Pięć lekcji, które płyną z projektu planowania komputerowego w Chile pod rządami Salvadora Allendego.

Choć często mówi się nam, że przeszłość stanowi dla nas lekcję tego, jak moglibyśmy postępować w przyszłości, rzadko inspirujemy się starszymi technologiami. Jeszcze rzadszy jest pogląd, że doświadczenia historyczne krajów mniej uprzemysłowionych mogą nauczyć nas czegoś na temat współczesnych problemów technologicznych – nie mówiąc już o tym, że liczący sobie kilka dekad projekt socjalistyczny może pokazać sposoby myślenia o technologii, jakie obecnie wykorzystywane są marketingowo przez kapitalistów z Doliny Krzemowej.

            Jednakże system planowania komputerowego stworzony w latach siedemdziesiątych XX wieku w socjalistycznym Chile, Projekt Cybersyn, może wpłynąć na nasz współczesny sposób myślenia o technologii i przepływie danych.

            Był to bowiem śmiałym projekt technologiczny powiązany z równie śmiałym projektem politycznym. Utworzony został jako element chilijskiej pokojowej drogi do socjalizmu. Salvador Allende wygrał wybory w 1970 roku dzięki obietnicy budowy zupełnie nowego społeczeństwa. Jego program miał uczynić z Chile państwo demokratycznego socjalizmu, cechujące się poszanowaniem dla konstytucji i wolności obywatelskich.

            Znacjonalizowanie głównych gałęzi przemysłu było centralnym punktem platformy wyborczej Allende, jednocześnie stwarzało problem z zarządzaniem. Rząd miał niewielkie doświadczenie w tej dziedzinie. Mimo to pod koniec 1971 roku przejął kontrolę w ponad stu pięćdziesięciu firmach, w tym w dwunastu spośród dwudziestu największych firm w Chile.

            Problem z zarządzaniem świeżo uspołecznionymi przedsiębiorstwami był powodem, dla którego młody chilijski inżynier Fernando Flores poprosił o pomoc brytyjskiego cybernetyka, Stafforda Beera. Flores pracował dla agencji rządowej zajmującej się nacjonalizacją, Beer natomiast był międzynarodowym konsultantem biznesowym pracującym w branży cybernetyki zarządzania, którą definiował jako „cybernetyka efektywnej organizacji”.

            Wspólnie powołali zespół chilijskich i brytyjskich inżynierów, który naszkicował plan nowego systemu technologicznego mającego na celu udoskonalenie zdolności rządu do koordynacji gospodarki opartej na własności państwowej.

            System miał stworzyć dostęp do codziennie aktualizowanych danych i zestawu narzędzi opartych na technologii komputerowej, których rząd mógłby używać do prognozowania przyszłych wydarzeń gospodarczych. Jego elementem miało być także futurystyczne pomieszczenie operacyjne, które umożliwiałoby rządowi podejmowanie decyzji przez wymianę i interpretację napływających danych. Wizja Beera zakładała zwiększenie partycypacji pracowników w gospodarce przy jednoczesnym zachowaniu autonomii dyrektorów fabryk pomimo zwiększających się wpływów państwa.

            Członkowie chilijskiego rządu wierzyli, że system ten wzmocni sukces programu gospodarczego Allende, a co za tym idzie – również chilijskiej rewolucji socjalistycznej. Beer ochrzcił system mianem Cybersyn, które powstało przez połączenie terminu cybernetyka, odnoszącego się do naukowych zasad stanowiących podstawę rozwoju nowego systemu, oraz terminu synergia, które miało oznaczać, że przyświecająca mu idea jest czymś więcej niż tylko sumą jego technologicznych części.

            Nawet dekady po tym, jak zaniechano jego wdrożenia, projekt Cybersyn wciąż stanowi źródło lekcji istotnych z dzisiejszej perspektywy. Po pierwsze, przypomina nam, że państwo wciąż pełni istotną rolę w projektach technicznych oraz jest źródłem innowacji, których celem jest powszechny dobrobyt i wsparcie marginalizowanej części społeczeństwa, bardziej niż osiągnięcie krańcowej wydajności i krótkoterminowych zysków. Po drugie, pokazuje, że musimy być czujni wobec sposobu projektowania technologii i tego, jak może ona ograniczać demokratyczną partycypację w gospodarce.

            Po trzecie, mimo tego, że zalewający nas obecnie strumień nowych produktów sugeruje, iż technologie szybko stają się przestarzałe, użycie starszych technologii może spowodować zmniejszenie kosztów oraz mniejszą produkcję elektronicznych odpadów. Po czwarte, ochrona prywatności jest konieczna, aby zapobiec ewentualnym nadużyciom scentralizowanej kontroli danych. Wreszcie, musimy myśleć kreatywnie o zmieniających się systemach społecznych i organizacyjnych. Jeśli chcemy zyskać jak najwięcej na nowych technologiach, to nie możemy zapominać, że same technologie nie uczynią świata lepszym miejscem.

 

1. Państwo i jego priorytety kształtują technologię i jej sposób użycia

Państwo pełni istotną rolę w kształtowaniu relacji pomiędzy pracą a technologią i może wpłynąć na tworzenie systemów przynoszących korzyści zwykłym ludziom. Może wywołać również odwrotny skutek. W istocie, historia informatyki w USA pokazuje ścisły związek tej dyscypliny z rządowymi mechanizmami zarządzania, kontroli i planami automatyzacji.

            Nie musi to jednak wyglądać w ten sposób. Rozważmy podejście rządu Allende do problemu relacji pomiędzy pracą a technologią podczas projektowania systemu Cybersyn. Allende uczynił wzrost zatrudnienia centralną kwestią zarówno swojego planu gospodarczego, jak i całościowej strategii pomocy zwykłym Chilijczykom. Jego rząd wprowadził nowe formy partycypacji pracowniczej na poziomie przestrzeni zakładowej oraz chciał użyć wiedzy robotnika w procesie podejmowania decyzji gospodarczych.

            Ten klimat polityczny pozwolił Beerowi dostrzec w technologii komputerowej sposób na rozszerzenie władzy robotniczej. W 1972 roku, na zlecenie rządu chilijskiego, opublikował raport, w którym sugerował, żeby to właśnie chilijscy robotnicy, a nie menadżerowie czy technokraci kontrolowali Projekt Cybersyn. Co bardziej radykalne, wskazał również sposób, dzięki któremu chilijscy robotnicy mogliby uczestniczyć w projektowaniu Cybersyn.

            Rekomendował, by rząd pozwolił robotnikom, ze względu na posiadaną przez nich znajomość realiów funkcjonowania zakładu pracy tworzyć – zamiast inżynierów – projekty kontrolowanych przez państwo fabryk. Robotnicy mieli zatem pomóc w stworzeniu systemu, który miałby być uruchomiony i użytkowany przez nich samych. Zezwolenie robotnikom na użycie zarówno ich rąk, jak i głów miałoby zniwelować odczucie wyobcowanego charakteru wykonywanej przez nich pracy.

            Idea demokratycznej partycypacji rozwijana przez Beera miała swoje słabości: nie wziął na przykład pod uwagę tego, jak zakodowanie wiedzy robotników w oprogramowaniu systemu komputerowego mogłoby spowodować ich późniejszą ewentualną niemoc, zwłaszcza przy zmianie sytuacji politycznej.

            Jednakże Beer pokazał, że komputeryzacja firm może mieć inny cel niż dewaloryzacja dotychczasowych kwalifikacji pracowników – rezultat kapitalistycznego rozwoju, którego w USA świadkami byli akademicy w rodzaju Harry’ego Bravermana. W kraju tym rząd nie wykazał podobnego zaangażowania w aktywne zwalczanie bezrobocia i propagowanie partycypacji robotniczej.

            Mniej więcej wtedy, gdy Beer pracował dla rządu Allende, to znaczy w 1974 roku, Braverman opublikował swoje klasyczne dzieło Labor and Monopoly Capital. Obserwował wówczas to, w jaki sposób technologie w rodzaju kontrolowanego komputerowo systemu maszyn doprowadziły do automatyzacji pracy oraz obniżenia kwalifikacji pracowników, nawet w tak wyspecjalizowanych dziedzinach jak inżynieria.

            Zauważył, że podobny proces zachodzi przy zastosowaniu komputerów biurowych. Komputery zrutynizowały prace biurowe i dzięki nim menadżerowie łatwo mogli monitorować ilość pracy wykonanej przez każdego z pracowników. Doszło również do zwiększenia tempa pracy, co potencjalnie mogło zaowocować większą ilością zwolnień.

            Beer widział jednak komputeryzację w inny sposób nie tylko dlatego, że chilijski rząd nalegał, aby socjalistyczny system komputerowy był skonstruowany w innych celach niż te opisane przez Bravermana. Dało to Beerowi wolność do rekonceptualizacji roli, jaką mogą pełnić komputery w zakładzie pracy, i tego, jak przyczynić się mogą dla sprawy budowania władzy i kontroli robotniczej.

            Projekt Cybersyn pokazał, że państwo może stworzyć warunki dla nowych kierunków w projektowaniu. Państwo może zmuszać (a także inspirować) technologów do rozważań nad tym, jak system może przyczynić się do sprzyjania interesom szerszych warstw społecznych, co może, ale nie musi być związane z zyskiem, sukcesem rynkowym, skutecznością, techniczną elegancją czy modnym designem. Innowacje komputerowe nie narodziły się wraz ze start-upami w Dolinie Krzemowej i mogą rozkwitać w innych niż rynkowe warunkach.

2. System przyszłości musi być wolny od uprzedzeń dnia dzisiejszego

Nie można pozbyć się wrodzonych uprzedzeń w mgnieniu oka, musimy zatem być czujni wobec sytuacji, dzięki którym uprzedzenia mogą się wkraść w proces kształtowania systemu. Stworzone w celu zwiększenia demokratycznej partycypacji i ulepszonych interakcji zachodzących na linii człowiek–maszyna technologie pozostawione same sobie, mogą wykluczać i marginalizować określone obszary społeczeństwa. Również w tym miejscu projekt Cybersyn oferuje nam kila istotnych wniosków pod rozwagę.

            Projekt Cybersyn jest najlepiej znany ze względu na swoją salę operacyjną, przestrzeń o futurystycznym wyglądzie, która została stworzona jako ośrodek podejmowania demokratycznych decyzji. Pokój stworzony został na planie heksagonu i było w nim siedem krzeseł ustawionych w kole. Zespół projektujący zdecydował się na taką liczbę w celu uniknięcia remisowych wyników kolejnych procesów głosowania. Odrzucono również pomysł wstawienia stołu, co w zamyśle projektantów miało zachęcać uczestników do zaangażowania się w żywą dyskusję zamiast przerzucania stosu papierów.

            Ciąg ekranów na ścianach pokoju prezentować miał na bieżąco dane dotyczące stanu gospodarki i dostarczać sygnałów, w którym jej sektorze potrzebna jest pilna interwencja rządu. Wyświetlacze na ścianach wykorzystywały kolory, światła i zaprojektowaną specjalnie grafikę, która miała pomóc użytkownikom w szybkim zorientowaniu się w zawiłościach chilijskiego sektora przemysłowego. Wczesne plany zakładały nawet umieszczenie w pokoju minibaru.

            Wystawione w sali krzesła również zdradzały ślady starannego zaprojektowania. Przykładowo użytkownicy mogli poruszać się po wyświetlanych informacjach za pomocą przycisków zamontowanych w podłokietnikach krzeseł. Były to duże przyciski o geometrycznych kształtach, które zastępowały tradycyjną klawiaturę i stanowiły odbicie świadomości klasowej zespołu projektanckiego. Uważali, że chilijscy robotnicy nie są obyci w stosowaniu klawiatury, a przyciski geometryczne zapewniają przyjazną alternatywę dla użytkownika umożliwiającą udział robotników w planowaniu.

            Zespół przewidział również udział oficjeli wysokiej rangi w charakterze odmiennych użytkowników sali. Oficjele ci również nie posiadali większego doświadczenia w obsłudze klawiatury, ale z innego powodu: posiadali żeńskie sekretarki. Jak zanotował Beer, użycie klawiatury oznaczałoby „ustawienie dziewczyny pomiędzy osobą a maszyną, kiedy chodziło o bezpośrednią interakcję między użytkownikami a maszyną i między sobą nawzajem”.

            Dlatego też przyciski stanowiły sposób na eliminację kobiet z procesu decyzyjnego. Stanowiły również formę maskulinistycznej ekspresji. Jak pisał Beer, w przyciski można było „walić”, jeżeli chciało się podkreślić wagę swojego stanowiska.

            Takie decyzje projektantów nie miały neutralnego charakteru. Odbijały wiarę zespołu w to, kto będzie dzierżył władzę w rewolucyjnym Chile i były realizacją tej wiary. Męscy pracownicy fabryk i rządowi biurokraci mieli otrzymać władzę decyzyjną. Pozostali pracownicy, jak kobiety i pracownicy branży handlowej, nie mieli posiadać tego rodzaju władzy.

            Projekt ilustrował więc niedociągnięcia rewolucyjnej wyobraźni w Chile. Pokazał również, jak nasze wyobrażenia dotyczące płci i klasy mogą podążać za nami, nawet jeżeli wyobrażamy sobie przyszłość jako bardziej sprawiedliwą i egalitarną.

 

3. Możemy zrobić więcej za mniej, sprzyjając ochronie środowiska

Nowe technologie oznaczają znaczące koszty dla środowiska w efekcie konsumpcji i utylizacji urządzeń elektrycznych. Globalna sprzedaż urządzeń tego rodzaju podwoiła się pomiędzy 1997 a 2009 rokiem. Z danych Agencji Ochrony Środowiska (Enviromental Protection Agency) wynika, że w 2009 roku obywatele USA pozbyli się 29,4 miliona komputerów oraz 129 milionów urządzeń mobilnych. USA miały najwyższy wskaźnik e-odpadów w 2012 roku: 9,4 miliona wygenerowanych ton. Sporą część tego zmarnotrawionego sprzętu zakupiono w Chinach, Pakistanie oraz Indiach, gdzie odzyskiwanie wartościowych materiałów takich, jak złoto może wystawić robotników na działanie toksycznych metali.

            Obecnie rynek towarów elektronicznych zależny jest od planowego starzenia się: stare produkty szybko stają się niedzisiejsze i niemodne. Jednakże przedłużenie życia naszych elektronicznych urządzeń jest ważne w kontekście e-odpadów. Projekt Cybersyn pokazał, że przyszłość może być związana z technologiczną przeszłością.

            Kiedy na początku lat siedemdziesiątych XX wieku tworzono projekt Cybersyn, w całym Chile było około pięćdziesięciu komputerów, z których większość była już podówczas przestarzała. Chile nie mogło wezwać IBM na pomoc. IBM zminimalizowało swoją obecność w Chile w obawie przed tym, że ich filia zostanie znacjonalizowana przez chilijski rząd. Administracja Nixona ustanowiła „niewidzialną blokadę” w celu destabilizowania chilijskiej gospodarki i zatrzymaniu przemiany Ameryki Południowej w obszar otoczony dwiema czerwieniami – Kubą i Chile, co z kolei ograniczyło zdolność Chile do importu amerykańskich technologii.

            W rezultacie Beer wraz ze swoim chilijskim zespołem wpadł na genialny pomysł. Utworzyli sieć przetwarzania danych, która potrzebna była do podłączenia krajowych zakładów do centrum dowodzenia. Podłączyli jeden przestarzały komputer do urządzenia zupełnie innej technologii – maszyny teleksowej, a właściwie do setek takich urządzeń. I zadziałało.

            W 1972 roku strajk generalny, w którym wzięło udział czterdzieści tysięcy kierowców ciężarówek, postawił kraj w stan nadzwyczajny i utrudnił dystrybucję żywności, paliw oraz surowców do produkcji fabrycznej. Rząd wykorzystał sieć teleksów utworzonych dla projektu Cybersyn, aby ustalić, które drogi były przejezdne i dzięki temu mógł koordynować dystrybucję kluczowych zasobów oraz utrzymać produkcję fabryczną.

            Sieć Cybersyn poprawiła komunikację rządową i znacznie zwiększyła częstotliwość oraz szybkość, z jaką rząd mógł wysyłać i odbierać wiadomości w obrębie kraju. Brakowało temu technologicznego wysublimowania sieci ARPANET, amerykańskiego systemu komunikacji wojskowej, który był prekursorem internetu i ówczesnego systemu teleksowego Chile. Jednakże sieć chilijska zużywała mniej zasobów przy niższych kosztach, a do tego okazała się nie mniej funkcjonalna. Starsze technologie zostały twórczo połączone z innymi formami organizacji i społecznych innowacji.

            Nowa technologia nie jest taka niematerialna, jak wielu mogłoby pomyśleć. Często mówimy, że nasze dane przechowywane są „w chmurze” – pojęcie te wskazuje na nieuwzględnianie fizyczności. Jednakże farmy danych w znacznym stopniu zależne są od zasobów naturalnych. Centrum danych o mocy 15 megawatów może zużywać do 360 000 litrów wody dziennie, a niedawno ukończone centrum NSA w Utah potrzebuje miliona litrów wody dziennie i 65 megawatów energii. Stopniowe przekształcanie nowych technologii spowoduje większą selektywność w zbieraniu danych i zakwestionuje praktykę przechowywania ogromnych ilości danych bez wyraźnej potrzeby.

            Projekt Cybersyn pokazuje również, że można zrobić więcej przy zaangażowaniu mniejszych kosztów. Chilijski projekt nie był kopią radzieckiej cybernetyki gospodarczej, która gromadziła całość danych fabrycznych i przesyłała je do zhierarchizowanej centrali komputerowej w celu dalszego przetwarzania. To samo zadanie realizowano przez codzienną transmisję jedynie od 10 do 12 indeksów danych z każdego zakładu i późniejszego ich modelowania mającego na celu określenie, które z indeksów są najważniejsze.


4. Ochrona prywatności może stanowić różnicę pomiędzy opresyjnym systemem i systemem, który chroni i promuje ludzką wolność

Ochrona prywatności jest kluczem do zapobieżenia nadużywaniu scentralizowanej kontroli. Nowe innowacje technologiczne takie jak smartfony, analizy oparte na powiększającej się ilości danych, nacisk na tworzenie „inteligentnych miast” (smart cities), a także „internetu rzeczy” (Internet of Things) – wszystko to ułatwia gromadzenie danych i zezwala na rejestrowanie znaczącego wolumenu ludzkiej i nie-ludzkiej aktywności.

            W latach siedemdziesiątych XX wieku krytycy opisywali projekt Cybersyn jako formę autorytarnej, scentralizowanej kontroli, ponieważ zbierał on dane o funkcjonowaniu fabryk i przekazywał je chilijskiemu rządowi. Przykładowo „New Scientist” w tekście redakcyjnym deklarował, że „jeżeli (projekt Cybersyn) okaże się sukcesem, to Beer stworzył jedną z najpotężniejszych broni w historii”.

            Jednakże takie interpretacje opierały się na niezrozumieniu faktycznego funkcjonowania systemu. Tego typu dezinterpretacje często miały charakter ideologiczny – w Chile były związane z szerszą falą krytyki wobec rządu Allende autorstwa prawicowej opozycji, która głosiła, że rząd Allende niszczy chilijskie wolności obywatelskie.

            W rzeczywistości projekt Cybersyn nie był systemem opresyjnej, scentralizowanej kontroli, ponieważ zawierał mechanizm ochrony fabrycznej autonomii. Te zabezpieczenia były wbudowane w kształt systemu. Rząd mógł przykładowo interweniować na płaszczyźnie zakładu tylko wtedy, kiedy oprogramowanie wykryłoby anomalie zachodzące w procesie produkcji, a fabryka nie potrafiłaby sobie z nimi poradzić przez pewien okres czasu.

            Technologiczne i ludzkie ograniczenia miały wpływ na dodatkową kontrolę poczynań rządu. Operatorzy w fabryce na przykład nie mogli monitorować wszystkich tysięcy indeksów produkcji dziennie, za to mogli śledzić tylko od dziesięciu do dwunastu najważniejszych. Ograniczenie liczby wskaźników ułatwiało również oprogramowaniu wykrycie stanów zagrożenia, które najpilniej potrzebowały rządowych interwencji. Proces ten wymagał jednak udziału chilijskich inżynierów, którzy decydowali, jakich danych rząd naprawdę potrzebuje.

            Tego typu ograniczenia czyniły znaczną część aktywności fabrycznej niewidzialną dla chilijskiego rządu, gwarantowały wolność i chroniły chilijskich robotników przed orwellowską opresją. Tworzyły przestrzeń prywatności, która pozwalała chilijskim robotnikom uczestniczyć w procesie zarządzania bez nadmiernej kontroli zewnętrznej państwowych biurokratów.

            Planowane przez Beera ramy Projektu Cybersyn dawały robotnikom możliwość dostrzeżenia, jak funkcjonująca na podstawie danych koordynacja pozwala im zaplanować model fabryki oparty na podstawowym oprogramowaniu tego systemu. Teoretycznie umożliwiała im otwarcie czarnej skrzynki komputera i zrozumienie zachodzących w nim operacji analitycznych.

            Jednakże tylko teoretycznie, ponieważ rząd Allende upadł w wyniku wojskowego puczu, którego rezultatem była śmierć prezydenta i likwidacja chilijskiej demokracji na kolejne siedemnaście lat. Wojskowa dyktatura i polityka gospodarcza często opisywane jako „neoliberalny szok” zakończyły prace nad projektem Cybersyn przed jego ukończeniem. Dla zwolenników liberalizmu ekonomicznego posiadanie komputerowego systemu regulującego gospodarkę nie miało sensu.

            Struktura projektu Beera jest niemniej wciąż istotna, ponieważ przypomina nam nie tylko o tym, jak istotna jest transparentność systemu obliczeniowego, ale również demokratyczna kontrola. Jeżeli kod jest prawem, jak jest to w sławnej propozycji Lawrence’a Lessinga, to używany w nowoczesnych technologiach kształtujących nasze życie nie powinien być wyłączną domeną inżynierów i programistów.

 

5. Musimy myśleć globalnie, ponieważ sama technologia nie stworzy lepszego świata

Musimy myśleć w kategoriach reformowania systemu, a nie tylko szybkich technologicznych usprawnień. Na przykład dyskusje o inteligentnych miastach skupiają się na problemie lepszej sieci infrastrukturalnej i lepszego wykorzystania informacji oraz technologii komunikacyjnych w rodzaju zintegrowanych sensorów, aplikacji na telefony komórkowe i usług online. Często podłożem takich dyskusji jest przekonanie o tym, że polepszy to jakość życia miejskiego przez ułatwienie mieszkańcom dostępu do serwisów rządowych i zapewni władzom miasta lepszy dostęp do danych w celu usprawnienia miejskiego zarządzania.

            Jednakże taki technologiczny determinizm pozbawiony jest holistycznego zrozumienia tego, w jaki sposób technologie mogą negatywnie wpływać na kluczowe aspekty życia miejskiego. Na przykład socjolog Robert Hollands twierdzi, że inicjatywy skoncentrowane na technologii i ideologii inteligentnego miasta mogą doprowadzić do napływu pracowników technologicznych i zwiększyć w ten sposób migracje pozostałych pracowników. Mogą również pochłonąć budżety na budowę sieci komputerowych, ignorując inne ważne dziedziny życia miasta.

            Sądzi, że postępowe inteligentne miasta powinny po pierwsze spróbować zrozumieć naturę ludzkich interakcji w środowiskach miejskich i to w jaki sposób systematycznie wytwarzają one nierównowagę sił. Technologie powinny więc być wdrażane przez miasto w taki sposób by niwelować te dysproporcje.

            Beer podzielał perspektywę Hollandsa. Nieustannie wyrażał swoją frustrację, że Projekt Cybersyn postrzegany jest jako kompozycja technologicznych usprawnień – sala operacyjna, sieć maszyn teleksowych, symulator gospodarczy, oprogramowanie do śledzeni danych o produkcji – a nie jako sposób na restrukturyzację sposobu zarządzanie chilijską gospodarką.

            Beer zainteresowany był zrozumieniem systemu chilijskiego zarządzania gospodarczego i tego, jak instytucje rządowe mogą być zreformowane przez usprawniony proces koordynacji. Postrzegał technologię jako drogę do zmiany wewnętrznej organizacji chilijskiego rządu.

            Gdyby żył dzisiaj, z pewnością narzekałby na e-rządowe inicjatywy za to, że przeprowadzając proces komputeryzacji, nie dostrzegają szansy na poprawienie efektywności samych agend rządowych.

            Musimy oprzeć się pewnemu rodzajowi apolitycznego „determinizmu innowacji”, który w tworzeniu kolejnej aplikacji, serwisu internetowego czy urządzenia sieciowego widzi najlepszy sposób na dokonanie się postępu społecznego. Zamiast tego musimy zmusić się do kreatywnego myślenia o sposobach zmiany struktury naszych organizacji, procesów politycznych i społeczeństw na lepsze oraz o tym, jak nowe technologie mogą sprzyjać takim wysiłkom.

            Wyzwania z którymi zmierzyli się protagoniści Cybersynu nie były charakterystyczne wyłącznie dla ich ery – my mierzymy się z podobnymi. Choć projekt ten był daleki od doskonałości, wypływa z niego lekcja nie do zignorowana przez osoby myślące o przyszłości, w której technologia może być demokratycznie wykorzystana dla dobra społecznego.

 

przełożył Damian Winczewski

Dziękujemy redakcji czasopisma Jacobin za pozwolenie na tłumaczenie i przedruk. Pierwotna wersja tekstu znajduje się pod poniższym linkiem.

Share This