Der Textil-Arbeiter, nr 31, 1913 r.

[Artykuł anonimowy, autorstwo ustalono na podstawie listów Róży Luksemburg do Leona Jogischesa z czerwca/lipca 1913 roku]1

Niniejszy artykuł, podobnie jak kilka już przez nas opublikowanych, poświęcony jest antykapitalistycznej walce łódzkiego proletariatu. Łódź była, jak wiadomo, jednym z najważniejszych ośrodków pierwszej rosyjskiej rewolucji. Jednak po klęsce, którą tutaj przypieczętował tzw. „Wieki Lokaut” z przełomu 1906 i 1907 r., przyszedł czas brutalnych represji przeciwko ruchowi robotniczemu. W Łodzi przybrały one szczególne rozmiary, zapadło tutaj najwięcej wyroków śmierci, a tysiące łódzkich robotników trafiły do więzień i na zesłanie. Do tych wydarzeń odwołuje się również Róża Luksemburg. Mimo prześladowania socjalistów przez władze carskie, od 1911 r. można było zaobserwować w całym państwie zdecydowany wzrost radykalnych nastrojów, objawiający się między innymi rosnącą ilością strajków i zatargów z fabrykantami. Jednym z najważniejszych wystąpień był właśnie strajk łódzkich włókniarzy, któremu poświęcony jest publikowany przez nas artykuł.

W krótkim tekście skierowanym do niemieckiego odbiorcy, Róża Luksemburg szkicuje historię walki łódzkich włókniarzy, pokazując jednocześnie w jak ciężkich warunkach była ona toczona. Jednocześnie, choć nieco na marginesie, prezentuje warunki pracy w łódzkim przemyśle włókienniczym. Warto dziś pamiętać, gdy mówi się o sukcesie „polskiego Manchesteru” na przełomie wieków, że zbudowany był on na wyzysku setek tysięcy robotników. Przy każdej okazji zwracała na to zawsze uwagę Róża Luksemburg. Proletariat łódzki, jako zbiorowy bohater, często wraca w jej tekstach. Zazwyczaj traktowany jest przez nią trochę jako symbol godności i niezłomności klasy robotniczej, a sama Łódź jawi się jej jako arena najostrzejszej, najbardziej gwałtownej walki klasowej. Trudno zresztą nie przyznać jej pod tym względem racji. I szkoda tylko, że ta część dziejów Łodzi wciąż nie znalazła swego historyka.

Ruch idzie dalej i zatacza coraz szersze kręgi. Do włókniarzy przyłączają się już przedstawiciele innych zawodów. Za impulsem do walki o płace danym przez włókniarzy podążyli także pracownicy łódzkich tramwajów – tylko gwałtowna interwencja policji w ostatniej chwili zapobiegła strajkowi. Podobnie robotnicy kolei żelaznych odstąpili częściowo od wykonywania pracy. Inne grupy zawodowe przyłączają się do strajku bez stawiania własnych żądań płacowych, jedynie po to, aby zaprotestować przeciw postawie włókienniczych baronów oraz wyrazić braterską solidarność z walczącymi. Walka włókniarzy ponownie stała się ośrodkiem wszystkich namiętności w Łodzi, jak to już wiele razy w poprzednich latach bywało.

Włókniarze odgrywają w ruchu robotniczym Cesarstwa Rosyjskiego szczególną rolę.  Historia walki klas całego proletariatu w Rosji wiąże się z ich wielkim spontanicznym ruchem jako momentem najbardziej przełomowym. To włókniarze centralnego okręgu moskiewsko-władimirskiego poprzez swój nagły, zaciekły wybuch na początku lat osiemdziesiątych, jak gwałtownie rozbłyskująca pochodnia, nakreślili pierwszy masowy ruch rosyjskiego proletariatu.

Początkowo był to ruch chaotyczny, zdezorganizowany, w ramach którego niszczono maszyny i demolowano fabryki. Socjaldemokratyczna organizacja i agitacja nie nabrały wówczas jeszcze w Cesarstwie Rosyjskim kształtów, ani nie działały we właściwym kierunku. Jednak tamten pierwszy, instynktowny wybuch walki klas nie pozostał bez istotnych następstw dla rosyjskiego ruchu robotniczego: dał on impuls do wprowadzenia ustawodawstwa chroniącego robotników oraz kontroli fabryk w Rosji. Około 15 lat później, w latach 1896 i 1897, robotnicy drugiego ważnego okręgu przemysłu włókienniczego, liczącego 40 000 osób okręgu petersburskiego, wzniecili pierwszy masowy strajk celem wywalczenia lepszych płac i krótszego czasu pracy – fakt w ówczesnej Rosji niesłychany i o nieobliczalnych konsekwencjach. Podczas tej pierwszej regularnej walki związków zawodowych włókniarze ze stolicy Cesarstwa osiągnęli dla całego kraju ustawowy, 11,5-godzinny, dzień pracy i – co jeszcze ważniejsze – rozpoczęli dla rosyjskiej klasy robotniczej okres systematycznej walki związków zawodowych oraz trwałej rozbudowy organizacji, nawet jeśli działała ona w ukryciu. Od roku 1896 datuje się także w Rosji właściwej pierwsza socjaldemokratyczna organizacja partyjna, która, wychodząc od petersburskiego strajku włókniarzy, rozniecała coraz bardziej, prowadziła i organizowała związkowy i polityczny ruch w całym kraju.

Tak samo decydującą rolę w historii rosyjsko-polskiego ruchu robotniczego odgrywają zmagania trzeciego dużego centrum przemysłu włókienniczego Cesarstwa: okręgu łódzkiego. Od dawna różne społeczne i narodowe kwestie stają na przeszkodzie związkowej, socjaldemokratycznej agitacji. Tutejsze przędzalnie i tkalnie zostały głównie przeniesione z Saksonii (z Werdau, Crimmitschau itp.), po wprowadzeniu w Rosji w 1877 roku protekcjonistycznej reformy taryf celnych, na sąsiedni polsko-rosyjski obszar – jako obce, duże przedsiębiorstwa. Przeto wytworzyła się w Łodzi klasa przedsiębiorców, składająca się z Niemców i Żydów, wszelakiej maści szybko bogacących się dorobkiewiczów i poszukiwaczy przygód, przypadkowa, brutalna i pozbawiona skrupułów. Podobna była też klasa robotnicza, językowo i społecznie pęknięta, wymieszana w połowie z napływowych Niemców, w połowie z niedojrzałego polskiego proletariatu z okolicznych wsi. A jednak udało się, dzięki wytrwałej, socjaldemokratycznej agitacji, bazującej na drapieżnym rozwoju wielkokapitalistycznym i pomimo wszystkich trudności stawianych przez absolutystyczny reżim, utworzyć z czasem z tych elementów zwartą, zdyscyplinowaną klasę robotniczą, która – tak niemiecka, jak i polska – walczy w pierwszym szeregu o cele nowoczesnego ruchu robotniczego w pełnej zgodzie i jedności.

Pierwszą elektryzującą iskrę, która zbudziła łódzkie proletariackie masy z głuchego snu, stanowiła idea święta pierwszomajowego. Światowe święto pracy, które w Rosji właściwej – częściowo wskutek różnicy kalendarzy – nie mogło się do końca zakorzenić i dopiero w minionych latach poprzez imponujący [wzrost] czasu wolnego od pracy wkroczyło w rosyjski ruch masowy. W zaborze rosyjskim odwrotnie – od początku zostało przyjęte entuzjastycznie i było obchodzone w Warszawie przez dziesiątki tysięcy [ludzi] w czasie wolnym od pracy. W 1892 roku Łódź wkroczyła nagle na pierwszy plan: pierwszego maja 60 000 włókniarzy rozpoczęło strajk, żądając ośmiogodzinnego dnia pracy i po raz pierwszy ten stający się rzeką ruch rozlał się w burzliwy, dziesięciodniowy, masowy strajk, który został ostatecznie krwawo stłumiony przez carskie żołdactwo.

Odtąd rozpoczęła się w Łodzi systematyczna, spokojna, mozolna praca, aby wpoić proletariatowi cele i znaczenie socjaldemokratycznej i związkowej organizacji. Owoce miały być widoczne w okresie rewolucji 1905/1906. Łódź, obok Petersburga, Moskwy i Warszawy, należała do najważniejszych punktów zapalnych ruchu rewolucyjnego w Cesarstwie – rozpalona zarówno w trakcie burzliwego uniesienia podczas pojedynczego starcia z caratem, jak i w trakcie długotrwałych i zdyscyplinowanych działań związków zawodowych przeciw przedsiębiorcom. W czerwcu 1905 roku łódzcy włókieniarze wznieśli pierwsze barykady w Cesarstwie. Ale w środku tych rewolucyjnych ataków łódzcy włókniarze stworzyli, zbudowany w zasadzie według niemieckiego wzoru, związek zawodowy, który w ciągu jednego roku urósł do 11 000 członków opłacających składki. Pod przewodnictwem tego związku udało się także łódzkim włókniarzom po zaciętych zmaganiach do 1907 roku uzyskać powszechną, bardzo znaczącą poprawę płac oraz skrócenie czasu pracy, jak również zlikwidować cały szereg niedociągnięć [socjalnych]. Wysokość płac łódzkich robotników na początku 1907 roku daleko przekraczała tę u włókniarzy niemieckich, w szczególności tych vogtlandzkich.

Wtedy nadeszło pogorszenie. Po klęsce akcji rewolucyjnej w grudniu 1905 roku w Moskwie, kiedy przesuwająca się dotąd naprzód linia walk została złamana i akcja polityczna proletariatu w całym kraju poniosła fiasko, kiedy zachwiana, ale nie powalona siła absolutyzmu wzrosła na powrót, rozpoczęła się także zemsta łódzkich przedsiębiorców. Potworne cierpienia łódzkich włókniarzy, jakich doznawali odtąd pod podwójną rózgą carskich ekspedycji karnych oraz kapitalistycznych kuracji głodowych nie dadzą się opisać. Przyszły historyk, gdy opisywać będzie dzieje łódzkiego proletariatu od roku 1907 do teraz we wszystkich ich przerażających szczegółach, uzna za zupełnie niewiarygodne, że jakaś klasa robotnicza w ogóle mogła latami znosić takie piekielne męki, nawet na chwilę nie zarzucając wierności ideałom sprawy robotniczej i sztandarowi socjalizmu. Niezliczone aresztowania, kary więzienia, zsyłki, sądy polowe i szubienice, w międzyczasie jeden, wprowadzony jako kara, lokaut, który pozbawiał 40 000 pracowników i ich rodziny chleba na 6 tygodni, do tego powszechne, kontynuowane obniżanie płac do jednej trzeciej dawnych, aż do stawek głodowych – przy jednoczesnym, powszechnym i ciągłym drożeniu artykułów spożywczych, wreszcie poważny kryzys łódzkiego przemysłu włókienniczego, który umożliwiał części [pracowników] nędzny zarobek tylko kilka dni w tygodniu, większość zaś zmuszał do zaciskania pasa: wszystko to ciągnie się w nieprzerwanym łańcuszku od roku 1907 do dziś. Cały proletariat w Cesarstwie musiał w trakcie kontrrewolucji ciężko odpokutować, ale najciężej i najdłużej – proletariat łódzki. W ubiegłym roku płace spadły z wcześniejszej wysokości: od 7,50 do 11 marek za tydzień dla najlepiej opłacanych, do średnio  7 – 8 marek za tydzień. Od stycznia do marca tego roku liczba bezrobotnych osiągnęła 50 tysięcy. Według policyjnych danych w tych miesiącach z ulic Łodzi zabierano codziennie 10 osób, które zmarły śmiercią głodową, w marcu 30 osób dziennie!

Ale cała ta potworna nędza nie była w stanie złamać ducha walki łódzkich włókniarzy, aby nie dać się zdegradować do bezwolnych niewolników kapitału, na co nadzieję mieli przedsiębiorcy. Ledwo co w maju-czerwcu nastąpiła w końcu po kryzysie dobra koniunktura i prace wzmogły się, a już robotnicy w jednej fabryce po drugiej stawiali żądania płacowe. Wynoszą one ogólnie w branży bawełnianej od 20 do 30 procent, a w przemyśle wełnianym od 25 do 40 procent. Dobra koniunktura powinna zostać wykorzystana, aby przynajmniej w części wyrównać straty i nadrobić utracone zdobycze. Gdy przedsiębiorcy odrzucili te oczywiste żądania, bez rokowań, jednym szorstkim ,,nie’’, tysiące natychmiast podjęły strajk. Robotnicy, którzy dopiero co przebyli wieloletnią, przerażającą kurację głodową, bez najmniejszego wahania ponownie podjęli walkę, gotowi ponieść wszelkie ofiary, aby tylko dać odpór brutalnej postawie panów, reprezentowanemu przez przedsiębiorców, i położyć pewne podwaliny pod lepszą przyszłość. Doprowadziło to do strasznej wściekłości Scheiblera, Geyera, Poznańskiego, Endera, Kruschego i jakkolwiek zwą się wszyscy ci kapitalistyczni magnaci. Łódzki przędzarz i tkacz nie był więc jeszcze wyleczony ze swojej „chciwości”? Po całym nieludzkim ucisku caratu i wszystkich kuracjach głodowych nie zerwał z ideą ,,buntownika’’? Nie porzucił nadal myśli o walce o godny, ludzki byt? Ten występek musi zostać przykładnie ukarany! I wtedy nastąpiły lokauty w największych fabrykach. Inne fabryki robotnicy opuszczali sami, nie czekając na ukaz. W tej chwili na bruku znalazły się mniej więcej 63 000 robotników, razem z rodzinami – około 200 000 ludzi. Znowu rozchodzi się w Łodzi o być albo nie być całej klasy robotniczej, o jej prawo do związkowej walki w związkowej organizacji, o jej całą przyszłość. Różne mniejsze fabryki już poczyniły ustępstwa. Dużym już wkrótce skończą się zapasy gotowych towarów i będą prawdopodobnie musiały ulec, jeśli robotnicy jakoś wytrzymają.

W każdym razie ta klasa robotnicza, która na tak eksponowanej pozycji, w tak ciężkiej sytuacji, z heroiczną odwagą wysoko trzyma sztandar walki robotniczej, zyskała sympatię i uwagę całego międzynarodowego proletariatu.

Przesyłki proszę kierować przekazem pocztowym z adnotacją, że suma przeznaczona jest dla Łodzi, do międzynarodowego przedstawiciela, towarzysza Paula Wagenera, Berlin O 27, Andreasstr. 61 III.

 

Przełożyła Magdalena Górna

  1. Zob. Róża Luksemburg: Listy do Leona Jogischesa-Tyszki, tom 3, Warszawa 1971, s. 336-345). Podstawa tłumaczenia: Rosa Luxemburg, Gesammelte Werke, Bd. 3, Berlin 1973. []
Share This