Seminarium 2013/2014 – Praca i produkcja

CYKL SPOTKAŃ SEMINARYJNO-KONFERENCYJNYCH „Praca i produkcja” 2013/2014

Organizatorzy: Czasopismo naukowe „Praktyka Teoretyczna”, Pracownia Pytań Granicznych UAM.

Cykl spotkań seminaryjno-konferencyjnych „Praca i produkcja” podejmuje zadanie krytycznej lektury kluczowych pojęć wypracowanych przez autora Kapitału. Lektura Marksowskiego pojęcia produkcji, jak również jego wybranych krytyk i rekonceptualizacji, pozwoli nam spojrzeć na nowe, nie zawsze uwzględniane w najbardziej znanych współczesnych rozwinięciach czy interpretacjach jego myśli, zjawiska zachodzące w obszarze pracy i produkcji (takie jak immaterializacja, kognitywizacja, kulturalizacja czy biopolityczność). Uczestniczki seminarium, rewaluując klasyczne zagadnienia w rodzaju pracy produkcyjnej i nieprodukcyjnej, akumulacji pierwotnej czy reprodukcji, zastanowią się nad kwestią adekwatności metody Marksa w wyjaśnianiu kolejnych faz ekonomiczno-politycznej transformacji wyznaczonych przez przeobrażenia kapitalistycznego sposobu produkcji i akumulacji, jak również problemem zasadności przedstawionych przezeń strategii oporu podejmowanych w rozciągniętym na całe społeczeństwo miejscu pracy. Punktem dojścia i główną ambicją seminarium jest takie przepracowanie i adaptacja historycznych pojęć pracy i produkcji, które umożliwią nam znalezienie właściwych odpowiedzi na wyzwania aktualności naznaczonej przez permanentny kryzys.

Proponowana forma:

W ciągu najbliższego roku akademickiego planujemy odbycie 6 seminariów plenarnych/sesji naukowych (proponowane miesiące: listopad, grudzień, luty, marzec, maj, czerwiec). Charakter seminarium jest półotwarty – oznacza to, że do udziału w nim są zaproszeni wszyscy członkowie i członkinie redakcji, współpracownicy i współpracowniczki, jak również wybrane osoby spoza tych grup. Seminaria są całodniowe (ok. 8 godzin – z godziną rozpoczęcia uwzględniającą możliwość przyjazdu i wyjazdu przez uczestników tego samego dnia), jednakże uczestnicy i uczestniczki zachęcani są do pozostania w mieście seminarium na noc (noclegi będą organizowane).

Dzień seminaryjny będzie podzielony na dwie części (rozdzielone przerwą i posiłkiem). Pierwsza z nich ma charakter seminarium lekturowego z kilkoma referatami wprowadzającymi i naświetlającymi problematykę, druga natomiast – otwartej dla publiczności sesji naukowej, poświęconej prezentacji aktualnych zainteresowań badawczych uczestników i uczestniczek seminarium. Informacja o seminarium wraz z programem będzie każdorazowo umieszczana na stronie internetowej „Praktyki Teoretycznej” (www.praktykateoretyczna.pl). Prezentowane materiały nie muszą (i najczęściej nie będą) ściśle realizować tematyki przewodniej seminarium – choć być może udałoby nam się zaplanować je tak, aby Ci i Te, których praca w jakiś sposób łączy się z tematyką danego seminarium, mieli okazję do jej prezentacji w najbardziej stosownym momencie. Kolejność tych części ma na celu ułatwienie łączenia wątków ogólnych – interesujących potencjalnie nas wszystkich i wszystkie – z konkretnymi projektami badawczymi realizowanymi przez uczestników seminarium.

Miejsca:

Trzy spotkania odbędą się w Poznaniu, po jednym we Wrocławiu, Łodzi i Warszawie.

Uczestnictwo:

Osoby chcące wziąć udział w kolejnych odsłonach seminarium zachęcamy do nadsyłania (najpóźniej na tydzień przed planowanym wydarzeniem) na adres mailowy redakcji (praktyka.teoretyczna@gmail.com) trzyzdaniowych opisów powodów zgłoszenia oraz trzyzdaniowych opisów zainteresowań badawczych. Istnieje również możliwość wygłoszenia referatu (20 min) w jednej z części seminarium (wówczas dodatkowo należy nadesłać tytuł i abstrakt wystąpienia do 300 słów). W miarę dostępnych miejsc będziemy potwierdzać uczestnictwo. Chcąc zachować atmosferę seminaryjną oraz możliwie najwyższy poziom zaangażowania w dyskusję wszystkich uczestników i uczestniczek, informujemy, że liczba miejsc jest ograniczona.

Tematyka spotkań i literatura podstawowa:

Zarówno terminy (dokładne godziny i miejsce), jak i ostateczna lista lektur zostaną podane do wiadomości uczestników i uczestniczek seminarium

1) Prawo wartości opartej na pracy

Poznań; 15 listopada 2013, godz. 10.00-19.00, ul. Fredry 10.

Prowadzenie: Maciej Szlinder

 

Referaty wprowadzające w problematykę seminarium:

1)      Maciej Szlinder – Historia Marksowskich dylematów z teorią wartości opartej na pracy

2)      Krystian Szadkowski – Antonio Negriego koncepcja kryzysu prawa wartości opartej na pracy. Konteksty i konsekwencje

3)      Michał Pospiszyl – Spinoza i kryzys prawa wartości opartej na pracy

Referaty badawcze:

1) Joanna Bednarek – Polityczna forma. Ontologia a nowożytne metafory ciała politycznego.

2) Mateusz Janik – Komunistyczne odczytania ontologii politycznej Benedykta Spinozy.

3) Piotr Juskowiak – Spór o wspólnotę w perspektywie badań nad miastem postindustrialnym.

4) Wiktor Marzec – Narodziny faszyzmu zawsze zaświadczają o przegranej rewolucji. Rewolucja 1905 roku – narodziny politycznego antysemityzmu.

5) Mikołaj Ratajczak – Kapitalizm kognitywny – wprowadzenie do pojęcia.

Literatura (lista ostateczna):

  • K. Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, przeł. Z.J. Wyrozembski, Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 564-579.
  • A. Negri, Kryzys prawa wartości opartej na pracy, [w:] Marks. Nowe perspektywy, red. LUM, przeł. S. Królak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013, s. 139-151.
  • M. Tomba, Zróżnicowania wartości dodatkowej we współczesnych formach wyzysku, przeł. W. Marzec, [w:] Wieczna radość. Ekonomia polityczna społecznej kreatywności, red. M. Kozłowski, A. Kurant, J. Sowa, K. Szadkowski, K. Szreder, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2012, s. 111-130.
  • A. Kliman, The Significance of the „Internal Inconsistency” Allegations, [@:] http://akliman.squarespace.com/writings/
  • A. Kliman, “Value in Process”. On the Temporality and Internal Consistency of Marx’s Capital, [@:] http://akliman.squarespace.com/writings/
  • A. Shaikh, Marx’s Theory of Value and the Transformation Problem, [w:] The Subtle Anatomy of Capitalism, red. J. Schwartz, Goodyear Pub. Co., Santa Monica 1977.

 

2) Praca produkcyjna i nieprodukcyjna [Łódź; 13 grudnia 2013]

Prowadzenie: Krystian Szadkowski

  • K. Marks, Teorie pracy produkcyjnej i nieprodukcyjnej, [w:] tegoż, Teorie wartości dodatkowej, t. 1, MED, t. 26, cz. 2, Książka i Wiedza, Warszawa 1973, s. 145-349.
  • K. Marks, Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji, przeł. M. Ratajczak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013, s. 111-124.
  • A. Negri, Praca produkcyjna/nieprodukcyjna [w:] Marks. Nowe perspektywy, red. LUM, przeł. S. Królak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013, s. 187-120.
  • D. Harvey, All Labour Produces Value For Capital And We All Struggle Against Value, „The Commoner” 10/2005, s. 132-171.

3) Akumulacja pierwotna [Poznań; 21-23 lutego 2014]

Prowadzenie: Wiktor Marzec, Piotr Juskowiak

  • K. Marks, Tak zwana akumulacja pierwotna, [w:] tegoż, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Księga I. Proces wytwarzania kapitału, przeł. P. Hoffman, B. Minc, E. Lipiński, MED, t. 23, Książka i Wiedza, Warszawa 1968 s. 848-906.
  • S. Mezzadra, Tak zwana „akumulacja pierwotna” [w:] Marks. Nowe perspektywy, red. LUM, przeł. S. Królak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013, s. 29-75.
  • S. Federici, Caliban and the Witch, Autonomedia, New York 2004.
  • D. Harvey, Accumulation by Disposession, [w:] tegoż, The New Imperialism, Oxford University Press, Oxford 2003, s. 137-182.
  • D. Harvey, The Secret of Primitive Accumulation, [w:] tegoż, A Companion to Marx’s Capital, Verso, London 2010, s. 289-313.
  • M. De Angelis, Marx and Primitive Accumulation. The Continuous Character of Capital’s “Enclosures”, „The Commoner” 2/2001.
  • W. Bonefeld, The Permanence of Primitive Accumulation. Commodity Fetishism and Social Constitution, “The Commoner” 2/2001.

4) Produkcja/Reprodukcja [Wrocław; 26 kwietnia 2014]

Prowadzenie: Joanna Bednarek

  • A. del Re, Produkcja/reprodukcja [w:] Marks. Nowe perspektywy, red. LUM, przeł. S. Królak, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2013, s. 223-248.
  • M. Dalla Costa, Rozwój i reprodukcja, „Przegląd Anarchistyczny” 11/2010, s. 147-164.
  • L. Fortunati, The Arcane of Reproduction, Housework, Prostitution, Labor and Capital, Autonomedia, New York 1995.
  • F. Nowicki, Czy i jak kapitał zarabia na patriarchacie?
  • I. Wallerstein, Struktury gospodarstw domowych a formowanie się siły roboczej w kapitalistycznej gospodarce-świecie, przeł. M. Starnawski, „Recykling Idei”, 13/2012, s. 49-53.

 

5) Bioprodukcja/biokapitał/nowe definicje żywej pracy [Poznań; 31 maja 2014 roku]

Prowadzenie: Agnieszka Kowalczyk

Lektury podstawowe:

1. Stefan Helmreich, Species of Biocapital, „Science as Culture”, 17(4), 2008, s. 463–478.
2. Eugene Thacker, Biomaterial Labor and ‘Life Itself’,
3. Kaushik Sunder Rajan, Biocapital as an Emergent Form of Life: Speculations on the Figure of the Experimental Subject, [w:] S. Gibbon & C. Novas, (red.), Biosocialities, Genetics and the Social Sciences: Making Biologies and Identities, Routledge 2007, s. 157-186.
4. Teresa Brennan, Economy for the Earth: The labour theory of value without the subject/object distinction, „Ecological Economics”, 20(2), 1997, s. 175–185.

Lektury dodatkowe:

1. M. Cooper, Life Beyond Limits. Inventing Bioeconomy, [w:] tejże, Life as Surplus, University of Washington Press, Seattle-London, s. 15-50.
2. S. Franklin, Capital, [w:] tejże, Dolly Mixtures, Duke University Press, Durham and London 2007, s. 46-72.
3. R. Twine, Animals as Biotechnology, Earthscan, London-Washington 2010, s. 95-114.

 

6) Odmowa pracy [Warszawa; czerwiec 2014]

Prowadzenie: Michał Pospiszyl

  • P. Lafargue, Prawo do lenistwa, przeł. I. Bibrowska, [w:] tegoż, Pisma wybrane, t. 2, Książka i Wiedza 1961, s. 7-49.
  • M. Tronti, Strategy of Refusal, [w:] Autonomia. Post-political politics, red. Ch. Marazzi, S. Lotringer, Autonomedia, New York 1980, s. 28-33.
  • K. Weeks, Marxism, Productivism and the Refusal of Work, [w:] tejże, The Problem with Work. Feminism, Marxism, Antiwork Politics, and Postwork Imaginaries, Duke University Press, Durham-London 2011, s. 79-111.
  • K. Weeks, The Refusal of Work as Demand and Perspective [w:] Resistance in Practice. The Philosophy of Antonio Negri, red. T. S. Murphy, A-K. Mustapha, Pluto Press, London 2005, s. 109-135.

Damian Winczewski – Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie

Abstrakt: Celem artykułu jest rekonstrukcja poglądów Michała Kaleckiego i jego zwolenników na temat racjonalnej kalkulacji i alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej, a także próba zestawienia tych poglądów z poglądami zwolenników zarówno kapitalizmu, jak i alternatywnych modeli socjalizmu. Pod tym kątem przeanalizowano artykuły polskiego ekonomisty dotyczące schematu tworzenia się cen w kapitalizmie i socjalizmie, roli klasy robotniczej oraz systemu bodźców i sposobu zarządzania gospodarką. W artykule omówiono też poglądy autorów, którzy bazując na pracach Kaleckiego, podjęli się polemiki z obiegową narracją wyjaśniającą porażkę realnego socjalizmu. Zarówno realny kapitalizm, jak i realny socjalizm zmagają się z problemami niedoskonałej informacji i miękkich budżetów, nie istnieje również doskonały model zarządzania gospodarką, w związku z tym nie są to bezpośrednie przyczyny niepowodzenia projektu socjalistycznego. Oprócz problemu innowacji i optymalnych nakładów inwestycyjnych z perspektywy kaleckiańskiej zasadniczym problemem socjalizmu wydaje się ustanowienie właściwych stosunków produkcji w marksistowskim sensie, rozumianych jako zdemokratyzowanie relacji pomiędzy klasą robotniczą a warstwą zarządzającą produkcją.

Słowa kluczowe: centralne planowanie, regulacja cen, inwestycje, alokacja zasobów.

 

Wstęp

Współcześnie porażka gospodarki centralnie sterowanej wydaje się oczywista, co potwierdzają liczne opracowania na ten temat. Wiele z nich w warstwie teoretycznej bazuje na poglądach zwolenników austriackiej szkoły ekonomii, którzy z góry zakładali praktyczną niemożliwość racjonalnej alokacji zasobów w tym systemie. W związku z tym powszechny jest pogląd, że mechanizmu rynkowego nie można zastąpić. Zgadzają się z tym również nieliczni współcześni socjaliści, którzy dopuszczają jedynie zdecentralizowany model socjalizmu, gdzie alokacja zasobów odbywałaby się głównie poprzez rynek.

Celem artykułu jest ustosunkowanie się do tych twierdzeń przez ukazanie ich w perspektywie poglądów Michała Kaleckiego i jego uczniów. Korzystając z bogatego dorobku tradycji kaleckiańskiej, chciałbym pokazać, że zarzuty zwolenników kapitalizmu wobec socjalizmu w wielu miejscach są niespójne. W kolejnej części tekstu omówię szereg propozycji Kaleckiego, które można przeciwstawić poglądowi o teoretycznej niemożliwości racjonalnej alokacji zasobów w gospodarce centralnie planowanej. Artykuł nie jest tylko historyczną rekonstrukcją – z perspektywy kaleckiańskiej można również krytycznie ocenić współczesne propozycje socjalizmu oddolnego. Problemy gospodarcze realnego socjalizmu w świetle niniejszego artykułu nie ograniczają się tylko do kwestii sztucznego systemu cen, niskiej innowacyjności czy złej polityki inwestycyjnej. Ważną rolę można przypisać też stosunkom produkcji, a dokładniej rzecz ujmując: sprzecznościom zachodzącym pomiędzy interesami ekonomicznymi klasy robotniczej i rządzącej nomenklatury partyjnej.

Zarys problemowy debaty kalkulacyjnej

Termin „debata kalkulacyjna” odnosi się do szeregu polemik dotyczących rachunku ekonomicznego w gospodarce centralnie planowanej, zapoczątkowanych esejem „Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie” napisanym w 1920 roku przez Ludwiga von Misesa. Głównymi postaciami tej debaty oprócz Misesa byli Friedrich von Hayek oraz Oskar Lange. Po stronie zwolenników socjalizmu głos zabierali, poza Langem, między innymi również Abba Lerner, Maurice Dobb czy Paul Sweezy i Paul Baran. W dyskusji brali udział także inni ekonomiści, jednakże z historycznego punktu widzenia największy wpływ na jej ciężar i ocenę miała wymiana zdań na linii Mises – Lange – Hayek. W związku z tym, że temat jest w literaturze ekonomicznej dość szeroko opisany, ograniczę się tylko do krótkiego podsumowania najważniejszych problemów i zazwyczaj przyjmowanych ocen tej dyskusji – by mieć punkt odniesienia przy rekonstrukcji poglądów Kaleckiego na kwestię racjonalnego gospodarowania w socjalizmie.

  1. Punktem wyjściowym dyskusji był problem dotyczący ustalania cen wobec braku mechanizmu rynkowego i własności prywatnej. Zdaniem Misesa istotą poprawnej kalkulacji jest właściwa miara wartości, która pozwala ocenić, jakie dobro spośród wielu warto wyprodukować po jednej stronie i zakupić (spośród dóbr ekwiwalentnych użytkowo) po drugiej stronie. Austriacki ekonomista twierdził, że tę relację pozwala określić wartość wymienna, której miernikiem na rynku jest dobro wybrane – pieniądz (Mises 2012).

Zdaniem Misesa brak prywatnej własności czynników produkcji uniemożliwia ich obiektywną, rynkową wycenę. Wycena ta zostaje zastąpiona przez subiektywną ocenę urzędników zajmujących się planowaniem gospodarczym. Badacz uważał również za niemożliwy rachunek ekonomiczny na podstawie teorii wartości opartej na pracy ze względu na tzw. problem transformacji, czyli kwestię tego, jak przekształcić społecznie niezbędną ilość czasu pracy w ceny rynkowe (Mises 2012, 42–44). W konkluzji doszedł do wniosku, że im większe będzie odchylenie od własności prywatnej, tym mniej racjonalne stanie się gospodarowanie produkcją (Łukawer 2005, 43).

Oskar Lange odrzucił teorię wartości opartą na pracy na rzecz teorii marginalistycznej, a następnie stwierdził, że ceny można ustalić, używając modelu równowagi ogólnej Walrasa i jego koncepcji aukcjonera.

Urząd planistyczny miałby przyjąć rolę swego rodzaju maszyny licytującej oraz metodą prób i błędów ustalić ceny na czynniki produkcji. Poprzez kolejne próby tworzenia nowych układów podaży i popytu osiągnięte zostałyby ceny równowagi. Wyłonione w ten sposób ceny kalkulacyjne znalazłyby zastosowanie w rachunku ekonomicznym.

Austriaccy ekonomiści podnieśli zarzut dotyczący arbitralności okresu obowiązywania ustalonej ceny. Zarzuca się Langemu, że nie był precyzyjny, jeśli chodzi o częstotliwość zmian cen kalkulacyjnych. Według Hayeka, którego argument powtórzył i uszczegółowił Huerta de Soto (2010, 218–237), ceny – zmieniane rzadko – miałyby niską wartość jako sygnały przy procesie decyzyjnym dotyczącym alokacji zasobów. Jeżeli zaś częstotliwość zmian byłaby duża, wtedy ilość danych stałaby się tak olbrzymia, że paraliżowałaby cały proces decyzyjny. Gabriel Temkin (2008, 67) zarzucił natomiast, że kierownicy produkcji mogliby wpłynąć na kierunek zmiany cen wyznaczanych przez urząd planistyczny. Mogliby to robić za pomocą decyzji o zmianie rozmiarów zapasów, a co za tym idzie – także rozmiarów produkcji.

  1. Kolejna kwestia dotyczyła przedsiębiorczych działań w socjalizmie i powiązanych z tym problemów z odpowiednimi bodźcami i motywacjami. Zdaniem zwolenników nieskrępowanej przedsiębiorczości w państwie socjalistycznym wynalazcy musieliby każdorazowo przekonywać urząd planistyczny o tym, że pomysł warto wdrożyć. Biurokrata pełniłby funkcję przedsiębiorcy i decydowałby o wdrożeniu innowacji czy wynalazków (Temkin 2008, 69). Sam Lange nie przejął się problematyką przedsiębiorczości, którą uznał za zagadnienie z dziedziny socjologii (1936/1973, 267).

Według ekonomistów austriackich problem jest dużo poważniejszy. Ich zdaniem przedsiębiorczość jako taka może przejawiać się tylko na wolnym rynku, w warunkach wzajemnej rywalizacji, gdzie głównymi bodźcami są zysk i chęć utrzymania się w rynkowej grze.

  1. Za równie istotny uchodzi problem informacji. Sygnalizowany był już przez Vilfreda Pareta i Enrica Baronego. Zdaniem tego ostatniego rozwiązanie problemu kalkulacji sprowadzałoby się do rozwiązania systemu równań, których pomyślny wynik zapewniłby równowagę popytu i podaży, a co za tym idzie – maksymalizację dobrobytu. Formalnie rzecz biorąc, układ równań jednoczesnych opisujący wielkości gospodarcze w socjalizmie i kapitalizmie jest taki sam. W jednym i drugim przypadku daje takie same wyniki. Problem centralnego planisty polega więc na złożoności i trudności obliczeń (Hockuba i Brzeziński 2005, 5). Podstawowy ciężar tego problemu spoczywa na ekonomicznej zmienności technologicznych współczynników produkcji. Ustalenie tych współczynników tak, aby pozostawały w zgodzie z wymogiem minimalizacji kosztów produkcji, wymagałoby prowadzenia obliczeń na wielką skalę na poziomie przedsiębiorstw. Centralny planista z powodów technicznych nie dysponowałby więc informacją potrzebną do rozwiązania tych równań (Barone 1935, 587–588).

Podobnie uważał Lionel Robbins. Stwierdził, że można wyobrazić sobie rozwiązanie problemu kalkulacji, tworząc całe ciągi szeregów rachunków matematycznych. Wymagałoby to jednak ułożenia milionów równań mających za podstawę miliony danych statystycznych. Nim jednak wszystkie te równania zostałyby rozwiązane, dane uzyskane na ich podstawie stałyby się nieaktualne (Robbins 1934/2007, 151).

Argumentację tę popierał i rozbudował Hayek, który uważał, że po pierwsze system gospodarki planowanej ogranicza ludzką wolność (Hayek 1996), a po drugie – że istnieje zasób nieskodyfikowanej, niewyrażalnej matematycznej wiedzy, która jest wykorzystywana na wolnym rynku i nigdy nie będzie dostępna centralnemu planiście (Hayek 1949). Dla Langego problem informacji był zawsze tylko problemem technologicznym, ponieważ rynek stanowił dla niego wyłącznie specyficzny układ równań, do których rozwiązania potrzeba odpowiednio zaawansowanych komputerów (Lange 1973, 334).

Podstawę modelu Langego stanowiła metodologia neoklasyczna i to jej wykorzystanie zdaniem Dona Lavoie i Petera Boettkego, zwolenników szkoły austriackiej, było główną wadą tego projektu (Lavoie 1985; Lavoie i Boettke 2001; Boettke 2002). Podobne opinie wyrażali również lewicowi ekonomiści tacy jak Pat Devine i Fikret Adaman, a także Joseph Stiglitz (Adaman i Devine 1997; Stiglitz 1996). W Polsce krytyczną analizą modelu Langego zajmował się między innymi jego wybitny uczeń, Tadeusz Kowalik (1994, 2004, 2005). Między innymi zwracał uwagę na krytykę modelu Langego przez innych socjalistów za niedostateczne uwzględnienie przez niego roli planowania – przy czym podkreślał, że sam Lange po wojnie odszedł od koncepcji „socjalizmu rynkowego” i skupił uwagę na radzieckim modelu gospodarczym.

Ostatecznie upadek realnego socjalizmu dla większości ekonomistów stanowił praktyczny dowód przewagi mechanizmu rynkowego nad gospodarką planową, przez co dalsza dyskusja została de facto ucięta i zmarginalizowana.

Czy informacja stanowi problem?

Argumentacja Hayeka o tym, że istnieje niemożliwa do wyartykułowania i skodyfikowania wiedza niejawna (tacit knowledge), miała potężne oddziaływanie. Na argumenty austriackiego ekonomisty często powoływali się główni ideolodzy neoliberalizmu, uzasadniając w ten sposób tezę, że nie istnieje alternatywa dla proponowanych przez nich rozwiązań. Jednym z wielkich admiratorów austriackiego ekonomisty był między innymi Milton Friedman, który powołując się na jego prace, położył fundamenty pod monetaryzm, myśl ekonomiczną, która odniosła znaczące sukcesy po załamaniu się keynesizmu po 1979 roku. Hayek twierdził, że nie tylko wszelkie próby planowania niweczą możliwość jej użycia, lecz także wolny rynek wytwarza spontaniczny porządek umożliwiający najefektywniejsze wykorzystanie tego typu wiedzy, do której zużytkowania nie byłaby zdolna żadna jednostka (Hayek 1945). Autor wyróżnił trzy typy gospodarki: 1) centralnie planowaną, 2) konkurencyjną, która jego zdaniem jest agregatem planowych wyborów zatomizowanych jednostek, 3) formę pośrednią pomiędzy 1) i 2), czyli zmonopolizowaną gospodarkę rynkową. Jego zdaniem do najlepszego wykorzystania wiedzy niejawnej dochodzi w gospodarce typu 2), gdzie wiedza niejawna artykułuje się w konkurencyjnych cenach.

Pozycja Hayeka stała się jeszcze mocniejsza, gdy problem wiedzy niejawnej został spopularyzowany na polu filozofii nauki przez Michaela Polanyiego (1962, 1967). Kryzys i upadek gospodarek planowych doprowadził do tego, że koncepcja wiedzy niejawnej została zaakceptowana przez większość lewicowych i socjalistycznych ekonomistów jako dowód na wyższość mechanizmu rynkowego.

Od lat osiemdziesiątych XX wieku powstała pewna liczba modeli gospodarki socjalistycznej. Ich celem było zapewnienie pełnego zatrudnienia i sprawiedliwej redystrybucji dochodu narodowego, z jednoczesnym poszanowaniem argumentacji Hayeka, której w zasadzie nikt nie podważał. Informacja stała się głównym problemem, który zwolennicy socjalizmu chcieli rozwiązać.

Nie będę w tym miejscu omawiał tych modeli gospodarki socjalistycznej, wyróżnię jedynie ich podstawowe wspólne cechy: 1) znaczące ograniczenie lub całkowite porzucenie centralnego planowania i zastąpienie go aktywną polityką fiskalną państwa bądź (w najlepszym razie) planowaniem indykatywnym, 2) wprowadzenie alokacji czynników produkcji poprzez rynek, 3) całkowita decentralizacja i pozioma koordynacja firm, 4) wprowadzenie bodźców opartych na zysku, 5) wymóg twardego budżetu i dbania o rentowność zakładu. Przekonanie o decydującej roli rynku, na którym państwo powinno zachowywać się jak dbający o rentowność swojego interesu przedsiębiorca, zaczęło towarzyszyć również postulatom gospodarczym formułowanym przez partie lewicy głównego nurtu. Obrazuje to siłę, z jaką wizja rynku jako jedynego regulatora opanowała wszystkie liczące się obozy polityczne w wyniku krachu realnego socjalizmu. Od tej pory nawet jeżeli partie te posługiwały się retoryką prospołeczną, to nigdy nie podważały konieczności alokacji i regulacji rynkowej.

Krytykę tego rodzaju socjalizmów rynkowych podjęli nieliczni ortodoksyjni marksiści, tacy jak Ernest Mandel (1986, 1988), który przekonywał, że użycie mechanizmu rynkowego doprowadzi do powrotu wszystkich wad kapitalizmu, włącznie z niesprawiedliwym podziałem dóbr i redukcją zatrudnienia. Postulował on demokratyczne planowanie, w którym o alokacji i podziale dóbr mieliby decydować robotnicy głosujący na zjazdach lokalnych, regionalnych i krajowych. Mandel jednak nie stworzył żadnej spójnej propozycji, jego artykuły w mojej ocenie stanowiły raczej zbiór życzeń i postulatów.

W tej sytuacji jedynym obrońcą centralnego planowania stał się szkocki informatyk Paul Cockshott (1993), który zaprojektował system planowania komputerowego oparty na tabelach przepływów międzygałęziowych. Jego koncepcja stała się jednak obiektem krytyki ze strony lewicowych ekonomistów (Hodgson 1999) właśnie za niedostateczne wzięcie pod uwagę argumentów Hayeka. Pokazuje to skalę sukcesu austriackiej szkoły ekonomii.

Wydaje się wobec tego, że ekonomiści będący zwolennikami socjalizmu i sprawiedliwości społecznej, skupiający się na budowie modeli, zupełnie zapomnieli o Kaleckim. Z perspektywy jego twórczości problematyka racjonalnej gospodarki socjalistycznej wygląda zupełnie inaczej. Zacznę od streszczenia argumentacji dwójki jego zwolenników, Roniego Demirbaga i Josepha Haleviego (2014), którzy podjęli się krytyki stanowiska Hayeka.

Po pierwsze stworzone przez austriackiego ekonomistę pojęcie spontanicznego porządku nie jest do końca jasne. Demirbag i Halevi twierdzą, że zdaniem wielu obserwatorów Hayek nie zbudował koherentnego kryterium demarkacji pomiędzy porządkiem a nieporządkiem. Na gruncie jego teorii spontanicznym porządkiem cechuje się nawet gospodarka rynkowa pogrążona w stagnacji. Trudno też o empiryczną weryfikację tej teorii, ponieważ Hayek pojmował gospodarkę zarówno planową, jak i rynkową dość skrajnie. Jaki rodzaj spontanicznego porządku wytworzyłby się w gospodarce mieszanej?

Po drugie Hayek łączył wiedzę niejawną ze wszystkimi pozostałymi rodzajami wiedzy. Istnieją różne rodzaje wiedzy, wśród których wiedza niejawna jest tylko jednym, szczególnym przypadkiem. Wiele innych, w tym informacje potrzebne do bilansowania sektorów, da się bezproblemowo uzyskać, odczytać i scentralizować.

Autorzy sugerują również, że użycie wiedzy niejawnej nie stanowi w ogóle problemu w zdecentralizowanych modelach gospodarki planowej, do których nie odniósł się w swoich wywodach Hayek. Za przykład podają model planowania partycypacyjnego Fikreta Adamana i Pata Devine’a (1992, 2002). W modelu tym decyzje o alokacji zasobów miałyby podejmować specjalne komitety koordynacyjne, w których deliberowaliby reprezentanci załóg zakładów oraz reprezentacje konsumentów.

Nie mogę w tym miejscu zgodzić się z oceną Demirbaga i Haleviego, ponieważ ten i inne modele zdecentralizowanego, partycypacyjnego planowania były obiektem krytyki, w której zarzucano, że model zawodzi w wykorzystaniu wiedzy niejawnej. Geoffrey Hodgson (2005) zarzucał, że stopień partycypacji w nim jest zbyt wysoki, ponieważ uczestnicy deliberacji będą mieli zbyt wiele decyzji do podjęcia, a niekończące się debaty o tym, jakie dobra i w jakiej ilości mają być produkowane, wręcz sparaliżują proces pozyskiwania informacji.

Demirbag i Halevi postanowili odnieść się również do argumentu Hayeka mówiącego, że transakcje zawierane przez uczestników wymiany rynkowej powinny być pozbawione przymusu, ponieważ jest to zamach na ludzką wolność. Stwierdzili, że proponowana przez austriackiego ekonomistę definicja przymusu jest dwuznaczna. Hayek twierdził, że gdyby człowiek kontrolujący zapas wody na pustyni, wykorzystując swoją monopolistyczną pozycję, żądał „zbyt wysokiej ceny”, to byłby to akt przymusu. Nie zdefiniował jednak, jaka cena jest zbyt wysoka. Uważał, że cena powinna być konkurencyjna. Tylko jak zdefiniować konkurencyjną cenę przy braku konkurencji?

Poza tym – żeby gospodarkę rynkową uznać za pozbawioną przymusu, należałoby znieść niesymetryczną relację pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami na rynku pracy. Wymagałoby to zatem pełnego zatrudnienia, a co za tym idzie – równowagi rynkowej.

Argumenty na rzecz supremacji kapitalizmu w tym kontekście nie są więc przekonujące. Hayek posługiwał się niejasnymi pojęciami wiedzy i przymusu. Do tego nie jest wcale oczywiste, że każdy mechanizm koordynacji powoduje gorsze wykorzystanie informacji i prowadzi do większego przymusu niż wolnorynkowy kapitalizm pozbawiony pełnego zatrudnienia.

Paul Ayerbach i Dmitris Sotiropoulos zauważyli, że Hayek sam podświadomie musiał zdawać sobie sprawę ze słabości swoich założeń. Bronił wyidealizowanego obrazu gospodarki wolnorynkowej, ponieważ zdaniem autorów miał świadomość, że każdy rodzaj interwencji stanowi cios dla logiki kapitalistycznej reprodukcji opartej właśnie na przymusie i wyzysku (2014).

Innymi słowy, autorzy wyrazili znany wśród radykalnej lewicy pogląd, że Hayek w rzeczywistości nieświadomie bronił kapitalistycznego wyzysku. Trzeba przyznać, że austriacki ekonomista poniekąd słusznie obawiał się mechanizmu przymusu państwowego, choć również nigdy nie zadał sobie trudu przeanalizowania proponowanej przez wielu socjalistów teoretycznych koncepcji demokracji robotniczej.

Rzeczywista funkcja cen według Kaleckiego

Przez lata zwolennicy socjalizmu i wolnego rynku spierali się, jak powinny być kształtowane ceny, aby dostarczały rzetelnej informacji i umożliwiły poprawny rachunek ekonomiczny. Demirbag i Halevi starali się pokazać, że przewaga konkurencyjnych cen rynkowych nie jest oczywista.

Dla samego Kaleckiego sprawa była jeszcze prostsza i trudno się dziwić, że nigdy nie zadał sobie trudu podjęcia polemiki z wolnorynkowymi autorami. Bezpośrednio do tej kwestii odniósł się tylko raz, zabierając głos odnośnie referatu Langego „Praktyka planowania gospodarczego a optymalna alokacja zasobów” na konferencji w Waszyngtonie w 1947 roku. Kalecki stwierdził, że cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa, ponieważ porównuje się rzeczywiście istniejący socjalizm z doskonale konkurencyjną gospodarką kapitalistyczną, która nigdy nie istniała. Odniósł się do sformułowanego przez Langego problemu zrównywania cen z kosztami krańcowymi w gospodarce socjalistycznej:

(…) jest zupełnie jasne, że w gospodarce kapitalistycznej ceny nie są wcale wyznaczane w taki sposób, ale rządzi nimi przeciętny koszt zmienny i coś w rodzaju stopnia monopolizacji albo zasady kosztu pełnego (full cost). Czy jednak zapewnia to optymalną alokację środków? Dlaczego mielibyśmy ubolewać, że w gospodarce planowej nie zachodzi ścisła równość między cenami a kosztami krańcowymi, skoro taka zasada nigdy nie była realizowana? (1947/1982, 384).

Jak widać, czynione wobec gospodarki socjalistycznej zarzuty dotyczące tego, że ceny nie stanowią obiektywnego odzwierciedlenia kosztów krańcowych, są zdaniem autora Teorii dynamiki gospodarczej bezzasadne. Interesowała go nie podręcznikowa, lecz realna rzeczywistość gospodarcza, a w tej doskonała informacja i optymalna alokacja zasobów nie istnieją.

Kalecki uważał, że kapitalizm przez całą swoją historię opierał się na konkurencji niedoskonałej. W jej ramach mamy do czynienia z krótkookresowymi zmianami cen. Ze względu na determinanty tych zmian można je podzielić na dwie grupy: 1) ceny gotowych produktów, określone zmianami przeciętnych kosztów produkcji, 2) surowce i płody rolne, których cena przy nieelastycznej podaży rośnie wraz z wzrostem popytu (1954/1980, 216). Istotę różnicy pomiędzy powyższymi grupami cen ujął Kazimierz Łaski w sposób następujący – zwiększenie produkcji surowców (np. mineralnych) często wymaga odkrycia nowych złóż, a także często długotrwałych inwestycji, natomiast „podaż wyrobów gotowych jest elastyczna nawet w krótkim czasie” (Łaski, 2009, 13–14). Zatem w powyższym ujęciu w gospodarce kapitalistycznej koszty produkcji, jak również zachowanie się konkurentów na rynku mają bardzo ważny wpływ na maksymalizację zysku.

Poglądy na temat wolnego rynku polski ekonomista miał takie jak większość marksistów: nawet gdyby znieść wszelki nadzór nad przedsiębiorstwami, wystąpiłaby wtedy naturalna tendencja do koncentracji i centralizacji kapitału. Wówczas przedsiębiorstwa osiągające najlepsze w tym wymiarze wyniki przekształciłyby się w monopole, oligopole i kartele, które między sobą ustalałyby politykę cenową (Kalecki 1958/1982, 156). Nie oznacza to jednak, że cała gospodarka zostałaby zdominowana przez kilka wielkich korporacji, jak sądził Marks. Claudio Sardoni (2011, 119) trafnie zauważył, że analiza polskiego ekonomisty była bardziej realistyczna, ponieważ Kalecki zakładał, że monopolizacji gospodarki będzie towarzyszyć liczna obecność wielu małych przedsiębiorstw.

W praktyce dojrzałego kapitalizmu – zdaniem Kaleckiego – ceny w większości przypadków nie są wyznaczane przez popyt na wytwarzane dobra, ale przez koszta produkcji, których cena z kolei określana jest głównie przez „czynniki monopolistyczne i półmonopolistyczne” (1958a/1982, 152).

Przedsiębiorstwo kapitalistyczne, ustalając cenę danego produktu, bierze zatem pod uwagę jego przeciętny koszt zmienny oraz ceny ustalone przez pozostałe przedsiębiorstwa na ten produkt. Upewnia się przy tym, że cena nie będzie ani zbyt wysoka, ani zbyt niska, ponieważ obniżyłoby to zyski (1954/1980, 216). Relację tę wyraża równanie:

p = mu + np

– gdzie p oznacza cenę, u to koszty zmienne, p to ważona średnia cena wszystkich przedsiębiorstw, natomiast m i n to wskaźniki dodatnie. Tak wygląda półmonopolistyczne kształtowanie się ceny. Gdy czynniki m i n są zmienne, ogólne kształtowanie się cen w przemyśle wyraża następujące równanie:

– gdzie m i n oznaczają średnie ważone współczynników m i n (1954/1980, 220). W ten sposób ogólnie kształtują się ceny w zmonopolizowanym przemyśle.

W ekonomii postkeynesowskiej powstało wiele rekonstrukcji, interpretacji i rozwinięć koncepcji stopnia monopolizacji (Arestis 1996; Reynolds 1996; Chilosi 2004; Michell 2014; Bhaduri 2015), nie będę jednak w tym miejscu ich analizował, ponieważ nie wpływa to na główną linię prezentowanego tu argumentu.

Kalecki – posługując się marksowskimi schematami reprodukcji – stworzył model zamkniętej gospodarki bez udziału państwa, gdzie cały dochód dzieli się na konsumpcję I oraz inwestycje C. Dział I produkowałby dobra inwestycyjne, a dział II – dobra konsumpcyjne. Dochód narodowy jest sumą przyrostu produkcji obu działów, wyrażoną w formule: ΔY = ΔI + ΔC, gdzie ∆I to przyrost produkcji brutto w dziale I, C to przyrost produkcji w dziale II. Jednocześnie zdaniem Kaleckiego występuje pomiędzy nimi pozytywna korelacja – gdy zmniejszają się inwestycje kapitalistów, zmniejsza się także spożycie klasy pracującej (1958a/1982, 154). Pełne wykorzystanie potencjału produkcyjnego w dziale II zależne jest od wykorzystania potencjału działu I, czyli wzrost konsumpcji zależy od wzrostu inwestycji. W kapitalizmie przeważnie zachodzi zależność I < I0. To znaczy, że w tym systemie rozmiar inwestycji zazwyczaj jest mniejszy od poziomu, który umożliwiałby maksymalne wykorzystanie sił wytwórczych w dziale II. Skutkami niewykorzystania pełni zdolności produkcyjnych w tym dziale są niepełne zatrudnienie i mniejsza ilość dóbr konsumpcyjnych.

Negatywne skutki niedostatecznego wolumenu inwestycji prywatnych mogą być niwelowane przez interwencję państwa lub wskutek walki klas, a dokładniej – przez działania związków zawodowych dążących do wzrostu płac. Gdy marża zysku przedsiębiorstwa jest wysoka, silne związki zawodowe śmielej zabiegają o podwyżki dla pracowników, ponieważ są świadome, że nieco mniejsze zyski nie wpłyną negatywnie na rentowność firmy. Gdyby przedsiębiorstwo w celu ochrony swojej marży znowu podniosło ceny, związki nalegałyby na kolejną podwyżkę (1954/1980, 223). Przy silnej pozycji związków przedsiębiorstwa nie mogą więc trwale zwiększyć zysków bez zwiększenia kosztów. Jeżeli jednak pozycja klasy robotniczej byłaby słaba, przedsiębiorstwa mogłyby podwyższać marże zysku, nie ponosząc kosztów płacowych, a zatem pomniejszałyby konsumpcję klasy robotniczej (1971a/1980, 133).

Z powyższego wynika, że ceny nie tylko dostarczają informacji rynkowej, ale pełnią również funkcję redystrybucyjną – ich wysoki poziom przy braku interwencji związków zawodowych zwiększa przepływ dochodu narodowego do kapitalistów, a zmniejsza udział klasy robotniczej w jego podziale. Ceny nie są więc agregatem planowych decyzji niezależnych jednostek, ale stanowią w nieoczywisty sposób efekt walki klasowej o podział dochodu narodowego.

Kalecki co prawda twierdził, że walka klasowa jest jednym z kilku czynników wpływających na ten podział, jednak – by być konsekwentnym – trzeba przyjąć szerszą, historiozoficzną perspektywę, zgodnie z którą koncentracja kapitału oraz tendencje przedsiębiorstw do zmowy są rezultatem walk klasowych wygranych przez klasę kapitalistyczną w przeszłości – także w gronie własnej klasy wielkie korporacje, wykorzystując własną pozycję, mogą „wyzyskiwać” mniejsze przedsiębiorstwa i zwiększyć ich kosztem swój udział w dochodzie narodowym.

Fernando Rugitsky (2013) dostrzegł, że przedsiębiorcy w kaleckiańskim modelu kapitalizmu nie są ograniczeni tylko do standardowych metod wywierania presji klasowej, takich jak podwyżki cen, zwolnienia, lokauty itd. Biorąc pod uwagę polityczne cykle koniunkturalne (Kalecki 1943/1979), przedsiębiorcy potrafią wywierać również znaczący wpływ na interwencję państwa i – jak twierdzi Rugitsky – mogą wymusić na państwie korzystniejszy dla siebie, a gorszy dla robotników, podział dochodu narodowego, np. poprzez preferencyjną względem przedsiębiorstw politykę fiskalną.

Marksistowska koncepcja walki klas jest kompatybilna ze stanowiskiem Kaleckiego. Stanowi też jeden z kluczowych aspektów ustalania cen i podziału dochodu narodowego w realnie istniejącym kapitalizmie. Walka klas ma też wpływ na alokację zasobów. Przedsiębiorcy kapitalistyczni będą przecież chętniej inwestować i produkować w regionach i krajach, gdzie pozycja klasy robotniczej jest słaba, dzięki czemu marża zysku będzie większa. W tym kontekście nie może dziwić zatem pesymistyczny stosunek polskiego ekonomisty do tego systemu i opowiedzenie się za socjalizmem, gdzie rząd teoretycznie powinien reprezentować interes całego społeczeństwa.

            W socjalizmie ceny również mają charakter redystrybucyjny, dzięki centralnemu sterowaniu, jednak gospodarka teoretycznie powinna uniknąć negatywnych efektów monopolizacji. Polski ekonomista dowodził, że w sferze gospodarczej występuje poważna różnica pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem – gospodarka kapitalistyczna przeważnie pracuje przy niepełnym wykorzystaniu sił wytwórczych, gospodarka socjalistyczna natomiast posiada tendencję do ich nadmiernego wykorzystywania – w socjalizmie co do zasady cała siła robocza i wszystkie urządzenia produkcyjne mają być w pełnym użyciu, jednakże w praktyce występowała tendencja polegająca na tym, że rozwój sił wytwórczych nie nadążał za rosnącym zagregowanym popytem na nie, generując braki w zaopatrzeniu (Kołodko i Mahon 1987). W związku z tym Kalecki doszedł do wniosku, że gdy w gospodarce socjalistycznej poziom inwestycji się zmniejsza, następuje wzrost konsumpcji. Dynamika konsumpcji została przez niego opisana równaniem: , gdzie K to konsumpcja, D to dochód narodowy, I to inwestycje,  to przyrost dochodu narodowego w danym roku. Po podzieleniu całego równania przez D okazuje się, że udział konsumpcji w dochodzie narodowym zmniejsza się wraz ze zwiększeniem udziału inwestycji i tempem przyrostu dochodu narodowego (1959/1982, 174).

W socjalizmie celem nie jest utrzymanie równowagi pomiędzy ceną a przeciętnym kosztem produkcji, tak jak w przypadku kapitalistycznych przedsiębiorstw, które dążą do maksymalizacji marży zysku. W związku z podażowym charakterem gospodarki socjalistycznej – tzn. gospodarki, w której w praktyce wszystkie wyprodukowane dobra znajdują nabywcę – za ważną funkcję cen można uznać regulację dostępu do nich.

Kalecki zauważył jednakże, że w zamkniętej gospodarce socjalistycznej dochodziłoby do marnotrawstwa surowców podstawowych, ponieważ ich niedobór nie znajdowałby odzwierciedlenia w cenach. Dlatego sugerował, że w realnym socjalizmie, mającym kontakt z międzynarodowym rynkiem kapitalistycznym, ceny na surowce podstawowe powinno się ustalać w relacji do cen światowych (1957/1982, 132).

Zorientowany czytelnik mógłby zarzucić Kaleckiemu, że ten de facto przyznał rację Misesowi. Przedstawiciel szkoły austriackiej uważał kalkulację w socjalizmie za możliwą wówczas, gdy kraj socjalistyczny znajdowałby się w otoczeniu gospodarek kapitalistycznych. Wtedy socjalistyczni planiści mieliby dostęp do informacji rynkowych, na bazie których mogliby ustalić ceny (Mises 1951, 118–119). Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że obaj ekonomiści byli zgodni co do ograniczeń socjalizmu. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

Po pierwsze Mises uparcie trzymał się założeń Eugena von Böhm-Bawerka (1898) bazujących na literalnym odczytaniu dzieł Marksa. W związku z tym sądził, że rachunek ekonomiczny oparty byłby na kalkulacji społecznie niezbędnego czasu pracy (Mises 1951, 133–134). Nieposiadający systemu cenowego „prawdziwy” socjalizm dążyłby do bycia autarkią i minimalizowałby import (Mises 1951, 222–223), ponieważ zalew tanich produktów załamałby krajową produkcję. Państwo socjalistyczne nie mogłoby posiadać również środków produkcji za granicą, ponieważ planiści byliby skupieni wyłącznie na produkcji na rynek wewnętrzny (Mises 1951, 235).

W związku z tym Mises uważał radziecką gospodarkę za „fałszywy” socjalizm, to znaczy socjalizm „municypalny”, ponieważ według niego Związek Radziecki nie podążał ściśle za wskazówkami Marksa i Engelsa, tylko wytworzył system cenowy i dostosowywał swoją politykę gospodarczą do międzynarodowego, kapitalistycznego otoczenia, podobnie jak samorządy prowadzą politykę socjalną uzależnioną od zewnętrznych warunków gospodarczych. Twierdził, że socjalizm municypalny „nie reprezentuje żadnego szczególnego ideału ekonomicznego” (Mises 1951, 249). Zatem gospodarka radziecka była swoistym wypaczeniem ideałów socjalistycznych.

Z tej perspektywy Kalecki był daleki od idealizacji Misesa. Wiążąc ceny krajowe z cenami światowymi, chciał dostarczyć bodźców do oszczędzania surowców. Pozostanie przy cenach krajowych spowodowałoby bowiem rozrzutność – jeżeli w obiegu wewnętrznym wartość towaru A = wartość towaru B, a w obrotach zagranicznych A = 3 × B, to bodźce do oszczędzania będą takie same dla obu towarów, mimo że na rynku zagranicznym towar A jest warty trzykrotnie więcej (1957/1982, 132).

Celem, który przyświecał polskiemu ekonomiście, było wyrównanie bilansu płatniczego. Obawiał się on wzrostu zadłużenia zagranicznego, ponieważ trafnie przewidywał negatywny wpływ uzależnienia gospodarki socjalistycznej od dewiz krajów kapitalistycznych – znaczący wzrost zadłużenia zagranicznego był obserwowalny zarówno w krajach zależnych od ZSRR, jak PRL (Krawczyk 1990) czy Rumunia (Ban 2012), jak i w niezależnych, np. w Jugosławii (Dyker 2011). Towary będące przedmiotem handlu zagranicznego określił mianem surowców dewizowych i zaproponował metodę obliczania wydatków na ich produkcję, którą wyraża następujące równanie:

– gdzie D to suma wydatków dewizowych, s to wskaźnik przyrostu importu bądź redukcji eksportu wyrażony w dolarach, W to wydatki dewizowe równe płacy, (1 – a) × 100 to koszta przyrostu masy towarowej na 100 złotych (1957/1982, 134). Oszczędności wynikające z tej metody kalkulacji umożliwiłyby zwiększenie zysków z eksportu. Kalecki postulował, żeby zysk z eksportu towarów o wartości w obcej walucie był co najmniej równy wydatkom dewizowym. Proponował także ustalenie kursu maksymalnego na surowce dewizowe w stosunku [(1 – a) × 100]/s. W ostatecznym rozrachunku kurs maksymalny mógł doprowadzić do wzrostu cen surowców podstawowych na rynku krajowym, jednocześnie jego przyjęcie miało prowadzić również do: 1) maksymalizacji bodźców do oszczędności surowców, 2) zwiększenia kontroli nad opłacalnością transakcji eksportowych (1957/1982, 135–136).

Polski ekonomista bynajmniej nie był bezkrytyczny wobec idei centralistycznego tworzenia cen na surowce podstawowe. W referacie „O cenach surowców podstawowych” wskazuje na możliwe trudności związane z oceną efektywności inwestycji w surowce biorące udział w handlu międzynarodowym oraz na to, że przy ustalaniu cen trzeba liczyć się z wpływem bieżących problemów z eksportem i importem produktów (1958b/1982, 151). Poza tym liczył się z tym, że państwowe przedsiębiorstwa w gospodarce centralnie planowanej mogą być skłonne do manipulacji cenami produktów gotowych w celu zwiększenia swoich zysków (1958a/1982, 157).

Dla Misesa ustalenie cen odzwierciedlających relacje na rynkach światowych miało charakter esencjalny i umożliwić miało „obiektywną” wycenę towarów na rynku. Rozwiązanie Kaleckiego miało natomiast charakter praktyczny i instrumentalny: krajowe ceny na surowce podstawowe mają odzwierciadlać ceny światowe jedynie w przybliżeniu (1958b/1982, 147–149). Ceny krajowe więc nie mają być wrażliwe na wszelkie wahania cen światowych, a zatem ich celem nie jest obiektywna, rynkowa wycena.

Pomimo podobnych ustaleń Kalecki nie potwierdzał przypuszczeń Misesa, że otwarta gospodarka socjalistyczna musi się załamać pod wpływem konkurencji i importu z krajów kapitalistycznych, ponieważ nie będzie w stanie przeciwstawić im własnych produktów. Polski ekonomista sądził, że ustanowienie cen na surowce w relacji do cen na rynku światowym może dostarczyć bodźców do produkcji eksportowej, co dawałoby szansę na uzyskanie nadwyżki w bilansie płatniczym. Jednakże w dalszym ciągu kraje socjalistyczne nie mogłyby kontrolować opłacalności handlu międzynarodowego, ponieważ nie posiadały informacji na temat kosztów jednostkowych, a także nie mogły nad nimi panować.

Kalecki był sceptyczny wobec ustanowienia wspólnej bazy cen krajów uznawanych za socjalistyczne (czyli w konkretnym historycznym przypadku krajów RWPG). Powstanie takowej bazy uzależniał od wprowadzenia ceł, które uzależniałyby ją od cen światowych (1962a/1982, 158–159) w celu zachowania bodźców do prowadzenia opłacalnej produkcji eksportowej. Jak zauważył Jerzy Osiatyński, obawy Kaleckiego wynikały również z tego powodu, że ustalenie wspólnych cen wymagałoby ujednolicenia metod kalkulacji kosztów produkcji we wszystkich krajach, co mogłoby się okazać zbyt trudne (1982, 387).

Kalecki na początku lat sześćdziesiątych XX wieku stał na czele zespołu powołanego przez przewodniczącego Komisji Planowania. Zespół ten ustalił, że podstawą rozliczeń na rynku krajowym powinny być ceny fabryczne, tj. określane przeciętnymi kosztami produkcji i powiększone o odpowiednie narzuty w celu stymulowania produkcji (1957c/1982, 122). Różnice pomiędzy cenami fabrycznymi a cenami zbytu miały być regulowane podatkiem obrotowym w trakcie trwania planu (1964a/1982, 400–401).

Metodologia ta stanowiła wyraźny postęp w stosunku do rozwiązań z modelu Langego, ponieważ ceny nie byłyby ustalane statycznie i dopasowywane za pomocą prób i błędów, tylko na bieżąco regulowane poprzez politykę fiskalną.

Przeceniane modele

Wśród uczniów Kaleckiego nie ma zgody co do jego wizji gospodarki socjalistycznej. Domenico Mario Nuti (1986) twierdził, że polski ekonomista stworzył spójny i kompleksowy model gospodarki socjalistycznej, który charakteryzował się powiązaniem cen z inwestycjami, regulacjami ilościowymi, wskaźnikami wydajności dla firm oraz istotną rolą kontroli robotniczej. Zdaniem Jana Toporowskiego (1996) natomiast prace Kaleckiego stworzyły nie kompleksowy system, lecz szereg studiów poświęconych konkretnym problemom funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Toporowski podobnie jak Nuti zauważył, że Kalecki starał się stworzyć optymalną strukturę konsumpcji, której zadaniem było dopasowanie planowanych inwestycji do potrzeb ludności, w odróżnieniu jednak od włoskiego ekonomisty Toporowski uważał, że projekt ten był daleki od kompleksowości, podobnie jak studia Kaleckiego nad rynkiem pracy w socjalizmie, które były jeszcze mniej zaawansowane. Celem Kaleckiego bowiem nie było stworzenie ogólnej teorii socjalizmu, ale raczej poszukiwanie praktycznych rozwiązań (Toporowski 1996), które np. pogodziłyby planowanie z demokratyczną kontrolą robotniczą (Toporowski 2004). Wynikać to miało z jego niestandardowej jak na ekonomistę metodologii, która polegała nie na analizowaniu teorii, lecz na empirycznej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu z niej indukcyjnych wniosków (Toporowski 1991).

W mojej ocenie Toporowski miał zdecydowanie więcej racji niż Nuti. Sam Kalecki w różnych okresach swojej działalności proponował różniące się w szczegółach rozwiązania ekonomiczne. W sferze doktrynalnej był zwolennikiem demokracji robotniczej, czemu dał wyraz w słynnym artykule „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej” (1942/1982, 76). Nie uważał jednak jej za główny wyznacznik sukcesu gospodarczego. Jego propozycje wymagały w równym stopniu wysokiej jakości urzędników zajmujących się planowaniem.

Wydaje się, że tworzenie modeli było zgubne dla takich ekonomistów jak Lange, który trzymał się ściśle teorii, tak jak i dla ekonomistów radzieckich uzależnionych z kolei od wytycznych o charakterze ideologicznym. Nie znaczy to jednak, by Kalecki popierał eklektyzm polegający na próbach łączenia socjalizmu z mechanizmem rynkowym, w którym nadzieje widzieli współcześni mu ekonomiści i w którym nadzieje widzą dzisiaj współcześni socjaliści rynkowi. Nie popierał też radykalnej decentralizacji polegającej na oddaniu robotnikom pełnej kontroli nad zatrudnieniem i produkcją.

Współcześnie taką koncepcję propaguje np. Bruno Jossa (2014), który popiera tworzenie spółdzielni pracowniczych finansowanych z kredytów bankowych. Jego zdaniem pracownicy, wykorzystujący kapitał dla rozwoju własnej firmy, zmieniając w ten sposób stosunek sił między pracą a kapitałem na korzyść pracy. W ten sposób tworzenie spółdzielni oznaczałoby w praktyce zawiązywanie socjalistycznych relacji społecznych. Adaman i Devine (2001, 2006) uważali natomiast, że robotnicy mogliby ujarzmić mechanizm rynkowy, gdyby dogadali się z konsumentami w specjalnych komitetach, gdzie decydowaliby wspólnie, co produkować. Michael Albert i Robert Hehnel (1992, 2002) poszli o krok dalej. Doszli do wniosku, że społeczeństwa mogłyby oddolnie porozumiewać się w sprawie zaspokojenia konsumpcji z pominięciem rynku i władz centralnych.

Z perspektywy kaleckiańskiej tego rodzaju modele wydają się zbyt skoncentrowane na doktrynalnych pryncypiach, to znaczy nie odnoszą się do współczesnych problemów funkcjonowania gospodarki (np. informatyzacji, usieciowienia gospodarki, roli wiedzy). Relacje pomiędzy sektorem publicznym a rynkiem Kalecki pojmował pragmatycznie, bazując na aktualnych problemach gospodarki, którymi w danej chwili się zajmował.

Tuż po wojnie w obliczu trudnej sytuacji aprowizacyjnej dopuszczał istnienie swobodnej wymiany i rynkowych cen w handlu detalicznym. Uważał bowiem, że przedsiębiorstwa państwowe, umiejętnie regulując ceny komercyjne na produkty, mogłyby zarabiać na kontaktach z sektorem prywatnym i zwiększać w ten sposób wpływy do budżetu. Państwo miałoby wtedy więcej środków na subsydiowanie zubożałych warstw społeczeństwa (1946a/1982, 30–31). Jednocześnie jednak popierał interwencję państwową i administracyjne racjonowanie w przypadkach, gdyby było to potrzebne, np. jeśli pośrednicy chcieliby przerzucić koszty podwyżek cen komercyjnych na konsumentów (1946a/1982, 28–29).

Ważniejsze było jednak nie tyle odpowiednie dopasowanie państwa do rynku, ile uzdrowienie jego finansów poprzez ich centralizację i wprowadzenie jednolitego systemu racjonowania. Za równie istotne uznawał Kalecki zracjonalizowanie obiegu pieniężnego i wydatków budżetowych (1946b/1982, 1946c/1982). Stworzenie funkcjonalnej polityki fiskalnej państwa było zatem w ujęciu Kaleckiego sprawą bardziej podstawową niż modelowanie jego poszczególnych sektorów.

Decentralizacja gospodarki socjalistycznej w studiach Kaleckiego również stanowiła zagadnienie nie tyle systemowe, ile funkcjonalne. Nie miała być nastawiona na zmiany w kierunku rynkowym, które dla wybranych jego lewicowych zwolenników oznaczały wolność od przymusu państwowego i demokratyzację. Według Kaleckiego liberalizacja gospodarki powinna mieć ograniczony zasięg, to znaczy autonomia zakładów nie mogła zakłócić ustalonego odgórnie planu rozwoju gospodarki narodowej.

Twórca Próby teorii koniunktury popierał liberalizację drobnego przemysłu pod postacią spółdzielni i niewielkich zakładów państwowych. Miało to po pierwsze uwolnić je od uciążliwej kontroli biurokratycznej i jej nadużyć, a po drugie zapobiegać marnotrawstwu – państwo dostarczałoby materiały po takich cenach, żeby nie opłacało się ich sprzedawać na wolnym rynku, spółdzielnie musiałyby produkować też wtedy towary konkurencyjne wobec państwowych i korzystać z odpadów. Państwo w pewnych wypadkach mogłoby subsydiować spółdzielnie tańszymi materiałami, ale zasadniczo spółdzielnie miałyby finansować się same i współpracować między sobą, tworząc regionalne centra zaopatrzenia (1956a/1982, 83). Podobną politykę Kalecki zalecał stosować wobec zakładów rzemieślniczych. Dodawał, że rzemieślników można motywować dodatkowo ulgami podatkowymi i pozwalać im zatrudniać niewielką liczbę pracowników najemnych (1956a/1985, 85).

Co do drobnych zakładów państwowych – zalecał, aby finansować je z państwowych funduszy, kontrolę nad nimi zaś pozostawiał radom wojewódzkim. Proponował też wprowadzenie w całym sektorze państwowym systemu następujących bodźców materialnych: 1) mniejsze premie dla kierownictwa, ale większa stała płaca, żeby kierownikom zależało na utrzymaniu posad, 2) premie pieniężne powinny być uzależnione od stopnia wykonania planu (im większy stopień, tym większa premia), 3) premie powinny być uzależnione od oszczędności, 4) normy planu powinny rosnąć w mniejszym stopniu niż wydajność pracy, 5) jednocześnie udział załogi w zyskach należy rozłożyć na kilka lat, aby pracownicy myśleli długoterminowo (1956b/1982, 87–91).

Bodźce miały być powiązane z inwestycjami w następujący sposób: 1) inwestycje centralne powinny być oparte na bezzwrotnym kredycie, który byłby oprocentowany, przedsiębiorstwa spłacałyby odsetki za amortyzację, 2) inwestycje zdecentralizowane miały być kredytowane na wyższy procent, co miało odstraszać od nierentownych inwestycji (1957c/1982, 123).

Poza tym fundusz płac zakładów miał być uzależniony od produkcji czystej (cena fabryczna – faktyczny koszt produkcji), tzn. jego wzrost zależałby od wzrostu tego rodzaju produkcji (1957c/1982, 118–119). W celu zapobieżenia redukcji zatrudnienia całość funduszu miała być wykorzystywana niezależnie od liczby zatrudnionych. Jeżeli fundusz płac zostałby przekroczony, to różnica między wypłatami a wartością funduszu zostałaby odliczona od następnej wpłaty na fundusz zakładowy (1957c/1982, 124).

Kalecki – mimo wielu pomysłowych wskazówek – nie przeceniał roli bodźców. W jego ocenie decydujące znaczenie dla rozwoju gospodarki i jednocześnie polepszenia jakości życia miały takie czynniki jak tempo wzrostu i bilans handlu zagranicznego. Liberalizacja przemysłu nie miała na celu powiększania zysków, ale raczej oszczędność, ograniczenie biurokracji i marnotrawstwa.

Rolą rad robotniczych w tak zdecentralizowanych zakładach było: 1) zapobieganie nadużyciom kierownictwa, 2) przeciwdziałanie tendencjom do centralizacji i biurokratyzacji, 3) pobudzanie oddolnej inicjatywy. Polski ekonomista sprzeciwiał się tendencjom syndykalistycznym, to znaczy nie chciał, aby zakłady samodzielnie ustalały ceny – w wyniku zmowy mogłyby być podwyższane, aby zapewnić większe zyski, co odbiłoby się negatywnie na produkcji. Jednocześnie spowodowałoby to podrożenie materiałów dostarczanych przez pośredników (1956c/1982, 93–106).

Kalecki dostrzegał to, czego nie dostrzegają współcześni socjaliści rynkowi i syndykaliści. Niezależnie bowiem od stopnia autonomii robotniczej groźba biurokratyzacji zawsze będzie istnieć. Dla polskiego ekonomisty ważną rolę odgrywał dług zagraniczny, którego zbyt duże rozmiary mogły wpływać negatywnie na gospodarkę niezależnie od takich czynników jak wpływ pracowników na funkcjonowanie zakładów. Zbyt niezależne zakłady mogą także zwalniać pracowników, aby zwiększyć wypłaty pozostałych. Zakłady kontrolowane przez robotników nie istnieją również w próżni – sektory są ze sobą powiązane, np. przetwórczy z rolniczym (1957a/1982, 106). Oprócz tego sądził, że pozbawione kontroli zakłady zaczną zachowywać się tak jak w kapitalizmie – tzn. wystąpi tendencja do monopolizacji i centralizacji.

Obawy autora zostały potwierdzone w badaniach Tei Petrin i Alesa Vahcicia (2000, 112) na temat funkcjonowania zliberalizowanych spółdzielni pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, pozostających pod kontrolą pracowniczą w Słowenii. Okazało się, że zarówno kierownictwo, jak i pracownicy byli pozbawieni motywacji do rozwoju firm. Firmy nie były zainteresowane rozwijaniem inwestycji za granicą, natomiast starsze przedsiębiorstwa szybko zdobywały pozycję monopolistyczną i blokowały wejście nowych firm na rynek.

Nota bene taką sytuację przewidział Mises (1951, 270–275), który ostatecznie doszedł do wniosku, że robotnicy, którzy przejmą władzę nad środkami produkcji, szybko zaczną tworzyć monopolistyczne koncerny i dzielić między sobą dochód narodowy.

Kalecki chcąc zapobiec takiej możliwości, proponował połączyć autonomię rad robotniczych z centralnym planowaniem, którego celem była kontrola: produkcji, inwestycji, płac, zatrudnienia, cen, dystrybucji surowców podstawowych (1956c/1982, 96–98).

Potrafił również nieświadomie oddalić argumentację Misesa o tworzeniu przez robotników monopolistycznych koncernów. Kalecki obawiał się kartelizacji, ale dopuszczał tworzenie tzw. koncernów pionowych, które miałyby znacznie większą autonomię niż zwykłe zakłady (1957d/1982). W idei koncernów pionowych chodziło o łączenie w koncern dużych jednostek danej branży, które byłyby zależne od kupna i sprzedaży półfabrykatów, ale byłyby również względnie samowystarczalne, jeżeli chodzi o zaopatrzenie w materiały i surowce konieczne do wytworzenia gotowych produktów. Koncern taki posiadałby własną radę robotniczą oraz zarząd, który zajmowałby się wewnętrznymi sprawami takiej jednostki – kontrolowaniem premii, systemu bodźców i nakazów. Państwo kontrolowałoby dystrybucję surowców podstawowych i mogłoby stosować bodźce w celu regulacji produkcji.

Tym samym polski ekonomista stworzył szereg wskazówek, które rozwiązują wiele praktycznych i teoretycznych problemów gospodarki uspołecznionej. Moim zdaniem trudno jednak uznać to za całościowy model. Trzeba mieć na uwadze, że Kalecki pracował w państwie, gdzie władza miała co najmniej autorytarny charakter, stąd zapewne nie było szans na realizację wszystkich jego pomysłów. Z drugiej strony nie wiadomo, czy sytuacja wyglądałaby inaczej w państwie demokratycznym, gdzie pomysły autora musiałyby zyskać wpierw akceptacje szerokiego gremium ludzi – od polityków po typowy dla współczesnej demokracji rozbudowany aparat urzędniczy.

Gospodarka planowa a niedobory

Poza pracami przedstawicieli szkoły austriackiej największy wkład w podważenie racjonalności gospodarki centralnej planowanej miały dzieła Janosa Kornaia (1985, 1986a, 1986b, 1992, 2012), który stworzył szeroko dziś znaną teorię gospodarki niedoboru, wedle której braki w zaopatrzeniu spowodowane były nadmiernym popytem.

Główną innowacją w podejściu węgierskiego ekonomisty było rozróżnienie struktury budżetowej przedsiębiorstw kapitalistycznych i socjalistycznych. Według Kornaia w przedsiębiorstwach kapitalistycznych mamy zazwyczaj do czynienia z budżetem twardym – przedsiębiorca w gospodarce kapitalistycznej stale zagrożony jest bankructwem, nie może liczyć na pomoc z zewnątrz, co motywuje go do efektywnego zarządzania firmą. Natomiast w gospodarce realnego socjalizmu miało występować zjawisko miękkich budżetów – z powodu po pierwsze wyśrubowanych planów i dążenia do jak najwyższego tempa wzrostu, po drugie – opiekuńczego podejścia państwa do przedsiębiorstw, dzięki czemu nie groziło im bankructwo i inne typowe zagrożenia występujące w gospodarce rynkowej.

W perspektywie kaleckiańskiej z pewnością prawdziwy był pierwszy zarzut. W literaturze poświęconej Kaleckiemu problem przeinwestowania w gospodarce centralnie planowanej jest powszechnie uznawany przez jego zwolenników (Osiatyński1988, 2006, 2015; Kriesler i Haurcort 2014).

Kalecki w swoich pracach zabiegał o zmianę proporcji inwestycji na korzyść konsumpcji. W szczególności zwracał uwagę na kwestię ujemnych bilansów handlowych, które w jego ocenie stanowiły jedną z głównych barier rozwoju polskiej gospodarki (1958, 230–231; 1962, 266–267). Nie zgodziłby się raczej, że lekarstwem na powyższe problemy byłoby urynkowienie i „utwardzenie” budżetów przedsiębiorstw.

Szerzej tę kwestię poruszyła Andrea Szego (1991), która powołując się na polskiego ekonomistę, skrytykowała perspektywę Kornaia. Zdaniem badaczki wobec teorii gospodarki niedoboru można postawić następujące zarzuty: 1) jeżeli kreacja pieniądza kredytowego ma charakter endogeniczny, to miękki budżet charakteryzuje zakłady zarówno kapitalistyczne, jak i socjalistyczne; 2) jeżeli menedżerowie przedsiębiorstw socjalistycznych charakteryzują się nieograniczonym zapotrzebowaniem na dobra inwestycyjne i jednocześnie zawsze potrafią zapewnić sobie płynność potrzebną do realizacji planu, to w przedsiębiorstwach kapitalistycznych menedżerowie również posiadają wewnętrzną motywację niezależną od interesu właścicieli firm. Jedyna różnica polega na tym, że w kapitalizmie wpływ na politykę firmy mają też udziałowcy.

W odniesieniu do pierwszego zarzutu można przypuszczać, że stał się on mocniejszy wraz z upływem lat. Po pierwsze publikacja zamieszczona w kwartalniku wydawanym przez Bank Anglii (McLeay, Radia i Thomas 2014) dowodzi, że kreacja pieniądza kredytowego zależy od popytu na niego, a nie od stanu bankowych depozytów. Zatem w zgodzie z tym emisja pieniądza kredytowego rzeczywiście miałaby charakter endogeniczny. Zauważył to również Geoffrey Ingham (2004), który analizując historię pieniądza, dowodził, że w kapitalizmie system bankowy powiązany jest z systemem państwowym, aby niemal bez ograniczeń finansować inwestycje wiodących przedsiębiorstw. Tezę tę mogą potwierdzać wydarzenia po wybuchu kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych w latach 2007–2008. Okazało się wówczas, że wiodące podmioty w amerykańskim systemie finansowym są zbyt wielkie, by upaść (too big to fail), a zatem państwo było odpowiedzialne za podtrzymanie przy życiu prywatnych instytucji finansowych. Niemniej jednak – wbrew temu, co sądzi Szego – tego rodzaju miękkie budżety mogą dotyczyć tylko naprawdę dużych podmiotów, które są ważne dla funkcjonowania całego systemu. We współczesnej gospodarce kapitalistycznej zdarzają się bankructwa, zwłaszcza w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie są jednak zjawiskiem dość powszechnym.

Co do drugiego zarzutu – można powiedzieć, że działania menedżerów w socjalizmie potwierdzają słuszność propozycji Kaleckiego. W jego perspektywie to nie nadmierna kontrola, lecz jej brak przyczyniał się do słabej kondycji gospodarki centralnie planowanej. Potwierdza to przypuszczenia o konieczności wprowadzenia oddolnej, demokratycznej kontroli robotniczej, a także bardziej efektywnego sposobu nadzorowania przez władze centralne.

Wydaje się więc, że realny socjalizm i realny kapitalizm mają wspólne cechy – ochrona dużych, kluczowych dla gospodarki podmiotów, menedżerowie nie zawsze kierujący się interesem właściciela. W teorii przewagą socjalizmu powinno być za to maksymalizacja dobra społecznego. Jednakże chyba nawet w tym zakresie niektóre dobrze rozwinięte gospodarki kapitalistyczne wypadają lepiej, choć trzeba zauważyć, że zachodnie państwa kapitalistyczne z przyczyn historycznych od początku istnienia państw realnego socjalizmu znajdowały się w dużo lepszej sytuacji ekonomicznej. Sytuację gospodarek centralnie planowanych w powiązaniu z tym dodatkowo pogarszała ideologia głosząca, iż zachodnie państwa kapitalistyczne trzeba koniecznie dogonić gospodarczo, przez co zakładane plany stawały się zbyt ambitne i nierealistyczne. Warto może wobec tego przyczyn upadku realnego socjalizmu poszukać poza czystą ekonomią i odwołać się do jej związków z polityką.

Z mojego punktu widzenia w literaturze poświęconej Kaleckiemu zbyt mało miejsca poświęca się kwestii stosunków produkcji w realnym socjalizmie. Trzeba zwrócić uwagę, że polski ekonomista pracował w systemie o charakterze, delikatnie mówiąc, autorytarnym. W związku z tym nie mógł oficjalnie wypowiedzieć się na temat wpływu antagonizmów klasowych na ceny i podział dochodu narodowego w gospodarce planowej, jak to uczynił, analizując dynamikę kapitalizmu. W marksizmie instytucjonalnym tego okresu twierdzono bowiem, że takie antagonizmy nie występują, a w najlepszym razie mają ograniczony charakter, np. w postaci konfliktu między miastem a wsią.

W literaturze naukowej problematyką konfliktów klasowych w gospodarce centralnie planowanej zajmował się między innymi brytyjski socjolog pracy Bob Arnot (1988), który pisał o zjawisku „negatywnej kontroli robotniczej”. Problem ten pojawiał się, gdy władza chciała zwiększyć wydajność pracowników, nie wprowadzając przy tym nowych technik produkcji i nie zwiększając płac. Pracownicy wówczas uciekali się do rozmaitych form „sabotażu” – spowolnienia tempa wykonywanej pracy, strajków, nagminnego korzystania ze zwolnień lekarskich itd. Zdaniem Arnota pozwalało to pracownikom na zachowanie poczucia kontroli nad własną siłą roboczą w obliczu zwiększenia jej zewnętrznej kontroli. W dłuższej perspektywie wpływało to negatywnie na funkcjonowanie całej gospodarki.

Sięgając chociażby do analiz Lwa Trockiego (1937), można spostrzec, że nawet w perspektywie marksisty gospodarka realnego socjalizmu była naznaczona poważnymi sprzecznościami pomiędzy interesami klasy robotniczej a biurokracją. Stanowiła w rozumieniu Trockiego kastę, która dążyła do przekształcenia się w klasę – czyli w marksistowskim rozumieniu z dopuszczającej się nadużyć warstwy zarządzającej środkami produkcji w ich faktycznych właścicieli.

Nie ma tutaj miejsca na przeprowadzenie szczegółowej analizy teorii Trockiego, jednakże historyczny rozwój i upadek Związku Radzieckiego oraz jego państw satelickich zdaje się potwierdzać zasadnicze konkluzje konkurenta Stalina.

W perspektywie Kaleckiego trudno byłoby nie zauważyć, że liczne walki społeczne, chociażby w Polsce Ludowej, nie mogły pozostać bez wpływu na dochód narodowy. Biurokracja była wyalienowana i nie reprezentowała w rzeczywistości interesów klasy, której oficjalnie była przedstawicielem. Silne i niezależne organizacje robotnicze mogłyby naciskać na zwiększenie produkcji środków konsumpcji kosztem inwestycji przeznaczonych na rozbudowę sił wytwórczych. W rezultacie mogłoby to doprowadzić do zmniejszenia niedoborów i polepszenia sytuacji aprowizacyjnej. Podejmowane przez władzę decyzje o usprawnianiu planowania i polepszeniu sytuacji materialnej społeczeństwa przeważnie były spóźnione i źle przygotowane, czego końcowymi efektami były kapitałochłonność oraz powiększenie deficytu handlowego, a także niekorzystny bilans płatniczy. Problemy te stanowiły przedmiot szczególnej uwagi polskiego ekonomisty (1962/1982, 1963/1982, 1964b/1982).

Kalecki, a także Tadeusz Kowalik byli świadomi tych problemów i pragnęli „reformy przełomowej” realnego socjalizmu, która przynieść miała efekt taki jak podobna reforma kapitalizmu po drugiej wojnie światowej (Kalecki i Kowalik 1971; Kowalik 1989).

Gary Dymski (2014) stwierdził wręcz, że powyżsi autorzy swoimi tezami o „reformach przełomowych” kapitalizmu rozwinęli de facto materializm historyczny. Jego zdaniem przemiany, które nastąpiły po drugiej wojnie światowej w kapitalizmie, dowodziły, że można zrewolucjonizować stosunki produkcji, nie zmieniając reżimu akumulacji. Oznaczałoby to, że realny socjalizm da się zreformować, jeśli zrezygnuje się z centralnego planowania i wprowadzi mechanizm rynkowy, a jednocześnie zachowa system oparty na pełnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych.

Powyższa opinia budzi moje poważne zastrzeżenia. Po pierwsze nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jakakolwiek reforma kapitalizmu „zrewolucjonizowała” stosunki produkcji. Choć ustanowienie państwa dobrobytu i oparte na konsensusie współistnienie klas społecznych można uznawać za zjawisko pozytywne, z perspektywy marksistowskiej nie ma to jednak charakteru rewolucyjnego, to znaczy struktura własności środków produkcji nie uległa zmianie. Po drugie z pism samego Kaleckiego jasno wynika, że decentralizacja i urynkowienie realnego socjalizmu nie mogłyby pozostać bez wpływu na reżim akumulacji. W mojej ocenie byłaby to pewnego rodzaju formacja przejściowa wobec pełnej gospodarki kapitalistycznej.

Bliższy poglądom polskiego ekonomisty byłby raczej sceptycyzm wobec trwałości reform na gruncie obu systemów. Efektywne wprowadzenie w życie jego myśli wymagałoby nie reformy, ale w dużej mierze oddolnej, demokratycznej rewolucji politycznej. Pożądanym efektem byłoby więc zdemokratyzowanie systemu politycznego i pobudzenie oddolnej inicjatywy do wprowadzenia innowacji, których brak odczuwał realny socjalizm w konkurencji z kapitalizmem.

Koresponduje to niejako z jednym z podstawowych zarzutów o naturze antropologicznej skierowanym przeciwko gospodarce socjalistycznej, który został dobrze ujęty w jednej z prac Paula Krugmana:

Podstawowy problem nie był natury technicznej, lecz moralnej. Komunizm zawiódł jako system gospodarczy, ponieważ ludzie przestali w niego wierzyć (…). Możesz nie lubić kapitalizmu, a nawet czuć, że system ten w końcu upadnie, jednocześnie wykonując swoją pracę, ponieważ twoja rodzina potrzebuje pieniędzy, które zarabiasz. Kapitalizm może działać, a nawet rozkwitać w społeczeństwie samolubnych cyników. Jednak nie może być tak w gospodarce nie-rynkowej. Osobiste bodźce, które mają sprawiać, że pracownicy będą dobrze wykonywać swoją pracę, a menedżerowie podejmować dobre decyzje są po prostu zbyt słabe. W ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego robotnicy zdawali sobie sprawę z tego, że dostaną zapłatę niezależnie od włożonego wysiłku, podobnie menedżerowie wiedzieli, że ich awans zależy bardziej od koneksji politycznych niż od ich wydajności; nikt też nie otrzymywał na tyle wysokich nagród, które kompensowałyby zajmowanie niepopularnych stanowisk i podejmowanie ryzyka (1997).

Wypowiedź Krugmana można zinterpretować jako swego rodzaju krytykę polityczną, która uwidacznia, jak istotna jest kwestia postulowanej przez Kaleckiego partycypacji robotników w zarządzaniu gospodarką socjalistyczną. Wydaje się, że brak wolności politycznej umożliwiającej producentom współdecydowanie o sposobie podziału wytworzonego przez siebie dochodu jest czynnikiem podkopującym wiarę w sprawiedliwość i efektywność takiego systemu. W realnym socjalizmie przy jedynie formalnym uspołecznieniu produkcji, po porzuceniu stalinowskiej, surowej dyscypliny w miejscu pracy robotnicy nie posiadali zbyt wielu bodźców do zwiększenia swojej wydajności. Przy wysoce scentralizowanym systemie planowania interesy robotników zainteresowanych zwiększeniem konsumpcji i ogólnego dobrobytu musiały przeciwstawiać się interesom biurokracji partyjnej nastawionej głównie na realizację inwestycję doniosłych głównie pod względem politycznym.

Rację ma amerykański ekonomista, że w gospodarce nierynkowej jednostkowe, osobiste bodźce i motywacje mogą być zbyt słabe, żeby gospodarka ta rozwijała się poprawnie. Dlatego w takim systemie dużo większą rolę mogą odegrać „bodźce kolektywne” odwołujące się do wspólnoty interesów i współodpowiedzialności producentów za losy gospodarki, którą tworzą. W związku z tym proponowane przez wielu marksistowskich ekonomistów wizje realnego uspołecznienia, tzn. rzeczywistej kontroli klasy robotniczej nad środkami produkcji, są dużo bardziej adekwatną odpowiedzią na zarzuty natury antropologicznej. Rzecz jasna z samego faktu przejęcia kontroli nad środkami produkcji przez robotników nie wynika, że wiara w tworzony przez nich system będzie trwała. Trzeba zgodzić się z Krugmanem, a także z Kaleckim, że główny problem gospodarki socjalistycznej nie leży w optymalnym modelu czy też sposobie kalkulacji. Podstawowym warunkiem jej powodzenia jest stworzenie takiej wspólnoty politycznej, która uzasadniałaby wiarę jej członków w racjonalność obranych przez nią rozwiązań ekonomicznych.

Zakończenie

W artykule przedyskutowałem najważniejsze tezy Kaleckiego i jego zwolenników odnośnie do funkcjonowania gospodarki rynkowej i gospodarki centralnie planowanej w kontekście sporów o racjonalność socjalizmu.

Z argumentacji Demirbaga i Haleviego wynika, że rola wiedzy niejawnej może być zdecydowanie przeceniana i nie można jej przypisać takiego znaczenia, jakie przypisywał jej Hayek. Nie odgrywa ona kluczowej roli ani w kapitalizmie, ani w socjalizmie, ponieważ w zasadzie ceny w obu systemach ustalane są odgórnie. Wpływ czynników oddolnych na ceny w obu systemach nie jest efektem aktywności autonomicznych jednostek transmitujących w ten sposób nieskodyfikowaną wiedzę, lecz zorganizowanej walki klasowej, przejawiającej się w aktywności związków zawodowych tudzież potencjalnie innych instytucji pracowniczych, np. rady robotniczej.

Ponadto uwagi polskiego ekonomisty o sposobie tworzenia cen zaprzeczają twierdzeniu Misesa o naturalnej tendencji socjalizmu do izolacji gospodarczej. Kalecki w odróżnieniu od Langego oraz wielu współczesnych socjalistów nie przywiązywał także dużej wagi do stworzenia kompletnego modelu gospodarki socjalistycznej. Bardziej zależało mu na pragmatycznym rozdziale kompetencji pomiędzy biurokrację a klasę robotniczą – adekwatnie do bieżących potrzeb. W tej perspektywie niedobór w gospodarce planowanej był problemem nie tylko przeinwestowania, lecz przede wszystkim złego systemu politycznego i braku autentycznej partycypacji pracowników w procesie zarządzania formalnie tylko uspołecznioną gospodarką.

W tym kontekście trudno zgodzić się z opinią Kazimierza Łaskiego (2014), że Kalecki nigdy nie był marksistą. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Był bliższy marksizmowi bardziej niż twórcy systemu, który próbował naprawić.

 

Wykaz literatury

Adaman, Fikret i Pat Devine. 1997. „On the Economic Theory of Socialism.”, New Left Review 221: 54–80.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2002. „A Reconsideration of the Theory of Entrepreneurship: A Participatory Approach”, Review of Political Economy 23: 329–355.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2006. „The Promise of Participatory Planning. Rejoinder to Hodgson.” Economy and Society 35: 141–147.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 1992. „Participatory Planning.” Science and Society 56: 39–59.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 2002. „In Defence of Participatory Economics.” Science and Society 66: 7–21.

Arestis, Philip. 1996. „Kalecki’s Role in Post-Keynesian Economics: An Overview.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. J.E King. Dordrecht: Kluwer

Arnot, Bob. 1988. Controlling Soviet Labour. Experimental Change from Breznhev to Gorbachev. New York: M.E. Sharpe.

Auerbach, Paul i Dmitris Sotiropoulos. 2014. „Revisiting the Socialist Calculation Debate. The Role of Markets and Finance in Hayek’s Response to Lange’s Challenge.” W Economic Crisis and Political Economy: Volume II of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Ewa Karwowska i Jan Toporowski. New York: Palgrave Macmillan.

Ban, Cornel. 2012. „Sovereign Debt, Austerity, and Regime Change: The Case of Nicolae Caucescu’s Romania.” East European Politics & Societies 26: 743–776.

Barone, Enrico. 1935. „The Ministry of Production in the Collectivist State.” W Collectivist Economic Planning, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Bhaduri, Amit. 2014. „Effective Demand and Path Dependence in Short-and-long-run Growth.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Boettke, Peter. 2002. Calculation and Coordination. Essays on Socialism and Transitional Political Economy. London: Routledge.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1975. Karl Marx and the Close of His System. A Criticism. Clifton: Augustus M. Kelley.

Chilosi, Alberto. 2004. „Kalecki’s Theory of Income Determination and Modern Macroeconomics. A Reconstruction and an Assessment.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. London: Routledge.

Cotrell, Alin i Paul Cockshott. 1993. Toward a New Socialism. Nottingham: Spokesman.

De Soto, Huerta. 2010. Socialism, Economic Calculation and Entrepreneurship. Chaltencham: Edward Elgar.

Devine, Pat. 1992. „Market Socialism or Participatory Planning?”, Review of Radical Political Economy 24: 67–89.

Dyker, David. 2011. Yugoslavia. Socialism, Developement and Debt. New York: Routledge.

Dymski, Gary. 2014. „Kalecki and Kowalik on the Dilemma of «Crucial Reform».” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Hayek, Friedrich. 1996. Droga do zniewolenia. Tłum. zbiorowe. Kraków: Arcana.

Hayek, Friedrich. 1945. „The Use of Knowledge in Society.” American Economic Review 35: 519–530.

Hayek, Friedrich. 1949. „The Competetive «Solution».” W Individualism and Economic Order, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Hockuba, Zbigniew i Marek Brzeziński. 2005. „Oskara Langego syntezy teorii ekonomicznych.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zbigniew Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Hodgson, Goefrey. 1998. „Socialism against Markets? A Critique of Two Recent Proposals.” Economy and Society 27: 407–433.

Hodgson, Goefrey. 2005. „The Limits to Participatory Planning. A Reply to Adaman and Devine.” Economy and Society 34: 141–153.

Ingham, Geofrey. 2004. The Nature of Money. Cambridge: Polity Press.

Jossa, Bruno. 2014. Producer Cooperatives as a New Form of Production. New York: Routledge.

Kalecki, Michał. 1942/1982. „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1943/1979. „Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia.” W idem, Dzieła, t. 1, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946a/1982. „Uwagi o racjonowaniu i systemie cen.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946b/1982. „Uwagi o oszczędnościach i obiegu pieniężnym w Polsce.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946c/1982. „Plany finansowe na II półrocze 1946 r. i na I półrocze 1947 r.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1947/1982. „Alokacja zasobów a ceny.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1954/1980. „Teoria dynamiki gospodarczej.”. W tegoż idem, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956a/1982. „Liberalizacja zarządzania drobnym przemysłem.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956b/1982. „Bodźce w gospodarce socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956c/1982. „Rady robotnicze a centralne planowanie.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957a/1982. „Nie przeceniać roli modelu.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957b/1982. „Uwagi o cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957c/1982. „Schemat nowego systemu bodźców i nakazów.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957d/1982. „Koncern pionowy jako element nowego modelu gospodarczego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958a/1982. „Centralistyczne tworzenie cen jako istotna cecha gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958b/1982. „O cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki M. 1959/1982. „Z zagadnień teorii dynamiki gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962a/1982. „Problemy własnej bazy cen krajów RWPG.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962b/1982. „Zarys metody konstruowania planu perspektywicznego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1963/1982. „O podstawowych zasadach planowania wieloletniego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964a/1982. „Sprawozdanie zespołu do opracowania niektórych problemów związanych z rolą zysku i cen fabrycznych oraz zakresu stosowania tych cen w planowaniu i systemie finansowym.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964b/1982. „Uwagi o planie gospodarczym na lata 1966–1970.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński.. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1971/1980. „Walka klas a podział dochodu narodowego.” W idem, Dzieła, t.2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał i Tadeusz Kowalik. 1971/1980. „Uwagi o «reformie przełomowej».” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne,

Kołodko, Grzegorz i Walter Mc Mahon. 1987. „Stagflation and Shortageflation. A Comparative Approach.” Kyklos 40: 176–197.

Kornai, Janos. 1985. Niedobór w gospodarce. Tłum. Urszula Grzelońska i Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986a. Wzrost, niedobór, efektywność. Makrodynamiczny model gospodarki socjalistycznej. Tłum. Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986b. „The Soft Budget Constraint.” Kyklos 39: 3–30.

Kornai, Janos 1992. The Socialist System. The Political Economy of Communism. Oxford: Oxford University Press.

Kornai, Janos. 2012. „What Economics of Shortage and The Socialist System Have to Say to the (Hungarian) Readers Today: An Introductory Study to the First Two Volumes of the Live’s Work Series.” Acta Oeconomica 62: 365–384.

Kowalik, Tadeusz. 1989. „Toward a Mixed Socialist Economy.” International Journal of Political Economy 19: 56–77.

Kowalik, Tadeusz 1994. „Oskar Lange’s Market Socialism. The Story of an Intellectual Political Career.” W Why Market Socialism?, red. Franklin Roosevelt i David Belkin. New York: M.E. Sharpe.

Kowalik, Tadeusz. 2004. „Oskar Lange – między socjalizmem a kapitalizmem.” W Twórczość naukowa Oskara Langego i jej znaczenie w teorii ekonomii, red. Grzegorz Musiał. Katowice: Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego w Katowicach.

Kowalik, Tadeusz. 2005. „Teoria socjalizmu Oskara Langego w konfrontacji z realiami.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zdzisław Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Kowalik, Tadeusz. 2012. Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu. Warszawa: Książka i Prasa.

Krawczyk, Rafał. 1990. Wielka przemiana. Upadek i odrodzenie polskiej gospodarki. Warszawa: Oficyna Wydawnicza.

Kreisler, Peter i Geoff Harcourt. 2014. „The Failure of Economic Planning. The Role of the Feldman Model and Kalecki’s Critique.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Krugman, Paul. 1997. „Capitalism’s Mysterious Triumph.” http://web.mit.edu/krugman/www/Russia.htm.

Lavoie, Don. 1985. Rivalry and Central Planning. A Re-Examination of The Debate Over Economic Calculation Under Socialism. Cambridge: Cambridge University Press.

Lavoie, Don i Peter Boettke. 2011. Rivalry and Central Planning. New York: Routledge.

Łukawer, Edward 2005. Spór o racjonalność gospodarki socjalistycznej. Kraków: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973a. „O ekonomicznej teorii socjalizmu.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Państwowe Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973b. „Maszyna licząca i rynek.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Łaski, Kazimierz. 2009. Mity i rzeczywistość w polityce gospodarczej i w nauczaniu ekonomii. Warszawa: Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

Łaski, Kazimierz i Herbert Walther. 2014. „Kalecki’s Profits Equation after 80 Years.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mandel, Ernest. 1986. „In Defence of Socialist Planning.” New Left Review 159: 5–37.

Mandel, Ernest. 1988. „The Myth of Market Socialism.” New Left Review 169: 108–120.

McCleay Michael, Amar Radia i Thomas Ryland. 2014. „Money Creation in the Modern Economy.” Bank of England Quarterly Bulletin 1: 14–27.

Michell, Jo. 2014. „The Price Mechanism and the Structure of Income in Kalecki’s Economics and Post-Kaleckian Economics.” W The Legacy of Rosa Luxemburg, Oskar Lange and Michał Kalecki: Volume I of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mises, Ludvig. 2012. Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie. Tłum. Jan Jabłecki. Warszawa: Instytut Misesa.

Mises, Ludvig. 1951. Socialism. An Economic and Sociological Analysis. Yale: J. Cape.

Petrin, Tea i Ales Vahcic. 2002. „Employee Involvement and the Modern Firm.” W Equality, Participation, Transition. Essays in Honour of Branko Horvat, red. Vojislav Franicevic i Milica Uvalic. London: St. Martins Press.

Nuti, Marco. 1986. „Michal Kalecki’s Contribution to the Theory and Practice of Socialist Planning.” Cambridge Journal of Economics 10: 333–353.

Osiatyński, Jerzy. 1982. „Dodatek 4.” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Osiatyński, Jerzy. 1988. Michał Kalecki o gospodarce socjalistycznej. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Osiatyński, Jerzy. 2006. „Michał Kalecki (1899–1971).” Gospodarka Narodowa 6: 1–30.

Osiatyński, Jerzy. 2015. „Kalecki a «złota reguła akumulacji».” Ekonomista 4: 453–463.

Polanyi, Michael. 1962. Personal Knowledge. Towards a Post-critical Philosophy. Chicago: University of Chicago Press.

Polanyi, Michael. 1967. The Tacit Dimension. New York: University of Chicago Press.

Reynolds, Peter J. 1996. „Kalecki’s Theory of Prices and Distribution.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. W.J. Samuels i W. Darrity. Dordrecht: Kluwer.

Robbins, Lou. 2007. The Great Depression. London: Ludvig von Mises Institute.

Sardoni, Claudio. 2011. Unemployment, Recession and Effective Demand. The Contributions of Marx, Keynes and Kalecki. Cheltencham: Edward Elgar.

Stiglitz, Joseph. 1996. Whither Socialism? Cambridge: Cambridge University Press.

Szego, Andrea. 1992. „The Logic of a Shortage Economy. A Critique of Kornai from a Kaleckian Macroeconomic Perspective.” Journal of Post-Keynesian Economics 13: 328–336.

Temkin, Gabriel. 2008. Dyskusje o gospodarce socjalistycznej. Marks–Lange–Mises–Hayek. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Toporowski, Jan. 1992. „Two Enigmas in Kalecki’s Methodology.” History of Economics Review 16: 90–96.

Toporowski, Jan. 1996. „Kalecki, Marx and the Economics of Socialism.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. John E. King. Dordrecht: Kluwer.

Toporowski, Jan. 2004. „Kalecki’s Arguments for Socialism.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zdzisław Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Trocki, Lew. 1937. The Revolution Betrayed. What is the Soviet Union and Where is it Going? Detroit: Labor Publications.


Damian Winczewski – absolwent filozofii na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie doktorant filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim, gdzie przygotowuje rozprawę poświęconą Róży Luksemburg. Zajmuje się filozofią marksistowską oraz heterodoksyjną ekonomią polityczną.

DANE ADRESOWE:

Wydział Humanistyczny

Uniwersytet Szczeciński

Krakowska 71-79

71-017 Szczecin

EMAIL: damian.winczewski@gmail.com

 

CYTOWANIE:  Winczewski, Damian. 2017. Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.9

 

AUTHOR: Damian Winczewski

TITLE: Michał Kalecki and the Problem of Rational Allocation of Resources in Socialism

ABSTRACT: The aim of this article is the reconstruction of the views of Michael Kalecki and his followers on rational calculation and allocation of resources in a socialist economy, and also to try to compare their statements with the views of both supporters of capitalism, as well as alternative models of socialism. In this matter the piece examines articles of Polish economists on the pattern formation of prices in capitalism and socialism, the role of the working class and the system of incentives and economic governance. In this paper, we have also discussed the views of the authors who, based on the work of Kalecki, took up a controversy with a circulation narrative explaining the failure of socialism. The conclusion that flows from the preceding analysis is as follows: Real capitalism and real socialism struggle with problems of imperfect information, and soft budgets; a particular model of economic management in this regard is not the direct cause of the failure of the socialist project. In addition to the problem of innovation and optimal investment, from the Kaleckian perspective, a fundamental problem of socialism appears to be the appropriate relations of production in the Marxist sense, understood as democratization of the relationship between the working class and the production management layer.

KEYWORDS: central planning, price regulation, investment, allocation of resources.

Mikołaj Ratajczak – Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy?

Recenzja książki Guya Standinga Basic Income: And How Can We Make It Happen, Penguin Books 2017.

Abstrakt: Tekst jest recenzją książki Guya Standinga, stanowiącej przystępne i kompleksowe wprowadzenie do problematyki bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP). Autor przygląda się, w kontekście niedawnych publikacji Standinga, dwóm najważniejszym liniom argumentacyjnym za wprowadzeniem BDP: z jednej strony analizy „korupcji” współczesnego kapitalizmu, a z drugiej – przedstawienia BDP jako obywatelskiego prawa do bycia wolnym od dominacji.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, kapitalizm, prekariat, republikanizm, walka klasowa

 

Z pewnym pozytywnym zdziwieniem przeczytałem niedawno w magazynie Dissent artykuł Alyssy Battistoni The False Promise of Universal Basic Income (Battistoni 2017). Battistoni jest redaktorką Jacobina, na którego łamach publikowano już artykuły na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) – w najlepszym razie utrzymane w duchu sympatyzującego sceptycyzmu. Tekst Battistoni jednak, mimo jednoznacznego w wymowie tytułu, okazuje się dużo bardziej subtelny, wręcz dialektyczny w swojej argumentacji: z jednej strony autorka słusznie dystansuje się wobec klimatu intelektualnego, który BDP przedstawia jako swego rodzaju post-ideologiczne, naturalne czy wręcz czysto techniczne rozwiązanie, idealnie skrojone pod potrzeby współczesnego kapitalizmu. Z drugiej – uznaje postulat wprowadzenia BDP za dobry punkt wyjścia dla lewicowej polityki, także tej radykalnej, która musi się zmierzyć z zadaniem polegającym nie tyle nawet na „wynajdywaniu przyszłości”, co po prostu na walczeniu o nią. Artykuł Battistoni należy potraktować jako kolejny dowód na to, że BDP stał się obecnie w zasadzie niemożliwym do pominięcia elementem debaty o obecnym kryzysie kapitalizmu, państwa dobrobytu, ruchu związkowego oraz o programie gospodarczym (i społecznym) lewicy. Zresztą nie tylko lewicy – kryzys kapitalizmu i państwa dobrobytu jest oczywisty także dla bardziej rozgarniętych konserwatystów i liberałów; z tego względu również rządy prawicowo-centrowe flirtują lub wręcz eksperymentują z BDP (najwymowniejszy jest tu oczywiście przykład Finlandii).

W takim klimacie ideologicznym, prędzej czy później, musiała pojawić się książka, będąca zgodnie z tytułem „wprowadzeniem” do koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego (Standing 2017). Równie pewne było też to, że taką książkę napisze Guy Standing – brytyjski ekonomista, znany również w Polsce głównie dzięki dwóm książkom o prekariacie (Standing 2014, 2015), jeden z założycieli Basic Income European Network w 1986 roku (potem Basic Income Earth Network), który od wielu lat działa na rzecz wprowadzenia BDP zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Ukazanie się takiej książki – do tego w renomowanym wydawnictwie Penguin Books – będzie z pewnością świetnym przyczynkiem do dyskusji na temat zasadności i możliwości wprowadzenia BDP w różnych krajach na świecie (w tym, miejmy nadzieję, również w Polsce). W tym tekście chciałbym jednak przyjrzeć się dokładnie argumentacji Standinga na rzecz BDP, gdyż „wprowadzeniowy” charakter książki może stworzyć złudzenie, że przedstawiania przez autora perspektywa jest najbardziej ogólną, najbardziej podstawową lub wręcz „jedyną słuszną” argumentacją na rzecz BDP (czy też jego lewicowej wersji). Nie chodzi tutaj o dyskutowanie szczegółowych tez Standinga, lecz o zarysowanie dwóch najważniejszych linii jego argumentacji na rzecz BDP: krytyki „korupcji kapitalizmu” oraz przedstawienia dochodu jako prawa zabezpieczającego republikańską wolność od dominacji. Jest to istotne również z tego względu, że obecnie potrzebne są przede wszystkim dwa rodzaje dyskusji o BDP – z jednej strony, co podkreślaliśmy z Maciejem Szlinderem i Ryszardem Szarfenbergiem (Ratajczak, Szlinder, Szarfenberg 2017), należy przestać już dyskutować o tym, czy wprowadzenie BDP ma w ogóle sens – bo ma – i czy w ogóle jest możliwe – bo jest – a zamiast tego skupić się na dziejących się obecnie eksperymentach i programach pilotażowych, postarać się sformułować jak najwięcej empirycznie czy teoretycznie ugruntowanych wniosków na temat możliwego wpływu BDP na społeczeństwo i gospodarkę; z drugiej jednak strony potrzebna jest dyskusja nieograniczająca się do samego dochodu podstawowego, jego specyfiki i warunków realizacji, lecz analizująca, jak ewentualne wprowadzenie BDP wpłynie na definicję i funkcjonowanie podstaw obecnego porządku polityczno-prawnego, w rodzaju obywatelstwa, roli państwa i biurokracji, znaczenia pracy dla wyznaczania roli społecznej, podziału na sferę prywatną i publiczną itd.

Idea, by wszystkim obywatelom i obywatelkom, a nawet rezydentom i rezydentkom zapewnić bezwarunkowy, powszechny dochód podstawowy – wypłacaną w regularnych odstępach czasu przez państwo lub władzę samorządową określoną sumę pieniędzy wystarczającą do przeżycia – nie jest ideą nową. W historii pojawiała się ona regularnie przynajmniej od końca XVIII wieku (jeśli nie dużo, dużo wcześniej): w swoim dziele Agrarian Justice z 1795 roku Thomas Paine projektował mechanizm redystrybucji w postaci czegoś, co moglibyśmy nazwać dotacją kapitałową, a także emerytury obywatelskiej, zaś współczesny mu radykał, Thomas Spence rozwinął ideę renty gruntowej, która powinna być wypłacana wszystkim z racji przywłaszczenia gruntów – wspólnego dobra ludzkości – przez pojedyncze osoby. Program Spence’a był swego rodzaju radykalnym reformizmem: nie naruszał samej instytucji prywatnej własności ziemi, ale podkreślał jej negatywne społeczne efekty, którym renta gruntowa miała zapobiegać. Ten duch radykalnego reformizmu pojawiał się praktycznie za każdym razem, gdy formułowana jakąś wersję dochodu podstawowego – u Charles’a Fouriera, Josepha Charliera, Henry’ego George’a czy nawet Bertranda Russella – i w oczywisty sposób stał wówczas w sprzeczności z programem rozwiniętym przez marksizm, w którym polityce skupionej na redystrybucji przeciwstawiano uspołecznienie czy upaństwowienie środków produkcji. Stanowisko Marksa brało się z jego analiz postępującego uspołecznienia procesu produkcji w kapitalizmie i technologicznego rozwoju środków produkcji. W Krytyce Programu Gotajskiego podkreślał wyraźnie, że przesądem ekonomii burżuazyjnej jest to, iż podział środków spożycia jest niezależny od podziału środków produkcji – tak więc jedynie przez zmianę stosunków własności tych ostatnich możliwe jest stworzenie komunistycznego społeczeństwa.

Dyskusja wokół radykalnego programu redystrybucji – zapewniania każdej i każdemu finansowych środków wystarczających na przeżycie – przebiega dzisiaj inaczej i to z paru względów. Jednym z nich jest przechwycenie idei gwarantowania dochodu przez neoliberalną prawicę, co było z pewnością reakcją na powojenny rozwój państwa dobrobytu, którego nie dało się nie traktować jako zwycięstwa klasy robotniczej (lub przynajmniej częściowej akceptacji jej postulatów w celu powstrzymania kryzysu i wprowadzenia państwowego zarządzania reprodukcją kapitału, zob. Hardt, Negri 1994, De Angelis 2000). W 1962 roku Milton Friedman w swojej słynnej książce Kapitalizm i wolność (Friedman 2008) rozwinął koncepcję „negatywnego podatku dochodowego”, która do dzisiaj bywa mylona z dochodem podstawowym. Obecnie na libertariańskiej prawicy dochód podstawowy propaguje Charles Murray, który podobnie jak Friedman traktuje BDP jako narzędzie demontażu państwowych form ochrony socjalnej (Murray 2006). W jego ujęciu BDP miałby zostać wprowadzony zamiast jakichkolwiek publicznych usług w postaci służby zdrowia, darmowej edukacji itd., choć, gdy policzy się wszystkie wydatki, jakie jednostka musiałaby ponosić w sytuacji pełnej komercjalizacji tych usług, to okaże się, że propozycja Murraya nie spełnia ram definicyjnych BDP – transfer pieniężny nie wystarczyłby wówczas na pokrycie wszystkich niezbędnych potrzeb. Z drugiej strony również niektórzy współcześni przedstawiciele lewicy marksistowskiej są mniej lub bardziej zagorzałymi zwolennikami BDP. Swoje poparcie argumentują często transformacją współczesnych form pracy i produkcji oraz kryzysem istniejących postaci państwa dobrobytu, przy czym BDP jest przez nich traktowany jako co najwyżej chwilowa reforma kapitalizmu, narzędzie w walce klasowej (Hardt, Negri 2012, zob. także wypowiedź Negriego o programie Benoîta Hammona w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, Negri 2017). Na szeroko rozumianej lewicy stosunek do BDP jest jednak co najmniej ambiwalentny – i to nawet nie zawsze z tych samych powodów, dla których przeciwny BDP byłby Marks. Jedni argumentują za BDP, kładąc nacisk na postępującą automatyzację i konieczność zapewnienia źródła dochodu osobom, które za chwilę będą pozbawione pracy (np. Mason 2015, w duchu akceleracjonistycznego optymizmu Srnicek, Williams 2016) lub ogólnie na konieczność stabilizacji gospodarki cyfrowej (zob. np. Pulkka 2017). Teoretycy kapitalizmu kognitywnego idą dalej i wychodząc od lektury „Fragmentu o maszynach” w duchu włoskiego marksizmu autonomistycznego (Negri 1991, Virno 1992), argumentują, że wprowadzenie BDP byłoby inwestycją w główne źródło wartości we współczesnym kapitalizmie, mianowicie „masową intelektualność” (Vercellone 2007), ucieleśniony intelekt powszechny, którego produktywność znacząco zwiększyłaby się dzięki dochodowi podstawowemu (Fumagalli, Lucarelli 2014, Szlinder 2014). Nie brak także na lewicy bardziej „klasycznej” argumentacji za dochodem podstawowym, odwołującej się do analiz kapitalizmu Róży Luksemburg lub Michała Kaleckiego, której trzonem jest wskazywanie potencjalnie propopytowego efektu dochodu podstawowego, a także polepszenia pozycji przetargowej pracowników najemnych, w tym również w sytuacji strajku (zob. Manjarin, Szlinder 2016).

Te różne stanowiska i perspektywy argumentacji za BDP mają wiele wspólnego – większość z nich stwierdza koniec fordyzmu, charakterystycznego dla niego modelu akumulacji, a w związku z tym również koniec skuteczności modeli regulacji gospodarki charakterystycznych dla tego etapu rozwoju kapitalizmu. Wiele lewicowych zwolenników i zwolenniczek BDP wskazuje na szerzące się zjawisko prekaryzacji, postępującego uelastycznienia form zatrudnienia, działającego na korzyść kapitału czy nadmierną dominację kapitału finansowego. Standing nie jest tutaj wyjątkiem. Według brytyjskiego ekonomisty bezwarunkowy dochód podstawowy jest niezbędny z racji postępującej „korupcji kapitalizmu”, jak głosi tytuł jego poprzedniej książki (Standing 2016). Pozostając bardziej w tradycji zapoczątkowanej Wielką transformacją Polanyi’ego niż Kapitałem Marksa, Standing przygląda się różnym zjawiskom, pogłębiającym „wykorzenienie” współczesnej gospodarki ze stosunków społecznych, a także nowym zjawiskom gospodarczym, które to właśnie BDP czynią potencjalnie najbardziej skutecznym mechanizmem stabilizującym i regulującym gospodarkę. Czytelniczkom zainteresowanym tymi kwestiami należy przede wszystkim polecić rozdział 4 („Zmniejszając ubóstwo, nierówność i niepewność”), 5 („Argumenty ekonomiczne”) oraz 8 („Skutki dla świata pracy”) recenzowanej tutaj publikacji. W nich znajdziemy kluczowe uwagi Standinga, które niemniej znane są w dużej mierze z jego analiz prekariatu.

Punktem wyjścia jest tutaj stwierdzenie, że we współczesnej gospodarce coraz rzadziej praca jest skuteczną drogą wyjścia z ubóstwa i zapewnienia dobrobytu. Wiąże się to z powolnym końcem ścisłego podziału na czas pracy i czas wolny od pracy, wzrostem aktywności niezbędnych do zapewnienia sobie pracy zarobkowej (jak ujmuje to Standing, trzeba obecnie wykonać więcej nieodpłatnej „work”, by móc świadczyć „labour”, pracę najemną) oraz gwałtownym wzrostem niepewności na rynku pracy i zagrożenia utraty dochodów – ponieważ w gospodarce opartej na usługach, zwłaszcza w dobie gwałtownie rozwijających się platform cyfrowych zapośredniczających stosunki pracy, płaci się coraz częściej jedynie za wykonaną usługę lub dzieło, nie zaś ogólnie za czas pracy, który dana osoba poświęciła na znalezienie danego zlecenia, przygotowanie się do niego, realizację itd. Standing podkreśla, że w wyniku ostatniego kryzysu finansowego stopa osób biednych na świecie wzrasta, a w krajach rozwiniętych coraz więcej osób znajduje się poniżej progu ubóstwa bezwzględnego. Częściowo za ten stan rzeczy winą obarcza nieskuteczne mechanizmy pomocy socjalnej, które w większości są uzależnione od dochodów. W efekcie podjęcie zatrudnienia – coraz częściej tymczasowego, elastycznego, „śmieciowego” – wiąże się z olbrzymią, sięgającą nawet 100% efektywną stopą opodatkowania. Oznacza to, że w momencie podjęcia zatrudnienia należy nie tylko płacić podatek związany z dochodem, ale także traci się przysługujące świadczenia, w efekcie dostając niewiele więcej pieniędzy przy konieczności poświęcania czasu dla celów zarobkowych. BDP w przeciwieństwie do wielu istniejących świadczeń cechowałby się dużo większą przejrzystością, brakiem stygmatyzacji (ponieważ przyznawany byłby każdej osobie) i „efektywną” stopą opodatkowania, nieprzekraczającą stopy podatku dochodowego.

Standing stwierdza wprost, że wprowadzenie BDP doprowadziłoby dzisiaj do zmniejszenia stopy ubóstwa (co jest w zasadzie oczywiste), a także zmniejszenia poziomu nierówności i niepewności. Istotna jest tutaj relacja między nierównością i niepewnością – Standing podkreśla, że to właśnie nierówność dystrybucji bezpieczeństwa jest dzisiaj kluczowym elementem „korupcji” kapitalizmu. Nierówna dystrybucja pewności oznacza bowiem nie tylko nierówność dochodów, ale także nierówny dostęp do usług publicznych, zabezpieczenia na wypadek utraty pracy oraz możliwości kontroli własnego czasu (co związane jest z przymusem podporządkowywania się różnym mechanizmom testowania i kontroli). Tutaj znowu dotykamy kwestii końca modelu regulacji kapitału przemysłowego, w którym poziom ryzyka możliwy był do mierzenia za pomocą różnych metod aktuarialnych. Dzisiaj, twierdzi Standing, niepewność staje się w zasadzie niemierzalna, tym bardziej potrzebne stają się więc takie programy, które zapewniałyby bezpieczeństwo w sposób bezwarunkowy, a nie opierałyby się na jakichkolwiek metodach pomiaru. BDP jest właśnie takim programem. Standing zwraca również uwagę na konieczność dokładnego zaprojektowania relacji między BDP a istniejącymi świadczeniami społecznymi. Nierówność ma bowiem szansę zniknąć wtedy, gdy nienaruszone pozostaną te programy, które w szczególności chronią przed największą niepewnością egzystencjalną, takie jak świadczenia chorobowe, dla osób niepełnosprawnych czy różnego rodzaju dodatki, np. mieszkaniowe. W tym punkcie autor dochodzi do zasadniczej kwestii, która rzadko pojawia się w dyskusjach (zwłaszcza tych powierzchownych) nad BDP – z jednej strony dochód podstawowy ma tę zaletę, że jest bardzo prostym, bardzo przejrzystym systemem redystrybucji, z drugiej jednak jego wprowadzenie musi z konieczności wziąć pod uwagę to, co Anthony Atkinson nazywał „porządkiem instytucjonalnym” (Atkinson 2017, 411), czyli istniejący systemem świadczeń społecznych – i w odniesieniu do tego ostatniego trzeba decydować, jakie inne świadczenia zachować, zmienić itd. Oznacza to, że w przypadku każdego kraju wprowadzenie BDP będzie wyglądało trochę inaczej (także ze względów politycznych). I choć samej kwestii wprowadzenia BDP Standing poświęca dużo uwagi w książce, można by jednak oczekiwać, by nieco szerzej omówił problem „porządku instytucjonalnego”.

Argumentację ekonomiczną Standinga można zatem podsumować stwierdzeniem, że istniejące postacie „zakorzeniania” gospodarki kapitalistycznej są coraz bardziej nieskuteczne, przez co rosną poziomy ubóstwa, nierówności i niepewności. BDP zaś mógłby stanowić podstawę nowego systemu redystrybuującego bogactwo, a przez to i bezpieczeństwo. Co więcej, według Standinga BDP mógłby również służyć jako mechanizm antycykliczny, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę propozycję brytyjskiego ekonomisty, by BDP uzupełnić o komponent „stabilizacyjny” (więcej na ten temat w Standing 2011). Zagadnienie stabilizacji gospodarki jest być może najbardziej problematyczne, zwłaszcza, że obejmuje wiele różnych kwestii – nie tylko kryzysową naturę współczesnego kapitalizmu, ale także problem automatyzacji, finansjalizacji itd. Wydaje się, że aby BDP rzeczywiście funkcjonował jako stabilizator gospodarki, jego wprowadzenie powinno być powiązane z regulacją mechanizmów, które są dzisiaj odpowiedzialne za gwałtowną niestabilność gospodarek – w tym przede wszystkim rynków finansowych, kapitałowych, nieruchomości itd. Jest to kwestia stworzenia odpowiedniego systemu regulacji i opodatkowania, który wraz z BDP byłby w stanie wyeliminować chyba największą plagę współczesnego kapitalizmu – powrót renty.

Wydaje się, że zasadniczą wagę ekonomicznych argumentów Standinga zrozumiemy w pełni wtedy, gdy jego wprowadzenie do idei BDP przeczytamy jednocześnie ze wspomnianą już książką o korupcji kapitalizmu (Standing 2016). To w niej bowiem autor śledzi powrót renty we współczesnym kapitalizmie, który to mechanizm prawdopodobnie w największym stopniu odpowiada za ową „korupcję”: od mnożenia się form ochrony własności intelektualnej (i zysków czerpanych z tejże własności), przez mechanizmy wyciskania spekulacyjnej wartości z sekurytyzacji długu, po całkowicie skorumpowane mechanizmy „trollingu patentowego” lub pozywania państwa przez korporacje za utracone potencjalne zyski. Jak pokazuje też Standing, funkcjonujące systemy subsydiowania kapitału, wprowadzania coraz to nowych ulg podatkowych (w tym np. dopłat dla osób kupujących mieszkania pod wynajem!), po bezpośrednie zasilanie kapitału publicznymi środkami na drodze chociażby luzowania ilościowego decydują o tym, że państwa przyczyniają się współcześnie do postępującej korupcji kapitalizmu. Wprowadzenie BDP w tym kontekście można przedstawić krótko, jako odwrócenie trendu przekazywania pieniędzy kapitałowi na rzecz „luzowania ilościowego dla ludzi” – i to w sposób bezpośredni i bezwarunkowy, który zabezpieczałby przed innym mechanizmem korupcji współczesnych regulacji gospodarki, a mianowicie tym, że przy skomplikowanych, opartych na testowaniu środków lub zachowaniu świadczeniach olbrzymi odsetek (różny w zależności od kraju) osób do nich uprawnionych ostatecznie tych świadczeń nie pobiera (Atkinson 2017, 347-348).

Kluczowe są tu wszystkie cechy BDP: jego bezwarunkowość, regularność, bezpośredniość, wysokość zapewniająca minimum do przeżycia oraz fakt, że jest on wypłacany zanim wystąpi problem ubóstwa (zob. Szlinder 2017). To te cechy sprawiają, że BDP jest w stanie naprawić „korupcjogenny” charakter współczesnych systemów świadczeń społecznych, zmniejszyć stopę ubóstwa i nierówności, zwiększyć bezpieczeństwo. Żadna z tych cech jednak nie czyni BDP na tyle wyjątkowym, by mógł to być jedyny program świadczeń – co Standing wyraźnie podkreśla. Czyni go jednak dobrą podstawą całego systemu świadczeń, lepszą na przykład od postulowanego przez Atkinsona „dochodu partycypacyjnego”, w którym wypłacanie dochodu podstawowego uzależnione miałoby być od różnych form pracy na rzecz społeczności (Atkinson 2017, 361). W przypadku dochodu partycypacyjnego nie uniknęlibyśmy bowiem problemu paternalizmu, a wszelkie zaoszczędzone pieniądze – pochodzące z niewypłacania dochodu wszelkiego rodzaju rzekomym „leniom” czy „darmozjadom”, którzy według oceniających ich urzędników nie przyczynialiby się w żaden sposób do polepszenia dobrobytu swojej społeczności, zostałyby prawdopodobnie pochłonięte przez koszty obsługi programu. Nie możemy bowiem zapominać, że choć BDP ma być wypłacany przez państwo, to integralną częścią całego pomysłu jest lewicowa z ducha krytyka biurokracji i paternalizmu urzędniczego, która postuluje nie tyle indywidualizm i neoliberalne pojmowanie „odpowiedzialności” (jak robi to Murray), lecz uderza w rozrost bezsensownych procedur, które zabierają jedynie czas i są same w sobie bezsensowne (Graeber 2016).

Krytyką paternalizmu przechodzimy do drugiej linii argumentacji Standinga za BDP – a mianowicie ujęcia BDP nie tylko jako programu świadczeń, jako techniki walczenia z korupcją kapitalizmu, ale jako prawa, równoważnego w zasadzie innym prawom obywatela. Argumentacja ta poprzedza w recenzowanej książce analizy współczesnego kapitalizmu, ale chciałem do niej przejść na końcu z racji jej logicznego charakteru. O ile bowiem, używając języka etyki Kantowskiej, argumentacja ekonomiczna jest hipotetyczna – to znaczy ustawia ona dochód podstawowy jako narzędzie do realizacji pewnego celu, którym jest zwalczanie ubóstwa, zmniejszanie nierówności czy stabilizacja gospodarki – o tyle argumentacja za dochodem podstawowym jako prawem jest kategoryczna, czyli ustawia ona dochód podstawowy jako cel sam w sobie, jako bezwarunkowe prawo obywatela. Jest to dość istotna logiczna różnica – przy przyjęciu wyłącznie argumentacji ekonomicznej, moglibyśmy założyć, że kiedyś dochód podstawowy będzie mógł zostać zmieniony na inne świadczenie, lub zostać zawieszony po hipotetycznej „naprawie” kapitalizmu. Standing jednak się tutaj nie zatrzymuje. Wychodząc od fundamentalnego dla liberalizmu pytania o wolność, wpierw odrzuca jej libertariańskie ujęcie (obecne m.in. u Murraya), zgodnie z którym wolność polega na całkowitej niezależności indywiduum w jego działaniu, a które ostatecznie popada w niebezpieczny paternalizm, zakładając pewne określone rodzaje zachowań za „właściwe”, „dojrzałe” itd. i tym samym zasługujące na wspieranie (w przeciwieństwie do innych „niedojrzałych” zachowań, przypadkowo tylko charakteryzujących najczęściej klasy wykluczone i podporządkowane). Standing przyjmuje stanowisko republikańskie, zgodnie z którym wolność jest przede wszystkim wolnością od dominacji. Nie jest oczywiście jedynym na lewicy, który argumentuje za BDP z pozycji republikańskich (zob. chociażby Casassas 2008, Domènech, Raventós 2008, Marczewski 2014), niemniej warto podkreślić, że jego wizja BDP jest powiązana również z chęcią progresywnego przeformułowania relacji między obywatelem i państwem, samych podstaw obywatelstwa. Zresztą nie jest to dla tego autora nowe podejście – już w swojej drugiej książce o prekariacie (Standing 2015) podkreślał, że prekaryzacja dotyczy w równym stopniu pozycji na rynku, co statusu prawnego (dlatego też interesowali go zarówno „prekariusze”, jak i „zbywatele” [ang. „denizens”], osoby pozbawione pełni praw obywatelskich).

To podkreślenie kategorycznego wymiaru BDP jako obywatelskiego, politycznego prawa otwiera siłą rzeczy olbrzymie spektrum problemów, które z oczywistych względów mogą być tylko w niewielkim stopniu poruszone w książce, będącej wprowadzeniem do problematyki. Są to takie kwestie jak chociażby warunki odbierania BDP (np. osobom, które trafiają do więzienia za ciężkie przestępstwa), wypłacania BDP nie tylko obywatelom czy obywatelkom, ale również rezydentom czy rezydentkom (pod jakimi warunkami? na jaki okres lub po jakim czasie?), czy też podstawowej relacji wiążącej osoby uprawione do BDP z państwem, która miałaby decydować o utracie uprawnienia (nabycie innego obywatelstwa, przeprowadzka do innego kraju lub płacenie w innym kraju podatków?). Standing w odpowiednich miejscach książki wskazuje na to, że takie kwestie trzeba będzie rozstrzygnąć, nie pozostawia jednak wątpliwości, jakie rozwiązania najbardziej by go zadowalały. Jego republikanizm jest przy tym konsekwentny – jak już się powiedziało „a” (dochód podstawowy jest prawem do bycia wolnym od dominacji i przymusu), to należy powiedzieć „b” (dochód podstawowy jest prawem, którego nie można odebrać i które powinno przysługiwać także osobom rezydującym w danym państwie).

Dzięki połączeniu tych dwóch wymiarów – ekonomicznego i prawno-politycznego – książka Standinga zapewnia dobre wprowadzenie do tego, jak jednocześnie prostą ideą jest bezwarunkowy dochód podstawowy i na jakie komplikacje natrafiamy, gdy rozważamy w szczegółach jego wprowadzenie. Dzięki rozdziałom, które analizują możliwości sfinansowania BDP oraz rozważają trudności związane z polityczną walką o jego wprowadzenie, a także komentują obecne eksperymenty z tą koncepcją, czytelniczka jest z pewnością lepiej wprowadzona do tematu niż gdyby miała po kolei czytać o różnych stanowiskach w trwającej już od dłuższego czasu debacie na temat tego, czy powinno istnieć coś takiego, jak „darmowy lunch”. Ta szersza perspektywa uświadamia nam, że idea BDP nie powinna być sprowadzona do samej technicznej kwestii „jak wprowadzić” i „czy da się wprowadzić”. BDP dotyka fundamentalnych kwestii dotyczących porządku polityczno-społeczno-gospodarczego i przez to zmusza nas także do przemyślenia podstawowych pojęć, które organizują nasze myślenie o polityce i naszą wyobraźnię polityczną. Dla lewicy, zwłaszcza lewicy marksistowskiej, nie musi to oznaczać porzucenia walki klasowej jako głównej kwestii, wręcz przeciwnie – idea zagwarantowania każdemu i każdej środków do życia powinna być uznana za wartościowe narzędzie walki z różnymi formami opresji, dominacji i wyzysku. Otwiera to też nowe obszary pytań: na ile wprowadzenie BDP mogłoby wzmocnić (lub też na ile osłabić) możliwości organizacji i mobilizacji pracowniczej; czy mogłoby stać się punktem wyjścia do organizacji osób najsilniej dotkniętych prekaryzacją (a tym samym najbardziej odczuwającym niepewność); a także czy mogłoby wzmocnić pozycję osób wykonujących pracę opiekuńczą, afektywną i reprodukcyjna i w efekcie włączyć ich postulaty do programów partii lewicowych i związków zawodowych. Ostatecznie trzeba będzie jednak zadać sobie podstawowe pytanie: co jest stawką walki klas? Świat gwarantujący pracę najemną czy może jednak świat wolny od przymusu pracy?

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony W. 2017. Nierówności. Co da się zrobić? Przeł. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Battistoni, Alyssa. 2017. „The False Promise of Universal Basic Income.” Dissent Magazine, Spring 2017. https://www.dissentmagazine.org/article/false-promise-universal-basic-income-andy-stern-ruger-bregman

Casassas, David. 2008. „Basic Income and the Republican Ideal. Rethinking Material Independence in Contemporary Societies.” Basic Income Studies 2(2): 1-7.

De Angelis, Massimo. 2000. Keynesianism, Social Conflict and Political Economy. London: Macmillan.

Domènech, Antoni, i Daniel Raventós. 2008. „Property and Republican Freedom: An Institutional Approach to Basic Income.” Basic Income Studies 2(2): 1-8.

Friedman, Milton. 2008. Kapitalizm i wolność. Przeł. Bartosz Sałbut. Gliwice: Onepress.

Fumagalli, Andrea, Stefano Lucarelli. 2014. „Dochód podstawowy a wydajność w kapitalizmie kognitywnym.” Przeł. Krystian Szadkowski. Praktyka Teoretyczna 2(12): 79–104.

Graeber, David. 2016. Utopia regulaminów. O technologii, tępocie i ukrytych rozkoszach biurokracji. Przeł. Marek Jedliński. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Hardt, Michael, Antonio Negri. 1994. Labor of Dionysus. A Critique of the State-Form. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Hardt, Michael. Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Przeł. „Praktyka Teoretyczna”. Kraków: korporacja ha!art.

Manjarin, Edgar, Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–59.

Marczewski, Paweł. 2014. “Nie-Dominacja jako niezależność socjoekonomiczna. Neorepublikańskie argumenty za Bezwarunkowym Dochodem Podstawowym.” Praktyka Teoretyczna 2(12): 41-58.

Mason, Paul. 2015. PostCapitalism. A Guide to our Future. London: Allen Lane.

Murray, Charles. 2006. In Our Hands. A Plan To Replace The Welfare State. Washington D.C.: AEI Press.

Negri, Antonio. 1991. Marx beyond Marx. Lessons on the Grundrisse. Przeł. Harry Cleaver, Michael Ryan, Maurizio Viano, London: Pluto Press.

Negri, Antonio. 2017. „Benoît Hamon and Universal Basic Income.” http://www.versobooks.com/blogs/3109-benoit-hamon-and-universal-income

Pulkka, Ville-Veikko. 2017. „A free lunch with robots – can a basic income stabilise the digital economy?” Transfer: European Review of Labour and Research June-15-2017: 1–17.

Ratajczak, Mikołaj, Maciej Szlinder, Ryszard Szarfenberg. 2017. „Lekarstwo na kryzys kapitalizmu.Dziennik Gazeta Prawna 4: A9–A10.

Srnicek, Nick, Alex Williams. 2016. Inventing the Future. Postcapitalism and a World Without Work. London: Verso.

Standing, Guy. 2011. „Responding to the crisis. Economic stabilization grants”. Policy & Politics 39(1): 9–25.

Standing, Guy. 2014. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa. Przeł. Krzysztof Czarnecki, Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2015. Karta prekariatu. Przeł. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism. Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. London: Biteback Publishing.

Standing, Guy. 2017. Basic Income. And How Can We Make It Happen. London: Penguin Books.

Szlinder, Maciej. 2014. „Od sprawiedliwości do warunku transformacji: dochód podstawowy w kapitalizmie kognitywnym”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 105–142.

Szlinder, Maciej. 2017. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym.” Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111 (I/2017): 27-31.

Vercellone, Carlo. 2007. „From Formal Subsumption to General Intellect. Elements for a Marxist Reading of the Thesis of Cognitive Capitalism.” Historical Materialism 15 (1): 13–36.

Virno, Paolo. 1992. „Quelques notes à propos du general intellect.” Przeł. Gisèle Donnard. Futur Antérieur 10: 45–53.


Mikołaj Ratajczakpracownik Zespołu Filozofii Kultury IFiS PAN, redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. W latach 2012-2015 wydawca filozofii i nauk społecznych w Wydawnictwie Naukowym PWN. Autor licznych artykułów naukowych w polskich i zagranicznych wydawnictwach poświęconych zagadnieniom filozofii politycznej, filozofii języka i ekonomii politycznej. Na język polski przełożył m.in. Nierówności. Co da się zrobić? Anthony’ego Atkinsona (razem z M. Szlinderem, 2017) oraz Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji Karola Marksa (2013). Pracuje obecnie nad monografią poświęconą współczesnej włoskiej filozofii politycznej. Członek Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego.

 

DANE ADRESOWE:

Zespół Filozofii Kultury

Instytut Filozofii i Socjologii,

Polska Akademia Nauk

  1. Nowy Świat 72

00-330 Warszawa

EMAIL: mikolaj.ratajczak@gmail.com

 

CYTOWANIE: Ratajczak, Mikołaj. 2017. Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy? Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.7

 

AUTHOR: Mikołaj Ratajczak

TITLE:  Why We Need To Introduce Universal Basic Income?

ABSTRACT: A review of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Author reconstructs two general lines of Standing’s argumentation for introducing basic income: the analysis of the „corruption of capitalism” in the context of the eponymical publication from year 2016 on the one hand, and the presentation of UBI as a universal law providing the freedom from domination.

KEYWORDS: basic income, capitalism, precariat, republicanism, class struggle

Jan Sowa – „Kapitalizm. Historia krótkiego trwania” – Dziewiętnaście long reads o „tysiącu lat niewolnictwa”

Jan Sowa – „Kapitalizm. Historia krótkiego trwania” – Dziewiętnaście long reads o „tysiącu lat niewolnictwa”

Przyznam szczerze, że przystępowałem do lektury książki Kacpra Pobłockiego uprzedzony. Przeczytałem wcześniej jej rekomendację na stronie Fundacji Bęc Zmiana (ten sam tekst znajduje się na 3 stronie okładki). Wynika z niej, że mamy oto do czynienia z dziełem, które w sprawny sposób opowiada o różnych ciekawych wydarzeniach i zjawiskach z przeróżnych części świata  – od Kurpi po Kalahari – i że, broń Boże, nikt w nim nic krytycznego nie mówi o kapitalizmie. Poczułem się, jakbym cofnął się w czasie do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, kiedy to na studiach w ten dokładnie sposób liczni moi nauczyciele – od Krystyny Wilkoszewskiej po Michała Markowskiego – zachwalali postmodernizm. Wtedy, wobec wszechobecnego przekonania o końcu historii i niechęci do czegokolwiek, co kojarzyło się z Marksem, było to może nawet zrozumiałe. Dzisiaj widać, że odrzucenie teorii krytycznej i marksizmu było w dużej mierze odpowiedzialne za jałowość polskiej humanistyki i nauk społecznych tamtego okresu, które zauroczone błyskotkami globalnej konsumpcji, onanizując się „rozplenionymi kontekstami” i „skontaminowanymi kodami”, pozostały właściwie kompletnie ślepe na ówczesny los polskiego społeczeństwa.

Dlatego podobna opinia jest w moim odbiorze raczej pocałunkiem śmierci niż zachętą do lektury. Aby oddać sprawiedliwość Waldemarowi Kuligowskiemu, który ów blurb popełnił , trzeba dodać, że Kacper Pobłocki parę razy sam wygłasza podobną opinię na temat własnej książki, podkreślając, że „nie została [ona] napisana w duchu krytycznym”, który utożsamia z „moralną krucjatą przeciw kapitalizmowi” (Pobłocki 2017, 548). Jest to dla mnie postawa niezrozumiała. I to nie tylko dlatego, że zrównanie postawy krytycznej z „moralną krucjatą  ” brzmi, jakby pochodziło z felietonu Witolda Gadomskiego bądź Wojciecha Maziarskiego i że spora część aparatury pojęciowo-teoretycznej używanej przez  Pobłockiego wywodzi się właśnie z badania kapitalizmu „w duchu krytycznym” (wystarczy wspomnieć takie postaci jak David Harvey, David Graeber, Karl Polanyi czy Andre Gunder Frank, do których obszernie odwołuje się on na stronach swojej książki). Bardziej niezrozumiałe pozostaje dla mnie coś innego: książka Kacpra Pobłockiego ewidentnie jest napisana w duchu krytycznym! Kapitalizm zostaje w niej ściśle powiązany z niewolnictwem i wykorzenieniem jednostki z jej społecznych relacji, a wśród efektów jego działania znajdziemy m.in. niszczenie miast poprzez przekształcanie ich tkanki zgodnie z interesami bogatych elit (historia „zabicia” Nowego Jorku, jak za Robertem Fitchem Pobłocki określa celową eliminację tkanki przemysłowej z Manhattanu), wysiedlenia, utowarowienie natury zgubne dla środowiska naturalnego, generowanie ostrych podziałów klasowych i odpowiadających im dualnych miast, koncentrację bogactwa na szczycie drabiny społecznej oraz współczesny feudalizm, czyli usztywnienie struktury społecznej poprzez zatrzymanie mobilności międzypokoleniowej. Co więcej, książkę kończy rozdział poświęcony roli wyobraźni ekonomicznej w wypracowaniu alternatyw dla kapitalizmu, a cały tekst zamyka słowo „zmiana”. Trudno byłoby znaleźć lepszy przykład tego, co w swoim znanym tekście z 1937 roku Max Horkheimer nazwał teorią krytyczną i odróżnił od teorii tradycyjnej, skoncentrowanej na wolnym od wartościowania i postulatywności neutralnym opisie świata (Horkheimer 1983). Nie mam pojęcia, co kierowało Kacprem Pobłockim, gdy wbrew wymowie całej swojej książki odżegnywał się od krytyczności, ani czy jest to dla niego dobra wiadomość czy zła, ale to, co napisał, jest przesycone „duchem krytycznym” od pierwszego do ostatniego rozdziału. Swoje uprzedzenie odrzuciłem już po kilkudziesięciu stronach i uważam książkę Pobłockiego za znakomitą lekturę.

Nie sposób w jednym artykule odnieść się do bogatego i różnorodnego materiału zawartego w książce potężnej, bo liczącej 550 stron żywego tekstu i kilkadziesiąt stron tabeli oraz grafów. Niektórym tak rozbita kompozycja tematyczna może się nie podobać. Osobiście nie mam z nią najmniejszego problemu i uważam ją za walor książki. Nie tylko dlatego, że – mówiąc nieco żartobliwie – zawsze obawiałem się, iż moje własne książki są za grube i za bardzo „o wszystkim”, a po lekturze opus magnum Pobłockiego odetchnąłem z ulgą… Okazuje się, że jestem jednak autorem skromnym i wyjątkowo precyzyjnie zakreślającym pole swoich zainteresowań. Ważniejsze wydaje mi się wyzwanie, jakie Pobłocki rzuca schematom i praktykom obowiązującym we współczesnym pisarstwie akademickim. Cierpi ono na koszmarny uwiąd, a kombinacja parametrycznego cytacjonizmu, poststrukturalistycznego hermetyzmu oraz kastrowania polityczności poprzez ideologię obiektywizmu sprawiły, że większość artykułów oraz książek akademickich to istne raporty urzędników wiedzy, przyczynkarskie suchary; ich wartość ogranicza się do zapewnienia autorce odpowiedniej liczby punktów w ankietach ewaluacyjnych. Być może publikacja w języku polskim dwóch znakomitych książek Gilles’a Deleuze’a i Feliksa Guattariego – pokazujących, jak myślenie może wyrażać się w języku – stworzy jakieś linie ujścia z tej koszmarnie suchej płaszczyzny, na jakiej ugrzęźliśmy. Książka Pobłockiego, w której dostrzegam odległe echa projektu autorów Anty-Edypa i Tysiąca plateau, jest jakimś światełkiem w tunelu . Jej lektura, niezależnie od mojej niezgody ze sporą częścią zawartych w niej tez, sama w sobie była dla mnie przyjemnością. Książka złożona z dziewiętnastu nieco osobnych, a nieco ze sobą powiązanych „medytacji” w odbiorze przypominała mi jeden z moich ulubionych codziennych rytuałów: poranną lekturę Guardiana, w tym szczególnie jego Long Reads. Piszę to bez cienia ironii czy sarkazmu. Są one moim zdaniem lepszym źródłem wiedzy o świecie niż spora część – jeśli nie większość – konferencji naukowych, w których zdarzyło mi się uczestniczyć. Jest to zresztą element szerszego zjawiska, które polega na wyciekaniu wiedzy i praktyk jej tworzenia poza świat akademicki. Nie ma tu miejsca, aby więcej napisać na ten temat, a poza tym zajmowałem się nim już gdzie indziej (Sowa 2016).

Jeśli więc miałbym wskazać największą słabość książki Kacpra Pobłockiego, nie szukałbym jej wcale w jej rozproszonej i kłączowatej formie, ale w skłonności autora do przedstawiania własnej refleksji jako zasadniczego zwrotu – reorientacji, używając kategorii kluczowej dla Pobłockiego – w rozumieniu kapitalizmu. Połączone jest to z przemilczaniem lub błędnym intepretowaniem dyskusji oraz prac zawierających wszystkie właściwie elementy układanki, którą bawi się autor.

Problem ów widać już w pierwszym zdaniu: „Główna teza tej książki jest prosta: narzędzia, jakich obecnie używamy, aby zrozumieć, jak zorganizowany jest świat, bardziej nam w tym przeszkadzają, niż pomagają” (Pobłocki 2017, 11). Kim jest zbiorowy podmiot tej wypowiedzi, owo „my”, które nie potrafi poradzić sobie poznawczo ze współczesnym światem? Czy chodzi o antropologów, do których Pobłocki się zalicza? Czy o pracowników akademickich? Czy o Polaków i Polki? Czy może o humanistów i humanistki? Czy może, szerzej, o zainteresowanych światem społecznym badaczy i badaczki z obszaru nauk humanistycznych i społecznych? Czy też o ludzi, którym nie podoba się współczesny świat i którzy chcą go zmienić? Czy może o całą ludzkość? Nie wiadomo. Gdyby pod owo „my” podstawić niektóre z powyższych grup, chętnie zgodziłbym się z Pobłockim. Szczególnie podpisałbym się pod twierdzeniem, że pojęcia dominujące w głównym nurcie debaty publicznej kształtowanej przez liberalnych intelektualistów i prywatne media – w Polsce byłyby to na przykład „wolność”, „społeczeństwo obywatelskie”, „cywilizowany kraj”, „Zachód”, „normalność” itp. – więcej ukrywają, niż ujawniają. Wydaje mi się jednak, że nie o to chodzi, bo gdyby tak było, to w zdaniu otwierającym książkę pojawiłoby się sformułowanie:  „narzędzia, jakich używamy w głównym/dominującym/liberalnym nurcie debaty publicznej/akademickiej/naukowej”, lub inne podobne. Ambicje autora są raczej większe i nastawione na bardziej fundamentalny przewrót. Doceniając wartość wielu analiz i tez przedstawionych przez Kacpra Pobłockiego, poniżej postaram się pokazać, że w zasadzie wszystkie elementy jego konstrukcji były już nie raz wykładane na stół, na którym toczy się intelektualna rozgrywka zwana tworzeniem wiedzy o świecie. Jednocześnie spróbuję przedstawić najważniejsze w mojej ocenie elementy schematu konceptualnego zastosowanego w książce Pobłockiego (będą to wytłuszczone tezy rozpoczynające kolejne akapity). A więc:

 

Praca najemna, przeciwstawiana zazwyczaj tak przez marksistów, jak przez liberałów pracy niewolniczej czy pańszczyźnianej, nie jest istotą kapitalizmu rozumianego jako system społeczny. To oczywiście prawda, że dla Marksa oparcie produkcji na „wolnej” pracy najemnej należy do istoty kapitalizmu. Nie z powodów społecznych, ale ekonomicznych. Argumentacja Marksa jest dość skomplikowana i nie będę jej tu rekonstruował w szczegółach; opiera się na odróżnieniu pracy abstrakcyjnej od pracy konkretnej. Ta pierwsza kategoria – związana z pełną zastępowalnością pracowników, możliwą za sprawą utowarowienia siły roboczej – jest konieczna do tego, aby dało się określić ilość pracy społecznie niezbędnej do wytworzenia danego towaru, a to z kolei ma fundamentalne znaczenie dla działania kapitalistycznego rynku, bo na podstawie społecznie niezbędnego czasu pracy ustalana jest zdaniem Marksa struktura cen. W Kapitale znajdziemy trochę rozważań na temat różnic i podobieństw między pracą najemną a pańszczyzną czy niewolnictwem i implikacji, jakie ma to tak dla analizy ekonomicznej, jak i społecznej – ale mniejsza o to. Zaproponowana przez Pobłockiego definicja kapitalizmu jako systemu gospodarczego (o tym za chwilę), a nie społecznego również zawiera komponent pracy najemnej, nie ma tu więc większych kontrowersji.

Nie jest jednak prawdą, że propozycja Połockiego, aby zrezygnować z tak silnego akcentowania pracy najemnej, to zasadnicze novum pozwalające nam wreszcie zrozumieć, o co chodzi. Wskazałbym na cztery istotne prefiguracje. Po pierwsze – Graeber, który nie tylko w przywoływanej często w Kapitalizmie. Historii krótkiego trwania książce o długu, ale nawet we wcześniejszych Fragments of an Anarchist Anthropology twierdzi, że pierwsze znane nam „umowy o pracę” dotyczyły wynajęcia niewolników w starożytnym Rzymie (Graeber 2004, 71). Podobne do dzisiejszych kontraktów, określały one, co niewolnik będzie robił, w jakich godzinach, jak częste i jak długie powinien mieć przerwy, co powinien dostać do jedzenia i picia, jakie wynagrodzenie otrzyma jego właściciel itp. Jedyna różnica między starożytnością a współczesnością jest taka, że dzisiaj sami jesteśmy swoimi właścicielami, więc możemy wynajmować siebie innym jako niewolników. A nawet więcej: musimy, bo inaczej nie będziemy mieli z czego żyć. Praca najemna ma więc w sobie również element bezwzględnego przymusu i wcale nie jest zaprzeczeniem niewolnictwa, ale jego rodzajem. Pobłocki wspomina o tym źródle swojej własnej koncepcji, z czego wnoszę, że owo „my” otwierające książkę nie uwzględnia Davida Graebera i tych, które uważają go za cenne źródło lepszego rozumienia, „jak zorganizowany jest świat”.

Graeber nie jest jednak głosem zupełnie odosobnionym, a jego anarchistyczne sympatie każą mniemać, że raczej nie on sam wymyślił ową negatywną koncepcję pracy najemnej. Rzeczywiście nie jest on w tej kwestii prekursorem. Po drugie mamy bowiem na przykład Guy Deborda, pisarza równie ważnego dla teorii krytycznej, jak i dla anarchizmu (w sposobie myślenia był on przede wszystkim heglistą  , jednak w praktyce hołdował bez wątpienia anarchizmowi). W długim fragmencie otwierającym film In girum imus nocte et consumimur igni Debord przedstawia członków współczesnych zachodnich społeczeństw jako paradoksalną klasę ludzi, którzy chociaż uważają się za społeczną elitę, nie tylko muszą obsługiwać samych siebie – a elity wcześniejszych epok zawsze miały służbę – ale dodatkowo są również zmuszeni pracować dla innych. Zdaniem autora Społeczeństwa spektaklu nie są wcale w sytuacji lepszej czy zasadniczo innej od chłopów pańszczyźnianych. Znów mamy więc pracę niewolną w samym sercu kapitalizmu.

Po trzecie – feminizm marksistowski. Towarzyszka bardziej biegła ode mnie w tej tradycji myślowej bez wątpienia mogłaby napisać feministyczną krytykę książki Pobłockiego, wskażę tu jednak na jeden istoty detal: w obrębie tej części teorii krytycznej, zwłaszcza wśród feministek związanych z postoperaizmem (wystarczy wspomnieć Silvię Federici czy Mariarosę Dalla Costę), odbyła się w ostatnich dekadach bardzo interesująca i ważna dyskusja na temat rozróżnienia na pracę produktywną (mężczyzn w fabryce) i pracę jakoby nieproduktywną (kobiet w domu). Przeciwniczki rozróżnienia na te dwa typy pracy wykazały, że jest ono pozbawione podstaw, a praca reprodukcyjna (np. opiekuńcza w rodzinie), chociaż nie ma charakteru najemnego, jest związana z produkcją wartości w ekonomicznym sensie tego słowa  . Nie tylko podważone zostaje tu założenie o pracy najemnej jako wyłącznej podstawie kapitalistycznej akumulacji, o co chodzi też Pobłockiemu, ale dzieje się nawet więcej: patriarchat można uznać za rodzaj niewolnictwa kobiet, znów więc mamy wyeksponowany związek między kapitalizmem a pracą niewolną. Nie wiem, czy Pobłocki świadomie zignorował ów ważny wkład feministek marksistowskich w zrozumienie świata, widać jednak, że podobnie jak Graeber i Debord nie należą one do owego „my”, które nie wie, o co chodzi. Pokazuje to też, że marksizm ma dzisiaj jednak ważny wkład w opisywanie i wyjaśnianie rzeczywistości społecznej, a jego ostentacyjne pomijanie wcale nie zbliża nas do ostatecznej mądrości, ale raczej od niej oddala.

Po czwarte wreszcie – utowarowienie pracy jako istotowa właściwość kapitalizmu zostało silnie zakwestionowane w ujęciu zaproponowanym przez Immanuela Wallersteina. Kwestia ta była jednym z głównych punktów krytyki przeprowadzonej przez Roberta Brennera w tekście The Origins of Capitalist Development: A Critique of Neo-Smithian Marxism (Brenner 1977), który zresztą Pobłocki przywołuje, chociaż nie eksponuje tego momentu tak silnie, jak powinien, biorąc pod uwagę kontekst jego własnych propozycji. Pobłocki ze swoją definicją kapitalizmu idzie w inną stronę niż Wallerstein, nie koncentrując się na wymianie rynkowej, i bynajmniej nie chcę powiedzieć, że nie ma w niej nic poza powtórzeniem idei innych badaczy i badaczek. Jednak ogólna intencja przesunięcia akcentu z pracy najemnej na inne czynniki została skonstruowana na wiele dekad przed tym, jak Pobłocki zabrał się za pisanie swojej książki. Jeśli zaś chodzi o niewolnictwo, to nie ma szczególnego problemu z tym, aby zachować intencje oraz zasadniczą treść Wallersteinowskiej analizy kapitalistycznej gospodarki-świata, przypisując w niej niewolnej sile roboczej, jak chce Pobłocki, rolę i miejsce ważniejsze, niż wydawało się Marksowi.

 

W wąskim, ekonomicznym sensie kapitalizm to system, który narodził się dopiero w dziewiętnastym wieku i cechuje go utowarowienie pracy, pieniądza i ziemi (w tym szczególnie ziemi) połączone z ideą nieograniczonego wzrostu. Tu właściwie mamy dokładne powtórzenie koncepcji Polanyi’ego z Wielkiej transformacji, czego zresztą Pobłocki nie kryje. Także w wielu innych momentach obszernie czerpie z Polanyi’ego, a szczególne znaczenie ma dla niego dokonujące się w kapitalizmie wykorzenienie jednostki ze społeczeństwa oraz wyrwanie gospodarki z jej zanurzenia (Polanyi pisze: embeddedness) w sieci relacji społecznych (Polanyi 2010). Warto tu zaznaczyć, że Marks w Kapitale zwraca uwagę na charakterystyczną dla dojrzałego kapitalizmu dziewiętnastego wieku – i tylko dla niego – powszechną finansjeryzację ziemi, czyli nie tyle jej utowarowienie, co uczynienie z prawa własności do niej instrumentu finansowego (Marks 1968, 102–103); podobnie jak współcześnie ma to miejsce w przypadku handlu długiem hipotecznym i jego instrumentami pochodnymi. Nawet sam Polanyi nie jest zatem całkiem oryginalny w swojej definicji dziewiętnastowiecznego kapitalizmu. Pomimo to Pobłocki obstaje przy twierdzeniu, że jego własne rozważania stanowią zasadniczą reorientację teoretyczno-pojęciową, co jest dziwne, bo przecież książka Polanyi’ego to klasyka – ukazała się w 1944 roku. To prawda, że jest niestety słabo obecna i zasługuje na znacznie większą uwagę. Bardzo dobrze się stało, że Pobłocki umieszcza tego właśnie autora w centrum swoich rozważań. Przenikliwość Polanyi’ego, a szczególnie nacisk, jaki kładzie on na katastrofalne skutki utowarowienia natury, robi dzisiaj wrażenie. Moim zdaniem mankamentem Wielkiej transformacji jest niewielka dialektyczność sposobu myślenia Polanyi’ego – dopiero pod koniec, gdy pojawiają się rozważania dotyczące wolności, okazuje się, że relacja jednostki i wspólnoty bywa ambiwalentna oraz że wzmacnianiu tej drugiej powinna jednak towarzyszyć ochrona tej pierwszej. (Nota bene, u Marksa jest to ewidentne – był to myśliciel radykalnie afirmujący jednostkową autonomię i samorealizację, które uważał w ogóle za ostateczne kryterium oceny różnych systemów społeczno-gospodarczych, ale to temat na osobne rozważania.) Wcześniejsze partie Wielkiej transformacji mogłyby wyjść spod pióra kogoś takiego jak np. Andrzej Zybertowicz (wspólnota, wykorzenienie, konieczność odgórnych regulacji państwowych itp.), gdyby był on, rzecz jasna, lepszym pisarzem i bardziej wnikliwym obserwatorem. Zresztą czytając Kapitalizm, zastanawiałem się kilka razy, na kogo głosowałby Pobłocki w polskich wyborach i właściwie dopiero obszerne oraz afirmatywne odniesienie do anarchizującej antropologii Pierre’a Clastres’a przekonało mnie, że na pewno nie byłby to PiS. Wcześniej właściwie tylko systematyczne używanie żeńskich form odróżniało jego narrację od konserwatywnej krytyki kapitalizmu. Ponieważ we współczesnej debacie publicznej dla sporej części odbiorców taka diagnoza brzmi jak przyrównanie kogoś do Hitlera, czuję się zobowiązany odnotować, że o ile nie żywię szczególnej sympatii do polityków partii rządzącej, o tyle doskonale rozumiem powody, dla których popierają ich wyborcy i wyborczynie; zatem bynajmniej nie mam zamiaru obrażać Kacpra Pobłockiego – w polskim pejzażu polityki głównego nurtu popieranie prawicowego populizmu jest możliwe nawet z pozycji w pewnym sensie postępowych  .

Wróćmy jednak do węższej, ekonomicznej definicji kapitalizmu i – znów – pracy najemnej. Jest czymś znamiennym, a przez to domagającym się wyjaśnienia, że moment ustanowienia kapitalizmu w tym węższym rozumieniu zbiega się w czasie z tryumfem pracy najemnej jako formy globalnie dominującej. Jeśli za moment przełomowy uznamy tu, jak proponuje Pobłocki, rok 1870, to nie sposób przejść do porządku nad faktem, że z dokładnością do mniej więcej dekady w tym samym punkcie historii w różnych częściach świata – w USA, Brazylii czy w Europie Środkowo-Wschodniej – dochodzi do obalenia niewolnych form pracy jako dominujących i oficjalnie sankcjonowanych. Nie znaczy to, że niewolna praca natychmiast znika (lub że nie ma jej dzisiaj w ogóle), zmienia się jednak jej status; nawet to, co jest – aby pójść za propozycją Graebera – rodzajem zmodernizowanego niewolnictwa, musi przedstawiać się jako swobodna sprzedaż wolnej siły roboczej na wolnym rynku. Nie będę wchodził w ekonomiczne rozważania, czy przedstawione wcześniej w skrócie stanowisko Marksa o konieczności pracy najemnej dla kapitalistycznej wymiany rynkowej jest słuszne czy nie. Inna rzecz wydaje mi się ciekawsza z socjologicznego punktu widzenia: zbieżność między wyłonieniem się kapitalizmu w węższym sensie i nomen omen reorientacją dominującego modelu pracy wskazuje, że praca najemna z punktu widzenia akumulacji kapitału ma jednak jakąś przewagę nad pracą niewolną. Owa przewaga wydaje mi się związana przede wszystkim z walką klas. Odejście od bezpośredniego przymusu i danie robotnikom oraz robotnicom swobody w dysponowaniu ich siłą roboczą pozwala ustanowić hegemoniczną władzę kapitału nad wzorami podmiotowości, jest więc zabiegiem ideologicznym w sensie psychoanalityczno-althusseriańskim. Jest tak, wydaje mi się, z dwóch powodów. Ruch taki czyni strategie indywidualnej emancypacji i jednostkowego awansu daleko bardziej atrakcyjnymi, niż są one w modelu pracy niewolnej. Jeśli jedynym sposobem wyrwania się jednostki z kajdan pańszczyzny czy niewolnictwa jest – poza zbiegostwem – całkowita destrukcja społecznych urządzeń je wspierających, podporządkowani i podporządkowane mają silną motywację do działania kolektywnego. Jeśli jednak pionowa mobilność zostanie otwarta dla indywidualnych awansów, solidarność stanie się mniej atrakcyjna. Jest tak tym bardziej – i tu druga kwestia – jeśli uda się w zbiorowej wyobraźni połączyć jednostkowy los z indywidualnymi wyborami. To absolutnie niemożliwe przy dominacji pracy niewolnej. Żaden niewolnik czy pańszczyźniana chłopka nie uwierzą, że ich sytuacja jest konsekwencją ich własnych wyborów. Jest dla nich zupełnie jasne, że wynika ona najczęściej z ich przynależności do określonej grupy od urodzenia albo też z jakiegoś wydarzenia o charakterze kolektywnym – np. z przegranej wojny lub bycia ofiarą sankcjonowanego przez społeczeństwo niewolnictwa. Co więcej, możliwość indywidualnego awansu będzie szczególnie atrakcyjna dla jednostek, które dysponują większymi możliwościami nawigowania w systemie ze względu na posiadanie większych zasobów czy cech takich jak charyzma, uroda bądź inteligencja. W ten sposób te i ci, którzy mogliby najwięcej wnieść do solidarnej walki, wybierają grę na własne konto.   

Uważna czytelniczka zauważyła być może, że chociaż podzieliłem polemikę z tezami Kacpra Pobłockiego na blok „społeczny” (powyżej) i „ekonomiczny” (tutaj), kwestie ekonomiczne i socjologiczne nieustannie się mieszają. Nie jest to wyraz intelektualnej niechlujności. Społeczna organizacja pracy w takim czy innym modelu ma swoje ekonomiczne konsekwencje. Nie chodzi tylko o cenę siły roboczej, ale też o koszty niestabilności systemu (strajki, niszczenie maszyn, a więc przerwy w produkcji, blokowanie infrastruktury komunikacyjnej itp.). Nie ma wątpliwości, że kapitalizm jest pewną formą organizacji relacji społecznych. Marks i jego kontynuatorki – w odróżnieniu od ekonomistów (neo)klasycznych – nie mają złudzeń co do tego, że kapitał to nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, produktywny zasób, ale relacja społeczna. Ujmowanie kapitalizmu w szerokim sensie społecznym i wąskim sensie ekonomicznym – a jest to jedno z głównych założeń Pobłockiego – może mieć jakąś, ograniczoną, wartość analityczną, kompletnie jednak nie zbliża nas do zrozumienia, „jak zorganizowany jest świat”, a moim zdaniem wręcz nas od tego oddala.

Posługując się kategoriami Marksowskiej i marksistowskiej analizy, da się więc powiedzieć to wszystko, co powiedzieć chce Pobłocki, a nawet więcej: kapitalizm jest systemem panowania klasowego (rozumienie społeczne), który – być może – jest w stanie realizować swój cel, czyli akumulację dla akumulacji, przy niewolnej organizacji pracy, jednak na pewno robi to najsprawniej, poddając pracę utowarowieniu (rozumienie ekonomiczne)  , przy czym dzieje się tak nie ze względu na ekonomiczne znaczenie pracy najemnej, ale z powodu jej użyteczności w konstruowaniu ideologicznych interpelacji. Tłumaczy to, dlaczego intensyfikacja relacji kapitalistycznych w drugiej połowie dziewiętnastego wieku wymagała ustanowienia rynku pracy najemnej, z czego – w mojej  opinii – schemat analityczno-pojęciowy Pobłockiego nie zdaje sprawy w sposób wystarczający.

 

Kapitalizm jest reżimem wprowadzanym, organizowanym i zarządzanym przez państwo. Znów wracamy tu do pytania o sens zdania otwierającego rozważania Pobłockiego: kim jest owo „my”, które nie rozumie? Powyższa teza może brzmieć zaskakująco czy nawet skandalicznie tylko dla ekonomistek (neo)liberalnych. Na przeciwstawianiu sobie rynku i państwa zbudowali oni swój główny perswazyjny trik, w oparciu o który przez trzy dekady wciskali nam ideologiczny kit w postaci koncepcji trickle-down i innych fantastyczno-nienaukowych wymysłów. Po kryzysie 2008 roku, gdy konsekwentne interwencje władz państwowych nie tylko uratowały „wolny” rynek przed zniszczeniem samego siebie, ale pozwoliły mu w ogóle nadal funkcjonować (tzw. luzowanie ilościowe), już nawet główny nurt mediów przestał w to wierzyć. W Polsce znajdziemy wciąż kurioza takie jak na przykład publicystyczne wynurzenia Witolda Gadomskiego, Wojciecha Maziarskiego, Janusza A. Majcherka czy Dominiki Wielowiejskiej (pozwolę sobie na „rewolucyjną przemoc” celowej i świadomej modernizacji jej nazwiska poprzez uwolnienie go od pretensjonalnego nalotu feudalizmu). W szerszym obiegu widać jednak paradoksalny zwrot: analizy sporządzane dzisiaj przez Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy przypominają bardziej odezwy i manifesty antyglobalistów sprzed 15 lat niż dokumenty publikowane wtedy przez te same instytucje.

Nie jest tak, że zaproponowana przez Pobłockiego wizja kapitalizmu jako ściśle powiązanego z władzą państwową nie ma teoretycznych prefiguracji. Wskażę tylko dwie. Po pierwsze – Giovanni Arrighi. Jego badania nad przemianami kapitalizmu w ostatnich pięciuset latach pokazują, że akumulacja kapitału zawsze i wszędzie odbywała się przy wsparciu władz państwowych. A nawet więcej: była przez nie koordynowana i organizowana. Jedna z pierwszych osad założonych przez Kolumba w Nowym Świecie nosiła nazwę La Isabela, bo to królowa Izabela I Katolicka zorganizowała jego wyprawę. Mieszko I, będący w narracji Pobłockiego pierwszym polskim kapitalistą, w niczym nie różni się pod tym względem od królowej Elżbiety I Tudor, która wysłała korsarza Francisa Drake’a na łupieżczą wyprawę dookoła świata, czy od naszego obecnego rządu promującego „patriotyzm gospodarczy”. Widzę, rzecz jasna, różnicę pomiędzy konkretnymi tezami oraz analizami Pobłockiego i Arrighiego – o której to różnicy autor historii krótkiego trwania kapitalizmu sam wspomina – nie zmienia to jednak bardziej istotnego faktu, że obaj oni pracują w tym samym fundamentalnym paradygmacie, który wbrew neoliberałom opiera się na przekonaniu, iż nie da się ani zorganizować kapitalizmu, ani też go zrozumieć, nie umieszczając w swoim najbliższym polu zainteresowania mechanizmów władzy państwowej.

I drugi znaczący przykład: Loïc Wacquant. Kacper Pobłocki przywołuje jego książkę Więzienia nędzy z 1999 roku, pomija jednak jego artykuł Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu (Wacquant 2012). Tak tytuł tekstu, jak i zawarty w nim postulat Wacquanta, aby nie dyskutować o tym, czym jest neoliberalizm w deklaracjach jego zwolenników czy przeciwniczek, ale etnograficznie wręcz przyjrzeć się jego faktycznej praktyce, powinny być bliskie metodologicznej pozycji Pobłockiego, którą zresztą uważam za wartościową. Wacquant, posługując się przejętymi od Bourdieu pojęciami prawej (nadzorująco-karzącej) i lewej (opiekuńczo-wspierającej) ręki władzy, świetnie pokazuje, że w realnym sprawowaniu władzy przez neoliberalne rządy nigdy nie chodziło o osłabienie, a już na pewno nie o zniszczenie władzy państwowej, aby w ten sposób uwolnić potencjał rynku, ale o transfer władzy z lewej ręki do prawej. Państwo neoliberalne nie jest wcale słabsze, ani nie wpływa mniej na relacje społeczne niż państwo dobrobytu, które zastąpiło. Sprawuje po prostu w inny sposób inny rodzaj władzy. Jej efekty są też inaczej rozłożone klasowo, co Wacquant ilustruje, odwołując się do metafory centaura: neoliberalne rządy są eleganckim i miłym biznesmenem ubranym w garnitur na górze, czyli dla klas wyższych, a bezwzględną bestią kopiąca kopytami na dole – dla klas niższych. W obu przypadkach realizują prerogatywy władzy, a neoliberalny kapitalizm jest – tak jak wszystkie inne warianty kapitalizmu – ściśle zarządzany i organizowany przez państwo. Nie przeczę, że poszczególne spostrzeżenia czy propozycje Pobłockiego dotyczące znaczenia władzy państwowej dla działania kapitalizmu mogą być nowe i oryginalne, jednak trudno tu mówić o jakiejkolwiek reorientacji całościowej ramy.

 

Aby zrozumieć kapitalizm i jego przemiany, trzeba uwzględnić kluczową rolę relacji przestrzennych. Jest prawdą, że spora część ujęć kapitalizmu lokuje jego istotę oraz podstawowy horyzont przemian poza wymiarem przestrzennym. Chodzi tu nie tylko o eksponowanie czasowej ewolucji przy pomijaniu przestrzennej rekonfiguracji, co Pobłocki zarzuca marksistowskiemu schematowi przejścia od feudalizmu do kapitalizmu, w którym „kiedy?” góruje nad „gdzie?” i „poprzez jakie relacje przestrzenne?”. Ten sam zarzut pominięcia przestrzeni odnosi się do zwolenników Adama Smitha, którzy akcentują znaczenie podziału pracy (a więc zmiany w wymiarze organizacyjnym) czy też Maxa Webera, dla których kluczowa ewolucja zaszła w wymiarze wartości kulturowych (protestancka etyka pracy). Trudno jednak utrzymać tezę, że w tradycji marksistowskiej nieobecny jest temat (re)konfiguracji relacji przestrzennych tak w skali miasta, jak i w ujęciu globalnym. Wątek ten jest tak obszerny i rozbudowany, że mogę tu wskazać tylko przekrojowo na niektóre istotne momenty. Mamy więc paraetnograficzną pracę Engelsa o położeniu klasy robotniczej w Anglii. Znajdziemy w niej osobny, obszerny rozdział o wielkich miastach, a podziały klasowe są tu przez Engelsa opisywane między innymi w powiązaniu z przestrzenną segregacją (Engels 1961, 299–257). Rzeczywiście u samego Marksa myślenie o przestrzeni jest słabo rozwinięte, a na pewno relacje przestrzenne nie zajmują istotnego miejsca w jego opisie procesu akumulacji, ale u jego kontynuatorów wygląda to już inaczej: dla Lenina w rozwój kapitalizmu istotowo wpisane jest tworzenie określonych relacji i konfiguracji przestrzennych, rozwój ów jest bowiem związany z imperializmem, czyli podporządkowywaniem terytoriów. Pobłocki powiedziałby zapewne, że Lenin operuje koncepcją przestrzeni absolutnej, a nie relacyjnej i miałby oczywiście rację, ale myślenie o przemianach kapitalizmu w ścisłym powiązaniu z relacjami przestrzennymi było jednak obecne w marksizmie dobre sto lat temu i wydaje mi się nawet, że pojawiło się najpierw – i przede wszystkim – w tej właśnie tradycji intelektualnej. Imperializmem i jego związkami z akumulacją kapitału zajmowała się obszernie Róża Luksemburg. Wreszcie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku kształtuje się szkoła teorii zależności i systemów-światów, dla której określone konfigurowanie relacji przestrzennych i przepływów między nimi jest w ogóle kluczowym elementem rozumienia kapitalizmu. Tak jest u Arrighiego (np. relacja między dwoma biegunami kapitalistycznego silnika nowoczesnej akumulacji na południu i północy Europy), a wcześniej u Samira Amina, którego monumentalne dzieło Accumulation à l’échelle mondiale wydane w 1970 roku jasno pokazuje, że przekonanie, iż kapitalizm narodził się w jakimś określonym miejscu, jest złudzeniem, a procesu akumulacji nie da się zrozumieć inaczej, niż ujmując go przestrzennie w skali globalnej (Amin 1970).

Podkreślę raz jeszcze: zdaję sobie sprawę, że Kacper Pobłocki w wielu momentach stawia tezy odmienne czy nawet polemiczne wobec tych ujęć, trudno jednak obronić tezę, że wprowadzenie czynnika przestrzennego do analizy kapitalizmu to jakikolwiek rodzaj odkrycia, a tym bardziej, że dokonał go Pobłocki czy choćby Neil Smith, jego – jak autor sam pisze – mentor.

Jeśli chodzi o tego ostatniego: pod koniec Kapitalizmu. Historii krótkiego trwania Pobłocki poświęca sporo uwagi  pojęciom przestrzeni absolutnej i relacyjnej, które wiąże ze Smithem. Tymczasem w klasycznej książce Smitha Uneven Development. Nature, Capital, and the Production of Space mowa jest o przestrzeni absolutnej oraz względnej (są one definiowane poprzez odniesienie do Newtona i Einsteina, więc nie mamy specjalnie dużego wyboru, jak przekładać owe angielskie terminy na język polski). W przypisie Smith wspomina, że „Harvey w Social Justice wprowadza trzecie pojęcie – przestrzeń relacyjną – jednak rozróżnienie na przestrzeń względną i relacyjną nie jest wystarczająco wyjaśnione” (Smith 2008, 277). Pobłocki wydaje się też nadawać terminowi przestrzeni relacyjnej nieco inne znaczenie, niż ma przestrzeń względna u Smitha, być może więc chodzi raczej o pojęcie Harveyowskie. Ale mniejsza o to, nie ma co pogrążać się w akademickiej scholastyce. Wspominam o tej parze terminów z innego powodu. Myślenie w kategoriach centrum i peryferii to doskonały przykład użycia pojęcia przestrzeni względnej: są one definiowane jako zasadniczo i jakościowo odrębne oraz różne od siebie obszary, w których kapitalizm produkuje odmienne skutki społeczne, polityczne i materialne. Jest to więc, jak chce Smith, definiowanie przestrzeni „w relacji do materialnych obiektów i zdarzeń” (Smith 2008, 98) czy też przez „szczególne relacje społeczne” (Smith 2008, 103), a nie w kategoriach absolutnej homogeniczności, jak ma to miejsce na przykład w znanym haśle Thomasa Friedmana, że świat jest płaski (czyli wszędzie taki sam). Potwierdza to, że kluczowe reorientacje w podejściu do przestrzeni i jej roli w działaniu kapitalizmu nastąpiły pięć albo sześć dekad temu, trudno więc dzisiaj traktować je jako szczególne odkrycie.

Pobłocki opisuje też dwa typy przestrzennej ekspansji kolonialnej: euroazjatycki (poszerzanie terytorium kontrolowanego bezpośrednio przez władzę polityczną) oraz amerykański (tworzenie takich relacji między „metropolią” a „koloniami”, które zapewniają korzystną konfigurację relacji gospodarczych, ale nie muszą wiązać się z bezpośrednim podporządkowaniem metropolitarnej władzy suwerennej). Ten drugi jest przez niego uznawany za coś nowego i determinującego specyfikę współczesnego kapitalizmu. Mam co do tego poważne wątpliwości. Pobłocki poświęca moim zdaniem zbyt mało uwagi analizie różnych typów i sposobów panowania kolonialnego. Bezpośrednie podporządkowanie danego terytorium i wcielenie go do własnych struktur politycznych to tylko jedna z możliwości. Oprócz tego mamy protektoraty, dominia, terytoria zależne bądź sprawowanie rządów pośrednich. Pojawiały się też formy własności i władzy, na które nie mamy nawet rodzajowej nazwy: tak na przykład Kongo przez pierwszą część swojej kolonialnej historii – a dokładnie w latach 1886–1908 – było… wyłączną własnością Króla Leopolda II, czymś jakby wielkim prywatnym ranczem o powierzchni równej 80 ówczesnych Belgii i 10% całej Afryki (sic!). 

Różne europejskie potęgi kolonialne w różnych momentach historii stosowały różne strategie, co później miało też zróżnicowane skutki polityczne, społeczne i gospodarcze dla społeczeństw zdominowanych. Pisałem o tym w książce Ciesz się, późny wnuku! Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna (Sowa 2007). Nie ma czegoś takiego jak „euroazjatycki model kolonializmu”, a przekonanie, że relacyjny model amerykański jest inny bądź nowy, uważam za błędne. Imperium holenderskie miało w istotnym zakresie charakter relacyjny, zwłaszcza w jego wczesnej fazie, która obejmowała również kontakty z sarmacką Polską. Nie było żadnej politycznej ani militarnej dominacji Holendrów nad Rzecząpospolitą, gdy jednak w czasie potopu Szwedzi zablokowali Gdańsk, Republika Zjednoczonych Niderlandów wysłała kilkadziesiąt okrętów, aby udrożnić tę ważną dla nich drogę handlową. Holendrzy podejmowali również liczne działania dyplomatyczne, aby nie pozwolić rywalizującym z nimi Anglikom na przejęcie kontroli nad handlem w Gdańsku. Były to działania bardzo podobne do tych, które podejmują dzisiaj Amerykanie w wielu miejscach świata, szczególnie w Ameryce Środkowej i Południowej. Brytyjski model rządów pośrednich to inny dobry przykład paradygmatu organizującego współcześnie imperializm USA. Gdybyśmy trzymali się definicji domniemanego modelu euroazjatyckiego, trzeba by przyznać, że Brytyjczycy rządzili Indiami tylko przez niespełna stulecie – od 1858 do 1947 roku – bo wyłącznie w tym okresie Korona Brytyjska sprawowała suwerenną, polityczną władzę na subkontynencie indyjskim. Jednak wcześniej, również przez mniej więcej sto lat, Indiami władała Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, która była… najzwyczajniejszą firmą, a mówiąc konkretnie, spółką akcyjną (joint-stock company), którą w dzisiejszej terminologii nazwalibyśmy spółką skarbu państwa. Są to nie tylko przykłady zgodne ze współczesnym sposobem działania USA, ale nawet coś więcej: mamy oto swoistą prefigurację suwerennej władzy korporacji, w kierunku której ewoluuje amerykański system polityczny (celowo używam pozornie bezsensownej zbitki łączącej określenia stosowane do opisu politycznej władzy państwa oraz niepolitycznej struktury gospodarczej). Nie ma w tym nic nowego czy typowego dla USA, i z tego też powodu trudno uznać tę akurat okoliczność za dystynktywną cechę współczesnego kapitalizmu, jak chce Pobłocki.

W książce Kacpra Pobłockiego znajdziemy jeszcze kilka innych, drobniejszych i mniej istotnych fragmentów, w których ogłaszany jest zwrot oraz przełom i w których mamy do czynienia z ignorowaniem wcześniejszych – czasem nawet dużo wcześniejszych – pojęć i teorii, tak naprawdę budujących ramę dla perspektywy przyjętej w Kapitalizmie. Historii krótkiego trwania. Nie ma, rzecz jasna, nic złego w poruszaniu się w istniejącej już ramie pojęciowej i w wykorzystywaniu terminologicznych oraz konceptualnych innowacji wcześniejszych badaczy i badaczek, zwłaszcza jeśli, jak Pobłocki, używa się ich do skonstruowania ciekawych, w znacznej części trafnych i inspirujących narracji na temat świata, w którym żyjemy. Nie jestem fanatycznym wyznawcą ultraawangardowego kultu nowości. I właśnie z tego powodu nie sądzę, aby równie ostentacyjne zachwalanie swoich dywagacji jako przełomu i reorientacji miało wartość – czy to absolutną, czy względną.

Niewątpliwym atutem książki Pobłockiego jest bardzo obszerne wykorzystanie różnorodnego materiału empirycznego, któremu towarzyszy relacjonowanie olbrzymiej ilości badań oraz teoretycznych analiz. Chylę czoła przed wszechstronną erudycją autora oraz jego zdolnością do zestawiania w dość spójne konstrukcje intelektualne danych, wydarzeń i procesów zaczerpniętych z rejestrów bardzo oddalonych od siebie w czasie i w przestrzeni. Szczególnie ciekawe są moim zdaniem części poświęcone załamaniu na rynku amerykańskich kredytów subprime z 2008 roku (wreszcie mamy polską publikację pokazującą całą złożoność i liczne konsekwencje tego zjawiska) oraz genezie państwa polskiego. Po przeczytaniu książki Pobłockiego nigdy nie spojrzę już w ten sam sposób na banknot dziesięciozłotowy z podobizną twórcy naszego państwa – dlatego, że jest to Mieszko, oraz dlatego, że jest to banknot. Nie będę odbiorcom i odbiorczyniom psuł przyjemności czytelniczej, streszczając tę część Kapitalizmu. Historii krótkiego trwania, która była dla mnie w ostatnim czasie jedną z najbardziej odkrywczych i zaskakujących lektur. Ciekaw jestem, jak zareagują na propozycje Pobłockiego historycy oraz historyczki. Po doświadczeniach, jakie miałem podczas dyskusji nad Fantomowym ciałem króla, wiem, że może być bardzo różnie.

W zestawianiu i kombinowaniu różnorodnego materiału empirycznego i teoretycznego, jakiego dokonuje Pobłocki, widzę jednak jeden zasadniczy problem: materiał empiryczny jest raczej dobierany tak, aby ilustrował jakieś szersze i bardziej ogólne procesy. Wtedy wszystko gra. Gorzej jest wówczas, gdy Pobłocki próbuje wyjaśnić zjawiska, które pojawiają się w toku wywodu nie dlatego, że są częścią takiej teoretyczno-empirycznej konstrukcji, ale dlatego, że są po prostu zbyt istotne, aby można było usunąć je z obszaru rozważań. Wtedy jego imponująca maszyna teoretyczna jakby zacina się, produkując wyjaśnienia tak zadziwiająco słabe i konstruowane ad hoc, że wyraźnie kontrastują one z wyrafinowaniem całości. Chodzi mi przede wszystkim o dwa momenty: gdy Pobłocki wyjaśnia przyczyny upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów oraz przedstawia genezę współczesnej dominacji Zachodu – czy też bloku atlantyckiego – nad resztą planety. Zacznijmy od tej pierwszej sprawy.

Kacper Pobłocki poświęca nieco miejsca krytyce przekonania o koniecznie złym wpływie pańszczyzny na gospodarkę i podaje przykłady państw – jak Prusy, Rosja czy Imperium Brytyjskie – w których pomimo znacznego udziału niewolnej siły roboczej (pańszczyźnianej bądź niewolniczej) nie doszło do załamania podobnego jak w Rzeczypospolitej. Twierdzi też na przykład, że wolna elekcja istniała wcześniej w Danii, która nie upadła. Te kontrprzykłady są z różnych powodów chybione. Zaledwie kilka stron dalej Pobłocki słusznie zwraca uwagę, że zestawianie modeli rozwojowych bez brania pod uwagę terytorialnej rozległości państw, w których owe modele działają, jest pozbawione sensu. Trafnie wskazuje choćby, że ulubione przykłady neoliberałów – Tajwan, Korea Południowa czy Szwajcaria – to państwa stosunkowo niewielkie. Do tego moim zdaniem dodać trzeba położenie geograficzne. Słynne dalekowschodnie tygrysy to wyspy, porty lub państwa otoczone w większości morzem. Przyznać wypada, że stosując tę samą logikę do omawiania sytuacji środkowoeuropejskiej, nie uzyskamy sensownych rezultatów, nawet porównując I Rzeczpospolitą do Prus, nie mówiąc już o Danii, która z punktu widzenia geograficzno-handlowego zajmuje taką pozycję w regionie jak Singapur w Azji Południowo-Wschodniej. Dodajmy do tego fakt, że w siedemnastym czy osiemnastym wieku miarą przestrzeni był czas potrzebny na jej pokonanie: Francja liczyła na przykład trzy tygodnie z południa na północ i tyle samo ze wschodu na zachód, przypomina Pobłocki. Z tego powodu geometryczną dysproporcję terytorialną między Prusami, rozciągniętymi wzdłuż Morza Bałtyckiego stanowiącego dogodny, szybki i doskonale opanowany szlak komunikacyjny, a Rzeczpospolitą, sięgającą daleko na ukraińskie stepy i pozbawioną choćby jednej rzeki płynącej ze wschodu na zachód, trzeba przemnożyć przynajmniej kilku-, jeśli nie kilkunastokrotnie. Jak argumentowałem w Fantomowym ciele króla, jednym z istotnych powodów upadku I Rzeczypospolitej był jej terytorialny rozrost niekorespondujący ani ze zdolnościami organizacyjnymi jej włodarzy, ani z zasobami politycznymi, społecznymi oraz materialnymi, jakimi dysponowali. Gdyby w szesnastym wieku polskie elity, zamiast przeć na Wschód w celu maksymalizacji indywidualnych korzyści kilku magnackich rodów (ziemia, jak uważa sam Pobłocki, zawsze była źródłem bogactwa), przytuliły swój kraj bardziej do Bałtyku i wzmocniły politykę morską (Polska od 1635 do 1918 roku nie posiadała marynarki wojennej), historia mogłaby potoczyć się inaczej  . Możliwe, że bardziej kompaktowe państwo złożone z Wielkopolski, Małopolski, Mazowsza oraz Pomorza (z niewielkimi przyległościami), prowadzące bardziej trzeźwą i mniej życzeniową politykę, nigdy nie zniknęłoby z mapy, nawet gdyby utrzymało zarówno pańszczyznę, jak i swój osobliwy ustrój polityczny.

Ogólnie rzecz biorąc, monokauzalne strategie eksplikacyjne typu „wszystko przez pańszczyznę” albo „wszystko przez liberum veto” mają mały sens nie tylko ze względu na konfigurację różnych czynników w tym konkretnym przypadku, ale także z bardziej zasadniczego powodu: w świecie ludzkim bardzo niewiele zjawisk – jeśli w ogóle jakiejkolwiek – ma jedną przyczynę. Większość procesów jest raczej naddeterminowana, aby użyć Freudowskiej kategorii, którą chętnie posługiwał się Althusser. Dlatego właśnie Fantomowe ciało króla, poświęcone w jakiejś mierze odpowiedzi na pytanie o przyczyny upadku I Rzeczypospolitej, okazało się – wbrew moim wcześniejszym intencjom – książką tak obszerną pod względem zjawisk, do których się odnosi. Za Jackiem Kochanowiczem zwracam w niej uwagę dokładnie na ten sam fakt, który podkreśla Pobłocki, a mianowicie na to, że niektóre ościenne kraje miały bardzo podobny model ekonomiczny i dlatego nie da się wyjaśnić losu sarmackiego państwa, badając tylko i wyłącznie jego gospodarkę (Sowa 2011, 230). Najkrócej rzecz ujmując, trzeba rozważyć splot kilku czynników, w tym szczególnie konkretne połączenie modelu gospodarczego, organizacji politycznej oraz relacji klasowych między szlachtą a chłopstwem i mieszczaństwem. Dopiero ich określoną konfigurację w ramach całości zwanej „republiką sarmacką” można zasadnie uznać za powód czegokolwiek.

Doskonale to widać, gdy z takiej perspektywy spojrzymy na dwa inne kontrprzykłady Pobłockiego: Rosję i Imperium Brytyjskie. W tej pierwszej również funkcjonowała gospodarka pańszczyźniana, ale w szesnastym i siedemnastym wieku Rosja dokonała reform politycznych wzmacniających centralną władzę, osłabiających pozycję arystokracji i pozwalających na stworzenie w miarę sprawnie działającej maszyny administracyjno-biurokratycznej (coś podobnego zrobiła zresztą w tym okresie Szwecja, a Dania w 1660 roku przestała być monarchią elekcyjną). W efekcie Rosja mogła na przykład wystawić ogromną armię posłuszną władcy, podczas gdy w I Rzeczypospolitej armie magnackie walczyły albo między sobą, albo z polskim królem.

To, jak istotny jest splot czynników gospodarczych z politycznymi i społecznymi, dobrze pokazuje zaproponowane przez Pobłockiego zestawienie I Rzeczypospolitej z Imperium Brytyjskim, które w osiemnastym wieku kwitło między innymi dzięki niewolniczej pracy w koloniach. To prawda, ale zupełnie inaczej wyglądały tam relacje klasowe. W jakim stanie byłoby Imperium Brytyjskie w wieku osiemnastym, gdyby sto lat wcześniej brytyjska arystokracja zrobiła to, co polska: zakazała rodzimym kupcom prowadzenia handlu zagranicznego, delegowała wszystkie swoje kontakty handlowe ze światem zewnętrznym do jednego jedynego portu – który w dodatku byłby miastem na wpół niezależnym – i powierzyła w zasadzie całą obsługę swojej wymiany międzynarodowej Holendrom? Odpowiedź jest raczej oczywista.

Co więc zdaniem Pobłockiego zdecydowało o upadku I Rzeczypospolitej? Cóż… „kilka złych decyzji oraz szereg niefortunnych zbiegów okoliczności” (Pobłocki 2017, 220). Wolne żarty! Nic chyba w Kapitalizmie. Historii krótkiego trwania nie rozczarowało mnie tak bardzo, jak ten fragment. Nie wiem, jaki sens ma rozkręcanie tak wielkiej i złożonej maszynerii pojęciowej, przywoływanie takiej masy teorii i faktów, opisywanie licznych procesów i zjawisk, aby na równie istotne pytanie odpowiedzieć w tak banalny i nieprzekonujący sposób. Moim zdaniem byłoby lepiej, gdyby kwestia ta w ogóle nie znalazła się w książce.

Właściwie mógłby to być dobry moment, abym ustosunkował się do kilku innych fragmentów, w których Pobłocki odnosi się do Fantomowego ciała króla. Niestety ma to niewielki sens. Z przykrością stwierdzam, że chociaż nasze opinie są zbieżne o wiele częściej, niż można by sądzić na podstawie samej lektury Kapitalizmu. Historii krótkiego trwania, Kacper Pobłocki przywołuje moją książkę wyłącznie wtedy, gdy chce podać przykład jakiejś błędnej jego zdaniem tezy, lub wtedy, gdy chce przypisać mi opinie oraz twierdzenia, których nigdy nigdzie nie wypowiedziałem. Z jego książki na przykład dowiedziałem się, że uważam, iż na Zachodzie istniał „autentyczny kapitalizm” (to dosłowny cytat: Pobłocki 2017, 32), a w Polsce go nie było. Tymczasem w swojej pracy pokazywałem, iż kondycja sarmackiej Polski była determinowana w dużej mierze przez to, że została ona włączona jako obszar peryferyjny w obieg rodzącej się na Zachodzie gospodarki kapitalistycznej i że nasza historia była właśnie historią kapitalizmu, tyle że wydarzyła się na jego obrzeżach, a nie w centrum. W innym miejscu Pobłocki ogłasza, że idąc za tezą postawioną przez Krzysztofa Brzechczyna, uważam prawo książęce za „kolejne wcielenie azjatyckiego despotyzmu” (Pobłocki 2017, 395). W dwóch krótkich zdaniach poświęconych temu zagadnieniu pojawiają się cztery nieprawdy. Po pierwsze, nie napisałem, że Krzysztof Brzechczyn postawił taką tezę, ale że szedł on tropem Karola Modzelewskiego, który w książce Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego. X–XIII wiek rozważa tę kwestię. Po drugie, ja sam nie stawiam żadnej tezy, tylko relacjonuję poglądy Modzelewskiego i Brzechczyna. Po trzecie, bynajmniej nie piszę, że ich zdaniem coś było „kolejnym wcieleniem” czegoś, tylko że jedno zjawisko było pod pewnymi względami bliskie drugiemu zjawisku, czyli podobne do niego, a to coś zupełnie innego (człowiek jest podobny do ryby pod tym względem, że ma metabolizm oparty na tlenie, ale nie znaczy to, że człowiek jest „kolejnym wcieleniem” ryby – w ten sposób każde zdanie można sprowadzić do absurdu). Po czwarte zaś, wspomniani powyżej autorzy nie mówią o „azjatyckim despotyzmie”, tylko o azjatyckim sposobie produkcji. Termin „azjatycki despotyzm” wydaje mi się niefortunną i nieco publicystyczną zbitką powstałą z połączenia pojęć „orientalnego despotyzmu” oraz „azjatyckiego sposobu produkcji”. Pochodzą one z różnych tradycji intelektualnych, powstały z różnych pobudek i do czego innego miały służyć: pierwsze pojęcie ukuli Grecy, aby odróżnić się od Persów, drugie zaproponował Marks, żeby opisać szczególny jego zdaniem sposób organizacji produkcji w niektórych państwach Azji, zwłaszcza w Chinach i w Indiach (ale nie tylko). Termin „azjatycki despotyzm” bywa czasem używany, ale nie wiem, do jakich koncepcji odwołuje się Pobłocki i czy nie jest to przypadkowy błąd. Nie będę też dociekał, „co autor miał na myśli”. Uważam, że ktoś, kto tak tendencyjnie i niechlujnie odnosi się do komentowanego tekstu, nie zasługuje na to, aby z nim na ten temat dyskutować.

Nie piszę o tym dlatego, że się obraziłem i chcę przedstawić książkę Pobłockiego jako bezwartościową. Wręcz przeciwnie – mimo wielu uwag polemicznych, które przedstawiłem powyżej, mogę jeszcze raz powtórzyć, że przeczytałem Kapitalizm. Historię krótkiego trwania z przyjemnością i intelektualnym pożytkiem. Uważam tę pracę za pozycję wartościową i ważną, a w polskim kontekście nawet bardzo ważną. Żałuję, że Pobłocki nie chce podejść z większą intelektualną uczciwością do rzeczy, które napisałem – nie tylko z powodu mojego wrodzonego narcyzmu, ale również dlatego, że obaj obracamy się wokół tych samych problemów i mamy bardzo podobne punkty aksjologicznego zapikowania. W bardzo wielu przypadkach mam dokładnie takie samo zdanie, jak autor, a w szczególności obce jest mi esencjalistyczne i zachodniocentryczne myślenie, w ramach którego w Europie i bloku atlantyckim dostrzega się jakieś szczególne cnoty czy wartości sprawiające, że obszar ten z natury góruje nad resztą świata.

Lektura książki Pobłockiego miała dla mnie również taki pożytek, że dzięki niej ponownie przemyślałem ramę pojęciową i terminologię, jaką posługiwałem się, pisząc Fantomowe ciało króla. Jest w nich rzeczywiście podstawowa niespójność. Schemat teoretyczny tej książki opiera się zasadniczo na koncepcji systemów-światów, w którym centrum i peryferie są ze sobą ściśle połączone, a więc wszelkie ograniczenia rozwojowe tych drugich są związane z wpływem tego pierwszego. Jak pokazywał na przykład Andre Gunder Frank, niedorozwój jednych obszarów jest wyprodukowany przez rozwój innych i nie stanowi żadnego „naturalnego” czy „normalnego” stanu wynikającego z lokalnych uwarunkowań. Tymczasem na poziomie terminologicznym w tekście Fantomowego ciała króla często pojawia się termin „zacofanie”, który implicite przywołuje liniowe modele teorii modernizacji. Wprowadza to niespójność i jest dezorientujące. Myślałem nad tym trochę, pisząc książkę, ale może należało poświęcić tej sprawie więcej uwagi i expressis verbis uzasadnić dobór używanych terminów. Ostatecznie wybrałem „zacofanie”, a nie „niedorozwój” – który byłby o wiele wierniejszym przekładem angielskiego underdevelopment – przede wszystkim z dwóch powodów.

Po pierwsze, specyfika Polski polega na tym, że w odróżnieniu od Indii, Peru czy Angoli leży ona w Europie i należy od tysiąca lat do tego samego obszaru cywilizacyjnego co Holandia czy Wielka Brytania, wyznaczanego przede wszystkim przez chrześcijaństwo, ale również przez silne związki gospodarcze i kulturowe. Ma to wielkie znaczenie, co dobrze diagnozuje Alexander Kiossev w przesłankach do swojej koncepcji samokolonizacji (bardziej wątpliwe są jego wnioski, a całkowicie nie do przyjęcia użytek, jaki dzisiaj w Polsce robi z tego pojęcia konserwatywny postkolonializm, ale to osobna sprawa). Z tego powodu przekonanie o przynależności Polski i Europy do tej samej formacji rozwojowej, w obrębie której jedne kraje rozwijają się szybciej, a inne wolniej, nie jest aż tak wielkim uproszczeniem, z jakim mamy do czynienia w przypadku zestawiania ze sobą obszarów o kompletnie odmiennej historii, zwłaszcza jeśli mówimy o okresie od połowy osiemnastego wieku, kiedy to dominująca część polskich elit zdecydowała, że należy dogonić Zachód, kopiując jego rozwiązania (Konstytucja 3 maja, która zniszczyła wszystkie filary ładu sarmackiego, była właśnie wyrazem chęci doganiania Zachodu, a nie jakimś tryumfem kultury staropolskiej, jak mniemają niektórzy).

Po drugie zaś, słowo „niedorozwój” ma w języku polskim silne konotacje, które również stoją w sprzeczności z intencjami teorii zależności – implikuje ono jakiś rodzaj deformacji, a pośrednio również zacofanie; tak na przykład o zaburzeniach rozwojowych u dzieci mówi się czasem jako o „opóźnieniach w rozwoju”. W tym sensie, tłumacząc „niedorozwinięty” znów na angielski, otrzymalibyśmy raczej retarded niż underdeveloped. Model powszechnego liniowego rozwoju wyrzucony drzwiami, wraca oknem.

Pobłocki zamiast terminu „zacofanie” proponuje pojęcie „nierówny rozwój” zaczerpnięte od Neila Smitha. Nie jest to najgorsze rozwiązanie, pod pewnymi względami jest lepsze niż moje, ale nie jest ono też całkowicie wolne od tych samych słabości. Sam „rozwój” implikuje zmianę zgodną z jakimś pozytywnie waloryzowanym i z góry założonym schematem, jeśli nie konstrukcyjnym, to przynajmniej aksjologicznym: o dziecku, które rośnie, powiemy, że się rozwija, ale gdy wzrost ów zaczyna znacznie przekraczać ustalone dla organizmu ludzkiego normy, mówimy o patologii, a nie o rozwoju. W takim przypadku mamy taki luksus, że właściwy wzrost definiuje statystyka i natura, ale nic podobnego nie istnieje w odniesieniu do społeczeństw ludzkich, zwłaszcza jeśli zestawiamy formacje pochodzące z odległych od siebie miejsc i kontekstów społeczno-kulturowych. Nie da się arytmetycznie opracować jednej właściwej formy społecznego, gospodarczego czy kulturowego rozwoju poprzez uśrednianie tego, co empirycznie dane. Ambaras jest tym większy, że epitet „nierówny” sugeruje istnienie zewnętrznego wobec zestawianych przypadków kryterium pomiaru – można powiedzieć, że jeden człowiek jest wyższy od drugiego, bo podajemy ich wzrost w centymetrach, czyli przyrównujemy go do zewnętrznej, niezależnej miary (stawiając ich obok siebie, również porównujemy ich przy pomocy zewnętrznego, niezależnego od nich wymiaru przestrzennej rozciągłości). W przypadku ludzkich społeczeństw niczym takim nie dysponujemy. Idąc tropem etnometodologii, można by powiedzieć, że w takim razie powinniśmy używać autochtonicznych, immanentnych mierników rozwoju, mierząc każde społeczeństwo, grupę czy kraj według ich własnych standardów. To tylko pozornie rozwiązuje problem. Co jeśli normy dominujące w dwóch społecznościach są sobie zasadniczo przeciwstawne? Na przykład jedna społeczność uznaje emancypację kobiet za centralną wartość, a druga – przeciwnie – uważa, że dobre społeczeństwo to takie, w którym kobiety „znają swoje miejsce”? Jeśli przyjmiemy immanentne kryteria rozwoju społecznego, okaże się, że o równym rozwoju możemy mówić wtedy, gdy w jednym miejscu panuje pełne równouprawnienie, a w drugim absolutny patriarchat. Nie są to bynajmniej wydumane problemy. Edward Banfield pokazał na przykład, że w południowych Włoszech, w czasie gdy prowadził tam badania, patronaż i korupcja były powszechnie akceptowanymi sposobami organizacji relacji społecznych (Banfield 1958); podejście immanentne kazałoby więc uznać, że rozwój tego obszaru polega na nasilaniu relacji typu klient–patron. Innym przykładem mogą być Stany Zjednoczone i ich miłość do broni palnej: czy ułatwianie dostępu do broni oznacza rozwój tego kraju? Wątpię.

Ograniczenie znaczenia rozwoju wyłącznie do kwestii materialnych wcale nie rozwiązuje problemu. W jednym miejscu wartością może być maksymalizowanie całościowego wolumenu bogactwa bez zważania na jego dystrybucję (czyli wzrost PKB), a gdzie indziej za właściwą uznana będzie relacja, w której wszyscy otrzymują po równo (jak najniższy współczynnik Giniego), nawet jeśli oznacza to mniejszy wolumen. Który wzorzec jest rozwojowy?

To podstawowy problem i czego nie zrobimy, różnego rodzaju centryzmy i liniowości powrócą. W Polsce obszernie opisał to ostatnio filozof Adam Kubiak w ciekawej książce Rzeczy mniejsze. Dysformia i fiasko: semi-peryferyjne formy kultury (Kubiak 2015), ale nikt nie podjął z nim dialogu. Okazuje się, że nawet teoretycy i teoretyczki mówiący dużo o końcu paradygmatu centro-peryferyjnego i o globalnej reorientacji wolą dyskutować z autorami i autorkami z centralnego, zwłaszcza angloamerykańskiego obiegu intelektualnego, czego książka Pobłockiego jest niestety dobrym przykładem. Autorzy i autorki z peryferii są przywoływani rzadko, a podział intelektualnej pracy jest zorganizowany tak, że wnoszą oni do wspólnego zasobu wiedzy właściwie wyłącznie treści związane z partykularnymi kwestiami peryferii (Witold Kula i jego książka o miarach to jeden z bardzo nielicznych wyjątków). Od stawiania diagnoz ogólnych oraz tworzenia pojęć są badacze i badaczki z centrum. Być może nie da się inaczej napisać podobnej książki, ale to wskazuje raczej na trwałość i siłę podziału na centrum oraz peryferie, a nie – jak chce Pobłocki – na wychodzenie poza ów schemat czy na jego osłabienie.

Gdyby konsekwentnie trzymać się krytyki centryzmów i liniowości, należałoby mówić tylko o „różnorodności form”, a nie o „nierówności rozwoju”. Taka strategia znajduje się w samym centrum postrukturalizmu z jego – słusznie zdiagnozowaną przez Fredrica Jamesona – tendencją do porządkowania przedmiotów zainteresowania wyłącznie w horyzontalnym wymiarze różnorodności i do odmowy wartościowania czegokolwiek w wymiarze wertykalnym (Jameson 1988).   Dlatego   właśnie hermeneutyka, jak chciał Jameson, w postrukturalizmie zostaje zastąpiona przez intertekstualność, a formacje intelektualne, które są w jego obrębie przyswajane, jak na przykład psychoanaliza, muszą zostać pozbawione wertykalności poprzez odrzucenie wszelkich figur o charakterze fundacyjnym (doskonale ilustruje to los psychoanalizy lacanowskiej, z której postrukturalizm usunął kategorię Realnego, fetyszyzując rozważania dotyczące fazy lustra). W ten sposób można by napisać taką książkę, jaką przeczytał Waldemar Kuligowski, czyli pozbawioną ducha krytycznego, pasjonującą opowieść o różnych ciekawych sprawach. Pobłocki wydaje mi się natomiast – na szczęście – rozdarty pomiędzy deklaratywnym postrukturalizmem a proceduralną krytycznością. Jego książka pełna jest wartościowań i porównań odwołujących się do jakiegoś wspólnego porządku wertykalnego. Moim zdaniem inaczej w ogóle nie da się powiedzieć o współczesnym świecie czegoś, co byłoby nie tylko ciekawe, ale również istotne. Owo napięcie między powierzchnią a głębią świadczy o tym, że powoli wychodzimy z postmodernistycznego odurzenia, chociaż póki co jest to proces, którego nie są świadome nawet uwikłane w niego podmioty  . Można mieć nadzieję, że napięcie to wywoła bardziej świadomą debatę na temat ostatecznego kryzysu schematów intelektualnych odziedziczonych po końcówce ubiegłego stulecia.

Wróćmy jednak do Kapitalizmu i kapitalizmu. Równie rozczarowująca jak wyjaśnienie wydarzeń z historii Polski jest proponowana przez Pobłockiego odpowiedź na pytanie, dlaczego świat w dziewiętnastym i dwudziestym wieku wyglądał tak, jak wyglądał, i dlaczego głównym rozgrywającym na arenie światowej stały się kraje Zachodu, w tym przede wszystkim USA. Co ciekawe, za to także odpowiadać ma głównie przypadek czy też „łut szczęścia”, jak twierdzi Kacper Pobłocki, cytując Kennetha Pomeranza. Istotnie, nie sposób odmówić kategorii przypadku użyteczności, bo metodologia badań statystycznych wykazuje, że nigdy nie można go całkowicie wykluczyć, a fizyka kwantowa udowodniła, że właściwie wszystko może się zdarzyć, nawet jeśli pewne rzeczy są bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobne.

Owym przypadkiem, który odmienił bieg dziejów, miałoby być włączenie do równania ekonomicznego paliw kopalnych, a zwłaszcza węgla, którego rozmieszczenie na Ziemi ponoć w jakiś sposób faworyzowało blok atlantycki. Dzięki temu gospodarki Europy i Ameryki mogły skoncentrować przemysł i robić wszystko szybciej oraz wydajniej. To bardzo osobliwe wyjaśnienie. Nie jest prawdą, że w Chinach – jak twierdzi Pobłocki – nie było węgla (Pobłocki 2017, 489). Tak się składa, że najstarsze odkryte przez archeologów dowody wydobycia i użycia tego surowca pochodzą właśnie z tamtych obszarów; już trzy tysiące lat temu działała kopalnia w Fushun w północno-wschodnich Chinach . To, o jak wielkich zasobach mówimy, pokazuje fakt, że obecnie połowa całego światowego wydobycia węgla ma miejsce w Chinach, gdzie wykopuje się go rocznie tyle, ile w kolejnych pod względem wielkości wydobycia dziesięciu krajach razem wziętych. Jeśli chodzi o inne paliwa kopalne, to ropa naftowa, do której rzeczywiście Zachód miał uprzywilejowany dostęp, zaczęła być istotna po koniec dziewiętnastego wieku: Karl Benz opatentował pierwszy nadający się do masowego i regularnego użycia silnik benzynowy w 1879 roku, a Rudolf Diesel silnik na olej napędowy kilka lat później, zatem gdy było już, mówiąc kolokwialnie, pozamiatane. Gaz zaczął liczyć się jeszcze później.

Przyjmuję wszystkie kaloryczno-energetyczne argumenty przytaczane przez Pobłockiego i nie mam wątpliwości, że bez wykorzystania najpierw węgla, a później innych paliw kopalnych blok atlantycki nie osiągnąłby tak znaczącej przewagi nad innymi częściami świata. Nie odbyło się to jednak w tak prosty sposób, jak sugeruje Pobłocki: wrzucamy węgiel do kotłów, „para – buch!, koła – w ruch!”, centralizujemy fabryki, budujemy linie kolejowe i parowce, a za ich pomocą podbijamy świat! Aby doszło do uwolnienia energii węgla na masową skalę i wykorzystania jej w taki sposób, jak miało to miejsce, konieczne były, mówiąc po deleuzjańsku, maszyny oraz przepływy, które owe maszyny mogły modulować. Maszyny w dwóch znaczeniach: po pierwsze mechanizmy, jak na przykład silnik parowy. Jego historia sięga starożytności, w jego rozwoju swój udział miał też świat arabski, a w Europie doskonalono go od połowy siedemnastego wieku, zatem sto lat przed rewolucją przemysłową. Ale nie tylko o silnik parowy chodzi. Nie da się zdominować świata, nie opanowując jego mórz i oceanów, do czego potrzebne były statki oraz inne urządzenia, jak sekstans czy czasomierz – nie tylko precyzyjne, ale także odporne na nieprawidłowości związane z kołysaniem okrętów. To zadziwiające, że Pobłocki przy całym swoim deklarowanym materializmie – który cenię i podzielam – nie zwraca uwagi na tak kluczowy czynnik materialny, jak wysoko rozwinięta w Europie sztuka budowy statków i żeglugi. Na przestrzeni tysiącleci znaczące cywilizacje oraz państwa Europy i basenu Morza Śródziemnego tak z Południa jak Północy – od Egiptu, Fenicji, Grecji i Rzymu, przez Wikingów, Hiszpanię, Portugalię czy Włochów, po Holendrów i Brytyjczyków – były nierozłącznie związane z morzem. Pobłocki powiedziałby zapewne: żeglowali również Arabowie. Jasne! I Arabowie byli jedną z cywilizacji, które miały potencjał do zajęcia pozycji globalnego hegemona, w przeciwieństwie na przykład do naszych tzw. sarmatów, którzy z kresowego matecznika nigdy i nijak nie mogliby władać planetą. Oczywiście, gdyby świat był dzisiaj zorganizowany zgodnie z Pax Arabica, mówilibyśmy, że to dzięki temu, iż Arabowie świetnie żeglowali. I byłaby to prawda. W ogóle nie widzę tu problemu teleologii, któremu dużo miejsca i uwagi poświęca Pobłocki   . Poszukiwanie w przeszłości przyczyn sprawczych teraźniejszości bynajmniej nie jest tym samym, co uznawanie, że coś działo się, bo dążyło do swojego z góry zaplanowanego efektu końcowego – to drugie znaleźć można choćby w opisie ruchu skonstruowanym w Fizyce Arystotelesa. Zarzut teleologii skierowany przez Pobłockiego w stronę prób wykazania, jakie incydenty i stany z przeszłości doprowadziły do stanu obecnego, ma swoje źródło w fakcie, że zdaje się on utożsamiać przyczyny sprawcze z przyczynami celowymi. To błąd logiczny – zresztą nie jedyny. Inny dotyczy mylenia przygodności z przypadkowością. Wysforowanie się bloku atlantyckiego na pozycję światowego lidera było przygodne w tym sensie, że nie musiało się wydarzyć (nie było konieczne), ale nie stanowiło rezultatu przypadku w tym sensie, że nie da się pokazać łańcucha powiązanych ze sobą logicznie przyczyn, które wywołały taki konkretnie skutek.

Wśród owych przyczyny, za sprawą których to właśnie blok atlantycki wykorzystał energię paliw kopalnych w określony sposób, znajduje się również jedna niezwykle ważna maszyna społeczno-przestrzenna, a mianowicie istniejący już wcześniej system kolonialnych przepływów obejmujących całą planetę. Co by nie mówić o osiągnięciach i wynalazkach Chińczyków czy Arabów, pierwsze i do tej pory jedyne globalne imperia zbudowane zostały przez państwa europejskie ­– nie tylko stało się to przed erą paliw kopalnych, ale również więcej niż jeden raz. Posiadłości na wszystkich lub prawie wszystkich kontynentach miały na długo przed dziewiętnastym wiekiem Portugalia, Hiszpania, Holandia, Francja i Wielka Brytania. Piszę o tym bez cienia satysfakcji czy poczucia wyższości. Dokonało się to w sposób skandaliczny z etycznego punktu widzenia i można nawet powiedzieć – w duchu Benjamina – że stanowiło zarazem wielkie osiągnięcie cywilizacyjne i wyraz bezwzględnego barbarzyństwa Europy oraz słabości jej norm etycznych. Ale jednak miało to miejsce i poprzedzało globalny kapitalizm dziewiętnastego wieku.

Kwestię tę trzeba jakoś wytłumaczyć i nie można twierdzić, jak sugeruje Pobłocki  , że wszelkie próby wskazywania historycznych przyczyn takiego rozwoju wypadków to teleologia. A gdy próbujemy to wyjaśnić inaczej niż esencjalistycznie, przy pomocy jakiejś etyki pracy czy szczególnej racjonalności, systematycznie wracamy do „odkrycia” Ameryki przez Kolumba, kradzieży złota Inków i Azteków – dzięki którym Europa mogła wreszcie zbilansować swoją wymianę międzynarodową oraz skompensować swoje liczne braki – i dochodzimy wreszcie do konstrukcji trójkąta atlantyckiego, na którym Wielka Brytania zakumulowała kapitał, pozwalający jej w dziewiętnastym wieku, dzięki węglowi i parze, rozbudować swoje imperium, a wraz z nim stworzyć kapitalizm w węższym, ekonomicznym sensie zaproponowanym przez Pobłockiego za Polanyim. To powód, dla którego przełom piętnastego i szesnastego wieku jawi się jako nowy początek czy też punkt startowy współczesnego porządku i – w mojej opinii słusznie – zdaje się inicjować to, co nazywamy nowoczesnością. Przekonanie Pobłockiego, że kapitalizm w sensie społecznym istniał od zawsze, a w sensie ekonomicznym zaczął się w dziewiętnastym wieku, pozwala prześlepić owo zasadnicze zerwanie. To przykład obecnego w książce Pobłockiego prymatu konstrukcji teoretycznych nad wyjaśnieniami faktów: z jego definicji kapitalizmu w szerokim i wąskim sensie wynika, że w piętnastym wieku nic szczególnego się nie stało, bo jedno było dużo wcześniej, a drugie pojawiło się znacznie później, więc w ogóle nie ma nad czym rozprawiać.

Nie mam pomysłu na podsumowanie tych nieco chaotycznych rozważań sprowokowanych książką Kacpra Pobłockiego. Napisałem już i tak więcej, niż przewiduje konwencja recenzji czy artykułu polemicznego, a wiele wątków pozostało wciąż nietkniętych (jak na przykład materializm, akumulacja pierwotna i czasowości kapitalizmu – oraz szerzej: rola wymiaru czasowego w jego działaniu – kategoria „miejskości” czy postulaty pozytywnej zmiany). Zarysowanie tak szerokiego i obszernego spektrum problemów do dyskusji jest niewątpliwą zaletą książki Pobłockiego. Mam nadzieję, że taka dyskusja się odbędzie.

 

Jan Sowa

 

 

Wykaz literatury

 

Amin, Samir. 1970. Accumulation à l’échelle mondiale. Paris: Edition Anthropos.

Banfield, Edward. 1958. The Moral Basis of a Backward Society. Glencoe: The Free Press.

Brenner, Robert. 1977. „The Origins of Capitalist Development: A Critique of Neo-Smithian Marxism.” New Left Review I/104 July–August.

Engels, Fryderyk. 1961. „Położenie klasy robotniczej w Anglii. Na podstawie własnych obserwacji i autentycznych źródeł”. Tłum. Aleksander Długosz. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła. T. 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Graeber, David. 2004. Fragments of an Anarchist Anthropology. Chicago: Prickly Paradigm Press.

Horkheimer, Max. 1983. „Teoria tradycyjna a teoria krytyczna”. Tłum. Jerzy Łoziński. Colloquia Communia 2.

Jameson, Fredric. 1988. „Postmodernizm albo kulturowa logika późnego kapitalizmu”. Tłum. K. Malita . Pismo Literacko-Artystyczne 4.

Kubiak, Adam. 2015. Rzeczy mniejsze. Dysformia i fiasko: semi-peryferyjne formy kultury. Rzeszów: Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej”. T. 1. Tłum. zbiorowe. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła. T. 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Pobłocki, Kacper. 2017. Kapitalizm. Historia krótkiego trwania. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.

Polanyi, Karl. 2010. Wielka transformacja. Polityczne i ekonomiczne źródła naszych czasów. Tłum. Maria Zawadzka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Smith, Neil. 2008. Uneven Development. Nature, Capital, and the Production of Space. Athens: The University of Georgia Press.

Sowa, Jan. 2007. Ciesz się, późny wnuku! Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna. Kraków: Korporacja Ha!art.

Sowa, Jan. 2011. Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą. Kraków: Universitas.

Sowa, Jan. 2016. „Undisciplined Unacademic Zone.” mezosfera.org September 30. http://mezosfera.org/undisciplined-unacademic-zone/.

Wacquant, Loïc. 2012. „Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu”. Tłum. Agnieszka Kowalczyk, Krystian Szadkowski. Praktyka Teoretyczna 5.

 

Dziękuję Iwonie Bojadżijewie, Łukaszowi Mollowi i Michałowi Pospiszylowi za lekturę tego artykułu i uwagi, dzięki którym stał się lepszy.