Kolejna już odsłona publikacji premierowych tłumaczeń tekstów Róży Luksemburg. Zapraszamy do lektury.

(Die Sozialisierung der Gesellschaft1 [w:] „Hamburger Volkszeitung” z 28 grudnia 1918; podstawa tłumaczenia: Gesammelte Verke, bd. 4, Dietz Verlag 1974)

Pisma socjalistów i komunistów różnej maści i autoramentu rzadko kreślą obrazy przyszłości, odmalowując choćby kontury nowego społeczeństwa socjalistycznego. Nawet jeśli czasem tak czynią, zbliżają się do niebezpiecznej utopii porządku, banału lub nawet śmieszności. Osławione morza lemoniady i anty-lwy Fouriera kładą się cieniem na śmiałych wizjach przyszłości. W końcu niepodobna pomyśleć nowego świata w warunkach kapitalizmu…

Tekst ten, napisany w najgorętszym okresie nieudanej rewolucji w Niemczech, miesiąc przed śmiercią Róży Luksemburg z rąk najprawdopodobniej inspirowanych przez władze państwowe siepaczy, jest właśnie świadectwem prób myślenia o przyszłym społeczeństwie. Świadectwem o tyle ciekawym, że pośrednio ukazującym, jak realną zdawało się ono wówczas perspektywą.  Rewolucja rosyjska już się dokonała, i choć Luksemburg pod wieloma względami krytykowała postępowanie Lenina i towarzyszy, to musiała mieć nadzieję na wykorzystanie sprzyjających historycznych okoliczności. Powojenny zamęt i rosnący w siły niemiecki ruch robotniczy stwarzały nadzieję na uwieńczenie dążeń rewolucyjnych powodzeniem.

I tu, jak zwykle, zaczynał się problem: błyskotliwa krytyka kapitalizmu i walka na ulicach obalająca starą władzę nie dawały jasnej odpowiedzi, jak ma wyglądać nowe społeczeństwo – zupełnie inne, co do tego nikt nie miał wątpliwości, niż dotychczasowe. Społeczeństwo socjalistyczne, uspołecznione i socjalizowane od nowa, rozporządzające uspołecznioną własnością. Wokół tych zagadnień, także korzystając ze związków semantycznych opisujących je słów, krąży Luksemburg. Stara się rozważyć typowe problemy – nowe tryby motywacji do pracy, zagadnienie produktywności, relacji w miejscu pracy, nowych stosunków między ludźmi i losu dotychczasowych właścicieli środków produkcji. Ulega też typowym kalkom socjalistycznego myślenia, kreśląc produktywistyczną utopię, być może także ograniczającą jednostkowość ludzi i eliminującą polityczny dyssens. Niepokoić mogą nas dziś niemal biopolityczne marzenia o „produkowaniu” nowego robotnika i formowaniu „odpowiedniego materiału ludzkiego”. Jedno jednak z utopijnego myślenia tego rodzaju pozostaje warte przechowania – jego nerwem podobnego jest przede wszystkim wiara w to, że „inny świat jest możliwy”…

Wiktor Marzec

Rozpoczęta właśnie rewolucja proletariacka nie może mieć innego celu ani innego wyniku niż urzeczywistnienie socjalizmu. Klasa robotnicza musi przede wszystkim dążyć do tego, by wziąć we własne ręce całą polityczną władzę w państwie. Ale dla nas, socjalistów władza polityczna jest tylko środkiem. Celem, do osiągnięcia którego musimy posłużyć się władzą, jest przebudowa od podstaw całych stosunków gospodarczych.

Dziś całe bogactwa: największe i najlepsze posiadłości ziemskie, kopalnie i zakłady, podobnie jak fabryki, należą  do paru junkrów i kapitalistów. Wielka masa robotników za ciężką pracę otrzymuje tylko skąpy zarobek, wystarczający ledwo by przeżyć. Bogacenie się paru nierobów jest celem dzisiejszej gospodarki.

Sytuacja ta musi się zmienić. Wszystkie społeczne bogactwa, własność gruntowa i ziemia, wraz ze wszystkimi swoimi bogactwami, które skrywa w swoim łonie, wszystkie fabryki i zakłady muszą jako wspólne dobro ludu zostać odebrane z rąk wyzyskiwaczy. Pierwszym obowiązkiem jaki spoczywa na prawdziwej władzy robotniczej jest, z pomocą różnych narzędzi władzy (Machtsprüchen), określić najważniejsze środki produkcji jako własność narodową i poddać kontroli społecznej.

Potem zaczyna się jednak właściwe, i zarazem najtrudniejsze zadanie: budowa gospodarki na zupełnie nowych podstawach.

Dziś produkcja w każdym przedsiębiorstwie jest kierowana na własną rękę przez pojedynczych kapitalistów. Co i jak powinno być produkowane, gdzie, kiedy i jak sprzedać wyprodukowane towary, określa sam przedsiębiorca. Robotnicy nie troszczą się o to zupełnie, są li tylko żywymi maszynami, które mają tylko wykonać swoja pracę.

W socjalistycznej gospodarce wszystko to musi się zmienić. Zniknie prywatny przedsiębiorca. Produkcja nie będzie służyć już dłużej temu, by bogaciły się jednostki, lecz będzie zapewniać ogółowi zaspokojenie wszystkich potrzeb. Zgodnie z tym, wszelkie fabryki, zakłady i gospodarstwa rolnicze muszą całkowicie przekształcić swoje cele i sposób funkcjonowania.

Po pierwsze: jeżeli produkcja ma mieć na celu zapewnienie wszystkim godnego życia, wystarczającego pożywienia, dostarczenie wszystkim ubrania i innych kulturowych dóbr, wtedy wydajność pracy musi być o wiele wyższa niż dziś. Pola muszą dawać większe plony, w fabrykach znaleźć zastosowanie najbardziej zaawansowana techniki, tylko najwydatniejsze spośród kopalń węgla i rudy mają być eksploatowane i tak dalej. Wynika z tego, że socjalizacja będzie obejmować przede wszystkim wielkie zakłady przemysłowe i rolnictwo. Drobnych rolników i rzemieślników, którzy utrzymują się z własnej pracy na skrawku ziemi czy własnego warsztatu, nie potrzebujemy i nie chcemy pozbawiać ich skromnej własności. Wszyscy oni z czasem dobrowolnie przyjdą do nas  i poznają  przewagę socjalizmu nad własnością prywatną.

Po drugie: by wszyscy w społeczeństwie mogli cieszyć się dobrobytem, wszyscy muszą pracować. Tylko ten, kto wykonuje jakąś pożyteczną pracę dla ogółu, czy będzie to praca manualna czy umysłowa, może rościć sobie prawo do tego, by otrzymywać środki do zaspokojenia swoich potrzeb. Skończy się próżniacze życie, jakie przeważnie prowadzą dziś bogaci wyzyskiwacze. Powszechny obowiązek pracy dla wszystkich zdolnych do pracy, z którego wyłączone będą naturalnie małe dzieci, starcy i chorzy, jest w społeczeństwie socjalistycznym oczywistością. Wspólnota musi bez wątpienia troszczyć się o niezdolnych do pracy – nie tak jak dziś przez nędzną jałmużnę, ale poprzez obfite wyżywienie, uspołecznione wychowanie dzieci, godną opiekę nad starszymi, publiczną opiekę zdrowotną dla chorych i tak dalej.

Po trzecie, z tej samej perspektywy, to znaczy ze względu na dobro ogółu będzie się racjonalnie gromadzić i rozporządzać siłami roboczymi i środkami produkcji. Marnotrawstwo, które ma dziś miejsce na każdym kroku, musi się skończyć. Podobnie muszą oczywiście zostać zlikwidowane przemysły wojenne i zbrojeniowe, gdyż socjalistyczne społeczeństwo nie potrzebuje zabójczej broni. Zamiast tego, zaoszczędzone kosztowne materiały i siła robocza muszą zostać wykorzystane do użytecznej produkcji. Przemysły luksusowe, które dostarczają dziś bogatym nierobom świecidełek, również muszą zniknąć, tak jak i osobista służba. Wszystkie tam zaangażowane siły robocze znajdą pożyteczne i godne zajęcie.

Gdy wytworzymy taki lud pracujący, gdzie wszyscy pracują na rzecz wszystkich, dla ogólnego dobra i pożytku, to, po czwarte, sama praca będzie  musiała ulec zmianie.  Obecnie praca w przemyśle, jak i w rolnictwie, ale także w sklepie czy w biurze, jest przeważnie dla proletariusza katuszą i ciężarem. Chodzimy do pracy, gdyż musimy, ponieważ w przeciwnym razie nie zdobędziemy środków na życie. W socjalistycznym społeczeństwie, gdzie wszyscy wespół pracują z własnej woli, oczywiście zdrowie i ochota do pracy muszą być przedmiotem najwyższej uwagi.  Wprowadzone zostać muszą: krótki czas pracy, który nie przekracza normalnych zdolności [Leistungsfähigkeit], zdrowe miejsce pracy, niezbędne warunki do odpoczynku i urozmaicenie pracy, dzięki którym każdy z ochotą i zamiłowaniem sprosta przydzielonemu zadaniu.

W poczet tych wszystkich wielkich reform zalicza się również wytworzenie odpowiadającego im materiału ludzkiego. Dziś nad robotnikiem stoi kapitalista z batem – czy to osobiście, czy to za pośrednictwem swego majstra i nadzorcy. Głód pędzi proletariusza do fabryki, do junkra czy bogatego rolnika; do pracy, do biura, do sklepu. Przedsiębiorca zatroszczy się już o to, by nie marnować czasu, nie trwonić materiału, dostarczać dobrą i solidną pracę.

W gospodarce socjalistycznej nie ma już przedsiębiorcy z jego batem. Robotnicy są tu wolnymi i równymi ludźmi, którzy pracują z własnej woli i dla własnego pożytku.  Oznacza to, niejako samo przez się, pilną pracę z wewnętrznych pobudek, żadnego szastania społecznym bogactwem, dostarczanie najsolidniejszej pracy na czas. Każde socjalistyczne przedsiębiorstwo potrzebuje oczywiście swojego kierownika technicznego, który zna się na rzeczy, zarządza pracą tak, by wszystko działało jak należy, by praca była wydajna i dobrze zorganizowana. To oznacza także chętne i pełne wypełnianie tych zarządzeń, utrzymywanie porządku i dyscypliny, żadnych zatargów i wprowadzania nieporządku.

Jednym słowem: robotnik socjalistycznej gospodarki musi pokazać, że także bez bata głodu nad sobą, bez kapitalistów i ich przymusu na karku może pilnie i porządnie pracować, utrzymywać dyscyplinę i robić, co do niego należy, najlepiej jak potrafi. Przyczynia się do tego wewnętrzna samokontrola, duchowa dojrzałość, powaga obyczajów, przyczynia się uczucie godności i odpowiedzialności, całe wewnętrzne odrodzenie proletariusza.

Leniwi, lekkomyślni, egoistyczni i obojętni ludzie nie mogą urzeczywistnić socjalizmu. Socjalistyczne społeczeństwo potrzebuje ludzi, spośród których każdy jest pełen zapału i zaangażowania na rzecz ogólnego dobra, pełen poświęcenia i współczucia dla innych, pełen odwagi i wytrwałości, by wykonać najcięższe zadania.

Nie musimy jednakże czekać wieków czy dziesięcioleci, by wyrósł taki rodzaj ludzi. Właśnie teraz, w walce, w rewolucji masy proletariuszy uczą się koniecznego idealizmu i zdobywają sobie wcześnie duchową dojrzałość. By poprowadzić rewolucję do zwycięstwa także potrzebujemy odwagi i wytrwałości, wewnętrznego zdecydowania i gotowości do poświęceń. Pozyskując solidnych wojowników dzisiejszej rewolucji, tworzymy również przyszłych socjalistycznych robotników, którzy mają się stać podstawą nowego porządku.

Zwłaszcza pracująca młodzież jest powołana do tych wielkich zadań. Z pewnością, jako przyszłe pokolenia, będzie ona budować prawdziwe fundamenty socjalistycznej gospodarki. Ich rzeczą jest już teraz pokazać, że, jako nosiciele przyszłości ludzkości, dorośli do tego wielkiego zadania. Wystarczy tylko zburzyć stary świat i zbudować nowy. Ale damy rade, młodzi przyjaciele, nieprawdaż? Damy radę! Tak jak w piosence:

 

Nie brak nam niczego, moja panno, moje dziecko,

jak wszystek tego, co przez nas rozkwita,

by wolnym być niczym ptaki: tylko czasu!2

 

przełożył Wiktor Marzec

  1. Tytuł artykułu nie poddaje się łatwo tłumaczeniu na język polski – oznacza dosłownie czynienie socjalistycznym, „socjalizowanie”. W polskim piśmiennictwie socjologicznym funkcjonuje oczywiście termin socjalizacja mający inne znaczenie („wchodzenie” w społeczeństwo), który po niemiecku oddawany jest jako Sozialisation. Z drugiej strony taki aspekt nowej „socjalizacji wtórnej” tez jest w tekście istotny. Dodatkową komplikacją jest fakt, że funkcjonujący równolegle tytuł tekstu brzmi  Vergesellschaftung, czyli uspołecznienie. Termin ten znamy choćby z socjologii formalnej Simmla, gdzie owo uspołecznienie oznacza ni mniej ni więcej tylko ciągłe oddziaływania między jednostkami, społeczeństwo ustanawiane cały czas procesualnie na nowo jako zsedymentowane formy międzyludzkich interakcji.  Jednak Vergesellschaftung to także uspołecznienie rozumiane jako przejęcie przez społeczeństwo własności np. środków produkcji – bez wątpienie również czynnik istotny w budowie socjalizmu. Wydaje się, ze Luksemburg miała na uwadze wszystkie 3 (a może nawet 4 wymiary), chcąc opisać skalę zmiany, jakiej wymagała nowa „socjalizacja” społeczeństwa [przyp. tłum]. []
  2. Uns fehlt ja nichts, mein Weib, mein Kind, als all das, was durch uns gedeiht, um so frei zu sein, wie die Vögel sind: nur Zeit! Jest to fragment piosenki pt. Der Arbeitsmann autorstwa Richarda Fedora Leopolda Dehmela (1863-1920) [przyp. tłum.] []
Share This