W ostatnich dniach, w Stanach Zjednoczonych, na łamach czasopisma Jacobin toczy się interesująca debata dotycząca strategii socjalistycznej lewicy. Podczas gdy jedna ze stron opowiada się za mobilizacją swoich zwolenniczek w polityce ogólnokrajowej, co miałoby zapewnić widzialność nośnych, postępowych postulatów, druga strona przekonuje, że droga do prawdziwie masowego i skutecznego ruchu wiedzie przez organizację walk na poziomie lokalnym, gdzie – w przeciwieństwie do Białego Domu – lewica może wywalczyć realne korzyści i dać się poznać jako sprawna organizatorka. Przetłumaczyliśmy dwa teksty, które pojawiły się w tej dyskusji, ponieważ dylemat – mobilizować czy organizować – jest coraz bardziej aktualny także w Polsce, gdzie masowe, regularne protesty nie wpłynęły jak dotąd na zmianę krajobrazu politycznego.

Praktyka Teoretyczna

***

Potrzebujemy marszu na Waszyngton w sprawie Medicare dla wszystkich

Dustin Guastella

Wielkie demonstracje i marsze zbyt często uważane są za rozwiązanie wszystkich problemów. Nawet w ramach złych opracowań historycznych dotyczących Ruchu na rzecz Praw Obywatelskich, dziesiątki tysięcy spotkań, energii organizacyjnej czy nawet małych działań zostają zapomniane, a na pierwszy plan wysuwane są masowe zgromadzenia w National Mall w Waszyngtonie.

Dziś marsze zdają się zastępować znaczną część pracy, którą z założenia miały wyrażać, to znaczy organizację i budowanie zaplecza. Choć niegdyś tego rodzaju demonstracje świadczyły o sile zbuntowanego politycznego bloku, dziś zaczynają być uważane za cel sam w sobie.

Wraz z programem Donalda Trumpa dla opieki zdrowotnej, obliczonym na zabicie tysięcy i zubożenie milionów, wraz ze słabnącym oporem Demokratów wybiła godzina byśmy zorganizowali marsz na Waszyngton w sprawie Medicare dla wszystkich.

Mamy krótkotrwałą możliwość sprawić, by tego rodzaju demonstracja odniosła sukces. Socjalistyczna lewica znajduje się w okresie gwałtownego wzrostu, dzięki kampanii prezydenckiej Berniego Sandersa, ale również w związku z postępującym ubożeniem doświadczanym przez wielu młodych robotników. Gospodarcze i społeczne warunki w kraju wzmagają gniew i rozgoryczenie przybierające dziś wiele form, łącznie z rosnącą popularnością żądań programów zatrudnienia oraz rozszerzonej siatki zabezpieczeń społecznych, wysuwanych przez klasę robotniczą.

Przyzwoita opieka zdrowotna znajduje się na czele tych żądań, a sondaże wskazują, że blisko 60% osób sprzyja rozszerzeniu programu Medicare na każdego Amerykanina i Amerykankę.

Dzisiejsza popularność tego postulatu wzięła się z jednej strony, z sukcesu popierania tego rozwiązania przez Berniego Sandersa w trakcie kampanii, z drugiej strony z porażki obu partii politycznych na polu propozycji z zakresu opieki zdrowotnej. Plan Republikanów, dotyczący opieki zdrowotnej, umożliwia czerpanie większych zysków przez dostawców oraz zmniejsza ilość osób objętych dostępem do świadczeń wśród robotników i w rezultacie spotkał się z istotnym publicznym sprzeciwem. Jednocześnie Demokraci zmagają się z koniecznością bronienia Obamacare przy jego niezdolności do utrzymania niskich kosztów oraz przyzwoitych świadczeń.

„Medicare dla wszystkich” jest jedynym żądaniem, któremu udaje się sprostać potrzebom większości robotników i które spotkało się z ciepłym przyjęciem wśród wyborców z całego politycznego spektrum. Perspektywa darmowego dostępu do opieki zdrowotnej jest dziś popularniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Biorąc pod uwagę powszechny entuzjazm względem samego tego żądania, wspieranie Medicare dla wszystkich w nadchodzącym okresie powinno – i z pewnością będzie – stanowić istotną część zorganizowanej aktywności socjalistów oraz postępowców w całym kraju. Chociaż opłacana przez państwo z podatków służba zdrowia była przez długi czas głównym żądaniem lewicy, socjaliści dopiero niedawno stali się widzialni na krajowej scenie politycznej. Mamy obecnie rzadką szansę na uczestnictwo w młodym i ogólnokrajowym ruchu na rzecz służby zdrowia opłacanej przez państwo z podatków, organizując i konsolidując nasze szeregi.

Pomimo ostatniego rozrostu grup w rodzaju Demokratycznych Socjalistów Ameryki – która zwiększyła swoją liczebność pięciokrotnie, od około pięciu tysięcy członków przed wyborami do blisko dwudziestu trzech tysięcy dzisiaj – duża cześć lewicowej aktywności jest zgettoizowana w wąskich warstwach młodzieży i oddzielona od szerszej podstawy społecznej. Pracując na rzecz ludowego żądania, uzyskamy lepszą pozycję w stosunku do bojowych frakcji klasy robotniczej; będziemy w stanie działać na rzecz opozycyjnej i pozytywnej polityki klasy robotniczej; oraz posiadać dobry powód by agitować, organizować i zwoływać tych, do których nie da się dotrzeć memami z tagiem #fullcommunism.

Kampania Medicare dla wszystkich odzwierciedla również szczególne strategiczne znaczenie dla socjalistów w związku z naszymi potencjalnymi sojuszami w ruchu robotniczym oraz potrzebą powiązania młodych warstw Sandersystów ze zorganizowanymi robotnikami w ramach opozycyjnej polityki klasowej.

Opłacana przez państwo z podatków służba zdrowia jako postulat ma już swoją istniejącą bazę poparcia pośród jednego z najważniejszych sektorów zorganizowanej klasy robotniczej: pielęgniarek i pracowników opieki zdrowotnej. Pracownicy tego sektora mogą stanowić główną frakcję zorganizowanego ruchu pracowniczego. Ich organizacje zaliczają się do grona tych nielicznych sektorów zorganizowanej klasy robotniczej, które rzeczywiście zwiększyły liczbę strajków w okresie zanikającej bojowości pracowniczej. National Nurses United był pierwszym krajowym związkiem zawodowym, który poparł Berniego Sandersa i zaryzykował jasny sprzeciw wobec korporacyjnej, przystosowawczej polityki Partii Demokratycznej. Co więcej, pielęgniarki i pracownicy służby zdrowia mają dostęp do nieodłącznej od ich pracy bazy poparcia: swoich pacjentów. Socjaliści walczą o wspólną sprawę z tymi robotnicami, jednakże są od nich wyraźnie oddzieleni; działanie na rzecz wyraźnie politycznego żądania pośród nich i wraz z nimi mogłoby się stać pierwszym ruchem łączącym socjalistyczną lewicę z szerszym ruchem robotniczym.

Oprócz tego kampania na rzecz powszechnej służby zdrowia otwiera szansę dla opozycyjnej polityki klasowej. Pomimo wyraźnych korzyści opłacanego przez państwo z podatków systemu służby zdrowia, klasa korporacyjna jest całkowicie przeciwna możliwości wdrożenia tego rodzaju ustaw. Jej sprzeciw nie jest wyłącznie powodowany kwestią zyskowności – w istocie wielu pracodawców skorzystałoby na przeniesieniu kosztów opieki zdrowotnej ich pracowników na rząd federalny – chodzi im raczej o władzę klasową.

Od początku epoki powojennej najwięksi pracodawcy wykorzystywali opiekę zdrowotną jako główną broń w negocjacjach z pracownikami. Wiązanie opieki zdrowotnej z zatrudnieniem tworzy zależną siłę roboczą, taką która rzadziej strajkuje i niechętnie zwalnia się z pracy. Pracodawcy tolerują wysokie koszty opieki zdrowotnej ponieważ daje im ona alternatywną przewagę nad halą fabryczną. W ich opinii Medicare dla wszystkich wprowadza w to miejsce niebezpieczny precedens, podważając ich zdolność do zarządzania „własnymi” robotnikami oraz afirmując zdolność państwa do usuwania pewnych sektorów gospodarki z rynku.

Ujmując rzecz politycznie, Medicare dla wszystkich daje socjalistom szansę przemówienia do sfrustrowanego elektoratu. Liderzy Demokratów, jak Nancy Pelosi, pomimo sondaży wskazujących, że 70-80 procent zarejestrowanych Demokratów popiera to żądanie, nieustannie atakują jego adwokatów oraz podkreślają bezcelowość systemu państwowego, w ten sposób zostawiając przestrzeń dla bardziej stanowczego podejścia prezentowanego przez socjalistów i postępowców.

Biorąc pod uwagę długą listę ostatnich bezowocnych demonstracji, organizatorzy mogą podchodzić sceptycznie do kolejnego marszu. Współczesne masowe demonstracje są wyczerpująca dla ich organizatorów i zdają się działać jako przedsięwzięcia raczej katarktyczne niż jako katalizatory pogłębiające proces organizacji czy pokaz szczególnej formy nacisku bloku społecznego na tych u władzy. Marsze z ostatniego roku nie poskutkowały rozwinięciem długofalowej strategii politycznej, a nawet te, które posiadały programowe punkty jedności, nie były w stanie utrzymać trwałych sojuszy politycznych.

Wciąż jednak masowe, na wpół spontaniczne demonstracje, które nastąpiły po inauguracji były na tyle skuteczne, że udało im się wstrząsnąć pewnością zwolenników Trumpa, a być może również samej administracji. Popierający Trumpa nie są w stanie nigdzie zmobilizować dla obrony jego reakcyjnego programu porównywalnej liczby zwolenników o poziomie entuzjazmu zbliżonym do Marszu Kobiet czy protestów na lotniskach. Dzięki tej dynamice udało się spowolnić procesy, co do których Trump spodziewał się, że staną się szybko i agresywnie wdrożone.

Marsz, za którym tu optuję, miałby szanse na osiągnięcie sukcesu mobilizacji z początku 2017 roku, jednocześnie unikając ich słabości.

Z pewnością marsz na rzecz pojedynczego, osiągalnego żądania byłby znacznie bardziej atrakcyjny i skuteczniejszy niż te budowane wokół platform pełnych abstrakcyjnych, wywołujących dobre samopoczucie haseł.

Co więcej, sam marsz byłby wynikiem całorocznej kampanii prowadzonej od wybrzeża do wybrzeża. Pracując na rzecz pojedynczego taktycznego celu, wymagającego ścisłego współdziałania dotyczącego logistyki, przekazu, mówców itd., organizatorzy mogą zbudować ściślejszą koalicję, która nie istniałaby jedynie na papierze. Te relacje mogą tworzyć podstawę dla długofalowego krajowego ruchu, który mógłby wyłonić się z tego marszu.

Niektórzy na lewicy będą uważać, że jest to coś zbyt ambitnego, podkreślając, że musimy myśleć w mniejszej skali oraz działać lokalnie.

Jednakże pomimo dowiedzionej popularności Medicare dla wszystkich, działanie na jego rzecz na poziomie lokalnym ma swoje wyraźne ograniczenia. Kalifornijscy Demokratyczni Socjaliści wykonali istotną pracę działając na rzecz stanowej opieki zdrowotnej we własnym stanie, ale większość stanów nie ma takiej opcji, albo dlatego, że taka legislacja nie istnieje, albo ponieważ nawet gdy istnieje, to jest martwym zapisem. Poszczególne stany są mocno zależne od federalnego finansowania Medicare dla ich własnych programów, a dodatkowo są szczególnie nerwowe względem wdrażania nowych wydatków, biorąc pod uwagę ostatnie mściwe pogróżki Trumpa wobec miast azylów.

Co gorsza, strategie legislacyjne z poziomu stanowego doprowadziłyby do podzielenia ruchu Medicare dla wszystkich, sprawiając, że każda organizacja walczyłaby o zmiany legislacyjne w swoim własnym stanie i w dużej mierze niezależnie od krajowo koordynowanych wysiłków. Tego rodzaju kampaniom nacisku – szczególnie w obecnych warunkach politycznych – prawdopodobnie nie udałoby się doprowadzić do zabezpieczenia korzystnych zmian w większości stanów, jak również wygenerowania masowego ogólnokrajowego entuzjazmu na rzecz realizacji tego żądania, jak również ryzykowałyby organizacyjnym wyczerpaniem z racji wątłej siły naszej opozycji. Nasi przeciwnicy – tacy, jak lobbyści z firm ubezpieczeniowych, American Medical Association, czy inni pachołkowie przemysłu zdrowotnego – mają znacznie lepsze finansowanie i są ze sobą lepiej powiązani. Zwalczanie ich na ich zasadach, w oddzieleniu od siebie nawzajem granicami stanowymi, sprawiłoby, że walka stałaby się niemal nie do wygrania.

Naszą najlepszą bronią przeciwko tym potężnym przemysłom są młodzi ludzie, których przyciągnęła kampania Berniego Sandersa oraz obietnica programowej polityki klasy robotniczej. Wraz z odwrotem samej kampanii, polityczna i organizacyjna jedność zaczęła słabnąć. Jednakże, oddając się kampanii na rzecz pojedynczego robotniczego żądania, moglibyśmy wzniecić ponownie energię w tych młodych ludziach i powiązać ich ze zorganizowanymi pracownikami sektora medycznego, grupami pacjentów oraz szerszym ruchem, który wyrósł z opozycji względem projektu Trumpcare. Moglibyśmy dostarczyć ogólnego, ale i produktywnie oburzenia na administrację Trumpa, jednocześnie prowadząc ofensywę w ramach ogólnokrajowej pozytywnej kampanii.

Mówiąc najprościej, marsz dałby socjalistom szansę by wyraźnie i stanowczo przewodzili znacznemu klasowemu żądaniu. Pozwoliłby im budować organizację, wykuwać polityczną zgodę oraz reintegrować ruch socjalistyczny z kluczowymi sektorami ruchu robotniczego.

Ten sam poziom jedności i jasności w skupieniu na celu nie mógłby zostać osiągnięty poprzez taktykę lobbyingu za pomocą wydzwaniania do senatorów czy hiper-lokalnych kampanii. Osiągalność celów i bezpośredniość marszu daje nam szansę skupienia uwagi na jednym ogólnokrajowym celu i pomoże nam w sprzyjaniu solidarności pośród tysięcy socjalistów oraz postępowych robotników. Co więcej, jeśli osiągnie sukces, może nawet przekształcić Medicare dla wszystkich w definiujący polityczny punkt zapalny na kolejne lata.

Socjalistyczna lewica nie może przepuścić tego momentu.

***

Nie maszeruj, ale organizuj się i sięgaj po władzę

Socjalistyczna lewica potrzebuje więcej organizacji, a mniej mobilizacji

Michael Kinnucan

Wraz z nagłą i nieoczekiwaną ekspansją socjalistycznych organizacji, takich jak Demokratyczni Socjaliści Ameryki (Democratic Socialists of America, DSA), na fali wyborów z 2016 roku, socjaliści nareszcie mają możliwość, by debatować o podstawach swojej strategii. Ogólnonarodowy ruch socjalistyczny, z dziesiątkami tysięcy członkiń i sympatyków, stanął na nogi. Przemyślenie tego, co teraz powinniśmy zrobić pozostaje palącą kwestią.

To trudne pytanie. Pomimo rozwoju, w ostatnim czasie zorganizowani socjaliści pozostają marginesem życia politycznego, nie mając prawdziwie masowej bazy. By zmienić kierunek amerykańskiej polityki i zakwestionować kapitalistyczną hegemonię, będziemy musieli dotrzeć nie tylko do tych, którzy sami identyfikują się jako postępowcy, ale także do szerszego spektrum rozczarowanych polityką pracowników.

Będziemy musieli postawić na walki, na wynik których możemy rzeczywiście wywrzeć wpływ, pomimo naszych ograniczonych zasobów. Będziemy musieli znaleźć sposób, by zaangażować się w tworzenie koalicji politycznych, jednocześnie zagospodarowując przestrzeń na lewo od ożywionego w ostatnim czasie postępowego skrzydła Partii Demokratycznej. Będziemy potrzebowali wymiernych zwycięstw, które poszerzą naszą bazę wyborczą, rozwiną jej świadomość klasową i przygotują nas do szerszej walki.

Powinniśmy zastosować te kryteria, by ocenić artykuł Dustina Guastelli zamieszczony ostatnio w Jacobinie, który wezwał socjalistów, by następny rok poświęcili na przygotowanie marszu na Waszyngton „Medicare dla Wszystkich”.

Trzeba podziękować Guastelli za rozpoczęcie debaty o strategii, ale ta propozycja wydaje się niewystarczająca. Dlaczego socjaliści mieliby poświęcić kilka miesięcy na organizację marszu? Co spodziewamy się uzyskać w ten sposób?

Nie powinno być wątpliwości, że finansowana przez państwo z podatków opieka zdrowotna nie zostanie wprowadzona przez administrację Trumpa. Republikanie są temu przeciwni i ani socjalistyczna lewica, ani większy obóz progresywnej lewicy nie zmieni ich myślenia.

Można by argumentować, że marsz przyczyniłby się do wpisania postulatu o opłacanej przez państwo służbie zdrowia do programu Partii Demokratycznej na 2020 rok, ale ten temat już odgrywa centralną rolę w wewnętrznym funkcjonowaniu tej organizacji. Ponad połowa Demokratów w Kongresie i kilku potencjalnych kandydatów na urząd prezydenta, w tym Kirsten Gillibrand, już go popierają. Z pewnością stanie się on kluczowym zagadnieniem cykli wyborczych w 2018 i 2020 roku.

Mała organizacja, jaką jest DSA, ma nikłe szanse, by wywrzeć znaczącą presję na rząd federalny, by ten przyjął ważną ustawę; jeśli służba zdrowia opłacana z podatków zostanie wprowadzona po 2020 roku, będzie to zasługą takich grup, jak Our Revolution albo National Nurses United (NNU).

Socjalistyczna lewica powinna skoncentrować się na lokalnym organizowaniu się, a nie na ogólnokrajowych mobilizacjach.

Dlaczego marsz?

Jeśli DSA zdecyduje się działać na rzecz opłacanej z podatków przez państwo służby zdrowia, powinniśmy zastanowić się, w jaki sposób marsz miałby pomóc tej sprawie. Waszyngton był świadkiem trzynastu tego typu wydarzeń w tym roku, a trzy kolejne są w planie.

Każdy wymagał wielkich nakładów czasu i zasobów po stronie organizatorek, a część z nich, jak Marsz Kobiet czy Marsz dla Klimatu, przyciągnęły setki tysięcy uczestników – znacznie więcej niż byłoby w stanie zmobilizować DSA. Chociaż niektóre marsze wpłynęły na nastroje opinii publicznej, żaden nie zmienił w znaczący sposób krajobrazu politycznego. Większość znalazła się na czołówkach gazet przez dzień czy dwa, po czym ślad po nich zaginął. Dlaczego z Marszem dla Medicare miałoby być inaczej?

Guastella sam zauważa, że marsze działają tylko wtedy, gdy pokazują siłę zorganizowanego masowego ruchu, udowadniając, że wielka baza członkowska potrafi zjednoczyć się wokół konkretnego żądania. Mówiąc inaczej, to praca organizacyjna musi poprzedzać każdy udany marsz, a tego rodzaju praca wymaga lat, nie miesięcy.

Dzisiejsza lewica często postępuje jednak na odwrót: organizuje marsz w nadziei, że ten zainicjuje masowy ruch. Guastella słusznie wydaje się być sceptyczny wobec tej strategii, ale mimo wszystko proponuje jej realizację.

Socjaliści w Stanach Zjednoczonych nie mają jeszcze zorganizowanej bazy. Marsz na Waszyngton, bez wspierającego go ruchu, byłby tylko bezsensownym zabiegiem wizerunkowym. Politycy i klasa rządząca nie mieliby powodu, by wysłuchać jego żądań. Przedstawiciele Demokratów mogą na niego przyjść i zrobić sobie wspólne zdjęcie, ale raczej nie uda nam się wpłynąć znacząco na ich polityczne kalkulacje.

W najlepszym razie marsz przyciągnie kilka tysięcy ludzi i uzyska przez jeden dzień uwagę mediów. Nie przyczyni się do realizacji podstawowego postulatu i szybko zniknie ze zbiorowej pamięci. Uzyskanie sukcesu nawet na takim poziomie będzie wymagało jednak poważnych inwestycji czasu i zasobów ze strony organizacji, które otrzymują niewielkie finansowanie poza składkami członkowskimi. Można sobie wyobrazić jak demobilizujący i odbierający zapał byłby to projekt dla aktywistów w niego zaangażowanych, z których wielu jest w polityce pierwszy raz. W rzeczywistości nieudany Marsz dla Medicare zrobiłby więcej dla depolityzacji młodych socjalistów niż dla zainspirowania ich do działania.

Dlaczego służba zdrowia?

Argumenty te pomijają jednak sedno propozycji Guastelli. Mniej jest on zainteresowany wygraniem walki o służbę zdrowia opłacaną przez państwo z podatków, lecz bardziej z powiązaniem DSA i socjalizmu jako takiego z toczącymi się walkami. Tak jak pisze:

„Medicare dla wszystkich” jest jedynym żądaniem, któremu udaje się sprostać potrzebom większości robotników i które spotkało się z ciepłym przyjęciem wśród wyborców z całego politycznego spektrum. Perspektywa darmowego dostępu do opieki zdrowotnej jest dziś popularniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. (…) Krótko mówiąc, marsz dałby socjalistom szansę na głośne i zdecydowane wzięcie na sztandary podstawowego postulatu klasy robotniczej”.

Guastella twierdzi, że socjaliści powinni identyfikować się z postulatem służby zdrowia opłacanej przez państwo z podatków, ponieważ ludzie lubią ten postulat. Jeśli zidentyfikują nas jako przewodników tej walki, być może polubią też nas.

To zrozumiały impuls. Ruch socjalistyczny pozostaje mały i słaby, pomimo ostatnich postępów. Ruch na rzecz służby zdrowia opłacanej przez państwo z podatków i progresywni Demokraci, którzy przyjęli ten postulat za swój, wydaje się duży i silny. Jeśli socjaliści całymi siłami zaangażują się po tej stronie, być może nieco tej siły spłynie na nas. Marsz nie pomógłby w realizacji postulatu, ale przyczyniłby się do budowy marki DSA.

Ta kusząca idea cierpi jednak na kilka podstawowych problemów.

Po pierwsze, to, że postulat służby zdrowia, opłacanej przez państwo z podatków, cieszy się popularnością wśród klasy robotniczej, nie znaczy jeszcze, że nieefektywny marsz zainspiruje pracowników, by dołączali do DSA. Ludzie z klasy robotniczej już wiedzą, że potrzebują opłacanej przez państwo służby zdrowia; nie wiedzą tylko jak ją wywalczyć. Poświęcenie miesięcy na organizację akcji, która nie przybliży ludzi do uniwersalnego systemu opieki zdrowotnej nie przysporzy DSA ich sympatii, pokaże im jedynie, że organizacja na nic się zdaje.

Propozycja ogólnonarodowego marszu mocno kontrastuje ze strategiami poważnych adwokatek na rzecz pojedynczego płatnika, takich jak National Nurses United. Związek pielęgniarek skupił się w Kalifornii, gdzie przeprowadzenie stanowej legislacji na rzecz pojedynczego płatnika wydaje się być możliwe. Ponadto, związek wykorzystał aktywizm wokół służby zdrowia, by wbić klin pomiędzy konserwatywne i postępowe skrzydła Partii Demokratycznej i zaangażował się w strategię wyborczą, która ma osłabić Demokratów będących przeciwko służbie zdrowia, opłacanej przez państwo z podatków. Tego rodzaju taktyka przysporzyła im dużą i efektywną bazę aktywistów, włączając w to struktury lokalne DSA.

Podążanie za tym samym celem z mniej efektywną taktyką nie przekona większej ilości ludzi do socjalizmu. Raczej poważne aktywistki dołączą do poważnych organizacji, wykonujących pożyteczną robotę na rzecz tego celu, a nie do ruchu socjalistycznego, który bardziej jest zainteresowany podłączaniem się pod czyjeś sukcesy, zamiast wygrywaniem walk.

To prowadzi nas do szerszego zagadnienia: by ruch socjalistyczny odnosił sukcesy i wzrastał, musi odróżnić się od Partii Demokratycznej.

Pod pewnymi względami, możemy łatwo zrealizować to zadanie: wielu socjalistów mieszka w wielkich miastach, kontrolowanych przez progresywnych Demokratów – Chicago, Los Angeles, Nowy Jork, Oakland i San Francisco – które mimo wszystko ciągle są trapione przez nierówności, segregację, wyroki pozbawienia wolności na masową skalę i niekończący się kryzys mieszkaniowy. DSA jest w idealnym położeniu, by wskazywać, jak kiepsko Demokraci dbają o robotnicze dzielnice. Partia może budować opozycyjną bazę wokół żądań, na spełnienie których postępowi Demokraci nie znajdują czasu.

Oczywiście, z przeciwstawnego punktu widzenia, jest szalenie trudno budować ruch wokół kwestii, które przez ostatnie pięćdziesiąt lat znalazły się poza politycznym głównym nurtem. Znacznie łatwiej podążyć za radą Guastelli i zidentyfikować się z progresywnymi Demokratami, przyjąć ich podstawowy postulat i zapewnić organizacyjne wsparcie dla ich kampanii. Postępowi Demokraci zyskali na popularności, wraz z postawieniem służby zdrowia opłacanej z podatków przez państwo w centrum swojej agendy.

Jednakże, jeśli DSA przyjmie platformę progresywnych Demokratów, organizacja ryzykuje, że zostanie wchłonięta przez Partię Demokratyczną. Głównonurtowi liberałowie są skłonni wchłonąć segmenty raczkującego ruchu socjalistycznego, zamiast pozwolić mu partycypować w sukcesach Demokratów.

Nie znaczy to, że powinniśmy unikać współpracy z postępowcami na rzecz celów, które nas łączą; praca koalicyjna kreuje użyteczne sojusze i prowadzi do realnych zwycięstw. Przykładowo, udział DSA w kampaniach dla pojedynczego płatnika w Kalifornii i w Nowym Jorku pomógł organizacji wzmocnić się.

Ale ruch socjalistyczny musi podnosić konieczność polityki antykapitalistycznej. Wybór tematu, który czyni z socjalistów siłę nieodróżnialną od kapitalizmu państwa dobrobytu, który proponują Demokraci, oddala nas od tego celu.

Dlaczego nie organizować?

W swojej książce „No Shortcuts”, Jane McAlevey odróżnia organizowanie od mobilizowania.

Lewicowe organizowanie – praca, której wymaga zawiązanie związku pracowniczego czy lokatorskiego – zwraca się ku grupom apolitycznym, zniechęconym polityką albo wprost wrogim lewicy po to, by skłonić je do dołączenia do organizacji i zbiorowego działania w ich własnym interesie. Mobilizowanie, dla kontrastu, zwraca się do tych, którzy już zgadzają się z ruchem i zabiega o to, by okazali swoje poparcie w widzialny sposób.

Organizowanie przynosi lewicy nowe kręgi, podczas gdy mobilizowanie pozwala demonstrować obecny poziom poparcia, którym cieszy się dana organizacja. Charakterystyczną kulminacją organizowania jest wydarzenie w rodzaju strajku – akcja, która wymaga poparcia ze strony większości w określonej lokalizacji. Protest zaś stanowi kulminację mobilizowania i opiera się na mniejszości aktywistów, która ujawnia się i demonstruje swoje wsparcie.

Obie formy aktywności mają swoje zastosowanie, ale – jak zauważa McAlevey – mobilizowanie spotyka się ze sporymi ograniczeniami: dzisiaj w USA nie ma wystarczająco dużo lewicowców i postępowców, by wygrywać walki. Lewica musi pozyskać nowych ludzi, a to oznacza, że musi ich organizować.

Organizowanie jest jednak trudne, przez lata pochłania zasoby, zanim przynosi rezultaty, więc lewicowcy zawsze będą czuli pokusę, żeby wybrać „drogę na skróty” i zmobilizować istniejące poparcie. Jednak te same warunki historyczne, które zachęcają do maszerowania – brak lokalnych organizacji lewicy, które budowałyby jej związek z szerszą bazą, jak i brak doświadczenia w prowadzeniu efektywnych kampanii w walce o władzę – są tymi samymi warunkami, które czynią z mobilizacji błędną strategię.

Są to także dokładnie te warunki, które DSA powinno – i musi – zmienić.

Propozycja Guastelli skupia się wyłącznie na mobilizacji. Skazany na porażkę marsz na Waszyngton nie zainteresuje nikogo poza niewielką mniejszością Amerykanów, którzy już popierają pojedynczego płatnika, którzy już angażują się w lewicowy aktywizm i którzy mogą podróżować wzdłuż kraju, by protestować.

Myśl lokalnie

Poważna organizacyjna kampania DSA popchnęłaby socjalistów do budowy sojuszy z ich lokalnymi bazami wyborczymi w postaci klasy robotniczej. Angażowałaby ich w małe, ale rzeczywiste walki, w których ruch wzmacnia się budując masowe poparcie pod kątem większych konfrontacji, jakie czekają go w przyszłości. Miałaby ona narodowy zasięg, ale lokalną koncentrację, ponieważ socjaliści nie są na razie dość silni, by wpływać na federalne ustawodawstwo.

Przykładowo, socjaliści mogliby przewodzić ogólnokrajowej kampanii na rzecz prawa do mieszkania. W większych miastach oznaczałoby to walkę przeciwko podwyżkom czynszu, obronę praw lokatorskich i domaganie się od władz publicznych odpowiedzi na niedobór mieszkaniowy. Gdzie indziej kampanie mogłyby się skoncentrować na długu hipotecznym i jakości mieszkań.

W każdej okolicy kampania mieszkaniowa dotykałaby kwestii, z którymi bezpośrednio styka się klasa robotnicza, kwestionowałaby reżim własności, który wystawia podstawowe potrzeby na kaprysy rynku i przynosiłaby namacalne rezultaty. Co najważniejsze, przygotowywałaby społeczności lokalne do strajków czynszowych i pracy przeciwko gentryfikacji, zamiast zużytkować całą energię na Waszyngton.

Tego rodzaju koordynowana ogólnokrajowo, a skoncentrowana lokalnie strategia nie musiałaby się ograniczać do mieszkalnictwa. W służbie zdrowia także możemy wykonać ważną pracę wokół zdefiniowanych, możliwych do wygrania kwestii, która wspierałaby nasze rozumienie opieki zdrowotnej jako podstawowego prawa człowieka.

Socjaliści mogą sprowadzić walkę o przyzwoitą i sprawiedliwą opiekę zdrowotną na poziom lokalny. W miastach dostęp do lekarza często pokrywa się z liniami segregacji rasowej. Możemy naciskać na władze lokalne, żeby zapewniły lepszą opiekę psychologiczną i programy walki z uzależnieniami dla pracowników, na władze stanowe, by zagwarantowały opiekę zdrowotną dla nieudokumentowanych imigrantów i na szkoły, by zapewniły młodym kobietom dostęp do ich praw reprodukcyjnych. Praca nad tymi kwestiami pomoże zbudować solidarność i zbliżyć do ruchu nowych ludzi. Co więcej, przyniesie to realne wsparcie dla naszych społeczności, jeśli chodzi o uniwersalną i wolną od utowarowienia służbę zdrowia, dzięki wygrywaniu walk, które mają bezpośrednie przełożenie na jakość życia.

Musimy wybrać kampanie, które połączą nasze długoterminowe socjalistyczne cele z realiami życia codziennego ludzi pracy, jak również ogólnokrajową koordynację z lokalnym organizowaniem.

Marsz na Waszyngton, by wesprzeć federalną legislację, nie spełnia tych kryteriów. Pożera czas, pieniądze i energię. Co gorsze, wystawia członków na porażkę i rozczarowanie. Propozycja Guastelli właściwie działa na niekorzyść budowy silnego ruchu, który może walczyć o socjalistyczne cele.

U szczytu swojej potęgi w latach trzydziestych, amerykański ruch socjalistyczny był mocno zaangażowany w organizowanie klasy robotniczej w związki zawodowe. Ruch robotniczy widział w socjalistach i komunistach swoich najbardziej oddanych, bystrych i sprawnych organizatorów – wielomilionowe, silne, zintegrowane rasowo, zorientowane na swoich szeregowych członków, postępowe w swojej ideologii związki, które zbudowali, przyniosły korzyści swoim członkom i całej klasie robotniczej. Korzyści, które wciąż czerpiemy.

Przełożył Łukasz Moll

***

Dziękujemy redakcji czasopisma Jacobin za pozwolenie na tłumaczenie i przedruk. Pierwotne wersje tekstów znajdują się pod poniższymi linkami: Don’t March, Organize for Power i We Need a Medicare for All March on Washington.

Share This