Mikołaj Ratajczak – Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy?

Recenzja książki Guya Standinga Basic Income: And How Can We Make It Happen, Penguin Books 2017.

Abstrakt: Tekst jest recenzją książki Guya Standinga, stanowiącej przystępne i kompleksowe wprowadzenie do problematyki bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP). Autor przygląda się, w kontekście niedawnych publikacji Standinga, dwóm najważniejszym liniom argumentacyjnym za wprowadzeniem BDP: z jednej strony analizy „korupcji” współczesnego kapitalizmu, a z drugiej – przedstawienia BDP jako obywatelskiego prawa do bycia wolnym od dominacji.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, kapitalizm, prekariat, republikanizm, walka klasowa

 

Z pewnym pozytywnym zdziwieniem przeczytałem niedawno w magazynie Dissent artykuł Alyssy Battistoni The False Promise of Universal Basic Income (Battistoni 2017). Battistoni jest redaktorką Jacobina, na którego łamach publikowano już artykuły na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) – w najlepszym razie utrzymane w duchu sympatyzującego sceptycyzmu. Tekst Battistoni jednak, mimo jednoznacznego w wymowie tytułu, okazuje się dużo bardziej subtelny, wręcz dialektyczny w swojej argumentacji: z jednej strony autorka słusznie dystansuje się wobec klimatu intelektualnego, który BDP przedstawia jako swego rodzaju post-ideologiczne, naturalne czy wręcz czysto techniczne rozwiązanie, idealnie skrojone pod potrzeby współczesnego kapitalizmu. Z drugiej – uznaje postulat wprowadzenia BDP za dobry punkt wyjścia dla lewicowej polityki, także tej radykalnej, która musi się zmierzyć z zadaniem polegającym nie tyle nawet na „wynajdywaniu przyszłości”, co po prostu na walczeniu o nią. Artykuł Battistoni należy potraktować jako kolejny dowód na to, że BDP stał się obecnie w zasadzie niemożliwym do pominięcia elementem debaty o obecnym kryzysie kapitalizmu, państwa dobrobytu, ruchu związkowego oraz o programie gospodarczym (i społecznym) lewicy. Zresztą nie tylko lewicy – kryzys kapitalizmu i państwa dobrobytu jest oczywisty także dla bardziej rozgarniętych konserwatystów i liberałów; z tego względu również rządy prawicowo-centrowe flirtują lub wręcz eksperymentują z BDP (najwymowniejszy jest tu oczywiście przykład Finlandii).

W takim klimacie ideologicznym, prędzej czy później, musiała pojawić się książka, będąca zgodnie z tytułem „wprowadzeniem” do koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego (Standing 2017). Równie pewne było też to, że taką książkę napisze Guy Standing – brytyjski ekonomista, znany również w Polsce głównie dzięki dwóm książkom o prekariacie (Standing 2014, 2015), jeden z założycieli Basic Income European Network w 1986 roku (potem Basic Income Earth Network), który od wielu lat działa na rzecz wprowadzenia BDP zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Ukazanie się takiej książki – do tego w renomowanym wydawnictwie Penguin Books – będzie z pewnością świetnym przyczynkiem do dyskusji na temat zasadności i możliwości wprowadzenia BDP w różnych krajach na świecie (w tym, miejmy nadzieję, również w Polsce). W tym tekście chciałbym jednak przyjrzeć się dokładnie argumentacji Standinga na rzecz BDP, gdyż „wprowadzeniowy” charakter książki może stworzyć złudzenie, że przedstawiania przez autora perspektywa jest najbardziej ogólną, najbardziej podstawową lub wręcz „jedyną słuszną” argumentacją na rzecz BDP (czy też jego lewicowej wersji). Nie chodzi tutaj o dyskutowanie szczegółowych tez Standinga, lecz o zarysowanie dwóch najważniejszych linii jego argumentacji na rzecz BDP: krytyki „korupcji kapitalizmu” oraz przedstawienia dochodu jako prawa zabezpieczającego republikańską wolność od dominacji. Jest to istotne również z tego względu, że obecnie potrzebne są przede wszystkim dwa rodzaje dyskusji o BDP – z jednej strony, co podkreślaliśmy z Maciejem Szlinderem i Ryszardem Szarfenbergiem (Ratajczak, Szlinder, Szarfenberg 2017), należy przestać już dyskutować o tym, czy wprowadzenie BDP ma w ogóle sens – bo ma – i czy w ogóle jest możliwe – bo jest – a zamiast tego skupić się na dziejących się obecnie eksperymentach i programach pilotażowych, postarać się sformułować jak najwięcej empirycznie czy teoretycznie ugruntowanych wniosków na temat możliwego wpływu BDP na społeczeństwo i gospodarkę; z drugiej jednak strony potrzebna jest dyskusja nieograniczająca się do samego dochodu podstawowego, jego specyfiki i warunków realizacji, lecz analizująca, jak ewentualne wprowadzenie BDP wpłynie na definicję i funkcjonowanie podstaw obecnego porządku polityczno-prawnego, w rodzaju obywatelstwa, roli państwa i biurokracji, znaczenia pracy dla wyznaczania roli społecznej, podziału na sferę prywatną i publiczną itd.

Idea, by wszystkim obywatelom i obywatelkom, a nawet rezydentom i rezydentkom zapewnić bezwarunkowy, powszechny dochód podstawowy – wypłacaną w regularnych odstępach czasu przez państwo lub władzę samorządową określoną sumę pieniędzy wystarczającą do przeżycia – nie jest ideą nową. W historii pojawiała się ona regularnie przynajmniej od końca XVIII wieku (jeśli nie dużo, dużo wcześniej): w swoim dziele Agrarian Justice z 1795 roku Thomas Paine projektował mechanizm redystrybucji w postaci czegoś, co moglibyśmy nazwać dotacją kapitałową, a także emerytury obywatelskiej, zaś współczesny mu radykał, Thomas Spence rozwinął ideę renty gruntowej, która powinna być wypłacana wszystkim z racji przywłaszczenia gruntów – wspólnego dobra ludzkości – przez pojedyncze osoby. Program Spence’a był swego rodzaju radykalnym reformizmem: nie naruszał samej instytucji prywatnej własności ziemi, ale podkreślał jej negatywne społeczne efekty, którym renta gruntowa miała zapobiegać. Ten duch radykalnego reformizmu pojawiał się praktycznie za każdym razem, gdy formułowana jakąś wersję dochodu podstawowego – u Charles’a Fouriera, Josepha Charliera, Henry’ego George’a czy nawet Bertranda Russella – i w oczywisty sposób stał wówczas w sprzeczności z programem rozwiniętym przez marksizm, w którym polityce skupionej na redystrybucji przeciwstawiano uspołecznienie czy upaństwowienie środków produkcji. Stanowisko Marksa brało się z jego analiz postępującego uspołecznienia procesu produkcji w kapitalizmie i technologicznego rozwoju środków produkcji. W Krytyce Programu Gotajskiego podkreślał wyraźnie, że przesądem ekonomii burżuazyjnej jest to, iż podział środków spożycia jest niezależny od podziału środków produkcji – tak więc jedynie przez zmianę stosunków własności tych ostatnich możliwe jest stworzenie komunistycznego społeczeństwa.

Dyskusja wokół radykalnego programu redystrybucji – zapewniania każdej i każdemu finansowych środków wystarczających na przeżycie – przebiega dzisiaj inaczej i to z paru względów. Jednym z nich jest przechwycenie idei gwarantowania dochodu przez neoliberalną prawicę, co było z pewnością reakcją na powojenny rozwój państwa dobrobytu, którego nie dało się nie traktować jako zwycięstwa klasy robotniczej (lub przynajmniej częściowej akceptacji jej postulatów w celu powstrzymania kryzysu i wprowadzenia państwowego zarządzania reprodukcją kapitału, zob. Hardt, Negri 1994, De Angelis 2000). W 1962 roku Milton Friedman w swojej słynnej książce Kapitalizm i wolność (Friedman 2008) rozwinął koncepcję „negatywnego podatku dochodowego”, która do dzisiaj bywa mylona z dochodem podstawowym. Obecnie na libertariańskiej prawicy dochód podstawowy propaguje Charles Murray, który podobnie jak Friedman traktuje BDP jako narzędzie demontażu państwowych form ochrony socjalnej (Murray 2006). W jego ujęciu BDP miałby zostać wprowadzony zamiast jakichkolwiek publicznych usług w postaci służby zdrowia, darmowej edukacji itd., choć, gdy policzy się wszystkie wydatki, jakie jednostka musiałaby ponosić w sytuacji pełnej komercjalizacji tych usług, to okaże się, że propozycja Murraya nie spełnia ram definicyjnych BDP – transfer pieniężny nie wystarczyłby wówczas na pokrycie wszystkich niezbędnych potrzeb. Z drugiej strony również niektórzy współcześni przedstawiciele lewicy marksistowskiej są mniej lub bardziej zagorzałymi zwolennikami BDP. Swoje poparcie argumentują często transformacją współczesnych form pracy i produkcji oraz kryzysem istniejących postaci państwa dobrobytu, przy czym BDP jest przez nich traktowany jako co najwyżej chwilowa reforma kapitalizmu, narzędzie w walce klasowej (Hardt, Negri 2012, zob. także wypowiedź Negriego o programie Benoîta Hammona w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, Negri 2017). Na szeroko rozumianej lewicy stosunek do BDP jest jednak co najmniej ambiwalentny – i to nawet nie zawsze z tych samych powodów, dla których przeciwny BDP byłby Marks. Jedni argumentują za BDP, kładąc nacisk na postępującą automatyzację i konieczność zapewnienia źródła dochodu osobom, które za chwilę będą pozbawione pracy (np. Mason 2015, w duchu akceleracjonistycznego optymizmu Srnicek, Williams 2016) lub ogólnie na konieczność stabilizacji gospodarki cyfrowej (zob. np. Pulkka 2017). Teoretycy kapitalizmu kognitywnego idą dalej i wychodząc od lektury „Fragmentu o maszynach” w duchu włoskiego marksizmu autonomistycznego (Negri 1991, Virno 1992), argumentują, że wprowadzenie BDP byłoby inwestycją w główne źródło wartości we współczesnym kapitalizmie, mianowicie „masową intelektualność” (Vercellone 2007), ucieleśniony intelekt powszechny, którego produktywność znacząco zwiększyłaby się dzięki dochodowi podstawowemu (Fumagalli, Lucarelli 2014, Szlinder 2014). Nie brak także na lewicy bardziej „klasycznej” argumentacji za dochodem podstawowym, odwołującej się do analiz kapitalizmu Róży Luksemburg lub Michała Kaleckiego, której trzonem jest wskazywanie potencjalnie propopytowego efektu dochodu podstawowego, a także polepszenia pozycji przetargowej pracowników najemnych, w tym również w sytuacji strajku (zob. Manjarin, Szlinder 2016).

Te różne stanowiska i perspektywy argumentacji za BDP mają wiele wspólnego – większość z nich stwierdza koniec fordyzmu, charakterystycznego dla niego modelu akumulacji, a w związku z tym również koniec skuteczności modeli regulacji gospodarki charakterystycznych dla tego etapu rozwoju kapitalizmu. Wiele lewicowych zwolenników i zwolenniczek BDP wskazuje na szerzące się zjawisko prekaryzacji, postępującego uelastycznienia form zatrudnienia, działającego na korzyść kapitału czy nadmierną dominację kapitału finansowego. Standing nie jest tutaj wyjątkiem. Według brytyjskiego ekonomisty bezwarunkowy dochód podstawowy jest niezbędny z racji postępującej „korupcji kapitalizmu”, jak głosi tytuł jego poprzedniej książki (Standing 2016). Pozostając bardziej w tradycji zapoczątkowanej Wielką transformacją Polanyi’ego niż Kapitałem Marksa, Standing przygląda się różnym zjawiskom, pogłębiającym „wykorzenienie” współczesnej gospodarki ze stosunków społecznych, a także nowym zjawiskom gospodarczym, które to właśnie BDP czynią potencjalnie najbardziej skutecznym mechanizmem stabilizującym i regulującym gospodarkę. Czytelniczkom zainteresowanym tymi kwestiami należy przede wszystkim polecić rozdział 4 („Zmniejszając ubóstwo, nierówność i niepewność”), 5 („Argumenty ekonomiczne”) oraz 8 („Skutki dla świata pracy”) recenzowanej tutaj publikacji. W nich znajdziemy kluczowe uwagi Standinga, które niemniej znane są w dużej mierze z jego analiz prekariatu.

Punktem wyjścia jest tutaj stwierdzenie, że we współczesnej gospodarce coraz rzadziej praca jest skuteczną drogą wyjścia z ubóstwa i zapewnienia dobrobytu. Wiąże się to z powolnym końcem ścisłego podziału na czas pracy i czas wolny od pracy, wzrostem aktywności niezbędnych do zapewnienia sobie pracy zarobkowej (jak ujmuje to Standing, trzeba obecnie wykonać więcej nieodpłatnej „work”, by móc świadczyć „labour”, pracę najemną) oraz gwałtownym wzrostem niepewności na rynku pracy i zagrożenia utraty dochodów – ponieważ w gospodarce opartej na usługach, zwłaszcza w dobie gwałtownie rozwijających się platform cyfrowych zapośredniczających stosunki pracy, płaci się coraz częściej jedynie za wykonaną usługę lub dzieło, nie zaś ogólnie za czas pracy, który dana osoba poświęciła na znalezienie danego zlecenia, przygotowanie się do niego, realizację itd. Standing podkreśla, że w wyniku ostatniego kryzysu finansowego stopa osób biednych na świecie wzrasta, a w krajach rozwiniętych coraz więcej osób znajduje się poniżej progu ubóstwa bezwzględnego. Częściowo za ten stan rzeczy winą obarcza nieskuteczne mechanizmy pomocy socjalnej, które w większości są uzależnione od dochodów. W efekcie podjęcie zatrudnienia – coraz częściej tymczasowego, elastycznego, „śmieciowego” – wiąże się z olbrzymią, sięgającą nawet 100% efektywną stopą opodatkowania. Oznacza to, że w momencie podjęcia zatrudnienia należy nie tylko płacić podatek związany z dochodem, ale także traci się przysługujące świadczenia, w efekcie dostając niewiele więcej pieniędzy przy konieczności poświęcania czasu dla celów zarobkowych. BDP w przeciwieństwie do wielu istniejących świadczeń cechowałby się dużo większą przejrzystością, brakiem stygmatyzacji (ponieważ przyznawany byłby każdej osobie) i „efektywną” stopą opodatkowania, nieprzekraczającą stopy podatku dochodowego.

Standing stwierdza wprost, że wprowadzenie BDP doprowadziłoby dzisiaj do zmniejszenia stopy ubóstwa (co jest w zasadzie oczywiste), a także zmniejszenia poziomu nierówności i niepewności. Istotna jest tutaj relacja między nierównością i niepewnością – Standing podkreśla, że to właśnie nierówność dystrybucji bezpieczeństwa jest dzisiaj kluczowym elementem „korupcji” kapitalizmu. Nierówna dystrybucja pewności oznacza bowiem nie tylko nierówność dochodów, ale także nierówny dostęp do usług publicznych, zabezpieczenia na wypadek utraty pracy oraz możliwości kontroli własnego czasu (co związane jest z przymusem podporządkowywania się różnym mechanizmom testowania i kontroli). Tutaj znowu dotykamy kwestii końca modelu regulacji kapitału przemysłowego, w którym poziom ryzyka możliwy był do mierzenia za pomocą różnych metod aktuarialnych. Dzisiaj, twierdzi Standing, niepewność staje się w zasadzie niemierzalna, tym bardziej potrzebne stają się więc takie programy, które zapewniałyby bezpieczeństwo w sposób bezwarunkowy, a nie opierałyby się na jakichkolwiek metodach pomiaru. BDP jest właśnie takim programem. Standing zwraca również uwagę na konieczność dokładnego zaprojektowania relacji między BDP a istniejącymi świadczeniami społecznymi. Nierówność ma bowiem szansę zniknąć wtedy, gdy nienaruszone pozostaną te programy, które w szczególności chronią przed największą niepewnością egzystencjalną, takie jak świadczenia chorobowe, dla osób niepełnosprawnych czy różnego rodzaju dodatki, np. mieszkaniowe. W tym punkcie autor dochodzi do zasadniczej kwestii, która rzadko pojawia się w dyskusjach (zwłaszcza tych powierzchownych) nad BDP – z jednej strony dochód podstawowy ma tę zaletę, że jest bardzo prostym, bardzo przejrzystym systemem redystrybucji, z drugiej jednak jego wprowadzenie musi z konieczności wziąć pod uwagę to, co Anthony Atkinson nazywał „porządkiem instytucjonalnym” (Atkinson 2017, 411), czyli istniejący systemem świadczeń społecznych – i w odniesieniu do tego ostatniego trzeba decydować, jakie inne świadczenia zachować, zmienić itd. Oznacza to, że w przypadku każdego kraju wprowadzenie BDP będzie wyglądało trochę inaczej (także ze względów politycznych). I choć samej kwestii wprowadzenia BDP Standing poświęca dużo uwagi w książce, można by jednak oczekiwać, by nieco szerzej omówił problem „porządku instytucjonalnego”.

Argumentację ekonomiczną Standinga można zatem podsumować stwierdzeniem, że istniejące postacie „zakorzeniania” gospodarki kapitalistycznej są coraz bardziej nieskuteczne, przez co rosną poziomy ubóstwa, nierówności i niepewności. BDP zaś mógłby stanowić podstawę nowego systemu redystrybuującego bogactwo, a przez to i bezpieczeństwo. Co więcej, według Standinga BDP mógłby również służyć jako mechanizm antycykliczny, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę propozycję brytyjskiego ekonomisty, by BDP uzupełnić o komponent „stabilizacyjny” (więcej na ten temat w Standing 2011). Zagadnienie stabilizacji gospodarki jest być może najbardziej problematyczne, zwłaszcza, że obejmuje wiele różnych kwestii – nie tylko kryzysową naturę współczesnego kapitalizmu, ale także problem automatyzacji, finansjalizacji itd. Wydaje się, że aby BDP rzeczywiście funkcjonował jako stabilizator gospodarki, jego wprowadzenie powinno być powiązane z regulacją mechanizmów, które są dzisiaj odpowiedzialne za gwałtowną niestabilność gospodarek – w tym przede wszystkim rynków finansowych, kapitałowych, nieruchomości itd. Jest to kwestia stworzenia odpowiedniego systemu regulacji i opodatkowania, który wraz z BDP byłby w stanie wyeliminować chyba największą plagę współczesnego kapitalizmu – powrót renty.

Wydaje się, że zasadniczą wagę ekonomicznych argumentów Standinga zrozumiemy w pełni wtedy, gdy jego wprowadzenie do idei BDP przeczytamy jednocześnie ze wspomnianą już książką o korupcji kapitalizmu (Standing 2016). To w niej bowiem autor śledzi powrót renty we współczesnym kapitalizmie, który to mechanizm prawdopodobnie w największym stopniu odpowiada za ową „korupcję”: od mnożenia się form ochrony własności intelektualnej (i zysków czerpanych z tejże własności), przez mechanizmy wyciskania spekulacyjnej wartości z sekurytyzacji długu, po całkowicie skorumpowane mechanizmy „trollingu patentowego” lub pozywania państwa przez korporacje za utracone potencjalne zyski. Jak pokazuje też Standing, funkcjonujące systemy subsydiowania kapitału, wprowadzania coraz to nowych ulg podatkowych (w tym np. dopłat dla osób kupujących mieszkania pod wynajem!), po bezpośrednie zasilanie kapitału publicznymi środkami na drodze chociażby luzowania ilościowego decydują o tym, że państwa przyczyniają się współcześnie do postępującej korupcji kapitalizmu. Wprowadzenie BDP w tym kontekście można przedstawić krótko, jako odwrócenie trendu przekazywania pieniędzy kapitałowi na rzecz „luzowania ilościowego dla ludzi” – i to w sposób bezpośredni i bezwarunkowy, który zabezpieczałby przed innym mechanizmem korupcji współczesnych regulacji gospodarki, a mianowicie tym, że przy skomplikowanych, opartych na testowaniu środków lub zachowaniu świadczeniach olbrzymi odsetek (różny w zależności od kraju) osób do nich uprawnionych ostatecznie tych świadczeń nie pobiera (Atkinson 2017, 347-348).

Kluczowe są tu wszystkie cechy BDP: jego bezwarunkowość, regularność, bezpośredniość, wysokość zapewniająca minimum do przeżycia oraz fakt, że jest on wypłacany zanim wystąpi problem ubóstwa (zob. Szlinder 2017). To te cechy sprawiają, że BDP jest w stanie naprawić „korupcjogenny” charakter współczesnych systemów świadczeń społecznych, zmniejszyć stopę ubóstwa i nierówności, zwiększyć bezpieczeństwo. Żadna z tych cech jednak nie czyni BDP na tyle wyjątkowym, by mógł to być jedyny program świadczeń – co Standing wyraźnie podkreśla. Czyni go jednak dobrą podstawą całego systemu świadczeń, lepszą na przykład od postulowanego przez Atkinsona „dochodu partycypacyjnego”, w którym wypłacanie dochodu podstawowego uzależnione miałoby być od różnych form pracy na rzecz społeczności (Atkinson 2017, 361). W przypadku dochodu partycypacyjnego nie uniknęlibyśmy bowiem problemu paternalizmu, a wszelkie zaoszczędzone pieniądze – pochodzące z niewypłacania dochodu wszelkiego rodzaju rzekomym „leniom” czy „darmozjadom”, którzy według oceniających ich urzędników nie przyczynialiby się w żaden sposób do polepszenia dobrobytu swojej społeczności, zostałyby prawdopodobnie pochłonięte przez koszty obsługi programu. Nie możemy bowiem zapominać, że choć BDP ma być wypłacany przez państwo, to integralną częścią całego pomysłu jest lewicowa z ducha krytyka biurokracji i paternalizmu urzędniczego, która postuluje nie tyle indywidualizm i neoliberalne pojmowanie „odpowiedzialności” (jak robi to Murray), lecz uderza w rozrost bezsensownych procedur, które zabierają jedynie czas i są same w sobie bezsensowne (Graeber 2016).

Krytyką paternalizmu przechodzimy do drugiej linii argumentacji Standinga za BDP – a mianowicie ujęcia BDP nie tylko jako programu świadczeń, jako techniki walczenia z korupcją kapitalizmu, ale jako prawa, równoważnego w zasadzie innym prawom obywatela. Argumentacja ta poprzedza w recenzowanej książce analizy współczesnego kapitalizmu, ale chciałem do niej przejść na końcu z racji jej logicznego charakteru. O ile bowiem, używając języka etyki Kantowskiej, argumentacja ekonomiczna jest hipotetyczna – to znaczy ustawia ona dochód podstawowy jako narzędzie do realizacji pewnego celu, którym jest zwalczanie ubóstwa, zmniejszanie nierówności czy stabilizacja gospodarki – o tyle argumentacja za dochodem podstawowym jako prawem jest kategoryczna, czyli ustawia ona dochód podstawowy jako cel sam w sobie, jako bezwarunkowe prawo obywatela. Jest to dość istotna logiczna różnica – przy przyjęciu wyłącznie argumentacji ekonomicznej, moglibyśmy założyć, że kiedyś dochód podstawowy będzie mógł zostać zmieniony na inne świadczenie, lub zostać zawieszony po hipotetycznej „naprawie” kapitalizmu. Standing jednak się tutaj nie zatrzymuje. Wychodząc od fundamentalnego dla liberalizmu pytania o wolność, wpierw odrzuca jej libertariańskie ujęcie (obecne m.in. u Murraya), zgodnie z którym wolność polega na całkowitej niezależności indywiduum w jego działaniu, a które ostatecznie popada w niebezpieczny paternalizm, zakładając pewne określone rodzaje zachowań za „właściwe”, „dojrzałe” itd. i tym samym zasługujące na wspieranie (w przeciwieństwie do innych „niedojrzałych” zachowań, przypadkowo tylko charakteryzujących najczęściej klasy wykluczone i podporządkowane). Standing przyjmuje stanowisko republikańskie, zgodnie z którym wolność jest przede wszystkim wolnością od dominacji. Nie jest oczywiście jedynym na lewicy, który argumentuje za BDP z pozycji republikańskich (zob. chociażby Casassas 2008, Domènech, Raventós 2008, Marczewski 2014), niemniej warto podkreślić, że jego wizja BDP jest powiązana również z chęcią progresywnego przeformułowania relacji między obywatelem i państwem, samych podstaw obywatelstwa. Zresztą nie jest to dla tego autora nowe podejście – już w swojej drugiej książce o prekariacie (Standing 2015) podkreślał, że prekaryzacja dotyczy w równym stopniu pozycji na rynku, co statusu prawnego (dlatego też interesowali go zarówno „prekariusze”, jak i „zbywatele” [ang. „denizens”], osoby pozbawione pełni praw obywatelskich).

To podkreślenie kategorycznego wymiaru BDP jako obywatelskiego, politycznego prawa otwiera siłą rzeczy olbrzymie spektrum problemów, które z oczywistych względów mogą być tylko w niewielkim stopniu poruszone w książce, będącej wprowadzeniem do problematyki. Są to takie kwestie jak chociażby warunki odbierania BDP (np. osobom, które trafiają do więzienia za ciężkie przestępstwa), wypłacania BDP nie tylko obywatelom czy obywatelkom, ale również rezydentom czy rezydentkom (pod jakimi warunkami? na jaki okres lub po jakim czasie?), czy też podstawowej relacji wiążącej osoby uprawione do BDP z państwem, która miałaby decydować o utracie uprawnienia (nabycie innego obywatelstwa, przeprowadzka do innego kraju lub płacenie w innym kraju podatków?). Standing w odpowiednich miejscach książki wskazuje na to, że takie kwestie trzeba będzie rozstrzygnąć, nie pozostawia jednak wątpliwości, jakie rozwiązania najbardziej by go zadowalały. Jego republikanizm jest przy tym konsekwentny – jak już się powiedziało „a” (dochód podstawowy jest prawem do bycia wolnym od dominacji i przymusu), to należy powiedzieć „b” (dochód podstawowy jest prawem, którego nie można odebrać i które powinno przysługiwać także osobom rezydującym w danym państwie).

Dzięki połączeniu tych dwóch wymiarów – ekonomicznego i prawno-politycznego – książka Standinga zapewnia dobre wprowadzenie do tego, jak jednocześnie prostą ideą jest bezwarunkowy dochód podstawowy i na jakie komplikacje natrafiamy, gdy rozważamy w szczegółach jego wprowadzenie. Dzięki rozdziałom, które analizują możliwości sfinansowania BDP oraz rozważają trudności związane z polityczną walką o jego wprowadzenie, a także komentują obecne eksperymenty z tą koncepcją, czytelniczka jest z pewnością lepiej wprowadzona do tematu niż gdyby miała po kolei czytać o różnych stanowiskach w trwającej już od dłuższego czasu debacie na temat tego, czy powinno istnieć coś takiego, jak „darmowy lunch”. Ta szersza perspektywa uświadamia nam, że idea BDP nie powinna być sprowadzona do samej technicznej kwestii „jak wprowadzić” i „czy da się wprowadzić”. BDP dotyka fundamentalnych kwestii dotyczących porządku polityczno-społeczno-gospodarczego i przez to zmusza nas także do przemyślenia podstawowych pojęć, które organizują nasze myślenie o polityce i naszą wyobraźnię polityczną. Dla lewicy, zwłaszcza lewicy marksistowskiej, nie musi to oznaczać porzucenia walki klasowej jako głównej kwestii, wręcz przeciwnie – idea zagwarantowania każdemu i każdej środków do życia powinna być uznana za wartościowe narzędzie walki z różnymi formami opresji, dominacji i wyzysku. Otwiera to też nowe obszary pytań: na ile wprowadzenie BDP mogłoby wzmocnić (lub też na ile osłabić) możliwości organizacji i mobilizacji pracowniczej; czy mogłoby stać się punktem wyjścia do organizacji osób najsilniej dotkniętych prekaryzacją (a tym samym najbardziej odczuwającym niepewność); a także czy mogłoby wzmocnić pozycję osób wykonujących pracę opiekuńczą, afektywną i reprodukcyjna i w efekcie włączyć ich postulaty do programów partii lewicowych i związków zawodowych. Ostatecznie trzeba będzie jednak zadać sobie podstawowe pytanie: co jest stawką walki klas? Świat gwarantujący pracę najemną czy może jednak świat wolny od przymusu pracy?

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony W. 2017. Nierówności. Co da się zrobić? Przeł. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Battistoni, Alyssa. 2017. „The False Promise of Universal Basic Income.” Dissent Magazine, Spring 2017. https://www.dissentmagazine.org/article/false-promise-universal-basic-income-andy-stern-ruger-bregman

Casassas, David. 2008. „Basic Income and the Republican Ideal. Rethinking Material Independence in Contemporary Societies.” Basic Income Studies 2(2): 1-7.

De Angelis, Massimo. 2000. Keynesianism, Social Conflict and Political Economy. London: Macmillan.

Domènech, Antoni, i Daniel Raventós. 2008. „Property and Republican Freedom: An Institutional Approach to Basic Income.” Basic Income Studies 2(2): 1-8.

Friedman, Milton. 2008. Kapitalizm i wolność. Przeł. Bartosz Sałbut. Gliwice: Onepress.

Fumagalli, Andrea, Stefano Lucarelli. 2014. „Dochód podstawowy a wydajność w kapitalizmie kognitywnym.” Przeł. Krystian Szadkowski. Praktyka Teoretyczna 2(12): 79–104.

Graeber, David. 2016. Utopia regulaminów. O technologii, tępocie i ukrytych rozkoszach biurokracji. Przeł. Marek Jedliński. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Hardt, Michael, Antonio Negri. 1994. Labor of Dionysus. A Critique of the State-Form. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Hardt, Michael. Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Przeł. „Praktyka Teoretyczna”. Kraków: korporacja ha!art.

Manjarin, Edgar, Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–59.

Marczewski, Paweł. 2014. “Nie-Dominacja jako niezależność socjoekonomiczna. Neorepublikańskie argumenty za Bezwarunkowym Dochodem Podstawowym.” Praktyka Teoretyczna 2(12): 41-58.

Mason, Paul. 2015. PostCapitalism. A Guide to our Future. London: Allen Lane.

Murray, Charles. 2006. In Our Hands. A Plan To Replace The Welfare State. Washington D.C.: AEI Press.

Negri, Antonio. 1991. Marx beyond Marx. Lessons on the Grundrisse. Przeł. Harry Cleaver, Michael Ryan, Maurizio Viano, London: Pluto Press.

Negri, Antonio. 2017. „Benoît Hamon and Universal Basic Income.” http://www.versobooks.com/blogs/3109-benoit-hamon-and-universal-income

Pulkka, Ville-Veikko. 2017. „A free lunch with robots – can a basic income stabilise the digital economy?” Transfer: European Review of Labour and Research June-15-2017: 1–17.

Ratajczak, Mikołaj, Maciej Szlinder, Ryszard Szarfenberg. 2017. „Lekarstwo na kryzys kapitalizmu.Dziennik Gazeta Prawna 4: A9–A10.

Srnicek, Nick, Alex Williams. 2016. Inventing the Future. Postcapitalism and a World Without Work. London: Verso.

Standing, Guy. 2011. „Responding to the crisis. Economic stabilization grants”. Policy & Politics 39(1): 9–25.

Standing, Guy. 2014. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa. Przeł. Krzysztof Czarnecki, Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2015. Karta prekariatu. Przeł. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism. Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. London: Biteback Publishing.

Standing, Guy. 2017. Basic Income. And How Can We Make It Happen. London: Penguin Books.

Szlinder, Maciej. 2014. „Od sprawiedliwości do warunku transformacji: dochód podstawowy w kapitalizmie kognitywnym”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 105–142.

Szlinder, Maciej. 2017. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym.” Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111 (I/2017): 27-31.

Vercellone, Carlo. 2007. „From Formal Subsumption to General Intellect. Elements for a Marxist Reading of the Thesis of Cognitive Capitalism.” Historical Materialism 15 (1): 13–36.

Virno, Paolo. 1992. „Quelques notes à propos du general intellect.” Przeł. Gisèle Donnard. Futur Antérieur 10: 45–53.


Mikołaj Ratajczakpracownik Zespołu Filozofii Kultury IFiS PAN, redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. W latach 2012-2015 wydawca filozofii i nauk społecznych w Wydawnictwie Naukowym PWN. Autor licznych artykułów naukowych w polskich i zagranicznych wydawnictwach poświęconych zagadnieniom filozofii politycznej, filozofii języka i ekonomii politycznej. Na język polski przełożył m.in. Nierówności. Co da się zrobić? Anthony’ego Atkinsona (razem z M. Szlinderem, 2017) oraz Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji Karola Marksa (2013). Pracuje obecnie nad monografią poświęconą współczesnej włoskiej filozofii politycznej. Członek Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego.

 

DANE ADRESOWE:

Zespół Filozofii Kultury

Instytut Filozofii i Socjologii,

Polska Akademia Nauk

  1. Nowy Świat 72

00-330 Warszawa

EMAIL: mikolaj.ratajczak@gmail.com

 

CYTOWANIE: Ratajczak, Mikołaj. 2017. Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy? Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.7

 

AUTHOR: Mikołaj Ratajczak

TITLE:  Why We Need To Introduce Universal Basic Income?

ABSTRACT: A review of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Author reconstructs two general lines of Standing’s argumentation for introducing basic income: the analysis of the „corruption of capitalism” in the context of the eponymical publication from year 2016 on the one hand, and the presentation of UBI as a universal law providing the freedom from domination.

KEYWORDS: basic income, capitalism, precariat, republicanism, class struggle

Maciej Szlinder – Problemy z argumentacją zwolenników Nowoczesnej Teorii Pieniężnej przeciw dochodowi podstawowemu: komentarz do tłumaczenia

Debaty między zwolennikami bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) i gwarancji zatrudnienia (GZ) zbyt często przypominają dialog głuchych. W bezpośrednich dyskusjach jedni mówią o kwestiach etycznych i problemach systemów zabezpieczenia społecznego, a drudzy o skutkach makroekonomicznych[1]. Obie strony zbyt często wybierają sobie również przeciwników, z którymi łatwiej im polemizować. Guy Standing (2017) w przetłumaczonym w tym numerze rozdziale swojej książki odwołuje się do wysuwanego przez Nową Partię Pracy (z czasów Gordona Browna) programu nominalnie nazywającego się gwarancją zatrudnienia. Program ten jest jednak daleki od tego, co za GZ uznaliby kluczowi zwolennicy tej koncepcji. Z drugiej strony Pavlina Tcherneva w wygodny dla siebie sposób zakłada, że „rdzeniem propozycji dochodu podstawowego jest to, że ma on być neutralny dla budżetu” (Tcherneva 2017, 133), choć jest to element zupełnie przygodny i niekonieczny. Zbyt często też przedstawiciele obu stron dowolnie dobierają wyłącznie słabsze elementy różnych, niespójnych teorii, nie skupiając się na jednej konkretnej propozycji, którą uznają za najmocniejszą i stawiającą największe wyzwania.

W tym komentarzu chciałbym zatem skupić się na konkretnej propozycji GZ ściśle powiązanej z założeniami Nowoczesnej Teorii Pieniężnej (NTP), a także wynikającej w niej krytyki BDP. Stanowisko to w syntetyczny i klarowny sposób przedstawia tłumaczony w tym numerze artykuł Pavliny Tchernevy. Przyznaję, że bliska jest mi perspektywa ekonomii heterodoksyjnej i podzielam znaczną część uwag krytycznych wyrażanych przez NTP względem założeń ekonomii neoklasycznej, jak np. krytykę wątpliwej koncepcji „stopy bezrobocia nie zwiększającej inflacji” (Non-Accelerating Inflation Rate of Unemployment, NAIRU), na którą powołuje się np. Guy Standing (2017). Jednak szczegółowe założenia i elementy tej teorii budzą szereg wątpliwości natury zarówno empirycznej, jak i politycznej.

Zanim przejdę do omówienia tych ostatnich, pozwolę sobie jeszcze zaznaczyć, że w tym krótkim tekście nie podejmuję kwestii ekologicznych opisywanych przez Tchernevą, co nie znaczy, że nie zasługują one na uwagę. Wręcz przeciwnie – niektóre wątpliwości wskazywane przez nią są również elementem refleksji i dyskusji w gronie zwolenników BDP[2].

Podaż pracy i inflacja

Głównym zarzutem Tchernevy względem BDP jest to, że jej zdaniem prowadzi on „do destabilizujących skutków względem cyklu koniunkturalnego, z uwagi na swoją proinflacyjność i negatywny wpływ na poziom partycypacji i produkcji” (137). Mamy tu więc do czynienia z połączeniem dwóch argumentów: 1) BDP spowoduje wyraźny spadek podaży pracy oraz 2) BDP wywoła spiralę inflacyjną (a prawdopodobnie hiperinflację). Rozpatrzmy te zarzuty po kolei.

Pierwszy argument wymaga oczywiście empirycznej weryfikacji, jednak dostępne dane i analizy wydają się czynić go pozbawionym podstaw. W istniejących systemach zabezpieczenia społecznego, szczególnie tych opartych na kryterium dochodowym, powszechnie występuje tzw. pułapka bezrobocia, czyli sytuacja, w której osoba nie pracująca podejmując zatrudnienie traci świadczenia, co czyni podjęcie pracy działaniem nieopłacalnym. Między innymi z uwagi na ten element wiele rządów europejskich interesuje się koncepcją BDP, który tej pułapki nie zawiera, ponieważ nie jest zależny ani od dochodu danej osoby, ani od jej statusu na rynku pracy. Ponadto ani programy pilotażowe BDP w krajach peryferyjnych (Davala 2015), ani eksperymenty innych rozwiązań usuwających pułapkę bezrobocia (jak negatywny podatek dochodowy) w krajach centrum (Widerquist i Sheahan 2012, 20) nie wykazały tendencji do wycofywania się w kierunku bierności zawodowej czy znaczącego spadku podaży pracy.

Oczywiście należy się spodziewać, że część osób zatrudnionych na najgorzej płatnych, pozbawionych zabezpieczeń i uciążliwych miejscach pracy zdecyduje się je porzucić, co wymusi poprawę jakości zatrudnienia pod względem płac i warunków pracy (lub w niektórych przypadkach w razie możliwości technologicznych i opłacalności – automatyzację). Nie znaczy to jednak, że całkowita podaż pracy się zmniejszy, te same osoby (a także część osób do tej pory nieaktywnych zawodowo lub bezrobotnych) będą mogły znaleźć zatrudnienie w nowych miejscach pracy, powstałych w wyniku zwiększonej siły nabywczej społeczeństwa (wynikającej z redystrybucji od osób lepiej uposażonych, skłonnych w większym stopniu do oszczędzania, do osób gorzej sytuowanych bardziej skłonnych do konsumpcji). Dla niektórych osób BDP może stanowić też szansę na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej czy to indywidualnie czy też w ramach kooperatyw[3].

Wskazany wyżej skutek w postaci podwyżki płac leży u źródła drugiego kluczowego argumentu Tchernevy, zgodnie z którym BDP jest ze swej natury rozwiązaniem inflacjogennym. Ekonomistka pisze:

W celu nakłonienia osób otrzymujących BDP do powrotu na rynek pracy niektórzy pracodawcy będą musieli zaproponować wyższe płace (co na pierwszy rzut oka wydaje się pożądanym efektem). Jednak wkrótce potem ci sami przedsiębiorcy podniosą ceny, aby zrekompensować sobie wzrost kosztów płacowych (135).

 Aby utrzymać BDP na poziomie zapewniającym zaspokojenie podstawowych potrzeb konieczne będzie jego podwyższenie, co z kolei znów wymusi kolejną podwyżkę płac i cen, a w efekcie spiralę inflacyjną (lub wręcz hiperinflację)[4].

Podstawowym problemem w tym rozumowaniu jest założenie, że każda podwyżka płac przekłada się bezpośrednio na proporcjonalną podwyżkę cen. Oznacza to, że za stałą i niezmienną uznaje się relację między płacami a zyskami. Relacja ta jednak nie jest stała i ulega nieustannym zmianom w wyniku walk klasowych, prowadzonych zarówno bezpośrednio przez organizacje pracownicze, jak i pośrednio poprzez wpływanie na kształt instytucjonalny państw opiekuńczych[5]. Co więcej, założenie to jest nie tylko błędne empirycznie, ale także bardzo niepokojące pod względem politycznym. Zgodnie z nim nie jest bowiem możliwe zmniejszenie poziomu wyzysku, a każda walka o podwyżkę płac jest de facto daremna[6]. Takie stanowisko uderza choćby w sens działań wielu związków zawodowych i organizacji lewicowych.

BDP bez wątpienia wzmocni pozycję przetargową pracowników i w związku z tym przełoży się nie tylko na wzrost płac nominalnych i realnych, ale również płac względnych, tzn. wzrost udziału płac i spadek udziału zysków w PKB (zob. Szlinder 2013, Manjarin i Szlinder 2016). Tym samym wzrost cen będzie wyraźnie niższy niż wzrost płac, a tym samym „spirala” inflacyjna będzie miała charakter wygaszający.

Co ciekawe, początkowy skok inflacyjny Tcherneva przewiduje również w odniesieniu do efektów programu GZ. Przyczyną, dla której nie uważa, że byłby to problem, jest brak indeksacji płac w ramach tego programu (Tcherneva 2013, 73). Oznacza to jednak, że jeśli płaca w programie GZ zostanie ustalona na poziomie płacy minimalnej, to po wzroście cen, nie będąc dostosowywana do inflacji, jej realna wartość spadnie poniżej tego poziomu.

Kotwica dla cen?

Tcherneva podaje jeszcze drugi powód dlaczego BDP będzie prowadził do inflacji. Jak pisze:

Jeśli wprowadza się program, przez który populacja może swobodnie otrzymywać jednostkę, która realizuje zobowiązanie podatkowe, wartość waluty drastycznie spadnie. Chociaż nie musi się to zdarzyć od razu, z czasem wartość bezwarunkowo zapewnianej waluty ostatecznie będzie dążyć do zera. Należy podkreślić, że dochód podstawowy nie wywołuje inflacji, ponieważ jest finansowany z „fiducjarnego” pieniądza, ale ponieważ waluta jest z istoty „darmowa” (…) i jest dostarczana wszystkim na życzenie. Tym samym efektywnie unieważnia cel podatków – stworzenie popytu na rządową walutę. (133)

Jednak mamy tutaj do czynienia z pewnym nieporozumieniem, ponieważ w wypadku BDP waluta nie jest wcale dostarczana „na życzenie”. W ramach tego rozwiązania postuluje się regularne otrzymywanie jedynie pewnej określonej ilości pieniędzy. Nie można zatem mieć tyle waluty, ile się chce bez wysiłku (wówczas faktycznie jej wartość dążyłaby do zera).

Zgodnie z NPT „[s]iłę nabywczą mierzy się za pomocą jednostek pracy, które może kupić waluta” (137) a rolę kotwicy antyinflacyjnej pełni program gwarancji zatrudnienia. Problem w tym, że te jednostki pracy są zupełnie niemiarodajne. W przeciwieństwie np. do społecznie niezbędnego czasu pracy stanowiącego wartość towarów w Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy, nie mamy tutaj do czynienia z żadnym mechanizmem pozwalającym porównać godzinę czasu pracy w ramach jednego gwarantowanego miejsca pracy z drugą godziną w ramach tego programu. Jest tak, ponieważ w promowanej przez zwolenników NTP wersji GZ prace mają być co prawda użyteczne, ale ich efekty nie mogą być sprzedawane i nie mogą konkurować z sektorem prywatnym ani tradycyjnym sektorem publicznym (Tcherneva 2003, 4; Mitchell i Watts 2005, 75; Kaboub 2013, 62; Murray 2013, 112, 117; Wray 2013 170, 174)[7]. Skoro, jak pisze Tcherneva, wartość waluty jest przy GZ „zakotwiczona przez wysiłek wydatkowany, aby zarobić ten dochód”, to musi istnieć jakiś mechanizm mierzenia i standaryzowania tego „wysiłku”. Jeżeli efekty pracy nie mogą być sprawdzane za pomocą porównania ich na rynku, to konieczny wydaje się jakiś niezwykle efektywny aparat dyscyplinarny pozwalający uzyskiwać równe dawki „wysiłku” w godzinie pracy gwarantowanej. Bez niego waluta nie może być w żaden sposób „zakotwiczona”, ponieważ ten sam dochód, tę samą ilość waluty, można uzyskać skrajnie różnym „wysiłkiem”.

W tym miejscu warto zadać jeszcze jedno ważne pytanie: jaka jest różnica w odniesieniu do stabilizowania waluty między wykonywaniem jakiejś pracy (uczeniem dzieci angielskiego, opieką nad starszym sąsiadem czy dbaniem o społeczny ogród) w ramach stworzonego w programie GZ miejsca pracy a wykonywaniem tej samej pracy, dzięki czasowi i bezpieczeństwu zapewnianemu przez BDP?  Ponieważ trudno utrzymywać, że istnieje jakaś sensowna próba wskazania takiej różnicy, należy uznać, że zwolennicy NTP nie wierzą po prostu, że ludzie sami z siebie będą angażować się w społecznie pożyteczną aktywność, jeśli nie będzie to warunkiem uzyskania przez nich środków utrzymania. Przyjmują zatem pewne antropologiczne założenie o dość konserwatywnym charakterze, głoszące, że bez bezpośredniej korzyści materialnej lub przymusu ekonomicznego ludzie nie są skłonni do prospołecznej aktywności.

Przykłady empiryczne i próby połączenia

Ani BDP ani GZ nie zostały tak naprawdę sprawdzone w praktyce przez żadne państwo[8]. Tcherneva odwołuje się jednak do ograniczonego programu GZ – argentyńskiego programu bezpośredniego tworzenia miejsc pracy dla głów rodzin (Programa de Jefes y Jefas de Hogar Desocupados, PJJHD). Niezwykle pozytywny opis przebiegu i wyników tego programu wydaje się jednak dość jednostronny. Argentyńscy badacze w licznych publikacjach wskazywali na problemy związane z tym programem: od znikomego wpływu na obniżenie bardzo wysokiego poziomu ubóstwa (Barbeito et al. 2007; Lo Vuolo 2004), przez tworzenie pułapek zniechęcających do poszukiwania zatrudnienia poza programem (Gasparini, Haimovich i Oliveri 2009), po sztuczne dzielenie gospodarstw domowych w celu zakwalifikowania się do programu (Lo Vuolo 2004). Rubén Lo Vuolo zwrócił również uwagę na to, że program w mniejszym stopniu objął rodziny żyjące w skrajnej biedzie w porównaniu z mniej ubogimi, co było prawdopodobnie efektem wykluczenia osób, które nie mogły podjąć pracy (np. części samotnych matek) oraz osób, które nie miały dzieci na swoim utrzymaniu (Lo Vuolo 2004, 7–8). Trzeba zaznaczyć, że w ramach tej ostatniej grupy znajdowały się osoby, które napotykają największe problemy w znalezieniu płatnego zatrudnienia, tj. ludzie młodzi oraz osoby starsze, których dzieci nie należą już do ich gospodarstw domowych. Dla części badaczy PJJHD był przykładem polityki workfare (Lo Vuolo 2004, 7; Barbeito et al. 2007, 13), a zdaniem Barbeito et al. (2007, 13) głównym jego skutkiem było raczej zwiększenie kontroli społecznej niż poprawa dobrobytu ludzi.

Pod koniec artykułu Tcherneva sugeruje rozwiązanie „kompromisowe” między BDP a GZ, za które uważa koncepcję dochodu partycypacyjnego zaproponowaną przez angielskiego ekonomistę Anthony’ego Atkinsona (Atkinson 1995, 1996). Niestety jest to kompromis pozorny, na co wskazuje dokładniejsze przyjrzenie się tej koncepcji. Dokonali tego w swojej analizie aspektów administracyjnych dochodu partycypacyjnego Jurgen De Wispelaere i Lindsay Stirton, pokazując, że w zależności od sposobu zdefiniowania „partycypacji” mamy do czynienia z diametralnie różnymi rozwiązaniami (De Wispelaere i Stirton 2007). Jeśli zostanie ona zdefiniowana szeroko (co rzeczywiście odpowiadałoby postulatom poszerzenia zakresu pojęcia pracy przez zwolenników BDP), aby objąć wszelką użyteczną społecznie aktywność również sprawowaną we własnym domu czy sąsiedztwie, to powstaje pytanie o zakres kontroli takiej aktywności. Gdyby kontrola ta była traktowana poważnie, to generowałaby ogromne koszty administracyjne, a także wiązałaby się ze znaczącą ingerencją państwowego aparatu kontroli w życie codzienne obywateli (stała obserwacja wraz z liczeniem czasu poświęconego deklarowanym aktywnościom). Jeśli zaś opierano by się wyłącznie na nie weryfikowanych deklaracjach, to mielibyśmy do czynienia z rozwiązaniem zbliżonym do BDP z wyłączeniem części osób najbardziej wykluczonych (nie wiedzących, jak składać deklaracje będące warunkiem otrzymania świadczenia) lub najbardziej uczciwych (nie chcących deklarować czegoś, czego nie wykonują). Rozwiązaniem trzecim jest ścisłe ograniczenie aktywności kwalifikujących się jako „partycypacja” do tych aktywności, które łatwo i bez nadmiernych kosztów mogą zostać zweryfikowane, czyli np. rejestrowana praca zarobkowa, studia na wyższej uczelni czy oficjalny wolontariat w uznanej organizacji pozarządowej. W ten sposób wykluczono by jednak znaczną ilość rzeczywiście użytecznych społecznie aktywności, które są trudne do nadzorowania, szczególnie tych związanych z pracą domową i nieformalną na rzecz wspólnoty. De Wispelaere i Stirton nazywają tę strategię mianem „miękkiego workfare” (De Wispelaere i Stirton 2007, 540, 542, 543)[9]. Dochód partycypacyjny jest więc immanentnie niestabilny i musi osunąć się w jedną z trzech wersji: ułomnego BDP, koszmaru biurokratycznego nadzoru lub słabej wersji workfare. Żadna z tych wersji nie stanowi kompromisu między zwolennikami GZ i BDP (ci pierwsi na pewno nie zaakceptują pierwszej z tych wersji, a drudzy dwóch ostatnich).

Podsumowanie

Koncepcja Gwarancji Zatrudnienia, szeroko opisywana i promowana przez środowiska związane z Nowoczesną Teorią Pieniężną, wydaje się najbardziej kompleksową i interesującą wersją tego projektu. Niestety przedstawiana przez jej przedstawicielki i przedstawicieli krytyka Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego odwołująca się do drastycznie zmniejszonej podaży pracy i inherentnej inflacyjności tego rozwiązania wydaje się być pozbawiona podstaw. Co więcej, założenia ekonomiczne i antropologiczne leżące u podłoża NPT i tworzonej w jej ramach koncepcji GZ (stałość stopy wyzysku; niezwiększane niskie płace w ramach GZ; założenie, że ludzie nie będą robić nic użytecznego bez bezpośrednich korzyści lub przymusu), a także wybiórcze przytaczanie danych nt. przykładów empirycznych skłaniają do spoglądania na nią z dużą dozą ostrożności i krytycyzmu, szczególnie z punktu widzenia środowisk lewicowych i postępowych.

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony B. 1995. Public Economics in Action: The Basic Income/Flat Tax Proposal. Oxford: Clarendon Press, 1995.

Atkinson, Anthony B. 1996. „The Case for a Participation Income”. Political Quarterly 67 (1): 67–70.

Atkinson, Anthony B. 2017. Nierówności: Co da się zrobić? Tłum. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Baranowski, Mariusz i Bartosz Mika. 2017. „Wielokryterialna ocena projektów bezwarunkowego dochodu podstawowego i gwarantowanego zatrudnienia”. Praktyka Teoretyczna 2(24): 39–67.

Barbeito, A., et al. 2007. „Contribución para el debate de propuestas alternativas de política económica y social en Argentina – 2007”. Buenos Aires: Documentos deTrabajo / 59 CIEPP Centro Interdisciplinario para el estudio de las Políticas Públicas, http://www.ciepp.org.ar/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage_new1.tpl&product_id=59&category_id=8&option=com_virtuemart&Itemid=2&lang=es (dostęp 3 sierpnia 2017).

Basic Income Studies 4(2). 2009.

Davala, Sarath, Renana Jhabvala, Soumya Kapoor Mehta i Guy Standing. 2015. Basic Income: A Transformative Policy for India. London, New York: Bloomsbury Academic.

De Wispelaere, Jurgen i Lindsay Stirton, 2007. „The Public Administration Case against Participation Income”, Social Service Review 81(3): 523–49.

Garzón, Eduardo. 2014. „Contrarréplica a Arcarons, Raventós y Torrens sobre el artículo de renta básica”. La Marea. http://www.lamarea.com/2014/08/29/contrarreplica-arcarons-raventos-y-torrens-sobre-el-articulo-de-renta-basica/ (dostęp 5 sierpnia 2017 r.)

Gasparini, Leonardo, Francisco Haimovich i Sergio Oliveri. 2009. „Labor Informality Bias of Poverty-Alleviation Program in Argentina”. Journal of Applied Economics 12(2): 181-205.

Jackson, William A. 1999. „Basic income and the right to work: a Keynesian approach”, Journal of Post-Keynesian Economics 21 (4): 639–662.

Kaboub, Fadhel. 2013. „The Low Cost of Full Employment in the United States”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.

Lo Vuolo, Rubén M. 2004. „Las perspectativas del ingreso ciudadano frente a otras políticas en America Latina”, wystąpienie na X Kongresie BIEN, Barcelona, 18-21 września. http://www.basicincome.org/bien/pdf/2004Lo%20Vuolo.pdf (dostęp 30 lipca 2017 r.)

Manjarin, Edgar i Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-Capitalist Agenda”. Basic Income Studies 11(1): 1–11.

Mitchell, William i Martin Watts. 2005. „A Comparison of the Macroeconomic Consequences of Basic Income and Job Guarantee Schemes”. Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 64–90.

Moll, Łukasz. 2014 . „Bezwarunkowy dochód podstawowy w perspektywie ekospołecznej”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 5976.

Murray, Michael J. 2013. „Effective Demand, Technological Change, and the Job Guarantee Program”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.

Standing, Guy. 2013. „Why a Basic Income Is Necessary for a Right to Work”. Basic Income Studies 7(2): 19–40.

Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15–38.

Stockhammer, Engelbert. 2012. „Why Have Wage Shares Fallen? A Panel Analysis of the Determinants of Functional Income Distribution”. Geneva: International Labour Office, Conditions of Work and Employment Branch.

Szlinder, Maciej. 2013. „Dochód podstawowy z perspektywy ekonomii politycznej Michała Kaleckiego”. Nowa Krytyka 30/31: 87–106.

Szlinder, Maciej. 2016. „Wzrost czy post-wzrost? Potencjalne konsekwencje dochodu podstawowego”. W Perfumy. Posłowie do dezindustrializacji, red. Mikołaj Iwański. Szczecin: Wydawnictwo Naukowe Akademii Sztuki w Szczecinie.

Tcherneva, Pavlina R. 2003. „Job or Income Guarantee.” Working Paper 29, Center for Full Employment and Price Stability, Kansas City, MO. http://www.cfeps.org/pubs/wp-pdf/WP29-Tcherneva.pdf

Tcherneva, Pavlina R. 2006. „Universal assurances in the public interest: Evaluating the economic viability of basic income and job guarantees”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 2(1): 69–88.

Tcherneva, Pavlina R. 2013. „The Job Guarantee: Delivering the Benefits That Basic Income Only Promises – A Response to Guy Standing”. Basic Income Studies 7(2): 66–87.

Tcherneva, Pavlina R. 2017. „Jakie są względne zalety makroekonomiczne i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu podstawowego?”. Praktyka Teoretyczna 2 (24): 125–154.

Torrens, Lluis. 2016. „Dochód podstawowy, wzrost gospodarczy i miasto”. Wywiad przeprowadzony przez Macieja Szlindera. Praktyka Teoretyczna. tłum. Maciej Szlinder. kwiecień. http://www.praktykateoretyczna.pl/dochod-podstawowywzrost-gospodarczy-i-miasto/.

Widerquist, Karl i Allan Sheahan. 2012. „The United States: The Basic Income Guarantee – Past Experience, Current Proposals”. W Basic Income Worldwide: Horizons of Reform, red. Matthew C. Murray i Carole Pateman. New York & Basingstoke: Palgrave Macmillan.

Wray, L. Randall L. 2013. „The Euro Crisis and the Job Guarantee: A Proposal for Ireland”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.


Maciej Szlinder – doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii; socjolog, ekonomista. Redaktor „Praktyki Teoretycznej”.  Publikował m. in. w „Basic Income Studies”, „Nowej Krytyce”, „Filo-Sofiji” i „Przeglądzie Ekonomicznym”. Tłumacz. Prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego, członek sieci europejskiej (Unconditional Basic Income Europe) i hiszpańskiej (Red Renta Básica).

 

DANE ADRESOWE:

Redakcja „Praktyki Teoretycznej”

Instytut Filozofii

Uniwersytetu im. A. Mickiewicza

Szamarzewskiego 89c

60-780 Poznań

E-MAIL: mszlinder@gmail.com

 

CYTOWANIE: Szlinder, Maciej. 2017. „Problemy z argumentacją zwolenników Nowoczesnej Teorii Pieniężnej przeciw dochodowi podstawowemu: Komentarz do tłumaczenia”. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.6

 

AUTHOR: Maciej Szlinder

TITLE: Problems with Modern Monetary Theory Proponents’ Argumentation Against Basic Income: A Commentary to the Translation

Tłumacz i autor komentarza uzyskał środki finansowe na przygotowanie rozprawy doktorskiej z Narodowego Centrum Nauki w ramach finansowania stypendium doktorskiego na podstawie decyzji nr DEC-2015/16/T/HS1/00295

[1] Dobrym przykładem takiej „wymiany opinii” jest numer Basic Income Studies 7(2), w którym Guy Standing i Pavlina Tcherneva pozornie pisząc o tym samym (porównanie BDP z GZ w kontekście prawa do pracy), piszą „obok siebie”. Brytyjski ekonomista opisuje głównie problemy związane z opresyjnością systemów workfare (do których zalicza GZ), stosowaniem kryterium dochodowego i testów behawioralnych, a także kwestie administracyjne. Skupia się zatem na zarzutach etycznych i praktycznych. Tcherneva zaś odpowiada koncentrując się na konsekwencjach makroekonomicznych (Standing 2013, Tcherneva 2013).

[2] W tym kontekście warto szczególnie zwrócić uwagę na numer czasopisma Basic Income Studies 4(2)/2009 poświęcony tej tematyce (BIS 2009). Numer ten oraz zawarte w nim problemy zostały częściowo omówione i poddane analizie w pracach dostępnych również w języku polskim (Moll 2014, Szlinder 2016, Torrens 2016).

[3] Keynesowski ekonomista William A. Jackson zwraca uwagę na jeszcze jeden argument przekonujący do zwiększenia podaży pracy w wyniku wprowadzenia dochodu podstawowego – zmniejszenie godzin pracy. Jego zdaniem ludzie „nie postrzegaliby już pracy na pełny etat jako jedynego źródła dochodu i mieliby większą swobodę wyboru rodzaju i zakresu podejmowanej pracy”, a dochód podstawowy „mógłby zachęcić do pracowania mniejszej liczby godzin i, tym samym, zwolnić czas pracy na rzecz bezrobotnych” (Jackson 1999, 652).

[4] Argument o „pułapce inflacyjnej” powtarzają również Bartosz Mika i Mariusz Baranowski w artykule znajdującym się w tym numerze Praktyki Teoretycznej (Baranowski, Mika 2017). Zob. także Tcherneva 2006.

[5] Engelbert Stockhammer jako główne przyczyny spadku udziału płac w PKB od lat osiemdziesiątych XX wieku w krajach OECD wskazuje procesy finansjalizacji, globalizacji i demontaż państw dobrobytu (wraz z osłabieniem związków zawodowych) (Stockhammer 2012).

[6] Co ciekawe, w tę pułapkę wpadł również Eduardo Garzón, ekonomista związany ze Zjednoczoną Lewicą (Izquierda Unida) i czołowy hiszpański zwolennik GZ, który również użył tego argumentu w artykule dyskutującym z autorami hiszpańskiego modelu finansowania BDP Jordim Arcaronsem, Danielem Raventósem i Lluísem Torrensem (Garzón 2014).

[7] Co ma oczywiście sens, ponieważ gdyby efekty prac w ramach GZ konkurowały z miejscami pracy spoza tego programu, to przy stałej, niskiej i jednolitej płacy w ramach GZ efektem byłoby wypieranie lepiej płatnych miejsc pracy niż płaca w GZ przez miejsca pracy w ramach GZ i ogólna obniżkę płac.

[8] Oczywiście prowadzone były np. eksperymenty z BDP w Indiach, a obecnie trwa eksperyment w Finlandii. Ten drugi jednak nie spełnia wielu cech definicyjnych BDP i jest eksperymentem z bezwarunkowym niepowszechnym świadczeniem niepodstawowym. Co jednak ważniejsze, eksperymenty nie są w stanie przynieść nam wiedzy na temat efektów makroekonomicznych, gdyż ich skala jest zbyt mała. Prawdziwym „eksperymentem” dla któregokolwiek z tych rozwiązań będzie dopiero wprowadzenie tego rozwiązania na poziomie jakiegoś państwa narodowego.

[9] Na tę wersję zdaje się wskazywać Atkinson w swojej odpowiedzi De Wispelaere i Stirtonowi zawartej w jego ostatniej książce Nierówności: Co da się zrobić? (Atkinson 2017, 363–365).

Pavlina R. Tcherneva – Jakie są względne zalety makroekonomiczne i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu podstawowego?

Abstrakt: Istnieje bogata literatura popierająca powszechne i bezwarunkowe gwarancje publiczne przeciw rozwiązaniom kierowanym i opartym na kryterium dochodowym. Przedmiotem tego artykułu są dwie takie propozycje – dochód podstawowy i gwarancja zatrudnienia. Ocenia on wpływ każdej z nich na stabilność makroekonomiczną, utrzymując, że bezpośrednie tworzenie miejsc pracy posiada elementy stabilizujące, których brak w propozycji dochodu podstawowego. W świetle dyskusji na temat nowoczesnych finansów i dynamiki rynku pracy dochód podstawowy jawi się jako wewnętrznie inflacjogenny i potencjalnie wywołujący stagflację. Po przebadaniu makroekonomicznej wykonalności obu programów artykuł opisuje ich zalety z punktu widzenia środowiska naturalnego. Argumentuje, że „zielone” konsekwencje dochodu podstawowego wystąpią prawdopodobnie nie wskutek jego modus operandi, ale z powodu podatków wprowadzonych dla jego sfinansowania. Natomiast gwarancja zatrudnienia może służyć jako instytucjonalny środek do osiągnięcia wielu celów ekologicznych, otwarcie wspierając odnowę i ochronę środowiska, a także zrównoważony rozwój. Wreszcie, w nadziei na zbudowanie konsensusu, artykuł przedstawia propozycję połączenia rozwiązań, która jest ekonomicznie wykonalna, przyjazna środowisku i sprawiedliwa społecznie.

 

Słowa kluczowe: stabilność makroekonomiczna, inflacja, bezrobocie, środowisko, Pracodawca Ostatniej Instancji, dochód podstawowy.

 

  1. Wstęp

Dochód podstawowy i gwarancja zatrudnienia to dwie propozycje działania w interesie publicznym, które opierają się na przekonaniu, że powszechne i bezwarunkowe rozwiązania są skuteczniejsze i sprawiedliwsze od programów kierowanych do konkretnych grup lub opierających się na kryterium dochodowym. Łączy je odrzucenie współczesnych systemów zabezpieczenia społecznego i polityki rynku pracy jako niesprawiedliwych i nieefektywnych. Kolejny punkt wspólny to otwarte zobowiązanie do zagwarantowania wszystkim jednostkom prawa do środków utrzymania. Obie propozycje mają na celu zwiększenie jednostkowej wolności i możliwości ekonomicznych, rozwinięcie pojęcia obywatelstwa, integrację społeczną poprzez likwidację ubóstwa, wzmocnienie kapitału ludzkiego, ożywienie wspólnot i odnowę środowiska naturalnego. Żywiołowy spór toczy się jednak o sposoby realizacji tych celów.

Ujmując rzecz skrótowo, zwolennicy i zwolenniczki dochodu podstawowego uważają, że współczesne gospodarki zmierzają w kierunku coraz bardziej prekarnych rynków pracy i uznają, że miejsca pracy nie mogą stanowić drogi do lepszego życia (Aronowitz i DiFazio 1994). Ponadto, podczas gdy niektóre osoby nie muszą pracować (np. z powodu spadku), inne, aby się utrzymać, muszą pracować często w „złych” miejscach pracy. Z tego powodu uważa się, że każda reforma polityki społecznej, która zwiększa rzeczywistą wolność, musi zapewnić jednostkom równy dostęp do darów natury poprzez dochód podstawowy, ale bez przymusu, by na niego zapracować (Van Parijs 1995). Taka polityka będzie również elementem emancypacji względem przymusowego zatrudnienia dzięki temu, że pozwoli im odrzucić poniżającą lub po prostu obowiązkową pracę najemną (Widerquist 2004). Kapitalizm postrzega się tutaj jako system z natury niesprawiedliwy głównie z uwagi na zależność dochodu od pracy. Kluczowym celem dla proponentów dochodu podstawowego staje się zatem zerwanie tego powiązania.

Zwolennicy i zwolenniczki gwarancji zatrudnienia uważają z kolei, że obrońcy i obrończynie dochodu podstawowego źle postawili problem niepewności dochodu (Harvey 2003; Mitchell i Watts 2004). Dobrze skonstruowany program gwarantowanego zatrudnienia, który oferuje możliwości sensownej pracy w zamian za godziwą płacę, nieuchronnie przeciwstawia się prekarnemu rynkowi pracy poprzez likwidację bezrobocia, radykalne zmniejszenie ubóstwa i wzmocnienie indywidualnej wolności do porzucenia złych miejsc pracy. Innymi słowy, w pieniężnej gospodarce rynkowej wiele z obserwowanych problemów rynkowych wynika z niewystarczającej liczby i jakości miejsc pracy. Gdy prawo do pracy zostanie zapewnione wszystkim, otworzy się jedyna możliwość, by odpowiednio ocenić błędy rynku i zabezpieczeń społecznych (Harvey 2003). Zabezpieczenie prawa do pracy stanowi w tym kontekście nadrzędny cel zwolenników i zwolenniczek gwarancji zatrudnienia.

Można czasem usłyszeć istotne zarzuty, że propozycje dochodu podstawowego nie są możliwe do realizacji z perspektywy ekonomicznej. Główny dotyczy tego, że muszą one prowadzić do takiego wzrostu inflacji, który może wiązać się z katastrofalnymi skutkami dla waluty. Co więcej, dochód podstawowy zdestabilizowałby rynki pracy i strukturę płac, co czyni go rozwiązaniem potencjalnie prowadzącym do stagflacji i hiperinflacji (Mitchell i Watts 2004; Tcherneva 2006a).

Niniejszy tekst stawia sobie trzy cele. Po pierwsze, bada możliwość realizacji obu programów z perspektywy makroekonomicznej w kontekście współczesnych pieniężnych gospodarek produkcyjnych. Po drugie, szczegółowo omawia ich zalety dla środowiska. Wreszcie w nadziei na zbudowanie konsensusu, przedkłada propozycję połączenia obu rozwiązań, która jest jednocześnie możliwa do realizacji z ekonomicznego punktu widzenia, przyjazna środowisku i sprawiedliwa społecznie.

  1. Czy jesteśmy w stanie sfinansować dochód podstawowy lub gwarancję zatrudnienia?

Porównujemy tutaj dwie propozycje. Bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP)[2], o którym tu mowa, polega na świadczeniu powszechnym wypłacanym każdej osobie posiadającej obywatelstwo bez względu na rasę, płeć, stan cywilny czy uczestnictwo w rynku pracy na poziomie wystarczającym do nabycia dóbr zapewniających podstawowy, niezbędny poziom życia[3]. Program gwarancji zatrudnienia (GZ), który chcemy tutaj analizować, oferuje miejsca pracy finansowane z budżetu federalnego każdej osobie gotowej, chętnej i zdolnej do pracy, która jednak nie znalazła pożądanego zatrudnienia w sektorze prywatnym. Program ten zapewnia godziwą płacę i przyzwoite warunki pracy. Modelowymi przykładami programu są niedawne propozycje modeli: zatrudnienia w usługach publicznych, rządu jako pracodawcy ostatniej instancji oraz zapasu zatrudnienia[4].

Błędne pojmowanie finansów publicznych stanowi być może najważniejszą przeszkodę dla rządu w implementacji ważnych reform. Wiele napisano na temat sposobów finansowania dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia[5]. Taka dyskusja jest istotna jedynie z perspektywy tych państw, które oddały suwerenną kontrolę nad własnymi walutami (np. znajdują się w systemie izby walutowej lub jakiegoś innego reżimu sztywnego kursu wymiany). Państwa, które wciąż są suwerennym emitentem pieniądza (czyli większość państw świata), nie mają jednak ograniczeń w finansowaniu swoich działań. Niewątpliwie mierzą się one z ograniczeniami politycznymi, którymi wstrząsnęłoby pełne uznanie sposobu funkcjonowania suwerennej waluty. Chociaż ideologia „pieniędzy podatnika” jest głęboko zakorzeniona w całym współczesnym dyskursie, kluczową kwestią dla odpowiedniego zrozumienia natury powszechnych gwarancji jest obalenie przesłanek tej ideologii. Taki jest cel tej części artykułu.

Istnieje bogata literatura na temat zasad funkcjonowania suwerennych finansów[6]. Chciałabym skupić się na trzech tego rodzaju regułach. Po pierwsze, podatki i wydatki są zawsze dwoma niezależnymi operacjami, jednak w ramach systemu płynnego kursu wymiany walut podatki nie mogą finansować wydatków. Państwo będące suwerennym emitentem pieniądza może zawsze zapłacić za wybrane przez siebie publiczne programy, czy to za dochód podstawowy, gwarancję zatrudnienia, czy jakikolwiek inny program, bez względu na pobór podatków. Nie oznacza to jednak, że ten ostatni jest nieistotny. Po drugie, chociaż emisja pieniądza nie zależy od podatków, ich pobieranie jest kluczowe dla zdolności przetrwania waluty. W pieniężnych gospodarkach produkcyjnych wartość waluty wiąże się z tym, co trzeba zrobić, by ją otrzymać (aby zapłacić podatki lub inne zobowiązania), a sektor publiczny może bezpośrednio ustalić swoje warunki wymiany, a tym samym wpływać na wartość waluty. Po trzecie, we współczesnej gospodarce rynkowej bezrobocie jest zawsze i wszędzie zjawiskiem pieniężnym, na które można skutecznie odpowiedzieć poprzez właściwe użycie suwerennych finansów.

2.1. Suwerenna kontrola waluty

Najbardziej powszechnym błędem jest mieszanie finansów publicznych z niepublicznymi. Podczas gdy sektor prywatny jest rzeczywiście ograniczony w swoich wydatkach przez własne przychody lub pożyczki, nie dotyczy to sektora publicznego, który „finansuje” swoje wydatki z własnych pieniędzy. Jest to odzwierciedlenie jego statusu jedynego dostarczyciela waluty (lub monopolu na walutę). Jak wyjaśnia się w stanowisku postrzegającym podatki jako źródło pieniądza, celem opodatkowania nie jest „finansowanie” wydatków państwa, ale raczej stworzenie popytu na walutę suwerena. We współczesnych gospodarkach, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Japonia, waluta (odpowiednio dolar, funt brytyjski czy jen) nie jest „ograniczonym” zasobem rządu (Mosler 1997-1998). Skonsolidowany rząd (ze skarbem państwa i bankiem centralnym jako jego przedstawicielami) wydaje, kredytując prywatne konta bankowe, i opodatkowuje przez ich obciążanie. Podatki funkcjonują dzisiaj zatem nie po to, by finansować wydatki rządu, ale by stworzyć popyt na w przeciwnym razie niezabezpieczone waluty krajowe. W ten sposób władza emitująca pieniądz może nabyć niezbędne dobra i usługi od sektora prywatnego. Podatki są, w pewnym sensie, wehikułem przenoszącym zasoby z sektora prywatnego do publicznego.

Jeżeli celem podatków jest tworzenie popytu na państwowy pieniądz, to zarówno z perspektywy logicznej, jak i operacyjnej, pobór podatków nie może występować przed zapewnieniem przez rząd tego, czego domaga się on za płacenie podatków. Innymi słowy, nie tylko wydatki i podatki są dwiema niezależnymi operacjami, ale to wydatki muszą z konieczności poprzedzać podatki. Innym sposobem spoglądania na tę relację przyczynową jest stwierdzenie, że wydatki rządowe „finansują” „płacenie podatków” przez sektor prywatny, a nie odwrotnie[7].

Podsumowując, suwerenne rządy mają publiczny monopol na krajową walutę. Wydatki publiczne poprzedzają opodatkowanie, zawsze tworząc nowy pieniądz wielkiej mocy (PWM), podczas gdy podatki każdorazowo go niszczą. Podatki nigdy nie są zatem gromadzone i nie mogą „finansować” przyszłych wydatków. Oznacza to także, że równowaga budżetowa jest księgowym rezultatem ex post. Polityka „neutralna budżetowo” ma na celu mierzenie jakiegoś późniejszego wyniku rozliczeniowego, który nie przynosi żadnej wiedzy na temat jej ekonomicznych skutków.

Chociaż rządy nie są ograniczone operacyjnie w swoich wydatkach, niezmiernie ważne jest to, jakie programy decydują się finansować. Jako jedyni dostarczyciele pieniądza fiducjarnego ponoszą również odpowiedzialność za utrzymanie jego wartości, a niektóre programy służą do tego celu lepiej niż inne.

2.2. Wartość waluty

Podatki tworzą popyt na pieniądz rządowy, ale również nadają mu wartość. Innes podkreśla, że „dolar pieniężny to dolar nie z uwagi na materiał z jakiego jest zrobiony, ale z powodu dolara podatku narzuconego, by go spłacić” (Innes 1914, 71). Uważał on także, że „im więcej rządowego pieniądza znajduje się w obiegu, tym jesteśmy biedniejsi” (Innes 1914, 66). Innymi słowy, jeśli pieniądze rządowe w obiegu znacznie przewyższają całkowite zobowiązania podatkowe, wartość waluty spada. Tym samym, to nie tylko wymóg płacenia podatków, ale również trudność uzyskania tego, co pozwala uregulować ten wymóg podatkowy, jest tym, co przydaje pieniądzom ich wartość.

Ten ważny związek między wyciekami i zastrzykami pieniądza wielkiej mocy (PWM) trudno zmierzyć. Ponieważ waluta jest publicznym monopolem, rząd dysponuje bezpośrednią metodą określania jej wartości. Dla Knappa opłaty pochodzące z zarządzenia państwa [payments with state fiat] mierzą określoną liczbę jednostek wartości (1973 [1924]: s. 7-8). Dla przykładu, jeśli państwo wymaga, że w celu uzyskania jednej jednostki PWM trzeba dostarczyć jedną godzinę pracy, wówczas pieniądz będzie warty dokładnie tyle – jedną godzinę pracy (Wray 2003). Dlatego państwo jako monopolistyczny emitent waluty może określać jej wartość poprzez ustalenie „w sposób jednostronny warunki wymiany, które zaoferuje tym, którzy poszukują waluty (Forstater i Mosler 1999)[8].

Oznacza to, że państwo ma władzę egzogenicznego ustalania ceny, za jaką dostarcza PWM, tj. ceny za którą kupuje aktywa, dobra i usługi od sektora prywatnego. Chociaż nie jest pożądane ze strony państwa, by ustalać ceny wszystkich dóbr i usług, które nabywa, tym niemniej posiada ono taki przywilej. Jak pokażemy niżej, poprzez gwarancję zatrudnienia monopolista na emisję pieniądza musi jedynie ustalić jedną cenę, by zakotwiczyć wartość swojej waluty. Bezwarunkowy dochód podstawowy nie ustala za to żadnych warunków wymiany suwerennej waluty; zapewnia ją bezwarunkowo.

2.3. Bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym

Ostatnim punktem w tej części jest stwierdzenie, że bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym. Dobrze wykazał to Keynes w Ogólnej teorii, jednak perspektywa pieniądza wytwarzanego przez podatki rzuca nowe światło na to, co Keynes miał na myśli pisząc o tym, że pieniądz jest „beczką bez dna dla siły nabywczej. Nie ma bowiem takiej wartości pieniądza, przy której (…) popyt przerzuciłby się na inne dobra” (Keynes 2011 [1936], s. 208)

Wydatki rządowe z deficytu budżetowego z konieczności prowadzą do wzrostu aktywów finansowych sektora prywatnego. Jeśli sektor nierządowy chce stale oszczędzać więcej, niż inwestuje, to wynikiem tego będzie poszerzająca się luka popytowa (Wray 1998). Tej luki nie mogą zasypać inni aktorzy sektora prywatnego, ponieważ aby niektórzy ludzie zwiększyli swoje oszczędności netto, muszą je zmniejszyć inni. Ogólnie rzecz biorąc, zwiększeniu chęci oszczędzania musi odpowiadać wzrost wydatków rządowych finansowanych z deficytu budżetowego. Jak wyjaśnia Mosler:

Bezrobocie występuje w ogólności wówczas, gdy sektor prywatny chce wypracować i zarabiać pieniężną jednostkę rozliczeniową, ale nie chce wydać wszystkiego, co zarobiłby (przy pełnym wykorzystaniu) na obecnych produktach przemysłowych (…). Niedobrowolne bezrobocie jest dowodem na to, że pożądany poziom posiadanych aktywów finansowych netto sektora prywatnego przekracza obecne [oszczędności netto] umożliwione przez politykę fiskalną rządu (Mosler 1997-98).

Wray (1998) stwierdza w podobnym tonie, że „bezrobocie jest de facto dowodem na to, że deficyt budżetowy jest zbyt niski, aby zapewnić pożądany poziom oszczędności netto”. Bezrobocie utrzymuje w pewnym sensie wartość waluty, ponieważ jest odzwierciedleniem pozycji, w której „rząd utrzymuje zbyt ograniczoną podaż pieniądza fiducjarnego”. Tradycyjnie nastawieni ekonomiści uważają, że trzeba spowalniać gospodarkę w celu utrzymania siły nabywczej pieniądza. Jak zamierzam pokazać w tym tekście, może do tego prowadzić dobrze zaplanowana polityka pełnego zatrudnienia.

Podsumowując, suwerenny rząd nie jest operacyjnie ograniczony w finansowaniu programów publicznych. Jednak monopolista w emisji pieniądza ponosi odpowiedzialność za utrzymanie wartości waluty. Ponieważ obecnie nie ustala on warunków wymiany własnej waluty, wykorzystuje bezrobocie do utrzymania jej siły nabywczej. Bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym i odzwierciedleniem prób utrzymania waluty jako rzadkiego dobra. Mając to na uwadze, możemy ocenić ekonomiczne skutki wprowadzania dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia.

 

  1. Makroekonomiczne konsekwencje bezwarunkowego dochodu podstawowego

Rdzeniem propozycji dochodu podstawowego jest to, że ma on być neutralny dla budżetu (Atkinson 1995; Van Parijs 2004). Taka analiza wynika prawdopodobnie z prób unieważnienia neoliberalnych zarzutów pod adresem wydatków publicznych finansowanych z deficytu budżetowego (Mitchell i Watts 2004). W tej części pokazujemy, że nadmierne koncentrowanie się na neutralności budżetowej jest błędne z dwóch powodów. Po pierwsze, zaciemnia inflacyjną naturę BDP poprzez opieranie się na konwencjonalnych pojęciach finansów publicznych. Po drugie, ponieważ podatki mają w znacznej mierze charakter endogeniczny, próby „zwiększenia” przychodów budżetowych w celu zrównoważenia zwiększonych wydatków związane z BDP prawdopodobnie będą nieskuteczne z powodu niepożądanych skutków makroekonomicznych.

3.1. Inflacja – nieodzowna cecha BDP

Jak wyjaśnia podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki, te ostatnie udzielają wartości walucie poprzez stworzenie na nią popytu. Co więcej, wartość waluty jest określana przez to, co jest wymagane do jej otrzymania. W wypadku BDP nie ma takiego wymogu, ponieważ świadczenie pieniężne jest wypłacane powszechnie i bezwarunkowo. Jeśli wprowadza się program, przez który populacja może swobodnie otrzymywać jednostkę, która realizuje zobowiązanie podatkowe, wartość waluty drastycznie spadnie. Chociaż nie musi się to zdarzyć od razu, z czasem wartość bezwarunkowo zapewnianej waluty ostatecznie będzie dążyć do zera. Należy podkreślić, że dochód podstawowy nie wywołuje inflacji, ponieważ jest finansowany z pieniądza „fiducjarnego”, ale ponieważ waluta jest z istoty „darmowa” (Tcherneva i Wray 2005a) i jest dostarczana wszystkim na życzenie. Tym samym efektywnie unieważnia cel podatków – stworzenie popytu na rządową walutę. Możemy bez trudu wyobrazić sobie scenariusz, w którym waluta traci swoją wartość a przedstawiciele sektora prywatnego przewalutowują swoje transakcje na jakąś inną (mocniejszą) walutę. Historia jest pełna takich przykładów. Od niezdolności do zebrania podatków dochodowych od osób fizycznych i firm w Rosji we wczesnych latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, przez zapewnienie „darmowej” waluty za pomocą niezabezpieczonych pożyczek w Europie Wschodniej w okresie transformacji, po coraz szybciej rosnące stopy procentowe płacone od tureckiego długu publicznego w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, wszystkie te działania prowadziły do załamania wartości waluty krajowej i ucieczki do silniejszych walut zagranicznych (po szczegóły, zob. Hudson 2003; Mitchell 2002; Tcherneva 2006a).

Jednak do destabilizujących skutków nie prowadzi jedynie darmowość waluty. Bezwarunkowy dochód podstawowy, który zapewnia minimalny standard życia (załóżmy, że ta kwota jest równa 20 tys. dolarów w Stanach Zjednoczonych), spowoduje exodus siły roboczej pracowników i pracownic, którzy „zarabiali” na tenże standard, pracując. Innymi słowy, pracownicy, którzy byli zatrudnieni w niektórych (być może większości) miejscach pracy za 20 tys. Dolarów, wycofają się z siły roboczej (szczególnie jeśli są to „złe” miejsca pracy). Następną kwestią do zbadania jest zatem wpływ dochodu podstawowego na uczestnictwo w sile roboczej i aktywności gospodarczej.

3.2. Wpływ BDP na budżety państwowe, płace, ceny i siłę roboczą

Ponieważ pobory podatkowe są w znacznej mierze endogeniczne, nadmierne skupianie się na neutralności budżetowej w propozycji BDP może tworzyć takie tabele podatkowe, które będą prowadzić do odwrotnych od zamierzonych skutków rynkowych. W rzeczywistości może się okazać, że propozycja BDP nie może być neutralna budżetowo.

Niektórzy proponowali, na przykład, by dochód podstawowy był „finansowany” z podatku liniowego (Clark 2004; Atkinson 1995). Rozsądnym jest przewidywać, że gwarancja 20 tys. dolarów dochodu podstawowego skłoni niektóre osoby pracujące w „złych” miejscach pracy za 20 tys. dolarów do opuszczenia rynku (zdaniem obrońców BDP jest to skutek pożądany). Wpływ na zatrudnienie, dochód i pobory podatkowe będzie negatywny. Gdy spadną przychody podatkowe, pojawi się deficyt budżetowy i, chociaż sam w sobie nie jest on problemem, przymusem stanie się podniesienie stawek podatkowych, by uzyskać założoną równowagę budżetową. Ten wzrost podatków skłoni następną grupę pracowników zarabiających 20 tys. dolarów po opodatkowaniu do opuszczenia rynku pracy w nadziei na życie na dochodzie podstawowym. Każda następna podwyżka podatków mająca na celu nadążenie za rosnącymi wypłatami BDP zmniejszy w ten sposób zatrudnienie i produkcję (ponownie z logiczną granicą w postaci zera).

Jeżeli podatki są progresywne (jak proponują, na przykład, Aronowitz i Cutler [1998] oraz Aronowitz i DiFazio [1994]), ten efekt substytucji może ujawniać się w dłuższej perspektywie czasowej, jeśli jednak są regresywne (jak proponuje Van Parijs [1995] czy Meade [1989]), stopa opuszczania siły roboczej będzie odpowiednio wyższa, ponieważ podatki niosą ze sobą większe bodźce negatywne względem nisko-płatnych miejsc pracy. W każdym wypadku DP raczej nie osiągnie neutralności budżetowej, ponieważ pobór podatkowy jest endogenny i nigdy nie będzie w stanie nadążyć za rosnącymi wypłatami typowymi dla tego rozwiązania.

Wpływ na siłę roboczą i produkcję jest również negatywny. To pozornie „dobrowolne” wycofanie się z siły roboczej jest rozwiązaniem problemu bezrobocia proponowanym przez BDP. Jest to jednak naciągany rezultat, ponieważ pełne zatrudnienie jest osiągnięte przez wywołanie sztucznego zmniejszenia podaży pracy (Mitchell i Watts 2004). W efekcie pełne zatrudnienie przyjmuje postać „wymuszonej nieaktywności”. W celu nakłonienia osób otrzymujących BDP do powrotu na rynek pracy niektórzy pracodawcy będą musieli zaproponować wyższe płace (co na pierwszy rzut oka wydaje się pożądanym efektem). Jednak wkrótce potem ci sami przedsiębiorcy podniosą ceny, aby zrekompensować sobie wzrost kosztów płacowych. W konsekwencji rosnące ceny podkopią siłę nabywczą DP, podważając warunki ekonomiczne otrzymujących go osób. Aby utrzymać cel powszechnej gwarancji i zapewnić minimalny, konieczny poziom życia, wystąpi presja, by podwyższyć BDP. Takie działanie wywoła kolejne ucieczki z rynku pracy, spadek produkcji, kompensacyjny wzrost płac i cen oraz kolejny spadek siły nabywczej BDP. To błędne koło czyni z BDP samoobalającą się propozycję. Zauważmy, że jeżeli świadczenie jest ciągle zwiększane, dochód podstawowy staje się nie tylko inflacjogenny, ale prowadzi do hiperinflacji.

Jednocześnie wzrost podatków konieczny, by osiągnąć neutralność budżetową, skłoni pracowników z marginesu do wycofania się z siły roboczej. Negatywne skutki dla uczestnictwa w rynku pracy związane z rosnącymi poziomami DP oraz stawkami podatkowymi wraz z następującymi po nich wzrostami cen, doprowadziłyby do coraz niższego produktu, mniejszego zatrudnienia i wyższych cen niż przed implementacją BDP. Jeśli decydenci stale zwiększaliby wysokość świadczenia, by zrekompensować jego beneficjentom utratę siły nabywczej i jednocześnie wciąż zwiększali podatki, by „sfinansować” wzrost wydatków, prawdopodobnym efektem będzie stagflacja – niskie zatrudnienie i wysokie ceny[9].

Ponieważ BDP nigdy do końca nie radzi sobie z dostarczeniem ludziom koniecznej siły nabywczej, niektóre jednostki będą zmuszone do powrotu na rynek pracy, bardzo możliwe, że na „złe” miejsca pracy. Wprowadzenie BDP prawdopodobnie wytworzy zatem warunki niedobrowolnego bezrobocia i wyższych cen.

Podsumowując, musimy być uważni co do sposobu, w jaki rząd dostarcza populacji walutę. Błędna logika finansów publicznych prowadzi do troski o neutralność budżetową, która stara się mierzyć pewną tożsamość rachunkową ex post, nic nie mówiąc o tym, jak radzi sobie gospodarka[10].

  1. Makroekonomiczne efekty pracodawcy ostatniej instancji

Keynes uważał, że „[b]ezrobocie bierze się stąd, że ludziom zachciewa się gwiazdki z nieba. Nie można zatrudnić robotników, skoro obiekt pożądania (tj. pieniądz) jest czymś, czego nie można wyprodukować, a na co popyt niełatwo da się zdusić” (Keynes 2011, [1936], s. 211). Podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki pokazuje dodatkowo, że bezrobocie wynika z ciągłego pragnienia jakichś aktorów sektora prywatnego do gromadzenia aktywów finansowych netto, pragnienia, które może być zaspokojone jedynie przez sektor publiczny. Hyman Minsky (2008 [1986]) zauważył, że bezrobocie jest fenomenem pieniężnym i wskazał, w jaki sposób dostarczyć pożądanych zasobów finansowych, jednocześnie wprowadzając skuteczną strategię pełnego zatrudnienia. Dla niego rolą rządu był rozdział ustalenia pełnego zatrudnienia i opłacalności zatrudniania. Rząd może to osiągnąć, gdy stworzy nieskończenie elastyczny popyt na pracę.

Lerner (1943) również uważał, że rolą rządu jest utrzymanie wydatków „nie większych ani mniejszych od poziomu, przy którym przy obecnych cenach kupiłyby wszystkie dobra możliwe do wytworzenia”. Wydatki poniżej tego poziomu skutkują bezrobociem, powyżej prowadzą do inflacji. Celem jest więc stałe utrzymywanie wydatków na „właściwym” poziomie, aby zapewnić pełne zatrudnienie i stabilność cen.

Dwoma, praktycznie identycznymi w swojej konstrukcji propozycjami, które realizują strategię pełnego zatrudnienia Minsky’ego i podejście funkcjonalnych finansów Lernera, są Pracodawca Ostatniej Instancji (POI) (Mosler 1997–98; Wray 1998) i Model Zapasu Zatrudnienia (MZZ) (Mitchell 1998)[11]. Te recepty mają na celu eliminację bezrobocia i jednoczesną stabilizację wartości waluty. Motywacją dla ich powstania jest uznanie, że suwerenne państwa nie mają żadnych operacyjnych ograniczeń finansowych, mogą dowolnie ustalać istotne ceny w gospodarce i zapewniać nieskończenie elastyczny popyt na pracę.

Za pomocą POI rząd ustala jedynie cenę pracy w sektorze publicznym, pozwalając, by rynek określał wszystkie inne ceny (Mosler 1997–98). Ustalone płace w sektorze publicznym zapewniają wystarczająco stabilny punkt odniesienia dla wartości waluty (Wray 1998). Ponieważ rządy nie są ograniczone finansowo, program implementuje się zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości, tj. zatrudnianie w ramach POI nie jest ograniczone przez limity budżetowe (więcej poniżej), a wydatki zmieniają się antycyklicznie. Główne zalety makroekonomiczne POI, których nie posiada BDP, to możliwość stabilizacji cyklu koniunkturalnego, wartości waluty i ogólnego poziomu cen.

4.1. POI stabilizuje cykl koniunkturalny

Przy gwarancji zatrudnienia wydatki rządowe na zatrudnienie publiczne zmieniają się w sposób antycykliczny. W okresie spadku koniunktury firmy prywatne zwalniają pracowników, którzy znajdują zatrudnienie w sektorze publicznym. Wydatki rządowe automatycznie rosną, stymulując gospodarkę. Kiedy jej sytuacja się poprawia a sektor prywatny rośnie, pracownicy są w nim ponownie zatrudniani z zasobu POI, zmniejszając wydatki i deficyt budżetowy. Stanowi to silny automatyczny stabilizator, który zapewnia, że wydatki rządowe są zawsze na „właściwym” poziomie, aby utrzymać pełne zatrudnienie. Odwrotnie rzecz ma się z BDP, który prowadzi do destabilizujących skutków względem cyklu koniunkturalnego z uwagi na swoją proinflacyjność i negatywny wpływ na poziom partycypacji i produkcji.

4.2. POI ustala wartość waluty

Z uwagi na to, że wartość waluty jest określana przez to, co trzeba zrobić by ją otrzymać, przy POI jest ona powiązana z płacą w sektorze publicznym. Przypuśćmy, że rząd płaci pracownikowi publicznemu 20 tys. dolarów rocznie (za średnio 2 tysiące godzin pracy), wartość waluty zostanie wówczas zakotwiczona przez wysiłek wydatkowany, aby zarobić ten dochód, czyli punkt odniesienia dla jej wartości wynosi 10 dolarów za godzinę. Innymi słowy, 1 dolar jest wart 6 minut pracy. Załóżmy teraz, że zamiast płacić 20 tys. dolarów, rząd decyduje się płacić 40 tys. pracownikom POI. Płaca godzinowa skacze z 10 do 20 dolarów. Pracownicy potrzebują teraz jedynie połowy czasu (3 minut), by zarobić to, co przed podwyżką płacy w sektorze publicznym. Przy niezmienionych pozostałych elementach siła nabywcza waluty spada o połowę (tj. za 10 dolarów można kupić pół godziny pracy). I przeciwnie, jeśli rząd obcina roczną pensję o 10 tys. dolarów, pracownicy będą musieli pracować dwa razy tyle, by otrzymać taką samą ilość dolarów jak wcześniej, co podnosi wartość waluty.

Siłę nabywczą mierzy się za pomocą jednostek pracy, które może kupić waluta. Podobnie jak w wypadku BDP wprowadzenie POI spowoduje jednorazowy skok cen. Jednak ponieważ siła nabywcza waluty jest powiązana z godzinami pracy, które może ona kupić, a tym samym jej wartość nie zmniejsza się coraz bardziej jak w wypadku BDP, nie ma konieczności ciągłego podwyższania płacy. Płaca w sektorze publicznym zapewnia wewnętrznie stabilny punkt odniesienia dla cen.

4.3. POI wzmacnia stabilność cen

Propozycje „pompowania” pieniądza, takie jak wojujący keynesizm, są inflacyjne, ponieważ głównie zatrudniają „od góry”, konkurując o najbardziej pożądanych pracowników (Wray 1998). POI przeciwnie – zatrudnia „od dołu” i nie wywołuje presji inflacyjnej. W rzeczywistości wzmacnia stabilność cen z dwóch powodów. Po pierwsze, POI jest programem buforowym, a zatem działającym zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości. Po drugie, wydatki finansowane deficytem na zatrudnienie w usługach publicznych są zawsze na właściwym poziomie.

POI jest programem buforowym, który działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości

Ekonomiści zwykle obawiają się, że wysokie wskaźniki zatrudnienia mogą spowodować wystąpienie spirali płacowo-cenowej. Konieczne jest zatem wykazanie, w jaki sposób POI przyczynia się do stabilności płac, która z kolei przyczynia się do stabilności cen. Jak podkreślili Mitchell (1998) i Wray (1998), kluczową kwestią jest to, że POI jest zaprojektowany jako program buforowy, który działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości. Idea polega na tym, by wykorzystywać pracę jako zapas buforowy, w ten sposób, podobnie jak w wypadku towarowych zapasów „buforowych”, program będzie stabilizował cenę tego towaru.

Ujmując to w skrócie, w trakcie recesji, pracownicy pozostający bez pracy znajdują zatrudnienie w sektorze publicznym za ustaloną płacę w POI. Całkowite wydatki rządu rosną, by zmniejszyć presję deflacyjną. Gdy zaś mamy do czynienia z ożywieniem a popyt na pracę w sektorze nierządowym rośnie, pracownicy POI są zatrudniani w sektorze prywatnym za wynagrodzenie wyższe niż płaca w POI. Wydatki rządowe automatycznie się kurczą, zmniejszając presję inflacyjną. Innymi słowy, kiedy mamy do czynienia z presją na podwyżkę cen zapasu buforowego, towary są sprzedawane, a kiedy działają siły deflacyjne, są one kupowane. Zatrudnienie w sektorze publicznym działa zatem jako zapas buforowy, który kurczy się i poszerza antycyklicznie.

Program ten działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości, ponieważ cena zapasu buforowego (płaca w sektorze publicznym) jest stała, a liczba towarów (zatrudnienie w sektorze publicznym) może się zmieniać. Egzogeniczna płaca w sektorze publicznym jest wewnętrznie stabilna, a ponieważ podstawowym towarem jest praca (zatrudniona bezpośrednio i pośrednio w produkcji każdego rodzaju towaru), funkcjonuje ona jako idealny punkt odniesienia dla innych cen towarów. To w tym sensie sektor publiczny zapewnia stabilną kotwicę dla cen w gospodarce. Ta ważna integralna cecha programów POI nie ma porównywalnego odpowiednika w propozycjach dochodu podstawowego.

Wydatki finansowane deficytem na POI znajdują się zawsze na właściwym poziomie

Charakteryzowany w ten sposób mechanizm zapasu buforowego zapewnia, że wydatki rządowe są (jak wskazał Lerner) zawsze na „właściwym” poziomie. Podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki wyjaśnia, że nie ma niczego złego w deficycie budżetowym[12]. Dla obrońców POI „właściwy” poziom wydatków finansowanych deficytem to taki, który zapewnia pełne zatrudnienie. Jednak antycykliczny kształt gwarancji zatrudnienia daje również pewność, że powyższe wydatki będą przeciwdziałać presjom inflacyjnym i deflacyjnym.

Inflacja lub deflacja pojawiają się, gdy zagregowany popyt jest zbyt wysoki lub zbyt niski względem zagregowanej produkcji i zdolności wytwórczych gospodarki. Kluczem do kompensowania tego rodzaju presji jest zwiększanie dochodów i wydatków dokładnie do poziomu wystarczającego do nabycia całego produktu wytworzonego przy pełnym zatrudnieniu. Nie mniej, nie więcej.

Z założenia program POI gwarantuje, że wynikający z niego deficyt budżetowy nigdy nie jest zbyt wysoki lub zbyt niski. Wydatki rządowe będą rosnąć aż do momentu likwidacji bezrobocia, w którym deficyt przestanie się zwiększać, zapewniając, że zagregowany popyt nie przekroczy poziomu zagregowanej podaży przy pełnym zatrudnieniu. I odwrotnie, gdy bezrobocie znów wzrośnie, zwiększą się także wydatki finansowane z deficytu, sprowadzając oba te wskaźniki do stanu równowagi. Innymi słowy, fakt, że POI jest automatycznym stabilizatorem i działa antycyklicznie gwarantuje, że wydatki będą rosnąć jedynie do poziomu produkcji przy pełnym zatrudnieniu[13]. W przeciwieństwie do tego programy dochodu podstawowego nie mogą się pochwalić żadną siłą przeciwdziałania zmianom cen.

Projekty POI wspierają także nieinflacyjne środowisko, wzmacniając kapitał ludzki i wydajność oraz wzrost sektora prywatnego. W przeciwieństwie do BDP POI zapewnia bezpośrednio utrzymanie i wzrost kapitału ludzkiego, szkolenia i edukacja są bowiem jawnymi elementami tego programu. Co więcej, bezpośrednio zajmując się problemem bezrobocia, POI zmniejsza również związane z nim koszty społeczne i ekonomiczne. Wreszcie wydajność sektora prywatnego zwiększa się dzięki skierowaniu projektów POI na rozwój infrastruktury publicznej, kosztowne usuwanie zanieczyszczeń środowiska i zmniejszenie sztywności powiązanych z wysokim poziomem wykorzystania zdolności wytwórczych.

W coraz większym stopniu uznaje się, że polityki publiczne muszą zwiększać nie tylko stabilizację makroekonomiczną, ale również równowagę środowiskową. Następna część tego artykułu skupia się zatem szczególnie mocno na zaletach dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia dla środowiska.

  1. Środowiskowe aspekty dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia

Troska o środowisko wśród zwolenników BDP i POI opiera się na wspólnych założeniach. Dotyczą one odrzucenia współczesnych form polityki gospodarczej skierowanych na wzrost za wszelką cenę, które prowadzą do nierównego podziału dochodu, marnotrawczej nadmiernej konsumpcji wśród najbogatszych oraz nędzy na dole drabiny społecznej.

5.1. Wzrost, podział dochodu i środowisko

Zwolennicy POI przedstawiają politykę, która agresywnie dąży do stymulowania inwestycji prywatnych, jako destabilizująca, inflacjogenną i niszczącą dla środowiska. Sektor prywatny nie jest w stanie zagwarantować osiągnięcia i zachowania ani pełnego zatrudnienia, ani zrównoważonego rozwoju. Z tego powodu sektor publiczny ma istotną rolę do odegrania w osiągnięciu tych celów. Przedstawiono w tym kontekście propozycję „zielonych” miejsc pracy w sektorze publicznym (Forstater 2004). Dla zwolenników dochodu podstawowego przyjazne środowisku efekty wynikają naturalnie z: 1) spodziewanej redystrybucji w kierunku równiejszego rozdziału dochodów; 2) późniejszego zmniejszenia stopy wzrostu[14]; oraz 3) sugerowanych źródeł finansowania programu opartych na podatkach od zanieczyszczeń i wydobycia surowców naturalnych. Zacznę omawianie tych kwestii od wzrostu i podziału dochodów, a następnie przejdę do podatków ekologicznych.

Ciągły wzrost opiera się na trwałych i rosnących wskaźnikach ekspansji gospodarczej, zwiększonym wydobyciu surowców naturalnych i ich maksymalnym wykorzystaniu. Leżące u jego podstaw siły konkurencji w zakresie minimalizacji kosztów często prowadzą do ogromnego poziomu zanieczyszczeń przemysłowych (ponieważ ich usuwanie jest kosztowne i niezyskowne). Z kolei nierówny podział dochodu powiązany z nowoczesną polityką prowzrostową mogą wywoływać szkodliwe ekologicznie działania wśród biednych (np. wylesienia na Haiti czy niszczenie Puszczy Amazońskiej). Siły te stoją w sprzeczności ze zrównoważonym rozwojem i mogą ostatecznie prowadzić do Tragedii Dóbr Wspólnych (Lord 2003).

BDP ma prowadzić do pożądanych skutków dla środowiska poprzez zrównywanie dochodów. Oznaczałoby to na przykład, że rdzenne społeczności w Brazylii nie musiałyby wycinać Puszczy Amazońskiej, aby przetrwać. Ale zakładałoby również, że marnotrawcza konsumpcja wśród najbogatszych byłaby kontynuowana bez przeszkód, chyba, że nastąpiłaby znacząca redystrybucja dochodu i spowolnienie całkowitego wzrostu.

Wzrost zostaje powstrzymany, ponieważ BDP zapewnia możliwość wycofania z rynku pracy i zaangażowania w aktywności pozarynkowe – to efekt opiewany przez niektórych jego zwolenników (np. Murray 1997). Jeżeli scenariusz ten jest prawdopodobny, wszystkie omawiane wyżej negatywne konsekwencje zmniejszenia siły roboczej stosowałyby się z pełną mocą, czyniąc z BDP propozycję niewykonalną ekonomicznie.

Ważną kwestią do rozważenia jest to, czy BDP rozwinie świadomość ekologiczną. Czy wycinka Puszczy Amazońskiej zostanie wstrzymana, czy będzie postrzegana jako źródło dodatkowego dochodu, który poprawiłby standard życia powyżej tego, który jest zapewniany przez dochód podstawowy? Czy amerykańscy konsumenci będą kupować więcej organicznej żywności i mniej SUV-ów? Czy może przeciwnie, również biedni będą ustawiać się w kolejkach po następny (teraz będący już w zasięgu ich możliwości) pożeracz paliwa? Co skłoni spółki do opowiedzenia się za technologią przyjazną środowisku, szczególnie w obliczu rosnących kosztów pracy wywołanych masowym wycofaniem pracowników z siły roboczej? Wprowadzenie dochodu podstawowego nie gwarantuje żadnego z tych efektów. Trzeba przyznać, że zwolennicy BDP podkreślali, że program ten powinien być uzupełniony innymi społecznie pożądanymi rozwiązaniami (np. regulacjami ekologicznymi), jednak w tym wypadku wszelkie korzyści dla środowiska wynikną z tych ostatnich, a nie z samego dochodu podstawowego. Ciężko uwierzyć, że we współczesnych gospodarkach kapitalistycznych samo zapewnienie dochodu wyzwoli nadzwyczajny łańcuch wydarzeń, które skuszą jednostki do dobrowolnego opowiedzenia się za „prostszymi i bardziej przyjaznymi dla środowiska sposobami życia” (jak uważają na przykład Cohen i Rogers [2001]). A brutalna rzeczywistość jest taka, że osoby, które wiodą prostsze życie, to te pozbawione dochodów. Dostęp do gwarantowanego dochodu pozwoli im na bardziej aktywne uczestnictwo w społeczeństwie i kulturze głównego nurtu, co najpewniej doprowadzi do bardziej złożonych wzorów konsumpcji w wyścigu o podstawowe wygody czy wyższy standard życia. W takich warunkach skutki środowiskowe gwarantowania dochodu są niejednoznaczne.

Zwolennicy POI przyznają, że tworzenie miejsc pracy za wszelką cenę (np. kosztem środowiska) nie jest realną opcją polityczną. Minsky wielokrotnie argumentował, że dążenie do pełnego zatrudnienia dzięki stymulowaniu zagregowanego popytu może prowadzić do niesprawiedliwych i destabilizujących skutków, ponieważ pompowanie gospodarki zwykle jest niezrównoważonym ekologicznie, inflacjogennym i ogólnie niepewnym sposobem na osiągnięcie i utrzymanie pełnego zatrudnienia.

Wydaje się, że zwolennicy BDP odrzucają gwarancję zatrudnienia w dużej mierze za sprawą błędnego utożsamiania tego rozwiązania ze współczesnymi prowzrostowymi, proinwestycyjnymi i zwiększającymi zyski praktykami. Być może nie zrozumieli w pełni tego, że POI oddziela kwestię pełnego zatrudnienia od jakiegokolwiek poziomu wzrostu gospodarczego. Pełne zatrudnienie jest zapewniane przez sektor publiczny bezpośrednio zatrudniający wszystkich, którzy chcą pracować i nie zależy od wzrostu, zagregowanego popytu, dopłat do inwestycji czy ulg podatkowych. Wzrost jest skutkiem, a nie warunkiem pełnego zatrudnienia. Co więcej, gdy miejsca pracy tworzone w ramach POI są projektowane z myślą o środowisku, dochodzi do takiej redefinicji wzrostu, która zakłada przyjazne środowisku formy produkcji i zatrudnienia.

Zwróćmy uwagę, że propozycje BDP są wciąż zależne od wzrostu z uwagi na źródło ich finansowania (np. podatek dochodowy). Tym samym pragnienie BDP by zahamować wzrost oraz jego finansowa zależność od wzrostu znajdują się w fundamentalnej sprzeczności względem siebie. Nie da się rozwiązać tej zagadki w satysfakcjonujący sposób. Jak argumentowałam wyżej, społeczeństwa posiadające suwerenne waluty i płynny kurs walutowy nie mają operacyjnych ograniczeń finansowych, a zatem finansowanie BDP nie zależy od określonego poziomu wzrostu. Zwolennicy tego rozwiązania nie chcą jednak przyjąć reguł rządzących nowoczesnymi finansami, ponieważ wykazują one natychmiast, że ich propozycja jest inflacjogenna.

Ponadto jeżeli BDP rzeczywiście jest inflacjogenny (lub hiperinflacjogenny), spowoduje bardziej nierówny podział dochodu, kiedy biedni wycofają się ze „złych” miejsc pracy w nadziei na utrzymywanie się z dochodu podstawowego, podczas gdy wartość tego świadczenia będzie stopniowo spadać. W takim wypadku prawdopodobne jest, że biedni nie wyzwolą się z pracy przymusowej i mogą być zmuszeni do powrotu na rynek pracy. Co więcej, mogą nie być zdolni (nawet gdyby chcieli) do zaangażowania się w bardziej przyjazne środowisku aktywności, takie jak kupno lokalnej żywności lub ekologicznych urządzeń, ponieważ będą one wciąż zaporowo drogie. Jakiekolwiek przyjazne środowisku skutki dostępu do dochodu mogą zatem równie dobrze zniknąć wraz ze spadającą wartością realną tego dochodu.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z POI, którego wprowadzenie nie zależy od konkretnego poziomu wzrostu. On sam jest programem prowzrostowym do tego stopnia, w którym stabilizuje cykl koniunkturalny, wzmacnia kapitał ludzki i poprawia warunki inwestycyjne. Co więcej, zaangażowanie w przyjazne środowisku miejsca pracy w usługach publicznych sprzyja zrównoważonemu rozwojowi. Opiszę teraz, jak taki ekologiczny program POI mógłby wyglądać.

5.2. Zatrudnienie w usługach publicznych i środowisko

Obrońcy POI zainteresowani są nie tylko oferowaniem bezwarunkowego zatrudnienia,   także takim kształtowaniem tego programu, by odpowiedzieć na bardzo szczególne ekonomiczne problemy: degradację środowiska naturalnego, zapaść środowiska miejskiego, nierówność płciową, braki w opiece nad osobami starszymi i dziećmi, nieodpowiednie szkolenia i inne. Głęboka troska o środowisko wynika tu przede wszystkim z uznania natychmiastowej konieczności usunięcia zanieczyszczeń i rekultywacji środowiska, do czego na wymaganym poziomie sektor prywatny nie ma żadnych bodźców. Miejsca pracy w ramach POI powinny być częścią obszernego programu na rzecz zrównoważonego rozwoju i mogą być pierwszym, natychmiastowym krokiem w kierunku odbudowy i ochrony środowiska naturalnego. Wiele z tych zadań może być wykonywanych przez względnie niewykwalifikowaną siłę roboczą. Forstater (2004) wzywał do stworzenia „Korpusu Zielonych Miejsc Pracy” jako istotnego modelu POI, w ramach którego uwzględniony zostałby podatek ekologiczny i rozwinięte zostały szczegółowe przykłady zadań przyjaznych środowisku. Niektóre miejsca pracy w ramach POI wiążą się z: ponownym zalesianiem, usuwaniem zanieczyszczeń wody, ziemi i powietrza, zdecydowanymi wysiłkami na rzecz recyklingu na poziomie lokalnym i narodowym, izolacją i impregnowaniem budynków mieszkalnych i niektórych komercyjnych oraz przejściem na odnawialne źródła energii w ramach wszystkich publicznych przemysłów i instytucji.

Wraz z rosnącą presją klimatyczną miasta, samorządy i społeczeństwa doświadczają i będą doświadczać rosnących kosztów dla ich gospodarek. Dla przykładu, niewielki wzrost poziomu morza zaleje regiony przybrzeżne, wywołując powodzie, zapaść infrastruktury i możliwą wymuszoną migrację setek milionów ludzi na świecie (Goodstein i Doppelt 2006). Takie problemy wielkiej skali będą wymagać natychmiastowej i wszechstronnej odpowiedzi. Dla przykładu, ostatnie doświadczenia z huraganem Katrina pokazały, że to sektor publiczny musi być przygotowany do działania. Zorganizowane i gotowe korpusy publicznych miejsc pracy mogłyby reagować przed, w trakcie i po kryzysie. Pracownicy POI mogą z wyprzedzeniem umacniać wały i ewakuować mieszkańców, a także odbudowywać porty, pomosty i inne ważne elementy infrastruktury zarówno w zniszczonych obszarach, jak i w społecznościach przytłoczonych migrującą ludnością. Vanden Heuvel (2005) domagał się w tym kontekście nowego „Nowego Ładu” w celu odbudowania Nowego Orleanu. To właśnie prace, które mogą wykonywać pracownicy POI.

Infrastruktura w wielu rozwiniętych krajach popada w ruinę. Dla przykładu, w 2007 roku jeden na osiem mostów drogowych w Stanach Zjednoczonych był wadliwy konstrukcyjnie, a prawie jeden na siedem był funkcjonalnie przestarzały (Department of Transportation 2007). W znacznej części nierozwiniętego świata brak infrastruktury stanowi główną przeszkodę w rozwoju gospodarczym. Program POI może podejmować się napraw i budowy infrastruktury na wymaganym poziomie. Krótko mówiąc, dobrze zbudowany POI może pokazać, że pełne zatrudnienie nie wchodzi w konflikt ze zrównoważonym rozwojem. W rzeczywistości może go wzmacniać.

5.3. Środowiskowe Aspekty BDP

Przyjazne środowisku efekty BDP prawdopodobnie wynikną nie z samego dostarczenia minimalnego dochodu, ale z różnych propozycji związanych z jego finansowaniem opartych na podatkach od wydobycia surowców i zanieczyszczeń. Istnieją liczne programy służące sprawiedliwemu wykorzystaniu ziemi i egalitarnej alokacji zasobów, by wymienić tylko Sky Trust, Stały Fundusz Alaski czy Earth Dividend. Każdy z nich dotyczy albo równego dostępu wszystkich obywateli do zasobów naturalnych (Earth Dividend), albo do zysków generowanych z ich wykorzystywania (Sky Trust i Stały Fundusz Alaski). Programy te nie są jednak tym samym, co dyskutowany tutaj BDP. Niektórzy badacze proponowali, aby BDP był finansowany z podatków ekologicznych (np. Van Parijs 1995). Moim zdaniem propozycja reformy podatkowej, którą wysuwają tutaj obrońcy BDP, może być kluczową cechą każdej społecznej reformy. Jednak podatki ekologiczne nie powinny być pojmowane jako narzędzia finansowania BDP. W rzeczywistości gdyby zwolennicy BDP upierali się przy tym, że miałyby one „opłacić” ten program, byłby on samoobalającym się rozwiązaniem, ponieważ nie można opierać dostarczenia dochodu zapewniającego minimalny, niezbędny poziom życia na podatkach opartych na wydobyciu surowców naturalnych.

Celem takich podatków jest przecież zniechęcenie do wykorzystywania konkretnego surowca. W wypadku podatków od zanieczyszczania lub wykorzystania surowców najskuteczniejszą polityką podatkową jest taka polityka, która prowadzi do jak najmniejszych przychodów, tj. taka, która odstrasza od zanieczyszczania lub wyczerpywania surowca. Powiązanie BDP z takim podatkiem oznaczałoby jedną z dwóch rzeczy: 1) jeżeli podatek będzie skuteczny w ochronie środowiska, to nie przyniesie wystarczających przychodów, by objąć wszystkich uprawnionych do BDP albo 2) jeżeli podatek nie jest skuteczny, to będziemy mieli do czynienia z większym poziomem zanieczyszczenia i obciążenia środowiska, aby przynieść odpowiednie przychody konieczne do opłacenia BDP. W drugiej opcji, szczególnie w wypadku dużej popularności BDP, może wystąpić nawet niezamierzona zachęta do subsydiowania, powiedzmy wydobycia ropy naftowej, aby zwiększoną produkcję można było później opodatkować w celu utrzymania „wypłacalności” funduszu BDP.

Polityka podatkowa sprzyjająca środowisku jest ważnym celem politycznym, ale błędem byłoby czynienie BDP lub POI finansowo zależnymi od podatków ekologicznych. Jeśli, na przykład, „złe” wykorzystanie surowców jest opodatkowane (takie jak zanieczyszczanie czy górnictwo naftowe), a fundusze są inwestowane w „dobre” wykorzystywanie surowców (powiedzmy tworzenie energii słonecznej lub wiatrowej), to w dłuższym okresie wystąpi większa zachęta do odchodzenia od brudnej energii do czystej. Jednak te fundusze nie będą w stanie zapewnić wymaganego minimalnego poziomu życia, co pokazał np. Stały Fundusz Alaski, w którym indywidualne wypłaty nigdy nie przekroczyły 2 tys. dolarów[15] na osobę rocznie. Taki „fundusz” może być skuteczną polityką ochrony środowiska, ale nie może być skuteczną polityką dochodu podstawowego[16]. Powtórzmy, tezą tego tekstu jest stwierdzenie, że jeżeli dochód podstawowy nie może zapewnić minimalnego standardu życia wszystkim, nie jest on ani skuteczny, ani sprawiedliwy.

Podsumowując, dla zwolenników BDP zapewnienie dochodu jest nadrzędnym celem, a „zielone” konsekwencje powinny naturalnie z niego wynikać. Jednak wydaje się bardziej prawdopodobne, że korzyści ekologiczne BDP wynikają z dyskutowanych mechanizmów podatkowych, a nie z wypłacania wszystkim dochodu. Inaczej sprawa wygląda w przypadku POI, dla zwolenników którego kluczowe jest gwarantowanie pełnego zatrudnienia poprzez bezpośrednie tworzenie miejsc pracy w obszarach, które naprawiają, wspierają i wzmacniają środowisko. Przyjazne środowisku aktywności są otwarcie włączone w strukturę instytucjonalną miejsc pracy w ramach POI. Ponieważ nie istnieją operacyjne ograniczenia w finansowaniu żadnej z polityk, reforma podatkowa o ekologicznych celach jest tutaj zupełnie inną kwestią – celem wartościowym samym w sobie.

  1. Droga do partycypacji i obietnica połączonej propozycji

Ponieważ celem jest zadbanie o utrzymanie wszystkich członków społeczeństwa, a nie tylko populacji aktywnej zawodowo, konieczna jest propozycja połączenia obu omawianych tu rozwiązań. Musi ona posiadać kilka kluczowych elementów, jeśli ma być ekonomicznie wykonalna i przyjazna środowisku. Po pierwsze, musi powiązać zapewnienie dochodu z pracą w sektorze usług publicznych w formie stałej płacy godzinowej. Po drugie, musi zapewniać bezwarunkowe wsparcie dochodowe dla młodych, osób w podeszłym wieku oraz osób niepełnosprawnych. Po trzecie, musi być ostrożnie dostosowana do biofizycznych warunków naturalnych i wspierać ochronę, rekultywację i odbudowę środowiska[17].

Taka propozycja jest pożądana, ponieważ brak aktywności, szczególnie z powodu niedobrowolnego bezrobocia, ma daleko idące skutki wykraczające poza wymiar utraty dochodu (Sen 2002). Dlatego koncentracja BDP na zapewnieniu samego dochodu nie stanowi koniecznego remedium. Natomiast troska POI o stabilność waluty nie powinna mieć pierwszeństwa przed celem tworzenia „dobrych” miejsc pracy. Ponieważ gwarancje zatrudnienia i dochodu dzielą wiele wspólnych celów, zrównoważona łączona propozycja stanowi obiecującą alternatywę zapewniającą niezbędny poziom życia wszystkim.

Projektując taką propozycję, możemy skorzystać z wielu istniejących źródeł inspiracji. Na przykład dochód partycypacyjny Atkinsona (1995) czy minimum obywatelskie White’a (2003) oferują pewne możliwości połączenia POI i BDP[18]. Propozycje te podkreślają potrzebę znacznie szerszej definicji pracy, wspierania integracji społecznej, wzmocnienia kapitału ludzkiego i poprawiania ogólnej „sytuacji socjoekonomicznej” (Clark 2003; Fitzpatrick 2003). Dyskusja Minsky’ego o „drodze do partycypacji” również dostarcza pewnych składników takiej łączonej polityki. Dla niego droga taka oznacza tworzenie stałych programów, których głównym celem jest zapewnienie „usług publicznych, usprawnień środowiska (…) podobnie jak tworzenie i poprawa zasobów ludzkich” (Minsky 2008 [1986], 347).

Niniejszy artykuł wyjaśnił imperatywy ekonomiczne, które czynią niezbędnym powiązanie godzinowego dochodu z godziną pracy publicznej. Niemniej jednak przymus ten wciąż będzie niepokoił zwolenników BDP, wyzwaniem zatem pozostaje zaprojektowanie propozycji, która wzmocni jednostkową wolność, pozwalając im na określanie ich własnych zajęć. Jedną z możliwości jest pozwolenie jednostkom na wybór, a nawet określenie rodzaju aktywności, którą chcą wykonywać. Chociaż uczestnictwo we wspólnocie jest obowiązkowe, rodzaj wykonywanej pracy nie.

Aby zobaczyć jak można to osiągnąć, spójrzmy na program gwarancji zatrudnienia wprowadzony niedawno w Argentynie[19]. Chociaż program jest dostępny jedynie dla bezrobotnych głów rodziny, daje wyobrażenie o możliwym kształcie takiego połączonego programu. Argentyński program (zwykle nazywany Jefes) miał na celu zaradzenie masowej biedzie, bezrobociu i migracjom, które wynikły z kryzysu lat 2001-2002.

Po podjęciu decyzji o sfinansowaniu gwarancji zatrudnienia rząd federalny podał jedynie ogólne wytyczne dotyczące administrowania programem. Rzeczywiste zarządzanie i administracja były realizowane na poziomie lokalnym. Władze miejskie oceniały ogólne potrzeby swoich wspólnot i ich dostępne zasoby. Następnie zapytały o propozycję konkretnych projektów, które dostarczą najbardziej potrzebnych dóbr i usług w ich społecznościach.

Jefes był planem, który w rzeczywistości zaczął się jako forma dochodu podstawowego. Po zarejestrowaniu wszystkich bezrobotnych głów rodzin natychmiast zaczęły one otrzymywać dochód. W okresie przejściowym wiele z nich nie pracowało, ponieważ zaprojektowanie, potwierdzenie i wprowadzenie w życie proponowanych rozwiązań zajęło trochę czasu. Jednak program został stworzony i zaczął działać w ciągu czterech miesięcy, a wkrótce jego beneficjenci zaczęli podejmować pracę w nowo stworzonych miejscach pracy w sektorze publicznym.

Większość aktywności było zaprojektowanych i zaproponowanych przez organizacje pozarządowe, lokalne organizacje samorządowe, ruchy pracownicze i samych bezrobotnych. Jednak miały one wsparcie instytucjonalne, które pozwoliło im na zaangażowanie w takie aktywności, w które chciały. Ponieważ żywienie było głównym priorytetem w biedniejszych społecznościach, wiele tego typu projektów zawierało kuchnie społeczne, piekarnie czy cukiernie. Inne projekty dotyczyły przekształcenia wcześniej jałowych działek w ziemię orną, na której beneficjenci zakładali swoje własne kooperatywy rolnicze. Jeszcze inni skupiali się wyłącznie na sprzątaniu wysypisk śmieci i recyklingu. W niektórych z najbiedniejszych obszarów mieszkańcy zorganizowali się i podjęli się przetworzenia kartonów i plastiku z największego wysypiska śmieci w Buenos Aires. Niektóre z projektów wykorzystywały odzyskany plastik do tworzenia zabawek i bożonarodzeniowych ozdób świątecznych, inne zbierały i naprawiały stare książki i poszarpane ubrania z bogatszych dzielnic, by je dystrybuować w nowo zbudowanych centrach społecznych w najbiedniejszych dzielnicach.

Oficjalne badania uczestników programu wskazują, że posiadanie dochodu nie jest jedną z najważniejszych powodów satysfakcji z planu Jefes. Beneficjenci cieszą się z bycia w programie, ponieważ mają możliwość „zrobienia czegoś”, pracy w „dobrym otoczeniu”, „pomocy dla społeczności” i „nauki” (Wykres 1).

Źródło: Ministerstwo Pracy, Zatrudnienia i Zabezpieczenia Społecznego, Argentyna

Innymi słowy, możliwe jest zaprojektowanie programu, który zapewni dochód wszystkim, ale będzie wymagał od osób pełnosprawnych uczestnictwa w pracach na rzecz społeczności. Taki program może być skonstruowany w taki sposób, ażeby dawać ludziom niemałą wolność (poddaną pewnym ogólnym wytycznym) określenia rodzaju pracy dla wspólnoty, którą chcieliby wykonywać. Takie aktywności mogą zawierać nie tylko pomaganie społeczności, ale również angażowanie w indywidualne pasje artystyczne. Mogą być one również motywowane troską o środowisko.

Łącząc dochód partycypacyjny z gwarancją zatrudnienia, projektujemy politykę, która oferuje środek instytucjonalny do osiągnięcia innych pożądanych celów społecznych. Czy celem jest sprzątanie zanieczyszczeń, ponowne zalesianie lub recykling, czy skierowane mają być na pomoc młodym rodzicom w planowaniu rodziny lub zajmowanie się kwestiami przemocy domowej, wykorzystywania seksualnego małżonków czy dzieci, czy choćby porzucania szkół średnich przez chłopców, miejsca pracy w sektorze publicznym mogą dbać o rozwiązywanie takich problemów. Argentyna dostarczyła w istocie wielu przykładowych projektów w sektorze publicznym, które radzą sobie z wszystkimi wyżej wymienionymi problemami. Kiedy ustanowiona jest rama instytucjonalna dla pracy wspólnotowej, może być skierowana do zajmowania się również innymi problemami społecznymi.

Wreszcie, połączona polityka będzie się cieszyć długotrwałym powodzeniem, jeśli będzie motywowana świadomością, że wartościową pracą jest nie tylko taka, która jest dochodowa, ale również taka, która jest społecznie użyteczna i zrównoważona środowiskowo. Innymi słowy, aktywności w tym programie będą nakierowane na adekwatne dostarczanie społecznych środków utrzymania, a nie dochodowość. „Produkcja dla użytku” w sektorze publicznym nie będzie konkurowała z „produkcją dla zysku” na rynku prywatnym. Rządowe miejsca pracy zapewnią usługi, które znajdują się obecnie poza kompetencjami przedsiębiorstw nastawionych na zysk, np. usuwanie zanieczyszczeń, opiekę nad dziećmi i osobami starszymi, schroniska dla bezdomnych, kuchnie społeczne i inne.

  1. Wnioski

Dychotomia między programami, które obierają za cel „tylko dochód” lub „tylko zatrudnienie” nie jest już konstruktywna. Skuteczna siatka zabezpieczenia musi zapewniać zarówno gwarantowane źródło dochodu oraz gwarantowane źródło możliwości pracy przy sensownych, poprawiających życie aktywnościach. Jednak w pieniężnej gospodarce produkcyjnej istotne jest powiązanie dostarczania dochodu z uczestnictwem w społeczności dla wszystkich, którzy mogą wnosić swój wkład. W ten sposób tworzenie ekonomicznie realnej polityki, która stabilizuje poziom cen i cykl koniunkturalny, jednocześnie wzmacniając znaczenie pracy i wolności jednostkowej, poprawia sytuację socjoekonomiczną.

To, czy powszechne gwarancje będą miały szansę, zależy w znacznej mierze od woli politycznej i dominującej ideologii, ale pierwszym krokiem jest uzyskanie pełnego uznania makroekonomicznych konsekwencji i aspektów instytucjonalnych. Wówczas musimy konstruktywnie przejść do projektowania ekonomicznie wykonalnych i przyjaznych środowisku powszechnych gwarancji w interesie publicznym.

Wykaz literatury

Anderson, Elizabeth 2001. „Optional Freedoms”. W What’s Wrong with a Free Lunch?, red. Joshua Cohen i Joel Rogers. Boston, MA: Beacon Press.

Aronowitz, Stanley i William DiFazio. 1994. The Jobless Future. Minneapolis, MN: University of Minnesota Press.

Aronowitz, Stanley i Jonathan Cutler. 1998. Post-Work. London: Routledge.

Atkinson, Anthony B. 1995. Public Economics in Action: The Basic Income/Flat Tax Proposal. Oxford, UK: Oxford University Press.

Baetz, Reuben C. 1972. „The Nuffield Canadian Seminar and After: A Personal View” W Guaranteed Annual Income: An Integrated Approach. Ottawa, Canada: The Canadian Council on Social Development.

Bell, Stephanie. 2000. „Do Taxes and Bonds Finance Government Spending?” Journal of Economic Issues 34(3): 603–620.

Boyte, Harry C. i Nancy Kari. 1996. Building America: The Democratic Promise of Public Work. Philadelphia, PA: Temple University Press.

Clark, Charles M. A. 2003. „Promoting Economic Equity: The Basic Income Approach”. W Institutional Analysis and Economic Policy, red. Marc R. Tool and Paul D. Bush. Boston, MA: Kluwer Academic Publishers.

Clark, Charles M. A. 2004. „Ending Poverty in America: The First Step”. USBIG Discussion Paper Nr 80.

Cohen, Joshua Joel Rogers. 2001. What’s Wrong with a Free Lunch? Boston, MA: Beacon Press.

Department of Transportation. 2007. „Conditions of U.S. Highway Bridges: 1990–2007”. August 14. http://www.bts.gov/current_topics/2007_08_02_bridge_data/html/bridges_us.html.

Fitzpatrick, Tony. 2003. After the New Social Democracy. Manchester, UK: Manchester University Press.

Forstater, Mathew. 2004. „Green Jobs: Addressing the Critical Issues Surrounding the Environment, Workplace, and Employment”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 1(1): 53–61.

Forstater, Mathew Warren Mosler. 1999. „General Framework for the Analysis of Currencies and Commodities”. W Full Employment and Price Stability in a Global Economy, red. Paul Davidson and Jan Kregel. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Galston, William A. 2001. „What About Reciprocity?” W What’s Wrong with a Free Lunch?, red. Joshua Cohen i Joel Rogers. Boston, MA: Beacon Press.

Goodstein, Eban i Bob Doppelt. 2006. „Abrupt Climate Change and the Economy: A Survey with Application to Oregon”. Report on Climate Change by the Climate Leadership Initiative, University of Oregon. http://www.lclark.edu/~eban/CEPSpr06.pdf.

Harvey, Philip. 1989. Securing the Right to Employment: Social Welfare Policy and the Unemployed in the United States. Princeton, NJ: Princeton University Press.

Harvey, Philip. 2003. „The Right to Work and Basic Income Guarantees: A Comparative Assessment”. USBIG Discussion Paper Nr 57.

Harvey, Philip. 2006. „The Relative Cost of a Universal Income and a Negative Income Tax”. An International Journal of Basic Income Research 1(2): 1–24.

Hudson, Michael. 2003. „The Creditary/Monetary Debate in Historical Perspective”. W The State, the Market, and the Euro, Stephanie Bell i Edward Nell. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Innes, Alfred M. 2004 [1914]. The Credit Theory of Money. W Credit and State Theories of Money, red. L. Randall Wray. Cheltenham: Edward Elgar.

Keynes, John M. 2011 [1936]. Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Knapp, Georg F. 1973 [1924]. The State Theory of Money. Clifton, NY: Augustus M. Kelley.

Lerner, Abba P. 1943. „Functional Finance and the Federal Debt”. Social Research 10(1): 38–57.

Lerner, Abba P. 1947. „Money as a Creature of the State”. The American Economic Review 37(2): 312–317.

Lord, Clive 2003. A Citizens’ Income: A Foundation for a Sustainable World. Oxfordshire, UK: Jon Carpenter Publishing.

Meade, James E. 1989. Agathotopia: The Economics of Partnership. Aberdeen, Scotland: Aberdeen University Press.

Minsky, Hyman. 2008 [1986]. Stabilizing and Unstable Economy. Europe, United States: McGraw Hill Education.

Mitchell, Susanna. 2002. „Turkey—Another Disaster in the Making”. Jubilee Research Analysis 3 (October).

Mitchell, William F. 1998. „The Buffer Stock Employment Model”. Journal of Economic Issues 32(2): 547–555.

Mitchell, William F. i Martin J. Watts. 2004. „A Comparison of the Macroeconomic Consequences of Basic Income and Job Guarantee Schemes”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy 2(1): 1–24.

Mitchell, William F. i L. Randall Wray. 2005. „In Defense of Employer of Last Resort: A Response to Malcolm Sawyer”. Journal of Economic Issues 39(1): 235–245.

Mosler, Warren B. 1997–98. „Full Employment and Price Stability”. Journal of Post Keynesian Economics 20(2): 167–182.

Murray, Michael. 1997. …And Economic Justice for All: Welfare Reform for the 21st Century. Armonk, NY: M.E. Sharpe. OASDI. 2005. Trustee Report.  http://www.ssa.gov/OACT/TR/TR05/II_cyoper.html.

Sawyer, Malcolm. 2003. „Employer of Last Resort: Could it Deliver Full Employment and Price Stability?” Journal of Economic Issues 37(4): 881–908.

Sen, Amartya. 2002. Rozwój i wolność, Warszawa: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Smith, Adam. 2007 [1776]. Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, Tom 1 i 2, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Tcherneva, Pavlina R. 2006a. „Universal Assurances in the Public Interest: Evaluating the Economic Viability of Basic Income and Job Guarantees”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 2(1): 69–88.

Tcherneva, Pavlina R. 2006b. „Chartalism and the Tax-Driven Approach to Mone”. W Handbook of Alternative Monetary Economics, Philip Arestis i Malcolm Sawyer . Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randalll Wray. 2005a. „Common Goals—Different Solutions: Can Basic Income and Job Guarantees Deliver Their Own Promises”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy 2(1): 125–163.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randalll Wray. 2005b. “Employer of Last Resort: A Case Study of Argentina’s Jefes Program.” C-FEPS Working Paper No 41. Kansas City, MO: Center for Full Employment and Price Stability.

Van Parijs, Philippe. 1992. Arguing for Basic Income. New York: Verso.

Van Parijs, Philippe. 1995. Real Freedom for All. Oxford, UK: Oxford University Press.

Van Parijs, Philippe. 2004. „Basic Income: A Simple and Powerful Idea for the Twenty-first Century”. Politics and Society 32(1): 7–39.

Vanden Heuvel, Katrina. 2005. “It’s Time for a New ‘New Deal’”. The Nation August 9.  http://www.thenation.com/blogs/edcut?bid=7&pid=20690.

White, Stuart. 2003. The Civic Minimum. Oxford, UK: Oxford University Press.

Widerquist, Karl. 2004. „Freedom as the Power to Say No”. USBIG Discussion Paper Nr 88.

Wray, L. Randall. 1998. Understanding Modern Money: The Key to Full Employment and Price Stability. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Wray, L. Randall. 2003. “Functional Finance and U.S. Government Budget Surpluses.” in E. Nell and M. Forstater (eds.) Reinventing Functional Finance. Cheltenham, UK: Edward Elgar.


Pavlina R. Tcherneva – profesor ekonomii, dyrektorka Wydziału Ekonomii na Bard College. Jest również współpracowniczką naukową Instytutu Ekonomicznego Levy’ego (Levy Economics Institute) oraz Centrum Pełnego Zatrudnienia i Stabilności Cen (Center for Full Employment and Price Stability). Specjalizuje się w tematyce teorii pieniężnej, polityki fiskalnej i stabilizacji makroekonomicznej. Publikowała m.in. w Journal of Post Keynesian Economics, International Journal of Political Economy i Review of Social Economy. Współredagowała (wraz z M. Forstaterem) książkę pt. Full Employment and Price Stability: The Macroeconomic Vision of William S. Vickrey (2004, Northampton, MA: Edward Elgar).

 

DANE ADRESOWE:

Bard College

Economics Department

30 Campus Road

Annandale-On-Hudson, NY 12504

EMAIL: tchernev@bard.edu

 

CYTOWANIE:  Tcherneva, Pavlina R. 2017. „Jakie są względne zalety makroekonomiczne

i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu

podstawowego”. Tłum. Maciej Szlinder. Praktyka Teoretyczna 2(24).

 

DOI: 10.14746/prt.2017.2.5

 

AUTHOR: Pavlina R. Tcherneva

TITLE: What Are the Relative Macroeconomic Merits and Environmental Impacts of Direct Job Creation and Basic Income Guarantees?

ABSTRACT: There is a body of literature that favors universal and unconditional public assurance policies over those that are targeted and means-tested. Two such proposals—the basic income proposal and job guarantees—are discussed here. The paper evaluates the impact of each program on macroeconomic stability, arguing that direct job creation has inherent stabilization features that are lacking in the basic income proposal. A discussion of modern finance and labor market dynamics renders the latter proposal inherently inflationary, and potentially stagflationary. After studying the macroeconomic viability of each program, the paper elaborates on their environmental merits. It is argued that the “green” consequences of the basic income proposal are likely to emerge, not from its modus operandi, but from the tax schemes that have been advanced for its financing. By contrast, the job guarantee proposal can serve as an institutional vehicle for achieving various environmental goals by explicitly targeting environmental rehabilitation, conservation, and sustainability. Finally, in the hope of consensus building, the paper advances a joint policy proposal that is economically viable, environmentally friendly, and socially just.

 

KEYWORDS: Macroeconomic Stability, Inflation, Unemployment, the Environment, Employer of Last Resort, Basic Income Guarantee.

 

 

[1] Tekst jest tłumaczeniem artykułu: Tcherneva, Pavlina R. 2007. „What Are the Relative Macroeconomic Merits and Environmental Impacts of Direct Job Creation and Basic Income Guarantees?”. The Levy Economics Institute of Bard College, Working Paper No. 517. http://www.levyinstitute.org/pubs/wp_517.pdf (dostęp 30.07.2017).

[2]    Autorka używa tutaj określenia basic income guarantee, które w debacie amerykańskiej obejmuje swoim zakresem dość różne rozwiązania: od bezwarunkowego dochodu podstawowego, przez negatywny podatek dochodowy po minimalny dochód gwarantowany. Z uwagi jednak na to, że w artykule autorka wyraźnie zaznacza, że zajmuje ją wyłącznie świadczenie niezależne od rynku pracy, a tym samym dystansuje się m.in. od analizy negatywnego podatku dochodowego (patrz przypis 2), konsekwentnie tłumaczę termin basic income guarantee jako „bezwarunkowy dochód podstawowy” (BDP) [przyp. tłum.].

[3]    Gwarancja podstawowego dochodu (basic income guarantee) przyjmuje wiele odmian. Nie będziemy tutaj dyskutować np. częściowego dochodu podstawowego ani negatywnego podatku dochodowego (NPD), ponieważ odpowiednio albo nie zapewniają minimalnego poziomu życia, albo są zależne od uczestnictwa w rynku pracy. Natomiast pełen dochód podstawowy to taki, który jest ustalony na poziomie minimum socjalnego (Van Parijs 1992) albo oficjalnej granicy ubóstwa (Clark 2004), chociaż dla Van Parijsa maksymalizacja indywidualnych możliwości i wolności wymaga, by był on ustalony na najwyższym możliwym do utrzymania poziomie (Van Parijs 1992; 1995; 2004).

[4]    Co do celów i konstrukcji tych programów panuje powszechna zgoda (np. Harvey 1989; Wray 1998; Mitchell 1998). Chociaż historia jest pełna programów bezpośredniego tworzenia miejsc pracy, zwykle są one ograniczone w czasie i uczestnictwo w nich podlega represyjnym kryteriom dochodowym. Tym dwóm elementom zwolennicy i zwolenniczki gwarancji zatrudnienia zdecydowanie się sprzeciwiają.

[5]    Zob. dla przykładu debaty między Clarkiem (2003) a Harveyem (2003).

[6]    Praca ta jest w większości związana z podejściem nowoczesnej teorii pieniądza, znanej również jako czartalizm, neoczartalizm, pieniądz wytwarzany przez podatki [tax-driven money] lub pieniądz jako wytwór państwa. Podejście to jest najbliżej powiązane z pismami George’a F. Knappa ([1924] 1973) i Abby P. Lernera (1947), jednak znajduje potwierdzenie w szerszej literaturze ekonomicznej od Adama Smitha po J.M. Keynesa (szczegółowy przegląd czartalizmu, zob.  Tcherneva 2006b).

[7]    Udowodniono również, że obligacje nie „finansują” także wydatków budżetowych. Sprzedaż obligacji utrzymuje założoną stopę procentową poprzez drenowanie nadmiernych rezerw pieniądza wielkiej mocy (PWM) [high-powered money, HPM], które zostały stworzone przez wydatki publiczne (Wray 1998; Mosler 1997–98; Bell 2000).

[8]    Wray (2003) zauważa: „Gdyby państwo po prostu wręczałoby PWM na żądanie, jego wartość byłaby bliska zeru, ponieważ każda osoba mogłaby spełnić swoje zobowiązania podatkowe prosząc po prostu o PWM”.

[9]    Mitchell i Watts (2004) również uznają, że stagflacja najprawdopodobniej wyniknie z oczekiwanej redystrybucji dochodu i zmniejszenia zachęt do inwestowania, które są skutkami BDP.

[10]  Zob. także Abba Lerner (1947), którego propozycja „funkcjonalnych finansów” utrzymywała, że polityka powinna być kierowana nie przestarzałym pojęciem „zdrowych finansów”, ale ich wpływem na aktywność gospodarczą.

[11]  Pracodawca Ostatniej Instancji (POI) to termin zaproponowany przez Minsky’ego, którego używam w tym artykule, ujmując ogólnie bezpośrednie gwarancje zatrudnienia.

[12]  W rzeczywistości jeśli sektor nierządowy notuje nadwyżki, tj. gromadzi aktywa finansowe, to sektor rządowy (z definicji) będzie notował deficyt.

[13]  Istnieją pewne nieporozumienia w odniesieniu do funkcjonowania POI (Sawyer 2003). Warto zaznaczyć, że program ten eliminuje bezrobocie, oferując miejsca pracy wszystkim osobom chcącym pracować i zdolnym do pracy, a nie przez zwiększanie zagregowanego popytu. Chociaż wzrost tego popytu może wyniknąć z działania programu, to wcale tak być nie musi. Rząd może zlikwidować bezrobocie za pomocą POI, jednocześnie zmniejszając swoje wydatki na inne programy i podnosząc podatki. Takie działanie nie byłoby raczej pożądane, ale pokazuje, że POI może zlikwidować bezrobocie przy spadającym zagregowanym popycie. Dokonuje tego przez oferowanie miejsc pracy, a nie „pompowanie” gospodarki (szczegóły, zob. Mitchell i Wray 2005).

[14]  Chociaż nie ma tutaj konsensusu w odniesieniu do takiego efektu.

[15]  Artykuł pochodzi z 2007 roku. W 2008 roku dywidenda wyniosła 2 069 dolarów, a ponadto została zwiększona o specjalny dodatek w wysokości 1 200 dolarów, co dało w sumie 3 269 dolarów. Również w 2015 roku dywidenda przekroczyła wskazywana granicę wynosząc 2 079 dolarów.

[16]  Nawet ten wniosek jest dyskusyjny. Stały Fundusz Alaski inwestuje na przykład swoje przychody z ropy w portfel aktywów, z których wiele dotyczy branż, które nie są przyjazne dla środowiska. Dywidenda dla mieszkańców Alaski jest zatem powiązana z tym, jak zyskowne są te gałęzie przemysłu.

[17]  Wyjaśnienie tych warunków biofizycznych – zob. Forstater (2004).

[18]  Tacy autorzy jak Fitzpatrick (2003), Galston (2001) i Anderson (2001) wspierają pewną warunkowość, opowiadając się za koniecznością wymogu wzajemności ze strony osób otrzymujących dochód podstawowy.

[19]  Szczegóły instytucjonalne i skutki makroekonomiczne tego programu zostały szczegółowo przedyskutowane w: Tcherneva i Wray (2005b).

Zofia Łapniewska – Etyka troski a gospodarka przyszłości

Abstrakt: Przez dziesięciolecia teorie ekonomiczne zmieniały się pod wpływem wydarzeń historycznych oraz turbulencji gospodarczych, za każdym razem miały one jednak konkretne przełożenie na życie społeczeństw. Dziś, gdy teorie neoliberalne przestają cieszyć się uznaniem, rozwarstwienie pomiędzy najbogatszymi i najuboższymi postępuje prawie geometrycznie, a rozwój technologii sprawia, że drastycznie zmieniają się warunki pracy, potrzebne są nowe wizje gospodarki przyszłości, w której każdy mógłby znaleźć swoje miejsce i godnie żyć. Moja propozycja wiąże się z oparciem gospodarki na etyce troski, który to argument prezentuję w niniejszym artykule. W jego wstępie przyglądam się zachodzącym zmianom gospodarczym. Następnie przybliżam znaczenie etyki troski, a także opieki niezbędnej do rozwoju i reprodukowania się społeczeństw jako głównych ram przyjętych w dalszych rozważaniach nad gwarancją zatrudnienia oraz bezwarunkowym dochodem podstawowym, którym poświęcone są kolejne części artykułu. Analizy tych teorii, przeprowadzone z feministycznego punktu widzenia, wzbogacone zostaną także o propozycje dodatkowych rozwiązań, które wychodzą poza obowiązujący dziś paradygmat wzrostu.

Słowa kluczowe: etyka troski, ekonomia feministyczna, opieka, bezwarunkowy dochód podstawowy, gwarancja zatrudnienia, gospodarka przyszłości.

 

Wstęp

Roztaczając utopijne, a więc i dystopijne wizje dotyczące gospodarki najbliższych lat – każdą dynamikę bowiem wyznaczają zawsze dwukierunkowe zmiany (Polanyi 2010, 155) – możemy zauważyć, że prognozy dotyczące tworzenia stałych miejsc pracy produkcyjnej malują przyszłość raczej w czarnych barwach. Jesienią zeszłego roku gazeta The Telegraph przedstawiła nowego robota, który bez pomocy człowieka potrafi uszyć t-shirt (McGoogan 2016). Z jednej strony, roboty w halach produkcyjnych napawają optymizmem, gdyż zastąpić mogą głównie kobiety (a także dzieci) w tzw. sweatshops, pracujące w warunkach urągających ludzkiej godności, narażające swoje życie i zdrowie. Z drugiej strony, za sprawą robotyzacji ogromne masy ludzi stracić mogą dostęp nawet do tak nisko opłacanej pracy produkcyjnej, będącej często ich jedynym źródłem dochodu. Jednocześnie głównym problemem krajów globalnej Północy pozostaje nadprodukcja i „gospodarka nadmiaru” raczej niż „niedoboru”. Technologie pozwalają podwoić, a nawet potroić wydajność, lecz nadwyżkowe towary nie znalazłyby nabywców – zjawisko to nazwane jest w ekonomii „luką popytową”. Z pewnością postęp technologiczny obejmie także transport lądowy, powietrzny i wodny: w przyszłości nie będą potrzebni kierowcy, a usługa przemieszczenia się z miejsca na miejsce będzie ważniejsza niż posiadanie samochodu osobowego (ich produkcja spadnie). Pełniejszej automatyzacji będą ulegać kolejne gałęzie przemysłu, i choć będą one nadal generowały zyski, praca ludzka będzie dla nich coraz mniej użyteczna. Z uwagi na dzisiejszy rozwój rynków finansowych, gdy handel derywatywami jest pięciokrotnie większy od globalnego PKB (Appadurai 2016), można by przyjąć, że to w tej branży będą tworzone nowe miejsca pracy. Niemniej jednak widmo kolejnego kryzysu przewidywanego przez ekonomistów również tę opcję stawia pod znakiem zapytania. Pozostają inne usługi, w tym opieka, na którą wskazują ekonomistki feministyczne – i tu szanse na rozwój rynku pracy są znaczne, choć praca ta wyceniana jest bardzo nisko.

W związku z powyższymi rozważaniami pojawia się problem dotyczący postulatów gwarancji zatrudnienia (GZ), bowiem wszystko wskazuje na to, że miejsc pracy nadal będzie ubywać, a jak szacuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, dziś w kraju brakuje ich dla 2,3 mln ludzi, czyli prawie 5 mln, licząc polską emigrację (OPZZ 2017). Wobec tego pracą trzeba będzie zacząć się dzielić, dążąc jednocześnie do wprowadzenia dwudziestojednogodzinnego tygodnia roboczego (NEF 2010), co szerzej omówię w dalszej części artykułu.

Jednocześnie możemy zauważyć, że świat, a w szczególności kraje globalnej Północy[1] w swojej historii nigdy nie były tak bogate. I prawdopodobnie już nigdy nie będą, bo to, że pozostała część świata będzie zwiększać konsumpcję i inwestycje, nie oznacza wcale, że zyskają na tym kraje wysoko rozwinięte. Raczej będą one musiały powoli ograniczać swoje potrzeby konsumpcyjne, zwracając się ku innemu paradygmatowi gospodarczemu, np. ku idei post-wzrostu (ang. degrowth) (zob. D’Alisa, Demaria i Kallis 2015). Obecny dobrobyt krajów należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), w tym Polski, zdecydowanie stanowi argument za wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) i tym samym za równiejszą redystrybucją dochodów publicznych, przy jednoczesnym dawaniu obywatelkom i obywatelom stabilności, poczucia własnej godności i redukcji ich lęków egzystencjalnych, gdy o stałą pracę coraz trudniej. To rozwiązanie omówię z feministycznego punktu widzenia, odnosząc się między innymi do normatywnych zasad równości płci wyznaczonych przez Nancy Fraser (1994).

Uważam, że w przypadku obydwu programów, zarówno gwarancji zatrudnienia, jak i bezwarunkowego dochodu podstawowego, które to rozwiązania zdecydowanie należą do polityki gospodarczej przyszłości, fundamentalnym założeniem powinna być etyka troski (Tronto 1987) o innych ludzi oraz – szerzej – o naturę czy inne gatunki planety, w myśl koncepcji posthumanizmu (Barad 2003, Braidotti 2014). Jest to założenie zgodne z polityką prefiguratywną (Epstein 2002, Cornish i in. 2016), do której odwołują się światowe ruchy społeczne i która zakłada, że należy przemyśleć i zmieniać świat tak, aby był lepszym miejscem do życia dla wszystkich. Te wyobrażenia przyszłości oraz aktywne działania podejmowane na rzecz zmiany społecznej oparte są na dążeniach do absolutnej równości, wzajemnym szacunku, wolności i sprawiedliwości, a przy tym uwzględniają znaczenie emocji i relacji międzyludzkich w dążeniu do dobrostanu. Do tych obszarów refleksji będę odwoływała się szerzej, budując argumentację na rzecz gwarancji zatrudnienia oraz bezwarunkowego dochodu podstawowego.

W pierwszej części niniejszego artykułu wyjaśniam znaczenie etyki troski w odniesieniu do badań prowadzonych przez ekonomistki feministyczne, które to badania bezpośrednio związane są z opieką i nawiązują do postulatów gwarancji zatrudnienia przedstawionych w części drugiej. Trzecia część dotyczy kwestii bezwarunkowego dochodu podstawowego jako progresywnego rozwiązania gospodarczego, eksperymentalnie wdrożonego w jednym i rozważanego w trzech kolejnych krajach. Argumentacja za wprowadzeniem tego typu mechanizmu redystrybucji przedstawiona zostanie w świetle postulatów równości płci. W podsumowaniu powracam do problemu wyobrażonej przyszłości gospodarczej, nawiązując także do koncepcji przedstawionych w całym tekście.

Etyka troski i odniesienia do ekonomii feministycznej

Etyka troski została przedstawiona przez amerykańską politolożkę Joan Claire Tronto jako „zespół wrażliwości, który powinna rozwinąć każda moralnie dojrzała osoba” (Tronto 1987, 662). Rozwija ona myśl Carol Gilligan (1977), która wskazywała, że opieka (troska), przypisywana przede wszystkim kobietom, powinna być elementem moralności traktowanym na równi ze sprawiedliwością, stereotypowo przypisywaną mężczyznom. Tronto idzie dalej, argumentując, iż „brak doświadczeń związanych z opieką sprawia, że uprzywilejowani mężczyźni stają się moralnie zdeprawowani” (Tronto 1987, 652). Według tej autorki konkretna osoba może rozwinąć wspomnianą wrażliwość, jeśli zarówno opiekuje się ona innymi, jak i doświadcza opieki innych nad sobą. Choć opieka jest często postrzegana jako prywatna sfera życia, to liczne badania ujawniają jej kolosalne znaczenie dla gospodarki – w sensie produkcyjnym i reprodukcyjnym – oraz dla rozwoju społeczeństw i stwarzania szans na dobre życie dla wszystkich (Budlender i Sharp 1998). Dlatego, jak postuluje Clare Ungerson (1995), w przypadku opieki podział na prywatne i publiczne jest sztuczny i krzywdzący zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, należałoby go zatem znieść i myśleć o opiece szerzej, w ramach obywatelstwa. Dodatkowo ekonomistki feministyczne wskazują, że równiejszy podział opieki pomiędzy kobiety i mężczyzn może doprowadzić do wzrostu jakości życia zarówno jednych (zyskujących więcej czasu na inne zajęcia czy odpoczynek), jak i drugich (budujących tym samym relacje z bliskimi) (Esplen 2009). Jednocześnie ekonomia feministyczna, podobnie jak inne nurty ekonomii heterodoksyjnej (np. post-keynesizm, instytucjonalizm czy szkoły marksistowskie), wskazuje, że należy odejść od etosu indywidualizmu „ekonomicznego człowieka” (homo oeconomicus) dokonującego racjonalnych wyborów i maksymalizującego własne korzyści, i zwrócić się w kierunku gospodarki społecznej oraz kolektywnej, bazującej na trosce, lojalności, wzajemności, solidarności i równych prawach (Phillips 2007). Postrzeganie ludzi przez pryzmat ich relacji z innymi, w tym relacji opieki na każdym etapie życia, zdecydowanie wykracza poza definicję natury ludzkiej przyjętą przez główne nurty ekonomii – te bowiem uznają, że człowiek zawdzięcza wszystko wyłącznie sobie (ang. self-made man). Etyka troski zakłada, że poczucie odpowiedzialności za innych w budowanych relacjach stwarza porządek społeczny, który nie pozwala na pełne korzystanie z praw indywidualnych. Rosi Braidotti nazywa to „śmiercią ego” (Braidotti 2006, 155).

Założenia etyki troski zarówno są powiązane z naszymi osobistymi doświadczeniami w relacjach z bliskimi osobami, jak i wskazują na szersze ramy społeczne, które w tym artykule odnoszą się do wizji gospodarki przyszłości. W kolejnych latach właśnie przyjęcie tych założeń może okazać się niezbędne do wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego (w trosce o innych, a w szczególności o defaworyzowane grupy społeczne), utworzenia nowych miejsc pracy w sektorze opieki lub zmiany całego paradygmatu makroekonomicznego na taki, w którym prace reprodukcyjne byłyby wartościowane podobnie do prac produkcyjnych. Do tego ostatniego zagadnienia nawiązuje Marylin Power w szkicu metodologii ekonomii feministycznej, wskazując na kwestie, które badaczki i badacze powinni uwzględniać, projektując swoje analizy. Są to: uznanie i włączenie opieki oraz nieodpłatnej pracy do podstawowych aktywności ekonomicznych; potraktowanie dobrostanu jako miary sukcesu ekonomicznego; analizowanie gospodarczych, politycznych i społecznych procesów oraz relacji władzy; włączenie do analizy jako jej nieodzownej części celów i wartości etycznych; badanie różnic klasowych, rasowo-etnicznych i innych charakterystyk wpływających na wyniki prowadzonych badań (Power 2004, 3). Założenia te można potraktować jako ramy dla wszelkich rozważań nad zmianami czy eksperymentami społeczno-gospodarczo-politycznymi, które powinny być brane pod uwagę przy planowaniu i opracowywaniu konkretnych rozwiązań oraz strategii. Tronto traktuje etykę troski szerzej, suponując, że „społeczeństwo oparte na trosce byłoby prawdopodobnie mniej przemocowe, naładowane wściekłością i nieszczęśliwe niż wiele społeczeństw jest obecnie” (Tronto 1995, 148). Opieka nad dziećmi, osobami starszymi i innymi osobami zależnymi, a w różnych kulturach (np. w Mongolii) także troska o osoby z tej samej miejscowości, z tej samej klasy czy szkoły, oraz współdziałanie i wyświadczanie szeregu przysług pozwala mieszkankom i mieszkańcom na budowanie „siły powodzenia” i „siły życiowej” opartej na więziach (Rakowski 2016, 100). W tym kontekście opieka przestaje być, jak zdaje się wielu osobom, jedynie przykrym obowiązkiem i przemienia się w „fortunę i bogactwo nagromadzone jako sieć relacji” (Rakowski 2016, 100–101). Opieka ma jednak różne formy i nie dotyczy wyłącznie kręgu osób bliskich, może być także świadczona odpłatnie i traktowana jako praca, o czym więcej poniżej.

Wymykająca się utowarowieniu opieka a podział pracy

Bezsprzecznie założenia etyki troski odnoszą się do problemu opieki jako aktywności społecznej. Ungerson dzieli opiekę na trzy kategorie: spontaniczną, nieregularną opiekę oferowaną wewnątrz danej społeczności; świadczenie usługi opieki jako pracy, gdy osoba ją otrzymująca jest zależna od osoby opiekującej się nią; osobista usługa oparta na nierównej relacji pomiędzy dwiema osobami, gdy jedna z nich, ta o wyższym statusie, jest w stanie troszczyć się sama o siebie (Ungerson 1990, 14–15). Zarówno status osoby wymagającej opieki, jak i świadczącej opiekę jest nieodzownie związany z relacjami władzy i tym samym stanowi istotne zagadnienie z zakresu ekonomii feministycznej (Hartmann 1976). Asymetryczny podział władzy może być szczególnie dotkliwy dla osoby bardziej potrzebującej opieki, dlatego w takiej relacji nie wszystkim osobom zagwarantowane zostanie osiągnięcie dobrostanu (Sen 1993). Nierówny podział władzy nie dotyczy tylko sektora opieki, lecz także publicznych i prywatnych instytucji wraz z nadawanymi przez nie przywilejami czy ich stosunkiem do odbiorców świadczonych przez nie usług (Fraser 1990). Dotyczy także stratyfikacji obecnej w danych społeczeństwach, poziomu ignorancji czy wzajemnego szacunku (Benería 2003). Wreszcie to również sprawa samych gospodarstw domowych, w których panuje określona władza (i przemoc) ekonomiczna (Cantillon 2013). Zaznaczyć trzeba, że osoby, które powinny zabierać głos w sprawie opieki, często nie są reprezentowane lub są nierówno traktowane, np. dlatego, że posługują się prostym językiem lub mają niższy status ekonomiczno-społeczny. Fraser wskazuje, że „teoria sprawiedliwości musi być trójwymiarowa, obejmując polityczny wymiar reprezentacji, ekonomiczny wymiar dystrybucji oraz kulturowy wymiar uznania” (2014, 260). Te trzy elementy są bardzo istotne z punktu widzenia założeń dotyczących nowej gospodarki, opartej właśnie na etyce troski.

Zagwarantowanie równego dostępu do usług i wysokiego standardu opieki, niezbędnej ludziom do łączenia ich obowiązków opiekuńczych z pracą zawodową na różnych etapach życia – etapy te wraz ze zmieniającymi się potrzebami opieki nazywane są „pejzażami opieki” (ang. caringscapes – zob. McKie, Gregory i Bowlby 2002) – byłoby pierwszym krokiem ku realizacji teorii sprawiedliwości Fraser. Usługi te, niezależnie od tego, czy oferowane przez instytucje państwowe, czy prywatne, wymagają od osób je świadczących szczególnych i wyspecjalizowanych umiejętności, tj. dbałości o potrzeby osób, którymi się opiekują, brania odpowiedzialności za swoje działania, określonych uprawnień oraz zdolności do adekwatnego odpowiadania na potrzeby osób wymagających opieki (Fisher i Tronto 1990). Oczekiwania te jednoznacznie przemawiają za waloryzacją wynagrodzeń za usługi opiekuńcze (przynajmniej do poziomu średniej krajowej) i traktowaniem opiekunów jako pracowników tak samo odpowiedzialnych i wyspecjalizowanych jak pracownicy branż produkcyjnych gospodarki.

Z uwagi na fakt, że opieki na świecie brakuje, a w krajach wysoko rozwiniętych dotyczy to szczególnie opieki nad osobami starszymi, z czasem powstał rynek opieki, który w pewnym sensie ją utowarowił. Jak wskazuje Virginia Held (2006), na rynku tym rządzą prawa skuteczności i wydajności, co sprowadza debatę nad usługami opiekuńczymi do rachowania ich kosztów. Tak też postrzegana jest opieka przez wiele osób nielegalnie zatrudniających migrantki i migrantów, często łamiąc ich podstawowe prawa (np. zabierając im paszporty, odmawiając prawa do prywatności i czasu wolnego, obarczając pracą ponad siły, która przybiera formę współczesnego niewolnictwa) (Ehrenreich i Hochschild 2004). Najczęściej migrantki pozostawiają w swoich krajach osoby wymagające opieki (zjawisko znane pod angielską nazwą care drain) i uczestnicząc w globalnych łańcuchach opieki, wykonują odpłatnie pracę w krajach wysoko rozwiniętych.

Tymczasem prowadzone w krajach OECD analizy i badania dotyczące wzrostu zatrudnienia w sektorze opieki – zmiany zbieżnej z postulatami zwolenników gwarancji zatrudnienia (Tcherneva i Wray 2005) – wskazują, że to państwo powinno tworzyć nowe miejsca pracy, stymulując rynek. Dodatkowo, przeprowadzając symulację wzrostu zatrudnienia w sektorze opieki, tak aby efektywnie odpowiadać na zapotrzebowanie na nią, nasza grupa badawcza wykazała dla siedmiu krajów OECD, że inwestycje w ten sektor w równym, a nawet większym stopniu niż w sektor budowlany wpływają na wzrost gospodarczy (De Henau i in. 2016). Jest to ważna obserwacja, którą warto uwzględnić przy projektowaniu polityki gospodarczej podczas kryzysów lub spowolnień wymagających większej interwencji państwa w rynek. Inwestycja środków publicznych w tzw. infrastrukturę społeczną nie tylko wpłynęłaby na wzrost zatrudnienia w tym sektorze, lecz także dzięki efektom pośrednim i indukowanym przyczyniłaby się do wzrostu zatrudnienia w innych sektorach gospodarki. W przypadku efektów pośrednich byliby to np. dostawcy produktów i usług do przedszkoli, domów opieki, świetlic itd., zaś w przypadku efektów indukowanych – pracownicy branż odpowiadających na wzrost konsumpcji w gospodarstwach domowych.

Dobrze wynagradzana praca opiekuńcza z pewnością przyciągnęłaby pracowników, gdyż jak każda inna praca, na co zwracają uwagę zwolennicy GZ z Levy Institute, daje ona satysfakcję, poczucie obywatelstwa, wzajemności, zaangażowania czy spełnionego obowiązku społecznego. Pavlina R. Tcherneva i L. Randall Wray wskazują także na komplementarność propozycji gwarancji zatrudnienia i dochodu obywatelskiego, gdy ten drugi byłby oferowany szczególnie osobom zależnym i niemogącym podjąć pracy najemnej, choć tym samym przestałby on mieć charakter bezwarunkowy (Tcherneva i Wray 2005, 126). Autorzy w swoim artykule dokonują szczegółowych analiz argentyńskiego programu zatrudnienia Jefes de Hogar (hiszp. „głowa gospodarstwa domowego”), używając wskaźników makroekonomicznych i przedstawiając szczegółowy profil beneficjentów, a także zmiany zachodzące w czasie trwania programu (np. odpływ pracowników do sektora prywatnego). W ramach tego programu oferowana była praca czasowa (często sezonowa) z wynagrodzeniem godzinowym oraz dodatkowymi świadczeniami (np. ubezpieczeniem zdrowotnym), a rekrutacja była dobrowolna. Taka forma zatrudnienia mogłaby przekonać niektórych przeciwników GZ, którzy najczęściej oponują przeciwko przymusowi pracy – stojącemu w sprzeczności z zasadą korzystania z osobistych wolności – niskim standardom zatrudnienia, niskim wynagrodzeniom niepozwalającym na awans społeczny, niesatysfakcjonującym formom pracy, które uniemożliwiają pracownikowi rozwój (Standing 2005) oraz kontroli państwowej nad życiem mieszkańców i opresji władzy. W latach intensywnego rozwoju przemysłu (w szczególności elektronicznego) Herbert Marcuse przedstawił następujące rozważania na temat rynku pracy:

[g]dyby jednostka nie była już zmuszana do sprawdzania na „rynku” siebie, jako wolnego podmiotu ekonomicznego, zniknięcie tego rodzaju wolności byłoby jednym z największych osiągnięć cywilizacji. Technologiczny proces mechanizacji i standaryzacji mógłby skierować indywidualną energię do jeszcze nie zaznaczonej na mapie dziedziny wolności poza koniecznością (Marcuse 1991, 18–19).

Dziś słowa Marcusego mogłyby być odczytane jako ukłon w stronę bezwarunkowego dochodu podstawowego, wypłacanego wszystkim, a nie tylko osobom zależnym, czyli będącego drogą wyjścia poza pracę najemną. Z pewnością dodatkowym argumentem na rzecz tego rozwiązania, poza znikającymi miejscami pracy produkcyjnej, o których pisałam we wstępie, są także analizy Thomasa Piketty’ego (Piketty 2015). Zestawiając dane z pięćdziesięciu krajów na przestrzeni ponad trzystu lat, autor wskazał, że zarobki uzyskane z pracy produkcyjnej nigdy nie będą tak wysokie jak zyski z kapitału, a dalszy wzrost nierówności jest (i pozostanie) nieodłączną cechą systemu kapitalistycznego. Na całym świecie rośnie też liczba „pracujących biednych”, którzy pomimo pracy w pełnym wymiarze nie są w stanie żyć w godnych warunkach.

Polscy pracodawcy, jak wskazują dane OECD, w porównaniu z pracodawcami z innych europejskich krajów w nieznacznym stopniu dzielą się zyskami z pracownikami, a udział płac w produkcie krajowym brutto od lat maleje, mimo że produktywność jest coraz wyższa (OECD 2017). Przykładowo prezes spółki Comarch S.A. zarabia miesięcznie 500 razy więcej od pracowników o najniższym wynagrodzeniu w jego firmie (Sroczyński 2015, 133–146). Gdyby te nierówność ograniczyć, choćby do zaproponowanej w Szwajcarii maksymalnie dwunastokrotnej różnicy płac w przedsiębiorstwie, to nie tylko stworzono by polskim pracownikom godne warunki życia, lecz także mogliby oni pracować mniej. Z tym wiąże się postulat New Economics Foundation (NEF), zgodnie z którym dwudziestojednogodzinny wymiar tygodniowej pracy powinien być docelowym „etatem” (NEF 2010). NEF argumentuje, że dwadzieścia jeden godzin pracy najemnej umożliwiłoby nam zmierzenie się ze współczesnymi problemami takimi jak: przepracowanie, wypalenie zawodowe, bezrobocie, nadmierna konsumpcja, nierówności, niski standard życia oraz brak czasu na prowadzenie zrównoważonej egzystencji, troskę o innych i odczuwanie radości z życia (NEF 2010). NEF wzywa także do przewartościowania tego, co uznajemy za pracę i opłacamy, dowartościowania opieki i innych nieodpłatnych prac lub prac wykonywanych nieformalnie w lokalnych społecznościach oraz na rzecz osób bliskich, a także wszelkich aktywności związanych z zachowaniem zasobów planety, dobrostanu innych gatunków, co wiąże się z ideami posthumanizmu, do których nawiązywałam we wstępie. NEF przewiduje szereg trudności, które napotkamy w czasie drogi do tak zdefiniowanego etatu, włączając w to: opór ze strony pracodawców w związku ze zmniejszonym wymiarem pracy indywidualnej oraz możliwymi problemami z pozyskaniem wykwalifikowanych i lubiących swoją pracę pracowników; opór ze strony samych pracowników oraz związków zawodowych, obawiających się wpływu tych zmian na obniżenie wynagrodzeń; wreszcie sprzeciw polityków, którzy są lobbowani przez wszystkie wymienione grupy.

Idea skróconego czasu pracy została opisana przez niemiecką socjolożkę Friggę Haug (2011). Autorka, odwołując się do Karola Marksa, wychodzi z założenia, że „rozwój każdego jest warunkiem koniecznym dla rozwoju wszystkich” (Haug 2011, 1). Twierdzi ona, że zadań i niezbędnych prac do wykonania jest aż nadto, a zatem nie jest potrzebna dodatkowa podaż pracy. Proponuje ona w zamian sprawiedliwą redystrybucję pracy, która opierałaby się na podziale wszystkich aktywności pomiędzy osoby zdolne do pracy w czterech czterogodzinnych blokach na dobę. Byłyby to: zatrudnienie, prace reprodukcyjne, rozwój osobisty i działalność polityczna. Oczywiście jest to pewien „kompas”, nie zaś imperatyw w rozważaniach nad bardziej sprawiedliwą gospodarką. Tym samym zarówno kobiety, jak i mężczyźni, a także osoby wymykające się binarnym podziałom genderowym, byłyby zaangażowane w opiekę nad innymi w ramach prac reprodukcyjnych, w równym stopniu i na równych zasadach uczestniczyłyby w rynku pracy, miałyby czas na rozwój, odpoczynek i zaangażowanie polityczne. Ten podział bezsprzecznie dawałby kobietom szanse na większą aktywność w innych obszarach życiowych niż tylko w pracy najemnej i nieodpłatnych pracach wykonywanych w gospodarstwie domowym, gdyż – jak wskazują badania – dotąd to głównie na nich spoczywał ciężar wykonywania tych drugich (wycenia się, że nieodpłatna praca mężczyzn wykonywana na rzecz gospodarstwa domowego w Polsce warta jest średnio jedynie 58 procent pracy wykonywanej nieodpłatnie przez kobiety [GUS 2015]).

Ostatnim rozwiązaniem, które pragnę tu omówić w zakresie podziału pracy, jest koncepcja „zrównoważonych pakietów pracy” zaproponowana przez amerykańskiego ekonomistę Michaela Alberta (2007). Dzieli on prace na takie, które wymagają kreatywności, są rozwojowe i satysfakcjonujące, oraz takie, które są monotonne, automatyczne, ale muszą zostać wykonane. Wedle autora sprawiedliwość społeczną gwarantowałby podział całej istniejącej pracy na pakiety, rozdzielone następnie pomiędzy osoby zdolne do pracy. W takim wypadku prace najniżej opłacane, mechaniczne, a często pogardzane, zniknęłyby z rynku, bo każda osoba podejmująca wymarzoną i jednakowo upodmiotawiającą pracę otrzymywałaby w pakiecie także zadania z zakresu np. sprzątania, kopania rowów czy dozorowania. Dla nas, ekonomistek feministycznych, ważna w tym wypadku byłaby zmiana ram makroekonomicznych, w których uwzględniono by także prace opiekuńcze oraz inne prace domowe i reprodukcyjne, które znalazłyby miejsce we wskazanych przez Alberta pakietach. Dziś możemy także zauważyć, że prace najbardziej nieprzyjemne i niewdzięczne są stopniowo automatyzowane, zatem w przyszłości być może roboty wyręczą nas w sprzątaniu, lecz nie zastąpią nas w relacjach opiekuńczych.

Powyższe rozważania wskazują jasno, że praca może być różnie definiowana i nie jest jednakowo atrakcyjna. Stąd argumenty zwolenników GZ niekoniecznie przemawiają do wszystkich, pomimo wynikających z podejmowania pracy zalet, takich jak: wzmocnienie pozycji osób wcześniej marginalizowanych, socjalizacja, samorealizacja, użyteczność społeczna i podnoszenie poczucia własnej wartości u pracowników. Jednocześnie zwolennicy BDP przekonują, że to dochód sam w sobie wpływa na poczucie własnej wartości, daje ludziom stabilność i jest upodmiotawiający. Główną przeszkodą w jego wdrożeniu, na którą wskazują zwolennicy GZ, jest związana z nim (hiper)inflacja. O tym jednak więcej w kolejnej części artykułu.

Feministyczne odniesienia do bezwarunkowego dochodu podstawowego

Koncepcja bezwarunkowego dochodu podstawowego nieustannie powraca do debaty publicznej od ponad dwóch stuleci, od momentu publikacji broszury Thomasa Paine’a Agrarian Justice w 1797 roku, wywołując żywe dyskusje i fale emocji. Różne podejścia do tego zagadnienia zostały szczegółowo omówione w numerze 2(12)/2014 Praktyki Teoretycznej poświęconym BDP, dlatego w poniższym opracowaniu skupię się raczej na jego feministycznej analizie w odniesieniu do etyki troski i gospodarki przyszłości, nie powtarzając argumentów, które już wybrzmiały.

Z perspektywy opieki i etyki troski najważniejszą kwestią pozostaje pytanie postawione przez Ruth Lister: „jak zagwarantować uznanie [wagi opieki dla społeczeństwa –  przyp. ZŁ] bez dalszego zamykania kobiet w rolach opiekunek, które służy ich wykluczeniu z władzy i wpływów wynikających z partycypacji w publicznej sferze gospodarki i polis?” (Lister 1995, 17). Czy faktycznie stanie się tak, że kobiety wycofają się z rynku pracy najemnej, gdy otrzymają dochód podstawowy? Czy 1000 złotych, który to dochód, jak ostrożnie szacuje Maciej Szlinder, będzie kosztował polski budżet 360 miliardów złotych, plus dodatkowe 23 miliardy na rozszerzenie programu 500+ na wszystkie dzieci (więcej zob. Szlinder 2017), jest kwotą wystarczająco motywującą do odejścia z rynku pracy? Czy podobnego efektu nie miałaby omawiana przez Gośkę Maciejewską i Marcina Marszałka płaca za pracę domową (2014, 174–176), cementująca tym samym tradycyjny podział ról i przestrzeni życiowych (kobiety jako opiekunki i osoby ukryte w przestrzeni prywatnej, mężczyźni jako żywiciele rodzin i osoby aktywne w przestrzeni publicznej)? Wątpliwości te rozwiewa Ingrid Robeyns, odnosząc się zarówno do dotychczas przeprowadzonych badań, jak i do możliwych scenariuszy wpływu takiego świadczenia m.in. na podaż pracy (Robeyns 2014). Twierdzi ona, że dochód podstawowy prawdopodobnie skłoni kobiety do ograniczenia godzin pracy najemnej, lecz nie spowoduje ich masowego wycofywania się z rynku pracy, gdyż, jak określa to autorka, „[k]apitał ludzki spada, gdy nie jest używany”; dużą rolę odgrywają tu także inne, niepieniężne korzyści, które kobiety czerpią z pracy zarobkowej. Większe wyzwanie upatruje ona w transformacji tradycyjnych ról płciowych i podziału pracy ze względu na płeć, wskazując na konieczność uzupełnienia świadczenia BDP „innymi środkami polityki społecznej, które wyzwalają kobiety (a także mężczyzn) od oczekiwań co do ról płciowych” (Robeyns 2014). Do tej kwestii nawiązuje także Fraser (1994), która proponuje rozdzielenie świadczenia opieki i kobiet poprzez promowanie modelu „uniwersalnego opiekuna” (ang. universal caregiver), na wzór dyskutowanego „uniwersalnego żywiciela rodziny”, modelu, wedle którego – przynajmniej w założeniu – kobiety są traktowane na rynku pracy tak samo jak mężczyźni. Wsparciem dla takiej polityki byłoby np. promowanie elastycznych godzin pracy dla opiekunów, wprowadzenie urlopu ojcowskiego równego macierzyńskiemu oraz wsparcia instytucjonalnego (żłobki, przedszkola, zakłady i centra opieki nad osobami zależnymi). W takiej gospodarce część kobiet mogłaby nawet zwiększyć swój udział w rynku pracy, dysponując dodatkowym czasem, a jednocześnie nie będąc ograniczonymi przez limit dochodów wyznaczający próg uzyskiwania świadczeń, który obowiązuje obecnie.

Caitlin McLean (2015) analizuje wpływ dochodu podstawowego na równość płci, posługując się siedmioma zasadami wyznaczonymi przez Fraser (1994): przeciwdziałania ubóstwu, przeciwdziałania wyzyskowi, równości wynagrodzeń, równości czasu wolnego, równego szacunku, przeciwdziałania marginalizacji i przeciwdziałania androcentryzmowi. BDP odpowiada wszystkim tym założeniom. Wprowadzenie tego transferu pieniężnego zabezpieczyłoby pewien poziom dobrostanu grup najbardziej narażonych na wykluczenie, takich jak samotne matki, migrantki, kobiety wywodzące się z mniejszości etnicznych czy kobiety niepełnosprawne. BDP raczej zapobiegałby ubóstwu niż obniżał jego poziom, gdyż po jego wprowadzeniu, jak już wcześniej wspomniałam, osoby w gospodarstwach domowych nie musiałyby się obawiać przekroczenia progu dochodowego przy podejmowaniu pracy najemnej w szerszym wymiarze. Odbierałby on także władzę „szefom, chłopakom i biurokratom” nad życiem kobiet (Levine 2013), tym samym obniżając ryzyko pozostawania kobiet w relacjach przemocowych i opartych na wyzysku. Kobiety mogłyby również negocjować w swoich relacjach równiejszy podział pracy nieodpłatnej, w tym opiekuńczej, a także mieć większy/równy udział w podejmowaniu decyzji, gdyż dysponując własnymi dochodami i będąc w większym stopniu niezależnymi, mogłyby łatwiej opuszczać niesatysfakcjonujące relacje. Jak podkreślają Edgar Manjarin i Maciej Szlinder (2016), osoby otrzymujące BDP miałyby także silniejszą pozycję przetargową w stosunkach z pracodawcami, mogłyby negocjować lepsze warunki pracy z przełożonymi, nie obawiając się całkowitej utraty środków do życia. Ten argument może wskazywać przyczynę nieprzyjęcia BDP w Szwajcarii, gdzie opieka i inne prace domowe na szeroką skalę świadczone są przez migrantów za najniższe stawki albo na czarnym rynku. BDP obniżyłby także poziom stresu kobiet i mężczyzn ubiegających się o zasiłki i świadczenia od państwa, procedury te często bywają bowiem poniżające, związane są z przemocą i kontrolą ze strony instytucji oraz urzędników państwowych. Zwolennicy BDP podkreślają również, że otrzymywanie dochodu nie wykluczałoby korzystania z bezpłatnych dóbr i usług, dzięki którym beneficjentki i beneficjenci mogliby godnie żyć, takich jak bezpłatna opieka zdrowotna, bezpośrednie zaopatrzenie w żywność i ubrania czy przyznawanie mieszkań dla osób potrzebujących (Alexander 2015). BDP przemawiałby także za wyrównaniem wynagrodzeń pomiędzy kobietami i mężczyznami, gdyż lepsza pozycja negocjacyjna kobiet w kwestii podziału pracy nieodpłatnej może znaleźć odbicie w równej dyspozycyjności kobiet i mężczyzn na rynku pracy, podobnej możliwości podnoszenia kwalifikacji, brania odpowiedzialności a także przyjmowania awansów. Tym samym tropem podąża argumentacja dotycząca zrównywania czasu przeznaczanego przez kobiety i mężczyzn na wypoczynek. McLean, analizując krytycznie ten aspekt, zauważa, że praca może być rozdystrybuowana pomiędzy klasy i pomiędzy same kobiety właśnie, nie doprowadzając do zwiększenia udziału mężczyzn w wykonywaniu obowiązków domowych. Z drugiej strony popyt na tego typu prace może znacznie się obniżyć w wyniku przyznawania wykonującym je osobom BDP, albo ich cena może znacznie wzrosnąć, tym samym wymuszając większe zaangażowanie mężczyzn w prace domowe (McLean 2015, 8–9). W przypadku kolejnego założenia – równego szacunku – prace tradycyjnie wykonywane przez kobiety, takie jak opieka czy działalność społeczna, mogłyby zostać dostrzeżone i dowartościowane, o ile towarzyszyłaby im odpowiednia, promująca je polityka społeczna. Szacunek zyskałyby także pracownice i pracownicy seksualni, gdyż BDP uwolniłby ich od przymusu podejmowania pracy w branży erotycznej, szczególnie w warunkach zagrażających ich życiu i zdrowiu, a tym samym pracę seksualną świadczyłyby te osoby, które ją świadomie wybrały. Ostatnie dwie reguły, przeciwdziałanie marginalizacji i androcentryzmowi związane są z wcześniej wspomnianym modelem „uniwersalnego opiekuna” Fraser, który to model nie esencjalizuje kobiet i nie zamyka ich w przestrzeni prywatnej, a raczej zachęca zarówno kobiety, jak i mężczyzn do podejmowaniu pracy zawodowej i dzielenia się opieką na równych zasadach. Ten argument stanowi sedno BDP jako propozycji feministycznej, który w związku ze swoja bezwarunkowością (brakiem związku z uczestnictwem w rynku pracy i w pracach domowych) nie działa na rzecz utrwalania tradycyjnego porządku płci. Naturalnie zmianę tego porządku wzmocniłyby dodatkowe działania rządu na rzecz równości, takie jak opieka instytucjonalna, edukacja równościowa oraz walka ze stereotypami (Gheaus 2008), lecz oponenci wskazują, że niosłoby to ze sobą duże koszty, które i tak byłyby znaczące w przypadku wprowadzenia BDP. Koszty te jednak można również postrzegać jako inwestycje w gospodarkę przyszłości, opartą na dobrostanie wszystkich mieszkanek i mieszkańców, równości, wolności, partycypacji, znaczeniu i równowadze ekologicznej, na które to inwestycje powinny znaleźć się fundusze.

Istnieje wiele propozycji finansowania bezwarunkowego dochodu podstawowego, choćby omówione przez Bartosza Mikę (2014) czy Macieja Szlindera (2017a): zniesienie transferów socjalnych, podniesienie podatków, zwiększenie deficytu budżetowego czy zwiększenie wpływów w związku z podwyższoną konsumpcją (i tym samym dochodami do budżetu z tytułu podatków, np. VAT) w wyniku wprowadzenia BDP. Samuel Alexander proponuje obok BDP, czyli „dochodowej podłogi”, równoczesne wprowadzenie pułapu dochodu maksymalnego, czyli „dochodowego sufitu”, tak aby redystrybucja dochodów umożliwiła stworzenie bardziej demokratycznego i egalitarnego społeczeństwa, niż kiedykolwiek pozwolił na to kapitalizm (Alexander 2015, 147). Według jego propozycji podatek nałożony na każde dodatkowe dochody (również z kapitału) przekraczające pułap dochodu maksymalnego wynosiłby 100 procent. Dzięki temu stratyfikacja społeczna nie byłaby tak wszechobecna, a różnice pomiędzy najbogatszymi i najuboższymi przestałyby się pogłębiać, jak ma to miejsce obecnie (por. Piketty 2015). Progresywne skale podatkowe, zawierające wiele przedziałów dochodowych z pewnością również pomogłyby w osiągnięciu tego celu. Inne pomysły na finansowanie BDP to tzw. podatek Robin Hooda (mylony często z podatkiem Tobina, który dotyczy jedynie wymiany walut), czyli pobór podatku w wysokości średnio 0,05 procenta od wszystkich transakcji finansowych (handlu akcjami, obligacjami, walutami i derywatami) (Schulmeister 2008). Rozwiązanie to było już dyskutowane w Parlamencie Europejskim, a po wyjściu Wielkiej Brytanii – największego przeciwnika tego podatku – z Unii Europejskiej (UE) jego wprowadzenie będzie całkiem prawdopodobne. Podatek ten ograniczyłby ryzykowne inwestycje i przyczyniłby się do bardziej stabilnego zarządzania funduszami. Płacąc go od obrotu dużymi sumami pieniędzy – np. pożyczonym miliardem dolarów, bo w takim przypadku podatek wynosiłby 50 milionów dolarów – inwestorzy zastanowiliby się dwa razy, zanim podjęliby ryzykowną decyzję zakupu bądź sprzedaży instrumentów finansowych. Tym samym niebezpieczne zachowania spekulantów stałyby się rzadsze, przyczyniając się do większej stabilizacji rynków. Sylvia Walby (2015), nawiązując do ostatniego kryzysu finansowego, proponuje mechanizmy wzmocnienia państw UE, które zyskałyby dodatkowe dochody do budżetu, gdyby uszczelniły system podatkowy, np. zakazując operacji na terenie danego kraju firmom, które zarejestrowane są w tzw. rajach podatkowych, nie zatrudniają na umowach o pracę lub unikają płacenia podatków (nie płacą ich lub płacą zaniżone stawki). Podatki są źródłem dochodu na rzecz przyszłych inwestycji społecznych, m.in. takich jak BDP, nie zaś jedynie obciążeniem dla społeczeństwa – i tak też powinny być postrzegane. Kolejnym źródłem dochodów byłoby z pewnością podniesienie podatku od osób prawnych, czyli CIT (ang. Corporate Income Tax), lub zrezygnowanie z jego obecnej liniowej formy na rzecz progresji podatkowej. Kolejnym pomysłem byłoby opodatkowanie niezrównoważonych praktyk środowiskowych, tak aby firmy ponosiły pełne koszty produkcji (por. James Robertson 1999). Źródła finansowania BDP są istotne także ze względu na to, że tworzą one ramy gospodarki przyszłości. Maciejewska i Marszałek ostrzegają np. przed niebezpieczeństwem związanym z uzależnieniem finansowania dochodu podstawowego od sprzedaży gazu łupkowego (2014, 186), która to decyzja mogłaby mieć katastrofalne skutki dla środowiska naturalnego. Uważają oni również, że dyskusje na temat BDP nie podważają istniejących wzorów produkcji i konsumpcji. Niewiele mówi się także o zmianie paradygmatu makroekonomicznego, w związku z którą do istniejących wskaźników ekonomicznych włączono by prace nieodpłatne i ich podział, a także alternatywne, kolektywne zarządzanie dobrami i usługami, tak aby gospodarka przyszłości oparta była na etyce troski.

Do tej kwestii nawiązują też Julie A. Nelson i Neva Goodwin, które uważają, że

szerszym, finalnym celem „ekonomii kontekstualnej” jest dobrostan wszystkich ludzi, obecnie i w przyszłości, we wszystkich przyjmowanych przez nich społecznych i ekonomicznych rolach: nie tylko konsumenckich czy producenckich, lecz także obywatelskich, rodzinnych, nauczycielskich, rolach opiekunów i osób poddających się opiece a także otrzymujących inną pomoc (Nelson i Goodwin 2005, 2).

Role powyższe zostały wzięte pod uwagę przy projektowaniu eksperymentu z dochodem podstawowym w holenderskim mieście Utrecht (Brown Hamilton 2016). Do eksperymentu, który zaplanowany jest na dwa lata i ruszy po zatwierdzeniu go przez Ministerstwo Spraw Społecznych (Dutch News 2017), wybrane zostanie 250 osób spośród pobierających wcześniej świadczenia, które miesięcznie otrzymywać będą kwotę średnio 960 euro i nie będą zobligowane do podejmowania pracy bądź ubiegania się o nią, jak miało to miejsce wcześniej. Dodatkowo osoby, które podejmą pracę w ramach wolontariatu, otrzymają nadprogramowo 150 euro. Cała grupa beneficjentów zostanie podzielona na sześć podgrup, którym zaoferowane zostaną różne warunki i wysokości dochodu, aby sprawdzić, jakimi motywacjami się kierują i w jaki sposób określona forma dochodu wpłynie na zmianę ich życia. Dla ekonomistek feministycznych najbardziej interesująca w tym wypadku jest obserwacja różnych typów gospodarstw domowych i zmieniających się w nich ról. Z tej perspektywy znaczenie mają również zmiany w zakresie obciążenia nieodpłatną pracą w odniesieniu do modelu „uniwersalnego opiekuna” Fraser, a także zaangażowanie w prace wolontaryjne i podejmowanie pracy najemnej (z uwzględnieniem warunków tejże pracy – znaczące jest np. odrzucanie nisko płatnych prac lub stawianie wyższych wymagań w związku ze środowiskiem, czasem bądź stosunkami pracy).

Drugim przykładem jest Finlandia, gdzie spośród bezrobotnych wylosowano 2000 osób, które od 1 stycznia 2017 roku otrzymują dochód podstawowy w miejsce wcześniejszych świadczeń (tym samym jest to jednak dochód warunkowy). Eksperyment ten potrwa dwa lata. Przez ten czas beneficjenci będą otrzymywali 560 euro miesięcznie – to bardzo niska kwota jak na wysokie koszty życia w kraju – nawet jeśli znajdą pracę. W przyszłości rząd planuje włączyć do grupy beneficjentów niezależne zawody (ang. freelance), w których trudno stworzyć stałe miejsca pracy (The Telegraph 2017). Na wyniki tych dwóch eksperymentów trzeba będzie jeszcze poczekać, ale z pewnością – pomimo wspomnianych wad programów – otwierają one nowe imaginarium, jeśli chodzi o tworzenie rozwiązań gospodarczych.

Dwa kolejne miejsca na świecie, w których planowane jest wprowadzenie BDP, to kanadyjskie Ontario – pod koniec 2017 roku – oraz Glasgow w Szkocji, gdzie rząd niedawno zatwierdził badanie wykonalności wprowadzenia dochodu podstawowego. Choć nie są jeszcze znane szczegóły dotyczące eksperymentu w Glasgow, BDP cieszy się tam dużym poparciem parlamentu (McFarland 2017). Tymczasem w Kanadzie rząd zabudżetował 25 milionów dolarów kanadyjskich na trzy lata prowadzenia testu. Weźmie w nim udział 2500 osób, które żyjąc w ubóstwie, otrzymywały do tej pory inne świadczenia (tu również będzie to zatem początkowo dochód warunkowy). Jak argumentuje minister Helena Jaczek, problem do tej pory polegał na tym, że otrzymując dochody, osoby bezrobotne traciły prawo do świadczeń (w tym zdrowotnych czy związanych z mieszkalnictwem). Otrzymując dochód podstawowy, którego wysokość ustalono na 1320 dolarów kanadyjskich, czyli ¾ najniższej ustawowej pensji, będą one mogły podejmować pracę bez lęku przez utratą dodatkowych świadczeń (Jaczek 2017). Tym samym przestaną być postrzegane jako osoby leniwe, które nie poszukują i nie podejmują pracy, niedostrzegające walorów jej wykonywania (w rzeczywistości osoby te często po prostu wpadają w pułapkę ubóstwa przez nieefektywny system opieki społecznej, zniechęcający do aktywności), a otrzymywany dochód będzie dla nich trampoliną umożliwiającą poświęcanie czasu czynnościom, na których najbardziej im zależy. Zwrot ku opiece i etyce troski, a także działalności na rzecz bliskich i społeczeństwa mógłby być w tym przypadku znaczny, szczególnie w dobie uelastycznienia pracy najemnej i niepewności towarzyszącej pracownikom na coraz bardziej sprekaryzowanym rynku pracy.

Opisane powyżej przykłady dają nadzieję na przyszłość, szczególnie że w swoich założeniach upodmiotawiają osoby, które otrzymują bądź otrzymają w przyszłości dochód. Niektórzy ekonomiści jednak przestrzegają, jak wspomniałam w poprzedniej części artykułu, przed (hiper)inflacją, która może towarzyszyć wprowadzeniu BDP na większą skalę. Tcherneva i Wray (2005) uważają, że istniejący obecnie system walutowy nie jest przygotowany na to, aby wszyscy obywatele otrzymywali bezwarunkowy dochód podstawowy, który nie jest uzależniony od wykonywania pracy najemnej, gdyż spowoduje to drastyczne obniżenie wartości waluty. Jeśli faktycznie przyznanie BDP łączyłoby się z wyższą podażą pieniądza w gospodarce, inflacja stanowiłaby poważny problem. Jednakże, jak argumentowałam wcześniej, gdy źródła pozyskiwania funduszy ograniczone zostaną do wskazanych ram, to bez realnego wprowadzenia BDP w gospodarce trudno jednoznacznie stwierdzić, czy faktycznie efekt inflacyjny wystąpi. Ostatecznie ekonomia, jako nauka społeczna, podatna jest na idee i doktryny, a dotychczas dominujące w niej teorie spowodowały pogłębiające się rozwarstwienie społeczne, którego świat nigdy dotąd nie doświadczył. Pora podjąć działania na rzecz równości, a BDP jest bezsprzecznie krokiem w tym kierunku.

Powyższa analiza wpływu bezwarunkowego dochodu podstawowego na równość płci potwierdza, że mógłby on znacząco oddziaływać na podział prac wykonywanych w gospodarstwach domowych, a także przyczyniłby się do wzmocnienia pozycji kobiet oraz innych grup marginalizowanych na rynku pracy. Przedstawione przykłady rzucają światło na potencjalne pozytywne zmiany gospodarcze wynikające z BDP, co wynika zarówno z przyjętych w omówionych krajach założeń dystrybucyjnych (m.in. upodmiotowienia beneficjentów programów oraz zapewnienia im większej wolności), jak i zmiany aktualnego paradygmatu tradycyjnych świadczeń państwa opiekuńczego. Jednakże BDP to inwestycja, która wymaga finansowania, a jego źródła także tworzą ramy gospodarki przyszłości, dlatego powinny być zrównoważone i promować ekologicznie praktyki. Gospodarka ta powinna opierać się na etyce troski – nie tylko o innych ludzi, ale też inne gatunki – ograniczając bezustanną ludzką ekspansję i kontrolę nad światem materialnym. W gospodarce przyszłości niematerialne zasoby – takie jak relacje z innymi, z przyrodą, czas wolny, muzyka, sztuka, wzajemna pomoc, zaufanie i przynależność – mogą stać się wartościami określającymi dobrostan społeczeństwa. Aby jednak społeczeństwo mogło z tych zasobów w pełni czerpać i cieszyć się nimi, konieczne jest zaspokojenie podstawowych potrzeb biologicznych – z tej perspektywy BDP byłby najlepszym rozwiązaniem.

Podsumowanie

Niniejszy artykuł łączy zagadnienia związane z etyką troski oraz znaczeniem opieki w gospodarce przyszłości z koncepcjami gwarancji zatrudnienia i bezwarunkowego dochodu podstawowego. Obie koncepcje – GZ i BDP – zostały tu przeanalizowane krytycznie z perspektywy feministycznej; wskazano ich atuty, przykłady i plany wdrożeń, a także ich wady oraz zagrożenia związane z ich przyjęciem. Jednocześnie wzbogaciłam tę perspektywę o inne rozwiązania, np. proponowane ograniczenie tygodnia pracy najemnej do 20 lub 21 godzin, stworzenie zrównoważonych pakietów pracy a także wprowadzenie dodatkowych polityk gospodarczych i społecznych na rzecz budowy równiejszego społeczeństwa, w tym większej progresji podatkowej i górnego limitu dochodów. Takie propozycje wykroczyłyby poza negocjowanie pozycji pracowników w ramach kapitalizmu i skierowały aktywności społeczeństw ku pozamaterialnym obszarom, co pozostaje w zgodzie z wizją gospodarek post-wzrostu. W takich gospodarkach, choć technologie w dużym stopniu wyręczą nas z przykrych, monotonnych i niewdzięcznych zajęć (w tym domowych), relacje opieki, które nie dają się zautomatyzować, mogą znaleźć się w centrum życiowych aktywności i w największym stopniu przyczynić się do poprawy dobrostanu ludzi. Wiele stawianych w tym artykule pytań pozostaje bez odpowiedzi, ale w tym momencie, gdy nie znamy jeszcze wyników eksperymentów z BDP w omówionych krajach, ważne jest to, aby tworzyć nowe utopie (i dystopie), odchodząc od indywidualnie definiowanego sukcesu, a skupiając się na wspólnocie. W ujęciu prefiguratywnym oznaczałoby to dążenie do równości wszystkich członkiń i członków społeczeństwa, szczególnie do równości ekonomiczno-społecznej, a więc i podważanie wszelkich form hierarchii, które prowadzą do stratyfikacji społecznej. Za sprawą takich działań nastąpić może przesunięcie horyzontu w kierunku jakości życia i opieki, które są kluczowe zarówno w przypadku gwarancji zatrudnienia, jak i bezwarunkowego dochodu podstawowego, i w mojej opinii tworzą podwaliny gospodarki przyszłości opartej właśnie na etyce troski.

 

Wykaz literatury

Albert, Michael. 2007. Ekonomia uczestnicząca. Życie po kapitalizmie. Tłum. Iwo Czyż. Poznań: Wydawnictwo Bractwa Trojka.

Alexander, Samuel. 2015. “Basic and Maximum Income.” W Degrowth. A Vocabulary for a New Era. Red. Giacomo D’Alisa, Federico Demaria i Giorgos Kallis. New York: Routledge.

Appadurai, Arjun. 2016. Banking on Words: The Failure of Language in the Age of Derivative Finance. Chicago: The University of Chicago Press.

Barad, Karen. 2003. “Posthumanist Performativity: Toward an Understanding of How Matter Comes to Matter.” Signs 28(3): 801–831.

Benería, Lourdes. 2003. Gender, Development, and Globalization: Economics as if People Mattered. London: Routledge.

Braidotti, Rosi. 2006. “The Ethics of Becoming Imperceptible.” W Deleuze and Philosophy. Red. Constantin V. Boundas. Edinburgh: Edinburgh University Press.

Braidotti, Rosi. 2014. Po człowieku. Tłum. Joanna Bednarek, Agnieszka Kowalczyk. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Brown Hamilton, Tracy. 2016. “The Netherlands’ Upcoming Money-for-Nothing Experiment.” The Atlantic. June 21. https://www.theatlantic.com/business/archive/2016/06/netherlands-utrecht-universal-basic-income-experiment/487883/. [dostęp: 15.05.2017].

Budlender, Debbie i Rhonda Sharp. 1998. How to do a Gender-Sensitive Budget Analysis: Contemporary Research and Practice. Canaberra: Commonwealth Secretariat and Australian Agency for International Development.

Cantillon, Sara. 2013. “Measuring Differences in Living Standards Within Households.” Journal of Marriage and Family 75(3): 598–610.

Cornish, Flora, Jan Haaken, Liora Moskovitz i Sharon Jackson. 2016. “Rethinking Prefigurative Politics: Introduction to the Special Thematic Section.” Journal of Social and Political Psychology 4(1): 114–127.

D’Alisa, Giacomo, Federico Demaria i Giorgos Kallis [red.]. 2015. Degrowth. A Vocabulary for a New Era. New York: Routledge.

De Henau, Jerome, Susan Himmelweit, Zofia Łapniewska i Diane Perrons. 2016. Investing in the Care Economy – Simulating Employment Effects by Gender in Seven OECD Countries. A Report by the Women’s Budget Group. Brussels: International Trade Union Confederation.

[Dutch News] 2017. “Utrecht Hopes to Launch Welfare Experiment with Carrot but no Stick.” Dutch News. April 28. http://www.dutchnews.nl/news/archives/2017/04/utrecht-hopes-to-launch-welfare-experiment-with-carrot-but-no-stick/. [dostęp: 15.05.2017].

Ehrenreich, Barbara i Arlie R. Hochschild [red.]. 2004. Global Woman: Nannies, Maids, and Sex Workers in the New Economy. New York: Holt Paperbacks.

Elson,  Diane. 1998. “Integrating Gender Issues into National Budgetary Policies and Procedures: Some Policy Options.” Journal of International Development 10: 929–941.

Epstein, Barbara. 2002. “The Politics of Prefigurative Community.” W Cultural Resistance Reader. Red. Stephen Duncombe. London: Verso.

Esplen, Emily. 2009. Gender And Care Cutting Edge Pack – Overview Report. BRIDGE. Brighton: Institute of Development Studies.

Fisher, Berenice i Joan C. Tronto. 1990. “Toward a Feminist Theory of Caring.” W Circles of Care: Work and Identity in Women’s Lives. Red. Emily K. Abel i Margaret K. Nelson. Albany: State University of New York Press.

Fraser, Nancy. 1990. “Rethinking the Public Sphere: A Contribution to the Critique of Actually Existing Democracy.” Social Text 25/26: 56–80.

Fraser, Nancy. 1994. “After the Family Wage: Gender Equity and the Welfare State.” Political Theory 22(4): 591–618.

Fraser, Nancy. 2014. Drogi feminizmu. Od kapitalizmu państwowego do neoliberalnego kryzysu. Tłum. Agnieszka Weseli. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Gheaus, Anca. 2008. “Basic Income, Gender Justice and the Costs of Gender-Symmetrical Lifestyles.” Basic Income Studies 3(3): 1–8.

Gilligan, Carol. 1977. “In a Different Voice: Women’s Conceptions of Self and of Morality.” Harvard Educational Review 47(4): 481–517.

GUS. 2015. Budżet czasu ludności. Warszawa: Główny Urząd Statystyczny.

Hartmann, Heidi. 1976. “Capitalism, Patriarchy, and Job Segregation by Sex.” Signs 1(3): 137–169.

Haug, Frigga. 2011. „Perspektywa cztery w jednym. Manifest na rzecz bardziej sprawiedliwego życia”. Tłum. Miram Boyer, Maria Skóra. Biblioteka Online Think Tanku Feministycznego. http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/f0107haug.pdf. [dostęp: 15.04.2017].

Held, Virginia. 2006. The Ethics of Care: Personal, Political, and Global. Oxford: Oxford University Press.

Jaczek, Helena. 2017. “Canada’s Basic Income Experiment – Will it Work?” World Economic Forum. February 2. https://www.weforum.org/agenda/2017/02/canadas-basic-income-experiment-will-it-work. [dostęp: 15.05.2017].

Levine, Judith. 2013. Ain’t No Trust How Bosses, Boyfriends, and Bureaucrats Fail Low-Income Mothers and Why It Matters. Berkeley: University of California Press.

Lister, Ruth. 1995. “Dilemmas in Engendering Citizenship.” Economy and Society 24(1): 35–40.

Manjarin, Edgar i Maciej Szlinder. 2016. “A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-Capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–60.

Marcuse, Herbert. 1991. Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego. Tłum. Stanisław Konopacki. Warszawa: PWN.

McFarland, Kate. 2017. “Glasgow, Scotland: Basic Income Pilot Feasibility Study Approved by City Council.” Basic Income Earth Network. February 21. http://basicincome.org/news/2017/02/glasgow-scotland-basic-income-pilot-feasibility-study-approved-city-council/. [dostęp: 15.05.2017].

McGoogan, Cara. 2016. “This Sewing Robot Could Put Sweatshops out of Business.” The Telegraph. September 22.

McKie, Linda, Susan Gregory i Sophia Bowlby. 2002. “Shadow Times: The Temporal and Spatial Frameworks and Experiences of Caring and Working.” Sociology 36(4): 897–924.

McLean, Caitlin. 2015. “Beyond Care: Expanding the Feminist Debate on Universal Basic Income.” WiSE Working Paper Series 1, September.

Mika, Bartosz. 2014. „Dochód podstawowy i jego konsekwencje dla świata pracy”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 145–170.

NEF. 2010. “21 Hours. The Case for a Shorter Working Week.” New Economics Foundation. February 13. http://neweconomics.org/2010/02/21-hours/. [dostęp: 15.04.2017].

Nelson, Julie A. i Neva Goodwin. 2005. “Teaching Ecological and Feminist Economics in the Principles Course”. GDAE Working Paper 05-05. Medford: Global Development and Environment Institute, Tufts University.

OECD. 2017. “Productivity and ULC by Main Economic Activity (ISIC Rev.4).” Organisation for Economic Co-operation and Development. April 2. http://stats.oecd.org/Index.aspx?DataSetCode=PDBI_I4. [dostęp: 15.04.2017].

OPZZ. 2017. „Ryzyka i trendy 2017”. Biuro Prasowe Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. 30 stycznia. http://www.opzz.org.pl/-/ryzyka-i-trendy-2017. [dostęp: 20.04.2017].

Peck, Jamie i Nik Theodore. 2007. “Variegated Capitalism.” Progress in Human Geography 31(6): 731–772

Phillips, Judith. 2007. Care. Cambridge: Polity Press.

Piketty, Thomas. 2015. Kapitał w XXI wieku. Tłum. Andrzej Bilik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Polanyi, Karl. 2010. Wielka transformacja. Polityczne i ekonomiczne źródła naszych czasów. Tłum. Maria Zawadzka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Power, Marilyn. 2004. “Social Provisioning as a Starting Point for Feminist Economics.” Feminist Economics 10(3): 3–19.

Rakowski, Tomasz. 2016. „Lokalne formy rozwoju, samoorganizacja i potencjał sprawczy”. Kultura i Rozwój 1(1): 89–108.

Robertson, James. 1999. The New Economics of Sustainable Development. A Briefing for Policy Makers. London: Kogan Page.

Robeyns, Ingrid. 2014. „Ingrid Robeyns – Czy dochód podstawowy odda sprawiedliwość kobietom?” Tłum. Maciej Szlinder. Praktyka Teoretyczna. 10 lutego. http://www.praktykateoretyczna.pl/?s=Robeyns. [dostęp: 05.06.2017].

Schulmeister, Stephan. 2008. “A General Financial Transaction Tax Motives, Revenues, Feasibility and Effects.” WIFO. http://dx.doi.org/10.2139/ssrn.1714395. [dostęp: 15.04.2017].

Sen, Amartya K. 1993. “Capability and Well-Being.” W The Quality of Life. Red. Martha C. Nussbaum i Amartya K. Sen. Oxford: Clarendon Press.

Standing, Guy. 2005. “Why Basic Income Is Needed for a Right to Work.” Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 91–102.

Szlinder, Maciej. 2017. „Dochód podstawowy – instrukcja obsługi”. Wywiad Jakuba Dymka. Krytyka Polityczna. 21 lutego. http://krytykapolityczna.pl/gospodarka/dochod-podstawowy-instrukcja-szlinder/. [dostęp: 05.06.2017].

Szlinder, Maciej. 2017a. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym”. Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111(I/2017): 27-31.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randall Wray. 2005. “Common Goals – Different Solutions: Can Basic Income And Job Guarantees Deliver Their Own Promises.” Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 125–166.

[The Telegraph] 2017. „Finland’s unemployed to be given basic income of €560 per month in first such experiment in Europe.” The Telegraph January 3. http://www.telegraph.co.uk/news/2017/01/03/finlands-unemployed-given-basic-income-560-euros-per-month-first/. [dostęp: 15.05.2017].

Tronto, Joan C. 1987. “Beyond Gender Difference to a Theory of Care.” Journal of Women in Culture and Society 12(4): 644–663.

Tronto, Joan C. 1995. “Care as a Basis for Radical Political Judgements.” Hypatia 10(2): 141–149.

Ungerson, Clare. 1990. “The Language of Care: Crossing the Boundaries.” W Gender and Caring: Work and Welfare in Britain and Scandinavia. Red. Claire Ungerson. London: Harvester Wheatsheaf.

Ungerson, Clare. 1995. “Gender, Cash and Informal Care: European Perspectives and Dilemmas.” Journal of Social Policy 24(1): 31–52.

Walby, Sylvia. 2015. Crisis. Cambridge: Polity Press.


Zofia Łapniewska – ekonomistka i feministka, adiunktka w Instytucie Ekonomii, Finansów i Zarządzania Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2012–2016 przebywała za granicą jako podoktorska badaczka m.in. na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie i London School of Economics and Political Science. Jej artykuły były publikowane w takich pismach jak Feminist Economics czy Review of Radical Political Economics.

 

DANE ADRESOWE:

Instytut Ekonomii, Finansów i Zarządzania

Uniwersytet Jagielloński

prof. S. Łojasiewicza 4

30-348 Kraków

EMAIL: z.lap@riseup.net

 

CYTOWANIE:  Łapniewska, Zofia. 2017. „Etyka troski a gospodarka przyszłości.” Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.4

 

AUTHOR: Zofia Łapniewska

TITLE: The Ethics of Care and the Future Economy

ABSTRACT: For decades, economic theories have been changing due to historical events and economic turbulences, yet each time they have had an actual impact on the lives of societies. Today, when neo-liberal theories are no longer appreciated, the divide between the richest and the poorest members of society is growing almost exponentially, and technological development drastically changes working conditions, new visions of a future economy are needed – ones in which everyone can find their place and live a life worth living. My suggestion is that this economy should be based on the ethics of care – a line of argument presented in this article. It opens with an outline of the ongoing economic changes. There then follows an explanation of the importance of ethics of care, as well as of the care necessary for the development and reproduction of societies, as the main framework for further consideration of job guarantee and unconditional basic income, to which the subsequent sections of the article are devoted. The analysis of these theories from a feminist perspective will also be enriched with proposals for additional solutions that go beyond the current paradigm of growth.

KEYWORDS: ethics of care, feminist economics, care, unconditional basic income, job guarantee, future economy.

 

[1]    W tym artykule skupiam się przede wszystkim na kontekście Polski i pozostałych krajów wysoko rozwiniętych, które pomimo różnic gospodarczych, czyli odmiennych typów uwarunkowań kapitalistycznych (ang. variegated capitalism – zob. Peck i Theodore 2007), są w dużej mierze do siebie gospodarczo, społecznie i kulturowo zbliżone. Nie oznacza to, że podobne rozważania w zakresie opieki, gwarancji zatrudnienia i bezwarunkowego dochodu podstawowego nie dotyczą pozostałych krajów świata, z pewnością jednak powinny one same zabrać głos w tej kwestii.

Angelina Kussy, Félix Talego Vázquez – „Inny świat jest możliwy”: z gwarantowaną pracą czy z gwarantowanym dochodem? Przypadek Marinaledy

Abstrakt: W niniejszym artykule przywołujemy materiał etnograficzny z badań w Marinaledzie, „antykapitalistycznej” wiosce hiszpańskiej, której przypadek zainspirował nas do podjęcia refleksji nad genealogią nowoczesnego pojęcia „pracy” i krytyki jego podstaw filozoficzno-antropologicznych. Postaramy się wykazać, że projekt wioski, uznanej za praktyczną realizację hasła alterglobalistów „inny świat jest możliwy”, opiera się na chęci wzmocnienia kondycji człowieka jako pracownika i aktora procesu „produkcji”. Zarówno dominujący w Marinaledzie dyskurs, jak i praktyki społeczne krążą wokół „pracy”, a tę – jak wynika z analizy „zgromadzonego” materiału – zwolennicy „alternatywnego” projektu rozumieją w sposób, który wykształcił się w zachodniej nowoczesności i który nie odbiega od rozumienia pracy w kapitalizmie. Pragniemy zadać pytanie o ograniczenia projektów emancypacyjnych, które nie kwestionują owego konceptu pracy i wykazać, że przyjęcie konstruktu, który zaczął formować się w czasach merkantylizmu, dojrzewał w myśli liberalnej, a następnie marksizmie, związane jest z kondycją podporządkowania. Dlatego w ostatniej części artykułu przedstawimy Powszechny Dochód Podstawowy jako jedno z narzędzi, które osłabiałoby związek podmiotu z tak rozumianą pracą, po to, aby umocnić jego związek z tym, co polityczne.

 

Słowa kluczowe: nowoczesne pojęcie pracy, krytyka pracy, Powszechny Dochód Podstawowy, Marinaleda, antyproduktywizm, antykapitalizm, alterglobalizm.

 

(…) będę z całą powagą bronić tezy, wedle której wielka część ludzkich krzywd we współczesnym świecie bierze się z przekonania o szczególnej wartości pracy i że droga do szczęścia i dobrobytu wiedzie przez zorganizowane ograniczenie ilości wykonywanej pracy.

Bertrand Russell, Pochwała lenistwa (1932)

„Utopijna” wioska w Andaluzji

Poszukując alternatyw dla liczącego już kilka dekad systemu ekonomicznego opartego na neoliberalnych założeniach, autorzy tego artykułu za miejsce swoich badań terenowych wybrali Marinaledę[1] – słynną „antykapitalistyczną” wioskę na południu Hiszpanii, w różnych okresach jej funkcjonowania, której alternatywny system społeczno-ekonomiczny narodził się 24 lata temu.  Jednak to przede wszystkim dziś stanowić miałby dowód na to, że – jak pisała o niej prasa na całym świecie[2] – „inny świat jest możliwy”.

Wioska ta miała być miejscem, w którym sprawowanie władzy nie należy do polityków i ekonomicznych „ekspertów”, lecz do jej mieszkańców, którzy decyzje o determinującej ich życie rzeczywistości podejmują oddolnie i na bieżąco („poder popular” – władza ludu), a nie raz na cztery lata, dzięki instytucji zgromadzeń (assambleas), na których, oprócz podejmowania decyzji politycznych, w równy sposób rozdziela się pracę, aby uniknąć sytuacji, w której część społeczności ją ma, a inni pozostają bez środków do życia.

Nikt z marinaleños, czyli mieszkańców i mieszkanek, nie był zmuszony do wzięcia kredytu, aby mieć własny dom – dzięki systemowi budownictwa społecznego część kosztów spłacają w naturze, biorąc udział w budowie, a resztę w miesięcznych ratach wynoszących 25 euro. Domki formalnie należą do sołectwa, aby nie były dziedziczone, nie można było nimi spekulować i kumulować ich w rękach nielicznych.

Większość marinaleños znajduje zatrudnienie w fabryce przetworów i kooperatywie Humar, nastawionej na tworzenie miejsc pracy, a nie maksymalizację zysków akcjonariuszy. Z inicjatywy Juana Manuela Sanchéz Gordillo, sołtysa Marinaledy – rządzącego od pierwszych demokratycznych wyborów (1979), a więc od śmierci generała Franco przywódcy związku zawodowego SAT, stanowiącego bazę działalności aktywistycznej w regionie oraz partii CUT – zbudowano system przypominający ideę pracy gwarantowanej (PG)[3]; możliwy dzięki jej podziałowi, ale i pomocy państwa (gdy część mieszkańców pracuje, druga część utrzymuje się z subwencji i zasiłków, potem następuje rotacja).

O naczelnej wartości, która stoi za tak pomyślanym systemem, dowiaduje się każdy, kto odwiedza wioskę zorganizowaną wokół głównej ulicy: Alei Wolności. Sanchéza Gordillo, głównego autora tak pomyślanego systemu, jak sam mówi, inspirują idee Marksa, Chrystusa i Ghandiego. Mieszkańcami kieruje sprzeciw wobec imperializmu (herb zdobi inskrypcja „Utopia dla pokoju”) i – przynajmniej w warstwie deklaratywnej – krytyczny stosunek do kultury amerykańskiej. Starają się aktywnie działać politycznie: wspólnie wybierają się na manifestacje do różnych miast Hiszpanii; uczestnicząc między innymi w ruchu Oburzonych (indignados), wyrażają sprzeciw wobec polityki zaciskania pasa, skutkującej cięciami wydatków na edukację, szpitale i kulturę i równoczesnego dotowania prywatnych banków z pieniędzy podatników i podatniczek.

„Zrealizowany sen o prawdziwej wspólnocie świadomych obywateli” – myśleliśmy, znając „antykapitalistyczną” wioskę z pochodzących z różnych źródeł opowieści, które kształtowały nasze oczekiwania[4]. Po dłuższym czasie od rozpoczęcia badań etnograficznych każde z nas odniosło jednak wrażenie, że nie jest to miejsce będące alternatywą wobec świata, który znamy. Wiedzieliśmy, że projekt ten nie jest spełnieniem snu o lepszym świecie, sama intuicja nam jednak nie wystarczyła.

Jako że w centrum dyskursu i życia społecznego w Marinaledzie znajduje się „praca”, po wymianie naszych doświadczeń terenowych, postanowiliśmy przyjrzeć się jej funkcjom, a to z kolei doprowadziło nas do refleksji filozoficzno-teoretycznej dotyczącej pochodzenia konceptu pracy, tak bardzo utrwalonego w naszych zdroworozsądkowych przekonaniach, że wydającego się oczywistym, właściwym dla każdej kultury i momentu historycznego, uniwersalnym. Nasza refleksja pozwoliła nam zauważyć, że przyczyna porażki „antykapitalistycznego” projektu tkwi nie tylko w niekonsekwencji w realizacji własnych postulatów, ale i w samych założeniach filozoficznych. Chcąc stworzyć „inny świat”, architekci projektu Marinaledy przyjęli założenia „starego świata”: umieszczając w centrum życia społecznego zatrudnienie w systemie kapitalistycznym, a tym samym umożliwiając kontrolę jednych jednostek nad drugimi. Krytyka systemu została ograniczona do kilku praktyk tożsamościowych i antykapitalistycznej narracji. Głębokich założeń krytykowanego w warstwie dyskursywnej kapitalizmu nie dotknięto: walczono o „miejsca pracy”, nie poddając krytyce jej kapitalistycznego ujęcia. O jakim koncepcie pracy zatem mowa?

Merkantylizm – praca dla narodu

Pojęcia, które stanowią dziś tak zwany „system ekonomiczny”, będące głównym filarem gospodarki („praca”, „kapitał”, „dochód”, „rynek”), rozwijały się na dość specyficznej glebie: w ramach szerszego kontekstu pojawienia się w Europie od początku XVI wieku myślenia w kategoriach państw. Najpierw w absolutyzmie, następnie w nacjonalizmie. Miało to naszym zdaniem kolosalne znaczenie. Pojęcia te powstały w czasach rywalizacji między państwami i na jej potrzeby[5]. Wierzono, że państwo, które chce podbijać i nie być podbite przez inne, musi posiadać korzystny bilans wymiany handlowej, co wymagało wytężonej pracy nie tylko na potrzeby samych mieszkańców danego terytorium. Logika, mająca w tle rachunek geopolityczny, stanowi punkt styczności najbardziej wpływowych autorów merkantylistycznych i kontynuowana jest przez tak zwanych fizjokratów, aż do myśli Adama Smitha, który tworzy propozycję „ekonomii politycznej” ukierunkowanej na wzrost „bogactwa narodu”, co w praktyce oznaczać miało bezpieczeństwo narodowe i dobrobyt Państwa, co – w założeniu tej tradycji myślenia – miałoby być tożsame z dobrobytem społeczeństwa.

Państwowo-narodowy cel, który przyświecał ekonomistom politycznym[6], rzadko zauważany jest przez historyków idei ekonomicznych. Autorzy zajmujący się merkantylizmem i ekonomią polityczną postrzegali życie i dobra ludzi zamieszkujących państwa, obojętnie czy to królestwa, czy republiki, przez pryzmat szczególnego horyzontu: „wolności” narodu od zagrożeń ze strony innych państw i wolności do ich podbojów. Podmiotem ich rozważań nie był nigdy dobrostan człowieka czy obywatela, lecz „narodu”. Smith wyraźnie pisze o tym na samym wstępie Badań nad przyczynami bogactwa narodów:

Roczna praca każdego narodu jest funduszem, który zaopatruje go we wszystkie rzeczy konieczne i przydatne w życiu, jakie ten naród rocznie konsumuje, a które stanowią bądź bezpośredni wytwór jego pracy, bądź też to, co nabywa za ten wytwór od innych narodów.

Zależnie więc od tego, czy ten produkt – lub to, co się zań nabywa – jest większy lub mniejszy w stosunku do liczby tych, którzy go mają konsumować, naród będzie lepiej lub gorzej zaopatrzony we wszystkie rzeczy konieczne i przydatne, których potrzebuje (Smith 2012, 3).

Ekonomiści polityczni bronili wolności do działań na rynku dlatego, że służyć miało to wyższemu dobru narodowemu. Instrumentalna koncepcja jednostki szokuje w jednej z czołowych debat, w którą zaangażowani byli niektórzy z nich: na temat „użyteczności biedy”. Jedni uczestnicy tej debaty[7] bronili stanowiska, że biednych powinno utrzymywać się na granicy nędzy, jako że jest to najlepsza metoda, aby uciekając przed głodem, wykonywali swoją pracę starannie. Inni bronili zalet „motywującej pracy” i konieczności dostarczenia odpowiednich środków, aby robotnicy pełni optymizmu sami skłaniali się ku wydajności w swoich pełnych wysiłku i monotonii zajęciach. Bernard de Mandeville wyraził to w Bajce o pszczołach, kluczowym dziele liberalizmu ekonomicznego[8]:

(…) aby odpowiednio zarządzać biednym, należy zarówno dążyć do tego, by nie cierpiał głodu, jak i uniemożliwiać mu zarobienie tyle, żeby mógł zaoszczędzić. Interes wszystkich bogatych narodów tkwi w tym, aby większa część biednych nie mogła pozbyć się zmartwień i aby wydawała na bieżąco to, co zarabia[9] (za: Díez 2001, 88).

I:

Ekonomiczny dobrobyt narodu zależy od istnienia dużej liczby ludzi, którzy są zadowoleni z ciężkiej całodziennej pracy (…). Edukacja biednych grozi pozbawieniem narodu ich produktywności. Godziny spędzone przez biednych nad książkami to czas stracony dla społeczeństwa (Mandeville 1924, 288; podkr. – AK, FV).

Na przestrzeni XVIII wieku stopniowo upowszechniała się teza, że wysokie zarobki obywateli pozytywnie wpływają na bogactwo państwa, korzystne jest więc wspieranie rozwoju rynku krajowego i promocja burżuazyjnego modelu życia nastawionego na konsumpcję. Zgodnie z tą linią argumentacyjną ekonomiści polityczni bronili dobrodziejstw nowego rodzaju luksusu: luksusu „użytecznego”, „komfortu” (przeciwstawiając go „bezużytecznemu luksusowi”, ostentacji, charakterystycznych dla szlachty). Umiarkowanie, według Mandeville’a, „zubaża” naród, uniemożliwia rozwój nauki i sztuki, pozostawiając go na łasce potężniejszych sąsiadów (1984, 164).

Niezależnie od sposobu argumentacji, szczegółowych opinie i linii sporu, wszyscy ekonomiści polityczni, którzy zabrali głos w debacie, postrzegali zarobki robotników i dochody kapitalistów jako środek do wyższego celu, jakim jest dobrobyt państwa: „sprawnie prosperujące przedsiębiorstwa” składać się miały na „sprawnie prosperujący naród”.

Przedzałożeniem argumentacji tej tradycji intelektualnej był radykalny instrumentalizm: człowiek miał stanowić narzędzie tworzenia narodowego splendoru. Ten rodzaj rozumowania można dostrzec już u Mandeville’a, ale to interpretacja myśli Smitha dokonana przez zwolenników liberalizmu ekonomicznego prawdopodobnie w największym stopniu wpłynęła na współczesny sposób rozumienia ekonomii i utrwalenie się przekonania, że dbałość o prywatny interes ekonomiczny jednostki, dzięki „zasadom rynku”, prowadzi do dobrobytu wspólnoty (prawo niewidzialnej ręki) (2012).

Praca „produkcyjna”

W kontekście instrumentalizującej etyki, w której człowiek nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem dla wyższych celów, krzepła zarówno redukcjonistyczna idea dobrobytu sprowadzonego do rzeczy materialnych, jak i koncepcja pracy. Założyciele „dyscypliny naukowej ekonomii” wierzyli w coś, co wcześniej było nie do pomyślenia: że jakakolwiek rzecz może być stworzona („wyprodukowana”) i pomnażać się[10] (oraz że ludzkość tym właśnie od zawsze się zajmowała).

Wierząc, że człowiek może stworzyć coś z niczego lub z czegoś coś więcej, ekonomiści zajęli się szukaniem przyczyn tego „wzrostu” czy „produkcji”. Ze względu na decydujący wpływ książki Smitha na współczesne wyobrażenia, skupimy się na tym, jak właśnie on wyjaśniał te czynniki. Smith stworzył hierarchię aktywności ludzkich. Tych onirycznych, afektywnych, symbolicznych, lingwistycznych i tak dalej, które nie oddziałują na środowisko i przedmioty (lub oddziałują w nieznacznym stopniu) nie postrzega jako pracy[11]. Na drugą, wyższą kategorię składają się aktywności, które nazywa pracą i wyróżnia wśród nich te „nieprodukcyjne” i „produkcyjne” (Smith 1984, 65–85)[12]. Jedynie suma tych ostatnich „tworzy” bogactwo narodu.

Koncept „pracy produkcyjnej” zakłada zupełnie nową konceptualizację ludzkich aktywności i odmienny sposób myślenia o całości czynności związanych z obróbką i przekształcaniem: wcześniej wyróżniano różne zajęcia, prace i zawody, o różnych charakterystykach, niestałych celach i o różnej renomie, niemożliwych do zestawienia ze sobą[13]. Wraz z klasyfikacją Smitha wszystkie one zostały zredukowane do tej samej kategorii „pracy” („produkcyjnej”) i wyniesione do wyższej kategorii względem jakichkolwiek innych ludzkich aktywności.

Według tego rozumowania, aby coś miało wartość rynkową (pieniężną), musi mieć względną trwałość. Koncepcja ta zakłada, że siła oraz ludzka działalność są wcielone w przetwarzane rzeczy (co tworzy „kapitał”). Surowce i energia nieludzka, dzięki którym zrobione są te rzeczy, postrzegane są jako fundusz czy środek bezwładny i praktycznie nieograniczony, a ich wartość jako zerowa. Po przetworzeniu rzeczy zawierają zahibernowaną energię i talent ludzki, które będzie można „zaktualizować” lub ponownie ulokować w przyszłych aktywnościach ludzkich, w spirali bogacenia się, czyli „wzrostu” (Díez 2001, 48–50). Filozofia Smitha tworzy nowy sens transcendencji oraz połączenia świata żywych i umarłych. W zasadzie, w miarę jak koncepcja ta stawała się dominująca, praca i kapitał zyskały aurę, którą w innych kulturach otoczone było wszystko to, co odpowiadało za mediację ze sferą transcendentną[14].

Nawet krytyka pojęć Smitha i Davida Ricardo, jakiej dokonuje Karol Marks w Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej (1953) w Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej (1953), nie jest krytyką, która stanowczo odchodziłaby od konceptu „pracy produkcyjnej” i dlatego nie został on odrzucony przez większość jego kontynuatorów – co nie pozostało bez znaczenia dla rozwoju produktywizmu i kultu pracy[15]. Marks do konceptu pracy Smitha dodał jednak kwestie nowe. Pisał:

Ludzi można odróżnić od zwierząt ze względu na świadomość, religię albo na cokolwiek się zresztą zechce. Sami oni poczynają się [jednak] od zwierząt odróżniać gdy tylko zaczynają wytwarzać środki do życia – krok uwarunkowany ich organizacją cielesną. Wytwarzając środki do życia, wytwarzają ludzie pośrednio samo swoje życie materialne (Marks 1977, 21).

Oraz:

Podobnie jak człowiek dziki, tak też człowiek cywilizowany musi walczyć z naturą, aby zaspokoić swoje potrzeby, aby zachować i reprodukować swój gatunek, a musi to czynić we wszystkich formach społeczeństwa i przy wszystkich możliwych sposobach produkcji. Wraz z jego rozwojem rozszerza się królestwo konieczności przyrodniczej, wzrastają bowiem potrzeby; zarazem jednak wzrastają siły wytwórcze, które owe potrzeby zaspokajają. (…) Zawsze jednak jest to królestwo konieczności. Poza jego granicami rozpoczyna się rozwój sił ludzkich jako cel sam w sobie, prawdziwe królestwo wolności. Może ono wszakże rozkwitnąć jedynie na swej niezbędnej bazie, którą stanowi królestwo konieczności (Marks 1984, 560–561).

Z cytatów tych wyłania się powszechne dziś wyobrażenie o tym, że ludzkość oraz człowiek dojrzewają za pomocą pracy. Praca („społeczne stosunki produkcji”) oraz konieczność („siły produkcyjne”) są dialektycznie splecione, niczym stała historii, zapewniają „rozwój sił produkcyjnych”. W systemie Marksa istotne miejsce zajmuje pojęcie konieczności (tłumaczone również jako potrzeba). Był on przekonany, że wolność przyjdzie wraz z jej przezwyciężeniem, co, biorąc pod uwagę jego radykalny uniwersalistyczny historycyzm, nie przypadnie w udziale jednostce, lecz ludzkości na skutek dialektycznego procesu, w którym konieczność/potrzeba jest podziemną, metaboliczną i fundamentalną siłą, która pobudza rozwój.

Dialektyczne rozumowanie, które przenika twórczość Marksa, a którego zmartwieniem była ludzka wolność, zrodziło sprzeczności w istocie dla owego celu zgubne:

a) alienacja, której Marks poświęcił Rękopisy filozoficzno-ekonomiczne, jest nieszczęściem konkretnego człowieka zmuszonego do pracy w produkcji na wielką skalę, ale dobra lub konieczna dla procesu dojrzewania do wolności abstrakcyjnych: „człowieka” i „ludzkości” (Marks 1981);

b) wyzysk, wynikający z nadwyżki dochodów, którą kapitalista nie dzieli się z pracownikami w kapitalistycznym systemie produkcji, jest okradaniem ich, ale równocześnie jest paliwem napędowym historii, dlatego, że podsyca „sprzeczności klasowe”: siłę, która doprowadzi do ostatecznego socjalizmu (Marks 1968, 2013).

Z opisanych powyżej względów – i pomijając inne różnice między konceptem pracy u Smitha i u Marksa[16] (z których najbardziej podstawowa to fakt, że Smith przypisywał pracy negatywną konotację, w przeciwieństwie do Marksa) – zarówno u jednego, jak i drugiego praca-konieczność zyskują status siły wręcz prometejskiej. I to właśnie ten sposób myślenia – do którego wrócimy w dalszej części tego artykułu – stanowi założenie obecnego systemu instytucjonalnego: poprzez pracę ku wolności, czyli, co jest tym samym, wyobrażenie o wolności jako dialektycznym rezultacie konieczności[17].

Praca w (anty)kapitalistycznej wiosce

Od takiego postrzegania pracy nie jest wolny również „antykapitalistyczny” projekt Marinaledy. Jej gospodarka, jako że „nie jest samotną wyspą” – jak tłumaczą jej mieszkańcy, gdy dostrzegają niespójności w sposobie realizacji swoich postulatów – chociaż dyskursywnie odrzuca kapitalizm, nigdy nie przestała być gospodarką kapitalistyczną; rozumianą w sposób niemodelowy, bo silnie wspartą przez subwencje państwowe i filary istniejącego wciąż – choć uszczuplanego w duchu zaleceń polityki neoliberalnej – państwa dobrobytu, a także nieesencjalistyczny: jako że kapitalizm w modelowej postaci po prostu nie istnieje. Zawsze przenika się z innymi formami ekonomicznego działania, a wyobrażenie o jego „wszechobecności” i samowystarczalności jest fantazją ignorujących tę różnorodność liberałów (Gibson i Graham 1996, 260).

Podobnie rzecz się ma z wpływem w Marinaledzie dominującej globalnie kultury, o której Herbert Marcuse pisał niegdyś jako o produkującej „łatwo manipulowalne jednostki” w poświęconym analizie ideologii społeczeństwa przemysłowego Człowieku jednowymiarowym (1991). Chociaż napis na jednym z budynków w centrum wioski zawiera przekaz „wyłącz telewizję, włącz umysł”, większość mieszkańców po pracy, jeśli nie wybiera się do baru (tylko mężczyźni), zasiada przed telewizorami, będąc biernymi konsumentami przekazu, co zapewne nie pozostaje bez skutków – kultura masowa, konsumpcjonizm i mitologizacja pracy widoczne są w Marinaledzie w takim samym stopniu jak gdziekolwiek indziej. Specyficzne praktyki lokalne i dominujący „antykapitalistyczny” dyskurs nie sprawiają, że wioska pozostaje poza strefą wpływu globalnej neoliberalnej kultury „pragnień” (zob. Burszta i Kisielewski 2015).

Centrum życia w przekonanej o swej „historii sukcesu” wiosce jest rozrywka oraz praca, która – jako że wykonywana w ramach spółdzielni – ma stanowić gwarancję wolności i autonomii robotników, wyzwolonych w ten sposób od wyzysku kapitalistów. W założeniach „antykapitalistycznego” dyskursu, inspirowanego interpretacją pism Marksa przez sołtysa wioski, pozostaje pominięty fakt, iż praca w kooperatywie niekoniecznie zapewnia wolność od logiki kapitalizmu. Ziemia, która należała do księcia Infantado, a którą po 12 latach protestów marinaleños rząd Andaluzji wykupił od niego w celu oddania jej w dzierżawę rolnikom z wioski, służy tworzeniu miejsc pracy w ramach spółdzielni poprzez wprowadzanie produkcji na wielką skalę i sprzedaży, w którym to celu rywalizuje się na „wolnym” rynku (niebawem prawdopodobnie stanie się ponadto własnością prywatną, gdyż kooperatyści pragną ją wykupić, czemu sprzeciwia się sołtys).          

Produkcja w spółdzielni pracy Humar nastawiona jest na sprzedaż (głównie oleju z oliwek, bobu, papryki, karczochów) poza granicami wioski, a nie zaspakajanie potrzeb mieszkańców, a równocześnie sami mieszkańcy bardzo rzadko kupują wytwarzane przez siebie produkty, wybierając ich tańsze odpowiedniki. Pomimo niezadowolenia marinaleños z jedynego dostępnego rodzaju pracy, która wywołuje schorzenia fizyczne[18], pożądaną sytuacją jest to, aby pracy było jak najwięcej. Nawet w momencie, kiedy robotnicy z Marinaledy przed kryzysem zarabiali spore sumy pieniędzy w kooperatywie, pozwalające na wygodne życie w wiosce, w której koszty utrzymania są niewielkie, ilość koniecznej do wykonania pracy przez jednostkę nie zmniejszała się w miarę zapewnienia dobrobytu ekonomicznego mieszkańcom tak, aby mogli poświęcić się oni innym aktywnościom niż mechaniczna praca (tak, jak zgodnie z „prawem Czajanowa” działo się to w tradycyjnej, przedkapitalistycznej ekonomii chłopskiej[19]).

Z uwagi na swoją pracowitość klasa robotnicza, pisał w książce Andaluzyjczycy, powstańcie sołtys Marinaledy, to „pierwsi patrioci we wszystkich narodach” (Sánchez Gordillo 2013, 54). Praca stanowi centrum dyskursu i życia społecznego w Marinaledzie, która promuje się jako miejsce, w którym istnieje utopijny system społeczno-ekonomiczny, ponieważ istnieje w niej pełne zatrudnienie (co zresztą nie jest prawdą). Najważniejszy w jej historii strajk promowany był jako „strajk głodowy przeciwko głodowi [pracy]” (Talego 1996, 209–215). A głównym celem samego „alternatywnego” projektu jest walka o pracę, która ma zapewniać „wolność”.

AK: Myślisz, że Marinaleda posiada jakieś cele na przyszłość? Jakie to cele?

S: Myślę, że zawsze chodzi o to samo. Aby w wiosce było tyle pracy, ile się tylko da, aby wszyscy mogli mieć dom i żeby wszyscy mogli dobrze żyć . I nie byli zależni od nikogo (w. Saul, zwolennik polityki sołtysa, syn spółdzielcy).

Przedzałożeniem takiego myślenia jest przekonanie o konieczności pracy, którą należy wykonać dla wyższego celu, a nie dla zaspokojenia potrzeb własnych i bliskiej społeczności. Stąd pytania o powód niewprowadzenia jakichkolwiek elementów ekonomii alternatywnej, która mogłaby pomóc mieszkańcom w czasach, kiedy popyt na produkty z Humar się zmniejszył i nie ma wystarczająco dużo pracy do rozdzielenia[20] – banków czasu, alternatywnej waluty czy choćby przestrzeni samopomocy[21] – uważane są one za naiwne, a takie formy organizacji za niepoważne. Również 100 metrów kwadratowych patio w domkach socjalnych zalane jest betonem, przez co mieszkańcy nie mogą posiadać nawet własnych ogródków, które mogłoby zapewnić im minimum niezależności żywieniowej i od pracy na rynku, a równocześnie jednym z tematów assambleas jest spisek wielkich koncernów (kupno Monsanto przez firmę Bayer), aby takiej niezależności społeczeństwo pozbawić.

Również praca kobiet nie jest uważana za pracę – choć status kobiety w Marinaledzie jest wyjątkowy. Na wiele ważnych protestów w historii wioski (np. gdy żądano od rządu doprowadzenia wody do nawadniania ziemi) zostały wysłane jedynie one. Przez sołtysa wskazywane są jako wzór do naśladowania. Wychwalane jest ich zaangażowanie w projekt, lecz pomija się nierówność płci. Kobiety w Marinaledzie pracują bowiem przede wszystkim w domu, sprzątając i przygotowując posiłki, opiekując się dziećmi, nierzadko następnie w fabryce, a potem na rzecz „antykapitalistycznego” projektu. Są rzeczy, których nie mogą robić ze względu na płeć. Nie mogą pracować przy budowie domu, a gdy chcą pracować na przykład przy zbieraniu oliwek, muszą (taki jest warunek) dołączyć do trzyosobowej grupy, w której się pracuje, przynajmniej jednego mężczyznę. Kobiety, i tylko kobiety, przez wiele lat sprzątały instytucje publiczne w ramach pracy wolontariackiej na rzecz wspólnoty (i aby zaoszczędzić płynące na ten cel pieniądze z rządu Andaluzji na potrzeby „antykapitalistycznych” akcji). A zatem niektóre z nich były odpowiedzialne za pracę w domu, na rynku oraz na rzecz Rewolucji równocześnie. Nierówność płci jest ukryta, bo to właśnie kobiety, ze względu na ich gotowość do poświęcenia, czyli morderczej pracy, są wskazywane jako „podmiot rewolucyjny”, „przodowniczki Projektu”, osoby najbardziej zaangażowane w Proces, które stanowią przykład dla innych. Feministyczna krytyka kapitalistycznego konceptu pracy dałaby się zatem zaaplikować również do przypadku „antykapitalistycznej” wioski. Niedostrzeganie pozarynkowej pracy kobiet, pracy „opiekuńczej” (Carrasco, Borderías i Torns 2011) włącza Marinaledę w teorię ekonomii politycznej, która sfery reprodukcji (Federici 2008) nie postrzega jako ekonomii (Ruiz 2012).

Różnica między pracą w kapitalistycznej firmie i w Marinaledzie polega na tym, iż kooperatyści „sami są własnymi kapitalistami”[22], którzy dla siebie zachowują „wartość dodatkową”, i na odmiennym rozdziale pracy. Choć nie dla akumulacji indywidualnego zysku, lecz w celu „tworzenia miejsc pracy”, żywią silne przekonanie o konieczności ciągłego „wzrostu”. Ten „wyższy” cel usprawiedliwa dehumanizującą produkcję na wielką skalę, nastawienie na wydajność i nieekologiczną (bo tańszą) uprawę. Projekt Marinaledy m.in. z powodu niespójności swoich postulatów zbliżony jest do systemu kapitalistycznego.

Domki, choć nie miały być towarem i formalnie stanowią własność sołectwa, nierzadko wynajmowane są turystom lub nowo osiedlającym się rodzinom, gdy dzierżawca emigruje, młodzi zaś wstrzymują się ze ślubem, aby indywidualnie postarać się o dom i mając dwa do dyspozycji, w jednym mieszkają, drugi zaś wynajmują[23]. Marka etycznej ekonomii społecznej i zapewnienie o ekologicznej uprawie przywoływane są w nastawieniu na zysk, a nie jako kojarzone z kooperatyzmem wartości same w sobie: samorządność, autonomia, wspólna praca czy równość (do których, jako że wioska jest „zrealizowaną utopią”, już się nie dąży).

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż w przedsiębiorstwie istnieją rażące nierówności: o ile równe prawa mają kooperatyści, którzy przez cały rok mają gwarantowaną pracę, o tyle osoby, które nie nabyły swego czasu statusu członka spółdzielni, nie tylko otrzymują ją jedynie przez kilka miesięcy w roku, ale dodatkowo często wykonują prace wolontariackie na rzecz kooperatywy. Jako zapisani przez sołtysa, który odpowiedzialny jest za podział pracy (zgodnie z założeniami kooperatyzmu funkcję tę powinni pełnić samorządni spółdzielcy), na liście osób, które „antykapitalistyczne” prace – jak nazywany jest wolontariat – wykonali, otrzymują następnie pierwszeństwo w otrzymaniu płatnej pracy. Praca wolontariusza ma szczególny status w Marinaledzie jako praca „moralna”, na rzecz wspólnoty, i dowód na brak charakterystycznego dla kapitalizmu egoizmu (choć najczęściej jest to dokładnie ta sama praca, np. przy zbieraniu oliwek, którą wykonuje się odpłatnie, a więc generuje ona zyski). Zachęcają do niej przekaz na sprzedawanych przy różnych okazjach koszulkach z logiem Marinaledy, z napisem „Praca wolontariacka to rewolucja” czy cytat z Jose Martíego znajdujący się w siedzibie związku zawodowego SAT, która jest także miejscem asambleas (co w symboliczny sposób „obywatela” Marinaledy zrównuje z kondycją pracownika i to tylko fizycznego, bo tych reprezentuje SAT): „Kto nie ma odwagi, aby się poświęcić, niech ma przynajmniej przyzwoitość zamilknąć przed tymi, którzy się poświęcają”.

Praca, którą można wykonywać w ramach alternatywnego Projektu, to praca w przemyśle lub rolnictwie, ewentualnie przy budowie domów. Można otrzymać inny rodzaj zatrudnienia: w charakterze pielęgniarki czy bibliotekarza[24], te miejsca pracy tworzone są jednak przez państwo, nie są przewidziane w alternatywnym projekcie polityczno-ekonomicznym wioski, gdyż ten przewiduje jedynie produkcję na wielką skalę („dzielić ziemię to dzielić biedę” – mówi sołtys). Nieliczni drobni rolnicy i wytwórcy oraz specjaliści (tacy, jak murarze) – za wyjątkiem tych będących blisko władzy i zatrudnionych na stałe – żyją poza „alternatywnym” systemem.

Tutaj ograniczają cię do stania przy taśmie produkcyjnej lub zbierania karczochów czy sprzątania domu na błysk. To jest ich pojęcie pracy. A więc jeśli nie zmieni się wyobrażenie o tym, nad czym trzeba pracować, to będzie dalej tak trwać i trwać… A ludzie każdego dnia bardziej zmęczeni… bardziej rozczarowani. Tutaj jest wiele pracy [wiele do zrobienia], ale najpierw trzeba zmienić przekonanie o tym, nad czym i dlaczego pracować (Ángel Traga, działacz partii Podemos, niegdyś zwolennik, dziś przeciwnik polityki sołtysa).

Kondycja człowieka w Marinaledzie, niezależnie czy spółdzielcy (mającego stałą pensję), czy osób zatrudnianych dorywczo, to kondycja pracownika: pracującego przez kilka miesięcy po 8 godzin przy taśmie produkcyjnej lub 7 godzin w pełnym słońcu, dostosowującego się do rytmu hałasujących, dehumanizujących maszyn. Pozostałe miesiące w roku, będące „przerwą” od pracy, wypełnia atmosfera nudy i marazmu, poszukiwania zatrudnienia dorywczego i „na czarno” (w okolicznych wioskach oraz w Katalonii lub Kraju Basków). Kultura w Marinaledzie jest nieobecna[25], a – zdaniem krytycznych mieszkańców i mieszkanek – niepożądana. Jakiekolwiek projekty i inicjatywy muszą uzyskać zgodę na ich realizację od sołectwa, w rezultacie czego były „przetrzymywane” na biurku i nierealizowane. Krytyczni mieszkańcy dostrzegą funkcje kontrolne, jakie spełnia w społeczeństwie odcięcie od kultury i zróżnicowanych treści. Wyrażają to w hiszpańskim powiedzeniu „Daj mi chleb i mów mi głupcze”. Marinaleda wyróżnia się wśród wiosek w regionie brakiem zainteresowania edukacją. Do szkół dla dorosłych finansowanych przez państwo, z których chętnie korzysta się w wioskach obok, w Marinaledzie w 2016 roku chodziły dwie osoby.

Należy podkreślić niski wskaźnik skolaryzacji w wiosce, dużo poniżej średniej prowincji. (…) 80% społeczności nie ukończyło szkoły podstawowej, a 36% jest niepiśmienna: niewielu ukończyło szkołę średnią lub studia wyższe (z dokumentu przygotowanego w 2012 roku przez nauczycieli szkoły średniej im. José Saramago w Marinaledzie[26]).

Według wielu mieszkańców przyczyną tej sytuacji jest to, iż młodzież wie, że w przyszłości dostanie pracę w kooperatywie i dach nad głową, i nie widzi sensu w wysiłku związanym z edukacją. Można byłoby argumentować, iż oficjalny system edukacji nie wychowuje w duchu wartości wyniesionych na sztandary w dyskursie Marinaledy, jednak przez ostatnie dekady wioskę odwiedzało wielu alternatywnych edukatorów i edukatorek pragnących stworzyć w „antykapitalistycznej” wiosce alternatywny system nauczania. Osoby te spotykały się jednak z odrzuceniem ze strony władzy i dlatego (oraz ze względu na brak środków utrzymania) prędzej czy później opuszczały Marinaledę.

Pracą mnie zniewolisz: uczestnictwo wymuszone, władza symboliczna i kontrola społeczna

Na nakreśloną wyżej panoramę nakłada się przenikający całość życia społecznego złożony z powtarzających się haseł dyskurs (Foucault 1990) oparty na dualistycznych opozycjach: świat „kapitalistyczny”/”alternatywny”; egoizm i indywidualizm / solidarność i dobro wspólne; klasa robotnicza/kapitaliści; świat wyzysku / świat ekonomii społecznej; biorący udział w Projekcie / „fachas” (faszyści)[27]; społeczeństwa dyrygowane przez polityków i „ekspertów” ekonomicznych / społeczeństwa samorządne i demokratycznie zarządzane [28].

            Oprócz tego lokalny dyskurs posiłkujący się zaczerpniętymi z pism Marksa kategoriami takimi jak „walka klas”, „świadomość klasowa”, „wyzysk”, za którym stoi przekonanie, iż źródłem władzy jest jedynie kontrola nad środkami produkcji, inspirowany jest również anarchizmem[29], choć znów w autorskiej interpretacji sołtysa redukującej go do niechęci wobec policji (której nie ma w Marinaledzie, chwalącej się tym jako dowodem na to, iż przymus nie jest potrzebny, a równocześnie przymykającej oko na liczne kradzieże i przejawy agresji wobec turystów) oraz obrazie państwa jedynie jako instytucji wspierającej kapitalizm. Wpływ tego dyskursu jest ogromny: prowadzi do ignorowania faktu, iż program budownictwa społecznego, który uważają za element własnej alternatywności względem kapitalizmu, jest finansowany z podatków, a nawet nie zdają sobie sprawy, że istnieje on – choć nie na aż tak korzystnych warunkach – również w innych wioskach w Hiszpanii. Brak wiedzy o tym, iż program ten nie jest zasługą zatajającego tę informację sołtysa, lecz elementem wsparcia terenów wiejskich przez państwo, jest o tyle szokujący, że choć Marinaleda znajduje się na terenie dość odizolowanym, mieszkańcy często odwiedzają w celach spotkań rodzinnych czy towarzyskich inne wioski.

Ponadto tak porządkujący rzeczywistość dyskurs nie przewiduje miejsca na refleksję o tym, że w spółdzielni również mają miejsce zjawiska przeciwne ideom równości i wolności, o których mówi dominujący dyskurs, takie jak podział na kooperatywistów (którzy zawsze mają zapewnioną pracę) oraz pozostałych (którzy ustawiają się do niej w kolejce) lub podział na tych, którzy mają władzę nad słowem i wyznaczają cele działania i tworzą „opowieść o rzeczywistości” oraz tych, którzy są „wykonawcami technicznymi” tych działań i biernymi odbiorcami owej ustalonej narracji. Marinaleños żywią nawet głębokie przekonanie o tym, iż „masa potrzebuje lidera” (słowo to, w zależności od kontekstu, oznacza „przywódcę”, ale również „wodza”):

Ktoś musi sterować masą… masa nie aktywuje się sama…. I musi to być ktoś, komu ludzie ufają. Ja nie mogę pójść do drzwi sołectwa i powiedzieć „zróbmy manifestację”. „A ty kim jesteś?” – powiedzieliby. (…) A więc tego brakuje… bo z nim nie jest teraz najlepiej i dlatego prawdę mówiąc nie jest [tu – AK] ] najlepiej (w. Susana).

Jako że assambleas nie są w rzeczywistości demokratyczne – co najlepiej przedstawiają fragmenty wywiadów etnograficznych – nie istnieją mechanizmy naruszenia ustalonego z góry modelu działania, wniesienia własnej inicjatywy czy krytyki wykraczającej poza ów dyskurs i ramy tego, co możliwe do powiedzenia i pomyślenia.

Zgromadzenia nie powinny być miejscem, gdzie przekonuję kogoś do tego, co chcę zrobić, tylko konsultowania z ludźmi tego, co chcemy zrobić. I tego się nie robi. Teraz jest na zasadzie „opowiem ci, z czego można wybierać. Co żeśmy obmyślili. Jeśli wydaje ci się to sensowne, to fantastycznie, wrócimy wcześniej do domu, jeśli nie, to podrążymy temat, aż zacznie Ci się takim wydawać” (w. Juan Sancho – zwolennik polityki sołtysa, krytyczny wobec zgromadzeń w Marinaledzie po tym jak uczestniczył w asambleas ruchu Oburzonych).

SAT… związek demokratyczny (właściwie: asambleario), co za kłamstwo… Mówi lider i mówi lider (…). Tutaj tak jest z Gordillo, tam z Cañamero [drugi obok Sáncheza Gordillo, historyczny związkowiec i lider ruchu robotniczego, dziś członek Podemos]. To nie jest demokratyczne (asambleario). Widziałem tam w Somonte [ziemia, którą w 2014–2016 okupowali aktywiści z okolicznych wiosek, w tym z Marinaledy]… ludzie wierzą w okupowanie tej ziemi, wierzą w SAT, ale widzą, że coś się robi źle i nic nie mówią. Widzą i nic nie mówią. Jeśli uczestniczysz w czymś od dwudziestu lat, to jak możesz nic nie mówić, nie mieć głosu? Jak zajęli Somonte, to sołtys Palma el Río, wioski, do której przynależy ta ziemia, powiedział, że związek ma wykazać, ile miejsc pracy stworzył, gdy okupowali ziemię. Cañamero powiedział: „jak was będą pytać, ile miejsc pracy daliśmy, musicie odpowiadać, że rząd Andaluzji otrzymał miliony euro subwencji. Co zrobił z tymi pieniędzmi?”. I ludzie milczą, i później to właśnie będą odpowiadać. Taka to jest assamblea (w. Manolo, aktywista z Sewilli, który chciał wspomóc ekologiczną uprawę na nowo zajętej ziemi, jednak okazało się, że związek SAT wcale nie był ekologiczną uprawą zainteresowany).

Demokracja na sprzedaż

Alternatywne rozwiązania zrodziły się w Marinaledzie z antykapitalistycznych przekonań, ale i niezgody na charakterystyczne dla Andaluzji od końca XIX wieku klientelizm i rządy kacyków (caciquismo), wpływowych polityków, którzy dyktując treść debaty, a zatem wpływając na wyobraźnię i ekonomię moralną mieszkańców oraz mając władzę nad zasobami publicznymi (następnie również lokalnymi środkami przekazu i subwencjami), będąc pośrednikami pomiędzy administracją ogólnopaństwową a mieszkańcami, sprawują kontrolę społeczną we własnym interesie i dla własnego prestiżu (Alcantud 1994, 262–275) – co często ukryte zostaje za dyskursem dobra wspólnego i kolektywnej tożsamości.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w praktyce w wiosce ma miejsce reprodukcja klientelistycznego modelu, w którym obywatele rezygnują z własnego głosu i udziału w debacie nad pożądanym kształtem, wartościami i celami wspólnoty, w zamian za to, co według ich przekonania zawdzięczają sołtysowi: pracę oraz usługi publiczne. I chociaż są wolni od „kredytu na 40 lat w kapitalizmie”, mają stałe poczucie posiadania „długu moralnego”:

On [sołtys] jest niekonsekwentny… i do tego nie możesz mówić, bo musisz dziękować, że masz pracę. Oczywiście, że dziękuję, że mam pracę. Jest dużo ludzi, którzy jej nie mają…. (…). Ja to ciężko przeszłam, bo miałam małe dziecko… a zatem bałam się walczyć [o swoje prawa pracownicze]. Inni się postawili, ale ja się bałam stracić pracę. Nigdy nie zapomnę, jak mi powiedział [Sánchez Gordillo]: „to jest to, co jest, jak chcesz, to bierzesz, jak nie, to nie”. Czułam, że zrobił mi się taki „węzeł” w gardle…. on mówi, że ja mam mu dziękować, że mam pracę… powiedziałam mu, że ma mi dziękować, że pracuję (w. María, pielęgniarka zajmująca się opieką nad osobami starszymi).

Konieczność posiadania pracy i domu dla normalnej egzystencji w społeczeństwie jest powodem – i skutecznym narzędziem – wymuszenia uczestnictwa w projekcie, na którego kształt uczestniczący w nim nie mają rzeczywistego, lecz jedynie iluzoryczny wpływ. Jako że w regionie nie jest obecnie łatwo o pracę, a do tego otrzymanie zasiłku, a więc dochodu przez resztę roku zależy od posiadania minimum przepracowanych dni, zależność od zatrudnienia w kooperatywie dla większości mieszkańców i ich rodzin jest warunkiem przetrwania, co odsłania podstawową funkcję – funkcję kontrolną – jaką sprawuje tak zaprojektowana praca zarówno w społeczeństwach bliższych modelowi kapitalistycznemu, jak i w Marinaledzie. Zatrudnienie na „wolnym” rynku jest tą koniecznością, która zmusza do poddania się symbolicznej władzy[30]. Również redystrybucja pracy – i sama decyzja o tym, jakiego rodzaju miejsca pracy zostaną utworzone – leży w Marinaledzie w gestii sołtysa (w kapitalizmie w gestii klas uprzywilejowanych). Posiadanie pracy w danym systemie zależne jest też od faktu internalizacji dominującej ideologii, w obrębie której tworzy się takie, a nie inne miejsca pracy. W przypadku Marinaledy widoczne jest to w bardzo jaskrawy sposób, gdyż jest ona niejednokrotnie przydzielana w autobusach powrotnych z antykapitalistycznych manifestacji:

– I jeśli chodzi o pracę… ludzie na to narzekają, bo rozdziela się ją na „luchas” (akcjach). Z kolei lepszą pracę daje się komuś, kto może mieć wpływy, żeby ta osoba była zadowolona, gdy zaczyna sprawiać problemy. Używa się pracy, bo się wie, że ludzie jej potrzebują. I na tym się gra. Pracę dają, jak ludzie przychodzą i się zapisują… Ale tematy, idee, projekty… to wszystko powinno iść osobno! Kto chce uczestniczyć, to uczestniczy, a kto nie, to nie. To jak z panem feudalnym… idę do niego, bo daje mi pracę. Muszę jeździć w jakieś miejsca… To jest brak szacunku do ludzi, grać na tym, co jest niezbędnym minimum: praca, a więc jedzenie, które ludzie muszą przynieść dzieciom do domu. To jest trochę to samo, co krytykujemy w prawicy, ale robimy tutaj to samo… (w. Libertad Sanchéz Gordillo, córka sołtysa).

Konieczność posiadania pracy zmusza marineloños do uczestnictwa w projekcie, na którego kształt nie mają wpływu. Nie mogą w trakcie poddać go rewizji, przemyśleć jego celów i stojących za nim wartości na nowo (czyli brać udziału w życiu politycznym). Wartość jednostki mierzona jest natomiast proporcjonalnie do jej wkładu w Proces; lepszą pracę otrzymują osoby „zasłużone” przez uczestnictwo („poświęcenie”), a pracę w kooperatywie te, które po prostu nie podważają Projektu. Instrumentalne podejście do jednostek jako „budujących Projekt antykapitalistyczny” i kontrola poprzez pracę możliwa za pomocą przymusu ekonomicznego przypominającego „pracę dla narodu” w myśli merkantylistów czy pracę dla wyższej niż prawa pracownicze i prawa człowieka konieczności, jaką w dyskursie liberalnym wydaje się produkt narodowy brutto.

Proces widoczny podczas pracy w produkcji o wysokiej specjalizacji przekłada się również na życie polityczne w Marinaledzie, tak, jakby sposób organizacji pracy wytwarzał rodzaj habitusu: ludzie sprowadzeni są do łatwo wymienialnej masy oraz zachowany jest stały podział na rządzących i rządzonych. Obywatel sprowadzany jest do roli anonimowej osoby w tłumie na manifestacji, o której cel nie pyta (wsiadając do autobusu, marinaleños nierzadko nie wiedzą, dokąd i po co jadą), bo wierzy, że kierujący ów słuszny cel znają. Nawet w sferze polityki mieszkańcy Marinaledy pozostają „pracownikami”, niemającymi wpływu na kształt machiny systemu, na rzecz którego muszą pracować, a nie współtworzącymi determinującą ich życie rzeczywistość społeczną obywatelami.

Społeczeństwo pracowników – krytyka nowoczesnego pojęcia pracy

Opisany wcześniej nowoczesny koncept pracy, powstały w kontekście rywalizacji międzypaństwowej, który stworzył podstawy dla obecnego porządku instytucjonalnego, często (w tym w wypadku Marinaledy) nie zostaje poddany głębokiej krytyce w debacie nad nowym i bardziej sprawiedliwym porządkiem. Krytykowała go natomiast między innymi Hanna Arendt (2010) zwracając uwagę, że stoi on w niezgodzie z fundamentalnymi cechami człowieka. Życie na płaszczyźnie pracy jest według niej zredukowane do wysiłku i odpoczynku. Na „świat ludzki” składają się według filozofki trzy aktywności: „praca”, „wytwarzanie” i „działanie” (Arendt 2010, 26–27), z których najbliższa biologicznemu trwaniu jest właśnie praca, równocześnie najbardziej oddalona od aktywności politycznej.

Jako że praca możliwa jest do wykonania w wyniku jej podziału, sprawiającego, że niepotrzebne są szczególne umiejętności tych, którzy biorą w niej udział, są oni nierozróżnialni oraz w łatwy sposób wymienialni. Praca w wyniku niewykwalifikowanego podziału pracy jest radykalnie odmienna od współpracy między specjalistami czy wytwórcami, których Arendt przeciwstawia pracownikom. Wytwórcy, między innymi rzemieślnicy czy artyści, sprawują pieczę nad całością procesu wytwórczego, w nim uaktywnia się ich zdobyta wiedza i zręczność, a przybory i narzędzia, którymi się posługują, stanowią zwiększające ich potencjał przedłużenia ich własnych rąk i służą ich wiedzy. Inaczej jest w przypadku pracowników: ludzkie ciało i jego siła fizyczna same w sobie są instrumentem, dlatego o ile do rzemieślnika przypisane są jego narzędzia, o tyle do pracownika maszyny. Maszyny, od tych najprymitywniejszych po te najbardziej skomplikowane, nie służą aktywności pracowników, lecz są z nimi wymienne i co najwyżej to pracownik służy im, przystosowując rytm swojego ciała do rytmu maszyny.

Według filozofki rozwój przemysłu przyniósł spektakularny awans pracy, z pozycji najbardziej pogardzanej, którą odznaczała się we wszystkich wcześniejszych epokach[31] do najbardziej wywyższonej, a istotny udział miało w tym procesie upowszechnienie się teorii Locke’a i Smitha, który stwierdził, że siła ludzka stanowi źródło bogactwa i produktywności. Arendt wyjaśnia, co przyczyniło się do tego, że Smith pomylił pracę (labour) z wytwórczością i zrównał je ze sobą[32]. Podział pracy wyparł staranną specjalizację i związek człowieka z jego zawodem, których wcześniej wymagało choćby rzemieślnictwo. Tym samym produkcja dla konsumpcji wyparła homo faber (człowieka wytwórcę) na rzecz animal laborans (zwierzę robocze) i przypisanego mu bezosobowego podziału pracy. Stwierdzenie, że żyjemy w społeczeństwie konsumentów – pisała Arendt – to inny sposób, aby powiedzieć, że żyjemy w społeczeństwie pracowników, bo praca i konsumpcja są dwoma etapami tego samego procesu (2010, 152).

Inny myśliciel, Henry David Thoreau, już w czasach Marksa krytykował skupienie się społeczeństwa na produkcji:

Większość luksusów i tak zwanych wygód życiowych jest nie tylko zbędna, lecz stanowi niewątpliwie przeszkodę w rozwoju duchowym ludzkości. (…) Większość kamienia tłuczonego przez naród zużywa się (…) na budowę jego grobu. A zatem naród sam grzebie się za życia. Co się tyczy piramid, to najbardziej niezwykły w nich jest fakt, że znalazło się tylu dostatecznie poniżonych ludzi, iż spędzili życie na budowaniu grobowca dla jakiegoś ambitnego cymbała (…) (Thoreau 2010, 36, 77).       

Wyrażona w ten sposób myśl Thoreau stanowiła inspiracje dla propozycji teoretyczno-politycznych. Zorganizowaną i wyspecjalizowaną pracę ludzką pod przewodnictwem liderów Lewis Mumford nazwał „megamaszyną”. Megamaszyna, o której tu mowa, „była pod każdym względem autentyczną maszyną, tym bardziej że jej części, chociaż zbudowane z kości, nerwów i mięśni, funkcjonowały jako (…) elementy czysto mechaniczne” i zestandaryzowane, ograniczone w swej funkcji do wykonywania precyzyjnych zadań (Mumford 2012, 280). Największą maszynę ludzką w historii symbolizują dla autora Mitu maszyny piramidy egipskie, stworzone za pomocą niewolniczej pracy, wykańczającej na nieznaną ani wcześniej, ani później skalę, którą ludzie byli w stanie znieść jedynie dzięki panującej ideologii: boskiej monarchii.

Utylitarne podejście do pracy człowieka przetrwało do czasów industrializmu[33], w którym praca, zdaniem Mumforda, jest kolejną odsłoną procesu zapoczątkowanego przez wielkie „osiągnięcia cywilizacyjne”, czyli projekty techniczne Egiptu i Mezopotamii, w centrum kultury stawiającego: porządek, produktywność, posłuszeństwo, podporządkowanie i destrukcję duchową (2012).

Mumford nie zgadza się na powszechne[34] postrzeganie pracy jako czynnika humanizacji i podkreśla rolę rozwoju rytuałów i języka. Komunikacja wśród społeczności prymitywnych była na wysokim poziomie, gdy narzędzia były jeszcze bardzo podstawowe. To ona odegrała, według niego, naczelną rolę w rozwoju ludzkości, a nie technologia, tworzenie coraz bardziej skomplikowanych przyborów i narzędzi. Jest to projektowana na przeszłe kultury wizja mentalności produktywistycznej, gdyż „współczesny człowiek bardziej skłania się ku rzeczom niż ku słowom” (Mumford 1969, 125), a konieczność „przezwyciężania naturalnych konieczności” jest najczęstszym usprawiedliwieniem dla dehumanizującej pracy, degradacji i wyzysku.

Teza Mumforda o tym, że wizja prymitywnego, agresywnego człowieka walczącego z nieprzyjazną naturą jest projekcją nowoczesnego społeczeństwa, była wsparta przez wielu antropologów, w tym Marshalla Sahlinsa, który wyjaśniał, że społeczeństwa zbieracko-myśliwskie nie były społeczeństwami niedostatku, ale że można zdefiniować je jako „społeczeństwa dobrobytu”, w przeciwieństwie do współczesnych „społeczeństw niedoboru” (Sahlins 1974).

Paradygmat produktywistyczny wypromował, na co wskazywała Simone Weil (2015) już w latach trzydziestych, utylitarną koncepcję człowieka, w której ten – podczas gdy rozwój sił wytwórczych postępuje – ulega procesowi dehumanizacji. Sama społeczna konstrukcja oparta na produktywizmie i instrumentalizmie jest hierarchiczną „maszyną” generującą niewiedzę i brak wrażliwości, ale system ten, według Weil, która przekracza w ten sposób perspektywę Marksa, tak samo degraduje „uciskanych” jak i „uciskających”. Mumford podkreślał, że cechy psychiczne ludzi pracujących w ramach „megamaszyny” to nie tyle cierpienie czy złość, ale ogłupienie, brak wrażliwości i nieodpowiedzialność. Te same cechy Arendt uważała za podstawę „banalności zła” (1998). Mumford stwierdza: „Ludzie tworzący część megamaszyny prędzej czy później musieli stać się Eichmannami naszych czasów: podwójnie zdegradowanymi, bo nawet pozbawionymi świadomości swojej degradacji” (1969, 288). Dla Weil podstawowym czynnikiem opresji była organizacja pracy i jej specjalizacja same w sobie:

całkowite podporządkowanie robotnika przedsiębiorstwu i tym, którzy nim kierują, opiera się na strukturze fabryki, a nie na systemie własności (…). Cała nasza cywilizacja polega na specjalizacji, pociągającej za sobą podporządkowanie tych, którzy wykonują, tym, którzy koordynują, zaś na takich podwalinach można tylko organizować i udoskonalać ucisk, a nie zmniejszać go. Kapitalistyczne społeczeństwo nie tylko nie wypracowało w swoim wnętrzu materialnych warunków dla systemu wolności i równości, ale wprowadzenie takiego systemu wymaga wręcz uprzedniego przeobrażenia produkcji i kultury (Weil 2015, 28).

Bez takiej przemiany kulturowej – jak zauważa z kolei Arendt – w horyzoncie myślenia ludzi zredukowanych do pracowników to, co najbardziej ludzkie, wciąż wydawać się będzie „czynnością bezużyteczną”. Powodem skurczenia się ludzkiego doświadczenia według Arendt jest umieszczenie pracy w centralnym miejscu życia społecznego:

Wolność od pracy nie jest niczym nowym (…) wydaje się, jakby postęp naukowy i rozwój techniczny zostały jedynie wykorzystane do osiągnięcia tego, o czym wszystkie minione stulecia śniły, choć żadne nie mogło tych marzeń zrealizować. Są to jednak tylko pozory. Epoka nowożytna przyniosła teoretyczną gloryfikację pracy i zaowocowała faktycznym przekształceniem całości społeczeństwa w społeczeństwo pracujące. Spełnienie się życzenia, jak w baśniach, następuje w chwili, gdy może ono jedynie samo siebie unieważnić. Społeczeństwo pracowników ma zostać wyzwolone z okowów pracy, a nie zna już innych, wyższych i więcej znaczących czynności, w imię których warto tę wolność zdobywać. (…) Mamy przed sobą perspektywę społeczeństwa pracowników bez pracy, czyli bez jedynej aktywności, jaka im jeszcze pozostała (Arendt 2010, 22–23).

Zdetronizować pracę

Od kilku pokoleń zdecydowana większość społeczeństwa ma głęboko przyswojone przekonanie, że „praca czyni wolnym” (Arbeit macht frei jak głosił napis na niemieckich obozach koncentracyjnych równocześnie będących obozami pracy)(Arbeit macht frei jak głosił napis na niemieckich obozach koncentracyjnych równocześnie będących obozami pracy), przy równoczesnym założeniu, że pojęcie pracy tożsame jest z jej kapitalistycznym ujęciem, którego etyczne i filozoficzne założenia zdążyliśmy omówić. Myślenie w kategoriach wydajności pracy czy obietnic „tworzenia miejsc pracy”, które składają nam rządzący, a przedsiębiorcy uważają za powód ich uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie, ma swoje korzenie w długiej tradycji, zgodnie z którą praca jest koniecznością, a „dobrobyt” czy „wolność” są wynikiem „rozwoju sił wytwórczych” czy „wzrostu PKB”. Jak pisał w 1930 roku John Maynard Keynes w wykładzie spisanym pod tytułem Możliwości ekonomiczne naszych wnuków (1931, 358–374), jeśli kierujemy się logiką „poprzez pracę do wolności”, dopiero za sto lat rozwój produktywności sprawi, że wnuki jego pokolenia będą mogły pracować jedynie 15 godzin tygodniowo:

Jeszcze co najmniej przez następnych sto lat musimy udawać sami przed sobą i przed innymi, że szpetota jest piękna, a piękno jest szpetne, bo szpetota jest użyteczna, a piękno nie. Chciwość, lichwa i przezorność muszą być naszymi bóstwami jeszcze przez pewien czas. Dlatego, że tylko one mogą wyprowadzić nas z tunelu potrzeb ekonomicznych do jasności dnia (1931, 372).

Tymczasem praca w coraz większym stopniu staje się centrum naszego życia. Choć to właśnie my jesteśmy wnukami pokolenia Keynesa, wciąż powtarza nam się, że dopiero na czasy naszych (znowu) wnuków przypadnie wolność w wyniku rozwoju ekonomicznego. Rozumowanie to jest podszyte omawianym wcześniej instrumentalizmem, a także wiarą, że człowiek „kiedyś” mógłby uwolnić się całkowicie od pracy (wysiłku):

Wyłącznie spowodowane prędkością postępu technicznego upojenie zrodziło szalony pogląd, że praca mogłaby pewnego dnia stać się zbędna. Na płaszczyźnie czystej nauki ten pogląd znalazł wyraz w poszukiwaniu „wiecznie poruszającej się maszyny”, czyli maszyny, która wytwarzałaby w nieskończoność pracę, a nigdy by jej nie zużywała (Weil 2015, 28).

Konieczność ponoszenia pewnego rodzaju wysiłków towarzyszyła człowiekowi zawsze i będzie towarzyszyć nawet w czasach kiedy większość prac fizycznych wykonywać będą roboty. Współczesny człowiek, który pracę w ogóle utożsamia z pracą w kapitalizmie, myli z nią wszelkie aktywności ludzkie. Zawsze istnieć będą niemieszczące się w redukcjonistycznej teorii ekonomii klasycznej prace rozumiane jako wysiłki w celu podtrzymania „świata ludzkiego”, by posłużyć się terminologią Arendt. A także prace opiekuńcze: związane z wychowywaniem, edukacją, opieką nad osobami starszymi, dziećmi i tak dalej. Jak zauważa Carmen Lizarraga: „Strach przed tym, że ludzie przestaną pracować, może pochodzić jedynie z uwewnętrznienia dualistycznej koncepcji produkcja–reprodukcja, ze strachu, że przestaniemy produkować”[35]. Ekonomistka z partii Podemos[36] jest zwolenniczką Powszechnego Dochodu Podstawowego[37], za którego wprowadzeniem będziemy argumentować.

Praca, jak staraliśmy się wykazać w tym artykule, jest konstruktem społecznym, samo jej wydzielenie z całości aktywności ludzkich wiąże się z rozwojem kapitalizmu, a to, czy „istnieje”, zależy od tego, jak ją definiujemy, zaś zdefiniowana w sposób stanowiący filar paradygmatu produktywistycznego ma degradujący wpływ na społeczeństwo oraz funkcję kontrolną[38]. Dlatego projekt nowego społeczeństwa, które powstać miałoby po trwającym kryzysie – aby rzeczywiście był „nowy”, a nie stanowił przykład „jeszcze raz tego samego” – musi, w naszym przekonaniu – skupić się nie na „krytyce kapitalizmu z pozycji pracy” (i tym samym pogłębianiu jej gloryfikacji, jak dzieje się to w przypadku Pracy gwarantowanej czy w założeniach takich projektów jak ten w Marinaledzie), lecz na „krytyce pracy w kapitalizmie” (Postone 1996, 5; za: Weeks 2011, 15) i redukcji ilości wykonywanej pracy w ramach kapitalizmu w celu zapewnienia autonomii jednostkom i uwolnienia od reżimu logiki rynkowej części aktywności niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania demokracji. Narzędziem przybliżającym do tego celu jest, naszym zdaniem, idea PDP, która nie wiąże się ze spadkiem, rzekomym lub realnym, liczby miejsc pracy. Jej tłem politycznym jest tradycja republikańska[39] (Marczewski 2014). Dlatego cel stanowi wyposażenie obywateli i obywatelek w narzędzia pozwalające im uczestniczyć w życiu politycznym bez względu na ich status materialny. Z tym, że republikanizm wychodzi z odmiennego przeświadczenia o tym, czym jest bieda, niż to utrwalone obecnie, które rozumie ją jako „nieposiadanie rzeczy”, niedostatek materialny (co w latach siedemdziesiątych poruszało Sáncheza Gordillo, który zdecydował wtedy, jak mówi, „poświęcić się sprawie biednych” i stworzyć alternatywny projekt Marinaledy). Z tego wyobrażenia wynika bowiem kolejne: że praca, która zapewnia pieniądze, powinna znajdować się w centrum życia człowieka (powinien on kształcić się do pracy, pracować lub zaświadczyć, że pracować nie może, aby uzyskać zasiłek). W republikanizmie zaś bieda to podporządkowanie, służalczość i zależność od innych. Natomiast bogactwo to nie jedynie dobrobyt materialny, lecz dominacja i władza nad innymi. Z tej niematerialistycznej, nieproduktywistycznej i antyautorytarnej perspektywy o danym społeczeństwie świadczy to, czy jest oparte na opozycji dominujący–zdominowani czy też na zrównoważonej współzależności (życie skromne nie jest biedą).

Dlatego też PDP nie jest „bardziej rozwiniętym” rodzajem istniejących warunkowych zasiłków, za których ideą stoi zależność społeczeństwa od rynku pracy, co wzmacnia jej centralną pozycję. Przeciwnie, jego celem jest zmniejszenie czy relatywizacja podległości względem pracy na rynku, za którym stoi fundamentalne republikańskie przekonanie, że ten, kto zależy od innych (od tych, którzy zatrudniają, od tych, którzy posiadają dostęp do zasobów materialnych), nie jest wolny. Celem PDP jest wyposażenie członków całej społeczności politycznej równocześnie w niezbędne minimum, dlatego że ci, którzy są go pozbawieni, tracą autonomię i pozostają na łasce innych. Na PDP wsparta byłaby wolność, która może mieć miejsce jedynie między równymi (jeśli chodzi o posiadanie głosu, nie o tak zwany „poziom życia”): dlatego że wolność w republikanizmie jest z natury społeczna, a przestrzeń wolności jest tym większa dla wszystkich, im mniejsza jest przestrzeń dominacji i podporządkowania.

Według starej tradycji republikańskiej w regionie, w którym znajduje się Marinaleda, wolność osiągali równi sobie, drobni właściciele ziemscy, którzy mogli się sami utrzymać. Zdanie to podzielał nawet Blas Infante (1885–1936), autor słów hymnu Andaluzji, w którym śpiewa się: „Andaluzyjczycy, powstańcie, żądajcie ziemi i wolności” (to do tych słów odnosi się tytuł książki sołtysa Marinaledy) i autorytet zwolenników nacjonalizmu andaluzyjskiego (z którym utożsamiają się marinaleños). Był on obrońcą reformy agrarnej, która skończyłaby z latyfundiami i rozdzieliła ziemię tak, aby istniały tylko małej i średniej wielkości gospodarstwa niezależnych właścicieli: wspólnota „równych”. Po rewolucji rosyjskiej w Andaluzji zaczęły triumfować jednak hasła komunistyczne i inna idea reformy agrarnej: kolektywizacji ziemi w celu uprawy na wielką skalę i zakazu własności prywatnej (Malefakis 1971; Maurice 1990; Ortí 1984). Projekt Marinaledy jest spadkobiercą tej myśli, przeciwnej zarówno republikańskiej idei podziału ziemi, jak i ideom chłopskich ruchów anarchistycznych, również się za nią opowiadających, a niegdyś żywych w tym regionie.

Dla neorepublikanizmu podział ziemi w celu stworzenia społeczeństwa „równych” i „niezależnych” nie jest obecnie możliwy do utrzymania, ale propozycja PDP inspiruje się tą tradycją, żywiąc przekonanie, że minimum środków niezbędnych do życia zapewni wspólnie wypracowaną autonomię (Domènech 2004; Raventós 2007). Liderzy SAT, najbardziej liczącego się związku zawodowego w Andaluzji, tego samego, który stanowi bazę projektu Marinaledy, stanowczo opowiedzieli się przeciwko PDP. Czyżby z obawy, świadomej bądź nie, że uwolnienie od konieczności pracy w krytykowanym przez nich kapitalizmie pozbawiłoby ich równocześnie własnej władzy nad innymi?

My wierzymy, że krytyka kapitalizmu bez krytyki kapitalistycznego konceptu pracy i jego funkcji nie zapewnia głębokiej zmiany społecznej i że lepsze społeczeństwo to nie takie, które lepiej i więcej produkuje (oraz konsumuje), nawet będąc wolnym od wyzysku kapitalistów, lecz takie, które jest bardziej sprawiedliwe i wyposażone w narzędzia chroniące przed podporządkowaniem i wyzyskiem, w jakiejkolwiek postaci, i że tylko na takich podstawach możemy budować „inny świat, który jest możliwy”.

Wykaz literatury

Alcantud, José. 1994. „El clientelismo social y político en las sociedades mediterráneas.” W  Antropología. Una exploración de la diversidad humana con temas de la cultura hispana, red. Conrad Phillip Kottak. Madryt: McGraw-Hill.

Anthony, Peter D. 1977. The Ideology of Work. Londyn: Tavistock.

Arendt, Hanna. 1998. Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła. Przeł. Adam Szostkiewicz. Kraków: Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK.

Arendt, Hanna. 2010. Kondycja ludzka. Warszawa: Alatheia.

Baudrillard, Jean. 1972. Pour une critique de l’économie politique du signe. Paris: Gallimard.

Binswanger, Hans Ch. 1994. Money and Magic. Critique of the Modern Economy in the Light of Goethe’s „Faust”. Chicago: University Of Chicago Press.

Bourdieu, Pierre i Jean-Claude Passeron. 2006. Reprodukcja. Elementy teorii systemu nauczania. Warszawa: PWN.

Jossa, Bruno. 2005. „Marx, Marxism and the cooperative movement.” Cambridge Journal of Economics 29: 3–18.

Carrasco Cristina, Cristina Borderís i Teresa Torns. 2011. „Introducción. El trabajo

de cuidados. Antecedentes históricos y debates actuales.” W El trabajo de cuidados. Historia, teoría y políticas, red. T. Torns. Madrid: La Catarata,13–98.

Childe Gordon. 1979. Los orígenes de la civilización. Mexico: Fondo de Cultura Económica.

Cleaver, Harry. 2007. „Praca wciąż jest centralną kwestią”, Recykling Idei 9, wiosna/lato. http://recyklingidei.pl/cleaver-praca-wciaz-jest-centralna-kwestia (dostęp 03.04.2017).

Czajanow, Aleksandr. 1974 (1925). La organización de la unidad económica campesina. Buenos Aires: Ediciones Nueva Visión Buenos Aires.

Díez, Fernando. 2001. Utilidad, deseo y virtud. La formación de la idea moderna de trabajo. Barcelona: Península.

Domènech, Antoni. 2004. El eclipse de la fraternidad. Una revisión republicana de la tradición socialista. Barcelona: Crítica.

Federici, Silvia. 2013. „La reproducción de la fuerza de trabajo en la economía global y la inacabada revolución feminista.” W La revolución en punto cero. Trabajo doméstico, reproducción y luchas feministas, red. Silvia Federici. Madrid: Traficantes de Sueños, 153–180.

Foucault, Michel. 1990. Porządek dyskursu. Tłum. Michał Kozłowski. Gdańsk: Słowo/obraz terytoria.

Fromm, Erich. 1999. Anatomia ludzkiej destrukcyjności. Tłum. Jan Karłowski. Poznań: Rebis.

Gorz, Andre. 1991. La metamorfosis del trabajo. Búsqueda del sentido. Madrid: Síntesis.

Gibson-Graham J.K. 1996. The End of Capitalism (As We Knew It). A Feminist Critique of Political Economy. Cambridge, MA: Blackwell.

Habermas, Jürgen. 1988. „Política conservadora, trabajo, socialismo y utopía hoy.” W: Ensayos políticos. Barcelona: Península.

Habermas, Jürgen. 2007. Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej. Warszawa: Biblioteka Klasyków Filozofii.

Hancox, Dan. 2013. The Village Against the World. New York: Verso Books.

Harris, Marvin. 1978. Caníbales y reyes. Los orígenes de las culturas. Barcelona: Argos.

Hirschman, Albert. 1977. The Passions and the Interest. Political Argument for Capitalism before its Triumph. Princeton: Princeton University.

Hayek, Friedrich. 1968. Dr. Bernard Mandeville. London: British Academy.

Hobsbawm, Erick. 2015 (1964). Labouring Men. Studies in the History of Labour. London: W&N.

Huxley, Aldous. 2004. La filosofía perenne. Barcelona: Edhasa. Polskie wydanie: 2011. Filozofia wieczysta. Kraków: Biblioteka Nowej Ziemi.

Keynes, John M. 1931. „Economic Possibilities for Our Grandchildren.” W Essays in Persuasion. London: MacMillan.

Kropotkin, Piotr. 1989 (1902). Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju. Poznań: Oficyna Bractwo Trojka.

Malefakis, Edward. 1971. Reforma agraria y revolución campesina en la historia del siglo XX, Barcelona: Ariel.

Mandeville, Bernard. 1924 (1714). The Fable of the Bees. Oxford: Oxford University Press.

Mandeville, Bernard. 1984 (1714). La fábula de las abejas o los vicios privados hacen la prosperidad pública. Mexico: Fondo de Cultura Económica.

Marcuse, Herbert. 1991. Człowiek jednowymiarowy. Badania nad ideologią rozwiniętego społeczeństwa przemysłowego. Tłum. Wiesław Gromczyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Marczewski, Paweł. 2014. „Nie-dominacja jako niezależność socjoekonomiczna. Neorepublikańskie argumenty za bezwarunkowym dochodem podstawowym.” Praktyka Teoretyczna 2(12), http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr12_2014_Dochod_podstawowy/02.Marczewski.pdf (dostęp: 23 lipca 2017).

Marks, Karol. 1968. Kapitał: Krytyka ekonomii politycznej, t. 1. Tłum. Paweł Hoffman, Bronisław Minc, Edward Lipiński. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła, t. 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1977. Ideologia niemiecka. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła, t. 3. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1981. Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła, t. 1. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks Karol. 1984. Kapitał, t. 3, cz. 2. Tłum. Jan Maliniak, Edward Lipiński. W Karol Marks, Fryderyk Engels. Dzieła, t. 25. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 2013. Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji. Tłum. Mikołaj Ratajczak. Warszawa: PWN.

Marks, Karol. 1953. Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej. Warszawa: Książka i Wiedza.

Maurice, Jacques. 1990. El anarquismo andaluz. Barcelona: Crítica.

Mauss, Marcel. 1973 (1924). „Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany w społeczeństwach archaicznych.” W Socjologia i antropologia. Tłum. Marcin Król, Krzysztof Pomian i Jerzy Szacki. Warszawa: KR.

Mumford, Lewis. 2012. Mit maszyny: Technika a rozwój człowieka, Tom 1. Tłum. Michał Szczubiałka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Naredo, José M. 1995. La economía en evolución: Historia y perspectivas de las categorías básicas del pensamiento economico. Madrid: Siglo XXI.

Ortí, Alfonso. 1984. „Crisis del modelo neocapitalista y reproducción del proletariado rural (represión, resurrección y agonía final de la conciencia jornalera).” W Sobre agricultores y campesinos, red. Sevilla Guzmán. Madrid: MAPA.

Ovejero, Félix 1995. El ingreso ciudadano universal y los requisitos de los proyectos emancipatorios, en Barbeito et al, Un diseño no productivista para las políticas sociales, Buenos Aires: Miño y Dávila.

Pocock, John G.A. 1985. Virtue, Commerce and History. Essays on Political Thought and History. Cambridge: Cambridge University Press.

Polanyi, Karl. 2010 (1944). Wielka transformacja, Warszawa: PWN.

Postone, Moishe. 1996. Time, Labour, and Social Domination. A Reinterpretation of Marx’s Critical Theory. Cambridge: Cambridge University Press.

Raventós, Daniel. 2007. Las condiciones materiales de la libertad. Barcelona: El Viejo Topo.

Raventós, Daniel. 2014. „Dochód podstawowy w centrum uwagi w Hiszpanii”. Wywiad Macieja Szlindera. Tłum. Jakub Krzeski, Kamil Piskała. Praktyka Teoretyczna. http://www.praktykateoretyczna.pl/dochod-podstawowy-w-centrum-uwagi-whiszpanii/ (dostęp 23 lipca 2017).

Ruiz, Beatriz. 1999. „La reproducción también es economía.” Revista internacional de ciencias sociales 19: 101–116.

Ruskin, John. 2002 (1862). A este último. Cuatro ensayos sobre los principios básicos de la economía política. Granada: Alhulia.

Sahlins, Marshall. 1974. Stone Age Economics. Piscataway: Transaction Publishers.

Sánchez Gordillo, Juan J. 2013. Marinaleda. Andaluces, levántaos. Marinaleda: Stowarzyszenie Kulturalne Ernesto Che Guevara.

Smith, Adam. 2012 (1776). Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów. Tłum. Stefan Wolff i Oswald Einfeld. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Smith, Adam. 1984. La riqueza de la nación, t. II, ks. II, rozdz. III („De la acumulación de fondos, o del trabajo productivo y del no productivo”). Barcelona: Orbis, 65–85.

Smith, Adam. 1989 (1759). Teoria uczuć moralnych. Tłum. Stanisław Jedynak. Warszawa: PWN.

Strzelecki, Jan. 1981. „Propozycje języka lirycznego. Model socjalizmu.” Teksty 1(55): 31–54.

Talego, Félix. 1996. Cultura jornalera, poder popular y liderazgo mesiánico. Antropología política de Marinaleda. Sevilla: Fundacja Blas Infante.

Thoreau, Henry D. 2010. Walden, czyli życie w lesie. Tłum. Halina Cieplińska. Poznań: Rebis.

Vanderborght, Yannick i Philippe van Parijs. 2005. L’allocation Universelle. Paris: La Découverte.

Van Parijs, Philippe. 2006. La renta básica. Una medida eficaz para luchar contra la pobreza. Barcelona: Paidós.

Weber, Max, 2002 (1922). Gospodarka i społeczeństwo. Tłum. Dorota Lachowska. Warszawa: PWN.

Weber, Max. 2010. Etyka protestancka a duch kapitalizmu. Tłum. Jan Miziński. Warszawa: Alatheia.

Weil, Simone. 2015 (1934). Reflexiones sobre las causas de la libertad y de la opresión social. Madrid: Trotta. Wersja polska: http://portal.tezeusz.pl/2009/07/26/iv-przemyslenia-na-temat-przyczyn-wolnosci-i-ucisku-w-spoleczenstwie/.

Weeks, Kathie. 2011. The Problem with Work. Feminism, Marxisms, Antiwork Politics, and Postwork Imaginaries. Duke University Press.

Wittfogel, Karl.1966. Despotismo oriental. Estudio comparativo del poder totalitario. Madrid: Guadarrama.


Angelina Kussy – antropolożka skupiająca swoje zainteresowania badawcze w obrębie antropologii ekonomii i antropologii politycznej. Kształciła się na Wydziale Etnologii i Antropologii Kulturowej i w Instytucie Kultury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim oraz na wydziałach antropologii społecznej na uniwersytetach w Barcelonie i w Granadzie. Robiła badania etnograficzne w Andaluzji i Katalonii wśród nowych ruchów społecznych i analizowała ich dyskursy. Ostatnio interesuje ją krytyka pracy z perspektywy antropologicznej, feministycznej i ekologicznej. Tłumaczka, publicystka i aktywistka. Pisała m.in. dla Le Monde Diplomatique: edycja polska, Nowych Peryferii, Nowego Obywatela i tygodnika Przegląd.

DANE ADRESOWE:

Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej

Uniwersytet Warszawski

Żurawia 4

00-503 Warszawa

E-MAIL: angelinakussy@gmail.com

 

Félix Talego Vázquez – profesor antropologii społecznej na Uniwersytecie w Sewilli, członek GEISA (grupa badawcza zajmująca się tożsamościami społeczno-kulturowymi w Andaluzji), Hiszpańskiej Sieci na Rzecz Dochodu Podstawowego i Platformy na Rzecz Dochodu Podstawowego w Sewilli. Prowadził badania dotyczące m.in. kwestii agrarnych i pracowników bezrolnych w Andaluzji, męskiej dominacji i jej związku z przemocą domową oraz tematyki uzależnień skupiając się na wierzeniach, praktykach i organizacjach pozarządowych, które zajmują się osobami uzależnionymi. Jego ostatnie badania dotyczyły nowych ruchów społecznych, w szczególności aktywizmu ekologicznego i alterglobalizmu. Obecnie bada konflikty ekologiczne spowodowane eksploatacją złóż kopalin, koncentrując się na związkach zawodowych górników i tradycyjnym braku wrażliwości ekologicznej ruchu robotniczego.

Dane adresowe:
Departamento de Antropología Social
Facultad de Geografía e Historia
Universidad de Sevilla
c/ Dona María de Padilla, s/n.
41004 Sevilla, España
E-mail: ftalego@us.es

 

CYTOWANIE: Kussy, Angelina i Félix Talego Vázquez. 2017. „Inny świat jest możliwy”: z gwarantowaną pracą czy z gwarantowanym dochodem? Przypadek Marinaledy. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.3

 

AUTHOR: Angelina Kussy, Félix Talego Vázquez

TITLE: “Another world is possible”: with guaranteed work or guaranteed income? Marinaleda’s case

ABSTRACT: The article presents the results of two periods of long-term fieldwork in Marinaleda, an ‘anti-capitalist’ Spanish village. It aims to reflect on the genealogy of the modern understanding of the term ‘work’ and to critically approach its philosophical and anthropological assumptions. We want to prove that the proposition of the village, declared by alter-globalists as the practical realisation of the slogan ’another world is possible‘, is based on their striving to reinforce the condition of people as workers and actors in the ‘production’ process. In Marinaleda, both the prevailing discourse and social practices in fact focus on ‘work’; this term however — according to the gathered ethnographic interviews and observations — remains to be understood by the supporters of the ‘alternative’ project in a way that has been shaped in the modern West, and is thus not any different from the definition of ‘work’ in capitalism. We therefore want to address the question of limits of the emancipation projects that do not challenge the concepts of ‘work’ and ‘production’. Furthermore, we believe that adopting the construct of work that started to be formulated in the time of mercantilism and matured in the liberal and subsequently Marxist thought is related to taking a position of subordination. This is why we suggest Universal Basic Income as one of the tools that can weaken the link between the subject and such understood ‘work’ and consequently reinforce its political ties.

KEYWORDS: Modern concept of work, critique of labour, Universal Basic Income, anti-capitalism, alter-globalization

 

[1] Przedstawiony w tym artykule materiał etnograficzny dotyczący Marinaledy nie został zgromadzony na potrzeby niniejszego tekstu, lecz wtórnie w nim wykorzystany. Badania Talego przeprowadzone zostały na potrzeby pracy doktorskiej (1996) o „władzy ludu” i mesjanistycznym modelu przywództwa w Marinaledzie, a badania Kussy – do pracy magisterskiej dotyczącej hegemonicznego dyskursu wioski i jej praktyk ekonomicznych, w tym funkcji kontrolnej pracy. Oba prowadzone były podczas długotrwałego pobytu w wiosce – odpowiednio dwuletniego (1991–1993) oraz ośmiomiesięcznego (2015/2016) w oparciu o metody jakościowe. W obu przypadkach zgromadzony materiał pochodził z kilkudziesięciu pogłębionych wywiadów, sporządzonych notatek terenowych z nieformalnych rozmów, wniosków z obserwacji przestrzeni, codziennego współżycia i z uczestnictwa w lokalnych rytuałach i wydarzeniach publicznych. Dobierając rozmówców, nie dążyliśmy do reprezentatywności statystycznej, ale staraliśmy się identyfikować różne grupy aktorów zgodnie z lokalnymi podziałami politycznymi, sytuacją materialną i pozycją w strukturach władzy, a „zgromadzony” (wywołany) materiał kontrastowaliśmy z danymi pochodzącymi z innych źródeł: z własnymi obserwacjami, oficjalnymi danymi dotyczącymi zatrudnienia, wysokości zasiłków i płac etc. Wywiady analizowaliśmy w sposób holistyczny: nie traktując żadnego z nich jako odrębnej jednostki do analizy, lecz jako część doświadczanej przez nas rzeczywistości terenowej i dyskursów, na które składają się nie tylko praktyki słowne, ale symboliczne i materialne, w tym lokalne rytuały, techniki dyscyplinujące, strategie marginalizacji, znajdujące się w wiosce murale, plakaty i ekonomia moralna mieszkańców. Imiona pod wywiadami, przy których brakuje nazwisk, zostały zmienione na prośbę mieszkańców, którzy prosili o anonimowość.

[2] W The New York Times: „Praca i brak kredytu dla wszystkich…” (25 maja 2009), w Russia Today: „Hiszpańska wioska, która nie odnotowuje kryzysu” (1 maja 2015), w The Wall Street Journal: „Komunistyczna utopia w Hiszpanii” (24 września 2014). Dan Hancox napisał książkę The Village Against the World (2013), wydaną w kilku językach, która zachęciła do odwiedzin Marinaledy turystów z całego świata, a która reklamowana była słowami: „The extraordinary story of Marinaleda proves another world isn’t only possible – it already exists” („Niezwykła historia wioski Marinaleda pokazuje, że inny świat jest nie tylko możliwy, ale że już istnieje”), miała największy wkład w promocję wioski jako zrealizowanej utopii, która miałaby być odpowiedzią na postulaty ruchu alterglobalistycznego. W Polsce oprócz Le Monde Diplomatique („Eksperyment, który trwa od 35 lat”, sierpień 2013), artykuł poświęciła Marinaledzie Gazeta Wyborcza (11 września 2012) oraz Kontrast: „Miasto zwane utopią” (wrzesień 2013).

[3] Ze względu na powszechność utożsamiania w codziennym języku pracy z zatrudnieniem w kapitalizmie, zdecydowaliśmy się na tłumaczenie z hiszpańskiego trabajo garantizado, czyli pracy gwarantowanej (PG), mając na myśli ten sam koncept, który w Polsce zwykło się nazywać gwarancją zatrudnienia (job guarantee). Jak zobaczymy w dalszej części tego artykułu, możliwość porównania wniosków płynących z funkcjonowania zapewnienia pracy w Marinaledzie z koncepcją PG jest istotnie ograniczona – praca w Marinaledzie jest pracą nie gwarantowaną, lecz „warunkową” (ograniczony dostęp do niej mają ci, którzy nie zgadzają się z oficjalną polityką). Choć, pragniemy podkreślić, PG, pozbawione krytyki kapitalistycznego konceptu pracy, również nie zapewnia „jakiejkowiek pracy”, ale robi to obrębie konkretnego systemu i formacji ideologicznej, jaką jest kapitalizm, co nie pozostaje bez znaczenia.

[4] „Za tym projektem stoi zupełnie odmienna filozofia człowieka” – mówiła mi na początku listopada 2015 roku, pochodząca z wioski oddalonej o 14 km od Marinaledy, Isabell Guerra Naruda, niegdyś doktorantka Enrique Dussela (czołowego przedstawiciela krytycznej wobec klasycznej myśli europejskiej filozofii wyzwolenia), która zbiegiem okoliczności podwoziła mnie autostopem, kiedy jechałam do Marinaledy po raz pierwszy (AK). Drugiego dnia mojego pobytu w Marinaledzie wybrałem się na obrady zgromadzenia i ujrzałem około 300 osób: mężczyzn, kobiet (w latach dziewięćdziesiątych wykluczanie kobiet z działalność politycznej było powszechne w Andaluzji – przyp. autorów), w tym matek z dziećmi, starców i młodych. Nie miałem wtedy wątpliwości, że wylądowałem w miejscu prawdziwej samorządności obywatelskiej (FT).

[5] Wyraża to słynna teza Karla Polanyiego (2010) o tym, że gospodarka wolnorynkowa nie powstała sama z siebie, a została stworzona przez państwo i niemożliwe jest jej istnienie bez niego. Analizy merkantylizmu jako istotnego elementu w procesie ukształtowania się nowoczesnego państwa dokonał Max Weber (2002, 1015).

[6] Biorąc pod uwagę rachunek geopolityczny jako wspólną myśl przewodnią merkantylistów, fizjokratów oraz ekonomistów politycznych, można ich wszystkich wspólnie zaliczyć do tradycji „ekonomii politycznej”, bo przenoszą zainteresowanie ze „sztuki administrowania domem” (gr. oikonomia), która zajmowała np. filozofów klasycznych, na pole administrowania społecznością polityczną („bogactwo narodów”).

[7] Bardzo szczegółowo na temat opinii o biedzie poszczególnych teoretyków merkantylizmu i liberalizmu piszą między innymi Albert Hirschman (1977), John G.A. Pocock, (1985) oraz Eric Hobsbawm (2015).

[8] Tezę Mandeville’a, jakoby wady prywatne miałyby być zaletami w sferze publicznej, podziwiał choćby Friedrich Hayek (1968), jeden z ojców neoliberalizmu.

[9] Artykuł z języka hiszpańskiego przetłumaczyła Kussy. Tłumaczenia z j. angielskiego i hiszpańskiego z niepolskojęzycznych źródeł są również jej autorstwa.

[10] Smith przejął myślenie o pracy od fizjokratów. De Mirabeau, jeden z nich, pracę dzielił na „jałową” oraz „produkcyjną”, twierdząc, iż różnica między nimi jest „taka sama jak różnica między cięciem kamienia a wytwarzaniem kamienia” (za: Arendt 2010, 110). Do dziś utrzymujący się przesąd o możliwości „stworzenia” czegoś z niczego prawdopodobnie swoją „wiarygodność” zawdzięcza stojącej za nim metaforze naturalnej płodności życia (Arendt 2010, 130; Naredo 1995, 75). Przed XVII wiekiem nie istniało podobne przekonanie wyrażone w pojęciu „produkcji” w znaczeniu, w którym rozwijało się ono na przestrzeni tego wieku w Europie. Uważano, że człowiek nie może wyprodukować czy stworzyć niczego, gdyż taką moc posiada wyłącznie Bóg, a istoty ludzkie mogą jedynie przywłaszczać sobie stworzone bogactwa i co najwyżej przenosić je, rozwijać lub transformować w celu uczynienia z nich lepszego pożytku. Według Naredo przekonanie o „wzroście” ekonomicznym jako zjawisku samo w sobie progresywnym wzięło się z wierzeń alchemików (1995, 82). Aldous Huxley uważał, że to dominujące w zachodniej nowoczesności przekonanie – wbrew doświadczeniu własnemu i ludzi z innych kultur – jest dowodem na ślepą arogancję, którą Grecy nazywali hybris i spodziewali się za nią kary: Nemesis (Huxley 2004, 104).

[11] Wszechobecna dziś filozofia oparta na Badaniach Smitha, przesuwa zainteresowanie człowieka z relacji między ludźmi a naturą lub Bogiem na relacje ludzi z rzeczami lub z ludźmi w celu uzyskania jakichś rzeczy. Niezgodę na taką „fałszywą antropologię” wyrażali między innymi: Kropotkin w słynnej dysertacji o znaczeniu pomocy wzajemnej dla rozwoju człowieczeństwa (2006), Ruskin w twierdzeniu, że bogactwo to nie pieniądze, a życie (2002, 70), Mauss, który pokazał, że wartość daru w innych kulturach nie zawierała się w jego „wartości wymiennej”, ale w wierze, że jest łącznikiem między osobą obdarowywaną i tą, która obdarowuje (1973) czy Fromm, który w nadawaniu przez ludzi czy społeczeństwa priorytetu rzeczom dostrzegł prowadzący do destrukcji rodzaj perwersyjnej nekrofilii (1999).

[12] W Badaniach Smith, mając na myśli „pracę produkcyjną”, często pisze po prostu „praca” tak, jakby czynności „nieprodukcyjne” w zasadzie na to miano nie zasługiwały. Ale sam filozof nawet czynności, które nie były w jego systemie „pracą”, nie uważał za nieważne, poświęcił im bowiem Teorię uczuć moralnych (1989). W późniejszej literaturze ekonomicznej znajdujemy jednak już tylko pojęcie „pracy” czy „produkcji”.

[13] Nowa klasyfikacja aktywności ludzkich wymazuje więź podmiotu z jego zawodem i redukuje całość ludzkich czynności do ich wkładu we wspólny roczny fundusz narodu (PKB) (Díez 2001, 55). Podobnie jak przemiana rzeczy i działań w towary i założenie, że możliwe jest zmierzenie ich w identyczny sposób, konstrukcja teoretyczna Smitha zakładała abstrakcyjną redukcję znaczenia. Kolosalne konsekwencje, jakie miał dla Zachodu ten zabieg, omawia Baudrillard (1972).

[14] O tym, że wraz z nastaniem kapitalizmu praca stała się środkiem zapewniającym boską łaskę, pisał Weber (2010, 67–111). Binswanger (1994) uważa, że człowiek, który wierzy w niekończący się wzrost gospodarczy, zgadza się z ideą absolutu, a za pragnieniem akumulacji dóbr stoi ludzkie pragnienie nieśmiertelności.

[15] Warto przywołać dla kontrastu idee marksistów autonomistycznych. Jak pisze Weeks (2011, ze wstępu): „Odmowa pracy, koncept zaczerpnięty z marksizmu autonomistycznego, pomoże nakierować analizę na kwestie znaczenia i wartości pracy. W przeciwieństwie do innych typów marksizmu, ograniczających krytykę kapitalizmu do wyzysku i alienacji pracy bez jednoczesnej refleksji nad jej przewartościowaniem, tradycja ta dostarcza szerszego modelu krytyki, zmierzającego do zakwestionowania zarówno kapitalistycznej produkcji, jak kapitalistycznego (i socjalistycznego) produktywizmu”.

[16] Jak wyjaśnia Cleaver, mimo tych różnic, Marks przejął pojęcie pracy z filozofii i ekonomii politycznej swojego czasu (2007). Przez długi czas teoria marksistowska dokonywała za Engelsem (i ze względu na opis pracy w Kapitale) rozróżnienia między pracą „work”, który to termin miałby opisywać „pracę w ogóle” oraz „labour”, która miałaby się odnosić do pracy w kapitalizmie. Jednak, jako że praca w ogóle jest pojęciem kapitalistycznym, a wcześniej różnorodne czynności ludzkie nie były określane tym terminem, ten błąd metodologiczny narzucania na przeszłe czasy ówczesnej kategorii przyczynił się do wyobrażenia o pracy jako o uniwersalium ludzkim i tym samym utwierdzenia przekonania o jej konieczności. Uważamy za Cleaverem, że dla współczesnej myśli emancypacyjnej niezbędne jest przekroczenie antropocentrycznej terminologii marksistowskiej odnoszącej się do pracy i poszerzenie myślenia o niej o krytykę z feministycznej i ekologicznej perspektywy.

[17] Kierujące się tą logiką związki zawodowe, które zaczęły tworzyć się w pokoleniu Marksa, łączyły się w celu poszerzania „świata pracowników”, żądając: „więcej miejsc pracy!” i przyczyniając się do jej (i ogółem „klasy robotniczej”) mitologizacji i rzekomej konieczności.

[18] Ciężka praca fizyczna wywołuje u wielu marinaleños silne bóle i choroby kręgosłupa. Równocześnie istnieje mocny kult pracy fizycznej. Jedna z niewielu krytyk, która pojawia się pod adresem sołtysa, dotyczy jego wykształcenia i zawodu nauczyciela historii: „nie należał nigdy do klasy robotniczej, a pretenduje do reprezentowania nas”.

[19] Czajanow twierdził, że chłopi (w gospodarce przedkapitalistycznej, tj. przed utowarowieniem pracy) dążyli do zrównoważenia nakładu pracy i dochodu. Posiadanie pracy przez członków rodziny było celem samym w sobie, nie istniał bowiem wśród społeczności wiejskiej koncept wartości dodanej i maksymalizacji zysku rozumianych na sposób kapitalistyczny (Czajanow 1974). „Wartością dodaną” były zmaterializowane i konsumowane przez gospodarstwo dobra. Rolnik pracował tyle, ile mu wystarczyło, aby zaspokoić swoje podstawowe potrzeby, a nie dla stopy zysku: jeśli w gospodarstwie zaczynały pomagać dorosłe dzieci – rodzice odpowiednio redukowali czas pracy.

[20] „Dniówka” za dzień pracy wynosi 48 euro, im więcej osób potrzebuje zatrudnienia w spółdzielni, tym mniej mogą zarobić poszczególne osoby, co przyczynia się do wzrostu niechęci wobec dzielenia jej z imigrantami (którzy przyjeżdżają skuszeni hasłem reklamowym Marinaledy: „wioska, której udało się osiągnąć pełne zatrudnienie”), a także do kłótni o pracę wśród samych mieszkańców.

[21] Od około 20 lat w Marinaledzie stoi pusty budynek, który miał być domem kultury (jaki istnieje w każdej innej wiosce w regionie). Niektórzy mieszkańcy uważają, że pieniądze, które rząd Andaluzji przeznaczył na ten cel, zostały wydane przez sołectwo na opłacenie autobusów, które zabierają marinaleños na antykapitalistyczne manifestacje. Budynek ten jest jednak wystarczająco wykończony, aby wykorzystać go w jakimkolwiek innym celu, czego się nie robi. Być może – niestety – dzieje się tak dlatego, że jedyną pracą, którą marinaleños mogą sobie wyobrazić jako pożyteczną w ramach ustalonego horyzontu myślenia, jest ta wykonywana w ramach zatrudnienia w kapitalizmie lub praca „wolontariacka” na rzecz „antykapitalistycznego” projektu.

[22] Tymi słowami w III tomie Kapitału Marks wyraził, dlaczego uważa, że kooperatywy nie są socjalizmem jako takim, lecz „formą przejściową” (za: Jossa 2005, 3).

[23] Zgodnie z założeniami projektu domki te mają służyć osobom potrzebującym, dlatego gdy ktoś przestaje go potrzebować, powinna otrzymać go osoba zapisana na liście oczekujących. W praktyce traktowane są jak własność prywatna, z której indywidualne osoby czerpią zyski.

[24] Na stanowisku tym pracuje znajomy sołtysa, pobierając publiczną pensję. Biblioteka pozostaje jednak zamknięta często również w godzinach jej oficjalnego otwarcia, bo nikt z niej nie korzysta.

[25] Z wyjątkiem prywatnej rockowej sali koncertowej Palo Palo, której właściciel pozostaje w konflikcie z sołtysem, i omijanej przez radykalnych zwolenników Projektu, jako że propaguje „kulturę amerykańską”. Brak kultury w Marinaledzie jest szczególnie widoczny przez kontrast z położoną opodal Herrerą, wioską o długiej tradycji anarchistycznej, niewypromowanej w taki sposób jak Marinaleda, w której istnieją biblioteki, bardzo aktywna księgarnia oraz teatr.

[26] Źródło: http://beramendi-enserio.blogspot.com.es/2012/08/marinaleda-el-paraiso-comunista-como_2836.html.

[27] Zlanie się w lokalnej wyobraźni figury kapitalisty, faszysty, pana feudalnego, a nawet wyznawcy religii katolickiej, ma związek z lokalnym kontekstem historycznym. Walka klasy robotniczej z właścicielami środków produkcji oraz neoliberalnym dyskursem, będącym ideologiczną podporą klasy panującej, są w dyskursie publicznym Marinaledy jeszcze jedną odsłoną walki chłopów bezrolnych z odpowiednikami panów feudalnych (señoritos), walki „lewicy” (republikanów) z „prawicą” (nacjonalistami wspieranymi przez Kościół) z czasów wojny domowej, a następnie opozycji wobec reżimu Franco. Można zatem powiedzieć, że jest w lokalnych wyobrażeniach uniwersalną walką „sprawiedliwych” i grup zdominowanych z ich oprawcami. Jednak, jako że sposób walki z uciskiem oraz definicja tego ucisku są z góry ustalone, jakakolwiek osoba, która miałaby zastrzeżenia do metod dążenia do wyzwolenia, jest utożsamiana z wrogiem.

[28] Dychotomie te, rzecz jasna, organizują w mniejszym lub większym stopniu imaginarium większości ludzi utożsamiających się z lewicą. W Marinaledzie podziały te i skonstruowana za ich pomocą wizja świata nie inspirują jednak dążeń i aspiracji, działań nastawionych na walkę o „lepszy i sprawiedliwszy świat”, nie wyrażają one wartości, do których należy dążyć (na przykład demokratyczne zarządzanie i samostanowienie, wolność rozumiana jako brak podporządkowania jednego człowieka drugiemu), nie stanowią drogowskazów i celów działań politycznych i aktywizmu, lecz wyznaczają linie „realnie” istniejących podziałów. To znaczy są zgodnie z tą wizją rzeczywistości kategoriami opisowymi stanu faktycznego: w wyobrażeniach zaangażowanych w projekt polityczny Marinaledy osób Marinaleda jest wioską, która jest zrealizowaną utopią (o czym jest mowa w jej herbie z napisem „Utopia dla pokoju”). Na głębokim poziomie przedzałożeń wspomniane dychotomie w wyobraźni mieszkańców Marinaledy wyznaczają faktyczną granicę między „lepszym światem” (który nie tylko „jest możliwy”, lecz istnieje w Marinaledzie) a światem kapitalizmu, a jako że granica ta już jest urzeczywistniona, to należy jedynie pogłębiać działania wcześniej zaprojektowane, a demokratyczna debata wokół samych założeń nie jest pożądana. Kryzys społeczny trwający obecnie w wiosce nie jest przez to uważany za fakt ujawniający wady tkwiące w samych podstawach Projektu, lecz jest kwestią „tymczasową” i zależną od zewnętrznych czynników. Narracja o kryzysie w Marinaledzie przypomina narrację o kryzysie gospodarki kapitalistycznej, o której marinaleños mówią „to nie kryzys, to oszustwo”. Niektóre założenia dyskurs publiczny wioski podziela też z opisanym przez Strzeleckiego „modelem lirycznym” realnego socjalizmu (Strzelecki 1981).

[29] W rzeczywistości Marinaleda wyrasta z odmiennej tradycji niż chłopskie ruchy anarchistyczne w tym regionie, które kładły szczególny nacisk na świadomość i kulturę, a nie „walkę z biedą” (Maurice 1990).

[30] „[K]ażda władza, której udaje się narzucić znaczenia, i to narzucić je jako uprawnione, ukrywając układy sił leżące u podstaw jej mocy (…)” (Bourdieu i Passeron 2006, 73).

[31] Na przykład Grecy wierzyli, że niewolnicy nie mogą być obywatelami właśnie z powodu ich bliskości ze światem „pozaludzkim”, światem pracy.

[32] Względna trwałość wytworzonej rzeczy, której wymaga Smith od ludzkiej aktywności, aby mogła być uznana za pracę, która tworzy „bogactwo”, nabiera sensu nie ze względu na swoją specyfikę jako istniejąca w świecie rzecz, ale ze względu na swoje masowe i niewykwalifikowane „przyłączenie się” do rocznego funduszu „bogactwa kolektywnego”, którego przeznaczeniem jest jego konsumpcja i dalsza inwestycja w cykl pracy. Dlatego owoce wytwórczości również traktowane są w systemie Smitha jako elementy pracy.

[33] Czytelnik mógłby zarzucić nam, że argumentacja, na której wspiera się artykuł, dotyczy gospodarki przemysłowej, a żyjemy w czasach postindustrializmu czy „późnego kapitalizmu”. Naszym zdaniem industrializm nie oznacza przewagi zatrudnienia w fabrykach nad zatrudnieniem w sektorze usług, lecz produkcję na wielką skalę, międzynarodową specjalizację pracy, podział na etapy wytwarzania produktów, który nie tylko nie zmniejsza się, ale coraz bardziej wzrasta. To też wiara w to, że należy działać na rzecz „wzrostu” czy „zwiększyć konsumpcję”.

[34] Przemożna – i zawiązana ponad tradycyjnymi obozami ideologicznymi i politycznymi – zgoda co do tego, czym jest praca, zauważalna jest nie tylko w „zdroworozsądkowych” przekonaniach społeczeństwa, ale i wśród uczonych zajmujących się historią idei i instytucji. Pomimo świadomości, że pojęcie pracy, jakie dzisiaj znamy, nie pojawiło się w Europie przed XVIII wiekiem i że było nieznane innym kulturom, większość akademików obstaje przy tym, że nowoczesny koncept pracy jest uniwersalny. W przeciwnym wypadku, ich zdaniem, nie zakorzeniłby się w świadomości oraz języku i nie rozpowszechnił w specyficznej formacji, jaką była przednowoczesność. Badacze ci starają się wykazać, że cała ludzkość, począwszy od paleolitu, organizowała się, aby pracować i pracowała nawet wtedy, kiedy nie miała świadomości, że pracuje. Zakładając, iż praca jest uniwersalnym środkiem zabezpieczania potrzeb, a nawet humanizacji (Anthony 1977; Habermas 1988; Gorz 1991). Archeologowie wychodząc z tego założenia, skupiają się na poszukiwaniach przyborów i narzędzi mających ilustrować tę tezę. Tak, na przykład, Gordon Childe (1979), Karl Wittfogel (1966) i Marvin Harris (1978), by sięgnąć po trzech najbardziej znanych i odmiennych w swych tezach autorów, wszyscy wspólnie przyczyniają się do projekcji na inne kultury nowoczesnego pojęcia pracy produkcyjnej. Zawsze istnieli jednak i przeciwnicy takiego myślenia o pracy. Do tej tradycji odwołuje się Mumford. Na przykład archeolog André Leroi-Gourhan, uczeń Marcela Maussa, choć przywiązywał wagę do „sekwencji operacyjnej” w prehistorii, w całości swojej twórczości prezentował holistyczną wizję ewolucji historycznej, nadając decydującą w niej rolę językowi oraz rozwojowi symboliki i sztuki.

[35] http://www.granadadigital.es/renta-basica-universal-de-lo-inevitable-a-lo-posible-y-iii/.

[36] Podczas pisania tego artykułu partia nowej lewicy, która wyrosła na fali ruchu Oburzonych, Podemos, wsparła wniosek parlamentarny PSOE („starej” lewicy) o przyspieszenie podpisania umowy o budowie pięciu korwet wojennych dla Arabii Saudyjskiej (przypominamy, iż partia ta do pierwszych wyborów szła z postulatem PDP, a ostatnio dyskusja wokół PDP znów się ożywiła). Jeden z liderów Podemos w Andaluzji, José María González Santos, burmistrz miasta Kadyks, w którym panuje wysokie bezrobocie i w którym ma mieć miejsce produkcja korwet wojennych, w artykule pod tytułem Zakładnicy bezrobocia a ofiary wojny na łamach El País (27 lutego 2017) wyraził swoją solidarność z robotnikami, którzy będą tworzyć „maszyny do zabijania”, argumentując, że dziś nie znajdują się oni w uprzywilejowanej sytuacji odmowy pracy, jak niegdyś chilijscy robotnicy, którzy w 1977 roku odmówili naprawy miejsca tortur Pinocheta. Udział w przemyśle wojennym usprawiedliwiony został koniecznym „tworzeniem miejsc pracy”. Współautor tego artykułu skrytykował tę argumentację w liście otwartym do burmistrza (El País, 17 marca 2017), a Emma Martín, inna antropolożka z tego samego uniwersytetu, dokonała krytyki Talego (El País, 20 marca 2017), wyrażając przekonanie, iż nie można z uprzywilejowanej pozycji, bo będąc zatrudnionymi na uniwersytecie, wymagać solidarności od tych, którzy nie mogą jej wykazać.

     Kontrowersyjna etycznie sprzeczność, w jaką popadła „nowa” lewica, ma związek z konceptem pracy, który omawiamy w tym artykule (a więc i z kondycją człowieka w kapitalizmie, w którym mamy bardzo ograniczone możliwości etycznego działania). Omówione w tym tekście rozumienie pracy ma swój bezpośredni udział w istnieniu imperializmu i przemysłu wojennego, bowiem umacnia przekonanie, że praca jest „konieczna”, a więc można zawiesić etykę, aby ją otrzymać. O PDP myślimy jako o narzędziu osłabiającym „konieczność” pracy w ramach kapitalizmu, a zatem wzmacniającym również wolność jednostki do nieuczestniczenia w nieetycznych przedsięwzięciach i dającym możliwość wyrażenia solidarności, której – jak pisała Martín i burmistrz Kadyksu – nie mają dziś robotnicy.

[37] Kwestii Powszechnego Dochodu Podstawowego Praktyka Teoretyczna poświęciła cały numer 2(12)/2014, http://numery.praktykateoretyczna.pl/PT_nr12_2014_Dochod_podstawowy/PT12_2014_Dochod_podstawowy.pdf.

[38] „Pojęcie pracy w kapitalizmie oznacza nie tyle po prostu proces pracy, co również nieustanne podporządkowanie coraz większej części ludzkich działań produkcji towarowej i tym samym organizację społeczeństwa poprzez pracę” (Cleaver 2007).

[39] Zainteresowanie propozycją minimalnej renty obywatelskiej dojrzewa w Europie od lat sześćdziesiątych XX wieku (Ovejero 1995; Parijs 2006) wraz z rozwojem nowych ruchów społecznych, nieraz komplementarnych, innym razem przeciwnych tradycyjnym żądaniom pracowniczym i narodowym. Całość idei związanych ze wzmocnieniem tego, co Habermas i inni nazywają „demokracją deliberatywną” (Habermas 2007, 143 n.) stanowiły podporę dla tej propozycji, która ma na celu zakończenie „uśpienia” obywateli, o którym pisał Marcuse (1991). Zaczątki PDP można jednak dostrzec u XIX-wiecznych przedstawicieli republikanizmu. Na przykład u Thomasa Paine’a, który twierdził, że republika to wspólnota polityczna aktywnych i uczestniczących obywateli (a nie pracowników), którzy posiadają niezbędne minimalne środki do tego i podzielają wspólne wartości. Dlatego bronił progresywnego podatku, który wyposażyłby państwo w odpowiednie środki, aby przekazać je najbardziej ich potrzebującym, nie mając na uwadze ich dobrobytu materialnego, lecz zabezpieczenie ich autonomii niezbędnej dla kompetencji politycznej (Vanderborght i Van Parijs 2005, 12). M.in. o republikańskich korzeniach idei PDP opowiada Raventós w wywiadzie dla Praktyki Teoretycznej (Raventós 2014).