Joanna Bednarek – Przygody w krainie doksy

Joanna Bednarek – Przygody w krainie doksy

Błażej Warkocki. 2018. Pamiętnik afektów z okresu dojrzewania. Poznań: Wydawnictwo UAM/IBL PAN.

 

Pamiętnik afektów z okresu dojrzewania to jedna z tych książek akademickich, które pochłania się jednym tchem. Podobnie jak Ofelizm Katarzyny Czeczot czy Ten pierwszy raz Anny Zawadzkiej stanowi bowiem, w duchu najlepszych prac z dziedziny krytyki queerowej, LGBT czy feministycznej, tyleż wkład w teorię, co interwencję polityczną. Ukazuje potencjał queeru jako teorii, metody interpretacyjnej, a także polityki – słowami Eve Kosofsky Sedgwick, „zarazem antyseparatystycznej i antyasymilacyjnej” (za: Warkocki 2018, 39; cytat zmieniony). Perspektywa queerowa wymusza porzucenie istniejących kategorii – czy to odwołujących się do pustej uniwersalności, czy przywołujących partykularne tożsamości – i dotarcie do systemowego mechanizmu wytwarzającego i jedne, i drugie. Błażej Warkocki dokonuje tego, prezentując bliskie czytanie debiutu Witolda Gombrowicza, Pamiętnika z okresu dojrzewania, przez pryzmat teorii Eve Kosofsky Sedgwick.

(więcej…)

Zofia Łapniewska – Etyka troski a gospodarka przyszłości

Abstrakt: Przez dziesięciolecia teorie ekonomiczne zmieniały się pod wpływem wydarzeń historycznych oraz turbulencji gospodarczych, za każdym razem miały one jednak konkretne przełożenie na życie społeczeństw. Dziś, gdy teorie neoliberalne przestają cieszyć się uznaniem, rozwarstwienie pomiędzy najbogatszymi i najuboższymi postępuje prawie geometrycznie, a rozwój technologii sprawia, że drastycznie zmieniają się warunki pracy, potrzebne są nowe wizje gospodarki przyszłości, w której każdy mógłby znaleźć swoje miejsce i godnie żyć. Moja propozycja wiąże się z oparciem gospodarki na etyce troski, który to argument prezentuję w niniejszym artykule. W jego wstępie przyglądam się zachodzącym zmianom gospodarczym. Następnie przybliżam znaczenie etyki troski, a także opieki niezbędnej do rozwoju i reprodukowania się społeczeństw jako głównych ram przyjętych w dalszych rozważaniach nad gwarancją zatrudnienia oraz bezwarunkowym dochodem podstawowym, którym poświęcone są kolejne części artykułu. Analizy tych teorii, przeprowadzone z feministycznego punktu widzenia, wzbogacone zostaną także o propozycje dodatkowych rozwiązań, które wychodzą poza obowiązujący dziś paradygmat wzrostu.

Słowa kluczowe: etyka troski, ekonomia feministyczna, opieka, bezwarunkowy dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, gospodarka przyszłości.

 

Wstęp

Roztaczając utopijne, a więc i dystopijne wizje dotyczące gospodarki najbliższych lat – każdą dynamikę bowiem wyznaczają zawsze dwukierunkowe zmiany (Polanyi 2010, 155) – możemy zauważyć, że prognozy dotyczące tworzenia stałych miejsc pracy produkcyjnej malują przyszłość raczej w czarnych barwach. Jesienią zeszłego roku gazeta The Telegraph przedstawiła nowego robota, który bez pomocy człowieka potrafi uszyć t-shirt (McGoogan 2016). Z jednej strony, roboty w halach produkcyjnych napawają optymizmem, gdyż zastąpić mogą głównie kobiety (a także dzieci) w tzw. sweatshops, pracujące w warunkach urągających ludzkiej godności, narażające swoje życie i zdrowie. Z drugiej strony, za sprawą robotyzacji ogromne masy ludzi stracić mogą dostęp nawet do tak nisko opłacanej pracy produkcyjnej, będącej często ich jedynym źródłem dochodu. Jednocześnie głównym problemem krajów globalnej Północy pozostaje nadprodukcja i „gospodarka nadmiaru” raczej niż „niedoboru”. Technologie pozwalają podwoić, a nawet potroić wydajność, lecz nadwyżkowe towary nie znalazłyby nabywców – zjawisko to nazwane jest w ekonomii „luką popytową”. Z pewnością postęp technologiczny obejmie także transport lądowy, powietrzny i wodny: w przyszłości nie będą potrzebni kierowcy, a usługa przemieszczenia się z miejsca na miejsce będzie ważniejsza niż posiadanie samochodu osobowego (ich produkcja spadnie). Pełniejszej automatyzacji będą ulegać kolejne gałęzie przemysłu, i choć będą one nadal generowały zyski, praca ludzka będzie dla nich coraz mniej użyteczna. Z uwagi na dzisiejszy rozwój rynków finansowych, gdy handel derywatywami jest pięciokrotnie większy od globalnego PKB (Appadurai 2016), można by przyjąć, że to w tej branży będą tworzone nowe miejsca pracy. Niemniej jednak widmo kolejnego kryzysu przewidywanego przez ekonomistów również tę opcję stawia pod znakiem zapytania. Pozostają inne usługi, w tym opieka, na którą wskazują ekonomistki feministyczne – i tu szanse na rozwój rynku pracy są znaczne, choć praca ta wyceniana jest bardzo nisko.

W związku z powyższymi rozważaniami pojawia się problem dotyczący postulatów gwarancji zatrudnienia (GZ), bowiem wszystko wskazuje na to, że miejsc pracy nadal będzie ubywać, a jak szacuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, dziś w kraju brakuje ich dla 2,3 mln ludzi, czyli prawie 5 mln, licząc polską emigrację (OPZZ 2017). Wobec tego pracą trzeba będzie zacząć się dzielić, dążąc jednocześnie do wprowadzenia dwudziestojednogodzinnego tygodnia roboczego (NEF 2010), co szerzej omówię w dalszej części artykułu.

Jednocześnie możemy zauważyć, że świat, a w szczególności kraje globalnej Północy[1] w swojej historii nigdy nie były tak bogate. I prawdopodobnie już nigdy nie będą, bo to, że pozostała część świata będzie zwiększać konsumpcję i inwestycje, nie oznacza wcale, że zyskają na tym kraje wysoko rozwinięte. Raczej będą one musiały powoli ograniczać swoje potrzeby konsumpcyjne, zwracając się ku innemu paradygmatowi gospodarczemu, np. ku idei post-wzrostu (ang. degrowth) (zob. D’Alisa, Demaria i Kallis 2015). Obecny dobrobyt krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w tym Polski, zdecydowanie stanowi argument za wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) i tym samym za równiejszą redystrybucją dochodów publicznych, przy jednoczesnym dawaniu obywatelkom i obywatelom stabilności, poczucia własnej godności i redukcji ich lęków egzystencjalnych, gdy o stałą pracę coraz trudniej. To rozwiązanie omówię z feministycznego punktu widzenia, odnosząc się między innymi do normatywnych zasad równości płci wyznaczonych przez Nancy Fraser (1994).

Uważam, że w przypadku obydwu programów, zarówno gwarancji zatrudnienia, jak i bezwarunkowego dochodu podstawowego, które to rozwiązania zdecydowanie należą do polityki gospodarczej przyszłości, fundamentalnym założeniem powinna być etyka troski (Tronto 1987) o innych ludzi oraz – szerzej – o naturę czy inne gatunki planety, w myśl koncepcji posthumanizmu (Barad 2003, Braidotti 2014). Jest to założenie zgodne z polityką prefiguratywną (Epstein 2002, Cornish i in. 2016), do której odwołują się światowe ruchy społeczne i która zakłada, że należy przemyśleć i zmieniać świat tak, aby był lepszym miejscem do życia dla wszystkich. Te wyobrażenia przyszłości oraz aktywne działania podejmowane na rzecz zmiany społecznej oparte są na dążeniach do absolutnej równości, wzajemnym szacunku, wolności i sprawiedliwości, a przy tym uwzględniają znaczenie emocji i relacji międzyludzkich w dążeniu do dobrostanu. Do tych obszarów refleksji będę odwoływała się szerzej, budując argumentację na rzecz gwarancji zatrudnienia oraz bezwarunkowego dochodu podstawowego.

W pierwszej części niniejszego artykułu wyjaśniam znaczenie etyki troski w odniesieniu do badań prowadzonych przez ekonomistki feministyczne, które to badania bezpośrednio związane są z opieką i nawiązują do postulatów gwarancji zatrudnienia przedstawionych w części drugiej. Trzecia część dotyczy kwestii bezwarunkowego dochodu podstawowego jako progresywnego rozwiązania gospodarczego, eksperymentalnie wdrożonego w jednym i rozważanego w trzech kolejnych krajach. Argumentacja za wprowadzeniem tego typu mechanizmu redystrybucji przedstawiona zostanie w świetle postulatów równości płci. W podsumowaniu powracam do problemu wyobrażonej przyszłości gospodarczej, nawiązując także do koncepcji przedstawionych w całym tekście.

Etyka troski i odniesienia do ekonomii feministycznej

Etyka troski została przedstawiona przez amerykańską politolożkę Joan Claire Tronto jako „zespół wrażliwości, który powinna rozwinąć każda moralnie dojrzała osoba” (Tronto 1987, 662). Rozwija ona myśl Carol Gilligan (1977), która wskazywała, że opieka (troska), przypisywana przede wszystkim kobietom, powinna być elementem moralności traktowanym na równi ze sprawiedliwością, stereotypowo przypisywaną mężczyznom. Tronto idzie dalej, argumentując, iż „brak doświadczeń związanych z opieką sprawia, że uprzywilejowani mężczyźni stają się moralnie zdeprawowani” (Tronto 1987, 652). Według tej autorki konkretna osoba może rozwinąć wspomnianą wrażliwość, jeśli zarówno opiekuje się ona innymi, jak i doświadcza opieki innych nad sobą. Choć opieka jest często postrzegana jako prywatna sfera życia, to liczne badania ujawniają jej kolosalne znaczenie dla gospodarki – w sensie produkcyjnym i reprodukcyjnym – oraz dla rozwoju społeczeństw i stwarzania szans na dobre życie dla wszystkich (Budlender i Sharp 1998). Dlatego, jak postuluje Clare Ungerson (1995), w przypadku opieki podział na prywatne i publiczne jest sztuczny i krzywdzący zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, należałoby go zatem znieść i myśleć o opiece szerzej, w ramach obywatelstwa. Dodatkowo ekonomistki feministyczne wskazują, że równiejszy podział opieki pomiędzy kobiety i mężczyzn może doprowadzić do wzrostu jakości życia zarówno jednych (zyskujących więcej czasu na inne zajęcia czy odpoczynek), jak i drugich (budujących tym samym relacje z bliskimi) (Esplen 2009). Jednocześnie ekonomia feministyczna, podobnie jak inne nurty ekonomii heterodoksyjnej (np. post-keynesizm, instytucjonalizm czy szkoły marksistowskie), wskazuje, że należy odejść od etosu indywidualizmu „ekonomicznego człowieka” (homo oeconomicus) dokonującego racjonalnych wyborów i maksymalizującego własne korzyści, i zwrócić się w kierunku gospodarki społecznej oraz kolektywnej, bazującej na trosce, lojalności, wzajemności, solidarności i równych prawach (Phillips 2007). Postrzeganie ludzi przez pryzmat ich relacji z innymi, w tym relacji opieki na każdym etapie życia, zdecydowanie wykracza poza definicję natury ludzkiej przyjętą przez główne nurty ekonomii – te bowiem uznają, że człowiek zawdzięcza wszystko wyłącznie sobie (ang. self-made man). Etyka troski zakłada, że poczucie odpowiedzialności za innych w budowanych relacjach stwarza porządek społeczny, który nie pozwala na pełne korzystanie z praw indywidualnych. Rosi Braidotti nazywa to „śmiercią ego” (Braidotti 2006, 155).

Założenia etyki troski zarówno są powiązane z naszymi osobistymi doświadczeniami w relacjach z bliskimi osobami, jak i wskazują na szersze ramy społeczne, które w tym artykule odnoszą się do wizji gospodarki przyszłości. W kolejnych latach właśnie przyjęcie tych założeń może okazać się niezbędne do wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego (w trosce o innych, a w szczególności o defaworyzowane grupy społeczne), utworzenia nowych miejsc pracy w sektorze opieki lub zmiany całego paradygmatu makroekonomicznego na taki, w którym prace reprodukcyjne byłyby wartościowane podobnie do prac produkcyjnych. Do tego ostatniego zagadnienia nawiązuje Marylin Power w szkicu metodologii ekonomii feministycznej, wskazując na kwestie, które badaczki i badacze powinni uwzględniać, projektując swoje analizy. Są to: uznanie i włączenie opieki oraz nieodpłatnej pracy do podstawowych aktywności ekonomicznych; potraktowanie dobrostanu jako miary sukcesu ekonomicznego; analizowanie gospodarczych, politycznych i społecznych procesów oraz relacji władzy; włączenie do analizy jako jej nieodzownej części celów i wartości etycznych; badanie różnic klasowych, rasowo-etnicznych i innych charakterystyk wpływających na wyniki prowadzonych badań (Power 2004, 3). Założenia te można potraktować jako ramy dla wszelkich rozważań nad zmianami czy eksperymentami społeczno-gospodarczo-politycznymi, które powinny być brane pod uwagę przy planowaniu i opracowywaniu konkretnych rozwiązań oraz strategii. Tronto traktuje etykę troski szerzej, suponując, że „społeczeństwo oparte na trosce byłoby prawdopodobnie mniej przemocowe, naładowane wściekłością i nieszczęśliwe niż wiele społeczeństw jest obecnie” (Tronto 1995, 148). Opieka nad dziećmi, osobami starszymi i innymi osobami zależnymi, a w różnych kulturach (np. w Mongolii) także troska o osoby z tej samej miejscowości, z tej samej klasy czy szkoły, oraz współdziałanie i wyświadczanie szeregu przysług pozwala mieszkankom i mieszkańcom na budowanie „siły powodzenia” i „siły życiowej” opartej na więziach (Rakowski 2016, 100). W tym kontekście opieka przestaje być, jak zdaje się wielu osobom, jedynie przykrym obowiązkiem i przemienia się w „fortunę i bogactwo nagromadzone jako sieć relacji” (Rakowski 2016, 100–101). Opieka ma jednak różne formy i nie dotyczy wyłącznie kręgu osób bliskich, może być także świadczona odpłatnie i traktowana jako praca, o czym więcej poniżej.

Wymykająca się utowarowieniu opieka a podział pracy

Bezsprzecznie założenia etyki troski odnoszą się do problemu opieki jako aktywności społecznej. Ungerson dzieli opiekę na trzy kategorie: spontaniczną, nieregularną opiekę oferowaną wewnątrz danej społeczności; świadczenie usługi opieki jako pracy, gdy osoba ją otrzymująca jest zależna od osoby opiekującej się nią; osobista usługa oparta na nierównej relacji pomiędzy dwiema osobami, gdy jedna z nich, ta o wyższym statusie, jest w stanie troszczyć się sama o siebie (Ungerson 1990, 14–15). Zarówno status osoby wymagającej opieki, jak i świadczącej opiekę jest nieodzownie związany z relacjami władzy i tym samym stanowi istotne zagadnienie z zakresu ekonomii feministycznej (Hartmann 1976). Asymetryczny podział władzy może być szczególnie dotkliwy dla osoby bardziej potrzebującej opieki, dlatego w takiej relacji nie wszystkim osobom zagwarantowane zostanie osiągnięcie dobrostanu (Sen 1993). Nierówny podział władzy nie dotyczy tylko sektora opieki, lecz także publicznych i prywatnych instytucji wraz z nadawanymi przez nie przywilejami czy ich stosunkiem do odbiorców świadczonych przez nie usług (Fraser 1990). Dotyczy także stratyfikacji obecnej w danych społeczeństwach, poziomu ignorancji czy wzajemnego szacunku (Benería 2003). Wreszcie to również sprawa samych gospodarstw domowych, w których panuje określona władza (i przemoc) ekonomiczna (Cantillon 2013). Zaznaczyć trzeba, że osoby, które powinny zabierać głos w sprawie opieki, często nie są reprezentowane lub są nierówno traktowane, np. dlatego, że posługują się prostym językiem lub mają niższy status ekonomiczno-społeczny. Fraser wskazuje, że „teoria sprawiedliwości musi być trójwymiarowa, obejmując polityczny wymiar reprezentacji, ekonomiczny wymiar dystrybucji oraz kulturowy wymiar uznania” (2014, 260). Te trzy elementy są bardzo istotne z punktu widzenia założeń dotyczących nowej gospodarki, opartej właśnie na etyce troski.

Zagwarantowanie równego dostępu do usług i wysokiego standardu opieki, niezbędnej ludziom do łączenia ich obowiązków opiekuńczych z pracą zawodową na różnych etapach życia – etapy te wraz ze zmieniającymi się potrzebami opieki nazywane są „pejzażami opieki” (ang. caringscapes – zob. McKie, Gregory i Bowlby 2002) – byłoby pierwszym krokiem ku realizacji teorii sprawiedliwości Fraser. Usługi te, niezależnie od tego, czy oferowane przez instytucje państwowe, czy prywatne, wymagają od osób je świadczących szczególnych i wyspecjalizowanych umiejętności, tj. dbałości o potrzeby osób, którymi się opiekują, brania odpowiedzialności za swoje działania, określonych uprawnień oraz zdolności do adekwatnego odpowiadania na potrzeby osób wymagających opieki (Fisher i Tronto 1990). Oczekiwania te jednoznacznie przemawiają za waloryzacją wynagrodzeń za usługi opiekuńcze (przynajmniej do poziomu średniej krajowej) i traktowaniem opiekunów jako pracowników tak samo odpowiedzialnych i wyspecjalizowanych jak pracownicy branż produkcyjnych gospodarki.

Z uwagi na fakt, że opieki na świecie brakuje, a w krajach wysoko rozwiniętych dotyczy to szczególnie opieki nad osobami starszymi, z czasem powstał rynek opieki, który w pewnym sensie ją utowarowił. Jak wskazuje Virginia Held (2006), na rynku tym rządzą prawa skuteczności i wydajności, co sprowadza debatę nad usługami opiekuńczymi do rachowania ich kosztów. Tak też postrzegana jest opieka przez wiele osób nielegalnie zatrudniających migrantki i migrantów, często łamiąc ich podstawowe prawa (np. zabierając im paszporty, odmawiając prawa do prywatności i czasu wolnego, obarczając pracą ponad siły, która przybiera formę współczesnego niewolnictwa) (Ehrenreich i Hochschild 2004). Najczęściej migrantki pozostawiają w swoich krajach osoby wymagające opieki (zjawisko znane pod angielską nazwą care drain) i uczestnicząc w globalnych łańcuchach opieki, wykonują odpłatnie pracę w krajach wysoko rozwiniętych.

Tymczasem prowadzone w krajach OECD analizy i badania dotyczące wzrostu zatrudnienia w sektorze opieki – zmiany zbieżnej z postulatami zwolenników gwarancji zatrudnienia (Tcherneva i Wray 2005) – wskazują, że to państwo powinno tworzyć nowe miejsca pracy, stymulując rynek. Dodatkowo, przeprowadzając symulację wzrostu zatrudnienia w sektorze opieki, tak aby efektywnie odpowiadać na zapotrzebowanie na nią, nasza grupa badawcza wykazała dla siedmiu krajów OECD, że inwestycje w ten sektor w równym, a nawet większym stopniu niż w sektor budowlany wpływają na wzrost gospodarczy (De Henau i in. 2016). Jest to ważna obserwacja, którą warto uwzględnić przy projektowaniu polityki gospodarczej podczas kryzysów lub spowolnień wymagających większej interwencji państwa w rynek. Inwestycja środków publicznych w tzw. infrastrukturę społeczną nie tylko wpłynęłaby na wzrost zatrudnienia w tym sektorze, lecz także dzięki efektom pośrednim i indukowanym przyczyniłaby się do wzrostu zatrudnienia w innych sektorach gospodarki. W przypadku efektów pośrednich byliby to np. dostawcy produktów i usług do przedszkoli, domów opieki, świetlic itd., zaś w przypadku efektów indukowanych – pracownicy branż odpowiadających na wzrost konsumpcji w gospodarstwach domowych.

Dobrze wynagradzana praca opiekuńcza z pewnością przyciągnęłaby pracowników, gdyż jak każda inna praca, na co zwracają uwagę zwolennicy GZ z Levy Institute, daje ona satysfakcję, poczucie obywatelstwa, wzajemności, zaangażowania czy spełnionego obowiązku społecznego. Pavlina R. Tcherneva i L. Randall Wray wskazują także na komplementarność propozycji gwarancji zatrudnienia i dochodu obywatelskiego, gdy ten drugi byłby oferowany szczególnie osobom zależnym i niemogącym podjąć pracy najemnej, choć tym samym przestałby on mieć charakter bezwarunkowy (Tcherneva i Wray 2005, 126). Autorzy w swoim artykule dokonują szczegółowych analiz argentyńskiego programu zatrudnienia Jefes de Hogar (hiszp. „głowa gospodarstwa domowego”), używając wskaźników makroekonomicznych i przedstawiając szczegółowy profil beneficjentów, a także zmiany zachodzące w czasie trwania programu (np. odpływ pracowników do sektora prywatnego). W ramach tego programu oferowana była praca czasowa (często sezonowa) z wynagrodzeniem godzinowym oraz dodatkowymi świadczeniami (np. ubezpieczeniem zdrowotnym), a rekrutacja była dobrowolna. Taka forma zatrudnienia mogłaby przekonać niektórych przeciwników GZ, którzy najczęściej oponują przeciwko przymusowi pracy – stojącemu w sprzeczności z zasadą korzystania z osobistych wolności – niskim standardom zatrudnienia, niskim wynagrodzeniom niepozwalającym na awans społeczny, niesatysfakcjonującym formom pracy, które uniemożliwiają pracownikowi rozwój (Standing 2005) oraz kontroli państwowej nad życiem mieszkańców i opresji władzy. W latach intensywnego rozwoju przemysłu (w szczególności elektronicznego) Herbert Marcuse przedstawił następujące rozważania na temat rynku pracy:

[g]dyby jednostka nie była już zmuszana do sprawdzania na „rynku” siebie, jako wolnego podmiotu ekonomicznego, zniknięcie tego rodzaju wolności byłoby jednym z największych osiągnięć cywilizacji. Technologiczny proces mechanizacji i standaryzacji mógłby skierować indywidualną energię do jeszcze nie zaznaczonej na mapie dziedziny wolności poza koniecznością (Marcuse 1991, 18–19).

Dziś słowa Marcusego mogłyby być odczytane jako ukłon w stronę bezwarunkowego dochodu podstawowego, wypłacanego wszystkim, a nie tylko osobom zależnym, czyli będącego drogą wyjścia poza pracę najemną. Z pewnością dodatkowym argumentem na rzecz tego rozwiązania, poza znikającymi miejscami pracy produkcyjnej, o których pisałam we wstępie, są także analizy Thomasa Piketty’ego (Piketty 2015). Zestawiając dane z pięćdziesięciu krajów na przestrzeni ponad trzystu lat, autor wskazał, że zarobki uzyskane z pracy produkcyjnej nigdy nie będą tak wysokie jak zyski z kapitału, a dalszy wzrost nierówności jest (i pozostanie) nieodłączną cechą systemu kapitalistycznego. Na całym świecie rośnie też liczba „pracujących biednych”, którzy pomimo pracy w pełnym wymiarze nie są w stanie żyć w godnych warunkach.

Polscy pracodawcy, jak wskazują dane OECD, w porównaniu z pracodawcami z innych europejskich krajów w nieznacznym stopniu dzielą się zyskami z pracownikami, a udział płac w produkcie krajowym brutto od lat maleje, mimo że produktywność jest coraz wyższa (OECD 2017). Przykładowo prezes spółki Comarch S.A. zarabia miesięcznie 500 razy więcej od pracowników o najniższym wynagrodzeniu w jego firmie (Sroczyński 2015, 133–146). Gdyby te nierówność ograniczyć, choćby do zaproponowanej w Szwajcarii maksymalnie dwunastokrotnej różnicy płac w przedsiębiorstwie, to nie tylko stworzono by polskim pracownikom godne warunki życia, lecz także mogliby oni pracować mniej. Z tym wiąże się postulat New Economics Foundation (NEF), zgodnie z którym dwudziestojednogodzinny wymiar tygodniowej pracy powinien być docelowym „etatem” (NEF 2010). NEF argumentuje, że dwadzieścia jeden godzin pracy najemnej umożliwiłoby nam zmierzenie się ze współczesnymi problemami takimi jak: przepracowanie, wypalenie zawodowe, bezrobocie, nadmierna konsumpcja, nierówności, niski standard życia oraz brak czasu na prowadzenie zrównoważonej egzystencji, troskę o innych i odczuwanie radości z życia (NEF 2010). NEF wzywa także do przewartościowania tego, co uznajemy za pracę i opłacamy, dowartościowania opieki i innych nieodpłatnych prac lub prac wykonywanych nieformalnie w lokalnych społecznościach oraz na rzecz osób bliskich, a także wszelkich aktywności związanych z zachowaniem zasobów planety, dobrostanu innych gatunków, co wiąże się z ideami posthumanizmu, do których nawiązywałam we wstępie. NEF przewiduje szereg trudności, które napotkamy w czasie drogi do tak zdefiniowanego etatu, włączając w to: opór ze strony pracodawców w związku ze zmniejszonym wymiarem pracy indywidualnej oraz możliwymi problemami z pozyskaniem wykwalifikowanych i lubiących swoją pracę pracowników; opór ze strony samych pracowników oraz związków zawodowych, obawiających się wpływu tych zmian na obniżenie wynagrodzeń; wreszcie sprzeciw polityków, którzy są lobbowani przez wszystkie wymienione grupy.

Idea skróconego czasu pracy została opisana przez niemiecką socjolożkę Friggę Haug (2011). Autorka, odwołując się do Karola Marksa, wychodzi z założenia, że „rozwój każdego jest warunkiem koniecznym dla rozwoju wszystkich” (Haug 2011, 1). Twierdzi ona, że zadań i niezbędnych prac do wykonania jest aż nadto, a zatem nie jest potrzebna dodatkowa podaż pracy. Proponuje ona w zamian sprawiedliwą redystrybucję pracy, która opierałaby się na podziale wszystkich aktywności pomiędzy osoby zdolne do pracy w czterech czterogodzinnych blokach na dobę. Byłyby to: zatrudnienie, prace reprodukcyjne, rozwój osobisty i działalność polityczna. Oczywiście jest to pewien „kompas”, nie zaś imperatyw w rozważaniach nad bardziej sprawiedliwą gospodarką. Tym samym zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a także osoby wymykające się binarnym podziałom genderowym, byłyby zaangażowane w opiekę nad innymi w ramach prac reprodukcyjnych, w równym stopniu i na równych zasadach uczestniczyłyby w rynku pracy, miałyby czas na rozwój, odpoczynek i zaangażowanie polityczne. Ten podział bezsprzecznie dawałby kobietom szanse na większą aktywność w innych obszarach życiowych niż tylko w pracy najemnej i nieodpłatnych pracach wykonywanych w gospodarstwie domowym, gdyż – jak wskazują badania – dotąd to głównie na nich spoczywał ciężar wykonywania tych drugich (wycenia się, że nieodpłatna praca mężczyzn wykonywana na rzecz gospodarstwa domowego w Polsce warta jest średnio jedynie 58 procent pracy wykonywanej nieodpłatnie przez kobiety [GUS 2015]).

Ostatnim rozwiązaniem, które pragnę tu omówić w zakresie podziału pracy, jest koncepcja „zrównoważonych pakietów pracy” zaproponowana przez amerykańskiego ekonomistę Michaela Alberta (2007). Dzieli on prace na takie, które wymagają kreatywności, są rozwojowe i satysfakcjonujące, oraz takie, które są monotonne, automatyczne, ale muszą zostać wykonane. Wedle autora sprawiedliwość społeczną gwarantowałby podział całej istniejącej pracy na pakiety, rozdzielone następnie pomiędzy osoby zdolne do pracy. W takim wypadku prace najniżej opłacane, mechaniczne, a często pogardzane, zniknęłyby z rynku, bo każda osoba podejmująca wymarzoną i jednakowo upodmiotawiającą pracę otrzymywałaby w pakiecie także zadania z zakresu np. sprzątania, kopania rowów czy dozorowania. Dla nas, ekonomistek feministycznych, ważna w tym wypadku byłaby zmiana ram makroekonomicznych, w których uwzględniono by także prace opiekuńcze oraz inne prace domowe i reprodukcyjne, które znalazłyby miejsce we wskazanych przez Alberta pakietach. Dziś możemy także zauważyć, że prace najbardziej nieprzyjemne i niewdzięczne są stopniowo automatyzowane, zatem w przyszłości być może roboty wyręczą nas w sprzątaniu, lecz nie zastąpią nas w relacjach opiekuńczych.

Powyższe rozważania wskazują jasno, że praca może być różnie definiowana i nie jest jednakowo atrakcyjna. Stąd argumenty zwolenników GZ niekoniecznie przemawiają do wszystkich, pomimo wynikających z podejmowania pracy zalet, takich jak: wzmocnienie pozycji osób wcześniej marginalizowanych, socjalizacja, samorealizacja, użyteczność społeczna i podnoszenie poczucia własnej wartości u pracowników. Jednocześnie zwolennicy BDP przekonują, że to dochód sam w sobie wpływa na poczucie własnej wartości, daje ludziom stabilność i jest upodmiotawiający. Główną przeszkodą w jego wdrożeniu, na którą wskazują zwolennicy GZ, jest związana z nim (hiper)inflacja. O tym jednak więcej w kolejnej części artykułu.

Feministyczne odniesienia do bezwarunkowego dochodu podstawowego

Koncepcja bezwarunkowego dochodu podstawowego nieustannie powraca do debaty publicznej od ponad dwóch stuleci, od momentu publikacji broszury Thomasa Paine’a Agrarian Justice w 1797 roku, wywołując żywe dyskusje i fale emocji. Różne podejścia do tego zagadnienia zostały szczegółowo omówione w numerze 2(12)/2014 Praktyki Teoretycznej poświęconym BDP, dlatego w poniższym opracowaniu skupię się raczej na jego feministycznej analizie w odniesieniu do etyki troski i gospodarki przyszłości, nie powtarzając argumentów, które już wybrzmiały.

Z perspektywy opieki i etyki troski najważniejszą kwestią pozostaje pytanie postawione przez Ruth Lister: „jak zagwarantować uznanie [wagi opieki dla społeczeństwa –  przyp. ZŁ] bez dalszego zamykania kobiet w rolach opiekunek, które służy ich wykluczeniu z władzy i wpływów wynikających z partycypacji w publicznej sferze gospodarki i polis?” (Lister 1995, 17). Czy faktycznie stanie się tak, że kobiety wycofają się z rynku pracy najemnej, gdy otrzymają dochód podstawowy? Czy 1000 złotych, który to dochód, jak ostrożnie szacuje Maciej Szlinder, będzie kosztował polski budżet 360 miliardów złotych, plus dodatkowe 23 miliardy na rozszerzenie programu 500+ na wszystkie dzieci (więcej zob. Szlinder 2017), jest kwotą wystarczająco motywującą do odejścia z rynku pracy? Czy podobnego efektu nie miałaby omawiana przez Gośkę Maciejewską i Marcina Marszałka płaca za pracę domową (2014, 174–176), cementująca tym samym tradycyjny podział ról i przestrzeni życiowych (kobiety jako opiekunki i osoby ukryte w przestrzeni prywatnej, mężczyźni jako żywiciele rodzin i osoby aktywne w przestrzeni publicznej)? Wątpliwości te rozwiewa Ingrid Robeyns, odnosząc się zarówno do dotychczas przeprowadzonych badań, jak i do możliwych scenariuszy wpływu takiego świadczenia m.in. na podaż pracy (Robeyns 2014). Twierdzi ona, że dochód podstawowy prawdopodobnie skłoni kobiety do ograniczenia godzin pracy najemnej, lecz nie spowoduje ich masowego wycofywania się z rynku pracy, gdyż, jak określa to autorka, „[k]apitał ludzki spada, gdy nie jest używany”; dużą rolę odgrywają tu także inne, niepieniężne korzyści, które kobiety czerpią z pracy zarobkowej. Większe wyzwanie upatruje ona w transformacji tradycyjnych ról płciowych i podziału pracy ze względu na płeć, wskazując na konieczność uzupełnienia świadczenia BDP „innymi środkami polityki społecznej, które wyzwalają kobiety (a także mężczyzn) od oczekiwań co do ról płciowych” (Robeyns 2014). Do tej kwestii nawiązuje także Fraser (1994), która proponuje rozdzielenie świadczenia opieki i kobiet poprzez promowanie modelu „uniwersalnego opiekuna” (ang. universal caregiver), na wzór dyskutowanego „uniwersalnego żywiciela rodziny”, modelu, wedle którego – przynajmniej w założeniu – kobiety są traktowane na rynku pracy tak samo jak mężczyźni. Wsparciem dla takiej polityki byłoby np. promowanie elastycznych godzin pracy dla opiekunów, wprowadzenie urlopu ojcowskiego równego macierzyńskiemu oraz wsparcia instytucjonalnego (żłobki, przedszkola, zakłady i centra opieki nad osobami zależnymi). W takiej gospodarce część kobiet mogłaby nawet zwiększyć swój udział w rynku pracy, dysponując dodatkowym czasem, a jednocześnie nie będąc ograniczonymi przez limit dochodów wyznaczający próg uzyskiwania świadczeń, który obowiązuje obecnie.

Caitlin McLean (2015) analizuje wpływ dochodu podstawowego na równość płci, posługując się siedmioma zasadami wyznaczonymi przez Fraser (1994): przeciwdziałania ubóstwu, przeciwdziałania wyzyskowi, równości wynagrodzeń, równości czasu wolnego, równego szacunku, przeciwdziałania marginalizacji i przeciwdziałania androcentryzmowi. BDP odpowiada wszystkim tym założeniom. Wprowadzenie tego transferu pieniężnego zabezpieczyłoby pewien poziom dobrostanu grup najbardziej narażonych na wykluczenie, takich jak samotne matki, migrantki, kobiety wywodzące się z mniejszości etnicznych czy kobiety niepełnosprawne. BDP raczej zapobiegałby ubóstwu niż obniżał jego poziom, gdyż po jego wprowadzeniu, jak już wcześniej wspomniałam, osoby w gospodarstwach domowych nie musiałyby się obawiać przekroczenia progu dochodowego przy podejmowaniu pracy najemnej w szerszym wymiarze. Odbierałby on także władzę „szefom, chłopakom i biurokratom” nad życiem kobiet (Levine 2013), tym samym obniżając ryzyko pozostawania kobiet w relacjach przemocowych i opartych na wyzysku. Kobiety mogłyby również negocjować w swoich relacjach równiejszy podział pracy nieodpłatnej, w tym opiekuńczej, a także mieć większy/równy udział w podejmowaniu decyzji, gdyż dysponując własnymi dochodami i będąc w większym stopniu niezależnymi, mogłyby łatwiej opuszczać niesatysfakcjonujące relacje. Jak podkreślają Edgar Manjarin i Maciej Szlinder (2016), osoby otrzymujące BDP miałyby także silniejszą pozycję przetargową w stosunkach z pracodawcami, mogłyby negocjować lepsze warunki pracy z przełożonymi, nie obawiając się całkowitej utraty środków do życia. Ten argument może wskazywać przyczynę nieprzyjęcia BDP w Szwajcarii, gdzie opieka i inne prace domowe na szeroką skalę świadczone są przez migrantów za najniższe stawki albo na czarnym rynku. BDP obniżyłby także poziom stresu kobiet i mężczyzn ubiegających się o zasiłki i świadczenia od państwa, procedury te często bywają bowiem poniżające, związane są z przemocą i kontrolą ze strony instytucji oraz urzędników państwowych. Zwolennicy BDP podkreślają również, że otrzymywanie dochodu nie wykluczałoby korzystania z bezpłatnych dóbr i usług, dzięki którym beneficjentki i beneficjenci mogliby godnie żyć, takich jak bezpłatna opieka zdrowotna, bezpośrednie zaopatrzenie w żywność i ubrania czy przyznawanie mieszkań dla osób potrzebujących (Alexander 2015). BDP przemawiałby także za wyrównaniem wynagrodzeń pomiędzy kobietami i mężczyznami, gdyż lepsza pozycja negocjacyjna kobiet w kwestii podziału pracy nieodpłatnej może znaleźć odbicie w równej dyspozycyjności kobiet i mężczyzn na rynku pracy, podobnej możliwości podnoszenia kwalifikacji, brania odpowiedzialności a także przyjmowania awansów. Tym samym tropem podąża argumentacja dotycząca zrównywania czasu przeznaczanego przez kobiety i mężczyzn na wypoczynek. McLean, analizując krytycznie ten aspekt, zauważa, że praca może być rozdystrybuowana pomiędzy klasy i pomiędzy same kobiety właśnie, nie doprowadzając do zwiększenia udziału mężczyzn w wykonywaniu obowiązków domowych. Z drugiej strony popyt na tego typu prace może znacznie się obniżyć w wyniku przyznawania wykonującym je osobom BDP, albo ich cena może znacznie wzrosnąć, tym samym wymuszając większe zaangażowanie mężczyzn w prace domowe (McLean 2015, 8–9). W przypadku kolejnego założenia – równego szacunku – prace tradycyjnie wykonywane przez kobiety, takie jak opieka czy działalność społeczna, mogłyby zostać dostrzeżone i dowartościowane, o ile towarzyszyłaby im odpowiednia, promująca je polityka społeczna. Szacunek zyskałyby także pracownice i pracownicy seksualni, gdyż BDP uwolniłby ich od przymusu podejmowania pracy w branży erotycznej, szczególnie w warunkach zagrażających ich życiu i zdrowiu, a tym samym pracę seksualną świadczyłyby te osoby, które ją świadomie wybrały. Ostatnie dwie reguły, przeciwdziałanie marginalizacji i androcentryzmowi związane są z wcześniej wspomnianym modelem „uniwersalnego opiekuna” Fraser, który to model nie esencjalizuje kobiet i nie zamyka ich w przestrzeni prywatnej, a raczej zachęca zarówno kobiety, jak i mężczyzn do podejmowaniu pracy zawodowej i dzielenia się opieką na równych zasadach. Ten argument stanowi sedno BDP jako propozycji feministycznej, który w związku ze swoja bezwarunkowością (brakiem związku z uczestnictwem w rynku pracy i w pracach domowych) nie działa na rzecz utrwalania tradycyjnego porządku płci. Naturalnie zmianę tego porządku wzmocniłyby dodatkowe działania rządu na rzecz równości, takie jak opieka instytucjonalna, edukacja równościowa oraz walka ze stereotypami (Gheaus 2008), lecz oponenci wskazują, że niosłoby to ze sobą duże koszty, które i tak byłyby znaczące w przypadku wprowadzenia BDP. Koszty te jednak można również postrzegać jako inwestycje w gospodarkę przyszłości, opartą na dobrostanie wszystkich mieszkanek i mieszkańców, równości, wolności, partycypacji, znaczeniu i równowadze ekologicznej, na które to inwestycje powinny znaleźć się fundusze.

Istnieje wiele propozycji finansowania bezwarunkowego dochodu podstawowego, choćby omówione przez Bartosza Mikę (2014) czy Macieja Szlindera (2017a): zniesienie transferów socjalnych, podniesienie podatków, zwiększenie deficytu budżetowego czy zwiększenie wpływów w związku z podwyższoną konsumpcją (i tym samym dochodami do budżetu z tytułu podatków, np. VAT) w wyniku wprowadzenia BDP. Samuel Alexander proponuje obok BDP, czyli „dochodowej podłogi”, równoczesne wprowadzenie pułapu dochodu maksymalnego, czyli „dochodowego sufitu”, tak aby redystrybucja dochodów umożliwiła stworzenie bardziej demokratycznego i egalitarnego społeczeństwa, niż kiedykolwiek pozwolił na to kapitalizm (Alexander 2015, 147). Według jego propozycji podatek nałożony na każde dodatkowe dochody (również z kapitału) przekraczające pułap dochodu maksymalnego wynosiłby 100 procent. Dzięki temu stratyfikacja społeczna nie byłaby tak wszechobecna, a różnice pomiędzy najbogatszymi i najuboższymi przestałyby się pogłębiać, jak ma to miejsce obecnie (por. Piketty 2015). Progresywne skale podatkowe, zawierające wiele przedziałów dochodowych z pewnością również pomogłyby w osiągnięciu tego celu. Inne pomysły na finansowanie BDP to tzw. podatek Robin Hooda (mylony często z podatkiem Tobina, który dotyczy jedynie wymiany walut), czyli pobór podatku w wysokości średnio 0,05 procenta od wszystkich transakcji finansowych (handlu akcjami, obligacjami, walutami i derywatami) (Schulmeister 2008). Rozwiązanie to było już dyskutowane w Parlamencie Europejskim, a po wyjściu Wielkiej Brytanii – największego przeciwnika tego podatku – z Unii Europejskiej (UE) jego wprowadzenie będzie całkiem prawdopodobne. Podatek ten ograniczyłby ryzykowne inwestycje i przyczyniłby się do bardziej stabilnego zarządzania funduszami. Płacąc go od obrotu dużymi sumami pieniędzy – np. pożyczonym miliardem dolarów, bo w takim przypadku podatek wynosiłby 50 milionów dolarów – inwestorzy zastanowiliby się dwa razy, zanim podjęliby ryzykowną decyzję zakupu bądź sprzedaży instrumentów finansowych. Tym samym niebezpieczne zachowania spekulantów stałyby się rzadsze, przyczyniając się do większej stabilizacji rynków. Sylvia Walby (2015), nawiązując do ostatniego kryzysu finansowego, proponuje mechanizmy wzmocnienia państw UE, które zyskałyby dodatkowe dochody do budżetu, gdyby uszczelniły system podatkowy, np. zakazując operacji na terenie danego kraju firmom, które zarejestrowane są w tzw. rajach podatkowych, nie zatrudniają na umowach o pracę lub unikają płacenia podatków (nie płacą ich lub płacą zaniżone stawki). Podatki są źródłem dochodu na rzecz przyszłych inwestycji społecznych, m.in. takich jak BDP, nie zaś jedynie obciążeniem dla społeczeństwa – i tak też powinny być postrzegane. Kolejnym źródłem dochodów byłoby z pewnością podniesienie podatku od osób prawnych, czyli CIT (ang. Corporate Income Tax), lub zrezygnowanie z jego obecnej liniowej formy na rzecz progresji podatkowej. Kolejnym pomysłem byłoby opodatkowanie niezrównoważonych praktyk środowiskowych, tak aby firmy ponosiły pełne koszty produkcji (por. James Robertson 1999). Źródła finansowania BDP są istotne także ze względu na to, że tworzą one ramy gospodarki przyszłości. Maciejewska i Marszałek ostrzegają np. przed niebezpieczeństwem związanym z uzależnieniem finansowania dochodu podstawowego od sprzedaży gazu łupkowego (2014, 186), która to decyzja mogłaby mieć katastrofalne skutki dla środowiska naturalnego. Uważają oni również, że dyskusje na temat BDP nie podważają istniejących wzorów produkcji i konsumpcji. Niewiele mówi się także o zmianie paradygmatu makroekonomicznego, w związku z którą do istniejących wskaźników ekonomicznych włączono by prace nieodpłatne i ich podział, a także alternatywne, kolektywne zarządzanie dobrami i usługami, tak aby gospodarka przyszłości oparta była na etyce troski.

Do tej kwestii nawiązują też Julie A. Nelson i Neva Goodwin, które uważają, że

szerszym, finalnym celem „ekonomii kontekstualnej” jest dobrostan wszystkich ludzi, obecnie i w przyszłości, we wszystkich przyjmowanych przez nich społecznych i ekonomicznych rolach: nie tylko konsumenckich czy producenckich, lecz także obywatelskich, rodzinnych, nauczycielskich, rolach opiekunów i osób poddających się opiece a także otrzymujących inną pomoc (Nelson i Goodwin 2005, 2).

Role powyższe zostały wzięte pod uwagę przy projektowaniu eksperymentu z dochodem podstawowym w holenderskim mieście Utrecht (Brown Hamilton 2016). Do eksperymentu, który zaplanowany jest na dwa lata i ruszy po zatwierdzeniu go przez Ministerstwo Spraw Społecznych (Dutch News 2017), wybrane zostanie 250 osób spośród pobierających wcześniej świadczenia, które miesięcznie otrzymywać będą kwotę średnio 960 euro i nie będą zobligowane do podejmowania pracy bądź ubiegania się o nią, jak miało to miejsce wcześniej. Dodatkowo osoby, które podejmą pracę w ramach wolontariatu, otrzymają nadprogramowo 150 euro. Cała grupa beneficjentów zostanie podzielona na sześć podgrup, którym zaoferowane zostaną różne warunki i wysokości dochodu, aby sprawdzić, jakimi motywacjami się kierują i w jaki sposób określona forma dochodu wpłynie na zmianę ich życia. Dla ekonomistek feministycznych najbardziej interesująca w tym wypadku jest obserwacja różnych typów gospodarstw domowych i zmieniających się w nich ról. Z tej perspektywy znaczenie mają również zmiany w zakresie obciążenia nieodpłatną pracą w odniesieniu do modelu „uniwersalnego opiekuna” Fraser, a także zaangażowanie w prace wolontaryjne i podejmowanie pracy najemnej (z uwzględnieniem warunków tejże pracy – znaczące jest np. odrzucanie nisko płatnych prac lub stawianie wyższych wymagań w związku ze środowiskiem, czasem bądź stosunkami pracy).

Drugim przykładem jest Finlandia, gdzie spośród bezrobotnych wylosowano 2000 osób, które od 1 stycznia 2017 roku otrzymują dochód podstawowy w miejsce wcześniejszych świadczeń (tym samym jest to jednak dochód warunkowy). Eksperyment ten potrwa dwa lata. Przez ten czas beneficjenci będą otrzymywali 560 euro miesięcznie – to bardzo niska kwota jak na wysokie koszty życia w kraju – nawet jeśli znajdą pracę. W przyszłości rząd planuje włączyć do grupy beneficjentów niezależne zawody (ang. freelance), w których trudno stworzyć stałe miejsca pracy (The Telegraph 2017). Na wyniki tych dwóch eksperymentów trzeba będzie jeszcze poczekać, ale z pewnością – pomimo wspomnianych wad programów – otwierają one nowe imaginarium, jeśli chodzi o tworzenie rozwiązań gospodarczych.

Dwa kolejne miejsca na świecie, w których planowane jest wprowadzenie BDP, to kanadyjskie Ontario – pod koniec 2017 roku – oraz Glasgow w Szkocji, gdzie rząd niedawno zatwierdził badanie wykonalności wprowadzenia dochodu podstawowego. Choć nie są jeszcze znane szczegóły dotyczące eksperymentu w Glasgow, BDP cieszy się tam dużym poparciem parlamentu (McFarland 2017). Tymczasem w Kanadzie rząd zabudżetował 25 milionów dolarów kanadyjskich na trzy lata prowadzenia testu. Weźmie w nim udział 2500 osób, które żyjąc w ubóstwie, otrzymywały do tej pory inne świadczenia (tu również będzie to zatem początkowo dochód warunkowy). Jak argumentuje minister Helena Jaczek, problem do tej pory polegał na tym, że otrzymując dochody, osoby bezrobotne traciły prawo do świadczeń (w tym zdrowotnych czy związanych z mieszkalnictwem). Otrzymując dochód podstawowy, którego wysokość ustalono na 1320 dolarów kanadyjskich, czyli ¾ najniższej ustawowej pensji, będą one mogły podejmować pracę bez lęku przez utratą dodatkowych świadczeń (Jaczek 2017). Tym samym przestaną być postrzegane jako osoby leniwe, które nie poszukują i nie podejmują pracy, niedostrzegające walorów jej wykonywania (w rzeczywistości osoby te często po prostu wpadają w pułapkę ubóstwa przez nieefektywny system opieki społecznej, zniechęcający do aktywności), a otrzymywany dochód będzie dla nich trampoliną umożliwiającą poświęcanie czasu czynnościom, na których najbardziej im zależy. Zwrot ku opiece i etyce troski, a także działalności na rzecz bliskich i społeczeństwa mógłby być w tym przypadku znaczny, szczególnie w dobie uelastycznienia pracy najemnej i niepewności towarzyszącej pracownikom na coraz bardziej sprekaryzowanym rynku pracy.

Opisane powyżej przykłady dają nadzieję na przyszłość, szczególnie że w swoich założeniach upodmiotawiają osoby, które otrzymują bądź otrzymają w przyszłości dochód. Niektórzy ekonomiści jednak przestrzegają, jak wspomniałam w poprzedniej części artykułu, przed (hiper)inflacją, która może towarzyszyć wprowadzeniu BDP na większą skalę. Tcherneva i Wray (2005) uważają, że istniejący obecnie system walutowy nie jest przygotowany na to, aby wszyscy obywatele otrzymywali bezwarunkowy dochód podstawowy, który nie jest uzależniony od wykonywania pracy najemnej, gdyż spowoduje to drastyczne obniżenie wartości waluty. Jeśli faktycznie przyznanie BDP łączyłoby się z wyższą podażą pieniądza w gospodarce, inflacja stanowiłaby poważny problem. Jednakże, jak argumentowałam wcześniej, gdy źródła pozyskiwania funduszy ograniczone zostaną do wskazanych ram, to bez realnego wprowadzenia BDP w gospodarce trudno jednoznacznie stwierdzić, czy faktycznie efekt inflacyjny wystąpi. Ostatecznie ekonomia, jako nauka społeczna, podatna jest na idee i doktryny, a dotychczas dominujące w niej teorie spowodowały pogłębiające się rozwarstwienie społeczne, którego świat nigdy dotąd nie doświadczył. Pora podjąć działania na rzecz równości, a BDP jest bezsprzecznie krokiem w tym kierunku.

Powyższa analiza wpływu bezwarunkowego dochodu podstawowego na równość płci potwierdza, że mógłby on znacząco oddziaływać na podział prac wykonywanych w gospodarstwach domowych, a także przyczyniłby się do wzmocnienia pozycji kobiet oraz innych grup marginalizowanych na rynku pracy. Przedstawione przykłady rzucają światło na potencjalne pozytywne zmiany gospodarcze wynikające z BDP, co wynika zarówno z przyjętych w omówionych krajach założeń dystrybucyjnych (m.in. upodmiotowienia beneficjentów programów oraz zapewnienia im większej wolności), jak i zmiany aktualnego paradygmatu tradycyjnych świadczeń państwa opiekuńczego. Jednakże BDP to inwestycja, która wymaga finansowania, a jego źródła także tworzą ramy gospodarki przyszłości, dlatego powinny być zrównoważone i promować ekologicznie praktyki. Gospodarka ta powinna opierać się na etyce troski – nie tylko o innych ludzi, ale też inne gatunki – ograniczając bezustanną ludzką ekspansję i kontrolę nad światem materialnym. W gospodarce przyszłości niematerialne zasoby – takie jak relacje z innymi, z przyrodą, czas wolny, muzyka, sztuka, wzajemna pomoc, zaufanie i przynależność – mogą stać się wartościami określającymi dobrostan społeczeństwa. Aby jednak społeczeństwo mogło z tych zasobów w pełni czerpać i cieszyć się nimi, konieczne jest zaspokojenie podstawowych potrzeb biologicznych – z tej perspektywy BDP byłby najlepszym rozwiązaniem.

Podsumowanie

Niniejszy artykuł łączy zagadnienia związane z etyką troski oraz znaczeniem opieki w gospodarce przyszłości z koncepcjami gwarancji zatrudnienia i bezwarunkowego dochodu podstawowego. Obie koncepcje – GZ i BDP – zostały tu przeanalizowane krytycznie z perspektywy feministycznej; wskazano ich atuty, przykłady i plany wdrożeń, a także ich wady oraz zagrożenia związane z ich przyjęciem. Jednocześnie wzbogaciłam tę perspektywę o inne rozwiązania, np. proponowane ograniczenie tygodnia pracy najemnej do 20 lub 21 godzin, stworzenie zrównoważonych pakietów pracy a także wprowadzenie dodatkowych polityk gospodarczych i społecznych na rzecz budowy równiejszego społeczeństwa, w tym większej progresji podatkowej i górnego limitu dochodów. Takie propozycje wykroczyłyby poza negocjowanie pozycji pracowników w ramach kapitalizmu i skierowały aktywności społeczeństw ku pozamaterialnym obszarom, co pozostaje w zgodzie z wizją gospodarek post-wzrostu. W takich gospodarkach, choć technologie w dużym stopniu wyręczą nas z przykrych, monotonnych i niewdzięcznych zajęć (w tym domowych), relacje opieki, które nie dają się zautomatyzować, mogą znaleźć się w centrum życiowych aktywności i w największym stopniu przyczynić się do poprawy dobrostanu ludzi. Wiele stawianych w tym artykule pytań pozostaje bez odpowiedzi, ale w tym momencie, gdy nie znamy jeszcze wyników eksperymentów z BDP w omówionych krajach, ważne jest to, aby tworzyć nowe utopie (i dystopie), odchodząc od indywidualnie definiowanego sukcesu, a skupiając się na wspólnocie. W ujęciu prefiguratywnym oznaczałoby to dążenie do równości wszystkich członkiń i członków społeczeństwa, szczególnie do równości ekonomiczno-społecznej, a więc i podważanie wszelkich form hierarchii, które prowadzą do stratyfikacji społecznej. Za sprawą takich działań nastąpić może przesunięcie horyzontu w kierunku jakości życia i opieki, które są kluczowe zarówno w przypadku gwarancji zatrudnienia, jak i bezwarunkowego dochodu podstawowego, i w mojej opinii tworzą podwaliny gospodarki przyszłości opartej właśnie na etyce troski.

 

Wykaz literatury

Albert, Michael. 2007. Ekonomia uczestnicząca. Życie po kapitalizmie. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Wydawnictwo Bractwa Trojka.

Alexander, Samuel. 2015. “Basic and Maximum Income.” W Degrowth. A Vocabulary for a New Era. Red. Giacomo D’Alisa, Federico Demaria i Giorgos Kallis. New York: Routledge.

Appadurai, Arjun. 2016. Banking on Words: The Failure of Language in the Age of Derivative Finance. Chicago: The University of Chicago Press.

Barad, Karen. 2003. “Posthumanist Performativity: Toward an Understanding of How Matter Comes to Matter.” Signs 28(3): 801–831.

Benería, Lourdes. 2003. Gender, Development, and Globalization: Economics as if People Mattered. London: Routledge.

Braidotti, Rosi. 2006. “The Ethics of Becoming Imperceptible.” W Deleuze and Philosophy. Red. Constantin V. Boundas. Edinburgh: Edinburgh University Press.

Braidotti, Rosi. 2014. Po człowieku. Tłum. Joanna Bednarek, Agnieszka Kowalczyk. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Brown Hamilton, Tracy. 2016. “The Netherlands’ Upcoming Money-for-Nothing Experiment.” The Atlantic. June 21. https://www.theatlantic.com/business/archive/2016/06/netherlands-utrecht-universal-basic-income-experiment/487883/. [dostęp: 15.05.2017].

Budlender, Debbie i Rhonda Sharp. 1998. How to do a Gender-Sensitive Budget Analysis: Contemporary Research and Practice. Canaberra: Commonwealth Secretariat and Australian Agency for International Development.

Cantillon, Sara. 2013. “Measuring Differences in Living Standards Within Households.” Journal of Marriage and Family 75(3): 598–610.

Cornish, Flora, Jan Haaken, Liora Moskovitz i Sharon Jackson. 2016. “Rethinking Prefigurative Politics: Introduction to the Special Thematic Section.” Journal of Social and Political Psychology 4(1): 114–127.

D’Alisa, Giacomo, Federico Demaria i Giorgos Kallis [red.]. 2015. Degrowth. A Vocabulary for a New Era. New York: Routledge.

De Henau, Jerome, Susan Himmelweit, Zofia Łapniewska i Diane Perrons. 2016. Investing in the Care Economy – Simulating Employment Effects by Gender in Seven OECD Countries. A Report by the Women’s Budget Group. Brussels: International Trade Union Confederation.

[Dutch News] 2017. “Utrecht Hopes to Launch Welfare Experiment with Carrot but no Stick.” Dutch News. April 28. http://www.dutchnews.nl/news/archives/2017/04/utrecht-hopes-to-launch-welfare-experiment-with-carrot-but-no-stick/. [dostęp: 15.05.2017].

Ehrenreich, Barbara i Arlie R. Hochschild [red.]. 2004. Global Woman: Nannies, Maids, and Sex Workers in the New Economy. New York: Holt Paperbacks.

Elson,  Diane. 1998. “Integrating Gender Issues into National Budgetary Policies and Procedures: Some Policy Options.” Journal of International Development 10: 929–941.

Epstein, Barbara. 2002. “The Politics of Prefigurative Community.” W Cultural Resistance Reader. Red. Stephen Duncombe. London: Verso.

Esplen, Emily. 2009. Gender And Care Cutting Edge Pack – Overview Report. BRIDGE. Brighton: Institute of Development Studies.

Fisher, Berenice i Joan C. Tronto. 1990. “Toward a Feminist Theory of Caring.” W Circles of Care: Work and Identity in Women’s Lives. Red. Emily K. Abel i Margaret K. Nelson. Albany: State University of New York Press.

Fraser, Nancy. 1990. “Rethinking the Public Sphere: A Contribution to the Critique of Actually Existing Democracy.” Social Text 25/26: 56–80.

Fraser, Nancy. 1994. “After the Family Wage: Gender Equity and the Welfare State.” Political Theory 22(4): 591–618.

Fraser, Nancy. 2014. Drogi feminizmu. Od kapitalizmu państwowego do neoliberalnego kryzysu. Tłum. Agnieszka Weseli. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Gheaus, Anca. 2008. “Basic Income, Gender Justice and the Costs of Gender-Symmetrical Lifestyles.” Basic Income Studies 3(3): 1–8.

Gilligan, Carol. 1977. “In a Different Voice: Women’s Conceptions of Self and of Morality.” Harvard Educational Review 47(4): 481–517.

GUS. 2015. Budżet czasu ludności. Warszawa: Główny Urząd Statystyczny.

Hartmann, Heidi. 1976. “Capitalism, Patriarchy, and Job Segregation by Sex.” Signs 1(3): 137–169.

Haug, Frigga. 2011. „Perspektywa cztery w jednym. Manifest na rzecz bardziej sprawiedliwego życia”. Tłum. Miram Boyer, Maria Skóra. Biblioteka Online Think Tanku Feministycznego. http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0107haug.pdf. [dostęp: 15.04.2017].

Held, Virginia. 2006. The Ethics of Care: Personal, Political, and Global. Oxford: Oxford University Press.

Jaczek, Helena. 2017. “Canada’s Basic Income Experiment – Will it Work?” World Economic Forum. February 2. https://www.weforum.org/agenda/2017/02/canadas-basic-income-experiment-will-it-work. [dostęp: 15.05.2017].

Levine, Judith. 2013. Ain’t No Trust How Bosses, Boyfriends, and Bureaucrats Fail Low-Income Mothers and Why It Matters. Berkeley: University of California Press.

Lister, Ruth. 1995. “Dilemmas in Engendering Citizenship.” Economy and Society 24(1): 35–40.

Manjarin, Edgar i Maciej Szlinder. 2016. “A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-Capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–60.

Marcuse, Herbert. 1991. Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego. Tłum. Stanisław Konopacki. Warszawa: PWN.

McFarland, Kate. 2017. “Glasgow, Scotland: Basic Income Pilot Feasibility Study Approved by City Council.” Basic Income Earth Network. February 21. http://basicincome.org/news/2017/02/glasgow-scotland-basic-income-pilot-feasibility-study-approved-city-council/. [dostęp: 15.05.2017].

McGoogan, Cara. 2016. “This Sewing Robot Could Put Sweatshops out of Business.” The Telegraph. September 22.

McKie, Linda, Susan Gregory i Sophia Bowlby. 2002. “Shadow Times: The Temporal and Spatial Frameworks and Experiences of Caring and Working.” Sociology 36(4): 897–924.

McLean, Caitlin. 2015. “Beyond Care: Expanding the Feminist Debate on Universal Basic Income.” WiSE Working Paper Series 1, September.

Mika, Bartosz. 2014. „Dochód podstawowy i jego konsekwencje dla świata pracy”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 145–170.

NEF. 2010. “21 Hours. The Case for a Shorter Working Week.” New Economics Foundation. February 13. http://neweconomics.org/2010/02/21-hours/. [dostęp: 15.04.2017].

Nelson, Julie A. i Neva Goodwin. 2005. “Teaching Ecological and Feminist Economics in the Principles Course”. GDAE Working Paper 05-05. Medford: Global Development and Environment Institute, Tufts University.

OECD. 2017. “Productivity and ULC by Main Economic Activity (ISIC Rev.4).” Organisation for Economic Co-operation and Development. April 2. http://stats.oecd.org/Index.aspx?DataSetCode=PDBI_I4. [dostęp: 15.04.2017].

OPZZ. 2017. „Ryzyka i trendy 2017”. Biuro Prasowe Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. 30 stycznia. http://www.opzz.org.pl/-/ryzyka-i-trendy-2017. [dostęp: 20.04.2017].

Peck, Jamie i Nik Theodore. 2007. “Variegated Capitalism.” Progress in Human Geography 31(6): 731–772

Phillips, Judith. 2007. Care. Cambridge: Polity Press.

Piketty, Thomas. 2015. Kapitał w XXI wieku. Tłum. Andrzej Bilik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Polanyi, Karl. 2010. Wielka transformacja. Polityczne i ekonomiczne źródła naszych czasów. Tłum. Maria Zawadzka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Power, Marilyn. 2004. “Social Provisioning as a Starting Point for Feminist Economics.” Feminist Economics 10(3): 3–19.

Rakowski, Tomasz. 2016. „Lokalne formy rozwoju, samoorganizacja i potencjał sprawczy”. Kultura i Rozwój 1(1): 89–108.

Robertson, James. 1999. The New Economics of Sustainable Development. A Briefing for Policy Makers. London: Kogan Page.

Robeyns, Ingrid. 2014. „Ingrid Robeyns – Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?” Tłum. Maciej Szlinder. Praktyka Teoretyczna. 10 lutego. http://www.praktykateoretyczna.pl/?s=Robeyns. [dostęp: 05.06.2017].

Schulmeister, Stephan. 2008. “A General Financial Transaction Tax Motives, Revenues, Feasibility and Effects.” WIFO. http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.1714395. [dostęp: 15.04.2017].

Sen, Amartya K. 1993. “Capability and Well-Being.” W The Quality of Life. Red. Martha C. Nussbaum i Amartya K. Sen. Oxford: Clarendon Press.

Standing, Guy. 2005. “Why Basic Income Is Needed for a Right to Work.” Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 91–102.

Szlinder, Maciej. 2017. „Dochód podstawowy – instrukcja obsługi”. Wywiad Jakuba Dymka. Krytyka Polityczna. 21 lutego. http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/dochod-podstawowy-instrukcja-szlinder/. [dostęp: 05.06.2017].

Szlinder, Maciej. 2017a. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym”. Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111(I/2017): 27-31.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randall Wray. 2005. “Common Goals – Different Solutions: Can Basic Income And Job Guarantees Deliver Their Own Promises.” Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 125–166.

[The Telegraph] 2017. „Finland’s unemployed to be given basic income of €560 per month in first such experiment in Europe.” The Telegraph January 3. http://www.telegraph.co.uk/news/2017/01/03/finlands-unemployed-given-basic-income-560-euros-per-month-first/. [dostęp: 15.05.2017].

Tronto, Joan C. 1987. “Beyond Gender Difference to a Theory of Care.” Journal of Women in Culture and Society 12(4): 644–663.

Tronto, Joan C. 1995. “Care as a Basis for Radical Political Judgements.” Hypatia 10(2): 141–149.

Ungerson, Clare. 1990. “The Language of Care: Crossing the Boundaries.” W Gender and Caring: Work and Welfare in Britain and Scandinavia. Red. Claire Ungerson. London: Harvester Wheatsheaf.

Ungerson, Clare. 1995. “Gender, Cash and Informal Care: European Perspectives and Dilemmas.” Journal of Social Policy 24(1): 31–52.

Walby, Sylvia. 2015. Crisis. Cambridge: Polity Press.


Zofia Łapniewska – ekonomistka i feministka, adiunktka w Instytucie Ekonomii, Finansów i Zarządzania Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2012–2016 przebywała za granicą jako podoktorska badaczka m.in. na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie i London School of Economics and Political Science. Jej artykuły były publikowane w takich pismach jak Feminist Economics czy Review of Radical Political Economics.

 

DANE ADRESOWE:

Instytut Ekonomii, Finansów i Zarządzania

Uniwersytet Jagielloński

prof. S. Łojasiewicza 4

30-348 Kraków

EMAIL: z.lap@riseup.net

 

CYTOWANIE:  Łapniewska, Zofia. 2017. „Etyka troski a gospodarka przyszłości.” Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.4

 

AUTHOR: Zofia Łapniewska

TITLE: The Ethics of Care and the Future Economy

ABSTRACT: For decades, economic theories have been changing due to historical events and economic turbulences, yet each time they have had an actual impact on the lives of societies. Today, when neo-liberal theories are no longer appreciated, the divide between the richest and the poorest members of society is growing almost exponentially, and technological development drastically changes working conditions, new visions of a future economy are needed – ones in which everyone can find their place and live a life worth living. My suggestion is that this economy should be based on the ethics of care – a line of argument presented in this article. It opens with an outline of the ongoing economic changes. There then follows an explanation of the importance of ethics of care, as well as of the care necessary for the development and reproduction of societies, as the main framework for further consideration of job guarantee and unconditional basic income, to which the subsequent sections of the article are devoted. The analysis of these theories from a feminist perspective will also be enriched with proposals for additional solutions that go beyond the current paradigm of growth.

KEYWORDS: ethics of care, feminist economics, care, unconditional basic income, job guarantee, future economy.

 

[1]    W tym artykule skupiam się przede wszystkim na kontekście Polski i pozostałych krajów wysoko rozwiniętych, które pomimo różnic gospodarczych, czyli odmiennych typów uwarunkowań kapitalistycznych (ang. variegated capitalism – zob. Peck i Theodore 2007), są w dużej mierze do siebie gospodarczo, społecznie i kulturowo zbliżone. Nie oznacza to, że podobne rozważania w zakresie opieki, gwarancji zatrudnienia i bezwarunkowego dochodu podstawowego nie dotyczą pozostałych krajów świata, z pewnością jednak powinny one same zabrać głos w tej kwestii.

Florian Nowicki – Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa

Abstrakt: Publikowany tekst jest przekrojowym omówieniem funkcji pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie na gruncie myśli Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Stanowi jeden z głosów w debacie o pracy reprodukcyjnej.

Słowa kluczowe: Karol Marks, Fryderyk Engels, kapitalizm, komunizm, praca reprodukcyjna, patriarchat.

Niniejszy artykuł poświęcony jest problemowi usytuowania pracy reprodukcyjnej w kapitalistycznym systemie ekonomicznym – w świetle Marksowskiej teorii wartości dodatkowej. Interesują nas zatem nie tyle poglądy Marksa1 na stan faktyczny, ile wpisane w teorię wartości dodatkowej intuicje dotyczące stosunku kapitału do pracy reprodukcyjnej, warunków możliwości2 zainteresowania kapitału konserwacją „prywatnej” pracy reprodukcyjnej.

Zacznijmy jednak od tego, ż „prywatna” praca reprodukcyjna nie jest – w ujęciu Marksa i Engelsa – oryginalnym wynalazkiem kapitalizmu, ale zachowanym3 elementem wcześniejszego sposobu produkcji, określanego przez Marksa jako „drobne gospodarstwo”4[1], tudzież „patriarchalna wiejska produkcja rodziny chłopskiej”[2]5, w którym rodzina monogamiczna wytwarza samodzielnie rzeczowe warunki własnej reprodukcji.

Ukształtowanie się tego sposobu produkcji – w procesie rozkładu ustroju rodowego[3] – było w ujęciu Engelsa równoznaczne z przekształceniem pracy domowej kobiet w „służbę prywatną”: „Prowadzenie gospodarstwa domowego utraciło swój charakter publiczny. Nie obchodziło ono już społeczeństwa. Stało się ono służbą prywatną: żona stała się pierwszą służącą…”6.7

Kapitalistyczna fabryka, zastępując „drobne gospodarstwo”8 w charakterze podstawowej jednostki produkcyjnej, pozbawia rodzinę monogamiczną zdolności do samodzielnego wytwarzania rzeczowych warunków własnej reprodukcji. Gospodarstwo rodziny monogamicznej – okrojone z części produkcyjnej – zawężone zostaje do samego gospodarstwa domowego (organizującego proces konsumpcji). Wraz z rodzinnym gospodarstwem domowym zachowuje się właściwy mu stosunek: prywatna służba żon na rzecz mężów (w sferze organizacji procesu konsumpcji). W ujęciu Marksa i Engelsa, „aktywizacja zawodowa” żon proletariuszy zawęża jednakże skalę jego reprodukcji, a – przejawiająca się w tym stosunku – władza męża nad żoną traci (w środowisku proletariackim) swoją „bazę”.

Praca reprodukcyjna żony robotnika – o ile nie zostaje przez kapitalizm „rozłożona” – stanowi bezpośrednią kontynuację pracy reprodukcyjnej chłopki, a towarzysząca jej „brutalność” (męża wobec żony) – kontynuację tej „brutalności”, która zrodziła się wraz z rodziną monogamiczną (tj. na długo przed kapitalizmem).

Kapitalizm należy – w związku z powyższym – obwiniać nie o to, że stwarza instytucję „prywatnej” pracy domowej (reprodukującą stosunki patriarchalne), a jedynie o to, że ją zachowuje (albo, że: nie rozkłada jej do końca). W ujęciu Marksa i Engelsa kapitalizm nie jest systemem propatriarchalnym, ale zdecydowanie antypatriarchalnym (co nie znaczy: przyjaznym kobietom).

Jakkolwiek przerażający i odrażający jest – czytamy u Marksa – obraz rozkładu dawnej rodziny w systemie kapitalistycznym, to przecież wielki przemysł, wyznaczając kobietom, młodocianym i dzieciom obojga płci tak przemożną rolę w społecznie zorganizowanym procesie produkcji poza sferą życia domowego, stwarza tym samym nową ekonomiczną podstawę dla wyższej formy wzajemnego stosunku płci9.

Wyzwolenie kobiety dopiero wówczas będzie możliwe, gdy weźmie ona udział na wielką skalę w produkcji społecznej, a praca domowa będzie ją absorbowała tylko w nieznacznej mierze. A to stało się możliwe dopiero dzięki wielkiemu przemysłowi nowożytnemu, który nie tylko umożliwia pracę kobiet na wielką skalę, lecz nawet formalnie jej wymaga i coraz bardziej dąży do wcielenia prywatnego gospodarstwa domowego do przemysłu społecznego”10.

…odkąd wielki przemysł przeniósł kobietę z domu na rynek pracy i do fabryki, czyniąc ją często żywicielką rodziny, ostatnia pozostałość panowania mężczyzny traci wszelki grunt w domu proletariusza – oprócz pewnej jeszcze brutalności w stosunku do kobiet, która się zjawiła w rodzinie od czasu wprowadzenia monogamii. […] rodzina proletariacka nie jest już rodziną monogamiczną w ścisłym znaczeniu…”11.

Kapitalizm niszczy rodzinę proletariacką, prowadzi do jej rozkładu: „…wielki przemysł – czytamy w Kapitale – wraz z podstawą ekonomiczną dawnej rodziny i odpowiadającą jej pracą rodzinną rozkłada też same dawne stosunki rodzinne” (Marks 1968, 582). „W pełni rozwinięta rodzina – czytamy w Manifeście komunistycznym – istnieje tylko dla burżuazji; ale jej uzupełnieniem jest przymusowy brak rodziny u proletariuszy i publiczna prostytucja”.

Burżuazyjne frazesy o rodzinie i wychowaniu, o tkliwym stosunku między rodzicami a dziećmi stają się tym wstrętniejsze, im bardziej rozwój wielkiego przemysłu niszczy w środowisku proletariuszy wszelkie więzi rodzinne, a dzieci stają się zwykłym przedmiotem handlu i narzędziami pracy12.

Zatrudnianie kobiety w fabryce – pisze z kolei młody Engels – nieuchronnie powoduje zupełny rozkład rodziny […] Matka, która nie ma czasu zatroszczyć się o swe dziecko ani darzyć go w pierwszych latach najzwyklejszymi dowodami miłości macierzyńskiej, matka, która rzadko tylko widuje swoje dziecko, nie może być dla tego dziecka matką…13.

Kapitalizm nie tylko rozkłada rodzinną pracę domową, ale również pozbawia kobiety umiejętności jej wykonywania. Jak pisze Engels:

…dziewczyna, która od dziewiątego roku życia pracowała w fabryce, nie miała możności zaznajomić się z zajęciami domowymi, i dlatego wszystkie robotnice fabryczne są w tej dziedzinie całkiem niedoświadczone i nie nadają się zupełnie na gospodynie domowe. Nie potrafią ani szyć, ani cerować, ani gotować, ani prać, nie znają najzwyklejszych czynności gospodyni domu, a o tym, jak należy obchodzić się z małymi dziećmi – nie mają w ogóle pojęcia14.

Podobną uwagę wypowiada Marks, wskazując na pozytywne rezultaty kryzysu bawełnianego, towarzyszącego amerykańskiej wojnie domowej: „…kryzys był jeszcze pod wielu innymi względami korzystny. Żony robotników teraz dopiero znalazły czas i możność karmienia dzieci piersią, gdy przedtem zatruwały je kordiałem Godfreya (preparatem opiumowym). Znalazłyby czas, aby nauczyć się gotować. Niestety, sztukę kulinarną zdobyły wtedy, kiedy nie miały co jeść. Ale widać z tego, jak kapitał w celu pomnażania swej wartości uzurpował sobie prawo do pracy rodziny, potrzebnej do zaspokojenia jej potrzeb. Skorzystano również z kryzysu, aby w szkołach szycia uczyć szyć córki robotników. Trzeba było rewolucji amerykańskiej i kryzysu światowego, aby dziewczęta robotnicze przędące dla całego świata nauczyły się szyć!”15.

Kapitalizm, jak zdaje się zakładać Engels, wyklucza możliwość pracy kobiety na dwóch „etatach”, domowym i zarobkowym:

Dopiero wielki przemysł naszych czasów znów otworzył kobiecie – i to tylko proletariuszce – drogę do produkcji społecznej. Ale dzieje się to w ten sposób, że jeśli spełnia ona swe obowiązki w prywatnej służbie rodziny, pozostaje wyłączona z produkcji publicznej, nie może niczego zarobić. Jeśli zaś kobieta chce uczestniczyć w produkcji społecznej i samodzielnie zarobkować, to nie jest w stanie spełniać obowiązków rodzinnych. Takie samo jak w fabryce jest położenie kobiety we wszystkich dziedzinach działalności aż po medycynę i adwokaturę16.

W tej perspektywie zasadniczą prawidłowością kapitalizmu wydaje się rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego, w ramach którego wykonywana jest praca domowa.

Reprodukcja rozszerzona (kapitału) jest zarazem rozszerzoną reprodukcją samego stosunku kapitałowego: pomnażaniem proletariatu[5]. Oczywiście, rozszerzona reprodukcja kapitału i stosunku kapitałowego nie musi odbywać się kosztem zawężonej reprodukcji stosunku patriarchalnego. Dodatkowych sił roboczych może dostarczać kapitałowi sam wzrost demograficzny, albo po prostu rezerwowa armia pracy. O ile jednak reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na pozyskiwanie kobiecych sił roboczych, o ile prowadzi więc nie tylko do wzrostu zatrudnienia, ale również do wzrostu udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych – musi ona (w optyce Marksa i Engelsa) odbywać się kosztem uszczuplenia (globalnego) nakładu pracy reprodukcyjnej: więcej proletariatu = mniej patriarchatu.           

Do tej pory ustaliliśmy (w imieniu Marksa i Engelsa) jedynie tyle, że prywatna praca reprodukcyjna:

– nie jest oryginalnym produktem systemu kapitalistycznego,

– może (albo musi) padać ofiarą rozszerzonej reprodukcji stosunku kapitałowego.

Obydwa te ustalenia nie kłócą się jednakże z faktem, że w ramach systemu kapitalistycznego prywatna praca reprodukcyjna żon robotników – o ile nie zostaje rozłożona do końca – współtworzy zamknięty obieg kołowy z kapitalistyczną produkcją przemysłową, obejmującą dział I, wytwarzający środki produkcji, i dział II, wytwarzający środki utrzymania.

Marks nie bada pracy domowej, wykonywanej w ramach stosunku patriarchalnego, na tym samym szczeblu abstrakcji, na którym bada – w I tomie Kapitału – pracę fabryczną wykonywaną w ramach stosunku kapitałowego. Praca domowa pojawia się w jego rozważaniach zawsze w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi. Na najwyższych szczeblach abstrakcji praca domowa w ogóle nie istnieje, a cały problem reprodukcji (siły roboczej) rozwiązuje niejako dział II gospodarki kapitalistycznej. Na najwyższych szczeblach abstrakcji proces reprodukcji siły roboczej sprowadzony jest do czystej konsumpcji produktów działu II – nie ma więc nic wspólnego z jakąkolwiek pracą, wykonywaną poza stosunkami kapitalistycznymi. Jest to, owszem, konsumpcja produkcyjna, w tym sensie, iż produkuje ona siłę roboczą – nie towarzyszy jej jednak żadna dodatkowa praca organizacyjna. Wykonawcami pracy reprodukcyjnej są więc (jak gdyby) robotnicy działu II. Zstępując z wyżyn abstrakcji, by rozpatrzyć maszynę jako środek pozyskiwania (przez kapitał) kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych[6], Marks czuje się jednak zmuszony potraktować zagadnienie reprodukcji siły roboczej w sposób konkretniejszy, uwzględniający (wymierny) udział (w procesie reprodukcji siły roboczej) pracy domowej żon proletariuszy. Na konkretniejszym szczeblu Marksowskich analiz mamy więc faktycznie do czynienia z zamkniętym obiegiem kołowym, w ramach którego dział II, „konsumując” produkcyjnie produkty działu I, wytwarza rzeczowe składniki procesu reprodukcji siły roboczej, które produkcyjnie „konsumuje” praca domowa kobiet, by wytworzyć siłę roboczą, „konsumowaną” produkcyjnie przez obydwa działy produkcji kapitalistycznej.

Pamiętajmy jednakże, że sam udział prywatnej pracy domowej w kapitalistycznym kole reprodukcyjnym nie dowodzi jeszcze strukturalnej zgodności obydwu elementów: kapitalistycznego i patriarchalnego; w szczególności nie dowodzi, iż prywatna praca reprodukcyjna żon robotników stanowi – z punktu widzenia celu kapitału, jakim jest maksymalizowanie globalnej wartości dodatkowej – efektywniejsze rozwiązanie problemu kosztów reprodukcji siły roboczej, niż (ewentualne) rozwiązanie tego problemu w ramach samych stosunków kapitalistycznych – tzn. albo sprowadzenie całej reprodukcji siły roboczej do konsumpcji produktów działu II (jak zakłada Marks na wyższych szczeblach abstrakcji), albo objęcie usług reprodukcyjnych stosunkami kapitalistycznymi (opcja, od której Marks zasadniczo abstrahuje). Ewentualna zgodność tych elementów musi być dopiero teoretycznie dowiedziona.

Nasuwają się zatem dwa pytania, na które spróbujemy odpowiedzieć, trzymając się ściśle założeń Marksowskiej teorii wartości dodatkowej, wyłożonej w Kapitale:

Czy reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze jest z punktu widzenia kapitału korzystniejsza od reprodukcji rozszerzonej o charakterze „bezpłciowym” (nie zwiększającej udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych)?

Czy rozszerzona reprodukcja stosunku kapitałowego kosztem stosunku patriarchalnego, oprócz (ewentualnych) korzyści, generuje – z punktu widzenia kapitału – jakieś straty, uszczuplające/znoszące/przewyższające (ewentualne) korzyści (o których mowa w punkcie 1)?

Dopiero rozstrzygnięcie obydwu tych problemów pozwoli udzielić (w imieniu Marksa) odpowiedzi na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w ramach systemu kapitalistycznego, będące w istocie pytaniem o stosunek kapitalizmu do patriarchatu. Pytamy zatem faktycznie o to, czy kapitalizm, o ile zachowuje przedkapitalistyczną instytucję patriarchalnej służby domowej żon, czyni to „celowo”, we własnym, dobrze pojętym interesie, czy też toleruje owo „obce ciało” jedynie wskutek swej bezsilności – w obliczu starszej od kapitału, i reprodukującej się bez jego pomocy, potęgi społecznej, a mianowicie: patriarchatu. Czy patriarchalna instytucja kobiecej „niewoli domowej” reprodukuje się wbrew kapitałowi, czy też w jego interesie?

Pytanie pierwsze: czy (i dlaczego) kapitał pragnie kobiecych sił roboczych?

Rozważając korzyści, jakie uzyskuje kapitał z tytułu reprodukcji rozszerzonej zorientowanej na kobiece siły robocze, musimy wyraźnie oddzielić te profity, które wynikają z samej reprodukcji rozszerzonej (jako takiej), od dodatkowych korzyści wynikających z jej orientacji płciowej (tudzież płciowo-wiekowej). Reprodukcja rozszerzona jako taka sprowadza się do rozszerzenia skali produkcji, czyli: rozszerzenia pola wyzysku. Pewna część wartości dodatkowej zostaje zakumulowana, tzn. przeznaczona na dodatkowy kapitał stały i dodatkowy kapitał zmienny. Kapitał wchłania dzięki temu większą (niż przy poprzednim obrocie) masę pracy żywej, a więc również – większą masę pracy dodatkowej, co daje wzrost globalnej wartości dodatkowej (w stosunku do poprzedniego cyklu „rozliczeniowego”). Reprodukcja rozszerzona w postaci czystej, taka jaką bada Marks w II tomie Kapitału, zakłada proporcjonalny przyrost pracy niezbędnej i pracy dodatkowej, a przeto nie przewiduje zmiany wysokości płac, a więc – zmiany stopy wartości dodatkowej (stopy wyzysku). Procentowy przyrost masy globalnej wartości dodatkowej jest zatem równy procentowemu przyrostowi kapitału zmiennego, ten zaś – procentowemu przyrostowi zatrudnienia.

O ile reprodukcja rozszerzona (w postaci czystej) powiększa masę wartości dodatkowej stosownie do rozszerzenia pola wyzysku, o tyle reprodukcja rozszerzona zorientowana na kobiece siły robocze (rozpatrywana przez Marksa w kontekście rozważań nad maszyną) pozwala połączyć rozszerzenie pola wyzysku z jednoczesnym podniesieniem jego stopy. Podniesienie stopy wyzysku jest właśnie tą korzyścią, która wynika nie z reprodukcji rozszerzonej jako takiej, ale z jej specyficznej orientacji płciowej. Dlaczego tak się dzieje? Można by to wyjaśnić w sposób niezwykle prosty, odwołując się do banalnej konstatacji, że kobiety zarabiają po prostu mniej niż mężczyźni, z czego wynika, iż wzrost udziału kobiet wśród ogółu zatrudnionych musi prowadzić do obniżenia płacy przeciętnej, a przeto – powiększenia stopy wyzysku. Teoria Marksa pozwala jednakże wyjaśnić wpływ „prokobiecej” orientacji reprodukcji rozszerzonej na stopę wyzysku – bez odwoływania się do wspomnianej tu okoliczności „empirycznej”, tzn. przy abstrahowaniu od jakichkolwiek nierówności płacowych w przekroju płciowym (tudzież wiekowym). Otóż, jednoczesne wystąpienie dwóch czynników wzrostu masy wartości dodatkowej (rozszerzenie skali produkcji i powiększenie stopy wyzysku) wynika w tych okolicznościach (orientacja reprodukcji rozszerzonej na kobiece siły robocze) z samej Marksowskiej definicji wartości siły roboczej, skonkretyzowanej przez Marksa specjalnie na tę okazję, w ustępie zatytułowanym: O tym jak kapitał przywłaszcza sobie dodatkowe siły robocze. Praca kobiet i dzieci.

Zwykła definicja wartości siły roboczej uwzględnia okoliczność, że „Suma środków utrzymania, niezbędnych do produkcji siły roboczej, obejmuje […] również środki utrzymania zastępców, czyli dzieci robotników…” (Marks 1968, 198). Implicite zakłada się tu, iż – określająca wartość siły roboczej – suma środków utrzymania musi również obejmować środki utrzymania żony (bez której trudno byłoby o „zastępców”). Definicja ta nie wspomina jednakże o jej (ewentualnej) aktywności zarobkowej, a przeto sugeruje, że mąż jest jedynym „żywicielem” rodziny. Implicite stawia się tu znak równości między (jednostkową) płacą roboczą a pieniężnym dochodem rodziny proletariackiej.

„Aktywizacja zawodowa” kobiet (i dzieci) – rozpatrywana jako proces masowy – znosi jednakże równanie: (jednostkowa) płaca robocza = pieniężny przychód rodziny robotniczej. Pytanie brzmi: która z tych wielkości ma się obecnie równać cenie wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny robotniczej? Jako że zakładanym przez Marksa „celem” jest tutaj zapewnienie rodzinie proletariackiej niezbędnych środków utrzymania, nie ma żadnego powodu, by rodzina proletariacka dysponowała dwukrotnie większym wolumenem środków utrzymania z tego tylko powodu, że podwoiła się (przeciętna) ilość osób zarobkujących w rodzinie. Niejako wbrew popularnej maksymie, że „od przybytku głowa nie boli”, kapitał uwalnia rodzinę robotniczą od problemów związanych z nadmiarem środków utrzymania, sprowadzając wartość (jednostkowej) siły roboczej do wartości wolumenu niezbędnych środków utrzymania rodziny proletariackiej – podzielonej przez przeciętną ilość osób w rodzinie, zatrudnionych przez kapitał, tzn. samodzielnie zarobkujących:

Wartość siły roboczej określał nie tylko czas pracy potrzebny do utrzymania indywidualnego robotnika dorosłego, lecz także czas pracy potrzebny do utrzymania rodziny robotniczej. Rzucając na rynek pracy wszystkich członków rodziny robotniczej, maszyna rozkłada wartość siły roboczej mężczyzny na całą jego rodzinę. Zmniejsza więc wartość jego siły roboczej. […] Cztery osoby muszą oddawać kapitałowi nie tylko pracę, lecz również pracę dodatkową, aby jedna rodzina mogła utrzymać się przy życiu. W ten sposób maszyna powiększając od samego początku eksploatowany materiał ludzki, właściwe pole wyzysku dla kapitału, podwyższa zarazem stopień wyzysku17.

Przy założeniu, że koszty reprodukcji rodziny robotniczej utrzymują się na wyjściowym poziomie, łączna płaca wszystkich pracujących dla kapitału członków/członkiń rodziny proletariackiej równa się dawnej płacy męża/ojca z okresu, gdy był on jedynym „żywicielem” rodziny. Równoczesne rozszerzenie pola wyzysku i podniesienie jego stopy wynika tu zatem nie z tego, że kobiety (czy dzieci) zarabiają mniej od mężczyzn, ale z samej definicji wartości siły roboczej, która (w wersji skonkretyzowanej) wskazuje explicite na mechanizm „rozkładania” wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę (w miarę jej „aktywizacji zawodowej”).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi: kapitał pragnie kobiecych (i dziecięcych) sił roboczych dlatego, że zorientowana na nie reprodukcja rozszerzona pozwala uzupełnić zwykłe korzyści z tytułu rozszerzenia pola wyzysku korzyścią dodatkową, wynikającą z podniesienia stopy wyzysku.

Pytanie drugie: czy zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego generuje (z punktu widzenia kapitału) jakieś straty?

Odpowiadając na pytanie pierwsze, abstrahowaliśmy całkowicie od problemu, którego dotyczy bezpośrednio pytanie drugie. Pozwoliliśmy sobie zatem na wycięcie z cytowanej wypowiedzi Marksa, zawierającej skonkretyzowaną definicję wartości siły roboczej, następującego fragmentu:

Kupno rodziny rozdrobnionej np. na cztery siły robocze kosztuje może więcej, niż dawniej kosztował zakup siły roboczej głowy rodziny, ale za to 4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej18.

Otóż, w świetle wyjaśnień Marksa, kosztuje ono więcej nie dlatego, że bardziej spracowana rodzina musi konsumować więcej niż wcześniej, ale dlatego, że żona/matka przestała wykonywać pracę reprodukcyjną. Oderwanie kobiet od pracy reprodukcyjnej podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej. Wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej stanowi jak gdyby „miarę” oszczędności, które uzyskiwał kapitał (w punkcie wyjścia) z tytułu wykonywania przez żony robotników pracy reprodukcyjnej (a które utracił, „aktywizując” żony proletariuszy).

Ponieważ niektóre funkcje rodziny, np. doglądanie i karmienie dzieci itd., nie mogą być w zupełności zniesione, przeto matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów. Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu. Dodajmy do tego jeszcze, że oszczędność i celowość w spożywaniu i przygotowywaniu środków utrzymania staje się niemożliwa (Marks 1968, 468-469).

Odpowiedź na sformułowane pytanie brzmi zatem: zawężona reprodukcja stosunku patriarchalnego podnosi (z punktu widzenia kapitału) koszty reprodukcji rodziny robotniczej.

Utraconą przez kapitał oszczędność zbadamy najpierw równie jednostronnie, jak badaliśmy przed chwilą (dodatkową) korzyść, uzyskiwaną przez kapitał, gdy reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze. Tak jak wówczas abstrahowaliśmy od wzrostu kosztów reprodukcji rodziny robotniczej (z tytułu niewykonywania przez kobiety pracy reprodukcyjnej), tak obecnie będziemy abstrahować od innego rodzaju oszczędności, które zakłada – omówiony wcześniej – mechanizm „rozkładania” (wartości siły roboczej mężczyzny na jego rodzinę – w miarę jej „aktywizacji”).

Aby zbadać interesującą nas tu oszczędność w postaci czystej, musimy założyć – jako punkt odniesienia – sytuację, która – z historycznego punktu widzenia – jest zupełnie nierealistyczna, a mianowicie sytuację, w której żony proletariuszy ani nie pracują dla kapitalistów, ani nie wykonują pracy reprodukcyjnej. Nazwijmy ją sytuacją A, w odróżnieniu od sytuacji B, w której kobiety wykonują pracę reprodukcyjną (natomiast nie wykonują pracy fabrycznej).

Załóżmy, że w sytuacji A, statystyczny mąż pracuje w fabryce 12 godzin, z czego 6 przypada na pracę niezbędną, a 6 na pracę dodatkową (stopa wartości dodatkowej = 1), żona oddaje się zaś wyłącznie konsumowaniu.

W sytuacji B, statystyczny mąż pracuje a fabryce tyle, ile pracował, natomiast statystyczna żona wykonuje pracę reprodukcyjną – równą pod względem długości i intensywności fabrycznej pracy męża. Dzięki 12 godzinom pracy reprodukcyjnej żony, kapitał może – zakładając na potrzeby przedstawienia mechanizmu – obniżyć płacę roboczą (wartość siły roboczej męża) o 2/3, tzn. skrócić pracę niezbędną męża z 6 godzin do 2, co oznacza, że (przy niezmienionej długości fabrycznego dnia roboczego) praca dodatkowa wydłużona zostaje z 6 godzin do 10 (stopa wartości dodatkowej wzrasta więc z 1 do 5). Zakładając, iż 12 h pracy reprodukcyjnej pozwala skrócić pracę niezbędną męża o 4 h, założyliśmy, iż praca reprodukcyjna jest pracą – jak gdyby – 3 razy mniej wydajną niż praca fabryczna[7].

Z punktu widzenia kapitału nastąpiło tu przekształcenie 4 godzin pracy niezbędnej w 4 godziny pracy dodatkowej (czysty zysk), z punktu widzenia rodziny proletariackiej – „wyprowadzenie” 4 godzin pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego, a w ujęciu ilościowym: przekształcenie 4 godzin pracy w 12. O ile więc fabryczna praca niezbędna skrócona została z 6 godzin do 2, o tyle praca niezbędna w ujęciu szerszym (obejmującym zarówno fabryczną pracę niezbędną, jak i domową pracę reprodukcyjną) wydłużona została z 6 godzin do 14. Choć cała ta operacja doprowadziła do spadku przeciętnej wydajności pracy ludzkiej, kapitał zaoszczędził, ponieważ skrócił opłacaną część pracy niezbędnej, a przeto podniósł stopę wartości dodatkowej. Z punktu widzenia kapitału praca reprodukcyjna żony robotnika polega na przekształcaniu pracy niezbędnej męża (opłacanej przez kapitał) w (nieopłacaną) pracę dodatkową. Udział pracy domowej w procesie reprodukcji siły roboczej jest więc „wymierny” – jego „miarę” stanowi ilość „zaoszczędzonych” (przez kapitał) godzin fabrycznej pracy niezbędnej. W naszym przykładzie, dzienna oszczędność (kapitału) – przypadająca na jednego zatrudnionego – stanowi ekwiwalent produktu 4 godzin abstrakcyjnej pracy ludzkiej.

Możemy przyjąć, iż zawsze, gdy kobiety wykonują pracę reprodukcyjną, kapitał czerpie z tego tytułu korzyści o charakterze oszczędnościowym. Oszczędności tego typu – tj. związane z przerzucaniem kosztów reprodukcji siły roboczej na gospodarstwa domowe (a ściślej: kobiety wykonujące pracę reprodukcyjną) – będziemy określać jako oszczędności eksternalizacyjne.

„Miara” oszczędności została tu jednak zbadana – jak zapowiadaliśmy wcześniej – w sposób jednostronny. Mierząc oszczędności występujące w sytuacji B jedynie różnicą między długością (fabrycznej) pracy niezbędnej w sytuacjach A i B, abstrahowaliśmy bowiem od kosztu ich uzyskania, tj. abstrahowaliśmy od równoczesnej rezygnacji (kapitału) z oszczędności alternatywnych, związanych z omówionym wcześniej mechanizmem „rozkładania”. Jeżeli zestawiamy sytuację B jedynie z (nierealistyczną) sytuacją A, oszczędność – równa 4 godzinom – nie wydaje się obarczona jakimkolwiek kosztem uzyskania. W obydwu tych sytuacjach – niezależnie od tego, co porabia w domu żona – wartość siły roboczej męża obejmuje (oprócz wartości rzeczowych warunków reprodukcji męża i przypadającej na niego połowy wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) wartość rzeczowych warunków reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci. Jeżeli jednak uwzględnimy alternatywę w postaci bezpośredniej pracy żony dla kapitału, połowa (skróconej w porównaniu z sytuacją A o 4 godziny) pracy niezbędnej męża okaże się – przeoczonym przez nas – kosztem uzyskania oszczędności.

Bilans oszczędnościowy

Przyjrzyjmy się zatem oszczędności występującej w sytuacji B, wzbogacając dotychczasowy układ odniesienia o sytuację C, w której mąż pracuje tyle samo, co w sytuacjach A i B, a żona porzuca pracę reprodukcyjną i podejmuje pracę w kapitalistycznej fabryce.

Poniższa tabelka ukazuje wpływ aktywności żony na wartość siły roboczej męża. Obecny kontekst zmusza nas do uwzględnienia podziału pracy niezbędnej (N) męża na dwie części: NM (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji męża + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci) i NŻ (odtwarzającą rzeczowe warunki reprodukcji żony + połowę wartości rzeczowych warunków reprodukcji dzieci). W sytuacji C, dzięki mechanizmowi „rozkładania”, NŻ = 0, w pozostałych sytuacjach, NŻ = NM.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA WARTOŚĆ SIŁY ROBOCZEJ MĘŻA[8] (i stopę wartości dodatkowej[9])

Sytuacja Żona Mąż

 

A 0 h R + 0 h F 3 h NM + 3 h NŻ + 6 h D
B 12 h R + 0 h F 1 h NM + 1 h NŻ + 10 h D
C 0 h R + 12 h F 3 h NM + 0 h NŻ + 9 h D

 Oznaczenia:

R – praca reprodukcyjna

F – praca fabryczna

N – (fabryczna) praca niezbędna

NM – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji męża i (przypadającą na męża) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

NŻ – (fabryczna) praca niezbędna odtwarzająca rzeczowe warunki reprodukcji żony i (przypadającą na żonę) połowę rzeczowych warunków reprodukcji dzieci

D – praca dodatkowa

Założenia:

– R i F są równie intensywne

– R jest 3 razy mniej wydajna niż F (3 h R wytwarza równowartość 1 h F)

– NM + NŻ + D = 12 h

– jeżeli NŻ ≠ 0, to NM = NŻ

W układzie odniesienia B-A, oszczędność (w sytuacji B) odpowiada różnicy: NA – NB. 6 – 2 = 4. (Ewentualny) koszt uzyskania oszczędności stanowi tu wielkość NŻB = 1. Od kosztu tego możemy jednakże abstrahować, wychodząc z założenia, iż – bez względu na charakter aktywności żony – wielkość N musi obejmować wielkość NŻ. Bilans oszczędnościowy: 4 – 0 = 4.

Natomiast w układzie odniesienia B-C, ta sama oszczędność prezentuje się znacznie skromniej: NC – NB = 3 – 2 = 1. Wynik do którego tu doszliśmy, a mianowicie 1, możemy również przedstawić jako różnicę oszczędności brutto i kosztu jej uzyskania. Oszczędnością brutto byłaby różnica wielkości samego „mężowskiego” składnika N w sytuacjach C i B: NMC – NMB = 2, a kosztem uzyskania: różnica NŻB – NŻC = 1.

Gdyby bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie odniesienia B-C) był ujemny, oznaczałoby to, że – w założonych tu okolicznościach – kapitał efektywniej oszczędzałby (tzn. skracał pracę niezbędną męża) w sytuacji C (niż w sytuacji B). Innymi słowy, oszczędzanie przez „rozkładanie” byłoby wówczas bardziej opłacalne (zapewniałoby kapitałowi wyższą stopę wartości dodatkowej), niż oszczędzanie eksternalizacyjne.

Od czego jednak zależy wartość bilansu oszczędnościowego? Decydują o niej dwie zmienne: iloraz wydajnościowy (IW) oraz odwrócony iloraz udziału pracy dodatkowej w sytuacji wyjściowej A, który nazwiemy odwróconym ilorazem wyzysku – OIWA.

Iloraz wydajnościowy (IW) jest stosunkiem wartości produktu y godzin pracy fabrycznej do wartości „produktu” y godzin pracy reprodukcyjnej. Mówiąc o wartości „produktu” usługi reprodukcyjnej mamy oczywiście na względzie wartość jej fabrycznego substytutu, tj. produktu zaspokajającego tę samą potrzebę, którą zaspokaja usługa reprodukcyjna. „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Otóż, wartość „produktu” (niewykonanych przez kobietę) usług reprodukcyjnych odpowiada (koniecznemu w tej sytuacji) przyrostowi wydatków pieniężnych rodziny. Jeżeli jedna godzina pracy fabrycznej wytwarza produkt o wartości 1 zł, i jeżeli 4-złotowy wydatek na produkty przemysłowe może zastąpić 12 godzin pracy reprodukcyjnej (nie zawężając, ani nie rozszerzając skali reprodukcji siły roboczej), iloraz wydajnościowy wynosi 12/4 = 3. Praca reprodukcyjna jest wówczas 3-krotnie mniej wydajna od pracy fabrycznej.

Ilorazem udziału pracy dodatkowej nazywam stosunek pracy dodatkowej do sumy pracy niezbędnej i dodatkowej: D/(N+D). Dla naszych celów poręczniejszy będzie jednak iloraz odwrócony, tj. stosunek (N + D)/D. Za zmienną współdeterminującą bilans oszczędnościowy sytuacji B (w układzie B-C) uznaję wartość OIW dla hipotetycznej sytuacji wyjściowej A (sytuacje B i C interpretuję bowiem jako alternatywne przekształcenia sytuacji A). Przy danym ilorazie wydajnościowym, to właśnie OIWA rozstrzyga o tym, które z alternatywnych przekształceń sytuacji A – B czy C – jest bardziej opłacalne z oszczędnościowego punktu widzenia, tzn. zapewnia wyższą stopę wartości dodatkowej.

Bilans oszczędnościowy konfrontuje dwa – wykluczające się – interesy „oszczędnościowe” kapitału: oszczędzanie przez „rozkładanie” i oszczędzanie przez eksternalizację. Przy danych wartościach IW i OIW dla (A), jedna z tych metod oszczędzania jest bardziej opłacalna od drugiej (albo też są one równie opłacalne). W obydwu jednakże wypadkach oszczędzanie polega, ogólnie rzecz biorąc, na tym samym, a mianowicie na obniżaniu wartości siły roboczej, tj. skracaniu (fabrycznej) pracy niezbędnej (N) – gwoli podniesienia stopy wyzysku (D/N). W przypadku pierwszym cel ten osiągany jest poprzez eliminację jednego ze składników pracy niezbędnej (a mianowicie NŻ), w przypadku drugim – przez „wyprowadzanie” części pracy niezbędnej z fabryki do gospodarstwa domowego (bez zmiany jej struktury). Oszczędzanie jedną metodą eliminuje przyczynę oszczędności drugiego rodzaju.

Oszczędzanie i inwestowanie. Stopa i masa

Ale interesy kapitału nie ograniczają się do interesów oszczędnościowych. Kapitał nie tylko oszczędza, ale również inwestuje. Bilans oszczędnościowy nie rejestruje (bezpośrednio) korzyści płynących z realizacji „inwestycyjnych” interesów kapitału. Na czym polega interes inwestycyjny? Kapitał – zwiększając nakłady inwestycyjne (akumulując), i rozszerzając tą drogą swoją bezpośrednią domenę – uzyskuje, oprócz korzyści wpisanych w reprodukcję prostą (stanowiącą zawsze moment reprodukcji rozszerzonej), dodatkowe korzyści wynikające z dodatkowych inwestycji. Dzięki dodatkowemu kapitałowi stałemu i dodatkowemu kapitałowi zmiennemu, kapitał uzyskuje przyrost wartości dodatkowej[10].

Przypadek rozważany przez Marksa to przejście od sytuacji B do sytuacji C, które – w zakładanych przez niego okolicznościach – zapewnia kapitałowi monstrualny „sukces”. Ale – jak wynika z naszych wcześniejszych uwag – sam bilans oszczędnościowy nie wskazuje bezpośrednio na skalę tego sukcesu. Marks mierzy „sukces” kapitału nie samym podniesieniem stopy wartości dodatkowej, tj. nie samym bilansem oszczędnościowym (który mówi nam o tym, o ile udało się skrócić pracę niezbędną męża, tj. obniżyć wartości jego siły roboczej), ale „produktywnością” całej rodziny (zawierającą bilans oszczędnościowy jako składową), która – dodajmy – mogłaby wzrosnąć nawet pomimo niesprzyjającego „aktywizacji” pozostałych członków/członkiń rodziny bilansu oszczędnościowego, tj. pomimo spadku stopy wyzysku – dzięki realizacji interesu inwestycyjnego, dzięki rozszerzeniu skali produkcji. Interes inwestycyjny może iść w parze z interesem oszczędnościowym (i tak jest właśnie w przypadku rozważanym przez Marksa), ale obydwa interesy mogą się rozmijać.

W optyce Marksa kapitał cieszy się tu nie tyle z podniesienia stopy wartości dodatkowej, ile z przyrostu pracy dodatkowej, dostarczanej przez członków/członkinie rodziny. „4 dni robocze zajmują miejsce jednego i cena ich spada proporcjonalnie do nadwyżki pracy dodatkowej czterech dni roboczych ponad pracę dodatkową jednej”. Kapitał cieszy się właśnie z owej nadwyżki, z dodatkowej masy wartości dodatkowej.

Nasza wcześniejsza tabelka zestawiała sytuacje A, B i C wyłącznie z oszczędnościowego punktu widzenia. Kryterium waloryzowania owych sytuacji stanowiła zatem wartość siły roboczej męża, determinująca stopę wyzysku. Im niższa wartość siły roboczej – tym lepiej. Sytuacja B, ze stopą wyzysku = 5, jawiła się jako korzystniejsza od sytuacji A (stopa wyzysku = 1) i sytuacji C (stopa wyzysku = 3). Ale z punktu widzenia kapitału, od stopy wartości dodatkowej ważniejsza jest jej masa.

Przyjrzyjmy się sytuacjom A, B i C właśnie pod kątem masy pracy dodatkowej – dostarczanej przez statystyczną rodzinę. Sytuację C rozbijamy dodatkowo na dwa warianty – bez „rozkładania” i z „rozkładaniem”. W naszym przykładzie: OIWA = 2, a IW = 3.

WPŁYW AKTYWNOŚCI ŻONY NA ŁĄCZNĄ MASĘ PRACY DODATKOWEJ PRZYPADAJĄCĄ NA RODZINĘ

Sytuacja Żona Mąż Stopa WD Masa D
A 0 6 h N + 6 h D 1 6 h
B (R) {4 h} 2 h N + 10 {-4} h D 5 10 h
C (bez rozkł.) 6 h N + 6 h D 6 h N + 6 h D 1 12 h
C 3 h N + 9 h D 3 h N + 9 h D 3 18 h

Z punktu widzenia „masy”, najkorzystniejsza jest sytuacja C (z „rozkładaniem”). Tabelka ukazuje możliwość rozmijania się tendencji do maksymalizowania stopy WD z ostatecznym celem, tj. maksymalizacją masy WD; pokazuje, że podnoszenie stopy WD niekoniecznie stanowi najlepszy środek zwiększania masy WD. (Kolizja między stopą i masą wynika – w rozważanym przypadku – z dodatniego bilansu oszczędnościowego dla sytuacji B.)

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną okoliczność. W sytuacji C żona dostarcza kapitałowi 9 h pracy dodatkowej, podczas gdy w sytuacji B wydłuża pracę dodatkową męża jedynie o 4 h. Wzrost produktywności żony o 5 h wynika tu z działania dwóch czynników. Sama „aktywizacja zawodowa” żony zwiększa jej produktywność o 2 h (por. pracę dodatkową żony w sytuacji C bez „rozkładania” z wynikiem dla B), natomiast dodatkowe 3 h przyrostu zapewnia mechanizm „rozkładania” (por. pracę dodatkową żony w sytuacjach C i C bez „rozkładania”). „Aktywizacja zawodowa” żony jako taka (tj. bez mechanizmu „rozkładania”) poprawia wynik produktywności żony (w porównaniu z B) jedynie dzięki temu, że OIWA jest mniejszy od IW. Gdyby obie wielkości były równe, przyrost produktywności kobiety wynikałby z samego mechanizmu „rozkładania”. Gdyby natomiast to IW był większy od OIWA, czynnik ten działałby w kierunku przeciwnym niż mechanizm „rozkładania”. Przejście do sytuacji C oznaczałoby wówczas spadek względnej produktywności kobiety.

Przez względną produktywność kobiety należy rozumieć jej produktywność względem produktywności męża. Jeżeli w sytuacji B ponad połowę wartości dodatkowej – oficjalnie wytwarzanej przez męża – wytwarza faktycznie (aczkolwiek pośrednio) kobieta (a ma to miejsce we wszystkich przypadkach spełniających warunek: IW › OIWA), przyjmujemy, że jest ona (w tej sytuacji) bardziej produktywna od męża, co oznacza, iż przy przejściu do sytuacji C (w której mąż i żona, niezależnie od wariantu, są równie produktywni) następuje spadek jej względnej produktywności. Gdyby zatem w sytuacji C nie zadziałał mechanizm „rozkładania”, spadek względnej produktywności kobiety przełożyłby się na absolutny spadek produktywności rodziny.

Obecnie możemy zaprezentować pełną tabelę bilansów oszczędnościowych dla sytuacji B (w układzie B-C) dla poszczególnych kombinacji OIWA i IW:

WZÓR NA BILANS OSZCZĘDNOŚCIOWY SYTUACJI B w układzie odniesienia BC[11]: y/2OIW + y/IW – y/2, gdzie:

y = dzienny nakład pracy (jednakowy dla pracy fabrycznej i pracy reprodukcyjnej); w naszym przykładzie, y = 12 h;

OIW = OIW w sytuacji A.

  IW =

12/11

=1,09

IW =

12/10

=1,2

IW = 12/9

=1,33

IW = 12/8

=1,5

IW = 12/7

=1,71

IW =

12/6

=2

IW =

12/5

=2,4

IW =

12/4

=3

IW =

12/3

=4

IW =

12/2

=6

IW =

12/1

=12

1N+11D

OIW =1,09

X[12] X X X X X X X X X X
2N+10D

OIW = 1,2

X X X X X X X X X X 0
3N+9D

OIW = 1,33

X X X X X X X X X 0,5 -0,5
4N+8D

OIW = 1,5

X X X X X X X X 1 0 -1
5N+7D

OIW = 1,71

X X X X X X X 1,5 0,5 -0,5 -1,5
6N+6D

OIW = 2

X X X X X X 2 1 0 -1 -2
7N+5D

OIW = 2,4

X X X X X 2,5 1,5 0,5 -0,5 -1,5 -2.5
8N+4D

OIW = 3

X X X X 3 2 1 0 -1 -2 -3
9N+3D

OIW = 4

X X X [3,5] 2,5 1,5 0,5 {-0,5} -1,5 -2,5 -3,5
10N+2D

OIW = 6

X X [4] [3] 2 1 0 {-1} {-2} -3 -4
11N+1D

OIW = 12

X [4,5] [3,5] [2,5] [1,5] 0,5 {-0,5} {-1,5} {-2,5} {-3,5} -4,5

Wyniki pogrubione leżące na przekątnej tabeli wskazują na kombinacje spełniające warunek: OIWA = IW. Przekątna dzieli spektrum wyników na dwie części. Powyżej niej znajdują się wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA ‹ IW, zaś poniżej – wyniki dla przypadków spełniających warunek: OIWA › IW. Wszystkie przypadki górnej części spektrum zostały podkreślone.

Lewa strona spektrum ujawnia kolizję między dążeniem do maksymalizacji produktywności rodziny a dążeniem do maksymalizacji stopy wyzysku. Przy przejściu od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”), wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy tu spadek stopy wyzysku. Wyjątek stanowią – zaznaczone nawiasami klamrowymi – przypadki z ujemnym bilansem oszczędnościowym dla B (wzrostowi produktywności rodziny – przy przejściu do sytuacji B do C z „rozkładaniem” – towarzyszy tu wzrost stopy wyzysku).

We wszystkich przypadkach, w obu częściach spektrum, przejście od sytuacji B do C (z „rozkładaniem”) oznacza wzrost produktywności rodziny. W przypadkach w górnej części wzrostowi produktywności rodziny towarzyszy wzrost względnej produktywności kobiety, natomiast we wszystkich przypadkach dolnej części spektrum – jej spadek. Wszystkie przypadki należące do dolnej części spektrum przewidują, że sytuacja B zapewnia wyższy poziom produktywności rodziny niż sytuacja C w wariancie bez „rozkładania”, a zatem przewidują spadek względnej produktywności kobiety przy przejściu od B do C (niezależnie od wariantu C). Dolna część spektrum obejmuje ponadto – zaznaczone nawiasami kwadratowymi – przypadki szczególne, w których przejściu od B do C z „rozkładaniem”, tj. wzrostowi produktywności rodziny i spadkowi stopy wyzysku, towarzyszy nie tylko względny, ale i absolutny spadek produktywności kobiety.

W górnej części wyodrębniamy – powiększoną czcionką – interesującą podgrupę, obejmującą wyniki dla przypadków, w których bilans oszczędnościowy dla sytuacji B (w układzie B-C) przybiera wartości dodatnie. Przypadki te ujawniają – analogiczną do tej występującej w dolnej części spektrum – kolizję między maksymalizacją produktywności kobiety i rodziny (pary małżeńskiej) a maksymalizacją stopy wartości dodatkowej. Praca fabryczna kobiet wzmaga tu (jak wszędzie) produktywność rodzin, absolutną produktywność kobiet (jak w zdecydowanej większości przypadków), oraz (jak we wszystkich przypadkach górnej części spektrum) względną produktywność kobiet, a mimo to obniża stopę wyzysku.

Powyższe rozważania stanowiły logiczno-matematyczne rozwinięcie intuicji Marksa, dotyczących wpływu „aktywizacji zawodowej” kobiet (i dzieci) na masę i stopę wartości dodatkowej. Marks, mierząc (wynikający z owej „aktywizacji”) sukces kapitału wzrostem produktywności rodziny (tj. wzrostem masy – dostarczanej przez nią – pracy dodatkowej), dostrzega, jako składową tej miary, bilans oszczędnościowy, „ważący” dwa alternatywne sposoby oszczędzania: „rozkładanie” i eksternalizację. W ujęciu Marksa o stopniu „rozłożenia” wartości siły roboczej mężczyzny na całą „zaktywizowaną zawodowo” część rodziny (a zatem: o wzroście stopy wyzysku) decyduje wzrost kosztów reprodukcji rodziny robotniczej, spowodowany oderwaniem kobiet od wykonywania pracy reprodukcyjnej (utrata oszczędności eksternalizacyjnej). „Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada więc zwiększony wydatek pieniężny. Toteż koszty produkcji rodziny robotniczej wzrastają i wyrównują zwiększenie dochodu”. Dochód rodziny w nowej sytuacji musi być równy sumie: dawna płaca jedynego „żywiciela” + kwota wzrostu kosztów reprodukcji rodziny. Dzieląc tę sumę przez liczbę osób zarobkujących otrzymujemy (nową) płacę jednostkową. Takie ujęcie sprawy, przy założeniu stałości nakładu pracy kobiety, prowadzi implicite do pojęcia ilorazu wydajnościowego, jako determinanty wzrostu kosztów reprodukcji rodziny (z tytułu utraty przez nią pracowniczki reprodukcyjnej). Z ilorazu wydajnościowego wynika skala – towarzyszącego „aktywizacji” kobiet – wzrostu kosztów reprodukcji rodzin („cena” utraty źródła oszczędności eksternalizacyjnych, okazująca się post fatum kosztem uzyskania korzyści alternatywnych), ta zaś zakreśla granicę mechanizmowi „rozkładania”. Iloraz wydajnościowy okazuje się – jak gdyby – ostateczną determinantą (aktualnego) stosunku kapitalizmu do patriarchatu. Im mniejszy jest ten iloraz, tym więcej ważą (w rachunkowości kapitalistycznej) interesy robione przez kapitał wespół w zespół z patriarchatem.

W tej mierze, w jakiej Marksowskie ujęcie problemu pracy reprodukcyjnej odsyła nas do pojęcia ilorazu wydajnościowego, odpowiedź Marksa na ogólne pytanie o umiejscowienie pracy reprodukcyjnej w systemie kapitalistycznym daje się sprowadzić do następującej tezy: im mniejsza jest wydajność pracy reprodukcyjnej (w relacji do wydajności działu II), tym mniej warte są oszczędności eksternalizacyjne, które zapewnia kapitałowi praca reprodukcyjna, tym mniejsze jest więc zainteresowanie kapitału reprodukcją stosunków patriarchalnych. (Gdybyśmy zatem założyli, że wydajność pracy reprodukcyjnej jest stała, rozwój sił wytwórczych powinien wzmagać antypatriarchalizm kapitalizmu. Założenie o stałej wydajności pracy reprodukcyjnej jest jednak, oczywiście, nieprawdziwe. Dział II produkuje bowiem nie tylko gotowe środki konsumpcji, które mogą zastępować pracę reprodukcyjną, ale również środki i przedmioty pracy reprodukcyjnej, które mogą podnosić jej wydajność.)

Kiedy kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku?

Jakkolwiek celem niniejszego artykułu była jedynie rekonstrukcja stanowiska Marksowskiego, możemy – nie odbiegając zbyt daleko od Marksa– zarysować możliwe kierunki dalszych rozważań nad tym samym problemem. Przemyślenia wymagają przede wszystkim dwie kwestie: kwestia „miar sukcesu” kapitału, okazująca się w istocie kwestią „ludnościową”, oraz kwestia „wydajnościowa”.

Marks mierzy „sukces” kapitału (wynikający z „aktywizacji zawodowej” kobiet) przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę. Miarę tę – jako bardziej kompleksową – przeciwstawiliśmy wcześniej bilansowi oszczędnościowemu, jako mierze cząstkowej, która nie rejestruje w ogóle korzyści wynikających z samego rozszerzenia skali produkcji, tzn. sprowadza jak gdyby cały sukces kapitału do obniżenia jednostkowej wartości siły roboczej. Przyrost pracy dodatkowej na rodzinę wydaje się miarą bardziej wiarygodną, gdyż daje nam pełniejszy obraz korzyści kapitału, uwzględniający łącznie korzyści/straty oszczędnościowe i korzyści inwestycyjne. Co więcej, wydaje się oczywiste, że kapitał może być zainteresowany przyrostem pracy dodatkowej nawet wówczas, gdy oznacza to obniżenie stopy wyzysku. Celem jest bowiem masa, a stopa (której dotyczy bilans oszczędnościowy) jest jedynie środkiem (i to nie jedynym) do tego celu prowadzącym.

Należy jednak wyjaśnić: dlaczego „sukces” kapitału ma być mierzony przyrostem pracy dodatkowej na rodzinę? Dlaczego taka miara ma być dla kapitału istotna? Z faktu, że kapitał globalny zainteresowany jest absolutnym przyrostem pracy dodatkowej, nie wynika wcale, iż jest on (zawsze) zainteresowany przyrostem jej masy na rodzinę. Zastanówmy się zatem nad warunkami możliwości sytuacji, w której ten wskaźnik (przyrost pracy dodatkowej na rodzinę) może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia żywotnych interesów kapitału.

Gdyby kapitał zawsze dążył do maksymalizacji produktywności rodziny, powinien on zawsze dążyć do sytuacji C (z „rozkładaniem”), która – przy każdej możliwej kombinacji – zapewnia maksymalną produktywność rodziny (niezależnie od bilansu oszczędnościowego).

Otóż, jeżeli przyjmiemy, że ilość rodzin jest – z punktu widzenia kapitału –nieskończona, tzn. nie jest możliwe takie tempo akumulacji, które groziłoby trwałym uszczupleniem rezerwowej armii pracy, kapitał może – we wszystkich przypadkach przewidujących dodatni bilans oszczędnościowy dla sytuacji B – spokojnie poświęcać produktywność rodziny (którą wzmagałoby przejście do sytuacji C) w imię większej stopy wartości dodatkowej, którą daje mu sytuacja B. Kapitał może się więc kierować samym bilansem oszczędnościowym, zupełnie bezkonfliktowo korzystać zarówno z dobrodziejstw reprodukcji rozszerzonej, jak i dobrodziejstw eksternalizacyjnych, jednocześnie maksymalizować i stopę, i masę, pomimo niekorzystnych wskaźników produktywności rodziny (które nic go nie kosztują).

Natomiast w sytuacji, gdy siła robocza jest wielkością ograniczoną, kapitał powinien dążyć do efektywnego gospodarowania tym zasobem, tj. do wysysania z każdej rodziny możliwie największej masy wartości dodatkowej, choćby nawet groziło to obniżeniem jej stopy. W takich okolicznościach domowa praca reprodukcyjna zawsze – tzn. niezależnie od stosunku między OIWA a IW – będzie „marnotrawstwem” energii, która w sytuacji alternatywnej służyłaby bezpośredniemu wytwarzaniu wartości dodatkowej.

Populacja jest (z punktu widzenia kapitału) nieskończona o tyle, o ile prawdziwa jest następująca teza Marksa:

z natury kapitalistycznego procesu akumulacji […] wynika samo przez się, że zwiększona masa środków produkcji, które mają być przekształcone w kapitał, zawsze znajdzie pod ręką odpowiednio zwiększoną ludność robotniczą, którą można wyzyskiwać, a nawet nadmiar tej ludności”19.

(Marks twierdzi jednocześnie, że „sprzecznością samego ruchu kapitału” jest „okoliczność, że naturalny przyrost ludności robotniczej nie zaspokaja potrzeb akumulacji kapitału, a mimo to zarazem je przekracza” (Marks 1968, 764–765)). Kapitał nie musi wówczas „gospodarować” produktywnością rodziny i kobiety. Jeżeli populacja jest nieskończona (a zarazem: wówczas, gdy bilans oszczędnościowy wskazuje na większą opłacalność oszczędzania przez eksternalizację, niż oszczędzania przez „rozkładanie”), kapitałowi nie zależy na tym, by kobieta była tam, gdzie może być bardziej „produktywna” (jak pamiętamy, jest ona – z wyłączeniem przypadków zaznaczonych nawiasami kwadratowymi i sąsiadujących z nimi przypadków granicznych – zawsze bardziej „produktywna”, w sensie absolutnym, w sytuacji C). Jeżeli kapitał ma do dyspozycji nieskończoną ilość mężczyzn, ich żony są bardziej „potrzebne” na odcinku eksternalizacyjnym, a więc przy pośrednim wytwarzaniu wartości dodatkowej, chociaż każda z nich, pracując w fabryce – przy tym samym nakładzie pracy – wytworzyłaby (bezpośrednio) większą masę wartości dodatkowej od tej, którą wytwarza pośrednio, wydłużając pracę dodatkową męża – jeżeli nie dzięki zwiększonej produktywności względnej i mechanizmowi „rozkładania” (prawa strona spektrum), to choćby dzięki samemu mechanizmowi „rozkładania” (pomijamy, oczywiście, sygnalizowane wyjątki). Kapitał nie musi efektywnie gospodarować energią ludzką – ponieważ i tak nie jest w stanie przetworzyć całej tej energii na pracę, wytwarzającą wartość.

Warunkiem możliwości sytuacji, w której kapitał woli produktywną rodzinę od wysokiej stopy wyzysku (za którą czai się patriarchat), jest więc ograniczoność zasobów siły roboczej (która może być związana z nienadążaniem przyrostu naturalnego za tempem akumulacji). Pytanie (nad którym należałoby się zastanowić w toku dalszych badań nad problematyką pracy reprodukcyjnej w kapitalizmie) brzmi zatem: jaka jest – w tym zakresie – historyczna tendencja kapitalizmu, co (w istocie) głosi, formułowane przez Marksa, kapitalistyczne prawo ludnościowe (Marks 1968, 753–754), i czy rzeczywiście obowiązuje? Jaką rolę odgrywa (nie brany dotąd pod uwagę) postęp techniczny, wyrażający się we wzroście technicznego składu kapitału?

Ograniczona wyobraźnia Marksa

Kwestia druga dotyczy ilorazu wydajnościowego, aczkolwiek kryje się za nią problem znacznie

„Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej – pisze Marks – odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”. Niewykonane przez żonę/matkę usługi reprodukcyjne mogą być – bez uszczerbku dla procesu reprodukcji siły roboczej – zastępowane, nabywanymi na rynku, usługami (nianie), bądź produktami działu II: „matki, wydarte rodzinom przez kapitał, muszą w szerszym lub węższym zakresie najmować zastępstwo. Prace, których wymaga utrzymanie rodziny, jak szycie, cerowanie itd., muszą być zastąpione przez kupno gotowych towarów”. O ile kluczowe znaczenie posiada w tym zakresie „kupno gotowych towarów”, o tyle wydajność pracy domowej powinna być szacowana przede wszystkim w relacji do wydajności pracy wytwarzającej towary, posiadające zdolność zastępowania usług reprodukcyjnych (gotowa skarpetka może zastąpić cerowanie starej, preparat opiumowy – opiekę nad niemowlętami, gotowy posiłek – gotowanie). Zakładamy, iż praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca robotników działu II – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej w znaczeniu fizjologicznym – i w tym charakterze jednorodnej pracy ludzkiej, czyli abstrakcyjnie ludzkiej pracy” (Marks 1968, 53), i jako taka może być charakteryzowana w kategoriach intensywności, a więc podlega zasadzie: „Wtłoczenie większej ilości pracy w dany okres czasu liczy się […] jako większa ilość pracy” (Marks 1968, 486). Gdy mierzymy zatem długość pracy reprodukcyjnej, nie chodzi nam o czas zegarowy, ale o ilość „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” wtłoczoną w dany odcinek czasu zegarowego. Szacując wydajność (siłę produkcyjną) pracy reprodukcyjnej w relacji do pracy działu II, pytamy: ile „abstrakcyjnie ludzkiej pracy” ucieleśnia produkt działu II, zastępujący daną ilość „abstrakcyjnie ludzkiej” pracy.

W naszych wcześniejszych rozważaniach trzymaliśmy się założenia, iż sformułowana przez Marksa reguła („Zmniejszonemu wydatkowaniu pracy domowej odpowiada […] zwiększony wydatek pieniężny”) działa w obydwie strony. A zatem, nie tylko każdą usługę reprodukcyjną można zastąpić konsumpcją nabytego na rynku produktu „gotowego”, ale również: każdy produkt „gotowy” można zastąpić pewną usługą reprodukcyjną. Ale założenie to abstrahuje od różnicy między proletariackim gospodarstwem domowym a gospodarstwem konsumpcyjno-produkcyjnym właściwym monogamicznemu sposobowi produkcji. W monogamicznym sposobie produkcji rodzina monogamiczna nie tylko organizuje proces konsumpcji, ale ponadto wytwarza rzeczowe warunki własnej reprodukcji. Tymczasem to właśnie pozbawienie rodziny możliwości samodzielnego wytwarzania warunków własnej reprodukcji czyni ją rodziną proletariacką. Usługi reprodukcyjne wykonywane w obrębie proletariackiego gospodarstwa domowego mogą zastępować jedynie niektóre rzeczowe składniki reprodukcji. Niektóre z nich są natomiast absolutnie niezastępowalne – co zakreśla granicę procederowi eksternalizacyjnego skracania (fabrycznej) pracy niezbędnej.

Nie oznacza to jednak bynajmniej, że problem wydajności pracy reprodukcyjnej jest – w kontekście rozważań nad stosunkiem kapitalizmu do patriarchatu – problemem urojonym. Marks rozważa pracę reprodukcyjną jedynie w ścisłym związku z konkretnymi realiami historycznymi, i te właśnie realia sugerują zestawianie pracy reprodukcyjnej z równie mało wydajnymi usługami niań, bądź z pracą wytwarzającą gotowe środki konsumpcji. Badając jednakże problem stosunku kapitalizmu do pracy domowej bardziej abstrakcyjnie, należałoby zawiesić ten ograniczony punkt widzenia i dopuścić możliwość zastępowania domowej pracy reprodukcyjnej usługami reprodukcyjnymi (adresowanymi do klasy robotniczej), oferowanymi przez (hipotetyczny) dział III, obejmujący kapitalistyczne przedsiębiorstwa reprodukcyjne. Należałoby w szczególności rozważyć warunki możliwości zainteresowania kapitału takim rozwiązaniem problemu pracy reprodukcyjnej. W rozważaniach nad tym problemem operowalibyśmy ilorazem wydajnościowym zestawiającym wydajność domowej pracy reprodukcyjnej nie z wydajnością działu II, ale z wydajnością kapitalistycznych przedsiębiorstw reprodukcyjnych.

Stwierdziliśmy wcześniej, że populacja może być z punktu widzenia kapitału zasobem skończonym bądź nieskończonym. Otóż opozycja skończoność/nieskończoność może być – z punktu widzenia kapitału – odnoszona nie tylko do populacji (jako rezerwuaru siły roboczej), ale również do każdej, z osobna wziętej, kobiety. Czy kobieta jest „studnią bez dna”, czy można z niej wycisnąć dowolnie wielką ilość abstrakcyjnie ludzkiej pracy reprodukcyjnej, bez uszczerbku dla – wyciskanej z niej – ilości abstrakcyjnie ludzkiej pracy dla kapitału?

Podążając za Marksem (i Engelsem) przyjmowaliśmy, że włączenie kobiety do produkcji przemysłowej jest równoznaczne z oderwaniem jej od pracy reprodukcyjnej. Marks i Engels wychodzą z założenia, że energia kobiety jest energią skończoną – ta sama kobieta nie może (w ciągu jednej doby) zajmować się i wytwarzaniem wartości dodatkowej, i wydłużaniem wartości dodatkowej wytwarzanej przez męża. Jeżeli kapitał potrzebuje kobiety w fabryce, musi oderwać ją od innej pracy, która również zapewnia mu określone korzyści (oszczędności). Każde rozwiązanie ma więc swoją cenę, uszczuplającą ostateczny rezultat. Okoliczność, iż we współczesnych realiach normę stanowi łączenie przez kobiety pracy zawodowej z pracą domową, nie przekreśla wagi problemu, ponieważ zaangażowanie kobiety w bezpośrednią pracę dla kapitału skraca jej pracę reprodukcyjną.

Marks formułuje prawo głoszące, że „zdolność działania siły roboczej pozostaje w stosunku odwrotnym do czasu jej działania” (Marks 1968, 487). Przy założeniu, iż domowa praca reprodukcyjna jest takim samym – jak praca fabryczna – „wydatkowaniem ludzkiej siły roboczej”, oczywiste wydaje się, że czas działania siły roboczej na odcinku reprodukcyjnym musi mieć wpływ na intensywność wydatkowania tej samej – skończonej – siły roboczej podczas jej bezpośredniej pracy dla kapitału. Te same okoliczności, które skłaniają kapitał do maksymalizowania produktywności rodziny, powinny go skłaniać do racjonalnego gospodarowania energią kobiety. Z pomocą mógłby tu przyjść zarówno dział II (o ile zacząłby produkować np. roboty do opieki nad dziećmi, sprzątania itd., których obsługa nie wymagałaby żadnej pracy), albo właśnie (hipotetyczny) dział III.

Choć praca reprodukcyjna jest pracą abstrakcyjnie ludzką (w znaczeniu fizjologicznym), kapitał nie wchłania jej jako pracy abstrakcyjnie ludzkiej (pomnażającej jego substancję), a jedynie korzysta z jej aspektu użytkowego. O tyle też jest on zainteresowany maksymalizacją jej użyteczności, ale nigdy nie może być zainteresowany maksymalizacją jej nakładu. W zależności od okoliczności (skończoność/nieskończoność siły roboczej; skończoność/nieskończoność kobiety), jej nakład może być dla niego albo kwestią obojętną, albo problemem, obciążeniem.

Nieistnienie działu III we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym interpretowane jest niekiedy jako dowód na to, że kapitalizm jest systemem immanentnie patriarchalnym, albo na to, że dział III, oferujący usługi reprodukcyjne po cenach dostępnych dla klasy robotniczej, musiałby doprowadzić do bankructwa systemu kapitalistycznego. Wszystkie tego typu intuicje nie mają żadnej podbudowy teoretycznej i jedynie bezrefleksyjnie odzwierciedlają stan faktyczny. Tymczasem rzeczywistość współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego nie jest po prostu funkcją interesów kapitału, ale wypadkową dążeń kapitału oraz oporu przeciwko ich realizacji. Współwinnym konserwacji archaicznej instytucji domowej pracy reprodukcyjnej może być zatem… ruch robotniczy.

Jeżeli interesuje nas zwrot wektora kapitalistycznego, powinniśmy zbadać teoretycznie prawdopodobne korzyści kapitału globalnego płynące z rozwiązania problemu pracy reprodukcyjnej wewnątrz samej gospodarki kapitalistycznej.

Wykaz literatury

Engels, Fryderyk. 1961. „Położenie klasy robotniczej w Anglii. Na podstawie własnych obserwacji i autentycznych źródeł”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk. 1969. „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 21. Warszawa: Książka i Wiedza.

Engels, Fryderyk, i Karol Marks. 1962. „Manifest Partii Komunistycznej”. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 4. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1966. „Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej”. Tłum. Edward Lipiński. W Karol Marks, Fryderyk Engels, „Dzieła”, tom 13. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968. „Kapitał”. Tom I. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1983. „Kapitał”. Tom III. Część pierwsza. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1984. Kapitał. Tom III. Część druga. W Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 25, część 2. Warszawa: Książka i Wiedza.

Florian Nowicki – ur. w 1980 r., związany z Zakładem Filozofii Społecznej IF na WFiS UW. W IF na WFiS UW obronił pracę doktorską (pod kierunkiem prof. Aleksandra Ochockiego) „Społeczne znaczenie płci w marksistowskiej teorii historii”. Zajmuje się filozofią społeczną, antropologią, aksjologią, historią marksizmu, problematyką gender na gruncie marksizmu. Działacz Komisji Operatorów Żurawi Wieżowych OZZ Inicjatywa Pracownicza.

 

EMAIL: n.florian@poczta.onet.pl

CYTOWANIE: Nowicki, Florian. 2017. Czy (i jak) kapitał zarabia na patriarchacie? Praca reprodukcyjna według Marksa. Praktyka Teoretyczna 3(25).

DOI: 10.14746/prt.2017.3.10

 

AUTHOR: Florian Nowicki

TITLE: Does Capital Gain from Patriarchy (and if so, How)? Reproductive Labour According to Marx

ABSTRACT: This article provides a thorough overview of the function of reproductive labour in capitalism according to Karl Marx and Frederic Engels. It constitutes one side of the debate on reproductive labour.

KEYWORDS: Karl Marx, Frederic Engels, capitalism, communism, reproductive labour, patriarchy.

[1] „Wolna własność samodzielnie gospodarujących chłopów stanowi oczywiście formę własności ziemi najbardziej odpowiadającą drobnemu gospodarstwu, tzn. takiemu sposobowi produkcji, […] w którym rolnik, bez względu na to, czy jest wolnym właścicielem czy poddanym, sam stale wytwarza sobie środki utrzymania, wytwarza je niezależnie, jako robotnik indywidualny, pospołu ze swą rodziną” (Marks 1984, 539) [podkre. FN].

[2] Por. np.: Marks 1968, 89–90; Marks 1966, 22.

[3] Samowładztwo mężczyzny „uwiecznione przez upadek prawa macierzystego, wprowadzenie prawa ojcowskiego, stopniowe przejście od małżeństwa parzystego do monogamii […] wytworzyło wyłom w starym ustroju rodowym: pojedyncza rodzina stała się potęgą zagrażającą rodowi” (Engels 1969, 179). „Przejście do zupełnej własności prywatnej odbywa się stopniowo i równolegle z przechodzeniem małżeństwa parzystego w monogamię. Rodzina pojedyncza staje się jednostką gospodarczą społeczeństwa” (Engels 1969, 180).

[4] „Ta sama przyczyna, która dawniej zapewniała kobiecie panowanie w domu – jej ograniczenie się do pracy domowej – ta sama przyczyna obecnie zapewniała panowanie mężczyzny w domu: praca domowa kobiety utraciła swoje znaczenie wobec pracy zarobkowej mężczyzny; praca mężczyzny była wszystkim, praca kobiety tylko nieznacznym dodatkiem” (Engels 1969, 178).

[5] „Podobnie jak reprodukcja prosta odtwarza nieustannie sam stosunek kapitałowy, a więc z jednej strony kapitalistów, z drugiej – robotników najemnych, tak też i reprodukcja w skali rozszerzonej, czyli akumulacja, odtwarza stosunek kapitałowy w skali rozszerzonej, na jednym biegunie więcej kapitalistów albo większych kapitalistów, na drugim – więcej robotników najemnych. […] Akumulacja kapitału jest więc pomnażaniem proletariatu” (Marks 1968, 733).

[6] „Czyniąc siłę mięśni zbyteczną, maszyna staje się środkiem zatrudnienia robotników pozbawionych silnych mięśni albo niedojrzałych pod względem rozwoju cielesnego, lecz o bardziej zwinnych członkach. Toteż praca kobiet i dzieci była pierwszym słowem kapitalistycznego zastosowania maszyn! W ten sposób ów potężny środek zastępowania pracy i robotników przekształcił się natychmiast w środek zwiększenia liczby robotników najemnych poprzez podporządkowanie bezpośredniemu zwierzchnictwu kapitału wszystkich członków rodziny robotniczej, bez różnicy płci i wieku. Przymusowa praca na rzecz kapitalisty uzurpowała sobie nie tylko czas zabaw dziecięcych, lecz także czas wolnej pracy we własnym domu, w granicach ustalonych przez zwyczaj, na rzecz samej rodziny” (Marks 1968, 467) [podkr. FN].

[7] Praca domowa nie wytwarza co prawda takiego samego produktu jak ten, który wytwarza praca fabryczna, ale jest ona usługą, występującą w charakterze substytutu produktu tej ostatniej (zaspokaja tę samą potrzebę) – i o tyle też możemy (umownie) zestawiać jej wydajność z wydajnością pracy uprzedmiotowionej w (zastępowanym przez nią/zastępującym ją) produkcie.

[8] Wartość siły roboczej męża = N = NM + NŻ.

[9] Stopa wartości dodatkowej = D/N.

[10] Jeżeli reprodukcja rozszerzona zorientowana jest na kobiece (i dziecięce) siły robocze, przyrost wartości dodatkowej (który zapewnia reprodukcja rozszerzona jako taka) może być dodatkowo powiększony z tytułu oszczędności poprzez „rozkładanie”. Jest to właśnie ten przypadek, który rozważa Marks. Należy jednak podkreślić, że interes inwestycyjny (reprodukcja rozszerzona jako taka) może się również łączyć z oszczędzaniem eksternalizacyjnym (co – jak zakładamy – nie daje się pogodzić z równoczesnym oszczędzaniem poprzez „rozkładanie”). Reprodukcji rozszerzonej towarzyszy wówczas obniżka płacy przeciętnej, zmuszająca żony proletariuszy do zwiększenia nakładu pracy reprodukcyjnej. Kapitał eksternalizuje w takiej sytuacji koszta akumulacji (eksternalizacja umożliwia uzyskanie założonego stopnia rozszerzenia skali produkcji przy relatywnie niższej stopie akumulacji). W obydwu przypadkach, tzn. zarówno w sytuacji: inwestycje + „rozkładanie”, jak i w sytuacji inwestycje + eksternalizacja, dodatek „oszczędnościowy” do interesu inwestycyjnego umożliwia zaoszczędzenie na jednym z dwóch składników inwestycyjnych, a mianowicie na kapitale zmiennym. W obydwu przypadkach, choć nie zakładamy zmiany technicznego składu kapitału, musi się zwiększyć jego skład wartościowy. Adekwatną miarą rozszerzenia skali produkcji jest wyłącznie dodatkowy kapitał stały, za którym „nie nadąża” dodatkowy kapitał zmienny (który może być nawet wielkością ujemną).

[11] Uwaga: wzór (w tej postaci) nie uwzględnia (dla sytuacji C) „aktywizacji zawodowej” dzieci, a jedynie „aktywizację” żony.

[12] Pola oznaczone znakiem X reprezentują kombinacje, w których nie jest możliwe jednoczesne spełnienie trzech warunków: 1) nakład pracy męża w sytuacjach A, B i C = y h, a nakład pracy żony = 0 h w A oraz y h w B i C; 2) ilość pracy niezbędnej męża jest wielkością dodatnią; 3) w sytuacjach A, B i C poziom życia rodziny robotniczej jest jednakowy.

  1. i Engelsa []
  2. ewentualnego []
  3. przez kapitalizm []
  4. Marks 1984, 539 []
  5. a przeze mnie – jako monogamiczny sposób produkcji []
  6. Engels 1969, 85 []
  7. Niektóre sformułowania Engelsa zawierają błędną sugestię, jakoby kobiety – aż do czasów kapitalizmu – ograniczały się do wykonywania pracy domowej[4]. []
  8. tj. rodzinę monogamiczną []
  9. Marks 1968, 583 []
  10. Engels 1969, 178 []
  11. Engels 1969, 83 []
  12. Engels i Marks 1962, 532 []
  13. Engels 1961, 436-437 []
  14. Engels 1961, 440 []
  15. Marks 1968, 468 []
  16. Engels 1969, 85 []
  17. Marks 1968, 468 []
  18. Marks 1968, 468 []
  19. Marks 1983, 330 []