• Facebook
  • Twitter
Oskar Szwabowski o protestach na uniwersytecie w kontekście odbywającej się w Warszawie 10 czerwca 2015 Czarnej Procesji Nauki
Richard Rorty stwierdził, że uniwersytet godny swojej nazwy musi być uniwersytetem krytycznym, to znaczy zaangażowanym w walkę z niesprawiedliwością i w reformy mające ulepszać świat. Polskie uniwersytety od dawna nie spełniały tej funkcji. Milczały albo wspierały neoliberalną transformację. Kiedy podczas ostatniej reformy zaczęto mówić o nawiązywaniu relacji ze społeczeństwem, nauki humanistyczne i społeczne nie wskazywały, że od lat współpracują z lokalnymi wspólnotami, grupami zmarginalizowanymi, bezdomnymi itd. Co najwyżej powoływały się na etos niezależności, na autonomię czy wymogi profesji. Głos sprzeciwu, który podniósł, między innymi, Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, może stanowić zapowiedź odzyskania uniwersytetu jako instytucji krytycznej. Jego podstawową wartością jest to, że stara się zorganizować protest, że uruchamia nie tylko krytyczny dyskurs, ale i pewną praktykę, a w swoich działaniach otwarty jest na uczenie się. Z przyjmowanej przeze mnie perspektywy pedagogicznej Komitet stanowi miejsce, w którym może rozwijać się myśl krytyczna i kontrpodmiotowość. Musi on jednak zrobić jeszcze parę kroków. Pragnę poczynić kilka uwag, które może przyczynią się do wytyczenia rewolucyjnego szlaku, którym podążać mogliby polscy akademicy i akademiczki.

Komitet może wydawać się przede wszystkim ruchem broniącym interesów akademików i ograniczającym swoje postulaty do kwestii finansowych. Można powiedzieć, że jest ruchem, który broni miejsc pracy i godnych warunków jej wykonywania. W tym kontekście Komitet wyrażałby jedynie protest pewnej wąskiej grupy pracowniczej, która stała się ofiarą neoliberalnej transformacji. Bez wątpienia tak jest, ale nie do końca.

Po pierwsze, Komitet wskazuje na specyficzne znaczenie edukacji wyższej dla funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Odwołując się do roli rozwijania krytycznego myślenia, zaangażowania, etycznych postaw, czyli inaczej mówiąc, do dyskursu humanistycznego kształcenia, uruchamia on dyskurs przeciwny dyskursowi rynkowemu. Z perspektywy myślenia o edukacji wąsko ograniczonej do kategorii rynku można z sensem mówić o nadmiarze uniwersytetów w Polsce czy zbyt dużej liczbie absolwentów. W perspektywie krytycznej jest to stwierdzenie społecznie szkodliwe. Trudno poważnie utrzymywać, że istnieje za dużo ludzi myślących, krytycznych, kreatywnych i zaangażowanych obywateli i obywatelek. Chyba że pod retoryką demokratyczną skrywa się autorytarne praktyki i poglądy. Tym samym walka o utrzymanie miejsc pracy, uniwersytetów, jest walką o demokratyczne społeczeństwo.

Po drugie, protest wobec prekaryzacji nie ogranicza się jedynie do akademików. O ile Komitet swoje postulaty dotyczące zachowania miejsc pracy stara się dopasować do dominującej logiki, to jednak otwiera przestrzeń dla krytyki prekaryzacji jako takiej.

Działanie Komitetu nie jest też do końca reakcyjne. Nie tyle opowiada się za obroną feudalnych struktur, arystokratycznego uprzywilejowania, ile raczej domaga się jego stworzenia. Komitet postuluje wymyślenie uniwersytetu, wypracowanie reform, które zniosą feudalizm, przekształcając wieżę z kości słoniowej i przedsiębiorstwo w miejsce wspólne, instytucję krytyczną i zaangażowaną.

Niemniej, pojawia się parę problemów związanych z działalnością Komitetu. Tak jak powiedziałem, akt buntu jest już sam w sobie emancypacyjny. Wypracowywanie krytyki i próby zmiany są w polskich warunkach aktem odwagi. Przejście na poziom oporowy wymaga jednak paru zerwań.

Pierwsza kwestia dotyczy prekaryzacji. Wydaje się, że problem ten w zbyt niewielkim stopniu został uwypuklony, a postulat siódmy („Otwarcie ścieżek kariery akademickiej dla zdolnych absolwentów poprzez rewizję sposobu realizacji procedur konkursowych przy zatrudnianiu na stanowiska naukowo-dydaktyczne”) może wręcz wspierać ten proces. Zatrudnianie na umowy czasowe i rozpisywanie od nowa konkursów nie przyczyniają się do komfortowych warunków pracy, ale do intensyfikacji, poza wszelkie ramy, wyzysku. Ma to swoje konsekwencje w wymiarze indywidualnym, społecznym i politycznym.

W wymiarze indywidualnym prowadzi to do stanu nieustannej niepewności, samo-wyzysku oraz pozbawia wizji przyszłości, którą zapewniał między innymi fordyzm. Następuje raczej degradacja człowieka niż jego intelektualny czy duchowy rozwój. Media opisują sprekaryzowanych pracowników akademii jako wyizolowanych, znerwicowanych. Zastraszona, poddana presji konkurencji jednostka z trudem rozwija relacje międzyosobowe. Prowadzi to do społecznych konsekwencji, jaką jest np. rozpad więzi społecznych. A tym samym czyni niemalże niemożliwym wspólne działanie polityczne przeciwko prekarnym warunkom.

Engels wskazywał, jak konkurencja między pracownikami przyczynia się do intensyfikacji wyzysku. Działanie polityczne miało na celu między innymi likwidację rywalizacji pomiędzy ludźmi pracy. Konkursy stanowią praktykę wprowadzania konkurencji na Uniwersytecie, osłabiając polityczną siłę pracowników, wzmacniając jednocześnie ich prekaryzację.

Wydaje mi się, że warto przedyskutować warunki zatrudniania w kontekście prekaryzacji. Możliwe, że tutaj tkwi krytyczny punkt dominującego dyskursu i rozwoju krytycznych narracji. Debata taka nie może być ograniczona jedynie do pracy akademickiej. Z perspektywy etycznej nie można domagać się uprzywilejowania w morzu nędzy. Protest przeciwko neoliberalnym warunkom życia, to przede wszystkim upomnienie się o godność ludzi. To sprzeciw wobec bycia rynkowo potrzebnym. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy zbędni – i to może stanowić punkt wyjścia w refleksji nad przetrwaniem.

Druga kwestia dotyczy wymyślania Uniwersytetu. Narracje krytyczne mogą przyjąć formę obrony statusu danej grupy. Chodzi o ulokowanie zarówno instytucji, jak i samych pracowników Uniwersytetu w przestrzeni społecznej. Mark Paschal zauważa, że akademicy lokują się między światem pracy i państwem jako specyficznym miejscu dostępnym profesjonalistom. Emancypacja wymaga przekroczenia zarówno sfery dla profesjonalistów, jak i podporządkowanej temu autonomii instytucji. Paschal dowodzi, że walka o edukację wymaga połączenia ludzi pracy, nie tylko humanistów, oraz wymyślenia nowej formy instytucji. Wymaga to zajęcia stanowiska w walce toczącej się między pracą a kapitałem, nie tylko na polu uniwersytetu.

Powyższe dwie kwestie wydają się istotne w ustanawianiu wspólnego frontu walki. Nie tylko przeciwko, ale również za czymś i w imię czegoś. Możliwe, że za zrealizowaną i zradykalizowaną edukacją humanistyczną. Przemyślenie ich wymaga zarówno pracy teoretycznej, jak i organizacyjnej. Dobrze, gdyby Komitet stał się niedługo miejscem obliczonych na realizację tych celów współbadań.

 

Share This