Fragmenty z dodatku do najnowszej książki Maurizo Lazzarato Il governo delle disuguaglianze. Critica dell’insicurezza neoliberista (ombre corte 2013) [Rządzenie nierównościami. Krytyka neoliberalnej niepewności]. Pierwotnie opublikowany na stronie kolektywu Uninomade.

Nie ulega wątpliwości, że ordoliberalizm należy do najdonioślejszych innowacji politycznych, które legły u podstaw instytucji europejskich. Cała europejska logika urządzania [governamentalità]1 zdaje się być w istocie zbudowana w oparciu o model ordoliberalny.

Właściwa mu metoda wyłaniania „państwa” z „gospodarki” zastosowana zostaje tutaj niemal dosłownie. Z tejże racji stwierdzić można, że euro to waluta z gruntu niemiecka. Stanowi ona wyraz niemieckiej potęgi gospodarczej, należy jednakże podkreślić również, że potęga gospodarcza nie może się obyć bez przekształcenia państwa w państwo gospodarcze, państwo socjalne. Euro jest wyrazem nowego kapitalizmu państwowego, w którym nie sposób już oddzielić gospodarki od polityki. Propaganda środków przekazu oraz ekspertów uświadamia nam niedorzeczność projektu wspólnej waluty z chwilą, gdy jej uprawomocnienie i ustanowienie wymagałoby władzy politycznej, państwa (albo podobnego mu innego centrum władzy) bądź wspólnoty politycznej. Działanie euro przebiegało i przebiega w odwrotny sposób, w oparciu o gospodarkę, stąd jego nieuchronna słabość i obecne upadek. Ten punkt widzenia nie różni się w niczym od analiz kapitalizmu państwowego z XIX wieku, nie pozwala zatem uchwycić nowych przesłanek ani dynamiki państwowego kapitalizmu z drugiej połowy XX wieku, wynalezionego i wprowadzonego w życie przez ordoliberałów. Konstytucję pisze gospodarka, jak ująłby to Schmitt, państwo zaś powstaje w oparciu o gospodarkę, jak powiedzieliby ordoliberałowie.

Zwolennicy Unii Europejskiej pokroju Cohn-Bendita z kolei woleliby nas przekonać do tego, że wspólna waluta stanowi bezwzględnie zasadniczy środek przezwyciężenia państwa narodowego. W rzeczywistości jednak, podobnie jak zwolennicy suwerenności, nie potrafią oni pojąć, o jaką stawkę toczy się cała gra w euro, którą jest stworzenie dla kapitału nowej przestrzeni panowania i wyzysku. Europejskie formy urządzania dążą do ustanowienia pewnej przestrzeni i populacji odpowiadających pod względem swych rozmiarów wymogom globalnego rynku. Państwo narodowe bowiem nie stanowi już ani terytorium, ani populacji pozwalającej wcielić w życie ów kapitalistyczny projekt.

Wbrew orędownikom suwerenności należy zatem stwierdzić, że metoda ta nie jest bynajmniej niedorzeczna, wbrew zaś zwolennikom unii, że jest to z gruntu neoliberalna metoda sprawowania władzy i wyzysku, strategia ściśle dopasowana do nowych warunków kapitalizmu państwowego. Neoliberalnego kapitalizmu państwowego, który do swej budowy poszukuje przestrzeni odmiennych od narodu, „innej wspólnoty” od społeczeństwa narodowego. Instytucje europejskie biorą sobie do serca nauki ordoliberałów: państwo nie jest przesłanką gospodarki (ani waluty pieniądza), lecz ich wynikiem. Ujmując ściślej, państwo jest jedną z artykulacji tego nowego urządzenia kapitalistycznej władzy, do którego skonstruowania i podtrzymywania w działaniu znacznie się przyczynia. Celem tego projektu nie jest bowiem jedność ani spójność Europy, solidarność tworzących ją ludów, lecz nowe urządzenie kierowania i wyzysku, służące zatem podziałom klasowym. […]

Kapitał dla organizowania działań służących uznawaniu i uprawomocnianiu albo nieuznawaniu i anulowania długów, którymi obecnie jesteśmy obciążani, nadal potrzebuje „suwerennej” waluty państwowej. Celem tego nowego wielogłowego urządzenia władzy nie jest już bowiem „ostatecznie uwolnienie gospodarki od polityki”, dokonujące się jako „ochrona sfery gospodarczej przed wszelkimi, nade wszystko politycznymi wpływami zewnętrznymi”. […]

Kryzys pokazuje natomiast, że reorganizacja urządzeń władzy przezwycięża i zespala dualizmy gospodarki i polityki, sfery prywatnej i publicznej, państwa i rynku itp., wprawiając w ruch wszechobejmujący mechanizm urządzania. Władza kapitału przenika na wskroś gospodarkę, politykę oraz społeczeństwo. Urządzanie definiuje się bowiem ściśle właśnie jako technikę tworzenia połączeń, której głównym zadaniem jest nawiązywanie relacji między gospodarką, polityką a społeczeństwem na potrzeby rynku.

Urządzanie nie jest tuż „technologią państwa”, nawet jeśli państwo odgrywa w nim nader znaczącą rolę. Foucault, w odpowiedzi na liczne zarzuty głoszące, że jego teoria władzy nie obejmuje państwa stwierdzał, że „rządzenie jest dla Państwa tym, czym techniki segregacji były dla psychiatrii, techniki dyscyplinarne dla systemu penitencjarnego, biopolityka zaś dla instytucji medycznych”.

Od lat siedemdziesiątych jesteśmy świadkami zjawiska, które można by określić mianem „prywatyzacji” urządzania. Nie jest ono już sprawowane wyłącznie przez Państwo, lecz całościowy zespół instytucji pozapaństwowych (takich jak banki centralne, „niezależne instytucje”, rynki, agencje ratingowe, fundusze emerytalne, instytucje ponadnarodowe itp.), w których administracja państwowa stanowi istotne wprawdzie, ale tylko jedno z wielu powiązań. Model ten przejawia się między innymi w działaniach Trojki (składającej się z Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego) w trakcie kryzysu. Państwo wraz ze swymi organami administracyjnymi nie tylko początkowo sprzyjało rozwojowi „prywatyzacji”, lecz samo jej dokonało. Podobnie jak w przypadku liberalizacji rynków finansowych oraz finansjeryzacji gospodarki i społeczeństwa.

Te same organy administracyjne następnie na potrzeby zarządzania  świadczeniami społecznymi i państwem socjalnym przyjęły metody typowe dla zarządzania przedsiębiorstwami prywatnym.

Obecny kryzys ukazuje nam na bieżąco przebieg wprawiania w ruch i przyspieszania procesu, które Deleuze wraz z Guattarim nazwali ustanawianiem „kapitalizmu państwowego”. W skutek krachu finansowego splot państwa i rynku, polityki i gospodarki, społeczeństwa i kapitału jeszcze mocniej się zaciska.

„Liberalne” zarządzanie kryzysem nie uwzględnia bynajmniej w swym wyniku „państwa minimalnego” jako jednego z dyspozytywów urządzania. W celu uwolnienia rynków, zniewala ono społeczeństwo, głęboko, gwałtownie i autorytarnie ingerując w życie populacji i dążąc do objęcia kontrolą wszelkich „zachowań”.  Gwarantując „wolność” właścicielom, jak każda postać liberalizmu, wywłaszczonym w zamian oferuje jedynie namiastkę i tak już osłabionej demokracji „politycznej” i „socjalnej”.

przełożył Sławek Królak

  1. W niniejszym tekście jako „urządzanie” tłumaczymy termin „governamentalità” czyli francuskie, opracowywane przez Michela Foucaulta pojęcie gouvernementalité. Michał Herer w swoim tłumaczeniu wykładów z Collage de France uzasadnia tę decyzję translatorską następująco: „W wyniku zabawnego nieporozumienia – na które wskazuje Michel Senellart w Umiejscowieniu wykładów, odwołując się do analogicznego przypadku tłumaczeń niemieckich – termin ten przekładano do tej pory na język polski jako „rządomyślność”. Rozwiązanie, które proponuję w zamian (urządzanie), stanowi efekt rezygnacji z dosłowności (gouvernementalité to dosłownie „rządowość”) na rzecz wierności filozoficznym sensom ewokowanym przez Foucaultowskie pojęcie. Przede wszystkim chodzi tu o sens odsyłający do pewnej dynamiki, do procesu prowadzącego ostatecznie do „dominacji tej formy władzy, którą można by nazwać «rządzeniem» nad wszelkimi innymi formami, zwłaszcza nad władzą suwerenną i dyscypliną”. M. Herer. Od tłumacza, w: M. Foucault, Bezpieczeństwo, terytorium populacja, przeł. M. Herer, Warszawa 2010, s. 13-14 (przyp. red.). []
Share This