• Facebook
  • Twitter
Enzo Traverso. 2016. Left-wing melancholia: Marxism, history and memory. New York: Columbia University Press.

Nastanie globalnego reżimu neoliberalnego, ogłoszenie końca historii i niemożność lewicy stały się bolesnymi faktami u progu XXI wieku. Enzo Traverso chcąc wskazać współczesnej lewicy znaki z przeszłości, kładzie wiek XX na kozetce. Choć metoda psychoanalityczna stosowana jest w książce marginalnie, to Freudowskie rozróżnienie na melancholię i żałobę może być dla nas analitycznie użyteczne. O ile żałoba to proces żegnania się ze straconym obiektem, przepracowanie jego braku w świecie, o tyle melancholia jest niezgodą na istnienie świata bez obiektu pragnień, podmiot internalizuje jego istnienie. Celem Traverso jest dowiedzenie naturalności i nieodłączności melancholii w tej lewicowej tradycji politycznej, a tęsknota, która jest z nią związana, nie ma dotyczyć zreifikowanych czy zmitologizowanych form organizacji z przeszłości, lecz walk oraz dążeń o lepszy świat. Melancholia po 1989 roku, który przykrył 1848 czy 1871, staje się sposobem na trwaniu w oporze przeciwko nieprzychylnym politycznie siłom.

Jeżeli spojrzymy na XX wiek, to zauważymy jedno wybijające się wydarzenie – Holocaust. To właśnie Zagłada, a właściwie specyficzne jej postrzeganie – będące obiektem badań Traverso – jest monumentem, którego cień rzutuje na całą naszą rzeczywistość. Włoski historyk twierdzi za Theodorem Adorno, że wytworzył się pewien obowiązek pamięci (duty of remembrance), a co najważniejsze – pamięci ofiar. „Pamięć” i „ofiara” to słowa-klucze do zrozumienia wyobraźni politycznej obecnych elit. Efektem tego jest między innymi polityka humanitaryzmu: pomaga się ofiarom, ale ruguje z horyzontu ich związki, osobowość, sprawców. Kulminację tego zjawiska stanowi proces polegający na pozbawianiu ofiar z przeszłości ich podmiotowości i zdolności do oporu. To za sprawą tej tendencji antyfaszyzm został przykryty kultem pamięci. Traverso nie proponuje jednak wymiany obowiązku pamięci na obowiązek zapomnienia, ale uznanie melancholii – jako emocji istniejącej w lewicowej tradycji od samego początku – za postawę, która generuje właściwe idee i pożądany stosunek wobec przeszłości.

By wydobyć istotę lewicowej melancholii, Traverso postanawia przeanalizować różne elementy „kultury lewicy”. Mamy tu więc do czynienia zarówno z historią walk klasowych (Rewolucja 1848 roku, Komuna Paryska), jak i analizą filmów, ikonologii zmarłych przywódców Włoskiej Partii Komunistycznej, biografii Benjamina, Adorna, Kracauera oraz różnych nurtów marksizmu. Enzo Traverso odkrywa na nowo (właściwie odkopuje spod ruin) melancholię jako coś nieodłącznego ludziom lewicy, jest ona dla nich rudymentarną perspektywą emocjonalno-epistemologiczną . Jej specyfika wynika zarówno z celu lewicy, jak i z biografii samych działaczy i myślicieli ruchu. Choć historia faktycznie jest historią walk klasowych, to prawdą jest również, że piszą ją głównie zwycięzcy – ciemiężyciele. Jako że lewica zawsze stoi po stronie historii nieopowiedzianych, uciśnionych, to Enzo Traverso wychodzi z naturalną syntezą – historia lewicy to historia porażek, historia pokonanych i poniżonych. To z niej działaczki i działacze czerpią swoją siłę i pragnienie zmiany.

Melancholia w biografiach Marksa, Blanquiego, Benjamina czy Bensaïda łączy się z ich statusem wygnańców. Nie trzeba wspominać o wielkich migracjach Marksa przez Europę, śmiertelnej podróży Benjamina do Stanów czy wieloletnim zamknięciu Blanquiego w więzieniach. Było to też wielokrotnie wygnanie wewnętrzne – Benjamina, który żeby przeżyć, musiał liczyć na wsparcie materialne Instytutu, czy Bensaïda, który chorując na AIDS w ostatnich latach życia, musiał pracować ze świadomością bardzo bliskiego końca. Jeszcze innym wymiarem wygnania były niedokończone wielkie projekty. Jeżeli w praktyce lewicowa melancholia objawiała się nieustępowaniem i niezgodą na niedokończenie walki, to w teorii polegała ona na podążaniu linią Adorna bądź Bensaïda. Według Traverso melancholia pojawia się wtedy, gdy zdajemy sobie sprawę, że istniał moment, w którym rzeczy mogły potoczyć się inaczej; że Benjamin poczekałby z samobójstwem jeszcze jeden dzień, że marksizm zachodni wszedłby w dialog z czarnym marksizmem itd. Ciągłe niepowodzenia i historyczne niedomknięcie powołuje do istnienia zastępy kontynuatorów, którzy kierowani melancholią nie pozostawiają historii i pamięci na pastwę zapomnienia – ostatecznego rezultatu pracy żałoby. Jak mądrze zauważył Walter Benjamin: jedynym sposobem na zbawienie przeszłości jest zwycięstwo.

Erri De Luca w błyskotliwej alegorii stwierdza, że w latach 70. XX wieku doszło do inwazji „kolektywnego Orfeusza”, który zakochawszy się w sprawiedliwości, ruszył do boju, aby ją zdobyć. Traverso odczytuje w tym opis melancholijnej przemiany, jaka zaszła na lewicy: „Rewolucja nie jest tutaj słynnym «szturmowaniem nieba», lecz zejściem do Hadesu – od utopii do pamięci, od przyszłości do przeszłości; to nie żałoba nad straconymi utopiami, lecz przemyślenie na nowo rewolucyjnego projektu w nierewolucyjnym wieku” (Traverso 2016, s. 20). Trzeba jednak pamiętać, że współczesna obsesja na punkcie przeszłości wynika z zatracenia myślenia utopijnego, przyszłościowego. Jak mówi Traverso: „świat bez utopii nieuchronnie patrzy za siebie” (Traverso 2016, s. 9). Dlatego właśnie ten melancholijny wzrok zwrócony jest strategicznie w przeszłość, bo pamiętać znaczy ocalać, nie przez włączenie czy powtórzenie tego, co zniknęło, lecz przez zmianę teraźniejszości. Jeżeli ktokolwiek szukał afektywno-wyobrażeniowego katalizatora przeszłych walk na rzecz teraźniejszości, to odnajdzie go przy pomocy Traverso w melancholii.

Można powiedzieć, że książka Traverso spełnia swoje zadanie: odsłania melancholię w lewicowej kulturze. Na pewno interesujące jest połączenie w konstelacji bardzo różnych wytworów tej kultury – od rewolt, poprzez filmy, do teorii. Inną sprawą jest szerokość pojęcia melancholii. Ze względu na chęć objęcia całego „smutku” lewicy, pojęcia melancholii, żałoby i tęsknoty często nie są od siebie analitycznie, ściśle oddzielone, co może przysparzać trudności w rozumieniu. Chaos występuje również na poziomie formy – struktura książki nieco dezorientuje. Jej środkowe partie (dotyczące intelektualistów) zaczynają się w oderwaniu od uprzednich analiz, dopiero na końcu zyskują pewną łączność z tematem książki. Co więcej, zadziwia pominięcie kobiet w dyskursie Traverso. Melancholia jawi się jako perspektywa ściśle zmaskulinizowana, której moc mobilizacji sił teraźniejszych jest do wykorzystania i osiągnięcia tylko dla mężczyzn. To oczywiście nieprawda, bo skoro jesteśmy przy Benjaminowskim mesjanizmie/eschatologii kabalistycznej, to dlaczego nie wspomniano o Simon Weil, która sama była jak najbardziej melancholijną, mistyczno-lewicową intelektualistką, a w dodatku brała czynny udział w wojnie domowej w Hiszpanii. Traverso tworzy obraz melancholijnych socjalistów-mężczyzn, co stanowi rażące niedopowiedzenie opowieści lewicowej kultury. Inną sprawą jest pominięcie różnic politycznych na lewicy, z których mogła wynikać różnica co do momentu przyjęcia melancholijnej optyki. Anarchiści i anarchistki z pewnością wcześniej widzieli upadek utopii bloku wschodniego niż chociażby Lew Trocki. Ze względu na pominięcie tego fundamentalnego aspektu, melancholia staje się niepotrzebnie odpolityczniona. Poza tymi mankamentami książka wskazuje jednak na ważny problem bezczynności i melancholijnej czynności współczesnej lewicy.

Wiedza o intelektualnym przepracowywaniu traumy XX wieku nie tylko rozgrzesza melancholię, lecz jest również użyteczna dla zrozumienia, jak politycznie traktować przeszłość i jaki ma na nas wpływ. Podczas gdy popularnością cieszą się analizy i spory wokół pracy afektywnej, Traverso zwraca uwagę, iż polityka emancypacyjna przepełniona jest pracą, a w szczególności tą afektywną. Odkupywanie utopii i dźwiganie jej z ruin jest zadaniem poważnie obciążającym i wymagającym niemałego wysiłku od teoretyczek i aktywistek. Mam nadzieję, że przywrócenie przez Left-wing melancholia tej specjalnej epistemologii zafunduje jej trwałe miejsce w emancypacyjnej praxis. To odpowiednia lektura na stulecie rewolucyjnego „szturmowania nieba” i późniejszego wtrącenia do Hadesu.

Share This