Maciej Łapski z Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego polemizuje z listem „do młodych wykształconych, bezrobotnych” prof. Jana Stanka pt. „Zostaliście oszukani.”

Sytuacja, w której profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego ogłasza z wyżyn swojej katedry, że praca w Polsce jest, tylko młodzi ludzie są nieodpowiednio wykształceni i za mało dostosowani do rynku, po tylu latach okłamywania i wprowadzania milionów studentów i studentek w błąd brzmi jak niesmaczny żart.

Przez wiele lat wmawiano nam, że jesteśmy za mało konkurencyjni, za mało przedsiębiorczy… niektórzy nawet mówili, że jesteśmy nieudacznikami. Słuchaliśmy tych rad, uczyliśmy się, odbywaliśmy bezpłatne staże i praktyki, pracowaliśmy za półdarmo na umowy zlecenie, czy umowy o dzieło nie znając dnia, ani godziny, w której stracimy zatrudnienie. Zakładaliśmy własne firmy, a potem je zamykaliśmy. Wierzyliśmy, że przyjdą lepsze czasy, bo „każdy jest kowalem własnego losu”. Niestety oberwaliśmy młotem.

Ponad 20 % z nas nie ma pracy, 30 % pracuje, ale nie ma żadnych praw, bo to „praca śmieciowa”. Nie mamy prawa do urlopu i wynagrodzenia za nadgodziny. Nie mamy prawa do stabilności i bezpieczeństwa. Ci z nas, którzy mają umowę o pracę, też nie mają lekko. Nasze pensje są głodowe.

To fakt. Zostaliśmy oszukani. Z pewnością nie pomagało nam to, że wykładowcy po to, aby związać koniec końcem (nie ze swojej winy, lecz z powodu rażącego niedofinansowania szkolnictwa wyższego w Polsce) przez ostatnie dwadzieścia lat uczyli niekiedy i na trzech uczelniach na raz. Ale to nie oni nas oszukali.

Zrobili to architekci polskiej transformacji, pionierzy i wielcy kontynuatorzy prywatyzacji, twórcy gospodarki opartej na biedzie – na niskopłatnej pracy, wyzysku, podtrzymywaniu bezrobocia i pracy w call center. Ci, którzy zmusili 60% studentów i studentek do płacenia za studia i stworzyli z uczelni instytucje reprodukujące społeczne nierówności. Którzy pragną, aby uniwersytety były fabrykami „umysłowych wyrobników”. Nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym to wstęp do komercjalizacji, prywatyzacji nauczania, spadku poziomu edukacji, zamykania uczelni, wzrostu liczby osób płacących za studia, a nawet wprowadzenia powszechnej odpłatności za studia oraz legitymizacja służebnej roli szkolnictwa wyższego dla wyzysku i gospodarki opartej na biedzie, a nie na wiedzy.

To nie my i nie uczelnie mają dostosowywać się do rynku, dla którego jesteśmy jedynie tanią siłą roboczą. Przyszłość gospodarki powinna być zarysowywana na uczelniach, w instytutach badawczych, a nie w siedzibach firm, których racją istnienia jest ciągłe wypracowywanie zysku. Edukacja i nauka są przede wszystkim wartościami i należy szanować je jako takie. Nie oznacza to, że pragniemy edukacji wyższej pozbawionej możliwości praktycznego zastosowania – wprost przeciwnie – gospodarka powinna być oparta na społecznych potrzebach, a nie wyłącznie na dążeniu do zysku i takiego wzrostu ekonomicznego, z którego owoców korzystają jedynie nieliczni. Państwo powinno inwestować w naukę, przemysł, nowe gałęzie gospodarki, tworzyć miejsca pracy. Dostosowywać ją do naszego potencjału, a nie traktować nas jako tanią siłę roboczą, „umysłowych wyrobników”, którym od życia się już nic nie należy.

Na koniec pozostaje się zapytać profesora Stanka, gdzie są te mityczne miejsca pracy dla młodych ludzi? W call center, ubezpieczeniach a może przy rozdawaniu ulotek? Czy w tym momencie fakt, iż jesteśmy do takiej pracy za mało przystosowani, świadczy o nas źle?

 

Maciej Łapski – student prawa Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz krajowy ds. organizacyjnych Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego.


Share This