Oskar Szwabowski – Jeszcze nie nowa walka klas

Oskar Szwabowski – Jeszcze nie nowa walka klas

Jarosław Urbański. 2014. Prekariat i nowa walka klas: Przeobrażenia współczesnej klasy pracowniczej i jej form walki. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Nowa książka Jarosława Urbańskiego zatytułowana Prekariat i nowa walka klas mogłaby stanowić istotny wkład do cyrkulacji walk dzięki przemyśleniu nowych form oporu, strategii, przetworzenia doświadczeń anarchosyndykalistycznej walki, w której autor uczestniczył i wciąż aktywnie uczestniczy. Taka praktyka teoretyczna mogłaby stanowić taktyczne posunięcie intensyfikujące i łączące rozproszone akcje przeciwko kapitalizmowi. Takie oczekiwania wzbudza również tytuł, wskazujący, że oto będziemy mieli do czynienia z jakimś nowym opracowaniem walki klasowej prowadzonej w ramach prekarnych warunków pracy, czy chociażby z przyczynkiem do takiej pracy teoretyczno-organizacyjnej. Urbański projektuje swoje badania w opozycji do ilościowej metody stosowanej przez Jerzego Gardawskiego i jego zespołu, który to „koncentruje się ostatecznie na instytucjach oraz sposobach regulacji i kontroli pracy, a nie aktywności samych pracowników i ich dążeń do zmiany” (Urbański 2014, 14–15). Zamiast koncentrować się na ofensywie kapitału, analizowaniu jego mocy i „oficjalnych” formach oporu, Urbański lokuje swoje badania w ramach autonomistycznych dociekań robotniczych1. Przyjmując perspektywę klasy robotniczej, zamierza rozpatrzyć nową produkcję podmiotowości i formy oporu czyli kontrprodukcję podmiotowości. Powołując się między innymi na prace Elisabeth Dunn stwierdza, że wraz z wyłonieniem się postfordyzmu pojawiają się nowe formy nadzoru, które rozproszone przenikają do krwi i rozpływają się w powietrzu. Takie ujęcie prekaryzacji sugerowałoby, że analiza dotrze do mechanizmów tworzenia nowych podmiotowości, nie tylko je ukazując, ale jednocześnie wskazując na praktyki wywrotowe, przechwytywanie i konstruowanie robotniczych maszyn bojowych. W ramach swoich badań Urbański postanowił rozpatrzyć sytuację egzystencjalną prekariatu, formy oporu podejmowanego przez prekariat i przeciwko prekatyzacji, aby nastepnie w dwóch ostatnich rozdziałach dokonać teoretycznego ujęcia najważniejszych trajektorii zmian, za które uważa „semiproletaryzację i ciągle aktualny kontekst związku między wsią i miastem (…), feminizację rynku pracy i dzisiejszą nieadekwatność zmaskulizowanych wyobrażeń na temat klasy robotniczej, jej form reprezentacji, organizacji i walki”, oraz teoretycznego podsumowania, by „nakreślić najważniejsze zmiany i osie konfliktów pracowniczych, które powinniśmy (…) postawić w centrum zainteresowania” (Urbański 2014, 20). Taka praca przeprowadzona w paradygmacie dociekań robotniczych wydaje się potrzebna dla rozpoznania rozproszonych walk i wypracowania skutecznej strategii, łączenia różnych punktów oporu. Urbański pisze:

Miejsc oporu prekariatu jest wiele. Często są one niezauważalne, bowiem nie dostrzegamy istotnych zmian w składzie klasowym. W takich przypadkach potrzebne jest świeże podejście do analiz klasowych i przejawów społecznych konfliktów (Urbański 2014, 193–194).

W pełni zgadzam się z powyższym cytatem. Problem w tym, że analiza Urbańskiego jest raczej nieświeża. Niestety nie odnajdziemy u niego deklarowanych dociekań robotniczych we wspomnianym wyżej rozumieniu. Poza tym, co najmniej trzy kwestie sprawiają, że książka raczej rozczarowuje niż mobilizuje czy „oświeca”. Są to: ateoretyczność, zawartość empiryczna książki i przyjęta w niej metodologia. Na nich też skupię się w dalszej części tej recenzji.

Pierwszym, najistotniejszym zarzutem, jaki można by skierować pod adresem tej książki, jest niezgodność zawartości z tytułem. Przeprowadzane przez Urbańskiego analizy w większości dotyczą oporu wobec prekaryzacji prowadzonego przez kurczącą się przemysłową klasę robotniczą, zatrudnioną wcześniej na stabilnych warunkach. Stanowi więc raczej opis starej formy walki klas – opartej o duże związki zawodowe, stosującej „klasyczną” formę strajku i budowanej na polityce reprezentacji – prowadzonej w obliczu nadchodzącego postfordyzmu i prekaryzacji. Autor często jako przykład walki klasowej przytacza Stocznię Szczecińską czy poznańskie Zakłady Cegielskiego, walkę pracowników posiadających nie tylko umowy o pracę, ale upodmiotawianych i nadzorowanych według metod fordystycznych. Ponadto przykłady walk sięgają lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, czyli okresu, który uznawany jest jeszcze za fordystyczny2. Wprawdzie Urbański dostrzega, że w ramach prekaryzacji strajk traci na znaczeniu, że walka klasowa z fabryk przechodzi do przestrzeni miejskiej (Urbański 2014, 192, 194). Niestety, zajmując się przykładami – które skądinąd mogłyby stanowić przedmiot analizy walki prekariatu – ogranicza się do bardzo powierzchownych relacji bez uwzględnienia ich specyfiki, to znaczy tego, co miałoby być „nową formą” w ramach nowej podmiotowości i nowych form kontroli. Przykładowo walka lokatorów w Nowej Soli zostaje jedynie zasygnalizowana. Również rekonstruując cudze badania, Urbański nie dokonuje głębszej refleksji oraz nie wyciąga bojowych wniosków – jak te badania miałyby zreformować, przekształcić walkę prekariatu, by stała się bardziej efektywna, jakich lekcji udzielili nam nasi towarzysze i towarzyszki w globalnej, acz rozproszonej bitwie z kapitałem. Pomijam zignorowanie przez autora wielu dotychczasowych badań nad walkami i wystąpieniami prekariatu przeciw kapitałowi. Powyższe zagadnienie wiąże się z dwiema innymi kwestiami: ateoretycznością i realnie przyjętą w pracy metodologią.

Można zgodzić się z autorem, że czysto filozoficzne rozważania odnośnie zmiany charakteru pracy i możliwych dróg wyjścia nie wystarczą. Badania robotnicze miały przybliżyć teoretyków do ruchu robotniczego, nauczyć filozofów komunizmu, który wyłania się w samej walce proletariatu w jego warunkach życia, a nie w głowach teoretyków. Niechęć wobec klasycznie uprawianej filozofii jako spekulacji oderwanej od życia czy pracy, stanowi element „tożsamości” radykalnych lewicowców, zwłaszcza anarchizujących, którzy poszukiwać będą innego ulokowania tego, co teoretyczne. Po stalinizmie, zarówno w Polsce, jak i w „globalnym” doświadczeniu ruchu robotniczego, czy dzięki skutkom funkcjonowania partii jako strażniczki czystości świadomości klasowej, podkreślanie jedności teorii, badań oraz polityki stawało się nie tylko postulatem metodologicznym, ale również wyznaczało drogę wytwarzania kontrwiedzy, alternatywnych instytucji i podmiotowości. Badania bojowe przekształciły się w dociekania robotnicze, które stawały się niemal tożsame z praktykowaniem komunizmu, tworzeniem nowego świata, poprzez odkrywanie punktów oporu i potęgowanie ich, jak i utrzymywanie walki, a tym samym otwieranie na potencjalność, na to, co niemożliwe. Badania stawały się współbadaniem, samokształceniem, dzięki któremu robotnicy uczyli się od siebie nawzajem, sami stawali się klasą dla siebie, zaś „badacz” stawał się jednym z robotników, jednym z głosów, szukającym wyzwolenia. Zanik podziału na badacza i badanego, na wiedzę i działanie, teorię i praktykę, jak również rozplenienie się rożnych głosów w horyzontalnej przestrzeni nie oznacza jednak braku teorii. Zanik „klasycznej” filozofii sprowadza się do jej transformacji. Tej transformacji Urbański zdaje się nie dostrzegać. Pomimo deklarowanego zakorzenienia się w autonomistycznych badaniach bojowych, wydaje się pozostawać na poziomie pozytywistycznych, partyjnych badań robotniczych, sprowadzających się do ilościowych ankiet czy badania siły kapitału, a nie samych autonomicznych praktyk oporowych ludzi pracy. Trudno usłyszeć w analizach Urbańskiego głos samych pracowników, pojawia się on jedynie na marginesach, przy cytowaniu czy streszczaniu cudzych prac. Przykładowo egzystencjalna sytuacja prekariatu reprezentowana jest przez głosy socjologów oraz kronik policyjnych. Tak uprawiana metodologia przekształca Urbańskiego z anarchisty w „stalinistę”, w kogoś, kto wie, jak wyglądają i powinny wyglądać walki pracowników, bez uwzględniania realnych walk, zróżnicowanych głosów i strategii. Kogoś, kto ze swoją wiedzą staje ponad walkami, interpretując je i nadając lub odbierając im sens. Ponadto trudno uznać badania Urbańskiego za prowadzone z perspektywy walki ludzi pracy. W rozdziale o cyrkulacjach walk w Cegielskim jego analiza koncentruje się na obiektywnych czynnikach. W jego ujęciu, w konsekwencji to rozwój samego kapitału prowadzi do powstawania i gaśnięcia walk robotniczych.

Ateoretyczność Urbańskiego nie sprowadza się jedynie do arbitralnego niekiedy odrzucania pewnych koncepcji, ale działa ona na znacznie głębszym poziomie, blokując produktywność prowadzonej analizy. Dzieje się tak na przykład kiedy autor rekonstruuje przekształcenia podmiotowości i nadzoru w postfordyzmie. Przybliża się wtedy do kluczowych problemów, jakimi są produkcja nowej podmiotowości, rozplenienie się kontroli i jej interioryzacja. Analizy te jednak zostają zawieszone niemal w momencie zakończenia rekonstrukcji cudzych poglądów. Podobna blokada pojawia się przy omówieniu koncepcji Pun Ngai: ich streszczenie pomija wątki filozoficzne, a cytaty, które stanowią przykłady, nie są teoretycznie pogłębiane. Urbański nie jest w stanie przejść do analizy walki prekariatu w postfordyzmie, ponieważ nie posiada odpowiednich narzędzi, którymi mógłby zmierzyć się z rzeczywistością. Bez określonych narzędzi teoretycznych analiza empiryczna zostaje sprowadzona do rejestracji „faktów”, a autor nie jest w stanie postawić problemów, które następnie miałyby być weryfikowane w badaniach.

Trzy wspomniane kwestie sprawiają, że otrzymujemy z jednej strony zlepek rekonstrukcji pewnych perspektyw teoretycznych, bez ich problematyzowania, stanowiących niekiedy „nakładkę” na materiał empiryczny. Ponadto, jak wskazywałem wcześniej, materiał empiryczny nie do końca odpowiada przyjętej perspektywie, zarówno pod względem metody, (np. opieranie się na statystykach, a nie wywiadach), jak i pod względem treści. Z drugiej strony praca Urbańskiego daje „czysty” wypis konfliktów klasowych, chaotycznie dobrany i nietworzący żadnej „narracji”, pozbawiony pogłębienia, jak i głosu samych walczących – uwzględnieni zostają co najwyżej reprezentanci związków zawodowych lub komentujący wydarzenia teoretycy. Tym samym Urbański zawodzi na całej linii, my zaś na poważną analizę nowych walk klasowych musimy jeszcze poczekać.

Oskar Szwabowski

Wykaz literatury

Flick, Uwe. 2010. Projektowanie badania jakościowego. Tłum. Paweł Tomanek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Gardawski, Juliusz (red.). 2009. Polacy pracujący a kryzys fordyzmu. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Przypisy:

1 Tłumaczę workers inquiry jako dociekania, a nie badania, idąc za wskazanym przez Uwe Flicka rozróżnianiem na research – badania przy użyciu metod ilościowych, i inquiry – dociekania cechujące podejście jakościowe (Flick 2010, 23). Podział ten odnosi się do dwóch nurtów w badaniach robotniczych: obiektywistycznego (partyjnego) i politycznego (autonomistycznego).

2 Juliusz Gardawski podaje jako symboliczną cezurę końca socjalistycznego fordyzmu w Polsce rok 2004 (Gardawski 2009, 20).

Bartosz Ślosarski – Frajerskie wymiary kultury

Bartosz Ślosarski – Frajerskie wymiary kultury

Michał Rauszer. 2014. Homo Frajer: Nieświadome wymiary kultury. Gdańsk: Wydawnictwo Naukowe Katedra.

Na początku zeszłego wieku Antonio Gramsci podjął się próby zrozumienia, dlaczego we Włoszech nie wybuchła rewolucja socjalistyczna. Zdiagnozowany przez niego problem nie dotyczył materialnej słabości proletariatu oraz jego organizacji, ale duchowej słabości klas niehegemonicznych. Słabość duchowa wynika z konkretnych, realnych praktyk odbywających się w materialnym polu życia społecznego. Hegemonia klas panujących w sferze kultury nie jest zatem wyłącznie przejawem jej usytuowania w ramach kapitalistycznego sposobu produkcji. Podkreślając ten fakt, wiele badaczy i badaczek zwróciło się w stronę badania kultury w celu dokonania jej klasowego odczytania.

Na polskim gruncie, idąc tropem analiz popkultury Slavoja Žižka i lewicy lacanowskiej, w swojej ostatniej książce Homo Frajer. Nieświadome wymiary kultury taką próbę podjął kulturoznawca Michał Rauszer. Już we wstępie widoczna jest quasi-žižkowska próba nakreślenia ogólnej teorii wszystkiego – jak stwierdził sam autor, interesuje go przede wszystkim przedstawienie „propozycji lacanowskiej interpretacji współczesnej kondycji ludzkiej” (Rauszer 2014, 14). Uznając jednak, że nie sposób wykonać tak tytaniczną pracę na zaledwie250 stronach książki, autor zawęża swój problem badawczy, pytając: jak możliwy jest podmiot kreacji, buntu i emancypacji, jeśli wynika on z historycznie poprzedzającego go pola Innego? Jak możliwe są perspektywy wolności w ramach jakiegokolwiek dyskursu hegemonicznego?

Za Jacques’em Lacanem autor uznaje, że podmiot jest pustym znaczącym, które stanowi o możliwościach wyzwolenia, a zarazem pozwala na dokonanie wyjścia z relacji dyskursywnego ujarzmienia. Wychodząc od trzech relacji podmiotowych wyodrębnionych przez Alaina Badiou (z czego dwa pierwsze to podmiot wiary i podmiot reakcji), autor skupia się na „podmiocie zaciemnionym”, dla którego prawda jest zakryta i przynależy do sił transcendentnych. Celem tego podmiotu w dobie „końca historii” jest obniżanie bólu i intensyfikowanie przyjemności. Zdaniem Rauszera ten typ podmiotowości, który cynicznie unika wszelkiego zaangażowania ideologicznego, jest współcześnie dominujący. Dla tej podmiotowości używa nazwy „homo frajer”, czyli połączenia Agambenowskiego „homo sacer” z tytułem filmu Zemsta frajerów z 1984 roku (jak również Žižkowskiego podziału homo sacer/homo sucker).

O ile „homo sacer” jest „zewnętrznym miejscem innego, innego życia, innego pragnienia, od którego »zachodni człowiek« musi się oddzielić” (Rauszer 2014, 239), którego czysto operacyjnie (i dość „oryginalnie”) autor sprowadza go do kwestii fanatyzmu (np. fundamentalizmu religijnego) oraz nieumiejętności poradzenia sobie w ramach neoliberalnego kapitalizmu, o tyle „homo frajer” jest jego rewersem. Rauszer, za Žižkiem, uznaje, że życie człowieka wedle frajerskiego paradygmatu sprowadza się tylko do podtrzymywania jego funkcji oraz powierzchniowego efektu. Dodaje jednak, że „homo frajer” mieści się w polu radykalnego podporządkowania myślenia, działając z przekonaniem/wiarą o swojej niezależności. Autor na przykładzie różnych kulturowych postaci rozpatruje również trzy (nieświadome) wymiary „homo frajera”. Mamy zatem wymiar cyniczny (pozorny dystans wobec narzuconych hegemonicznych schematów działania, które się realizuje), reakcyjny (tożsamość jako odwrócenie niepożądanych stosunków, ich przeciwieństwo) oraz interpasywny (wydelegowanie własnej tożsamości na zewnętrzną formę).

Publikacja Michała Rauszera stawia sobie również cel polityczny, sprowadzający się do demistyfikacji frajerstwa. Odbywa się to przede wszystkim tam, gdzie autor pisze o polskim kontekście kulturalno-politycznym. Dzięki paru slajdom z popkultury, wykorzystanym przez Rauszera, widzimy jak staje się ona mechanizmem podporządkowania klas niehegomicznych, będących głównymi odbiorcami kultury popularnej. Tym samym autor próbuje wejść w buty swojego intelektualnego oraz retorycznego guru, Slavoja Žižka. Oczywistym jest, że tak, jak żarty słoweńskiego filozofa nie zawsze są śmieszne, tak też niektóre lacanowskie przemyślenia Rauszera nie będą wydawać się atrakcyjne, przede wszystkim z perspektywy realnych walk kontrkulturowych, w rodzaju choćby Occupy With Art. Mimo tego, książka pozostaje warta odnotowania, stanowiąc udaną próbę zaimplementowania lacanowsko-žižkowskich koncepcji do sfery polskiej kultury.

Bartosz Ślosarski

 

Krystian Szadkowski – Bez wodzów i bezmyślnych mas

Krystian Szadkowski – Bez wodzów i bezmyślnych mas

Barbara Prądzyńska (red.). 2014. Inny Meksyk: Inne sny. Opowieści zapatystów. Tłum. Barbara Prądzyńska. Poznań: Oficyna Wydalnicza Bractwo Trojka.

Na polskie materiały o zapatystach pierwszy raz natrafiłem, mając lat kilkanaście. Rzeszowska kapela punkowa, dziś nie pamiętam nawet która, do jednej ze swoich kaset dodała obszerną ulotkę zawierającą podstawowe informacje dotyczące działalności Zapatystowskiej Armii Wyzwolenia Narodowego (Ejército Zapatista de Liberación Nacional, EZLN), sytuacji politycznej Meksyku lat dziewięćdziesiątych oraz polskie tłumaczenia listów podkomendata Marcosa. Od tamtej pory minęło sporo czasu. Kaseta, podobnie jak nazwa zespołu gdzieś wyparowały, natomiast na moim biurku wciąż leży wypełniona po brzegi drobnymi literami, czarno-biała rozkładówka upstrzona przedrukami meksykańskich plakatów politycznych. Niestety ruch zapatystów w Polsce, tak jak na świecie przed 1 stycznia 1994 roku, wciąż pozostaje owiany tajemnicą, sytuując się w na marginesie głównych dyskusji o współczesnych strategiach walki klasowej.

Opublikowana niedawno przez Bractwo Trojka książka Inny Meksyk: Inne sny. Opowieści zapatystów, opracowana przez Barbarę Prądzyńską, ma szansę położyć kres tej kłopotliwej nieobecności. Starannie wydany tom podzielony został na cztery części i wstęp, który m.in. zapoznaje czytelnika z osobistą historią spotkania redaktorki z zapatystami, mającego istotny wpływ na powstanie książki, zawiera zwięzły słownik rozjaśniający podstawowe pojęcia czy rozszyfrowuje skróty nazw pojawiających się w dalszej części organizacji politycznych, jak również wreszcie prezentuje chronologię wydarzeń z dziejów ruchu, zarówno tych poprzedzających wystąpienia z 1994 roku, jak i następujących już po nich. Natomiast na pierwszą regularną część książki składają się deklaracje i komunikaty ruchu zapatystów, ilustrujące dwie dekady tworzenia jego zrębów i późniejszego rozwoju. Punktem kulminacyjnym uczyniono tu ostatnią wypowiedź podkomendata Marcosa z maja 2014 roku. W drugiej, najobszerniejszej części książki, skupiono się natomiast na twórczości literackiej rzecznika EZLN, prezentując rozległy wybór jego opowiadań, stanowiących tygiel, w którym rewolucyjne idee mieszają się z obrazami z indiańskich mitologii, historie z codziennego życia comunidades płynnie przechodzą w bajki czy przypowiastki o nieco tylko fantastycznych mieszkańcach Dżungli Lakandońskiej, a wszystko razem ukierunkowane jest na rozwijanie wyobraźni i wrażliwości, pozwalających wierzyć, że inny świat jest możliwy. W trzeciej części cała uwaga została skupiona na podkomendancie. W swoim ostatnim wywiadzie, udzielonym Laurze Castellanos, Marcos reflektuje sam nad sobą jako figurą zinstrumentalizowaną na rzecz pomyślnego rozwoju ruchu, piętnując wszystkie pojawiające się tam przejawy indywidualizmu czy paternalizmu. Podkreśla również, że celem autonomicznych struktur władzy i gospodarczego samorządu powoływanych przez zapatystów jest zerwanie z wszelkimi przejawami merytokracji, a także udzielenie wszystkim możliwości doświadczenia tego, w jaki sposób rządzi się sobą i innymi. Swoistemu akademickiemu komentarzowi do fenomenu ruchu zapatystów poświęcona została czwarta, ostatnia część książki. Zebrane tu głosy rzucają inne światło na prezentowane materiały, jak i na cały ruch zapatystów. Zebrane przez redaktorkę tomu wypowiedzi można podzielić na dwie grupy. Pierwszą tworzą eseje Johna Bergera i Fernando Matamorosa, koncentrujące się na postaci Marcosa, którego skryte za kominiarką usta nieustannie mówią o nadziei, często posługując się znanymi nam z poprzedniej części onirycznymi opowiadaniami i przypowieściami. Inny charakter mają eseje Luisa Martineza Andrade i Michaela Löwy’ego tropiące korzenie ruchu zapatystów w pięćsetletniej walce przeciwko kolonialnemu uciskowi, w tradycji pierwotnego komunizmu Majów, dziedzictwie zmagań Emiliano Zapaty, teologii wyzwolenia czy w heterodoksyjnym latynoamerykańskim marksizmie.

Przy lekturze Innego Meksyku warto zwrócić szczególną uwagę na kluczowy element, bez którego trudno zrozumieć fenomen i powodzenie zapatystów. Są to mianowicie doświadczenia pedagogiki radykalnej, antyhierarchicznej, przekraczającej opresyjny podział na nauczyciela i uczniów, a posiadającej swój najbardziej klasyczny wyraz w pracach Paolo Freirego. Najważniejszym problemem, z którym mierzy się Inny Meksyk, problemem, który nie tylko udało się zapatystom postawić, ale również go rozwiązać, jest kwestia relacji między jednostką/awangardą a kolektywem/ruchem. Przez dwadzieścia lat działalności zapatyści udowodnili, że nie potrzebują ani sług, ani pasterzy, ani wodzów, ani bezmyślnych mas. W swoim ostatnim wystąpieniu przed zniknięciem (czy raczej – obróceniem się w niebyt) podkomendant Marcos oświadcza, że ruch zapatystowski zdał „sobie sprawę, że wyrosło już pokolenie, które może stawać z nami twarzą w twarz, które może nas słuchać i rozmawiać z nami, nie oczekując przewodnictwa czy przywództwa, nie udając uległości ani naśladownictwa” (Prądzyńska 2014, 55). Właśnie w takiej sytuacji Marcos, indywidualny bohater, niekiedy przedstawiany przez media jako latynoski macho, przestał być już więcej potrzebny. Samorządne, autonomiczne i niepodporządkowane hierarchiom pokolenie wyrosłe w walce przeciw neoliberalizmowi i indywidualizmowi, to jedno z największych rewolucyjnych osiągnięć ruchu zapatystów, od samego początku sprzeciwiającego się wszelkim przejawom awangardyzmu. Zapatystom rzeczywiście udało się „zmienić świat bez przejmowania władzy” państwowej, a także stworzyć mocną podstawę dla otwartego na różnorodność samorządu wytwórców nieograniczającego się do pracowników tego czy innego sektora produkcji bądź przedstawicieli tej lub innej tożsamości, tej lub innej płci. Tym samym gdzieś w Dżunglii Lakandońskiej przekroczony został zarówno ciążący wielu lewicowym ruchom projekt polityki awangardowej, jak i ciasne ramy polityki merytokratycznej. W tym właśnie widziałbym najważniejszą lekcję, którą zapoznając się z doświadczeniami zapatystów, powinna odrobić szeroko rozumiana polska lewica.

Mimo to, lektura Innego Meksyku pozostawia w nas uczucie głębokiego niedosytu. Choć książkę czyta się z zapartym tchem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że to zaledwie początek opowieści, że dotarły do nas wyłącznie wyselekcjonowane fragmenty zapatystowskich deklaracji i komunikatów, jedynie skromny wybór opowiadań, okruchy obszernego wywiadu Laury Castellanos z Marcosem czy jedynie próbka akademickiej eseistyki na temat zapatystów. Może w tym jednak tkwi paradoksalnie największa siła tomu skomponowanego przez Barbarę Prądzyńską? Po tych stu kilkudziesięciu stronach chęć sięgnięcia po więcej staje się bowiem trudna do odparcia. Nie mam żadnych wątpliwości, że lektura Innego Meksyku dla niemal każdego polskiego czytelnika i każdej polskiej czytelniczki będzie doświadczeniem inspirującym. Jestem również przekonany, że w niedługim czasie znajdą się ci i te, które pójdą śmiało naprzód po drogach wytyczanych w Innym Meksyku.

Krystian Szadkowski

 

Tomasz Orłowski – Socjalizm albo… katastrofa klimatyczna

Tomasz Orłowski – Socjalizm albo… katastrofa klimatyczna

Naomi Klein. 2014. This Changes Everything: Capitalism vs. The Climate. New York: Simon & Schuster.

Wydana niedawno książka Naomi Klein This Changes Everything: Capitalism vs. The Climate stawia czytelnika w trudnej sytuacji. Autorka, kanadyjska aktywistka społeczna, od pierwszych akapitów nie pozostawia bowiem złudzeń: uniknięcie ekologicznej katastrofy nie jest już stawką o którą gramy, tę szansę zaprzepaściliśmy kilkadziesiąt lat temu, oddając władzę w ręce właścicieli prywatnych banków oraz międzynarodowych korporacji, którzy przez lata konsekwentnie ignorowali problem emisji szkodliwych gazów do atmosfery. Dlatego dziś pozostaje nam tylko zawalczyć o to, by skutki tej globalnej katastrofy były możliwie najmniej dotkliwe. W pewnym sensie między No Logo (2000), Doktryną szoku (2007) i wreszcie This Changes Everything istnieje pewna „narracyjna ciągłość”. Katastrofa naturalna to w końcu naturalna konsekwencja deregulacji rynku i neoliberalnych rządów, którym Klein poświęciła poprzednie książki. Jednak nie chce ona pozostawić nas z katastroficznym przekonaniem, że „nic już nie da się zrobić”. Przeciwnie, jej „niebieska książeczka” posiada niezwykle mobilizującą moc i wbrew pozorom nie jest skierowana wyłącznie do przedstawicieli ruchów ekologicznych. To przewodnik dla całej współczesnej lewicy, która w tym przełomowym momencie, zdaniem Klein, ma szansę na zbudowanie systemowej alternatywy i spełnienie wszystkich postulatów, których dotąd nie udało się jej przeforsować. Choć kwestie rozwarstwienia ekonomicznego czy polityki imigracyjnej zdają się nie mieć wiele wspólnego z poziomem wody w Oceanie Spokojnym i topnieniem pokrywy lodowej w Arktyce, Klein przekonuje, że jest to właśnie pozór, któremu daliśmy się zwieść. Wolnorynkowa ideologia zdołała nas przekonać, że nie ma żadnej „większej sprawy”, o którą trzeba zadbać; że nie istnieje żaden „interes wspólny”, ale tylko wielość interesów prywatnych i rynek, który najsłuszniej rozstrzygnie o tym, co leży w interesie wszystkich (czyli każdego z osobna). Autorka dowodzi tymczasem, że nic innego, ale właśnie konsekwentna, radykalnie lewicowa polityka (w każdej dziedzinie: od szeregu rygorystycznych obostrzeń emisyjnych, przez sprawiedliwy podział dochodu po społeczną kontrolę nad produkcją) jest jedyną szansą nie tylko na to, by zmniejszyć nierówności społeczne, ale też zatrzymać globalne ocieplenie na poziomie 2°C1. I chociaż dokonanie tego w obliczu wciąż rosnących emisji gazów cieplarnianych, jak sama przyznaje, zaczyna stawać się coraz bardziej utopijnym scenariuszem, dostarcza twardych faktów, że radykalna zmiana jest możliwa.

Kanadyjska aktywistka wyciąga z ostatnich trzydziestu lat neoliberalnych praktyk dość przewrotny wniosek. Skoro przez tyle lat byliśmy w stanie godzić się na cięcie wydatków na cele publiczne, prywatyzację publicznych usług, oddawać zdobycze dziesiątek lat walk robotniczych na rzecz wspierania banków i korporacji, a wszystko to w imię „stabilności ekonomicznej”, to tym samym jako społeczeństwo dowiedliśmy, że jesteśmy gotowi do wielkich poświęceń w imię „większego dobra”. A jeśli potrafiliśmy robić to przez kilkadziesiąt lat w interesie 1% najbogatszych ludzi, to będziemy w stanie zrobić to i teraz, gdy widmo katastrofy ekologicznej zmusza nas do radykalnego ograniczenia konsumpcyjnego życia. Klein, co oczywiste, ironizuje. Swoich słów nie kieruje do najbiedniejszych obywateli, którzy najbardziej ucierpieli na antyspołecznych decyzjach politycznych (szczególnie po ostatnim załamaniu gospodarczym), ale przede wszystkim do przedstawicieli oligarchii i wyższej klasy średniej, którzy przyzwyczaili się do konsumowania ponad miarę. To, co zatem Naomi Klein chce naprawdę powiedzieć, to: „jeśli oni dawali radę przez tyle lat, to i wy dacie radę teraz!”. I przekonuje dalej, że poziom konsumpcji w samych Stanach Zjednoczonych będzie musiał wrócić przynajmniej do tego z lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku.

W This Changes Everything przeczytamy wiele o pilnej potrzebie odbudowy silnych państw i międzynarodowej współpracy lewicowych rządów na rzecz transformacji energetycznej, jednak autorka nie pozostaje bezkrytyczna wobec dotychczasowych lewicowych projektów politycznych. Ze znaną sobie wnikliwością dociera za kulisy polityczno-biznesowego świata i wydobywa na powierzchnię dziesiątki przykładów nadużyć, fałszerstw i niespełnionych obietnic (zarówno ze strony polityków, jak i ludzi wielkiego biznesu). Polskiego czytelnika najnowszej książki Klein powinno od razu uderzyć, jak niewiele różni się opisywany przez autorkę świat politycznych i biznesowych „elit” od tego, który znamy z własnego podwórka. Aktywistka z tą samą mocą potępia rządy republikanów i demokratów w Stanach Zjednoczonych, które przez lata otwarcie zaprzeczały istnieniu globalnego ocieplenia lub nie potrafiły stanąć na wysokości zadania, mimo wcześniejszych deklaracji. Jej krytyki nie uchodzą ani socjalistyczne rządy w Ameryce Południowej, które, mimo sukcesów polityki społecznej, w dużej mierze opierają swoje gospodarki na wydobyciu paliw kopalnianych, ani nawet grecka Syriza, której Klein zarzuca pomijanie tematu globalnego ocieplenia. Wreszcie aktywistka nie pozostawia suchej nitki na ruchach ekologicznych, które po swoim „złotym wieku” przypadającym na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego stulecia, kiedy to wystosowywały masowe pozwy przeciwko antyśrodowiskowym praktykom korporacji, a także wspierały silny interwencjonizm w poczynaniach rynkowych graczy, z początkiem prezydentury Reagana w 1981 roku zrezygnowały ze stosowania ciężkiej artylerii i uległy fali wolnorynkowego i liberalnego entuzjazmu. Od tego czasu, pisze Klein, ruchy ekologiczne stały się orędownikami konsumeryzmu i „zielonego kapitalizmu”, przechodząc z pozycji antykapitalistycznych na pozycje probiznesowe. Ich strategią było odtąd wywieranie presji bezpośrednio na firmy i konsumentów, co, jak dowodzi autorka, okazało się absolutnie przeciwskuteczne i doprowadziło nas do sytuacji, w której się obecnie znajdujemy.

Chociaż Klein stoi na straży instytucji państwa, stanowczo odżegnuje się od dwudziestowiecznych projektów państwowo-socjalistycznych. Poza tworzącym długofalowe plany państwem o demokratycznych i przejrzystych strukturach, w jej projekcie skuteczna lewicowa alternatywa musi być z jednej strony wsparta masowym ruchem społecznym, z drugiej zaś wymaga silnego zaangażowania lokalnych społeczności w zarządzanie/kontrolę produkcji towarów i „zielonej energii”. I już dziś, zauważa Klein, możemy obserwować sukcesy powstałych w procesie rekomunalizacji (re-communalization) lokalnych spółdzielni i kooperatyw m.in. w Hamburgu, czy tych stworzonych po kryzysie w 2001 roku w Argentynie (warto dodać, że kilka takich spółdzielni istnieje nadal w Polsce, jak np. Spółdzielnia Pracy „Muszynianka”).

Autorka nie przemilcza faktu, że „Plan Marshalla dla Ziemi”, jakim ma być stuprocentowa transformacja energetyczna na rzecz odnawialnych źródeł energii, będzie projektem niezwykle kosztownym. Tylko z wdrożenia odpowiedniego pakietu podatkowego i cięć w niektórych sektorach, wyjaśnia jednak, będziemy w stanie wydzielić na ten cel przeszło 2 biliony dolarów. Do najbardziej pilnych działań Klein zalicza: wprowadzenie podatku od transakcji finansowych („low-rate” financial transaction tax; możemy się domyślać, że chodzi tu o podatek Spahna dotyczący spekulacji na walutach, który zakłada zmienną stawkę podatku w zależności od wysokości kursów między danymi walutami), skuteczniejszą walkę z rajami podatkowymi, zastosowanie cięć w budżecie sektora zbrojeniowego, wprowadzenie podatku od emisji CO2 i wycofanie rządowych subsydiów na wydobycie paliw kopalnianych.

Co najciekawsze jednak w najnowszej książce Naomi Klein, a co nie każdemu musi przypaść do gustu, to fakt, że konstruuje ona w gruncie rzeczy nie projekt polityczny, ale etyczny. Jej zdaniem, jeśli chcemy nie tylko ustrzec się dziś przed wywołanymi przez nas zmianami klimatycznymi, ale też zabezpieczyć się przed podobnymi katastrofami w przyszłości, to jesteśmy to w stanie zrobić jedynie wtedy, gdy zerwiemy z konsumpcjonistycznym stylem życia i zaczniemy dostrzegać długofalowe skutki naszych lokalnych działań. Czasu na tę zmianę jest coraz mniej i między innymi dlatego (ale też z czysto bibliofilskich przyczyn) mam nadzieję, że książka prędko ukaże się w polskim przekładzie.

Tomasz Orłowski

1 Wzrost temperatury o 2°C w większej części powierzchni Ziemi to zdaniem naukowców próg bezpieczeństwa, po którego przekroczeniu nastąpią nieodwracalne zmiany. Należy jednak pamiętać, że nieunikniony wzrost nawet poniżej 2°C również doprowadzi do wielu katastrof (związanych m.in. z topieniem pokrywy lodowej w Arktyce).

 
Eliasz Robakiewicz – Nic nie jest jeszcze przesądzone

Eliasz Robakiewicz – Nic nie jest jeszcze przesądzone

David Harvey. 2014. Seventeen Contradictions and the End of Capitalism. New York: Oxford University Press.

Najnowsza książka cieszącego się światową sławą geografa, antropologa i marksisty Davida Harveya, powstała jako reakcja na ostatni wielki kryzys finansowy. Fakt, że kryzysy często osiągają swój punkt kulminacyjny w dramatycznych wzrostach inflacji, spadkach na giełdzie, masowych zwolnieniach czy masowych bankructwach, sprawia, że siły, które do nich doprowadziły, w powszechnym odczuciu przypominają żywioł, nad którym żaden człowiek nie może już zapanować. Samoregulujący się rynek traci równowagę i zaczyna przechylać się w jedną ze swoich skrajności, a po osiągnięciu punktu krytycznego zagraża stabilności całej gospodarki (krajowej, regionalnej czy światowej).W Seventeen Contradictions and the End of Capitalism Harvey zachęca nas do prześledzenia z nim siedemnastu linii, które są nie tyle miejscami równowagi zagrożonymi zboczeniem z kursu rozwoju i prosperity, co liniami walki klasowej, czyli wewnętrznymi sprzecznościami samego kapitalizmu.

Rodzaj sprzeczności, o którym tutaj mowa, można by nazwać sprzecznością dialektyczną. Co to oznacza? Zwykle mówiąc o sprzeczności, mamy na myśli jedno z dwóch znaczeń. Pierwsze odnosi się przede wszystkim do prostych sytuacji, np. gdy mówimy o sprzecznych informacjach: samolot odleciał albo nie odleciał. Sprzeczność ujęta w drugim znaczeniu dotyczy sytuacji, w których różnica nie daje się zredukować do prostego przeciwieństwa, np. gdy mówimy o sprzecznych interesach albo sprzecznych dążeniach. Na poziomie jednostkowym mogą być to sprzeczne dążenia dotyczące naszych celów życiowych. Chcemy mieć wolny czas, by móc realizować swoje zainteresowania, ale aby to robić, musimy pracować, im więcej pracujemy, tym więcej mamy środków na realizację naszych zainteresowań i potrzeb, ale mniej czasu na nie same. Choć jest to zupełnie oczywista sprawa, to gdy popatrzymy na nią z perspektywy ponadjednostkowej, możemy dostrzec, że napięcie między wymiarem pracy niezbędnym do utrzymania się i czasem wolnym jest jedną z podstawowych osi konfliktu czy też sprzeczności interesów kapitalistów i pracowników jako klas. Pracownicy z jednej strony chcą zarabiać dostatecznie dużo, żeby móc za swoją pracę utrzymać się na godnym poziomie, z drugiej strony, chcą mieć czas wolny na odpoczynek czy jakiekolwiek inne czynności. Z drugiej strony kapitaliści chcą, by zatrudniani przez nich pracownicy wykonywali swe czynności możliwie jak najdłużej, a ich płaca była możliwie jak najmniejsza, tak by zmaksymalizować ich zysk. Oczywiście relacje między kapitalistą i pracownikiem nigdy nie ukazują nam się w tak prostej postaci, ich kształt zależy od wielu czynników, począwszy od regulacji prawnych przez sytuację na rynku pracy czy warunki socjoekonomiczne. Jednak to same sprzeczności są tym, co nadaje dynamikę społeczeństwom w epoce kapitalizmu.

Pojęcie sprzeczności zdaje sprawę z pewnej sytuacji, w której przeciwstawne siły są wzajemnie powiązane oraz „obecne w pewnej sytuacji, tożsamości czy też pewnym procesie lub zdarzeniu” (Harvey 2014, 1). Filozofia Marksa nie jest i nie powinna być rozumiana zdaniem Harveya jako filozofia dziejów, w której owe sprzeczności pojawiają się z konieczności i z konieczności muszą zostać przezwyciężone. W pierwszej części zatytułowanej „Podstawowe sprzeczności”zostaje nam przedstawione siedem sprzeczności, których istnienie jest nieodłącznie związane z reprodukcją kapitalistycznych stosunków produkcji. Sprzeczności te zdają sprawę nie tyle z jakiś podstawowych struktur współczesnego kapitalizmu, ile z linii napięć funkcjonujących w ich obrębie. Napięć, które tworzą tendencje, wobec których ludzie mogą podejmować rozmaite działania: przeciwdziałać, kontrolować, organizować się w ich obrębie czy próbować wykorzystać do własnych celów. Możemy na nie także spojrzeć jak na złożone problemy, które mają swoją dynamikę rozwoju – czasem odznaczającą się stabilnością, a czasem gwałtownie przyspieszającą i kulminującą w wydarzeniach takich, jak rewolucje technologiczne, klęski ekologiczne czy kryzysy.

Spróbujmy zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi, przyglądając się pierwszej z siedemnastu sprzeczności, przedstawionej przez Harveya na przykładzie ostatniego wielkiego kryzysu z 2008 roku. W jego konsekwencji, około cztery miliony Amerykanów straciło dach nad głową, a straty banków i inwestorów oszacowane zostały na około 945 mld dolarów1. Kryzys ten był związany z amerykańskim rynkiem nieruchomości oraz z instytucjami finansowymi uczestniczącymi w ich obrocie, które udzielały z coraz większą swobodą kredytów na ich zakup. Harvey rozpatruje proces masowego nabywania nieruchomości na kredyt (zwykle tzw. kredyt subprime, czyli pożyczkę hipoteczną obarczoną wysokim ryzykiem, przeznaczoną dla ludzi o niskiej zdolności kredytowej) w odwołaniu do klasycznego Marksowskiego rozróżnienia wartości wymiennej i użytkowej. Nieruchomość może być rozpatrywana jako wartość użytkowa, z której korzystamy, zaspokajająca pewne nasze potrzeby: snu, odpoczynku czy po prostu posiadania własnej przestrzeni. Może być także rozpatrywana jako wartość wymienna: jako pewna inwestycja czy kapitał. Z perspektywy wartości użytkowej nieruchomość jest po prostu miejscem zamieszkania, z perspektywy wartości wymiennej jest towarem, posiadającym określoną wartość rynkową, który jest sprzedawany i kupowany. Pojęcia te pozwalają nam przedstawić dwa powiązane ze sobą procesy. Sam kryzys jest często nazywany po prostu „światowym kryzysem finansowym 2007–2008”, ponieważ rozpoczął się od pęknięcia gigantycznej bańki spekulacyjnej na rynku kredytowym, a skończył na równie spektakularnym planie pomocowym dla instytucji finansowych wdrożonym z obawy przed niewyobrażalną falą upadłości w USA i na całym świecie. Jak łatwo się domyślić, kryzys dotyczył wartości wymiennej nieruchomości, jednak jego skutki odczuli nie tylko inwestorzy, ale i miliony wywłaszczonych z swoich domów i mieszkań ludzi, pozbawionych jednej z zupełnie podstawowych wartości użytkowych – miejsca zamieszkania. Sprzeczność kapitalizmu, która objawia się w tym wydarzeniu, ma związek z samym kształtem tego procesu. Rozwój rynku mieszkaniowego, zaspokojenie określonych potrzeb społecznych, rozwija się zgodnie z logiką kapitalizmu. Proces ten nie jest czymś wyjątkowym, ale raczej czymś właściwym jego rozwojowi. Forma jego urynkowienia, sposobu, w jaki się rozwijał, wskazuje, jak społeczne dążenia (chęć posiadania mieszkania, choć nie neguję faktu, że wiele osób nabywało nieruchomości w czysto spekulacyjnych celach) stoją w sprzeczności z mechanizmami, które miały je realizować. Sprzeczność to właśnie ten proces rozchodzenia się interesów mieszkańców i kapitału finansowego, który miał zgodnie z neoliberalnymi przesłankami ukształtować proces handlu nieruchomościami.

W rozdziale dotyczącym czwartej sprzeczności („Prywatne zawłaszczenie a wspólne bogactwo”) Harvey zwraca uwagę, że forma rozwoju własności prywatnej taka jak ta, o której mówiliśmy powyżej w kontekście kryzysu, czyli przepływ kapitału od klas niższych do wyższych w formie zadłużenia czy drenażu środków publicznych (program pomocowy dla banków, tzw. plan Paulsona), jest zwykle przez teoretyków określana jako coś zewnętrznego lub niepożądanego względem normalnie funkcjonującego rynku kapitalistycznego. Zatem, że prawidłowo funkcjonujący rynek gwarantuje wzrost, obywając się bez takich szemranych procederów jak grabież, wywłaszczenie, monopolizacja, spekulacja (np. schematy Ponziego), korupcja, manipulacja cen, działalność mafijna lub quasi-mafijna, handel bronią czy narkotykami itp. Normalnie funkcjonujący rynek obywałby się także bez interwencji państwa. Jak stwierdził Ronald Regan: „Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, tylko problemem”. Państwo jest czymś złym, gdy wprowadza „szkodliwe i przestarzałe prawo”, takie jak ochrona praw pracowniczych, a bardzo dobrym, gdy można korzystać z jego represyjnych i ideologicznych aparatów. Wszystkie te czynniki są ponoć czynnikami zewnętrznymi wobec prawnie regulowanego rynku. Odwołując się do klasycznej pracy Karla Polanyiego Wielka transformacja, Harvey wskazuje, jak brutalne metody związane z narodzinami kapitalizmu zostały w nim zachowane, podporządkowując wszelkie dobra (własności użytkowe) procesowi produkcji wartości wymiennej i czyniąc je towarami. Zjawisko, które Harvey nazywa akumulacją przez wywłaszczenie (accumulation by dispossesion), nie jest zjawiskiem charakterystycznym tylko dla początkowej fazy rozwoju kapitalizmu. Właśnie w tych kategoriach możemy interpretować dramatyczne wydarzenia ostatniego kryzysu, w trakcie którego miliony dłużników zostały wywłaszczone ze swoich domów. Podobnie możemy myśleć o masowych wywłaszczeniach rolników w Indiach czy Chinach2. Co więcej, proces ten nie dotyczy tylko własności takiej jak nieruchomość czy ziemia, ale i dóbr wspólnych, o których jeszcze do niedawna nie pomyślelibyśmy, że można je zawłaszczyć, takich jak: sekwencja genów, powietrze (handel koncesjami na jego zanieczyszczenie), woda, gatunki roślin (np. handel nasionami GMO) i wiele innych. Sprzeczność, o której tutaj mowa, dotyczy formy tego procesu. Choć często dochodzą do nas informacje z całego świata o praktykach, które można by nazwać akumulacją przez wywłaszczenie, to jednocześnie procesy te są określane jako forma aberracji. „Normalny” rozwój kapitalistyczny sprzyja wzrostowi poziomu życia, wolności, kreatywności itd. Opiera się na uczciwych, prawnie regulowanych transakcjach. Harvey wskazuje, że forma akumulacji przez wywłaszczenie jest sprzeczna z warunkami produkcji i reprodukcji dóbr wspólnych. Proces urynkowienia dóbr wspólnych nie prowadzi do wywłaszczenia i masowej biedy jedynie akcydentalnie; zjawiska te wynikają z samego jego charakteru, który jest złożony i może ujawniać się w długim czasie. Dziś widzimy, że sprzeczne tendencje w obrębie samego kapitalizmu mogą zarówno zwiększyć poziom życia milionów ludzi, jak i równie łatwo sprowadzić miliony do poziomu zupełnej nędzy. Sprzeczności kapitalizmu nie są żadnym fatum, złowrogą siłą ukrytą przed naszymi oczami, tylko konceptualizacją pewnego pola, w obrębie którego ścierają się sprzeczne interesy. Jeżeli zmienia się pole lub kształt realizacji tych interesów, potrzebujemy nowej konceptualizacji.

Przedstawiłem powyżej dwie z siedmiu podstawowych sprzeczności, dwie spośród siedmiu linii będących napięciami między własnością prywatną i państwem kapitalistycznym, kapitałem i pracą czy społeczną wartością pracy i formą jej reprezentacji. Stanowią one sieć powiązanych linii napięć czy problemów współczesnego kapitalizmu i z pewnością warto podczas lektury książki Harveya zastanowić się nad kwestią relacji między nimi. Te podstawowe sprzeczności wraz z dwiema kolejnymi grupami: ruchomymi sprzecznościami (moving contradictions) oraz niebezpiecznymi sprzecznościami (dangerous contradictions)3 tworzą nie tyle systematyczną wykładnię funkcjonowania współczesnego kapitalizmu, co mapę problemową wskazującą ważne przemiany, kierunki zmian oraz możliwe alternatywy w ich obrębie. Niezależnie, czy są to dla nas nowe szlaki, czy dobrze już znane drogi, warto na nie czasem spojrzeć z lotu ptaka. Sam Harvey, choć nie odrzuca politycznej praxis prowadzonej zgodnie z hasłem „działaj lokalnie, myśl globalnie”, to wskazuje, że ustąpienie lewicy przed neoliberalną ofensywą, która rozpoczęła się w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku i trwa do dziś, pozostawia wiele problemów bez narzędzi tworzenia skutecznych frontów walki i środków do ich realizacji. Przedstawienie tych kwestii pod postacią sprzeczności pozwala nam dostrzec problematyczność procesów, które są nam często przedstawiane jako naturalne lub wręcz przeciwnie, jako zupełnie wyjątkowe.

Harvey podejmuje problemy takie jak monopolizacja, rola technologii, rozwarstwienie dochodów, stosunek od natury, wolność, wzrost gospodarczy i inne. Jest to, jak można by powiedzieć, klasyczny zestaw problemów filozofii marksistowskiej, idący śladem problematyki pierwszego tomu Kapitału Marksa. Harvey posługuje się też w dużej mierze klasyczną (dla wielu być może lekko przestarzałą) terminologią: sprzeczności, alienacja, humanizm. Teoria zaangażowana w wyłożenie sprzeczności kapitalizmu nie jest ani ekstrawagancka, ani nowatorska, jest ona jednak dalej w stanie w klarowny sposób wskazać ważne lokacje na politycznej mapie naszego globu. Siłą tej książki nie są nowatorskie pomysły czy drobiazgowa analiza. Jest nią umiejętne wykorzystanie teorii marksistowskiej w celu zrozumienia współczesnego świata, jego problemów społecznych i ekonomicznych. Książka ta jest napisana z myślą o szerszej publice (co nie znaczy, że jest banalnie prosta), dla której może ona być źródłem narzędzi interpretacyjnych procesów, które dzieją się na naszych oczach. Przejrzysty język, liczne odwołania do realnych przykładów, a także zawarty w książce apel, by czytelnicy nie przyglądali się biernie procesom, których wynik nie jest przesądzony, na spotkaniu w „Krytyce Politycznej” wywołałby zapewne ziewanie i pobłażliwe uśmiechy. Natomiast gdyby sięgnął po nią zwykły przechodzień, kupując swój egzemplarz w dworcowym kiosku, to po przeczytaniu z pewnością stwierdziłby: „To faktycznie ma sens!”.

Eliasz Robakiewicz

1 Źródło danych: http://www.washingtonpost.com/wp-srv/business/creditcrisis/

3 Są to sprzeczności dotyczące problemów, które potencjalnie mogłyby prowadzić do końca kapitalizmu czy ludzkości, jednak Harvey nie nazywa ich końcowymi czy śmiertelnymi, ponieważ nie wierzy, że jakikolwiek proces może determinować los samej ludzkości czy warunków społecznych, w których ona żyje. Sprzeczności te zawierają raczej w sobie pewne potencjalne kierunki rozwoju, które mogą prowadzić do katastrofalnych skutków.