Filip Brzeźniak – Zamiast katatonii  

Po latach oczekiwań na rynku ukazał się przekład Anty-Edypa Féliksa Guattariego i Gillesʼa Deleuzeʼa. Idealnie wpasował się w deleuzoguattariańską falę wydawniczą, która przechodzi przez Polskę[1]. Styl filozoficzny tego duetu upowszechnia się na akademii po pierwszych, chaotycznych i nieudanych próbach zaszczepienia go na naszym gruncie w latach dziewięćdziesiątych i pierwszych. Moda na deleuzoguattarianizmy nie pojawia się jedynie w piśmie – wytworzył się również swoisty styl mowy inspirowany schizoanalizą[2]. Prawie 10 lat oczekiwania od zakupu praw przez wydawnictwo Krytyki Politycznej oraz ostatecznie wydanie drugiego tomu Kapitalizmu i Schizofrenii przed pierwszym – cała ta konstelacja wydarzeń nie tylko stworzyła warunki do autonomicznego, oryginalnego odczytu, lecz nadała Anty-Edypowi status książki legendarnej. Bez wątpienia wpływa to na jego popularność. Nie są to tylko wstępne informacje i puste słowa: chcąc nakreślić własną lekturę dzieła, spróbuję poddać krytyce użytek, jaki z Anty-Edypa czyniła masa jego dotychczasowych czytelników, wskazując, iż użyteczność z niego wypływająca jest o wiele większa.

Zacznijmy od podstaw – od dziecka. Arystoteles twierdził, że filozofia zaczyna się od zdziwienia światem. Tak też nie ma bardziej zdziwionej i ciekawej osoby nad dziecko. Ciekawość ta ujawnia się poprzez ciągłe zadawanie pytań. Każdy chyba słyszał „jak to działa?” i „po co?”. Pytania te dotyczą mechanizmu, wynikania, wpływu. Ukazuje się w nich cała pierwotna pragmatyka. Guattari i Deleuze piszą:

W wymiarze praktycznym psychoanalityk często utrzymuje, że podaje etnologowi wyjaśnienie, co dany symbol znaczy: ten fallusa, ten kastrację, a ten Edypa. Ale etnolog pytał o zupełnie coś innego; po prostu zastanawiał się, do czego mogą mu służyć interpretacje psychoanalityczne. Dualizm zmienia tym samym swoją postać: nie pojawia się już między dwiema dziedzinami, lecz między dwoma rodzajami pytań: „co to znaczy?” oraz „do czego to służy?” (Deleuze i Guattari 2017, 212).

Ta dziecięca pragmatyka, dziecięce zdziwienie podstawową intuicją jest trzonem projektu Deleuzeʼa i Guattariego. W tym kontekście ważna wydaje się próba Michała Pospiszyla, który wykazał analogię projektu Deleuzeʼa i Guattariego oraz pism Benjamina (Pospiszyl 2016)[3].

To pragmatycznie usposobione dziecko wreszcie dorasta, przechodzi przez kolejne etapy państwowej edukacji i wybiera studia literaturoznawcze. Nie trzeba specjalnie precyzować, czy chodzi nam o Stany Zjednoczone czy Polskę. Ostatecznie błąd rozpoznania w amerykańskiej akademii zdominował odczytanie głównonurtowe, najbardziej powszechne. Podobne jest to do sytuacji wpływu uczniów Lacana na projekt Lacana. Zjawisko to opisał w swojej wyśmienitej książce Gregg Lambert:

Praca Deleuzeʼa i Guattariego była początkowo zaimportowana pod hasłem polemiki ogłoszonej w pierwszym tomie, Anty-Edypie, wymierzonej przeciwko psychoanalitycznej interpretacji pragnienia. To pierwszy z wielu kulturowych błędów w przekładzie, który kształtuje ich wczesną recepcję dla rzeszy amerykańskich akademików, w szczególności odkąd psychoanalityczna interpretacja ugruntowała się na wydziałach filologii amerykańskiej w latach 50. jako jeden z fundamentalnych hermeneutycznych paradygmatów (formalizm, marksizm, psychoanaliza, fenomenologia). „Antypsychoanalityczna teoria” interpretacji Deleuzeʼa i Guattariego została szybko zaangażowana w konflikt z lacanowskimi mistrzami-teoretykami. Ironia tego kulturowego przekładu polega na tym, że do tej konkretnej polemiki nie odnosili się, a nawet jej specjalnie nie znali, autorzy Anty-Edypa, albowiem ich polemika nie miała nic wspólnego z ortodoksją panującą w obszarze interpretacji dzieł literackich na uniwersytecie, lecz była związana ze ściśle paryskim zjawiskiem: rosnącą ortodoksją szkoły Lacana i „powrotu do Freuda”. Innymi słowy, była to polemika przeciw „kozetce”, a nie przeciw „tekstowi”. Właściwie to sam tekst był środkiem, który został użyty, by zademonstrować teorię „schizoidalnego pragnienia” występującą przeciwko „despotyzmowi znaczącego”; stąd znane i często cytowane stwierdzenie, które pojawia się na początku Anty-Edypa, iż schizofrenik wychodzący na spacer jest lepszym przedstawieniem nieświadomego niż neurotyk leżący na kozetce. Jednakże schizofrenik, do którego [autorzy] odnosili się w tym miejscu, był rodzajem ściśle literackim i nawiązaniem do portretu Lenza z krótkiej opowieści Georga Büchnera o tym samym tytule; mógłby również być powiązany z figurą Jacka Kerouaca z powieści W drodze, mimo iż, o ile mi wiadomo, nie ma dowodu na to, że Jack Kerouac został kiedykolwiek zdiagnozowany jako schizofrenik (Lambert 2006, 6; podkr. – FB).

Pod koniec przywołanego fragmentu dotknęliśmy kolejnego „problemu”, z którego zwolennicy Deleuzeʼa i Guattariego muszą się tłumaczyć: na czym ma polegać ta cała schizofrenia? Lambert sugeruje w kolejnych passusach, że stopniowe porzucanie pojęcia schizofrenii przez autorów w ich kolejnych pracach mogło mieć związek właśnie ze zbyt psychiatrycznym odczytaniem tego terminu przez niektórych. Pojęcie to znajduje swoją użyteczność za sprawą figur literackich oraz źródłosłowu – rozszczepienia umysłu. Rozszczepienie to nie zakłada jednak istnienia pierwotnej całości, ale samo ujawnia się tu jako pierwotne – choć Deleuze i Guattari zwracają uwagę na to, iż kapitalizm wzmacnia procesy rozszczepiania, podziału, to w ich ujęciu nigdy nie istniało nie-rozszczepienie (dlatego autorzy pozwalają sobie na zapisy o transhistorycznej potencjalności zaistnienia kapitalizmu i państwa przed ich realnym nastaniem w naszej linearyzowanej historii).

Wróćmy do studenta: wpadły mu w końcu w ręce prace Deleuzeʼa i Guattariego, czyta naprędce i od razu zabiera się do tworzenia przy mocy zapamiętanych pojęć nowej interpretacji jakiegoś fragmentu tekstu. Stara się, jak mówi, korzystać z Deleuzeʼa i Guattariego jak ze skrzynki z narzędziami. Student traktuje to wszystko jako ciężki do ujarzmienia paradygmat i to czyni go dla niego fascynującym. Nieudolność jego „interpretacji schizoanalitycznej” wynika z braku podstaw do takich działań; jak piszą Guattari i Deleuze: „[s]chizoanaliza odrzuca wszelką interpretację, ponieważ otwarcie wyrzeka się odkrywania nieświadomego materiału: nieświadomość nic nie znaczy. Nieświadomość tworzy za to maszyny, które są maszynami pragnienia…” (Deleuze i Guattari 2017, 213). Student nie widzi, że książka ma jakoś na niego działać, że to, jak on do niej podchodzi, jak jej używa, wpłynie na wiele innych maszyn. Ani Deleuze, ani Guattari nie zakrzyknęliby oczywiście: „nie, masz tego nie robić” czy „robisz to źle”. Wskazaliby jednak na nieodróżnialność takiego schizoanalityka od ucznia Lacana; na myśl przychodzi słynne stwierdzenie Marksa: „Wszystko, co mogę w związku z tym powiedzieć o sobie, to że nie jestem marksistą”. Po raz kolejny wszystko działa za pomocą użycia i użyteczności, na których opiera się zintensyfikowana wola mocy, wzięta od Nietzschego. Projekt Kapitalizmu i Schizofrenii nie proponuje interpretacji jako eksplikacji tekstu, lecz śledzenie afektów pozwalających na przezwyciężenie społecznych blokad poprzez eksperyment na tekście lub z tekstem[4]. Deleuze i Guattari w sytuacji studenta spróbowaliby raczej znaleźć linię ujścia. Może właśnie zamiast wyuczonego, modnego dziś pytania „jak to działa?”, za którym kryje się prośba o opowiedzenie starej historii w nowej odsłonie (odsłona to słowo klucz, jako że schizoanaliza przeciwstawia się teatralnemu ujmowaniu rzeczywistości przez psychoanalizę, teatralizacji-edypalizacji), nasz student powinien zadać pytanie „jak to na nas działa?”, „co można z tym zdziałać?” lub „co tu działa?”. Można powiedzieć, że Guattari z Deleuzeʼem wieńczą długą, francuską tradycję eseju filozoficznego, traktując każdy tekst jako esej filozoficzny, który to wytwarzając pewne ontologie, wskazując obecne w nich cięcia i wyrażając przepływy pragnienia, współgra z innymi tekstami i nie-tekstami. Tu kończy się mowa o interpretacji.

W grę wchodzą więc cały czas dwie kwestie: użycie i użyteczność. Użycie Anty-Edypa oznacza często uczynienie z niego skostniałej metodologii, użyteczniejsze jest to, co robili autorzy: rozbijanie skostniałych analiz, rozbijanie skostnienia. W tym miejscu Guattari i Deleuze podają dłoń Foucaultowi. Albowiem nie łączy ich tylko łatka poststrukturalistów czy, jak przyjęło się sądzić, kwestia relacji władzy. Jednym z fundamentalnych związków między nimi jest otwarcie się na analizy w ogóle. Psychoanaliza nie miała być zastąpiona przez schizoanalizę; schizoanaliza, podobnie jak biopolityczne analizy Foucaulta, miała za zadanie pozwolić zaufać biologii bez faszyzmu, a następnie włączyć ją w analizy, wykazać istnienie podobnych połączeń w obrębie aparatów przymusu, wyszukać linii ujścia z kół psychoanalizy, z kół politologii. Chodzi o połączenie tego, co żywe, z tym, co materialne, ale nieżywe, o ujawnienie powiązań między tym, co zwykło nazywać się kulturą i naturą, o rezygnację z ich oddzielenia na rzecz twórczego złączenia. Dlatego dzieło to przyjmuje na siebie gigantyczną interdyscyplinarność, rozbija ramy dyscyplin jako podział pracy, rozbija cyrkularną etno-, markso- i psychologię. Nie jest to jednak jednoznaczne z unicestwieniem treści tych dyscyplin. Ostatecznie nie porzuca się tu marksizmu czy psychoanalizy specyficznie rozumianych. Wykonany zostaje pewien ruch, tak jakby ustawiono się na przeciwnej pozycji wobec dialektyki. Nie odwróconej, lecz przeciwnej – zmieniającej to, co negatywne, na pozytywne[5], zmieniającej minus na plus. Nic tu nie przechodzi przez nicość, następuje intensyfikacja tego, co w polu immanencji użyteczne, tego, co pozytywne. Gdzie w dialektyce następuje negacja negacji, tam u Deleuzeʼa i Guattariego ma miejsce afirmacja pozytywnego. Działanie afirmacji opisuje Catherine Malabou: „Pojęcie możliwości zazwyczaj jest strukturalnie związane z afirmacją. Afirmować – to twierdzić, że rzecz jest możliwa. I odwrotnie: twierdzić, że rzecz jest możliwa, to zawsze afirmować. […] Możliwość z definicji afirmuje się sama jako możliwa, i tautologia ta zamyka się na ekskluzji negatywności” (Malabou 2017, 120). Ta zasada przekłada się na sposoby eksperymentowania, toczenia walk, kreowania. Widać to we wszystkich stworzonych przez Deleuzeʼa „portretach” filozofów i pisarzy, prawdopodobnie taki też kształt przybrałaby książka o Marksie, której nie zdołał napisać przed śmiercią. Najbardziej widoczne jest to w przypadku Kafki, autora, którego do tej pory przedstawia się jako przestraszonego chłopca, teologa lub pisarza o proweniencji burżuazyjnej. Deleuze i Guattari w swoim tomie o Kafce rewolucjonizują go (intensyfikują potencjalności rewolucyjnych elementów), wskazują na figury i układy maszynowe, które wymykają się dominującym próbom interpretacji, podtrzymują ruch w ramach tekstu i poza tekst, wyłapują pojęcia, które zaprzęgają do swojej pracy. Akcentują te miejsca, w których treść tekstu łatwo usytuować w rewolucyjnym kontekście politycznym.

Dochodzimy tym samym do linii ujścia – gdzie jej dziś szukać? Z odpowiedzią przychodzi polityka, lecz nie ta oficjalna, ta edypalizująca, chodzi nam o mikropolitykę. Jeżeli ontologia Deleuzeʼa i Guattariego jest ontologią polityczną, to w zakres polityki wchodzi życie codzienne, wchodzą najmniejsze połączenia i podziały, zachowania i myśli, wielość. Prowadząc życie codzienne czy – jak moglibyśmy powiedzieć – przyjmując określoną formę życia, określoną drogę stawania-się, która bazuje na pragmatyce użycia i użyteczności, możemy poszukiwać linii ujścia. Jest to powrót do etosu, lecz etosu pragmatycznego.

Pragmatyka, o której mówiliśmy, wiązała się z polityką, cały projekt był z nią związany. To jednak inne ujęcie polityki niż to, które jest ujęciem dominującym. W 1972 roku podczas rozmowy z Michelem Foucaultem Deleuze powiedział coś bardzo ważnego na temat związku praktyki i teorii:

Prawdopodobnie jesteśmy w trakcie doświadczenia nowego związku między teorią i praktyką. Kiedyś praktykę pojmowano jako zastosowanie teorii, konsekwencję; innymi razy miała przeciwne znaczenie i miała ona inspirować teorię, miała być niezbędna do tworzenia przyszłych form teoretycznych. W każdym przypadku ich relacja była rozumiana w kategoriach procesu totalizacji. My jednak to pytanie widzimy w innym świetle. Relacje między teorią a praktyką są zdecydowanie bardziej częściowe i fragmentaryczne. Z jednej strony teoria jest zawsze lokalna i związana z ograniczonym polem, a następnie aplikowana w innej, mniej lub bardziej odległej sferze. Związek, który utrzymuje aplikację teorii nigdy nie jest związkiem podobieństwa. Co więcej, moment, w którym teoria wykonuje ruch do właściwej dziedziny, jest momentem, w którym napotyka przeszkody, mury i blokady, które wymagają poprowadzenia jej innym rodzajem dyskursu (to przez ten inny dyskurs udaje jej się ostatecznie przejść do innej dziedziny). Praktyka jest zbiorem przekaźników z jednego teoretycznego punktu do innego, a teoria jest przekaźnikiem z jednej praktyki do kolejnej. Żadna teoria nie może się rozwijać bez napotkania w końcu muru, a praktyka jest potrzebna, by przebić ten mur […]. Ci, którzy działają i walczą, nie są już dłużej reprezentowani, ani przez grupę, ani przez związek, który przechwytuje prawo, by być ich sumieniem. Kto mówi i działa? Zawsze wielość, nawet w jednej osobie, która mówi i działa. Wszyscy jesteśmy frakcjami. Reprezentacja już nie istnieje, są tylko działania praktyczno-teoretyczne i działania praktyczne, które służą jako przekaźniki i kształtują sieci (Deleuze i Foucault 2017).

Działanie zostaje postawione na pierwszym miejscu. Przy czym praca teoretyczna uznana jest za działalność, która jest artykulacją, jednym ze sposobów uprawiania polityki. Nasze pisanie, mówienie, trzymanie, chodzenie, wskazywanie, blokowanie, budowanie, uderzanie jest więc polityką, jest za każdym razem stawaniem się i ruchem ku czemuś. Polityka jest performatywna (częściowo w sensie, w jakim pisze o performatywności Judith Butler). Reprezentacja nie istnieje, albowiem każde działanie wielości ma swoje skutki, organizuje afekty. Afekty zresztą produkuje każda maszyna. Ta zasada, o której tak wiele napisano w II tomie Kapitalizmu i Schizofrenii, kieruje nas od naszej pragmatyki politycznej w stronę etosu wielości, którego próba skonstruowania zostaje tam podjęta. Pomimo upływu tylu lat od powstania Anty-Edypa ukazanie się tej pozycji w języku polsku daje szanse na nowe jej użycia i nową nadzieję, również na stworzenie i rozpowszechnienie etosu pragmatyki politycznej. Porzucenie pokusy katatonicznej lektury tego dzieła, która pozwoliłaby Edypowi zatrzymać nas na powierzchni tekstu, umożliwiłaby reprodukcję paranoicznych zastosowań książki, przynieść musi ze sobą lekturę pozytywną, schizoidalną. Dopełnienie schizoidalnego ruchu zarysowanego w Anty-Edypie opierać się powinno na prześledzeniu tego, jak Deleuze i Guattari wyprowadzają swoje linie, i na zwiększeniu intensyfikacji tych przepływów pragnienia, które umożliwiają przezwyciężenie edypalnej blokady. Zarówno budowa maszyn wojennych, jak i ich obsługa wymaga pragmatycznego etosu wielości, który za cel ma przełamanie edypalnej organizacji – to wciąż zadanie do wykonania; potrzeba sieci, które pozwolą komunikować się wielości i skuteczniej wynajdywać linie ujścia, wciąż potrzeba uderzeń w mury. Katatonia, która ogarnia pewne postępowe siły powołujące się na deleuzoguattarianizm, pozwala na złamanie tych sił. Pozostawanie w tym stanie nie jest więc ogólnie nieużyteczne, jest użyteczne dla sił przeciwnych. Polskie wydanie Anty-Edypa daje zatem możliwość, by tego zagrożenia uniknąć. Mniejszościowy, kolektywny podmiot jest zdecydowanie bardziej nieuchwytny niż podmiot zedypalizowany. Taka konstrukcja prowadzi, albo przynajmniej ma taki potencjał, do tworzenia więzów teoretycznych i praktycznych. Te bandy, te wielości wzrastają i szukają wciąż ujścia.

 

Wykaz literatury

Deleuze, Gilles i Michel Foucault. 2017. „Intellectuals and power: A conversation between Michel Foucault and Gilles Deleuze.” Tłum. własne. https://libcom.org/library/intellectuals-power-a-conversation-between-michel-foucault-and-gilles-deleuze [dostęp: 05.09.2017].

Deleuze, Gilles i Félix Guattari. 2017. Anty-Edyp. Kapitalizm i Schizofrenia. Tłum. Tomasz Kaszubski. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Foucault, Michel. 1976. Przedmowa do Anty-Edypa. http://www.ekologiasztuka.pl/articles.php?article_id=65

Lambert, Gregg. 2006. Who’s afraid of Deleuze and Guattari. London: Continuum

Malabou, Catherine. 2017. Ontologia przypadłości. Tłum. Piotr Skalski. Warszawa: Fundacja Augusta Hrabiego Cieszkowskiego

Pospiszyl, Michał. 2016. Zatrzymać historię. Walter Benjamin i mniejszościowy materializm. Warszawa: Instytut Badań Literackich PAN

 

[1] Wystarczy wymienić wydania papierowe książek: G. Deleuze i F. Guattari. 2016. Tysiąc Plateau. Red. meryt. J. Bednarek. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana.; G. Deleuze. 2016. Krytyka i klinika. Tłum. B. Banasiak i P. Pieniążek. Łódź: Officyna; G. Deleuze i F. Guattari. 2017. Kafka: Ku literaturze mniejszej. Tłum. A.Z. Jaksender i K.M. Jaksender. Kraków: Eperons-Ostrogi; G. Deleuze. 2017. Immanencja: życie. Tłum. K.M. Jaksender. Kraków: Eperons-Ostrogi; G. Deleuze. 2017. Perykles i Verdi. Filozofia Francois Chateleta. Poznań: Bractwo Trojka oraz zapowiedziane przez Fundację Augusta Hr. Cieszkowskiego wydanie Chaosmozy autorstwa Féliksa Guattariego.

[2] Na najróżniejszych spotkaniach autorskich, konferencjach i w rozmowach prywatnych słyszy się czy to wzmianki o maszynach, czy to pytania o to, „jak to działa?”. Odnieść można wrażenie, że każdy czytał Anty-Edypa, ale czy każdy wie, co robi?

[3] Mam w szczególności na myśli rozdział III. „Przedmieścia”, gdzie na stronie 100 Pospiszyl pisze: „Tymczasem podstawą edukacji proletariackiej nie miała już być abstrakcyjna doktryna, ale sytuacja klasowa, która zamiast formować dziecko zgodnie z regułami mitycznej przemocy, utrzymywała obecną szczególnie wśród robotniczych dzieci skłonność do koczowniczego życia”.

[4] Tak twierdzi też Lambert, gdy pisze: „Deleuze i Guattari nie pisali razem »książek«, raczej usiłowali prześledzić intensywności w procesie stawania się rewolucyjnymi” (Lambert 2006, 5).

[5] Wskazuje na to Michel Foucault w swojej przedmowie do anglojęzycznego wydania Anty-Edypa, gdzie pisze: „Odrzuć stare kategorie tego, co Negatywne (prawo, granica, kastracja, brak, wyrwa)”; 1976. Cyt. za: http://www.ekologiasztuka.pl/articles.php?article_id=65.


Dodaj komentarz

Na podobny temat: