Kamil Piskała – Rewolucja pod tęczowym sztandarem?

Kamil Piskała – Rewolucja pod tęczowym sztandarem?

Bartłomiej Błesznowski (red.). 2014. Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja: Wybór pism. Warszawa: WUW.

Podczas przemówienia wygłoszonego na zjednoczeniowym zjeździe spółdzielców w 1923 roku Romuald Mielczarski, jeden z najważniejszych ideologów polskiego ruchu kooperatystycznego, roztaczał przed słuchaczami wizję stopniowego znoszenia kapitalizmu:

Kooperacja twierdzi, że (…) istnienie kapitalizmu jest całkowicie w rękach spożywców i że ten niesprawiedliwy ustrój może być stopniowo wyparty przez ustrój spółdzielczy, byleby tylko spożywcy, zrzeszając się w stowarzyszenia spożywców, ujęli w swoje ręce wymianę i produkcję. (…) Kapitalizm posiada w istocie przerażająco wielkie środki w porównaniu ze spożywcą. (…) Należy sobie jednak uprzytomnić, że całe to bogactwo, jakim rozporządza kapitał, nie jest niczym innym, jak nagromadzonym zyskiem. Niech tylko spożywcy, organizując się we własne stowarzyszenia, krok za krokiem pozbawiają kapitał zysku i niech tylko zysk ten zmienią w kapitał wspólny, a stosunek sił zmieniać się będzie z dnia na dzień na korzyść spożywców. Kapitalizmowi będzie ubywało terenu, a przybywać go będzie kooperacji.

            Dalej Mielczarski wyjaśniał, że potężniejące spółdzielnie stopniowo opanowywać będą kolejne rynki, aż ostatecznie doprowadzą do uwiądu nawet najpotężniejszych przedsiębiorstw kapitalistycznych. „Jeżeli w wyobraźni przedłużymy tę powolną ewolucję” – podsumowywał swoje rozważania – „to u krańca drogi ujrzymy Rzeczpospolitą Spółdzielczą i nowy ustrój, w którym cała działalność gospodarcza zamiast na zysk będzie obliczona na zaspokojenie potrzeb społecznych”.

            Była to bez wątpienia wizja więcej niż kusząca. Jeśli jednak zestawić jej rozmach z obecną kondycją ruchu spółdzielczego, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że trudno byłoby znaleźć w dwudziestym stuleciu inny masowy ruch społeczny, który poniósłby równie spektakularną porażkę. Miarę klęski obrazuje już sam fakt, że słowo „spółdzielnia” sporej części społeczeństwa kojarzy się raczej z sitwą polityków albo patologiami w zarządzaniu zasobem mieszkaniowym, nie zaś z walką o ład gospodarczy regulowany według zasad innych niż dążenie do maksymalizacji zysku.

W poszukiwaniu wypartej tradycji

W sytuacji, gdy tęczowy sztandar kojarzy się już tylko z ruchem LGBT i nikt nie pamięta, że przez długie dekady stanowił dla setek tysięcy spółdzielców symbol wyłaniającej się na horyzoncie „Rzeczypospolitej Spółdzielczej”, należy szczególnie doceniać wszelkie próby przywrócenia tradycji polskiego kooperatyzmu. Taki właśnie cel przyświecał wydawcom tomu Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja, w którym zebrano ponad dwadzieścia obszernych tekstów programowych najważniejszych teoretyków działającego na ziemiach polskich przed 1939 r. ruchu spółdzielczego.

            Tom podzielono na kilka działów tematycznych, dotyczących takich zagadnień jak wzajemne relacje demokracji i kooperatyzmu, społeczna baza ruchu, spółdzielczość mieszkaniowa czy rolna. Całość poprzedzają dwa eseje wstępne – pierwszy, poświęcony intelektualnym źródłom idei spółdzielczej i jej politycznym aspektom, pióra Bartłomieja Błesznowskiego, drugi zwięźle streszczający dzieje spółdzielczości na ziemiach polskich autorstwa Remigiusza Okraski. Całość wieńczy obszerne zestawienie bibliograficzne zawierające zarówno najważniejsze opracowania na temat polskiego kooperatyzmu, jak i wykaz pism wybitniejszych teoretyków ruchu.

            Twórcom tomu, jak można przypuszczać, zależało na ukazaniu wewnętrznego zróżnicowania tradycji spółdzielczej, stąd też w bliskim sąsiedztwie znaleźć można tutaj teksty tak odległych od siebie teoretyków, jak komunista Jan Hempel czy socjalista Adam Próchnik z jednej strony i konserwatywny chadek, ksiądz Stanisław Adamski z drugiej. Ceną za przyjęcie takiej strategii jest pewna wewnętrzna niespójność całego tomu i – jeśli można tak to ująć – ograniczona polityczna siła rażenia. Wrażenie to potęguje jeszcze gatunkowe zróżnicowanie zgromadzonych tekstów. Obok fragmentów teoretycznych rozpraw znajdziemy tu również manifesty, przemówienia, doraźne teksty interwencyjne oraz artykuły sprawozdawcze. Przykładem tego ostatniego rodzaju wypowiedzi może być obszerny artykuł Abrahama Prowalskiego poświęcony spółdzielczości żydowskiej. Jakkolwiek należy docenić chęć przypomnienia bogatych tradycji spółdzielczych Żydów polskich, to dokonany przez redaktorów tomu wybór w tym wypadku jest nietrafiony – artykuł Prowalskiego, pełen zestawień statystycznych i rozważań nad finansową kondycją różnych rodzajów kooperatyw, może być przydatny chyba jedynie dla historyków szczegółowo badających dzieje międzywojennej spółdzielczości, nie oni jednak (jak można przypuszczać) są głównymi adresatami tej książki.

            Pewne wątpliwości, które momentami może nasuwać dobór tekstów, nie powinny przysłaniać jednak licznych zalet tomu Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja. Szczególnie podkreślić należy dużą wartość załączonego aneksu bibliograficznego, który z pewnością okaże się znakomitym przewodnikiem dla tych czytelników i czytelniczek, którzy zechcą na własną rękę bliżej poznawać dzieje polskiego ruchu spółdzielczego.

Kapitalizm nie był sexy

Lektura omawianego tomu dostarcza szeregu argumentów potwierdzających tezę, że historyczny opór wobec kapitalizmu nie był zjawiskiem jedynie marginalnym ani narzuconym z zewnątrz (jak w tradycyjnych opowieściach o ruchu komunistycznym) albo wyrastającym z irracjonalnego lęku przed „konieczną” modernizacją. W ten sposób podważone zostają narracje pozostające pod przemożnym wpływem polskiego wariantu koncepcji „końca historii”, postrzegające liberalny kapitalizm i demokrację przedstawicielską jako „naturalny” punkt dojścia, wieńczący nowoczesne dzieje Polski. Choć liberalny kapitalizm miał nad Wisłą swoich wpływowych zwolenników, to trudno uznać, aby od dziesiątków lat stanowił przedmiot tęsknot większości Polek i Polaków, co zdają się milcząco zakładać popularne narracje historyczne.

            W różne formy spółdzielczości w okresie międzywojennym zaangażowanych było kilka milionów osób. Oczywiście jedynie niewielką część spośród nich stanowili radykałowie czy rewolucjoniści, a członkowstwo wielu miało bardzo ograniczony albo tylko formalny charakter. Jednak jako całość ten potężny, masowy ruch był wobec kapitalizmu krytyczny, a ponadto istniał w jego łonie silny i wpływowy nurt o wyraźnie antykapitalistycznym nastawieniu. Romualda Mielczarskiego, wieloletniego przywódcę kooperatystów, już wcześniej cytowano. Abramowski, ideowy patron wielu pokoleń polskich spółdzielców, wprost mówił o konieczności stworzenia społeczeństwa komunistycznego. Solidarysta Jerzy Kurnatowski z entuzjazmem pisał, że rozwój ruchu spółdzielczego doprowadzi do „uspołecznienia środków produkcji przez ich skooperatyzowanie”. Maria Dąbrowska twierdziła natomiast, że:

Spółdzielczość jest radykalna, gdyż radykalnie zmienia metody organizacji wymiany oraz pojęcie o gospodarczych umiejętnościach i talentach organizacyjnych świata pracy. Jest rewolucyjna, gdyż wprowadza w życie gospodarcze – nie tylko nowe i odmienne pierwiastki, ale przeobraża ludzkie dusze, pomagając im do pełnego ujawnienia ich człowieczeństwa, które dotychczasowa cywilizacja zaprzepaszczała, obecna zaś – jeszcze w dodatku poniewiera.

            Stanisław Wojciechowski, krytykując liberalny kapitalizm z pozycji konserwatywnych, pisał: „O bogactwie narodu decyduje nie ilość nagromadzonego w nim bogactwa, ale jakość jego podziału, rozpowszechnienie. Najzdrowsze stosunki społeczne panują tam, gdzie nie ma nazbyt rażących różnic majątkowych”. Spółdzielcza krytyka realnie istniejącego kapitalizmu wyrastała – jak ilustrują to przytoczone cytaty – z bardzo różnych tradycji politycznych. Dzieje polskiej (i nie tylko) spółdzielczości są więc historią niekończących się polemik, sporów i konfliktów. Ich namiastkę odnajdziemy również w recenzowanym tomie.

Od spółdzielni do rewolucji

Choć niemal wszyscy spółdzielcy marzyli o świecie wolnym od nierówności i wyzysku, to bardzo trudno było im dojść do porozumienia w kwestii sposobów osiągnięcia tego celu. W ich tekstach powracają pytania, które towarzyszyły wszystkim nowoczesnym ruchom radykalnym i emancypacyjnym. Jak połączyć walkę o doraźne reformy z dążeniem do całkowitej zmiany systemu? Gdzie szukać sojuszników w toczonej walce? Jak daleko powinny sięgać koncesje na ich rzecz? Jak określić hierarchię celów ruchu? Jaką nadać mu formę organizacyjną?

            We wszystkich tekstach zgromadzonych w recenzowanym tomie wyraźnie pobrzmiewa echo toczących się wówczas walk społecznych; część z nich stanowi nawet otwarte wezwanie do wzięcia w nich udziału. Czy mogą jednak być one dziś czymś więcej niż tylko przypomnieniem dawnych starć, opowieścią o marzeniach, w imię których do nich stawano i projekcją niezrealizowanych nigdy historycznych scenariuszy? Innymi słowy, czy idea spółdzielczości w zaprezentowanej tutaj klasycznej postaci zachowuje jeszcze aktualność? Tysiące spółdzielców odpowiedzą zapewne, że „tak”, dziwiąc się przy tym, jak można w ogóle o to pytać. Dla wielu z nich spółdzielczość jest nie tylko sposobem na częściową poprawę swego materialnego bytu, lecz również praktyczną szkołą działania zbiorowego i azylem dającym choćby czasowe schronienie przed kapitalistyczną kulturą egoizmu i rywalizacji.

            Doceniając sukcesy na tym polu, przyznać trzeba, że siła i zasięg oddziaływania dzisiejszego ruchu spółdzielczego są mniej niż skromne. Tęczowy sztandar przestał już być przestrogą dla możnych tego świata i wbrew zapowiedziom Mielczarskiego mało kto widzi w ruchu spółdzielczym grabarza kapitalizmu. To raczej tolerowany, a często również funkcjonalny wobec systemu margines, a nie poważne zagrożenie dla jego stabilności.

            Do lektury tomu z tekstami klasyków polskiej spółdzielczości warto więc zasiąść, zadając sobie pytanie, czy i w jaki sposób można odzyskać dziś autentycznie rewolucyjny potencjał idei kooperatyzmu. I choć żaden z prezentowanych tu autorów nie dostarczy z pewnością gotowej odpowiedzi, to niektórzy z nich – jak na przykład Abramowski – mogą podsunąć sporo ciekawych tropów.

Kamil Piskała

Piotr Kuligowski – Młodość i socjalizm, czyli pokusy biografa

Piotr Kuligowski – Młodość i socjalizm, czyli pokusy biografa

Kamil Piskała. 2014. Mieczysław Niedziałkowski – początki politycznej działalności i kształtowanie światopoglądu. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Semper.

Młodość ważnych postaci historycznych, a zwłaszcza rewolucjonistów, jest czymś, co nieodmiennie przyciąga i fascynuje. Penetrując ich życiorysy, poszukujemy źródeł inspiracji, rozglądamy się za genezą światopoglądu, pytamy o moment powstawania myśli w danym kontekście. Znaną próbę ukazania formowania się politycznych przekonań na tle młodzieńczych przeżyć stanowią m.in. Dzienniki motocyklowe w reżyserii Waltera Sallesa. Pamiętam, że oglądając ten film jeszcze jako nastolatek, poczułem spory niedosyt – zamiast symbolicznych obrazów ukazujących przemyślenia młodego Ernesta Guevary, otrzymałem w zasadzie relację z przygody życia dwójki chłopaków.

Zabieg ukazywania istotnych postaci przez pryzmat ich młodości znany jest także w biografistyce akademickiej – dość wspomnieć szeroko komentowaną pracę o młodym Romanie Dmowskim autorstwa Grzegorza Krzywca. Do eseistycznej klasyki gatunku w tej materii należą za to Rodowody niepokornych Bohdana Cywińskiego. Książka ta jest próbą spojrzenia na całość pokolenia kulturowego politycznych i społecznych innowatorów z lewa i z prawa przez pryzmat kształtowania się ich systemów przekonań w podobnym czasie i w zbliżonych okolicznościach. Niedawno w analogiczny sposób Kamil Piskała ukazał sylwetkę Mieczysława Niedziałkowskiego (ps. „Mek”), koncentrując się na pierwszych dwudziestu pięciu latach życia socjalistycznego działacza. Postać to nader istotna – bez pochylenia się nad jego życiorysem i światopoglądem trudno wyobrazić sobie refleksję nad polskim ruchem socjalistycznym okresu międzywojnia. Żył dość krótko (1893–1940), zginął – jak wielu polskich socjalistów – zamordowany przez hitlerowców. Jak podkreśla Piskała, przez połowę swojego życia był członkiem ścisłego kierownictwa Polskiej Partii Socjalistycznej. Nic więc dziwnego, że jego poglądy odcisnęły piętno na charakterze ideowym tej formacji.

We wstępie autor deklaruje, że praca stanowić ma „niewielki wkład w podejmowaną dziś na nowo próbę namysłu nad fenomenem polskiej lewicy i jej historyczną rolą” (s. 7). Zgodzić się można ze wskazaniem, iż badania nad tym obszarem polskiej myśli politycznej po 1989 roku cechuje wielokroć przyczynkarstwo i odtwórstwo. Starsze natomiast opracowania z dzisiejszej perspektywy są już anachroniczne metodologicznie i nie naświetlają szeregu kwestii, które wciąż czekają na swojego historyka. Nadto, istniejące prace na temat polskiej myśli socjalistycznej są naznaczone bądź to resentymentem wynikającym z osobistych sympatii badaczy (np. sympatyzującej z endecją Heleny Łuczakówny czy PRL-owskiego historyka Mariana Żychowskiego), bądź – dla odmiany – apologetyką, w której hagiografia zastępuje krytyczną narrację (np. u Bolesława Limanowskiego czy Adama Ciołkosza). W tym kontekście pojawia się pytanie, dlaczego Piskała zdecydował się akurat na napisanie biografii Niedziałkowskiego? We wstępie brak szerszego uzasadnienia podjęcia tego problemu badawczego i wskazania, z jakiego powodu istniejące prace na temat tej postaci uznał autor za niewystarczające. Pojawia się jedynie informacja o odkryciu źródeł nieznanych dotychczasowym biografom (s. 12).

Brak uzasadnienia zajęcia się Niedziałkowskim to nie jedyny mankament książki. Zastanawia bowiem sama koncepcja pracy. We wstępie autor deklaruje się jako biograf, tymczasem – zgodnie zresztą z brzmieniem tytułu – monografia stanowi raczej studium myśli politycznej „Meka”. Zatem poza bardzo interesująco opracowanym dzieciństwem późniejszego działacza socjalistycznego, po 1914 roku narracja w zasadzie sprowadza się do deskryptywnej analizy jego publicystyki na tle działalności PPS w Warszawie.

Praca składa się z siedmiu rozdziałów podzielonych chronologicznie. Pierwszy z nich – „Mek” – omawia środowisko rodzinne i początkowe lata życia Niedziałkowskiego. Dwa kolejne – „Filareta” i „Student” – dotyczą czasów licealnych i studiów w Petersburgu oraz ukazują pierwsze kroki bohatera książki w organizacjach młodzieżowych. Dalsze części są poświęcone warszawskiemu okresowi działalności „Meka”, a ich periodyzacja przebiega najczęściej zgodnie z wydarzeniami historii politycznej. „Konspirator” to rekonstrukcja pierwszych kilku miesięcy aktywności, skupionej przede wszystkim na odbudowie PPS. Rozdział piąty, „Radykał”, ukazuje dalsze formowanie się koncepcji Niedziałkowskiego w czasie okupacji niemieckiej. Dwa ostatnie – „Cekaerowiec” i „Teoretyk” – służą omówieniu rozwoju kariery polityka i publicysty. Narracja kończy się na 18 listopada 1918 roku, kiedy to Niedziałkowski objął funkcję Naczelnika Wydziału Sejmowego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Skupienie się na analizie publicystyki może wynikać z faktu, że badanie historyka uzależnione jest od stanu źródeł, te zaś – jak Piskała niejednokrotnie wskazuje – są skąpe, mało wiarygodne i rozrzucone po różnych bibliotekach czy archiwach. Autor na szczęście zwraca wielokrotnie uwagę na te trudności, przez co nie składa nazbyt daleko idących obietnic, których nie byłby w stanie spełnić. Trudno jednak czytelnikowi biografii poskromić poznawczy apetyt, gdyż sama specyfika gatunku rodzi konkretne oczekiwania. Chciałoby się więc zobaczyć Niedziałkowskiego również jako człowieka, który wyszedł z redakcji czy biura partii. Wzmianka o życiu uczuciowym socjalisty pojawia się chyba tylko raz (s. 52). Prawie nic nie wiemy o jego osobistych upodobaniach czy przyzwyczajeniach, poza cechującymi go rozsądkiem, statecznością i koncyliacyjnością nie poznajemy go jako bohatera życia codziennego. Czy jednak sam zestaw tych cech nie rodzi już pewnych pytań? Czy można uznać je za typowy rys charakterologiczny socjalistycznego konspiratora, czy może przystają bardziej do konkurencyjnych opcji stańczykowskich i konserwatywnych? Szkoda, że Piskała nie podjął tych arcyciekawych wątków.

Innymi słowy, jeśli ze wspomnianych powodów oparty na podstawie źródłowej opis życia Niedziałkowskiego nie byłby możliwy, to żałować wypada, że autor nie podjął się szerszej, komparatystycznej i kontekstualnej analizy życia badanej postaci. Chciałoby się więc zobaczyć, na ile drogi Niedziałkowskiego były typowe dla głównych aktorów życia politycznego II RP, a co je w sposób wyraźny odróżniało? Jaka atmosfera panowała na Wileńszczyźnie, gdy Niedziałkowski dorastał? W którym miejscu drabiny społecznej sytuował się, zarabiając jako referent w Biurze Pracy Społecznej? Na ile jego orientacja światopoglądowa wynikała z ówczesnych mód, a na ile była cechą wyróżniającą „Meka” na tle rówieśników? Jakie warunki życia codziennego panowały w okupowanej przez Niemców Warszawie? Te i inne pytania rodzą się podczas lektury książki Piskały.

Trudno ponadto wyzbyć się wrażenia, że książka sporo by zyskała, gdyby nieco ją skrócić. W niektórych momentach postać Niedziałkowskiego zdaje się ginąć w gąszczu różnych informacji. Przykładem jest tu choćby przytaczanie szeregu niekoniecznie istotnych kwestii dotyczących przyczyn wybuchu I wojny światowej i działalności Legionów Polskich w pierwszych dniach konfliktu (s. 91–92, 96–98). Piskała twierdzi, że „warto w zwięzły sposób opowiedzieć o najważniejszych […] wydarzeniach pierwszych kilkunastu tygodni wojny”, gdyż „prześledzenie ich stanowi konieczny punkt wyjścia” (s. 96). Czy rzeczywiście przywoływanie raczej dość dobrze znanych i łatwych do znalezienia informacji było w tym miejscu konieczne? Czy naświetlenie postaci w szerszym kontekście nie wymagałoby raczej krótkiej rekonstrukcji wileńskich czy warszawskich realiów życia codziennego w trakcie trwania wojny? Chyba niepotrzebnie rozdęty został także podrozdział dotyczący traktatu brzeskiego (s. 229–230).

W sumie jednak, mimo mankamentów, książkę Piskały należy uznać za dobrą. Z całą pewnością jej największym atutem jest odnalezienie niewykorzystanych dotąd źródeł, które pozwoliły ukazać dzieciństwo „Meka” z wieloma smakowitymi szczegółami. Uznanie budzić musi także drobiazgowa wiedza autora na temat działalności warszawskiej PPS w okresie wojny oraz bardzo dobra orientacja w źródłach prasowych. Na pewno Piskale udało się obronić główną tezę monografii, czyli pokazać, że okres pracy politycznej Niedziałkowskiego z lat 1914–1918 był czasem kształtowania dojrzałego i spójnego systemu przekonań oraz budowania pozycji wewnątrz partii. Jednak jako czytelnik, „proszę o więcej”. Potraktowanie tej pracy jako punktu wyjścia dla opracowania całościowej biografii Niedziałkowskiego, sięgnięcie po niewykorzystane inwentarze i pogłębienie kwerend, być może wykorzystanie źródeł epistolarnych – wszystko to z pewnością sprawiłoby, że przez najbliższe 50 lat nie można by pisać o Niedziałkowskim bez zacytowania Piskały. To jednak jeszcze melodia przyszłości.

Piotr Kuligowski

Kamil Piskała – W poszukiwaniu materialistycznej historii idei

Kamil Piskała – W poszukiwaniu materialistycznej historii idei

 

Kazimierz Kelles-Krauz, Marksizm a socjologia. Wybór pism, wprowadzenie i red. naukowa Helena Chmielewska-Szlajfer, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2014.

Wbrew temu, co pisze redaktorka naukowa wydanego niedawno tomu pism Kazimierza Kelles-Krauza, zatytułowanego Marksizm a socjologia, nie wydaje się, aby autor socjologicznego prawa retrospekcji przewrotowej był postacią „niedługo po śmierci […] w zaskakującym stopniu zapomnianą”. Owszem, pisma Kelles-Krauza do 1939 roku w zasadzie nie były wznawiane, lecz jego teoretyczna spuścizna stała się jednym z ważniejszych elementów w dorobku programowym tego nurtu w polskim ruchu robotniczym, którego reprezentantką była PPS. Co więcej, sam Kelles-Krauz zajmował poczesne miejsce w intensywnie popularyzowanym przez socjalistów panteonie własnych bohaterów i patronów. W tzw. Polsce Ludowej też nie był on autorem nieznanym – publikowano wybory jego pism (pierwszy, najobszerniejszy w 1962 roku), korespondencję, a także monografie i artykuły mu poświęcone. Choć może nie był Kelles-Krauz szczególnym ulubieńcem oficjalnych ideologów „Polski Ludowej”, to jednak twierdzenie, że był postacią „zapomnianą” uznać należy za chwyt retoryczny, mający w oczach czytelników podnieść rangę nowego wyboru jego pism, w żadnym razie zaś za dobrze uargumentowaną tezę. Dodajmy zresztą, że po ukazaniu się znakomitej biografii pióra Timothy’ego Snydera, a także po wznowieniu „Etosu lewicy” Andrzeja Mencwela, Kelles-Krauz stał się nawet poniekąd autorem „modnym”, którego wypada znać i którego warto przy różnych okazjach przywoływać.

Mimo tej całkiem dużej popularności, teoretyczny dorobek Kelles-Krauza wciąż oceniany jest bardzo różnie. Dość wspomnieć, że Leszek Kołakowski widział w nim reprezentanta marksistowskiej „ortodoksji na polską modłę”, podczas gdy Helena Chmielewska-Szlajfer, cytowana redaktorka najnowszego tomu pism socjalistycznego socjologa, w zakończeniu swego wprowadzenia do myśli Kelles-Krauza skłonna jest wręcz pytać, czy można w ogóle zaliczyć go do „marksistów”. Taka rozbieżność ocen, zwłaszcza w wypadku autora, który w swej intelektualnej biografii nie zanotował żadnych radykalnych zwrotów i z dużą konsekwencją powtarzał kilka swych sztandarowych tez, wydaje się więc zaskakująca. Z czego może wynikać? Lektura tomu Marksizm a socjologia powinna być dobrą okazją, aby spróbować znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Marksizm i teoria zmiany społecznej

W nowym wyborze pism Kelles-Krauza zamieszczono dziewięć (w tym dwa we fragmentach) obszernych esejów. Znalazł się wśród nich m.in. artykuł „Socjologiczne prawo retrospekcji”, stanowiący próbę systematycznego wykładu koncepcji zajmującej centralne miejsce w całej socjologii Kelles-Krauza, a także „Kryzys marksizmu”, w którym autor podejmował dyskusję z najważniejszymi zarzutami wysuwanymi pod adresem marksizmu pod koniec dziewiętnastego wieku. Możemy tam znaleźć także szkic zatytułowany „Czym jest materializm ekonomiczny?”, będący prezentacją głównych założeń postulowanej przez niego materialistycznej metody badań społecznych. Ponadto w tomie znalazło się kilka rozpraw poświęconych historii myśli społecznej (m.in. „Wiek złoty, stan natury i rozwój w sprzecznościach”, „Comtyzm i marksizm”, „Rzut oka na rozwój socjologii w XIX wieku”) oraz pierwszy raz przetłumaczony na polski artykuł „Psychiatria i nauka o ideach”, będący polemiką ze znanym na przełomie wieków lekarzem i pisarzem, Maxem Nordauem. Ten ostatni dostrzegał w przemianach, jakim miały ulegać ówczesne społeczeństwa zachodniej Europy, dowody na rozprzestrzenianie się symptomów charakterystycznych dla chorób psychicznych.

Tym, co stanowi nić łączącą wszystkie te teksty, jest problematyka zmiany społecznej i próba opisu mechanizmów, podług których się ona dokonuje. Oś rozważań Kelles-Krauza stanowi, z jednej strony, próba dowiedzenia słuszności wspomnianego już prawa retrospekcji przewrotowej, z drugiej zaś analiza – tak bardzo zajmująca marksistów przełomu wieków – wzajemnych relacji „bazy” i „nadbudowy”. Prawo retrospekcji przewrotowej Kelles-Krauz przedstawia zwięźle w następujący sposób:

Ideały, którymi wszelki ruch reformacyjny [tj. reformatorski – KP] pragnie zastąpić istniejące normy społeczne, podobne są zawsze do norm z bardziej lub mniej oddalonej przeszłości.

Gdzie indziej Kelles-Krauz, chcąc uchylić się przed łatwym zarzutem, że sugeruje ciągły powrót w procesie historycznym tych samych idei, dopowiada: „Tak więc zadaniem tych wspomnień z przeszłości jest dostarczać dążeniom ku przyszłości – żywiołu estetycznego, tkanki marzeń”. Innymi słowy, każdy ruch dążący do głębokiej zmiany społecznej, chcąc przedstawić to, co nowe, co jeszcze nieistniejące, odwoływać musi się do tego, co znane, lecz jednocześnie historycznie na tyle odległe, by łatwo poddawało się mitologizacji. Kelles-Krauz wierzył, że tak rozumiane prawo retrospekcji przewrotowej, będące jego zdaniem właśnie prawem „wynalazczości”, a nie konserwatywnego „naśladownictwa”, stanowi rozwinięcie intuicji obecnej w słynnym fragmencie Osiemnastego brumaire’a Ludwika Bonaparte („Tradycja wszystkich zmarłych pokoleń ciąży jak zmora na umysłach żyjących…”), a zarazem również czyni zadość zasadom Heglowskiej dialektyki (tak, jak sam je rozumiał), której znaczenie dla marksizmu, w przeciwieństwie do większości współczesnych sobie marksistów, zdawał się doceniać.

Warto zauważyć też, że zdaniem Kelles-Krauza zaistnienie zjawiska retrospekcji przewrotowej było możliwe ze względu na samą naturę cyklicznie dokonujących się zmian społecznych. Żadna formacja społeczna, jak dowodził, nie może zaspokoić wszystkich potrzeb społecznych; każdorazowo zaspokajana jest tylko część z nich, za cenę rezygnacji z prób uczynienia zadość innym. Z czasem, jak dowodził, frustracja, wynikła z obojętności systemu względem niektórych potrzeb, staje się coraz powszechniejsza, a postulaty ich zaspokojenia znajdują się na sztandarach postępowych ruchów reformatorskich, występujących przeciw istniejącemu porządkowi. Jednocześnie w naturalny sposób ruchy te odwołują się do przeszłości, do czasów, kiedy rzekomo tego typu bolączki nie istniały, a współcześnie niezaspokajane potrzeby znajdowały się w centrum zainteresowania systemu. Wraz z kolejnym obrotem koła historii sytuacja oczywiście mogła ulec zmianie – po zwycięstwie ruchu reformatorskiego niezaspokajana będzie część spośród tych potrzeb, którym naprzeciw wychodził obalony porządek. Z czasem z tego uczucia niezaspokojenia zrodzą się nowe ruchy reformatorskie, które inspiracji i „tkanki marzeń” szukać będą w innym okresie historii.

Obok analizy dynamiki wyobrażeń społecznych i przemian, jakim na przestrzeni dziejów ulegać miały reformatorskie wizje, Kelles-Krauza zajmował również mechanizm zmian realnie dokonujących się w sferze stosunków produkcji i organizacji społecznej. Wzorem innych marksistów swoich czasów, Kelles-Krauz drobiazgowo rozważał relację między „bazą” a „nadbudową”, chcąc z jednej strony obronić marksizm przed zarzutami wulgarnego determinizmu ekonomicznego, z drugiej zaś przed ostateczną rezygnacją z tezy o decydującym znaczeniu stosunków produkcji dla przemian społecznych. Formułował wobec tego tezę o decydującym wpływie „w ostatniej instancji” czynnika ekonomicznego, podejmując jednocześnie próbę subtelnej, wieloczynnikowej analizy uwarunkowań wszelkiej zmiany społecznej.

Od socjologii do historii idei

Tym, co jednak charakterystyczne dla projektu marksistowskiej socjologii zmiany społecznej proponowanego przez Kelles-Krauza, jest niemal zupełna nieobecność w jego perspektywie walki klasowej. Ruch historii w świetle zebranych w tomie tekstów Kelles-Krauza, pomimo „aktywistycznych” deklaracji i odrzucenia wulgarnego determinizmu ekonomicznego, zdaje się dokonywać na mocy własnej logiki, w zupełnym oderwaniu od realnie toczących się walk klasowych, które nawet jeśli są gdzieś przez niego wspominane, to stanowią jedynie dalekie echo zgrzytu obracających się niezależnie od nich trybów historii.

Tym samym poszukiwana przez Kelles-Krauza materialistyczna teoria zmiany społecznej przekształca się raczej w materialistyczną historię idei. Dzięki swojej niezwykłej erudycji i błyskotliwości, Kelles-Krauz zabiera nas tym sposobem w fascynującą, momentami wręcz zapierającą swym rozmachem dech w piersiach, podróż po sporach toczonych u źródeł socjologii. W kolejnych tekstach Kelles-Krauz omawia drogę, jaką przebyła refleksja nad społeczeństwem i jego zmianami, aby stać się wreszcie uznaną dyscypliną naukową – czyli właśnie socjologią. Z dużą przenikliwością pisze o Vico, Grotiusie, Rousseau, Kancie, Heglu, czy wreszcie o pozytywizmie Comte’a, szukając u nich wszystkich zalążków idei, które w pełny i dojrzały sposób ujawnić miały się dopiero w projekcie socjologii marksistowskiej. Co ciekawe, w przeciwieństwie do większości sobie współczesnych, Kelles-Krauz z dużą przenikliwością dostrzegał w marksizmie nie tylko spadkobiercę idei oświecenia, lecz również kontynuatora wątków, które pojawiały się w myśli katolickiej i konserwatywnej, z jej, jak pisał, „zmysłem historycznym” na czele. Z tego też względu, jednego z ojców nowoczesnej socjologii upatrywał właśnie w Vico, któremu zawdzięczać należało – mimo że przedstawioną w kategoriach zgoła metafizycznych – koncepcję historycznej zmienności natury ludzkiej. O tym paradoksalnym usytuowaniu twórczości Vico pisał:

Najgenialniejszy z kontrrewolucjonistów chciał […] stworzyć „Nową naukę” po to, aby była „teologią cywilną” – dowodem ciągle obecnego oka i rządu Opatrzności nie tylko w naturze martwej i niższej, ale i w dziejach ludzkości – oraz „filozofią władzy i własności”, niezbitym uzasadnieniem monarchii z bożej łaski. Ale duch czasu, nurtowany od trzech już stuleci prądami Odrodzenia, sprawił, że celu tego nie mogła już osiągnąć myśl katolicka wcielona w Vicu, inaczej, jak tylko stwarzając jednocześnie – jak znowu sam autor „Nauki nowej” stwierdza – „historię natury ludzkiej” konkretną, na badaniu faktów opartą, oraz „nową krytykę filozoficzną”, czyli społeczno-deterministyczne traktowanie funkcji wybitnych, a tym bardziej – przeciętnych jednostek. Zwykła, nieunikniona ironia dialektyki społecznej sprawiła, że broniący się ostatnimi racjami katolicyzm musiał złożyć podwaliny prawdziwie Nowej, wielkiej Nauki, w dalszym ciągu najgroźniejszej swej przeciwniczki.

Uprawiając w takim duchu materialistyczną historię idei, Kelles-Krauz przeprowadził klasową krytykę dorobku większości spośród najważniejszych myślicieli społecznych Europy, od siedemnastego wieku poczynając. Dziś już wiele jego ocen – takich, jak uznanie mieszczańskiego charakteru pozytywizmu Comte’a, dostrzeżenie reakcyjnej funkcji przyjęcia idei niezmiennej „natury ludzkiej”, czy rozpoznanie w popularnym na przełomie wieków „psychologizmie” dążenia mieszczaństwa i burżuazji do zaakcentowania znaczenia i potencjału jednostki – jawić się może jako albo banalne, albo też nazbyt schematyczne. Wówczas jednak, gdy były formułowane, brzmieć musiały, zwłaszcza dla polskich czytelników Kelles-Krauza, pioniersko, a może i zgoła sensacyjnie.

Nowy tom, ale stare teksty

Czy jednak projekt socjologii zaproponowany przez twórcę prawa retrospekcji przewrotowej znalazł swoich kontynuatorów, albo stał się bezpośrednią inspiracją dla kolejnych pokoleń badaczy? Zdawałoby się, że odpowiedź winna być twierdząca, skoro właśnie tę część jego dorobku postanowiono wznowić w ramach serii „Genealogia współczesności. Historia idei w Polsce 1815–1939”, która, jak informują wydawcy, ma „nakreślić genealogię idei, które kształtowały polską historię w XIX i XX wieku”, a także wskazywać „związki między spuścizną intelektualną tego okresu i współczesną kulturą polską”. Wydaje się jednak, że akurat ta część dorobku Kelles-Krauza, którą zaprezentowano w recenzowanym tomie, miała jedynie śladowy wpływ na spory intelektualne toczone w Polsce w dwudziestym wieku. Pod tym względem znacznie ważniejsze były chyba rozważania Kelles-Krauza poświęcone problematyce narodowej, o których Snyder, ze wszech miar zasadnie, pisał, że stanowią jego „najważniejszy wkład w naukę” oraz że pod tym względem Kelles-Krauz „wyróżnia się nie tylko na tle współczesnych mu socjalistów i badaczy, ale również na tle naszych czasów”. Co więcej, właśnie w wypadku rozważań na ten temat można mówić o wyraźnym rezonowaniu poglądów Kelles-Krauza w debatach toczonych przez polskie elity intelektualne w pierwszej połowie dwudziestego wieku, przede wszystkim oczywiście za sprawą oparcia niepodległościowego programu PPS w dużej mierze właśnie na analizach twórcy prawa retrospekcji przewrotowej.

Warto przy tym zauważyć, że w recenzowanym tomie, poza tłumaczeniem fragmentów „Psychiatrii i nauki o ideach”, znalazły się jedynie teksty, które zamieszczono w stosunkowo łatwo dostępnych we wszystkich większych bibliotekach i antykwariatach, Pismach wybranych z 1962 roku. Oczywiście z uznaniem należy przyjąć każdą inicjatywę wznowienia i szerszego spopularyzowania pism takich myślicieli jak Kelles-Krauz, można jednak zastanowić się, czy nie byłoby lepiej, zamiast publikować teksty stosunkowo łatwo dostępne i szeroko znane, przeznaczyć te same środki i wysiłek na odnalezienie i wydanie tekstów, które nigdy nie były wznawiane i pozostają nieznane nikomu poza wąskim gronem specjalistów zajmujących się badaniem dorobku Kelles-Krauza? Takich artykułów i szkiców jest jeszcze całkiem sporo, a intelektualny format ich autora pozwala przypuszczać, że ich lektura byłaby równie wciągająca i inspirująca, jak lektura lepiej znanych tekstów zawartych w tomie Marksizm a socjologia.

Kamil Piskała