Maciej Łapski z Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego o konieczności odzyskania świata pracy.

„Rozwój. Modernizacja. Zaciskanie pasa. Teraz będzie bolało, ale robimy to dla Waszego dobra”. Expose premiera, krzyki „opozycji”, głosy publicystów. Wszyscy są zgodni: cięcia nas wyzwolą. Ani się obejrzymy i wszyscy będziemy bogaci. Może nie od razu tak jak Kulczyk czy Bielecki, ale co najmniej tak, jak bohaterowie najpopularniejszych polskich seriali ukazujących burzliwe życie przedstawicieli i przedstawicielek klasy średniej. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Prawdą medialną, rządową, biznesową.

1500 zł na rękę, częściej 900 niż 1800. „Więcej elastyczności, wyrzeczeń, kompetencji miękkich. Jesteśmy pokoleniem skazanym na sukces!” – powiedział „niezależny ekspert” z „niezależnego Centrum Liberalnej Ortodoksji”. Zaciskamy zęby i wyłączamy telewizor. Pijemy poranną kawę. Idziemy do pracy – jeżeli ją mamy rzecz jasna. Jeżeli nie, ubieramy się i idziemy na kolejną rozmowę kwalifikacyjną do „międzynarodowej korporacji” albo do sklepu spożywczego. Wszystko jedno. Wszędzie jest tak samo – najniższa krajowa, umowa zlecenie. Pracujemy. Pracodawca nas nie szanuje? Nie płaci nam za nadgodziny? A może nie mamy w ogóle do nich prawa, bo jedynie „wykonujemy dzieło”? Co zrobić – gryziemy się w język, żeby czegoś mu przypadkiem nie powiedzieć i nie stracić pracy. Szef przecież mówił wyraźnie: „- Widzisz te drzwi? Tu zaczyna się nasza firma i tu kończy się prawo pracy”. Nic dodać, nic ująć. „- Nie podoba się? Na Twoje miejsce są tysiące innych!”

Nazywają nas „straconym pokoleniem”. Pokoleniem, które trzeba odzyskać. Nie zgadzamy się na taką retorykę. Owszem, nasze losy łączy bardzo silne spoiwo – jesteśmy pokoleniem, które nie ma nic do stracenia. Nie mamy do stracenia zabezpieczeń socjalnych, perspektyw na pracę i godnych warunków jej wykonywania, nie stać nas na zakup mieszkania ani na kredyt hipoteczny. Zresztą, co to za alternatywa, zadłużyć się niemal na całe dorosłe życie? Nic nas nie trzyma i nie powstrzymuje – możemy zaangażować się w walkę o własne prawa, ponieważ gorzej być nie może. Utrzymywanie się za mniej niż 1500 zł miesięcznie w kraju, w którym utrzymanie kawalerki kosztuje co najmniej 1000-1300 zł jest fizyczną niemożliwością.

Jesteśmy w stanie skutecznie walczyć tylko wtedy, gdy nie będziemy robili tego w pojedynkę, ale w zorganizowanej grupie, wspólnie reprezentując swoje interesy i dążąc do realizacji naszych postulatów. Pracując na podstawie umowy o pracę, możemy zrzeszać się w związkach zawodowych. Pracodawca kontrolowany przez sprawnie działającą organizację nie będzie już tak skory do łamania naszych praw, a jeżeli to nastąpi, będziemy mogli skutecznie zainterweniować. Będziemy mieli również możliwość wywierania na nim presji w celu wprowadzania korzystnych dla nas rozwiązań. Będąc zatrudnionymi na podstawie umów cywilnoprawnych, możemy zostać w każdej chwili zwolnieni. Niepewność zatrudnienia, brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji finansowej wręcz wymuszają samoorganizację. Tylko razem jesteśmy w stanie poradzić sobie z problemami. Zleceniobiorcy, wykonawcy dzieła, samozatrudnieni nie mogą korzystać z uprawnień, jakie związki zawodowe dają osobom zatrudnionym na podstawie umowy o pracę, ale mogą wzajemnie zapewniać sobie wsparcie w inny sposób. Nikt przecież nie zabrania tworzenia stowarzyszeń pracowniczych lub zrzeszania się w związkach zawodowych i wykorzystywania ich potencjału organizacyjnego.

Utworzenie funduszu pomocy materialnej i ustalenie drobnych składek oraz jasnych zasad wypłat z tego funduszu może bardzo nam pomóc w przypadku niespodziewanej utraty pracy. Zorganizowani ponad konkretnym zakładem pracy, możemy naciskać na pracodawców, którzy łamią prawa naszych kolegów i koleżanek ze stowarzyszenia pracy cywilnoprawnej lub grupy samopomocowej działającej w obrębie związku zawodowego. Tego samego możemy oczekiwać od nich. Pracodawcy często wykorzystują cywilnoprawne formy zatrudnienia całkowicie bezprawnie. W tej sytuacji możemy wystąpić do sądu o udowodnienie istnienia stosunku pracy i zamianę naszej umowy na umowę o pracę. Wychodząc jednak z taką inicjatywą samotnie, możemy szybko stracić zatrudnienie. Sprawę wygramy, otrzymamy odszkodowanie, ale na pewien czas możemy zostać pozbawieni źródła utrzymania. Właśnie dlatego tak ważne jest, żebyśmy legalność zatrudnienia kontrolowali razem, a nie byli zdani wyłącznie na siebie samych. Dopiero wtedy będziemy mogli czuć się bezpiecznie i skutecznie dochodzić swoich praw.

Związki zawodowe i  inne grupy społeczne występujące w obronie swoich interesów, są przedstawiane w mediach jako roszczeniowe. Krytyka związków zawodowych jest bardzo potrzebna, bo tylko krytyczne spojrzenie może doprowadzić do zmiany statusu quo i przyczynić się do poprawy warunków, w których żyjemy i pracujemy. Jednak strzała medialnej krytyki grup pracowniczych ze strony „niezależnych” pseudo-ekspertów chybia sedna prawdziwych problemów i trafia w próżnię. Problemem związków zawodowych nie jest dzisiaj roszczeniowość. Wręcz przeciwnie – jest nim zbytnia uległość, granie na zasadach narzuconych przez pracodawców i brak pracy u podstaw. Wielu liderów związkowych więcej czasu spędza na spotkaniach z reporterami niż na dyskusjach w gronie pracowników. Za mało energii poświęca się na organizowaniu życia pracowniczego w zakładach pracy, na pokazywanie nam, pracownikom, prawdziwej alternatywy. „Zwykli” członkowie związku mają zdecydowanie za mało do powiedzenia w sprawach związku, brakuje szerokiej partycypacji pracowników w podejmowaniu decyzji.

I o to dzisiaj powinniśmy walczyć. Wstępujmy do związków zawodowych i zmieniajmy je od środka. Twórzmy nowe związki zawodowe. Twórzmy stowarzyszenia pracownicze. Odzyskajmy świat pracy. Bo to nasz świat. Bądźmy roszczeniowi – żądajmy normalnego życia. Dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych.

 

Maciej Łapski – student prawa Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz krajowy ds. organizacyjnych Demokratycznego Zrzeszenia Studenckiego.

 

 

Share This