i demokratyzację. Według Kaleckiego liberalizacja gospodarki powinna mieć ograniczony zasięg, to znaczy autonomia zakładów nie mogła zakłócić ustalonego odgórnie planu rozwoju gospodarki narodowej.

Twórca Próby teorii koniunktury popierał liberalizację drobnego przemysłu pod postacią spółdzielni i niewielkich zakładów państwowych. Miało to po pierwsze uwolnić je od uciążliwej kontroli biurokratycznej i jej nadużyć, a po drugie zapobiegać marnotrawstwu – państwo dostarczałoby materiały po takich cenach, żeby nie opłacało się ich sprzedawać na wolnym rynku, spółdzielnie musiałyby produkować też wtedy towary konkurencyjne wobec państwowych i korzystać z odpadów. Państwo w pewnych wypadkach mogłoby subsydiować spółdzielnie tańszymi materiałami, ale zasadniczo spółdzielnie miałyby finansować się same i współpracować między sobą, tworząc regionalne centra zaopatrzenia (1956a/1982, 83). Podobną politykę Kalecki zalecał stosować wobec zakładów rzemieślniczych. Dodawał, że rzemieślników można motywować dodatkowo ulgami podatkowymi i pozwalać im zatrudniać niewielką liczbę pracowników najemnych (1956a/1985, 85).

Co do drobnych zakładów państwowych – zalecał, aby finansować je z państwowych funduszy, kontrolę nad nimi zaś pozostawiał radom wojewódzkim. Proponował też wprowadzenie w całym sektorze państwowym systemu następujących bodźców materialnych: 1) mniejsze premie dla kierownictwa, ale większa stała płaca, żeby kierownikom zależało na utrzymaniu posad, 2) premie pieniężne powinny być uzależnione od stopnia wykonania planu (im większy stopień, tym większa premia), 3) premie powinny być uzależnione od oszczędności, 4) normy planu powinny rosnąć w mniejszym stopniu niż wydajność pracy, 5) jednocześnie udział załogi w zyskach należy rozłożyć na kilka lat, aby pracownicy myśleli długoterminowo (1956b/1982, 87–91).

Bodźce miały być powiązane z inwestycjami w następujący sposób: 1) inwestycje centralne powinny być oparte na bezzwrotnym kredycie, który byłby oprocentowany, przedsiębiorstwa spłacałyby odsetki za amortyzację, 2) inwestycje zdecentralizowane miały być kredytowane na wyższy procent, co miało odstraszać od nierentownych inwestycji (1957c/1982, 123).

Poza tym fundusz płac zakładów miał być uzależniony od produkcji czystej (cena fabryczna – faktyczny koszt produkcji), tzn. jego wzrost zależałby od wzrostu tego rodzaju produkcji (1957c/1982, 118–119). W celu zapobieżenia redukcji zatrudnienia całość funduszu miała być wykorzystywana niezależnie od liczby zatrudnionych. Jeżeli fundusz płac zostałby przekroczony, to różnica między wypłatami a wartością funduszu zostałaby odliczona od następnej wpłaty na fundusz zakładowy (1957c/1982, 124).

Kalecki – mimo wielu pomysłowych wskazówek – nie przeceniał roli bodźców. W jego ocenie decydujące znaczenie dla rozwoju gospodarki i jednocześnie polepszenia jakości życia miały takie czynniki jak tempo wzrostu i bilans handlu zagranicznego. Liberalizacja przemysłu nie miała na celu powiększania zysków, ale raczej oszczędność, ograniczenie biurokracji i marnotrawstwa.

Rolą rad robotniczych w tak zdecentralizowanych zakładach było: 1) zapobieganie nadużyciom kierownictwa, 2) przeciwdziałanie tendencjom do centralizacji i biurokratyzacji, 3) pobudzanie oddolnej inicjatywy. Polski ekonomista sprzeciwiał się tendencjom syndykalistycznym, to znaczy nie chciał, aby zakłady samodzielnie ustalały ceny – w wyniku zmowy mogłyby być podwyższane, aby zapewnić większe zyski, co odbiłoby się negatywnie na produkcji. Jednocześnie spowodowałoby to podrożenie materiałów dostarczanych przez pośredników (1956c/1982, 93–106).

Kalecki dostrzegał to, czego nie dostrzegają współcześni socjaliści rynkowi i syndykaliści. Niezależnie bowiem od stopnia autonomii robotniczej groźba biurokratyzacji zawsze będzie istnieć. Dla polskiego ekonomisty ważną rolę odgrywał dług zagraniczny, którego zbyt duże rozmiary mogły wpływać negatywnie na gospodarkę niezależnie od takich czynników jak wpływ pracowników na funkcjonowanie zakładów. Zbyt niezależne zakłady mogą także zwalniać pracowników, aby zwiększyć wypłaty pozostałych. Zakłady kontrolowane przez robotników nie istnieją również w próżni – sektory są ze sobą powiązane, np. przetwórczy z rolniczym (1957a/1982, 106). Oprócz tego sądził, że pozbawione kontroli zakłady zaczną zachowywać się tak jak w kapitalizmie – tzn. wystąpi tendencja do monopolizacji i centralizacji.

Obawy autora zostały potwierdzone w badaniach Tei Petrin i Alesa Vahcicia (2000, 112) na temat funkcjonowania zliberalizowanych spółdzielni pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, pozostających pod kontrolą pracowniczą w Słowenii. Okazało się, że zarówno kierownictwo, jak i pracownicy byli pozbawieni motywacji do rozwoju firm. Firmy nie były zainteresowane rozwijaniem inwestycji za granicą, natomiast starsze przedsiębiorstwa szybko zdobywały pozycję monopolistyczną i blokowały wejście nowych firm na rynek.

Nota bene taką sytuację przewidział Mises (1951, 270–275), który ostatecznie doszedł do wniosku, że robotnicy, którzy przejmą władzę nad środkami produkcji, szybko zaczną tworzyć monopolistyczne koncerny i dzielić między sobą dochód narodowy.

Kalecki chcąc zapobiec takiej możliwości, proponował połączyć autonomię rad robotniczych z centralnym planowaniem, którego celem była kontrola: produkcji, inwestycji, płac, zatrudnienia, cen, dystrybucji surowców podstawowych (1956c/1982, 96–98).

Potrafił również nieświadomie oddalić argumentację Misesa o tworzeniu przez robotników monopolistycznych koncernów. Kalecki obawiał się kartelizacji, ale dopuszczał tworzenie tzw. koncernów pionowych, które miałyby znacznie większą autonomię niż zwykłe zakłady (1957d/1982). W idei koncernów pionowych chodziło o łączenie w koncern dużych jednostek danej branży, które byłyby zależne od kupna i sprzedaży półfabrykatów, ale byłyby również względnie samowystarczalne, jeżeli chodzi o zaopatrzenie w materiały i surowce konieczne do wytworzenia gotowych produktów. Koncern taki posiadałby własną radę robotniczą oraz zarząd, który zajmowałby się wewnętrznymi sprawami takiej jednostki – kontrolowaniem premii, systemu bodźców i nakazów. Państwo kontrolowałoby dystrybucję surowców podstawowych i mogłoby stosować bodźce w celu regulacji produkcji.

Tym samym polski ekonomista stworzył szereg wskazówek, które rozwiązują wiele praktycznych i teoretycznych problemów gospodarki uspołecznionej. Moim zdaniem trudno jednak uznać to za całościowy model. Trzeba mieć na uwadze, że Kalecki pracował w państwie, gdzie władza miała co najmniej autorytarny charakter, stąd zapewne nie było szans na realizację wszystkich jego pomysłów. Z drugiej strony nie wiadomo, czy sytuacja wyglądałaby inaczej w państwie demokratycznym, gdzie pomysły autora musiałyby zyskać wpierw akceptacje szerokiego gremium ludzi – od polityków po typowy dla współczesnej demokracji rozbudowany aparat urzędniczy.

Gospodarka planowa a niedobory

Poza pracami przedstawicieli szkoły austriackiej największy wkład w podważenie racjonalności gospodarki centralnej planowanej miały dzieła Janosa Kornaia (1985, 1986a, 1986b, 1992, 2012), który stworzył szeroko dziś znaną teorię gospodarki niedoboru, wedle której braki w zaopatrzeniu spowodowane były nadmiernym popytem.

Główną innowacją w podejściu węgierskiego ekonomisty było rozróżnienie struktury budżetowej przedsiębiorstw kapitalistycznych i socjalistycznych. Według Kornaia w przedsiębiorstwach kapitalistycznych mamy zazwyczaj do czynienia z budżetem twardym – przedsiębiorca w gospodarce kapitalistycznej stale zagrożony jest bankructwem, nie może liczyć na pomoc z zewnątrz, co motywuje go do efektywnego zarządzania firmą. Natomiast w gospodarce realnego socjalizmu miało występować zjawisko miękkich budżetów – z powodu po pierwsze wyśrubowanych planów i dążenia do jak najwyższego tempa wzrostu, po drugie – opiekuńczego podejścia państwa do przedsiębiorstw, dzięki czemu nie groziło im bankructwo i inne typowe zagrożenia występujące w gospodarce rynkowej.

W perspektywie kaleckiańskiej z pewnością prawdziwy był pierwszy zarzut. W literaturze poświęconej Kaleckiemu problem przeinwestowania w gospodarce centralnie planowanej jest powszechnie uznawany przez jego zwolenników (Osiatyński1988, 2006, 2015; Kriesler i Haurcort 2014).

Kalecki w swoich pracach zabiegał o zmianę proporcji inwestycji na korzyść konsumpcji. W szczególności zwracał uwagę na kwestię ujemnych bilansów handlowych, które w jego ocenie stanowiły jedną z głównych barier rozwoju polskiej gospodarki (1958, 230–231; 1962, 266–267). Nie zgodziłby się raczej, że lekarstwem na powyższe problemy byłoby urynkowienie i „utwardzenie” budżetów przedsiębiorstw.

Szerzej tę kwestię poruszyła Andrea Szego (1991), która powołując się na polskiego ekonomistę, skrytykowała perspektywę Kornaia. Zdaniem badaczki wobec teorii gospodarki niedoboru można postawić następujące zarzuty: 1) jeżeli kreacja pieniądza kredytowego ma charakter endogeniczny, to miękki budżet charakteryzuje zakłady zarówno kapitalistyczne, jak i socjalistyczne; 2) jeżeli menedżerowie przedsiębiorstw socjalistycznych charakteryzują się nieograniczonym zapotrzebowaniem na dobra inwestycyjne i jednocześnie zawsze potrafią zapewnić sobie płynność potrzebną do realizacji planu, to w przedsiębiorstwach kapitalistycznych menedżerowie również posiadają wewnętrzną motywację niezależną od interesu właścicieli firm. Jedyna różnica polega na tym, że w kapitalizmie wpływ na politykę firmy mają też udziałowcy.

W odniesieniu do pierwszego zarzutu można przypuszczać, że stał się on mocniejszy wraz z upływem lat. Po pierwsze publikacja zamieszczona w kwartalniku wydawanym przez Bank Anglii (McLeay, Radia i Thomas 2014) dowodzi, że kreacja pieniądza kredytowego zależy od popytu na niego, a nie od stanu bankowych depozytów. Zatem w zgodzie z tym emisja pieniądza kredytowego rzeczywiście miałaby charakter endogeniczny. Zauważył to również Geoffrey Ingham (2004), który analizując historię pieniądza, dowodził, że w kapitalizmie system bankowy powiązany jest z systemem państwowym, aby niemal bez ograniczeń finansować inwestycje wiodących przedsiębiorstw. Tezę tę mogą potwierdzać wydarzenia po wybuchu kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych w latach 2007–2008. Okazało się wówczas, że wiodące podmioty w amerykańskim systemie finansowym są zbyt wielkie, by upaść (too big to fail), a zatem państwo było odpowiedzialne za podtrzymanie przy życiu prywatnych instytucji finansowych. Niemniej jednak – wbrew temu, co sądzi Szego – tego rodzaju miękkie budżety mogą dotyczyć tylko naprawdę dużych podmiotów, które są ważne dla funkcjonowania całego systemu. We współczesnej gospodarce kapitalistycznej zdarzają się bankructwa, zwłaszcza w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie są jednak zjawiskiem dość powszechnym.

Co do drugiego zarzutu – można powiedzieć, że działania menedżerów w socjalizmie potwierdzają słuszność propozycji Kaleckiego. W jego perspektywie to nie nadmierna kontrola, lecz jej brak przyczyniał się do słabej kondycji gospodarki centralnie planowanej. Potwierdza to przypuszczenia o konieczności wprowadzenia oddolnej, demokratycznej kontroli robotniczej, a także bardziej efektywnego sposobu nadzorowania przez władze centralne.

Wydaje się więc, że realny socjalizm i realny kapitalizm mają wspólne cechy – ochrona dużych, kluczowych dla gospodarki podmiotów, menedżerowie nie zawsze kierujący się interesem właściciela. W teorii przewagą socjalizmu powinno być za to maksymalizacja dobra społecznego. Jednakże chyba nawet w tym zakresie niektóre dobrze rozwinięte gospodarki kapitalistyczne wypadają lepiej, choć trzeba zauważyć, że zachodnie państwa kapitalistyczne z przyczyn historycznych od początku istnienia państw realnego socjalizmu znajdowały się w dużo lepszej sytuacji ekonomicznej. Sytuację gospodarek centralnie planowanych w powiązaniu z tym dodatkowo pogarszała ideologia głosząca, iż zachodnie państwa kapitalistyczne trzeba koniecznie dogonić gospodarczo, przez co zakładane plany stawały się zbyt ambitne i nierealistyczne. Warto może wobec tego przyczyn upadku realnego socjalizmu poszukać poza czystą ekonomią i odwołać się do jej związków z polityką.

Z mojego punktu widzenia w literaturze poświęconej Kaleckiemu zbyt mało miejsca poświęca się kwestii stosunków produkcji w realnym socjalizmie. Trzeba zwrócić uwagę, że polski ekonomista pracował w systemie o charakterze, delikatnie mówiąc, autorytarnym. W związku z tym nie mógł oficjalnie wypowiedzieć się na temat wpływu antagonizmów klasowych na ceny i podział dochodu narodowego w gospodarce planowej, jak to uczynił, analizując dynamikę kapitalizmu. W marksizmie instytucjonalnym tego okresu twierdzono bowiem, że takie antagonizmy nie występują, a w najlepszym razie mają ograniczony charakter, np. w postaci konfliktu między miastem a wsią.

W literaturze naukowej problematyką konfliktów klasowych w gospodarce centralnie planowanej zajmował się między innymi brytyjski socjolog pracy Bob Arnot (1988), który pisał o zjawisku „negatywnej kontroli robotniczej”. Problem ten pojawiał się, gdy władza chciała zwiększyć wydajność pracowników, nie wprowadzając przy tym nowych technik produkcji i nie zwiększając płac. Pracownicy wówczas uciekali się do rozmaitych form „sabotażu” – spowolnienia tempa wykonywanej pracy, strajków, nagminnego korzystania ze zwolnień lekarskich itd. Zdaniem Arnota pozwalało to pracownikom na zachowanie poczucia kontroli nad własną siłą roboczą w obliczu zwiększenia jej zewnętrznej kontroli. W dłuższej perspektywie wpływało to negatywnie na funkcjonowanie całej gospodarki.

Sięgając chociażby do analiz Lwa Trockiego (1937), można spostrzec, że nawet w perspektywie marksisty gospodarka realnego socjalizmu była naznaczona poważnymi sprzecznościami pomiędzy interesami klasy robotniczej a biurokracją. Stanowiła w rozumieniu Trockiego kastę, która dążyła do przekształcenia się w klasę – czyli w marksistowskim rozumieniu z dopuszczającej się nadużyć warstwy zarządzającej środkami produkcji w ich faktycznych właścicieli.

Nie ma tutaj miejsca na przeprowadzenie szczegółowej analizy teorii Trockiego, jednakże historyczny rozwój i upadek Związku Radzieckiego oraz jego państw satelickich zdaje się potwierdzać zasadnicze konkluzje konkurenta Stalina.

W perspektywie Kaleckiego trudno byłoby nie zauważyć, że liczne walki społeczne, chociażby w Polsce Ludowej, nie mogły pozostać bez wpływu na dochód narodowy. Biurokracja była wyalienowana i nie reprezentowała w rzeczywistości interesów klasy, której oficjalnie była przedstawicielem. Silne i niezależne organizacje robotnicze mogłyby naciskać na zwiększenie produkcji środków konsumpcji kosztem inwestycji przeznaczonych na rozbudowę sił wytwórczych. W rezultacie mogłoby to doprowadzić do zmniejszenia niedoborów i polepszenia sytuacji aprowizacyjnej. Podejmowane przez władzę decyzje o usprawnianiu planowania i polepszeniu sytuacji materialnej społeczeństwa przeważnie były spóźnione i źle przygotowane, czego końcowymi efektami były kapitałochłonność oraz powiększenie deficytu handlowego, a także niekorzystny bilans płatniczy. Problemy te stanowiły przedmiot szczególnej uwagi polskiego ekonomisty (1962/1982, 1963/1982, 1964b/1982).

Kalecki, a także Tadeusz Kowalik byli świadomi tych problemów i pragnęli „reformy przełomowej” realnego socjalizmu, która przynieść miała efekt taki jak podobna reforma kapitalizmu po drugiej wojnie światowej (Kalecki i Kowalik 1971; Kowalik 1989).

Gary Dymski (2014) stwierdził wręcz, że powyżsi autorzy swoimi tezami o „reformach przełomowych” kapitalizmu rozwinęli de facto materializm historyczny. Jego zdaniem przemiany, które nastąpiły po drugiej wojnie światowej w kapitalizmie, dowodziły, że można zrewolucjonizować stosunki produkcji, nie zmieniając reżimu akumulacji. Oznaczałoby to, że realny socjalizm da się zreformować, jeśli zrezygnuje się z centralnego planowania i wprowadzi mechanizm rynkowy, a jednocześnie zachowa system oparty na pełnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych.

Powyższa opinia budzi moje poważne zastrzeżenia. Po pierwsze nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jakakolwiek reforma kapitalizmu „zrewolucjonizowała” stosunki produkcji. Choć ustanowienie państwa dobrobytu i oparte na konsensusie współistnienie klas społecznych można uznawać za zjawisko pozytywne, z perspektywy marksistowskiej nie ma to jednak charakteru rewolucyjnego, to znaczy struktura własności środków produkcji nie uległa zmianie. Po drugie z pism samego Kaleckiego jasno wynika, że decentralizacja i urynkowienie realnego socjalizmu nie mogłyby pozostać bez wpływu na reżim akumulacji. W mojej ocenie byłaby to pewnego rodzaju formacja przejściowa wobec pełnej gospodarki kapitalistycznej.

Bliższy poglądom polskiego ekonomisty byłby raczej sceptycyzm wobec trwałości reform na gruncie obu systemów. Efektywne wprowadzenie w życie jego myśli wymagałoby nie reformy, ale w dużej mierze oddolnej, demokratycznej rewolucji politycznej. Pożądanym efektem byłoby więc zdemokratyzowanie systemu politycznego i pobudzenie oddolnej inicjatywy do wprowadzenia innowacji, których brak odczuwał realny socjalizm w konkurencji z kapitalizmem.

Koresponduje to niejako z jednym z podstawowych zarzutów o naturze antropologicznej skierowanym przeciwko gospodarce socjalistycznej, który został dobrze ujęty w jednej z prac Paula Krugmana:

Podstawowy problem nie był natury technicznej, lecz moralnej. Komunizm zawiódł jako system gospodarczy, ponieważ ludzie przestali w niego wierzyć (…). Możesz nie lubić kapitalizmu, a nawet czuć, że system ten w końcu upadnie, jednocześnie wykonując swoją pracę, ponieważ twoja rodzina potrzebuje pieniędzy, które zarabiasz. Kapitalizm może działać, a nawet rozkwitać w społeczeństwie samolubnych cyników. Jednak nie może być tak w gospodarce nie-rynkowej. Osobiste bodźce, które mają sprawiać, że pracownicy będą dobrze wykonywać swoją pracę, a menedżerowie podejmować dobre decyzje są po prostu zbyt słabe. W ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego robotnicy zdawali sobie sprawę z tego, że dostaną zapłatę niezależnie od włożonego wysiłku, podobnie menedżerowie wiedzieli, że ich awans zależy bardziej od koneksji politycznych niż od ich wydajności; nikt też nie otrzymywał na tyle wysokich nagród, które kompensowałyby zajmowanie niepopularnych stanowisk i podejmowanie ryzyka (1997).

Wypowiedź Krugmana można zinterpretować jako swego rodzaju krytykę polityczną, która uwidacznia, jak istotna jest kwestia postulowanej przez Kaleckiego partycypacji robotników w zarządzaniu gospodarką socjalistyczną. Wydaje się, że brak wolności politycznej umożliwiającej producentom współdecydowanie o sposobie podziału wytworzonego przez siebie dochodu jest czynnikiem podkopującym wiarę w sprawiedliwość i efektywność takiego systemu. W realnym socjalizmie przy jedynie formalnym uspołecznieniu produkcji, po porzuceniu stalinowskiej, surowej dyscypliny w miejscu pracy robotnicy nie posiadali zbyt wielu bodźców do zwiększenia swojej wydajności. Przy wysoce scentralizowanym systemie planowania interesy robotników zainteresowanych zwiększeniem konsumpcji i ogólnego dobrobytu musiały przeciwstawiać się interesom biurokracji partyjnej nastawionej głównie na realizację inwestycję doniosłych głównie pod względem politycznym.

Rację ma amerykański ekonomista, że w gospodarce nierynkowej jednostkowe, osobiste bodźce i motywacje mogą być zbyt słabe, żeby gospodarka ta rozwijała się poprawnie. Dlatego w takim systemie dużo większą rolę mogą odegrać „bodźce kolektywne” odwołujące się do wspólnoty interesów i współodpowiedzialności producentów za losy gospodarki, którą tworzą. W związku z tym proponowane przez wielu marksistowskich ekonomistów wizje realnego uspołecznienia, tzn. rzeczywistej kontroli klasy robotniczej nad środkami produkcji, są dużo bardziej adekwatną odpowiedzią na zarzuty natury antropologicznej. Rzecz jasna z samego faktu przejęcia kontroli nad środkami produkcji przez robotników nie wynika, że wiara w tworzony przez nich system będzie trwała. Trzeba zgodzić się z Krugmanem, a także z Kaleckim, że główny problem gospodarki socjalistycznej nie leży w optymalnym modelu czy też sposobie kalkulacji. Podstawowym warunkiem jej powodzenia jest stworzenie takiej wspólnoty politycznej, która uzasadniałaby wiarę jej członków w racjonalność obranych przez nią rozwiązań ekonomicznych.

Zakończenie

W artykule przedyskutowałem najważniejsze tezy Kaleckiego i jego zwolenników odnośnie do funkcjonowania gospodarki rynkowej i gospodarki centralnie planowanej w kontekście sporów o racjonalność socjalizmu.

Z argumentacji Demirbaga i Haleviego wynika, że rola wiedzy niejawnej może być zdecydowanie przeceniana i nie można jej przypisać takiego znaczenia, jakie przypisywał jej Hayek. Nie odgrywa ona kluczowej roli ani w kapitalizmie, ani w socjalizmie, ponieważ w zasadzie ceny w obu systemach ustalane są odgórnie. Wpływ czynników oddolnych na ceny w obu systemach nie jest efektem aktywności autonomicznych jednostek transmitujących w ten sposób nieskodyfikowaną wiedzę, lecz zorganizowanej walki klasowej, przejawiającej się w aktywności związków zawodowych tudzież potencjalnie innych instytucji pracowniczych, np. rady robotniczej.

Ponadto uwagi polskiego ekonomisty o sposobie tworzenia cen zaprzeczają twierdzeniu Misesa o naturalnej tendencji socjalizmu do izolacji gospodarczej. Kalecki w odróżnieniu od Langego oraz wielu współczesnych socjalistów nie przywiązywał także dużej wagi do stworzenia kompletnego modelu gospodarki socjalistycznej. Bardziej zależało mu na pragmatycznym rozdziale kompetencji pomiędzy biurokrację a klasę robotniczą – adekwatnie do bieżących potrzeb. W tej perspektywie niedobór w gospodarce planowanej był problemem nie tylko przeinwestowania, lecz przede wszystkim złego systemu politycznego i braku autentycznej partycypacji pracowników w procesie zarządzania formalnie tylko uspołecznioną gospodarką.

W tym kontekście trudno zgodzić się z opinią Kazimierza Łaskiego (2014), że Kalecki nigdy nie był marksistą. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Był bliższy marksizmowi bardziej niż twórcy systemu, który próbował naprawić.

 

Wykaz literatury

Adaman, Fikret i Pat Devine. 1997. „On the Economic Theory of Socialism.”, New Left Review 221: 54–80.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2002. „A Reconsideration of the Theory of Entrepreneurship: A Participatory Approach”, Review of Political Economy 23: 329–355.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2006. „The Promise of Participatory Planning. Rejoinder to Hodgson.” Economy and Society 35: 141–147.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 1992. „Participatory Planning.” Science and Society 56: 39–59.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 2002. „In Defence of Participatory Economics.” Science and Society 66: 7–21.

Arestis, Philip. 1996. „Kalecki’s Role in Post-Keynesian Economics: An Overview.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. J.E King. Dordrecht: Kluwer

Arnot, Bob. 1988. Controlling Soviet Labour. Experimental Change from Breznhev to Gorbachev. New York: M.E. Sharpe.

Auerbach, Paul i Dmitris Sotiropoulos. 2014. „Revisiting the Socialist Calculation Debate. The Role of Markets and Finance in Hayek’s Response to Lange’s Challenge.” W Economic Crisis and Political Economy: Volume II of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Ewa Karwowska i Jan Toporowski. New York: Palgrave Macmillan.

Ban, Cornel. 2012. „Sovereign Debt, Austerity, and Regime Change: The Case of Nicolae Caucescu’s Romania.” East European Politics & Societies 26: 743–776.

Barone, Enrico. 1935. „The Ministry of Production in the Collectivist State.” W Collectivist Economic Planning, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Bhaduri, Amit. 2014. „Effective Demand and Path Dependence in Short-and-long-run Growth.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Boettke, Peter. 2002. Calculation and Coordination. Essays on Socialism and Transitional Political Economy. London: Routledge.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1975. Karl Marx and the Close of His System. A Criticism. Clifton: Augustus M. Kelley.

Chilosi, Alberto. 2004. „Kalecki’s Theory of Income Determination and Modern Macroeconomics. A Reconstruction and an Assessment.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. London: Routledge.

Cotrell, Alin i Paul Cockshott. 1993. Toward a New Socialism. Nottingham: Spokesman.

De Soto, Huerta. 2010. Socialism, Economic Calculation and Entrepreneurship. Chaltencham: Edward Elgar.

Devine, Pat. 1992. „Market Socialism or Participatory Planning?”, Review of Radical Political Economy 24: 67–89.

Dyker, David. 2011. Yugoslavia. Socialism, Developement and Debt. New York: Routledge.

Dymski, Gary. 2014. „Kalecki and Kowalik on the Dilemma of «Crucial Reform».” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Hayek, Friedrich. 1996. Droga do zniewolenia. Tłum. zbiorowe. Kraków: Arcana.

Hayek, Friedrich. 1945. „The Use of Knowledge in Society.” American Economic Review 35: 519–530.

Hayek, Friedrich. 1949. „The Competetive «Solution».” W Individualism and Economic Order, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Hockuba, Zbigniew i Marek Brzeziński. 2005. „Oskara Langego syntezy teorii ekonomicznych.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zbigniew Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Hodgson, Goefrey. 1998. „Socialism against Markets? A Critique of Two Recent Proposals.” Economy and Society 27: 407–433.

Hodgson, Goefrey. 2005. „The Limits to Participatory Planning. A Reply to Adaman and Devine.” Economy and Society 34: 141–153.

Ingham, Geofrey. 2004. The Nature of Money. Cambridge: Polity Press.

Jossa, Bruno. 2014. Producer Cooperatives as a New Form of Production. New York: Routledge.

Kalecki, Michał. 1942/1982. „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1943/1979. „Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia.” W idem, Dzieła, t. 1, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946a/1982. „Uwagi o racjonowaniu i systemie cen.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946b/1982. „Uwagi o oszczędnościach i obiegu pieniężnym w Polsce.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946c/1982. „Plany finansowe na II półrocze 1946 r. i na I półrocze 1947 r.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1947/1982. „Alokacja zasobów a ceny.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1954/1980. „Teoria dynamiki gospodarczej.”. W tegoż idem, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956a/1982. „Liberalizacja zarządzania drobnym przemysłem.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956b/1982. „Bodźce w gospodarce socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956c/1982. „Rady robotnicze a centralne planowanie.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957a/1982. „Nie przeceniać roli modelu.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957b/1982. „Uwagi o cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957c/1982. „Schemat nowego systemu bodźców i nakazów.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957d/1982. „Koncern pionowy jako element nowego modelu gospodarczego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958a/1982. „Centralistyczne tworzenie cen jako istotna cecha gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958b/1982. „O cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki M. 1959/1982. „Z zagadnień teorii dynamiki gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962a/1982. „Problemy własnej bazy cen krajów RWPG.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962b/1982. „Zarys metody konstruowania planu perspektywicznego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1963/1982. „O podstawowych zasadach planowania wieloletniego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964a/1982. „Sprawozdanie zespołu do opracowania niektórych problemów związanych z rolą zysku i cen fabrycznych oraz zakresu stosowania tych cen w planowaniu i systemie finansowym.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964b/1982. „Uwagi o planie gospodarczym na lata 1966–1970.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński.. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1971/1980. „Walka klas a podział dochodu narodowego.” W idem, Dzieła, t.2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał i Tadeusz Kowalik. 1971/1980. „Uwagi o «reformie przełomowej».” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne,

Kołodko, Grzegorz i Walter Mc Mahon. 1987. „Stagflation and Shortageflation. A Comparative Approach.” Kyklos 40: 176–197.

Kornai, Janos. 1985. Niedobór w gospodarce. Tłum. Urszula Grzelońska i Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986a. Wzrost, niedobór, efektywność. Makrodynamiczny model gospodarki socjalistycznej. Tłum. Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986b. „The Soft Budget Constraint.” Kyklos 39: 3–30.

Kornai, Janos 1992. The Socialist System. The Political Economy of Communism. Oxford: Oxford University Press.

Kornai, Janos. 2012. „What Economics of Shortage and The Socialist System Have to Say to the (Hungarian) Readers Today: An Introductory Study to the First Two Volumes of the Live’s Work Series.” Acta Oeconomica 62: 365–384.

Kowalik, Tadeusz. 1989. „Toward a Mixed Socialist Economy.” International Journal of Political Economy 19: 56–77.

Kowalik, Tadeusz 1994. „Oskar Lange’s Market Socialism. The Story of an Intellectual Political Career.” W Why Market Socialism?, red. Franklin Roosevelt i David Belkin. New York: M.E. Sharpe.

Kowalik, Tadeusz. 2004. „Oskar Lange – między socjalizmem a kapitalizmem.” W Twórczość naukowa Oskara Langego i jej znaczenie w teorii ekonomii, red. Grzegorz Musiał. Katowice: Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego w Katowicach.

Kowalik, Tadeusz. 2005. „Teoria socjalizmu Oskara Langego w konfrontacji z realiami.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zdzisław Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Kowalik, Tadeusz. 2012. Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu. Warszawa: Książka i Prasa.

Krawczyk, Rafał. 1990. Wielka przemiana. Upadek i odrodzenie polskiej gospodarki. Warszawa: Oficyna Wydawnicza.

Kreisler, Peter i Geoff Harcourt. 2014. „The Failure of Economic Planning. The Role of the Feldman Model and Kalecki’s Critique.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Krugman, Paul. 1997. „Capitalism’s Mysterious Triumph.” http://web.mit.edu/krugman/www/Russia.htm.

Lavoie, Don. 1985. Rivalry and Central Planning. A Re-Examination of The Debate Over Economic Calculation Under Socialism. Cambridge: Cambridge University Press.

Lavoie, Don i Peter Boettke. 2011. Rivalry and Central Planning. New York: Routledge.

Łukawer, Edward 2005. Spór o racjonalność gospodarki socjalistycznej. Kraków: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973a. „O ekonomicznej teorii socjalizmu.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Państwowe Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973b. „Maszyna licząca i rynek.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Łaski, Kazimierz. 2009. Mity i rzeczywistość w polityce gospodarczej i w nauczaniu ekonomii. Warszawa: Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

Łaski, Kazimierz i Herbert Walther. 2014. „Kalecki’s Profits Equation after 80 Years.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mandel, Ernest. 1986. „In Defence of Socialist Planning.” New Left Review 159: 5–37.

Mandel, Ernest. 1988. „The Myth of Market Socialism.” New Left Review 169: 108–120.

McCleay Michael, Amar Radia i Thomas Ryland. 2014. „Money Creation in the Modern Economy.” Bank of England Quarterly Bulletin 1: 14–27.

Michell, Jo. 2014. „The Price Mechanism and the Structure of Income in Kalecki’s Economics and Post-Kaleckian Economics.” W The Legacy of Rosa Luxemburg, Oskar Lange and Michał Kalecki: Volume I of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mises, Ludvig. 2012. Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie. Tłum. Jan Jabłecki. Warszawa: Instytut Misesa.

Mises, Ludvig. 1951. Socialism. An Economic and Sociological Analysis. Yale: J. Cape.

Petrin, Tea i Ales Vahcic. 2002. „Employee Involvement and the Modern Firm.” W Equality, Participation, Transition. Essays in Honour of Branko Horvat, red. Vojislav Franicevic i Milica Uvalic. London: St. Martins Press.

Nuti, Marco. 1986. „Michal Kalecki’s Contribution to the Theory and Practice of Socialist Planning.” Cambridge Journal of Economics 10: 333–353.

Osiatyński, Jerzy. 1982. „Dodatek 4.” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Osiatyński, Jerzy. 1988. Michał Kalecki o gospodarce socjalistycznej. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Osiatyński, Jerzy. 2006. „Michał Kalecki (1899–1971).” Gospodarka Narodowa 6: 1–30.

Osiatyński, Jerzy. 2015. „Kalecki a «złota reguła akumulacji».” Ekonomista 4: 453–463.

Polanyi, Michael. 1962. Personal Knowledge. Towards a Post-critical Philosophy. Chicago: University of Chicago Press.

Polanyi, Michael. 1967. The Tacit Dimension. New York: University of Chicago Press.

Reynolds, Peter J. 1996. „Kalecki’s Theory of Prices and Distribution.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. W.J. Samuels i W. Darrity. Dordrecht: Kluwer.

Robbins, Lou. 2007. The Great Depression. London: Ludvig von Mises Institute.

Sardoni, Claudio. 2011. Unemployment, Recession and Effective Demand. The Contributions of Marx, Keynes and Kalecki. Cheltencham: Edward Elgar.

Stiglitz, Joseph. 1996. Whither Socialism? Cambridge: Cambridge University Press.

Szego, Andrea. 1992. „The Logic of a Shortage Economy. A Critique of Kornai from a Kaleckian Macroeconomic Perspective.” Journal of Post-Keynesian Economics 13: 328–336.

Temkin, Gabriel. 2008. Dyskusje o gospodarce socjalistycznej. Marks–Lange–Mises–Hayek. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Toporowski, Jan. 1992. „Two Enigmas in Kalecki’s Methodology.” History of Economics Review 16: 90–96.

Toporowski, Jan. 1996. „Kalecki, Marx and the Economics of Socialism.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. John E. King. Dordrecht: Kluwer.

Toporowski, Jan. 2004. „Kalecki’s Arguments for Socialism.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zdzisław Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Trocki, Lew. 1937. The Revolution Betrayed. What is the Soviet Union and Where is it Going? Detroit: Labor Publications.


Damian Winczewski – absolwent filozofii na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie doktorant filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim, gdzie przygotowuje rozprawę poświęconą Róży Luksemburg. Zajmuje się filozofią marksistowską oraz heterodoksyjną ekonomią polityczną.

DANE ADRESOWE:

Wydział Humanistyczny

Uniwersytet Szczeciński

Krakowska 71-79

71-017 Szczecin

EMAIL: damian.winczewski@gmail.com

 

CYTOWANIE:  Winczewski, Damian. 2017. Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.9

 

AUTHOR: Damian Winczewski

TITLE: Michał Kalecki and the Problem of Rational Allocation of Resources in Socialism

ABSTRACT: The aim of this article is the reconstruction of the views of Michael Kalecki and his followers on rational calculation and allocation of resources in a socialist economy, and also to try to compare their statements with the views of both supporters of capitalism, as well as alternative models of socialism. In this matter the piece examines articles of Polish economists on the pattern formation of prices in capitalism and socialism, the role of the working class and the system of incentives and economic governance. In this paper, we have also discussed the views of the authors who, based on the work of Kalecki, took up a controversy with a circulation narrative explaining the failure of socialism. The conclusion that flows from the preceding analysis is as follows: Real capitalism and real socialism struggle with problems of imperfect information, and soft budgets; a particular model of economic management in this regard is not the direct cause of the failure of the socialist project. In addition to the problem of innovation and optimal investment, from the Kaleckian perspective, a fundamental problem of socialism appears to be the appropriate relations of production in the Marxist sense, understood as democratization of the relationship between the working class and the production management layer.

KEYWORDS: central planning, price regulation, investment, allocation of resources.

Vivek Chibber – Jak przemawia podporządkowany?

Vivek Chibber – Jak przemawia podporządkowany?

Teoria postkolonialna obniża nieprzemijającą  wartość oświeceniowego uniwersalizmu na swoją własną odpowiedzialność.

W ostatnich dekadach teoria postkolonialna w dużej mierze wyparła marksizm jako perspektywę dominującą wśród intelektualistów zaangażowanych w projekt krytycznego badania relacji między światem zachodnim i niezachodnim. Wywodząca się z nauk humanistycznych teoria postkolonialna stopniowo stawała się coraz bardziej wpływowa na gruncie historii, antropologii i nauk społecznych. Odrzucenie przez nią uniwersalizmów i metanarracji związanych z myślą oświeceniową wpisało się w szerszą zmianę w środowisku intelektualnej lewicy lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Nowa książka Viveka Chibbera Postcolonial Theory and the Specter of Capital stanowi wielowymiarowe wyzwanie dla licznych fundamentalnych założeń teorii postkolonialnej. Koncentrując się w szczególności na odłamie teorii postkolonialnej znanym jako subaltern studies (studia nad podporządkowanymi), Chibber przedstawia mocne argumenty, dlaczego możemy – i musimy – konceptualizować świat niezachodni za pomocą tych samych narzędzi analitycznych, których używamy do zrozumienia rozwoju na Zachodzie. Proponuje konsekwentną obronę tych teoretycznych podejść, które kładą nacisk na uniwersalne kategorie takie jak kapitalizm czy klasa. Jego praca dostarcza argumentu na rzecz ciągłej aktualności marksizmu w obliczu niektórych jego najbardziej zaciekłych krytyk.

 

Wywiad z Chibberem pierwotnie ukazał się portalu na Jacobin. Został przeprowadzony przez Jonaha Bircha, absolwenta socjologii Uniwersytetu Nowojorskiego.

 

W centrum teorii postkolonialnej znajduje się przekonanie, że kategorie zachodnie nie mogą być aplikowane do społeczeństw postkolonialnych, takich jak Indie. Na jakiej podstawie się ono opiera?

Prawdopodobnie jest to najistotniejsza z tez wywodzących się ze studiów postkolonialnych i to ona sprawia, że zajmowanie się nimi jest tak ważne. W ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat nie pojawiła się żadna istotna tradycja myślowa związana z lewicą, która domagałaby się zanegowania etosu naukowego i odrzucenia kategorii wywodzących się z liberalnego i radykalnego oświecenia – takich jak kapitał, demokracja, liberalizm, racjonalność czy obiektywność. Istnieli filozofowie, którzy krytykowali te orientacje, ale rzadko osiągali znaczącą pozycję na lewicy. Teoretycy postkolonialni są pierwszymi, którym się to udało.

Teza ta wyrasta tak naprawdę z socjologicznego założenia: żeby kategorie ekonomii politycznej i oświecenia miały jakąkolwiek wartość, kapitalizm musi rozprzestrzeniać się na całym świecie. Określa się to mianem „uniwersalizacji kapitału”.

Argument brzmi następująco: uniwersalizujące kategorie związane z myślą oświeceniową są zasadne, o ile istnieje uniwersalizująca tendencja kapitału. Teoretycy postkolonialni negują przekonanie, jakoby kapitał rzeczywiście się zuniwersalizował – lub co ważniejsze, że kiedykolwiek mógłby się zuniwersalizować na skalę globalną. Ponieważ kapitał nie zuniwersalizował się i nie może tego zrobić, kategorie, które ludzie tacy jak Marks sformułowali w celu zrozumienia kapitalizmu, także nie podlegają uniwersalizacji.

Dla teorii postkolonialnej oznacza to, że te części globu, w których uniwersalizacja kapitału nie powiodła się, muszą wygenerować swoje własne lokalne kategorie. I co ważniejsze, oznacza to, że teorie takie jak marksizm, które próbują wykorzystać kategorie ekonomii politycznej, są nie tylko błędne, ale też europocentryczne, i nie tylko są europocentryczne, ale stanowią część kolonialnej i imperialnej ekspansji Zachodu. W tym sensie są uwikłane w imperializm. I to także jest to dość nowatorska teza na lewicy.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się skoncentrować na subaltern studies jako przedmiocie bardziej ogólnej krytyki teorii postkolonialnej?

Teoria postkolonialna to zbiór bardzo różnorodnych idei. Tak naprawdę wywodzi się ze studiów literackich i kulturowych, gdzie początkowo uzyskała znaczenie. Następnie rozprzestrzeniła się w studiach regionalnych, historii i antropologii. Było to możliwe na skutek wpływu kultury i teorii kultury lat osiemdziesiątych i późniejszych. Tak więc pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych dyscypliny takie jak historia, antropologia, studia bliskowschodnie, studia nad Azją Południową odznaczały się zdecydowanym zwrotem w kierunku tego, co teraz znamy jako teorię postkolonialną.

Chcąc skonfrontować się z tą teorią, napotykasz podstawowy problem: ponieważ jest tak różnorodna, ciężko wskazać na jej podstawowe założenia, a przede wszystkim ciężko zorientować się, co konkretnie wymaga w niej krytyki. Jej obrońcy z łatwością są w stanie obalić wszelkie krytyki, wskazując na te aspekty, które mogłabyś pominąć, i twierdząc, że skupiłaś na niewłaściwych. Z tego powodu musiałem odnaleźć podstawowe składniki tej teorii – jakiś nurt wewnątrz studiów postkolonialnych, który jest konsekwentny, spójny i wysoce wpływowy.

Chciałem także skoncentrować się na tych aspektach teorii, które skupione są wokół historii, rozwoju historycznego, struktur społecznych, a nie na krytyce literackiej. Subaltern studies pasują do wszystkich tych założeń: są ogromnie wpływowe w studiach regionalnych, wewnętrznie są dosyć spójne i koncentrują się na historii i strukturze społecznej. Jako nurt teorii zyskały duże znaczenie częściowo ze względu na swoją wewnętrzną spójność, a częściowo z uwagi na marksistowską przeszłość jego głównych orędowników oraz fakt, że wszyscy oni związani byli z Indiami bądź regionami Trzeciego Świata. Zapewniło im to legitymizację i uwiarygodnienie, zarówno jako krytykom marksizmu, jak i przedstawicielom nowego sposobu rozumienia Globalnego Południa. To właśnie dzięki pracy subalternistów przekonania dotyczące nieudanej uniwersalizacji kapitału i potrzebie tubylczych kategorii stały się respektowane.

Dlaczego zdaniem teoretyków subaltern studies tendencje uniwersalizujące kapitalizmu załamały się w postkolonialnym świecie? Co takiego jest w tych społeczeństwach, co utrudnia rozwój kapitalizmu?

Subaltern studies oferują dwie różne opowieści na temat tego, w jaki sposób i dlaczego uniwersalizujący pęd kapitału został zablokowany. Jedna pochodzi od Ranajita Guhy. Guha zlokalizował go w zdolności poszczególnych agentów – mianowicie burżuazji, klasy kapitalistów – do obalenia porządku feudalnego i skonstruowania koalicji klas, która obejmie nie tylko kapitalistów i kupców, ale także robotników i chłopów. Poprzez wypracowane wspólnie porozumienie kapitał ma za zadanie ustanowić nowy porządek polityczny, który będzie nie tylko prokapitalistyczny, jeśli chodzi o obronę praw własności kapitalistów, ale także liberalny, inkluzywny, oparty o konsensus.

Tak więc aby uniwersalizujący pęd kapitału zaistniał w rzeczywistości, mówi Guha, musi on wiązać się z wyłonieniem się klasy kapitalistycznej, która skonstruuje konsensualny, liberalny porządek. Ten porządek zastępuje ancient régime i jest uniwersalizujący w tym sensie, że wyraża interesy kapitalistów jako interesy uniwersalne. Kapitał, twierdzi Guha, osiąga zdolność przemawiania w imieniu całego społeczeństwa: jest nie tylko dominujący jako klasa, ale też hegemoniczny w tym sensie, że nie potrzebuje stosowania przymusu, aby zachować swoją władzę.

Guha umiejscawia uniwersalizujący pęd w konstrukcji wkluczającej kultury politycznej. Kluczowym punktem dla Guhy jest to, że burżuazja na Zachodzie była w stanie osiągnąć taki porządek, podczas gdy burżuazja na Wschodzie nie była do tego zdolna. Zamiast obalać feudalizm, stworzyła coś w rodzaju układu z klasami feudalnymi; zamiast stać się hegemoniczną siłą szerokiej, ponadklasowej/międzyklasowej koalicji, starała się w możliwie największym stopniu stłumić zaangażowanie chłopów i klasy robotniczej. Zamiast ustanowić konsensualny, włączający porządek polityczny, wprowadziła porządek wysoce niestabilny i dość autorytarny ład. Podtrzymywała rozdźwięk pomiędzy klasową kulturą podporządkowanych i elit.

Zdaniem Guhy, podczas gdy na Zachodzie burżuazja była w stanie przemawiać w imieniu wszystkich zróżnicowanych klas, na Wschodzie poległa na tym polu, stając się siłą dominującą, ale nie hegemoniczną. To z kolei czyni nowoczesność w obu częściach świata zasadniczo odmienną poprzez generowanie bardzo różnej dynamiki politycznej na Wschodzie i Zachodzie, a to jest oznaką, że uniwersalizujący pęd kapitału zakończył się niepowodzeniem.

Więc ich teza opiera się na twierdzeniu dotyczącym roli burżuazji na Zachodzie i niepowodzeniu jej odpowiednika w społeczeństwach postkolonialnych?

Dla Guhy zdecydowanie tak, a grupa subalternistów akceptuje te argumenty, w dużej mierze bez zastrzeżeń. Opisują oni sytuację – kondycję Wschodu – jako położenie, w którym burżuazja dominuje, ale nie ma hegemonii, podczas gdy na Zachodzie i dominuje, i posiada hegemonię.

Teraz problem polega na tym, jak powiedziałeś, że sednem tezy jest pewien opis osiągnięć zachodniej burżuazji. Teza ta, niestety, ma bardzo małą wartość historyczną. Był czas, w dziewiętnastym wieku, na początku dwudziestego wieku, nawet do lat pięćdziesiątych, kiedy wielu historyków akceptowało ten obraz wzrostu siły burżuazji na Zachodzie. Jednak w ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat został on w dużej mierze odrzucony, nawet wśród marksistów.

Zadziwiające jest to, że książka Guhy i jego artykuły zostały napisane tak, jakby nigdy nie dokonano krytyki tego podejścia. A jeszcze dziwniejsze jest to, że środowisko historyków – na które subaltern studies miały tak duży wpływ – nigdy nie zakwestionowało tej podbudowy projektu subaltern studies, pomimo że wszyscy zgadzali się, iż jest to jego podstawa. Burżuazja na Zachodzie nigdy nie dążyła do osiągnięcia celów, które Guha jej przypisuje: nigdy nie starała się stworzyć konsensualnej kultury politycznej, ani reprezentować interesów klasy robotniczej. W rzeczywistości przez stulecia, po tak zwanych rewolucjach burżuazyjnych, zaciekle walczyła przeciwko nim. Kiedy te wolności zostały ostatecznie osiągnięte, to stało się to dzięki bardzo intensywnym walkom wywłaszczonych, prowadzonym przeciwko bohaterom narracji Guhy, burżuazji. Ironia polega więc na tym, że Guha naprawdę opiera się na niewiarogodnie naiwnym, wręcz ideologicznym wyobrażeniu zachodniego doświadczenia. Nie dostrzega, że kapitaliści zawsze i wszędzie byli wrogo nastawieni do rozszerzania praw politycznych ludzi pracujących.

OK, mamy więc jedną tezę dotyczącą radykalnej specyfiki kolonialnych i postkolonialnych światów. Ale powiedziałeś wcześniej, że jest jeszcze jedna?

Tak, drugi argument pochodzi przede wszystkim z pracy Dipesha Chakrabarty’ego. Jego wątpliwości dotyczące uniwersalizacji kapitału są zupełnie odmienne od tych Guhy. Guha umiejscawia uniwersalizującą tendencję kapitału w konkretnym podmiocie: burżuazji. Chakrabarty lokalizuje ją w zdolności kapitalizmu do przekształcania wszystkich stosunków społecznych w każdym miejscu, w którym się zagnieździ. I konkluduje, że próba ta kończy się porażką ze względu różne praktyki kulturowe, społeczne i polityczne na Wschodzie, które nie przystają do modelu tego, jak powinna wyglądać kapitalistyczna kultura i system polityczny.

Tak więc w jego przekonaniu test dla udanej uniwersalizacji kapitału polega na zanurzeniu w logice kapitału wszystkich praktyk społecznych. Nigdy nie określa jasno, czym jest logika kapitału, ale istnieje kilka szerokich parametrów, które ma na myśli.

To wydaje się dość wysoko postawioną poprzeczką.

Tak, to jest kluczowe, ta poprzeczka jest nieosiągalna. Jeśli odkryjesz, że w Indiach do praktyk małżeńskich wciąż wykorzystuje się starożytne rytuały, że w Afryce ludzie często modlą się w czasie pracy – te rodzaje praktyk świadczyć mają o niepowodzeniu uniwersalizacji kapitału.

W książce stwierdzam, że jest to rodzaj dziwactwa: wszystkie wymogi uniwersalizacji kapitału sprowadzają się do tego, aby logika ekonomiczna kapitalizmu została wszczepiona w różnych częściach świata i aby mogła z powodzeniem być odtwarzana w czasie. Będzie to oczywiście powodować pewien stopień zmian kulturowych i politycznych. Nie wymaga to jednak, aby wszystkie czy nawet większość praktyk kulturowych regionu uległa przekształceniu wzdłuż pewnych możliwych do zidentyfikowania linii kapitalizmu.

To jest ten teoretyczny argument, który podnosisz w książce: dlaczego uniwersalizacja kapitalizmu nie wymaga usunięcia całej różnorodności społecznej.

Racja. Typowym manewrem teoretyków postkolonialnych jest mówienie czegoś takiego: marksizm opiera się na abstrakcyjnych, uniwersalizujących kategoriach. Jednak aby te kategorie miały siłę przebicia, rzeczywistość powinna wyglądać dokładnie tak samo jak abstrakcyjne opisy kapitału, pracowników, państwa itp. Ale, mówią teoretycy postkolonialni, rzeczywistość jest znacznie bardziej zróżnicowana. Pracownicy noszą takie kolorowe ubrania; odmawiają modlitwy podczas pracy; kapitaliści konsultują się z astrologami – nie wygląda to tak, jak opisuje to Marks w Kapitale. A zatem musi to oznaczać, że kategorie kapitału w rzeczywistości nie mają tu zastosowania. Teza kończy się tym, że wszelkie odstawanie konkretnej rzeczywistości od abstrakcyjnych opisów teorii stanowi problem dla teorii. Ale to głupota niedająca się opisać słowami: oznacza to, że nie możesz posługiwać się teorią. Dlaczego powinno mieć znaczenie to, że kapitaliści konsultują się z astrologami tak długo, jak długo są napędzani do osiągnięcia zysków? Podobnie nie będzie miało znaczenia, czy robotnicy modlą się w sklepie, dopóki będą pracować. To wszystko, czego wymaga teoria. Nie mówi ona, że różnice kulturowe znikną; mówi, że różnice te nie mają znaczenia dla rozprzestrzeniania się kapitalizmu, dopóki agenci są posłuszni przymusowi, który kapitalistyczne struktury na nich nakładają. Włożyłem sporo wysiłku, żeby wyjaśnić to w książce.

Wiele postulatów teorii postkolonialnej odzwierciedla powszechne pragnienie uniknięcia europocentryzmu i zrozumienia znaczenia specyficznych dla danego miejsca kategorii kulturowych, form, tożsamości: to pojmowanie ludzi takimi, jakimi byli bądź są, nie tylko jako abstrakcji. Zastanawiam się jednak, czy istnieje też niebezpieczeństwo związane ze sposobem, w jaki [postulaty te] każą rozumieć kulturową specyfikę społeczeństw niezachodnich i czy to nie jest forma kulturowego esencjalizmu.

Jak najbardziej, istnieje takie niebezpieczeństwo. I to nie tylko niebezpieczeństwo; to coś, czego subaltern studies i teoria postkolonialna stale padają ofiarą. Najczęściej można to dostrzec w ich argumentach dotyczących sprawczości społecznej i oporu. Jest zupełnie w porządku twierdzić, że ludzie czerpią z kultury i praktyk lokalnych, kiedy stawiają opór kapitalizmowi lub różnym funkcjonariuszom kapitału. Ale czym innym jest twierdzenie, że nie istnieją uniwersalne aspiracje albo uniwersalne interesy, które mogłyby połączyć ludzi.

Jedną z rzeczy, które pokazuję w mojej książce, jest to, że kiedy historycy związani z subaltern studies wykonują empiryczną pracą dotyczącą chłopskiego oporu, widać wyraźnie, że chłopi (w Indiach), angażując się w działania zbiorowe, mają mniej więcej te same aspiracje i te same motywacje, co zachodni chłopi. To, co oddziela je od Zachodu, to formy kulturowe, w których te aspiracje są wyrażane, ale same aspiracje wydają się dość zgodne.

A kiedy się nad tym zastanowisz, czy to naprawdę dziwaczne stwierdzenie, że indyjscy chłopi chcą bronić swojego dobrostanu? Że nie lubią być pomiatani? Że chcą być w stanie zaspokoić pewne podstawowe potrzeby żywieniowe? Że kiedy przekazują czynsz posiadaczom ziemskim, starają się zachować tyle, ile mogą dla siebie, ponieważ nie chcą oddawać plonów? Przez cały dziewiętnasty i dwudziesty wiek tego właśnie dotyczyły walki chłopskie.

Kiedy subalterniści stawiają ten olbrzymi mur, oddzielający Wschód od Zachodu, gdy upierają się, że zachodni agenci nie są kształtowani przez te same obawy, co agenci wschodni, to aprobują ten rodzaj esencjalizmu, przy pomocy którego władze kolonialne usprawiedliwiały grabieże w dziewiętnastym wieku. To ten sam rodzaj esencjalizmu, który amerykańscy apologeci wojska wykorzystywali podczas bombardowania Wietnamu albo podczas napaści na Bliski Wschód. Nikt na lewicy nie może przejść do porządku dziennego nad tego rodzaju tezami.

Czy ktoś nie mógłby odpowiedzieć, że Ty, przypisując wspólną racjonalność aktorom w bardzo różnych kontekstach, też promujesz pewną formę esencjalizmu?

Cóż, nie jest to esencjalizm, ale wspieram pogląd, że istnieją pewne wspólne interesy i potrzeby, które ludzie mają w różnych kulturach. Są pewne aspekty naszej ludzkiej natury, które nie są konstruowane kulturowo: kształtowane są przez kulturę, ale nie są przez nią stworzone. Moim zdaniem, nawet jeśli istniałyby ogromne różnice kulturowe między ludźmi na Wschodzie i Zachodzie, istnieje również rdzeń problemów, które łączą ludzi, niezależnie od tego, czy rodzą się oni w Egipcie czy w Indiach, w Manchesterze czy w Nowym Jorku. Nie jest ich wiele, ale możemy wymienić co najmniej dwa lub trzy z nich: to troska o własny dobrostan fizyczny; prawdopodobnie istnieje troska o pewien stopień autonomii i samostanowienia; także zatroskanie o te praktyki, które bezpośrednio odnoszą się do twojego dobrobytu. To niewiele, ale byłbyś zdziwiony tym, jak bardzo przybliża to do wyjaśnienia naprawdę ważnych przemian historycznych.

Przez dwieście lat każdy, kto nazwał się postępowcem, reprezentował tego rodzaju uniwersalizm. Po prostu rozumiano, że powodem, dla którego pracownicy lub chłopi mogli się ze sobą łączyć ponad narodowymi podziałami, jest to, że podzielają oni pewne interesy materialne. Teraz jest to kwestionowane przez subaltern studies i jest dość niezwykłe, że tak wiele osób na lewicy na to przystało. Jeszcze bardziej niezwykły jest fakt, że nadal się to akceptuje, w sytuacji gdy w ciągu ostatnich piętnastu lub dwudziestu lat widzieliśmy globalne ruchy, przekraczające kultury i granice narodowe, występujące przeciwko neoliberalizmowi, przeciwko kapitalizmowi. Jednak w środowisku akademickim ośmielenie się mówić, że ludzie w różnych kulturach mają wspólne problemy, jest jakimś trafem uważane za eurocentryczne. To pokazuje, jak daleko kultura polityczna i intelektualna podupadła w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Skoro twierdzisz, że kapitalizm nie potrzebuje burżuazyjnego liberalizmu i że burżuazja nie odegrała historycznej, wiodącej roli w tej ludowej walce o demokrację na Zachodzie, to jak wytłumaczyć fakt, że dostaliśmy liberalizm i demokrację na Zachodzie i nie osiągnęliśmy tych rezultatów tym samym sposobem w wielu częściach postkolonialnego świata?

Świetne pytanie. Interesującą rzeczą jest to, że kiedy Guha napisał swój ważny esej, zawierający program subaltern studies, powiązał brak liberalizmu na Wschodzie z upadkiem tamtejszej burżuazji. Sugerował również, że istnieje inna historyczna możliwość, a mianowicie taka, że ruch niepodległościowy w Indiach i innych krajach kolonialnych mógł być prowadzony przez klasy ludowe, które mogły popchnąć sprawy w innym kierunku i być może stworzyć inny rodzaj porządku politycznego. Dochodzi do takiego wniosku, a następnie o nim zapomina i nie wraca do niego w żadnej ze swoich prac.

To jest droga, która mogłaby – gdyby ją podjął i gdyby traktował ją poważniej – doprowadzić go do lepszego zrozumienia tego, co stało się na Zachodzie, a nie tylko na Wschodzie. Faktem jest, że na Zachodzie konsensualny, demokratyczny, inkluzywny porządek, który ostatecznie powoli zaczął wyłaniać się w dziewiętnastym i na początku dwudziestego wieku, nie był darem ofiarowanym przez kapitalistów. W rzeczywistości był to rezultat bardzo długich, wspólnych walk prowadzonych przez robotników, rolników i chłopów. Innymi słowy, został wprowadzony za sprawą oddolnych walk.

Guha i subalterniści kompletnie to pomijają, bo upierają się, że powstanie liberalnego porządku było osiągnięciem kapitalistów. Ponieważ błędnie opisywali go na Zachodzie, błędnie zdiagnozowali jego niepowodzenie na Wschodzie. Na Wschodzie niewłaściwie przypisują to niepowodzenie niedoskonałości burżuazji.

Jeśli teraz chcesz dokładnego historycznego projektu badawczego wyjaśniającego słabość instytucji demokratycznych na Wschodzie i ich skłonność do autorytaryzmu, jego rozpoznania nie będą dotyczyć ograniczeń burżuazji, ale słabości ruchu robotniczego i organizacji chłopskich, a także partii reprezentujących interesy tych klas. Słabość tych sił politycznych w swego rodzaju dyscyplinowaniu klasy kapitalistycznej jest odpowiedzią na pytanie postawione przez subaltern studies. Pytanie to brzmi: ,,Dlaczego kultura polityczna jest tak różna na Globalnym Południu i Globalnej Północy?” Tu badacze powinni szukać odpowiedzi: w dynamice organizacji ludowej i partiach organizacji ludowej, a nie w jakimś domniemanym niepowodzeniu klasy kapitalistycznej, która na Wschodzie nie była bardziej oligarchiczna i autorytarna niż na Zachodzie.

Jesteś bardzo krytyczny względem teorii postkolonialnej. Czy nie dostrzegasz jednak czegoś uzasadnionego i wartościowego w jej oskarżeniach kierowanych w stronę postkolonialnego porządku?

Tak, tkwi w niej pewna wartość, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się dorobkowi Guhy. We wszystkich jego pracach, szczególnie w Dominance Without Hegemony, dostrzegam bardzo słuszną krytykę i ogólną pogardę względem mocodawców w krajach takich jak Indie. To wyjątkowo pozytywna alternatywa dla nacjonalistycznej historiografii, która obowiązywała przez dziesięciolecia w Indiach, gdzie przywódcy ruchu niepodległościowego byli postrzegani na wzór zbawicieli. Upór Guhy, że to przywództwo nie tylko nie było wybawieniem, ale że w rzeczywistości było odpowiedzialne za wiele defektów postkolonialnego porządku, zasługuje na pochwałę i aprobatę.

Problemu nie stanowi jego opis postkolonialnego ładu; problemem jest jego diagnoza dotycząca tego, skąd pochodzą te słabości i jak można je naprawić. Całkowicie popieram postawę Guhy wobec elity indyjskiej i jej popleczników. Problem polega na tym, że jego analiza przyczyn jest tak chybiona, iż staje się przeszkodą na drodze ku właściwej odpowiedzi i krytyce tego porządku.

A co z Parthą Chatterjee? Czy jego praca nie proponuje poważnej krytyki państwa postkolonialnego w Indiach?

Niektóre jej aspekty tak. Na czysto opisowym poziomie prace Chatterjeego dotyczące nacjonalizmu, podobnie jak te Guhy, wskazują na ograniczoność trosk nacjonalistycznego przywództwa, jego wierność interesom elit oraz podejrzliwość wobec ludowej mobilizacji. Wszystko to należy pochwalić.

Problemem po raz kolejny jest diagnoza. W przypadku Chatterjeego słabości indyjskiego ruchu narodowego przypisywane są jego przywództwu o określonym etosie, a jest to etos i orientacja, które towarzyszą modernizacji i modernizmowi. Tak więc dla Chatterjeego problem z Nehru polega na tym, że ten bardzo szybko zajął modernizacyjne stanowisko wobec ekonomii politycznej. Innymi słowy, kładł on duży nacisk na naukowe podejście do uprzemysłowienia, do racjonalnego planowania i organizacji – to jest właśnie, dla Chatterjeego, główną przyczyną zablokowania Indii w pozycji „nieprzerwanego podporządkowania” w globalnym ładzie.

Można się zgodzić, że Nehru reprezentował wąski zestaw interesów, ale lokalizowanie źródeł jego konserwatyzmu w przyjęciu stanowiska modernizacyjnego, naukowego światopoglądu, poważnie chybia celu, gdy idzie o ustalenie, na czym polegał jego problem. Jeśli problem z elitą postkolonialną polega na tym, że ta przyjęła naukowy i racjonalny światopogląd, powstaje pytanie: jak teoretycy postkolonialni planują wyjść z obecnych kryzysów – nie tylko ekonomicznych i politycznych, ale także ekologicznych – skoro twierdzą, że nauka, obiektywizm, dowody, obawy związane z rozwojem, powinny zostać porzucone?

Chatterjee nie znajduje drogi wyjścia. Moim zdaniem problem z przywództwem Nehru i Indyjskiego Kongresu Narodowego nie polegał na tym, że byli naukowi i modernizacyjni, ale że połączyli swój program z interesami indyjskich elit – indyjskiej klasy kapitalistycznej i indyjskiej klasy posiadaczy ziemskich – klasy właścicieli – oraz zrezygnowali ze swojego zaangażowania w ludową mobilizację i próbowali utrzymywać klasy ludowe pod bardzo ścisłą kontrolą.

Podejście Chatterjeego, choć nosi oznaki radykalnej krytyki, w istocie jest dość konserwatywne, lokalizuje bowiem naukę i racjonalność na Zachodzie, a tym samym opisuje Wschód w podobny sposób, jak czynili to kolonialni ideologowie. Jest także konserwatywne dlatego, że nie pozostawia żadnych narzędzi, dzięki którym moglibyśmy skonstruować bardziej humanitarny i bardziej racjonalny porządek, że bez względu na to, jaką drogę obierzesz – czy podejmiesz próbę wyjścia z kapitalizmu w kierunku socjalizmu, humanizowania kapitalizmu poprzez jakąś formę demokracji społecznej czy złagodzenia katastrofy ekologicznej poprzez nieco bardziej racjonalne wykorzystanie zasobów – wszystko to będzie wymagało rzeczy, które Chatterjee kwestionuje: nauki, racjonalności, pewnego rodzaju planowania. Sądzę, że lokalizowanie w nich źródeł marginalizacji Wschodu jest nie tylko błędne, ale również dość konserwatywne.

Ale czy nie ma nic wartościowego w krytyce, jaką teorie postkolonialne wysuwają wobec marksizmu oraz innych form zachodniej myśli zakorzenionych w oświeceniu, że są europocentryczne?

Cóż, musimy rozróżnić dwie formy europocentryzmu: jedna jest w pewien sposób neutralna i nieszkodliwa, i zakłada, że teoria jest europocentryczna, o ile jej podstawa dowodowa pochodzi głównie z badań nad Europą. W tym sensie oczywiście wszystkie zachodnie teorie, które znamy, aż do końca dziewiętnastego wieku w głównej mierze przytaczały dowody i dane z Europy, ponieważ badania, literatura antropologiczna i historyczna na Wschodzie, nie były dość rozwinięte. W tym sensie wszystkie one były europocentryczne.

Sądzę, że ten rodzaj europocentryzmu jest naturalny i chociaż niesie ze sobą wiele problemów, to tak naprawdę nie może zostać oskarżony. Najbardziej niebezpieczna forma europocentryzmu – ta, którą tropią teoretycy postkolonialni – występuje tam, gdzie wiedza oparta na konkretnych faktach dotyczących Zachodu jest projektowana na Wschód i może wprowadzać w błąd. Rzeczywiście, teoretycy postkolonialni oskarżyli teoretyków zachodnich, ponieważ ci nie tylko w niedozwolony sposób projektują na Wschód pojęcia i kategorie, które mogą nie mieć tam zastosowania; oprócz tego systematycznie ignorują dowody, które są dostępne i mogą wygenerować lepszą teorię.

Jeśli chodzi o europocentryzm drugiego rodzaju, istniały w historii myśli marksistowskiej elementy, które padły jego ofiarą. Jeśli jednak spojrzymy na rzeczywistą historię rozwoju teorii, takie przypadki były dość rzadkie.

Od początku dwudziestego wieku prawdziwe jest stwierdzenie, że marksizm jest jedyną teorią historycznych zmian wywodzącą się z Europy, która stale zmaga się ze specyfiką Wschodu. Jednym z najciekawszych faktów na temat subaltern studies i teorii postkolonialnej jest to, że to ignorują. Począwszy od rewolucji rosyjskiej z 1905 roku, poprzez rewolucję 1917 roku, rewolucję chińską, afrykańskie ruchy dekolonizacyjne, aż po ruchy partyzanckie w Ameryce Łacińskiej – wszystkie te społeczne wstrząsy generowały próby zdefiniowania specyfiki kapitalizmu w krajach poza Europą.

Można wymienić kilka konkretnych teorii wywodzących się z marksizmu, które nie tylko dotyczyły specyfiki Wschodu, ale wyraźnie odrzucały teleologię i determinizm, przez subaltern studies uważane za centralne dla marksizmu: teoria Trockiego o kombinowanym i nierównym rozwoju, teoria imperializmu Lenina, teoria artykulacji sposobów produkcji itd. Każda z tych teorii stanowiła potwierdzenie, że społeczeństwa rozwijające się nie wyglądają jak społeczeństwa europejskie.

Jeśli chcesz zapunktować, możesz przywoływać przykłady utrzymującego się tu i ówdzie europocentryzmu w marksizmie. Jeśli jednak spojrzeć na bilans, to ogólny wynik nie tylko jest całkiem pozytywny – w porównaniu z orientalizmem, wskrzeszonym przez subaltern studies, marksizm i oświeceniowa tradycja zdają się dostarczać bardziej naturalnych ram dla zrozumienia specyfiki Wschodu niż teoria postkolonialna.

Trwałą zasługą teorii postkolonialnej – z której w mojej opinii będzie znana, jeśli będzie pamiętana za pięćdziesiąt lat – będzie odrodzenie kulturowego esencjalizmu i jej działanie po stronie orientalizmu, a nie jako antidotum na niego.

Wszystko to rodzi pytanie: dlaczego teoria postkolonialna zyskała taki rozgłos w ostatnich kilku dekadach? Dlaczego udało jej się wyrugować te idee, których bronisz w swojej książce? Najwyraźniej teoria postkolonialna wypełniała przestrzeń zajmowaną przez różne formy marksistowskiej i inspirowanej marksizmem myśli, a w szczególności wpłynęła na znaczną część anglojęzycznej lewicy intelektualnej.

Moim zdaniem rozgłos ma wyłącznie społeczne i historyczne przyczyny; nie odzwierciedla wartości teorii i właśnie dlatego postanowiłem napisać tę książkę. Myślę, że teoria postkolonialna zyskała znaczenie z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że po upadku ruchu robotniczego i kruszeniu się lewicy w latach siedemdziesiątych w świecie akademickim nie zaistniała żadna istotna teoria, która skupiałaby się na kapitalizmie, klasie robotniczej czy walce klasowej. Wiele osób na to wskazywało: w warunkach uniwersyteckich dość nierealistyczne jest wyobrażenie, że jakakolwiek krytyka kapitalizmu z perspektywy klasowej będzie miała wzięcie, z wyjątkiem okresów, w których ma miejsce ogromny niepokój i wstrząs społeczny.

Ciekawie brzmi więc pytanie, dlaczego w ogóle istnieje jakaś teoria nazywająca się radykalną, skoro nie jest klasycznie antykapitalistyczna. Myślę, że ma to związek z dwoma rzeczami: po pierwsze, ze zmianami na uniwersytetach ostatnich trzydziestu lat, w efekcie których uniwersytety nie są już wieżami z kości słoniowej, jakimi były kiedyś. Stały się instytucjami masowymi, zostały otwarte na grupy, które w przeszłości były trzymane na zewnątrz: mniejszości rasowe, kobiety, imigrantów z krajów rozwijających się. To wszystko ludzie, którzy doświadczają różnego rodzaju ucisku, ale niekoniecznie klasowej eksploatacji. Istnieje więc, od pewnego czasu, podstawa do istnienia tego, co możemy nazywać badaniami nad uciskiem (oppression studies), które są postacią radykalizmu – są one ważne i potrzebne. Nie tworzą ich jednak środowiska zainteresowane kwestiami walki klasowej, formowania się klas czy innymi rzeczami, o których mówili marksiści.

Uzupełnieniem tego były przeobrażenia inteligencji. Pokolenie ‘68 nie stało się głównym nurtem, ponieważ się zestarzało. Niektórzy chcieli dotrzymać moralnych i etycznych zobowiązań wobec radykalizmu. Jednak podobnie jak wszyscy inni zbyt daleko odeszli oni od klasowo zorientowanego radykalizmu. Istniały więc ruchy oddolne, stwarzające rodzaj zapotrzebowania na teorie skupiające się na ucisku, i ruchy odgórne, akademickie, oferujące teorie skoncentrowane na ucisku. Tym, co sprawiło, że się zbiegły, było nie tylko skupienie się na opresji, ale wycięcie z opowieści klasowego ucisku i klasowej eksploatacji. Teoria postkolonialna, jako że usuwa z własnych ram kapitalizm i klasę – ponieważ bagatelizuje dynamikę wyzysku – świetnie tu pasuje.

Jak postrzegasz perspektywy dla teorii postkolonialnej? Czy spodziewasz się, że w najbliższym czasie będzie ona gasnąć i wewnątrz akademii, i na lewicy?

Nie, nie spodziewam się tego. Nie sądzę, żeby teoria postkolonialna była zagrożona wyparciem przez inną teorię, przynajmniej w najbliższym czasie. Mody akademickie przychodzą i odchodzą, nie w związku ze słusznością konkretnych twierdzeń czy wartością propozycji, ale ze względu na ich relację z szerszym otoczeniem społecznym i politycznym. Ogólna dezorganizacja świata pracy i lewicy, która stwarzała warunki do powstawania teorii postkolonialnych, nadal ma miejsce. Co więcej, teoria postkolonialna ma co najmniej dwa pokolenia naukowców, którzy postawili na nią całą karierę; mają oni pół tuzina czasopism poświęconych temu zagadnieniu; jest też armia absolwentów studiów wyższych realizujących wywodzące się z niej projekty badawcze. Ich materialne interesy są bezpośrednio związane z sukcesem tej teorii.

Możesz krytykować wszystko, co tylko chcesz, ale dopóki nie powstanie ten rodzaj ruchów, który w pierwszych latach po I wojnie światowej, lub pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych, uczynił marksizm znaczącym, nie doczekasz się zmiany. W rzeczywistości to, co możesz zaobserwować, to dość szybka i złośliwa reakcja na wszelkie możliwe krytyki. Moje smutne, ale – jak sądzę – realistyczne prognozy są takie, że teoria postkolonialna będzie nam towarzyszyć jeszcze przez jakiś czas.

 

Przełożyła: Marta Wicha

 

Vivek Chibber jest profesorem socjologii na Uniwersytecie Nowojorskim. Jego ostatnia książka Postcolonial Theory and the Specter of Capital została wydana przez Verso.

Jonah Birch jest absolwentem socjologii Uniwersytetu w Nowym Jorku i redaktorem współpracującym z Jacobin

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

 

 

W swojej pracy Money and Totality Fred Moseley mierzy się z niesławnym problemem transformacji – rzekomym błędem Marksa, polegającym na nieprzekształceniu przez niego wkładów kapitału zmiennego i stałego z wartości w ceny produkcji w dziewiątym rozdziale III tomu Kapitału (Marks 1957, 165–169). Moseley w interesujący sposób argumentuje, że problemu transformacji nie ma, a oponenci Marksa opierają się na koncepcjach, które w istocie z teorią Marksa nie mają zbyt wiele wspólnego. Choć sam problem może wydawać się techniczny, to wbrew pozorom dotyka on ważnych kwestii związanych z tym, jak rozumieć Marksowską teorię wartości opartej na pracy (Nowak-Posadzy 2015). Koncepcja wartości i pieniądza rozumianego jako ogólna forma przejawiania się wartości to fundament całej architektoniki Marksowskiego projektu. Moseley nie tylko stara się przedstawić spójną pod względem ilościowym procedurę przekształcenia wartości w ceny, ale także ująć ją w szersze ramy Marksowskiej teorii. Jego głównymi oponentami w książce pozostają ekonomiści, którzy sądzą, że popełniony przez Marksa błąd powoduje logiczną niespójność pomiędzy I a III tomem Kapitału, co w najgorszym razie prowadzi do całkowitego odrzucenia Marksowskiej teorii wartości (Böhm-Bawerk 1949, 101), a w najlepszym do utrzymania jej z poważnymi zastrzeżeniami (Bortkiewicz 1949, Samuelson 1970, Morishima 1973, Steedman 1977) .

            Problem transformacji w kanonicznej formie zostaje przedstawiony na początku dwudziestego wieku w pracy Władysława Bortkiewicza, matematyka i ekonomisty polskiego pochodzenia. Bortkiewicz jest twórcą, jak określa to Moseley, standardowej interpretacji Marksowskiej procedury przekształcenia wartości w ceny. Sama kwestia transformacji pojawia się u Marksa na przecięciu koncepcji konkurencji i teorii wartości dodatkowej – Marks w III tomie Kapitału stara się pokazać, jak powstaje ogólna stopa zysku w sytuacji zróżnicowanego organicznego składu poszczególnych kapitałów. Uznaje on, że ceny produkcji równają się cenie kosztu plus ogólnemu zyskowi, który zostaje rozdystrybuowany proporcjonalnie między poszczególnymi sferami produkcji w taki sposób, że odchylenia ceny od wartości wzajemnie się niwelują.

            Główny zarzut, który stawiają Marksowi zwolennicy interpretacji standardowej i na który Moseley chce odpowiedzieć, polega na tym, że nie przekształcił on w ceny produkcji wejściowych wartości kapitału zmiennego i stałego (Bortkiewicz 1949, 201). Marks zakłada, że są one takie same zarówno wtedy, gdy liczy średnie stopy zysku dla każdej ze sfer produkcji, jak i wtedy, gdy oblicza ogólną stopę zysku dla całego kapitału. W tym drugim przypadku przekształca tylko wytworzone już wartości towarów w ceny produkcji, ale nie wejściowe wkłady, dzięki którym te towary zostały wytworzone (Marks 1957, 167). Procedura Marksa jest przez to logicznie niespójna. Nie można też powiedzieć, że kapitaliści w danym sektorze najpierw kupują wkłady po hipotetycznych cenach wartości, a następnie sprzedają w cenach produkcji, dlatego że zarówno wejściowe wkłady, jak i wytworzone towary są wobec siebie współzależne i pokrywają się ze sobą – na przykład wartość kapitału zmiennego, która zaprzęgnięta zostaje do wytworzenia środków produkcji, jest jednocześnie w części wytworzonymi przez inny kapitał środkami konsumpcji.

            Poprawka Bortkiewicza, oparta na serii symultanicznych równań, prowadzi do rezultatów, które nie pozwalają utrzymać w pełni Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 224). Nie zostaje zachowana zakładana przez Marksa równość globalnej wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości. Inaczej też kształtują się stopy zysku. W systemie cenowym różni się ona od tej w systemie wartościowym. Konsekwencje, jakie wyciąga z tego Bortkiewicz, a później również Sweezy, bo to on popularyzuje poprawkę Bortkiewicza w zachodniej myśli ekonomicznej, nie były wcale uznane za druzgocące (Moseley 2016, 226). Dopiero później, gdy na horyzoncie pojawiają się Piero Sraffa i jego następcy, którzy często z Marksem sympatyzują, Marksowska teoria wartości staje się z uwagi na problem transformacji coraz bardziej marginalizowana.

            Dla ekonomistów marksistowskich stawka w sporze jest wysoka – nie chodzi tu tylko o przywrócenie należytej wagi Marksowskiej koncepcji wartości, ale też o to, że problem transformacji wpływa na kluczowe elementy teorii Marksa – zwłaszcza na prawo zniżkowej tendencji stopy zysku (Kliman 2007, 114). Moseley w swojej książce dowodzi, że Marksowskiej teorii wyzysku i wartości nieodłącznie towarzyszy aspekt ilościowy, który jego interpretacja rehabilituje, co umożliwia operacjonalizację Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 374). Choć Moseley nie zajmuje się tym w swojej książce, to jasne jest, że za – wydawałoby się – technicznym sporem stoi też kwestia polityczna – na przykład zachowanie aktualności prawa zniżkowej tendencji stopy zysku pozwala na pokazanie rewolucyjnych implikacji Marksowskiej teorii ekonomicznej, która w ten sposób może stać w opozycji do alternatywnych ekonomii heterodoksyjnych – zwłaszcza pokeynesowskich.

            Praca Moseleya składa się z trzech części. Pierwsza poświęcona jest rozwiązaniu problemu transformacji, a tak naprawdę pewnej rekonstrukcji Marksowskiej siatki pojęciowej. Tu szczególnie istotny jest drugi rozdział, w którym znajduje się algebraiczne podsumowanie interpretacji Moseleya. W kolejnych rozdziałach Moseley zajmuje się oparciem swojej koncepcji w źródłowych tekstach Marksa. Ostatnia część książki poświęcona jest analizie rozwiązań problemu transformacji zaproponowanych przez innych marksistów, a także odpowiedziom krytyków koncepcji Moseleya. Autor od lat bierze udział w debatach wokół problemu transformacji i część tekstów, które znajdują się książce, publikowana była już wcześniej. Tworzy ona jednak spójną całość, którą można traktować jako zwieńczenie dorobku autora.

            W recenzji podążam za strukturą książki Moseleya. Jego rozwiązanie problemu transformacji, a raczej wykazanie, że tego problemu w ogóle nie ma, jest jego głównym argumentem, więc zaczynam od jego zarysowania na tle interpretacji standardowej. Następnie przechodzę do omówienia źródłowego oparcia interpretacji w tekście Marksa, a na koniec przyglądam się krytykom koncepcji Moseleya, które on sam omawia w ostatniej części swojej pracy.

            Trzeba mieć na uwadze to, że Moseley jest ekonomistą i jego praca skierowana jest głównie do ekonomistek i ekonomistów, którzy mają pewną wiedzę na temat poruszanej problematyki. Wywód Moseleya jest momentami dość techniczny. Jego celem nie jest też, choć znakomicie orientuje się w projekcie Marksa, dokonanie całościowej rekonstrukcji Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej, ale przedstawienie przede wszystkim tych jej wątków, które wiążą się z problematyką transformacji.

            Główne cechy swojej koncepcji Moseley przedstawia w formie algebraicznej w drugim rozdziale swojej książki. Jego reinterpretacja najbardziej zbliżona jest do „New Interpretation” Duncana Foleya i „Temporal Single System Interpretation” Andrew Klimana. Warto zauważyć, że obie interpretacje, a zwłaszcza ta pierwsza (Fine 2004, 4), opierają się na pracy Isaaka Rubina Essays on Marxʼs Theory of Value, która w świecie anglosaskim miała duży wpływ na postrzeganie projektu Marksa. Rubin podkreśla ważną rolę pieniądza jako koniecznej społecznej formy, związanej ze specyficznym dla kapitalistycznego sposobu produkcji podziałem pracy i sposobem wymiany, poprzez którą przejawia się wartość (Rubin 1978, 68). Pieniądz pełni szczególną funkcję – jest namacalnym i bezpośrednim wyrazem wartości oraz, leżącej u jej podstaw, społecznej „substancji wartościotwórczej”: pracy abstrakcyjnej (Marks 1968, 43). Pieniądz zatem odgrywa rolę koniecznego ogniwa pośredniczącego pomiędzy producentami, co umożliwia wycenę towarów. Takie ujęcie kładzie silny nacisk na realizację wartości w wymianie, choć Moseley jednocześnie, nie idąc śladem „Value Form Theory”, utrzymuje substancjalny charakter pracy abstrakcyjnej, co pozwala mu na jej ilościowe ujęcie (Moseley 1997, 7). Postrzeganie teorii wartości Marksa przede wszystkim jako teorii monetarnej rzuca inne światło na problem transformacji. Dzięki temu Moseley problem przekształcenia wartości w ceny sytuuje, podobnie jak zwolennicy „New Interpretation”, w ramach ruchu kapitału P – T – P’, gdzie P’ = P + P∆ (Moseley 2016, 254), a nie wiąże go, jak robią to zwolennicy interpretacji tradycyjnych, z przejściem od hipotetycznego systemu wartościowego do systemu cenowego.

            Moseley argumentuje, że interpretacja Bortkiewicza-Sweezyʼego, jego głównych oponentów, zakłada, iż w teorii Marksa można wyróżnić dwa systemy – wartościowy i cenowy, które autorzy ci rozpatrują w kontekście prostej reprodukcji kapitału i trzech działów, zajmujących się produkcją środków produkcji, konsumpcji i dóbr luksusowych. Interpretacje dualne przyjmują, że systemy wartościowe i cenowe są wobec siebie niezależne. W systemie wartościowym wkłady i wytworzony produkt są liczone w wartości (czasie pracy), a w systemie cenowym w cenach. W ten sposób kształtują się też dwie różne stopy zysku, jedna wyrażona w cenach, a druga w wartościach. Towary mają więc tak naprawdę dwie ceny kosztów – cenową i wartościową. Wskazany przez Bortkiewicza błąd Marksa, polegający na nieprzekształceniu przez niego wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, uniemożliwia dochowanie reguł prostej reprodukcji kapitału, która zakłada równowagę całego systemu w danym okresie.

            Poprawka, którą proponują Bortkiewicz i Sweezy, polega na symultanicznym przekształceniu wszystkich kapitałów w ceny produkcji – włącznie z pierwotnym wkładem kapitału stałego i zmiennego, biorąc pod uwagę metody produkcji (współczynnik transformacji, czyli stosunek cen produkcji każdej sfery produkcji do zastosowanej w niej pracy) i płace (rozumiane tutaj jako ilość towarów, która pozwala na utrzymanie się robotników) – za pomocą serii równań (Bortkiewicz 1949, 202). Stopa zysku i ceny produkcji są określane dokładnie w tym samym momencie. Poprawka Bortkiewicza i Sweezyʼego powoduje, że nie da się utrzymać równości sum zakładanych przez Marksa – sumy wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości; zachowana zostaje tylko równość sum wartości dodatkowej wyrażonej w wartości i cenach produkcji, co można zilustrować dwoma tabelami (Moseley 2016, 226):

 C (kapitał stały)V(kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Stopa zysku
Dział I20510268375.22
Dział II20168112300.59
Dział III1503020200.11
Suma375300200875.30

Tabela 1: Hipotetyczny system, w którym towary wymieniają się według wartości

 

 C (kapitał stały)V (kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Cena produkcjiStopa zysku
Dział I1704497375312.45
Dział II177741300130.43
Dział III1251362200200.45
Suma312130200641.44

Tabela 2: Realny system, w którym wartość towarów wyrażana jest w cenach produkcji

 

W interpretacji Moseleya nie ma dwóch systemów, ale tylko jeden – realna gospodarka, w której najpierw na poziomie makro określa się całkowitą wartość dodatkową, globalnie wytwarzaną przez klasę robotniczą, a później na poziomie mikro wartość dodatkowa jest dystrybuowana między poszczególne kapitały. Kluczowe jest to, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim momencie tej procedury mowa jest o aktualnych cenach kosztu towarów, które nabywane są za z góry daną sumę pieniędzy. Gdy Moseley tłumaczy powstanie cen produkcji, czyli proces, w którym mamy do czynienia z wieloma kapitałami i ogólną stopą zysku, podkreśla to, że nie zmienia w zasadniczy sposób swojej perspektywy. Teoria wartości dodatkowej i teoria cen odnoszą się dokładnie do tej samej kwestii, czyli do wyrażonej w pieniądzu sumy, która jest podstawą inwestycji kapitalisty. Marks nie zmienia perspektywy pomiędzy I a III tomem Kapitału. Kapitaliści, zgodnie z ruchem P – T – P’, najpierw „wyciągają” z cyrkulacji już określoną sumę, za którą nabywają środki produkcji i konsumpcji, wyzyskują siłę roboczą, a następnie z zyskiem, który zawdzięczają zatrudnionej pracy, mogą zrealizować swoją inwestycję. Zainwestowana przez kapitalistę suma pieniężna (P), przy założeniu stałej wydajności pracy, będzie wchodzić w skład wytworzonego towaru i, jeżeli mowa o kapitale stałym, nie może być ona wyższa od ceny zakupionych wcześniej środków produkcji, a jeżeli chodzi o kapitał zmienny, który opłaca siłę roboczą, to tylko tutaj, dzięki różnicy między pracą a siłą roboczą, kapitalista może liczyć na zwiększenie się wyjściowej inwestycji, co wyraża się w postaci P’ (Moseley 2016, 33). Wielkość wartości dodatkowej jest kształtowana na poziomie makroekonomicznym, na poziomie globalnej walki klasowej. Wyrównywanie się stopy zysku w interpretacji Moseleya przypomina w istocie tautologiczną operację, która polega na tym, że na poziomie poszczególnych kapitałów całkowita wartość dodatkowa zostaje rozdystrybuowana proporcjonalnie do organicznych składów indywidualnych kapitałów. W tej operacji Moseley zakłada, że cena kosztu towaru pozostaje – niezależnie od tego, czy towary wymieniają się proporcjonalnie do uprzedmiotowionej w nich pracy, czy nie – taka sama. W tym drugim przypadku, czyli gdy mowa o poszczególnych kapitałach, mamy tylko do czynienia z modalnością polegającą na tym, że do ceny kosztu dolicza się również rozdystrybuowany pomiędzy kapitałami ogólny zysk. Nie jest zatem tak, jak przedstawia to standardowa interpretacja, że cena kosztu, która określa wartość towaru, jest inna niż cena kosztu, która określa ceny produkcji. Bortkiewicz i Sweezy zakładają, że cena kosztu towaru wyrażona w wartościach równa jest wartości środków konsumpcji i środków produkcji, a cena kosztu zastosowana w określaniu cen produkcji ma się równać cenom produkcji środków produkcji i konsumpcji. Moseley sądzi jednak, jak już odnotowano, że Marks nie zmienia swojego podejścia między I a III tomem Kapitału (Moseley 2016, 195), a zatem nie popełnia błędu, który polega na nieprzekształceniu ceny kosztu w tabeli cen produkcji, bo nie musi tego robić. W obu tabelach, które przedstawia, mowa jest dokładnie o tym samym, czyli o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego.

            Moseley traktuje wartość zarówno kapitału zmiennego, jak i stałego jako dane z góry sumy wyrażone w pieniądzu. Marksowska teoria jest więc tak naprawdę teorią monetarną – nie ma w niej miejsca na hipotetyczny system stricte wartościowy, który wymaga uaktualnienia przy rozpatrywaniu cen produkcji. Podobnie jak Foley w „New Interpretation” Moseley posługuje się koncepcją MELT („money expression of labour time”), która nadaje wspólną miarę wartości towarów, rozumianą jako uprzedmiotowiona praca abstrakcyjna i jako ceny (Foley 1982, 41). Nowo utworzona w danym okresie wartość jest rozumiana jako iloczyn wydatkowanego w tym okresie czasu pracy i współczynnika, w którym kluczowe znaczenie ma, zakładając towarową koncepcję pieniądza, czas pracy konieczny do wydobycia złota.

            Ważne jest to, że proces dystrybucji całkowitego zysku pomiędzy indywidualne kapitały i kształtowania się cen produkcji u Moseleya nie ma charakteru czysto konceptualnego i symultanicznego, ponieważ jest on rozciągnięty w czasie, co zbliża koncepcję Moseleya do „Temporal Single System Interpretation” Klimana (Kliman 2007, 163). Jak widzieliśmy wcześniej, zgodnie ze schematem P – T – P’ kapitalista najpierw nabywa środki konsumpcji i produkcji, a dopiero później realizuje zysk. Oznacza to, że nowo wytworzona wartość nie może być, jak chcieliby Bortkiewicz i Sweezy, określona symultanicznie z wartością pierwotnie zainwestowaną. Proces pomnażania kapitału rozciągnięty jest w czasie i nie da się w tym samym momencie określić P i P’. Moseley zatem, przyjmując bardziej realistyczne założenia w swojej koncepcji, które uwzględniają rozciągnięcie w czasie kapitalistycznej produkcji, argumentuje za sekwencyjnym charakterem kształtowania się cen produkcji. Jest to wspomniane wcześniej przejście z globalnej sumy wartości dodatkowej do jej dystrybucji na poziomie indywidualnych kapitałów.

            Rozwiązanie problemu transformacji, jakie proponuje Moseley, nie polega na poprawieniu Marksa, jak czynił to na przykład Bortkiewicz, ale na pokazaniu, że Marks błędu w ogóle nie popełnia. Moseley uznaje, że nie ma potrzeby przekształcenia wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, o których miał zapomnieć Marks, ponieważ mowa jest o realnej gospodarce kapitalistycznej, której struktura określana jest przez ruch kapitału pieniężnego, co oznacza, że wartości wkładów już z góry są dane i wycenione jako równe albo dążące do swoich cen produkcji. Moseley traktuje zatem, podobnie jak Foley w „New Interpretation, wartość kapitału zmiennego nie jako sumę towarów potrzebnych do biologicznej reprodukcji robotników, do czego zbliżał się czasami Marks, ale jako cenę nabywanych przez nich środków konsumpcji. Moseley idzie jednak dalej niż Foley, w analogiczny sposób traktując kapitał stały, który również ujmuje jako określoną z góry sumę pieniężną (Moseley 2016, 257). Autor Money and Totality może w ten sposób zachować jednocześnie obie sumy, które zakładał Marks – suma wartości dodatkowej równa się zyskowi, a ceny produkcji równają się wartościom. Stopa zysku, co jest szczególnie istotne z uwagi na próby zoperacjonalizowania Marksowskiej teorii, jest jedna i wyrażona w formie pieniężnej, a nie w formie wartości. Kształtuje się na poziomie globalnej walki klasowej, a nie dopiero w momencie przeprowadzenia transformacji indywidualnych wartości towarów w ich indywidualne ceny produkcji, jak chcieliby zwolennicy interpretacji standardowej.

            Warto zwrócić uwagę na to, że choć Moseley nie zajmuje się w swojej książce zbyt obszernie kwestią pieniądza nietowarowego, ponieważ nie był to przyjęty przez Marksa paradygmat, powstaje pytanie, na ile dzisiaj jego interpretacja może być aktualna. Moseley w dalszej części pracy napomyka o tym, że Marksowska teoria jest aktualna również dla pieniądza nietowarowego (Moseley przekształca w tym celu definicję MELT), ale można mieć wątpliwości co do tego, jak wiele Moseley pozostawia przestrzeni na wpływ czynników instytucjonalnych na określenie wartości pieniądza, zwłaszcza że nawet przy zmienionej definicji MELT, w której uwzględnia pieniądz papierowy, złoto dalej odgrywa rolę kluczową (Moseley 2016, 216; Moseley 2011).

            W kolejnej części książki autor zajmuje się źródłowym osadzeniem swojej interpretacji w tekstach Marksa. Jest to lektura Marksa dość specyficzna, bo jej wiodącym motywem jest problem transformacji, który dla samego Marksa pozostawał kwestią dość marginalną. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że Marks sam nie był zawsze w swoich tekstach jednoznaczny, Kapitału nigdy nie ukończył, a z późniejszych, wyrafinowanych matematycznie interpretacji przekształcenia wartości w ceny nie mógł zdawać sobie sprawy, interpretacja ta otwiera bardzo szerokie pole możliwości odczytań jego tekstów również z perspektywy teorii cen.

            Tekstualnej interpretacji Moseley poświęca tak naprawdę większość swojej książki. Bardzo skrupulatnie i obszernie omawia kwestie związane z Marksowską teorią cen przedstawioną nie tylko w Kapitale. Moseley omawia między innymi Zarys krytyki ekonomii politycznej, Rękopisy z lat 1861–1863. Rękopisy z lat 1864–1865, Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji. Obszerność materiału źródłowego, który rozpatruje Moseley, jest imponująca. Nie pozostawia bez analizy chyba żadnego fragmentu z prac Marksa, który dotykałby problemu transformacji.

            Autor przedstawia dwie hipotezy interpretacyjne – projekt Marksa ma dwa poziomy abstrakcji, które opierają się na ruchu kapitału P – T – P’. Najpierw w grę wchodzi poziom produkcji wartości dodatkowej, a następnie jej dystrybucji, przy czym, co ma szczególne znaczenie dla problemu transformacji, produkcja wartości dodatkowej jest krokiem logicznie wcześniejszym niż jej dystrybucja. Dwa poziomy abstrakcji, Moseley w tej kwestii podąża za Romanem Rosdolskym, odzwierciedlają Marksowski podział na kapitał w ogóle (czyli esencjonalne określenia kapitału, które odróżniają go od pieniądza i innych form wartości) i wiele kapitałów, poziom konkurencji (Rosdolsky 1977). Taka hipoteza interpretacyjna bliska też jest na przykład podejściu Henryka Grossmana, który zwracał uwagę na to, że struktura Kapitału opiera się na serii abstrakcji, zbliżających się sukcesywnie do faktycznego funkcjonowania kapitalizmu (Grossman 1992, 30). Warto odnotować fakt, że ujęcie to ma zwykle również swoje implikacje w kwestii wyjaśnienia natury kryzysów. Ich źródłem jest logicznie wcześniejszy etap produkcji wartości dodatkowej, a nie jej realizacja na rynku (Mattick 1969). U Marksa podział ten jest inspirowany, według Moseleya, Heglowską Nauką logiki, a konkretnie relacją między ogólnością a szczegółowością w ramach pojęcia. Autor Money and Totality jednak tego wątku nie rozwija – dla jego interpretacji problemu transformacji nie ma on w zasadzie żadnego znaczenia.

            Moseley wiążę dystynkcję między poziomami abstrakcji z ilościowym sposobem, w jaki Marks radzi sobie z kwestią transformacji. Całkowitą ilością wartości dodatkowej i jej powstaniem Marks zajmuje się, według Moseleya, w I tomie Kapitału, tom III natomiast ma być poświęcony dystrybucji wartości dodatkowej między poszczególne kapitały i powstaniu cen produkcji. Całkowita ilość wartości dodatkowej jest traktowana jako pierwotna dana, która następnie zostaje jedynie rozparcelowana między poszczególne kapitały. Moseley chce podkreślić, że przejście między I a III tomem Kapitału nie dotyczy przede wszystkim, jak chcieliby zwolennicy tradycyjnej interpretacji, kwestii kształtowania się indywidualnych cen najpierw (w I tomie Kapitału) proporcjonalnie do wartości towaru, a później (w III tomie) z uwzględnieniem odchyleń od uprzedmiotowionej w danym towarze wartości, ale różnicy między całym kapitałem a poszczególnymi kapitałami. Dopiero w tych szerszych ramach można ująć problem transformacji.

            Cena, jaką Moseley musi zapłacić za swoje podejście, jest dość wysoka. Po pierwsze, nie do końca jest jasne, w jaki sposób przyjęcie tego, że u Marksa można wyróżnić dwa poziomy abstrakcji, miałoby cokolwiek zmienić w kwestii transformacji wartości w ceny produkcji. Problem polega na tym, że takie ujęcie samo w sobie nie zaprzecza symultanicznej metodzie określania cen produkcji, jaką proponują Bortkiewicz i Sweezy, i może być z takim podejściem zgodne. Dopiero uwzględnienie tego, że ilość wartości dodatkowej nie może zmienić się w procesie przekształcenia wartości w ceny produkcji, zaprzecza interpretacji standardowej, co oczywiście Moseley też robi, ale to samo w sobie, moim zdaniem, nie musi koniecznie iść w parze z założeniem, iż Marks przyjmował w swojej teorii dwa poziomy abstrakcji. Moseley nie pokazuje dostatecznie wyraźnie związku między jakościowym i ilościowym aspektem podziału na kapitał w ogóle i wiele kapitałów. Po drugie, podnoszony też jest zarzut, że Marks, pisząc Kapitał, tę kluczową dystynkcję porzuca, ponieważ na poziomie kapitału w ogóle nie był on w stanie, bez odniesienie się do konkurencji, wyjaśnić powstania ogólnej stopy zysku (Heinrich 1989). Moim zdaniem jednak Moseley przekonująco odpiera ten zarzut, pokazując, że stopa zysku może kształtować się na poziomie kapitału w ogóle. Dopiero jej wyrównanie wiąże się z uwzględnieniem konkurencji wielu kapitałów.

            Autor Money and Totality bardzo szczegółowo analizuje Marksowską procedurę kształtowania się cen produkcji i wyrównywania stopy zysku w III tomie Kapitału. Zgodnie ze standardową interpretacją Marks powinien w III tomie Kapitału, w tabeli, w której zajmuje się przekształceniem wartości w ceny produkcji (Marks 1957, 165), zmienić ilości wkładów kapitału stałego i zmiennego. Innymi słowy, zwolennicy tej interpretacji sądzą, że gdy Marks zakłada, iż towary są wymieniane nie według ich wartości, jak było to w I tomie Kapitału, ale według ich cen produkcji, to nie może przyjmować, że ilości pierwotnego wkładu kapitału stałego i zmiennego równają się swoim wartościom, a nie cenom produkcji.

            Podejście autora Money and Totality jest radykalnie odmienne. W interpretacji Moseleya na obu poziomach abstrakcji mowa jest o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego, których wartość wyrażona jest w określonych ilościach pieniądza, co oznacza, że nie ma potrzeby przekształcania wejściowych wartości kapitału stałego i zmiennego. Moseley podkreśla, że Marks nigdzie w swoich tekstach nie pisał o tym, iż stosuje dwie ceny kosztu (Moseley 2016, 152). Marks zatem, zdaniem Moseleya, intencjonalnie zakłada takie same ceny kosztu zarówno w tabeli dotyczącej wartości, jak i cen produkcji. Tym samym ilości kapitału stałego i zmiennego nie muszą się zmieniać się w momencie, w którym określa się ceny produkcji, jak argumentują zwolennicy tradycyjnej interpretacji.

            Moseley ma problemy z wytłumaczeniem tego, dlaczego Marks w I tomie Kapitału, a zwłaszcza w rozdziale siódmym, wartość kapitału zmiennego i stałego ujmuje jako wartość środków pracy i siły roboczej (Moseley 2016, 179), a nie jako ich ceny. Traktuje to jako pewne tymczasowe uproszczenie. Pełne określenie kapitału zmiennego znajduje się, zdaniem Moseleya, dopiero w III tomie Kapitału, w którym Marks zajmuje się również cenami produkcji i w którym nie abstrahuje już od kwestii konkurencji – co jest szczególnie istotne, cena kosztu pozostaje w obu tomach Kapitału ilościowo identyczna.

            W kolejnym rozdziale Moseley zajmuje się omówieniem tych fragmentów tekstów Marksa, w których pisał on o pieniądzu. Autor Money and Totality polemizuje ze zwolennikami interpretacji standardowej, którzy błędnie zrozumieli Marksowską teorią pieniądza. Nie uwzględnili Marksowskiego dictum o tym, że „pieniądz nie ma ceny”, co wynika z dialektyki formy wartości (Moseley 2016, 209). Pieniądz nie może mieć żadnego obiektywnego miernika poza sobą samym, co oznacza też, że kapitaliści, którzy zajmują się wydobyciem złota, nie wytwarzają towarów takich jak wszystkie inne. Sektor wydobycia złota z tego powodu nie uczestniczy też w kształtowaniu się cen produkcji, czyli dystrybuowaniu zysków odpowiednio do organicznych składów poszczególnych kapitałów. Stopa zysku nie wyrównuje się pomiędzy tym sektorem a pozostałymi. Pozostaje on zupełnie poza opisanym przez Marksa w III tomie procesem. Moseley w ten sposób odpowiada na argumenty Bortkiewicza i Sweezyʼego, którzy sądzą, że uwzględnienie stopy zysku sektora wydobywczego złota w kształtowaniu się ogólnej stopy zysku sprawia, iż nie da się zachować Marksowskiej równości sum globalnych cen produkcji i wartości.

            Rekonstrukcja źródłowa dokonana przez Moseleya oparta jest na imponującej, szerokiej podstawie, ale jej rezultaty wydają się momentami niezbyt marksowskie. Chyba najbardziej problematyczne jest ujęcie dwóch poziomów abstrakcji i przejścia między kapitałem w ogóle a konkurencją, które przypomina przejście pomiędzy sumą danego zbioru a jego poszczególnymi elementami. Jest to oczywiście wygodne z perspektywy ilościowej, bo pokazuje, że Marks w I i III tomie Kapitału mówił o tej samej sumie, ale ten podział ma charakter czysto analitycznej abstrakcji. Nie widać w rekonstrukcji Moseleya wzajemnej współzależności pomiędzy obydwoma poziomami. Powołanie się na Hegla również nie pomaga, bo Moseley w tej kwestii ogranicza się zaledwie do kilku wzmianek, które w zasadzie nic nie wnoszą.

            W ostatniej części swojej książki Moseley zajmuje się analizą alternatywnych rozwiązań problemu transformacji, a także odpowiada swoim krytykom. Omawia chyba wszystkie możliwe interpretacje problemu transformacji, jakie pojawiły się w literaturze w ostatnich czterdziestu latach. Robi to w sposób chronologiczny, przez co pokazuje, jak z czasem odzyskiwano kolejne elementy Marksowskiej teorii z rąk zwolenników standardowej interpretacji, a zwłaszcza interpretacji Sraffy. Autor stara się pokazać mocne i słabe strony rozmaitych prób rozwiązania problemu transformacji, a także zestawić je ze swoją własną. Wśród interpretacji, które omawia, pojawia się „Iterative Interpretation” Anwara Shaikha, „New Interpretation” Duncana Foleya, interpretacja grupy „Rethinking Marxism” i inne.

            Najważniejsza oczywiście jest polemika ze zwolennikami interpretacji standardowej. Odparcie ich argumentów i pokazanie, że Marks nie zakładał dwóch systemów (wartościowego i cenowego), a symultaniczny sposób określania cen produkcji jest zupełnie niezgodny z Marksowskimi założeniami, jest tak naprawdę głównym celem książki Moseleya. Omawiając inne próby rozwiązania problemu transformacji, jednocześnie odpowiada on na zarzuty stawiane jego interpretacji. Zarzuty te mają zarówno charakter tekstualny, bowiem dotyczą tego, czy określona kwestia znajduje oparcie w tekstach Marksa, jak i formalny, związany z algebraicznym ujęciem danej interpretacji. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że te polemiki mają zwykle dość techniczny charakter. Interpretacja Moseleya w porównaniu z koncepcjami innych ekonomistów wypada bardzo dobrze pod tym względem, że autor Money and Totality utrzymuje wszystkie sumy zakładane przez Marksa.

            Z częstymi zarzutami, z którymi w książce mierzy się Moseley, spotyka się jego założenie, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi. W tej kwestii krytyka pada ze strony Andrew Klimana (Kliman 1999), twórcy „Temporal Single System Interpretation” oraz Alfreda Saad-Filho, który w problemie transformacji kładzie nacisk na koncepcję organicznego składu kapitału (Saad-Filho 1997). Ich krytyka ma raczej charakter zewnętrzny wobec interpretacji Moseleya. Kliman zakłada, że Marks przyjmował ceny produkcji jako krótkookresowe ceny równowagi, ponieważ w swojej interpretacji problemu transformacji uznaje, że przekształcenie wartości w ceny produkcji odbywa się w przeciągu kilku okresów produkcji. Saad-Filho natomiast sądzi, że Marks był zwolennikiem tej koncepcji, ponieważ jego celem nie było pokazanie ilościowo trafnego kształtowania się indywidualnych cen produkcji, ale jedynie dystrybucji wartości dodatkowej w sytuacji zróżnicowanego składu organicznego kapitałów. Odpowiedź Moseley opiera się na szerokiej podstawie źródłowej, dzięki której przekonująco wykazuje on, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi, a jego koncepcja w tej mierze zbliża się do teorii cen ekonomistów klasycznych (Moseley 2016, 289).

            Techniczny charakter ma też wymiana zdań między Moseleyem a Klimanem związana z tym, jak określać wartość danego kapitału pod względem temporalnym – czy pod uwagę brać cenę aktualną, czy też cenę historyczną (Moseley 2016, 303). Kliman argumentuje, że zakładając zmianę wartości kapitału w czasie, na przykład z powodu wprowadzenia nowych metod produkcji, Moseley musi przyjmować symultaniczną procedurę określania cen produkcji towarów, co zaprzeczałoby jego założeniom. Moseley rzeczywiście ma problem z ujęciem w czasie zmiany wartości kapitału. Zakłada on, że wartość wkładu danego kapitału jest w sposób retroaktywny ewaluowana jako aktualna cena produkcji, ale nie do końca przekonująco wyjaśnia, w jaki sposób ten proces się odbywa (Moseley 2016, 305).

            Wśród innych zarzutów pojawia się kwestia, jak określać wartość kapitału stałego i zmiennego. Moseley zgadza się, że teksty Marksa w tej materii pozostają dwuznaczne (Moseley 2016, 195). W swojej interpretacji przyjmuje, że wartości kapitału stałego i zmiennego należy rozumieć jako aktualne ceny produkcji tych kapitałów. Zwolennicy „New Interpretation” sądzą, że nie można traktować wartości kapitału stałego jako pierwotnie danej, która byłaby wyrażona jako aktualna cena produkcji (Moseley 2016, 257), ponieważ cena ta nie odpowiadałaby czasowi pracy potrzebnemu do wypracowania nabywanych, w ramach kapitału stałego, środków produkcji. Riccardo Bellofiore z kolei w swojej polemice zwraca uwagę, że wartość kapitału zmiennego powinna być określana w sposób endogeniczny jako ekwiwalent fizycznych dóbr, a nie aktualnych cen produkcji środków konsumpcji.

            Warto zwrócić też uwagę na polemikę z Bellofiorem, która kończy pracę Moseleya. Choć nie jest związana z problemem transformacji, to jest interesująca, ponieważ pokazuje dwa zupełnie różne podejście do Marksowskiej teorii, które z pozoru mogą się wydawać do siebie zbliżone – obaj autorzy podkreślają makromonetarny charakter Marksowskiej teorii, ale robią to w zupełnie inny sposób. Bellofiore, moim zdaniem, trafnie argumentuje, że relacja między perspektywą markoekonomiczną a mikroekonomiczną nie jest oparta na prostej redukcji, jak wydaje się ujmować to Moseley, ale na tym, że obie te perspektywy wzajemnie się warunkują i uzupełniają (Bellofiore 2004, 202). Zwraca uwagę na przykład na to, że monetarna forma kapitału zmiennego w postaci płac na poziomie mikroekonomicznym jest tylko zasłoną tego, co dzieje się na płaszczyźnie makroekonomicznej, czyli nierównej dystrybucji owoców pracy pomiędzy klasami, która wiąże się z kapitałem zmiennym i środkami konsumpcji rozumianymi jako wartości użytkowe, a nie jako aktualne ceny produkcji.

            Podsumowując, Moseley w swojej książce przedstawia interesującą interpretację Marksowskiego problemu transformacji, która oparta jest na bardzo szerokiej podstawie źródłowej, ale czy rzeczywiście jego praca jest, zgodnie z jej podtytułem, zakończeniem problemu transformacji? Na pewno jest to ciekawa próba, która pozwoli spać spokojniej tym, którzy obawiali się, że problem transformacji jest dla Marksowskiej teorii wartości druzgocący. Jest to też chyba jedna z nielicznych interpretacji, które w tak dużym stopniu angażują się w źródłową rekonstrukcję teorii Marksa, choć jednocześnie tutaj można mieć do niej największe zastrzeżenia. Cenne jest zwłaszcza to, że Moseley stara się pokazać monetarny wymiar Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy. Był to aspekt, który pozostał niezauważony przez zwolenników interpretacji standardowej i który pozwala odeprzeć zarzuty oponentów Marksa. Dzięki niemu Moseley przywraca również należytą wagę Marksowskiej teorii pieniądza, którą autor rozwija w innych pracach (Moseley 2004, 2011), choć moim zdaniem opiera się przy tym w zbyt dużym stopniu na towarowej koncepcji pieniądza. Pomysłowe jest zwrócenie uwagi na dwupoziomowy charakter projektu autora Kapitału i powiązanie go z problemem transformacji. Obrana przez autora Money and Totality droga usytuowania problemu przekształcenia wartości w ceny produkcji w szerszym kontekście projektu Marksa jest obiecująca. Książka Moseleya jest zatem nie tylko próbą poradzenia sobie z zagadnieniem transformacji, ale też ciekawym odczytaniem Marksa z perspektywy makromonetarnej.

 

Wykaz literatury

Bellofiore, Riccardo. 2004. „Marx and the macro-monetary foundation of microeconomics.” W The Constitution of Capital. Red. Nicola Taylor, Riccardo Bellofiore. London: Palgrave Macmillan.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1949. „Karl Marx and the Close of His System.” W  Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Bortkiewicz, Władysław. 1949. „On the correction of Marxʼs Fundamental Theoretical Construction in The Third Volume of Capital.” W Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Fine, Ben, Costas Lapavitsas i Alfredo Saad-Filho. 2004. Transforming the Transformation Problem: Why the »New Interpretation« Is a Wrong Turning.” Review of Radical Political Economics 36 (1): 3–19.

Foley, Duncan K. 1982. The Value of Money the Value of Labor Power and the Marxian Transformation Problem.” Review of Radical Political Economics 14 (2): 37–47.

Foley, Duncan K. 1986. Understanding Capital. Cambridge MA: Harvard University Press.

Grossman, Henryk. 1992. Law of Accumulation and Breakdown of the Capitalist System. London: Pluto Press.

Heinrich, Michael. 1989. „Capital in General and the Structure of Marx’s Capital.” Capital & Class 13 (2): 63–79.

Kliman, Andrew J. i Ted McGlone. 1999. „A temporal single-system interpretation of Marx’s value theory.” Review of Political Economy 11 (1): 33–59.

Kliman, Andrew. 2007. Reclaiming Marx’s Capital: A Refutation of the Myth of Inconsistency. Lanham: Lexington Books.

Marks, Karol. 1957. Kapitał. Krytyka Ekonomii Politycznej. T. III. Tłum.  zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T. I. Proces wytwarzania kapitału”. W Karol Marks i Fryderyk Engels.          Dzieła. Tom 23. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Mattick, Paul. 1969. Marx and Keynes. Boston: Porter Sargent Boston.

Morishima, Michio. 1973. Marx’s Economics A Dual Theory of Value and Growth. Cambridge: Cambridge University Press.

Moseley, Fred. 1997. Abstract labor: substance or form? A critique of the value-form interpretation of Marx’s Theory. https://www.mtholyoke.edu/~fmoseley/Working_Papers_PDF/VALUEFRM.pdf [dostęp: 13.09.2017].

Moseley, Fred. 2005. „Money Has No Price: Marx’s Theory of Money and the Transformation Problem.” W Marx’s Theory of Money. Red. Fred Moseley. London: Palgrave Macmillan.

Moseley, Fred. 2011. „The Determination of the »Monetary Expression of Labor Time« (»MELT«) in the Case of Non-Commodity Money.” Review of Radical Political Economics 43 (1): 95–105.

Moseley, Fred. 2016. Money and Totality: Marx’s Logical Method in Capital” and the End of the Transformation Problem”. Leiden: Brill.

Nowak-Posadzy, Krzysztof. 2015. „Jaką teorią jest Marksowska teoria wartości opartej na pracy?”. Praktyka Teoretyczna 1(15): 15–56.

Rosdolsky, Roman. 1977. The Making of Marx’s Capital Volume 2. London: Pluto Books.

Rubin, Izaak. 1928 [1975].  Essays on Marx’s Theory of Value. Montreal: Black Rose.

Saad-Filho, Alfredo. 1997. „An alternative reading of the transformation of values into prices of production.” Capital & Class 21 (3): 115–136.

Samuelson, Paul A. 1971. „Understanding the Marxian Notion of Exploitation: A Summary of the so-Called Transformation Problem between Marxian Values and Competitive Prices.” Journal of Economic Literature 9 (2): 399–431.

Steedman, Ian. 1977. Marx after Sraffa. London: New Left Books.


Michał Chotkiewicz – magister prawa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się Marksowską krytyką klasycznej ekonomii politycznej i jej współczesnymi interpretacjami.

 

Dane adresowe:

Instytut Filozofii UW

Karkowskie Przemieście 3

00-001 Warszawa

E-mail: michotkie@gmail.com

 

Cytowanie: Chotkiewicz, Michał. 2017. Koniec problemu transformacji?. Praktyka Teoretyczna 3(25): XX-XX.

Author: Michał Chotkiewicz

Title: End of transformation problem?

Abstract: In this text I analyze Fred Moseley’s newest book Money and Totality, which tackles infamous transformation problem. Moseley not only tries to show that Marx’s theory is quantitatively valid and that transformation problem is in fact a pseudo-problem, but he also situates it in a broader (macro-monetary) context of Marx’s whole theoretical endeavor.

Keywords: transformation problem, labor theory of value, political economy, Marxian economics