Donna Haraway. 2016. Staying with the Trouble. Making Kin in the Chthulucene. Durham and London: Duke University Press.

Donny Haraway w zasadzie nie trzeba przedstawiać: twórczość teoretyczki, która położyła podwaliny pod nowy materializm (na kilkadziesiąt lat przed wyłonieniem się tego nurtu) oraz posthumanizm (choć nie chce być z tym terminem kojarzona), która nauczyła humanistów, jak wejść w dialog z naukami przyrodniczymi, wyjść poza konstruktywizm i traktować poważnie nie-ludzkie zwierzęta, ma dziś status klasyki. Kolejna książka postaci o takiej sławie budzi zawsze pewien niepokój: czy spełni wygórowane oczekiwania?

W przypadku Staying with the Trouble. Making Kin in the Chthulucene nie ma powodów do obaw: choć książka nie stanowi niespodzianki, nie daje też powodów do rozczarowania. Jej szkielet pojęciowy tworzą kategorie znane już z poprzednich książek Haraway, takie jak becoming-with (stawanie się-z) czy response-ability (odpowiedzialność/zdolność do udzielania odpowiedzi); służą one prezentacji materialistycznej ontologii powiązań, którą tutaj rozwija Haraway w szczególnie zwięzły, a zarazem dobitny sposób, przywołując teorię symbiogenezy autorstwa Lynn Margulis. Zgodnie ze stanowiskiem zmarłej kilka lat temu współautorki hipotezy Gai, na drodze symbiozy powstały nie tylko komórki zwierzęce i roślinne (co dziś nie budzi kontrowersji), ale także tkanki, narządy organizmów i gatunków; symbioza jest „kluczowym procesem, pozwalającym zrozumieć powstawanie ewolucyjnych innowacji” (Margulis 2000, 15).

Haraway, zgadzając się z tą maksymalistyczną interpretacją roli symbiozy, proponuje w tym kontekście pojęcie sympojezy, które miałoby lepiej niż autopojeza oddawać to, jak rzeczywiście funkcjonują systemy badane przez biologię: rzadko kiedy powstają one i odtwarzają się tylko z użyciem własnych elementów, jak chcieli Humberto Maturana i Francisco Varela (Haraway 2016, 58-61). Również nowoczesna synteza ewolucyjna charakteryzuje się przesadną tendencją do myślenia w kategoriach genów, organizmów, gatunków i populacji traktowanych jak odrębne jednostki, wchodzące ze sobą w relacje konkurencji, skłaniając do ujmowania bytów i łączących je relacji jako odrębnych rzeczy – zwrócenie uwagi na powszechność symbiozy i sympojezy ma uwrażliwić nas na fakt tymczasowości oraz względności granic i autonomii bytów (Haraway 62-63). Myślenie o symbiozie jako zjawisku stanowiącym nie wyjątek od normy, lecz normę, to kwestia nie tyle uwzględniania „faktów”, ile zmiany w sposobie wytwarzania wiedzy (choć te dwie rzeczy są, jak pokazuje Haraway, od siebie nieodłączne): na przykład traktowanie pewnych organizmów (jak muszka owocówka, Drosophila melanogaster) jako „modelowych”, kosztem innych (jak pierwotniak Mixotricha paradoxa, złożony w istocie z pięciu rodzajów organizmów), prowadzi do ukształtowania określonej wizji ewolucji, kładącej nacisk na odrębność bytów, a nie powiązania: model nie odwzorowuje, ale działa, dlatego tak istotne jest uwrażliwienie na wytwarzane przez niego efekty (Haraway 2016, 63-64).

Nie chodzi oczywiście o dojście do banalnego wniosku w stylu New Age, że „wszystko jest powiązane ze wszystkim”; bliższe prawdzie byłoby stwierdzenie, że „wszystko jest powiązane z czymś” (Haraway 31), a zadaniem dobrej polityki jest prześledzenie powiązań danego konkretnego układu, umożliwiających pewne zmiany, a inne czyniących trudnymi lub niemożliwymi do przeprowadzenia.

Wszystkie te rozwiązania, znane już z poprzednich książek, służą tu jednak do postawienia praktycznego pytania: z kim jesteśmy lub możemy być powiązani? Kto jest naszą rodziną? Pytania szczególnie pilnego w kontekście obecnych zmian klimatycznych i szóstej katastrofy (czyli masowego wymierania gatunków), każących mówić o antropocenie lub (trafniej, zdaniem Haraway) kapitałocenie (Latour, 2014; Moore 2015)1 – nowej epoce geologicznej czy raczej „wydarzeniu granicznym” (boundary event), sprawiającym, że na Ziemi znikają refugia – miejsca, w których gatunki i ekosystemy mogą przetrwać i się odtwarzać (Haraway 2016, 100). Zabierając głos w tej toczącej się dziś burzliwie dyskusji, Haraway chce przede wszystkim uniknąć dwóch powszechnych reakcji: pierwsza z nich to eschatologiczne pokładanie nadziei w oddzielonej od swojego społecznego kontekstu technologii, która miałaby nas uratować, druga – powszechne jej zdaniem głównie wśród naukowców przekonanie, że jeśli chodzi o ekologiczną katastrofę, jest już za późno i nie ma sensu nic robić.

Obecna epoka potrzebuje bardziej złożonego podejścia, optymizmu bez wiary w postęp, utopii bez niewinności. A przede wszystkim gotowości do odpowiadania na trudne pytania, podejmowania decyzji: kto będzie żył, a kto umrze lub nigdy się nie narodzi? (Haraway 2016, 2). Staying with the Trouble kontynuuje wątek traktowania istot żywych innych niż ludzie zgodnie z regułami wyznaczanymi przez więzi łączące ludzi i konkretne zwierzęta – jednostki, gatunki lub populacje – a nie z regułami wyznaczanymi przez przyrodzone uprawnienia; Haraway od lat przeciwstawia swoje podejście dyskursowi praw zwierząt (Haraway 2008), co często prowadzi ją do wniosków, które można by uznać za dość bezwzględne – z pewnością taki właśnie jest postulat, by zwierzęta laboratoryjne traktować jak pracowników lub też afirmatywne podejście do hodowli psów rasowych (Haraway 2008a; Weissberg 2009). Trzeba jednak pamiętać, że dyskurs praw, pozornie bezwarunkowy i bezkompromisowy, również wiąże się z wykluczeniami: uprawnienia nie mogą obejmować wszystkich istot żywych, a jedynie te, które są do nas na tyle podobne, by można było w ich przypadku mówić o życiu, interesach i preferencjach zbliżonych do ludzkich. Zasadą włączenia do wspólnoty etycznej i wykluczenia jest tu zatem podobieństwo; u Haraway z kolei jest nią więź.

Można pokusić się o stwierdzenie, że podobieństwo jako zasada rządząca granicami wspólnoty jest zacznie bardziej inkluzywne niż więź. Jednak w kontekście przywoływanych w najnowszej książce wyzwań ekologicznych zastąpienie perspektywy uprawnień przysługujących jednostkom perspektywą symbiotycznych powiązań między systemami sprawdza się wyjątkowo dobrze. Służy tu bowiem przede wszystkim pokazaniu, że nasza rodzina – krewni (kin), ci, którym jesteśmy winni solidarność – to nie te istoty, o których przyzwyczailiśmy się myśleć w tych kategoriach; nie ci, z którymi jesteśmy powiązani poprzez reprodukcję, ale ci wszyscy, dzięki którym żyjemy. Jak podkreśla Haraway, oddzielenie pokrewieństwa od reprodukcji oraz zerwanie z natalizmem jest dziś jednym z ważniejszych zadań stojących przed ruchami feministycznymi, ekologicznymi i lewicowymi. Liczebność ludzkiej populacji stanowi bowiem jedno z istotniejszych obciążeń dla ziemskiego ekosystemu.

Problem polega oczywiście na tym, jak mówić o tym zagadnieniu, nie używając dyskursu kontroli populacji, zawsze podszytego rasizmem, klasizmem i seksizmem, oraz jakie mechanizmy należy wdrażać, by skutecznie ograniczyć liczbę ludzi, nie ograniczając niczyjej wolności. Haraway podkreśla, że za wszelką cenę należy uniknąć odgórnych, autorytarnych rozwiązań, takich jak zakazywanie posiadania dzieci; jest jednak świadoma kontrowersyjności tematu, który wydaje się w nieunikniony sposób kojarzyć z ograniczaniem praw reprodukcyjnych. Nie chodzi jednak tylko o to, by ludzie ograniczyli rozmnażanie, ale by jednocześnie zaczęli dostrzegać swoją „rodzinę” w zagrożonych gatunkach, których istnienie zapewnia nam przetrwanie (takich jak pszczoły). Hasło „Make kin, not babies!”, przywoływane przez Haraway w wielu miejscach książki, ukazuje, że aspekt negatywny i pozytywny tego przewartościowania pokrewieństwa są ze sobą nierozerwalnie związane. „Dzieci powinny być rzadkie, otoczone opieką i bezcenne; krewni powinni być powszechni, nieoczekiwani, stali i bezcenni” (Haraway 2016, 208).

Aby przybliżyć nam wizję świata, w którym takie pojmowanie rodziny jest normą, a ludzkość ma szansę przetrwać ekologiczną katastrofę, Haraway ucieka się do fikcji spekulatywnej: ostatni rozdział książki to owoc warsztatów literackich będących częścią seminarium na temat „gestów spekulatywnych” zorganizowanego przez Isabelle Stengers. Nie powinno to zaskakiwać, ponieważ autorka When Species Meet wielokrotnie już przywoływała książki Ursuli LeGuin, Octavii Butler czy Samuela R. Delany’ego jako istotne konteksty dla swoich rozważań; science fiction to nie tyle obiekt analizy czy źródło intertekstualnych odniesień wzbogacających teoretyczny wywód, ile pełnoprawna partnerka w dyskusji o teraźniejszości i przyszłości ludzi i wszystkich innych istot. Wydaje się jednak, że wkraczając na teren fabulacji, Haraway przekroczyła pewną granicę, tak jakby wypracowany przez nią w poprzednich książkach interdyscyplinarny, barokowy, pełen odniesień naukowych, filozoficznych, antropologicznych i literackich, ale wciąż teoretyczny dyskurs okazał się niewystarczający dla opisania wciąż możliwej przyszłości.

Poznajemy więc wersję przyszłości, w której przetrwanie ludzkości okazuje się możliwe dzięki małym, kilkusetosobowym wspólnotom; dobrowolnie powstrzymują się one od reprodukcji w początkowych, najtrudniejszych czasach swego istnienia, potem zaś przestrzegają reguły, zgodnie z którą każde rodzące się dziecko musi mieć troje rodziców, opiekujących się wyłącznie nim (tzn. niemających innych podopiecznych); skutecznie ogranicza to liczbę nowych dzieci. Co więcej, każde dziecko wchodzi w symbiozę z innym zagrożonym gatunkiem zwierzęcia: na płodowym etapie rozwoju zostaje wyposażone w modyfikacje genetyczne umożliwiające mu postrzeganie świata tak, jak jego symbiont. Same zwierzęta nie są modyfikowane, mając być dla ludzi „nauczycielami” wspólnego zamieszkiwania świata. Oto scenariusz ze szczęśliwym zakończeniem; ale nawet on przewiduje ogromne straty, jako że skalę zachodzących obecnie w biosferze zmian można ograniczyć, ale nie sposób ich zatrzymać. Motyle monarchy, będące symbiontami Camille, bohatera/bohaterki fikcji Haraway, ostatecznie wymierają, pozostawiając go/ją bez „rodziny”. Nawet jeśli uda nam się zacząć myśleć i działać w kategoriach symbiozy, nie naprawimy wyrządzonego zła – a to tylko najlepsza z możliwych wersji przyszłości.

Na początku książki Haraway deklaruje, że istotą jej odpowiedzi w kwestii problemu, jaki stanowi antropocen nie jest wybieganie w przyszłość, ale „uczenie się, jak naprawdę pozostawać w teraźniejszości” (Haraway 2016, 1). Być może więc decyzja, by nie teoretyzować o przyszłości, ale zaproponować narrację utopijną, stanowi wyraz ostrożności i niechęci do oddawania się zawsze nieco aroganckim (i często kompletnie błędnym) projekcjom, do których skłonni są teoretycy? Fikcja zamykająca Staying with the trouble oddala od czytelnika pesymizm i wyznacza kierunek, w którym należy podążać, czyli robi to, co powinny robić dobre utopie. Jednocześnie budzi mieszane uczucia: czy wybierając taki sposób odpowiedzi na pytanie „co robić?”, Haraway nie zapewnia sobie bezpieczeństwa, jakie daje fikcja, której nie sposób oskarżyć o brak prawdopodobieństwa, oderwanie od rzeczywistości i niedostarczanie instrukcji, jak zrealizować roztaczaną w niej wizję? Być może te wątpliwości są niesprawiedliwe wobec fikcji spekulatywnej, tego laboratorium działań i światów, zwykle nieoddzielającego fabuł fikcyjnych od rzeczywistych i nie uciekającego w „czystą literackość”. Niemniej lektura Staying with the trouble, choć skutecznie wygasza nastroje apokaliptyczne i pozwala zachować nadzieję na przetrwanie ludzkości i rozkwit Ziemi, pozostawia jednocześnie w niepewności co do tego, jak (i czy w ogóle) można wykorzystać propozycje Haraway.

Wykaz literatury

Haraway, Donna. 2016. Staying with the Trouble. Making Kin in the Chthulucene. Durham and London: Duke University Press.

Haraway Donna. 2008. When Species Meet. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Haraway Donna. 2008a. „Zwierzęta laboratoryjne i ich ludzie”. Tłum. Adam Ostolski. Krytyka polityczna 15: 102–116.

Latour, Bruno. 2014. „Czekając na Gaję. Komponowanie wspólnego świata poprzez sztukę i politykę”. Tłum. Joanna Bednarek. W Ekologie, red. Aleksandra Jach, Piotr Juskowiak, Agnieszka Kowalczyk. Łódź: Muzeum Sztuki. http://msl.org.pl/media/user/pdf/ekologie-ebook-pdf.pdf.

Margulis, Lynn. 2000. Symbiotyczna planeta. Tłum. Marcin Ryszkiewicz. Warszawa: Wydawnictwo CiS.

Moore, Jason. 2015. Capitalism in the Web of Life. London: Verso.

Weisberg, Zipporah. 2009. „The Broken Promises of Monsters: Haraway, Animals and the Humanist Legacy”, Journal for Critical Animal Studies, 7/2: 22–62.

Przypisy

1 Wątpiąc w poprawność i trafność obu tych terminów, Haraway proponuje własny, tytułowy „chthulucen”, od khton (ziemia) i kainos („nowe”, „teraz”); a zatem czas ziemi, tego, co chtoniczne… Jak podkreśla, nie ma on żadnego związku z Cthulhu H. P. Lovecrafta (Haraway 2016, 101, 174) – trochę szkoda, bo materialistyczne przejęcie Lovecraftowskich potworów w wykonaniu Haraway mogłoby być interesujące.

Share This