Justin McGuirk. 2015. Radykalne miasta. Przez Amerykę Łacińską w poszukiwaniu nowej architektury. Tłum. Marcin Wawrzyńczak. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.

Na przełomie XX i XXI wieku Ameryka Łacińska stała się przestrzenią licznych prospołecznych eksperymentów architektonicznych. Po okresie wdrażania w życie ideałów architektury modernistycznej w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w wielu miejscach południowej części zachodniej hemisfery architekci zaczęli realizować nowe, w dużej mierze zrywające z paradygmatem modernistycznym projekty, których celem była poprawa sytuacji biedniejszej części ludności miast. Książka Justina McGuirka Radykalne miasta. Przez Amerykę Łacińską w poszukiwaniu nowej architektury jest próbą opisania części z tych inicjatyw i wpisania ich w kontekst sytuacji społeczno-ekonomicznej siedmiu państw latynoamerykańskich. McGuirk – pisarz, kurator i publicysta zajmujący się tematyką architektoniczną – napisał reportaż z pobytu w wybranych miastach Ameryki Łacińskiej. Odwiedził i opisał m.in. Buenos Aires, San Salvador de Jujuy, Limę, Santiago (Chile), Rio de Janeiro, Caracas, Bogotę, Medellín i Tijuanę. Książka składa się z ośmiu rozdziałów-esejów, z których każdy, z wyjątkiem rozdziału piątego, poświęcony jest innemu miastu (bądź kilku miastom).

McGuirk przedstawia Amerykę Łacińską ostatnich dekad jako miejsce tworzenia się nowego typu architektury. W nowym paradygmacie mocno podkreśla się kluczową rolę miasta nieformalnego, tzn. takiego, które powstaje oddolnie, nieoficjalnie i niezależnie od decyzji władz municypalnych. Słowem – miasta tworzącego się w sposób spontaniczny, żywiołowy, kłączowaty. W interesującym nas kontekście będą to przede wszystkim slumsy i zamieszkiwane przez biedotę osiedla miast latynoamerykańskich. Z nowym typem architektury ściśle wiąże się symptomatyczna dla tej części świata (przynajmniej tak pisze o tym McGuirk) postać architekta-aktywisty. Autor w ramach swojej podróży miał okazję poznać wielu przedstawicieli tej profesji (m.in. Alejandro Aravenę, Alfreda Brillembourga, Huberta Klumpnera). Architekci-aktywiści są zaangażowani społecznie. W swojej działalności starają się odpowiadać na potrzeby lokalnych wspólnot i mieszkańców slumsów. Kierują się zasadą, zgodnie z którą realizacja poszczególnych projektów architektonicznych powinna być poprzedzona rozmowami z miejscową ludnością, politykami i urzędnikami, a także dokładnym zbadaniem specyfiki miejsc, w których mają być wcielane w życie ich projekty. W odróżnieniu od architektów modernistycznych, którzy często narzucali forsowane przez siebie rozwiązania w sposób odgórny, w wielu przypadkach nie bacząc na oczekiwania miejscowej ludności, projektanci opisywani przez McGuirka zachowują wrażliwość na głos tych, którzy na własnej skórze doświadczają skutków architektonicznych rozstrzygnięć. Zgodnie z tą wizją kształtowanie przestrzeni publicznej powinno być zawsze projektowaniem uczestniczącym, w którym bierze udział grupa mieszkańców. Odrzucając modernistyczną ideę burzenia i budowania od fundamentów, skłaniają się raczej ku temu, by zaczynać ,,od środka”, czyli, jak w interesującym nas przypadku slumsów i dzielnic biedy, zaufać spontaniczności i żywiołowości nieformalnej architektury i dostrzec potencjał w tym, co inni widzą tylko i wyłącznie jako źródło patologii i coś, co należy zrównać z ziemią. A jak wiemy od Gillesa Deleuze’a i Félixa Guattariego, nie jest to zadanie proste: ,,Niełatwo postrzegać rzeczy od środka, a nie z góry do dołu, z lewa do prawa, albo odwrotnie: spróbujcie, a zobaczycie, że wszystko się zmienia. Nie ma nic prostego w dostrzeżeniu trawy w rzeczach i słowach” (Deleuze i Guattari 2015, 27). Architekci-aktywiści (a także politycy-aktywiści, o których McGuirk pisze w rozdziale o Bogocie) potrafią zdaniem autora dostrzec trawę w slumsach i biedniejszych częściach miast. Rozumieją, że czynnikami miastotwórczymi w Ameryce Łacińskiej nie są sztywne plany zagospodarowania i odgórne wytyczanie granic osiedli. Są nimi rozwijające się kłączowato budownictwo nieformalne i przestrzeń miejska wytwarzana w sposób oddolny, które w wielu przypadkach regulują rytm życia latynoamerykańskich metropolii. Zauważmy jednak na marginesie, że wprowadzona przez McGuirka kategoria ,,architekta-aktywisty” nie wydaje się zbyt fortunna. Bycie aktywistą wymaga jednak czegoś więcej niż tworzenie w zaciszu gabinetu nawet radykalnych z ducha projektów.

Każdy z ośmiu tworzących książkę esejów może być czytany oddzielnie, niezależnie od pozostałych. Warto jednak zacząć od wstępu, w którym autor wprowadza nas w tematykę Radykalnych miast. Można wprawdzie dostrzec pewien ,,kierunek” rozważań McGuirka (zaczyna od miast południowej części Ameryki Łacińskiej, po czym, nie do końca konsekwentnie, pnie się na północ), ale nie wydaje się, by zachowanie kolejności lektury zaproponowanej przez autora było konieczne. Czytelniczce, która nie może pozwolić sobie na lekturę całości, polecam przede wszystkim rozdziały trzeci, czwarty i piąty. W rozdziale trzecim, zatytułowanym ,,Rio de Janeiro. Fawela jest miastem”, McGuirk pisze o wieloletnim zmaganiu się tego miasta z fawelami, próbach ich okiełznania i uczynienia z nich miejsc przyjaznych turystom. Z drugiej strony, opisuje również działania architektów-aktywistów (m.in. Carlosa Nelsona Ferreiry dos Santosa), których celem była integracja faweli z miastem. Owa fuzja miała się odbywać przy poszanowaniu ich samodzielności i uznaniu ich za czynnik miastotwórczy (,,fawela jest miastem”), a nie na zasadzie podporządkowania i wchłonięcia zabudowań nieformalnych przez miasto. McGuirk pokazuje nieco inny obraz faweli niż ten, który znamy z dużej części doniesień medialnych. Nie są one u niego tylko i wyłącznie wylęgarniami bandytów i handlarzy narkotyków. Fawele są miastem, które rządzi się trochę innymi zasadami: wcale nie mniej wyrafinowanymi i interesującymi niż te, które organizują życie miast oficjalnych. W omawianym rozdziale pojawia się również wiele nawiązań do wydarzeń ostatnich lat. Dla McGuirka ważnym punktem odniesienia są mistrzostwa świata w piłce nożnej z 2014 roku i Igrzyska Olimpijskie, które odbędą się w sierpniu 2016 roku. Autor pisze o protestach społecznych, które są wyrazem niezadowolenia z polityki władz municypalnych priorytetowo podchodzących przede wszystkim do organizacji igrzysk. W sytuacji, gdy znaczna część budżetu przeznaczana jest na przygotowanie infrastruktury sportowej i organizację megawydarzeń, miasto przeznacza coraz mniejsze środki na zaspokojenie podstawowych potrzeb mieszkańców.

 

Rozdział czwarty jest poświęcony Caracas. Jest to miasto dużych nierówności społecznych i wysokiego deficytu mieszkaniowego. Na jego terenie znajduje się bodaj największy na świecie slums – Petare. Caracas jest zdaniem McGuirka przykładem miasta ,,jednocześnie tętniącego życiem i nieznośnego do życia”. To tutaj powstało słynne biuro architektoniczne Urban Think Tank. Związani z nim projektanci, Alfred Brillembourg i Hubert Klumpner, byli dla McGuirka przewodnikami i kompanami w podróży po nieformalnej architekturze stolicy Wenezueli. Warto dodać, że McGuirk stworzył razem z rzeczoną pracownią wystawę na Biennale w Wenecji, za którą w 2012 roku otrzymali Złotego Lwa. W obrębie Caracas biuro słynie jednak głównie z prospołecznych inicjatyw architektonicznych. I tak na przykład w Petare architekci związani z tym środowiskiem doprowadzili do wybudowania domu dla bezdomnych. Kierując się zasadą maksymalnego wykorzystywania przestrzeni, na jego dachu wybudowali boisko piłkarskie. Ich celem jest, jak ujął to Brillembourg, ,,odmrożenie miasta”. Przywoływani architekci są znani również ze współpracy z rządem wenezuelskim, w ramach której stworzyli projekt powietrznej kolejki, która łączy ze sobą śródmieście Caracas z biedniejszymi dzielnicami położonymi na wzgórzach. Wspomniana już wystawa w Wenecji była poświęcona niezwykłemu wieżowcowi, który znany jest jako Torre David. W rozdziale piątym McGuirk opisuje losy tego budynku. Budowa Torre David zaczęła się w 1990 roku. Została zawieszona cztery lata później na skutek kryzysu finansowego. Nigdy nie została wznowiona – jego fasada jest niemal całkowicie pozbawiona szyb, w oczy rzuca się nagi beton. 45 piętrowy budynek (190 metrów) został w 2007 roku zasiedlony przez skłotersów. Torre David jest za ich sprawą najwyższym skłotem świata. Obecnie mieszka w nim trzy tysiące

osób. McGuirk i wenezuelscy architekci postrzegali Torre David jako przykład dobra wspólnego (the commons). Jak pisze autor Radykalnych miast: ,,chodziło nam o podkreślenie, że prawdziwego terenu wspólnego w mieście nie tworzą wcale architekci. Nasz przekaz na wystawie próbującej zdefiniować wspólną kulturę architektoniczną i zjednoczyć rozmaite frakcje działające na rzecz szlachetnego celu, jakim jest architektura, był taki, że terenu wspólnego nie należy poszukiwać wśród architektów, ale pomiędzy obywatelami” (McGuirk 2015, 202). Projektanci z Urban Think Tank uważają, że Torre David jest swoistym miejskim laboratorium, w którym tworzy się nowe sposoby życia w mieście, które nie jest regulowane przez sojusz władz miejskich i kapitału. Mieszkańcy Torre David organizują m.in. cotygodniowe zebrania, na których 28 koordynatorów reprezentujących zasiedlone piętra budynku podejmuje decyzje dotyczące całej wspólnoty. McGuirk miał okazję uczestniczyć w jednym z takich zebrań, z czego zdaje zresztą sprawę w omawianym rozdziale. Przyzwyczajony do wygód świata zachodniego czytelnik może w nim również znaleźć odpowiedź na pytanie, jak możliwe jest mieszkanie w 45 piętrowym budynku pozbawionym wind.

Warto na koniec zwrócić uwagę na fakt, że autor, Radykalnych miast występuje w roli dziennikarza, a nie architekta. Książka jest próbą opisania pewnych zjawisk tak, aby były zrozumiałe także dla tych, którzy wcześniej nie słyszeli o opisywanych projektach architektonicznych ani nie znają dobrze kontekstu, w jakim były one realizowane. Radykalne miasta są więc znakomitą lekturą dla wszystkich tych, którzy nie mają pogłębionej wiedzy dotyczącej współczesnej architektury w Ameryce Łacińskiej. Zainteresują również tych, którzy już wcześniej słyszeli o Torre David, ruchu Tupaca Amaru czy osiedlu Tlatelolco. Wartka narracja, dziennikarski talent McGuirka, umiejętność dokonywania interesujących syntez, wskazywania trendów i opisywania kierunków, w jakich zmierza prospołeczna architektura południa kontynentu amerykańskiego – wszystko to sprawia, że książkę czyta się dobrze, a jej przystępny charakter nie idzie w parze z banalizacją treści, dzięki czemu ,,obyta”, dobrze znająca przedmiot rozważań autora czytelniczka nie powinna czuć się wyłączona z grona potencjalnych odbiorczyń książki.

Wykaz literatury

Deleuze, Gilles i Félix Guattari. 2015. Tysiąc plateau. Tłum. anonimowe. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.

McGuirk, Justin. 2015. Radykalne miasta. Przez Amerykę Łacińską w poszukiwaniu nowej architektury. Tłum. Marcin Wawrzyńczak. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.

Share This