Jakub Krzeski – Materialista historyczny jako archeolog czasu

TombaMassimiliano Tomba. 2013. Marx’s Temporalities. Tłum. Peter D. Thomas i Sara R. Farris. Leiden: Brill.

Marx’s Temporalities, książka włoskiego filozofa Massimiliano Tomby, to ambitna próba ostatecznego wyegzorcyzmowania z marksizmu widma, które nawiedza go od samego początku jego istnienia, począwszy od dzieł Marksa – teleologicznego postrzegania historii. Poglądu zawierającego się w pigułce w marksowskiej frazie z przedmowy do pierwszego wydania Kapitału, jakoby „kraj, bardziej rozwinięty pod względem przemysłowym, wskazuje mniej rozwiniętemu tylko obraz jego własnej przyszłości” (Marks 1951, Kapitał t.1, s. 4). Recepty, jakże dobrze znanej nam z polskich realiów, gdzie najlepszym lekarstwem na rzeczywiste cierpienie okazuje się jego intensyfikacja poprzez forsowną i nieznającą alternatyw kapitalistyczną modernizację. Książka Tomby jest zatem projektem nie tylko mierzącym się ze wszelkimi linearnymi dziejowymi narracjami, w tym z marksizmem, który w znacznej swej części adaptował tę wizję, opowiadając się po stronie wygranych, ale również problematyzującym obraz marksizmu jako teorii europocentrycznej, mówiącej wyłącznie głosem krajów centrum kapitalizmu.

Temu linearnemu następstwu kolejnych stadiów historycznych Tomba przeciwstawia wielość współwystępujących ze sobą tytułowych czasowości. By przybliżyć czytelnikowi swoje stanowisko, ucieka się do metafory: tak jak geolog czy archeolog patrzący na przekrój swoich wykopalisk, tak materialista historyczny może w jednym spojrzeniu uchwycić nawarstwiający się czas, co z kolei prowadzi go do wniosku, że „historyczne formy nie podążają za linearnym modelem przeszłości i teraźniejszości, ale stają się >>formacjami geologicznymi<<, w których to, co już było, współegzystuje z teraz, pozwalając nam pomyśleć współobecność czasowości na powierzchni, a nie podług linearnego wektora” (Tomba 2013, s. 175). Tomba daje nam możliwość uchwycenia tego modelu w działaniu, gdy kontekstem jego rozważań staje się Rewolucja Francuska. Burżuazyjnemu charakterowi rewolucji, który definiuje jej tendencje, towarzyszą kontrtendencje w postaci choćby Toussainta L’Ouverture’a czy Olympi de Gouges – symboli walki antykolonialnej i walki o emancypację kobiet.

Otwierając książkę prowokacyjnym stwierdzeniem, jakoby materializm historyczny jako teoria historii czy jej materialistyczna wykładnia w zasadzie nie istniał, Tomba stara się przeformułować stojące przed nami zadanie. Materializm historyczny to dla niego przede wszystkim praktyczny środek interwencji w historię nakierowany na stricte polityczny i performatywny cel. Choć Tomba nie posługuje się wprost pojęciami Waltera Benjamina, który pojawia się zresztą tylko kilka razy na marginesie jego rozważań, to czytelniczka bez trudu dostrzeże w zamyśle autora ślad Benjaminowskiej koncepcji obrazu dialektycznego, a więc momentu, w którym przeszłe roszczenia i walki o emancypację spotykają się z bieżącymi, rozsadzając tym samym kontinuum homogenicznego i pustego czasu i otwierają nowy horyzont. Tak zarysowany rdzeń pracy organizuje wywód Tomby w kolejnych trzech rozdziałach książki, począwszy od pierwszego, w którym autor przygląda się zmaganiom Marksa z młodoheglistami w okresie zarówno poprzedzającym, jak i następującym po rewolucji 1848 roku, przede wszystkim ze świętą trójcą z Ideologii niemieckiej – Feuerbachem, Bauerem i Stirnerem. Śledząc proces uczasowienia pewnych pojęć politycznych i wyprowadzania z nich tendencji nadających rytm procesowi historycznemu w niemieckiej myśli, autor dostrzega opór przeciw tym koncepcjom, który budził się w pracach Marksa i poszukuje w nim zalążków innego myślenia. Próbkę tej nowej politycznej historiografii Marksa dostajemy w dodatku do pierwszego rozdziału, na który składa się niezwykle błyskotliwa interpretacja 18 Brumaire’a. Wyłania się z niej Marks, który interpretując wydarzenia prowadzące do przewrotu Ludwika Bonapartego, gotowy jest porzucić linearną narrację w celu odwrócenia perspektyw i prześledzenia wydarzeń z punktu widzenia klasy robotniczej. Rewolucje proletariackie, zdaniem Tomby, potrzebują innego horyzontu symbolicznego niż rewolucje burżuazyjne, „archiwum pamięci klasy robotniczej nie może zamykać swojej historii w muzeum, ale zamiast tego przywoływać tradycję w celu wezwania do zemsty” (ibid. s. 43). To właśnie ukazanie szczególnej czasowości tradycji, która nie jest całkowicie we władzy przeszłości, ale oddziałuje żywo na teraźniejszość, okazuje się innowacją w myśleniu Marksa o czasie i historii.

Trzeba jednak zaznaczyć, że Tomba pozostaje konsekwentny wobec raz wyłożonego modelu tendencji i kontrtendencji. Tyczy się to również sposobu jego lektury Marksa. Autor Kapitału nie jawi się nam jako myśliciel, który wraz z politycznym i teoretycznym dojrzewaniem porzuca linearne postrzeganie historii, wiarę w postęp czy europocentryzm, ale raczej jako człowiek, którego wszystkie prace znaczone są napięciami pomiędzy ich utrwalaniem a próbami wyswobodzenia się z nich. Czy ostatecznie się ich pozbył? Tomba sugeruje, że udało mu się to pod koniec życia. Jednak nie poprzez enigmatyczny rozwój świadomości, ale jak najbardziej materialne spotkania, które pozostawiły na samym Marksie wyraźny ślad. Z pewnością kluczowe dla tego procesu było obustronne zainteresowanie – Marksa Rosją, ale i Marksem w Rosji, które doprowadziło do kontaktu z rosyjskimi towarzyszami i towarzyszkami. Kontaktu, który zmusił go nie tylko do konfrontacji z własnymi koncepcjami, ale również przeformułowania części z nich – vide list do Wiery Zasulicz.

Choć Benjamin z pewnością pozostaje jednym z głównych źródeł inspiracji, nie mamy tu do czynienia po prostu z lekturą Marksa posiłkującą się pomysłami i intuicjami autora Pasaży. Tomba wyraźnie daje do zrozumienia, że chodzi o coś więcej niż przeciwstawienie sobie linearnego, abstrakcyjnego czasu narzucanego przez wartość i konkretnego czasu rewolucji. W kolejnych dwóch rozdziałach swojej pracy Tomba przechodzi od zdecydowanie filozoficznych rozważań do lektury tekstów Marksa z zakresu krytyki ekonomii politycznej – interesuje go przede wszystkim Zarys krytyki ekonomii politycznej i rzecz jasna, Kapitał. Tym samym gęstemu i wymagającemu komentarzowi filozoficznemu do dzieł Trewirczyka towarzyszy w Marx’s Temporalities jeszcze inny, równie ambitny zamysł. Zadanie, jakie stawia sobie Tomba, polega na wyposażeniu nas w narzędzia i pojęciowy aparat, który pozwoli synchronicznie, a nie diachronicznie spojrzeć na współczesną rzeczywistość kapitalistyczną. Stąd też szczegółowa analiza pojęć składających się na marksowską teorię wartości. Z rozważań Tomby wyłania się obraz kapitału jako siły, która potrafi przemocą zróżnicować i jednocześnie zsynchronizować ze sobą różne czasowości poprzez narzucenie społecznie niezbędnego czasu pracy. Dlatego też proponuje, by zamiast o akumulacji pierwotnej mówić raczej o akumulacji elementarnej, jako że jest to jeden z podstawowych modus operandi kapitału. Granice stają się w tej perspektywie czymś znacznie więcej niż po prostu linią demarkacyjną, oddzielającą dwa różne byty terytorialne. Pełnią raczej funkcję oddzielania od siebie obszarów charakteryzujących się różnymi płacami i różnym udziałem w wytwarzaniu wartości dodatkowej (ibid. s. 168). Narzędzia, którymi w tym celu posługuje się kapitał, są dobrze znane – to różnego rodzaju interwencje militarne czy kontrola ruchu migracyjnego. Fragmenty te w uderzający sposób zbiegają się zresztą z doświadczeniem ostatnich lat, wzbogacając jednocześnie marksistowską tradycję postrzegania migracji jako współcześnie jednego z najważniejszych obszarów walki klasowej. Wypracowany w ten sposób model pozwala Tombie nie tylko ukazać, jak wysoce technologicznie rozwinięte obszary produkcji bazują na brutalnym wyzysku właściwie niewolniczej pracy w innych częściach globu, ale również, że wysiłek rewolucyjny może przebiegać przez inne warstwy czasu niż dominująca w danej chwili tendencja systemu kapitalistycznego.

Wątpliwość, jaką budzić może Marx’s Temporalities, sprowadza się do przywiązania autora do pojęcia społecznie niezbędnego czasu pracy. Choć w swojej analizie historycznej autor dostrzega, że początkowo to przemoc państwa była środkiem umożliwiającym zsynchronizowanie ze sobą różnych czasowości, to od momentu wyłonienia się globalnego rynku Tomba zdaje się przyznawać tę rolę wyłącznie niezbędnemu czasowi pracy, nie dostrzegając jednocześnie problemów, które kryją się za tym pojęciem. Warto w tym miejscu przywołać innego włoskiego marksistę, który od lat jest obiektem niezwykle ostrych, ale i często celnych i błyskotliwych krytyk ze strony Tomby – mowa rzecz jasna o Negrim, któremu i w Marx’s Temporalities autor nie szczędzi kilku cierpkich słów. Problem polega jednak na tym, że proponowana przez Tombę krytyka nie tylko porusza się po utartych torach jego wcześniejszych polemik, ale również ignoruje ten fragment myśli Negriego i postoperaizmu, który może rzucić cień wątpliwości na pracę samego Tomby. Mam tu na myśli kryzys marksowskiego prawa wartości, tezy kontrowersyjnej, ale aż proszącej się o rozważenie w Marx’s Temporalities. Jeśli faktycznie czas staje się miarą, która mierzy dziś wyłącznie samą siebie, to teza Tomby stoi na glinianych nogach, szczególnie że autor zdaje się nie dostrzegać innych miar, przy pomocy których kapitał podporządkowuje sobie daną rzeczywistość. Wątpliwości te nie zmieniają jednak faktu, że jeśli szukacie naprawdę inspirującej pracy poświęconej problemowi czasu i historii w myśli Marksa czy poszukujecie perspektywy pozwalającej myśleć wam synchronicznie o kapitalizmie, trudno trafić pod lepszy adres niż książka Massimiliano Tomby.


Dodaj komentarz

Na podobny temat: