Seminarium 2016/2017 – „Kapitał” Karola Marksa. Księga II: znaczenie i perspektywy

944878_603563839801592_7550570143666098700_nKAPITAŁ KAROLA MARKSA. KSIĘGA II: ZNACZENIE I PERSPEKTYWY

Zgłoszenia udziału na adres: praktyka.teoretyczna@gmail.com

Szczegóły dotyczącze zgłoszeń

W trakcie tegorocznego cyklu seminariów „Praktyki Teoretycznej” zajmiemy się II księgą Kapitału Karola Marksa. Podejmiemy namysł nad zaprezentowanym tam ujęciem procesu cyrkulacji kapitału i możliwościami wykorzystania Marksowskich analiz zarówno do zrozumienia mechanizmów funkcjonowania kapitalizmu w jego historycznej zmienności (ze szczególnym uwzględnieniem jego aktualnej postaci), jak również do politycznej interwencji skutecznie przerywającej ten obieg. Punkt wyjścia stanowić tu będzie wykładnia akumulacji kapitału z księgi I. W głównej części seminarium, zajmiemy się natomiast uważną analizą księgi II, przyglądając się obiegom kapitału również w ich wymiarze przestrzennym i czasowym, starając się wskazywać na możliwe punkty zerwania i nieciągłości, na których koncentrować się może skuteczna walka klasowa. Bazując na powyższej analizie, podejmiemy próbę krytyki i rozwinięcia myśli Marksa z II tomu, posiłkując się pracami jego bezpośrednich spadkobierczyń teoretycznych (takich jak Róża Luksemburg), jak i późniejszymi analizami (od ekonomii efektywnego popytu Michała Kaleckiego, przez teorie obiegu pieniężnego, po analizy odwołujące się do koncepcji kapitalizmu kognitywnego czy bioprodukcji). W centrum całego naszego cyklu znajdować się będzie problematyka mechanizmu ciągłej akumulacji kapitału (reprodukcji rozszerzonej), warunków możliwości jego zakłócania, a także typowa dla tego procesu funkcja pieniądza. Spojrzymy zatem na sfery kapitalistycznej produkcji, dystrybucji i wymiany, uwzględniając wspólnie kluczowe role odgrywane przez zorganizowaną klasę robotniczą, instytucję państwa oraz sektor finansowy.

25-26 listopada 2016, Poznań

25 listopada – spotkanie publiczne – David Harvey, Przewodnik po Kapitale Karola Marksa

26 listopada – Kapitał Księga I

Lektury:

  • K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom 1, Książka i Wiedza, Warszawa 1968 (1-3 rozdział).

Referaty:

  • Krystian Szadkowski, Metoda Marksa.
  • Maciej Szlinder, Ujęcie akumulacji kapitału w księdze I.
  • Mikołaj Ratajczak, Znaczenie Rezultatów bezpośredniego procesu produkcji.

13-14 stycznia 2017, Warszawa

14 stycznia– Księga II – Dział pierwszy

Lektury:

  • K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom 2, Książka i Wiedza, Warszawa 1977 (rozdziały 1-6).

Referaty:

  • Krystian Szadkowski, Polityczne czytanie schematów obiegu kapitału
  • Piotr Juskowiak, Logistyka i transport

24-25 lutego 2017, Poznań

25 lutego – Księga II – Dział drugi

Lektury:

  • K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom 2, Książka i Wiedza, Warszawa 1977 (rozdziały 7-9; 12-17).

Referaty:

  • Tomek Płomiński, Eliasz Robakiewicz, Teorie kapitału trwałego i obrotowego: Smith, fizjokraci, Ricardo
  • Joanna Bednarek, Czas produkcji a czas pracy w kontekście pracy biopolitycznej.

21-22 kwietnia 2017, Warszawa

21 kwietnia – [SPOTKANIE PUBLICZNE]

22 kwietnia- Księga II – Dział trzeci

Lektury:

  • K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. Tom 2, Książka i Wiedza, Warszawa 1977 (rozdziały 18-21).
  • M. Kalecki, Marksowskie równania reprodukcji a współczesna ekonomia, w: Tegoż, Dzieła Tom 2. Kapitalizm: Dynamika gospodarcza, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1980 (s. 493-500).

Referaty:

  • Maciej Szlinder, Równania reprodukcji w teorii Kaleckiego.
  • Piotr Juskowiak, Przestrzenie kapitału.

26-27 maja 2017, Poznań

26 maja – [SPOTKANIE PUBLICZNE]

27 maja – Akumulacja kapitału Róży Luksemburg

Lektury:

  • R. Luksemburg, Akumulacja kapitału. Przyczynek do ekonomicznego wyjaśnienia imperializmu, Książka i Prasa, Warszawa 2011 (dział pierwszy, rozdziały 4-9 [s. 121-227]; dział trzeci [s. 407-571]).
  • T. Kowalik, Akumulacja kapitału Róży Luksemburg, w: Tamże.

Referaty:

  • Gabriel Klimont, Antykrytyka Róży Luksemburg.
  • Eliasz Robakiewicz, Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu Tadeusza Kowalika.
  • Marcin Czachor, Czy i jak możliwa jest akumulacja kapitału? Spory wśród ekonomistów burżuazyjnych.

30 czerwca – 1 lipca 2017, Warszawa

30 czerwca – [SPOTKANIE PUBLICZNE]

1 lipca – Konteksty

Lektury:

  • R. Bellofiore, M. Passarella, Finanse i problem realizacji u Róży Luksemburg: interpretacja „cyrkulatywistyczna”, „Praktyka Teoretyczna” 2012, nr 6.
  • M. Kalecki, Zagadnienie realizacji u Tugana-Baranowskiego i Róży Luksemburg, w: Tegoż, Dzieła Tom 2. Kapitalizm: Dynamika gospodarcza, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1980 (s. 484-492).
  • P. Zarembka, Late Marx and Luxemburg: opening a development within political economy, w: R. Bellofiore (red.), Rosa Luxemburg and the Critique of Political Economy, Routledge, London-New York 2009, s. 64-80.

Referaty:

  • Maciej Szlinder, Cyrkulatywiści od Grazianiego do Bellofiore.
  • Mikołaj Ratajczak, Teoria Róży Luksemburg a kapitał finansowy (Toporowski, Minsky).
  • Agnieszka Kowalczyk, Przemiany bioprodukcji a II księga Kapitału.
  • Kamil Piskała, Reprodukcja kapitału a teorie imperializmu. Lenin a Luksemburg.

Koordynator seminarium: Maciej Szlinder

Florian Nowicki – Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa

Abstrakt: Publikowany tekst jest przekrojowym omówieniem funkcji pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie na gruncie myśli Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Stanowi jeden z głosów w debacie o pracy reprodukcyjnej.

Słowa kluczowe: Karol Marks, Fryderyk Engels, kapitalizm, komunizm, praca reprodukcyjna, patriarchat.

Niniejszy artykuł poświęcony jest problemowi usytuowania pracy reprodukcyjnej w kapitalistycznym systemie ekonomicznym – w świetle Marksowskiej teorii wartości dodatkowej. Interesują nas zatem nie tyle poglądy Marksa1 na stan faktyczny, ile wpisane w teorię wartości dodatkowej intuicje dotyczące stosunku kapitału do pracy reprodukcyjnej, warunków możliwości2 zainteresowania kapitału konserwacją „prywatnej” pracy reprodukcyjnej.

Zacznijmy jednak od tego, ż „prywatna” praca reprodukcyjna nie jest – w ujęciu Marksa i Engelsa – oryginalnym wynalazkiem kapitalizmu, ale zachowanym3 elementem wcześniejszego sposobu produkcji, określanego przez Marksa jako „drobne gospodarstwo”4[1], tudzież „patriarchalna wiejska produkcja rodziny chłopskiej”[2]5, w którym rodzina monogamiczna wytwarza samodzielnie rzeczowe warunki własnej reprodukcji.

Ukształtowanie się tego sposobu produkcji – w procesie rozkładu ustroju rodowego[3] – było w ujęciu Engelsa równoznaczne z przekształceniem pracy domowej kobiet w „służbę prywatną”: „Prowadzenie gospodarstwa domowego utraciło swój charakter publiczny. Nie obchodziło ono już społeczeństwa. Stało się ono służbą prywatną: żona stała się pierwszą służącą…”6.7

Kapitalistyczna fabryka, zastępując „drobne gospodarstwo”8 w charakterze podstawowej jednostki produkcyjnej, pozbawia rodzinę monogamiczną zdolności do samodzielnego wytwarzania rzeczowych warunków własnej reprodukcji. Gospodarstwo rodziny monogamicznej – okrojone z części produkcyjnej – zawężone zostaje do samego gospodarstwa domowego (organizującego proces konsumpcji). Wraz z rodzinnym gospodarstwem domowym zachowuje się właściwy mu stosunek: prywatna służba żon na rzecz mężów (w sferze organizacji procesu konsumpcji). W ujęciu Marksa i Engelsa, „aktywizacja zawodowa” żon proletariuszy zawęża jednakże skalę jego reprodukcji, a – przejawiająca się w tym stosunku – władza męża nad żoną traci (w środowisku proletariackim) swoją „bazę”.

Praca reprodukcyjna żony robotnika – o ile nie zostaje przez kapitalizm „rozłożona” – stanowi bezpośrednią kontynuację pracy reprodukcyjnej chłopki, a towarzysząca jej „brutalność” (męża wobec żony) – kontynuację tej „brutalności”, która zrodziła się wraz z rodziną monogamiczną (tj. na długo przed kapitalizmem).

Kapitalizm należy – w związku z powyższym – obwiniać nie o to, że stwarza instytucję „prywatnej” pracy domowej (reprodukującą stosunki patriarchalne), a jedynie o to, że ją zachowuje (albo, że: nie rozkłada jej do końca). W ujęciu Marksa i Engelsa kapitalizm nie jest systemem propatriarchalnym, ale zdecydowanie antypatriarchalnym (co nie znaczy: przyjaznym kobietom).

Jakkolwiek przerażający i odrażający jest – czytamy u Marksa – obraz rozkładu dawnej rodziny w systemie kapitalistycznym, to przecież wielki przemysł, wyznaczając kobietom, młodocianym i dzieciom obojga płci tak przemożną rolę w społecznie zorganizowanym procesie produkcji poza sferą życia domowego, stwarza tym samym nową ekonomiczną podstawę dla wyższej formy wzajemnego stosunku płci9.

Wyzwolenie kobiety dopiero wówczas będzie możliwe, gdy weźmie ona udział na wielką skalę w produkcji społecznej, a praca domowa będzie ją absorbowała tylko w nieznacznej mierze. A to stało się możliwe dopiero dzięki wielkiemu przemysłowi nowożytnemu, który nie tylko umożliwia pracę kobiet na wielką skalę, lecz nawet formalnie jej wymaga i coraz bardziej dąży do wcielenia prywatnego gospodarstwa domowego do przemysłu społecznego”10.

…odkąd wielki przemysł przeniósł kobietę z domu na rynek pracy i do fabryki, czyniąc ją często żywicielką rodziny, ostatnia pozostałość panowania mężczyzny traci wszelki grunt w domu proletariusza – oprócz pewnej jeszcze brutalności w stosunku do kobiet, która się zjawiła w rodzinie od czasu wprowadzenia monogamii. […] rodzina proletariacka nie jest już rodziną monogamiczną w ścisłym znaczeniu…”11.

Kapitalizm niszczy rodzinę proletariacką, prowadzi do jej rozkładu: „…wielki przemysł – czytamy w Kapitale – wraz z podstawą ekonomiczną dawnej rodziny i odpowiadającą jej pracą rodzinną rozkłada też same dawne stosunki rodzinne” (Marks 1968, 582). „W pełni rozwinięta rodzina – czytamy w Manifeście komunistycznym – istnieje tylko dla burżuazji; ale jej uzupełnieniem jest przymusowy brak rodziny u proletariuszy i publiczna prostytucja”.

Burżuazyjne frazesy o rodzinie i wychowaniu, o tkliwym stosunku między rodzicami a dziećmi stają się tym wstrętniejsze, im bardziej rozwój wielkiego przemysłu niszczy w środowisku proletariuszy wszelkie więzi rodzinne, a dzieci stają się zwykłym przedmiotem handlu i narzędziami pracy12.

Zatrudnianie kobiety w fabryce – pisze z kolei młody Engels – nieuchronnie powoduje zupełny rozkład rodziny […] Matka, która nie ma czasu zatroszczyć się o swe dziecko ani darzyć go w pierwszych latach najzwyklejszymi dowodami miłości macierzyńskiej, matka, która rzadko tylko widuje swoje dziecko, nie może być dla tego dziecka matką…13.

Kapitalizm nie tylko rozkłada rodzinną pracę domową, ale również pozbawia kobiety umiejętności jej wykonywania. Jak pisze Engels:

…dziewczyna, która od dziewiątego roku życia pracowała w fabryce, nie miała możności zaznajomić się z zajęciami domowymi, i dlatego wszystkie robotnice fabryczne są w tej dziedzinie całkiem niedoświadczone i nie nadają się zupełnie na gospodynie domowe. Nie potrafią ani szyć, ani cerować, ani gotować, ani prać, nie znają najzwyklejszych czynności gospodyni domu, a o tym, jak należy obchodzić się z małymi dziećmi – nie mają w ogóle pojęcia14.

Podobną uwagę wypowiada Marks, wskazując na pozytywne rezultaty kryzysu bawełnianego, towarzyszącego amerykańskiej wojnie domowej: „…kryzys był jeszcze pod wielu innymi względami korzystny. Żony robotników teraz dopiero znalazły czas i możność karmienia dzieci piersią, gdy przedtem zatruwały je kordiałem Godfreya (preparatem opiumowym). Znalazłyby czas, aby nauczyć się gotować. Niestety, sztukę kulinarną zdobyły wtedy, kiedy nie miały co jeść. Ale widać z tego, jak kapitał w celu pomnażania swej wartości uzurpował sobie prawo do pracy rodziny, potrzebnej do zaspokojenia jej potrzeb. Skorzystano również z kryzysu, aby w szkołach szycia uczyć szyć córki robotników. Trzeba było rewolucji amerykańskiej i kryzysu światowego, aby dziewczęta robotnicze przędące dla całego świata nauczyły się szyć!”15.

Kapitalizm, jak zdaje się zakładać Engels, wyklucza możliwość pracy kobiety na dwóch „etatach”, domowym i zarobkowym:

Dopiero wielki przemysł naszych czasów znów otworzył kobiecie – i to tylko proletariuszce – drogę do produkcji społecznej. Ale dzieje się to w ten sposób, że jeśli spełnia ona swe obowiązki w prywatnej służbie rodziny, pozostaje wyłączona z produkcji publicznej, nie może niczego zarobić. Jeśli zaś kobieta chce uczestniczyć w produkcji społecznej i samodzielnie zarobkować, to nie jest w stanie spełniać obowiązków rodzinnych. Takie samo jak w fabryce jest położenie kobiety we wszystkich dziedzinach działalności aż po medycynę i adwokaturę16.

W tej perspektywie zasadniczą prawidłowością kapitalizmu wydaje się rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego, w ramach którego wykonywana jest praca domowa.

Reprodukcja rozszerzona (kapitału) jest zarazem rozszerzoną reprodukcją samego stosunku kapitałowego: pomnażaniem proletariatu[5]. Oczywiście, rozszerzona reprodukcja kapitału i stosunku kapitałowego nie musi odbywać się kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego. Dodatkowych sił roboczych może dostarczać kapitałowi sam wzrost demograficzny, albo po prostu rezerwowa armia pracy. O ile jednak reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na pozyskiwanie kobiecych sił roboczych, o ile prowadzi więc nie tylko do wzrostu zatrudnienia, ale również do wzrostu udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych – musi ona (w optyce Marksa i Engelsa) odbywać się kosztem uszczuplenia (globalnego) nakładu pracy reprodukcyjnej: więcej proletariatu = mniej patriarchatu.           

Do tej pory ustaliliśmy (w imieniu Marksa i Engelsa) jedynie tyle, że prywatna praca reprodukcyjna:

– nie jest oryginalnym produktem systemu kapitalistycznego,

– może (albo musi) padać ofiarą rozszerzonej reprodukcji stosunku kapitałowego.

Obydwa te ustalenia nie kłócą się jednakże z faktem, że w ramach systemu kapitalistycznego prywatna praca reprodukcyjna żon robotników – o ile nie zostaje rozłożona do końca – współtworzy zamknięty obieg kołowy z kapitalistyczną produkcją przemysłową, obejmującą dział I, wytwarzający środki produkcji, i dział II, wytwarzający środki utrzymania.

Marks nie bada pracy domowej, wykonywanej w ramach stosunku patriarchalnego, na tym samym szczeblu abstrakcji, na którym bada – w I tomie Kapitału – pracę fabryczną wykonywaną w ramach stosunku kapitałowego. Praca domowa pojawia się w jego rozważaniach zawsze w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi. Na najwyższych szczeblach abstrakcji praca domowa w ogóle nie istnieje, a cały problem reprodukcji (siły roboczej) rozwiązuje niejako dział II gospodarki kapitalistycznej. Na najwyższych szczeblach abstrakcji proces reprodukcji siły roboczej sprowadzony jest do czystej konsumpcji produktów działu II – nie ma więc nic wspólnego z jakąkolwiek pracą, wykonywaną poza stosunkami kapitalistycznymi. Jest to, owszem, konsumpcja produkcyjna, w tym sensie, iż produkuje ona siłę roboczą – nie towarzyszy jej jednak żadna dodatkowa praca organizacyjna. Wykonawcami pracy reprodukcyjnej są więc (jak gdyby) robotnicy działu II. Zstępując z wyżyn abstrakcji, by rozpatrzyć maszynę jako środek pozyskiwania (przez kapitał) kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych[6], Marks czuje się jednak zmuszony potraktować zagadnienie reprodukcji siły roboczej w sposób konkretniejszy, uwzględniający (wymierny) udział (w procesie reprodukcji siły roboczej) pracy domowej żon proletariuszy. Na konkretniejszym szczeblu Marksowskich analiz mamy więc faktycznie do czynienia z zamkniętym obiegiem kołowym, w ramach którego dział II, „konsumując” produkcyjnie produkty działu I, wytwarza rzeczowe składniki procesu reprodukcji siły roboczej, które produkcyjnie „konsumuje” praca domowa kobiet, by wytworzyć siłę roboczą, „konsumowaną” produkcyjnie przez obydwa działy produkcji kapitalistycznej.

Pamiętajmy jednakże, że sam udział prywatnej pracy domowej w kapitalistycznym kole reprodukcyjnym nie dowodzi jeszcze strukturalnej zgodności obydwu elementów: kapitalistycznego i patriarchalnego; w szczególności nie dowodzi, iż prywatna praca reprodukcyjna żon robotników stanowi – z punktu widzenia celu kapitału, jakim jest maksymalizowanie globalnej wartości dodatkowej – efektywniejsze rozwiązanie problemu kosztów reprodukcji siły roboczej, niż (ewentualne) rozwiązanie tego problemu w ramach samych stosunków kapitalistycznych – tzn. albo sprowadzenie całej reprodukcji siły roboczej do konsumpcji produktów działu II (jak zakłada Marks na wyższych szczeblach abstrakcji), albo objęcie usług reprodukcyjnych stosunkami kapitalistycznymi (opcja, od której Marks zasadniczo abstrahuje). Ewentualna zgodność tych elementów musi być dopiero teoretycznie dowiedziona.

Nasuwają się zatem dwa pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć, trzymając się ściśle założeń Marksowskiej teorii wartości dodatkowej, wyłożonej w Kapitale:

Czy reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze jest z punktu widzenia kapitału korzystniejsza od reprodukcji rozszerzonej o charakterze „bezpłciowym” (nie zwiększającej udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych)?

Czy rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem stosunku patriarchalnego, oprócz (ewentualnych) korzyści, generuje – z punktu widzenia kapitału – jakieś straty, uszczuplające/znoszące/przewyższające (ewentualne) korzyści (o których mowa w punkcie 1)?

Dopiero rozstrzygnięcie obydwu tych problemów pozwoli udzielić (w imieniu Marksa) odpowiedzi na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w ramach systemu kapitalistycznego, będące w istocie pytaniem o stosunek kapitalizmu do patriarchatu. Pytamy zatem faktycznie o to, czy kapitalizm, o ile zachowuje przedkapitalistyczną instytucję patriarchalnej służby domowej żon, czyni to „celowo”, we własnym, dobrze pojętym interesie, czy też toleruje owo „obce ciało” jedynie wskutek swej bezsilności – w obliczu starszej od kapitału, i reprodukującej się bez jego pomocy, potęgi społecznej, a mianowicie: patriarchatu. Czy patriarchalna instytucja kobiecej „niewoli domowej” reprodukuje się wbrew kapitałowi, czy też w jego interesie?

Pytanie pierwsze: czy (i dlaczego) kapitał pragnie kobiecych sił roboczych?

Rozważając korzyści, jakie uzyskuje kapitał z tytułu reprodukcji rozszerzonej zorientowanej na kobiece siły robocze, musimy wyraźnie oddzielić te profity, które wynikają z samej reprodukcji rozszerzonej (jako takiej), od dodatkowych korzyści wynikających z jej orientacji płciowej (tudzież płciowo-wiekowej). Reprodukcja rozszerzona jako taka sprowadza się do rozszerzenia skali produkcji, czyli: rozszerzenia pola wyzysku. Pewna część wartości dodatkowej zostaje zakumulowana, tzn. przeznaczona na dodatkowy kapitał stały i dodatkowy kapitał zmienny. Kapitał wchłania dzięki temu większą (niż przy poprzednim obrocie) masę pracy żywej, a więc również – większą masę pracy dodatkowej, co daje wzrost globalnej wartości dodatkowej (w stosunku do poprzedniego cyklu „rozliczeniowego”). Reprodukcja rozszerzona w postaci czystej, taka jaką bada Marks w II tomie Kapitału, zakłada proporcjonalny przyrost pracy niezbędnej i pracy dodatkowej, a przeto nie przewiduje zmiany wysokości płac, a więc – zmiany stopy wartości dodatkowej (stopy wyzysku). Procentowy przyrost masy globalnej wartości dodatkowej jest zatem równy procentowemu przyrostowi kapitału zmiennego, ten zaś – procentowemu przyrostowi zatrudnienia.

O ile reprodukcja rozszerzona (w postaci czystej) powiększa masę wartości dodatkowej stosownie do rozszerzenia pola wyzysku, o tyle reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze (rozpatrywana przez Marksa w kontekście rozważań nad maszyną) pozwala połączyć rozszerzenie pola wyzysku z jednoczesnym podniesieniem jego stopy. Podniesienie stopy wyzysku jest właśnie tą korzyścią, która wynika nie z reprodukcji rozszerzonej jako takiej, ale z jej specyficznej orientacji płciowej. Dlaczego tak się dzieje? Można by to wyjaśnić w sposób niezwykle prosty, odwołując się do banalnej konstatacji, że kobiety zarabiają po prostu mniej niż mężczyźni, z czego wynika, iż wzrost udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych musi prowadzić do obniżenia płacy przeciętnej, a przeto – powiększenia stopy wyzysku. Teoria Marksa pozwala jednakże wyjaśnić wpływ „prokobiecej” orientacji reprodukcji rozszerzonej na stopę wyzysku – bez odwoływania się do wspomnianej tu okoliczności „empirycznej”, tzn. przy abstrahowaniu od jakichkolwiek nierówności płacowych w przekroju płciowym (tudzież wiekowym). Otóż, jednoczesne wystąpienie dwóch czynników wzrostu masy wartości dodatkowej (rozszerzenie skali produkcji i powiększenie stopy wyzysku) wynika w tych okolicznościach (orientacja reprodukcji rozszerzonej na kobiece siły robocze) z samej Marksowskiej definicji wartości siły roboczej, skonkretyzowanej przez Marksa specjalnie na tę okazję, w ustępie zatytułowanym: O tym jak kapitał przywłaszcza sobie dodatkowe siły robocze. Praca kobiet i dzieci.

Zwykła definicja wartości siły roboczej uwzględnia okoliczność, że „Suma środków utrzymania, niezbędnych do produkcji siły roboczej, obejmuje […] również środki utrzymania zastępców, czyli dzieci robotników…” (Marks 1968, 198). Implicite zakłada się tu, iż – określająca wartość siły roboczej – suma środków utrzymania musi również obejmować środki utrzymania żony (bez której trudno byłoby o „zastępców”). Definicja ta nie wspomina jednakże o jej (ewentualnej) aktywności zarobkowej, a przeto sugeruje, że mąż jest jedynym „żywicielem” rodziny. Implicite stawia się tu znak równości między (jednostkową) płacą roboczą a pieniężnym dochodem rodziny proletariackiej.

„Aktywizacja zawodowa” kobiet (i dzieci) – rozpatrywana jako proces masowy – znosi jednakże równanie: (jednostkowa) płaca robocza = pieniężny przychód rodziny robotniczej. Pytanie brzmi: która z tych wielkości ma się obecnie równać cenie wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny robotniczej? Jako że zakładanym przez Marksa „celem” jest tutaj zapewnienie rodzinie proletariackiej niezbędnych środków utrzymania, nie ma żadnego powodu, by rodzina proletariacka dysponowała dwukrotnie większym wolumenem środków utrzymania z tego tylko powodu, że podwoiła się (przeciętna) ilość osób zarobkujących w rodzinie. Niejako wbrew popularnej maksymie, że „od przybytku głowa nie boli”, kapitał uwalnia rodzinę robotniczą od problemów związanych z nadmiarem środków utrzymania, sprowadzając wartość (jednostkowej) siły roboczej do wartości wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny proletariackiej – podzielonej przez przeciętną ilość osób w rodzinie, zatrudnionych przez kapitał, tzn. samodzielnie zarobkujących:

Wartość siły roboczej określał nie tylko czas pracy potrzebny do utrzymania indywidualnego robotnika dorosłego, lecz także czas pracy potrzebny do utrzymania rodziny robotniczej. Rzucając na rynek pracy wszystkich członków rodziny robotniczej, maszyna rozkłada wartość siły roboczej mężczyzny na całą jego rodzinę. Zmniejsza więc wartość jego siły roboczej. […] Cztery osoby muszą oddawać kapitałowi nie tylko pracę, lecz również pracę dodatkową, aby jedna rodzina mogła utrzymać się przy życiu. W ten sposób maszyna powiększając od samego początku eksploatowany materiał ludzki, właściwe pole wyzysku dla kapitału, podwyższa zarazem stopień wyzysku17.

Przy założeniu, że koszty reprodukcji rodziny robotniczej utrzymują się na wyjściowym poziomie, łączna płaca wszystkich pracujących dla kapitału członków/członkiń rodziny proletariackiej równa się dawnej płacy męża/ojca z okresu, gdy był on jedynym „żywicielem” rodziny. Równoczesne rozszerzenie pola wyzysku i podniesienie jego stopy wynika tu zatem nie z tego, że kobiety (czy dzieci) zarabiają mniej od mężczyzn, ale z samej definicji wartości siły roboczej, która (w wersji skonkretyzowanej) wskazuje explicite na mechanizm „rozkładania” wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę (w miarę jej „aktywizacji zawodowej”).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi: kapitał pragnie kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych dlatego, że zorientowana na nie reprodukcja rozszerzona pozwala uzupełnić zwykłe korzyści z tytułu rozszerzenia pola wyzysku korzyścią dodatkową, wynikającą z podniesienia stopy wyzysku.

Pytanie drugie: czy zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego generuje (z punktu widzenia kapitału) jakieś straty?

Odpowiadając na pytanie pierwsze, abstrahowaliśmy całkowicie od problemu, którego dotyczy bezpośrednio pytanie drugie. Pozwoliliśmy sobie zatem na wycięcie z cytowanej wypowiedzi Marksa, zawierającej skonkretyzowaną definicję wartości siły roboczej, następującego fragmentu:

Kupno rodziny rozdrobnionej np. na cztery siły robocze kosztuje może więcej, niż dawniej kosztował zakup siły roboczej głowy rodziny, ale za to 4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej18.

Otóż, w świetle wyjaśnień Marksa, kosztuje ono więcej nie dlatego, że bardziej spracowana rodzina musi konsumować więcej niż wcześniej, ale dlatego, że żona/matka przestała wykonywać pracę reprodukcyjną. Oderwanie kobiet od pracy reprodukcyjnej podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej. Wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej stanowi jak gdyby „miarę” oszczędności, które uzyskiwał kapitał (w punkcie wyjścia) z tytułu wykonywania przez żony robotników pracy reprodukcyjnej (a które utracił, „aktywizując” żony proletariuszy).

Ponieważ niektóre funkcje rodziny, np. doglądanie i karmienie dzieci itd., nie mogą być w zupełności zniesione, przeto matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów. Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu. Dodajmy do tego jeszcze, że oszczędność i celowość w spożywaniu i przygotowywaniu środków utrzymania staje się niemożliwa (Marks 1968, 468-469).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi zatem: zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej.

Utraconą przez kapitał oszczędność zbadamy najpierw równie jednostronnie, jak badaliśmy przed chwilą (dodatkową) korzyść, uzyskiwaną przez kapitał, gdy reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze. Tak jak wówczas abstrahowaliśmy od wzrostu kosztów reprodukcji rodziny robotniczej (z tytułu niewykonywania przez kobiety pracy reprodukcyjnej), tak obecnie będziemy abstrahować od innego rodzaju oszczędności, które zakłada – omówiony wcześniej – mechanizm „rozkładania” (wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę – w miarę jej „aktywizacji”).

Aby zbadać interesującą nas tu oszczędność w postaci czystej, musimy założyć – jako punkt odniesienia – sytuację, która – z historycznego punktu widzenia – jest zupełnie nierealistyczna, a mianowicie sytuację, w której żony proletariuszy ani nie pracują dla kapitalistów, ani nie wykonują pracy reprodukcyjnej. Nazwijmy ją sytuacją A, w odróżnieniu od sytuacji B, w której kobiety wykonują pracę reprodukcyjną (natomiast nie wykonują pracy fabrycznej).

Załóżmy, że w sytuacji A, statystyczny mąż pracuje w fabryce 12 godzin, z czego 6 przypada na pracę niezbędną, a 6 na pracę dodatkową (stopa wartości dodatkowej = 1), żona oddaje się zaś wyłącznie konsumowaniu.

W sytuacji B, statystyczny mąż pracuje a fabryce tyle, ile pracował, natomiast statystyczna żona wykonuje pracę reprodukcyjną – równą pod względem długości i intensywności fabrycznej pracy męża. Dzięki 12 godzinom pracy reprodukcyjnej żony, kapitał może – zakładając na potrzeby przedstawienia mechanizmu – obniżyć płacę roboczą (wartość siły roboczej męża) o 2/3, tzn. skrócić pracę niezbędną męża z 6 godzin do 2, co oznacza, że (przy niezmienionej długości fabrycznego dnia roboczego) praca dodatkowa wydłużona zostaje z 6 godzin do 10 (stopa wartości dodatkowej wzrasta więc z 1 do 5). Zakładając, iż 12 h pracy reprodukcyjnej pozwala skrócić pracę niezbędną męża o 4 h, założyliśmy, iż praca reprodukcyjna jest pracą – jak gdyby – 3 razy mniej wydajną niż praca fabryczna[7].

Z punktu widzenia kapitału nastąpiło tu przekształcenie 4 godzin pracy niezbędnej w 4 godziny pracy dodatkowej (czysty zysk), z punktu widzenia rodziny proletariackiej – „wyprowadzenie” 4 godzin pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego, a w ujęciu ilościowym: przekształcenie 4 godzin pracy w 12. O ile więc fabryczna praca niezbędna skrócona została z 6 godzin do 2, o tyle praca niezbędna w ujęciu szerszym (obejmującym zarówno fabryczną pracę niezbędną, jak i domową pracę reprodukcyjną) wydłużona została z 6 godzin do 14. Choć cała ta operacja doprowadziła do spadku przeciętnej wydajności pracy ludzkiej, kapitał zaoszczędził, ponieważ skrócił opłacaną część pracy niezbędnej, a przeto podniósł stopę wartości dodatkowej. Z punktu widzenia kapitału praca reprodukcyjna żony robotnika polega na przekształcaniu pracy niezbędnej męża (opłacanej przez kapitał) w (nieopłacaną) pracę dodatkową. Udział pracy domowej w procesie reprodukcji siły roboczej jest więc „wymierny” – jego „miarę” stanowi ilość „zaoszczędzonych” (przez kapitał) godzin fabrycznej pracy niezbędnej. W naszym przykładzie, dzienna oszczędność (kapitału) – przypadająca na jednego zatrudnionego – stanowi ekwiwalent produktu 4 godzin abstrakcyjnej pracy ludzkiej.

Możemy przyjąć, iż zawsze, gdy kobiety wykonują pracę reprodukcyjną, kapitał czerpie z tego tytułu korzyści o charakterze oszczędnościowym. Oszczędności tego typu – tj. związane z przerzucaniem kosztów reprodukcji siły roboczej na gospodarstwa domowe (a ściślej: kobiety wykonujące pracę reprodukcyjną) – będziemy określać jako oszczędności eksternalizacyjne.

„Miara” oszczędności została tu jednak zbadana – jak zapowiadaliśmy wcześniej – w sposób jednostronny. Mierząc oszczędności występujące w sytuacji B jedynie różnicą między długością (fabrycznej) pracy niezbędnej w sytuacjach A i B, abstrahowaliśmy bowiem od kosztu ich uzyskania, tj. abstrahowaliśmy od równoczesnej rezygnacji (kapitału) z oszczędności alternatywnych, związanych z omówionym wcześniej mechanizmem „rozkładania”. Jeżeli zestawiamy sytuację B jedynie z (nierealistyczną) sytuacją A, oszczędność – równa 4 godzinom – nie wydaje się obarczona jakimkolwiek kosztem uzyskania. W obydwu tych sytuacjach – niezależnie od tego, co porabia w domu żona – wartość siły roboczej męża obejmuje (oprócz wartości rzeczowych warunków reprodukcji męża i przypadającej na niego połowy wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) wartość rzeczowych warunków reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci. Jeżeli jednak uwzględnimy alternatywę w postaci bezpośredniej pracy żony dla kapitału, połowa (skróconej w porównaniu z sytuacją A o 4 godziny) pracy niezbędnej męża okaże się – przeoczonym przez nas – kosztem uzyskania oszczędności.

Bilans oszczędnościowy

Przyjrzyjmy się zatem oszczędności występującej w sytuacji B, wzbogacając dotychczasowy układ odniesienia o sytuację C, w której mąż pracuje tyle samo, co w sytuacjach A i B, a żona porzuca pracę reprodukcyjną i podejmuje pracę w kapitalistycznej fabryce.

Poniższa tabelka ukazuje wpływ aktywności żony na wartość siły roboczej męża. Obecny kontekst zmusza nas do uwzględnienia podziału pracy niezbędnej (N) męża na dwie części: NM (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji męża + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) i NŻ (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji żony + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci). W sytuacji C, dzięki mechanizmowi „rozkładania”, NŻ = 0, w pozostałych sytuacjach, NŻ = NM.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA WARTOŚĆ SIŁY ROBOCZEJ MĘŻA[8] (i stopę wartości dodatkowej[9])

Sytuacja Żona Mąż

 

A 0 h R + 0 h F 3 h NM + 3 h NŻ + 6 h D
B 12 h R + 0 h F 1 h NM + 1 h NŻ + 10 h D
C 0 h R + 12 h F 3 h NM + 0 h NŻ + 9 h D

 Oznaczenia:

R – praca reprodukcyjna

F – praca fabryczna

N – (fabryczna) praca niezbędna

NM – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji męża i (przypadającą na męża) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

NŻ – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

D – praca dodatkowa

Założenia:

– R i F są równie intensywne

– R jest 3 razy mniej wydajna niż F (3 h R wytwarza równowartość 1 h F)

– NM + NŻ + D = 12 h

– jeżeli NŻ ≠ 0, to NM = NŻ

W układzie odniesienia B-A, oszczędność (w sytuacji B) odpowiada różnicy: NA – NB. 6 – 2 = 4. (Ewentualny) koszt uzyskania oszczędności stanowi tu wielkość NŻB = 1. Od kosztu tego możemy jednakże abstrahować, wychodząc z założenia, iż – bez względu na charakter aktywności żony – wielkość N musi obejmować wielkość NŻ. Bilans oszczędnościowy: 4 – 0 = 4.

Natomiast w układzie odniesienia B-C, ta sama oszczędność prezentuje się znacznie skromniej: NC – NB = 3 – 2 = 1. Wynik do którego tu doszliśmy, a mianowicie 1, możemy również przedstawić jako różnicę oszczędności brutto i kosztu jej uzyskania. Oszczędnością brutto byłaby różnica wielkości samego „mężowskiego” składnika N w sytuacjach C i B: NMC – NMB = 2, a kosztem uzyskania: różnica NŻB – NŻC = 1.

Gdyby bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie odniesienia B-C) był ujemny, oznaczałoby to, że – w założonych tu okolicznościach – kapitał efektywniej oszczędzałby (tzn. skracał pracę niezbędną męża) w sytuacji C (niż w sytuacji B). Innymi słowy, oszczędzanie przez „rozkładanie” byłoby wówczas bardziej opłacalne (zapewniałoby kapitałowi wyższą stopę wartości dodatkowej), niż oszczędzanie eksternalizacyjne.

Od czego jednak zależy wartość bilansu oszczędnościowego? Decydują o niej dwie zmienne: iloraz wydajnościowy (IW) oraz odwrócony iloraz udziału pracy dodatkowej w sytuacji wyjściowej A, który nazwiemy odwróconym ilorazem wyzysku – OIWA.

Iloraz wydajnościowy (IW) jest stosunkiem wartości produktu y godzin pracy fabrycznej do wartości „produktu” y godzin pracy reprodukcyjnej. Mówiąc o wartości „produktu” usługi reprodukcyjnej mamy oczywiście na względzie wartość jej fabrycznego substytutu, tj. produktu zaspokajającego tę samą potrzebę, którą zaspokaja usługa reprodukcyjna. „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Otóż, wartość „produktu” (niewykonanych przez kobietę) usług reprodukcyjnych odpowiada (koniecznemu w tej sytuacji) przyrostowi wydatków pieniężnych rodziny. Jeżeli jedna godzina pracy fabrycznej wytwarza produkt o wartości 1 zł, i jeżeli 4-złotowy wydatek na produkty przemysłowe może zastąpić 12 godzin pracy reprodukcyjnej (nie zawężając, ani nie rozszerzając skali reprodukcji siły roboczej), iloraz wydajnościowy wynosi 12/4 = 3. Praca reprodukcyjna jest wówczas 3-krotnie mniej wydajna od pracy fabrycznej.

Ilorazem udziału pracy dodatkowej nazywam stosunek pracy dodatkowej do sumy pracy niezbędnej i dodatkowej: D/(N+D). Dla naszych celów poręczniejszy będzie jednak iloraz odwrócony, tj. stosunek (N + D)/D. Za zmienną współdeterminującą bilans oszczędnościowy sytuacji B (w układzie B-C) uznaję wartość OIW dla hipotetycznej sytuacji wyjściowej A (sytuacje B i C interpretuję bowiem jako alternatywne przekształcenia sytuacji A). Przy danym ilorazie wydajnościowym, to właśnie OIWA rozstrzyga o tym, które z alternatywnych przekształceń sytuacji A – B czy C – jest bardziej opłacalne z oszczędnościowego punktu widzenia, tzn. zapewnia wyższą stopę wartości dodatkowej.

Bilans oszczędnościowy konfrontuje dwa – wykluczające się – interesy „oszczędnościowe” kapitału: oszczędzanie przez „rozkładanie” i oszczędzanie przez eksternalizację. Przy danych wartościach IW i OIW dla (A), jedna z tych metod oszczędzania jest bardziej opłacalna od drugiej (albo też są one równie opłacalne). W obydwu jednakże wypadkach oszczędzanie polega, ogólnie rzecz biorąc, na tym samym, a mianowicie na obniżaniu wartości siły roboczej, tj. skracaniu (fabrycznej) pracy niezbędnej (N) – gwoli podniesienia stopy wyzysku (D/N). W przypadku pierwszym cel ten osiągany jest poprzez eliminację jednego ze składników pracy niezbędnej (a mianowicie NŻ), w przypadku drugim – przez „wyprowadzanie” części pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego (bez zmiany jej struktury). Oszczędzanie jedną metodą eliminuje przyczynę oszczędności drugiego rodzaju.

Oszczędzanie i inwestowanie. Stopa i masa

Ale interesy kapitału nie ograniczają się do interesów oszczędnościowych. Kapitał nie tylko oszczędza, ale również inwestuje. Bilans oszczędnościowy nie rejestruje (bezpośrednio) korzyści płynących z realizacji „inwestycyjnych” interesów kapitału. Na czym polega interes inwestycyjny? Kapitał – zwiększając nakłady inwestycyjne (akumulując), i rozszerzając tą drogą swoją bezpośrednią domenę – uzyskuje, oprócz korzyści wpisanych w reprodukcję prostą (stanowiącą zawsze moment reprodukcji rozszerzonej), dodatkowe korzyści wynikające z dodatkowych inwestycji. Dzięki dodatkowemu kapitałowi stałemu i dodatkowemu kapitałowi zmiennemu, kapitał uzyskuje przyrost wartości dodatkowej[10].

Przypadek rozważany przez Marksa to przejście od sytuacji B do sytuacji C, które – w zakładanych przez niego okolicznościach – zapewnia kapitałowi monstrualny „sukces”. Ale – jak wynika z naszych wcześniejszych uwag – sam bilans oszczędnościowy nie wskazuje bezpośrednio na skalę tego sukcesu. Marks mierzy „sukces” kapitału nie samym podniesieniem stopy wartości dodatkowej, tj. nie samym bilansem oszczędnościowym (który mówi nam o tym, o ile udało się skrócić pracę niezbędną męża, tj. obniżyć wartości jego siły roboczej), ale „produktywnością” całej rodziny (zawierającą bilans oszczędnościowy jako składową), która – dodajmy – mogłaby wzrosnąć nawet pomimo niesprzyjającego „aktywizacji” pozostałych członków/członkiń rodziny bilansu oszczędnościowego, tj. pomimo spadku stopy wyzysku – dzięki realizacji interesu inwestycyjnego, dzięki rozszerzeniu skali produkcji. Interes inwestycyjny może iść w parze z interesem oszczędnościowym (i tak jest właśnie w przypadku rozważanym przez Marksa), ale obydwa interesy mogą się rozmijać.

W optyce Marksa kapitał cieszy się tu nie tyle z podniesienia stopy wartości dodatkowej, ile z przyrostu pracy dodatkowej, dostarczanej przez członków/członkinie rodziny. „4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej”. Kapitał cieszy się właśnie z owej nadwyżki, z dodatkowej masy wartości dodatkowej.

Nasza wcześniejsza tabelka zestawiała sytuacje A, B i C wyłącznie z oszczędnościowego punktu widzenia. Kryterium waloryzowania owych sytuacji stanowiła zatem wartość siły roboczej męża, determinująca stopę wyzysku. Im niższa wartość siły roboczej – tym lepiej. Sytuacja B, ze stopą wyzysku = 5, jawiła się jako korzystniejsza od sytuacji A (stopa wyzysku = 1) i sytuacji C (stopa wyzysku = 3). Ale z punktu widzenia kapitału, od stopy wartości dodatkowej ważniejsza jest jej masa.

Przyjrzyjmy się sytuacjom A, B i C właśnie pod kątem masy pracy dodatkowej – dostarczanej przez statystyczną rodzinę. Sytuację C rozbijamy dodatkowo na dwa warianty – bez „rozkładania” i z „rozkładaniem”. W naszym przykładzie: OIWA = 2, a IW = 3.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA ŁĄCZNĄ MASĘ PRACY DODATKOWEJ PRZYPADAJĄCĄ NA RODZINĘ

Sytuacja Żona Mąż Stopa WD Masa D
A 0 6 h N + 6 h D 1 6 h
B (R) {4 h} 2 h N + 10 {-4} h D 5 10 h
C (bez rozkł.) 6 h N + 6 h D 6 h N + 6 h D 1 12 h
C 3 h N + 9 h D 3 h N + 9 h D 3 18 h

Z punktu widzenia „masy”, najkorzystniejsza jest sytuacja C (z „rozkładaniem”). Tabelka ukazuje możliwość rozmijania się tendencji do maksymalizowania stopy WD z ostatecznym celem, tj. maksymalizacją masy WD; pokazuje, że podnoszenie stopy WD niekoniecznie stanowi najlepszy środek zwiększania masy WD. (Kolizja między stopą i masą wynika – w rozważanym przypadku – z dodatniego bilansu oszczędnościowego dla sytuacji B.)

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną okoliczność. W sytuacji C żona dostarcza kapitałowi 9 h pracy dodatkowej, podczas gdy w sytuacji B wydłuża pracę dodatkową męża jedynie o 4 h. Wzrost produktywności żony o 5 h wynika tu z działania dwóch czynników. Sama „aktywizacja zawodowa” żony zwiększa jej produktywność o 2 h (por. pracę dodatkową żony w sytuacji C bez „rozkładania” z wynikiem dla B), natomiast dodatkowe 3 h przyrostu zapewnia mechanizm „rozkładania” (por. pracę dodatkową żony w sytuacjach C i C bez „rozkładania”). „Aktywizacja zawodowa” żony jako taka (tj. bez mechanizmu „rozkładania”) poprawia wynik produktywności żony (w porównaniu z B) jedynie dzięki temu, że OIWA jest mniejszy od IW. Gdyby obie wielkości były równe, przyrost produktywności kobiety wynikałby z samego mechanizmu „rozkładania”. Gdyby natomiast to IW był większy od OIWA, czynnik ten działałby w kierunku przeciwnym niż mechanizm „rozkładania”. Przejście do sytuacji C oznaczałoby wówczas spadek względnej produktywności kobiety.

Przez względną produktywność kobiety należy rozumieć jej produktywność względem produktywności męża. Jeżeli w sytuacji B ponad połowę wartości dodatkowej – oficjalnie wytwarzanej przez męża – wytwarza faktycznie (aczkolwiek pośrednio) kobieta (a ma to miejsce we wszystkich przypadkach spełniających warunek: IW › OIWA), przyjmujemy, że jest ona (w tej sytuacji) bardziej produktywna od męża, co oznacza, iż przy przejściu do sytuacji C (w której mąż i żona, niezależnie od wariantu, są równie produktywni) następuje spadek jej względnej produktywności. Gdyby zatem w sytuacji C nie zadziałał mechanizm „rozkładania”, spadek względnej produktywności kobiety przełożyłby się na absolutny spadek produktywności rodziny.

Obecnie możemy zaprezentować pełną tabelę bilansów oszczędnościowych dla sytuacji B (w układzie B-C) dla poszczególnych kombinacji OIWA i IW:

WZÓR NA BILANS OSZCZĘDNOŚCIOWY SYTUACJI B w układzie odniesienia BC[11]: y/2OIW + y/IW – y/2, gdzie:

y = dzienny nakład pracy (jednakowy dla pracy fabrycznej i pracy reprodukcyjnej); w naszym przykładzie, y = 12 h;

OIW = OIW w sytuacji A.

  IW =

12/11

=1,09

IW =

12/10

=1,2

IW = 12/9

=1,33

IW = 12/8

=1,5

IW = 12/7

=1,71

IW =

12/6

=2

IW =

12/5

=2,4

IW =

12/4

=3

IW =

12/3

=4

IW =

12/2

=6

IW =

12/1

=12

1N+11D

OIW =1,09

X[12] X X X X X X X X X X
2N+10D

OIW = 1,2

X X X X X X X X X X 0
3N+9D

OIW = 1,33

X X X X X X X X X 0,5 -0,5
4N+8D

OIW = 1,5

X X X X X X X X 1 0 -1
5N+7D

OIW = 1,71

X X X X X X X 1,5 0,5 -0,5 -1,5
6N+6D

OIW = 2

X X X X X X 2 1 0 -1 -2
7N+5D

OIW = 2,4

X X X X X 2,5 1,5 0,5 -0,5 -1,5 -2.5
8N+4D

OIW = 3

X X X X 3 2 1 0 -1 -2 -3
9N+3D

OIW = 4

X X X [3,5] 2,5 1,5 0,5 {-0,5} -1,5 -2,5 -3,5
10N+2D

OIW = 6

X X [4] [3] 2 1 0 {-1} {-2} -3 -4
11N+1D

OIW = 12

X [4,5] [3,5] [2,5] [1,5] 0,5 {-0,5} {-1,5} {-2,5} {-3,5} -4,5

Wyniki pogrubione leżące na przekątnej tabeli wskazują na kombinacje spełniające warunek: OIWA = IW. Przekątna dzieli spektrum wyników na dwie części. Powyżej niej znajdują się wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA ‹ IW, zaś poniżej – wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA › IW. Wszystkie przypadki górnej części spektrum zostały podkreślone.

Lewa strona spektrum ujawnia kolizję między dążeniem do maksymalizacji produktywności rodziny a dążeniem do maksymalizacji stopy wyzysku. Przy przejściu od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”), wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy tu spadek stopy wyzysku. Wyjątek stanowią – zaznaczone nawiasami klamrowymi – przypadki z ujemnym bilansem oszczędnościowym dla B (wzrostowi produktywności rodziny – przy przejściu do sytuacji B do C z „rozkładaniem” – towarzyszy tu wzrost stopy wyzysku).

We wszystkich przypadkach, w obu częściach spektrum, przejście od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”) oznacza wzrost produktywności rodziny. W przypadkach w górnej części wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy wzrost względnej produktywności kobiety, natomiast we wszystkich przypadkach dolnej części spektrum – jej spadek. Wszystkie przypadki należące do dolnej części spektrum przewidują, że sytuacja B zapewnia wyższy poziom produktywności rodziny niż sytuacja C w wariancie bez „rozkładania”, a zatem przewidują spadek względnej produktywności kobiety przy przejściu od B do C (niezależnie od wariantu C). Dolna część spektrum obejmuje ponadto – zaznaczone nawiasami kwadratowymi – przypadki szczególne, w których przejściu od B do C z „rozkładaniem”, tj. wzrostowi produktywności rodziny i spadkowi stopy wyzysku, towarzyszy nie tylko względny, ale i absolutny spadek produktywności kobiety.

W górnej części wyodrębniamy – powiększoną czcionką – interesującą podgrupę, obejmującą wyniki dla przypadków, w których bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie B-C) przybiera wartości dodatnie. Przypadki te ujawniają – analogiczną do tej występującej w dolnej części spektrum – kolizję między maksymalizacją produktywności kobiety i rodziny (pary małżeńskiej) a maksymalizacją stopy wartości dodatkowej. Praca fabryczna kobiet wzmaga tu (jak wszędzie) produktywność rodzin, absolutną produktywność kobiet (jak w zdecydowanej większości przypadków), oraz (jak we wszystkich przypadkach górnej części spektrum) względną produktywność kobiet, a mimo to obniża stopę wyzysku.

Powyższe rozważania stanowiły logiczno-matematyczne rozwinięcie intuicji Marksa, dotyczących wpływu „aktywizacji zawodowej” kobiet (i dzieci) na masę i stopę wartości dodatkowej. Marks, mierząc (wynikający z owej „aktywizacji”) sukces kapitału wzrostem produktywności rodziny (tj. wzrostem masy – dostarczanej przez nią – pracy dodatkowej), dostrzega, jako składową tej miary, bilans oszczędnościowy, „ważący” dwa alternatywne sposoby oszczędzania: „rozkładanie” i eksternalizację. W ujęciu Marksa o stopniu „rozłożenia” wartości siły roboczej mężczyzny na całą „zaktywizowaną zawodowo” część rodziny (a zatem: o wzroście stopy wyzysku) decyduje wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej, spowodowany oderwaniem kobiet od wykonywania pracy reprodukcyjnej (utrata oszczędności eksternalizacyjnej). „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu”. Dochód rodziny w nowej sytuacji musi być równy sumie: dawna płaca jedynego „żywiciela” + kwota wzrostu kosztów reprodukcji rodziny. Dzieląc tę sumę przez liczbę osób zarobkujących otrzymujemy (nową) płacę jednostkową. Takie ujęcie sprawy, przy założeniu stałości nakładu pracy kobiety, prowadzi implicite do pojęcia ilorazu wydajnościowego, jako determinanty wzrostu kosztów reprodukcji rodziny (z tytułu utraty przez nią pracowniczki reprodukcyjnej). Z ilorazu wydajnościowego wynika skala – towarzyszącego „aktywizacji” kobiet – wzrostu kosztów reprodukcji rodzin („cena” utraty źródła oszczędności eksternalizacyjnych, okazująca się post fatum kosztem uzyskania korzyści alternatywnych), ta zaś zakreśla granicę mechanizmowi „rozkładania”. Iloraz wydajnościowy okazuje się – jak gdyby – ostateczną determinantą (aktualnego) stosunku kapitalizmu do patriarchatu. Im mniejszy jest ten iloraz, tym więcej ważą (w rachunkowości kapitalistycznej) interesy robione przez kapitał wespół w zespół z patriarchatem.

W tej mierze, w jakiej Marksowskie ujęcie problemu pracy reprodukcyjnej odsyła nas do pojęcia ilorazu wydajnościowego, odpowiedź Marksa na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w systemie kapitalistycznym daje się sprowadzić do następującej tezy: im mniejsza jest wydajność pracy reprodukcyjnej (w relacji do wydajności działu II), tym mniej warte są oszczędności eksternalizacyjne, które zapewnia kapitałowi praca reprodukcyjna, tym mniejsze jest więc zainteresowanie kapitału reprodukcją stosunków patriarchalnych. (Gdybyśmy zatem założyli, że wydajność pracy reprodukcyjnej jest stała, rozwój sił wytwórczych powinien wzmagać antypatriarchalizm kapitalizmu. Założenie o stałej wydajności pracy reprodukcyjnej jest jednak, oczywiście, nieprawdziwe. Dział II produkuje bowiem nie tylko gotowe środki konsumpcji, które mogą zastępować pracę reprodukcyjną, ale również środki i przedmioty pracy reprodukcyjnej, które mogą podnosić jej wydajność.)

Kiedy kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku?

Jakkolwiek celem niniejszego artykułu była jedynie rekonstrukcja stanowiska Marksowskiego, możemy – nie odbiegając zbyt daleko od Marksa– zarysować możliwe kierunki dalszych rozważań nad tym samym problemem. Przemyślenia wymagają przede wszystkim dwie kwestie: kwestia „miar sukcesu” kapitału, okazująca się w istocie kwestią „ludnościową”, oraz kwestia „wydajnościowa”.

Marks mierzy „sukces” kapitału (wynikający z „aktywizacji zawodowej” kobiet) przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę. Miarę tę – jako bardziej kompleksową – przeciwstawiliśmy wcześniej bilansowi oszczędnościowemu, jako mierze cząstkowej, która nie rejestruje w ogóle korzyści wynikających z samego rozszerzenia skali produkcji, tzn. sprowadza jak gdyby cały sukces kapitału do obniżenia jednostkowej wartości siły roboczej. Przyrost pracy dodatkowej na rodzinę wydaje się miarą bardziej wiarygodną, gdyż daje nam pełniejszy obraz korzyści kapitału, uwzględniający łącznie korzyści/straty oszczędnościowe i korzyści inwestycyjne. Co więcej, wydaje się oczywiste, że kapitał może być zainteresowany przyrostem pracy dodatkowej nawet wówczas, gdy oznacza to obniżenie stopy wyzysku. Celem jest bowiem masa, a stopa (której dotyczy bilans oszczędnościowy) jest jedynie środkiem (i to nie jedynym) do tego celu prowadzącym.

Należy jednak wyjaśnić: dlaczego „sukces” kapitału ma być mierzony przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę? Dlaczego taka miara ma być dla kapitału istotna? Z faktu, że kapitał globalny zainteresowany jest absolutnym przyrostem pracy dodatkowej, nie wynika wcale, iż jest on (zawsze) zainteresowany przyrostem jej masy na rodzinę. Zastanówmy się zatem nad warunkami możliwości sytuacji, w której ten wskaźnik (przyrost pracy dodatkowej na rodzinę) może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia żywotnych interesów kapitału.

Gdyby kapitał zawsze dążył do maksymalizacji produktywności rodziny, powinien on zawsze dążyć do sytuacji C (z „rozkładaniem”), która – przy każdej możliwej kombinacji – zapewnia maksymalną produktywność rodziny (niezależnie od bilansu oszczędnościowego).

Otóż, jeżeli przyjmiemy, że ilość rodzin jest – z punktu widzenia kapitału –nieskończona, tzn. nie jest możliwe takie tempo akumulacji, które groziłoby trwałym uszczupleniem rezerwowej armii pracy, kapitał może – we wszystkich przypadkach przewidujących dodatni bilans oszczędnościowy dla sytuacji B – spokojnie poświęcać produktywność rodziny (którą wzmagałoby przejście do sytuacji C) w imię większej stopy wartości dodatkowej, którą daje mu sytuacja B. Kapitał może się więc kierować samym bilansem oszczędnościowym, zupełnie bezkonfliktowo korzystać zarówno z dobrodziejstw reprodukcji rozszerzonej, jak i dobrodziejstw eksternalizacyjnych, jednocześnie maksymalizować i stopę, i masę, pomimo niekorzystnych wskaźników produktywności rodziny (które nic go nie kosztują).

Natomiast w sytuacji, gdy siła robocza jest wielkością ograniczoną, kapitał powinien dążyć do efektywnego gospodarowania tym zasobem, tj. do wysysania z każdej rodziny możliwie największej masy wartości dodatkowej, choćby nawet groziło to obniżeniem jej stopy. W takich okolicznościach domowa praca reprodukcyjna zawsze – tzn. niezależnie od stosunku między OIWA a IW – będzie „marnotrawstwem” energii, która w sytuacji alternatywnej służyłaby bezpośredniemu wytwarzaniu wartości dodatkowej.

Populacja jest (z punktu widzenia kapitału) nieskończona o tyle, o ile prawdziwa jest następująca teza Marksa:

z natury kapitalistycznego procesu akumulacji […] wynika samo przez się, że zwiększona masa środków produkcji, które mają być przekształcone w kapitał, zawsze znajdzie pod ręką odpowiednio zwiększoną ludność robotniczą, którą można wyzyskiwać, a nawet nadmiar tej ludności”19.

(Marks twierdzi jednocześnie, że „sprzecznością samego ruchu kapitału” jest „okoliczność, że naturalny przyrost ludności robotniczej nie zaspokaja potrzeb akumulacji kapitału, a mimo to zarazem je przekracza” (Marks 1968, 764–765)). Kapitał nie musi wówczas „gospodarować” produktywnością rodziny i kobiety. Jeżeli populacja jest nieskończona (a zarazem: wówczas, gdy bilans oszczędnościowy wskazuje na większą opłacalność oszczędzania przez eksternalizację, niż oszczędzania przez „rozkładanie”), kapitałowi nie zależy na tym, by kobieta była tam, gdzie może być bardziej „produktywna” (jak pamiętamy, jest ona – z wyłączeniem przypadków zaznaczonych nawiasami kwadratowymi i sąsiadujących z nimi przypadków granicznych – zawsze bardziej „produktywna”, w sensie absolutnym, w sytuacji C). Jeżeli kapitał ma do dyspozycji nieskończoną ilość mężczyzn, ich żony są bardziej „potrzebne” na odcinku eksternalizacyjnym, a więc przy pośrednim wytwarzaniu wartości dodatkowej, chociaż każda z nich, pracując w fabryce – przy tym samym nakładzie pracy – wytworzyłaby (bezpośrednio) większą masę wartości dodatkowej od tej, którą wytwarza pośrednio, wydłużając pracę dodatkową męża – jeżeli nie dzięki zwiększonej produktywności względnej i mechanizmowi „rozkładania” (prawa strona spektrum), to choćby dzięki samemu mechanizmowi „rozkładania” (pomijamy, oczywiście, sygnalizowane wyjątki). Kapitał nie musi efektywnie gospodarować energią ludzką – ponieważ i tak nie jest w stanie przetworzyć całej tej energii na pracę, wytwarzającą wartość.

Warunkiem możliwości sytuacji, w której kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku (za którą czai się patriarchat), jest więc ograniczoność zasobów siły roboczej (która może być związana z nienadążaniem przyrostu naturalnego za tempem akumulacji). Pytanie (nad którym należałoby się zastanowić w toku dalszych badań nad problematyką pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie) brzmi zatem: jaka jest – w tym zakresie – historyczna tendencja kapitalizmu, co (w istocie) głosi, formułowane przez Marksa, kapitalistyczne prawo ludnościowe (Marks 1968, 753–754), i czy rzeczywiście obowiązuje? Jaką rolę odgrywa (nie brany dotąd pod uwagę) postęp techniczny, wyrażający się we wzroście technicznego składu kapitału?

Ograniczona wyobraźnia Marksa

Kwestia druga dotyczy ilorazu wydajnościowego, aczkolwiek kryje się za nią problem znacznie

„Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej – pisze Marks – odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Niewykonane przez żonę/matkę usługi reprodukcyjne mogą być – bez uszczerbku dla procesu reprodukcji siły roboczej – zastępowane, nabywanymi na rynku, usługami (nianie), bądź produktami działu II: „matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów”. O ile kluczowe znaczenie posiada w tym zakresie „kupno gotowych towarów”, o tyle wydajność pracy domowej powinna być szacowana przede wszystkim w relacji do wydajności pracy wytwarzającej towary, posiadające zdolność zastępowania usług reprodukcyjnych (gotowa skarpetka może zastąpić cerowanie starej, preparat opiumowy – opiekę nad niemowlętami, gotowy posiłek – gotowanie). Zakładamy, iż praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca robotników działu II – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej w znaczeniu fizjologicznym – i w tym charakterze jednorodnej pracy ludzkiej, czyli abstrakcyjnie ludzkiej pracy” (Marks 1968, 53), i jako taka może być charakteryzowana w kategoriach intensywności, a więc podlega zasadzie: „Wtłoczenie większej ilości pracy w dany okres czasu liczy się […] jako większa ilość pracy” (Marks 1968, 486). Gdy mierzymy zatem długość pracy reprodukcyjnej, nie chodzi nam o czas zegarowy, ale o ilość „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” wtłoczoną w dany odcinek czasu zegarowego. Szacując wydajność (siłę produkcyjną) pracy reprodukcyjnej w relacji do pracy działu II, pytamy: ile „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” ucieleśnia produkt działu II, zastępujący daną ilość „abstrakcyjnie ludzkiej” pracy.

W naszych wcześniejszych rozważaniach trzymaliśmy się założenia, iż sformułowana przez Marksa reguła („Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”) działa w obydwie strony. A zatem, nie tylko każdą usługę reprodukcyjną można zastąpić konsumpcją nabytego na rynku produktu „gotowego”, ale również: każdy produkt „gotowy” można zastąpić pewną usługą reprodukcyjną. Ale założenie to abstrahuje od różnicy między proletariackim gospodarstwem domowym a gospodarstwem konsumpcyjno-produkcyjnym właściwym monogamicznemu sposobowi produkcji. W monogamicznym sposobie produkcji rodzina monogamiczna nie tylko organizuje proces konsumpcji, ale ponadto wytwarza rzeczowe warunki własnej reprodukcji. Tymczasem to właśnie pozbawienie rodziny możliwości samodzielnego wytwarzania warunków własnej reprodukcji czyni ją rodziną proletariacką. Usługi reprodukcyjne wykonywane w obrębie proletariackiego gospodarstwa domowego mogą zastępować jedynie niektóre rzeczowe składniki reprodukcji. Niektóre z nich są natomiast absolutnie niezastępowalne – co zakreśla granicę procederowi eksternalizacyjnego skracania (fabrycznej) pracy niezbędnej.

Nie oznacza to jednak bynajmniej, że problem wydajności pracy reprodukcyjnej jest – w kontekście rozważań nad stosunkiem kapitalizmu do patriarchatu – problemem urojonym. Marks rozważa pracę reprodukcyjną jedynie w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi, i te właśnie realia sugerują zestawianie pracy reprodukcyjnej z równie mało wydajnymi usługami niań, bądź z pracą wytwarzającą gotowe środki konsumpcji. Badając jednakże problem stosunku kapitalizmu do pracy domowej bardziej abstrakcyjnie, należałoby zawiesić ten ograniczony punkt widzenia i dopuścić możliwość zastępowania domowej pracy reprodukcyjnej usługami reprodukcyjnymi (adresowanymi do klasy robotniczej), oferowanymi przez (hipotetyczny) dział III, obejmujący kapitalistyczne przedsiębiorstwa reprodukcyjne. Należałoby w szczególności rozważyć warunki możliwości zainteresowania kapitału takim rozwiązaniem problemu pracy reprodukcyjnej. W rozważaniach nad tym problemem operowalibyśmy ilorazem wydajnościowym zestawiającym wydajność domowej pracy reprodukcyjnej nie z wydajnością działu II, ale z wydajnością kapitalistycznych przedsiębiorstw reprodukcyjnych.

Stwierdziliśmy wcześniej, że populacja może być z punktu widzenia kapitału zasobem skończonym bądź nieskończonym. Otóż opozycja skończoność/nieskończoność może być – z punktu widzenia kapitału – odnoszona nie tylko do populacji (jako rezerwuaru siły roboczej), ale również do każdej, z osobna wziętej, kobiety. Czy kobieta jest „studnią bez dna”, czy można z niej wycisnąć dowolnie wielką ilość abstrakcyjnie ludzkiej pracy reprodukcyjnej, bez uszczerbku dla – wyciskanej z niej – ilości abstrakcyjnie ludzkiej pracy dla kapitału?

Podążając za Marksem (i Engelsem) przyjmowaliśmy, że włączenie kobiety do produkcji przemysłowej jest równoznaczne z oderwaniem jej od pracy reprodukcyjnej. Marks i Engels wychodzą z założenia, że energia kobiety jest energią skończoną – ta sama kobieta nie może (w ciągu jednej doby) zajmować się i wytwarzaniem wartości dodatkowej, i wydłużaniem wartości dodatkowej wytwarzanej przez męża. Jeżeli kapitał potrzebuje kobiety w fabryce, musi oderwać ją od innej pracy, która również zapewnia mu określone korzyści (oszczędności). Każde rozwiązanie ma więc swoją cenę, uszczuplającą ostateczny rezultat. Okoliczność, iż we współczesnych realiach normę stanowi łączenie przez kobiety pracy zawodowej z pracą domową, nie przekreśla wagi problemu, ponieważ zaangażowanie kobiety w bezpośrednią pracę dla kapitału skraca jej pracę reprodukcyjną.

Marks formułuje prawo głoszące, że „zdolność działania siły roboczej pozostaje w stosunku odwrotnym do czasu jej działania” (Marks 1968, 487). Przy założeniu, iż domowa praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca fabryczna – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej”, oczywiste wydaje się, że czas działania siły roboczej na odcinku reprodukcyjnym musi mieć wpływ na intensywność wydatkowania tej samej – skończonej – siły roboczej podczas jej bezpośredniej pracy dla kapitału. Te same okoliczności, które skłaniają kapitał do maksymalizowania produktywności rodziny, powinny go skłaniać do racjonalnego gospodarowania energią kobiety. Z pomocą mógłby tu przyjść zarówno dział II (o ile zacząłby produkować np. roboty do opieki nad dziećmi, sprzątania itd., których obsługa nie wymagałaby żadnej pracy), albo właśnie (hipotetyczny) dział III.

Choć praca reprodukcyjna jest pracą abstrakcyjnie ludzką (w znaczeniu fizjologicznym), kapitał nie wchłania jej jako pracy abstrakcyjnie ludzkiej (pomnażającej jego substancję), a jedynie korzysta z jej aspektu użytkowego. O tyle też jest on zainteresowany maksymalizacją jej użyteczności, ale nigdy nie może być zainteresowany maksymalizacją jej nakładu. W zależności od okoliczności (skończoność/nieskończoność siły roboczej; skończoność/nieskończoność kobiety), jej nakład może być dla niego albo kwestią obojętną, albo problemem, obciążeniem.

Nieistnienie działu III we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym interpretowane jest niekiedy jako dowód na to, że kapitalizm jest systemem immanentnie patriarchalnym, albo na to, że dział III, oferujący usługi reprodukcyjne po cenach dostępnych dla klasy robotniczej, musiałby doprowadzić do bankructwa systemu kapitalistycznego. Wszystkie tego typu intuicje nie mają żadnej podbudowy teoretycznej i jedynie bezrefleksyjnie odzwierciedlają stan faktyczny. Tymczasem rzeczywistość współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego nie jest po prostu funkcją interesów kapitału, ale wypadkową dążeń kapitału oraz oporu przeciwko ich realizacji. Współwinnym konserwacji archaicznej instytucji domowej pracy reprodukcyjnej może być zatem… ruch robotniczy.

Jeżeli interesuje nas zwrot wektora kapitalistycznego, powinniśmy zbadać teoretycznie prawdopodobne korzyści kapitału globalnego płynące z rozwiązania problemu pracy reprodukcyjnej wewnątrz samej gospodarki kapitalistycznej.

Wykaz literatury

Engels, Fryderyk. 1961. „Położenie klasy robotniczej w Anglii. Na podstawie własnych obserwacji i autentycznych źródeł”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk. 1969. „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 21. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk, i Karol Marks. 1962. „Manifest Partii Komunistycznej”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 4. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1966. „Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej”. Tłum. Edward Lipiński. W Karol Marks, Fryderyk Engels, „Dzieła”, tom 13. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał”. Tom I. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1983. „Kapitał”. Tom III. Część pierwsza. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1984. Kapitał. Tom III. Część druga. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Florian Nowicki – ur. w 1980 r., związany z Zakładem Filozofii Społecznej IF na WFiS UW. W IF na WFiS UW obronił pracę doktorską (pod kierunkiem prof. Aleksandra Ochockiego) „Społeczne znaczenie płci w marksistowskiej teorii historii”. Zajmuje się filozofią społeczną, antropologią, aksjologią, historią marksizmu, problematyką gender na gruncie marksizmu. Działacz Komisji Operatorów Żurawi Wieżowych OZZ Inicjatywa Pracownicza.

 

EMAIL: n.florian@poczta.onet.pl

CYTOWANIE: Nowicki, Florian. 2017. Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.10

 

AUTHOR: Florian Nowicki

TITLE: Does Capital Gain from Patriarchy (and if so, How)? Reproductive Labour According to Marx

ABSTRACT: This article provides a thorough overview of the function of reproductive labour in capitalism according to Karl Marx and Frederic Engels. It constitutes one side of the debate on reproductive labour.

KEYWORDS: Karl Marx, Frederic Engels, capitalism, communism, reproductive labour, patriarchy.

[1] „Wolna własność samodzielnie gospodarujących chłopów stanowi oczywiście formę własności ziemi najbardziej odpowiadającą drobnemu gospodarstwu, tzn. takiemu sposobowi produkcji, […] w którym rolnik, bez względu na to, czy jest wolnym właścicielem czy poddanym, sam stale wytwarza sobie środki utrzymania, wytwarza je niezależnie, jako robotnik indywidualny, pospołu ze swą rodziną” (Marks 1984, 539) [podkre. FN].

[2] Por. np.: Marks 1968, 89–90; Marks 1966, 22.

[3] Samowładztwo mężczyzny „uwiecznione przez upadek prawa macierzystego, wprowadzenie prawa ojcowskiego, stopniowe przejście od małżeństwa parzystego do monogamii […] wytworzyło wyłom w starym ustroju rodowym: pojedyncza rodzina stała się potęgą zagrażającą rodowi” (Engels 1969, 179). „Przejście do zupełnej własności prywatnej odbywa się stopniowo i równolegle z przechodzeniem małżeństwa parzystego w monogamię. Rodzina pojedyncza staje się jednostką gospodarczą społeczeństwa” (Engels 1969, 180).

[4] „Ta sama przyczyna, która dawniej zapewniała kobiecie panowanie w domu – jej ograniczenie się do pracy domowej – ta sama przyczyna obecnie zapewniała panowanie mężczyzny w domu: praca domowa kobiety utraciła swoje znaczenie wobec pracy zarobkowej mężczyzny; praca mężczyzny była wszystkim, praca kobiety tylko nieznacznym dodatkiem” (Engels 1969, 178).

[5] „Podobnie jak reprodukcja prosta odtwarza nieustannie sam stosunek kapitałowy, a więc z jednej strony kapitalistów, z drugiej – robotników najemnych, tak też i reprodukcja w skali rozszerzonej, czyli akumulacja, odtwarza stosunek kapitałowy w skali rozszerzonej, na jednym biegunie więcej kapitalistów albo większych kapitalistów, na drugim – więcej robotników najemnych. […] Akumulacja kapitału jest więc pomnażaniem proletariatu” (Marks 1968, 733).

[6] „Czyniąc siłę mięśni zbyteczną, maszyna staje się środkiem zatrudnienia robotników pozbawionych silnych mięśni albo niedojrzałych pod względem rozwoju cielesnego, lecz o bardziej zwinnych członkach. Toteż praca kobiet i dzieci była pierwszym słowem kapitalistycznego zastosowania maszyn! W ten sposób ów potężny środek zastępowania pracy i robotników przekształcił się natychmiast w środek zwiększenia liczby robotników najemnych poprzez podporządkowanie bezpośredniemu zwierzchnictwu kapitału wszystkich członków rodziny robotniczej, bez różnicy płci i wieku. Przymusowa praca na rzecz kapitalisty uzurpowała sobie nie tylko czas zabaw dziecięcych, lecz także czas wolnej pracy we własnym domu, w granicach ustalonych przez zwyczaj, na rzecz samej rodziny” (Marks 1968, 467) [podkr. FN].

[7] Praca domowa nie wytwarza co prawda takiego samego produktu jak ten, który wytwarza praca fabryczna, ale jest ona usługą, występującą w charakterze substytutu produktu tej ostatniej (zaspokaja tę samą potrzebę) – i o tyle też możemy (umownie) zestawiać jej wydajność z wydajnością pracy uprzedmiotowionej w (zastępowanym przez nią/zastępującym ją) produkcie.

[8] Wartość siły roboczej męża = N = NM + NŻ.

[9] Stopa wartości dodatkowej = D/N.

[10] Jeżeli reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze, przyrost wartości dodatkowej (który zapewnia reprodukcja rozszerzona jako taka) może być dodatkowo powiększony z tytułu oszczędności poprzez „rozkładanie”. Jest to właśnie ten przypadek, który rozważa Marks. Należy jednak podkreślić, że interes inwestycyjny (reprodukcja rozszerzona jako taka) może się również łączyć z oszczędzaniem eksternalizacyjnym (co – jak zakładamy – nie daje się pogodzić z równoczesnym oszczędzaniem poprzez „rozkładanie”). Reprodukcji rozszerzonej towarzyszy wówczas obniżka płacy przeciętnej, zmuszająca żony proletariuszy do zwiększenia nakładu pracy reprodukcyjnej. Kapitał eksternalizuje w takiej sytuacji koszta akumulacji (eksternalizacja umożliwia uzyskanie założonego stopnia rozszerzenia skali produkcji przy relatywnie niższej stopie akumulacji). W obydwu przypadkach, tzn. zarówno w sytuacji: inwestycje + „rozkładanie”, jak i w sytuacji inwestycje + eksternalizacja, dodatek „oszczędnościowy” do interesu inwestycyjnego umożliwia zaoszczędzenie na jednym z dwóch składników inwestycyjnych, a mianowicie na kapitale zmiennym. W obydwu przypadkach, choć nie zakładamy zmiany technicznego składu kapitału, musi się zwiększyć jego skład wartościowy. Adekwatną miarą rozszerzenia skali produkcji jest wyłącznie dodatkowy kapitał stały, za którym „nie nadąża” dodatkowy kapitał zmienny (który może być nawet wielkością ujemną).

[11] Uwaga: wzór (w tej postaci) nie uwzględnia (dla sytuacji C) „aktywizacji zawodowej” dzieci, a jedynie „aktywizację” żony.

[12] Pola oznaczone znakiem X reprezentują kombinacje, w których nie jest możliwe jednoczesne spełnienie trzech warunków: 1) nakład pracy męża w sytuacjach A, B i C = y h, a nakład pracy żony = 0 h w A oraz y h w B i C; 2) ilość pracy niezbędnej męża jest wielkością dodatnią; 3) w sytuacjach A, B i C poziom życia rodziny robotniczej jest jednakowy.

  1. i Engelsa []
  2. ewentualnego []
  3. przez kapitalizm []
  4. Marks 1984, 539 []
  5. a przeze mnie – jako monogamiczny sposób produkcji []
  6. Engels 1969, 85 []
  7. Niektóre sformułowania Engelsa zawierają błędną sugestię, jakoby kobiety – aż do czasów kapitalizmu – ograniczały się do wykonywania pracy domowej[4]. []
  8. tj. rodzinę monogamiczną []
  9. Marks 1968, 583 []
  10. Engels 1969, 178 []
  11. Engels 1969, 83 []
  12. Engels i Marks 1962, 532 []
  13. Engels 1961, 436-437 []
  14. Engels 1961, 440 []
  15. Marks 1968, 468 []
  16. Engels 1969, 85 []
  17. Marks 1968, 468 []
  18. Marks 1968, 468 []
  19. Marks 1983, 330 []

Praktyka Teoretyczna – Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej

W prezentowanym numerze „Praktyki Teoretycznej” znalazły się teksty na różne sposoby konceptualizujące pracę reprodukcyjną na gruncie teorii marksistowskiej. Być może najistotniejszym z nich jest „Kapitał” a płeć Silvii Federici, włoskiej badaczki autonomistycznej i aktywistki ruchu „Płaca za pracę domową”. Zarówno publikowany artykuł, jak i cały dorobek naukowy i polityczny autorki pokazują, że praca reprodukcyjna, szczególnie ta wykonywana nieodpłatnie przez kobiety, jest czymś więcej niż wyzwaniem dla teoretyczek. Jest przedmiotem rzeczywistych walk o jej dostrzeżenie i upolitycznienie, a także – o uwzględnienie roli kobiet w oderwaniu od rzekomej naturalności sfery domowych obowiązków.

Szczególnie w Polsce niezbędne wydaje się powiązanie szerszego ujęcia teoretycznego, umieszczającego pracę reprodukcyjną w sercu systemu kapitalistycznego z praktyką walk o sprawczość kobiet. Dzięki temu mobilizacja kobiet, przede wszystkim w ramach Czarnych Protestów i inicjatywy Ogólnopolski Strajk Kobiet, zyskuje nowe oblicze – staje się walką przeciwko podporządkowaniu i wyzyskowi. W końcu walka o prawa reprodukcyjne to nie tylko walka przeciw państwu, Kościołowi czy mężczyznom chcącym decydować za kobiety o ich zdrowiu i życiu – jest to również walka przeciw kapitałowi, który w sferze reprodukcji ulokował swoje strategiczne interesy.

Dlatego też w niniejszym numerze postanowiliśmy zaprezentować dwa teksty przedstawicieli ruchu pracowniczego i działaczy OZZ Inicjatywa Pracownicza, którzy spierają się o znaczenie pracy reprodukcyjnej dla kapitalistycznego sposobu produkcji oraz oporu wobec niego. W kontekście naszego numeru ich głosy są tym bardziej interesujące, że ze wspominanym problemem mierzą się w bezpośrednim odniesieniu do Marksowskiego Kapitału. O ile Florian Nowicki w tekście „Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie?” proponuje ortodoksyjne rozumienie pracy reprodukcyjnej, podążające tropem przemyśleń Marksa i Engelsa, jego polemista, Krzysztof Król problem pracy reprodukcyjnej postrzega przede wszystkim przez pryzmat zerwania stosunku kapitalistycznego. Tym samym mamy nadzieję, że zawarte w niniejszym numerze teksty poświęcone pracy reprodukcyjnej staną się elementem szerszej refleksji nad antykapitalistycznym wymiarem walk o prawa reprodukcyjne.

CYTOWANIE: Praktyka Teoretyczna. 2017. „Wstęp do debaty o pracy reprodukcyjnej”. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.9

 

AUTHOR: Theoretical Practice

TITLE: Introduction to the Discussion

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

Michał Chotkiewicz – Koniec problemu transformacji? Money and Totality Freda Moseleya

 

 

W swojej pracy Money and Totality Fred Moseley mierzy się z niesławnym problemem transformacji – rzekomym błędem Marksa, polegającym na nieprzekształceniu przez niego wkładów kapitału zmiennego i stałego z wartości w ceny produkcji w dziewiątym rozdziale III tomu Kapitału (Marks 1957, 165–169). Moseley w interesujący sposób argumentuje, że problemu transformacji nie ma, a oponenci Marksa opierają się na koncepcjach, które w istocie z teorią Marksa nie mają zbyt wiele wspólnego. Choć sam problem może wydawać się techniczny, to wbrew pozorom dotyka on ważnych kwestii związanych z tym, jak rozumieć Marksowską teorię wartości opartej na pracy (Nowak-Posadzy 2015). Koncepcja wartości i pieniądza rozumianego jako ogólna forma przejawiania się wartości to fundament całej architektoniki Marksowskiego projektu. Moseley nie tylko stara się przedstawić spójną pod względem ilościowym procedurę przekształcenia wartości w ceny, ale także ująć ją w szersze ramy Marksowskiej teorii. Jego głównymi oponentami w książce pozostają ekonomiści, którzy sądzą, że popełniony przez Marksa błąd powoduje logiczną niespójność pomiędzy I a III tomem Kapitału, co w najgorszym razie prowadzi do całkowitego odrzucenia Marksowskiej teorii wartości (Böhm-Bawerk 1949, 101), a w najlepszym do utrzymania jej z poważnymi zastrzeżeniami (Bortkiewicz 1949, Samuelson 1970, Morishima 1973, Steedman 1977) .

            Problem transformacji w kanonicznej formie zostaje przedstawiony na początku dwudziestego wieku w pracy Władysława Bortkiewicza, matematyka i ekonomisty polskiego pochodzenia. Bortkiewicz jest twórcą, jak określa to Moseley, standardowej interpretacji Marksowskiej procedury przekształcenia wartości w ceny. Sama kwestia transformacji pojawia się u Marksa na przecięciu koncepcji konkurencji i teorii wartości dodatkowej – Marks w III tomie Kapitału stara się pokazać, jak powstaje ogólna stopa zysku w sytuacji zróżnicowanego organicznego składu poszczególnych kapitałów. Uznaje on, że ceny produkcji równają się cenie kosztu plus ogólnemu zyskowi, który zostaje rozdystrybuowany proporcjonalnie między poszczególnymi sferami produkcji w taki sposób, że odchylenia ceny od wartości wzajemnie się niwelują.

            Główny zarzut, który stawiają Marksowi zwolennicy interpretacji standardowej i na który Moseley chce odpowiedzieć, polega na tym, że nie przekształcił on w ceny produkcji wejściowych wartości kapitału zmiennego i stałego (Bortkiewicz 1949, 201). Marks zakłada, że są one takie same zarówno wtedy, gdy liczy średnie stopy zysku dla każdej ze sfer produkcji, jak i wtedy, gdy oblicza ogólną stopę zysku dla całego kapitału. W tym drugim przypadku przekształca tylko wytworzone już wartości towarów w ceny produkcji, ale nie wejściowe wkłady, dzięki którym te towary zostały wytworzone (Marks 1957, 167). Procedura Marksa jest przez to logicznie niespójna. Nie można też powiedzieć, że kapitaliści w danym sektorze najpierw kupują wkłady po hipotetycznych cenach wartości, a następnie sprzedają w cenach produkcji, dlatego że zarówno wejściowe wkłady, jak i wytworzone towary są wobec siebie współzależne i pokrywają się ze sobą – na przykład wartość kapitału zmiennego, która zaprzęgnięta zostaje do wytworzenia środków produkcji, jest jednocześnie w części wytworzonymi przez inny kapitał środkami konsumpcji.

            Poprawka Bortkiewicza, oparta na serii symultanicznych równań, prowadzi do rezultatów, które nie pozwalają utrzymać w pełni Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 224). Nie zostaje zachowana zakładana przez Marksa równość globalnej wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości. Inaczej też kształtują się stopy zysku. W systemie cenowym różni się ona od tej w systemie wartościowym. Konsekwencje, jakie wyciąga z tego Bortkiewicz, a później również Sweezy, bo to on popularyzuje poprawkę Bortkiewicza w zachodniej myśli ekonomicznej, nie były wcale uznane za druzgocące (Moseley 2016, 226). Dopiero później, gdy na horyzoncie pojawiają się Piero Sraffa i jego następcy, którzy często z Marksem sympatyzują, Marksowska teoria wartości staje się z uwagi na problem transformacji coraz bardziej marginalizowana.

            Dla ekonomistów marksistowskich stawka w sporze jest wysoka – nie chodzi tu tylko o przywrócenie należytej wagi Marksowskiej koncepcji wartości, ale też o to, że problem transformacji wpływa na kluczowe elementy teorii Marksa – zwłaszcza na prawo zniżkowej tendencji stopy zysku (Kliman 2007, 114). Moseley w swojej książce dowodzi, że Marksowskiej teorii wyzysku i wartości nieodłącznie towarzyszy aspekt ilościowy, który jego interpretacja rehabilituje, co umożliwia operacjonalizację Marksowskiej teorii (Moseley 2016, 374). Choć Moseley nie zajmuje się tym w swojej książce, to jasne jest, że za – wydawałoby się – technicznym sporem stoi też kwestia polityczna – na przykład zachowanie aktualności prawa zniżkowej tendencji stopy zysku pozwala na pokazanie rewolucyjnych implikacji Marksowskiej teorii ekonomicznej, która w ten sposób może stać w opozycji do alternatywnych ekonomii heterodoksyjnych – zwłaszcza pokeynesowskich.

            Praca Moseleya składa się z trzech części. Pierwsza poświęcona jest rozwiązaniu problemu transformacji, a tak naprawdę pewnej rekonstrukcji Marksowskiej siatki pojęciowej. Tu szczególnie istotny jest drugi rozdział, w którym znajduje się algebraiczne podsumowanie interpretacji Moseleya. W kolejnych rozdziałach Moseley zajmuje się oparciem swojej koncepcji w źródłowych tekstach Marksa. Ostatnia część książki poświęcona jest analizie rozwiązań problemu transformacji zaproponowanych przez innych marksistów, a także odpowiedziom krytyków koncepcji Moseleya. Autor od lat bierze udział w debatach wokół problemu transformacji i część tekstów, które znajdują się książce, publikowana była już wcześniej. Tworzy ona jednak spójną całość, którą można traktować jako zwieńczenie dorobku autora.

            W recenzji podążam za strukturą książki Moseleya. Jego rozwiązanie problemu transformacji, a raczej wykazanie, że tego problemu w ogóle nie ma, jest jego głównym argumentem, więc zaczynam od jego zarysowania na tle interpretacji standardowej. Następnie przechodzę do omówienia źródłowego oparcia interpretacji w tekście Marksa, a na koniec przyglądam się krytykom koncepcji Moseleya, które on sam omawia w ostatniej części swojej pracy.

            Trzeba mieć na uwadze to, że Moseley jest ekonomistą i jego praca skierowana jest głównie do ekonomistek i ekonomistów, którzy mają pewną wiedzę na temat poruszanej problematyki. Wywód Moseleya jest momentami dość techniczny. Jego celem nie jest też, choć znakomicie orientuje się w projekcie Marksa, dokonanie całościowej rekonstrukcji Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej, ale przedstawienie przede wszystkim tych jej wątków, które wiążą się z problematyką transformacji.

            Główne cechy swojej koncepcji Moseley przedstawia w formie algebraicznej w drugim rozdziale swojej książki. Jego reinterpretacja najbardziej zbliżona jest do „New Interpretation” Duncana Foleya i „Temporal Single System Interpretation” Andrew Klimana. Warto zauważyć, że obie interpretacje, a zwłaszcza ta pierwsza (Fine 2004, 4), opierają się na pracy Isaaka Rubina Essays on Marxʼs Theory of Value, która w świecie anglosaskim miała duży wpływ na postrzeganie projektu Marksa. Rubin podkreśla ważną rolę pieniądza jako koniecznej społecznej formy, związanej ze specyficznym dla kapitalistycznego sposobu produkcji podziałem pracy i sposobem wymiany, poprzez którą przejawia się wartość (Rubin 1978, 68). Pieniądz pełni szczególną funkcję – jest namacalnym i bezpośrednim wyrazem wartości oraz, leżącej u jej podstaw, społecznej „substancji wartościotwórczej”: pracy abstrakcyjnej (Marks 1968, 43). Pieniądz zatem odgrywa rolę koniecznego ogniwa pośredniczącego pomiędzy producentami, co umożliwia wycenę towarów. Takie ujęcie kładzie silny nacisk na realizację wartości w wymianie, choć Moseley jednocześnie, nie idąc śladem „Value Form Theory”, utrzymuje substancjalny charakter pracy abstrakcyjnej, co pozwala mu na jej ilościowe ujęcie (Moseley 1997, 7). Postrzeganie teorii wartości Marksa przede wszystkim jako teorii monetarnej rzuca inne światło na problem transformacji. Dzięki temu Moseley problem przekształcenia wartości w ceny sytuuje, podobnie jak zwolennicy „New Interpretation”, w ramach ruchu kapitału P – T – P’, gdzie P’ = P + P∆ (Moseley 2016, 254), a nie wiąże go, jak robią to zwolennicy interpretacji tradycyjnych, z przejściem od hipotetycznego systemu wartościowego do systemu cenowego.

            Moseley argumentuje, że interpretacja Bortkiewicza-Sweezyʼego, jego głównych oponentów, zakłada, iż w teorii Marksa można wyróżnić dwa systemy – wartościowy i cenowy, które autorzy ci rozpatrują w kontekście prostej reprodukcji kapitału i trzech działów, zajmujących się produkcją środków produkcji, konsumpcji i dóbr luksusowych. Interpretacje dualne przyjmują, że systemy wartościowe i cenowe są wobec siebie niezależne. W systemie wartościowym wkłady i wytworzony produkt są liczone w wartości (czasie pracy), a w systemie cenowym w cenach. W ten sposób kształtują się też dwie różne stopy zysku, jedna wyrażona w cenach, a druga w wartościach. Towary mają więc tak naprawdę dwie ceny kosztów – cenową i wartościową. Wskazany przez Bortkiewicza błąd Marksa, polegający na nieprzekształceniu przez niego wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, uniemożliwia dochowanie reguł prostej reprodukcji kapitału, która zakłada równowagę całego systemu w danym okresie.

            Poprawka, którą proponują Bortkiewicz i Sweezy, polega na symultanicznym przekształceniu wszystkich kapitałów w ceny produkcji – włącznie z pierwotnym wkładem kapitału stałego i zmiennego, biorąc pod uwagę metody produkcji (współczynnik transformacji, czyli stosunek cen produkcji każdej sfery produkcji do zastosowanej w niej pracy) i płace (rozumiane tutaj jako ilość towarów, która pozwala na utrzymanie się robotników) – za pomocą serii równań (Bortkiewicz 1949, 202). Stopa zysku i ceny produkcji są określane dokładnie w tym samym momencie. Poprawka Bortkiewicza i Sweezyʼego powoduje, że nie da się utrzymać równości sum zakładanych przez Marksa – sumy wartości dodatkowej i zysku, a także cen i wartości; zachowana zostaje tylko równość sum wartości dodatkowej wyrażonej w wartości i cenach produkcji, co można zilustrować dwoma tabelami (Moseley 2016, 226):

 C (kapitał stały)V(kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Stopa zysku
Dział I20510268375.22
Dział II20168112300.59
Dział III1503020200.11
Suma375300200875.30

Tabela 1: Hipotetyczny system, w którym towary wymieniają się według wartości

 

 C (kapitał stały)V (kapitał zmienny)S (wartość dodatkowa)P (cała produkcja)Cena produkcjiStopa zysku
Dział I1704497375312.45
Dział II177741300130.43
Dział III1251362200200.45
Suma312130200641.44

Tabela 2: Realny system, w którym wartość towarów wyrażana jest w cenach produkcji

 

W interpretacji Moseleya nie ma dwóch systemów, ale tylko jeden – realna gospodarka, w której najpierw na poziomie makro określa się całkowitą wartość dodatkową, globalnie wytwarzaną przez klasę robotniczą, a później na poziomie mikro wartość dodatkowa jest dystrybuowana między poszczególne kapitały. Kluczowe jest to, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim momencie tej procedury mowa jest o aktualnych cenach kosztu towarów, które nabywane są za z góry daną sumę pieniędzy. Gdy Moseley tłumaczy powstanie cen produkcji, czyli proces, w którym mamy do czynienia z wieloma kapitałami i ogólną stopą zysku, podkreśla to, że nie zmienia w zasadniczy sposób swojej perspektywy. Teoria wartości dodatkowej i teoria cen odnoszą się dokładnie do tej samej kwestii, czyli do wyrażonej w pieniądzu sumy, która jest podstawą inwestycji kapitalisty. Marks nie zmienia perspektywy pomiędzy I a III tomem Kapitału. Kapitaliści, zgodnie z ruchem P – T – P’, najpierw „wyciągają” z cyrkulacji już określoną sumę, za którą nabywają środki produkcji i konsumpcji, wyzyskują siłę roboczą, a następnie z zyskiem, który zawdzięczają zatrudnionej pracy, mogą zrealizować swoją inwestycję. Zainwestowana przez kapitalistę suma pieniężna (P), przy założeniu stałej wydajności pracy, będzie wchodzić w skład wytworzonego towaru i, jeżeli mowa o kapitale stałym, nie może być ona wyższa od ceny zakupionych wcześniej środków produkcji, a jeżeli chodzi o kapitał zmienny, który opłaca siłę roboczą, to tylko tutaj, dzięki różnicy między pracą a siłą roboczą, kapitalista może liczyć na zwiększenie się wyjściowej inwestycji, co wyraża się w postaci P’ (Moseley 2016, 33). Wielkość wartości dodatkowej jest kształtowana na poziomie makroekonomicznym, na poziomie globalnej walki klasowej. Wyrównywanie się stopy zysku w interpretacji Moseleya przypomina w istocie tautologiczną operację, która polega na tym, że na poziomie poszczególnych kapitałów całkowita wartość dodatkowa zostaje rozdystrybuowana proporcjonalnie do organicznych składów indywidualnych kapitałów. W tej operacji Moseley zakłada, że cena kosztu towaru pozostaje – niezależnie od tego, czy towary wymieniają się proporcjonalnie do uprzedmiotowionej w nich pracy, czy nie – taka sama. W tym drugim przypadku, czyli gdy mowa o poszczególnych kapitałach, mamy tylko do czynienia z modalnością polegającą na tym, że do ceny kosztu dolicza się również rozdystrybuowany pomiędzy kapitałami ogólny zysk. Nie jest zatem tak, jak przedstawia to standardowa interpretacja, że cena kosztu, która określa wartość towaru, jest inna niż cena kosztu, która określa ceny produkcji. Bortkiewicz i Sweezy zakładają, że cena kosztu towaru wyrażona w wartościach równa jest wartości środków konsumpcji i środków produkcji, a cena kosztu zastosowana w określaniu cen produkcji ma się równać cenom produkcji środków produkcji i konsumpcji. Moseley sądzi jednak, jak już odnotowano, że Marks nie zmienia swojego podejścia między I a III tomem Kapitału (Moseley 2016, 195), a zatem nie popełnia błędu, który polega na nieprzekształceniu ceny kosztu w tabeli cen produkcji, bo nie musi tego robić. W obu tabelach, które przedstawia, mowa jest dokładnie o tym samym, czyli o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego.

            Moseley traktuje wartość zarówno kapitału zmiennego, jak i stałego jako dane z góry sumy wyrażone w pieniądzu. Marksowska teoria jest więc tak naprawdę teorią monetarną – nie ma w niej miejsca na hipotetyczny system stricte wartościowy, który wymaga uaktualnienia przy rozpatrywaniu cen produkcji. Podobnie jak Foley w „New Interpretation” Moseley posługuje się koncepcją MELT („money expression of labour time”), która nadaje wspólną miarę wartości towarów, rozumianą jako uprzedmiotowiona praca abstrakcyjna i jako ceny (Foley 1982, 41). Nowo utworzona w danym okresie wartość jest rozumiana jako iloczyn wydatkowanego w tym okresie czasu pracy i współczynnika, w którym kluczowe znaczenie ma, zakładając towarową koncepcję pieniądza, czas pracy konieczny do wydobycia złota.

            Ważne jest to, że proces dystrybucji całkowitego zysku pomiędzy indywidualne kapitały i kształtowania się cen produkcji u Moseleya nie ma charakteru czysto konceptualnego i symultanicznego, ponieważ jest on rozciągnięty w czasie, co zbliża koncepcję Moseleya do „Temporal Single System Interpretation” Klimana (Kliman 2007, 163). Jak widzieliśmy wcześniej, zgodnie ze schematem P – T – P’ kapitalista najpierw nabywa środki konsumpcji i produkcji, a dopiero później realizuje zysk. Oznacza to, że nowo wytworzona wartość nie może być, jak chcieliby Bortkiewicz i Sweezy, określona symultanicznie z wartością pierwotnie zainwestowaną. Proces pomnażania kapitału rozciągnięty jest w czasie i nie da się w tym samym momencie określić P i P’. Moseley zatem, przyjmując bardziej realistyczne założenia w swojej koncepcji, które uwzględniają rozciągnięcie w czasie kapitalistycznej produkcji, argumentuje za sekwencyjnym charakterem kształtowania się cen produkcji. Jest to wspomniane wcześniej przejście z globalnej sumy wartości dodatkowej do jej dystrybucji na poziomie indywidualnych kapitałów.

            Rozwiązanie problemu transformacji, jakie proponuje Moseley, nie polega na poprawieniu Marksa, jak czynił to na przykład Bortkiewicz, ale na pokazaniu, że Marks błędu w ogóle nie popełnia. Moseley uznaje, że nie ma potrzeby przekształcenia wejściowych wkładów kapitału zmiennego i stałego, o których miał zapomnieć Marks, ponieważ mowa jest o realnej gospodarce kapitalistycznej, której struktura określana jest przez ruch kapitału pieniężnego, co oznacza, że wartości wkładów już z góry są dane i wycenione jako równe albo dążące do swoich cen produkcji. Moseley traktuje zatem, podobnie jak Foley w „New Interpretation, wartość kapitału zmiennego nie jako sumę towarów potrzebnych do biologicznej reprodukcji robotników, do czego zbliżał się czasami Marks, ale jako cenę nabywanych przez nich środków konsumpcji. Moseley idzie jednak dalej niż Foley, w analogiczny sposób traktując kapitał stały, który również ujmuje jako określoną z góry sumę pieniężną (Moseley 2016, 257). Autor Money and Totality może w ten sposób zachować jednocześnie obie sumy, które zakładał Marks – suma wartości dodatkowej równa się zyskowi, a ceny produkcji równają się wartościom. Stopa zysku, co jest szczególnie istotne z uwagi na próby zoperacjonalizowania Marksowskiej teorii, jest jedna i wyrażona w formie pieniężnej, a nie w formie wartości. Kształtuje się na poziomie globalnej walki klasowej, a nie dopiero w momencie przeprowadzenia transformacji indywidualnych wartości towarów w ich indywidualne ceny produkcji, jak chcieliby zwolennicy interpretacji standardowej.

            Warto zwrócić uwagę na to, że choć Moseley nie zajmuje się w swojej książce zbyt obszernie kwestią pieniądza nietowarowego, ponieważ nie był to przyjęty przez Marksa paradygmat, powstaje pytanie, na ile dzisiaj jego interpretacja może być aktualna. Moseley w dalszej części pracy napomyka o tym, że Marksowska teoria jest aktualna również dla pieniądza nietowarowego (Moseley przekształca w tym celu definicję MELT), ale można mieć wątpliwości co do tego, jak wiele Moseley pozostawia przestrzeni na wpływ czynników instytucjonalnych na określenie wartości pieniądza, zwłaszcza że nawet przy zmienionej definicji MELT, w której uwzględnia pieniądz papierowy, złoto dalej odgrywa rolę kluczową (Moseley 2016, 216; Moseley 2011).

            W kolejnej części książki autor zajmuje się źródłowym osadzeniem swojej interpretacji w tekstach Marksa. Jest to lektura Marksa dość specyficzna, bo jej wiodącym motywem jest problem transformacji, który dla samego Marksa pozostawał kwestią dość marginalną. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że Marks sam nie był zawsze w swoich tekstach jednoznaczny, Kapitału nigdy nie ukończył, a z późniejszych, wyrafinowanych matematycznie interpretacji przekształcenia wartości w ceny nie mógł zdawać sobie sprawy, interpretacja ta otwiera bardzo szerokie pole możliwości odczytań jego tekstów również z perspektywy teorii cen.

            Tekstualnej interpretacji Moseley poświęca tak naprawdę większość swojej książki. Bardzo skrupulatnie i obszernie omawia kwestie związane z Marksowską teorią cen przedstawioną nie tylko w Kapitale. Moseley omawia między innymi Zarys krytyki ekonomii politycznej, Rękopisy z lat 1861–1863. Rękopisy z lat 1864–1865, Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji. Obszerność materiału źródłowego, który rozpatruje Moseley, jest imponująca. Nie pozostawia bez analizy chyba żadnego fragmentu z prac Marksa, który dotykałby problemu transformacji.

            Autor przedstawia dwie hipotezy interpretacyjne – projekt Marksa ma dwa poziomy abstrakcji, które opierają się na ruchu kapitału P – T – P’. Najpierw w grę wchodzi poziom produkcji wartości dodatkowej, a następnie jej dystrybucji, przy czym, co ma szczególne znaczenie dla problemu transformacji, produkcja wartości dodatkowej jest krokiem logicznie wcześniejszym niż jej dystrybucja. Dwa poziomy abstrakcji, Moseley w tej kwestii podąża za Romanem Rosdolskym, odzwierciedlają Marksowski podział na kapitał w ogóle (czyli esencjonalne określenia kapitału, które odróżniają go od pieniądza i innych form wartości) i wiele kapitałów, poziom konkurencji (Rosdolsky 1977). Taka hipoteza interpretacyjna bliska też jest na przykład podejściu Henryka Grossmana, który zwracał uwagę na to, że struktura Kapitału opiera się na serii abstrakcji, zbliżających się sukcesywnie do faktycznego funkcjonowania kapitalizmu (Grossman 1992, 30). Warto odnotować fakt, że ujęcie to ma zwykle również swoje implikacje w kwestii wyjaśnienia natury kryzysów. Ich źródłem jest logicznie wcześniejszy etap produkcji wartości dodatkowej, a nie jej realizacja na rynku (Mattick 1969). U Marksa podział ten jest inspirowany, według Moseleya, Heglowską Nauką logiki, a konkretnie relacją między ogólnością a szczegółowością w ramach pojęcia. Autor Money and Totality jednak tego wątku nie rozwija – dla jego interpretacji problemu transformacji nie ma on w zasadzie żadnego znaczenia.

            Moseley wiążę dystynkcję między poziomami abstrakcji z ilościowym sposobem, w jaki Marks radzi sobie z kwestią transformacji. Całkowitą ilością wartości dodatkowej i jej powstaniem Marks zajmuje się, według Moseleya, w I tomie Kapitału, tom III natomiast ma być poświęcony dystrybucji wartości dodatkowej między poszczególne kapitały i powstaniu cen produkcji. Całkowita ilość wartości dodatkowej jest traktowana jako pierwotna dana, która następnie zostaje jedynie rozparcelowana między poszczególne kapitały. Moseley chce podkreślić, że przejście między I a III tomem Kapitału nie dotyczy przede wszystkim, jak chcieliby zwolennicy tradycyjnej interpretacji, kwestii kształtowania się indywidualnych cen najpierw (w I tomie Kapitału) proporcjonalnie do wartości towaru, a później (w III tomie) z uwzględnieniem odchyleń od uprzedmiotowionej w danym towarze wartości, ale różnicy między całym kapitałem a poszczególnymi kapitałami. Dopiero w tych szerszych ramach można ująć problem transformacji.

            Cena, jaką Moseley musi zapłacić za swoje podejście, jest dość wysoka. Po pierwsze, nie do końca jest jasne, w jaki sposób przyjęcie tego, że u Marksa można wyróżnić dwa poziomy abstrakcji, miałoby cokolwiek zmienić w kwestii transformacji wartości w ceny produkcji. Problem polega na tym, że takie ujęcie samo w sobie nie zaprzecza symultanicznej metodzie określania cen produkcji, jaką proponują Bortkiewicz i Sweezy, i może być z takim podejściem zgodne. Dopiero uwzględnienie tego, że ilość wartości dodatkowej nie może zmienić się w procesie przekształcenia wartości w ceny produkcji, zaprzecza interpretacji standardowej, co oczywiście Moseley też robi, ale to samo w sobie, moim zdaniem, nie musi koniecznie iść w parze z założeniem, iż Marks przyjmował w swojej teorii dwa poziomy abstrakcji. Moseley nie pokazuje dostatecznie wyraźnie związku między jakościowym i ilościowym aspektem podziału na kapitał w ogóle i wiele kapitałów. Po drugie, podnoszony też jest zarzut, że Marks, pisząc Kapitał, tę kluczową dystynkcję porzuca, ponieważ na poziomie kapitału w ogóle nie był on w stanie, bez odniesienie się do konkurencji, wyjaśnić powstania ogólnej stopy zysku (Heinrich 1989). Moim zdaniem jednak Moseley przekonująco odpiera ten zarzut, pokazując, że stopa zysku może kształtować się na poziomie kapitału w ogóle. Dopiero jej wyrównanie wiąże się z uwzględnieniem konkurencji wielu kapitałów.

            Autor Money and Totality bardzo szczegółowo analizuje Marksowską procedurę kształtowania się cen produkcji i wyrównywania stopy zysku w III tomie Kapitału. Zgodnie ze standardową interpretacją Marks powinien w III tomie Kapitału, w tabeli, w której zajmuje się przekształceniem wartości w ceny produkcji (Marks 1957, 165), zmienić ilości wkładów kapitału stałego i zmiennego. Innymi słowy, zwolennicy tej interpretacji sądzą, że gdy Marks zakłada, iż towary są wymieniane nie według ich wartości, jak było to w I tomie Kapitału, ale według ich cen produkcji, to nie może przyjmować, że ilości pierwotnego wkładu kapitału stałego i zmiennego równają się swoim wartościom, a nie cenom produkcji.

            Podejście autora Money and Totality jest radykalnie odmienne. W interpretacji Moseleya na obu poziomach abstrakcji mowa jest o tych samych ilościach kapitału stałego i zmiennego, których wartość wyrażona jest w określonych ilościach pieniądza, co oznacza, że nie ma potrzeby przekształcania wejściowych wartości kapitału stałego i zmiennego. Moseley podkreśla, że Marks nigdzie w swoich tekstach nie pisał o tym, iż stosuje dwie ceny kosztu (Moseley 2016, 152). Marks zatem, zdaniem Moseleya, intencjonalnie zakłada takie same ceny kosztu zarówno w tabeli dotyczącej wartości, jak i cen produkcji. Tym samym ilości kapitału stałego i zmiennego nie muszą się zmieniać się w momencie, w którym określa się ceny produkcji, jak argumentują zwolennicy tradycyjnej interpretacji.

            Moseley ma problemy z wytłumaczeniem tego, dlaczego Marks w I tomie Kapitału, a zwłaszcza w rozdziale siódmym, wartość kapitału zmiennego i stałego ujmuje jako wartość środków pracy i siły roboczej (Moseley 2016, 179), a nie jako ich ceny. Traktuje to jako pewne tymczasowe uproszczenie. Pełne określenie kapitału zmiennego znajduje się, zdaniem Moseleya, dopiero w III tomie Kapitału, w którym Marks zajmuje się również cenami produkcji i w którym nie abstrahuje już od kwestii konkurencji – co jest szczególnie istotne, cena kosztu pozostaje w obu tomach Kapitału ilościowo identyczna.

            W kolejnym rozdziale Moseley zajmuje się omówieniem tych fragmentów tekstów Marksa, w których pisał on o pieniądzu. Autor Money and Totality polemizuje ze zwolennikami interpretacji standardowej, którzy błędnie zrozumieli Marksowską teorią pieniądza. Nie uwzględnili Marksowskiego dictum o tym, że „pieniądz nie ma ceny”, co wynika z dialektyki formy wartości (Moseley 2016, 209). Pieniądz nie może mieć żadnego obiektywnego miernika poza sobą samym, co oznacza też, że kapitaliści, którzy zajmują się wydobyciem złota, nie wytwarzają towarów takich jak wszystkie inne. Sektor wydobycia złota z tego powodu nie uczestniczy też w kształtowaniu się cen produkcji, czyli dystrybuowaniu zysków odpowiednio do organicznych składów poszczególnych kapitałów. Stopa zysku nie wyrównuje się pomiędzy tym sektorem a pozostałymi. Pozostaje on zupełnie poza opisanym przez Marksa w III tomie procesem. Moseley w ten sposób odpowiada na argumenty Bortkiewicza i Sweezyʼego, którzy sądzą, że uwzględnienie stopy zysku sektora wydobywczego złota w kształtowaniu się ogólnej stopy zysku sprawia, iż nie da się zachować Marksowskiej równości sum globalnych cen produkcji i wartości.

            Rekonstrukcja źródłowa dokonana przez Moseleya oparta jest na imponującej, szerokiej podstawie, ale jej rezultaty wydają się momentami niezbyt marksowskie. Chyba najbardziej problematyczne jest ujęcie dwóch poziomów abstrakcji i przejścia między kapitałem w ogóle a konkurencją, które przypomina przejście pomiędzy sumą danego zbioru a jego poszczególnymi elementami. Jest to oczywiście wygodne z perspektywy ilościowej, bo pokazuje, że Marks w I i III tomie Kapitału mówił o tej samej sumie, ale ten podział ma charakter czysto analitycznej abstrakcji. Nie widać w rekonstrukcji Moseleya wzajemnej współzależności pomiędzy obydwoma poziomami. Powołanie się na Hegla również nie pomaga, bo Moseley w tej kwestii ogranicza się zaledwie do kilku wzmianek, które w zasadzie nic nie wnoszą.

            W ostatniej części swojej książki Moseley zajmuje się analizą alternatywnych rozwiązań problemu transformacji, a także odpowiada swoim krytykom. Omawia chyba wszystkie możliwe interpretacje problemu transformacji, jakie pojawiły się w literaturze w ostatnich czterdziestu latach. Robi to w sposób chronologiczny, przez co pokazuje, jak z czasem odzyskiwano kolejne elementy Marksowskiej teorii z rąk zwolenników standardowej interpretacji, a zwłaszcza interpretacji Sraffy. Autor stara się pokazać mocne i słabe strony rozmaitych prób rozwiązania problemu transformacji, a także zestawić je ze swoją własną. Wśród interpretacji, które omawia, pojawia się „Iterative Interpretation” Anwara Shaikha, „New Interpretation” Duncana Foleya, interpretacja grupy „Rethinking Marxism” i inne.

            Najważniejsza oczywiście jest polemika ze zwolennikami interpretacji standardowej. Odparcie ich argumentów i pokazanie, że Marks nie zakładał dwóch systemów (wartościowego i cenowego), a symultaniczny sposób określania cen produkcji jest zupełnie niezgodny z Marksowskimi założeniami, jest tak naprawdę głównym celem książki Moseleya. Omawiając inne próby rozwiązania problemu transformacji, jednocześnie odpowiada on na zarzuty stawiane jego interpretacji. Zarzuty te mają zarówno charakter tekstualny, bowiem dotyczą tego, czy określona kwestia znajduje oparcie w tekstach Marksa, jak i formalny, związany z algebraicznym ujęciem danej interpretacji. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że te polemiki mają zwykle dość techniczny charakter. Interpretacja Moseleya w porównaniu z koncepcjami innych ekonomistów wypada bardzo dobrze pod tym względem, że autor Money and Totality utrzymuje wszystkie sumy zakładane przez Marksa.

            Z częstymi zarzutami, z którymi w książce mierzy się Moseley, spotyka się jego założenie, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi. W tej kwestii krytyka pada ze strony Andrew Klimana (Kliman 1999), twórcy „Temporal Single System Interpretation” oraz Alfreda Saad-Filho, który w problemie transformacji kładzie nacisk na koncepcję organicznego składu kapitału (Saad-Filho 1997). Ich krytyka ma raczej charakter zewnętrzny wobec interpretacji Moseleya. Kliman zakłada, że Marks przyjmował ceny produkcji jako krótkookresowe ceny równowagi, ponieważ w swojej interpretacji problemu transformacji uznaje, że przekształcenie wartości w ceny produkcji odbywa się w przeciągu kilku okresów produkcji. Saad-Filho natomiast sądzi, że Marks był zwolennikiem tej koncepcji, ponieważ jego celem nie było pokazanie ilościowo trafnego kształtowania się indywidualnych cen produkcji, ale jedynie dystrybucji wartości dodatkowej w sytuacji zróżnicowanego składu organicznego kapitałów. Odpowiedź Moseley opiera się na szerokiej podstawie źródłowej, dzięki której przekonująco wykazuje on, że Marks był zwolennikiem cen produkcji jako długookresowych cen równowagi, a jego koncepcja w tej mierze zbliża się do teorii cen ekonomistów klasycznych (Moseley 2016, 289).

            Techniczny charakter ma też wymiana zdań między Moseleyem a Klimanem związana z tym, jak określać wartość danego kapitału pod względem temporalnym – czy pod uwagę brać cenę aktualną, czy też cenę historyczną (Moseley 2016, 303). Kliman argumentuje, że zakładając zmianę wartości kapitału w czasie, na przykład z powodu wprowadzenia nowych metod produkcji, Moseley musi przyjmować symultaniczną procedurę określania cen produkcji towarów, co zaprzeczałoby jego założeniom. Moseley rzeczywiście ma problem z ujęciem w czasie zmiany wartości kapitału. Zakłada on, że wartość wkładu danego kapitału jest w sposób retroaktywny ewaluowana jako aktualna cena produkcji, ale nie do końca przekonująco wyjaśnia, w jaki sposób ten proces się odbywa (Moseley 2016, 305).

            Wśród innych zarzutów pojawia się kwestia, jak określać wartość kapitału stałego i zmiennego. Moseley zgadza się, że teksty Marksa w tej materii pozostają dwuznaczne (Moseley 2016, 195). W swojej interpretacji przyjmuje, że wartości kapitału stałego i zmiennego należy rozumieć jako aktualne ceny produkcji tych kapitałów. Zwolennicy „New Interpretation” sądzą, że nie można traktować wartości kapitału stałego jako pierwotnie danej, która byłaby wyrażona jako aktualna cena produkcji (Moseley 2016, 257), ponieważ cena ta nie odpowiadałaby czasowi pracy potrzebnemu do wypracowania nabywanych, w ramach kapitału stałego, środków produkcji. Riccardo Bellofiore z kolei w swojej polemice zwraca uwagę, że wartość kapitału zmiennego powinna być określana w sposób endogeniczny jako ekwiwalent fizycznych dóbr, a nie aktualnych cen produkcji środków konsumpcji.

            Warto zwrócić też uwagę na polemikę z Bellofiorem, która kończy pracę Moseleya. Choć nie jest związana z problemem transformacji, to jest interesująca, ponieważ pokazuje dwa zupełnie różne podejście do Marksowskiej teorii, które z pozoru mogą się wydawać do siebie zbliżone – obaj autorzy podkreślają makromonetarny charakter Marksowskiej teorii, ale robią to w zupełnie inny sposób. Bellofiore, moim zdaniem, trafnie argumentuje, że relacja między perspektywą markoekonomiczną a mikroekonomiczną nie jest oparta na prostej redukcji, jak wydaje się ujmować to Moseley, ale na tym, że obie te perspektywy wzajemnie się warunkują i uzupełniają (Bellofiore 2004, 202). Zwraca uwagę na przykład na to, że monetarna forma kapitału zmiennego w postaci płac na poziomie mikroekonomicznym jest tylko zasłoną tego, co dzieje się na płaszczyźnie makroekonomicznej, czyli nierównej dystrybucji owoców pracy pomiędzy klasami, która wiąże się z kapitałem zmiennym i środkami konsumpcji rozumianymi jako wartości użytkowe, a nie jako aktualne ceny produkcji.

            Podsumowując, Moseley w swojej książce przedstawia interesującą interpretację Marksowskiego problemu transformacji, która oparta jest na bardzo szerokiej podstawie źródłowej, ale czy rzeczywiście jego praca jest, zgodnie z jej podtytułem, zakończeniem problemu transformacji? Na pewno jest to ciekawa próba, która pozwoli spać spokojniej tym, którzy obawiali się, że problem transformacji jest dla Marksowskiej teorii wartości druzgocący. Jest to też chyba jedna z nielicznych interpretacji, które w tak dużym stopniu angażują się w źródłową rekonstrukcję teorii Marksa, choć jednocześnie tutaj można mieć do niej największe zastrzeżenia. Cenne jest zwłaszcza to, że Moseley stara się pokazać monetarny wymiar Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy. Był to aspekt, który pozostał niezauważony przez zwolenników interpretacji standardowej i który pozwala odeprzeć zarzuty oponentów Marksa. Dzięki niemu Moseley przywraca również należytą wagę Marksowskiej teorii pieniądza, którą autor rozwija w innych pracach (Moseley 2004, 2011), choć moim zdaniem opiera się przy tym w zbyt dużym stopniu na towarowej koncepcji pieniądza. Pomysłowe jest zwrócenie uwagi na dwupoziomowy charakter projektu autora Kapitału i powiązanie go z problemem transformacji. Obrana przez autora Money and Totality droga usytuowania problemu przekształcenia wartości w ceny produkcji w szerszym kontekście projektu Marksa jest obiecująca. Książka Moseleya jest zatem nie tylko próbą poradzenia sobie z zagadnieniem transformacji, ale też ciekawym odczytaniem Marksa z perspektywy makromonetarnej.

 

Wykaz literatury

Bellofiore, Riccardo. 2004. „Marx and the macro-monetary foundation of microeconomics.” W The Constitution of Capital. Red. Nicola Taylor, Riccardo Bellofiore. London: Palgrave Macmillan.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1949. „Karl Marx and the Close of His System.” W  Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Bortkiewicz, Władysław. 1949. „On the correction of Marxʼs Fundamental Theoretical Construction in The Third Volume of Capital.” W Karl Marx and the Close of His System. Red. Augustus M. Kelly. New York: Clifton.

Fine, Ben, Costas Lapavitsas i Alfredo Saad-Filho. 2004. Transforming the Transformation Problem: Why the »New Interpretation« Is a Wrong Turning.” Review of Radical Political Economics 36 (1): 3–19.

Foley, Duncan K. 1982. The Value of Money the Value of Labor Power and the Marxian Transformation Problem.” Review of Radical Political Economics 14 (2): 37–47.

Foley, Duncan K. 1986. Understanding Capital. Cambridge MA: Harvard University Press.

Grossman, Henryk. 1992. Law of Accumulation and Breakdown of the Capitalist System. London: Pluto Press.

Heinrich, Michael. 1989. „Capital in General and the Structure of Marx’s Capital.” Capital & Class 13 (2): 63–79.

Kliman, Andrew J. i Ted McGlone. 1999. „A temporal single-system interpretation of Marx’s value theory.” Review of Political Economy 11 (1): 33–59.

Kliman, Andrew. 2007. Reclaiming Marx’s Capital: A Refutation of the Myth of Inconsistency. Lanham: Lexington Books.

Marks, Karol. 1957. Kapitał. Krytyka Ekonomii Politycznej. T. III. Tłum.  zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej. T. I. Proces wytwarzania kapitału”. W Karol Marks i Fryderyk Engels.          Dzieła. Tom 23. Tłum. zbiorowe. Warszawa: Książka i Wiedza.

Mattick, Paul. 1969. Marx and Keynes. Boston: Porter Sargent Boston.

Morishima, Michio. 1973. Marx’s Economics A Dual Theory of Value and Growth. Cambridge: Cambridge University Press.

Moseley, Fred. 1997. Abstract labor: substance or form? A critique of the value-form interpretation of Marx’s Theory. https://www.mtholyoke.edu/~fmoseley/Working_Papers_PDF/VALUEFRM.pdf [dostęp: 13.09.2017].

Moseley, Fred. 2005. „Money Has No Price: Marx’s Theory of Money and the Transformation Problem.” W Marx’s Theory of Money. Red. Fred Moseley. London: Palgrave Macmillan.

Moseley, Fred. 2011. „The Determination of the »Monetary Expression of Labor Time« (»MELT«) in the Case of Non-Commodity Money.” Review of Radical Political Economics 43 (1): 95–105.

Moseley, Fred. 2016. Money and Totality: Marx’s Logical Method in Capital” and the End of the Transformation Problem”. Leiden: Brill.

Nowak-Posadzy, Krzysztof. 2015. „Jaką teorią jest Marksowska teoria wartości opartej na pracy?”. Praktyka Teoretyczna 1(15): 15–56.

Rosdolsky, Roman. 1977. The Making of Marx’s Capital Volume 2. London: Pluto Books.

Rubin, Izaak. 1928 [1975].  Essays on Marx’s Theory of Value. Montreal: Black Rose.

Saad-Filho, Alfredo. 1997. „An alternative reading of the transformation of values into prices of production.” Capital & Class 21 (3): 115–136.

Samuelson, Paul A. 1971. „Understanding the Marxian Notion of Exploitation: A Summary of the so-Called Transformation Problem between Marxian Values and Competitive Prices.” Journal of Economic Literature 9 (2): 399–431.

Steedman, Ian. 1977. Marx after Sraffa. London: New Left Books.


Michał Chotkiewicz – magister prawa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się Marksowską krytyką klasycznej ekonomii politycznej i jej współczesnymi interpretacjami.

 

Dane adresowe:

Instytut Filozofii UW

Karkowskie Przemieście 3

00-001 Warszawa

E-mail: michotkie@gmail.com

 

Cytowanie: Chotkiewicz, Michał. 2017. Koniec problemu transformacji?. Praktyka Teoretyczna 3(25): XX-XX.

Author: Michał Chotkiewicz

Title: End of transformation problem?

Abstract: In this text I analyze Fred Moseley’s newest book Money and Totality, which tackles infamous transformation problem. Moseley not only tries to show that Marx’s theory is quantitatively valid and that transformation problem is in fact a pseudo-problem, but he also situates it in a broader (macro-monetary) context of Marx’s whole theoretical endeavor.

Keywords: transformation problem, labor theory of value, political economy, Marxian economics