Gabriel Klimont – Plebs uczy się czytać

marzec_rebeliaWiktor Marzec. 2016. Rebelia i reakcja. Rewolucja 1905 roku i plebejskie doświadczenie polityczne. Łódź-Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego; Universitas.

Dwa obrazy rządzą książką Wiktora Marca. Z jednej strony – uśmiechnięty robotnik z lekkością ciągnący przez ulicę ogromną belkę, rzucając nią i „jakby z triumfem prostuje swoją postać. Jest prawdziwie piękny w tej chwili. Z całej postaci bije radość, widać, że doczekał się tego, na co długo czekał. Zginął na barykadzie i umierał z radością”. Jest to więc wizja ludu, który walczy przede wszystkim o swoją godność, o uznanie, o symboliczne (bo przecież dyskursywne) przyłączenie do ciała politycznego. W większej części wywodu Marca, rodząca się proletariacka sfera publiczna, domaga się najpierw widzialności – prosi o wzrok ciemiężyciela, o możliwość komunikacji, o rozmowę z nim – dopiero później żąda kontroli nad środkami produkcji i procesem pracy.

Z drugiej strony mamy słowa działacza robotniczego, który przyznaje, że „dwa tygodnie życia w objętych strajkami rolnymi dworach powiatu pułtuskiego dały mi więcej świadomości klasowej niż cały Manifest Komunistyczny„. Wątek materialnych praktyk oporowych obecny jest w wywodzie Marca, ale w sposób stłumiony, można powiedzieć – mniejszościowy. Zakrywa go analiza dyskursu. Walki klasowe są dla niego widoczne dopiero w ulotkach; wielość różnorodnych, oddolnych wystąpień robotniczych nabiera mocy sprawczej, wtedy gdy znajdzie swój zorganizowany wyraz w działalności Partii; plebs staje się podmiotem wtedy, gdy nauczy się czytać.

Robotnik godnościowy, wyposażony w dyskurs, wygrywa w tej książce z robotnikiem analfabetą, zanurzonym w wielości materialnych praktyk oporu. Być może tak musi być. Rzetelność warsztatu historycznego, z jaką Marzec pochyla się nad źródłami, nie pozwala mu robić wycieczek w stronę praktyk „przednowoczesnych” lub tych aspektów Rewolucji, których nie da się wyczytać z prasy partyjnej. Są to w jakimś sensie ograniczenia dobrze skonstruowanej, porządnej książki historycznej, w której – dodajmy – z powodzeniem zastosowano aparat socjologiczny. Trudno jest stawiać Rebelii i reakcji zarzuty pochodzące z jej wnętrza. Zanim zaatakujemy ją z jej obrzeży, zastanówmy się, czym w zasadzie jest książka Wiktora Marca.

***

Jak pisze sam Autor, mamy do czynienia z pracą z zakresu „socjologii historycznej zorientowanej na dyskurs”. Celem badań jest natomiast „przywrócenie politycznej widzialności grup, które w prowadzonych walkach społecznych upominały się o prawo do obywatelstwa”. Idzie więc o to, by opisać robotnicze „doświadczenie stawania się ludźmi podlegającymi życiu politycznemu”. Marzec chce odpowiedzieć na pytanie, dlaczego refleksja nad Rewolucją 1905 zajmuje tak mało miejsca w polskiej przestrzeni intelektualnej. Jego praca próbuje naprawić ten błąd, ustanawiając rok 1905 jako cezurę wejścia ziem polskich w nowoczesność. W pierwszej części („Rebelia”) śledzimy więc różnorodne praktyki oporu, sposoby agitacji partyjnej oraz drogi emancypacji poszczególnych proletariuszy. W rozdziale „Rewolucja” Marzec kreśli trajektorię przemian dyskursów partyjnych – od wspólnego, jednolitego sprzeciwu wobec caratu i ucisku ekonomicznego do stopniowego zróżnicowania stanowisk i przekazów. Wraz z przekształceniami pola politycznego „konteksty krzepną”; poszczególne partie coraz mocniej osadzają się na swoich pozycjach i okopują się w swoich dyskursach. Te z kolei ulegają pogłębieniu i skomplikowaniu – wymagają od użytkowników większych kompetencji. Wychowują więc i emancypują robotników.

Ale po rewolucji przychodzi reakcja. W ostatniej części swojej książki Marzec pokazuje, w jaki sposób „tendencja demokratyczna obecna w ludowym zrywie i w dążeniach nowych grup społecznych do uzyskania politycznego głosu została przechwycona, opanowana i wygaszona” przez środowiska narodowe. Trwoga przed świadomym i aktywnym ludem, doprowadziła do przeobrażeń endecji – nowoczesne imaginarium społeczne zostało zastąpione przez rasizm i ksenofobię. Reakcją na rebelię stał się programowy antysemityzm. Potrzeba „domkniętego, statycznego społeczeństwa” i nieumiejętność włączenia doświadczenia plebejskiego na zasadach innych niż podporządkowanie popchnęły endecję w stronę biologicznego myślenia o narodzie. W Rebelii i reakcji widać wyraźnie – wbrew mainstreamowym opiniom – że to „oligarchiczna reakcja na tendencję demokratyczną, a nie masy, stała się przyczyną totalitarnego zwrotu polityki”.

W tym sensie książka Wiktora Marca może pełnić funkcję genealogii współczesnej polskiej sfery publicznej. Jest to genealogia solidna naukowo, ponieważ wywodzona niejako pośrednio. Dobry warsztat historyczny pozwala w tym wypadku na rozgrywanie ważnych stawek tam, gdzie one pierwotnie występują – czyli podczas Rewolucji 1905 roku. Marzec buduje swoje wnioskowanie blisko materiału źródłowego. Namysł genealogiczny przychodzi więc niejako w drugim rzucie, chociaż nigdy nie traci się go z oczu zupełnie. Dopiero jednak rzetelna analiza historyczna pozwala na rozstrzygnięcia dotyczące współczesnej polskiej sfery publicznej (a raczej jej patologii). Rebelia i reakcja idzie na przekór modnym tendencjom, by w imię interdyscyplinarności bałaganiarsko traktować warsztat historyczny czy analizować „współczesne traumy”, losowo dobierając obrazy z przeszłości. U Marca nie ma takiego dyletanctwa, a jego książka ma szanse wyznaczyć nowe standardy, jeśli chodzi o łączenie pól badawczych i metodologii.

Przeanalizowana baza źródłowa jest imponująca, a refleksja nad nią oraz rozeznanie w literaturze przedmiotu stanowi widoczny efekt wieloletniej pracy naukowej autora. Na materiały badawcze składa się zbiór około 800 druków ulotnych trzech partii (Narodowej Demokracji, SDKPiL i PPS), a także 120 biografii robotniczych oraz bogata kwerenda legalnej i nielegalnej prasy z lat 1892-1912. Umiejętne panowanie nad materiałem źródłowym pozwala Marcowi na szczegółowe odtworzenie zmian dyskursywnych zarówno na lewicy, jak i po prawej stronie.

Problemów dostarcza natomiast rama teoretyczna i zastosowany zestaw pojęć. Oprócz paru wzmianek o akumulacji pierwotnej, nie znajdziemy tu właściwie metodologii marksistowskiej. Marzec bada wystąpienia robotnicze z 1905 roku przede wszystkim jako pierwszą „nowoczesną” Rewolucję. Wcześniejsze walki klasowe (jak strajk w Żyrardowie 1883 roku czy bunt łódzki z 1892) są dla niego przednowoczesne, ponieważ brakuje im „zinstytucjonalizowanych form wyrazu kontestacji”. Podobnie odnosi się do buntów chłopskich, które ze względu na „brak uniwersalizacji roszczeń skazane były na lokalność, epizodyczność i niepowodzenie”. Wydaje się, że podobnie Marzec podchodzi też do początkowych działań rewolucyjnych 1905 roku jako „spontanicznych wybuchów amorficznego buntu”, które miały dopiero zyskać na sile dzięki ustrukturyzowaniu przez partie. Kategoria nowoczesności umożliwia stosowanie dość mocnych rozgraniczeń. Pozwala mu ukazać proces upodmiotowienia plebsu („nieposiadającego pozytywnych wyznaczników przynależności społecznej”) jako intelektualnej emancypacji przez partię. „Robotnicy mieli w ten sposób nabywać umiejętności konwersacji, wyrażania poglądów i polemiki”, a ulotka sprawiła, „że stali się aktywnymi współtwórcami świata”. Podobne mechanizmy teoretyczne widać, gdy Marzec pochyla się nad biografiami, które są dla niego „zapisem długiej i trudnej drogi do świata pisma i domeny myślenia”.

Bardzo interesujące wydają się natomiast fragmenty, w których materiał źródłowy stawia opór wobec aparatury teoretycznej. Marzec – jako rzetelny badacz – zdaje nam z tego sprawę. Tak jest w przypadku Ranciere’a, którego próbuje się w Rebelii i reakcji aplikować wielokrotnie, z różnym skutkiem. Z jednej strony Ranciere jest Marcowi potrzebny, aby obronić tezę, że książka nie powiela modelu Habermasowskiego, ponieważ nowoczesności nie rozumie się jako „racjonalizację”, lecz jako „demokratyzację, budowanie inkluzyjnych imaginariów społecznych”. Ranciere odgrywa tu więc rolę ubezpieczającą, gdy co jakiś czas czytamy o „nowych dystrybucjach czasu i przestrzeni” oraz o żądaniach „radykalnej rekonstrukcji sfery publicznej w taki sposób, aby mieściły się w niej roszczenia spoza jej liberalnej wersji”. Odnosi się jednak wrażenie, że „poszerzanie pola widzialności” w wydaniu Marca traci na radykalności, kiedy jest rozumiane zamiennie z „uruchomieniem procesu politycznej komunikacji, który zmienia obie strony”. Coś istotnego gubi się w takim myśleniu. Być może nie da się po prostu pisać historii sfery publicznej i historii mniejszościowej jednocześnie. Marzec dostrzega to, kiedy przyznaje, że nie znalazł w materiale źródłowym śladów autonomicznej emancypacji, „samorządnego autodyktatu” w stylu La Nuit des prolétaires (Nocy proletariuszy). Na ziemiach polskich – pisze – inaczej niż we Francji, przekierowanie polityczne następuje przez partie. Dyskusyjną pozostaje więc kwestia, czy ze zgromadzonych źródeł nie dałoby się wyczytać innej, bardziej oddolnej wizji tego procesu. Rebelia i reakcja jest jednak przede wszystkim analizą dyskursu – Habermas wygrywa tu z Ranciere’em, chociaż Marzec dba, żeby był to Habermas w wersji robotniczej.

Aby przywrócić Rewolucję do mainstreamu, Wiktor Marzec napisał książkę dla hegemona, który ją strawi i zapewne uzna – jest to przecież bardzo dobra praca historyczna. Oczekiwania większości z pewnością zostaną zaspokojone. Autonomistki i historycy mniejszościowi będą jednak zawiedzeni. Niezależnie od tego, Rebelia i reakcja będzie na lata najważniejszym punktem odniesienia, jeśli chodzi o dyskusje, które będziemy toczyć o Rewolucji 1905 roku.


Dodaj komentarz

Na podobny temat: