Catherine Malabou, Ontologia przypadłości, tłum. Piotr Skalski, Warszawa 2017

Kiedy w latach 30-tych A. Kojéve ogłosił triumf pracującego niewolnika zainicjował tym samym, charakterystyczne dla znacznej części XX-wiecznej filozofii francuskiej, poszukiwanie tego, co bezproduktywne. Negacja, która nic nie daje, która kpi sobie z holistycznych zapędów absolutnej podmiotowości, stała się świętym Graalem filozofii. Doświadczenie wewnętrzne, szaleństwo, Inny, różnica, różnia, etc. – wszystko to pojęcia, które miały ewokować pozasystemowy fenomen tego, co nie daje się asymilować w jakimś wyższym (jakimkolwiek w zasadzie) porządku. Owo „bezproduktywne” nie miało mieć charakter nieomal zbawczy – od absolutności subiektu, tożsamościowej machiny ideologicznej, degeneracji myślenia, etc.  Co i rusz ponawiane próby radykalnego zerwania z dialektycznym dziedzictwem tym mocniej jednak utwierdzały istnienie spekulatywnego widma, nawiedzającego współczesność. Niepracująca negatywność, nad-negacja, mająca gwarantować wolność od XIX-wiecznej metafizyki, okazywała się jedynie spirytystyczną sztuczka, przywołującą wciąż na nowo heglowskiego ducha.

Dlatego skromna propozycja Catherina Malabou, zresztą zgodna z dekonstrukcyjnym credo, aby jedynie przeczytać klasyków na sposób plastyczny, bez wikłania się w zbyt bezpośrednią z nimi polemikę, wystrzegała się  kompulsywnej anty-dialektyki. Czym jest plastyczna lektura? Czym jest sama plastyczność? To wirtualnie zawarta w każdym aspekcie bytu możliwość przyjmowania i nadawania, tworzenia i niszczenia form. Czytać coś plastycznie to czytać tak, aby uwypuklić ten aspekt interpretowanego dzieła, a zarazem sposób, aby sama ta lektura była serią metamorfoz, jakim poddaje się czytany tekst.

Przyszłość Hegla to książka, w której Malabou z jednej strony właśnie stara się uchwycić to, na czym polega plastyczność samego Hegla, jednocześnie rozpuszczając jego myśl, upłynniając ją, uwalniając od wszelkiej „formalnej” sztywności. Jakkolwiek książka wydaje się bezstratnie chwytać istotę heglowskiej spekulacji, poddając ją oczywiście plastycznej przemianie, to zarazem naraża się na zarzut zbyt gładkiego, płynnego właśnie, eliminowania wszystkiego tego, z czym spekulacja ma problem. Innymi słowy, można zadać pytanie – gdzie jest miejsce w tej plastycznej lekturze na tak istotną w kontekście filozofii francuskiej „niepracująca negatywność”?

Plastyczna perspektywa pozwalałaby Malabou zignorować to pytanie – to, co z istoty nie daje formy, nie wchodzi w obręb jej własnej filozofii, niewypowiedzenie tego fenomenu potwierdza jedynie rzetelność i konsekwencję jej myślenia. Jest to niemy margines, który można zostawić samemu sobie.  Ale derridiański dług już w samej Przyszłości Hegla daje o sobie znać.  Pojawia się więc tam wątek owej naddatkowej (abstrakcyjnej, chciałoby się za Heglem rzec) negatywności, z którą nie wiadomo co począć. Słowo plastyczność okazuje się więc odnosić nie tylko do płynności metamorfoz, ale również do plastiku – materiału wybuchowego. I to właśnie taka wybuchowa plastyczność, coś, co może spełniać funkcję „destruktywnego niespełniania żadnej funkcji”, jest przedmiotem analizy w „eseju o plastyczności destrukcyjnej”, tzn. w Ontologia przypadłości.

Zasadniczym pytaniem jakie stawia tam Malabou, jest więc owo klasyczne pytanie o bezproduktywne, „pańskie” „nie”. Czytamy – „Czy jest możliwe, by powiedzieć <nie>? Zupełnie proste <nie>, nie dające się wymienić na <tak>? Pytania te określają konieczność jakiejś ontologii przypadłości. (…) Pytania te dają się zebrać w jednym: czy istnieje jakaś modalność możliwości, która byłaby ekskluzywnie powiązana z negacją? Pewnego typu możliwość nieredukowalna do tego, co zdaje się nieprzekraczalnym prawem możliwości w ogóle: afirmacji? Możliwość zatem, dokładnie, destrukcyjnej plastyczności?” (Malabou 2017, s. 119) Od razu przywołany jest w tym kontekście Hegel jako filozof, który skutecznie niweluje taką modalność, sprowadzając każdą negatywność do afirmatywnej efektywności  i w filozofii którego „kategoryczna odmowa nie jest możliwa”(Malabou 2017, s. 121).

Ścieżka, po jakiej porusza się myśl Malabou, ma charakter krytyczny względem propozycji  jej kolejnych mistrzów – Freuda i Derridy. Analizując negatywność jako „wyparcie” i pytając, czy właśnie w tym psychicznym fenomenie mamy do czynienia z „destrukcyjną plastycznością”, pokazuje, na czym polega ograniczenie projektu (między innymi) psychoanalitycznego. „To, co wyparte, zanegowane, jest w tym sensie ontologiczna plwociną (…). Także owo odrzucenie nie jest tym samym co Nic; nie cechuje możliwości negatywnej. Możliwość negatywna nie pochodzi ani z odrzucenia, a niż wyplucia”(Malabou 2017, s. 131). Pisząc o wyparciu jako o „ontologicznej plwocinie” polemizuje więc w pierwszym rzędzie z Freudem, ale wydaje się, że jest to zarazem wyraźne nawiązanie do derridiańskiego Glas a także, poniekąd, do Pleromy Wernera Hamachera. To właśnie w tych książkach nad-negatywne „nie”, otchłanny margines systemu, interpretowany jest jako wypluwanie, wydalanie, wymiotowanie, ekskrement. Derrida pisze więc o „wymiocinach systemu”(Derrida 1986, s. 162), Hamacher o „mdłościach” („Obiektem obrzydzenia, przyprawiającym o mdłości, jest coś, co właściwie nie jest w pełnym tego słowa znaczeniu; nie coś, czego po prostu nie ma (…) ale raczej coś, co jest czymś więcej bądź mniej niż Nic, coś, czego nie da się nigdy w pełni rozpoznać, (…) abstrakcyjny inny”, Hamacher 1998, s. 251).

Dla Malabou ten typ artykulacji negatywności jest wciąż zbyt głęboko uwikłany w podziemne, niejawne moce afirmacji i nie jest w stanie uczynić zadość samemu pytaniu o możliwość plastycznej destrukcji – „(…) te organiczne wydalenia są wysoce konieczne dla ziszczenia się żyjącej formy, która na końcu pojawia się w swej oczywistości, za cenę ich zaniku. Raz jeszcze, ów typ destrukcji nie przeczy pozytywnej plastyczności – jest jej warunkiem” (Malabou 2017, s. 13). Odpady, plwociny, wyparte na margines ekskrementy – to zanikające w procesie plastycznej przemiany, konieczne momenty samej formującej się tożsamości. To istniejąca jako „absolutnie Inny” przestrzeń, w której w ogóle taka seria metamorfoz może się dokonywać. Jakkolwiek radykalnie w ramach filozoficznych deklaracji nastaje się na „absolutną zewnętrzność” Innego, to i tak wciąż mamy do czynienia z prostą negatywnością, z którą mechanika dialektyki radzi sobie dość dobrze. Jak pisze wprost Malabou – „Możliwość zanegowania, owa uporczywa i niewzruszona ufność w radykalnie inne początki, nie jest możliwością destrukcyjnej plastyczności, która nie godzi się na obietnicę, wiarę, symboliczną konstytucję zasobów przyszłości. To nieprawda, że struktura obietnicy jest niedekonstruowalna. Filozofia, która nadchodzi, musi poddać eksploracji przestrzeń tej porażki struktur mesjanistycznych”(Malabou 2017, s. 141). Podstawowym błędem klasycznej dekonstrukcji jest więc istniejąca w niej od zarania nadzieja na transcendencję, mesjanistyczna obietnica Innego. Ta harakterystyczna dla dekonstrukcji, resentymentalna nostalgia za innością – za innością początków, innością obecnego myślenia, inną przyszłością – jest dla Malabou z jednej strony rodzajem fantazmatycznego uspójniania podmiotowej historii, z drugiej strategicznym gestem obronnym, generującym popęd śmierci. Jej samej chodzi zaś o możliwość pomyślenia nie „niesamowitej” możliwości, ale zwykłej niemożliwości. Nie „inność”, przekraczającą dotychczasowe ontologie, ale gwałtowność zmiany, która się dokonuje właśnie wtedy, kiedy nic innego nie jest już możliwe. Stąd też „destrukcyjna plastyczność umożliwia zjawianie się bądź formowanie odmienności tam, gdzie innego brak w sposób absolutny. Plastyczność jest formą odmienności tam, gdzie brakuje wszelkiej transcendencji – transcendencji ucieczki albo uniku” (Malabou 2017, s. 24).

Zatem jak rozumieć owo „prawdziwe”, eksplozywne „nie”, „nie” które rzeczywiście nie ma żadnej analogii w systemie, „nie” immanentne, poza uwikłaniem w horyzont mesjańskości? Dla Malabou kluczowym pojęciem jest tutaj „obojętność” – „Fenomeny niewrażliwości i obojętności są charakterystyczne dla destrukcyjnej plastyczności, dla owej władzy zmiany, w której nie ma odkupienia, nie ma teleologii, nie ma znaczenia innego niż obcość”(Malabou 2017, s. 44). Oryginalność Malabou zasadza się właśnie na tym, że prezentuje konkretne przypadki owej „obojętności” na zmianę, czyli „destrukcyjnej plastyczności”, odwołując się do przypadków neurobiologicznych patologii. Destrukcyjna plastyczność to nie obietnica sprawiedliwości. To alzheimer.

Zatem prawdziwe bezproduktywne „nie”, nieredukowalne do mechaniki produkującej jakiś sens, nie polega na projektowaniu niemożliwych utopii. Wybrzmiewa raczej tam, gdzie mamy do czynienia z zupełnie kontyngentnym zestawieniem dwóch obcych sobie podmiotowości, które powierzchownie uchodzą za tożsame. Jest to rodzaj gwałtownej metamorfozy, która niszczy i formuje coś nowego bez żadnych więzi z tym, co było do tej pory. Osoba, która nie rozpoznaje samej siebie, która nie ma nic wspólnego z sama sobą, która nie wie, że ten „ktoś” to ona sama – to przykład formującej destrukcji. Wybuchowa zmiana nie polega na ucieczce w to, co radykalnie inne, ale na niemożliwości ucieczki i związanej z nią reorganizacji konstytutywnych elementów do takiego stopnia, że nowa forma traci związek z tym, co ją poprzedzało. Gregor Samsa budzący się jako robak, niszczący bohaterkę Kochanka Marguerity Duras alkoholizm, groteskowo przypadkowa śmierć Tomasza Buddenbrocka, nagłe rozpoznanie własnej starości – to są te fenomeny, na które chce zwrócić uwagę Malabou. Co ciekawe i mimo wszystko pozostające w heglowskim duchu, dla niej samej wszystkie te przykłady, przykłady formatywnego zniszczenia, przykłady urazów, które odmieniają nie do poznania, mają charakter chorobowy. Owszem, zdaje się więc sugerować, że można w języku wypowiedzieć bezproduktywne „nie”, zdobyć ten filozoficzny Graal, ale inwestowanie w owo „nie” nie ma w sobie nic z inwestowania w sensowną alternatywę dla totalizującego  systemu. Jest koniecznością, byśmy mogli pomyśleć prawdziwą, przypadkową negatywność; filozofia musi potrafić to uczynić, jeśli chce uchodzić za filozofię rzetelną, a więc ten krytyczny względem metafizyki aspekt jest dla samej filozofii, owszem, istotny. Nie spodziewajmy się jednak po destrukcyjnej plastyczności zbyt wiele, gdyż nie jest niczym więcej, jak cierpieniem i dojmującym poczuciem obcości.

Biblografia:

– Catherine Malabou, Ontologia przypadłości. Esej o plastyczności destrukcyjnej, tłum. Piotr Skalski, Warszawa 2017;

– Jacques Derrida, Glas, tłum. John P. Leavey Jr. i Richard Rand, Lincoln 1986;

– Werner Hamacher, Pleroma, tłum. Nicholas Walker i Simon Jarvis, Stanford 1998;

Share This