Praktyka Teoretyczna – Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej

W prezentowanym numerze „Praktyki Teoretycznej” znalazły się teksty na różne sposoby konceptualizujące pracę reprodukcyjną na gruncie teorii marksistowskiej. Być może najistotniejszym z nich jest „Kapitał” a płeć Silvii Federici, włoskiej badaczki autonomistycznej i aktywistki ruchu „Płaca za pracę domową”. Zarówno publikowany artykuł, jak i cały dorobek naukowy i polityczny autorki pokazują, że praca reprodukcyjna, szczególnie ta wykonywana nieodpłatnie przez kobiety, jest czymś więcej niż wyzwaniem dla teoretyczek. Jest przedmiotem rzeczywistych walk o jej dostrzeżenie i upolitycznienie, a także – o uwzględnienie roli kobiet w oderwaniu od rzekomej naturalności sfery domowych obowiązków.

Szczególnie w Polsce niezbędne wydaje się powiązanie szerszego ujęcia teoretycznego, umieszczającego pracę reprodukcyjną w sercu systemu kapitalistycznego z praktyką walk o sprawczość kobiet. Dzięki temu mobilizacja kobiet, przede wszystkim w ramach Czarnych Protestów i inicjatywy Ogólnopolski Strajk Kobiet, zyskuje nowe oblicze – staje się walką przeciwko podporządkowaniu i wyzyskowi. W końcu walka o prawa reprodukcyjne to nie tylko walka przeciw państwu, Kościołowi czy mężczyznom chcącym decydować za kobiety o ich zdrowiu i życiu – jest to również walka przeciw kapitałowi, który w sferze reprodukcji ulokował swoje strategiczne interesy.

Dlatego też w niniejszym numerze postanowiliśmy zaprezentować dwa teksty przedstawicieli ruchu pracowniczego i działaczy OZZ Inicjatywa Pracownicza, którzy spierają się o znaczenie pracy reprodukcyjnej dla kapitalistycznego sposobu produkcji oraz oporu wobec niego. W kontekście naszego numeru ich głosy są tym bardziej interesujące, że ze wspominanym problemem mierzą się w bezpośrednim odniesieniu do Marksowskiego Kapitału. O ile Florian Nowicki w tekście „Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie?” proponuje ortodoksyjne rozumienie pracy reprodukcyjnej, podążające tropem przemyśleń Marksa i Engelsa, jego polemista, Krzysztof Król problem pracy reprodukcyjnej postrzega przede wszystkim przez pryzmat zerwania stosunku kapitalistycznego. Tym samym mamy nadzieję, że zawarte w niniejszym numerze teksty poświęcone pracy reprodukcyjnej staną się elementem szerszej refleksji nad antykapitalistycznym wymiarem walk o prawa reprodukcyjne.

CYTOWANIE: Praktyka Teoretyczna. 2017. „Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej”. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.9

 

AUTHOR: Theoretical Practice

TITLE: Introduction to the Discussion

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

 

 

W swojej pracy Money and Totality Fred Moseley mierzy się z niesławnym problemem transformacji – rzekomym błędem Marksa, polegającym na nieprzekształceniu przez niego wkładów kapitału zmiennego i stałego z wartości w ceny produkcji w dziewiątym rozdziale III tomu Kapitału (Marks 1957, 165–169). Moseley w interesujący sposób argumentuje, że problemu transformacji nie ma, a oponenci Marksa opierają się na koncepcjach, które w istocie z teorią Marksa nie mają zbyt wiele wspólnego. Choć sam problem może wydawać się techniczny, to wbrew pozorom dotyka on ważnych kwestii związanych z tym, jak rozumieć Marksowską teorię wartości opartej na pracy (Nowak-Posadzy 2015). Koncepcja wartości i pieniądza rozumianego jako ogólna forma przejawiania się wartości to fundament całej architektoniki Marksowskiego projektu. Moseley nie tylko stara się przedstawić spójną pod względem ilościowym procedurę przekształcenia wartości w ceny, ale także ująć ją w szersze ramy Marksowskiej teorii. Jego głównymi oponentami w książce pozostają ekonomiści, którzy sądzą, że popełniony przez Marksa błąd powoduje logiczną niespójność pomiędzy I a III tomem Kapitału, co w najgorszym razie prowadzi do całkowitego odrzucenia Marksowskiej teorii wartości (Böhm-Bawerk 1949, 101), a w najlepszym do utrzymania jej z poważnymi zastrzeżeniami (Bortkiewicz 1949, Samuelson 1970, Morishima 1973, Steedman 1977) .

            Problem transformacji w kanonicznej formie zostaje przedstawiony na początku dwudziestego wieku w pracy Władysława Bortkiewicza, matematyka i ekonomisty polskiego pochodzenia. Bortkiewicz jest twórcą, jak określa to Moseley, standardowej interpretacji Marksowskiej procedury przekształcenia wartości w ceny. Sama kwestia transformacji pojawia się u Marksa na przecięciu koncepcji konkurencji i teorii wartości dodatkowej – Marks w III tomie Kapitału stara się pokazać, jak powstaje ogólna stopa zysku w sytuacji zróżnicowanego organicznego składu poszczególnych kapitałów. Uznaje on, że ceny produkcji równają się cenie kosztu plus ogólnemu zyskowi, który zostaje rozdystrybuowany proporcjonalnie między poszczególnymi sferami produkcji w taki sposób, że odchylenia ceny od wartości wzajemnie się niwelują.

            Główny zarzut, który stawiają Marksowi zwolennicy interpretacji standardowej i na który Moseley chce odpowiedzieć, polega na tym, że nie przekształcił on w ceny produkcji wejściowych wartości kapitału zmiennego i stałego (Bortkiewicz 1949, 201). Marks zakłada, że są one takie same zarówno wtedy, gdy liczy średnie stopy zysku dla każdej ze sfer produkcji, jak i wtedy, gdy oblicza ogólną stopę zysku dla całego kapitału. W tym drugim przypadku przekształca tylko wytworzone już wartości towarów w ceny produkcji, ale nie wejściowe wkłady, dzięki którym te towary zostały wytworzone (Marks 1957, 167). Procedura Marksa jest przez to logicznie niespójna. Nie można też powiedzieć, że kapitaliści w danym sektorze najpierw kupują wkłady po hipotetycznych cenach wartości, a następnie sprzedają w cenach produkcji, dlatego że zarówno wejściowe wkłady, jak i wytworzone towary są wobec siebie współzależne i pokrywają się ze sobą – na przykład wartość kapitału zmiennego, która zaprzęgnięta zostaje do wytworzenia środków produkcji, jest jednocześnie w części wytworzonymi przez inny kapitał środkami konsumpcji.

            Poprawka Bortkiewicza, oparta na serii symultanicznych równań, prowadzi do rezultatów, które nie pozwalają utrzymać w pełni Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 224). Nie zostaje zachowana zakładana przez Marksa równość globalnej wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości. Inaczej też kształtują się stopy zysku. W systemie cenowym różni się ona od tej w systemie wartościowym. Konsekwencje, jakie wyciąga z tego Bortkiewicz, a później również Sweezy, bo to on popularyzuje poprawkę Bortkiewicza w zachodniej myśli ekonomicznej, nie były wcale uznane za druzgocące (Moseley 2016, 226). Dopiero później, gdy na horyzoncie pojawiają się Piero Sraffa i jego następcy, którzy często z Marksem sympatyzują, Marksowska teoria wartości staje się z uwagi na problem transformacji coraz bardziej marginalizowana.

            Dla ekonomistów marksistowskich stawka w sporze jest wysoka – nie chodzi tu tylko o przywrócenie należytej wagi Marksowskiej koncepcji wartości, ale też o to, że problem transformacji wpływa na kluczowe elementy teorii Marksa – zwłaszcza na prawo zniżkowej tendencji stopy zysku (Kliman 2007, 114). Moseley w swojej książce dowodzi, że Marksowskiej teorii wyzysku i wartości nieodłącznie towarzyszy aspekt ilościowy, który jego interpretacja rehabilituje, co umożliwia operacjonalizację Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 374). Choć Moseley nie zajmuje się tym w swojej książce, to jasne jest, że za – wydawałoby się – technicznym sporem stoi też kwestia polityczna – na przykład zachowanie aktualności prawa zniżkowej tendencji stopy zysku pozwala na pokazanie rewolucyjnych implikacji Marksowskiej teorii ekonomicznej, która w ten sposób może stać w opozycji do alternatywnych ekonomii heterodoksyjnych – zwłaszcza pokeynesowskich.

            Praca Moseleya składa się z trzech części. Pierwsza poświęcona jest rozwiązaniu problemu transformacji, a tak naprawdę pewnej rekonstrukcji Marksowskiej siatki pojęciowej. Tu szczególnie istotny jest drugi rozdział, w którym znajduje się algebraiczne podsumowanie interpretacji Moseleya. W kolejnych rozdziałach Moseley zajmuje się oparciem swojej koncepcji w źródłowych tekstach Marksa. Ostatnia część książki poświęcona jest analizie rozwiązań problemu transformacji zaproponowanych przez innych marksistów, a także odpowiedziom krytyków koncepcji Moseleya. Autor od lat bierze udział w debatach wokół problemu transformacji i część tekstów, które znajdują się książce, publikowana była już wcześniej. Tworzy ona jednak spójną całość, którą można traktować jako zwieńczenie dorobku autora.

            W recenzji podążam za strukturą książki Moseleya. Jego rozwiązanie problemu transformacji, a raczej wykazanie, że tego problemu w ogóle nie ma, jest jego głównym argumentem, więc zaczynam od jego zarysowania na tle interpretacji standardowej. Następnie przechodzę do omówienia źródłowego oparcia interpretacji w tekście Marksa, a na koniec przyglądam się krytykom koncepcji Moseleya, które on sam omawia w ostatniej części swojej pracy.

            Trzeba mieć na uwadze to, że Moseley jest ekonomistą i jego praca skierowana jest głównie do ekonomistek i ekonomistów, którzy mają pewną wiedzę na temat poruszanej problematyki. Wywód Moseleya jest momentami dość techniczny. Jego celem nie jest też, choć znakomicie orientuje się w projekcie Marksa, dokonanie całościowej rekonstrukcji Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej, ale przedstawienie przede wszystkim tych jej wątków, które wiążą się z problematyką transformacji.

            Główne cechy swojej koncepcji Moseley przedstawia w formie algebraicznej w drugim rozdziale swojej książki. Jego reinterpretacja najbardziej zbliżona jest do „New Interpretation” Duncana Foleya i „Temporal Single System Interpretation” Andrew Klimana. Warto zauważyć, że obie interpretacje, a zwłaszcza ta pierwsza (Fine 2004, 4), opierają się na pracy Isaaka Rubina Essays on Marxʼs Theory of Value, która w świecie anglosaskim miała duży wpływ na postrzeganie projektu Marksa. Rubin podkreśla ważną rolę pieniądza jako koniecznej społecznej formy, związanej ze specyficznym dla kapitalistycznego sposobu produkcji podziałem pracy i sposobem wymiany, poprzez którą przejawia się wartość (Rubin 1978, 68). Pieniądz pełni szczególną funkcję – jest namacalnym i bezpośrednim wyrazem wartości oraz, leżącej u jej podstaw, społecznej „substancji wartościotwórczej”: pracy abstrakcyjnej (Marks 1968, 43). Pieniądz zatem odgrywa rolę koniecznego ogniwa pośredniczącego pomiędzy producentami, co umożliwia wycenę towarów. Takie ujęcie kładzie silny nacisk na realizację wartości w wymianie, choć Moseley jednocześnie, nie idąc śladem „Value Form Theory”, utrzymuje substancjalny charakter pracy abstrakcyjnej, co pozwala mu na jej ilościowe ujęcie (Moseley 1997, 7). Postrzeganie teorii wartości Marksa przede wszystkim jako teorii monetarnej rzuca inne światło na problem transformacji. Dzięki temu Moseley problem przekształcenia wartości w ceny sytuuje, podobnie jak zwolennicy „New Interpretation”, w ramach ruchu kapitału P – T – P’, gdzie P’ = P + P∆ (Moseley 2016, 254), a nie wiąże go, jak robią to zwolennicy interpretacji tradycyjnych, z przejściem od hipotetycznego systemu wartościowego do systemu cenowego.

            Moseley argumentuje, że interpretacja Bortkiewicza-Sweezyʼego, jego głównych oponentów, zakłada, iż w teorii Marksa można wyróżnić dwa systemy – wartościowy i cenowy, które autorzy ci rozpatrują w kontekście prostej reprodukcji kapitału i trzech działów, zajmujących się produkcją środków produkcji, konsumpcji i dóbr luksusowych. Interpretacje dualne przyjmują, że systemy wartościowe i cenowe są wobec siebie niezależne. W systemie wartościowym wkłady i wytworzony produkt są liczone w wartości (czasie pracy), a w systemie cenowym w cenach. W ten sposób kształtują się też dwie różne stopy zysku, jedna wyrażona w cenach, a druga w wartościach. Towary mają więc tak naprawdę dwie ceny kosztów – cenową i wartościową. Wskazany przez Bortkiewicza błąd Marksa, polegający na nieprzekształceniu przez niego wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, uniemożliwia dochowanie reguł prostej reprodukcji kapitału, która zakłada równowagę całego systemu w danym okresie.

            Poprawka, którą proponują Bortkiewicz i Sweezy, polega na symultanicznym przekształceniu wszystkich kapitałów w ceny produkcji – włącznie z pierwotnym wkładem kapitału stałego i zmiennego, biorąc pod uwagę metody produkcji (współczynnik transformacji, czyli stosunek cen produkcji każdej sfery produkcji do zastosowanej w niej pracy) i płace (rozumiane tutaj jako ilość towarów, która pozwala na utrzymanie się robotników) – za pomocą serii równań (Bortkiewicz 1949, 202). Stopa zysku i ceny produkcji są określane dokładnie w tym samym momencie. Poprawka Bortkiewicza i Sweezyʼego powoduje, że nie da się utrzymać równości sum zakładanych przez Marksa – sumy wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości; zachowana zostaje tylko równość sum wartości dodatkowej wyrażonej w wartości i cenach produkcji, co można zilustrować dwoma tabelami (Moseley 2016, 226):

 C (kapitał stały)V(kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Stopa zysku
Dział I20510268375.22
Dział II20168112300.59
Dział III1503020200.11
Suma375300200875.30

Tabela 1: Hipotetyczny system, w którym towary wymieniają się według wartości

 

 C (kapitał stały)V (kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Cena produkcjiStopa zysku
Dział I1704497375312.45
Dział II177741300130.43
Dział III1251362200200.45
Suma312130200641.44

Tabela 2: Realny system, w którym wartość towarów wyrażana jest w cenach produkcji

 

W interpretacji Moseleya nie ma dwóch systemów, ale tylko jeden – realna gospodarka, w której najpierw na poziomie makro określa się całkowitą wartość dodatkową, globalnie wytwarzaną przez klasę robotniczą, a później na poziomie mikro wartość dodatkowa jest dystrybuowana między poszczególne kapitały. Kluczowe jest to, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim momencie tej procedury mowa jest o aktualnych cenach kosztu towarów, które nabywane są za z góry daną sumę pieniędzy. Gdy Moseley tłumaczy powstanie cen produkcji, czyli proces, w którym mamy do czynienia z wieloma kapitałami i ogólną stopą zysku, podkreśla to, że nie zmienia w zasadniczy sposób swojej perspektywy. Teoria wartości dodatkowej i teoria cen odnoszą się dokładnie do tej samej kwestii, czyli do wyrażonej w pieniądzu sumy, która jest podstawą inwestycji kapitalisty. Marks nie zmienia perspektywy pomiędzy I a III tomem Kapitału. Kapitaliści, zgodnie z ruchem P – T – P’, najpierw „wyciągają” z cyrkulacji już określoną sumę, za którą nabywają środki produkcji i konsumpcji, wyzyskują siłę roboczą, a następnie z zyskiem, który zawdzięczają zatrudnionej pracy, mogą zrealizować swoją inwestycję. Zainwestowana przez kapitalistę suma pieniężna (P), przy założeniu stałej wydajności pracy, będzie wchodzić w skład wytworzonego towaru i, jeżeli mowa o kapitale stałym, nie może być ona wyższa od ceny zakupionych wcześniej środków produkcji, a jeżeli chodzi o kapitał zmienny, który opłaca siłę roboczą, to tylko tutaj, dzięki różnicy między pracą a siłą roboczą, kapitalista może liczyć na zwiększenie się wyjściowej inwestycji, co wyraża się w postaci P’ (Moseley 2016, 33). Wielkość wartości dodatkowej jest kształtowana na poziomie makroekonomicznym, na poziomie globalnej walki klasowej. Wyrównywanie się stopy zysku w interpretacji Moseleya przypomina w istocie tautologiczną operację, która polega na tym, że na poziomie poszczególnych kapitałów całkowita wartość dodatkowa zostaje rozdystrybuowana proporcjonalnie do organicznych składów indywidualnych kapitałów. W tej operacji Moseley zakłada, że cena kosztu towaru pozostaje – niezależnie od tego, czy towary wymieniają się proporcjonalnie do uprzedmiotowionej w nich pracy, czy nie – taka sama. W tym drugim przypadku, czyli gdy mowa o poszczególnych kapitałach, mamy tylko do czynienia z modalnością polegającą na tym, że do ceny kosztu dolicza się również rozdystrybuowany pomiędzy kapitałami ogólny zysk. Nie jest zatem tak, jak przedstawia to standardowa interpretacja, że cena kosztu, która określa wartość towaru, jest inna niż cena kosztu, która określa ceny produkcji. Bortkiewicz i Sweezy zakładają, że cena kosztu towaru wyrażona w wartościach równa jest wartości środków konsumpcji i środków produkcji, a cena kosztu zastosowana w określaniu cen produkcji ma się równać cenom produkcji środków produkcji i konsumpcji. Moseley sądzi jednak, jak już odnotowano, że Marks nie zmienia swojego podejścia między I a III tomem Kapitału (Moseley 2016, 195), a zatem nie popełnia błędu, który polega na nieprzekształceniu ceny kosztu w tabeli cen produkcji, bo nie musi tego robić. W obu tabelach, które przedstawia, mowa jest dokładnie o tym samym, czyli o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego.

            Moseley traktuje wartość zarówno kapitału zmiennego, jak i stałego jako dane z góry sumy wyrażone w pieniądzu. Marksowska teoria jest więc tak naprawdę teorią monetarną – nie ma w niej miejsca na hipotetyczny system stricte wartościowy, który wymaga uaktualnienia przy rozpatrywaniu cen produkcji. Podobnie jak Foley w „New Interpretation” Moseley posługuje się koncepcją MELT („money expression of labour time”), która nadaje wspólną miarę wartości towarów, rozumianą jako uprzedmiotowiona praca abstrakcyjna i jako ceny (Foley 1982, 41). Nowo utworzona w danym okresie wartość jest rozumiana jako iloczyn wydatkowanego w tym okresie czasu pracy i współczynnika, w którym kluczowe znaczenie ma, zakładając towarową koncepcję pieniądza, czas pracy konieczny do wydobycia złota.

            Ważne jest to, że proces dystrybucji całkowitego zysku pomiędzy indywidualne kapitały i kształtowania się cen produkcji u Moseleya nie ma charakteru czysto konceptualnego i symultanicznego, ponieważ jest on rozciągnięty w czasie, co zbliża koncepcję Moseleya do „Temporal Single System Interpretation” Klimana (Kliman 2007, 163). Jak widzieliśmy wcześniej, zgodnie ze schematem P – T – P’ kapitalista najpierw nabywa środki konsumpcji i produkcji, a dopiero później realizuje zysk. Oznacza to, że nowo wytworzona wartość nie może być, jak chcieliby Bortkiewicz i Sweezy, określona symultanicznie z wartością pierwotnie zainwestowaną. Proces pomnażania kapitału rozciągnięty jest w czasie i nie da się w tym samym momencie określić P i P’. Moseley zatem, przyjmując bardziej realistyczne założenia w swojej koncepcji, które uwzględniają rozciągnięcie w czasie kapitalistycznej produkcji, argumentuje za sekwencyjnym charakterem kształtowania się cen produkcji. Jest to wspomniane wcześniej przejście z globalnej sumy wartości dodatkowej do jej dystrybucji na poziomie indywidualnych kapitałów.

            Rozwiązanie problemu transformacji, jakie proponuje Moseley, nie polega na poprawieniu Marksa, jak czynił to na przykład Bortkiewicz, ale na pokazaniu, że Marks błędu w ogóle nie popełnia. Moseley uznaje, że nie ma potrzeby przekształcenia wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, o których miał zapomnieć Marks, ponieważ mowa jest o realnej gospodarce kapitalistycznej, której struktura określana jest przez ruch kapitału pieniężnego, co oznacza, że wartości wkładów już z góry są dane i wycenione jako równe albo dążące do swoich cen produkcji. Moseley traktuje zatem, podobnie jak Foley w „New Interpretation, wartość kapitału zmiennego nie jako sumę towarów potrzebnych do biologicznej reprodukcji robotników, do czego zbliżał się czasami Marks, ale jako cenę nabywanych przez nich środków konsumpcji. Moseley idzie jednak dalej niż Foley, w analogiczny sposób traktując kapitał stały, który również ujmuje jako określoną z góry sumę pieniężną (Moseley 2016, 257). Autor Money and Totality może w ten sposób zachować jednocześnie obie sumy, które zakładał Marks – suma wartości dodatkowej równa się zyskowi, a ceny produkcji równają się wartościom. Stopa zysku, co jest szczególnie istotne z uwagi na próby zoperacjonalizowania Marksowskiej teorii, jest jedna i wyrażona w formie pieniężnej, a nie w formie wartości. Kształtuje się na poziomie globalnej walki klasowej, a nie dopiero w momencie przeprowadzenia transformacji indywidualnych wartości towarów w ich indywidualne ceny produkcji, jak chcieliby zwolennicy interpretacji standardowej.

            Warto zwrócić uwagę na to, że choć Moseley nie zajmuje się w swojej książce zbyt obszernie kwestią pieniądza nietowarowego, ponieważ nie był to przyjęty przez Marksa paradygmat, powstaje pytanie, na ile dzisiaj jego interpretacja może być aktualna. Moseley w dalszej części pracy napomyka o tym, że Marksowska teoria jest aktualna również dla pieniądza nietowarowego (Moseley przekształca w tym celu definicję MELT), ale można mieć wątpliwości co do tego, jak wiele Moseley pozostawia przestrzeni na wpływ czynników instytucjonalnych na określenie wartości pieniądza, zwłaszcza że nawet przy zmienionej definicji MELT, w której uwzględnia pieniądz papierowy, złoto dalej odgrywa rolę kluczową (Moseley 2016, 216; Moseley 2011).

            W kolejnej części książki autor zajmuje się źródłowym osadzeniem swojej interpretacji w tekstach Marksa. Jest to lektura Marksa dość specyficzna, bo jej wiodącym motywem jest problem transformacji, który dla samego Marksa pozostawał kwestią dość marginalną. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że Marks sam nie był zawsze w swoich tekstach jednoznaczny, Kapitału nigdy nie ukończył, a z późniejszych, wyrafinowanych matematycznie interpretacji przekształcenia wartości w ceny nie mógł zdawać sobie sprawy, interpretacja ta otwiera bardzo szerokie pole możliwości odczytań jego tekstów również z perspektywy teorii cen.

            Tekstualnej interpretacji Moseley poświęca tak naprawdę większość swojej książki. Bardzo skrupulatnie i obszernie omawia kwestie związane z Marksowską teorią cen przedstawioną nie tylko w Kapitale. Moseley omawia między innymi Zarys krytyki ekonomii politycznej, Rękopisy z lat 1861–1863. Rękopisy z lat 1864–1865, Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji. Obszerność materiału źródłowego, który rozpatruje Moseley, jest imponująca. Nie pozostawia bez analizy chyba żadnego fragmentu z prac Marksa, który dotykałby problemu transformacji.

            Autor przedstawia dwie hipotezy interpretacyjne – projekt Marksa ma dwa poziomy abstrakcji, które opierają się na ruchu kapitału P – T – P’. Najpierw w grę wchodzi poziom produkcji wartości dodatkowej, a następnie jej dystrybucji, przy czym, co ma szczególne znaczenie dla problemu transformacji, produkcja wartości dodatkowej jest krokiem logicznie wcześniejszym niż jej dystrybucja. Dwa poziomy abstrakcji, Moseley w tej kwestii podąża za Romanem Rosdolskym, odzwierciedlają Marksowski podział na kapitał w ogóle (czyli esencjonalne określenia kapitału, które odróżniają go od pieniądza i innych form wartości) i wiele kapitałów, poziom konkurencji (Rosdolsky 1977). Taka hipoteza interpretacyjna bliska też jest na przykład podejściu Henryka Grossmana, który zwracał uwagę na to, że struktura Kapitału opiera się na serii abstrakcji, zbliżających się sukcesywnie do faktycznego funkcjonowania kapitalizmu (Grossman 1992, 30). Warto odnotować fakt, że ujęcie to ma zwykle również swoje implikacje w kwestii wyjaśnienia natury kryzysów. Ich źródłem jest logicznie wcześniejszy etap produkcji wartości dodatkowej, a nie jej realizacja na rynku (Mattick 1969). U Marksa podział ten jest inspirowany, według Moseleya, Heglowską Nauką logiki, a konkretnie relacją między ogólnością a szczegółowością w ramach pojęcia. Autor Money and Totality jednak tego wątku nie rozwija – dla jego interpretacji problemu transformacji nie ma on w zasadzie żadnego znaczenia.

            Moseley wiążę dystynkcję między poziomami abstrakcji z ilościowym sposobem, w jaki Marks radzi sobie z kwestią transformacji. Całkowitą ilością wartości dodatkowej i jej powstaniem Marks zajmuje się, według Moseleya, w I tomie Kapitału, tom III natomiast ma być poświęcony dystrybucji wartości dodatkowej między poszczególne kapitały i powstaniu cen produkcji. Całkowita ilość wartości dodatkowej jest traktowana jako pierwotna dana, która następnie zostaje jedynie rozparcelowana między poszczególne kapitały. Moseley chce podkreślić, że przejście między I a III tomem Kapitału nie dotyczy przede wszystkim, jak chcieliby zwolennicy tradycyjnej interpretacji, kwestii kształtowania się indywidualnych cen najpierw (w I tomie Kapitału) proporcjonalnie do wartości towaru, a później (w III tomie) z uwzględnieniem odchyleń od uprzedmiotowionej w danym towarze wartości, ale różnicy między całym kapitałem a poszczególnymi kapitałami. Dopiero w tych szerszych ramach można ująć problem transformacji.

            Cena, jaką Moseley musi zapłacić za swoje podejście, jest dość wysoka. Po pierwsze, nie do końca jest jasne, w jaki sposób przyjęcie tego, że u Marksa można wyróżnić dwa poziomy abstrakcji, miałoby cokolwiek zmienić w kwestii transformacji wartości w ceny produkcji. Problem polega na tym, że takie ujęcie samo w sobie nie zaprzecza symultanicznej metodzie określania cen produkcji, jaką proponują Bortkiewicz i Sweezy, i może być z takim podejściem zgodne. Dopiero uwzględnienie tego, że ilość wartości dodatkowej nie może zmienić się w procesie przekształcenia wartości w ceny produkcji, zaprzecza interpretacji standardowej, co oczywiście Moseley też robi, ale to samo w sobie, moim zdaniem, nie musi koniecznie iść w parze z założeniem, iż Marks przyjmował w swojej teorii dwa poziomy abstrakcji. Moseley nie pokazuje dostatecznie wyraźnie związku między jakościowym i ilościowym aspektem podziału na kapitał w ogóle i wiele kapitałów. Po drugie, podnoszony też jest zarzut, że Marks, pisząc Kapitał, tę kluczową dystynkcję porzuca, ponieważ na poziomie kapitału w ogóle nie był on w stanie, bez odniesienie się do konkurencji, wyjaśnić powstania ogólnej stopy zysku (Heinrich 1989). Moim zdaniem jednak Moseley przekonująco odpiera ten zarzut, pokazując, że stopa zysku może kształtować się na poziomie kapitału w ogóle. Dopiero jej wyrównanie wiąże się z uwzględnieniem konkurencji wielu kapitałów.

            Autor Money and Totality bardzo szczegółowo analizuje Marksowską procedurę kształtowania się cen produkcji i wyrównywania stopy zysku w III tomie Kapitału. Zgodnie ze standardową interpretacją Marks powinien w III tomie Kapitału, w tabeli, w której zajmuje się przekształceniem wartości w ceny produkcji (Marks 1957, 165), zmienić ilości wkładów kapitału stałego i zmiennego. Innymi słowy, zwolennicy tej interpretacji sądzą, że gdy Marks zakłada, iż towary są wymieniane nie według ich wartości, jak było to w I tomie Kapitału, ale według ich cen produkcji, to nie może przyjmować, że ilości pierwotnego wkładu kapitału stałego i zmiennego równają się swoim wartościom, a nie cenom produkcji.

            Podejście autora Money and Totality jest radykalnie odmienne. W interpretacji Moseleya na obu poziomach abstrakcji mowa jest o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego, których wartość wyrażona jest w określonych ilościach pieniądza, co oznacza, że nie ma potrzeby przekształcania wejściowych wartości kapitału stałego i zmiennego. Moseley podkreśla, że Marks nigdzie w swoich tekstach nie pisał o tym, iż stosuje dwie ceny kosztu (Moseley 2016, 152). Marks zatem, zdaniem Moseleya, intencjonalnie zakłada takie same ceny kosztu zarówno w tabeli dotyczącej wartości, jak i cen produkcji. Tym samym ilości kapitału stałego i zmiennego nie muszą się zmieniać się w momencie, w którym określa się ceny produkcji, jak argumentują zwolennicy tradycyjnej interpretacji.

            Moseley ma problemy z wytłumaczeniem tego, dlaczego Marks w I tomie Kapitału, a zwłaszcza w rozdziale siódmym, wartość kapitału zmiennego i stałego ujmuje jako wartość środków pracy i siły roboczej (Moseley 2016, 179), a nie jako ich ceny. Traktuje to jako pewne tymczasowe uproszczenie. Pełne określenie kapitału zmiennego znajduje się, zdaniem Moseleya, dopiero w III tomie Kapitału, w którym Marks zajmuje się również cenami produkcji i w którym nie abstrahuje już od kwestii konkurencji – co jest szczególnie istotne, cena kosztu pozostaje w obu tomach Kapitału ilościowo identyczna.

            W kolejnym rozdziale Moseley zajmuje się omówieniem tych fragmentów tekstów Marksa, w których pisał on o pieniądzu. Autor Money and Totality polemizuje ze zwolennikami interpretacji standardowej, którzy błędnie zrozumieli Marksowską teorią pieniądza. Nie uwzględnili Marksowskiego dictum o tym, że „pieniądz nie ma ceny”, co wynika z dialektyki formy wartości (Moseley 2016, 209). Pieniądz nie może mieć żadnego obiektywnego miernika poza sobą samym, co oznacza też, że kapitaliści, którzy zajmują się wydobyciem złota, nie wytwarzają towarów takich jak wszystkie inne. Sektor wydobycia złota z tego powodu nie uczestniczy też w kształtowaniu się cen produkcji, czyli dystrybuowaniu zysków odpowiednio do organicznych składów poszczególnych kapitałów. Stopa zysku nie wyrównuje się pomiędzy tym sektorem a pozostałymi. Pozostaje on zupełnie poza opisanym przez Marksa w III tomie procesem. Moseley w ten sposób odpowiada na argumenty Bortkiewicza i Sweezyʼego, którzy sądzą, że uwzględnienie stopy zysku sektora wydobywczego złota w kształtowaniu się ogólnej stopy zysku sprawia, iż nie da się zachować Marksowskiej równości sum globalnych cen produkcji i wartości.

            Rekonstrukcja źródłowa dokonana przez Moseleya oparta jest na imponującej, szerokiej podstawie, ale jej rezultaty wydają się momentami niezbyt marksowskie. Chyba najbardziej problematyczne jest ujęcie dwóch poziomów abstrakcji i przejścia między kapitałem w ogóle a konkurencją, które przypomina przejście pomiędzy sumą danego zbioru a jego poszczególnymi elementami. Jest to oczywiście wygodne z perspektywy ilościowej, bo pokazuje, że Marks w I i III tomie Kapitału mówił o tej samej sumie, ale ten podział ma charakter czysto analitycznej abstrakcji. Nie widać w rekonstrukcji Moseleya wzajemnej współzależności pomiędzy obydwoma poziomami. Powołanie się na Hegla również nie pomaga, bo Moseley w tej kwestii ogranicza się zaledwie do kilku wzmianek, które w zasadzie nic nie wnoszą.

            W ostatniej części swojej książki Moseley zajmuje się analizą alternatywnych rozwiązań problemu transformacji, a także odpowiada swoim krytykom. Omawia chyba wszystkie możliwe interpretacje problemu transformacji, jakie pojawiły się w literaturze w ostatnich czterdziestu latach. Robi to w sposób chronologiczny, przez co pokazuje, jak z czasem odzyskiwano kolejne elementy Marksowskiej teorii z rąk zwolenników standardowej interpretacji, a zwłaszcza interpretacji Sraffy. Autor stara się pokazać mocne i słabe strony rozmaitych prób rozwiązania problemu transformacji, a także zestawić je ze swoją własną. Wśród interpretacji, które omawia, pojawia się „Iterative Interpretation” Anwara Shaikha, „New Interpretation” Duncana Foleya, interpretacja grupy „Rethinking Marxism” i inne.

            Najważniejsza oczywiście jest polemika ze zwolennikami interpretacji standardowej. Odparcie ich argumentów i pokazanie, że Marks nie zakładał dwóch systemów (wartościowego i cenowego), a symultaniczny sposób określania cen produkcji jest zupełnie niezgodny z Marksowskimi założeniami, jest tak naprawdę głównym celem książki Moseleya. Omawiając inne próby rozwiązania problemu transformacji, jednocześnie odpowiada on na zarzuty stawiane jego interpretacji. Zarzuty te mają zarówno charakter tekstualny, bowiem dotyczą tego, czy określona kwestia znajduje oparcie w tekstach Marksa, jak i formalny, związany z algebraicznym ujęciem danej interpretacji. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że te polemiki mają zwykle dość techniczny charakter. Interpretacja Moseleya w porównaniu z koncepcjami innych ekonomistów wypada bardzo dobrze pod tym względem, że autor Money and Totality utrzymuje wszystkie sumy zakładane przez Marksa.

            Z częstymi zarzutami, z którymi w książce mierzy się Moseley, spotyka się jego założenie, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi. W tej kwestii krytyka pada ze strony Andrew Klimana (Kliman 1999), twórcy „Temporal Single System Interpretation” oraz Alfreda Saad-Filho, który w problemie transformacji kładzie nacisk na koncepcję organicznego składu kapitału (Saad-Filho 1997). Ich krytyka ma raczej charakter zewnętrzny wobec interpretacji Moseleya. Kliman zakłada, że Marks przyjmował ceny produkcji jako krótkookresowe ceny równowagi, ponieważ w swojej interpretacji problemu transformacji uznaje, że przekształcenie wartości w ceny produkcji odbywa się w przeciągu kilku okresów produkcji. Saad-Filho natomiast sądzi, że Marks był zwolennikiem tej koncepcji, ponieważ jego celem nie było pokazanie ilościowo trafnego kształtowania się indywidualnych cen produkcji, ale jedynie dystrybucji wartości dodatkowej w sytuacji zróżnicowanego składu organicznego kapitałów. Odpowiedź Moseley opiera się na szerokiej podstawie źródłowej, dzięki której przekonująco wykazuje on, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi, a jego koncepcja w tej mierze zbliża się do teorii cen ekonomistów klasycznych (Moseley 2016, 289).

            Techniczny charakter ma też wymiana zdań między Moseleyem a Klimanem związana z tym, jak określać wartość danego kapitału pod względem temporalnym – czy pod uwagę brać cenę aktualną, czy też cenę historyczną (Moseley 2016, 303). Kliman argumentuje, że zakładając zmianę wartości kapitału w czasie, na przykład z powodu wprowadzenia nowych metod produkcji, Moseley musi przyjmować symultaniczną procedurę określania cen produkcji towarów, co zaprzeczałoby jego założeniom. Moseley rzeczywiście ma problem z ujęciem w czasie zmiany wartości kapitału. Zakłada on, że wartość wkładu danego kapitału jest w sposób retroaktywny ewaluowana jako aktualna cena produkcji, ale nie do końca przekonująco wyjaśnia, w jaki sposób ten proces się odbywa (Moseley 2016, 305).

            Wśród innych zarzutów pojawia się kwestia, jak określać wartość kapitału stałego i zmiennego. Moseley zgadza się, że teksty Marksa w tej materii pozostają dwuznaczne (Moseley 2016, 195). W swojej interpretacji przyjmuje, że wartości kapitału stałego i zmiennego należy rozumieć jako aktualne ceny produkcji tych kapitałów. Zwolennicy „New Interpretation” sądzą, że nie można traktować wartości kapitału stałego jako pierwotnie danej, która byłaby wyrażona jako aktualna cena produkcji (Moseley 2016, 257), ponieważ cena ta nie odpowiadałaby czasowi pracy potrzebnemu do wypracowania nabywanych, w ramach kapitału stałego, środków produkcji. Riccardo Bellofiore z kolei w swojej polemice zwraca uwagę, że wartość kapitału zmiennego powinna być określana w sposób endogeniczny jako ekwiwalent fizycznych dóbr, a nie aktualnych cen produkcji środków konsumpcji.

            Warto zwrócić też uwagę na polemikę z Bellofiorem, która kończy pracę Moseleya. Choć nie jest związana z problemem transformacji, to jest interesująca, ponieważ pokazuje dwa zupełnie różne podejście do Marksowskiej teorii, które z pozoru mogą się wydawać do siebie zbliżone – obaj autorzy podkreślają makromonetarny charakter Marksowskiej teorii, ale robią to w zupełnie inny sposób. Bellofiore, moim zdaniem, trafnie argumentuje, że relacja między perspektywą markoekonomiczną a mikroekonomiczną nie jest oparta na prostej redukcji, jak wydaje się ujmować to Moseley, ale na tym, że obie te perspektywy wzajemnie się warunkują i uzupełniają (Bellofiore 2004, 202). Zwraca uwagę na przykład na to, że monetarna forma kapitału zmiennego w postaci płac na poziomie mikroekonomicznym jest tylko zasłoną tego, co dzieje się na płaszczyźnie makroekonomicznej, czyli nierównej dystrybucji owoców pracy pomiędzy klasami, która wiąże się z kapitałem zmiennym i środkami konsumpcji rozumianymi jako wartości użytkowe, a nie jako aktualne ceny produkcji.

            Podsumowując, Moseley w swojej książce przedstawia interesującą interpretację Marksowskiego problemu transformacji, która oparta jest na bardzo szerokiej podstawie źródłowej, ale czy rzeczywiście jego praca jest, zgodnie z jej podtytułem, zakończeniem problemu transformacji? Na pewno jest to ciekawa próba, która pozwoli spać spokojniej tym, którzy obawiali się, że problem transformacji jest dla Marksowskiej teorii wartości druzgocący. Jest to też chyba jedna z nielicznych interpretacji, które w tak dużym stopniu angażują się w źródłową rekonstrukcję teorii Marksa, choć jednocześnie tutaj można mieć do niej największe zastrzeżenia. Cenne jest zwłaszcza to, że Moseley stara się pokazać monetarny wymiar Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy. Był to aspekt, który pozostał niezauważony przez zwolenników interpretacji standardowej i który pozwala odeprzeć zarzuty oponentów Marksa. Dzięki niemu Moseley przywraca również należytą wagę Marksowskiej teorii pieniądza, którą autor rozwija w innych pracach (Moseley 2004, 2011), choć moim zdaniem opiera się przy tym w zbyt dużym stopniu na towarowej koncepcji pieniądza. Pomysłowe jest zwrócenie uwagi na dwupoziomowy charakter projektu autora Kapitału i powiązanie go z problemem transformacji. Obrana przez autora Money and Totality droga usytuowania problemu przekształcenia wartości w ceny produkcji w szerszym kontekście projektu Marksa jest obiecująca. Książka Moseleya jest zatem nie tylko próbą poradzenia sobie z zagadnieniem transformacji, ale też ciekawym odczytaniem Marksa z perspektywy makromonetarnej.

 

Wykaz literatury

Bellofiore, Riccardo. 2004. „Marx and the macro-monetary foundation of microeconomics.” W The Constitution of Capital. Red. Nicola Taylor, Riccardo Bellofiore. London: Palgrave Macmillan.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1949. „Karl Marx and the Close of His System.” W  Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Bortkiewicz, Władysław. 1949. „On the correction of Marxʼs Fundamental Theoretical Construction in The Third Volume of Capital.” W Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Fine, Ben, Costas Lapavitsas i Alfredo Saad-Filho. 2004. Transforming the Transformation Problem: Why the »New Interpretation« Is a Wrong Turning.” Review of Radical Political Economics 36 (1): 3–19.

Foley, Duncan K. 1982. The Value of Money the Value of Labor Power and the Marxian Transformation Problem.” Review of Radical Political Economics 14 (2): 37–47.

Foley, Duncan K. 1986. Understanding Capital. Cambridge MA: Harvard University Press.

Grossman, Henryk. 1992. Law of Accumulation and Breakdown of the Capitalist System. London: Pluto Press.

Heinrich, Michael. 1989. „Capital in General and the Structure of Marx’s Capital.” Capital & Class 13 (2): 63–79.

Kliman, Andrew J. i Ted McGlone. 1999. „A temporal single-system interpretation of Marx’s value theory.” Review of Political Economy 11 (1): 33–59.

Kliman, Andrew. 2007. Reclaiming Marx’s Capital: A Refutation of the Myth of Inconsistency. Lanham: Lexington Books.

Marks, Karol. 1957. Kapitał. Krytyka Ekonomii Politycznej. T. III. Tłum.  zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T. I. Proces wytwarzania kapitału”. W Karol Marks i Fryderyk Engels.          Dzieła. Tom 23. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Mattick, Paul. 1969. Marx and Keynes. Boston: Porter Sargent Boston.

Morishima, Michio. 1973. Marx’s Economics A Dual Theory of Value and Growth. Cambridge: Cambridge University Press.

Moseley, Fred. 1997. Abstract labor: substance or form? A critique of the value-form interpretation of Marx’s Theory. https://www.mtholyoke.edu/~fmoseley/Working_Papers_PDF/VALUEFRM.pdf [dostęp: 13.09.2017].

Moseley, Fred. 2005. „Money Has No Price: Marx’s Theory of Money and the Transformation Problem.” W Marx’s Theory of Money. Red. Fred Moseley. London: Palgrave Macmillan.

Moseley, Fred. 2011. „The Determination of the »Monetary Expression of Labor Time« (»MELT«) in the Case of Non-Commodity Money.” Review of Radical Political Economics 43 (1): 95–105.

Moseley, Fred. 2016. Money and Totality: Marx’s Logical Method in Capital” and the End of the Transformation Problem”. Leiden: Brill.

Nowak-Posadzy, Krzysztof. 2015. „Jaką teorią jest Marksowska teoria wartości opartej na pracy?”. Praktyka Teoretyczna 1(15): 15–56.

Rosdolsky, Roman. 1977. The Making of Marx’s Capital Volume 2. London: Pluto Books.

Rubin, Izaak. 1928 [1975].  Essays on Marx’s Theory of Value. Montreal: Black Rose.

Saad-Filho, Alfredo. 1997. „An alternative reading of the transformation of values into prices of production.” Capital & Class 21 (3): 115–136.

Samuelson, Paul A. 1971. „Understanding the Marxian Notion of Exploitation: A Summary of the so-Called Transformation Problem between Marxian Values and Competitive Prices.” Journal of Economic Literature 9 (2): 399–431.

Steedman, Ian. 1977. Marx after Sraffa. London: New Left Books.


Michał Chotkiewicz – magister prawa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się Marksowską krytyką klasycznej ekonomii politycznej i jej współczesnymi interpretacjami.

 

Dane adresowe:

Instytut Filozofii UW

Karkowskie Przemieście 3

00-001 Warszawa

E-mail: michotkie@gmail.com

 

Cytowanie: Chotkiewicz, Michał. 2017. Koniec problemu transformacji?. Praktyka Teoretyczna 3(25): XX-XX.

Author: Michał Chotkiewicz

Title: End of transformation problem?

Abstract: In this text I analyze Fred Moseley’s newest book Money and Totality, which tackles infamous transformation problem. Moseley not only tries to show that Marx’s theory is quantitatively valid and that transformation problem is in fact a pseudo-problem, but he also situates it in a broader (macro-monetary) context of Marx’s whole theoretical endeavor.

Keywords: transformation problem, labor theory of value, political economy, Marxian economics

 

 

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

Massimo De Angelis – Ogólny wzór dóbr wspólnych

 

Dwa obiegi

W tekście tym badam źródła relacji między systemem kapitalistycznym a systemem dóbr wspólnych (the commons) – sposoby, w jakie gospodarka bądź rynki w istocie zakładają dobra wspólne. Począwszy od lat 90. XX wieku w literaturze poświęconej dokonywanym przez kapitał grodzeniom dóbr wspólnych – często przyjmującym postać przemocowego wywłaszczania z zasobów utrzymywanych wspólnie oraz ustanawiania instytucji państwowych i ram prawnych służących ochronie wywłaszczeń – zakłada się, że dobra wspólne stanowią stały element rozwoju kapitału, a nie, jak utrzymywała tradycyjna literatura marksistowska, jednorazowe zdarzenie, inicjujące proces kapitalistycznego rozwoju (De Angelis 2004, Harvey 2003, Midnight Notes Collective 1992). Rozwój kapitalizmu wymaga utowarowienia rzeczy oraz przekształcenia ludzi w siłę roboczą możliwą do nabycia za płacę, ciągłego pozyskiwania kolejnych rzeczy i przekształcania ich w kapitał. W szczególności potrzebuje zaś wytwarzania zależności od formy towarowej stosunków społecznych, tak, by ludzie nie byli w stanie uwolnić się od kapitalistycznego przymusu pracy (Cleaver 1979). Jeżeli jednak kapitał, na różnych etapach swojego rozwoju, zawłaszcza napotkane dobra wspólne, to także one muszą reprodukować się i rozwijać. Dobra wspólne istniały na każdym z etapów rozwoju kapitału, jednak gdy kapitał zacznie postrzegać je jako granicę, którą należy przekroczyć, będzie dążył do wytworzenia strategii ich zawłaszczenia bądź wykorzystania. Skuteczność tej strategii uzależniona jest od względnej mocy, jaką dysponuje każda z przeciwstawnych sił społecznych. Z koegzystencją dóbr wspólnych i kapitału mamy zatem do czynienia przez cały czas, w każdym punkcie rozwoju i wzajemnych stosunków sił.

Istnieje jednak wciąż powracająca linia komunikacji i wymiany pomiędzy tymi dwoma systemami, kapitałem i dobrami wspólnymi, która powszechnie rozumiana jest jako „gospodarka”. Gospodarka, tak, jak rozumiemy ją dziś, opiera się na pieniądzu jako środku wymiany, zapłaty bądź jako mierniku wartości. Paradoksalnie, pieniądz jest również podstawą dwóch przeciwstawnych systemów, osadzonych w odmiennych sposobach istnienia, praktykach wartościowania oraz o różnych celach, którym służy produkcja i reprodukcja systemu. W swojej poprzedniej książce (De Angelis 2007a, 40–41) w kontekście sumy dążeń systemu kapitalistycznego, jego naglącej potrzeby akumulacji wraz ze strategicznymi problemami, związanymi z pokonywaniem napotykanych barier, posłużyłem się pojęciem dążenia do zachowania swojego istnienia (conatus of self-preservation). Marks, w pierwszym tomie Kapitału, pisał o tym jako o produkcji dla samej produkcji lub akumulacji dla samej akumulacji: „Akumulujcie, akumulujcie! Tak głosi Mojżesz i prorocy!” (Marks 1951, 641). Pojęcie conatus pochodzi od Spinozy, a ostatnio zostało podchwycone przez neurobiologa Antonio Damasio. Według niego, pomysł Spinozy „interpretowany z korzystnej perspektywy czasu […] zakłada, że żywy organizm jest tak skonstruowany, by utrzymać spójność swych struktur i funkcji wbrew zagrażającym życiu okolicznościom” (Damasio 2005, 35). Ja natomiast, w książce Beginning of History, przekładam te organiczne uwarunkowania na omówienie form, za pomocą których kapitał jako system utrzymuje spójność w obliczu licznych niebezpieczeństw „zagrażających [jego] istnieniu”, jakie niosą za sobą walki klasowe w obrębie dóbr wspólnych. W niniejszej książce chciałbym podjąć się odwrotnego zadania: rozważyć, w jaki sposób systemy dóbr wspólnych mogą zachować swoją spójność w obliczu licznych niebezpieczeństw „zagrażających istnieniu”, w głównej mierze wskutek inercji, odmowy oraz codziennej walki przeciwko kapitałowi. Aby wyjść z jednego systemu i wejść do innego, musimy tym samym znowu uderzyć do (albo uderzyć w) bramy pieniądza.

W tym celu posługuję się przede wszystkim Marksowskim narzędziem analitycznym i łączę ze sobą dwie formy cyrkulacji towarów. W czwartym rozdziale Kapitału Marks przeciwstawia sobie to, co nazywa najprostszą formą cyrkulacji towarów, ogólnemu wzorowi kapitału. Pierwsza z nich to T-P-T, a druga to P-T-P’, gdzie T oznacza towar, P – pieniądz, zaś P’ to ilość pieniędzy przewyższająca pierwotnie zainwestowaną sumę, włączając w to zysk. Rozróżnienie to pochodzi ze starożytności – jako pierwszy poczynił je Arystoteles, którego Marks przywołuje. Obie formy wyrażają proces w jego trwaniu. Łącznik  „-” pomiędzy literami symbolizuje przemianę, przejście z rąk do rąk (wymianę) między dwoma podmiotami: w przypadku T-P – towaru w pieniądz (sprzedaż), zaś P-T – pieniądza w towar (kupno). Obie formy opisują następstwo czasowe w danym miejscu lub miejscach. Jako że wszystkie wchodzące w skład tych procesów elementy, zarówno towar T, jak i pieniądz P, podlegają przemianie w P lub T, formy cyrkulacji nazywane są również obiegami. Wprowadzam kategorię obiegu, by zaledwie zasugerować istnienie ogólnego systemu takiego jak ramy przepływu kapitału (Meadows 2008), po to, by rozpocząć analizę poszczególnych dóbr wspólnych, wskazać punkty zwrotne, mocne i słabe punkty poszczególnych dóbr wspólnych w odniesieniu do kluczowych elementów ich obiegu; by porównać ten obieg z obiegami pieniądza, określić stopień istotności pieniądza w odniesieniu do samoreprodukujących się zasobów oraz by przyjąć strategiczną dla poszerzenia dóbr wspólnych perspektywę, stawiającą czoła ich otoczeniu bez ryzyka utraty ich organizacyjnej spójności.

Obie formuły zawierają te same elementy i składają się na nie te same działania. Elementy wspólne dla obu formuł to towar T i pieniądz P, natomiast działania, które formuły obejmują, to sprzedaż i kupno. Występują tu więc wszystkie podstawowe składniki, konstytuujące współczesne, neoliberalne wyobrażenia o gospodarce kapitalistycznej: kupno i sprzedaż, rynek.

W każdej z faz obu obiegów „przeciwstawiają się sobie te same dwa elementy rzeczowe, towar i pieniądz – i dwie osoby w tych samych maskach ekonomicznych, nabywca i sprzedawca” (Marks 1951, 157). Ostatecznie, „każdy z obu tych ruchów okrężnych jest jednością tych samych przeciwstawnych faz i w obydwu wypadkach jedność ta dochodzi do skutku dzięki udziałowi trzech kontrahentów, z których jeden tylko sprzedaje, drugi tylko kupuje, trzeci zaś na przemian kupuje i sprzedaje”. (Marks 1951, 157).[2]

Obiegi te różnią się między sobą w co najmniej trzech aspektach.

Po pierwsze, tym, co odróżnia obieg T-P-T od obiegu P-T-P’, jest odwrócona kolejność następowania po sobie dwóch faz. O ile prosta cyrkulacja T-P-T zaczyna się od sprzedaży, a kończy na kupnie, to obieg pieniędzy jako kapitału w P-T-P’ zaczyna się kupnem, a kończy sprzedażą. W T-P-T zarówno punktem wyjścia, jak i celem jest towar, zaś w drugim z obiegów – pieniądz. W pierwszym obiegu pieniądze są pozyskiwane na rynku w ramach aktu sprzedaży towaru, po to, by poprzez zakup towaru powrócić do obiegu. W drugim natomiast, pieniądze są wykładane po to, by je odzyskać. Pierwszą zatem różnicą, jaka występuje pomiędzy prostą cyrkulacją towarową a tą kapitału, jest ich cel. W pierwszym wypadku celem jest zaspokojenie potrzeb, zaś pieniądze są zaledwie środkiem służącym do osiągnięcia tego celu. Celem drugiego obiegu jest pozyskanie zasobów pieniężnych: środek staje się tu celem.

Po drugie, choć w prostej cyrkulacji towarów po obu stronach znajdują się towary, i to o takiej samej wartości, to „jako wartości użytkowe towary różnią się [..,] jakością”, jak na przykład ziemniaki i komputery. Jednakże:

Inaczej ma się rzecz z cyrkulacją  P-T-P. Na pierwszy rzut oka wydaje się ona pozbawiona treści, bo tautologiczna. Oba punkty krańcowe mają tę samą formę ekonomiczną. Oba są pieniądzem, a więc nie są jakościowo różnymi wartościami użytkowymi, gdyż pieniądz jest właśnie przeistoczoną postacią towarów, w której szczególne wartości użytkowe zostały zatarte. […] Suma pieniędzy może się w ogóle różnić od drugiej sumy pieniężnej tylko swą wielkością. Proces P-T-P zawdzięcza więc swą treść nie jakiejś różnicy jakościowej swych krańcowych punktów, gdyż na każdym stoi pieniądz, lecz jedynie ich różnicy ilościowej. W rezultacie wycofujemy z cyrkulacji więcej pieniędzy niż wrzuciliśmy do niej na początku (Marks 1951, 159–160).

Ten przyrost pieniądza Marks nazywa wartością dodatkową (surplus value): „Pierwotnie wyłożona wartość nie tylko więc zachowuje się w cyrkulacji, ale zmienia w niej wielkość swej wartości, zwiększa się o pewną wartość dodatkową, czyli pomnaża się. A ruch ten przekształca ją w kapitał” (Marks 1951, 160). To spostrzeżenie prowadzi Marksa do omówienia pochodzenia wartości dodatkowej w produkcji wraz z korespondującymi z nią prawami rozwoju kapitalistycznego. W prostej formie cyrkulacji towarowej nie może pojawić się z kolei żadna wartość dodatkowa. P-T-P’ oraz T-P-T jawią się więc jako dwa różne równania chemiczne, o tych samych elementach, ale odmiennej kompozycji i strukturze, a przede wszystkim – o odmiennych celach. Do pewnego stopnia to urzeczywistnianie tych różnych celów pozwala lub uniemożliwia reprodukcję właściwych im systemów, która może nastąpić tylko przez powtórzenie tych przemian.

Docieramy tym samym do trzeciej, kluczowej różnicy. W prostym obiegu towarów:

powtórzenie czy ponowienie sprzedaży w celu kupna ograniczone jest, jak sam ten proces, przez leżący poza nim cel ostateczny, którym jest spożycie, zaspokojenie określonych potrzeb. Natomiast przy kupnie w celu sprzedaży początek i koniec jest ten sam, jest nim pieniądz, wartość wymienna, i już przez to samo ruch ten nie ma końca (Marks 1951, 160).

Mamy tu do czynienia z rozróżnieniem na ekonomię i chrematystykę, dokonanym już przez Arystotelesa, gdzie ta pierwsza jest sztuką gospodarowania w granicach zrównoważonego systemu potrzeb, druga zaś – dehumanizującą aktywnością polegającą na akumulacji pieniądza za pośrednictwem rynku, innymi słowy – na bogaceniu się.

W Polityce Arystoteles stwierdza, że chrematystyka dopuszczalna jest tylko wtedy, gdy do wymiany dochodzi bezpośrednio  między producentem a kupcem za sprawiedliwą cenę; tym samym nie dochodzi do powstania nadwyżki. Innymi słowy, drobny handel, systemowo powiązany z gospodarstwem domowym, jest dozwolony. Z drugiej strony, niedozwolone jest, aby producent dokonywał zakupu, a następnie odsprzedawał towar konsumentom po wyższej cenie niż pierwotna, generując tym samym wartość dodaną. Pieniądz służyć ma zatem jedynie jako środek wymiany oraz miara wartości. Arystoteles opiera się na fundamentalnym rozróżnieniu pomiędzy dwiema instytucjami i ich celami, czy też przywołuje pole siłowe, w którym wszystkie siły zmierzają do jednego obszaru. Zdaniem Arystotelesa polis nakierowane jest na dobrobyt niezbędny dla dobrego życia i w tym celu gromadzi bogactwo w ramach gospodarstw domowych. Dobre życie jest zarówno celem, jak i granicą absorpcji bogactwa pochodzącego z gospodarki domowej przez polis. W przypadku chrematystycznej pogoni za pieniądzem dla samego pieniądza celem, polem siłowym, w którym wszystkie siły zmierzają w jedno miejsce, nie jest coś zewnętrznego wobec bogactwa, ale ono samo. W koncepcji tej zamiast dobrego życia mamy zaledwie egzystowanie, stawanie się narzędziem w pogoni za bogactwem.

 

Rys. 1. Dążenie (conatus) kapitału do nieograniczonej ekspansji

Chrematystykę zilustrować można niekończącą się spiralą, przedstawioną na Rys. 1. Z każdym kolejnym wzrostem akumulacji pieniądza wydobyto jeszcze więcej surowców  naturalnych, wyzyskano kolejnych robotników, by wytworzyć wartość dodatkową; biosfera, rzeki, gleba zostały obciążone kolejnymi „efektami zewnętrznymi”, wzrosła liczba ludzi doprowadzonych do ubóstwa wskutek grodzeń, pośród robotników na całym świecie pojawiły się nowe podziały. Rzecz jasna należy zaznaczyć, że w ramach realnie zachodzących procesów ludzie cały czas stawiają opór, a nie są po prostu zdani na łaskę procesów kapitalistycznych.

Słowem „ludzie” (people) posłużyłem się tu w potocznym sensie. Czym innym jest pojęcie „lud” (people), które nie tylko redukuje różnice do jedności – choć w obrębie ludności istnieje cały szereg różnic (Hardt i Negri 2004, XIV). – ale też jest niewrażliwe tak na relacje wewnętrzne, jak i te z otoczeniem. Podobnie jest w przypadku pojęcia „masy” (the masses), którego istotą jest „niezróżnicowanie: wszystkie różnice zostają rozpuszczają się i znikają w masie. Wielobarwność populacji blaknie i zmienia się w szarość. Masy te zdolne są poruszać się zgodnie tylko dlatego, że stanowią „niewrażliwy na różnice, zuniformizowany konglomerat” (Hardt i Negri 2004, XIV). Hardt i Negri przeciwstawiają masom pojęcie wielości (multitude), „złożonej z niezliczonych wewnętrznych różnic, niesprowadzalnych do jedności czy pojedynczej tożsamości – różne kultury, rasy, etniczności, płcie i orientacje seksualne; różne formy pracy; różne style życia; odmienne światopoglądy; różne pragnienia. Wielość jest mnogością tych wszystkich poszczególnych pragnień” (Hardt i Negri 2004, XIV). To dlatego wielość jest wielobarwna, a nie szara.

Pojęcie wielości pomija jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, jest ono nieostre w odniesieniu do kapitału : obejmuje podmiotowości znajdujące się wewnątrz lub na zewnątrz kapitału, chociaż dla Hardta i Negriego, którzy nie dysponują systemowym rozumieniem społeczeństwa, nie istnieje zewnętrze kapitału i jego imperium. Ponadto, ponieważ ich koncepcja wielości „obejmuje potencjalnie wszystkich zróżnicowanych aktorów produkcji społecznej” (Hardt i Negri 2004, XIV), należy uwzględnić ich wzajemny stosunek sił – coś, co stanowi o ich zróżnicowaniu, a więc konstytuuje mnogość. Jeżeli projekt demokracji wielości pozostanie niedookreślony pod względem stosunków sił, ryzykujemy, że może nie pokrywać się ze sprawiedliwością społeczną, szeroko zakrojoną redystrybucją bogactwa czy ekologiczną transformacją społecznej produkcji. Istnieje jeszcze jedno kluczowe rozróżnienie, na wielość i klasę robotniczą, która u Hardta i Negriego pojawia się tylko w odniesieniach do „klasy robotniczej” rozumianej jako przemysłowa klasa robotnicza, to jest homogeniczne podmiotowości istniejące w obrębie fabrycznej dyscypliny pracy. Uważam, że to ujęcie jest zwodnicze, ponieważ znaczna część literatury, od włoskiego feminizmu marksistowskiego po amerykański autonomizm, zwracała uwagę na to, że klasa robotnicza od zawsze dzieliła się na warstwy różniące się między sobą pod względem posiadanej sprawczości. Najważniejszy zaś podział to ten na robotników objętych stosunkiem pracy najemnej i tych pozostałych. W dalszej części powrócę jeszcze do analizy pojęcia klasy robotniczej oraz wielości, gdy wprowadzę dramatis personae, różnych aktorów występujących w ramach poszczególnych obiegów.

 

Pozycje aktorów: kapitaliści i commonersi

Marks podaje nam imię „świadomego przedstawiciela” obiegu P-T-P’, kiedy nazywa tego posiadacza pieniędzy „kapitalistą”:

Jego osoba, a raczej jego kieszeń staje się punktem wyjścia i punktem powrotu pieniędzy. Obiektywna treść tej cyrkulacji – pomnażanie wartości jest jego subiektywnym celem; jako kapitalista, czyli jako kapitał uosobiony, obdarzony wolą i świadomością, działa on o tyle tylko, o ile wyłączną pobudką jego operacyj jest przywłaszczanie w coraz to większych rozmiarach bogactwa abstrakcyjnego. Nie należy więc nigdy uważać wartości użytkowej za bezpośredni cel kapitalisty. Nie jest też jego celem jednorazowy zysk, lecz jedynie nieustanny ruch osiągania zysku. To bezwzględne dążenia do bogacenia się, ta namiętna pogoń za wartością wymienną jest wspólna kapitaliście i zbieraczowi skarbu; gdy jednak zbieracz skarbu jest tylko obłąkanym kapitalistą, kapitalista jest racjonalnym zbieraczem skarbu. Gdy zbieracz skarbu dąży do nieustannego pomnażania wartości, usiłując ratować pieniądz przed cyrkulacją, rozumniejszy odeń kapitalista osiąga to samo, puszczając pieniądz wciąż na nowo w cyrkulację (Marks 1951, 162–163).

Sam Marks nie nazywa aktorów biorących udział w obiegu T-P-T, ale część tradycji marksistowskiej określa ich mianem drobnych handlarzy (petty traders). Tak jak kapitaliści stają się kapitalistami „o tyle tylko, o ile wyłączną pobudką [ich] operacyj jest przywłaszczanie w coraz większych rozmiarach bogactwa abstrakcyjnego” (Marks 1951, 162), tak drobni handlarze są drobnymi handlarzami tylko jeśli wystawiają na rynku towary w celu zaspokojenia swoich potrzeb. Stąd, o ile o kapitalistach stanowią ich cele wyznaczane w stosunku do konieczności reprodukcji obiegu kapitału, dla drobnych handlarzy decydujące są środki, jakie wykorzystują oni na rzecz reprodukcji swojego systemu/obiegu potrzeb i pragnień. Z perspektywy ich dążeń nie są drobnymi handlarzami, ale przynależą do większej, społecznie zróżnicowanej kategorii aktorów, których ogólnie rzecz biorąc możemy określić commonersami. Rzecz jasna, przypisywanie im tej kategorii niekoniecznie koresponduje z ich autoidentyfikacją. Mógłbym bez końca przeprowadzać ankiety albo poświęcić miesiące badaniom etnograficznym mojego lokalnego rynku i najprawdopodobniej ani razu nie padłoby w nich słowo commoner. Ludzie zazwyczaj określają się przez swój zawód, wykonywaną pracę, status, role rodzinne, narodowość, płeć, religię, grupy etniczne, sympatie polityczne, zaangażowanie społeczne, a także klasę i samo bycie człowiekiem. Samoidentyfikacja jako commoner – dość powszechna w średniowiecznej Anglii – przecina wszystkie te poziomy i wymaga dzisiaj refleksji nad ludycznymi siłami, serdecznością i wysiłkiem wkładanym w podtrzymywani  interakcji pomiędzy różnorodnymi aktorami społecznymi oraz różnymi – jeśli nie przeciwstawnymi – społecznymi uwarunkowaniami, w tym takimi jak te kapitalisty.

Na tym poziomie ogólności tak kapitaliści, jak i commonersi definiowani są w odniesieniu do obiegu, jakiemu dają początek, i do poziomu rynkowej wymiany. Ze względu na wszystkie kwestie praktyczne, tożsamość rzeczywistych aktorów jest dalece bardziej złożona. Posłużmy się przykładem: funkcja kapitalistów przejęta została przez menedżerów, oni z kolei zostali zastąpieni przez system zarządzania, który obejmuje coraz to nowe warstwy robotników najemnych i innych, by z powodzeniem wprowadzić nadzór niezbędny dla wytworzenia wydajności, która doprowadzi do maksymalizacji zysków.

Z drugiej strony definicji commonersa nie wyczerpują drobni handlarze, choć drobni handlarze są commonersami. Stanie się to bardziej zrozumiałe w dalszej części, w której omawiam formułę dóbr wspólnych. W tym miejscu zaznaczę tylko, że pojęcie commoner jest bardziej ogólne niż robotnik bądź „proletariusz”. Pojęcie robotnika co do zasady rozumiane jest przez pryzmat pracy najemnej; utożsamienie to, choć często kwestionowane ze względu na pominięcie ogromu niepłaconej pracy niezbędnej dla reprodukcji i utrzymania kapitału, jest silnie zakorzenione (Cleaver 1979). W tym sensie określenie commoner obejmuje zarówno robotników najemnych, którzy sprzedają swoją siłę roboczą, jak i nieopłacanych robotników, w tym przede wszystkim kobiety, których praca służy przeważnie reprodukcji siły roboczej. Robotnicy również są zatem drobnymi handlarzami, którzy w celu zaspokojenia własnych potrzeb sprzedają towar – siłę roboczą. Dotyczy to również wykwalifikowanej siły roboczej – im wyższe kwalifikacje, w tym wyższym stopniu koszty reprodukcji elementów składowych wyspecjalizowanej siły roboczej są postrzegane jako nakład mający na celu ułatwienie zatrudnienia (to jest, sprzedaży utowarowionej siły roboczej).

Proletariusz jest terminem szerszym niż robotnik i zazwyczaj obejmuje nie tylko podmioty społeczne pracujące w ramach systemu pracy najemnej, ale także tych wyłączonych z systemu produkcji, bezrobotnych i ich rodziny nieotrzymujące wynagrodzenia. Pojęcie to jest jednak trudne do pogodzenia ze współczesną fragmentaryzacją klasy robotniczej, złożonej z podmiotów o zróżnicowanym dostępie do wspólnych środków produkcji. Łacińskie korzenie tego słowa odnoszą proletariat do najniższej klasy obywateli rzymskich, dla których jedyną formą przysłużenia się państwu było posiadanie dzieci. W tradycji radykalnej jest to określony podmiot społeczny o szczególnym stosunku względem kapitału: wyzyskiwani lub zrewoltowani. Tak, jak w pojęciu proletariusz zawiera się termin robotnik, nie wyczerpując go, tak w pojęciu commoners mieści się definicja proletariusza.

Commonersów określa stosunek do kapitału, przez płacę lub jej brak, przez drobny handel lub ubóstwo; definiuje ich jednak także posiadana władza konstytuująca. Commonersi są podmiotami społecznymi, które – czego dowodzę w dalszej części – są zaangażowane w reprodukcję dóbr wspólnych i dla których ich stosunek z kapitałem jest częstokroć konieczny, ale nie wyczerpuje ich bytu społecznego i aktywności. To właśnie ta cecha czyni kategorię dóbr wspólnych interesującą z punktu widzenia dyskursu dotyczącego zmiany społecznej oraz commonersów, jak określam aktorów działających w ramach dóbr wspólnych. Dlatego też gdy spojrzymy na stosunki między commonersami a kapitałem, wystarczą nam pojęcia „klasa robotnicza” lub „proletariat”. Jeśli jednak chcemy uwzględnić także działania tej klasy na własną rzecz w odniesieniu do wielopostaciowej (re)produkcji odpowiednich warunków życia poza kapitałem, termin commoner stanowi lepsze rozwiązaniem. Obejmuje on bowiem zarówno relację względem kapitału, jak i dążenie do wytworzenia alternatyw.

 

Obieg pieniężny kapitału            

Marks rozszerzył formułę obiegu kapitału w celu zwrócenia uwagi na aktywność społeczną, która zachodzi poza sferą cyrkulacji towarów, a wewnątrz produkcji kapitalistycznej. Podobnej operacji można dokonać w odniesieniu do prostego wzoru, chociaż sam Marks tego nie zrobił

W obiegu na Rys. 2 jak zwykle oznaczam kapitał pieniężny jako P, natomiast sumę wartości kapitału towarowego – czyli sumę wartości pieniędzy i towarów, rozumianą jako moment samonapędzania się kapitału– jako T. W procesach produkcji kapitalistycznej towar T przybiera dwie formy. Pierwsza, oznaczona jako Sr, oznacza siłę roboczą – określony wyraz ludzkich mocy, zdolności do czegoś, materialnych lub niematerialnych, niezależny od poziomu kompetencji, umiejętności oraz złożoności pracy – sprzedawaną na rynku pracy za płacę. Druga forma, Śp, to środki produkcji rozumiane jako wszystkie „elementy natury” wykorzystywane w procesie produkcji, w tym zarówno surowy materiał do obróbki, jak i to, co powstało w wyniku szeregu złożonych przemian zachodzących w ramach produkcji społecznej: narzędzia, maszyny, komputery, budynki itd. Środki produkcji oraz siła robocza spotykają się w procesie produkcji …P…, który z punktu widzenia zaangażowanych w nią osób to nic innego jak namacalny ciąg praktyk życiowych, w ramach których siła robocza przekształca się w pracę abstrakcyjną, siłę społeczną podporządkowaną kapitałowi i jego mierze, wydatek ludzkiej energii (mózgu, mięśni i nerwów), spożytkowany, by wytworzyć nowy towar i zysk dla kapitalisty, zaś stany emocjonalne i życiowe doświadczenie robotników są podporządkowane kapitalistycznym praktykom wartościowania. Rzecz jasna, robotnicy mogą stawiać opór, opóźniać prace albo wejść w otwarty konflikt. Ma to miejsce, gdy ich praktyki wartościowania ścierają się z tymi kapitału. Ten konflikt wpisany jest w każdy z momentów i w każde z przejść przedstawionych na Rys. 2 (Bell i Cleaver 2002).

Zwieńczeniem procesu produkcji jest powstanie nowych towarów T’, które następnie zostaną wprowadzone przez ich właściciela na rynek w celu ich sprzedaży za cenę P’ przewyższającą poniesione nakłady – a więc w celu osiągnięcia zysku ΔP.

Przedstawiony na Rys. 2 obieg kapitału powinien być traktowany nie jako ilustracja tego, co dzieje się w danym momencie, ale jako ciąg warunków niezbędnych dla kapitału – szczególnej formy ludzkiej produkcji – by mógł reprodukować się  w skali rozszerzonej. Osiągniecie go wymaga następowania po sobie kolejnych etapów. Kapitał odtwarza się bowiem tylko pod warunkiem realizacji wszystkich faz procesu. Skutkiem niedopełnienia tego warunku jest pojawienie się kryzysu (Bell i Cleaver 2002). Proces pomnażania wartości – faktyczna faza produkcji (…P…), w której energia życiowa wydatkowana jest w formie żywej pracy, przyczyniając się tym samym do zaistnienia konfliktu na poziomie praktyk wartościowania – zakłada, że kapitał jest w stanie znaleźć pracowników wyposażonych w określony zestaw umiejętności, którzy chcą i mogą sprzedać swoją siłę roboczą. Faza realizacji, T’-P’, zakłada nastąpienie wyzysku rzeczywistej pracy żywej i uprzedmiotowienie jej pod postacią wartości pieniężnej. Faza zakupu, P-T, zakłada, że pieniądz zostaje zgromadzony jako zakumulowane bogactwo, czy to za pomocą kredytu bankowego, czy finansowych zasobów przedsiębiorstwa, dostępnych i wprowadzanych do procesu jako inwestycja. Każdy z etapów uwzględnionych w tym ogólnym wzorze następuje w jednym, określonym momencie i przedstawia przemianę jakościową, a tym samym jest otwarty na potencjalne pęknięcie, kryzys, bądź przestój.

 

P – T { Sr ; Śp } …… P …… T’ – P’

Rys. 2. Rozszerzony obieg kapitału

 

Ogólny obieg kapitału, przedstawiony niniejszym jako ciąg sekwencji, mówi nam, co musi się wydarzyć, aby kapitał reprodukował się na coraz większą skalę, aby wciąż następował wzrost. Jak zauważyli Bell i Cleaver (2002), każdy moment obiegu kapitału jest momentem walki, co może tym samym wpływać na każdy z nich oraz/albo rozszerzać swoje oddziaływanie na kolejne, utrudniając kapitałowi podtrzymanie akumulacji. Walki o płace wpływają na rentowność, podobnie jak te w ramach …P… o czas pracy czy jej rytm. Inwestycja P-T jest natomiast zależna od spodziewanych zysków, a te z kolei określane są na podstawie kombinacji dotychczasowych zysków, od relatywnej „efektywności kosztowej” w przypadku przewidywanej zdolności do wydobycia pracy z robotników podczas …P… w stosunku do robotników z innych miejsc, od wymuszenia zgody na restrukturyzację i redukcję zatrudnienia, od możliwości opłacalnego wydobycia surowców, a także od zdolności zwiększania społecznej wydajności poprzez budowę infrastruktury, która może zostać oprotestowana przez grupy ekologów i lokalne społeczności, i tak dalej. Z kolei moment realizacji T-P’ zależy od możliwości sprzedaży, na którą z jednej strony wpływ ma siła nabywcza, z drugiej – walki toczone pomiędzy konkurującymi ze sobą kapitałami. Walki te odzwierciedlają zróżnicowanie zdolności poszczególnych kapitałów do przekształcania swoich zatrudnionych bądź prekarnych robotników w obiekty produkcji (obiekty restrukturyzacji, mającej na celu zwiększenie wydajności bądź obiekty cięć płac) oraz możliwości zarządzania żywą pracą. Wzór z Rys. 2 pokazuje tym samym, że aby nastąpiła akumulacja kapitalistyczna, konieczne jest podjęcie strategicznych działań w celu przezwyciężania kryzysów wpisanych w każdy z etapów. Wzory wyłaniające się z sumy tych strategicznych interwencji oraz celowych działań, zakładających określone praktyki wartościowania, są tym, co Marks nazywa „prawami” kapitalistycznego rozwoju, w których, jako takich, nie ma elementu determinizmu. Właśnie dlatego, że prawa te obejmują kontr-tendencje, postrzegać je należy jako wynik strategii; każdy moment obiegu kapitału, w określonym punkcie w czasie, stanowi sytuację, w której różne podmioty społeczne o różnych pozycjach powołują od istnienia odmienne i często wrogie siły społeczne o odmiennych dążeniach, co z kolei wpływa na całość wzoru obiegów.

 

Sprzężenie obiegów

Pieniężny obieg kapitału wiąże z obiegiem prostym niezliczona ilość połączeń. Ogólnie rzecz biorąc i co do zasady, każdy zakup i każda sprzedaż w obiegu kapitału może dokonać się jedynie za pośrednictwem aktorów obiegu prostego. Zainteresowanie Marksa budził przede wszystkim jeden uczestnik tego procesu, sprzedający w ramach niego określony towar – siłę roboczą. Marks poprzestał jednak na analizie roli właściciela siły roboczej jako sprzedawcy tego towaru i jako robotnika w ramach pieniężnego obiegu kapitału. Całkowicie pomija natomiast proces produkcji tego szczególnego towaru, nawet w ogólnym zarysie. Marks, opisując pieniężny obieg kapitału, ignoruje to, co stanowi centralny, acz niewidzialny składnik kapitalistycznej produkcji, będący podstawą reprodukcji siły roboczej, a mianowicie – pracę reprodukcyjną, najczęściej nieopłacaną. Opierając się na badaniach radykalnych feministek w ramach ruchu „Płaca za Pracę Domową” (takich, jak Dalla Costa i James 1975; Cox i Federici 1976), pracę reprodukcyjną możemy postrzegać jako podobieg pieniężnego obiegu kapitału. W ten sposób możliwe staje się zobrazowanie relacji pomiędzy pracą reprodukcyjną a kapitalistycznym procesem pomnażania wartości, a także strategicznego znaczenia walk o reprodukcję dla całego obiegu. Ilustracją rzeczonej relacji jest rysunek 3, na którym obieg reprodukcji nadpisany jest nad pieniężnym obiegiem kapitału.

 

Sr – P – T …… P* …… LP*

 

 

P – T { Sr ; Śp } … P … T’ – P

 

Rys. 3. Sprzężenie pomiędzy obiegami produkcji i reprodukcji

 

W obiegu reprodukcji pieniądz (P), uzyskany w zamian za siłę roboczą (Sr), wykorzystywany jest do zakupu towaru (T). Towary muszą być przetworzone w gospodarstwach domowych nakładem pracy P*. Ten wydatek pracy reprodukcyjnej umożliwia fizyczną i psychologiczną reprodukcję siły roboczej (Sr* = odtworzona siła robocza), co umożliwia jej ponowną sprzedaż. Mimo że w ramach obiegu reprodukcji podmiot wykonujący pracę reprodukcyjną nie jest określony, to jednak w warunkach dominacji stosunków patriarchalnych najczęściej praca ta przypada w udziale kobietom. W każdym razie, połączone obiegi kapitału wyznaczają jedynie szerokie ramy, w których umieścić można związek zachodzący między pracą reprodukcyjną i akumulacją kapitału. Górny obieg mógłby co do zasady służyć do zobrazowania innych form nieopłacanej pracy, takich jak praca studentów. Wtedy przepływ pieniędzy z dolnego do górnego obiegu mógłby przybierać formę transferów (stypendiów dla studentów) lub być likwidowany w sytuacji ich zniesienia, podczas gdy proces reprodukcji P* oznacza proces tworzenia tego, co ekonomiści określają „kapitałem ludzkim”[3].

Obieg przedstawiony na Rys. 3 może wydawać się przestarzały, gdyż reprodukcja siły roboczej odbywa się dziś wielu miejscach: w szkołach, szpitalach, placówkach opieki dziennej, urzędach pracy, ośrodkach szkoleniowych, więzieniach itd. Tym samym obieg na rysunku rozumiem w ogólnych kategoriach, nie ograniczam go do gospodarstwa domowego, choć to w nim odbywa się gros pracy reprodukcyjnej. Jeżeli przypisałoby się jej wartość pieniężną – chociażby tę obliczoną przez Biuro Wysokiego Komisarza Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka – wynosiłaby od 10 do 39%PKB (UNHR 2013). Istotne jest tu podkreślenie wzajemnych zależności między obiegiem pieniężnym kapitału a obwodem reprodukcji siły roboczej. Przykładowo, spadek nakładów pracy reprodukcyjnej w P* w górnym obiegu przyczyni się do pogorszania jakości siły roboczej w ramach produkcji, a tym samym wpłynie na nią negatywnie. Kapitał może też przyjąć inną strategię i próbować zwiększyć nakłady pracy reprodukcyjnej P* przenosząc jej ciężar na pracowników nieopłaconych, na przykład poprzez redukcję wydatków na opiekę zdrowotną, tak by obniżyć płacę społeczną, a na gospodarstwo domowe przerzucić większą część pracy opiekuńczej. Taka modyfikacja analizy Marksa umieszcza w centrum pracę reprodukcyjną, którą głównonurtowa ekonomia uczyniła niewidoczną. Zwraca uwagę na obszar działalności człowieka pomijany przez główny nurt ekonomii (i głównonurtowy marksizm): pracę nieopłaconą. Mechanizmy dyscyplinujące właściwe neoliberalizmowi, regulujące poprzez rynki społeczną kooperację, w coraz większym stopniu przenikają także sferę pracy nieopłaconej. Szczególną rolę odgrywają w tym kontekście międzynarodowe przepływy kapitału finansowego, także zarządzanie długiem krajów w tzw. Trzecim Świecie, które razem niejako wymuszają politykę globalnych oszczędności w zakresie wydatków socjalnych. Cięcia wydatków publicznych na opiekę nad osobami starszymi bądź opiekę nad dziećmi skutkują chociażby, zakładając niezmienność warunków, koniecznością wzrostu albo nakładu pracy niepłaconej w gospodarstwie domowym, albo nakładu bezpośredniej pracy zarobkowej, z której dochód umożliwi opłacenie wykonania pracy opiekuńczej.

Obieg na Rys. 3 pokazuje, że praca zarobkowa i niezarobkowa są momentami ciągu przekształceń kapitału, a tym samym stają się celami zgodnymi z kapitalistycznymi strategiami, obszarem kapitalistycznych praktyk wartościowania i walk wokół wartości. Wskazuje także, że kapitalizm 24/7 pojawił się na długo przed wyłonieniem się postfordyzmu i „pracy komunikacyjnej”.

Tak więc strategie kapitału w sferze reprodukcji, takie jak kształtowanie systemu szkolnictwa, poziomu przyrostu populacji, czy przeznaczenia i wysokości wydatków na usługi publiczne – strategie, które obejmują dyscyplinę i kontrolę nad ciałami, czy (by posłużyć się pojęciem Foucaulta) które definiują domenę biopolityki – stanowią uzupełnienie strategii dotyczących produkcji, określających, które sektory gospodarki należy wzmacniać lub w jaki sposób regulować płacę społeczną. Z drugiej strony, towarzyszący cięciom w zakresie wydatków socjalnych oraz świadczeń rodzinnych wzrost transferów i dotacji dla przedsiębiorstw oddziałuje na sferę produkcji i reprodukcji pracy. Jednocześnie, walki toczone w ramach jednego obiegu mogą i często znajdą odbicie w innym, bądź też wskazują punkt oporu wobec strategii zapoczątkowanej w innym obiegu. Miało to miejsce w przypadku walk kobiet toczonych w latach 60. i 70.XX wieku, które wskutek podważenia i naruszenia podstaw państwa w państwie – rodziny patriarchalnej – wstrząsnęły całością struktury społecznej, która umożliwiała akumulację kapitalistyczną w epoce keynesowskiej po 1945 roku. Udało się to im, ponieważ stanowiły zagrożenie dla reprodukcji męskiej części siły roboczej, w jej szczególnych formach i praktykach, co z kolei przyczyniło się do zburzenia „pokoju społecznego” zrzeszonych w związkach zawodowych robotników, którego podstawę stanowił zbiorowo wynegocjowany wzrost płac i wydajności w ramach układu fordowskiego.

 

Obieg dóbr wspólnych

Warunkiem dalszego uogólniania analizy jest odejście od specyficznej formy reprodukcji siły roboczej i uznanie górnego obiegu z Rys. 3 za właściwy dla każdego towaru, to jest powrót do T-P-T w postaci T-P … P … P-T. W tej uogólnionej formie T-P-T opisuje nie tylko metabolizm reprodukcji siły roboczej w ogólnej postaci, lecz także obieg produkcji towarów obejmujący samozatrudnionych, drobnych producentów, rzemieślników, drobnych rolników ekologicznych, odzyskane fabryki, stowarzyszenia dostarczające wodę i tak dalej – również oni dostarczają swoje towary na rynek i sprzęgają obiegi swego systemu opartego na potrzebach z gospodarką. Jako że ludzkie potrzeby i pragnienia mogą znaleźć zaspokojenie w wielu formach społecznych i wielu formach organizacji, jeżeli spojrzymy w jeszcze szerszej perspektywie, zauważymy, że forma obiegu T-P-T sama w sobie stanowi zaledwie etap reprodukcji społecznej. Istotność tego momentu, jego intensywności i skali, jest kwestią całkowicie historyczną i zależną od okoliczności. Sednem jest to, że w przeciwieństwie do obiegu kapitału, prosty obieg towarowy jest środkiem, a tym samym czymś dającym się regulować w odniesieniu do zewnętrznego kontekstu, do struktury potrzeb i pragnień, jak również do zasobów możliwych do wykorzystania w nieutowarowionych formach (na przykład dzięki współdzieleniu, obwodom daru lub transferom administracyjnym).

            W tym znaczeniu towary w obiegach T-P-T stanowią element społecznego procesu produkcji, który odbywa się równolegle wobec szczególnych form oraz sposobów kooperacji, produkcji nietowarowej, i jest z nimi społecznie powiązany. Pozwala nam to na umieszczenie T-P-T jako sekwencji w ramach szerszego obiegu, określanego mianem obiegu dóbr wspólnych (the commons circuit), co ilustruje Rys. 4[4].

            Rys. 4 przedstawia konstytutywne elementy dóbr wspólnych (Dw): wspólne zasoby czy też wspólne bogactwo (Wb) oraz powiązaną z nimi społeczność (S) – mówiąc krótko, stowarzyszenie. W tym momencie abstrahujemy od tego, jak powstało stowarzyszenie, czy przez pokrewieństwo (jak w przypadku andyjskich ayllu), sympatie polityczne (jak w przypadku centrów społecznych znanych z Europy), bliskość terytorialną (jak stowarzyszenia sąsiedzkie w USA), cyber-spotkanie w ramach projektu tworzenia oprogramowania (tak jak ma to miejsce w przypadku sieci P2P), lokalne tradycje (jak w wiosce indiańskiej), czy poprzez wybór oparty na uczuciach i emocjach (jak dzieje się w przypadku wspólnych gospodarstw domowych czy sieci koleżeńskich w Europie). Poszczególne rodzaje dóbr wspólnych różnią się od siebie między innymi w zakresie formy ustrukturyzowania ich elementów, na które z kolei składają się materialne i niematerialne aspekty. Aspekty materialne to aspekty biofizyczne: ludzkie ciała składające się na S, cechy środowiska, które współdzielą jako Wb, bądź jakiekolwiek współdzielone narzędzia, technologie czy budynki. Niematerialne elementy co prawda trudniej uchwycić, ale są równie rzeczywiste i wywołują namacalne skutki: kulturowy horyzont społeczności, posiadana wiedza, dyspozycje i wszystko to, co zostało opisane w rozdziale 3.

 

Rys. 4. Obieg dóbr wspólnych

 

Również elementy konstytutywne dóbr wspólnych tworzą się i są tworzone przez poszczególne relacje między nimi. Stowarzyszenie to pewna całość, złożona z relacji (zwyczajów, ról, konfliktów, reguł, norm i instytucji) i elementów (ludzi). Na znaczną część Wb składa się zbiór nie-ludzkich form życia, biorących udział w określonych procesach ekologicznych (to, co nazywamy „ziemią”, „wodą”, „powietrzem”, „ekosystemem” itd.) oraz ich materialnego podłoża (kamieni, minerałów itd.). Występowanie na początku i na końcu procesu elementu Dw (dóbr wspólnych) pokazuje, że dobra wspólne są w swej istocie jednością stowarzyszonej społeczności (S) i jej wspólnego bogactwa (Wb).

            Wb z kolei dzieli się na dwa główne typy: na te, które są ze sobą powiązane w ramach sfery tego, co wspólne, czyli o postaci nietowarowej (NT) oraz te, które muszą zostać nabyte na rynku jako towary (T). Aby uzyskać dostęp do środków pieniężnych, umożliwiających nabycie towarów, członkowie wspólnoty muszą albo wejść na rynek w roli nabywcy (lewa strona wzoru), sprzedawcy (prawa strona wzoru) bądź uzyskać środki za pomocą zewnętrznego źródła finansowania (państwa lub innej organizacji, np. NGO).

Wreszcie, środkowy punkt Rys. 4, to jest wa, a więc wspólna aktywność jest konieczna do odtworzenia się dóbr wspólnych w podstawowej formie.

 

Dalsze refleksje

Przedstawiony na Rys. 4. obieg dóbr wspólnych wywodzi się z dwóch różnych obiegów pieniądza, zakorzenionych w odmiennych filozoficznych i ekonomicznych tradycjach. Ani Arystoteles, twórca rozróżnienia na oeconomia i chrematystykę, ani Marks, który opracował schemat obiegu kapitału w celu zidentyfikowania źródła wyzysku, ani rozumiejący różnice pomiędzy dwoma obiegami Keynes[5] – żaden z nich nie odważył się postawić pytania o to, co kryje się za obiegami T-P-T i P-T-P’. Jak już zostało wspomniane, zasługę tę przypisać należy marksistowskim badaczkom feministycznym oraz aktywistkom z lat 70. XX wieku, chcącym pokazać, że niewidzialna praca kobiet wykonywana w sferze prywatnej na rzecz reprodukcji siły roboczej odtwarza stosunki patriarchalne w rodzinie, gdzie mężczyzna odgrywa rolę nadzorcy i kontroluje wykonywanie prac domowych przez kobiety. Wpływ pracy domowej na wartość siły roboczej stanowił podstawowy argument w międzynarodowej kampanii na rzecz płacy za pracę domową. W zakresie, w jakim po II wojnie światowej proletariacka rodzina była funkcjonalna dla procesu akumulacji kapitału i keynesowskiego układu pomiędzy robotnikami fabrycznymi (głównie mężczyznami) a związkami zawodowymi, relacje władzy z fabryki były powielane w sferze domowej i w rodzinie – co nie mieści się w formie cyrkulacji z Rys. 4 – w efekcie czego rodzina została przekształcona w zdeformowane i skorumpowane dobro wspólne (Hardt i Negri 2012), w której mężczyzna funkcjonuje jako przełożony kobiety. Obecnie mamy do czynienia z procesem przeobrażania się wielu rodzin w inny rodzaj skorumpowanego dobra wspólnego – w rodzinę neoliberalną (Garrett, Jensen, Voela 2016; Barbagallo 2016): przedsiębiorstwo o wysokim podwójnym dochodzie, konkurujące z innymi o wszystko: karierę, najlepsze szkoły, najlepszych opiekunów, najlepsze dzielnice. Neoliberalne rodziny biorą udział w walce konkurencyjnej, która zakłada sukces najbogatszych, podczas gdy najbiedniejszych skazuje na niskiej jakości szkoły, usługi i mieszkania. Przedstawiony na Rys. 4 schemat wskazuje jednak, że mikro-dobro wspólne, jakim jest rodzina, to coś więcej niż patriarchalne czy neoliberalne ujarzmienie. W zakresie, w jakim obieg dóbr wspólnych jest (re)produkowany poprzez wartości i praktyki alternatywne względem patriarchatu czy neoliberalizmu, zakorzeniony we wzajemnym wsparciu, miłości i serdeczności obieg dóbr wspólnych (re)produkuje dobro wspólne w jego nieskorumpowanej postaci.

            Zasada ta dotyczy także dóbr wspólnych większych niż rodzina. Można sobie wyobrazić dużą różnorodność dóbr wspólnych, organizowanych w sposób ujęty w formule z Rys. 4, od gospodarstw domowych po gospodarstwa rolne, od stowarzyszeń lokalnych po samoorganizujące się ośrodki społeczne i miejsca produkcji kultury[6]. Podajmy tu prosty przykład przepływów zasobów na podstawie nocy w Forte Prenestino, samoorganizującym się centrum społecznym w Rzymie, które zajęło ponad trzydzieści lat temu starą twierdzę, gdzie, pośród wielu różnych aktywności, organizowane są koncerty oraz wydarzenia kulturalne i polityczne. Obieg nietowarowy reprezentuje praktyki relacyjne, kulturowe i wiedzę, które zostały wcześniej wygenerowane w poprzednich obiegach i następnie wprowadzone jako zasoby zreprodukowane (i rozwinięte). „Wyjściowe” lub reprodukowane zasoby pojawiają się przed „wejściowymi” zasobami następnego cyklu, ponieważ zasoby kulturowe także są reprodukowane lub odtwarzane. Dzieje się tak również dlatego, że proces produkcji kultury i wiedzy społeczności implikuje rozwój w każdym cyklu. Ów proces nie jest statycznym powtórzeniem procedur, ma dynamiczny charakter. Każde nowe „wejście” niekoniecznie jest tożsame z poprzednim. Dane wyjściowe, które są zarazem warunkiem koniecznym każdego wejścia, mogą różnić się od tych poprzednich. Prawdopodobieństwo zróżnicowania wzrasta w sytuacji, w której rozważana wspólnota – w dużej mierze także wspólnota polityczna – znajduje się we wrogim środowisku (grupy faszystowskie, obojętność, czy wręcz wrogość otaczających społeczności, zawłaszczające państwo). Wrogie środowisko wymusza strategie adaptacyjne, powodując tym samym rozwój dóbr wspólnych. Także wszystko to, co materialne, co wrzucamy lub znajdujemy we „wspólnym garnuszku”, również niektóre podstawowe zasoby materialne, przynależące do tych obiegów, odtwarzane są wspólnotowo po każdej imprezie przez naprawy, sprzątanie i ponowną aranżację (krzesła, toalety, ławki, stoliki, instrumenty muzyczne, światła, napoje, żywność, broszury, inne materiały polityczne, które trzeba było wyprodukować). W skład opisywanych procesów wchodzą także obiegi towarowe. Posiadają one jednak charakter T-P-T, który ogranicza rynki do metabolicznej funkcji reprodukcji społecznej. Stowarzyszeni piwowarzy sprzedają na imprezach swój produkt, ale jednocześnie mogą też być częścią grupy zarządzającej przestrzenią bądź mogą ich łączyć z innymi związki wykraczające poza wymianę rynkową. Tak więc obwody rynkowe uwikłane są we wspólnotowe aktywności (wa) w ramach większych systemów. Część zasobów pieniężnych, uzyskanych ze sprzedaży piwa, może zostać skumulowana z zasobami innych producentów i przeznaczona na zakup materiałów użytkowanych w ramach dóbr wspólnych, zachowana część zasili natomiast obieg domowego dobra wspólnego tych producentów. Analiza obiegów systemowych i wzajemnych oddziaływań wszystkich możliwych strumieni i zasobów pozwala zrozumieć różnego rodzaju procesy, granice między poszczególnymi systemami stają się jasne, a wytyczanie granic, w tym ograniczeń podmiotowych oraz napięć związanych z ich przezwyciężaniem, staje się przedmiotem ustaleń między commonersami.

Przełożyła: Marta Wicha

 

 

Wykaz literatury

Aoki, Masato. 2001. „To the Rescue or to the Abyss: Notes on the Marx in Keynes.” Journal of Economic Issues 35(4): 931–54.

Arystoteles. 2008. Polityka. Tłum. Ludwik Piotrowicz. Warszawa: PWN.

Bell, Peter i Harry Cleaver. 2002. „Marx’s Crisis Theory as a Theory of Class Struggle.” The Commoner 5. https://libcom.org/files/cleaver05.pdf.

Barbagallo, Camille. 2016. The Political Economy of Reproduction: Motherhood, Work and the Home in Neoliberal Britain. PhD thesis: University of East London.

Cox, Nicole i Silvia Federici. 1976. Counter-planning from the Kitchen: Wages for Housework: A Perspective on Capital and the Left. New York: New York Wages for Housework Committee.

Dalla Costa, Mariarosa i Selma James. 1975. The Power of Women and the Subversion of the Community. Bristol: Falling Wall Press.

Cleaver, Harry. 2011. Polityczne czytanie Kapitału. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Oficyna Wydawnicza Bractwa Trojka.

Damasio, Antonio. 2005. W poszukiwaniu Spinozy. Radość, smutek i czujący mózg. Tłum. Janusz Szczepański. Poznań: Rebis.

De Angelis, Massimo. 2004. „Separating the Doing and the Deed: Capital and the Continuous Character of Enclosures”. Historical Materialism, 12(2): 57–87.

De Angelis, Massimo. 2007. The Beginning of History: Value Struggles and Global Capital. London: Pluto.

Deb, Debal. 2009. Beyond Developmentality: Constructing Inclusive Freedom and Sustainability. London: Earthscan.

Dillard, Dudley. 1984. „Keynes and Marx: A Centennial Appraisal.” Journal of Post Keynesian Economics 6(3): 421–432.

Dillard, Dudley. 1987. „Money as an Institution of Capitalism.” Journal of Economic Issues 21(4): 1623–1647.

Dyer-Witheford, Nick. 2006. The Circulation of the Common. Paper presented at Immaterial Labour, Multitudes and New Social Subjects: Class Composition in Cognitive Capitalism, 29–30 April, King’s College, University of Cambridge. www.fims.uwo.ca/people/ faculty/dyerwitheford/commons2006.pdf.

Garrett, Roberta, Tracy Jensen i Angie Voela (red.). 2016. We Need to Talk about Family: Essays on Neoliberalism, the Family and Popular Culture. Cambridge: Cambridge Scholars Publishing.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2004. Multitude: War and Democracy in the Age of Empire. New York: Penguin.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Tłum. Piotr Juskowiak, Agnieszka Kowalczyk, Mikołaj Ratajczak, Krystian Szadkowski, Maciej Szlinder. Kraków: Korporacja Ha!art.

Harvey, David. 2003. The New Imperialism. Oxford: Oxford University Press.

Harvie, David i Keir Milburn. 2004. Moments of Excess. Leeds: Free Association.

Luhmann, Niklas. 2007. Systemy społeczne. Tłum. Michał Kaczmarczyk. Kraków: Nomos.

Marks, Karol. 1951. Kapitał, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Meadows, Donella. H. 2008. Thinking in Systems. London: Earthscan.

Midnight Notes Collective. 1992. „New Enclosures.” W Midnight Notes, przedruk w The Commoner 2, September 2001, www.commoner.org.uk/02midnight.pdf.

Mudu, Pierpaolo. 2004. „Resisting and Challenging Neoliberalism: Development of Italian Social Centers.” Antipode 36 (5): 917–941.

Okia, Opolot. 2012. Communal Labour in Colonial Kenya: The Legitimisation of Coercion. New York: Palgrave Macmillan.

P2P Foundation. 2010. Section 2, Stefan Meretz. Commons – Typology, http://p2pfoundation.net/ Commons_-_Typology.

UNHR  (2013). Unpaid Work, Poverty and Women’s Human Rights, www.ohchr.org/EN/Issues/Poverty/Pages/UnpaidWork.aspx.

 

 

 

Massimo De Angelis – uzyskał doktorat w zakresie ekonomii na University of Utah w 1995 roku i Laurea (włoski odpowiednik magisterium) z dziedziny nauk politycznych na Universita’ Statale di Milano w 1985 roku. Specjalizuje się w krytycznej ekonomii politycznej. Jest autorem wielu publikacji na temat teorii wartości, globalizacji, ruchów społecznych i politycznego czytania ekonomii. Jego ostatnia książka, Omnia Sunt Communia: On the Commons and the Transformation to Postcapitalism, ukazała się w 2017 roku nakładem wydawnictwa Zed Books.

 

Dane adresowe

Massimo De Angelis

School of Law and Social Sciences (LSS)

University of East London Docklands Campus University Way

London E16 2RD

 

Email: m.deangelis@uel.ac.uk

 

Cytowanie: De Angelis, Massimo. Ogólny wzór dóbr wspólnych. Praktyka Teoretyczna 3 (25): XX-X

Author: Massimo De Angelis

Title: Money Nexus and the Commons Formula

 

 

 

[1] Tytuł pochodzi od redakcji.

[2] To na poziomie wspólnotowości teoretycy systemu tacy, jak Nikolas Luhmann (2007) mogą przyznawać gospodarce funkcję wspólnotową, funkcję integrowania rozmaitych sił społecznych.

[3] W 1989 roku Harry Cleaver przekazał mi kilka maszynopisów wykładów na temat Marksa, które przygotował dla swoich uczniów. Tam po raz pierwszy zobaczyłem połączone obiegi kapitału i reprodukcji. To doświadczenie było absolutnym objawieniem, które rozbiło posiadane przeze mnie jeszcze resztki wiary w ortodoksyjny marksizm. By złączyć oba obiegi, należy przyjąć radykalną perspektywę i zacząć myśleć w kategoriach złożoności obu systemów, uwzględniając zarówno płacowe, jak i nie związane z płacą aspekty naszego życia. O połączonych obiegach po raz pierwszy napisałem w De Angelis 2007, analizując złożoność kapitalistycznych stosunków walk w ramach globalnego kapitału. Teraz robię to, aby odkryć dobra wspólne ukryte w jego wnętrzu.

[4] Idea obiegu dóbr wspólnych, wzorowanego na obiegach kapitałowych nie jest nowa. Dla mnie inspiracją była prezentacja Nicka Dyer-Witheforda (2006) w Cambridge, dotycząca rozwijanych tu tematów.

[5] Omówienie poglądów Keynesa na temat Marksa: zob. Dillard (1984, 1987), Aoku (2011) i Bertocco (2005). Keynes miał napisać: „[Marks] zwrócił uwagę, że natura produkcji w rzeczywistym świecie nie jest […] sprawą obiegu T-P-T, tzn. wymianą towaru (lub nakładu sił) na pieniądze w celu otrzymania innego towaru (lub nakładu sił). Może to stanowić punkt widzenia prywatnego konsumenta, ale nie jest to podejście biznesowe, z którym mamy do czynienia w przypadku formuły P-T-P, tj. zamianie pieniędzy na towar (lub nakład sił) w celu uzyskania większej ilości pieniędzy” (cyt. w Bertocco 200, 494 p4).

[6] Centri sociali (centra społeczne) często powstają w wyniku zajmowania przez młodych aktywistów opuszczonych, starych budynków i przekształcenia ich w centra polityczne, kulturalne i rekreacyjne. Na tego rodzaju doświadczeniu opiera się Mudu (2004).

 [JB1]A czy to nie jest raczej łącznik?

https://pl.wikipedia.org/wiki/My%C5%9Blnik

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dywiz

nie upieram się, ale mam wątpliwości

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

Tomasz Płomiński – Zarządzanie ryzykiem. O roli rynku instrumentów pochodnych w ekstrakcji i dystrybucji wartości dodatkowej

 

Wprowadzenie                                                                   

Karol Marks pisał wprawdzie o kapitale finansowym w III tomie Kapitału, ale instrumenty pochodne, czyli umowy finansowe, których wartość uzależniona jest od innego przedmiotu transakcji finansowych (może to być na przykład cena danego surowca, kurs akcji, strumień dochodów z kredytu, a nawet wskaźniki pogodowe), nie pełniły w jego czasach istotnej roli. Zasadnicza zmiana nadeszła w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku wraz z falą deregulacji rynku finansowego – podstawa teoretyczna dla funkcjonowania rynku derywatów powstawała na przestrzeni dwudziestego wieku za sprawą Franka Knighta (Knight 2009), Harry’ego Markowitza (Markowitz 1952), Fishera Blacka i Myrona Scholesa oraz Roberta Mertona (Black i Scholes 1973; Merton 1973)[1]. W jaki sposób możemy myśleć w kategoriach Marksowskich o tym obszarze rynków finansowych, którego funkcjonowanie wydaje się często zagadką nawet dla samych jego twórców i głównych beneficjentów? Celem tego artykułu jest zwrócenie uwagi na nieredukowalność rynku instrumentów pochodnych do roli narzędzia spekulacji poprzez wskazanie roli, jaką odgrywają w centralnym z punktu widzenia Kapitału procesie wytwarzania wartości dodatkowej, oraz uwidocznienie sprzeczności wynikających ze sposobu ich funkcjonowania.

Artykuł składa się z czterech części: w pierwszej funkcjonowanie derywatów zostanie przedstawione w kontekście używanego przez Marksa pojęcia kapitału fikcyjnego, by pokazać, że wbrew często powtarzanej opinii nie polegają one jedynie na spekulacji nieistniejącym kapitałem (sam Marks, pisząc o kapitale fikcyjnym, nie ma bowiem na myśli jego „pozornego” działania). Następnie poruszona zostanie kwestia transferu i zarządzania ryzykiem jako najczęściej przywoływana racja istnienia rynku derywatów. W części trzeciej skupię się na roli sekurytyzacji i derywatów w przechwytywaniu wartości od gospodarstw domowych. W czwartej części opiszę sprzeczności, które tkwią w zasadzie funkcjonowania derywatów jako jednocześnie stabilizatorów ryzyka i katalizatorów spekulacji, oraz przedstawię umocowanie części z nich w kredytach hipotecznych. Artykuł zakończy podsumowanie i wskazanie możliwych dalszych kierunków badań.

 

  1. Derywaty a kapitał fikcyjny

Karol Marks w III tomie Kapitału korzysta z określenia „kapitał fikcyjny”. Pojawia się ono jedynie dwa razy (w tym raz w przytaczanym przez niego cytacie), jednak wskazuje na sposób, w jaki Marks rozumie funkcjonowanie finansów. W jego charakterystyce sektora finansowego obieg pieniężny jest częścią cyrkulacji kapitału, która jest fikcyjna w takim sensie, w jakim pisze on o fetyszu lub mistyfikacji – procesy kształtowania cen i przenoszenia praw własności na rynkach finansowych są jak najbardziej realne, jednak skrywają w sobie relacje wartości. Z tego powodu działanie sektora finansów, choćby w największym stopniu objęte było zasadą spekulacji (a więc wymianą kapitalistów nakierowaną tylko na odniesienie zysku, nie na produkcję), jest nadal związane z produkcją wartości dodatkowej[2]. Ta intuicja Marksa o nieredukowalnej zależności między rynkami finansowymi a produkcją wartości dodatkowej posłuży nam za punkt wyjścia do analizy bardziej złożonego, właściwego późnemu kapitalizmowi rynku instrumentów pochodnych – rynku, na którym obiektem wymiany nie są już prawa do towarów lub strumieni pieniężnych, ale same prawa (lub zobowiązania) do ich nabycia w danym terminie, za określoną cenę. Należy przy tym podkreślić, że kapitał finansowy sam w sobie nie jest źródłem wartości dodatkowej – ta powstaje jedynie w sferze produkcji.

Powróćmy jednak na chwilę do Marksowskiego pojęcia kapitału fikcyjnego. W XXIX rozdziale III tomu Kapitału pojawia się stwierdzenie: „Wraz z rozwojem kapitału przynoszącego procent i systemu kredytowego wszelki kapitał zdaje się podwajać, a niekiedy nawet potrajać wskutek tego, że ten sam kapitał albo chociażby to samo roszczenie wierzycielskie występuje w ręku różnych osób w różnych formach. Większa część tego »kapitału pieniężnego« jest zupełną fikcją” (Marks 1959, 17). Fikcyjność opisywanego „kapitału” (zastosowany tutaj cudzysłów jest znaczący) polega na tym, że procent z obligacji lub kredytu wydaje się tożsamy z wartością dodatkową (zgodnie z aktualnym jak nigdy spostrzeżeniem Marksa: „każdy określony i regularny dochód pieniężny występuje jako procent z kapitału, bez względu na to, czy pochodzi, czy też nie pochodzi z kapitału” [Marks 1959, 10]), podczas gdy mamy tu do czynienia jedynie z zobowiązaniem, umową dotyczącą kapitału, który dopiero w przyszłości ma wytworzyć wartość dodatkową[3]. Finansowy obrót tytułami własności sprawia, że „ginie wszelki ślad związku z rzeczywistym procesem pomnażania wartości kapitału, a wyobrażenie o kapitale jako o wartości, która automatycznie sama się pomnaża, jeszcze się wzmacnia” (Marks 1959, 13). Konsekwencją tego jest utowarowienie umów i praw własności, a z drugiej strony multiplikacja występowania tych samych środków („wszystko podwaja się i potraja i staje się wprost urojeniem” [Marks 1959, 20]). Jak zobaczymy, derywaty w pewnym sensie doprowadzają do skrajności logikę zaprezentowaną przez Marksa – utowarowienie będzie dotyczyć samego ryzyka zawieranych umów, a wielopiętrowe konstrukcje bazujące na tych samych aktywach osiągną wartości liczone w setkach bilionów dolarów[4].

Fikcyjność kapitału finansowego nie oznacza jednak, że pozostaje on bez wpływu na rzeczywistą produkcję wartości dodatkowej. Cédric Durand zestawia pojęcie kapitału fikcyjnego użyte u Marksa i Hayeka, wskazując, że dla tego drugiego skutki działania sektora finansowego to jedynie marnotrawstwo i nieefektywna alokacja zasobów, z kolei spojrzenie Marksa na ten problem jest bardziej zniuansowane i uwzględnia wpływ akumulacji finansowej na realny proces akumulacji wartości (Durand 2017, 174–175). Ta obserwacja jest kluczowa dla naszego sposobu analizy rynku derywatów – Marks rzeczywiście, opisawszy „fikcyjność” podwójnego lub potrójnego wliczania tej samej wartości przez kapitał finansowy, w dalszej części rozdziału XXIX poświęca uwagę temu, w jaki sposób kredyty i weksle uczestniczą w reprodukcji kapitału i realizacji wartości (Marks 1959, 26–33).

Korzystanie z pojęcia kapitału fikcyjnego często wiąże się z akcentowaniem spekulacyjnego charakteru rynków finansowych i ich redukcją do roli „kasyn”, w których gracze wymieniają się zgodnie z zasadami gry stałą ilością środków. W ten sposób wydaje się aplikować to pojęcie François Chesnais – rekonstrukcja Marksowskiego kapitału fikcyjnego prowadzi u niego do potraktowania rynku derywatów właśnie w ten sposób: „skala handlu derywatami jest jednocześnie wyrazem »finansowego kasyna« w najczystszej postaci” (Chesnais 2017, 182–183). Taka interpretacja nie tylko uniemożliwia spojrzenie na funkcjonalny charakter derywatów w akumulacji kapitalistycznej, ale także, co pokazaliśmy wcześniej, nie wyczerpuje charakterystyki kapitału fikcyjnego przedstawionej przez Marksa. Kolejnym potencjalnym źródłem nieporozumień jest wskazywane przez Costasa Lapavitsasa swobodne podejście do analizy danych finansowych, które może skutkować przecenianiem rozmiarów i potęgi rynków finansowych albo – równie często – lekceważeniem realnych zysków inkasowanych przez ten sektor (Lapavitsas 2013, 132). Naszym celem jest raczej, za Lapavitsasem, zbadanie, „jak i dlaczego finanse zaczynają formować odrębny system wpływający na tempo i kierunek akumulacji kapitalistycznej jako całości”. System finansowy, a w przypadku tego artykułu rynek derywatów, nie będzie więc traktowany po prostu jako pasożyt, ale raczej jako integralny element reżimu akumulacji (Lapavitsas 2013, 410).

Oba aspekty kapitału fikcyjnego są widoczne, jeśli spojrzymy na sposób, w jaki funkcjonuje rynek instrumentów pochodnych. Trzy podstawowe zastosowania derywatów na współczesnych rynkach finansowych to spekulacja, arbitraż oraz hedging. Pierwsze z nich stanowi najczęstszy przedmiot krytyki rynku instrumentów pochodnych jako rynku, na którym obraca się fikcyjnie generowanymi sumami pieniędzy w grze o sumie zerowej – zyski jednego uczestnika zawsze są bilansowane przez straty innych. To spekulacja jest najczęstszą aktywnością instytucji finansowych (banki inwestycyjne, fundusze hedgingowe) na rynku. Motywem podejmowania aktywności na rynku derywatów jest w tym przypadku po prostu odniesienie zysku kosztem innych aktorów (szacując oczekiwaną wypłatę względem ponoszonego ryzyka) poprzez zawierane kontrakty. Nie zamierzamy lekceważyć tej funkcji, transakcje czysto spekulacyjne stanowią bowiem większość na rynku[5], jednak jeśli ograniczylibyśmy się tylko do niej, nie bylibyśmy w stanie wytłumaczyć wpływu derywatów na wytwarzanie wartości dodatkowej. Jak się jednak okaże, spekulacja nie jest jedyną ani nawet pierwotną racją istnienia derywatów. Arbitraż to z kolei działanie polegające na wykorzystaniu różnicy w wycenie tych samych aktywów i na osiągnięciu w ten sposób wolnego od ryzyka zysku. Ma on miejsce, kiedy istnieje możliwość jednoczesnego zakupu (po niższej cenie) i sprzedaży (po wyższej) produktu finansowego powiązanego z tym samym aktywem. Sama możliwość istnienia arbitrażu wynika z niedoskonałości rynku i niedokładności wyceny instrumentów[6] – w teorii wyceny aktywów i konstruowania instrumentów pochodnych zazwyczaj zakłada się brak arbitrażu na racjonalnym rynku (McNeil, Frey i Embrechts 2005). W końcu trzecim zastosowaniem instrumentów pochodnych jest tak zwany hedging – w przeciwieństwie do spekulacji, upatrującej zysku w wysokim ryzyku, polega on na minimalizacji ryzyka (Chance i Brooks 2010, 12). Zasada działania hedgingu opiera się na istnieniu uczestniczek rynku o przeciwnych celach. Tego typu umowy były zawierane już w czasach starożytnych, kiedy uczestnicy handlu ustalali cenę sprzedaży lub zakupu towaru z pewnym wyprzedzeniem (zabezpieczając się na przykład przed wpływem klęsk nieurodzaju na ceny zboża) (Chance 2008). Hedging nie może być więc redukowany do kasynowej gry rynkowej – jest użyteczny z punktu widzenia produkcji wartości dodatkowej, wiąże się bowiem z ryzykiem podejmowanym w sektorach pozafinansowych (w tym produkcyjnym).

Wymienione funkcje instrumentów pochodnych są możliwe do wyraźnego rozdzielenia tylko i wyłącznie w idealnym modelu. W rzeczywistości trudno nakreślić granicę między spekulacją a hedgingiem. Wyjaśnia to Tony Norfield, argumentując, że hedgingu i spekulacji nie można oddzielić według danych na podstawie klasyfikacji agentów jako „komercyjnych” i „niekomercyjnych” albo „finansowych” i „niefinansowych”, nie dlatego jednak, że ciężko zmierzyć albo określić spekulację, ale dlatego, że każdy uczestnik rynku musi po prostu w pewnym stopniu korzystać z hedgingu, a także czasami spekulować. Instytucje finansowe, kojarzone zazwyczaj ze spekulacją, potrafią wykorzystywać hedging do ograniczenia źródeł ryzyka, zaś firmy „produkcyjne”, funkcjonujące na rynku derywatów przede wszystkim w celu zabezpieczenia płynności, nierzadko spekulują własnymi środkami tak, aby osiągnąć dodatkowy zysk. Co więcej, za spekulację można uznać nawet rezygnację z hedgingu (który zawsze wiąże się z pewnym kosztem, a więc zaniechanie zakładu także oznacza podjęcie ryzyka) (Norfield 2012).

Niezależnie od wymienionych trudności współistnienie obu funkcji instrumentów pochodnych pokazuje, że nie da się tego rynku sprowadzić tylko do „fikcyjnej” spekulacji – w następnych częściach pracy skupimy się na tym, w jaki sposób wpływają one na produkcję wartości dodatkowej poprzez dwa zasadnicze procesy: dystrybucję ryzyka i proliferację kredytu hipotecznego.

Jak widać, funkcjonowanie rynku instrumentów pochodnych można odnieść do Marksowskiego pojęcia kapitału fikcyjnego, o ile przyjmiemy je w takim rozumieniu, w jakim formułuje je sam autor – a więc nie tylko oderwanego od rzeczywistego procesu produkcji wartości kasyna kapitalistów, ale także czynnika istotnego dla całego reżimu akumulacji kapitalistycznej. W następnych częściach zostaną przedstawione dwa zasadnicze zastosowania derywatów, które odpowiadają drugiemu z aspektów kapitału fikcyjnego.

 

  1. Derywaty jako środek transferu i zarządzania ryzykiem

Mając na myśli ryzyko, korzystamy z przyjętego w teorii decyzji rozróżnienia między ryzykiem a niepewnością. Przyjmując, że nie jesteśmy w stanie deterministycznie określić efektów określonych działań, jesteśmy skazani na niepewność. Istnieje jednak możliwość ilościowego oszacowania prawdopodobieństwa określonych zdarzeń – wtedy mówimy o ryzyku. Ryzyko więc jest takim rodzajem niepewności co do przyszłych zdarzeń, który przez pomiar można ująć w ramy aparatu matematycznego (Knight 2009, 19–20). Taki sposób myślenia o niepewności i ryzyku daje podstawę współczesnej teorii finansów – oczekiwania co do przyszłej wartości danych aktywów mogą być określane konkretną kwotą lub przedziałem.

Skoro jesteśmy w stanie poprzez ryzyko określić prawdopodobieństwo występowania zdarzeń oraz oczekiwane ceny, następnym krokiem w tej abstrakcji jest wycena i wymiana samego ryzyka. Dick Bryan i Michael Rafferty piszą o derywatach właśnie jako o utowarowionym ryzyku, czyli samym prawdopodobieństwie danego zdarzenia lub zmiany ceny. Instrumenty pochodne umożliwiają więc kapitalistom swobodną wymianę samą ekspozycją na ryzyko, a nie tylko nośnikami wartości (towarami, pieniędzmi, papierami wartościowymi itd.). Sieć zależności, która powstaje na skutek tej wymiany, ma charakter systemowy, przenika współczesny globalny kapitalizm i – według Bryana i Rafferty’ego – odgrywa w nim kluczową rolę w obiegu wartości (Bryan i Rafferty 2006). Jednocześnie odseparowanie heterogenicznych czynników ryzyka (ryzyko wynikające z niepewności co do przyszłej produkcji lub sprzedaży towarów, wahań kursów walut, konfliktów zbrojnych, klęsk żywiołowych i innych) od ich źródeł i grupowanie ich oraz ucieleśnianie w instrumentach finansowych pozwalają na utowarowienie samego ryzyka oraz sprowadzenie go do abstrakcyjnej, ilościowej formy (Sotiropoulos i Lapatsioras 2014, LiPuma i Lee 2005). W następstwie tego obciążenie ryzykiem może być dystrybuowane w obrębie klasy kapitalistycznej. Mnogość kontraktów jest więc w pewnym sensie fikcyjna względem realnych warunków produkcji, jednak ich sieć ma oplatać globalny kapitał i odciążać najbardziej narażone miejsca.

Funkcjonowanie rynku derywatów, a więc ryzyka w utowarowionej, abstrakcyjnej postaci wymaga osiągnięcia współmierności. Polegałaby ona, według określeń Bryana i Rafferty’ego, na dwóch mechanizmach:

  1. Wiązanie (binding) – wartość przyszła jest łączona z obecną wartością aktywa.
  2. Mieszanie (blending) – na rynku określana jest relacja pomiędzy różnymi formami ryzyka.

Instrumenty pochodne rozwijają więc opisywany już przez Marksa finansowy mechanizm „przenoszenia” wartości w czasie (tak jak w przypadku weksli i kredytu), a jednocześnie pozwalają na utworzenie homogenicznej przestrzeni ryzyka, w której klęski żywiołowe da się wycenić na tej samej zasadzie co wahania akcji[7]. Wycena jeszcze niewyprodukowanej wartości to oczywiście część definicji Marksowskiego kapitału fikcyjnego i cecha charakterystyczna finansjalizacji w ogóle (kładą na to nacisk Lapavitsas [2013] i Durand [2017]). To właśnie drugi z mechanizmów, czyli homogenizacja ryzyka, zmienia zasady gry – od teraz każde ryzyko dzięki upowszechnieniu derywatów może zostać odsprzedane w celu ustabilizowania produkcji albo kupione przez żądnego zysku spekulanta. Ponadto znacznie zmniejsza się koszt zarządzania ryzykiem – ponoszony jest jedynie koszt związany ze zmianą wartości aktywa, a nie całej jego wartości[8]. Z perspektywy produkcji wartości dodatkowej derywaty można więc interpretować jako technologię, która pozwala kapitałowi przemysłowemu na pewniejsze planowanie produkcji, łańcucha dostaw czy realizacji wartości. O ich powszechnym zastosowaniu niech świadczy fakt, że 94% z 500 największych firm świata (ISDA 2009) uczestniczy w rynku instrumentów pochodnych, aby bilansować różne źródła ryzyka.

Donald MacKenzie w pracy An Engine, Not a Camera: How Financial Models Shape Markets śledzi historię powstania rynku derywatów jako rynku abstrakcyjnego ryzyka. Chicago Board of Trade, jedna z najstarszych giełd futures i opcji, założona w celu handlu kontraktami na zboże, a więc stabilizacji warunków produkcji rolnej, wydawała się w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku pozbawiona przyszłości. Po wprowadzeniu minimalnych cen zboża hedging stracił na znaczeniu, dodatkowo istniał wymóg prawny dotyczący rzeczywistego przekazania aktywa zabezpieczanego przez kontrakt, co ograniczało działalność spekulacyjną. W planach zarządu giełdy zaczęła się pojawiać koncepcja emitowania derywatów finansowych powiązanych z kursami akcji lub walut, plany te ograniczały jednak polityczne restrykcje i sztywne kursy walut gwarantowane przez układ z Bretton Woods. Dopiero legitymizacja tych pomysłów przez ekonomistów takich jak Milton Friedman i ostateczne odejście od parytetu złota w 1971 roku pozwoliły na kaskadowy rozrost obszaru instrumentów pochodnych (MacKenzie 2008, 143–156). Stopniowo zaczęły się pojawiać coraz bardziej egzotyczne formy derywatów, całkowicie unieważniając wcześniejsze ograniczenia dotyczące „hazardowych” kontraktów – ryzyko huraganu mogło od teraz być wyceniane tak samo jak zmiana ceny buszla pszenicy. W ten sposób narodził się rynek zdolny do transferu dowolnego ryzyka, ale też będący nieograniczonym polem do spekulacyjnych zakładów.

 

  1. Derywaty jako środki ekstrakcji wartości dodatkowej od gospodarstw domowych

Instrumenty pochodne wraz z sekurytyzacją, czyli emisją papierów wartościowych zabezpieczonych aktywami (takimi jak na przykład hipoteka), odgrywają zasadniczą rolę w rozroście rynku kredytów hipotecznych. Rozrastającemu się warstwowo zapośredniczeniu relacji między dłużnikiem a wierzycielem Cédric Durand poświęca miejsce w swojej książce Fictitious Capital: How Finance Is Appropriating Our Future. Opisuje on, jak kredyt hipoteczny udzielany gospodarstwom domowym – podstawowy budulec instrumentów pochodnych, które doprowadziły do rozrostu bańki spekulacyjnej – dzięki sekurytyzacji mógł być odsprzedawany przez banki uczestniczkom rynku finansowego. W ten sposób bank już nie był bezpośrednio uzależniony od spłaty kredytu przez gospodarstwo domowe, ryzyko z tym związane ponosił bowiem ktoś inny (Durand 2017, 48–51). Nowo obowiązujący proces przedstawia się następująco:

Rozpoczynając od strony pożyczkobiorcy, kolejne z głównych ogniw łańcucha to: 1) dystrybucja długów pośród gospodarstw domowych i firm albo emisja instrumentów pochodnych; 2) grupowanie ich w pakiety; 3) stworzenie papierów wartościowych zabezpieczonych aktywami, bazując na pakietach produktów finansowych; 4) łączenie tych pakietów, w tym umów opcji, w celu uformowania swojego rodzaju finansowego mille-feuille […]; 5) sprzedaż inwestorom na rynkach finansowych (Durand 2017, 163).

 

Deregulacja i użycie takich instrumentów jak MBS (mortgage-backed securities) – pozwalających na obrót wierzytelnością hipoteczną na rynku wtórnym – oraz CDS (credit default swaps) – które umożliwiają spekulację na podstawie szacowanego prawdopodobieństwa niespłacenia zobowiązania – pozwoliło więc w USA na gigantyczny wzrost zadłużenia gospodarstw domowych (od poniżej 45% do 1985 roku do ponad 95% w 2007 roku), ponieważ nieopłacalne wcześniej ze względu na wysokie ryzyko umowy kredytowe naraz stały się intratne na wtórnym rynku finansowym[9]. Wypłacalność każdego robotnika i robotnicy jest od tego czasu starannie mierzona za pomocą wyrafinowanych modeli statystycznych ryzyka kredytowego, następnie zaś łączona z innymi, wyceniana i obracana na rynku instrumentów pochodnych, które, jak widzimy, były niezbędnym elementem do rozpropagowania kredytów hipotecznych na niespotykaną dotąd skalę.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy w swoim raporcie bezpośrednio przyznawał, że „gospodarstwa domowe są buforem bezpieczeństwa ostatniej instancji” (shock absorber of last resort), dodając jednak bezpośrednio po tym: „jednocześnie nowi odbiorcy ryzyka finansowego muszą nauczyć się, jak zarządzać nowo nabytymi ryzykami” (IMF 2005, 89). „Zarządzać ryzykiem” mają więc teraz zarówno inwestujący kapitaliści, jak i zaciągający zobowiązania robotnicy – oczywiście na całkowicie odmiennych zasadach. O ile tym pierwszym zarządzanie ryzykiem pozwala na osiąganie zysków, ci drudzy mogą jedynie starać się uchronić przed bankructwem i wybierać spośród możliwości oferowanych im przez pierwszych[10]. Ta asymetria jest oczywiście bliźniaczo podobna do tej związanej z „wolnymi umowami” zawieranymi na rynku pracy. Marks wyszydzał „podwójną wolność” robotników: wolnych jako wolne osoby rozporządzające siłą roboczą będącą ich towarem, a zarazem wolnych od posiadania jakichkolwiek innych towarów na wymianę (Marks 1951, 179). W opisywanym tutaj przypadku wolność robotnika do zarządzania swoim zadłużeniem mistyfikuje co najmniej dwa zjawiska: po pierwsze, kapitał dokonuje próby podporządkowania robotnika poprzez zobowiązanie kredytowe, jednocześnie tworząc dodatkowe źródło popytu na towary; po drugie, relacja zadłużenia stanowi wtórną relację wyzysku, w której reprodukcja siły roboczej sama jest źródłem wartości dodatkowej (Bryan i in. 2009). Mianowicie część wytworzonej wartości, która jest wypłacana robotnikom na pokrycie kosztów ich reprodukcji, zostaje zagospodarowana przez zobowiązanie do spłaty kredytu (przede wszystkim hipotecznego) oraz pomniejszona o procent z tego kredytu przekazany kapitałowi. Dostrzega to Maurizio Lazzarato w Making of an Indebted Man, pisząc: „To, co media nazywają »spekulacją«, przedstawia maszynę służącą do przechwytywania i żerowania na wartości dodatkowej w warunkach stworzonych przez dzisiejszą akumulację kapitalistyczną” (Lazzarato 2012, 21). Kapitał osiąga więc dodatkową porcję wartości dodatkowej, przywłaszczając sobie część pensji robotniczej w relacji kredytu, a rynek derywatów umożliwia kapitałowi ekspansję tej relacji. Od teraz robotnik jest zobowiązany wobec kapitalisty nie tylko umową o pracę, ale także umową kredytową, a klasa kapitalistyczna zarabia dwa razy, na wyzysku pracy i procencie od kredytu.

 

  1. Sprzeczności rynku instrumentów pochodnych

Oba przedstawione zastosowania instrumentów pochodnych zawierają w sobie sprzeczności, które mogą uderzać w akumulację kapitalistyczną. Pierwsza z nich jest związana z równoczesnością występowania hedgingu minimalizującego ryzyko i niekontrolowanej, potęgującej niestabilność rynków finansowych spekulacji, druga wynika z niebezpieczeństw zakotwiczenia olbrzymiej puli derywatów w kredytach hipotecznych.

Jak pokazano wcześniej, derywaty pełnią dwuznaczną rolę z punktu widzenia funkcjonowania kapitalizmu – nawet jeśli przyjmuje się wykładnię rodem z podręczników finansów, zgodnie z którą instrumenty pochodne służą zarządzaniu ryzykiem, a więc pozwalają na większą kontrolę nad zjawiskami rynkowymi i pozarynkowymi (nad ich wpływem na rynki finansowe), co najmniej od 2008 roku powszechnie znane jest ich drugie oblicze – „dzikich bestii finansów” (Steinherr 2000) czy „finansowej broni masowej zagłady” (Buffett 2002). Całościowe spojrzenie na derywaty, ich związek z funkcjonowaniem sektora produkcyjnego, finansowego i z wybuchającymi kryzysami ujawnia sprzeczność obecną w samej zasadzie ich działania. Świadectwem tej sprzeczności jest polemika między Bryanem i Raffertym oraz Norfieldem. Ci pierwsi, szczególnie w ich wspólnej książce Capitalism with Derivatives, opisują derywaty jako przestrzeń spajającą system finansowy (a także kapitalistyczny w szerszym znaczeniu), zapewniającą mu stabilność i dokonującą transformacji niepewności w mierzalne ryzyko, przeliczone na jednostki pieniężne. Tak mocne postawienie akcentu na „amortyzacyjną” rolę derywatów prowadzi ich do uznania rynku instrumentów pochodnych za „nowy standard złota” – miałby on stanowić stabilne źródło globalnej wyceny aktywów i, jak pieniądz kruszcowy, mediować jako ogólny ekwiwalent w czasach znacznych wahań walut (Bryan i Rafferty 2008). Norfield krytykuje jednak sprowadzanie derywatów do roli pieniądza: przede wszystkim wskazuje na skrajną niestabilność cenową i nietrwałość derywatów, a także na fakt, że same w sobie są one przecież zawsze określane przez pieniądz i tym samym uzależnione od niego (Norfield 2012)[11]. Z jego perspektywy derywaty to przede wszystkim narzędzie spekulacji, zrodzone za sprawą spadającej pod koniec dwudziestego wieku krańcowej stopy zysku. Autorów dzieli nie tylko stanowisko teoretyczne, ale także po części moment publikacji. Prace Bryana i Rafferty’ego opublikowane do 2008 roku znacznie mocniej akcentują stabilizacyjny charakter rynku derywatów, współcześnie jednak niszczycielski wpływ spekulacji (odbywającej się głownie za pośrednictwem instrumentów pochodnych) jest powszechnie uznany – w kontekście wpływu finansjalizacji i derywatów na środowisko naturalne mówi się np. o kapitalizmie katastroficznym (Zob. Büscher 2010, Rojas 2016). Po kryzysie finansowym z 2008 roku wiemy wszakże, że spekulacja derywatami jest destrukcyjna nie tylko dla środowiska, ale także dla samego kapitału. Działanie spekulacyjne bowiem korzysta na niepewności rynków finansowych i pogłębia ją w nadziei na premię od wysokiego ryzyka. Co więcej, nawet jeśli założymy, że określanie ryzyka bazuje na skutecznej teorii i aparacie statystycznym[12], pozostaje wiele miejsca na nadużycia wynikające z pokusy zaniżania ratingu, czyli fałszywej oceny ryzyka konkretnych instrumentów. W jaki jednak sposób obie funkcje – stabilizacja akumulacji kapitalistycznej przez hedging i spekulacja maksymalizująca (a także zafałszowująca) ryzyko – są ze sobą powiązane i dlaczego mówimy tu o koniecznej sprzeczności?

Tony Norfield, pokazując współistnienie hedgingu i spekulacji na rynku, zwraca uwagę na ich toksyczną symbiozę. Z jednej strony, hedging jako narzędzie ograniczania różnego rodzaju ryzyka dla kapitału był kluczowy, jeśli chodzi o powstanie rynku derywatów (historia Chicago Board of Trade zaczyna się w połowie dziewiętnastego wieku z potrzeby kontroli cen dostaw zboża [Chance 2008, 8–9]). Jednocześnie precyzyjny hedging wymaga odpowiedniego nasycenia rynku różnymi konfiguracjami portfela aktywów – innymi słowy, dużej liczby uczestników rynku, oferujących różne pod względem składu i wyceny instrumenty. Wynika to z faktu, że aby doszło do hedgingu, na rynku musi być dostępny „lustrzany” odpowiednik kontraktu, czyli możliwość zysku realizowanego w dokładnie odwrotnej sytuacji i wysokości. Warunek ten z kolei może zostać zapewniony jedynie przez znaczny udział w rynku derywatów spekulantów, którzy w poszukiwaniu zysku na krótkoterminowych transakcjach wypełniają rynek swoimi kontraktami. Ponadto co do zasady kontrakt hedgingowy ma dłuższy czas realizacji niż kontrakt spekulacyjny – kapitalista zabezpieczający swój kapitał robi to w dłuższym horyzoncie czasowym niż spekulant, który w tym samym czasie, korzystając z chwilowych wahań rynku, wykonuje o wiele więcej transakcji (Norfield 2012). Tak więc spekulacyjny rozrost rynku derywatów jest wpisany w samą zasadę jego funkcjonowania.

Należy w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednym mechanizmie związanym z działaniem spekulacyjnym, jednocześnie ukazującym jego destrukcyjny charakter – dźwigni finansowej, której stosowanie określa się lewarowaniem. Mechanizm ten polega na  wykorzystaniu obcych środków w celu zwiększenia zysku. W przypadku instrumentów pochodnych oznacza to wykupienie umów o zwielokrotnionej wartości poprzez zaciągnięcie zobowiązania lub opłacenie jedynie części wartości umowy depozytu. W ten sposób, dysponując określonym kapitałem, można zainwestować kilkunasto-, a nawet kilkudziesięciokrotnie wyższą kwotę. Jednocześnie wzrasta jednak ryzyko niewypłacalności spekulanta – narzędzia mające teoretycznie służyć do jego ograniczenia stają się tykającą bombą – a każde zdarzenie nieobjęte hedgingiem na rynku powoduje znacznie poważniejsze konsekwencje[13].

Sprzeczności te możemy określić jako endogeniczne, bowiem lokują się w obrębie samego kapitału – obieg ryzyka między kapitalistami, choć teoretycznie ma na celu zabezpieczenie płynności, z konieczności generuje destrukcyjne dla kapitalizmu zjawiska związane z rozrastającą się spekulacją.

Trzecia ze sprzeczności wiąże się z klasowym charakterem ryzyka. Opisana wcześniej „wolność” robotnika czy też – jak pisze Lazzarato – „człowieka zadłużonego” do zarządzania swoim długiem pozwala na stworzenie olbrzymiego rezerwuaru dla instrumentów bazujących na kredytach hipotecznych, ale jest jednocześnie obciążająca dla kapitału. Jak już wspomnieliśmy, do określenia ryzyka niewypłacalności każdego dłużnika zostaje zaprzęgnięty zaawansowany aparat matematyczny, jednak żywa praca, tak samo jak w relacji wyzysku, nie daje się zredukować do czystej wartości liczbowej. System kredytowy, w którym „ostatecznym buforem bezpieczeństwa” są gospodarstwa domowe, jest więc kolosem na glinianych nogach – to, co zapewnia źródło dodatkowego zysku kapitałowi, może być (czego byliśmy świadkami w 2008 roku) przyczyną jego zapaści. Opisywana sprzeczność nie jest więc tym razem strukturalną cechą kapitału, można ją raczej nazwać egzogeniczną, wynika bowiem z klasowego charakteru relacji zadłużenia – tam, gdzie kapitał nowymi metodami próbuje podporządkować sobie klasę robotniczą, pojawia się także potencjalne ognisko oporu. Społeczeństwo posłusznych kredytobiorców jest niezbędne do utrzymania tego sposobu akumulacji[14].

 

Podsumowanie

Pokazaliśmy, że derywaty nie pełnią jedynie funkcji spekulacyjnej, nie służą wyłącznie wymianie fikcyjnych papierów wartościowych między uczestnikami rynku, ale odgrywają istotną rolę w procesie kapitalistycznej produkcji. Rola ta jest dwojaka: z jednej strony można o derywatach myśleć jako o technologii pozwalającej stabilizować warunki funkcjonowania kapitalisty na rynku, planowania dostaw oraz realizacji wartości. Funkcja ta może być rozumiana jako „intensywny” czynnik pomnażania wartości. Z drugiej strony, sekurytyzacja i zaprzęgnięcie derywatów do zarządzania zadłużeniem klasy robotniczej (instrumenty powiązane z kredytami hipotecznymi oraz, w mniejszym stopniu, konsumenckimi, fundusze emerytalne) wtórnie redukują koszty poniesione przez kapitał na opłacenie siły roboczej – byłby to „ekstensywny” wymiar pomnażania wartości, związany ze zmniejszeniem udziału opłaconego czasu pracy robotnika.

Nasza próba myślenia o związku narzędzi finansowych z wytwarzaniem wartości dodatkowej opiera się na ujęciu kapitału jako całości – kapitału, którego nie sposób już tak łatwo rozdzielić na przemysłowy, handlowy czy finansowy i w ramach którego relacja wyzysku nie ogranicza się do indywidualnej relacji robotnik-kapitalista (za Marksem: „kapitał jest sam w sobie wspólnym kapitałem całej klasy” [Marks 1957, 401]). Inżynieria finansowa może więc być interpretowana raczej jako technologia umożliwiająca zwiększenie (na dwa wspomniane sposoby) proporcji, a także ilości wartości dodatkowej przechwytywanej przez kapitalistę (ponownie – rozumianego nie jako jednostka w bezpośredniej relacji robotnik–kapitalista, ale część złożonej całości). Podobnie jak środki produkcji nie są same w sobie źródłem wartości dodatkowej, a jedynie umożliwiają produkcję wartości dodatkowej osiągniętej na drodze wyzysku pracy żywej i ją zwiększają, tak praca sektora finansowego i operacje na instrumentach pochodnych nie tworzą wartości, ale mogą (nie muszą): 1) intensyfikować produkcję poprzez ułatwienie sektorowi produkcyjnemu funkcjonowania w warunkach niepewności; 2) przenosić wartość w obrębie klasy kapitalistycznej[15], a także przechwytywać ją wtórnie poprzez procent od środków utrzymania klasy robotniczej; w końcu 3) stanowić narzędzie dyscyplinujące klasę robotniczą przez przenoszenie na nią ryzyka kapitału i uzależnianie jej bytu od środków z kredytu.

Przedstawiona w tym tekście charakterystyka rynku derywatów nie jest w żadnej mierze wyczerpująca. Celowo pominięte zostały takie jej aspekty jak kwestie prawnych regulacji rynku instrumentów pochodnych, udział instytucji państwowych w rynku, kwestia powiązania cen derywatów z polityką monetarną i inne. Wiele z nich nie doczekało się jeszcze satysfakcjonującej analizy przeprowadzonej z perspektywy marksistowskiej.

Gwałtowny wzrost popularności instrumentów pochodnych nie świadczy o radykalnych przemianach w sposobie funkcjonowania globalnego kapitalizmu – uwypukla raczej logikę ryzyka, która stopniowo rozwija się w myśli ekonomicznej i na rynkach finansowych od początku dwudziestego wieku. Rolą jej nie jest jedynie usprawnienie spekulacji i ustanowienie globalnego kasyna dla kapitalistów, ale raczej stworzenie warunków do wzrostu rentowności kapitału oraz do zwiększenia wyzysku robotników na drodze relacji zadłużenia. Zarazem jednak rynek derywatów zawiera w sobie dwie nieusuwalne sprzeczności – z jednej strony jednoczesne procesy ograniczania (hedging) i generowania (spekulacja) ryzyka potęgują kryzysowe tendencje kapitału, z drugiej zaś, jako narzędzia kontroli i wtórnego wyzysku klasy robotniczej, uwikłane są w napięcia nieuchronnie wynikające z nieprzewidywalnego, niedającego się zredukować do precyzyjnie określanych miar charakteru żywej pracy.

 

 

 

Wykaz literatury:

Battiston, Stefano, Domenico Delli Gatti, Mauro Gallegati, Bruce Greenwald i Joseph E. Stiglitz. 2012. „Liaisons Dangereuses: Increasing Connectivity, Risk Sharing, and Systemic Risk.” Journal of Economic Dynamics and Control 36 (8): 1121–1141. doi:10.1016/j.jedc.2012.04.001.

Bernstein, Peter L. 1996. Against the Gods: The Remarkable Story of Risk. New York: John Wiley & Sons.

Black, Fischer i Myron Scholes. 1973. „The Pricing of Options and Corporate Liabilities.” Journal of Political Economy 81 (3): 637–654. doi:10.1086/260062.

Bryan, Dick, Randy Martin i Michael Rafferty. 2009. „Financialization and Marx: Giving Labor and Capital a Financial Makeover.” Review of Radical Political Economics 41 (4): 458–472. doi:10.1177/0486613409341368.

Bryan, Dick i Michael Rafferty. 2006a. Capitalism with derivatives: a political economy of financial derivatives, capital and class. Houndmills, Basingstoke, Hampshire–New York: Palgrave Macmillan.

———. 2006b. „Money in capitalism or capitalist money?” Historical Materialism 14 (1): 75.

———. 2006c. „Financial Derivatives: The New Gold?” Competition & Change 10 (3): 265–282. doi:10.1179/102452906X114375.

———. 2007. „Financial Derivatives and the Theory of Money.” Economy and Society 36 (1): 134–158. doi:10.1080/03085140601089861.

———. 2012. „Why We Need to Understand Derivatives in Relation to Money: A Reply to Tony Norfield.” Historical Materialism 20 (3): 97–109. doi:10.1163/1569206X-12341253.

Bryan, Dick, Michael Rafferty i Chris Jefferis. 2015. „Risk and Value: Finance, Labor, and Production.” South Atlantic Quarterly 114 (2): 307–329. doi:10.1215/00382876-2862729.

Büscher, Bram. 2010. „Derivative Nature: Interrogating the Value of Conservation in »Boundless Southern Africa«.” Third World Quarterly 31 (2): 259–276. doi:10.1080/01436591003711983.

Buffett, Warren. 2002. „Chairman’s letter.” W Berkshire Hathaway Annual Report 2002.

Chance, Don M. i Robert Edwin Brooks. 2010. An Introduction to Derivatives and Risk Management. Mason, Ohio: South-Western Cengage Learning.

Chesnais, Francois. 2016. Finance Capital Today: Corporations and Banks in the Lasting Global Slump. Historical materialism book series 131. Leiden–Boston: Brill.

Durand, Cédric. 2017. Fictitious Capital: How Finance Is Appropriating Our Future. London–New York: Verso.

Greenspan, Alan. 1999. „Remarks by Chairman Alan Greenspan Financial Derivatives Before the Futures Industry Association, Boca Raton, Florida.” https://www.federalreserve.gov/boarddocs/speeches/1999/19990319.htm

Harvey, David. 2013. A Companion to Marx’s Capital. Volume Two. London: Verso.

International Monetary Fund. 2005. Global Financial Stability Report: Market Developments and Issues. Washington, DC: International Monetary Fund. http://www.imf.org/ External/Pubs/FT/GFSR/2005/01/index.htm.

International Swaps and Derivatives Association (ISDA). 2009. ISDA Research Notes. 2009 Derivatives Usage Survey. New York: ISDA. https://www2.isda.org/attachment/MTY4Mw==/ISDA-Research-Notes2.pdf

Knight, Frank H. 2009. Risk, Uncertainty and Profit. Kissimmee, Fla: Signalman.

Lazzarato, Maurizio. 2012. The Making of the Indebted Man: An Essay on the Neoliberal Condition. Los Angeles: Semiotext(e).

LiPuma, Edward i Benjamin Lee. 2005. „Financial Derivatives and the Rise of Circulation.” Economy and Society 34 (3): 404–427. doi:10.1080/03085140500111931.

Lobo-Guerrero, Luis. 2010. Insuring Security: Biopolitics, Security and Risk. New York: Routledge.

MacKenzie, Donald. 2008. An Engine, Not a Camera: How Financial Models Shape Markets. Inside Technology. Cambridge: MIT.

Markowitz, Harry. 1952. „Portfolio Selection.” The Journal of Finance 7 (1): 77–91. doi:10.2307/2975974.

Marks, Karol. 1951. Kapitał. Tom I. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1957. Kapitał. Tom III. Część pierwsza. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1959. Kapitał. Tom III. Część druga. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Martin, Randy. 2017. An Empire of Indifference. Durham: Duke University Press.

Martin, Randy, Michael Rafferty i Dick Bryan. 2008. „Financialization, Risk and Labour.” Competition & Change 12 (2): 120–132. doi:10.1179/102452908X314849.

Medeiros Carneiro, Ricardo de, Pedro Rossi, Guilherme Santos Mello i Marcos Vinicius Chiliatto-Leite. 2015. „The Fourth Dimension: Derivatives and Financial Dominance.” Review of Radical Political Economics 47 (4): 641–662.

Merton, Robert C. 1973. „Theory of Rational Option Pricing.” The Bell Journal of Economics and Management Science 4 (1): 141. doi:10.2307/3003143.

Norfield, Tony. 2012. „Derivatives and Capitalist Markets: The Speculative Heart of Capital.” Historical Materialism 20 (1): 103–132. doi:10.1163/156920612X634735.

———. 2013a. „Derivatives, Money, Finance and Imperialism: A Response to Bryan And Rafferty.” Historical Materialism 21 (2): 149–168.

———. 2013b. „Value Theory and Finance.” W Research in Political Economy. Red. Paul Zarembka. 28: 161–195. Emerald Group Publishing Limited. doi:10.1108/S0161-7230(2013)0000028007.

Ratajczak, Mikołaj. 2016. „Towards a political economy of algorithms: High‐frequency trading and the efficient market hypothesis.” W Digital Ecosystems. Smart Economy and Innovation. Red. Katarzyna Śledziewska. Warszawa: DELab UW. http://www.delab.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2016/11/DE_Smart_Economy.pdf

Rojas, Isaac. 2016. „Mainstreaming Financialization of Nature.” ECO 52 (2). http://www.cbdalliance.info/en/wp-content/uploads/2016/04/ECO-2-SBSTTA-20.pdf.

Sotiropoulos, Dimitris P. i Spyros Lapatsioras. 2014. „Financialization and Marx: Some Reflections on Bryan’s, Martin’s and Rafferty’s Argumentation.” Review of Radical Political Economics 46 (1): 87–101. doi:10.1177/0486613413488072.

Sotiropoulos, Dimitris P. 2015. „Hilferding on Derivatives.” The European Journal of the History of Economic Thought 22 (1): 77–96. doi:10.1080/09672567.2012.708769.

Steinherr, Alfred. 2000. Derivatives: The Wild Beast of Finance: a Path to Effective Globalisation? New York: John Wiley.

Wigan, Duncan. 2009. Financialisation and Derivatives: Constructing an Artifice of Indifference. Competition &Change 13 (2): 157–172. doi:10.1179/102452909X417033.

 

                                                                           

Tomasz Płomiński – doktorant w Zakładzie Historii Filozofii Nowożytnej IF UW, redaktor afiliowany czasopisma naukowego Praktyka Teoretyczna. Zajmuje się głównie krytyką ekonomii politycznej, teorią wartości i finansjalizacją.

 

Dane adresowe:

Instytut Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego

Ul. Krakowskie Przedmieście 3

00–097 Warszawa

E-Mail tplominski@gmail.com

 

 

 

Author: Tomasz Płomiński

Title: Risk management. On the role of derivatives in extraction and distribution of surplus value

Abstract: Derivatives market, widely understood to be a primary cause of a recent global crisis, is commonly seen as a space of purely speculative movement of fictitious capital. In the course of 20th century, a theory of quantifiable risk (as opposed to unquantifiable uncertainty) has been developed, giving the capital, together with a series of deregulations from 1970s onwards, a new toolset to manage the precarious nature of value production – derivatives, financial instrument enabling the trading of risk exposure abstracted from the assets themselves. Taking  Marx’s notion of “fictitious capital” with its irreducibility to a mere “casino for the capital” as a starting point, we aim to present an interpretation of derivatives market as an apparatus of risk management that is strictly connected to the production of surplus value. Functional character of derivatives is seen as: 1. a means of subordination of working class in a form of debt relation and secondary extraction of surplus value as credit interest, 2. technological advancement of value redistribution among capitalist class and stabilization of income flow. Both phenomena are tied to the inherent contradictions of derivatives market that are potentially harmful to the very process of capitalist accumulation.

Keywords: Marx, fictitious capital, derivatives, financial capital, financialization

 

Przypisy:

[1] Rozwój racjonalności ryzyka w dwudziestym wieku, wraz z przekształceniami w obrębie kapitalizmu, zasługuje na osobne opracowanie. Proces wyłaniania się prawdopodobieństwa jako sposobu opisywania rzeczywistości, który pozwolił na postęp w dziedzinie nauk ścisłych, a następnie społecznych, opisuje od strony historycznej Peter Bernstein (Bernstein 1996). Rozwój nowoczesnej teorii finansów i jego wpływ na kształt późnego kapitalizmu analizuje z kolei Donald MacKenzie (MacKenzie 2008).

[2] Zwraca na to uwagę, opisując Marksowski kapitał fikcyjny, także David Harvey (Harvey 2013).

[3] „Wszystkie te papiery reprezentują w gruncie rzeczy jedynie zakumulowanie roszczenia, tytuły prawne, do przyszłej produkcji” (Marks 1959, 15).

[4] W czerwcu 2016 roku wielkość rynku instrumentów pochodnych OTC (off the counter), czyli zawieranych bezpośrednio między dwoma podmiotami, osiągnęła 544 biliony dolarów wartości nominalnej lub 20,7 biliona dolarów wartości rynkowej (Bank for International Settlements 2016). Dla porównania, światowy PKB w 2016 roku to około 75 bilionów dolarów (dane za Bankiem Światowym, http://databank.worldbank.org/data/download/GDP.pdf).

[5] Trudno jest określić dokładne proporcje, jednak kierując się podziałem podmiotów działających na rynkach na instytucje finansowe (występujące na rynku przede wszystkim jako spekulanci) oraz pozafinansowe (firmy korzystające z derywatów często w celu bilansowania mikro- i makroekonomicznego ryzyka), można przyjąć, że spekulacja stanowi ok. 90% rynku derywatów (Lapavitsas 2013, 61). Trudności w rozgraniczeniu obu funkcji zostaną omówione w następnym akapicie.

[6] A także nieusuwalnych ograniczeń technologicznych – high frequency trading, czyli wykorzystanie algorytmów do zawierania transakcji na przestrzeni ułamków sekundy opiera się właśnie na fakcie, że przepływ informacji na rynkach finansowych odbywa się w coraz krótszym, ale z konieczności niezerowym czasie, co powoduje minimalne niedokładności w wycenie instrumentów, a w konsekwencji możliwość arbitrażu (zob. Ratajczak 2015).

[7] Operacjonalizacją owej przestrzeni ryzyka zajmuje się właśnie dwudziestowieczna teoria decyzji i finansów – rachunek prawdopodobieństwa pozwala na określanie ryzyka na podstawie przeszłych zdarzeń, a dalej – na transpozycję określonego prawdopodobieństwem ryzyka na wartości pieniężne.

[8] Aby więc, dla przykładu, zabezpieczyć się na wypadek zmiany ceny baryłki ropy, nie trzeba już kupować prawa do jednej baryłki za 50 dolarów – wystarczy nabyć kontrakt terminowy ustalający cenę zakupu baryłki ropy w przyszłości (instrument typu future) za ułamek tej ceny.

[9] Dynamikę wzrostu zadłużenia gospodarstw domowych w stosunku do PKB można prześledzić na przykład na podstawie danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych: https://pl.tradingeconomics.com/united-states/households-debt-to-gdp.

[10] Sotiropoulos i Lapatsioras mówią w tym kontekście o wytwarzaniu nowej racjonalności, Lazzarato – o nowych formach podmiotowości (Sotiropoulos i Lapatsioras 2014, Lazzarato 2012).

[11] W swojej późniejszej odpowiedzi na krytykę ze strony Norfielda Bryan i Rafferty przenoszą ciężar argumentacji na płynność rynku derywatów – niezależnie od tego, jak bardzo wartość określana w ten sposób jest nietrwała, łatwość, z jaką instrumenty pochodne pozwalają wycenić każde z aktywów, nadaje im właściwości zbliżone do pieniądza (Bryan i Rafferty 2012). Również ten argument zostaje odrzucony przez Norfielda, dowodzącego, że rolą derywatów nie jest wcale określanie wartości przez „płynny ekwiwalent” (Norfield 2013a); niekonsekwencja w określaniu derywatów raz to jako pieniądza, a raz „jakby pieniądza” zostaje wytknięta autorom także przez Chesnais’ego (Chesnais 2017, 186–188). Niezależnie jednak od tego, jak oceniamy zaproponowane przez Bryana i Rafferty’ego ujęcie derywatów jako pieniądza, nie unieważnia to ich opisu rynku instrumentów pochodnych jako przynajmniej w zamyśle stabilizującego globalny kapitał dzięki transferowi ryzyka.

[12] Każde rozwiązanie tego typu kryje za sobą szereg założeń, które, jeśli przyjrzeć się im z bliska, mogą okazać się nad wyraz optymistyczne lub po prostu empirycznie fałszywe. Krytykę dominującego na rynku derywatów modelu Blacka-Scholesa przeprowadza Donald MacKenzie (MacKenzie 2013).

[13] W literaturze ekonomicznej mówi się w tym kontekście o endogenicznych źródłach ryzyka systemowego i o akceleratorze finansowym (zob. Battinson, Delli Gatti i in. 2012).

[14] Osobną kwestią jest funkcjonowanie oszczędności klasy pracującej na rynkach finansowych – istotna jest tu rola ubezpieczeń oraz funduszy, również emerytalnych – wykracza ona jednak poza, z konieczności okrojony, zakres treści tego artykułu.

[15] Na ten aspekt zjawiska zwraca uwagę Norfield, pisząc o imperializmie finansowym – instrumenty finansowe, w tym derywaty, pozwalają na geograficzny transfer wartości dodatkowej w kierunku państw imperialistycznych (Norfield 2013).

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

John Holloway – Przeczytajmy Kapitał – pierwsze zdanie Albo Kapitał zaczyna się od bogactwa, a nie towaru

 

 

 

Bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji, jawi się jako „olbrzymie zbiorowisko towarów”, poszczególny zaś towar jako jego forma elementarna (Marks 1951, 37) [tłumaczenie zmodyfikowane[2]].

 

Der Reichtum der Gesellschaften, in welchen kapitalistische Produktionsweise herrscht, erscheint als eine ‘ungeheure Warensammlung’, die einzelne Ware als seine Elementarform (Marks 1985, 49)[3].

 

Wprowadzenie

Zaledwie kilka spośród wielu komentarzy do Kapitału wspomina o pierwszym zdaniu tej książki[4]. Powszechnie przyjmuje się, że punktem wyjścia dla Marksowskich rozważań jest towar. Pierwsze zdanie postrzega się zatem jako podniesienie kurtyny, a nie jako coś posiadającego samoistne znaczenie: wprowadza nas tylko w istotną kwestię, którą jest analiza towaru. A jednak, gdy przeczytamy pierwsze zdanie, zobaczymy, że Marks nie zaczyna od towaru, że zanim w ogóle napomknie o towarze, odsłania cały świat problemów o fundamentalnym znaczeniu dla polityki i teorii.

W niniejszym artykule zbadam podmiot, przedmiot i orzeczenie pierwszego zdania, by odkryć ten świat. Moim celem jest analiza tekstu i postawienie pytania o to, co wnosi on do współczesnej walki przeciwko kapitalizmowi.

 

Podmiot

Towar nie jest podmiotem pierwszego zdania. Jest nim „bogactwo”, do którego od razu dodaje się określenie: „społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”. To właśnie owo bogactwo „jawi się jako »olbrzymie zbiorowisko towarów«”, powinniśmy jednak, póki co, skupić się na podmiocie: „bogactwie” albo, mówiąc szerzej, „bogactwie społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”. Co ma na myśli Marks mówiąc o bogactwie i co za tym idzie, jak powinniśmy rozumieć relację między rzeczownikiem a następującym po nim określeniem?

Znaczenie pierwszego zdania tak łatwo przeoczyć właśnie ze względu na to, co ono stwierdza. Samo to, że dla nas, żyjących w społeczeństwie kapitalistycznym, bogactwo występuje jako zbiorowisko towarów, sprawia, że uznajemy tę postać za pewnik. Jesteśmy przyzwyczajeni do postrzegania bogactwa w ten sposób. Gdy myślimy o bogactwie, zazwyczaj przychodzi nam na myśl bogactwo materialne, przedmioty, jakie ktoś posiada, prawdopodobnie pieniądze, ogólny ekwiwalent towarów. Gdy mówimy o kimś, że jest bogaty, zwykle rozumiemy przez to, że on lub ona ma dużo pieniędzy, a więc może dysponować olbrzymim zbiorowiskiem towarów. Innymi słowy, postać, pod jaką występuje bogactwo, sprawia, że ustanawiamy stosunek tożsamości między bogactwem a olbrzymim zbiorowiskiem towarów. Gdyby rzeczywiście tak było, mielibyśmy rację, traktując pierwsze zdanie jako podniesienie kurtyny, jako zdanie, którego jedyne znaczenie ogranicza się do poprowadzenia nas ku głównemu zagadnieniu – towarowi.

Niemniej jednak o bogactwie nie trzeba myśleć tylko w ten sposób. Czytelnikom posługującym się językiem innym niż niemiecki będzie zapewne łatwiej to dostrzec, jeżeli przywołamy termin, jakim Marks posługuje się w oryginale: Reichtum. Słowo to można równie dobrze przełożyć jako „richness” – w społeczeństwie kapitalistycznym Bogactwo (richness) występuje jako olbrzymie zbiorowisko towarów. W języku angielskim z pewnością nie występuje wyraźna różnica między pojęciami wealth a richness[5], ale Bogactwo ma szersze znaczenie: bogato zdobiona tkanina, wzbogacająca rozmowa, bogate w doświadczenia życie, bogactwo barw.

Pierwsze zdanie, odnosząc się do „bogactwa społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”, jednocześnie zaprasza nas do refleksji nad znaczeniem, jakie Bogactwo mogłoby mieć w społeczeństwie, w którym nie panuje ów sposób produkcji. W Grundrisse, we fragmencie napisanym niewiele wcześniej Marks udziela bezpośredniej odpowiedzi na nasze pytanie:

Czymże jednak jest in fact [faktycznie] bogactwo po zerwaniu zeń ograniczonej formy burżuazyjnej, jeśli nie stwarzaną w uniwersalnej wymianie uniwersalnością potrzeb, indywiduów, ich zdolności, rozkoszy, sił twórczych itp.? Jeśli nie pełnym rozwojem panowania człowieka nad siłami przyrody, zarówno przyrody w potocznym znaczeniu, jak i jego własnej natury? Absolutnym stymulowaniem jego skłonności twórczych, dla których nie ma innej przesłanki oprócz poprzedzającego rozwoju historycznego, czyniącego celem samym w sobie ów całokształt rozwoju, to znaczy rozwoju wszystkich sił ludzkich, jako takich, a nie mierzonych jakimiś z góry ustanowionymi strychulcami? Gdzie człowiek nie reprodukuje siebie jednostronnie, lecz stwarza swój całokształt? Gdzie nie usiłuje pozostać takim, jaki jest, lecz znajduje się w absolutnym ruchu stawania się? W ekonomii burżuazyjnej – i w epoce produkcji, której ona odpowiada – występuje zamiast owego pełnego wydźwignięcia się ducha ludzkiego całkowite opustoszenie, zamiast owego uniwersalnego uprzedmiotowienia – całkowita alienacja, a zamiast porzucenia wszelkich jednostronnie zakreślonych celów – poświęcenie celu samego w sobie, zgoła obcemu celowi (Marks 1986, 381–382)[6].

Gdy przeczytamy ten opis bogactwa z Zarysu krytyki ekonomii politycznej[7], pierwsze zdanie Kapitału nabiera wyrazistszych barw. Bogactwo jest „stwarzaną w uniwersalnej wymianie uniwersalnością potrzeb, indywiduów, ich zdolności, rozkoszy, sił twórczych itp.”. Jest kolektywne, jest uspołecznione, jest wytworem ludzkich interakcji – to Bogactwo tego, co często określa się jako „to, co wspólne”[8]. Jest w ruchu – „absolutnego stymulowania jego [człowieka] skłonności twórczych”, „absolutnym ruchu stawania się”. Jest różnorodne: „czyniące celem samym w sobie ów całokształt rozwoju”. Bogactwo, Bogactwo ulicy wypełnionej różnorakimi tradycjami i sposobami życia, Bogactwo przynoszone przez cykl pór roku na wsi, Bogactwo głosu we wznoszonym śpiewie, czy to ludzkim, czy ptasim. Nieograniczone w swej potencjalności Bogactwo Bogactw – oto, co w naszym społeczeństwie jawi się jako olbrzymie zbiorowisko towarów[9]. Pierwsze zdanie to nie żadne niewinne wprowadzenie. Marks odsłania świat pełen napięcia. Przywołuje nasze oburzenie, nasze urażone poczucie godności.

            To napięcie ujawnia się nie tylko w stosunku, w jakim pozostaje do siebie podmiot i orzecznik (bogactwo i towary), ale już w podmiocie pierwszego zdania. Pojawia się w nim napięcie pomiędzy rzeczownikiem a określającym go wyrażeniem, które po nim następuje, pomiędzy „bogactwem” i określeniem „społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”. Anonimowy recenzent wcześniejszej wersji niniejszego tekstu zaprotestował stwierdzając, że „Podmiotem pierwszego zdania Kapitału… nie jest rzeczownik »bogactwo«, ale raczej całe wyrażenie rzeczownikowe »bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji«”[10]. Jeśli jednak potraktujemy rzeczownik i określające go wyrażenie jako całość, to gubimy napięcie pomiędzy nimi i zawarty w nim potencjał emancypacyjny. Stosunek między „bogactwem” a określającym go wyrażeniem jest ek-statyczny: bogactwo przekracza swoje określenie („społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”). Skupiając się przede wszystkim na bogactwie i określającym go wyrażeniu, możemy zobaczyć, że nie istnieje ono wyłącznie w, ale również przeciwko i poza społeczeństwem kapitalistycznym. Nie jest to relacja polegająca na tożsamości. Bogactwo nie daje się dopasować: nie wyczerpuje się w zakresie „społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”, ale je przekracza. To pozorne szukanie dziury w całym jest w rzeczywistości kluczowe dla sposobu, w jaki rozumiemy Kapitał i jego istotność dla walki przeciwko społeczeństwu kapitalistycznemu.

Co z tego wynika, stanie się jasne, gdy przyjrzymy się kolejnemu z komentarzy anonimowego recenzenta: „W poruszającym fragmencie o bogactwie z Grundrisse niedopowiedziane pozostaje to, że burżuazyjną formę bogactwa można »zerwać« tylko zastępując ją nową społeczną formą bogactwa, która posiada inny, uspołeczniony cel – być może »sam w sobie ów całokształt rozwoju« – w miejsce nieskończonej akumulacji kapitału. Ten cytat z Grundrisse nie mówi o »bogactwie«, jak wynika z samego opisu; mowa tu o nienazwanej, emancypującej formie postkapitalistycznego bogactwa uspołecznionego”. Wydaje mi się to błędne. Rozumiem, że fragment odnosi się raczej do nienazwanego, emancypującego bogactwa, które tu i ówdzie przedziera się przeciwko i poza swoje obecne istnienie jako olbrzymiego zbiorowiska towarów. Związek między bogactwem a jego jakościowym określeniem wyraża stosunek obecnej walki. Sprowadzanie wyemancypowanego bogactwa, o którym pisze Marks w Grundrisse, do przyszłości postkapitalistycznej oznacza umieszczenie komunizmu w przyszłości porewolucyjnej, a nie zrozumienie go jako ciągle się toczącej walki o komunizację. Umieszczanie jej w przyszłości oznacza zaś utknięcie w pułapce Partii, formy walki, która zawiodła i to w najbardziej fatalny sposób.

Zatem to bogactwo, które obecnie istnieje jako „bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”, nie jest bogactwem ahistorycznym. Podmiot zdania jest podmiotem historycznie określonym, ale przekraczającym jego własne historyczne uwarunkowania. Istnieje jako walka przeciwko własnej sytuacji historycznej, tak, jak my istniejemy jako walka przeciw historycznej sytuacji, w której się znaleźliśmy. To jest walka, którą Marks zapowiada w słowach otwierających Kapitał. Historia, którą zaraz opowie, dotyczy ludzkiego Bogactwa (ludzkości w absolutnym ruchu stawania się) sprzeciwiającej się i usiłującej wykroczyć poza pęta, które je niewolą. W tych kilku słowach Marks jasno stwierdza, że nie jest to teoria dominacji, ale teoria walki z dominacją, a w rzeczy samej przeciwko wszelkim ograniczeniom.

Bogactwo ludzkiej kreatywności staje przed nami jako podmiot – wzburzony, niezaspokojony podmiot. Jako dumny podmiot, jako pierwsze słowa pierwszego rozdziału. Bogactwo rzuca wyzwanie, bogactwo wznosi okrzyk, z pewnością gniewu, być może – mocy. Wywraca to na nice znaczną część myśli lewicowej, która to nędzę, a nie Bogactwo, czyni swoim punktem wyjścia. Pierwsze zdanie Kapitału skłania nas do zmiany myślenia: nie stawiamy oporu dlatego, że doskwiera nam nędza, ale dlatego, że jesteśmy bogaci. To nie z powodu nędzy stawiamy czoła kapitalizmowi, ale ponieważ doskwiera nam zablokowanie „absolutnego stymulowania jego [człowieka] skłonności twórczych”, ponieważ to, co jest „absolutnym ruchem stawania się”, uwiązane jest na łańcuchu. To nasze bogactwo podnosi głowę i oznajmia, że zerwie kajdany.

 

Orzecznik

Bogactwo występuje w kapitalistycznych społeczeństwach jako olbrzymie zbiorowisko towarów. Towar, jak mówi nam Marks na początku drugiego akapitu, „jest nasamprzód [zunächst] przedmiotem zewnętrznym, rzeczą, która dzięki swoim własnościom zaspokaja jakieś potrzeby ludzkie” (Marks 1951, 37). Towar jest przedmiotem zewnętrznym wobec nas, wytworem produkowanym na sprzedaż.,

            Marks wprowadza nas pomiędzy ściany ciasnych lochów. W tym pierwszym zdaniu następuje radykalny przeskok od świata Bogactwa (ludzkości „w absolutnym ruchu stawania się”) do świata składającego się z olbrzymiego zbiorowiska towarów. Marks bierze nas za rękę, by zaprowadzić do straszliwego świata ekonomii politycznej. W dramatyczny sposób przypomina nam się o podtytule książki: „Krytyka ekonomii politycznej”. To właśnie napięcie między podmiotem a orzeczeniem pierwszego zdania stanowi podstawę krytyki. Dopiero gdy przejdziemy już mroczny ustęp między bogactwem a towarami, Marks może powiedzieć, tak, jak to czyni w drugim zdaniu: „Dlatego rozpoczynamy nasze badanie od analizy towaru” (Marks 1951, 37). Nie czyni to jednak towaru punktem wyjścia Marksowskiej analizy. To bogactwo – Bogactwo, które stoi wewnątrz-przeciwko-poza światem towarów – jest tym punktem. Dopiero po zstąpieniu do ciasnego, mrocznego świata ekonomii politycznej towar staje się początkiem rozważań. Jeżeli zapomnimy o świecie Bogactwa, zapomnimy o sobie, naszej krytyce, naszym oporze, prawdziwym punkcie oparcia.

            Przejście w pierwszym zdaniu jest zawężeniem, redukcją Bogactwa świata do świata ekonomii politycznej, do świata towarów. Marksowi często zarzuca się ten rodzaj ograniczenia, czysto ekonomistyczny pogląd na świat, pomijanie Bogactwa życia i wielości form zniewolenia. Z perspektywy pierwszego zdania jasne jest, że nie może to być dalsze od prawdy. Krytyka ekonomii politycznej jest nie tylko krytyką różnych teorii ekonomistów, jest krytyką ekonomii jako takiej, jako świata redukującego ludzkie Bogactwo do towaru. To dokładnie ten argument wysuwa Marks w zakończeniu przytoczonego już fragmentu z Zarysu: „W ekonomii burżuazyjnej – i w epoce produkcji, której ona odpowiada – występuje zamiast owego pełnego wydźwignięcia się ducha ludzkiego całkowite opustoszenie, zamiast owego uniwersalnego uprzedmiotowienia – całkowita alienacja, a zamiast porzucenia wszelkich jednostronnie zakreślonych celów – poświęcenie celu samego w sobie, zgoła obcemu celowi”. To nie Marks, ale sam świat redukuje wszystko do ekonomicznego wymiaru i usuwa to, co nie pasuje do logiki towaru.

Ruch od bogactwa ku towarowi jest ruchem ku światu spętanemu prawami, ku światu zwartej społecznej jedności, ku światu, który można rozumieć jako totalność, ku światu syntezy. Nie ma żadnej immanentnej przyczyny, która sprawiałaby, że produkcja bogactwa musiałaby kierować się jakimś zbiorem reguł. Absolutne stymulowanie naszych skłonności twórczych może podążać przeróżnymi szlakami, z innych powodów, w różnym tempie. W przypadku towarów jest zgoła odmiennie: są produkowane na wymianę i potrzeba ich wymiany narzuca wymóg ich ciągłej produkcji za pomocą pracy, która jest społecznie niezbędna, co z kolei wytwarza cały świat użytkowych niezbędników, społecznych uwarunkowań, które funkcjonują jako prawa niezależne od jakiejkolwiek świadomej kontroli. Marks przygląda się tym prawom w Kapitale, jednak z perspektywy, która zwraca się przeciwko tej spętanej prawami totalności i sięga poza nią.

Ruch od bogactwa ku towarowi jest również ruchem w stronę świata, który poddaje się mierze, jest ilościowy. Niewielki dodatek do orzecznika, „poszczególny zaś towar jako jego forma elementarna” nabiera znaczenia. Jeśli myśli się o bogactwie jako „absolutnym stymulowaniu jego [człowieka] skłonności twórczych”, to nie ma sensu myśleć o nim jako podzielnym na formy czy poszczególne części. Tylko kiedy bogactwo zredukowane jest do zbioru rzeczy, znajdujących się poza nami, możliwy staje się jego podział na formy: w rzeczywistości nie tylko możliwy, ale podział tego bogactwa na wymienne formy czy poszczególne towary jest niezbędną częścią przejścia od podmiotu zdania do jego orzecznika[11]

 

Czasownik

Bogactwo jawi się jako olbrzymie zbiorowisko towarów. Co to oznacza?

 

1.

Pozór nie jest fałszywy – Marks nie mówi „bogactwo wydaje się być olbrzymim zbiorowiskiem towarów, ale to pomyłka, w rzeczywistości jest czymś innym”[12]. Taka interpretacja oddzielałaby pozór od jego substratu, to jest tego, co jawi się w ten sposób, i ujmowałaby relację między nimi jako efekt przypadku, podczas gdy dla Marksa stosunek między pozorem a substratem jest główną kwestią. Pozór jest rzeczywistym pozorem, który ma powszechną ważność, określoną trwałość. Nie jest pozorem, który zniknie, gdy tylko zauważymy, że jest błędny. Jest pozorem wytwarzanym przez „społeczeństwa, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji”[13].

Możemy wykazać jego trwałość czy rzeczywistość mówiąc, że bogactwo w społeczeństwie kapitalistycznym występuje w formie olbrzymiego zbiorowiska towarów. W tym kontekście „forma” może być rozumiana jako „sposób istnienia” (zob. Gunn 1992, 14): sposobem istnienia bogactwa w społeczeństwach kapitalistycznych jest ogromne zbiorowisko towarów.

 

2.

Pozór ma zatem powszechną ważność. Marks nie stwierdza, że „bogactwo tych społeczeństw jawi się Adamowi Smithowi czy Davidowi Ricardo jako olbrzymie zbiorowisko towarów”. Nie stwierdza również, że „bogactwo jawi się burżuazji jako ogrom towarów, ale proletariat wie, że tak nie jest”[14] albo że „ideologia burżuazyjna przedstawia bogactwo jako zbiorowisko towarów”. Bogactwo w tym społeczeństwie jawi się raczej jako czy też istnieje w formie towarowej. Jawi się tak członkom tego społeczeństwa, jawi się w ten sposób, ponieważ pozór jest prawdziwy, bogactwo naprawdę istnieje w formie olbrzymiego zbiorowiska towarów. To właśnie w ten sposób bogactwo traktowane jest przez ludzi, to właśnie siła kształtująca to, jakie bogactwo się produkuje i jak. Zasugerowaliśmy już, że siła tego prawdziwego pozoru jest kluczem do zrozumienia zjawiska tak częstego nieprzypisywania znaczenia pierwszemu zdaniu.

 

3.

Stawia to przed nami kwestię, która stanowi sedno lektury Kapitału. Jeżeli bogactwo jawi się jako takie, co sprawia, że Marks może napisać to zdanie? Zdanie nie mogłoby zostać napisane, jeżeli Marks nie byłby w stanie w jakiś sposób przekroczyć owego pozoru. Jak możemy to wyjaśnić?

Najbardziej oczywistym wyjaśnieniem byłyby argumenty natury osobniczej. Marks był niezwykle bystrym człowiekiem, a my, którzy dziś współdzielimy jego spostrzeżenia, też jesteśmy bardzo bystrzy i to pozwala nam wyzwolić się od pozoru. Istnieją dwa problemy z takim wyjaśnieniem. Po pierwsze, jest sprzeczne z metodą samego Marksa. Pozór jest dla niego pozorem rzeczywistym, posiadającym realny substrat, który zakorzeniony jest w aktualnie istniejącej organizacji ludzkiej aktywności. Ograniczenia myśli Smitha i Ricarda, przykładowo, nie są wynikiem błędów czy braku inteligencji, ale tego, że zarówno nogami, jak i głowami tkwili w kapitalistycznych stosunkach społecznych. Nie chodzi tylko o to, że opowiedzieli się po stronie burżuazji, ale także o to, że ich koncepcje stały się możliwe dzięki stosunkom społecznym, których byli częścią, ale zarazem przez nie ograniczone. Kolejny problem z tego rodzaju wyjaśnieniem stanowi to, że prowadzi ono do osobniczego rozdzielenia na tych, którzy pojmują, że bogactwo to coś więcej niż same towary i masy, uwięzione w świecie pozorów. W takim wypadku odpowiedzialnością niewielu oświeconych byłoby niesienie kaganka (czy też budzenie świadomości) pośród mas. Doświadczenia ostatniego wieku pokazują jednak, że takie rozumowanie może mieć opłakane skutki.

Aby Marks mógł napisać to zdanie, a my – je powtarzać, musi istnieć coś więcej niż bystrość, coś więcej niż wyjaśnienia na poziomie osobniczym. Dla tego pierwszego, by przekroczyć pozór i zająć stanowisko poza nim (tak, jak to czyni w pierwszym zdaniu), musi istnieć nie-pozór, przełamanie, rozbicie, resztka, która nie zawiera się w pozorze. By wyjść poza pozór w myśleniu, musi istnieć przełamanie pozoru przez praktykę. Oto rzeczywisty nie-pozór, dostarczający perspektywy, z której możemy powiedzieć, że „bogactwo jawi się jako towary”. Gdy wypowiadamy to stwierdzenie, nieodwołalnie mówimy tym samym „to stwierdzenie nie jest jednak całą prawdą, ponieważ jedyną rzeczą, która pozwala nam na taką konstatację, jest w istocie to, że równie prawdziwe jest, iż bogactwo nie występuje jako towary, że istnieje wewnątrz-przeciwko-poza towarami”. Z konieczności zdanie niesie ze sobą niewysłowioną płaszczyznę, nie-pozór. Pozór ukrywa przed wzrokiem to, co się nie jawi, niewidzialny czy utajony substrat i to rzeczywiste istnienie tego substratu, tego, „co się nie jawi”, pozwala nam zrozumieć owo pierwsze zdanie i wypowiedzieć je za Marksem. Możemy zatem stwierdzić, że połowa pierwszego zdania zapisana jest atramentem sympatycznym.

To tutaj my, czytelniczki Kapitału, żyjemy i chcemy żyć: w świecie, który nie ulega pozorowi bogactwa jako towarów. Jeżeli pomyślimy o ruchu od bogactwa ku towarom jako wejściu do lochu rzeczy, to my, czytelniczki Kapitału, znajdziemy się po stronie bogactwa, stając okoniem i krzycząc, że nie chcemy zostać wciągnięci do lochu, nie chcemy ulec zaklętemu światu pozorów, który może nas pochłonąć w całości. Oczywistość: dlaczego w ogóle sięgnęlibyśmy po Kapitał?

Gdy tylko postawimy pytanie o to, jak możliwe jest postawienie tej kwestii (a trudno powiedzieć, jak mielibyśmy go uniknąć), zmienia się całość Kapitału. Z przypowieści o tym, dlaczego rzeczy do siebie pasują, staje się opowieścią o niedopasowaniu. Zauważymy wtedy, że nasza przyjemność z lektury wynika właśnie z tego, że sami jesteśmy niedopasowani: żyjemy wewnątrz-przeciwko-poza właśnie tym systemem, który staramy się zrozumieć.

 

4.

Zapisanie pierwszego zdania jest możliwe tylko dlatego, że relacja między bogactwem a towarami nie jest relacją tożsamości. Jest relacją ek-statyczną: bogactwo występuje przeciwko towarom i poza nie. Nie dopasowuje się do towaru bez pozostawienia nadwyżki, która czyni pisanie (i odczytanie) zdania możliwym.

Czasownik „jawi się jako” nie odnosi się do tożsamości. Marks nie używa tego sformułowania pochopnie (jak my często to robimy) by powiedzieć „Bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji jest »olbrzymim zbiorowiskiem towarów«”. Niemniej jednak czasownik sugeruje ruch utożsamiania. W społeczeństwie tym dochodzi do utożsamiania bogactwa ze zbiorowiskiem towarów. Proces ów zachodzi, ale nie jest zamknięty, ponieważ wciąż opiera mu się ruch w przeciwnym kierunku, opór. Innymi słowy, relacja miedzy pozorem a nie-pozorem jest antagonistyczna. Między zaciąganiem bogactwa w okowy formy towarowej a siłami, które prą przeciwko i poza proces utowarowienia, istnieje żywy antagonizm. Po jednej stronie ruch „jawienia się jako”, formowania, utożsamiania, fetyszyzowania  (Holloway 2010a); z drugiej – ruch anty-tożsamości, defetyszyzacji, nadmiaru, niedopasowania. Pozór, towar przedstawia się jako nie-antagonistyczny, jednak ukrywa antagonizm leżący u jego podstaw. Bogactwo tych społeczeństw występuje jako olbrzymie zbiorowisko towarów: ten pozór jest aktywnym jawieniem się, aktywnym formowaniem czy utożsamianiem, które przysłania antagonistyczną siłę, czyniącą to stwierdzenie możliwym, siłę, której źródłem jest prawda, że bogactwo również nie jawi się jako zbiór towarów, że przekracza ów pozór.

To, co jawi się jako fait accompli (istnienie bogactwa w formie towarowej), jest żywym antagonizmem. Jeżeli spojrzymy na przejście od podmiotu do orzecznika w zdaniu jako zawleczenie Bogactwa do lochu towaru, to nadmiar będzie świadczył o tym, że drzwi lochu jeszcze się nie zatrzasnęły, że wciąż trwa szamotanina.

Forma towarowa nie jest żadnym faktem dokonanym, jest ciągłym atakiem przypuszczanym na jej substrat (bogactwo), nieustanną walką o przymusowe dopasowanie i zawarcie go w formie towarowej. Atakowi temu odpowiada ciągły napór w przeciwnym kierunku – wytwarzanie bogactwa przez ludzi opiera się swoim więzom i przedziera się ku innym formom uspołecznienia[15]. Aby pojąć to zdanie, musimy najpierw zrozumieć zarówno „bogactwo”, jak i „towar” bardziej jako czasowniki niż rzeczowniki. Towar jest de facto ruchem utowarowienia bogactwa, a bogactwo jest ruchem wytwarzania go czy też wzbogacania, zwrotem przeciwko i poza formę towarową, komunizacją. Mówiąc dokładniej, przejście między początkiem a końcem pierwszego zdania jest przejściem od czynnego wzbogacania („stymulowania […] skłonności twórczych”) do rzeczownika („towary”), który maskuje nie tylko wzbogacanie, na które nakłada pęta, ale także własną dynamikę ruchu utowarowienia. Pozór, do którego odnosi się „jawienie się jako”, wciąż pozostaje stawką w grze.

„Jawi się jako” otwiera zatem przestrzeń nadziei. Żyjemy w świecie, w którym wciąż stykamy się z bogactwem jako towarami lub pieniądzem jako ich ogólnym ekwiwalentem. Pierwsze zdanie Kapitału, przez wskazanie, że to pozór, mówi nam także, że to równocześnie prawda i nieprawda, że bogactwo to coś więcej, że istnieje bogactwo, które wykracza poza tę formę. Jeżeli istnienie bogactwa jako towarów zakłada świat rządzony przez zewnętrzne określenie, świat, w którym wartość towarów określa ścieżki rozwoju Bogactwa ludzkich możliwości, to proste „jawi się jako” odsyła nas do obecnej rzeczywistości dążenia do samookreślenia[16] (warunku możliwości napisania pierwszego zdania).

Kryzys jest stawką tych otwierających słów. To „jawi się jako” zdradza nam, że budzące grozę istnienie bogactwa pod postacią towarów nie jest (czy też nie musi być) trwałe. W samej formie istnienia bogactwa tkwi nietrwałość, niestabilność. Dzwon żałobny, który wybija godzinę kapitału, a bezpośrednio wspomniany jest dopiero jakieś 700 stron później (zob. Marks 1951, 823)[17], daje się usłyszeć już w tym pierwszym zdaniu. Z punktu widzenia kapitału sformułowanie „jawi się jako” to groźba. „Co ma znaczyć to »jawi się jako«?” – zawodzą kapitaliści – „Bogactwo to właśnie pieniądze i towary, ni mniej, ni więcej”. W „jawi się jako” zawarte jest zagrożenie, coś o czym im się nawet nie śniło, coś poza ich kontrolą.

Poza ich kontrolą znajduje się to, co jest niejawne, Bogactwo, które nie „jawi się jako”, które nie zamyka się i nie zawiera w formie towarowej. Oto groźba. Rzecz jasna w pierwszym zdaniu nie znajdujemy pełnego omówienia teorii kryzysu, ale wskazanie w pewnym kierunku. Kieruje nas ono ku tendencji kryzysu, której źródłem jest to, co się nie ujawnia, co daje nam punkt oparcia, z którego możemy wypowiedzieć słowa „jawi się jako”. Bogactwo ludzkiej twórczości samo w sobie jest kryzysem własnego spętania – to bogactwo, które wykracza poza swoje ograniczenia, wyrywa się ku innej postaci społecznej kooperacji, ku wolnemu związkowi wytwórców[18].

Kryzys, który „jawi się jako” zwiastuje kryzys przekształcania bogactwa w towary. Bogactwo jawi się teraz jako olbrzymie zbiorowisko towarów, ale nie zawsze tak będzie. Nie będzie tak, ponieważ stwierdzenie to zawiera swoją własną nieprawdę. Prawdą jest, że już w ruchu utowarowienia/totalizacji/syntezy/domknięcia bogactwa znajduje się ruch w przeciwną stronę, detotalizujący (zob. Tischler 2014), desyntetyzujący, dekomodyfikujący, uwspólniający ruch, który konstytuuje kryzys formy towarowej. To ten drugi ruch ukazuje się później w Kapitale w postaci „społecznych sił wytwórczych”.

 

5.

„Jawienie się jako” sytuuje nas w środku tego wszystkiego, w sercu pola bitwy. Nie ma drogi ucieczki.

Trzy razy czytamy pierwsze zdanie. Za pierwszym razem, zapewne (o czym mieliśmy okazję się przekonać) nie zwróci ono naszej uwagi i potraktujemy je jako zdanie o niewielkim znaczeniu. Czytamy, że „bogactwo tych społeczeństw jawi się jako olbrzymie zbiorowisko towarów”, po czym myślimy sobie: „oczywiście, że tak jest”, by skierować naszą uwagę na towar. Jednym słowem, wpadamy w pułapkę pozorów, które, jak nam się zdaje, chcemy krytykować. Gorzej, nie dostrzegając znaczenia pierwszego zdania, w rzeczywistości sami przykładamy się do konstytucji pozoru, jakim jest bogactwo jako towar.

Gdy czytamy zdanie drugi raz, górę bierze gniew. Dociera do nas zgroza tego, co przekazuje nam Marks: że bezgraniczne Bogactwo stawania się człowieka zostaje sprowadzone siłą do formy olbrzymiego zbiorowiska towarów.

Marks wprowadził nas w samo serce nauki jako krytyki. Zanim powiedział cokolwiek na temat towaru, naznaczył go jako przedmiot krytyki. Mówiąc nam, że bogactwo jawi się jako towar, zaprasza nas do krytykowania tego pozoru, refleksji nad jego źródłem i relacją, która łączy go z tworzącymi go siłami. Marks stwierdza zatem: „Bogactwo tych społeczeństw jawi się jako olbrzymie zbiorowisko towarów, a zatem nasze dociekania musimy rozpocząć od krytyki tego pozoru, to znaczy, musimy zacząć od krytyki towaru”. Jednym tchem ustanawia bogactwo punktem wyjścia krytyki, bogactwo, które jawi się i nie jawi jako zbiorowisko towarów, bogactwo wychodzące poza obecną formę własnego istnienia. Krytyka jest zatem odkryciem siebie jako tego, co kryje się za pozorem. Jest odzyskaniem/odkryciem wytwarzania bogactwa ukrytego przez formę towarową przez jego własnych wytwórców.

Gdy czytamy zdanie po raz trzeci, krzyczymy już nie tylko ze wzburzenia, ale również przerażeni nami samymi. Jak mogliśmy przeczytać to zdanie nie wydając z siebie krzyku już za pierwszym razem? Jak mogliśmy przyjąć za daną grozę przemiany ludzkiego bogactwa w olbrzymie zbiorowisko towarów? Jak mogliśmy być niewrażliwi na cierpienie, które to zdanie kryje? Nie sposób nie zadać sobie pytania, czy to właśnie ten brak wrażliwości nie sprawił, że Auschwitz się wydarzyło[19], że Gunatanamo wciąż funkcjonuje, tak jak wciąż światu doskwiera głód i zniszczenie. Wiemy, że odpowiedź jest twierdząca.

Krytyka staje się samokrytyką. Nie jest to jednak tylko osobista samokrytyka, wiemy bowiem, że ta lektura-w-ciszy była właśnie tym sposobem, w jaki powszechnie czytano pierwsze zdanie Kapitału. Wyrażenie „jawi się jako”, właśnie dlatego, że odnosi się nie do fałszywego pozoru, ale pozoru prawdziwego, jest nie tylko wyzwaniem rzuconym społeczeństwu kapitalistycznemu, ale również nam samym. Jako że pozór ten powszechnie obowiązuje w tym społeczeństwie, my również żyjemy w jego ramach, niezależnie od tego, za jak mądrych i rewolucyjnych się uważamy. To życie w ramach tego pozoru ujawnia się w pierwszej lekturze tego zdania. Krytyka zatem obraca się nie tylko przeciwko istnieniu bogactwa pod postacią formy towarowej, ale przeciwko naszemu własnemu sposobowi myślenia (a w rzeczywistości naszemu sposobowi bycia). Stwierdzenie, że punkt widzenia naszej krytyki to bogactwo wychodzące poza formę towarową, nie uwalnia nas od pozoru wytwarzanego przez tę formę. Myślenie naukowe wymaga zwrócenia się przeciw nam samym. Gdy mówimy „bogactwo w tych społeczeństwach jawi się jako towar”, uznajemy, że żyjemy wewnątrz tego pozoru i jednocześnie ustawiamy się przeciwko i poza tym pozorem, jako jego krytycy. Rozpoznajemy, że nasza obecność w tym społeczeństwie konstytuuje nas jako wewnętrzny antagonizm, jako schizofreników w powszechnym znaczeniu wewnętrznego podziału. Jakiekolwiek mniemanie o rewolucyjnej czystości czy teoretycznej trafności jest z tego powodu absurdalne.

Nie dotyczy to tylko nas, ale ciebie też, Marksie. Tak być musi. Marks również żył w tym świecie pozorów, w którym istnienie ludzkiego Bogactwa jako zbiorowiska towarów uznaje się po prostu za dane. Jednocześnie, gdy zauważa grozę tego, co się dzieje, pojawiają się momenty, w których zdaje się przyjmować je jako dane, a tym samym zdaje się skupiać na świecie form (towarze – pieniądzu – kapitale) i zapominać o byciu przeciwko-i-poza, które, już od pierwszych słów, nadają jego książce krytyczny wymiar. Czytanie Kapitału bez konfrontowania się z pytaniem „który Marks, które odczytanie?” jest niemożliwe. Otwierające słowa („jawienie się jako”) inicjują napięcie, które przenika Marksa i nas samych. Istnieje oczywiście dwóch Marksów, tak jak istnieje dwóch w każdym z nas; to napięcie to jednak nie kwestia oddzielenia młodego Marksa od starego (jak twierdził Althusser), ale kwestia antagonizmu między pozorem a jego substratem. Gdyby Marks chciał rozjaśnić pierwsze zdanie, mógłby napisać:

Bogactwo społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji jawi się jako „olbrzymie zbiorowisko towarów” i jako że pozór ten nie jest po prostu błędny, ale stanowi wytwór natury tych społeczeństw, to tak długo jak istnieje kapitalizm, całkowita ucieczka przed tymi pozorami jest niemożliwa. Gdy krytykujemy zatem te pozory, po prostu rozpoznając w nich pozory, rozpoznajemy również napięcie wewnątrz nas samych, pomiędzy naszym istnieniem w ramach tych pozorów a przeprowadzaną przez nas krytyką pozorów jako pozorów. Czytając tę książkę, nie próbujcie zatem znaleźć jednego prawdziwego Marksa czy jedynego prawidłowego jej odczytania, ale potraktujcie ją jako bodziec, który może stać się częścią waszego własnego wewnętrznie sprzecznego istnienia.

Mógł to napisać, jednak tego nie zrobił.

 

6.

Kolejny krytyczny komentarz anonimowego recenzenta, wspominanego już wcześniej, wymaga dodatkowego omówienia. On lub ona mówi:

Wszystkie odniesienia do „jawi się jako” […] pomijają to, co uważam za kluczową rzecz, jaką pokazuje Marks, a mianowicie to, że pozór bogactwa w społeczeństwach kapitalistycznych jako sterty towarów, choć nie jest iluzją, to stanowi nieprecyzyjny i ideologiczny sposób postrzegania społeczeństwa kapitalistycznego jako społeczeństwa skomercjalizowanego czy urynkowionego, gdzie pieniądz i towary są najważniejszymi kategoriami. Celem Kapitału jest pokazać prawdę o „stercie towarów” – te towary są wytworem kapitalistycznego sposobu produkcji, a tym samym mają bardziej złożoną formę społeczną kapitału towarowego. Ten cel staje się jasny w Rezultatach bezpośredniego procesu produkcji i drugim tomie, gdzie Marks rozwija kategorię kapitału towarowego.

Argument jest interesujący i pozwala nam uwypuklić różnice w naszych stanowiskach. Dla naszego recenzenta „kluczową rzeczą” w wywodzie Marksa jest krytyka rzekomej równości stosunków wymiany towarowej dokonywana przez pokazanie, że opierają się na stosunku wyzysku i maskują go. Stosunek ten jest zaś wpisany w fakt, że tylko jeżeli praca jest towarem, stosunki utowarowione nabierają charakteru panujących w danym społeczeństwie. Głównym antagonizmem jest zatem stosunek wyzysku, a głównym konfliktem – ten między pracą a kapitałem. Zgodnie z moim zamiarem zwrócenia uwagi na inny wymiar konfliktu, powiem, że nim Marks wprowadza ten antagonizm, podkreśla wpierw wagę równie (czy nawet bardziej) fundamentalnego konfliktu: między pracą konkretną a abstrakcyjną, naszkicowanego już w otwierających słowach książki pod postacią napięcia między bogactwem a towarami. Antagonizm między pracą a kapitałem zakłada wcześniejsze sprowadzenie aktywności człowieka do pracy abstrakcyjnej, bogactwa do towarów, wartości użytkowej do wartości po prostu. Współczesny zwrot antykapitalistycznych wysiłków ku bezpośredniej walce przeciwko pracy (zob. Nasioka 2014) sprawia, że niemożliwe staje się wzięcie tej uprzedniej redukcji za pewnik i zmusza nas do ponownej lektury pierwszego zdania (a także wszystkich trzech tomów, rzecz jasna, choć pierwsze zdanie to dobry początek).

 

Echa

Przedstawiony tu argument jest prosty: Marksowski Kapitał zaczyna się od bogactwa, a nie towaru, a konsekwencje tego rozróżnienia dla teorii i polityki są ogromne.

1.

Argument ten stoi w sprzeczności z głównonurtowymi omówieniami Kapitału. Rzadko które z nich w ogóle wspominają o pierwszym zdaniu, a żadne z tych, które to robi, nie dochodzi do wniosku zaproponowanego tutaj. Moim celem nie jest krytykowanie innych komentatorów, ale przedstawienie krótkich uwag do czterech z najbardziej wpływowych i uznanych komentarzy, które pomogą unaocznić wyróżniające elementy przedstawionego tu wywodu.

W Przewodniku po Kapitale Davida Harveya pierwsze zdanie zostaje zacytowane na pierwszej stronie pierwszego rozdziału (Harvey 2017, 33) i zwraca się uwagę na znaczenie terminu „jawi się”, który „sygnalizuje, że coś innego dzieje się pod powierzchnią pozoru” (Harvey 2017, 33). Odczytuje się znaczenie tego zdania w następujący sposób: „Marks jest zainteresowany wyłącznie kapitalistycznym sposobem produkcji” (Harvey 2017, 34), co różni się znacząco od zaproponowanej tu interpretacji, a dokładniej od stwierdzenia, że Marks nie zawęża swojej perspektywy do kapitalizmu, ale wykracza poza niego. W związku z tym Harvey nie zwraca w ogóle uwagi na problem bogactwa i przechodzi natychmiast do końcówki pierwszego zdania, do towaru. Tak podsumowuje swoją wykładnię początku Kapitału dziesięć stron później: „Jak do tej pory rozwijana tu narracja brzmi następująco: Marks deklaruje, że jego celem jest odsłonięcie zasad działania kapitalistycznego sposobu produkcji. Rozpoczyna od pojęcia towaru” (Harvey 2017, 43).

Niezwykle klarowne Kritik der politischen Ökonomie[20] Michaela Heinricha przywołuje pierwsze zdanie na początku rozdziału „Wartość, praca, pieniądz” (Heinrich 2012, 39), by natychmiast przejść do towaru, zwracając uwagę, że tylko w kapitalizmie towar jest typową postacią bogactwa. W innej książce, Wie das Marxsche Kapital lessen?, ten sam autor poświęca cały kilkustronicowy passus pierwszemu akapitowi Kapitału (Heinrich 2008, 50–54). Zwróciwszy uwagę na to, jak łatwo przeoczyć pierwsze zdanie (podobnie jak uczyniliśmy to tutaj) jako niewarte zbytniej uwagi (Heinrich 2008, 50), kładzie naciska na sformułowanie „jawi się jako”, odróżniając je zarówno od „jest”, jak i „zdaje się” (Heinrich 2008, 51). Wypunktowuje, że zawarta jest tu bezpośrednia krytyka Bogactwa narodów Adama Smitha i popełnionego w nim błędu, który nie pozwala dostrzec, że bogactwo przybiera różne postaci w różnych typach społeczeństw (Heinrich 2008, 52). Zaraz potem przechodzi do omówienia towaru, tym samym sprowadzając funkcję pierwszego zdania do wstępu do głównego wątku: „Pierwszy akapit w istocie mówi tylko, że Marks rozpoczyna swój wykład od towaru i że myśli, że stoją za tym mocne racje” (Heinrich 2008, 53). Nie ma tu nic z napięcia między bogactwem a kapitałem, które było naszym głównym wątkiem, nie podnosi się także kwestii tego, co sprawiło, że poczynienie przez Marksa takiej uwagi stało się możliwe. Heinrich podsumowuje konsekwencje swojego rozumienia towaru i teorii wartości: „za pomocą teorii wartości Marks próbuje odkryć konkretną strukturę społeczną, do której jednostki muszą się dostosować, niezależnie od tego, co sądzą” (Heinrich 2012, 46).

Choć Moishe Postone nie odnosi się bezpośrednio do pierwszego zdania w swoim głośnym Time, Labour, and Social Domination (1996), sprzeczność między wartością a „bogactwem materialnym” stanowi sedno jego analiz. Na tym poziomie zajmuje nas ta sama sprawa, choć jednocześnie tak nie jest. Istnieje różnica między „bogactwem materialnym”, które opisuje – może ono być „zmierzone za pomocą kryteriów ilości i jakości wytworzonych produktów” (Postone 1996, 193) – a Bogactwem, za którą optowałem. Zdaje mi się, że Bogactwo jest znacznie szerszym terminem, choć z pewnością obejmuje wytwarzanie „bogactwa materialnego”. Główną kwestią jest jednak to, że Bogactwo od razu odsyła nas do antagonizmu, który zakorzeniony jest w naszym codziennym doświadczeniu: na poziomie indywidualnym oraz kolektywnym doświadczamy dominacji formy towarowej (wartości) jako agresji, której się opieramy i przeciwko której się buntujemy. Sprzeczność między bogactwem a towarem to antagonizm, tkwiący w sercu walki klas. Dla Postone’a relacja między bogactwem materialnym a wartością jest główną sprzecznością kapitalizmu, jednak nie jest ona rozumiana jako antagonizm. Tak więc rozwój tej sprzeczności prowadzi nas do możliwości zmiany społecznej, co wielokrotnie się podkreśla, jednak w żadnym miejscu nie pojawia się tam siła społeczna zdolna do uczynienia tej możliwości czymś więcej niż abstrakcją: dla mnie możliwość zmiany społecznej, która nie wyrasta z walki, nie jest żadną możliwością. Przy całej błyskotliwości jego krytyki tradycyjnego marksizmu, Postone odtwarza rozdział między strukturą a walką, który stanowi znak rozpoznawczy krytykowanego marksizmu. Dopóki nie wyrwiemy się z morderczego uścisku strukturalizmu i nie zrozumiemy teorii marksistowskiej (i przede wszystkim jej najważniejszej pracy, Kapitału) jako teorii walki (a nie kontekstu, w jakim się rozgrywa), trudno będzie przekroczyć rosnącą przepaść między teorią marksistowską a ruchem walki antykapitalistycznej.

Ważna książka Harry’ego Cleavera, Polityczne czytanie Kapitału (2011) o tyle zbliża się do interpretacji zaproponowanej tutaj, że pojmuje logikę formy towarowej nie jako nieuchronną strukturę, ale walkę: „Z pewnością istnieją prawidłowości (tudzież »prawa«) wymiany towarów, tak jak istnieje logika formy towarowej, ale tylko taka logika i takie prawa, które kapitałowi udaje się narzucić. Marks pokazuje nam w Kapitale »reguły gry« ustanowione przez kapitał” (Cleaver 2011, 105).  Choć rozumie formę towarową jako walkę (a ten punkt przecięcia ma dla mnie podstawowe znaczenie), to Cleaver i tak podtrzymuje tradycyjny pogląd, że Kapitał zaczyna się od towaru. Cytuje pierwsze i drugie zdanie, a następnie pisze: „Rozpoczyna od towaru, ponieważ jest on podstawową formą bogactwa w kapitalistycznym społeczeństwie. Kiedy czytamy resztę Kapitału, odkrywamy, dlaczego bogactwo w burżuazyjnym społeczeństwie przyjmuje formę towarową.” (Cleaver 2011, 111). Tym samym Cleaver podkreśla istotność postrzegania kategorii wartości, pieniądza, kapitału i im podobnych jako kategorii walki, ale mimo to walka przeciw tym formom pozostaje zewnętrzna wobec analizy Kapitału. My natomiast sugerujemy coś wręcz przeciwnego – walka antykapitalistyczna zapowiedziana jest już w słowach otwierających Kapitał, w „bogactwie”. Walka nie jest tworem siły uderzeniowej spoza dominacji, ale jest wpisana w sam stosunek podporządkowania, a także w nasze codzienne doświadczenie. Same kategorie niosą opowieść o rewolcie[21].

Uwzględnienie kolejnych autorów nie pomogłoby nam w rozwinięciu argumentu. Inni komentatorzy Kapitału nie przyjmują stanowiska przedstawianego tutaj. O ile wiem, nikt nie pyta o to, co pozwala Marksowi wyłamać się z pozorów, które badał, jak również nikt nie przedstawił relacji pomiędzy bogactwem a towarem jako czynnej walki. Niemal uniwersalne stanowisko brzmi: Marks rozpoczyna od towaru[22], a ogólny pogląd wyraża się w stwierdzeniu Harveya: „jego celem jest odsłonięcie zasad działania kapitalistycznego sposobu produkcji”. Jako, że prawa te działają niezależnie od woli człowieka, wydaje się, że w ich obliczu, jak stwierdza Heinrich, „jednostki muszą się dostosować, niezależnie od tego, co sądzą”.

Celem nie jest ani znalezienie właściwej interpretacji Marksa, ani odkrycie tego, co naprawdę miał na myśli. To, czy Marks zdawał sobie sprawę z implikacji tego, co napisał, schodzi na dalszy plan. Istotniejsze jest to, że mówimy o tekście, który niezmiernie wpłynął na ukształtowanie walk antykapitalistycznych. Wraz ze zmianą form tych walk musimy wciąż zadawać pytanie o jego aktualne znaczenie, odpowiedź na to pytanie jest zaś nieodłączna od interpretacji. Nie może być mowy o ahistorycznym czy właściwie apolitycznym czytaniu Kapitału.

Pomiędzy tradycyjną lekturą Kapitału (która zakłada, że Marks rozpoczyna od towaru a książka ma na celu wyjaśnienie „praw ruchu” systemu) a pojęciem rewolucyjnej zmiany ulokowanej w przyszłości[23] i powiązania rewolucji ze zdobyciem władzy państwowej, by zastąpić ją innym systemem, istniała symbiotyczna relacja. Pogląd ten w znacznym stopniu został zdyskredytowany przez doświadczenia XX wieku, jak również pilne potrzeby dnia dzisiejszego. W nielicznych krajach istnieje dziś partia, która wśród punktów swojego programu miałaby choćby zasugerowany postulat przewodzenia „przyszłej rewolucji”.

Centralną kwestią jest domknięcie. Jeśli rozpoczniemy od towaru, umieszczamy się już wewnątrz systemu, który usiłujemy krytykować. Zatem to, co następuje, może być interpretowane jako potężna analiza więzienia, w którym jesteśmy przetrzymywani. Jest ono skonstruowane z gęstych warstw łańcuchów form społecznych. Rozpoczynając od formy towarowej (towaru jako formy stosunków społecznych), Marks, wyprowadzając z jednej formy drugą, prowadzi nas przez coraz bardziej rozwinięte formy totalności stosunków społecznych. Forma wartości zostaje wyprowadzona z formy towarowej, forma pieniężna z formy wartości, forma kapitału z formy pieniężnej i tak dalej[24]. Marks robi wszystko, by pokazać powiązania pomiędzy formami (szczególnie w polemikach z Proudhonem), tak, by marzenia o społeczeństwie opartym na wymianie, ale pozbawionym pieniądza, albo oparte na pieniądzu, ale nieznające kapitału, nie miały sensu. Poszczególne formy ściśle do siebie przylegają, tworząc w ten sposób totalność. Jeśli zatrzymamy się w tym miejscu, będziemy mieli do czynienia z analizą, sugerującą, że jedyny sposób na położenie kresu kapitalizmowi to zmierzenie się z całością, a wszelkie próby zniszczenia pojedynczych aspektów są skazane na porażkę ze względu na integrującą moc całości.

Odczytanie Kapitału jako rygorystycznej analizy zamkniętego systemu może prowadzić nas w dwóch kierunkach. Pierwszy prowadzi nas w stronę Partii, która przejmie stery przyszłej rewolucji: jedynym sposobem na zerwanie z totalnością jako całością jest budowanie silnej, zjednoczonej partii rewolucyjnej. Z drugiej strony, i mam wrażenie, że jest to dominująca w ostatnich latach tendencja, czytanie Kapitału zostaje oddzielone od wszelkich rozważań nad rewolucją: jako że rewolucja musi być totalna, ale nie ma partii, która mogłaby ją przeprowadzić, czytanie Kapitału uznaje się za istotne z tego powodu, że tłumaczy działanie systemu. Rygorystyczna lektura Kapitału może być swobodnie połączona z apolitycznym pesymizmem, odseparowanym od rzeczywistego ruchu walk antykapitalistycznych. Czytanie Kapitału i antykapitalistyczny opór zwyczajnie się rozchodzą.

Sprzeciw wobec tradycyjnego ujęcia, podług którego Marks rozpoczyna od towaru, ma wymiar nie tylko polityczny. Jest on również tekstualny. Zmieniające się wyzwania walki antykapitalistycznej zmuszają nas do ponownego zmierzenia się z Kapitałem, dzięki czemu widzimy, że Marks nie zaczyna od towaru: zaczyna od bogactwa. Nie jest to chęć dostrzeżenia w jego słowach tego, co sami byśmy chcieli, żeby powiedział. Widzimy to czarno na białym. Marks rozpoczyna od bogactwa.

Marks nie zaczyna od umieszczenia nas w ramach systemu, który krytykujemy. Przeciwnie, rozpoczyna od Bogactwa, które nie dopasowuje się bez reszty do formy towarowej. Zanim jeszcze ukaże nam gęste powiązanie sieci kapitalistycznych form społecznych, przedstawia nam pojęcie, które nie pasuje, a następnie zajmuje wobec niego stanowisko. Nie podważa to wagi wyprowadzania kolejnych form społecznych, ale sprawia, że rozumiemy je jako proces, proces form, proces formowania (zob. Sohn-Rethel 1978; Holloway 1991; 2010a). Kapitalistyczna totalność jest zatem procesem totalizacji, ciągłą walką mającą na celu podporządkowanie czystego niepokoju życia (zob. Hegel 2002, 39) logice kapitału, spętanie wszystkich ludzkich aktywności zwartą społeczną jednością. To, co jawi się jako gęsto splecione więzienie logiki kapitalistycznej, lepiej rozumieć jako potężny i spójny dynamiczny atak, ale mimo to atak, który zawiera w sobie własny kryzys, atak, który możemy zrozumieć tylko dlatego, że nie jest on w pełni skuteczny. Wszystkie formy społeczne są procesem formowania się krnąbrnej treści, która nie pasuje do odpowiadających jej form: bogactwo nie pasuje do formy towarowej, wartość użytkowa nie pasuje do formy wartości, praca konkretna nie pasuje do pracy abstrakcyjnej, zdolność do pracy nie pasuje do utowarowionej siły roboczej, siły wytwórcze nie pasują do formy kapitału i tak dalej[25]. Formy te przypominają prokrustowe łoże[26], jednak takie, które z natury jest wadliwe, niezdolne do totalnego uformowania własnej treści. W każdym przypadku treść przekracza swoją formę, istnieje nie tylko wewnątrz, ale również przeciwko i poza tymi formami. Osoby związane z Neue Marx-Lektüre słusznie wskazywały na znaczenie pojęcia formy z perspektywy zrozumienia Kapitału, jeśli jednak nie ujmiemy stosunku między treścią a formą jako ek-statycznego, jeśli nie zrozumiemy formy z perspektywy ruchu wewnątrz-przeciwko-poza formę, istnieje zagrożenie powrotu strukturalizmu, odczytania Kapitału jako analizy dominacji z dala od oporu i walki.

Kapitał, począwszy od pierwszych słów, jest opowieścią, w której naprzeciw siebie stają siły tego, co zmistyfikowane i siły opresyjnej koherencji społecznej. Rozpoczyna się od godności oporu, nie grozy dominacji. Bogactwo, ludzka kreatywność, nasz absolutny ruch stawania się: to one są tematem. Marks prowadzi nas do świata mistyfikacji, gdzie nasza kreatywność jest ograniczona, jednak nigdy nie całkowicie, przez prawa kapitalistycznego rozwoju, gdzie niewolące nas formy społeczne zawierają swój własny kryzys. Książka ta inicjuje badanie możliwości oraz przeszkód myślenia i przeprowadzania rewolucji za pomocą wielości rewolt tego, co nie mieści się w kapitalistycznych formach, wielości pęknięć tych form. Partia się skończyła, rewolucja przyszłości umarła, niszczenie kapitału tu i teraz przez miliony pęknięć jest desperacko naglące, ono już się dzieje. To dlatego czytanie Kapitału jest tak istotne. Począwszy od pierwszego zdania.

 

 

Przełożyli: Jakub Krzeski i Anna Piekarska

 

 

 

Wykaz literatury

 

Adorno, Theodor W. 1986. Dialektyka negatywna. Tłum. Krystyna Krzemieniowa. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Bonefeld, Werner. 2014. Critical Theory and the Critique of Political Economy: On Subversion and Negative Reason. London: Continuum.

Cleaver, Harry. 2011. Polityczne czytanie Kapitału. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Wydawnictwo Bractwo Trojka.

De Angelis, Massimo. 2007. The Beginning of History: Value Struggles and Global Capital. London: Pluto Press.

Gunn,  Richard.  1992  „Against  Historical  Materialism:  Marxism  as  a  First-order Discourse”. W Open Marxism, Volume 2: Theory and Practice, pod red. Werner Bonefeld, Richard Gunn i Kosmas Psychopedis. London: Pluto Press.

Hardt, Michael i Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Tłum. Praktyka Teoretyczna. Kraków: Korporacja Ha!art..

Harvey, David. 2017. Przewodnik po Kapitale Karola Marksa. Tłum. Krystian Szadkowski. Poznań: Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

Hegel, Georg Wilhelm Friedrich. 2002. Fenomenologia ducha. Tłum. Światosław Florian Nowicki. Warszawa: Fundacja Aletheia.

Heinrich, Michael. 2008. Wie das Marxsche Kapital lesen?: Hinweise zur Lektüre und Kommentar zum Anfang von Das Kapital. Stuttgart: Schmetterling Verlag.

Heinrich, Michael. 2012. An Introduction to the Three Volumes of Karl Marx’s Capital. Tłum.  Alex Locascio. New York: Monthly Review Press.

Holloway, John. 1991. „The State and Everyday Struggle.” W The State Debate, pod red. Simon Clarke. Basingstoke: Palgrave-Macmillan.

Holloway, John. 2010a, Change the World without Taking Power, New Edition. London: Pluto Press.

Holloway, John. 2010b. Crack Capitalism. London: Pluto Press.

Lukács, György. 1988. Historia i świadomość klasowa. Tłum. Marek Siemek. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Marks, Karol. 1951. Kapitał, tom 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1953. Grundrisse. Berlin: Dietz Verlag.

Marks, Karol. 1961. Zur Kritik der Politischen Ökonomie, in Marx-Engels-Werke, Volume 13. Berlin: Dietz Verlag.

Marks, Karol. 1985. Das Kapital. Band 1. Berlin: Dietz Verlag.

Marks, Karol. 1986. Zarys krytyki ekonomii politycznej. Tłum. Zygmunt Jan Wyrozembski. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1966. „Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej”. W Marks, Engels, Dzieła, t. 13. Warszawa: Książka i Wiedza.

Nasioka, Katerina. 2014. Ciudad e insurrección en el siglo XXI. Espacialización y subjeti-vación en las revueltas urbanas de Oaxaca (2006) y Atenas (2008). Praca doktorska, Instituto de Ciencias Sociales y Humanidades, Benemérita Universidad Autónoma de Puebla, Puebla.

Perelman, Michael. 2011. The Invisible Handcuffs of Capitalism: How Market Tyranny Stifles the Economy by Stunting Workers. New York: Monthly Review Press.

Postone, Moishe. 1996. Time, Labor, and Social Domination: A Reinterpretation of Marx’s Critical Theory. Cambridge: Cambridge University Press.

Rozitchner, León. 2003. Freud y los Problemas del Poder. Buenos Aires: Losada.

Sohn-Rethel, Alfred. 1978. Intellectual and Manual Labour: A Critique of Epistemology. Tłum. Martin Sohn-Rethel. London: Macmillan and Co. Ltd.

Tischler, Sergio. 2014. „Detotalization and Subject: On Zapatismo and Critical Theory.” South Atlantic Quarterly 113(2): 327–38.

Vaneigem, Raoul. 2012. Lettre à mes enfants et aux enfants du monde à venir. Paris: cher­che midi.

Wright, Steve. 2002. Storming Heaven: Class Composition and Struggle in Italian Autonomist Marxism. London: Pluto Press.

 

John Holloway – marksistowski filozof i socjolog, związany z ruchem zapatystowskim. Profesor i wykładowca Benemérita Universidad Autónoma de Puebla. Autor między innymi Change the World Without Taking Power (2002) i Crack Capitalism (2010).

 

Dane adresowe

Instituto de Ciencias Sociales y Humanidades

Benemérita Universidad Autónoma de Puebla

Puebla, Meksyk

Email: johnholloway@prodigy.net.mx

 

Cytowanie: Holloway, John. Przeczytajmy Kapitał – pierwsze zdanie. Albo Kapitał zaczyna się od bogactwa, a nie towaru. Praktyka Teoretyczna 3 (25): XX-XX.

 

Author: John Holloway

 

Title: Read Capital: The First Sentence. Or, Capital Starts with Wealth, not with the Commodity

 

Abstract: Contrary to received opinion, Marx’s analysis in Capital does not start from the commodity, it starts from wealth. This has enormous theoretical and political implications.

 

Keywords: Capital, wealth, commodity, appearance, revolution

[1] Chciałbym serdecznie podziękować Erikowi Meyerowi za pomoc i komentarze w trakcie pisania niniejszego artykułu; Eloínie Peláez, Larsowi Stubbe, Marcelowi Stoetzlerowi, Michaelowi Kasenbacherowi, Richardowi Gunnowi, Vassilikiemu Kolocotroni, Sergio Tischlerowi, Davidowi Harvie’emu, Davidowi Harveyowi, Katerinie Nasioka, Alfonso Garcíi, Chrisowi Wrightowi, Andreasowi Exnerowi, Gustavo Estevie, Danielowi Cunha, Alberto Bonnetowi, Lucianie Ghiotto, Adriánowi Pivie i innym członkom grupy dyskusyjnej w Quilmes za komentarze do wcześniejszego szkicu niniejszego tekstu; Gavinowi Arnalli, który namówił mnie na zaprezentowanie tekstu na konferencji w Princeton i wszystkim uczestnikom dyskusji za udzielenie mi dalszych wskazówek; Bruno Bosteelsowi za zwrócenie uwagi na pracę Leona Rozitchnera; Albie Invernizzi, która przełożyła wcześniejszą wersję tekstu na hiszpański, by ułatwić nad nim dyskusję; Néstorowi Lópezowi za umożliwienie całego procesu; anonimowym recenzentom i recentkom z Historical Materialism. [Niniejszy artykuł ukazał się oryginalnie w Historical Materialism 23(3). Serdecznie dziękujemy redakcji za zgodę na przekład].

[2] Przypis od tłumaczy: Pojawiające się w oryginale erscheint als w polskim wydaniu zostało przetłumaczone jako „występuje jako”. Taki wybór translatorski jest jednak problematyczny, ponieważ gubi nawiązanie do pozoru i nie oddaje ewidentnej inspiracji Heglem. Dlatego, w celu uczytelnienia argumentu Hollowaya, zdecydowaliśmy się na modyfikację przekładu, idąc śladem polskiego wydania Przewodnika po Kapitale Karola Marksa, zob. Harvey 2017, 33.

[3] Zwróćmy uwagę na pierwsze zdanie Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej, opublikowanego po raz pierwszy w 1859 roku, to jest na osiem lat przed pierwszym wydaniem Kapitału: „Na pierwszy rzut oka bogactwo burżuazyjne występuje jako olbrzymie zbiorowisko towarów, poszczególny towar – jako jego byt elementarny.” (Marks 1966, 15). W oryginale: „Auf den ersten Blick erscheint der bürgerliche Reichtum als eine ungeheure Warensammlung, die einzelne Ware als sein elementarisches Dasein” (Marks 1961, 15).

[4] W dalszej części tekstu jeszcze się im przyjrzymy.

[5] Przypis od tłumaczy: W języku polskim oddanie tych dwóch angielskich słów za pomocą różnych terminów byłoby sztuczne. O ile wealth, w przeciwieństwie do richness, kładzie nacisk przede wszystkim na dobra materialne, w języku polskim pojęcie bogactwa ma dwa znaczenia – wąskie i szerokie. Dlatego też zdecydowaliśmy się poprzestać na tym pojęciu; żeby jednak uczytelnić argument Hollowaya, w dalszej części tekstu miejsca, gdzie autor posługuje się słowem richness, zostały zaznaczone przez pisownię wielką literą [Bogactwo]. Sygnalizujemy czytelniczce tym samym momenty, w których Holloway rozszerza bogactwo o jego inne znaczenia: wielość, różnorodność, obfitość, nie tylko w sferze materialnej, ale też w sferze niematerialnej. Takie rozwiązanie przyjmujemy za Słownikiem Języka Polskiego PWN, który podaje następujące znaczenia słowa „bogactwo”: 1.»ogół dóbr mających dużą wartość materialną; też: zasobność w te dobra « 2. »wielka ilość, różnorodność czegoś«.

[6] W oryginale czytamy: „In fact aber, wenn die bornierte bürgerliche Form abgestreift wird, was ist der Reichtum anders, als die im universellen Austausch erzeugte Universalität der Bedürfnisse, Fähigkeiten, Genüsse, Produktivkräfte etc. der Individuen? Die volle Entwicklung der menschlichen Herrschaft über die Naturkräfte, die der sog. Natur sowohl wie seiner eignen Natur? Das absolute Herausarbeiten seiner schöpfe­rischen Anlagen, ohne andre Voraussetzung als die vorhergegangne historische Entwicklung, die diese Totalität der Entwicklung, d.h. der Entwicklung aller menschlichen Kräfte als sol­cher, nicht gemessen an einem vorhergegebnen Maßstab, zum Selbstzweck macht? Wo er sich nicht reproduziert in einer Bestimmtheit, sondern seine Totalität produziert? Nicht irgend etwas Gewordnes zu bleiben sucht, sondern in der absoluten Bewegung des Werdens ist?  In der  bürgerlichen  Ökonomie – und der Produktionsepoche der sie entspricht – erscheint diese völlige Herausarbeitung des menschlichen Innern als völlige Entleerung; diese universelle Vergegenständlichung als totale Entfremdung und die Niederreißung aller bestimmten einseitigen Zwecke als Aufopferung des Selbstzwecks unter einen ganz äußeren Zweck” (Marks 1953, 387–388.).

[7] Zarys to dla mnie surowy szkic Marksa, który pozwala rzucić nieco światła na interpretację Kapitału. Jego publikacja odegrała istotną rolę w podważeniu tradycyjnej lektury Kapitału, jednak z pewnością nie dostrzegam sprzeczności pomiędzy bardziej rewolucyjnym Zarysem a mniej rewolucyjnym Kapitałem.

[8] W rzeczy samej, jest to rzecz-pospolita, co odpowiada tytułowi trzeciej książki Negriego i Hardta (2012). Jednak ich rozważania nad tym zagadnieniem idą w inną stronę, nie skupiają się na zawartej w pierwszym zdaniu Kapitału opozycji między tym, co wspólne a formą towarową.

[9] W podobnym duchu, zob. Vaneigem 2012, 14: „Najlepszym lekarstwem na ten brak życia, który jest bolączką przetrwania, jest odnalezienie własnego Bogactwa, Bogactwa radości, kreacji, miłości i pragnienia napełnionego wyswobodzeniem się z ucisku towaru”.

[10] Ona lub on kontynuuje: „Jeśli wziąłeś do ręki książkę, która zaczyna się od słów »Jest to studium miast na północy Anglii w okresie rewolucji przemysłowej«, czy stwierdziłbyś, że podmiotem tego zdania – co implikuje również, że jest to przedmiot książki – są miasta? Nie sądzę.” Ciekawe, ale nie wydaje mi się, żeby pomiędzy „miastami” a „w północnej części Anglii” istniał jakiś antagonizm, w przypadku „bogactwa” i „społeczeństw, w których panuje kapitalistyczny sposób produkcji” z całą pewnością mamy do czynienia z antagonizmem. Sam Kapitał natomiast jest po prostu rozwinięciem tego antagonizmu. Innymi słowy, pierwsze zdanie Kapitału wskazuje na ekstatyczność tego stosunku, czego brakuje w hipotetycznym przykładzie anonimowego/anonimowej recenzentki/recenzenta.    

[11] Dziękuję Richardowi Gunnowi za zwrócenie mi na to uwagi.

[12] Na temat różnicy pomiędzy erscheint a scheint w tym kontekście, zob. Heinrich 2008, 51.

[13] Problem wytwarzania prawdziwych pozorów przez proces wymiany towarowej opisany jest w ostatniej części pierwszego rozdziału Kapitału poświęconej fetyszyzmowi towarowemu.

[14] Jest to główny przedmiot wciąż tak prowokującej do myślenia, jak problematycznej Historii i świadomości klasowej Lukácsa (1988).

[15] Własność intelektualna jest dziś szczególnie istotnym polem bitwy. Mówiąc ogólniej, utowarowienie Bogactwa (czy grodzenie dóbr wspólnych, jak często określa się ten proces) jest współcześnie przerażająco krwawą batalią rozgrywającą się w samym sercu ludzkiego istnienia. Stawką tej walki o formę stosunków społecznych jest podporządkowanie ludzkiej aktywności pracy abstrakcyjnej (zob. Holloway 2010b).

[16] Chciałbym podziękować mojemu przyjacielowi Sergio Tischlerowi za to sformułowanie.

[17]Wybija godzina kapitalistycznej własności prywatnej”.

[18] Marks nazywa je również „siłami wytwórczymi”, pojęciem, które późniejsza tradycja marksizmu przekształciła w wyraz tego, co martwe, ale której lepiej rozumieć jako dążenie ludzkości „w absolutnym ruchu stawania się”.

[19] Powtarzam tu po prostu argument Adorno: „Oświęcim jest potwierdzeniem filozofemu czystej tożsamości jako śmierci” (1986, 508).

[20] Mój przyjaciel Werner Bonefeld chwalił książkę Heinricha (na tyle jej okładki) jako „najlepsze i najbardziej wszechstronne wprowadzenie do Kapitału Marksa, jakie istnieje”. Nie mam powodu nie zgadzać się z tym opisem, gdyż sprawozdanie Kapitału jest w niej niezwykle czytelne, nie zgadzam się jednak z interpretacją zaproponowaną przez Heinricha.

[21] Szersze omówienie dotyczące odrzucenia przez Cleavera pracy konkretnej jako formy walki, zob Holloway 2010b, 189-190.

[22] Niezwykły wyjątek, jedyny na jaki udało mi się trafić, to rozdział w książce Leóna Rozitchnera (2003) poświęcony kooperacji i produktywnemu ciału u Marksa i Freuda, w którym podkreśla, że Marks rozpoczyna Kapitał nie od towaru, ale bogactwa, co więcej bezpośrednio wiążę pojęcie bogactwa z zacytowanym w niniejszym tekście fragmentem Zarysu (Rozitchner 2003, 88; 98). Nie rozwija jednak antagonistycznej relacji pomiędzy bogactwem a towarem, co ma miejsce u mnie. Dziękuje serdecznie Bruno Bosteelsowi za zwrócenie mi uwagi na książkę Rozitchera.

[23] Mieliśmy szansę to zobaczyć w przypadku anonimowego recenzenta.

[24] Za najbardziej subtelne rozwinięcie tego podejścia można prawdopodobnie uznać Neue Marx-Lektüre, z którym związani są tacy autorzy jak Reichelt, Backhaus, Postone czy Heinrich (zob. Bonefeld 2014). Rdzeń mojej krytyki tego podejścia opiera się na obserwacji, że relacja między formą a jej treścią nie zostaje ujęta jako ek-statyczna: nieuchronnie to, co istnieje przez odmawianie mu sposobu istnienia (Gunn 1992, 14), istnieje wewnątrz-przeciwko-poza ograniczającymi formami: jest niedopasowane, stawia opór.

[25] Można dodać, że „nasze marzenia nie pasują do waszych urn wyborczych”.

[26] Zaznaczę, że Michael Perelman (2011) posługuje się metaforą łoża prokrustowego do opisania instytucji i praktyk gospodarczych, które zmuszają ludzi do przyjęcia dyscypliny rynku. Istotne jednak jest to, że Marks przedstawia nam prokrustowe łoże (forma towarowa) za pomocą jego własnego kryzysu (bogactwa, które nie pasuje).