Mariusz Baranowski, Bartosz Mika – Wielokryterialna ocena projektów bezwarunkowego dochodu podstawowego i gwarantowanego zatrudnienia

Abstrakt: Autorzy stawiają sobie za cel porównanie dwóch szeroko dyskutowanych współcześnie propozycji reformy rozwiniętego państwa dobrobytu: bezwarunkowego dochodu podstawowego oraz programu gwarancji zatrudnienia. Propozycje te zostaną rozpatrzone z uwzględnieniem: kosztów i warunków finansowania, oddziaływania na istniejącą siatkę zabezpieczeń socjalnych, wpływu na nierówności dochodowe, efektu emancypacyjnego oraz politycznych możliwości realizacji. We wnioskach wyróżnionych w podsumowaniu autorzy biorą pod uwagę odmienne potrzeby krajów centrum i peryferii, a także sugerują, że niewielkie doświadczenie empiryczne związane z dochodem podstawowym, jego potencjalnie niekorzystny wpływ makroekonomiczny oraz niepewny efekt emancypacyjny czynią bardziej przekonującą propozycję gwarancji zatrudnienia.

Słowa kluczowe: państwo dobrobytu, pełne zatrudnienie, ubóstwo, wykluczenie społeczne, transfery gotówkowe.

Wprowadzenie

Ideę bezwarunkowego dochodu podstawowego (dalej także BDP lub dochód podstawowy) należy bezdyskusyjnie zaliczyć do postulatów wyraźnie słyszalnych w głównym nurcie debaty publicznej. Szwajcarzy w 2016 roku przeprowadzili referendum nad wprowadzeniem tego rozwiązania, w Indiach prowadzono liczne eksperymenty wzorowane na pomyśle BDP, Finowie w styczniu bieżącego roku rozpoczęli własne testy reformy polityki społecznej bliskie tej idei, choć niespełniające wszystkich wytycznych stawianych BDP (zob. Van Parijs 2009). Także w bieżących sporach politycznych dostrzegalna jest obecność postulatu wprowadzenia dochodu podstawowego – przykładem niech będą wypowiedzi Benoîta Hamona, kandydata francuskich socjalistów w tegorocznych wyborach prezydenckich. Proponował on początkowo 750 euro dochodu podstawowego dla każdego obywatela powyżej 18 roku życia, opodatkowanie maszyn oraz skrócenie czasu pracy do 32 godzin tygodniowo. Do zwolenników BDP – w różnych jego postaciach – zaliczają się również Guy Standing, były główny ekspert Międzynarodowej Organizacji Pracy, Joseph E. Stiglitz, laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla, czy Janis Warufakis, były grecki minister finansów. Szerokie i różnorodne ideowo poparcie dla idei BDP prowadzi do poważnej trudności związanej z tą propozycją – mianowicie wskazuje na jej wieloznaczność. Poszczególni obrońcy dochodu podstawowego prezentują tę koncepcję odmiennie, różniąc się nie tylko w szczegółach, ale czasem w bardzo elementarnych kwestiach (np. dotyczących sposobu finansowania BDP, spodziewanych efektów czy zakładanego kształtu i zakresu zmiany instytucji polityki społecznej).

Mniej kontrowersyjna z tego punktu widzenia jest – często prezentowana jako konkurencyjna (zob. np. Harvey 2012) – propozycja pracy gwarantowanej lub gwarancji zatrudnienia (dalej GZ). Idea ta, szczególnie bliska intelektualnym spadkobiercom Johna Maynarda Keynesa, takim jak Joan Robinson, L. Randall Wray, Matthew Forstater czy Philip Harvey, nie jest współcześnie tak szeroko dyskutowana, ale wydaje się bardziej spójna i pomimo różnic w poszczególnych jej propozycjach sprowadza się do mechanizmu państwa jako pracodawcy ostatniej szansy.

W niniejszym opracowaniu podejmiemy próbę porównania postulatów bezwarunkowego dochodu podstawowego oraz gwarancji zatrudnienia. Zadanie to jest o tyle złożone, że w obydwu przypadkach możemy opierać się jedynie na fragmentarycznych lub czasowo ograniczonych eksperymentach i programach świadczeń. Ponadto, jak zostało zauważone, w ramach obydwu propozycji, a raczej ich poszczególnych wariantów, występują doniosłe różnice. Dotyczą one nie tylko spraw czysto technicznych czy instrumentalnych, ale również kwestii o charakterze zasadniczym. Dlatego już na wstępie zaznaczamy, że obydwie propozycje będą traktowane przez nas jako reformy strukturalne współczesnego, rozwiniętego welfare state, których celem jest zapewnienie możliwie szerokiego dobrobytu materialnego oraz dobrostanu psychicznego. Pozostawiamy zatem poza obszarem naszych zainteresowań szeroko rozumiane kwestie ustrojowe lub – odwołując się do słownika marksistowskiego – formacyjne. Nie będziemy podejmować pytań o to, która z propozycji jest bardziej antykapitalistyczna i która stwarza większe szanse na przejście do komunizmu (na temat BDP w tym kontekście zob. Wright 2005). Implikuje to również odrzucenie wszelkich argumentów odnoszących się do „zniesienia konieczności pracy”. Przyjmujemy, że obydwie propozycje – same w sobie – nie uwolnią społeczeństwa od potrzeby pracy zarobkowej. Koncepcja gwarancji zatrudnienia wyraża to niejako expressis verbis, natomiast BDP przyjmuje tę konieczność implicite[1].

Nie zamierzamy również polemizować z obiegowymi opiniami, których sednem jest rzekomy „deprawujący” charakter bezpośrednich transferów pieniężnych. Chcemy skupić się na kilku podstawowych z punktu widzenia reformy współczesnego kapitalistycznego państwa opiekuńczego kwestiach[2]: 1/ makroekonomicznym oddziaływaniu obydwu reform, 2/ ich wpływie na istniejącą siatkę zabezpieczeń społecznych, 3/ oddziaływaniu na skalę społecznych nierówności, z jednej strony rozumianych czysto ilościowo (jako nierówności dochodowe), z drugiej bardziej relacyjnie (jako podziały klasowe), 4/ oddziaływaniu na politykę emancypacyjną, w tym również na potencjale dekomodyfikacyjnym omawianych propozycji, 5/ politycznych możliwościach wprowadzenia tytułowych programów. Oprócz tego w sytuacji rosnących nierówności, zarówno w skali narodowej poszczególnych krajów, jak i globalnej (por. Therborn 2015; Piketty 2015a), nieodzownym wydaje się podkreślenie – do czego wrócimy w podsumowaniu – różnicy w możliwych formach oddziaływania obydwu propozycji w centrum i na peryferiach.

Thomas Piketty (2015a, 35) już we wprowadzeniu do swojego monumentalnego dzieła Kapitał w XXI wieku stwierdza, że „historia podziału bogactw jest zawsze historią głęboko polityczną”, a sam kształt i rozmiar nierówności dochodowych i majątkowych jest wynikiem określonego podziału sił politycznych (lub mówiąc inaczej – klasowych). Podobny pogląd znajdziemy w znanym eseju Michała Kaleckiego (1979 [1943]) dotyczącym politycznych aspektów pełnego zatrudnienia, w którym autor broni tezy, że brak owego pełnego zatrudnienia jest jedynie wynikiem określonego układu sił społecznych. Uznając zasadność takich stwierdzeń, w dalszej części opracowania pominiemy częściowo kwestię „możliwości” (chyba że politycznych), a skupimy się na konsekwencjach obydwu tytułowych propozycji.

1. Makroekonomiczne oddziaływanie BDP i GZ

1.1. Koszty

Zdaniem Phillipa Harveya (2007) omawiane w prezentowanym opracowaniu programy są postrzegane jako rozwiązania bardzo kosztowne. Gwarantowane zatrudnienie jest w zamyśle jego zwolenników odpowiedzią na moralną – obecną w Deklaracji Praw Człowieka – potrzebę zagwarantowania wszystkim obywatelom godziwego zatrudnienia (Harvey 2012). W kategoriach praktycznych jest zaś odpowiedzą na zmiany współczesnych rynków siły roboczej, na których od lat siedemdziesiątych obserwuje się stałe, relatywnie wysokie wskaźniki bezrobocia. Z drugiej strony, bezwarunkowy dochód podstawowy opiera się na pomyśle wypłaty wszystkim obywatelom i/lub rezydentom kwoty pozwalającej na godne życie (w kategoriach formalnych chodzi o minimum socjalne lub minimum egzystencji), co można uznać za największy program od czasu wprowadzenia państwa dobrobytu. Oczywistym jest też, że każdy z tych programów wymaga gigantycznych nakładów.

W dyskursie prasowym dotyczącym BDP najczęściej podaje się wielkości będące prostą sumą wypłat określonej kwoty dla wszystkich beneficjentów (nie są to więc realne koszty budżetowe, które powinny uwzględniać zarówno oszczędności na innych programach, jak i planowane reformy podatkowe). W wywiadzie z 2011 roku Ryszard Szarfenberg szacował tą metodą koszty dochodu podstawowego dla wszystkich obywateli polskich na około 450 mld PLN (Szarfenberg 2011, zob. też Szlinder 2017). Trzy lata później Marcin Jendrzejczak (2014) podawał kwotę 360 mld PLN (uwzględniając tylko dorosłych mieszkańców Polski), a w maju bieżącego roku Piotr Szumlewicz (2017) obliczył tak rozumiany koszt programu BDP na 460 mld PLN[3]. Bardziej precyzyjne dane, uwzględniające realne koszty budżetowe, zawierają znacznie niższe kwoty. Niedawno Karl Widerquist (2017) zaproponował szacunek kosztów BDP dla Stanów Zjednoczonych uwzględniający jedynie wydatki dla beneficjentów netto. Jego obliczenia wskazują na roczny nakład 539[4] mld USD (co stanowi 16% kosztu liczonego metodą sumowania wydatków) w przypadku bezwarunkowego dochodu finansowanego na zasadzie zbliżonej do negatywnego opodatkowania[5]. W 2002 roku Stephen Clark obliczył koszty owego negatywnego podatku dla USA na 250 mld USD. Inny autor o tym samym nazwisku, Charles Clark oszacował w 2003 roku koszty BDP na 1,98 biliona dolarów[6]. Bazując na jego obliczeniach, Phillip Harvey (2012) porównał koszty obydwu omawianych tu programów. Uwzględniając zmiany wartości pieniądza, obliczył, że w 2011 roku koszty dochodu podstawowego bezpośrednio finansowanego z budżetu wyniosłyby 2,87 biliona dolarów, zaś koszt negatywnego podatku wyniósłby około 1,40 biliona dolarów. Natomiast wydatki na proponowany przez Harveya program gwarantowanego zatrudnienia (wzbogaconego o pewne dodatkowe działania redystrybucyjne) wyniósłby niespełna 700 miliardów dolarów.

Można w tym miejscu nadmienić, że koszt programu gwarancji zatrudnienia jest w sposób oczywisty uzależniony od stopy bezrobocia, koniunktury gospodarczej oraz czynników sezonowych. Wysokość wydatków zależy więc – oprócz wielkości makroekonomicznych – w dużej mierze od istniejącej luki zatrudnienia (por. Harvey 2007, 2011, 2012). Koszt dochodu podstawowego jest również uzależniony od czynników makroekonomicznych (np. aktywności zawodowej, ściągalności podatków itp.), ale poza tym głównie od zmiennych demograficznych (migracje, dzietność).

Naszym zdaniem można bezpiecznie przyjąć, że koszty obydwu programów przewyższają obecne wydatki rozwiniętych systemów polityki społecznej, z tym że BDP krótkookresowo kosztuje mniej w przeliczeniu na beneficjenta, a prawdopodobnie więcej w liczbach bezwzględnych. Natomiast GZ jest programem droższym w przeliczeniu na uczestnika, ale – przy założeniu umiarkowanej luki zatrudnienia – ogólnie tańszym i, co ważniejsze, uzależnionym od koniunkturalnych potrzeb. O ile dochód podstawowy ma zostać wprowadzony dla wszystkich obywateli, w żadnej jego wersji nie ma mowy o ograniczeniu horyzontu czasowego jego wypłacania. Przeciwnie, najczęściej podkreśla się jego permanentny charakter. Cele programu gwarancji zatrudnienia także nie zakładają jego przerwania, lecz jego koszty są – jak sygnalizowaliśmy – zmienne w czasie i uzależnione od luki w zatrudnieniu (co więcej, w większości propozycji zakłada się spadek nakładów na skutek poprawy jakości prac dostępnych na rynku – będziemy rozwijać ten wątek w kolejnych paragrafach). Harvey (2007) podkreśla, że od kosztu tego programu należy odliczyć niektóre transfery dla długotrwale bezrobotnych (które siłą rzeczy znikną) oraz doliczyć do niego przychody z opodatkowania pracy w ramach programu, a także zyski ze sprzedaży usług i produktów wytworzonych podczas jego trwania[7]. Podobny mechanizm powinien zadziałać również w odniesieniu do BDP: zdecydowanie większa część istniejących świadczeń zostanie zniesiona, a zastrzyk koniunkturalny i nowy wzrost gospodarczy pokryją część kosztów programu.

1.2. Finansowanie

Ogólnie można przyjąć za Tchernevą (2013), że obydwa rozpatrywane rozwiązania będą potencjalnie finansowane z własności wspólnej na jeden z trzech sposobów: zastąpienie obecnych wydatków, zwiększanie długu (deficyt budżetowy) lub zwiększenie przychodów skarbu państwa (wzrost podatków). Pierwszy z wymienionych sposobów zostanie omówiony poniżej[8], ale już tu można przyjąć, że z całą pewnością nie pokryje wszystkich potrzeb związanych z BDP czy GZ. Konieczne jest więc zwiększenie deficytu lub podniesienie podatków.

Podniesienie podatków wiąże się z pewnymi konkretnymi niedogodnościami. W Polsce – zgodnie ze sprawozdaniem Ministerstwa Finansów za rok 2015 – ogromna część dochodów budżetu (89%) pochodzi z podatków, przy czym większość z podatków pośrednich. W tej wielkości prawie ¾ to przychody z podatków od konsumpcji (VAT, akcyza, podatek od gier), a jedynie niecałe 10% to podatki od osób prawnych. Oznacza to, że podniesienie bezpośrednich podatków najbogatszym i finansowanie opisywanych programów tylko z tego źródła jest politycznie trudne. Z kolei zwiększanie podatków pośrednich jest pewniejsze i łatwiejsze polityczne, lecz zdecydowanie mniej progresywne (a na progresywności zależy dużej części zwolenników obydwu rozwiązań). Można oczywiście zakładać zwiększoną progresję podatków pośrednich (np. VAT-u stanowiącego 50% polskich dochodów podatkowych), lecz wiąże się z tym ryzyko subsydiowania ekskluzywnej – obłożonej największym VAT-em – konsumpcji za granicą. Oparcie dużych wydatków z budżetu na opodatkowaniu osób fizycznych (17,3% przychodów podatkowych w 2015 roku) rodzi z kolei – zwłaszcza w przypadku BDP – pytanie: jak zachować poparcie dla systemu, który zakłada własne utrzymanie ze źródeł, które chce podważyć (zob. Tcherneva 2013)? Rozwiązaniem proponowanym w niektórych wersjach BDP jest wprowadzenie jednolitej stawki podatkowej przy pozostawieniu dużej kwoty wolnej od opodatkowania, co ma prowadzić do uzyskania realnej progresji (Avivar 2017). Gdyby w Stanach Zjednoczonych ustanowić taki podatek w wysokości 40%, skorzystałoby na tym 80% podatników (Cooper 2014). Hiszpańscy zwolennicy tego rozwiązania szacują podobnie: postulując 49,5% podatek liniowy, zakładają spadek obciążeń dla 70–80% procent podatników (dokładniej mówiąc – dla 70% podatników i 80% obywateli [Arcarons i in. 2015]).

Zwolennicy bezwarunkowego dochodu podstawowego przyjmują następującą argumentację: wprowadzenie tego świadczenia zapewni wszystkim obywatelom (lub rezydentom, w zależności od propozycji) podstawowe środki utrzymania i jednocześnie doprowadzi do bardzo znacznego zastrzyku popytowego. W konsekwencji osoby zajmujące najmniej uprzywilejowane miejsca w społecznym podziale pracy będą mogły zrezygnować z zatrudnienia i utrzymać się dzięki BDP. W tym samym czasie popyt wygenerowany dzięki transferowi olbrzymiej ilości gotówki spowoduje, że właściciele przedsiębiorstw będą musieli zareagować zwiększoną dostawą usług i towarów na rynek. Jednakże, aby to było możliwe, nie będą mogli pozwolić na spadek sił produkcyjnych w wyniku odpływu siły roboczej. W krótkim czasie nastąpi więc korekta początkowego odpływu pracowników i powrót wielu osób do aktywności zawodowej przy zwiększonej sile przetargowej i podniesionych wynagrodzeniach (por. np. Szlinder 2013). Przypuszczenia te potwierdzają eksperymenty związane z wprowadzeniem quasi-BDP[9] w krajach wysoko rozwiniętych oraz świadczenia warunkowe funkcjonujące w krajach rozwijających się. W przypadku tych ostatnich – na przykład brazylijskiej Bolsa Familia (zob. De Brauw i in. 2015 oraz Soares i in. 2010) – wiele wskazuje na stabilną podaż pracy beneficjentów, choć i na pewne ważne zmiany w jej strukturze. Eksperymenty prowadzone w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w latach siedemdziesiątych pokazały – wbrew oczekiwaniom krytyków – raczej zmianę czasowego wymiaru odpłatnej pracy, ale względną stabilność ogólnej podaży pracy (z tym że spadek partycypacji dotyczył częściej kobiet niż mężczyzn [Pasma 2009, Robeyns 2001]). Podobnie irańska renta obywatelska wprowadzona w postaci powszechnego dodatku pieniężnego rekompensującego wzrost cen energii nie zmniejszyła podaży pracy (Salehi-Isfahani, Mostafavi-Dehzooei 2017)[10].

Niektórzy krytycy wprowadzenia BDP przyjmują analogiczną argumentację (Tcherneva 2013), podkreślając związane z tą koncepcją ryzyko inflacyjne. Niezależnie od źródła finansowania „wzrost wynagrodzeń i cen zredukuje realną wartość dochodu pochodzącego z BDP, i aby utrzymać poziom życia jego beneficjentów, świadczenie będzie musiało wzrosnąć, wymuszając kolejną rundę wzrostu wynagrodzeń i cen” (Tcherneva 2013, 71–72). Rosnąca inflacja uderzy w pierwszej kolejności w najmniej uprzywilejowanych, najgorzej wynagradzanych i żyjących z samych transferów publicznych (Tcherneva 2006). Cytowana autorka rozwija tę argumentację, podnosząc następującą kwestię: jakie konsekwencje będzie miał podział obywateli na płatników netto do systemu podatkowego (pracujących i otrzymujących BDP) i żyjących jedynie z transferu generowanego przez ten system (zob. też Husson 2011)? Nawet na gruncie założeń wynikających z teorii wartości opartej na pracy (zob. Avivar 2017) uzyskanie środków na wypłatę BDP pochodzić będzie, ostatecznie, z pracy zarobkowej pracowników najemnych (przyswajanej w postaci wartości dodatkowej). Zatem póki system będzie funkcjonował w gospodarce kapitalistycznej, obowiązywał będzie podział na pracujących zarobkowo i żyjących tylko z dochodu podstawowego. Tcherneva (2013, 70) przytomnie odnotowuje poważne ryzyko pokusy nadużycia związanego z możliwą jazdą na gapę: „innymi słowy, BDP chce opodatkować przychody, które są obecnie generowane w procesach produkcji oraz zatrudnienia i redystrybuować je wszystkim, bez warunku udziału w procesie wytwarzającym te przychody”.

Argument ten można przedstawić w zbanalizowany sposób, sprowadzając wszystko do „życia na koszt innych”. Nie to mamy tu na myśli. Istnieje bogata literatura dowodząca negatywnych efektów społecznych sytuacji, w której jednostki mogą korzystać z określonego dobra publicznego (tu bezwarunkowy dochód podstawowy) bez konieczności ponoszenia kosztów jego utrzymania (Olson 2012, Boudon 2008). Polemika z opartymi na indywidualizmie metodologicznym stanowiskami odwołującymi się do zekonomizowanej wersji problemu gapowicza wymaga odwołania się – w rozpatrywanym przypadku – do etycznego wymiaru pracy, do pozadochodowych argumentów przemawiających za pracą zarobkową. Tymczasem wydaje się, że zwolennicy BDP są w tym względzie niekonsekwentni. Przykładowo Guy Standing (2012) deklaruje, że naczelny problem współczesnych społeczeństw nie sprowadza się już do zapewnienia wszystkim pracy, tylko do zapewnienia dochodu. Niektóre jego wypowiedzi wprost sugerują, że widzi on w pracy najemnej przede wszystkim znój, wysiłek i eksploatację (2013). Standing i inni zwolennicy dochodu podstawowego podkreślają, że pozwoli on zasypać symboliczną przepaść między pracą zarobkową i pracą nieprzynoszącą dochodu, doceniając szczególnie tę ostatnią. Argument ten jest jednak bronią obusieczną. Jeśli dochód podstawowy rzeczywiście ma spowodować docenienie nieopłacanej pracy (np. pracy domowej kobiet) za pomocą transferu gotówki, to rodzi się pytanie: dlaczego nie wyceni jej zgodnie z wartością rynkową? BDP jako świadczenie podstawowe wycenia omawiane prace na poziomie minimum egzystencji, co moralnie i empirycznie jest niewłaściwe (w sprawie wyceny prac domowych zob. np. Błaszczak-Przybycińska 2014).

Wracając do problemu jazdy na gapę: jeśli mimo wszystko każda czynność społecznie użyteczna (wytwarzająca wartość użytkową) uzyska w społeczeństwie BDP zbliżoną sankcję moralną, to jak uzasadnić potrzebę pracy zarobkowej, a tym samym jak obronić się przed pokusą nadużycia? Mówiąc prościej, symboliczne uznanie czynności pozazarobkowych wydaje się wątpliwe w systemie utrzymywanym z pracy zarobkowej. BDP finansowany z opodatkowania pracy i majątku (co oznacza w ekonomii marksowskiej tyle, co zakumulowane i przywłaszczone efekty pracy) prowadzi do podziału na pracujących zarobkowo i żyjących z transferów gotówkowych (Husson 2011).

Cytowany wyżej efekt brazylijskiego programu Bolsa Familia (De Brauw i in. 2015) zdaje się potwierdzać tę intuicję. Badacze zauważyli względnie stabilną podaż pracy wśród jego beneficjentów, lecz dostrzegli znaczące, tj. około 8% przesunięcie (zwłaszcza w miastach) w kierunku sektora nieformalnego. Co więcej, inny zespół badaczy (Oliveira i in. 2007) doszedł do wniosku, że zagregowana konsumpcja gospodarstw domowych otrzymujących świadczenie nie wzrosła (choć docenione zostały wydatki na potrzeby najmłodszych członków rodzin). Może to oznaczać, że transfer gotówkowy zmienił strukturę dochodów rodziny, prawdopodobnie ograniczając pracę dzieci (Soares i in. 2010) i modyfikując podaż pracy na styku sektora formalnego i nieformalnego. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że brazylijski program ma charakter warunkowy, a więc niejako zachęca do ukrywania lub zaniżania dochodów w nadziei na dalsze otrzymywanie świadczeń[11]. BDP nie generuje takiej pułapki (w przypadku pułapki bezrobocia zob. Gilroy, Heimann i Schopf 2013), czym góruje nad niektórymi sprawdzonymi empirycznie programami zatrudnienia (Gasparini i in. 2009), lecz wcale nie jest pewne to, że nie stworzy innego rodzaju zachęty do przechodzenia do szarej strefy. Ci, których dochody będą balansować na granicy progu, po przekroczeniu którego osoby te będą dopłacały do systemu, mogą mieć silną motywację do ukrywania części własnych przychodów i do przechodzenia do gospodarki nieformalnej. Nie bez znaczenia jest również presja kapitalistów, którym ten stan rzeczy będzie bardzo na rękę. Co się tyczy tych ostatnich – potencjalne podatki od majątku mogą ich skłonić do ukrywania części zgromadzonych zasobów finansowych i trwałych.

Podobnego problemu nie mają zwolennicy gwarancji zatrudnienia, którzy konsekwentnie podkreślają pierwszoplanowe znaczenie formalnej pracy zarobkowej dla: zwalczania ubóstwa, podnoszenia własnej wartości w grupach nieuprzywilejowanych oraz zapewnienia makroekonomicznej stabilności. Matthew Forstater (2000), powołując się obszernie na Vickrey’a (1994), dowodzi użyteczności programu GZ, rozumianego jako mechanizm kreowania zatrudnienia w oparciu o recyklingu oszczędności. Konieczna wysokość deficytu budżetowego jest w tej propozycji dyktowana luką w zaoszczędzonym majątku netto, a ograniczana realnymi potrzebami mierzonymi liczbą osób zgłaszających się po pracę gwarantowaną. Kreując stanowiska w obszarach niezagospodarowanych przez rynek (np. w ochronie środowiska, konserwacji infrastruktury, pracy opiekuńczej), GZ nie powinna konkurować z rynkowymi stanowiskami pracy ani z innymi etatami w sektorze publicznym, tylko wypełniać istniejącą lukę w wykorzystaniu oszczędności (Vickrey 1994, 446). Ponieważ na cały mechanizm można nałożyć ograniczenie finansowania z deficytu tylko do poziomu wypełnienia luki między potrzebami a aktualnymi oszczędnościami, nie wywoła on inflacji (poza niewielkim początkowym wzrostem cen). Ponadto nieinflacyjny charakter GZ polega także na tym, że opiera się ona nie tylko na stymulowaniu zagregowanego popytu, ale jednoczesnym oddziaływaniu na podaż (dostarczaniu towarów i usług na rynek). Co więcej, miejsca pracy oferowane w takim programie oraz wypłacane wynagrodzenia będą mogły stać się punktem odniesienia dla sektora prywatnego (i reszty publicznego), wyznaczając dolną granicę wynagrodzenia (lub w innym języku teoretycznym – minimalną cenę dzierżawy siły roboczej) i stabilizując w ten sposób nie tylko wynagrodzenia i warunki pracy, ale również cały system monetarny (zob. też Tcherneva 2006, Wray 1998). Pracownicy będą wciąż dostępni dla sektora prywatnego i kiedy zapotrzebowanie na pracę będzie rosło (zmniejszy się luka między oszczędnościami a realnymi potrzebami), może (a nawet powinien) nastąpić odpływ pracowników na inne stanowiska (Forstater 2000). Forstater podkreśla, że aby zapewnić tę elastyczność, program może celowo dobierać branże, metody produkcji i wykorzystywane surowce, żeby dodatkowo otwierać możliwości przepływu pracowników z programu na otwarty rynek pracy (przy zachowaniu regulacji wynagrodzenia w ramach programu). Taką rolę pośrednio pełniło japońskie Ministry of International Trade and Industry, przemianowane w 2001 roku na Ministry of Economy, Trade and Industry.

Krytycy tak pomyślanych projektów GZ akcentują doniosłość zmian w rozwiniętych gospodarkach zachodnich dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. W pierwszej połowie ubiegłego stulecia stosunkowo łatwo było zorganizować masowe i tanie miejsca pracy w infrastrukturze i przemyśle ciężkim, tymczasem współczesny zmechanizowany i zautomatyzowany kapitalizm nie wymaga już tak dużej liczby pracowników niskowykwalifikowanych, czyniąc projekty GZ trudnymi w realizacji. Obiekcja ta jest, naszym zdaniem, chybiona z trzech powodów. Po pierwsze, prosta praca manualna przy projektach infrastrukturalnych (szczególnie w krajach peryferyjnych i półperyferyjnych jak Polska), czy przy usuwaniu skutków katastrof naturalnych, wciąż może angażować rzesze pracowników. Po drugie, współczesne projekty gwarantowanego zatrudniania planowo odchodzą od opierania się na niskowykwalifikowanej pracy, aby nie tworzyć pułapek dla ich beneficjentów. Po trzecie, oparta na bezpośrednich relacjach interpersonalnych praca w usługach nie powinna być o wiele bardziej kapitałochłonna niż praca manualna w przemyśle czy ta przy projektach infrastrukturalnych. Ponadto nieść powinna ze sobą tę korzyść, że oprócz samego zatrudniania może pozytywnie wpływać na zaspokajanie potrzeb w społecznościach lokalnych (np. opieka nad chorymi lub seniorami daje ich nominalnym opiekunom – najczęściej członkom rodzin – więcej czasu wolnego).

Naszą uwagę zaprząta jednak inna luka w argumentacji zwolenników GZ. Otóż trudno oprzeć się wrażeniu, że również w tym mechanizmie tkwi pewne ryzyko wzrostu cen. Zwracał na to uwagę Michał Kalecki (1979 [1944], 356), pisząc: „w warunkach pełnego zatrudnienia siła przetargowa związków zawodowych bardzo wzrośnie. Może więc wystąpić spontaniczna tendencja do wzrostu płac nominalnych, co będzie prowadzić do podwyżek cen […]”, a to z kolei do dalszego wzrostu płac. Jeżeli płace w programie GZ miałby być stabilne (nie rosnąć), to jaka byłaby odpowiedź projektantów programu na wzrost wydajności pracy? Alternatywą dla wzrostu płac jest spadek cen, a tego się tu nie zakłada (wymagałoby to planowania cen). Oznacza to więc, że albo będziemy zdani na spiralę wzrostu cen podobną do opisanej w odniesieniu do BDP, albo nastąpi ograniczenie wydatków z dochodów innych niż płace. Ograniczenie inwestycji nie byłoby pożądane, musi więc nastąpić ograniczenie konsumpcji z dochodów kapitalistów i rentierów, które można uzyskać za sprawą niektórych podatków dochodowych lub podatków majątkowych (Kalecki 1979 [1944])[12]. Ostatecznie program gwarancji zatrudnienia wymaga ostrożnego planowania, tak aby nie zdławić inwestycji prywatnych, nie generować szarej strefy (zwłaszcza podatkowej) i jednocześnie zmniejszyć prywatną konsumpcję przedsiębiorców.

2. GZ i BDP a inne świadczenia społeczne

BDP stanowi znaczącą, by nie powiedzieć rewolucyjną, zmianę dotychczasowej polityki społecznej, która oparta jest na warunkowych świadczeniach pieniężnych i niepieniężnych. Negatywne aspekty programów socjalnych w postaci, w jakiej występowały w przeszłości, czy występują współcześnie, są wyśmienicie rozpoznane i ich krytyka zdaje się więcej niż zasadna. Chodzi przede wszystkim o stygmatyzację osób korzystających ze świadczeń socjalnych, występującą od samego początku funkcjonowania programów pomocowych (w kontekście planu Beveridge’a zob. Baranowski 2015, 150–151). W tym kontekście negatywnie naznaczone zostają w przestrzeni społecznej osoby defaworyzowane przez sam fakt korzystania z tego instrumentu pomocy socjalnej, a dodatkowym elementem wzmacniającym owo napiętnowanie są stosowane procedury. Test niskiego dochodu łącznie z deklaracją gotowości podjęcia pracy, jak również z obowiązkiem systematycznego „meldowania się” w określonej placówce, potęgują zjawisko stygmatyzacji, które w rzeczywistości przyczynia się do niekorzystania z tak skonstruowanego mechanizmu. Trzeba również mieć na uwadze, że obecnie funkcjonujące systemy świadczeń tworzą, jak określił to Ryszard Szarfenberg (2014, 24), „złożoną strukturę warunkowości, która w przypadku modelu proceduralno-dyscyplinującego wymaga aparatu gromadzenia informacji, sprawdzania ich wiarygodności, wydawania decyzji o zastosowaniu sankcji, a następnie ich skutecznego przeprowadzenia”. Tak rozumiane biurokratyczne procedury skłaniają do zadania pytania o efektywność ekonomiczną wydatkowania publicznych pieniędzy. Z drugiej strony, sam system sankcji wobec najbardziej potrzebujących obywateli wydaje się problematyczny i etycznie wątpliwy, szczególnie gdy stosowane testy oceniające „stają się narzędziem monitorowania, kierowania i karania” (Standing 2015, 248).

Gdy dodamy do tego następny argument, związany z potencjalną trudnością uzyskania informacji na temat warunkowej pomocy, ponieważ kryteria formalne ulegają zmianie, wymagają określonej wiedzy i umiejętności aplikowania, a nade wszystko spoczywają na barkach osób potrzebujących (często słabo wykształconych), to krytyka obecnego status quo wydaje się nieodzowna. Ponadto samo dotarcie świadczeń do potrzebujących jest problematyczne. Wspomniane wcześniej warunkowe transfery gotówkowe w Ameryce Południowej (m.in. Bolsa Familia, Oportunidades czy Chile Solidario) zostały pod tym względem porównane przez Soaresa i jego współpracowników (2010). Wniosek z tych zestawień jest następujący: im szersze wsparcie program oferuje, tym większe generuje kłopoty z trafieniem do adresatów, wraz z rozszerzaniem się programu zwiększa się zatem liczba osób uprawnionych, ale odrzuconych z systemu[13].

Kwestia emerytur w kontekście BDP stanowi bardzo ważne zagadnienie, gdyż zdecydowana większość środków w wydatkach socjalnych pokrywa to właśnie świadczenie pieniężne. Problem starzenia się społeczeństw rozwiniętych nie jest również bez znaczenia. Zwolennicy dochodu podstawowego opowiadają się za emeryturą obywatelską, do której prawo posiadaliby członkowie danego kraju po osiągnięciu ustalonego wieku. Jej wysokość powinna, podobnie jak w przypadku BDP, zapewnić minimum niezbędne do egzystencji lub minimum społeczne dla osoby w wieku poprodukcyjnym, wyznaczane przez odpowiednie agendy. Jak trafnie zauważa Harvey (2012), połączenie BDP z reformą systemu emerytalnego mimo wszystko prowokuje pytanie o zastępowalność dochodu – ustającego w momencie przejścia na emeryturę – przez świadczenie pieniężne. Sam dochód podstawowy nie może spełnić tej funkcji, a uzupełnienie go o dodatkowe świadczenia pozostawia problem emerytur w postaci podobnej do dzisiejszej.

Wprowadzenie dochodu podstawowego będzie oznaczało w praktyce dogłębną i strukturalną rekonstrukcję obecnego systemu polityki społecznej (ponieważ część świadczeń stanie się zbędna, jak np. zasiłki dla bezrobotnych czy dodatki w postaci pomocy rzeczowej), ale nie jej likwidację (np. opieka zdrowotna czy edukacja). W tym miejscu rodzi się wiele pytań na temat zakresu i kształtu systemu opieki społecznej po wprowadzeniu dochodu podstawowego oraz innych praw i rozwiązań, które stanowią uzupełnienie współczesnych, niedoskonałych instytucji welfare state (np. płaca minimalna). Stanowią one zasadnicze źródło potencjalnych obaw związanych z propozycją BDP, jako że rzecznicy i entuzjaści owej propozycji nie prezentują jednorodnych stanowisk w tej materii, co jeszcze bardziej pogłębia obawy sceptyków i/lub niezdecydowanych.

Przyjrzyjmy się hipotetycznej sytuacji na rynku pracy po wprowadzeniu dochodu podstawowego. Zwolennicy BDP właściwie jednogłośnie powtarzają, iż sytuacja przetargowa pracobiorców obydwu płci zdecydowanie się polepszy, czego konsekwencją będą wyższe płace oferowane im przez pracodawców. Polemizując z krytycznymi uwagami Hussona i Barry’ego w tej kwestii, Maciej Szlinder stwierdza:

Wzrost zatrudnienia wpłynąłby […] na zwiększenie pozycji przetargowej pracowników w negocjacjach płacowych z pracodawcami. Groźba bezrobocia przestałaby zmuszać pracowników do ustępstw, po pierwsze dlatego, że łatwiej byłoby im znaleźć zatrudnienie w innym zakładzie pracy, a po drugie, ponieważ nawet gdyby nie znaleźli satysfakcjonującego miejsca pracy, dochód podstawowy chroniłby ich przed ubóstwem. Pracodawcy musieliby zatem oferować pracownikom wyższe płace, co znacząco zmieniłoby układ zachęt istotnych z perspektywy decyzji o podjęciu pracy zawodowej (Szlinder 2014, 250).

W powyższej argumentacji jest wiele nieuzasadnionego optymizmu, pomijającego istotne „szczegóły” towarzyszące propozycjom BDP, jak chociażby: kwestia płacy minimalnej po wprowadzeniu tego projektu[14]; zupełnie pominięta kwestia migrantów zarobkowych, którzy ze względów formalnych pozbawieni byliby prawa do BDP, a pozostawaliby aktywni na rynku pracy, co mogłoby doprowadzić jednak do osłabienia sytuacji przetargowej „pełnoprawnych” obywateli i powstania dualnego rynku pracy; nie zostaje tu również uwzględniony wzmiankowany wcześniej problem przechodzenia do gospodarki nieformalnej. Mając na uwadze historyczne zdolności adaptacyjne systemu kapitalistycznego, w ramach którego zakłada się wprowadzenie dochodu podstawowego, nie są to obawy nieuzasadnione. Podobnie ma się rzecz z partycypacją kobiet na rynku pracy, która rzekomo ma się zdecydowanie poprawić, lecz niewiele argumentów empirycznych wzmacnia tę tezę. Zarówno podczas eksperymentów z negatywnym podatkiem dochodowym w Ameryce Północnej w latach siedemdziesiątych, jak i w badaniach weryfikujących skutki warunkowych programów dla najuboższych w Ameryce Południowej, zaobserwowano zmniejszenie aktywności zawodowej kobiet. Dotyczyło to zwłaszcza kobiet najbardziej negatywnie uprzywilejowanych, reprezentujących mniejszości etniczne, pracownic domowych gospodarki nieformalnej (zob. Vollenweider 2013), imigrantek i kobiet mieszkających na wsi. Argentyński program gwarancji zatrudnienia wykazał się na tym polu większą skutecznością, angażując w ostatnim okresie swojego funkcjonowania nawet 70% kobiet w stosunku do ogólnej liczby uczestników (Wray 2006). Zastępujące ten program świadczenia gotówkowe doprowadziły do całkowicie przeciwnych skutków, zatrzymując część argentyńskich kobiet w domach (Tcherneva 2006).

Zwolennicy GZ są w swych deklaracjach na temat siatki zabezpieczeń socjalnych względnie konsekwentni, także z prozaicznego powodu ich mniejszej liczebności i większej homogeniczności teoretycznej w porównaniu z propagatorami BDP. W ich przekonaniu gwarancja zatrudnienia wpłynie bezpośrednio jedynie na te świadczenia, które dotyczą polityki zatrudnienia. Znikną świadczenia dla bezrobotnych, a warunkowa siatka świadczeń stymulujących zatrudnienie[15] zostanie zastąpiona bezwarunkowym mechanizmem kreowania wakatów. Pośrednio pełne zatrudnienie może oczywiście oddziaływać na inne świadczenia, ale w zamierzeniach jest to raczej wpływ ograniczający wydatki na niektóre cele społeczne, np. pomoc społeczną czy niektóre instytucje, jak choćby wymiar sprawiedliwości.

3. Wpływ BDP i GZ na poziom nierówności dochodowych, relacji klasowych i stosunków godnościowych

W ostatnich latach w naukach społecznych na pierwszy plan zaczęły wysuwać się kwestie nierówności gospodarczych oraz ich społecznych i kulturowych konsekwencji. Wielu ekonomistów (np. Piketty 2015a, 2015b), socjologów (np. Therborn 2015), a nawet epidemiologów (np. Wilkinson i Pickett 2011) podkreślało negatywne konsekwencje nierówności dochodowych i majątkowych. W związku z tym zasadne jest pytanie o wpływ BDP oraz GZ na poziom nierówności, jak również na relacje klasowe i stosunki godnościowe.

Zarówno dochód podstawowy, jak i gwarancja zatrudnienia posiadają ograniczone możliwości wpływania na poziom nierówności dochodowych. Wprowadzenie BDP zlikwidowałoby w danym społeczeństwie ubóstwo na olbrzymią skalę (z pominięciem osób nieposiadających statusu obywatela czy rezydenta), lecz zgodnie z intencją zwolenników tego pomysłu, o ile nie spadłaby motywacja do pracy, skala nierówności dochodowych wciąż odzwierciedlałaby specyfikę danego rynku pracy. Przykładowo Maciej Szlinder (2013), powołując się na pojęcia krańcowej skłonności do oszczędzania i krańcowej skłonności do konsumpcji, argumentował w odniesieniu do BDP, że robotnicy najprawdopodobniej skonsumują swój dochód, a kapitaliści oszczędzą. Taki stan rzeczy nie może zmienić kluczowego dla nierówności stosunku między dochodem a majątkiem (zwanym przez Piketty’ego kapitałem, zob. 2015a), zwłaszcza kiedy rozważamy zmianę na korzyść tego pierwszego. W propozycjach zakładających podatek liniowy (Arcarons i in. 2015, Avivar 2017) obecne jest założenie silnej progresji w opodatkowaniu dochodów. Działanie takie zwiększa równość dochodową, lecz nie musi niwelować nierówności majątkowych. Można powiedzieć nawet więcej: jeśli BDP ma pozytywnie wpłynąć na ogólną koniunkturę gospodarczą, to prawdopodobnie powiększy majątki najbogatszych, poprawi sytuację najuboższych i powiększy oszczędności średnio zarabiających, lecz nie musi tym samym pozytywnie wpłynąć na stosunek dochodu do kapitału (Piketty 2015a[16]).

Jeżeli wraz z wprowadzeniem dochodu podstawowego zniesiona zostałaby płaca minimalna, nierówności dochodowe mogłyby kształtować się na relatywnie wysokim poziomie, z bezwzględnym – nienegowanym tu – atutem bezpieczeństwa społecznego w postaci posiadania środków na życie powyżej progu egzystencji (lub minimum socjalnego). W przypadku GZ, gdzie minimalna wartość płacy powinna być implicite założona, nie występuje ten problem, co nie oznacza, iż szczególnemu spłaszczeniu poddany zostanie poziom nierówności dochodowych. Jeżeli zakładane przez ten program efekty makroekonomiczne zostałyby zrealizowane, ich beneficjentami byliby w równym stopniu kapitaliści, jak pracownicy najemni. Ponieważ główną zaletą GZ w oczach zwolenników MMT ma być stabilizacja systemu monetarnego, a w konsekwencji gospodarki, po tym rozwiązaniu spodziewać się należy – poza pierwszym okresem – raczej niewysokiego wzrostu gospodarczego. Jak wiemy z prac Piketty’ego (2015a, 2015b), ustabilizowany długookresowo (co w pracach tego ekonomisty oznacza uśredniony) na niskim poziomie wzrost dochodu narodowego sprzyja narastaniu różnic majątkowych.

Naturalnie moglibyśmy rozważyć BDP na poziomie zdecydowanie wyższym od minimum niezbędnego do egzystencji (jak w przypadku propozycji odrzuconej w referendum w Szwajcarii, gdzie zakładano nieopodatkowaną kwotę 2,5 tys. CHF) przy jednoczesnym utrzymaniu płacy minimalnej. Z drugiej strony, nic nie stoi na przeszkodzie, by w propozycji GZ wywindować jej dolną granicę lub, jak w przypadku przytoczonej wcześniej propozycji Kaleckiego (1979 [1944]), naciskać systemowo na zwiększenie udziału płac kosztem zysków w konsumpcji. Zasadnicza różnica pomiędzy tymi koncepcjami pojawia się w kontekście relacji klasowych oraz stosunków godnościowych. Jeśli chodzi o te ostatnie, posłużymy się celowo pojęciem pułapki płacy neutralnej Guya Standinga, czyli ekonomisty, który jest zwolennikiem BDP, by pokazać potencjalną przewagę GZ z godziwą płacą minimalną nad pieniężnymi świadczeniami społecznymi. Otóż wspomniana pułapka polega na tym, że „dochód z pracy nie pokrywa w ich [tj. osób znajdujących się w owej pułapce – przyp. MB i BM] wypadku kosztów jej podjęcia, ponieważ nie tylko tracą świadczenia, lecz także muszą zapłacić za opiekę nad dziećmi, dojazdy, odpowiednie ubrania i tak dalej” (Standing 2015, 239). Jest to sytuacja nie do zaakceptowania i stanowi o ułomności – w tym wypadku – funkcjonujących w Wielkiej Brytanii rozwiązań. Jednak kluczowa kwestia w kontekście zestawienia BDP z GZ dotyczy zacytowanej przez Standinga wypowiedzi samotnej matki, wychowującej dwoje małych dzieci, na temat jej bardzo trudnej sytuacji:

Byłabym w lepszej sytuacji, gdybym ubiegała się o świadczenia, ponieważ opłaciłabym w ten sposób koszty mieszkaniowe. Jednak nie zrobię tego. Bo chociaż w zasadzie nic nie zarabiam, moja praca nadaje naszemu życiu strukturę, a moje dzieci korzystają z kontaktów rówieśniczych w klubie malucha. Jakoś sobie radzimy, ale jeśli lodówka się zepsuje, nie mam pieniędzy na zakup nowej (O’Connell 2012, cyt. za Standing 2015, 240).

Funkcja pracy najemnej we współczesnych społeczeństwach nie ogranicza się wyłącznie do uzyskiwania dochodów, choć ten aspekt odgrywa kluczową rolę w kapitalistycznym systemie, ale wiąże się także z szerszym kontekstem społeczno-kulturowym (wspólnotą lokalną, rodziną, stosunkami w miejscu pracy – zob. Gourevitch 2016). Prekarne formy zatrudnienia, które spychają szerokie kategorie społeczne w różnorodne formy niepewności, nie zapewniając możliwości zaspokojenia podstawowych i ponadpodstawowych potrzeb, są patologią obecnego systemu społeczno-gospodarczego. GZ wraz z godziwą płacą za pracę stanowi potencjalne rozwiązanie tego rodzaju problemów, jednocześnie prowadząc do emancypacji przez pracę najemną/zarobkową. Zwolennicy BDP, krytykując ten postulat, często idą na łatwiznę, odnosząc się do sytuacji, w której praca nie daje możliwości godnego życia, a służy skrajnemu wyzyskiwaniu pracownic i pracowników. Zapominają, że gwarancja zatrudnienia nie oznacza przymusu zatrudnienia (Harvey 2012, 13). To tak, jakby krytykować BDP, który nie daje możliwości egzystencji powyżej progu ubóstwa, co jest przecież sprzeczne z samą ideą dochodu podstawowego. Koncepcji gwarancji zatrudnienia zarzuca się również mniejszą niż w przypadku BDP dekomodyfikacje pracy (a nawet jej odwrotność, czyli utowarowienie i przymus pracy). Jest to zarzut w najlepszym razie częściowo słuszny. Istotnie poważnym problemem jest sytuacja, w której określone zatrudnienie nie spełnia oczekiwań osoby je podejmującej i dodatkowo jest mniej społecznie pożądane od np. pozapracowych czynności na rzecz wspólnoty (por. Standing 2013). Jednakże możliwość podjęcia godziwie wynagradzanej pracy dla każdego chętnego (i chętnej) może mieć ogromne znaczenie dla dezalienacji stosunków pracy. Michał Kalecki (1979 [1943]) trafnie wskazywał, że przełamanie mitu każącego wierzyć, iż bezrobocie to nieodzowna część kapitalizmu, jest podstawową rewolucją kryjącą się za stabilnym w czasie, pełnym zatrudnieniem. Z drugiej strony – jak wspominaliśmy – dochód podstawowy uwalnia od konieczności pracy konkretne jednostki, nie wpływając na społeczną konieczność pracy zarobkowej. Zdaniem Gourevitcha (2016) fakt ten prowadzi do atomizacji jednostek zamiast do działania kolektywnego oraz wzmacnia postawy prokonsumpcyjne zamiast zachęcać do walki o demokratyczne miejsce pracy. Badacz ten uważa, że w propozycji BDP nie ma żadnych mechanizmów pozwalających przezwyciężyć autorytarne stosunki w miejscu pracy.

4. Postępowy BDP i reakcyjna GZ? Czyli jak wypadają rozpatrywane propozycje pod kątem demontażu/cementowania patriarchalnych stosunków społecznych

Zwolennicy BDP postrzegają swoją propozycję jako realne zerwanie z patriarchalizmem stosunków społecznych. Jak stwierdził Philippe Van Parijs (2009, 149), dochód podstawowy „nie tylko zapewnia pewną ochronę przed tyranią szefów, ale też przed tyranią mężów i biurokratów. Dostarcza on skromnej, ale pewnej podstawy życia dla bardziej bezbronnych, np. gdy małżeństwa się rozpadają albo gdy nadużywa się władzy administracyjnej”.

O ile nie budzi wątpliwości fakt, że indywidualnie przyznawany dochód podstawowy stanowi dla kobiet jakąś ochronę przed dominacją mężczyzn w pracy czy domu, to trzeba pamiętać, że te same środki będą wypłacane także osobom płci męskiej. Oznacza to, że podstawowy poziom realizacji potrzeb zostanie zapewniony wszystkim obywatelkom i obywatelom, ale nie zniesie kulturowych wzorców „tyranii” przełożonych, mężów czy biurokratów. Mimo ambicji wyrównywania szans życiowych kobiet, w tym ich karier zawodowych, walka o rzeczywistą równość płci będzie musiała się toczyć dalej w sferze stosunków dominacji w danym społeczeństwie, w rodzinie lub organizacji quasi-rodzinnej, w miejscu pracy itp. Gwarancja zatrudnienia z kolei w punkcie wyjścia włącza szerokie rzesze kobiet do systemu pracy, zapewniając (indywidualnie wypłacaną) płacę, czyli korzyści analogiczne do BDP, ale dodając do tego inne korzyści w postaci budowania i cementowania relacji społecznych, kontaktów zawodowych, podtrzymywania ciągłości kompetencji czy, generalnie rzecz ujmując, zaangażowania obywatelskiego. W podobnym duchu można interpretować wypowiedź Hussona, podkreślającego, że

[…] kwestia prawa kobiet do pracy jest szczególnie wrażliwa na sprzeczności tez o powszechnym dochodzie. Jeśli praca najemna, to tylko niewola, kobiety powinny być zadowolone, gdy odsuwa się je od pracy, a następnie żądać gwarantowanego dochodu jako kompensaty za swoją aktywność społeczną. Nie sposób jednak nie dostrzec, że to rozumowanie zderza się czołowo z egalitarnymi aspiracjami kobiet w dziedzinie zatrudnienia. Wypłacanie im zasiłku, aby nie pracowały, czy dlatego, że nie pracują – oto projekt, który wcale nie jest szczególnie postępowy, a powszechny dochód w tym przypadku zaczyna przypominać zasiłek wychowawczy czy nawet bardzo wątpliwą płacę macierzyńską (Husson 2011, 143–144).

Klasyczne propozycje pełnego zatrudnienia zakładały gwarancję pracy na pełen etat dla jednej osoby w każdej rodzinie (Packer 1974, 22; Wray 2006), co naturalnie może budzić uzasadnione zastrzeżenia w kontekście patriarchalnych stosunków społecznych. Jednak przewidziano warianty pełnego zatrudnienia i zatrudnienia na pół etatu dla rodzica samotnie wychowującego dziecko lub dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi, co może odzwierciedlać indywidualne wybory poszczególnych jednostek (i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom tychże, szczególnie w kontekście mniejszych miast czy wsi, często nieposiadających odpowiedniej infrastruktury publicznej w postaci żłobków czy przedszkoli).

Jeśli zaś chodzi o długość czasu pracy, to propozycja np. trzydziesto- lub trzydziestopięciogodzinnego tygodnia pracy stanowi ważny element refleksji zwolenników programu GZ (Husson 2011, 136–140; Gordon 1997, 829). Dyskusja nad skróceniem czasu pracy, szczególnie w perspektywie wydajności tejże, bezrobocia lub po prostu większej ilości czasu wolnego, który jednostka może dowolnie spożytkować, częściowo koresponduje z zakładanym przez orędowników BDP pozytywnym wpływem ich propozycji na dobrostan psychiczny społeczeństwa. Potwierdzają to wyniki argentyńskiego eksperymentu z lat 2001–2002, podczas którego gwarancja zatrudnienia przewidziana była na cztery godziny dziennie. Skutkiem tego pracujący mieli do dyspozycji sporo wolnego czasu, który często twórczo wykorzystywali. Ponadto – jak zwracaliśmy uwagę – większość beneficjentów była w istocie beneficjentkami programu. W związku z tym powstawanie nowych miejsc zatrudnienia w dużej mierze dotyczyło czynności opiekuńczych świadczonych na rzecz rodzin innych beneficjentek programu (rozwój programu darmowych usług społecznych). W ramach tego procesu – przy założeniu ograniczonego czasu pracy – docenione zostają zarówno czynności zarobkowe, jak i czas wolny, a dodatkowo stymulowany jest rozwój wspólnot lokalnych (Wray 2006). Deklaracje uczestniczek i uczestników w ostatnim okresie działania programu wskazywały, że wolą oni/one otrzymywać wynagrodzenie za pracę niż transfer gotówkowy tej samej wysokości (Tcherneva 2006).

W rozważanym kontekście nie sposób pominąć istotnego, w naszej ocenie, elementu gruntownej przebudowy systemu polityki społecznej z punktu widzenia propozycji dochodu podstawowego. Chodzi mianowicie o taką transformację instytucji welfare state, która wpisuje się w proces utowarowienia coraz szerszych obszarów stosunków społecznych. BDP jest propozycją świadczenia pieniężnego, która właśnie z tego powodu pozwala ominąć pułapki warunkowości, zasadnie stanowiące oś krytyki obecnie funkcjonujących rozwiązań. Jest jednak i druga strona medalu omawianej propozycji, dobitnie określona przez Hussona jako „reakcyjna”, ponieważ łącząca się z „prawdziwym odspołecznieniem”. Wedle francuskiego badacza „projekt postępowy polega na przywracaniu i poszerzaniu pola bezpłatności – na poszerzaniu gwarantowanych praw społecznych pod postacią bezpłatnego udostępniania coraz liczniejszych usług” (Husson 2011, 144). Ta krytyka może być także odniesiona do bardziej subtelnych form przeobrażania polityki społecznej, np. w postaci wielosektorowych projektów (por. Grewiński 2009), ale również do propozycji BDP czy państwa dobrobytu w ogóle (Panitch 2011). Jest to o tyle ciekawy wątek, że badaczki i badacze coraz częściej rozważają zalety stopniowo ograniczanych i wypieranych dóbr wspólnych (Baranowski 2016, Bollier 2014), których pozytywny wpływ na życie jednostek jest nie do przecenienia. BDP można oceniać, przyglądając mu się przez pryzmat poszerzania obszaru utowarowienia, które w rzeczywistości – może nawet jako nieintencjonalna konsekwencja postulatów jego zwolenniczek – ograniczy w dłuższej perspektywie prawa społeczne przez zawężenie dostępu do publicznej oświaty czy systemu opieki zdrowotnej (zob. Mika 2014, Gourevitch 2016). Warto pamiętać o tym aspekcie dochodu podstawowego szczególnie w sytuacji politycznych negocjacji warunków jego wprowadzenia (chodzi o to, by wprowadzenie BDP nie wiązało się ze społecznymi ustępstwami w kwestiach publicznej edukacji, służby zdrowia czy polityki mieszkaniowej).

5. Polityczne możliwości reform

Gdy zestawi się GZ z dochodem podstawowym w kontekście aktualnych możliwości wdrożenia obydwu propozycji, wydaje się, że dużo większe prawdopodobieństwo konsensusu politycznego dotyczy pierwszej z propozycji. Po pierwsze dlatego, że z perspektywy historycznej pełne zatrudnienie było skutecznie stosowane w różnych okresach i w gospodarkach na różnym poziomie zaawansowania (np. USA, Argentyna, Holandia). Po drugie dlatego, że w odmiennych perspektywach światopoglądowych, ideologicznych czy systemach partyjnych praca jest uznawana za wartość samą w sobie, która szczególnie w kapitalistycznym systemie produkcji nabiera pozytywnego znaczenia (przy wielu możliwych interpretacjach tego wyrażenia). Jednocześnie wydaje się, że pogląd Michała Kaleckiego mówiący o znacznym wzroście siły przetargowej pracowników najemnych, będącym efektem wprowadzenia programu pełnego zatrudnienia, jest wciąż aktualny. W wyniku spodziewanej rekompozycji sił klasowych na korzyść robotników program ten będzie zapewne wywoływał silny opór klas właścicielskich. Idea bezwarunkowego dochodu podstawowego prezentuje się jako mniej kontrowersyjna i częściej pojawia się we współczesnych mainstreamowych debatach politycznych. Wprawdzie w Polsce nie ma dziś znaczącej siły politycznej wspierającej BDP, lecz w innych krajach rozwiniętych pomysł ten jest szeroko dyskutowany, także na scenie politycznej (Kanada, Hiszpania, Francja, Szwajcaria, Finlandia – by wymienić tylko kilka przykładów). Zaznaczyć trzeba jednak, że nawet w krajach przychylnie nastawionych do rozbudowanej funkcji opiekuńczej państwa – takich jak Finlandia – debaty konkretyzujące pożądany kształt BDP trwały kilka dekad (por. Koistinen i Perkiö 2014). Sądzimy, że libertarianie (w pewnych wersjach), liberałowie (Zwolinski 2011, Powell 2011) i znaczna część lewicy są generalnie skłonni (Cooper 2014) poprzeć koncepcję BDP. Od niedawna nawet część wielkiego biznesu z Doliny Krzemowej zdradza się z pomysłem pilotowania własnych eksperymentów z dochodem podstawowym (Wężyk 2017).

Zaznaczmy jednak ponownie, że przeszkodą mogą stać się nieścisłości dotyczące szczegółów propozycji. Liberalne i biznesowe poparcie dla BDP dotyczy najczęściej propozycji zakładających znaczącą (lub całkowitą) redukcję siatki zabezpieczeń społecznych, podczas gdy siły zaangażowane społecznie, przeciwnie, zakładają jej utrzymanie i reformę. Krótko mówiąc, trudno oszacować, która propozycja ma większe szanse na polityczną realizację, jednak reformy polityki społecznej w duchu neoliberalizmu, np. welfare-to-work, nie pozostawiają złudzeń. GZ jest pomysłem tańszym i opartym na głęboko zakorzenionym, purytańskim szacunku do pracy, BDP jest – przynajmniej jako hasło polityczne – propozycją prostszą, bardziej działającą na wyobraźnie, a w polskim kontekście także nieobarczoną zaszłościami historycznymi[17].

Podsumowanie

Reasumując pięć wymienionych tu kryteriów oceny gwarantowanego zatrudnienia i dochodu podstawowego, należy stwierdzić, że rozstrzygnięcia na korzyść którejś z dwóch przedstawionych koncepcji nie są wolne od kontrowersji i spekulacji. Niemniej jednak niższe koszty, prostsze sposoby finansowania oraz wpływ na istniejącą siatkę zabezpieczeń socjalnych przemawiają za gwarantowanym zatrudnieniem. W odniesieniu do potencjału niwelowania nierówności społecznych oraz do politycznych możliwości wprowadzenia obydwu programów trudno o jednoznaczne sądy, lecz BDP wydaje się być w nieznacznie lepszej pozycji. Co zaś tyczy się dekomodyfikacji i stosunków godnościowych, zauważyć należy, że jest to zagadnienie niezwykle chętnie podnoszone przez zwolenników dochodu podstawowego, lecz najczęściej z pominięciem istotnych – omówionych wyżej – zastrzeżeń.

Trudno odmawiać transferom gotówkowym skuteczności oddziaływania. Mikrokredyty, indyjskie i namibijskie eksperymenty z dochodem podstawowym czy rodzinne transfery w Ameryce Południowej pokazały, że nawet niewielkie sumy pieniędzy w dyspozycji najuboższych pozwalają im wydźwignąć się ze skrajnego ubóstwa, poprawiają warunki bytowe, stymulują inicjatywy lokalne, zwiększają partycypację w edukacji dzieci i dorosłych, korzystnie wpływają na stan zdrowia beneficjentów i przynoszą wiele innych korzyści. Przykładowo brazylijski program Bolsa Familia – liczbę jego odbiorców szacuje się na około 11–12 milionów – doprowadził do redukcji skrajnego ubóstwa o 12% w skali kraju (Soares i in. 2010) i znacząco zwiększył partycypację szkolną. To, czego nie udało mu się wyeliminować, to niezadowalające wyniki edukacyjne uczniów pochodzących z rodzin otrzymujących wsparcie. Wskazuje to na ograniczenia transferów pieniężnych zwłaszcza w dziedzinie stosunków godnościowych i powiązanych z nimi stosunków dominacji.

Z drugiej strony, Amartya Sen, wpływowy badacz oraz laureat Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla z 1998 roku, stwierdził, że BDP nie jest najlepszym sposobem walki z ubóstwem w Indiach na tym poziomie rozwoju kraju (zob. BIEN 2017). Mając wiedzę na temat indyjskiego eksperymentu, Sen podkreślił konieczność rozwoju systemu opieki zdrowotnej, edukacji i innych usług świadczonych przez państwo. Rozdanie ludziom pieniędzy przy braku kompleksowego systemu opieki społecznej i przy niedostępności dóbr publicznych nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem wieloaspektowych problemów socjoekonomicznych kraju o nie najlepszych wskaźnikach rozwoju społecznego.

Opinia Sena stanowi ważny głos w dyskusji o dochodzie podstawowym, szczególnie gdy spojrzymy na nią od strony poziomu rozwoju gospodarczego i społecznego danego państwa. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy rozwiniętymi gospodarkami, które w zdecydowanej większości charakteryzują się wysoką jakością systemu opieki publicznej (nawet wtedy, gdy jest on w pewnych okresach ograniczany), szeroką dostępnością powszechnej edukacji, aktywnym społeczeństwem obywatelskim itp., a krajami peryferii czy półperyferii. Eksperymenty realizowane na małą skalę i w ograniczonym horyzoncie czasowym, choć mogą napawać optymizmem, nie dają pełnej i rzetelnej wiedzy na temat konsekwencji tak radykalnych transformacji. Pamiętajmy również, że w odniesieniu do krajów rozwiniętych nie dysponujemy nawet porządnymi eksperymentami, które rzuciłyby zdecydowanie więcej światła na to zagadnienie niż czyste spekulacje zwolenników czy przeciwników BDP.

Za programem gwarancji zatrudnienia przemawiają konkretne doświadczenia, spodziewane, stabilizujące konsekwencje makroekonomiczne i relatywnie nieduże koszty (GZ potencjalnie może generować dochody do budżetu). GZ ma pewniejszy wpływ na podaż pracy, a co za tym idzie, na spadek bezrobocia. W przypadku tej propozycji łatwiej także wskazać mechanizm antyinflacyjny oraz przedstawić jej relację z innymi świadczeniami społecznymi (np. Harvey 2012). W konsekwencji łatwiej też przewidzieć wpływ gwarancji zatrudnienia na nierówności społeczne, choć w tym względzie obydwa programy są warunkowo progresywne[18].

Antyinflacyjny potencjał programu gwarantowanego zatrudnienia wydaje się szczególnie ważny – w przypadku projektu BDP wysoki wzrost cen wymuszałby stały wzrost świadczenia (aby zapobiec utracie realnej siły nabywczej), a tym samym prowadziłby do pułapki inflacyjnej. Ponadto, odnosząc propozycje BDP oraz GZ do stosowanego przez Kaleckiego rozróżnienia na stymulowanie konsumpcji i inwestycje, można przyjąć, że dochód podstawowy oddziałuje (jedynie) na konsumpcję, a praca gwarantowana jest programem inwestycji, stymulującym również siłę nabywczą jego beneficjentów. Z perspektywy niedorozwoju krajów półperyferyjnych i peryferyjnych jedyna droga do nadgonienia centrum i wyrwania się z zależności wobec niego wiedzie przez własne inwestycje (wyraźnie podkreślają ten fakt ekonomiści Chang 2013 czy Piketty 2015a). W tym sensie rację ma przywołany Amartya Sen, wskazując na pierwszorzędną konieczność rozbudowy infrastruktury społecznej. Jedynie przez inwestycje w edukację, system ochrony życia i zdrowia, instytucje społeczne itp. peryferia mogą zmniejszyć swoje różnice względem centrum. Gwarancja zatrudnienia, będąc programem inwestycyjnym, lepiej pasuje do tak zarysowanego celu, podobnie jak dbanie o wysokie standardy pracy i godne płace.

Nieco inaczej mają się sprawy w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie ogólnie pojęte instytucje państwa opiekuńczego dobrze funkcjonują. W tych krajach bezpośredni transfer gotówki może być odpowiedzią na słabości obecnego systemu. Jednakże odpowiedź ta niepozbawiona jest – wskazanych wyżej – wad i wzbudzać może wątpliwości. Także gwarancja zatrudnienia nie jest wolna od słabości, z których najpoważniejsza to trudność w zachowaniu konstrukcji utrzymującej stale wysoki poziom inwestycji prywatnych i jednocześnie niski poziom konsumpcji kapitalistów (czyli przesuwającej środki z oszczędności i konsumpcji na inwestycje).

Wyobrazić można sobie również taki scenariusz, w którym kraje najbardziej rozwinięte za pomocą poszerzania usług publicznych i reformowania tradycyjnych instytucji polityki społecznej doprowadzą do likwidacji ubóstwa i znacznego zwiększenia rzeczywistych wolności osobistych, wyznaczając kierunek rozwoju krajom mniej zamożnym. Wówczas teoretyczne rozważania będą mogły skupić się na bardziej dosadnej i wyrafinowanej krytyce projektu gwarancji zatrudnienia, w efekcie czego powstanie propozycja abstrahująca nie tylko od historycznych ułomności podobnych inicjatyw, ale wychodząca na wprost oczekiwaniom i aspiracjom szeroko rozumianych podmiotów społecznych.

Wykaz literatury

Arcarons, Jordi, Antoni Domènech, Daniel Raventós i Lluís Torrens. 2015. „Model finansowania dochodu podstawowego w Hiszpanii”. Tłum. Maciej Szlinder. Praktyka Teoretyczna Marzec 2015. http://www.praktykateoretyczna.pl/model-finansowania-dochodu-podstawowego-dla-krolestwa-hiszpanii/ [dostęp: 01.04.2017].

Avivar, Roberto C. 2017. „Idea Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego (BDP) pod odstrzałem neoliberalnej myśli ekonomicznej”. https://robertocobasavivar.wordpress.com/2017/03/09/idea-bezwarunkowego-dochodu-podstawowego-bdp-pod-odstrzalem-neoliberalnej-mysli-ekonomicznej [dostęp: 11.03.2017].

Baranowski, Mariusz. 2015. „Uwarunkowania historyczne welfare state: między kapitalizmem a socjalizmem?”. Chorzowskie Studia Polityczne 9: 141–155.

Baranowski, Mariusz. 2016. „Kryzys społeczeństwa kapitalistycznego a (nowa) kwestia miejska”. Kultura i Społeczeństwo 60(2): 19–33.

BIEN [2017]. “Amartya Sen: India not ready for a basic income.” http://basicincome.org/news/2017/03/nobel-laureate-economist-amartya-sen-india-not-ready-basic-income/ [dostęp: 25.03.2017].

Błaszczak-Przybycińska, Ilona. 2014. „Wartość pracy domowej – wycena empiryczna na podstawie ogólnopolskiego badania budżetu czasu ludności”. Prace Naukowe Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu 364: 44–59.

Bollier, David. 2014. Think Like a Commoner: A Short Introduction to the Life of the Commons. Gabriola Island: New Society Publishers.

Boudon, Raymond. 2008. Efekt odwrócenia. Niezamierzone skutki działań społecznych. Tłum. Agnieszka Karpowicz. Warszawa: Oficyna Naukowa.

Ceglarz, Jakub. 2016. „Bezwarunkowy dochód podstawowy. Czy Polska powinna pójść w ślady Finlandii?”. http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/bezwarunkowy-dochod-podstawowy-finlandia,239,0,2043631.html [dostęp: 01.04.2017].

Clark, Stephen C. 2002. “Funding a Basic Income Guarantee Considering Size, Political Viability, and Pipeline.” USBIG Discussion Paper 32: 2–11.

Chang, Ha-Joon. 2013. 23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie. Tłum. B. Szelewa. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Cooper, Peter. 2014. “Technology Paves the Way for Basic Income More than a Job Guarantee.” heteconomist september 2014. http://basicincome.org/news/2014/10/peter-cooper-technology-paves-the-way-for-basic-income-more-than-a-job-guarantee/ [dostęp: 27 marca 2017].

De Brauw, Alan, Daniel O. Gilligan, John Hoddinott i Shalini Roy. 2015. “Bolsa Familia and Household Labour Supply.” Economic Development and Cultural Change 63(3): 423–457.

Forstater,  Mathew. 2000. “Savings-Recycling Public Employment: An AssetsBased Approach to Full Employment and Price Stability.” Journal of Post-Keynesian Economics 22(3): 437-451.

Gasparini, Leonadro, Francisco Haimovich i Sergio Olivieri. 2009. “Labor Informality Bias of a Poverty-Alleviation Program in Argentina.” Journal of Applied Economics 12(2): 181–205.

Gilroy, Bernard, Anastasia Heimann i Mark Schopf. 2013. „Basic Income and Labour Supply: The German Case.” Basic Income Studies 8: 43–70.

Gordon, Wendell. 1997. “Job Assurance: The Job Guarantee Revisited.” Journal of Economic Issues 31(3): 826–834.

Grewiński, Mirosław. 2009. Wielosektorowa polityka społeczna. O przeobrażeniach państwa opiekuńczego. Warszawa: Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP.

Gourevitch, Alex. 2016. “The Limits of a Basic Income: Means and Ends of Workplace Democracy”. Basic Income Studies 11(1): 17–28,

Harvey, Philip. 2007. “Is There a Progressive Alternative to Conservative Welfare Reform?” [Niepublikowany rękopis dostępny online] https://works.bepress.com/philip_harvey/1/ [dostęp: 10.03.2017].

Harvey, Philip. 2011. “Securing the Right to Work at the State or Local Level with a Direct Job-Creation Program.” Big Ideas for Jobs Initiative, Institute for Research on Labor and Employment, University of California at Berkeley, CA. http://www.bigideasforjobs.org/wp-content/uploads/2011/09/Harvey-Full-Report-2-PDF.pdf. [dostęp: 04.07.2017].

Harvey, Philip. 2012. “More for Less: The Job Guarantee Strategy.” Basic Income Studies 7(2): 3–18.

Husson, Michel. 2011. Kapitalizm bez znieczulenia. Studia nad współczesnym kapitalizmem, kryzysem światowym i strategią antykapitalistyczną. Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Kalecki, Michał. 1979 [1944]. „Trzy drogi do pełnego zatrudnienia”. W Michał Kalecki. Dzieła. T.1. Kapitalizm koniunktura i zatrudnienie. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne: 339–349.

Kalecki, Michał. 1979 [1943]. „Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia”. W Michał Kalecki. Dzieła. T.1 Kapitalizm koniunktura i zatrudnienie. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne: 339–349.

Jendrzejczak, Marcin. 2014. „Każdemu od państwa po równo, ale raczej mało”. Obserwator Finansowy Listopad 2014. https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/kazdemu-od-panstwa-po-rowno-ale-raczej-malo/ [dostęp: 01.04.2017].

Koistinen, Pertti i Johanna Perkiö. 2014. “Good and Bad Times of Social Innovations: The Case of Universal Basic Income in Finland.” Basic Income Studies 9(1–2): 25–57.

Mika, Bartosz. 2014. „Dochód podstawowy i jego konsekwencje dla świata pracy”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 145–169.

Oliveira, Ana, M. H., Monica Andrade, Anne Resende, Clarissa Rodrigues, Roberto Rodrigues i Rafael Ribas. 2007. “The First Results of Baseline Impact Evaluation of Bolsa Familia.” W Evaluation of MDS Policies and Programs – Results. Red. Jeni Vaitsman i Rômulo Paes-Sousa. Brasília: SAGI/MDS: 19–66.

Olson, Mancur. 2012. Logika działania zbiorowego. Dobra publiczne i teoria grup. Tłum. Sebastian Szymański. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

Packer, Arnold H. 1974. “Employment Guarantees Should Replace the Welfare System.” Challenge 17(1): 21–27.

Panitch, Vida. 2011. “Basic Income, Decommodification, and the Welfare State.” Philosophy and Social Criticism 37(8): 935–945.

Pasma, Chandra. 2009. “Working Through the Work Disincentive.” www.cpj.ca/files/docs/orking_Through_the_Work_Disincentive_-_Final.pdf [dostęp: 01.05.2017].

Piketty, Thomas. 2015a. Kapitał w XXI wieku. Tłum. Andrzej Bilik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Piketty, Thomas. 2015b. Ekonomia nierówności. Tłum. Andrzej Bilik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Powell, K. Brian. 2011. “Two Libertarian Arguments for Basic Income Proposals”. Basic Income Studies 6(2): Article 5.

Robeyns, Ingrid. 2001. „Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?” Tłum. Maciej Szlinder. www.praktykateoretyczna.pl/ingrid-robeyns-czy-dochod-podstawowy-odda-sprawiedliwosc-kobietom [dostęp: 01.04.2017].

Salehi-Isfahani, Djavad i Mohammad H. Mostafavi-Dehzooei, 2017. “Cash Transfers and Labour Supply: Evidence from a Large-scale Program in Iran”,  https://erf.org.eg/wp-content/uploads/2017/05/1090.pdf

Soares, Fabio, V. Ribas, Rafael, P. Osorio, Rafael, G. 2010. “Evaluating The Impact of Brazil’s Bolsa Familia.” Latin American Research Review 45(2): 173–190.

Standing, Guy. 2012. “Why a Basic Income Is Necessary for a Right to Work.” Basic Income Studies 7: 19–40.

Standing, Guy. 2015. Karta prekariatu. Tłum. Piotr Juskowiak i in. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Szarfenberg, Ryszard. 2011. „Tysiąc złotych dla każdego – rozmowa z dr hab. Ryszardem Szarfenbergiem”. Tygodnik Przegląd czerwiec 2011. https://www.tygodnikprzeglad.pl/tysiac-zlotych-dla-kazdego/ [dostęp: 01.04.2017].

Szarfenberg, Ryszard. 2014. „Rosnąca rola warunkowości pomocy społecznej a dochód powszechny”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 19–39.

Szlinder, Maciej. 2013b. „Dochód podstawowy z perspektywy ekonomii politycznej Michała Kaleckiego.” Nowa Krytyka 30–31: 87–106.

Szlinder, Maciej. 2014. „Powszechny dochód podstawowy – w stronę równości”. Filo-Sofija 24: 247–257.

Szlinder, Maciej. 2017. „Dochód podstawowy – instrukcja obsługi”. Wywiad Jakuba Dymka. Krytyka Polityczna. 21 lutego. http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/dochod-podstawowy-instrukcja-szlinder/. [dostęp: 01.04.2017].

Szumlewicz, Piotr. 2017. „Dochód podstawowy bez złudzeń”. http://www.lewica.pl/?id=31597&tytul=Piotr-Szumlewicz:-Doch%F3d-podstawowy-bez-z%B3udze%F1 [dostęp: 04.07.2017].

Tcherneva, Pavlina R. 2006. “Universal Assurances in the Public Interest: Evaluating the Economic Viability of Basic Income and Job Guarantees.” International Journal of Environment, Workplace and Employment 2(1): 69–88.

Tcherneva, Pavlina R. 2013. “The Job Guarantee: Delivering the Benefits That Basic Income Only Promises – A Response to Guy Standing.” Basic Income Studies 7(2): 66–87.

Therborn, Göran. 2015. Nierówność, która zabija. Jak globalny wzrost nierówności niszczy życie milionów i jak z tym walczyć. Tłum. Paweł Tomanek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Van Parijs, Philippe. 2009. „Dochód podstawowy dla wszystkich”. Problemy polityki społecznej. Studia i dyskusje 11: 139–153.

Van Parijs, Philippe. 2000. “A Basic Income for All.” Boston Review. http://bostonreview.net/archives/BR25.5/vanparijs.html [dostęp: 25.03.2017].

Vickrey, William. 1994. “Why Not Chock-Full Employment?” Atlantic Economic Journal 25 (1): 39–45.

Vollenweider, Camila. 2013. “Domestic Service and Gender Equality: An Unavoidable for the Feminist Debate on Basic Income.” Basic Income Studies 8: 19–41.

Wacquant, Loïc. 2009. Więzienia nędzy. Tłum. Michał Kozłowski. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

Wężyk, Katarzyna. 2017. „Dochód podstawowy batem na populistów? Znieczulenie nie uzdrowi świata”. Magazyn Świąteczny Gazety Wyborczej. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21357340,dochod-podstawowy-batem-na-populistow-znieczulenie-nie-uzdrowi.html [dostęp: 29.03.2017].

Widerquist, Karl. 2017. “The Cost of Basic Income: Back-of-the-Envelope Calculations.” [Niepublikowany rękopis dostępny online] https://works.bepress.com/widerquist/75/ [dostęp: 04.07.2017].

Wilkinson, Richard i Kate Pickett. 2011. Duch równości. Tam gdzie panuje równość, wszystkim żyje się lepiej. Tłum. Paweł Listwan. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca.

Wray, Randall L. 1998. Understanding Modem Money The Key to Full Employment and Price Stability. Northampton (USA)–Cheltenham (UK): Edward Elgar Publishing.

Wray, Randall L. 2006. “Lessons from Argentina’s Employment Guarantee.” Economic and Political Weekley June 10th.: 2293–2296.

Wright, Erik O. 2005. “Basic Income as a Socialist Project.” http://www.ssc.wisc.edu/~wright/Basic%20Income%20as%20a%20Socialist%20Project. Pdf

Zwolinski, Matt. 2011. “Classical Liberalism and the Basic Income.” Basic Income Studies 6(2): Article 10.

Mariusz Baranowski – adiunkt w Zakładzie Socjologii Zróżnicowania Społecznego Instytutu Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ukończył MISH na UAM, w ramach których uzyskał dyplomy z socjologii i filozofii, a także Zarządzanie Zasobami Ludzkimi w Agencji Rozwoju Gospodarczego. Doktorat z socjologii gospodarki w 2009 roku obronił w Poznaniu. Przewodniczący Komisji Socjologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz zastępca redaktora naczelnego czasopisma naukowego Studia Krytyczne. Zajmuje się metodologią nauk społecznych, socjologią gospodarki oraz problematyką welfare state.

DANE ADRESOWE:

Instytut Socjologii

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Szamarzewskiego 89 C

60-568 Poznań

EMAIL: mariusz.baranowski@amu.edu.pl

Bartosz Mika – adiunkt w Zakładzie Socjologii Spraw Publicznych i Gospodarki Uniwersytetu Gdańskiego oraz sekretarz redakcji czasopisma filozoficznego Nowa Krytyka. Absolwent studiów socjologicznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Doktorat z nauk humanistycznych w zakresie socjologii, również na UAM, obronił w październiku 2008 roku. Zajmuje się klasyczną myślą socjologiczną, problematyką socjologii gospodarki oraz zróżnicowania społecznego.

DANE ADRESOWE:

Instytut Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa

Uniwersytet Gdański

Bażyńskiego 4

80-952 Gdańsk

EMAIL: bartosz.mika@ug.edu.pl

 

CYTOWANIE:  Baranowski, Mariusz i Bartosz Mika. 2017. „Wielokryterialna ocena projektów bezwarunkowego dochodu podstawowego i gwarantowanego zatrudnienia.” Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.2

 

AUTHOR: Mariusz Baranowski, Bartosz Mika

TITLE: Multi-Criteria Evaluation of Unconditional Basic Income and Employment Guarantee Programmes

ABSTRACT: The main aim of this article is to compare two widely discussed proposals for the reform of the developed welfare state: Unconditional Basic Income and the Job Guarantee. These proposals will be reviewed by taking into account the costs and the financing conditions, the impact on the existing the social security network, the impact on income inequality, the emancipation effect and the political possibilities of implementation. The conclusions highlighted in the summary focus on the differing needs of the core and peripheral countries, and suggest that a small empirical experience of the UBI, its potentially unfavorable macroeconomic impact, and the uncertain emancipation points towards the more convincing proposition of a job guarantee.

KEYWORDS: welfare state, full employment, poverty, social exclusion, cash transfer.

 

[1] Przykładowo Guy Standing (2013) odróżnia prawo do pracy od gwarancji zatrudnienia, krytykując drugą z tych propozycji i broniąc pierwszej z nich. Ponieważ jednak BDP jest transferem gotówkowym opartym na idei redystrybucji, musi zakładać generowanie nowej wartości w procesach pracy, zatem wprowadzenie dochodu podstawowego nie znosi społecznej „konieczności” pracy zarobkowej, a jedynie zmniejsza presję podjęcia pracy ciążącą na indywidualnych członkach społeczeństwa. Społeczeństwo jako całość wciąż musi pracować w warunkach kapitalizmu, generując nadwyżki, aby mieć co redystrybuować.

[2] Choć już ograniczenie negatywnych efektów oddziaływania kapitalizmu, wynikających z uspołecznienia kosztów i prywatyzacji zysków, znajdzie się w polu naszego zainteresowania.

[3] W ostatnich latach podobne szacunki przygotowały także kraje rozważające wprowadzenie BDP. Szwajcarzy dyskutowali wprowadzenie dochodu podstawowego w wysokości 30 tys. CHF na osobę rocznie (około 200 mld wydatków rocznie), a Finowie 800 EUR na osobę miesięcznie (po prostym pomnożeniu daje to kwotę 52,2 mld rocznie – zob. Ceglarz 2016).

[4] Kwota podana przez Widerquista to około 3% amerykańskiego PKB, obliczenia Szumlewicza to około 11,5% polskiego PKB. Gdyby wydatki na polski BDP równały się trzem procentom PKB, wyniosłyby w 2015 roku 29 miliardów dolarów. Oznacza to, że obliczenia ogólnych wydatków są przeszacowane o ponad ¾.

[5] Propozycja Widerquista ma tę wadę, że jest – jak ujmuje to sam autor – „zawieszona w próżni”. Oznacza to, że nie znajdziemy w tym opracowaniu kalkulacji dotyczącej innych wydatków budżetowych, a jedynie szacunek budżetowego kosztu netto dla samego BDP. Dlatego też w dalszej części artykułu będziemy opierać się na kalkulacji Harveya, pisząc o GZ jako programie tańszym.

[6] Harvey, przytaczając Clarka, pisze o trylionie, ale ze względu na różnicę skali (kraje anglosaskie stosują tak zwaną skróconą skalę wielkich liczb) warto wyjaśnić, że mowa o bilionie (10 do 12 potęgi), nie trylionie (10 do 18 potęgi).

[7] Uruchomienie Planu Jefes w Argentynie zwiększyło PKB o 2,5%, co czyni ten program dochodowym z perspektywy budżetu państwa (Wray 2006), ale nie pozbawionym wad (Gasparini, Haimovich i Olivieri 2009). Odpłatność towarów i usług wypracowanych w ramach programu gwarancji zatrudniania jest sprawą kontrowersyjną. Harvey (2011, 2012) przedstawia swoje szacunki kosztów GZ, zakładając zerowe przychody ze sprzedaży dóbr i usług wytworzonych w programie.

[8] W kontekście pozostałych wydatków budżetowych takich jak renty, emerytury, ubezpieczenia społeczne.

[9] Piszemy quasi-BDP, bowiem wszystkie dotychczasowe programy eksperymentalne wzorowane na tym pomyśle miały charakter ograniczony lokalnie, a więc nie udzieliły one odpowiedzi na kluczowe pytanie o makrospołeczne i makroekonomiczne konsekwencje dochodu podstawowego.

[10] Być może warto dodać – w kontekście przytoczonych wyżej argumentów Macieja Szlindera – że transfer ten nie zwiększył również podaży pracy. Szczególnie udział kobiet w rynku pracy pozostał stabilny, co oznacza, że powszechny transfer gotówkowy wcale nie wpłynął na siłę przetargową najbardziej nieuprzywilejowanych pracowników (a właściwie pracownic).

[11] W istocie cytowani autorzy tak właśnie interpretują otrzymane wyniki (De Brauw i in. 2015).

[12] Alternatywą niedostrzeganą przez Kaleckiego jest również ograniczanie czasu pracy przy stałym wynagrodzeniu (zob. Husson 2011). Wrócimy do tego w dalszej części tekstu.

[13] Przykładowo argentyński program Oportunidades bardziej restrykcyjnie sprawdzał „należność” świadczeń niż brazylijska Bolsa Familia, skutkiem czego rzadziej przyznawano świadczenie osobom do tego nieuprawnionym, ale również częściej pomijano uprawnionych (41% uprawnionych otrzymywało świadczenie w Brazylii, z kolei 30% w Argentynie).

[14]  Jej brak łatwo może doprowadzić do „subsydiowania płac” (por. Husson 2011).

[15] Mamy na myśli mechanizmy workfare (o neoliberalnej korzeniach), których wiele funkcji sprowadza się do stygmatyzującego monitorowania beneficjentów (zob. np. Wacquant 2009).

[16] Stąd między innymi krytyka Piketty’ego kierowana pod adresem takich wskaźników sumarycznych, jak wskaźnik Giniego. Łączy on w sobie nierówności dochodowe i majątkowe, nie pozwalając dostrzec różnej dynamiki obydwu tych źródeł zaspokajania potrzeb życiowych.

[17] W Polsce pełne zatrudnienie przedstawiane jest często jako główny winowajca nieefektywności gospodarczej czasów socjalizmu państwowego.

[18]  Mamy na myśli konieczność szerokiej reformy fiskalnej skierowanej na zwalczenie nierówności i szeroką redystrybucję.

Guy Standing – Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny

Przełożył: Tomasz Płomiński

Abstrakt: Rozdział książki Guya Standinga „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Autor analizuje szereg rozwiązań będących odpowiedzią na kryzysy gospodarcze, nierówności i ubóstwo: płacę minimalną, składkowe ubezpieczenia społeczne, pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym, dotowanie żywności, ulgi podatkowe, programy workfare i gwarancję zatrudnienia. Ocenia te rozwiązania w odniesieniu do zasad sprawiedliwości społecznej i porównuje z dochodem podstawowym.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, sprawiedliwość społeczna, ubezpieczenie społeczne, workfare

Jakie są główne alternatywy wobec dochodu podstawowego proponowane lub implementowane w celu przeciwdziałania obecnym kryzysom ekonomicznej niepewności, nierówności i ubóstwa? Ten rozdział omawia następujące propozycje: krajową pensję minimalną i jej odmianę, „godziwą płacę” (living wage); składkowe ubezpieczenia społeczne (narodowe ubezpieczenie społeczne w Wielkiej Brytanii); pomoc społeczną opartą na kryterium dochodowym; dotowanie żywności i innych dóbr podstawowych, włączając w to bony żywnościowe; programy workfare i wersje zasiłku zależnego od pracy; oraz ulgi podatkowe, razem z aktualnie wprowadzaną w Wielkiej Brytanii ulgą o niefortunnej nazwie „powszechny kredyt” („Universal Credit”). Każde z tych rozwiązań wymieniano jako lepsze od dochodu podstawowego i wszystkie z nich są obecnie wykorzystywane w praktyce przez rozwinięte gospodarki na całym świecie.

Uczciwe porównanie wymaga ich oceny według jednakowych kryteriów. W każdym przypadku należy zadać następujące pytania: czy dana polityka służy sprawiedliwości społecznej[1]? Czy oferuje sposób na zwiększenie wolności w republikańskim sensie, czy też ją narusza[2]? Czy zmniejsza nierówności, czy może je zwiększa[3]? Rozszerza bezpieczeństwo socjoekonomiczne, czy pogłębia jego brak? Czy istotnie zmniejsza ubóstwo? Wszystkie z tych pytań powinny zostać rozważone w kontekście globalizacji, rewolucji technicznej i neoliberalnej polityki ekonomicznej kształtującej światową gospodarkę rynkową.

Zasady sprawiedliwości społecznej określone w poprzednich rozdziałach wyznaczają przydatną listę do oceny każdej z polityk. Przypomnijmy:

  • Zasada różnicy w wymiarze bezpieczeństwa – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że zwiększa bezpieczeństwo najmniej zabezpieczonych grup społecznych.
  • Zasada antypaternalistyczna – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie narzuca wybranym grupom społecznym formy kontroli, której nie narzuca również większości wolnych grup w społeczeństwie.
  • Zasada praw przed dobroczynnością – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że poszerza prawa odbiorców świadczeń lub usług i ogranicza swobodę decyzji jej dostarczycieli.

Można do nich dodać dwie kolejne (Standing 2016):

  • Zasada ograniczenia ekologicznego – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie obciąża kosztem ekologicznym społeczności lub bezpośrednio nią dotkniętych.
  • Zasada godnej pracy – polityka jest sprawiedliwa społecznie tylko pod warunkiem, że nie utrudnia ludziom wykonywania pracy w godny sposób i nie ogranicza w tym najbardziej narażonych grup.

Każda z polityk powinna zostać oceniona zgodnie z tymi zasadami. W niektórych przypadkach będą się oczywiście pojawiać między nimi konflikty, powinniśmy jednak być ostrożni wobec każdej polityki, która znacząco je narusza.

Ustawowa płaca minimalna i „godziwa płaca”

Niemal wszystkie rządy w erze globalizacji osłabiały negocjacje zbiorowe i ograniczały funkcjonowanie związków zawodowych w ramach swoich planów uelastyczniania rynków pracy. Większość z nich łączyła to z dolnymi pułapami płacowymi, wprowadzając krajowe ustawowe płace minimalne, tak jak w Wielkiej Brytanii i, ostatnio, w Niemczech, lub kładąc większy nacisk na istniejące regulacje płacy minimalnej, tak jak Stany Zjednoczone, nawet jeśli pozwalano na spadek rzeczywistej wartości płacy.

Paradoksalnie, ustawowa pensja minimalna ma największą szansę funkcjonować poprawnie na rynku pracy w sektorze przemysłowym, gdzie dominuje stabilne pełnoetatowe zatrudnienie. Ma ona mniejszą szansę funkcjonować zgodzie z założeniami w systemie elastycznej, usługowej pracy, w którym pomiar pracy jest często utrudniony, o ile w ogóle możliwy. Pensje minimalne są zazwyczaj ustalane w skali godzinowej. W jaki sposób jednak, na przykład, zmierzyć „godzinę pracy” w gospodarce usługowej, w której ludzie nie odbijają czasu wejścia i wyjścia w stałym miejscu pracy, a coraz częściej pracują o różnych porach i w wielu miejscach? Poza tym płaca minimalna, w przeciwieństwie do dochodu podstawowego nie wzmacnia pozycji negocjacyjnej robotników. Jeśli masz jakiś punkt podparcia, łatwiej ci powiedzieć „nie” nieuczciwej propozycji wynagrodzenia, niezależnie od tego, czy jest ona wyższa od płacy minimalnej. Jeśli nie dysponujesz dochodem podstawowym i nie podoba ci się oferowana płaca, pracodawca może po prostu powiedzieć „to twój problem”.

Wprowadzanie płacy minimalnej, a następnie nadzór, czy jest ona stosowana, jest jednocześnie skomplikowane i kosztowne. Od czasu brytyjskiej Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu z 1998 roku tylko dziewięć spośród setek łamiących prawo firm zostało oskarżonych o niewypłacanie należnej pensji. Ci, którzy nie reagują na imienne wskazywanie sprawców, muszą być ścigani na drodze długotrwałych postępowań sądowych. Dodatkowo płace minimalne zabezpieczają jedynie zatrudnionych, ignorując pozbawionych pracy, a także rosnącą liczbę samozatrudnionych i tak zwanych niezależnych podwykonawców, których spotykamy teraz we wszystkich uprzemysłowionych krajach. Nie są także efektywnym sposobem na walkę z ubóstwem, ponieważ, przynajmniej w Wielkiej Brytanii, większość ludzi otrzymujących płacę minimalną nie żyje w najbiedniejszych gospodarstwach domowych.

Przeciwnicy pensji minimalnej lub ci, którzy uważają jej poziom za „zbyt wysoki”, zazwyczaj twierdzą, że powoduje ona ograniczenie zatrudnienia przez firmy w celu oszczędzenia na wypłacanych pensjach. W rzeczywistości istnieją dowody na niski wpływ płacy minimalnej na poziom bezrobocia. Pracodawcy jednak i tak tną koszty na inne sposoby, które mogą pozostawić robotników w niewiele lepszej, lub nawet gorszej sytuacji.

Załóżmy przykładowo, że przy minimalnej godzinowej pensji w wysokości 10 funtów firma oferująca usługi sprzątania zatrudni 100 robotników w wymiarze trzydziestu godzin tygodniowo. Jeśli płaca minimalna zostałaby podniesiona do 12 funtów, to firma obcięłaby liczbę godzin do 25, pozostawiając koszty płacowe na tym samym poziomie bez żadnego zysku dla robotników (prawdopodobnie wyszliby oni na tym gorzej, ponieważ musieliby wykonać tę samą ilość pracy w krótszym czasie lub odrabiać nieopłacone nadgodziny).

Dokładnie to stało się po wprowadzeniu przez rząd brytyjski krajowej godziwej płacy (National Living Wage) w 2015 roku (Lawrence 2016). W jednym z przypadków firma oferująca usługi sprzątania urzędowi skarbowemu obcięła tygodniową liczbę godzin dla sprzątających poniżej 30, wpędzając swoich robotników w okrutną pułapkę ubóstwa; oprócz mniejszej liczby płatnych godzin, która zniwelowała podwyżkę stawki godzinowej, stracili uprawnienie do ulg podatkowych przysługujących tylko ludziom pracującym co najmniej trzydzieści godzin tygodniowo. Sprzątający stracili na tym tak wiele, że niektórzy z nich dowiedzieli się, że więcej pieniędzy otrzymaliby rzucając pracę i zgłaszając się po pełny zasiłek.

Inny przykład krzywdy wyrządzanej przez złożone systemy pomocy społecznej: pewna kobieta, która straciła ulgi podatkowe, została zmuszona do pozostania w pracy, ponieważ ubiegając się o zasiłki z pomocy społecznej, prawie na pewno utraciłaby swój rodzinny dom. Jako że wciąż mieszkała w domu z trzema sypialniami, w którym dorastały jej dzieci, tak zwany „podatek od sypialni” („Bedroom tax”) zmniejszający zasiłek mieszkaniowy ludziom posiadającym rzekomo więcej niż konieczną liczbę sypialni dla najbliższej rodziny pozbawiłby ją możliwości opłacania czynszu i zmusił do przeprowadzki do mniejszego mieszkania. Nie dziwi więc fakt, że krótko po tym została przyjęta do szpitala z wysokim ciśnieniem wynikającym ze stresu.

Jeśli chodzi o zasady sprawiedliwości społecznej, to płace minimalne nie spełniają Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, ponieważ nie zapewniają wiele bezpieczeństwa najmniej zabezpieczonym grupom społecznym, szczególnie na współczesnych, „elastycznych” rynkach pracy. Wprawdzie osiągają dość dobry wynik według Zasady antypaternalistycznej i Zasady praw przed dobroczynnością, nie robią jednak niczego w kierunku zwiększania wolności; sprawiają jedynie, że w niektórych przypadkach praca staje się finansowo korzystniejsza. W najlepszym wypadku pensja minimalna jest neutralna wobec Zasady ograniczenia ekologicznego, chociaż przedkłada pracę zużywającą zasoby ponad pracę zachowującą zasoby lub „reprodukcyjną”. Czasy płacy minimalnej jako użytecznego, istotnego elementu polityki społecznej i rynku pracy z pewnością przeminęły.

Ubezpieczenie społeczne

Przez większość dwudziestego wieku systemy opieki społecznej były oparte na zasadach ubezpieczenia społecznego bazujących na modelach wprowadzonych przez Beveridge’a lub Bismarcka. Istotą tego systemu była solidarność; osoby ubezpieczone na ryzyko o niskim prawdopodobieństwie finansowali osoby ubezpieczone na ryzyko o prawdopodobieństwie wysokim. Ubezpieczano na wypadki nazywane „zdarzeniami losowymi”, jak na przykład bezrobocie, choroba, wypadek, niepełnosprawność lub ciąża. W każdym z przypadków aktuarialne wyliczenia dodatków i świadczeń bazowały na statystycznych prawdopodobieństwach wystąpienia tych zdarzeń.

W rzeczywistości systemy ubezpieczeń społecznych nigdy nie były tak solidarnościowe, jak chcieliby ich obrońcy, ani tak uniwersalne, jak wyglądały na pierwszy rzut oka. W szczególnie niekorzystnym położeniu stawiały zwłaszcza kobiety. Działały jednak w miarę dobrze, z szerokim demokratycznym poparciem, dopóki baza składkowa była pewna i szeroka, dopóki wystarczająca liczba osób płaciła składki lub była za nie odprowadzana składka i w końcu dopóki obejmowane nimi ryzyka były tymi, które najbardziej martwiły lub dotykały ludzi.

W dwudziestym pierwszym wieku te warunki już nie obowiązują. Coraz więcej ludzi wędruje od jednej niestabilnej pracy do drugiej, więc baza składkowa zaczyna się rozpadać, zmuszając rządy do sięgania do ogólnych przychodów w celu zbilansowania budżetu ubezpieczeń społecznych. Z tego samego względu ludzie w coraz mniejszym stopniu są zdolni do wykazania historii składek wymaganej do otrzymania świadczeń z tytułu ubezpieczenia, co uzależnia ich w ciężkich chwilach od polegania na pomocy opartej na kryterium dochodowym. Dodatkowo coraz więcej ludzi jest narażonych  na ryzyka, które nie są w wystarczającym stopniu (lub wcale) pokrywane przez ubezpieczenie.

Jednocześnie lepiej zarabiający, mniej narażeni na zdarzenia losowe, są coraz mniej chętni do składania się na rosnącą liczbę ludzi narażonych na nie w stopniu wysokim. Podważyło to legitymizację polityczną i poparcie dla świadczeń z tytułu ubezpieczenia społecznego, napędzając żądania cięć w składkach i samych świadczeniach.

Przede wszystkim nastąpiła zmiana w naturze braku bezpieczeństwa ekonomicznego. Członkowie prekariatu mają szczególnie niestabilne przychody, a odczuwany przez nich brak bezpieczeństwa wynika z niepewności, której nie może zaradzić ubezpieczenie społeczne. Ubezpieczenie społeczne działało odpowiednio w warunkach stabilnego, przemysłowego, pełnoetatowego zatrudnienia. Daleko od nich dziś odeszliśmy i prawdopodobnie nie wrócimy do nich w przyszłości.

Ubezpieczenie społeczne w elastycznej gospodarce usługowej nie spełnia Zasady różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, chociaż dobrze koresponduje z Zasadą antypaternalistyczną i Zasadą praw przed dobroczynnością. Z tego samego powodu, z którego zawodzi płaca minimalna, nie spełnia także Zasady ograniczenia ekologicznego, bo faworyzuje pracę zarobkową wobec pracy społecznie użytecznej. Podsumowując, oferuje ono niewiele osobom najbardziej pozbawionym środków i bezpieczeństwa, nie będąc jednocześnie w stanie promować sprawiedliwości społecznej ani republikańskiej wolności.

Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym

Utrata wiary w ubezpieczenie społeczne sprawia, że główną alternatywą wobec dochodu podstawowego staje się pomoc społeczna uzależniona od stanu zamożności, skierowana do osób zidentyfikowanych jako „biedne”. Jest to „główna” alternatywa, ponieważ po jej zaadaptowaniu wprowadzenie innych polityk staje się niemal niezbędne, by całość jakoś funkcjonowała.

Podczas budowania państw dobrobytu w dwudziestym wieku panowało szerokie uznanie dla znanego powiedzenia Richarda Titmussa głoszącego, że świadczenia państwowe przeznaczone tylko dla ubogich to zawsze ubogie świadczenia. Jest tak przede wszystkim ze względu na brak zainteresowania reszty społeczeństwa ich obroną. Kiedy jednak państwa dobrobytu znalazły się w latach 80. i 90. na celowniku, rządy wszelkiej maści zmieniły kurs, kładąc fundamenty pod systemy pomocy społecznej oparte na kryteriach dochodowych, uzasadniane zazwyczaj jako niezbędne dla „obrony” państwa dobrobytu w trudnych czasach.

Idea kryterium dochodowego jest zwodniczo prosta: przeznacz ograniczone środki dla osób, które najbardziej ich potrzebują. Niższe wydatki umożliwiają niższe podatki. Jednocześnie kryterium dochodowe legitymizuje wydatki państwowe w oczach opinii publicznej, ponieważ politycy mogą twierdzić, że pieniądze wędrują do najbardziej potrzebujących. Niestety, kolejne badania wykazują rażące wady tego systemu i sugerują, że prawdziwym motywem dla wprowadzania kryteriów dochodowych nie jest wcale pomoc biednym. Oto dziesięć spośród tych wad.

Po pierwsze, pomiar dochodu jest skomplikowany i uwzględnia arbitralne punkty odcięcia. Wliczanie oszczędności i „majątku” zniechęca do oszczędzania, co z kolei zmniejsza odporność w czasach finansowego obciążenia.

Po drugie, sprawdzanie środków wiąże się z wysokimi kosztami zarówno dla administracji, jak i dla wnioskodawców, zmuszonych do podróży do urzędów, stania w kolejkach, wypełniania formularzy, przygotowywania dodatkowych dokumentów itd., na co poświęcają czas i nierzadko pieniądze.

Po trzecie, kryterium dochodowe wymaga zadawania naruszających prywatność pytań, w tym o intymne relacje wnioskodawców, po których mogą następować wizyty domowe, na przykład w celu sprawdzenia, czy mieszkania nie zamieszkuje partner przynoszący dodatkowy dochód. Mamy tu więc reżim wścibstwa, naruszenia prywatności i domniemania winy zamiast niewinności, co ubliża zarówno urzędnikom, jak i wnioskodawcom.

Po czwarte, proces i wynik całej procedury jest z wymienionych względów stygmatyzujący. Często jest to celowe, tak by odstraszyć wnioskodawców i tym samym ograniczyć koszty świadczeń.  Słowami jednego z doradców brytyjskiego i amerykańskiego rządu: wnioskodawcy powinni być źle traktowani i zachęcani do obwiniania się o swoją sytuację (Mead 1986). Nie trzeba być chrześcijaninem, by docenić ripostę Malcolma Torry’ego: „świadczenia oparte na kryterium dochodowym, które stygmatyzują swoich odbiorców, nie odzwierciedlają naszego statusu istot stworzonych na obraz Boga i posiadających godność przewyższaną tylko przez bożą” (Torry 2016, 44).

Prowadzi nas to do piątej wady – niskiego poziomu wykorzystania. Dane z niemal każdego systemu opartego na kryterium dochodowym, w każdym państwie w którym znalazł on zastosowanie, wykazują, że wiele osób uprawnionych do świadczeń ich nie otrzymuje. Wynika to z wątpliwości wobec zgłaszania wniosku, strachu, wstydu lub niewiedzy; odrzuconego wniosku, prawdopodobnie przez niezrozumienie pytania lub udzielenie „złej” odpowiedzi; i z odmówienia świadczeń z trywialnych powodów (takich jak spóźnienie na spotkanie) przez urzędników niskiego szczebla działających zgodnie z własnym wyobrażeniem o wykonywanej pracy i z myślą o swojej karierze.

W Wielkiej Brytanii wykorzystanie zasiłku dla bezrobotnych, nazwanego zasiłkiem dla szukających pracy (Jobseeker’s Allowance, JSA) zawodzi i według szacunków jest on obecnie przyznawany jedynie połowie uprawnionych (Department for Work and Pensions 2016). W roku finansowym 2014–2015 nie zostało przyznanych 2,4 miliarda funtów należnego JSA, co odpowiada 3000 funtów dla każdej z upoważnionych rodzin. Kolejnym świadczeniem o niskim poziomie wykorzystania jest dodatek do emerytur (Pension Credit) mający na celu pomoc ludziom o niskich dochodach, szczególnie kobietom, którzy nie opłacili wystarczającej sumy składek, by kwalifikować się do pełnej emerytury państwowej, lub tym, którzy nie mają innego źródła dochodu oprócz emerytury państwowej.

W latach 2014–2015, czterech na dziesięciu uprawnionych emerytów nie otrzymało tego dodatku o łącznej wartości 3 miliardów funtów – średnio 2000 funtów na rodzinę.

W Stanach Zjednoczonych tylko jedna czwarta uprawnionych do zasiłku mieszkaniowego opartego na kryterium dochodowym rzeczywiście go odbiera, często po spędzeniu lat na liście oczekujących na kartki, które są emitowane w limitowanej rocznej ilości (Matthews 2014). Program TANF (Temporary Assistance of Needy Families – Tymczasowa pomoc dla rodzin w potrzebie) dociera do mniej niż jednej czwartej rodzin pozostających w ubóstwie mimo wzrostu ogólnej liczby takich rodzin (Center on Budget and Policy Priorities 2016).

Po szóste, kryterium dochodowe podważa solidarność społeczną, oddzielając „nas” od „nich”. My, którzy sami się utrzymujemy, płacimy podatki na utrzymanie ich, naciągaczy. Ta utylitarna perspektywa jest dziś smutną rzeczywistością, wzmacnianą przez zmniejszającą się mobilność społeczną i zdolność bardziej zamożnych do ochrony swoich interesów poprzez prywatne ubezpieczenie i zakumulowany majątek przed jakimkolwiek zagrażającym im ryzykiem.

Siódmą, najlepiej znaną wadą jest słynna pułapka ubóstwa[4]. W USA pułapka ubóstwa wynikająca ze stosowania kryterium dochodowego przy przyznawaniu świadczeń oznacza w 35 stanach stratę pieniędzy dla ludzi, którzy, uprawnieni do zasiłku, podjęliby pracę za minimalną płacę (stopa „opodatkowania” przekraczająca 100 procent) (Tanner i Hughes 2013). Niektórzy z komentatorów proponowali stopniowe odsuwanie zasiłków po zdobyciu pracy, tak by nie odstraszać od niskopłatnego zatrudnienia. To byłoby jednak nieuczciwe wobec pracujących na stanowiskach oferujących taką samą lub niższą płacę, którzy nie kwalifikowali się wcześniej do świadczeń.

Prowadzi nas to do ósmej wady, nieuniknionego dryfu w kierunku workfare, omówionego bardziej szczegółowo w dalszym podrozdziale. Wobec ludzi o krańcowej stopie opodatkowania przekraczającej 80 procent przy przechodzeniu z zasiłku do niskopłatnej pracy sprawdzanie dochodów stanowi mocno odstraszający czynnik. W takich warunkach państwu pozostaje jedynie zmusić ludzi do podejmowania pracy za niskie wynagrodzenie.

Dziewiątą wadą jest fakt, że stosowanie kryterium dochodowego w pomocy społecznej utrudnia formowanie się stabilnych gospodarstw domowych. Świadczenia są zazwyczaj określane na podstawie gospodarstwa domowego, nie jednostki, a więc w przeliczeniu na osobę są niższe dla par niż jednoosobowych gospodarstw. Po co zakładać gospodarstwo domowe i eksperymentować przy tym, skoro można stracić pieniądze? Dochód podstawowy natomiast, wypłacany indywidualnie i po równo, zachęcałby osoby rozważające życie rodzinne. Byłby obojętny wobec konfiguracji relacji i gospodarstw, tak jak to powinno być w przypadku kwestii majątkowych.

Dziesiąta wada odnosi się do stosującego kryterium dochodowe zasiłku dla szukających pracy, który przyznaje się na podstawie całkowitego dochodu rodziny. Jeśli jedno z pary jest bezrobotne, para ta finansowo traci, jeśli druga osoba wykonuje małą ilość płatnej pracy. Opłaca się więc jemu lub jej (a zazwyczaj jest to żona lub partnerka) porzucić tę pracę. Między innymi z tego powodu gospodarstwa domowe w Wielkiej Brytanii w ostatnich latach w coraz większym stopniu dzielą się na bogate (dwoje zatrudnionych) i ubogie w pracę (bez zatrudnionych) (Berthoud 2007).

Pomoc społeczna oparta na kryteriach dochodowych i niezbędnych przy nim testach zachowania narusza wszystkie zasady sprawiedliwości społecznej oraz tę wolności republikańskiej. Powtórzmy – każda polityka przeznaczona tylko dla ubogich jest istotnie zawsze ubogą polityką.

Dotacje i bony żywnościowe

Jednym z szeroko stosowanych rozwiązań, szczególnie w krajach rozwijających się, jest wprowadzanie dotacji żywnościowych i innych ukierunkowanych na „biednych”. Indyjskie PDS (Public Distribution System – System dystrybucji publicznej) jest największym tego typu systemem, ale istnieje wiele innych. Programy oparte na bonach, takie jak amerykański program bonów żywnościowych SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program – Program pomocy żywnościowej) mają podobne cele. W obu przypadkach sposób rozumowania polega na tym, że skoro ubogim brakuje podstawowych zasobów, państwo powinno dostarczyć im albo środki na ich pozyskanie, albo same zasoby. Kolejnym uzasadnieniem, wykorzystywanym w krajach rozwijających się, jest ochrona ubogich przed wahaniami cen jedzenia (Drèze i Sen 2014)[5].

Istnieje wiele zastrzeżeń wobec tego rodzaju polityki. Po pierwsze i przede wszystkim, takie systemy są paternalistyczne; zakładają, że wiedzą, czego potrzebują „biedni”, lepiej od nich samych. Co gorsza, mają na celu dyktowanie, co mogą dostać „biedni”. W Stanach na przykład, bony żywnościowe nie tylko ograniczają ludzi do kupowania jedzenia, ale często pozwalają im kupować tylko niektóre rodzaje żywności i napojów uznawanych za „zdrowe”.

Systemy bonów i pomoc w naturze opierają się na ukrytym, o ile nie jawnym założeniu, że jeśli ludzie dostaną pieniądze, to wydadzą je na mniej istotne produkty, a w szczególności te „złe”, takie jak alkohol, narkotyki lub hazard. Tak naprawdę wiele badań pokazuje, że ludzie wcale nie kupują więcej „złych” produktów po otrzymaniu świadczenia w gotówce (Evans i Popova 2014). Zresztą nawet gdyby to założenie było poprawne, to omawiane systemy nie zwiększałyby wolności. Dlaczego biedni, a inni nie, mieliby mieć zakaz wydawania części dodatkowego dochodu na coś, co sprawia im przyjemność? Zawsze zresztą pozostaje możliwość wydania pieniędzy zaoszczędzonych dzięki bonom na „złe” (według nas, dobrych ludzi) produkty albo sprzedania bonów (poniżej wartości) w zamian za gotówkę (Bailey i Pongracz 2015). Odsprzedaż bonów żywnościowych, choć nielegalna, nadal ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, ponieważ ludzie potrzebują gotówki na zakup innych niezbędnych im towarów, takich jak pieluchy, których nie można zdobyć za bony.

Po drugie, administracja, dostarczanie i nadzorowanie systemów bonów i dotowanych produktów są kosztowne i wymagają rozbudowanej biurokracji. Zapewnienie jedzenia o wartości jednej rupii w ramach indyjskiego Systemu dystrybucji publicznej kosztuje rząd 3,65 rupii (Bhalla 2014). Indie mogą być wprawdzie skrajnym przypadkiem, jednak akcje humanitarne ONZ właśnie z tego powodu w coraz większym stopniu polegają na wsparciu finansowym. Jedno z badań porównujących pomoc dostarczaną w formie jedzenia, bonów lub gotówki wykazało, że dostarczanie pomocy w naturze kosztuje niemal czterokrotnie więcej niż ekwiwalent w gotówce (Hidrobo et al. 2014).

Po trzecie, bony są dla beneficjentów warte mniej niż ich ekwiwalent gotówkowy, gotówkę można bowiem wykorzystać wszędzie, natomiast bony są akceptowane tylko w niektórych miejscach albo według uznania sprzedawcy. Zmniejsza to konkurencję o klienta korzystającego z bonów, wobec czego sklepy akceptujące je mogą podwyższać ceny. Za bony można więc nabyć mniej niż za gotówkę; istnieje badanie pokazujące, że libańscy sklepikarze akceptujący bony dla syryjskich uchodźców zarabiali w 2014 roku około miliona dolarów miesięcznie dzięki zawyżonym cenom (Bailey i Pongracz 2015). Bony i pomoc w naturze nakładają przy tym wyższe koszty na swoich odbiorców poprzez wymóg dostania się do wyznaczonych sklepów, czas spędzony na oczekiwaniu itd. (Hidrobo et al. 2014).

Po czwarte, wiążą się one z kryterium dochodowym i, siłą rzeczy, wszystkimi jego wadami. W Stanach, kraju o stosunkowo wydajnym aparacie administracyjnym, jedna czwarta oficjalnie kwalifikujących się do pomocy nie otrzymuje przeznaczonych dla nich bonów żywnościowych. Co więcej, jedna trzecia tych, którzy je dostają, musi także chodzić do banków żywności, inni zaś rezygnują z niektórych posiłków, ponieważ bony pokrywają zgodnie z oszacowaniami potrzeby żywnościowe tylko na trzy tygodnie w miesiącu (Santens 2016).

Po piąte, bony i pomoc w naturze, celowo lub nie, stygmatyzują odbiorców i nadają im status i mentalność petentów. Po szóste, skłaniają do dostarczania towarów i usług niskiej jakości i wywołują wśród administracji pogardę wobec świadczeniobiorców. Bony mieszkalne w Stanach Zjednoczonych kojarzone są z rosnącymi skupiskami ubogich w biednych dzielnicach, w których bony są częściej przyjmowane przez wynajmujących (Mathema 2013).

Po siódme, bony są narażone na korupcję i/lub pogoń za rentą konkretnych grup interesu. Bony żywnościowe w Stanach Zjednoczonych są żywo promowane przez przedstawicieli Partii Republikańskiej z rolniczych stanów. W Indiach do biednych trafia mniej niż 10 procent jedzenia kupowanego przez rząd w ramach Publicznego systemu dystrybucji; prawie połowa znika w tajemniczych warunkach w drodze z magazynu do miejsca wydawania, a większa część reszty gnije w rządowych składach (Mathema 2013). Przejście na system dochodu podstawowego, bazującego na bezpośredniemu przyznaniu gotówki świadczeniobiorcom, za jednym zamachem zlikwidowałoby warstwy pośredników i potencjalny lobbing.

Dotacje żywnościowe i im podobne wydają się spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa dzięki temu, że docierają do najmniej zabezpieczonych grup społecznych, jednak niektóre osoby z tych grup są wyłączone z takich systemów pomocy. Bony z pewnością łamią też Zasadę antypaternalistyczną i Zasadę praw przed dobroczynnością. Oprócz tego są kosztowne w zarządzaniu, nieefektywne i powiązane z korupcją i pogonią za rentą. W Ekwadorze przeprowadzono doświadczenie polegające na przyznawaniu wielu niezależnym grupom pomocy gotówkowej, bonów żywnościowych i bezpośrednio jedzenia. Okazało się, że jedynie mniej niż 10 procent otrzymujących gotówkę wolałoby inną formę pomocy, natomiast jedna czwarta lub jedna trzecia pozostałych pragnęła zmiany (Hidrobo et al. 2014). Badani, którzy otrzymali gotówkę, cenili sobie możliwość wydania części pieniędzy na inne niezbędne produkty oraz oszczędzania. To i wiele innych badań pokazuje, że ludzie wolą gotówkę niż to, czego zdaniem biurokratów najbardziej im brakuje.

Gwarancja zatrudnienia

Niektórzy twierdzą, że „gwarancja zatrudnienia” byłaby korzystniejsza niż dochód podstawowy, ponieważ praca posiada jakąś dającą szczęście, integralną wartość, wykraczającą poza uzyskiwany dochód (poczucie przynależności i wkładu w społeczność, uporządkowanie czasu, interakcja z innymi pracownikami i tak dalej). Zwolennicy gwarancji zatrudnienia to między innymi Lord (Richard) Layard w Wielkiej Brytanii, były „car szczęścia” Tony’ego Blaira (Gregg i Layard 2009), i Harvey oraz Quigley w Stanach Zjednoczonych (wcześniej zaś Minsky) (Harvey 2003; Harvey 2013; Quigley 2003; Minsky 2013).

Wątpliwości wobec tej polityki częściowo odnoszą się do następnej z możliwych polityk, czyli workfare. Gwarancja zatrudnienia byłaby zwodnicza. Jaki rodzaj zatrudnienia bylibyśmy w stanie zagwarantować? Za jaką stawkę? Jaka byłaby konsekwencja odrzucenia oferty konkretnego zagwarantowanego miejsca pracy? Kompletną mrzonką jest zagwarantowanie każdemu pracy, która go interesuje, wykorzystuje jego zdolności i jest dobrze opłacana, więc w praktyce mielibyśmy do czynienia z zatrudnieniem na niskim szczeblu, źle opłacanym, krótkoterminowym, nieprzydatnym albo przynajmniej mało produktywnym. Sprzątanie ulic, ustawianie towaru na półkach i inne proste prace raczej nie stanowią drogi do szczęścia. Zwolennicy gwarancji zatrudnienia z pewnością nie chcieliby takiego zatrudnienia dla siebie ani swoich dzieci.

 Jednym z powodów poparcia dla gwarancji zatrudnienia są badania sugerujące, że bezrobotni są mniej szczęśliwi niż zatrudnieni. Nic dziwnego. Przymusowe bezrobocie przy nędznym, trudnym do zdobycia i zachowania, stygmatyzującym i niepewnym zasiłku nie stanowi szczęśliwej sytuacji. Co innego dobrowolne pozostawanie bez pracy, nienapiętnowane i z bezpieczeństwem dochodu. Jak pisała Kate McFarland „nie chodzi o to, że nasza kultura ceni zatrudnienie, które samo w sobie nas uszczęśliwia; chodzi raczej o to, że często sprawia ono, że jesteśmy szczęśliwsi, bo utknęliśmy w kulturze ceniącej zatrudnienie” (McFarland 2016). Mimo to sondaże Gallupa konsekwentnie pokazują, że mniej niż jedna trzecia amerykańskich pracowników czuje się zaangażowana (pełna entuzjazmu i poświęcona zajęciu) w swoją pracę, ze szczególnym uwzględnieniem millenialsów i wykonujących mało cenione, rutynowe zawody. Na całym świecie poniżej jednej piątej zatrudnionych czuje zaangażowanie.

Propozycje szerzenia zatrudnienia, na przykład poprzez skrócenie czasu pracy, często przechodzą w gwarancję zatrudnienia. Emran Mian, dyrektor Social Market Foundation, jest za redystrybucją pracy „nawet, jeśli miałaby zmniejszyć wydajność ekonomiczną, zamiast rozdawać pieniądze” (Mian 2016). New Economics Foundation podaje, że krótszy tydzień pracy zmniejszyłby bezrobocie (Coote i Franklin 2013). Trudno jednak uwierzyć, by można to było osiągnąć na drodze regulacji prawnych, o czym przekonali się Francuzi z ich trzydziestopięciogodzinnym tygodniem. Ustawowa redukcja czasu pracy bez wsparcia dochodem podstawowym doprowadziłaby do zubożenia wielu ludzi pracujących za niskie płace i nie przysłużyłaby się stworzeniu nowych miejsc pracy.

Większość rzeczników gwarancji zatrudnienia ignoruje także fakt, że gospodarki rynkowe potrzebują pewnego poziomu bezrobocia do poprawnego funkcjonowania. Klasyczny artykuł autorstwa A.W. Phillipsa z 1958 roku wskazuje na odwrotną relację między poziomem bezrobocia a stopą inflacji. Mimo że dokładny powód tego związku do tej pory jest przedmiotem dyskusji, wielu ekonomistów uznaje „naturalny” poziom bezrobocia zapewniający stabilną inflację (zwykle określany jako NAIRU lub bezrobocie stabilizujące poziom inflacji). W gospodarce rynkowej żaden rząd nie jest więc w stanie zagwarantować zatrudnienia każdemu chętnemu.

Gwarancja zatrudnienia, o ile da się ją zoperacjonalizować, mogłaby spełniać Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, gdyby istniała możliwość zapewnienia odpowiednich miejsc pracy wszystkim osobom z niepełnosprawnością lub ograniczeniami. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Miejsca pracy zazwyczaj wędrują do ludzi młodych, z zamiarem zapobieżenia ich „marginalizacji”. Omawiana polityka z pewnością narusza wolność republikańską oraz warunki sprawiedliwości społecznej, ponieważ narzucając obowiązki na pewne grupy, nie narzuca ich na najbardziej wolnych; oprócz tego stwarza zasadę dobroczynności przed prawami. Czy rzeczywiście każda osoba mogłaby mieć zagwarantowane pożądane zatrudnienie, albo chociaż takie, które odpowiada jej kompetencjom? Trudno to sobie wyobrazić.

Workfare

Workfare stanowi naturalną konsekwencję reform państwa dobrobytu mających miejsce od lat 80. Zgodnie z tym, co dawno temu przewidział autor (Standing 1990)[6], po tym jak rządy zadecydowały o wznowieniu kryterium dochodowego jako jednego z głównych elementów systemu zabezpieczenia społecznego, wprowadzenie workfare było nieuchronne.

Jeśli pomoc społeczna opiera się na wskazywaniu „biednych”, wkrótce powstaje rozróżnienie między tymi, którzy są biedni bez swojej winy, oraz tymi, którzy „wybrali” biedę albo stali się biedni przez swoje błędy i osobiste niepowodzenia. Ta ograna dychotomia znana jest od zarania polityki społecznej i „dobroczynności”. Kiedy jednak decydenci idą tą drogą, zmuszeni są do podjęcia następnego arbitralnego rozróżnienia. Tylko ci, którzy zaakceptują pracę proponowaną przez państwo w zamian za świadczenie „zasługują” na to świadczenie. Inaczej należy ich „objąć sankcjami”.

Workfare w jego nowoczesnym kształcie narodził się w latach 80. w amerykańskim stanie Wisconsin, gdzie przedstawiciele Partii Republikańskiej wprowadzili wymóg przyjęcia z konieczności niskopłatnej pracy dla wszystkich ubiegających się o zasiłek. Jak się można spodziewać, zmniejszyło to liczbę wniosków, co miało rzekomo dowodzić, że wcześniej wiele osób oszukiwało, zgłaszając się po świadczenia, lub też ich wcale nie potrzebowało.

Republikanie niebawem poparli to rozwiązanie w Kongresie, przygotowując projekt epokowej reformy prezydenta Billa Clintona z 1996 roku, która wypełniła jego obietnicę wyborczą o „końcu opieki społecznej, jaką znamy”. Personal Responsibility and Work Opportunity Reconciliation Act ograniczył czas otrzymywania przez ludzi zasiłków, wprowadził ściślejsze kryteria kwalifikacji i narzucił wymagania dotyczące zatrudnienia. „Zasiłek-za-pracę” stał się później mantrą polityków i partii trzeciej drogi na całym świecie, zaś regulacje w duchu workfare rozprzestrzeniły się na wszystkie kraje uprzemysłowione.

Brakuje wprawdzie miejsca na szczegółową analizę tego doświadczenia, jednak istnieje wiele dowodów na to, że amerykański workfare obniżył wydatki na opiekę społeczną kosztem wpadnięcia wielu rodzin w jeszcze trudniejszą sytuację materialną (The Economist 2016, 11–12). To samo można powiedzieć o programach workfare w innych krajach, które spychają ludzi do wykonywania niskopłatnych prac albo odcinają zasiłek tym, którzy odmawiają lub nie są w stanie ich podejmować. Niezależnie jednak od tych wyników, workfare jest szkodliwą polityką.

Workfare zawiera w sobie przymus i narzucenie „obowiązku pracy” na świadczeniobiorców, które jednocześnie nie obejmują innych. Jest także paternalistyczny w swoim założeniu, że państwo najlepiej wie, co jest najlepsze dla jednostki i dla społeczeństwa. Stanowisku głoszącemu rozwijanie umiejętności i „nawyku pracy” przez workfare przeczy rodzaj zatrudnienia oferowanego bezrobotnym, podobnie zresztą twierdzenie o integracji społecznej przez workfare jest nieprawdziwe, ponieważ ludzie bez zatrudnienia są w tym układzie społecznie zmarginalizowani lub „wykluczeni”.

Spychanie ludzi w nierozwojowe, krótkoterminowe zatrudnienie utrudnia im ich własne poszukiwania pracy, naukę lub szkolenie, potencjalnie zmniejszając ich możliwości wymknięcia się z ubóstwa i niepewności ekonomicznej. Istnieją nawet dowody na obniżenie dochodów na przestrzeni życia przez udział w workfare, co miałoby wynikać z kierowania ludzi do prostych, tymczasowych prac niepasujących do ich kwalifikacji i doświadczenia (Collins 2008).

Workfare ma także dysfunkcyjny i deformujący wpływ na rynek pracy. Wywiera nacisk na obniżanie płac przez dostarczanie taniej siły roboczej konkurującej z zatrudnionymi na podobnych stanowiskach na otwartym rynku pracy. Ludzie ci, już należący do najbardziej narażonych i pozbawionych bezpieczeństwa, mogą nawet stracić pracę dlatego, że da się ich zastąpić przez uczestników workfare.

Główne polityczne powody istnienia workfare nie mają nic wspólnego z „uszczęśliwianiem” ludzi. W rzeczywistości wynikają jedynie z chęci obniżenia zobowiązań państwa wobec gorzej sytuowanych i faktu, że rządy nie dysponują wieloma środkami poza przymusem w warunkach programów pomocy społecznej opartych na kryterium dochodowym zniechęcających finansowo do podejmowania niskopłatnej pracy. Ten ciąg argumentacyjny ma swoje źródło w wadliwym projekcie. Workfare narusza Zasadę różnicy w wymiarze bezpieczeństwa, krzywdząc najmniej zabezpieczonych. Celowo narusza także Zasadę antypaternalistyczną. Jest w końcu polityką sprzeczną z jakąkolwiek wizją wolności i sprawiedliwości społecznej.

Ulgi podatkowe

Ulgi podatkowe stały się domyślną opcją rządów socjaldemokratycznych w państwach rozwiniętych od czasu zaistnienia nacisku na płace związanego z globalizacją i „elastycznymi” rynkami pracy. Ulgi podatkowe bilansują niskie płace do poziomu zarabianego przychodu. Z konieczności systemy tego typu są złożone i opierają się na raczej arbitralnych warunkach uprawnienia.

Ulgi podatkowe zaczęły się w Stanach skromnie, od Earned Income Tax Credit (EITC) w latach 70. Następnie znacznie rozwinięto je podczas prezydentury Billa Clintona w latach 90., co sprawiło, że stały się najdroższym systemem pomocy społecznej na świecie, kosztując niemal 80 miliardów dolarów rocznie. Jedna czwarta wszystkich Amerykanów jest uprawniona do ulg podatkowych, a ponad 26 milionów otrzymało je w roku podatkowym 2015, co daje średnio 3200 dolarów na rodzinę z dziećmi. Dorośli nie posiadający dzieci są w większości wykluczeni z systemu.

W Wielkiej Brytanii ulgi podatkowe miały także skromny początek w 1999 roku. Ulgi podatkowe, będące dodatkami dla osób o niskich zarobkach (Working Tax Credits) oraz ulgi podatkowe na dzieci (Child Tax Credits) dla rodziców o niskich dochodach zostały wprowadzone w 2003 roku i stały się kluczowe dla reform społecznych i rynku pracy przeprowadzanych przez Nową Partię Pracy. Do lat 2013–2014 koszt programu urósł do 30 miliardów funtów rocznie, co stanowi 14 procent całych wydatków na opiekę społeczną, a liczba zależnych od ulg podatkowych wzrosła do 3,3 miliona z nieco ponad 2 milionów dziesięć lat wcześniej. Włączając w to dopłaty do czynszu i podatku miejskiego dla zatrudnionych, wydatki rządu na kompensację niskich płac wzrosły do 76 miliardów funtów rocznie, co stanowi jedną trzecią wszystkich wydatków na pomoc społeczną i z pewnością największy transfer społeczny, nie licząc emerytur (Ferguson 2015). 

Brytyjskie ulgi podatkowe są włączane w nowy system Powszechnego kredytu, który łączy niektóre świadczenia, jednak obciążony jest tymi samymi wadami, co ulgi podatkowe dla pracujących i inne świadczenia objęte kryterium dochodowym. Główną z nich jest nieszczęsna pułapka ubóstwa o krańcowej stopie „podatkowej” dochodów sięgającej 80 procent lub więcej. W Stanach podobne, a nawet wyższe stopy „podatkowe” zniechęcają do zwiększenia przychodów, kiedy ulgi przestają obowiązywać. Z pewnością zarówno w Stanach, jak i w Wielkiej Brytanii system ten sprawił, że mniej zarabiający członkowie gospodarstw domowych uprawnionych do ulg, zazwyczaj kobiety w związkach małżeńskich, zaczęli zmniejszać wymiar godzin płatnej pracy lub opuszczać rynek pracy (Nichols i Rothstein 2016; Brewer i Browne 2006).

Ulgi podatkowe rodzą też błędy i drobne oszustwa. Zgodnie z danymi Amerykańskiego urzędu podatkowego około jedna czwarta wszystkich ulg podatkowych jest zgłaszana nieprawidłowo, generując koszty w wysokości 14 miliardów dolarów rocznie (Tanner 2015, 17). Przeciwnicy pomocy społecznej wskazują na oszustwa, niektóre lub nawet większość z nich może jednak wynikać ze złożoności systemów, która prowadzi do błędów i nieporozumień. W Wielkiej Brytanii odbiorcy ulg podatkowych muszą podawać urzędowi skarbowemu oszacowanie dochodów – może to być trudne, a nawet niemożliwe, jeśli dochody i przepracowane godziny często ulegają zmianom. Jeśli dochody ukazują się przewyższać oszacowanie, korzystający z ulg, zgodnie z definicją mało zarabiający, są zmuszeni do zwrotu nadpłaty, co prowadzi ich do dalszego zubożenia i wzrostu zadłużenia (Rawlinson 2014).

Ulgi podatkowe dotują kapitał, niezależnie od ich wpływu na ubóstwo i dochody pracowników najemnych. Jedno z oszacowań wskazuje, że w Stanach Zjednoczonych każdy dolar przeznaczony na EITC wiąże się z zyskiem 73 centów dla pracownika, zaś 27 centów dla pracodawcy – dzięki niższym płacom (Rothstein 2009). Podobnie w wypadku Wielkiej Brytanii naukowcy doszli do wniosku, że trzy czwarte wartości ulg podatkowych wędruje do pracowników, reszta do pracodawców (The Economist 2015).

Oczywistą wadą ulg podatkowych jest fakt, że, z kilkoma wyjątkami, pomagają jedynie zatrudnionym. Ci, którzy nie mogą zdobyć pracy, lub z jakiegoś powodu nie pracują, zostają wyłączeni. Ulgi podatkowe blokują też postęp technologiczny. Redukcja kosztów pracy obniża wywieraną na przedsiębiorcach presję do wprowadzania zwiększających produktywność innowacji. W końcu, ulgi podatkowe łamią zasady sprawiedliwości społecznej oraz wolności i mają przewrotne skutki ekonomiczne i na rynku pracy.

Powszechny kredyt

W trakcie pisania tej książki na początku 2017 roku brytyjski rząd nadal przechodził przez niezwykle długi i kosztowny proces wprowadzania tak zwanego „Powszechnego kredytu”. Po ogłoszeniu w 2010 roku, funkcjonował on od roku 2013 w bardzo ograniczonej skali i, po serii opóźnień i utrudnień, ma zostać w całości wprowadzony do 2022 roku. Plan ten jest unikatowy w przypadku Wielkiej Brytanii, ucieleśnia jednak wiele elementów występujących globalnie w reformach polityki społecznej.

Powszechny kredyt nie jest ani „powszechny”, ani nie jest „kredytem”. Ma na celu integrację sześciu oddzielnych świadczeń opartych na kryterium dochodowym oraz ulg podatkowych, nie można go więc nazwać „powszechnym”, bo kierowany jest tylko do mało zarabiających. Uwzględnia też ścisłe obwarowania dotyczące zachowania, co obraca w ponury żart słowo „powszechny”.

Jednostki lub gospodarstwa domowe otrzymają miesięcznie wypłacany transfer dochodów wyrównujący kwotę, którą zarobili w poprzednim miesiącu, licząc od konkretnego dnia. Nie uwzględnia to faktu, że dochody wielu nisko uposażonych gospodarstw domowych wahają się z miesiąca na miesiąc i z tygodnia na tydzień, na przykład wraz ze zmianą liczby przepracowanych godzin[7]. Przeprowadzone w Stanach badanie wykazało, że trzy czwarte osób z dolnych 20 procent zarabiających doświadczyło miesięcznych zmian dochodowych wynoszących 30 procent lub więcej (cyt. za Painter 2016). Wypłata zaległości oznacza, że nie jest to „kredyt” ani tym bardziej z góry znana kwota. Do tego bazowanie na poprzednim miesiącu nie odzwierciedla bieżących warunków.

Z Powszechnym kredytem wiąże się niebezpieczna pułapka ubóstwa o progu 63 procent. Po doliczeniu podatku i ubezpieczenia społecznego, a przy tym utracie uzależnionego od dochodu i niewliczonego w Powszechny kredyt zasiłku na podatek lokalny, świadczeniobiorcy mogą mieć do czynienia z krańcową stopą opodatkowania przekraczającą 80 procent licząc od całkowitego dochodu. Pułapkę prekarności pogłębia z kolei przepis o czterdziestodwudniowym okresie oczekiwania na pierwszą płatność (do 60 dni, wliczając w to opóźnienia administracyjne), co spycha wielu wnioskodawców w zadłużenie, zaległości czynszowe i uzależnienie od banków żywności.

Powszechny kredyt jest w większym stopniu obwarowany warunkami i karzący niż świadczenia, które ma zastąpić, ponieważ narzuca wymóg „zaangażowania wnioskodawcy” nie tylko na bezrobotnych szukających i podejmujących pracę, ale także zatrudnionych na część etatu, zmuszonych do poszukiwania dodatkowych godzin. Świadczeniobiorcy uznani za niewystarczająco zdeterminowanych do pracy na pełny etat mogą utracić zasiłek nawet na trzy lata. System ten rozciąga warunkowy charakter świadczeń na większą grupę ludzi niż wcześniej, włączając w to partnerów osób zatrudnionych.

Wnioskodawcy będą monitorowani w pracy i poza nią przez „trenerów pracy” i „doradców wsparcia rozwoju”, by upewnić się, że spełniają warunki. Koszty armii trenerów pracy z pewnością będą olbrzymie, a nawet jeśli nie, to rozwiązanie to skazane jest na porażkę. Decydenci mogą łudzić się, że ten orwellowski z ducha pomysł służy pomocy, jednak w istocie jest paternalistyczny, inwazyjny, stygmatyzujący i prowadzi do codziennych upokorzeń zmuszających niektórych z wnioskodawców do wycofania się z systemu z powodu wstydu. Pojawiają się jednak niestety sygnały, że taki właśnie obrót spraw jest pożądany. „Zaangażowanie wnioskodawców” jest wprawdzie porównywane przez twórców do umowy zatrudnienia, nie ma z nią jednak nic wspólnego, skoro jest wnioskodawcom narzucane, a powodujące zubożenie sankcje mogą być wymierzane przez biurokratów bez rzetelnego procesu.

Co więcej, Powszechny kredyt przez uzależnienie od kryterium dochodowego w stosunku do gospodarstwa domowego zachęca do zakładania i utrzymywania jednoosobowych gospodarstw. Druga osoba w związku zarabia mniej niż pierwsza, dlatego, przewrotnie, Powszechny kredyt zachęca też pary do zrywania. Od 2016 roku świadczenie nie jest wypłacane dla trzeciego i kolejnych dzieci, tylko dla pierwszych dwóch. Powszechny kredyt jest więc moralistyczny i karze duże rodziny, mogące mieć większe potrzeby.

Najgorszą cechą Powszechnego kredytu jest opieranie go na groźbach i sankcjach zamiast zachęty do pracy. Wywiera przez to nacisk na obniżanie płac i pogłębia nierówności na rynku pracy. Trudno brać na poważnie oświadczenia rządu, jakoby „Powszechny kredyt wypełniał obietnicę rządu dotyczącą przemiany warunków społecznych z niskich płac i wysoką pomoc społeczną na wysokie płace i niskie zasiłki” (Department for Work and Pensions 2015). Nie ma możliwości, by Powszechny kredyt spowodował wzrost płac. Poza tym w przeciwieństwie do dochodu podstawowego wyraźnie faworyzuje pracę zarobkową a dyskryminuje inne, potencjalnie bardziej wartościowe formy pracy.

Wymienione wcześniej rażące wady Powszechnego kredytu sprawiają, że zachowanie polityków i badaczy społecznych bezczynnie przyglądających się jego wprowadzaniu trzeba uznać nie tylko za zaskakujące, ale i hańbiące. Każdy troszczący się o wolność i sprawiedliwość powinien krytykować reżim grożący zubożeniem ludzi bez rzetelnego procesu, wprowadzający system szpicli ścigających pozbawionych bezpieczeństwa ludzi i promujący wykluczenie, zniechęcający do podjęcia pracy i stygmatyzujący poprzez promowanie kryterium dochodowego. Powszechny kredyt prawdopodobnie zepchnie więcej ludzi w niskopłatne prace, a w ogólnym rozliczeniu obniży też płace prekariatu.

Parlamentarzyści Frank Field i Andrew Forsey podsumowują: „historycy polityczni mogą być zainteresowani tym, w jaki sposób program w takim stopniu zagrożony ryzykiem i potencjalnie kosztowny stał się flagowym programem reformy pomocy społecznej rządzącej koalicji przy znikomej debacie publicznej i rządowej” (Field i Forsey 2016, 73).

Negatywny podatek dochodowy

Propozycja negatywnego podatku dochodowego (NPD), kojarzona przede wszystkim z Miltonem Friedmanem, często postrzegana jest jako forma dochodu podstawowego, sam Friedman z resztą przedstawiał ją w taki sposób, między innymi w wiadomości przesłanej do BIEN (Basic Income Earth Network, Światowa sieć dochodu podstawowego). Należy jednak podkreślić dwie podstawowe różnice. Negatywny podatek dochodowy związany byłby z dochodem lub zarobkami rodziny i (podobnie jak ulgi podatkowe w Stanach Zjednoczonych) wypłacany z mocą wsteczną po zakończeniu roku podatkowego. Tak naprawdę byłby to selektywny system oparty na kryterium dochodowym ze wszystkimi jego wadami.

Drugi z aspektów oznacza, że wypłacana kwota nie byłaby znana z wyprzedzeniem i prawie na pewno nie byłaby dostępna w momencie najpilniejszej potrzeby. Przypominałoby to raczej nadzwyczajne zyski (albo roczne odsetki od kapitału) niż bezpieczeństwo wynikające ze stałego źródła podstawowego dochodu.

Co więcej, amerykańskie eksperymenty z NPD w latach 70. XX wieku pokazały, że ludzie dostawali bodziec do zaniżania zgłaszanej pracy i zarobków tak, by otrzymać dodatek z tytułu NPD. Dochód podstawowy nie stwarzałby tego rodzaju pokusy nadużyć. Podsumowując powyższe, negatywny podatek dochodowy nie wypada tak dobrze, jak dochód podstawowy w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej.

Prywatna dobroczynność

W końcu, niektórzy utrzymują, że państwo powinno wycofać się ze wszelkich form pomocy społecznej i pozostawić opiekę nad ludźmi w potrzebie jednostkom i „organizacjom charytatywnym”. Prawicowi libertarianie chcieliby w idealnych warunkach bazować w całości na dobroczynności, nie chcą jednak tego przyznać, ponieważ masowa hojność na wymaganą skalę byłaby zbyt wielkim oczekiwaniem. Istnieją jednak bardziej fundamentalne racje przemawiające przeciwko poleganiu w większym stopniu na dobroczynności i filantropii.

Dobroczynność opiera się na poczuciu „litości”, a, jak zauważył filozof David Hume, od litości blisko do pogardy. Prywatna dobroczynność jako główny filar polityki społecznej mogłaby zadowolić libertarian, ale poważnie narusza centralną ideę republikańskiej wolności od dominacji. Poleganie na dobrej woli innych jest niespójne z pełną wolnością. Wręcz przeciwnie, narusza wolność darczyńcy, tak samo jak obdarowanego.

Rozprzestrzenianie się dobroczynności w znacznym stopniu odzwierciedla wielorakie wady pomocy społecznej opartej na kryterium dochodowym, nieuczciwości wyznaczania warunków, celowych sankcji obarczających najbardziej narażonych ludzi i szerzeniu niepewności ekonomicznej. W Wielkiej Brytanii, dla przykładu, ponad 40 procent skierowań do banków żywności kierowanych przez dużą organizację charytatywną Trussell Trust wynika z opóźnień w wypłacie świadczeń oraz sankcji (Harrison-Evans 2016).

Fakt, że wielu ludzi w współczesnym społeczeństwie udaje się do banków żywności i schronisk wskazuje na klęskę polityki społecznej. Prywatna filantropia powinna na powrót zostać zmarginalizowana, stanowi bowiem niedemokratyczny sposób kształtowania społeczeństwa i wybiórczego dobrobytu jednostek, grup i społeczności.

Klęska alternatyw

Większość alternatyw wobec dochodu podstawowego wypada źle w stosunku do zasad sprawiedliwości społecznej, co pokazuje tabela poniżej. Niektórzy mogą spierać się z niektórymi aspektami, szczególnie biorąc pod uwagę zakładaną neutralność alternatyw do dochodu podstawowego wobec konsekwencji ekologicznych. Systemy ukierunkowane na miejsca pracy, na przykład, mają tendencję do przedkładania tworzenia krótkoterminowego zatrudnienia kosztem ochrony środowiska. Główny wniosek jest jednak taki, że wszystkie alternatywy wypadają gorzej od dochodu podstawowego.

   Zasada różnicy w wymiarze bezpie-czeństwa Zasada antypaterna-listyczna Zasada praw przed dobroczyn-nością Zasada ograniczenia ekolo-gicznego Zasada godnej pracy
Płaca minimalna Nie Tak Tak nd nd
Ubezpieczenie społeczne Nie Tak Tak nd nd
Pomoc społeczna oparta na kryterium dochodowym Nie Nie Nie nd Nie
Bony i dofinansowania Nie Nie Nie nd nd
Gwarancja zatrudnienia Nie Nie Nie nd Nie
Workfare Nie Nie Nie nd Nie
Ulgi podatkowe Nie Tak Tak nd Nie
Negatywny podatek dochodowy Nie Tak Tak nd Nie
Prywatna dobroczynność Nie Nie Nie nd Nie
Dochód podstawowy Tak Tak Tak Tak Tak

Tabela 1. Zgodność różnych systemów opieki społecznej z zasadami sprawiedliwości społecznej.

Obrońcy istniejących systemów pomocy społecznej powinni wyjaśnić dlaczego, mimo rosnących wydatków, wskaźniki ubóstwa uparcie pozostają na wysokim poziomie, a mobilność społeczna wydaje się zmniejszać. W Stanach Zjednoczonych, po ostrym spadku w okresie od lat 60. do mniej więcej 1979 roku, wskaźnik ubóstwa prawie się nie zmienia. Znaczne nakłady na świadczenia oparte o kryterium dochodowe, ulgi podatkowe, workfare, bony żywnościowe i inne ze 126 wyliczanych przez ekspertów systemów przeciwdziałających ubóstwu nie przyniosły wyraźnej poprawy (Tanner 2015, 14). Jest to z pewnością sygnałem, że potrzeba nam nowej drogi.

Przełożył Tomasz Płomiński

Wykaz literatury

Bailey, Sarah i Sophie Pongracz. 2015. Humanitarian Cash Transfers: Cost, Value for Money and Economic Impact. London: Overseas Development Institute.

Berthoud, Richard. 2007. Work-Rich and Work-Poor: Three Decades of Change. York: Joseph Rowntree Foundation.

Bhalla, Surjit, S. 2014. „Dismantling the welfare state”. Livemint, 11 czerwca.

Brewer, Mike i James Browne. 2006. The Effect of the Working Families’ Tax Credit on Labour Market Participation. Briefing Note No. 69. London: Institute for Fiscal Studies.

Center on Budget and Policy Priorities. 2016. „Chart book: TANF at 20”. cbbb.org, 5 sierpnia.

Collins, Jane Lou. 2008. „The specter of slavery: Workfare and the economic citizenship of poor women”. W New Landscapes of Inequality: Neoliberalism and the Erosion of Democracy in America, red. Micaela Di Leonardo, Jane Lou Collins i Brett Williams. Santa Fe: SAR Press: 131–152.

Coote, Anna i Jane Franklin (red.). 2013. Time on Our Side: Why We All Need a Shorter Working Week. London: New Economics Foundation.

Department for Work and Pensions. 2015. Universal Credit at Work.  Londyn: Department for Work and Pensions. https://www.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/483029/ucredit-at-work-december-2015.pdf.

Department for Work and Pensions. 2016. „Income-related benefits: Estimates of take-up”. DWP, 28 lipca.

Drèze, Jean i Amartya Sen. 2014. An Uncertain Glory: India and Its Contradictions. Princeton: Princeton University Press.

Evans, David K. i Anna Popova. 2014. „Cash Transfers and Temptation Goods: A Review of the Global Evidence”. World Bank Policy Research Working Paper WPS6886. Washington: World Bank.

Ferguson, James. 2015. „Prepare for tax hikes”. Money Week, 11 marca.

Field, Frank, i Andrew Forsey. 2016. Fixing Broken Britain? An Audit of Working- Age Welfare Reform Since 2010. London: Civitas.

Gregg, Paul i Richard Layard. 2009. A Job Guarantee. Londyn: Centre for Economic Performance Working Paper, London School of Economics. http://cep.lse.ac.uk/textonly/_new/staff/layard/pdf/001JGProposal-16-03-09.pdf.

Harrison-Evans, Peter. 2016. „A universal basic income: What would it mean for charities?”. New Philanthropy Capital, 16 sierpnia. http://www.thinknpc.org/blog/a-universal-basic-income-what-would-it- mean-for-charities/.

Harvey, Philip. 2005. „The right to work and basic income guarantees:Competing or complementary goals?”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy  2(1):  8–59.

Harvey, Philip. 2013. „More for less: The job guarantee strategy”. Basic Income Studies 7(2): 3–18.

Hidrobo, Melissa et al. 2014. „Cash, food, or vouchers? Evidence from a randomized experiment in northern Ecuador”. Journal of Development Economics 107: 144–56.

Lawrence, Felicity. 2016. „Beyond parody: HMRC cleaners left worse off after introduction of the national living wage”. Guardian, 28 lipca.

Mathema, Silva. 2013. „Undue concentration of housing choice voucher holders: A literature review”. Poverty and Race Research Action Council (PRRAC). http://www.prrac.org/pdf/Undue_Concentration_of_Vouchers_- _lit_review_6-13.pdf.

Matthews, Dylan. 2014. „76 percent of people who qualify for housing aid don’t get it”. Vox, 31 maja. http://www.vox.com/2014/5/31/5764262/76- percent-of-people-who-qualify-for-housing-aid-dont-get-it.

McFarland, Kate. 2016. „Basic income, job guarantees and the non-monetary value of jobs: Response to Davenport and Kirby”. Basic Income News, 5 września.

Mead, Lawrence M. 1986. Beyond Entitlement: The Social Obligations of Citizenship. New York: Free Press.

Mian, Emran. 2016. „Basic income is a terrible, inequitable solution to technological disruption”. TheLong+Short, 21 lipca. https://thelongandshort.org/growth/against-basic-income.

Millar, Jane i Fran Bennett. 2016. „Universal credit: Assumptions, contradictions and virtual reality”. Social Policy and Society, 10 maja. DOI: 10.1017/S1474746416000154.

Minsky, Hyman P. 2013. „The macroeconomics of a Negative Income Tax”. W Ending Poverty: Jobs, Not Welfare. Annandale-on-Hudson, NY: Levy Economics Institute, Bard College.

Nichols, Austin i Jesse Rothstein. 2016. „The Earned Income Tax Credit (EITC)”. W Economics of Means-Tested Income Transfers, red. Robert Moffitt. Cambridge: National Bureau of Economic Research, 137–218.

Painter, Anthony. 2016. „The age of insecurity is not coming. It’s already here”. Royal Society of Arts blog, 2 maja.

Quigley, William P. 2003. Ending Poverty as We Know It: Guaranteeing a Right to a Job at a Living Wage. Philadelphia: Temple University Press.

Rawlinson, Kevin. 2014. „Thousands chased by HMRC debt collectors due to overpaid tax credits”. Guardian, 30 maja.

Rothstein, Jesse. 2009. Is the EITC Equivalent to an NIT? Conditional Transfers and Tax Incidence. Washington: National Bureau of Economic Research, Working Paper No. 14966, maj.

Santens, Scott. 2016. „The progressive case for replacing the welfare state with basic income”. TechCrunch, 9 września.

Standing, Guy. 1990. „The road to workfare: Alternative to welfare or threat to occupation?”. International Labour Review 129(6): 677–91.

Standing, Guy. 2015. „Karta Prekariatu”. Tłum. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism: Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. Londyn: Biteback.

Tanner, Michael i Charles Hughes. 2013. „The work versus welfare trade-off: 2013”, Cato Institute, cato.org, 19 sierpnia. http://object.cato.org/sites/cato.org/files/pubs/pdf/the_work_versus_welfare_trade- off_2013_wp.pdf.

Tanner, Michael. 2015. The Pros and Cons of a Guaranteed National Income. Washington: Cato Institute, p. 17.

The Economist. 2015. „Credit where taxes are due”. The Economist, 4 lipca.

The Economist. 2016. „Welfare reform: A patchy record at 20”. The Economist, 20 sierpnia: 11–12.

Torry, Malcolm. 2016. Citizen’s Basic Income: A Christian Social Policy. Londyn: Darton, Longman & Todd.


Guy Standingangielski ekonomista, profesor studiów nad rozwojem w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim. Światową sławę przyniosły mu publikacje na temat prekariatu, zmian modeli zatrudnienia oraz kryzysu państwa dobrobytu. W latach 1975-2006 pracował dla Międzynarodowej Organizacji Pracy, badając m.in. transformacje gospodarcze w krajach postkomunistycznych. Jeden z założycieli Basic Income Earth Network (BIEN). Opublikował m.in. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa (2011, wyd. pol. 2014), Karta prekariatu (2014, wyd. pol. 2015), The Corruption of Capitalism (2016), a ostatnio Basic Income, And How Can We Make It Happen (2017).

 

DANE ADRESOWE:

SOAS University of London

Thornhaugh Street

Russell Square

London WC1H 0XG

United Kingdom
E-mail: guystanding@standingnet.com

 

CYTOWANIE: Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Tłum. Tomasz Płomiński, Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15-38.

DOI: 10.14746/prt.2017.2.1

 

AUTHOR:  Guy Standing

TITLE:  Alternatives to basic income: a critical review

ABSTRACT: A chapter of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. The author analyses several policies aimed at dealing with economic crises, inequality and poverty: minimum wage, contributory social insurance, means-tested social assistance, subsidized food, tax credits, workfare and job guarantee. He evaluates those policies with regard to social justice principles and compares them with basic income.

KEYWORDS: basic income, job guarantee, social insurance, social justice, workfare

[1] Po używane przez Standinga kryteria sprawiedliwości społecznej, zob. rozdział 2 jego książki. W skrócie: sprawiedliwość społeczna odnosi się do możliwie równego i pozbawionego dyskryminacji udziału w wytwarzanym społecznie oraz w naturalnym bogactwie. Zob. też zasady sprawiedliwości społecznej dalej w tekście (przyp. red.).

[2] Definicji republikańskiej wolności poświęcony jest rozdział 3 książki Standinga, w którym autor przytacza tradycyjną, Arystotelesowską definicję wolności w sensie republikańskim jako wolności od dominacji, zarówno tej aktualnej, jak i tej potencjalnej (przyp. red.).

[3] Szerokie rozumienie nierówności Standing omawia w rozdziale 4. Nierówności nie rozumie wyłącznie jako nierówności w ściśle ekonomicznym sensie, ale także jako nierówność bezpieczeństwa i poczucia pewności (przyp. red.).

[4] Pułapkę ubóstwa, razem z pułapką prekarności, autor opisuje w rozdziale 4 książki, a także w swoich monografiach na temat prekariatu (przyp. red.); zob. Standing 2014.

[5] Temu argumentowi można przeciwstawić koncepcję tworzenia buforowych zapasów żywności, które byłyby uwalniane w momencie wzrostu cen wynikającego z chwilowych niedoborów. Niebezpieczeństwo tego rozwiązania polega na tym, że zniechęca ono lokalnych producentów żywności do zwiększania produkcji.

[6] Argument ten został potem rozwinięty w Karcie Prekariatu (Standing 2015).

[7] Doskonałą krytykę Powszechnego kredytu przedstawiły Jane Millar i Fran Bennett (2016).

Bru Laín Escandell – Property, Government and Basic Income

Bru Laín Escandell – Property, Government and Basic Income

Interview with Bru Laín Escandell

Maciej Szlinder: You worked a lot on the topic of American republicanism, especially on the role of Jefferson. What is his most important contribution to the republican thinking?

Jefferson modernized the republican thought at the end of 18th century, although he kept a strong classical pastoralism ideal. He adapted the ancient republican thought to a new society living on (and creating) the new world. They were creating a new country, but also a new way of thinking. Jefferson concentrated on two main points: 1) the natural sovereign of individuals, and 2) the relation between the republican understanding of property with the idea of fiduciary government. He never considered property as something separated from the forms of government. When he was advocating for “republic of small republics” he meant the form of government consisting in the government of the Union, the 13 state republics, and the sovereign citizens at the bottom. Both these three elements were necessary to think about a real republic.

This structure of government was deeply influenced by his thinking on property that, for him, was not a natural right, but a civil one. “Stable ownership is the gift of social law, and is given late in the progress of society”, he stated in 1813. In other words, in the fiduciary relationship, the principal is the people in itself, the only natural proprietor of all the wealth. “We the people” are the fundamental words in the Declaration of Independence stating that idea. So that, it is only such a people the only one entitled to allocate national wealth and resources. The private owner, therefore, becomes just the agent, the usufructuary of the principal’s wealth. The yeoman, the small farmer who possesses the land is not an absolute proprietor of the land, he’s rather a tenant. In sum, according to Jefferson’s view on property, private property is an act of private appropriation of resources by means of a public fideicommissum shaped by a fiduciary relationship of the principal (the sovereign people who retains the right of alienation) and its agent (State or private owners, who just use it as usufruct).

What does it mean?

To usufruct means not to have the absolute dominium nor possession of a particular resource. It’s a right to use and get benefit from the land you’re working on. If you usufruct the land you’re not the last proprietor of it, since the land belongs to the whole society, the people. So that, private owner is nothing but a trustee of public or sovereign property. “Who plants a field” Jefferson defended in 1814, “keeps possession till he has gathered the produce, after which one has a right as another to occupy it […] Till then the property is in the body of the nation, and they or their chief as their trustee, must grant them to individuals”. This is the core idea of the fiduciary relationship on property. The important thing is that the same relation occurs in the government. The people is the sovereign, the principal. The representatives (first the King and after the senators and counsellors and public officers alike) are nothing but its agent, secretaries entrusted by the nation as a whole.In the US there are no Ministries, like in Spain, but Secretaries. The difference corresponds to a difference in the way of perceiving their role. For the Americans, their representatives just exercise some political function on behalf of the people and hence, subject to its trust. Put it in this way: why the French and the Americans republicans started their revolutions? Because both kings (French and English) betrayed the fiduciary relationship with the people. By nature, the principal always retains the right to take away its trust from its agent when it pleases. In 1792 Maximilien Robespierre clearly illustrated this point: “The source of all of our evils is the absolute independence of the representatives. They were nothing but the people’s agents, and they made themselves sovereigns, despots. For despotism is nothing else than the usurpation of the sovereign power.”

The conflict about taxes between the UK and American colonies was the very beginning of the revolution. Jefferson said that government imposing taxes without a voice in the government was nothing but a tyranny, an act of “despotism” or “usurpation of the sovereign power” in Robespierre’s terms. Those taxes were unacceptable, because they were not an effect of the voluntary decision of Americans, but something imposed by the king unilaterally. The right to decide about ourselves, taxes, the division of land etc. – belongs to the people. While English Parliament gave no voice to its colonies, the only authorized agent as the King. And, in doing so he betrayed the “English citizens” in the Americas.

What is the difference between Jeffersonian republicanism and the one of Robespierre?

For Robespierre the principal was everyone, all of the French population (including waged workers, women, child and slaves). For Jefferson, just white owners, yeoman, and small and independent farmers. Women and slaves were excluded alike. Democracy, in Robespierre’s mind, included the whole nation, while by Jefferson, it extinguished in the front door of the yeoman’s farm.

There were, of course, some crucial ideological differences. In the sense of social ontology all republicans are similar: they assume the existence of social classes, power relations, conflicts. The ideological difference, on the other hand, was to which extent does the democratic republican citizenry (the free or sui iuris individuals) must be extended, namely, which individuals must be free and therefore citizens, and which others must remain excluded from this republican civil society. Most of such ideological differences were due to different economic and political context. Initially, in the American colonies, there were no feudal relations, nor feudal property regime. So, no feudal lords were expected, and so, neither private dominiums. Unlike the Old world, Americans didn’t have this tradition and didn’t have this structure to overcome. They were creating a new world. That’s why the “liberation” of land was so important for Jefferson who defended the classical republican requirement of material independence by means of “40 acres and a mule”. Having a piece of land meant to be independent, meant to be a free citizen. And the only way to achieve independence was through private property of small pieces of land.

Was it different for the Jacobins?

Yes, that was not exactly the case in France. Jacobins didn’t stick only to the private property. They also claimed for the use the public, state tenure of land (the state decides how it would be divided) and common land as well. The communes before the French Revolution were very important and, in fact, they were the primary source of the jacqueries (the peasant revolts promoting the French revolution). Peasant were organised along common property, woods, land, animals, etc. They were dispossessed during 17502 by the Quesnay’s and Turgot’s phisiocratic reforms, a dispossession that continued during the first period of the French revolution by the Liberal policies passed by the new landlords of the Third Estate. The promise of the second (Jacobin) part of the French revolution was that these lands had to be returned to the commons to be used by peasantry.

So, while the American republican freedom was mainly based on the independent-private properties (the freehold), the French republican freedom was based on at least 3 different kinds of properties: small private property, public property (belonging to the state) and communal property. Americans would have never accepted the idea that the state possesses all the land. Seeing the European despotic kingdoms, for the Americans State represented the idea of imperium (the threat to the republican freedom from above public institutions). So, the government was always a second-best option; we need it not to live in chaos. Instead, for the French, the civil government was an achievement since they created it by replacing the feudal kingdom.

What about republicanism after those two revolutions? How it transformed in the face of industrial revolution?

Jefferson died in 1826 and he didn’t face the effects of the industrial revolution. The French already were witnessing the rise of the industrial world. In the US in the second part of the 19th century there was an important group called the Knights of Labor who were partially the heirs of Jeffersonian republican thought. They have updated the republican way of thinking in the world of industrial capitalism with the dominant wage-labour relationship (the new private dominiums). And that meant claiming democracy within the factories, mainly creating cooperatives. The capitalist-wage-labourer relation is unacceptable from this point of view, it’s against republican freedom. The republicanism of the Knights of Labor is still based on material independence but now it’s a collective one, not individual, not farming but working in the factory. A cooperative is a coordination and collaboration between independent workers who are the equal owners of the factory.

Talking about cooperatives. As you are a member of the basic income movement, do you think that BI can strengthen the cooperativist movement?

Yes, it creates the possibility to establish a cooperative based on the joined money got through basic income and can also make it easier for the existing cooperatives to survive.

What do you think about the concept of property-owning democracy?

Many people used this term in different meanings, even Margaret Thatcher presented herself as a supporter of a property-owning democracy. Nevertheless, the most progressive and interesting framing of POD was held by the Novel prize-awarded, James Meade in his influential work: Efficiency, Equality, and the Ownership of Property (1964). His proposal included a) a radical reform of death duties turning it in a progressive tax on inheritance, b) to apply it on inter vivos gifts, c) the creation of a public budget surplus (provided by these taxes revenues and wealth taxes) to reduce national debt and to invest in new forms of public properties, and d) to make institutional reforms (profit sharing schemes, purchase municipal houses by their tenants, investment trusts) which would make easier the accumulation of small properties. All of these measures would promote that “the ownership of property could be equally distributed over all the citizens in the community”. In that case, every citizen possesses some significant share of the national assets, so even in case of some losing a job he or she can easily subsist him/herself. In Alaska model the idea is similar, but obviously that dividend is to small fluctuating around 2,000 dollars per year and comes from oil, not from tax revenues on wealth and inheritance. As far as you are the owner of these national assets you will never lose your economic capacity. Of course, Meade showed we can apart from making a dividend do other things with these national assets – invest them or convert them into common property organised by municipalities.

The moral and economic justification of Basic Income is that the wealth in a country belongs to everyone, insofar is the output of a collective effort (which is appropriated and accumulated unequally), and thus, it must be spread to everyone in equal part. As we, the government, decides which part of the revenues goes to public schools or health service, we can also decide a part of these collective revenues going to fund a Basic Income.

You have written some articles about collaborative economy. How we should analyse it and what political stakes are connected with it?

There is huge misunderstanding with the so called “collaborative economy”. In fact, capitalist markets in themselves are the most collaborative systems ever, since they cannot exist without collaboration. Of course it’s not a democratic collaboration. We must be quite careful in using the term “collaborative economy”. For now the most collaborative platforms in our society are the labour market and the social security system. There are millions of people collaborating in them, people working, others getting unemployment benefits, and more than 6 million people receiving pensions. Uber is nothing in comparison to that. There is no collaboration there. There are people working for the owners. The only thing is that you can get in touch with your taxi driver directly, you don’t have to ask a taxi by talking to the central. This is the only collaborating element that Uber represents.

Another example, Airbnb, is supposedly to be the most collaborative platform, since connects the landlords with the tenants all around the world. But, we have been doing this for a long time without it. The only difference is that they have a huge capital to invest in advertising. The only difference is that I can upload your advertisement on their site that gives you the chance to get in contact with a lot of people. Airbnb is a private company who extracts its surplus not from the wage labour of their peers, but from what you possess –your house– and your daily activity –web connection–. This whole model is just the way of profit-making –using not your work, but your assets (your house, car, daily activities, and even more, also the collective ones like the city in itself). It is far beyond the classical exploitation relationship; it’s not the labour time that is the basis of exploitation but the leisure time. So, all of my life, not only work time, is a part of the alienation. There is nothing democratic about this.

So there are 2 main problems: First, that it’s overwhelmingly taking all of our time. And second that it is not democratic. Peter Frase concentrates on that second feature. He thinks that just destroying Uber or Airbnb is not the best idea. It would be better to take them over and democratise, to change it into cooperative. You can still use some of the technological and organisational tools but you completely change the property relations. Every Uber driver would be a cooperator having his own equal share in the firm. What do you think about that?

There are already taxi cooperatives, very old ones here in Barcelona. You can get in touch with a particular driver if you like. In that sense it’s the same service that Uber provides. In case of people renting their flats or rooms – would it be a good idea to create a cooperative of them? It’s easier to have a cooperative of landlords. But what about the problems connected with excessive tourism? What about gentrification? What about housing bubble? At some point we need the state or municipality intervention to correct or to fix negative externalities of “collaborative” activity, whereas it may be public-communitarian or private-parasitize. In any case, the house market has to be regulated. Even with taxis – it’s one of the most regulated sectors; they need licences, pay high taxes, obligatory assurances, etc. That’s why these people are complaining on Uber – they don’t follow those rules. Collaborative economy is not a problem if it is not avoiding taxes, regulations and not eroding the state and really collaborative affords. If there is, in other word, a possibility to unionise and the labour rights are respected. Otherwise it’s the savage and unregulated capitalism.

Bru Laín Escandell is PhD in Sociology at the University of Barcelona where teaches Sociology, Sociology of Knowledge and Introduction to Economics. His research is mainly on the topic of property and related issues like the common property, fiduciary theories, natural right, basic income, distribution and pre-distribution, among other. His main interests are on Political Philosophy, Political Economy and History of Political Ideas. He is the Secretary of Spanish Basic Income Network and advisor of the Barcelona City Council on the B-MINCOME pilot testing cash transfers benefits when combining with public active policies in reducing inequalities.

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.

David Casassas – Non-capitalist markets? Basic income as part of an anti-capitalist project

David Casassas – Non-capitalist markets? Basic income as part of an anti-capitalist project

Interview with David Casassas

Maciej Szlinder: In your book La ciudad en llamas [The City in Flames. The Validity of Adam Smith’s Commercial Republicanism], you’ve analysed the thought of very well-known philosopher and classical economist Adam Smith. Being a leftist what have you found interesting in this icon of free-market and contemporary liberal thinkers?

David Casassas: One thing you can do if you want to think in emancipatory terms is to try to defend your allegedly own values and goals, such as community, equality, etc. This is very important. But there has been a huge mistake within the emancipatory thinking of the twentieth century: that of offering very important values in our left-wing tradition as a present for the conservatives, fort the right. For instance, freedom has supposed to be liberal; the individual seems to be bourgeois; the private sphere seems to be something necessarily atomistic that can only be dominated by the few. I think it is very important that we go into these values and concepts and try to make and emancipatory sense of them, as they only make full sense through emancipatory lenses. If this is your goal, you should go to some classical thinkers that have been kidnapped by the liberal hermeneutics, which has given an interpretation of them that has nothing to do with the kind of world they were aspiring to. I’m thinking of political philosophers such as, for instance, Locke, Kant, Robespierre, or Adam Smith. They all have been related to the liberal tradition by liberals, and sometimes also by some Marxists for whom they were all liberal-bourgeois intellectuals. In my opinion, this is completely false. Adam Smith, as the other members of the Scottish Enlightenment did, thought about manufacture and commerce in a way that has nothing to do with the features of really-existing capitalism. Capitalism is something incompatible with free market, at least as it was defined by Smith.

So you propose some kind of strategy of re-capturing or regaining the notions that have been appropriated by the right? A kind of Trojan strategy?

You can say that, yes. The important thing is to go in depth into the works of these authors, see “the text in context”, to put it in the terms of Skinner, and realise that there was an emancipatory project of abolishing serfdom, of creating undominated social relations. In fact, all this is strongly connected with the long republican tradition, which was still very important in the seventeenth and eighteenth century in Scotland, England, France, North America etc. I think it is important to recover these authors from the claws of the liberal interpretation.

One of the ways to recover Adam Smith is to fully understand and present his social ontology, that is, his vision of what a society is. What was his view of the individual, of power relations in the making of the collective and how it differs from the liberal point of view?

If you are a liberal (in the European sense of the term), you tend to think that the world is made of psychological relations. If I sign a contract with you, it is because I prefer what you have and you prefer what I have, this being the reason why we make an exchange. Sometimes the thing you have is your labour force, and what you prefer is to work for me. This is all a matter of preferences. A republican social ontology shows a world which is criss-crossed by all kinds of (materially- and culturally-based) power relations. This is very clearly present in the works of Adam Smith. In a long passage from the Wealth of Nations on the fixation of wages, Smith describes a world which is completely pervaded by strong forms of power relations, in which workers are very likely to lose a lot in an interaction that is defined by a very dissimilar access to resources. Smith uses a very nice image to show this when he says: “In the long-run the workman may be as necessary to his master as his master is to him; but the necessity is not so immediate” (WN, I, viii, 12). In other words, workers need capitalists (or income from them) right now, because the alternative is dying from starvation. On the contrary, capitalists need workers too, but only in the long-run. In this conflictive interaction, capitalists have many more opportunities to win, to end up building social relations that respect their wishes and whims and that are extremely exploitative for others. You can find this presence of power relations in the analysis of social life all along the work of Adam Smith, as well as in Aristotle, Cicero, Machiavelli, the Levellers and the Diggers, Locke, Robespierre, Jefferson, Kant: in all the republican tradition.

But what about the probably most well-known Smithian metaphor, that of “the invisible hand”, which is used by liberals against any regulation of the market? What is the significance and place of this metaphor in Adam Smith’s theoretical construction?

First of all, it is important to know that this metaphor appears seriously only twice in his works (and once as a sort of a joke in the History on Astronomy): once in the Theory of Moral Sentiments (1759) and another time in the Wealth of Nations (1776). However, liberal hermeneutics has turned it into the allegedly main idea within Adam Smith’s thought. But let’s take the metaphor seriously. What is Adam Smith exactly telling us? He is telling us that he believes in a world in which we can enjoy undominated decentralised exchanges of goods and services, where we can conduct them without having to ask at all time for the permission of the State or the leadership of guilds. When these undominated decentralised exchanges take place, societies tend to achieve higher degrees of efficiency, freedom, happiness and self-realisation – Adam Smith is one of the main theorists of alienation and self-realisation: in fact, Marx picks up Adam Smith’s views when he writes his 1844 Economic and Philosophic Manuscripts. But the most important issue is that such decentralised exchanges need to be effectively undominated, that is, they need to be free from any power relations or bonds of dependence binding the many to the few. Thus, for these decentralised exchanges to take place in a free way that respects everyone’s wishes, preferences and interests, that is truly tolerant vis-à-vis everyone’s life plans, it is extremely important that State intervenes in order to cut bonds of dependence and to create social spheres where you and I can meet and look, as Philip Pettit would put it, “at each other’s eyes”, without me having to turn my head down because it occurs that I depend on you in order to live. There is something like “the invisible hand”, but such “invisible hand” is far from being a metaphysical entity, but something to be constituted by the republican polity. You don’t have any “invisible hand” without State intervention. So we can say that Adam Smith’s thought has to do with the civilising project of politically instituting the invisible hand. All markets are of course politically constituted, and Adam Smith is very well-aware and clear about it all.

In one of your articles you say even a little bit more, namely, that all markets are a result of State intervention, and you add that markets have always existed. Which is then your understanding of the State?

I understand the State – or, rather, political institutions in a broad sense of the term – as normative bodies that have been created by men and women – mainly man – in order to organise social life. Of course, as Polanyi teaches us – and anthropologists like Jack Goody and others insist on that –, markets have existed since the Bronze Age, or even before. So you can’t say that “the market” – in singular – is the result of capitalism or the modern State. What it seems to me is that we have always had, at least from the Bronze Age, a political and cultural “Polanyian decision” on how to exchange goods and services. If I say that all markets are politically constituted, it is because they all are the result of the sedimentation of many layers of implicit or explicit rules of what to commodify and how to commodify it. Of course, the making of these rules depends on a certain correlation of forces between social groups – between social classes. Markets are not metaphysical entities, they don’t fall from heaven. They are forms – in plural – of decentralised exchanges that emanated from the introduction of certain rules. Do left-wing political forces intervene in the making of markets? Yes, of course they do, and I think they should do it still more precisely. And does the right intervene in the making of markets? Of course it does, and it does it massively! It is a myth that the right does not regulate markets. Markets are always the result of layers and layers of legislation. And when I use the term “legislation”, I do it in a broad sense of the term, as any kind of regulation, from what we can find within the civil code and the commercial law to the “moral economy of the crowd”, as E.P. Thompson put it, which, by the way, was oriented to a political constitution of inclusive markets that was finally blocked by the unfolding of capitalist modernity.

In what sense then capitalist markets are not “free markets”? You say capitalist markets block competition and other values and procedures defended by Adam Smith.

There are two things to say with regards to all this: one is related to workers and the other one is connected with Adam Smith’s ideal of the “free producer”. Both things, I believe, should be central in the analysis of contemporary capitalism. The problem with capitalist markets, which Adam Smith knew very well, is that they rest on a massive process of dispossession of the vast majority, which forces the commodification of the labour force of this majority of people. Markets, including labour markets, are something that you should be able to access when you wish to access them – and when I say “you”, I mean every individual and the society as a whole. On the contrary, forced commodification is a problem from the republican point of view, that is, from Adam Smith’s point of view. Another problem is that capitalism creates very harsh entry barriers: there are monopolies, oligopolies, predatory price fixation processes, dumping, advertisement, etc. These are many forms of expelling from markets potential producers that might want to access them. I think it is very important not to see market as the devil, but as a space where part of the externalisation of our capacities can occur. For this to happen, markets should be institutions that we, as a society, decide to use in certain moments, scenarios and contexts. And this includes the idea that we should also have the possibility to say “no” to markets. This is the only way we can really conceive of “free markets”. This is like in a marriage: marriage is only free and potentially civilising when you can choose to leave it – because you have the right to divorce – and then you maybe decide not to leave it, but to nourish it. But we need that right to divorce. And capitalism denies us the right to divorce from markets, from mercantile relationships. We need the real possibility of choice. I’m not saying that all spheres of social life should be decommodified; what I’m saying is that all of them should be at least decommodifiable. And capitalism denies that possibility.

One of the measures you propose to enable us to say “no” is basic income. What do you mean by that?

I think that if we try to present basic income itself as a sufficient way to guarantee social power to leave markets, to decommodify the labour force, we would make a mistake. But we can present it as a part of a project of contradicting the dispossessing nature of capitalism by helping create, as a right, a set of material and immaterial resources that could guarantee an existence in dignity. And this right to a decent existence, which is guaranteed by other rights to related things such as health care, education, care policies, etc., would give you the kind of bargaining power that you lose when you are dispossessed. Basic income plays a crucial role in this context because it can help consolidate sets of resources that could give us this bargaining power to say “no” to what we don’t want to do. It is a capacity to oppose social relations that shouldn’t be linked to the idea of building an atomised world, without social relations, but to that of building an interdependence – which is unavoidable – that is truly based on autonomous decisions by all parties. In any case, basic income shouldn’t be a “unique” measure, but a part of a package of measures. But because of its unconditional, universal and individual nature, it is an excellent example of the kind of counter-dispossession policies we should endeavour in present times.

How this possibility of having an exit option and this rise in bargaining position that basic income could help to give us is related to the amount of such basic income?

This is very relevant. Basic income only works when this set of resources allows you to cover your basic needs. A partial basic income could be important in terms of fostering your well-being, but not in terms of fostering your freedom. Having 200 euros every month unconditionally allows you to buy some food or books, but if you want to be effectively free, what you need to have is a basic income at the level of the poverty line and a package of measures guaranteeing that you have your basic needs fully covered. If you are not above this threshold, the freedom-enhancing potential of these measures vanishes. Without that, you lack the exit option and the bargaining position deriving from it, and therefore you don’t have the kind of republican, effective freedom that we need. It is important that all societies interpret what this threshold is and how to achieve it for all.

How this republican freedom-based defence of basic income differs from other freedom-based justifications of this proposal, such as libertarian ones like Philippe Van Parijs’ “real libertarian” scheme?

Philippe Van Parijs’ views on basic income – and here I’m referring to Real Freedom for All – are very interesting from an abstract point of view, but they are a little bit vague in sociological terms, when it comes to assess the material conditions for this kind of freedom to emerge. Having “the capacity to do whatever you might want to do” – which is Van Parijs’ idea of freedom – is something that I buy, but I think we need to go down in terms of levels of abstraction and analyse the economic institutions that really promote this capacity. The republican tradition gives you this kind of sociological awareness on these institutions. Related to this, another thing that is absent in Van Parijs’ approach is the importance of bargaining power, which is not mentioned in Real Freedom for All. All this is a problem of the social ontology you operate with. If you still operate with a social ontology that is related to neoclassical economics – which, in some way, is what happens when you embrace Rawlsian schemes –, you don’t need to think about power relations. But if you acknowledge that world is criss-crossed by many forms of power relations – which is what republicanism does –, you should get into deep institutional analysis. In general terms, libertarian thinking is far from these ontological concerns on bonds of dependence and power relations, which is highly problematic, especially in the context of contemporary capitalism. Another problem within (right- and left-)libertarians is that they “just” think that the world was owned in common, then there was an unfair appropriation of resources that left many people without them, and they add that this needs to be repaired. In practical terms, the (left-)libertarian “reparation rationale” and the republican rationale of ex-ante empowering people might tend to converge, but things can work in a very different way as well. If this is only a question of reparations, you might forget plenty of situations in which we can’t identify that there was a concrete violation of property rights, and therefore we wouldn’t bother ex-ante distributing to everybody the kind of packages of measures I was mentioning before. I think that the pre-distribution debate that is nowadays emerging thanks to the work of philosophers such as Stuart White or Martin O’Neill and Thad Williamson, which is related in many ways to the republican approach to freedom, is broader and aims at guaranteeing that all of us effectively access these sets of resources. But if you limit yourself to a “mere” reparation of the violation of property rights, you might end up leaving people without the kind of socio-economic empowerment I’m pleading for.

In one of your articles you use the notion of “political economy of democracy”. What is that?

Only liberals – again: in the European political sense of the term – can deny that democracy requires material conditions. As stated by the bulk of the republican tradition, freedom and democracy can only appear when certain social and economic conditions have been implemented in order to help us co-determine how we live in common. There’s a long history of republican thinking about freedom and democracy, although it must be added that not all republicans have been democrats. According to the republican point of view, democracy is connected to collective projects of self-determination, and these can only occur when all of us enjoy real voice and the capacity to codetermine social relations. And his requires that all of us be equally empowered so that all of us can enjoy material independence. Otherwise, a really democratic polity cannot emerge.

And what do you mean by saying that republicanism is, in itself, true political economy?

I’m very much worried about romanticised approaches to republicanism as a tradition. You can find this in the nineteenth century, as well as in the works of Hannah Arendt and, more recently, authors such as Michael Sandel or Richard Dagger. In some way, they all say that republicanism has to do with very much appreciating the public sphere, with fostering warm ties with others, with promoting a true vita activa, as Hannah Arendt would say, without considering the material conditions of all these projects. This is highly problematic for conceptual reasons but also from an hermeneutical point of view. If you go to the classics of republicanism, from Aristotle to Marx, you very easily realise that the bulk of this tradition defines “civil society” as a normative concept that has to do with creating a public space where we all have been empowered in order to build an undominated interdependence. Republicanism does two things: the first one is a descriptive analysis of power relations – with their material and cultural dimensions – and the second one is a definition of a normative endeavour suggesting measures of many sorts in order to eradicate bonds of dependence and promote undominated social relations. To the extent that republicanism does this, we can’t limit ourselves to say that it is a vague political theory claiming that the political realm is important, but we must underline it is a very definite political economy recognising the presence of bonds of dependence – and showing their exact form – and suggesting ways of getting rid of them. Classical political economists, from Adam Smith to Ricardo and Marx, did exactly those two things.

Which measures does republicanism, as a political economy, suggest?

Firstly, there’s need for an “economic floor” – hence basic income and the packages of measures such as those presented in Guy Standing’s Precariat’s Charter. What I appreciate from this idea of a charter of rights is that it can allow us to rethink welfarist measures in a fully universal and unconditional way. Secondly, there’s need for an “economic ceiling”. Even if you have been ex-ante empowered with some basic and relevant resources, when you try to enter the economic sphere as a “free producer”, as Adam Smith would put it, it occurs that there are some powerful actors – strong oligarchs or “economic monarchs”, to put it in Roosevelt’s terms – preventing you from doing so. When this is the case, you have a big problem in terms of republican freedom. We may want to develop a project as free cooperative producers, but if we can’t access the space where production, distribution and exchange occurs because there are three or four guys controlling it and turning it into a “select” club of economic vampires, we lose our republican freedom. Therefore, thinking about freedom and democracy requires also conceiving of an economic ceiling. To put it in simple terms, we can say that there are two strategies to achieve that. First, there is the “Rousseaunian strategy”, according to which we should directly and actively cut inequalities by, for instance, reducing top salaries – hence Sam Pizzigati’s work, for instance. The second strategy is the “Rooseveltian” one, which is connected to the progressive side of the North American self-understanding. It is a strategy according to which we may accept the presence of people with a lot of money and other resources, but we must politically restrict their opportunities set to avoid those freedom-limiting practices that seek to expel the vast majority of the population from the social and economic spheres where we expect to operate as free agents.

Which of these two approaches is, in your opinion, the best one?

I don’t want to act as a “creationist”, as Toni Domènech used to say, and decide ex nihilo what each and every particular society needs to do. But I have the Rousseaunian intuition that an ex-ante measure avoiding the emergence of huge inequalities is preferable to an ex-post restrain of the opportunities sets of the most powerful economic actors. At the same time, I should also add that I tend to appreciate diverse societies where diverse people with diverse life plans end up with very different material outcomes. This is not necessarily unfair or unjust. If we take Marx’s criterion to make distributive arrangements within a communist society – “from each one according to their ability, to each one according to their need” –, we will immediately realise that this can lead us to a world with people with unequal outcomes. So the problem is not that there are economic inequalities, but that they are so big that they prevent most of us from developing our own life plans.

So we have and economic floor, certain economic ceilings, and…

In order to make both the economic floor and the economic ceiling possible – and to make sure that they both serve the republican goal of creating social positions of invulnerability for all –, we need the third component of our republican political economy: we need democratically controlled public intervention. This is very important within the republican tradition and within its contemporary heir – namely, the socialist tradition. We shouldn’t delegate these tasks of imposing economic floors and ceilings to alleged experts that will make decisions without our collective supervision. Rather, our task is to inhabit all those institutional spheres – the State, self-managed spaces, etc. – where these arrangements are made. We need to control them all and, in the end, co-determine the making of such arrangements. These institutions should be our institutions. This is crucial: in the end, we are constructing complex apparatuses that have a very important task to do in terms of the enhancement of our freedom, so we should make sure that they really work for all of us. And the problem is that under capitalism – especially under neoliberal forms of capitalism – they work for the few. So the bottom line of all this is that of course we need a vita activa within the agora, as Hannah Arendt would put it, but we need it not in abstract terms or for voluntarist reasons, but for instrumental reasons: the ultimate goal is to make sure that these institutions guarantee the material conditions of freedom – and I fear Arendt’s “republicanism” was very much against this project. In sum, if we have those three things – the floor, the ceiling, and the democratic control over the ways institutions implement them –, we count on the necessary conditions for people to live freer lives, which, by the way, entails the collective control over the means of production – these means broadly understood.

But if republican freedom is something to be guaranteed individually and is based on “property”, how do you reconcile it with this idea of a “collective” control over the means of production? Do you wish to abolish the private property?

Not at all. I think private property is something we should also reconquest from the right, which has a very narrow “absolute” vision of it. I don’t think that the fact that you create a productive space of your own – in this sense, a “private” space – is necessarily problematic. It can be a huge problem, on the one hand, if it is related to the dispossessing processes that force all of us to do wage-earning work, and, on the other hand, if it has the do with the capacity of certain powerful actors to limit our access to the economic space as free producers. In fact, this is what is nowadays happening. Current forms of interdependence are ruled by the wishes and interests of the few. But what about universalising the running of such interdependence so that we all can decide which (im)material goods and services we wish to produce with others, and how? How to create (re)productive spaces that respect everyone’s freedom and autonomy? Unconditional measures such as basic income can help a lot. For instance, they can help us decommodify the labour force – as Aristotle and Marx said and should be recalled once again, wage-earning work is incompatible with freedom – and create productive spaces, private or common, in which we can collectively control the many ways in which they operate. I think this is a contemporary way of interpreting the old motto of the “collective control over the means of production”. “Collective control” means democracy: we all should be entitled to participate in the decision-making processes on what to produce, on how to make it, on how to allocate the tasks – avoiding social, sexual, and racial division of labour –, on how to distribute it all, etc. And the idea of certain sets of “means of production” has to do with the presence of all those material and immaterial assets that we can use in these productive processes. I know I’m talking in abstract terms, but I want to leave it open for different societal interpretations about proper institutions and procedures to achieve these goals.

Which contemporary movements are fighting for the goals you present?

I think that many movements that have appeared after the rupture of the post-World War II social deal are claiming that we need to recover what the left had renounced to around 1945, with these deal, namely: the control over production – and reproduction, we must add. If you take a look at the 15-M Movement, at Occupy, at Nuit debout and many other social movements in Europe or Latin America – the Chilean student movement is also a very good example of this –, you’ll find that they are all concerned about collective economic sovereignty. And these movements try to overcome the neoliberal turn of capitalism by developing projects of social, cooperative, and solidary forms of organizing social and economic life. But they do not limit themselves to the task of fostering projects within the domain of self-management; they also claim that there is need to empower all individuals with unconditional public policies – the language of rights is very much present within these political environments – in order to help all of them make many kinds of undominated decisions within such social and economic life, which means that these movements are very keen to explore the synergies between public policy and self-management. To go no further, this is the reason why these movements ask for true “citizen rescue plans” providing everyone with an equal footing to conceive of and put into practice many projects of our own, from urban vegetable gardens to cooperative housing, caregivers support groups, and self-managed forms of production and distribution, among many others.

Are these demands related to the neoliberal dismantling of the welfare state and the current crisis of such neoliberal form of capitalism?

The post-World War II social consensus was an arrangement for the Western world in which we, the working population, were guaranteed some economic security, in return of our explicitly renouncing to the control over production. Some people – some far and autonomous lefts, etc. –, always said that this was too much of a renunciation, that this was a huge mistake. There’s no time here to dwell into this, but the fact is that we took part in this agreement. On the other side of the table, capitalists agreed on something they really didn’t want, which is the guarantee for all of us of certain degrees of social and economic security – hence welfare-state measures. I think this was a very imperfect arrangement, but still it has reformed capitalism for many years and decades. What we are witnessing today is very well explained in an article Marco Revelli, the Italian social theorist, wrote in 2010. The title of this article is really telling: “The first infuriate generation of post-growth”. In this text, Revelli mentions a painting on a wall at the Polytechnic Institute of Turin that reads as follows: “You’ve taken too much from us; now we again want it all.” The bottom line of the painting is that we had renounced to the most important goal within contemporary emancipatory traditions: the control over production. And then it occurs that neoliberalism constitutes a unilateral move of the oligarchy breaking the deal in question – as we all know, social and economic security for all is no longer possible under the current form of capitalism. Therefore, it is completely legitimate that we do not limit ourselves to the act of defending those partial goals that were part of the former agreement, but that we go back to the original scenario, which is the point in which we were still aiming at controlling production. In this vein, I think basic income, the package of measures accompanying it, the ceiling and the democratic control over these institutions we have been discussing constitute a very clear strategy aiming at putting back to the agenda, and using 21st Century terms, the old project of collective control over production – and reproduction, we must add. Of course, the crisis of capitalism and the oligarchic attempt at responding to it again in neoliberal terms have helped people understand that the old welfare consensus won’t be politically possible any more – the rentier oligarchy is no longer interested in it –, which has urged many social actors to seek for new rebel ways not only to achieve security, but also to (try to) recover higher degrees of freedom and economic sovereignty.

Your vision of “our” struggle for basic income against “them” – the economic oligarchy – stands in contradiction with the strategy of convincing “them”. Many proponents of basic income claim that it can be good for “both sides” – hence the use, for instance, of Milton Friedman’s arguments for a negative income tax while discussing basic income with Friedman’s neoliberal heirs. Can we say that your position in this point is different from, for instance, Guy Standing’s attempt at convincing “them” all too?

I think this is all very contextual. Standing’s strategy might make sense in some societies in certain moments. And I know that this view is widespread in the basic income movement all over the world – many people have embraced it. But I think this is very dangerous. There is need to think which basic income society we are interested in. I really think some models of a neoliberal basic income society constitute a real dystopia. For instance, when the goal is to have a basic income for workers to enjoy higher degrees of security – which is good – while capitalists pay lower salaries – which means that an important part of salaries are paid by tax-payers –; when the objective is to have a basic income to dismantle the welfare state; in none of these cases there is an inter-class handshake or some kind of a win-win scenario. I really think this approach has a very limited political and social ambition. For me and for other people like Daniel Raventós, Antoni Domènech and other members of SinPermiso – and for Guy Standing himself in many texts and talks, and for Louise Haagh and Michael Krätke, and for Philippe Van Parijs and Yannick Vanderborght in some passages of their new book, and for Erik Olin Wright and Carole Pateman, and for the basic income supporters within German left-wing party Die Linke, etc. –, the aim is to create a world in which you can decommodify the labour force. This does not necessarily mean that you’ll have to become an individual or collective entrepreneur. It “just” leads you to a more diverse world with many other economic options and projects. And I do not think this will help us convince the capitalist oligarchy. I do not think they will easily agree with providing all of us with very relevant levels of bargaining power to determine the share of the product and to decide what and how we produce or whether we do it with/for them or on our own. When the goal is placing basic income within a broader project of an essentially anti-capitalist nature, I very much doubt capitalists will be happy. This is why it is much more important that we build a coalition with all those who are really aiming at contradicting the dispossessing nature of capitalism, and then see what role basic income and other specific measures can play within this project. I think this is better than trying to build a coalition with every single basic income advocate: this might lead us to a world where we had a basic income but not the kind of “social power” republican and socialist proponents of basic income seek to achieve for all of us to avoid wage-earning work – if we wish that – and for all of us to easily enter into markets as free producers or to develop many forms of self-managed cooperative economic environments. I think Guy Standing is a really inspiring progressive thinker, but I do not agree with this particular idea of a handshake with those that want all of us to remain obliged to sell our labour force to them.

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.