Wiktor Marzec – Poststrukturalistyczna teoria dyskursu i empiryczne badania społeczne

Abstrakt: Teoria dyskursu (Discourse Theory) to zespół podejść teoretycznych (w tym i najbardziej w Polsce znana teoria Laclaua), które wprawdzie nie formułują całkowicie nowego paradygmatu badań, ale poprzez spójne opracowanie teorii społecznej opartej na poststrukturalistycznej ontologii społecznej wprowadziły wiele zmian w naukach politycznych i socjologii. Jak dotąd jej przedstawiciele pracowali głównie koncepcyjnie, na abstrakcyjnych wyżynach teorii, czasem tylko traktując materiał empiryczny jako ilustrację poczynionych ustaleń. Nie prowadzono jednak systematycznych badań empirycznych, twórcy teorii dyskursu nie zaproponowali też konkretnych sposobów wykorzystania jej w ten sposób ani wytycznych metodologicznych do jej aplikacji w badaniach. Pomocne mogą okazać się techniki badań wypracowane w bardziej empirycznie zorientowanych gałęziach badań języka i dyskursu, takie jak Krytyczna Analiza Dyskursu czy nawet wspomagane komputerowo badania leksykometryczne. Translacja taka nie jest łatwa, ale być może wykonalne jest połączenie takich elementów w heterogeniczną, ale nie sprzeczną, całościową perspektywę teoretyczno-metodologiczną.

Słowa kluczowe: teoria dyskursu, to, co polityczne, retoryka, krytyczna analiza dyskursu (KAD), Laclau, leksykometria

*  *  *

Wielu znakomitych filozofów (choć do każdego z nich miano to pasuje co najmniej umiarkowanie) było jednocześnie zaciętymi badaczami społecznymi, by wymienić choćby Marksa w Bibliotece Brytyjskiej, archiwistę Foucaulta i Rancière’a jako badacza historii robotniczej. Z drugiej strony, badania społeczne, które naprawdę zasługują na to miano (nie bez przyczyny, ale z żalem, unikam tu terminu „socjologia”), uprawiane są zawsze w bezpośrednim dialogu z myśleniem filozoficznym (czy będą to empiryczne badania Institut für die Sozialforschung, czy też zadłużona wobec fenomenologii społecznej etnometodologia Harolda Garfinkla). Zarówno badania społeczne, jak i filozofia rządzą się jednak po części swoimi prawami, czego efektem są kłopoty z wzajemnym ich powiązaniem. Nawet w wypadku heterodoksyjnych badań trudno spełnić kryteria stawiane przez wspólnotę naukową, przedstawić łańcuch referencji, który uprawomocniałby przejście od teoretycznej – czy może nawet spekulatywnej – konstrukcji do empirycznych badań, mierzących się z rzeczywistymi zjawiskami społecznymi. By uniknąć problemu wpisywania ich w ramy z góry określonych pojęć teoretycznych, konieczne jest powiązanie ram analitycznych i badanych zjawisk1. Problem ten dotyczy również zyskującej ostatnio coraz większą popularność poststrukturalistycznej teorii dyskursu, czy ujęć tego, co polityczne, odnoszonych do świata naszej teraźniejszości. Trzeba zawsze podjąć wysiłek przekładu, wskazać, jak dokładnie badać rzeczywistość (jakkolwiek byśmy jej nie ujmowali), by robić coś więcej niż poszukiwanie przykładów dla z góry powziętych konceptów.

Swoje historyczne badania zmiany społecznej opieram na poststrukturalistycznej teorii dyskursu [Poststructuralist Discourse Theory], pod którą podwaliny położył Ernesto Laclau. Obecnie teoria dyskursu jest zespołem podejść teoretycznych (w tym i najbardziej w Polsce znana teoria Laclaua), którego nie można traktować jako odrębnego paradygmatu w naukach społecznych. Z drugiej strony, opiera się ona na poststrukturalistycznej ontologii społecznej, co umożliwia oryginalną interpretację zjawisk społecznych. Teoria dyskursu (która w zależności od tego, na jaki jej aspekt kładziony jest akcent, bywa nazywana teorią hegemonii, filozofią tego, co polityczne2, czy teorią demokracji radykalnej) to dosyć heterogeniczny twór i czasami trudno znaleźć jakieś wspólne elementy u wszystkich jej przedstawicieli i przedstawicielek; łączy ich raczej podobieństwo rodzinne. Sprawy nie ułatwia bardzo synkretyczny charakter teorii, mniej bądź bardziej udanie asymilującej bardzo zróżnicowane inspiracje. Żetony, które są tu w grze, to przede wszystkim marksizm (ruch wychodzenia i jednocześnie zachowania marksizmu w post-marksizmie), teoria hegemonii Gramsciego, polacanowska polityka podmiotu, Althusserowska teoria ideologii i interpelacji, Derridiańskie ujęcie nierozstrzygalników i ruch dekonstrukcji, Wittgensteinowska filozofia języka, wreszcie Heideggerowska różnica ontologiczna i pojęcie tego, co polityczne Carla Schmitta. Jak widać, mieszanka dosyć wybuchowa, a może nawet niestrawna. Poza tymi komponentami jest jeszcze jeden, być może najważniejszy składnik, organizujący przyjmowaną ontologię społeczną, a zatem całościową perspektywę teorio-metodologiczną, która nas tu najbardziej interesuje. Mam tu na myśli radykalizację i generalizację reguł i pojęć Saussure’owskiego strukturalizmu – stąd określenie „poststrukturalistyczna teoria dyskursu” nie wydaje się bezzasadne.

Początkiem takiego ujęcia dyskursu był bodaj esej Derridy Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych ((J. Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych, tłum. K. Kosiński, [w:] Język, dyskurs, społeczeństwo, red. L. Rasiński, Warszawa 2009.)), w którym dokonuje on radykalizacji Saussure’owskich tez o języku jako systemie różnic i arbitralnym charakterze znaku:

[J]est to zatem ta chwila, gdy język zajmuje uniwersalne pole problemowe; jest to zatem ta chwila, gdy wobec nieobecności centrum czy źródła, wszystko staje się dyskursem – pod warunkiem, że zgodzimy się na to słowo – czyli systemem, w którym stojące w centrum, źródłowe lub transcendentalne signifié nie jest nigdy absolutnie obecne poza pewnym systemem różnic. Ta nieobecność transcendentalnego signifié rozciąga w nieskończoność pole i grę znaczenia3.

Teoria dyskursu zakłada, że pole społeczne (które samo ma charakter dyskursywny w myśl założenia, że rzeczywistość społeczna ma charakter znakowy – tu możliwe dwa tropy – Lacanowski i hermeneutyczny) zbudowane jest analogicznie do formacji dyskursywnych w rozumieniu Foucaulta4; jego elementy są ustabilizowane w swoim rozproszeniu. Są też relacyjnie powiązane, jak elementy języka w koncepcji de Saussure’a5. Jednak, w przeciwieństwie do de Saussure’a, poststrukturaliści zwracają uwagę na potencjalną płynność tożsamości elementów pola dyskursywnego – „pływają” one, ponieważ „żadna formacja dyskursywna nie jest zszytą całością, a przekształcenie elementów w momenty [podporządkowane systemowej całości – przyp. WM] nie jest nigdy zupełne”6. Podmioty (indywidualne i zbiorowe) nie mają stałej, zdeterminowanej w jakiś określony sposób tożsamości. Nierozstrzygalność struktury (według Derridy będąca warunkiem jej [nie]możliwości – co oznacza, że nie da się jej usunąć i domknąć układu znaczeń)7 sprawia, że w przestrzeni dyskursywnej mogą być dokonywane różne operacje polegające na przekształcaniu sieci znaczących poprzez powiązanie poszczególnych jej elementów (pozycji podmiotowych, działań, instytucji itp.).

Teoria dyskursu staje się właściwie społeczną ontologią. Dzieje się tak dlatego, że na jej gruncie uznaje się krytykę przekonania o możliwości niezapośredniczonego dyskursywnie dostępu do rzeczy „samych w sobie”, opracowaną równolegle w obrębie filozofii analitycznej (Wittgenstein), strukturalizmu (poststrukturalistyczna krytyka znaku) i fenomenologii (Heidegger). Poza tym odrzuca się podział na rzeczywistość dyskursywną i niedyskursywną8 – dyskursywność społecznej relacji nie jest tylko językowa, ma również charakter materialny o tyle, o ile elementy językowe i niejęzykowe współtworzą razem „zróżnicowany i ustrukturowany system pozycji”9 „[K]ażdy przedmiot konstytuowany jest jako przedmiot dyskursu o tyle, o ile żaden przedmiot nie jest dany poza wszelkimi dyskursywnymi warunkami.”10 Pole społeczne jest polem naddeterminacji – nie jest ani stabilne, ani też całkiem chaotyczne11. Ostateczne jego „zszycie” jest niemożliwe, ale nie ma też przypadkowości – czasowo i przygodnie pojawiają się uprzywilejowane punkty węzłowe, które organizują znaczenia12. Nie jest to zamknięta struktura, lecz relacyjna przestrzeń, która nie może ukonstytuować siebie jako takiej.

Społeczeństwu nie udaje się nigdy utożsamić z samym sobą, gdyż każdy z punktów węzłowych konstytuuje się w przekraczającej go sferze intertekstualności. Praktyka powiązania polega zatem na tworzeniu punktów węzłowych częściowo stabilizujących znaczenie, a cząstkowy charakter tej stabilizacji wynika z otwartości tego, co społeczne, będącej skutkiem nieustannego przekraczania każdego dyskursu przez nieskończoność pola dyskursywności13.

W takich oto realiach odbywa się konstrukcja społecznych tożsamości i określanie oblicza poszczególnych przedmiotów, których dotyczą formułowane wypowiedzi. Analiza tego procesu jest podstawowym przedmiotem zainteresowania badacza.

Teoria dyskursu opiera się na założeniu, że wszystkie przedmioty i działania mają sens, który jest wytworem historycznie uwarunkowanych systemów reguł. Odnosi się ona do tego, w jaki sposób praktyki społeczne wytwarzają i podważają dyskursy konstytuujące rzeczywistość społeczną. Istnienie tych praktyk jest możliwe dzięki temu, że systemy znaczeń mają charakter przygodny i nigdy nie wyczerpują całego pola znaczeń w obrębie danego społeczeństwa14.

Takie ujęcie, rezygnujące ze stałej i trwałej podstawy społeczeństwa czy jakiegoś substancjalnego, racjonalnego gruntu, na którym mogłaby się opierać legitymacja politycznych decyzji, otwiera oczywiście różne możliwości postępowania teoretycznego. Mogą to być próby wypracowania projektu politycznego (np. radykalna demokracja Mouffe), opisania logiki pola politycznego czy relacji między empiryczną polityką a tym, co polityczne (teoria hegemonii Laclaua), wreszcie wykorzystanie tych ustaleń w badaniach społecznych. Ten ostatni aspekt będzie nas interesował najbardziej.

Zręby teorii dyskursu w propozycjach Laclaua i Mouffe mają zdecydowanie „spekulatywny” charakter – ich projekt to raczej pojęciowa dekonstrukcja klasycznego marksizmu, będąca odpowiedzią na procesy społeczne i polityczne, które pojawiły się lub nasiliły pod koniec lat siedemdziesiątych (zmierzch proletariatu, hybrydyzacja tożsamości społecznych, thatcheryzm i triumf nowej prawicy). Od początku teoria ta jest silnie zakorzeniona w rzeczywistości społecznej, również w aspekcie pragnienia jej praktycznej zmiany. Nie jest to jednak perspektywa badawcza w jakimkolwiek możliwym do przyjęcia sensie. Z czasem Laclau i Mouffe zaczęli coraz częściej odnosić się do empirycznej rzeczywistości, a także rozszerzać historyczne granice zastosowania swojej koncepcji. Teoria dyskursu stała się stopniowo quasi-uniwersalną teorią społeczną, dysponującą spójną ontologią społeczną i mającą ambicję opisywać (i zmieniać – tu złożone relacje między tymi dwoma komponentami) logiki pola społecznego i politycznego, również w odniesieniu do rzeczywistości wykraczającej poza bezpośrednie realia historyczne stanowiące kontekst wytworzenia tej teorii15

Twórcy tej perspektywy nie zaproponowali jednak spójnej ramy teoretyczno-metodologicznej, a w szczególności procedur badawczych, które mogłyby umożliwić prowadzenie z jej wykorzystaniem empirycznych badań społecznych. Sprawdzenie analitycznego, eksplanacyjnego i heurystycznego potencjału tego podejścia jest zadaniem, które ciągle stoi przez nami16.

Młodsze pokolenie badaczy, głównie wywodzących się bezpośrednio z tzw. „szkoły z Essex” (czyli ośrodka, gdzie pracował i wykładał Laclau), podjęło szereg bardziej empirycznie zorientowanych badań mających za swoją teoretyczno-metodologiczną podstawę teorię dyskursu. Często jednak badania te realizowane są wedle modelu „weryfikacyjno-egzemplarycznego”; polegają na poszukiwaniu ilustracji dla z góry powziętych założeń, nie spełniając kryteriów nie tylko (post)pozytywistycznej nauki, które słusznie odrzucają, ale i standardów intersubiektywnej komunikowalności strategii badawczych we wspólnocie naukowców. Trzeba więc wypracować rodzaj metodologii, która zapewni ważność ustaleń badań empirycznych opartych na teorii dyskursu17. Przyglądając się raz jeszcze podstawowym założeniem teorii dyskursu, poszukajmy więc metod, które pozwolą uniknąć wskazanych tu problemów. Na naszej drodze wskazówkami mogą być ustalenia związanych z teorią dyskursu badaczy o bardziej empirycznej orientacji, jak David Howarth i Jason Glynos, którzy podjęli wyzwanie zaproponowania całościowej wizji uprawiania krytycznej nauki społecznej w oparciu o teorię dyskursu, w postaci projektu „logik krytycznego wyjaśniania”. Ważną propozycją  w tym kontekście mogą być późniejsze prace Laclaua (przede wszystkim Rozum populistyczny) i inspirowane nimi badania dyskursu koncentrujące się przede wszystkim na retorycznym aspekcie konstruowania tożsamości i podziałów społecznych. Spróbujmy też poszukać bardziej szczegółowych metod badań, które umożliwią pewien stopień „standaryzacji”, nie pozostając przy tym w sprzeczności z ogólnymi założeniami teorii dyskursu. Rysują się tu dwie propozycje: wykorzystanie technik badań z tzw. krytycznej analizy dyskursu (KAD, CDA) i badań leksykometrycznych.

W dominującym do dziś modelu uprawiania socjologii brakuje problematyzacji jej założeń ontologicznych i epistemologicznych. W większości wypadków przyjętą implicite „filozofią nauki” jest neopozytywizm; przeważnie jednak nie jest to decyzja uświadomiona, po prostu w ten sposób traktuje się badaną rzeczywistość. Nieco inaczej jest w wypadku całej tradycji socjologii interpretatywnej, która opiera się na innych założeniach (zwraca uwagę na rolę języka i komunikacji, interakcji, symboli, konstruowania znaczeń), ale na ogół przyjmuje podobną, najczęściej realistyczną, epistemologię18. Oczywiście ze względu na wieloparadygmatyczność tych nauk (w przypadku socjologii przez jej środek przebiega nawet bardziej podstawowa granica – między nomotetycznymi naukami społecznymi a idiograficznymi lub hermeneutycznymi naukami humanistycznymi), trudno tu o zasadnicze uogólnienia; z pewnością tradycja konstruktywistyczna i wszystkie „nowe” metody badań społecznych zmieniły dużo w tym względzie – nie tylko w swoim własnym obrębie. Howarth i Glynos są jednak przekonani, że wiele podejść i paradygmatów w naukach społecznych charakteryzuje niedostatek refleksji nad zakładaną ontologią społeczną i brak jej integracji z przyjmowaną perspektywą teoretyczno-metodologiczną. Metodologię badań redukuje się raczej do kwestii czysto technicznych, czasem po prostu do metod, technik i narzędzi badawczych służących do zbierania materiałów. Tymczasem w każdej decyzji związanej z ich wyborem kryje się szereg założeń, które powinniśmy ujawnić i rozważyć, by posługiwać się zintegrowanym podejściem do badanej rzeczywistości. Trzeba zatem przejść od mówienia o „metodologii” do szerszego korpusu przekonań, jakie moglibyśmy nazwać właśnie „perspektywą teoretyczno-metodologiczną”.

Badania empiryczne prowadzone z wykorzystaniem teorii dyskursu opierają się na przekonaniu, że analiza dyskursu nie jest tylko technicznym środkiem służącym do „wglądu” w badane zjawiska, lecz istotną częścią całościowego podejścia teoretyczno-metodologicznego. Tak jak metodologia badań (i w ogóle poznanie) niemożliwe są bez teorii, tak i teoria nie jest w stanie obejść się bez określonej metodologii19. Choć teoria dyskursu jest raczej heterodoksyjną perspektywą, krytyczną wobec różnych nurtów (post)pozytywistycznych nauk społecznych (np. „paradygmatu normatywnego”20 czy socjologii ilościowej), to nie godzi się na sprowadzanie naukowej prawdy do subiektywistycznego uroszczenia czy ekspresji władzy, a także na redukowanie własnej pozycji poznawczej do „konstruktów drugiego stopnia”, interpretacji interpretacji i rozumienia subiektywności uczestników życia społecznego. Komponent interpretatywny, jak i lekcje hermeneutycznych nauk społecznych (warto pamiętać, że nie mają one wiele wspólnego z hermeneutyką filozoficzną) są ważnym składnikiem działalności badawczej, co nie oznacza jednak rezygnacji z „mocnego” wyjaśniania czy krytyki. Analizy oparte na teorii dyskursu muszą być oceniane pod kątem potencjału eksplanacyjnego i heurystycznego. Ich ocena będzie zatem zależała od tego, czy są w stanie dostarczyć nowych interpretacji zjawisk społecznych i opisać procesy i czynniki, które wcześniej pozostawały niewidoczne 21. Ponadto muszą się też w pewien sposób wpisać w ramy dominujących reżimów prawdy (jako teorie naukowe), choć często stanowią jednocześnie próbę ich zakwestionowania i rozszerzenia22.

W tego rodzaju badaniach nie sposób oddzielić przyjmowanych założeń ontologicznych i teoretycznych od proponowanej metodologii badań i wykorzystywanych technik badawczych. By w pełni zdać sprawę z procedury, jaką chce się wykorzystać do zbudowania odpowiedniego łańcucha referencji między przedmiotem badania a wypowiedziami, które formułujemy na jego temat we wspólnocie naukowej, musimy prześledzić podstawowe teoretyczne gesty i metodologiczne decyzje, które są względem siebie współzależne. Teoria dyskursu jest teorią ukierunkowaną na problemy [problem driven theory]23i jako taka nie wymaga ani nie umożliwia sformułowania w pełni spójnego i niezmiennego katalogu reguł metodologicznych, na jakich miałyby się opierać inspirowane nią badania. Jest raczej nastawiona na Foucaultowski ruch problematyzacji, archeologiczne wyodrębnianie nieciągłych jednostek analizy, genealogiczne ukazywanie ich historycznej przygodności i badanie warunków możliwości ich pojawienia się. Badanie takie, podobnie jak inne propozycje, których podstawowym przedmiotem zainteresowania jest język i znaczenie, może być próbą „zrozumienia i opisania (historycznej) trajektorii […] współczesnych idei, praktyk i tożsamości, które aktualnie są traktowane jako oczywiste”24. Całościowym celem poznawczym jest przedstawienie nowych, przekonujących interpretacji wybranych problemów i przypadków, które wnoszą nowe jakości do danego pola badawczego, przyczyniając się również do możliwości dalszych badań powiązanych problemów25.

Zamiast sztywnej metodologii, mamy tu do czynienia z ciągłym dialogiem pomiędzy problemem badawczym, ogólnymi założeniami metodologicznymi, perspektywą normatywną i etyczną oraz impulsem krytycznym26. Teoria dyskursu nie formułuje „praw nauki” czy nawet „generalizacji historycznych”; określa raczej ogólne wyznaczniki działających w danym obszarze rzeczywistości „logik”, jak proponują Howarth i Glynos. To „logika” ma być podstawową formą uwzorowania praktyk społecznych, jej badanie polega na ustaleniu „gramatyki”, w obrębie której dokonywane są poszczególne działania i zachowania. Nie ma tu przyczynowości czy subsumcji poszczególnych zdarzeń pod ogólne prawa i generalizacji empirycznych. Teoria dyskursu sytuuje się pomiędzy Scyllą nomotetycznych roszczeń niektórych podejść i paradygmatów nauk społecznych i Charybdą interpretatywizmu, ograniczonego do opisu subiektywnych znaczeń aktorów świata społecznego.

Jak powinna zatem wyglądać analiza określonych zjawisk społecznych? Jakie procedury umożliwią nam uniknięcie problemów podejść naturalistycznych i hermeneutycznych? W dalszym ciągu nie dysponujemy żadnymi konkretnymi wskazówkami, jak prowadzić badania społeczne, procedurami, wedle których mamy postępować, by wyniki naszych badań były czymś więcej niż pewną własną interpretacją rzeczywistości. Być może wkraczam tu na teren, przed wejściem na który ostrzegali Howarth i Glynos, ulegam osadom pozytywistycznej filozofii nauki, której nie udało mi się porzucić. Być może jednak jeszcze kilka kroków w tym kierunku, bez zupełnej rezygnacji z założeń teorii dyskursu, jest jeszcze możliwych. Proponuję, by wykorzystać jej ramę teoretyczno-metodologiczną, podstawowe pojęcia, krytyczny i heurystyczny potencjał do sformułowania podejścia badawczego, które umożliwiłoby formułowanie wniosków poddających się nieco „twardszej” procedurze weryfikacji. Zapytajmy zatem, co trzeba zrobić, by tak przedsięwzięte kroki badawcze, jak i wyniki badań empirycznych opartych na założeniach teorii dyskursu, mogły być zaakceptowane przez szerszą wspólnotę naukową, niż ta, która już się tą perspektywą posługuje (utrzymując jednak założenie, że w pełni powtarzalna procedura eliminująca podmiot badacza jest niemożliwa, a próby jej wprowadzenia szkodliwe).

W obrębie „twardego rdzenia” teorii dyskursu najbliżej sformułowania spójnego zestawu pojęć i odpowiadających im propozycji wykorzystania w badaniach jest chyba Laclau, który doprecyzował i rozwinął w wielu późniejszych tekstach swoje ujęcie dyskursu. W poruszanym tu kontekście najbardziej interesująca wydaje się książka Rozum populistyczny. Laclau stara się pokazać strukturalne mechanizmy działania populizmu, oparte wprawdzie na pewnych elementach afektywnych czy retorycznych, ale właściwe wszystkim formom mobilizacji politycznej – populizm nie może być tedy przedstawiany jako przeciwieństwo racjonalności politycznej, a co najwyżej jako jej krańcowy, a przez to dobrze analitycznie uchwytny, przypadek. „W takim wypadku znak rozpoznawczy populizmu byłby jedynie wyjątkową emfazą dla logiki politycznej, która jako taka jest koniecznym składnikiem polityki tout court.27 W zaproponowanym tam ujęciu tego, co polityczne, poza kontekstem psychoanalitycznym (Freudowskie pojęcie obsadzenia, libidinalne aspekty zrzeszania w grupy, Lacanowskie ujęcie podmiotu opartego na braku), znacząco rośnie udział retoryki, jako zarazem istotnego komponentu procesów politycznych i konstruowania tożsamości, jak i zasobnika narzędzi, za pomocą których można te procesy badać28. Rządząca populizmem dynamika jest ogólną logiką tego, co polityczne, oparta zaś jest właśnie na mechanizmach retoryki. W pełni uwidacznia się tu rozumienie dyskursu, homologicznego wobec struktur języka, jako rodzaju społecznej ontologii. Laclau, czerpiąc z językoznawstwa strukturalnego, jak i tradycji retorycznej, przedstawia spójną siatkę pojęciową służącą do opisu logiki działania dyskursu, a zatem i tego, co polityczne. Doprecyzowane zostały pojęcia, mechanizmy działania i wzajemne relacje „logiki różnicy” i „logiki ekwiwalencji” (odpowiednio homologicznych wobec relacji syntagmatycznych i paradygmatycznych w językoznawstwie strukturalnym) – a to „wewnątrz napięcia między nimi konstruowane są wszystkie tożsamości”29. Umożliwiło to także precyzyjne zastosowanie wobec tych procesów konstrukcji, jak i wobec artykulacji hegemonicznych, kategorii metafory i metonimii, jako uniwersalnych mechanizmów operujących w polu dyskursu. W ten sposób figury i tropy retoryczne mogą stanowić rezerwuar pojęć dających szansę na heurystycznie płodny opis i krytyczne wyjaśnianie różnych dyskursywnych logik30. Przykładowo, proces scalania jedności symbolicznej danego podmiotu czy projektu politycznego oparty jest na metonimicznym mechanizmie synekdochy; część zaczyna wyrażać całość – partykularność może zająć miejsce zawsze wobec niej niewspółmiernej uniwersalności. Tak dzieje się choćby w sytuacji, gdy jakaś siła społeczna (niech będą to ruchy robotnicze) czy określony populistyczny program polityczny (jak często przywoływany przez Laclaua peronizm)  zyskuje wymiar uniwersalny, łącząc różne walki i żądania w hegemonicznym projekcie politycznym. Podobnie można wykorzystać inne pojęcia z zakresu retoryki (co czyniono zresztą często w myśli poststrukuralistycznej – vide Derrida, Spivak). Scalanie łańcucha równoważnych, ale zawsze wciąż  partykularnych żądań za pomocą symbolicznego zwornika, który reprezentuje ich całość31, można opisać z pomocą pojęcia katachrezy. Tak jak w retoryce mamy niekiedy do czynienia z niemożliwością zastąpienia określenia figuralnego przez literalne (czy po prostu z „nadużyciem” metafory w sposób, który czyni ją pewnym „wykroczeniem” językowym), tak ów symboliczny zwornik, puste znaczące, jak określa go Laclau, również przestaje mieć cokolwiek wspólnego ze scalanymi przezeń elementami. Różne niewspółmierne żądania mogą zostać połączone w łańcuchy ekwiwalencji tylko dzięki organizującemu je symbolicznemu pustemu znaczącemu. Taki „symboliczny sposób wyrażania”32 powoduje wyłonienie „jednego elementu różnicującego, który przyjmuje na siebie reprezentowanie niemożliwej całości […]. W ten sposób pewna tożsamość zostaje wyrwana z całego pola różnic i staje się ucieleśnieniem działania całościującego.”33. Brak pozytywnego rdzenia umożliwia naddeterminację przez różne niezaspokojone roszczenia, które odnajdują w nim jedność symboliczną34. Hegemonia jest po prostu polityczną katachrezą.

Retoryka właśnie jest jednym z analitycznych rezerwuarów, jakie proponuje wykorzystać David Howarth w jednej z publikacji mającej na celu wypracowanie adekwatnych wobec teorii dyskursu metod badawczych. Można badać różne obecne w dyskursie zabiegi ukierunkowane na ustanawianie i potwierdzanie znaczeń czy metonimiczne operacje przejmowania przez jedną z grup reprezentowania całości społeczeństwa. Można też używać retoryki do bezpośredniej analizy tekstów – poszczególnych dyskursów partii czy ruchów społecznych (wtedy już nie jako ogólnej logiki tego, co polityczne, ale, bliżej wobec pierwotnego dla niej kontekstu, jako sztuki formułowania wypowiedzi)35. Inną formą analizy tekstu może być analiza znaczenia, problematyzująca semantyczne przesunięcia i zabiegi ukierunkowane na budowę i utrwalenie treści pustych znaczących, wyrażanie pustej pełni społeczeństwa i konstrukcję formacji hegemonicznych. Trzecim elementem analizy jest wedle Howartha badanie konstrukcji podmiotowości w dyskursie, jako zarówno gotowego „transmitera” wyrażającego stwierdzenia językowe36, jak i całości performatywnie ustanawianej i subwersjonowanej  w aktach mowy.

Przykładem zastosowania tych propozycji mogą być choćby podjęte przez Stevena Griggsa i Davida Howartha badania konfliktów dotyczących polityki rozbudowy transportu lotniczego w Wielkiej Brytanii37. Ekwiwalencja, katachreza i redeskrypcja (w obszarze znaczeń – np. poprzez przedstawienie określonej opowieści w nieco innych słowach, by zmienić jej sens i odbiór – w tradycji retorycznej jest to zabieg określany mianem paradiastole)38 stają się „retorycznymi logikami” umożliwiającymi badanie, wyjaśnianie, rozumienie i krytykę zachodzących w polu dyskursu zjawisk.

Teoretycy dyskursu uznają ruchy tropologiczne za podstawowy wymiar wszystkich relacji społecznych. Pojęcia jako takie są zawsze naznaczone efektami tej uogólnionej metaforyczności […]. Kategorie retoryczne są ważne zarazem dla ukonkretnienia [fleshing out] ontologii teorii dyskursu, jak i jako środki do analizy tekstów i praktyk językowych39.

Zamiast logiki operacjonalizacji, która wyznacza warunki konieczne i wystarczające do aplikacji określonego pojęcia do materiału empirycznego, autorzy z kręgu teorii dyskursu posługują się podejściem opartym na intuicji, teoretycznej ekspertyzie czy doświadczeniu, i artykulacji, jako skontekstualizowanemu powiązaniu pojęć teoretycznych i materiału empirycznego. Jednak zaproponowane powyżej strategie analityczne zarazem umożliwiają, jak i wymagają uzupełnienia o techniczne narzędzia analizy tekstów, do pewnego stopnia operacjonalizujące (o zgrozo…) wykorzystywane pojęcia. W celu wypracowania konkretnych narzędzi badawczych, użytecznych do badań z wykorzystaniem teorii dyskursu, sięgnąć można do bardziej empirycznie zorientowanych gałęzi analizy dyskursu, takich jak krytyczna analiza dyskursu (KAD). Sami autorzy z kręgu teorii dyskursu nie wykluczają takiego mariażu40. Krytyczna analiza dyskursu też jest raczej podejściem otwartym i programowo zachęca się do łączenia jej z innymi podejściami i dobrze pojętej trans-dyscyplinarności41.

   Należy przy tym pamiętać, że mimo częściowo wspólnych korzeni i inspiracji42, teoria dyskursu przyjmuje odmienną ontologię społeczną, kwestionując między innymi rozróżnienie na „dyskursywne” i „niedyskursywne”. W tym aspekcie różni się od KAD, skupiającej się na analizie relacji pomiędzy rzeczywistością społeczną (niesprowadzalną do dyskursu), a dyskursem: „KAD zajmuje odpowiednią pozycję do badania relacji między znaczeniem a materialnością, ponieważ, w przeciwieństwie do wielu innych sposobów analizy dyskursu, nie redukuje sfery społecznej do języka (dyskursu)”43. Takie podejście umożliwia wgląd w rzeczywistość pozatekstową:

KAD jest analizą procesów społecznych, skupiającą się głównie na ich wymiarach semiotycznych – innymi słowy, jest to semiotyczny „punkt wejścia” w procesy społeczne, które są wewnętrznie ukonstytuowane jako dialektyczne relacje między rozmaitymi elementami i momentami społecznymi, obejmującymi dyskurs i momenty niedyskursywne44.

Podstawowym założeniem tej metody jest rozumienie dyskursu jako formy praktyki społecznej. Dialektyka dyskursu jest dwukierunkowa:

Zdarzenie dyskursywne jest kształtowane przez sytuacje, instytucje i społeczne struktury, ale i ono je kształtuje […]. Dyskurs jest społecznie konstytuujący (constitutive) w równym stopniu, jak społecznie kształtowany [shaped]: konstytuuje sytuacje, przedmioty wiedzy i społeczne tożsamości45.

Jeśli chcemy wykorzystać KAD w badaniach opartych na założeniach teorii dyskursu – unikając jednocześnie eklektyzmu, polegającego na bezrefleksyjnym zestawieniu niepowiązanych elementów – musimy wypracować podejście uwzględniające odmienne podglebia filozoficzne i założenia ontologiczne tych tradycji. Wymaga to pewnych działań translacyjnych, ukierunkowanych na dostosowanie założeń, pojęć czy technik badawczych z odmiennych teorii tak, by mogły zostać one zintegrowane w ramach trans-dyscyplinarnego podejścia badawczego46. Choć pewne próby takiej integracji były już z powodzeniem podejmowane i zastosowanie takiego podejścia okazywało się owocne47, to jednak kompleksowa integracja języków opisu teorii dyskursu i krytycznej analizy dyskursu to zadanie wciąż czekające na realizację. W praktyce badawczej różnice wydają się niewielkie i kategorie wypracowane w obrębie KAD można by wykorzystać z powodzeniem, operując ontologią teorii dyskursu48. Przedmiotem badania jest nie tylko rzeczywistość tekstu, ale to, co ona odsłania, do czego można poprzez nią dojść w sferze stosunków społecznych i produkcji kulturowej (sferach, które zdaniem Laclaua również mają naturę dyskursywną)49.

Spośród wewnętrznie zróżnicowanego podejścia, jakim jest KAD, można zaczerpnąć wiele „technicznych” elementów umożliwiających analizę materiału empirycznego i późniejszą jego interpretację z użyciem siatki pojęciowej teorii dyskursu. Przykładowo, narzędzia wypracowane przez Normana Fairclougha umożliwiają badanie zmiany w czasie w obrębia pola dyskursu, tj. zmiany w przypisywaniu aktorom sprawczości, uznawaniu racjonalności, celowości i prawomocności ich działań, strategii legitymowania określonych praktyk społecznych i naturalizacji poszczególnych sposobów opisywania świata. Z kolei narzędzia rekontekstualizacji praktyk społecznych (Theo Van Leeuwen) w dyskursie można wykorzystać w analizie zmiany w konstruowaniu podmiotowości ich uczestników i przekształceń relacji władzy50.

Krytyczna analiza dyskursu bywa niekiedy uzupełniana badaniami leksykometrycznymi czy korpusowymi, kiedy przedmiotem badania są duże zestawy tekstów, uniemożliwiające staranną analizę jakościową, strukturalną czy lingwistyczną51. Przyglądając się temu, jak Laclau i Mouffe definiują podstawowe pojęcia w swojej koncepcji dyskursu, możemy się też zastanowić, jak mogą one być empirycznie uchwytne, również w badaniach ilościowych.

[P]owiązaniem będziemy nazywać każdą praktykę ustanawiającą relacje między elementami w taki sposób, że ich tożsamość zostaje przekształcona w wyniku praktyki wiązania [articulation]. Ustrukturowaną całość stanowiącą rezultat praktyki wiązania nazywać będziemy dyskursem. Zróżnicowane pozycje o tyle, o ile pojawiają się jako powiązane w obrębie dyskursu, nazwiemy momentami. W odróżnieniu od nich elementem zwiemy każdą różnicę, która nie jest powiązana w sposób dyskursywny52.

Narzędziem umożliwiającym analizę zoperacjonalizowanych pojęć (a zatem nadanie im sensu uchwytnego w empirycznych badaniach i poddającego się pewnej empirycznej kontroli) może być na przykład leksykometryczna analiza tekstu, będąca jednocześnie wykorzystaniem w zestandaryzowanym, ilościowym badaniu podstawowych założeń teorii dyskursu53. „Proces konstytucji znaczenia jest ujęty empirycznie, przez co możliwe jest badanie czasowych stabilizacji elementów językowych. Koncepcja »regularności w stosunkach różnic« zostanie zoperacjonalizowana jako właściwość powiązań elementów językowych”54. Tego rodzaju analiza stabilizacji znaczeń w czasie czy wykształcania określonych powiązań między elementami pola dyskursywnego może być wstępem do dalszych badań wyróżnionych „momentów” z wykorzystaniem powyżej opisanych inspiracji; status badań ilościowych jest tu więc dokładnie odwrotny niż w tradycyjnej socjologii – będą one służyły między innymi do generowania hipotez, które będzie można zweryfikować w ramach badań zorientowanych jakościowo.

W tego rodzaju analizie znaczenia nie są uznawane za dane, a słowa po prostu zliczane (jak w klasycznej analizie treści w tradycji amerykańskiej – Borelson itd.). Wychodząc z założeń teorii dyskursu i współczesnej lingwistyki (Saussure’owskiego strukturalizmu i jego post-strukturalistycznej radykalizacji), możemy uczynić głównym przedmiotem zainteresowania jakościowe relacje między elementami językowymi i proces konstytuowania znaczenia elementów w ich wzajemnych relacyjnych odniesieniach (przekształcanie „elementów” w „momenty” w terminologii Laclaua i Mouffe). Badanie leksykometryczne może być ważnym uzupełnieniem badania dynamiki zmiany znaczeń w ramach dyskursów. Umożliwia to dosyć „twardą” operacjonalizację pojęć z teorii dyskursu – proces ustanawiania znaczeń (np. hegemonia, rola pustego znaczącego, pływające znaczące) ujęty zostaje empirycznie – możliwe staje się badanie tymczasowych stabilizacji znaczeń elementów językowych. Porównanie korpusów danych w perspektywie diachronicznej daje możliwość porównania szerszych całości (analogicznych po części do gatunków opisywanych w językoznawstwie) – tym razem jednak będących poszczególnymi „ustabilizowanymi dyskursami” (na przykład w danej formacji hegemonicznej). Georg Glasche proponuje zastosowanie do tak zakreślonej analizy trzech metod badań leksykometrycznych – analizy częstotliwości, analizy charakterystyk danych subkorpusów i analizy kolokacji czy współwystępowania słów. On sam badał wcześniej diachroniczne zmiany dyskursu frankofonii, analizując konstrukcję pustych znaczących, różnych pozycji podmiotowych i kształt przyjmowanej wspólnoty francuskojęzycznej na podstawie analizy dużych korpusów materiałów wytwarzanych w związanych z frankofonią instytucjach.

Taka analiza jest oczywiście redukcyjna i nie można na niej poprzestać. Ma jednak tę ciekawą cechę, że umożliwia indukcyjne stawianie hipotez, które niejako wyłaniają się z materiału (oczywiście proces ten opiera się na określonych założeniach, np. w kwestii konstrukcji narzędzia badawczego). Przede wszystkim jednak analiza komputerowa umożliwia wstępne rozpoznanie ogólnych ilościowych cech dużych porcji danych i określonych miejsc, które powinny zwrócić uwagę badacza. Daje zatem szansę na wprowadzenie pewnej typologicznej reprezentatywności, pozwalającej uniknąć zarzutu o dobór specyficznych partii tekstu, które z jakiegoś powodu zwróciły szczególną uwagę badacza, a potem wyciąganie z nich bardziej ogólnych wniosków. Wyróżnione z całości materiału cechy specyficzne, miejsca załamań i przesunięć dyskursu czy odkryte punkty węzłowe stabilizujące znaczenia można poddać analizie o bardziej pogłębionym, jakościowym charakterze (choćby wykorzystując lingwistyczne narzędzia KAD-u czy to, co Glasche nazywa badaniem próbek narracyjnych), co może stanowić podstawę dalszych badań wykorzystujących retorykę i inne propozycje teorii dyskursu.

Wszystkie te propozycje mogą razem współtworzyć coś, co można by nazwać logiką badań społecznych z użyciem teorii dyskursu. Wspomniani wcześniej Howarth i Glynos proponują opisywać działanie procesów społecznych, jak i własne postępowanie badawcze właśnie w kategoriach logik, czyli gramatyk i systemów reguł, które jednak nie określają z góry wyniku procesów społecznych i politycznych, w tym samego procesu badawczego. W ich wizji badań niezwykle ważną rolę pełni studium przypadku, które daje najlepsze możliwości rozpoznania operującej w danych reżimach praktyk logiki. Niech poczynione tu uwagi będą właśnie nieśmiałą próbą takiego studium przypadku w odniesieniu do praktyk poznawczych filozofii politycznej. Być może proponowana logika translacji pojęć filozoficznych na badania społeczne, operacjonalizacji konkretnych terminów w sposób umożliwiający ich empiryczną kontrolę, czy wreszcie budowy łańcucha referencji między filozoficznymi konceptami a rzeczywistością społeczną, może być instruktywna również w rozważeniu analogicznych problemów w innych obszarach filozoficznego myślenia i badań społecznych.

Poststrukturalistyczna teoria dyskursu nie jest oczywiście podejściem par excellence socjologicznym i nie można próbować jej w takie przekształcić. Co więcej, programowo problematyzuje, a może nawet kwestionuje, podstawowe (często nieświadomie przyjmowane) założenia dyscyplinarnej socjologii. Laclau przykładowo stwierdza, że podstawą badania dyskursu, jakie proponuje, jest „przeniesienie punktu ciężkości badań z głównie socjologicznych kategorii, odnoszących się do grup, konstytuujących je ról i determinacji funkcjonalnych na stojące u ich podstaw logiki, które czynią same te kategorie możliwymi”55. Jeśli jednak badania społeczne mają być przedsięwzięciem żywym, a sama socjologia nie pozostać bytem skostniałym i w wielu aspektach obumarłym, to taki właśnie ruch problematyzacji i pewnej ontologicznej korekty jej często reifikujących czy hipostazujących własne pojęcia założeń może być niezwykle cenny. Z kolei ograniczona „operacjonalizacja” pojęć z teorii dyskursu może umożliwić ich szersze zastosowanie i większą intersubiektywność w komunikacji poczynionych ustaleń, a zatem również legitymizację w polu bardziej „tradycyjnie” zorientowanych badań.


Cytowanie:

W. Marzec, Poststrukturalistyczna teoria dyskursu i empiryczne badania społeczne, „Praktyka Teoretyczna” nr 4/2011,  http://numery.praktykateoretyczna.pl/PT_nr4_2011_Commonwealth/20.Marzec.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)


Wiktor Marzec
(ur. 1985) – łodzianin z urodzenia i z wyboru, socjolog i filozof, doktorant w Katedrze Socjologii Kultury Uniwersytetu Łódzkiego, stypendysta Uniwersytetu w Tartu, Estonia (studia z zakresu semiotyki i gender studies). Interesuje się kulturowymi aspektami metropolitalnej nowoczesności, kulturą nieponowoczesnej Łodzi, teorią społeczną, filozofią polityki oraz socjologią seksualności. Obecnie pracuje w przestrzeni pomiędzy socjologią historyczną, filozofią tego, co polityczne, i teorią dyskursu. Bada procesy mobilizacji politycznej w okresie rewolucji 1905 roku z pomocą teorii dyskursu Ernesto Laclaua. Publikuje w różnych dziwnych pismach i czasem prowadzi dyskusje w świetlicy „Krytyki Politycznej” w Łodzi. Pomiędzy jeździ rowerem w różnym terenie i wyprawia się na wschodnioeuropejskie peryferia kapitalizmu.

Dane adresowe autora:

Wiktor Marzec
Doktorant w Katedrze Socjologii Kultury UŁ
ul. Rewolucji 1905 r. nr 41/43
90-214 Łódź
e-mail: wiktormarzec@gmail.com

  1. David Howarth i Jason Glynos dokonują generalizacji praktyki artykulacyjnej (czy, jak podaje część polskich tłumaczy, za którymi i ja podążam – powiązania). Nie jest to już tylko połączenie (przekształcające tożsamość i znaczenie wiązanych części) elementów dyskursywnych w polu politycznym, prowadzące do ukształtowania jakiegoś bloku hegemonicznego czy po prostu politycznej tożsamości (jak u Laclaua i Mouffe). W kategoriach powiązania (artykulacji) można również rozumieć praktykę stosowaną w samej działalności naukowej, wiążącą problem, teorię, hipotezę, założenia ontologiczne i narzędzia badawcze. Nigdy nie są to uprzednio gotowe elementy, ale zmieniają się i relacyjnie kształtują w ciągłym dialektycznym ruchu formułowania, kwestionowania i właśnie artykulacji czy też wiązania. Zob. J. Glynos, D. Howarth, Logics of Critical Explanation in Social and Political Theory, New York 2007. W tym szerszym rozumieniu pojęcie to używane jest w niniejszym artykule. Wrócimy jeszcze poniżej do tego zagadnienia. []
  2. Zob. O. Marchart, Post-Foundational Political Thought: Political Difference in Nancy, Lefort, Badiou and Laclau, Edinburgh 2007, s. 154. []
  3. Tamże, s. 81-82. []
  4. E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia: przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej, tłum. S. Królak, Wrocław 2007, s. 112; M. Foucault, Archeologia wiedzy, tłum. A. Siemek, Warszawa 1977; tegoż, Porządek dyskursu, tłum. M. Kozłowski, Gdańsk 2002. []
  5. „W języku istnieją tylko różnice”. Treść słowa nie jest określona przez to, co ono samo zawiera, lecz przez to, co istnieje na zewnątrz, wartość pojęcia determinowana jest przez relacyjne odniesienie do reszty systemu, konstytuuje się w odróżnieniu. Zob. F. de Saussure, Kurs językoznawstwa ogólnego, tłum. K. Kasprzyk, wstęp i przypisy K. Polański, Warszawa 1991, s. 143. []
  6. E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia…, s. 113. []
  7. Odwrotnie niż w „socjologicznej” koncepcji społeczeństwa, gdzie społeczna obiektywność determinuje wewnętrznymi prawami wszelkie układy, a zatem nie ma miejsca na reartykulacje, które według Laclaua stanowią istotę polityki. []
  8. Przymiotnik „dyskursywny” jest obecnie powszechnie używany właśnie w znaczeniu „językowo-komunikacyjny” czy może „dyskursowy”, zmieniając pierwotne znaczenie („dyskursywny” jako poddający się rozumowemu opracowaniu i językowej artykulacji). Zdając sobie sprawę z pewnego nadużycia językowego, zdecydowałem się pozostać przy „dyskursywnym”, by podążać za uzusem translatorskim, który discoursive tłumaczy (od formacji dyskursywnych Foucaulta do powyższych dociekań Laclaua) właśnie jako „dyskursywny”. []
  9. Nie ma to nic wspólnego z opozycją realizm-idealizm czy byt-myślenie. Zob. E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia…, s. 115. []
  10. Tamże, s. 113. []
  11. Tamże, s. 119. []
  12. Tamże, s. 120. []
  13. Tamże, s. 122. []
  14. D. Howarth, Dyskurs, tłum. A. Gąsior-Niemiec, Warszawa 2008, s. 23. []
  15. Więcej na ten temat zob. W. Marzec, Teoria, praktyka, strategia, historia: o statusie współczesnej filozofii polityczności – casus Laclau i Mouffe, „Principia” [w druku]. []
  16. J. Torfing, Discourse Theory: Achievements, Arguments, and Challenges, [w:] Discourse Theory in European Politics Identity, Policy and Governance, red. D. Howarth, J. Torfing, New York 2005, s. 25. Takie próby podejmowane są cały czas; mniej lub bardziej udanych badań z użyciem teorii dyskursu prowadzi się coraz więcej. Zob. też Discourse Theory and Political Analysis: Identities, Hegemonies and Social Change, red. D. Howarth, A. Norval, Y. Stavrakakis, Manchester-New York 2000. []
  17. M. Jørgensen, L. Phillips, Discourse Analysis as Theory and Method, London-New Delhi 2002, s. 35. []
  18. Najlepszym przykładem jest tu teoria ugruntowana Glazera i Straussa oraz krytyka bardziej konstruktywistycznych jej reinterpretacji (np. w wykonaniu K. Charmaz, Teoria ugruntowana: praktyczny przewodnik po analizie jakościowej, tłum. B. Komorowska, Warszawa 2009). Wśród polskich socjologów przykładem może być np. znakomity badacz jakościowy K. Konecki, który jednak odrzuca większość mocniejszych, konstruktywistycznych korekt wobec własnego paradygmatu badań (zob. K. Konecki, Wstęp, [w:] B. Glaser, A. Strauss, Odkrywanie teorii ugruntowanej, tłum. M. Gorzko, Warszawa 2009). []
  19. J. Glynos, D. Howarth, Logics of Critical Explanation in Social and Political Theory, New York 2007, s. 7. []
  20. Swoją drogą, zachodzę w głowę, skąd akurat taka nazwa, stosowana powszechnie w podręcznikach czy wykładach z metodologii badań socjologicznych. []
  21. D. Howarth, Applying Discourse Theory: the Method of Articulation, [w:] Discourse Theory in European Politics …, s. 329. []
  22. Tamże. []
  23. Zob. D. Howarth, Dyskurs, s. 206. []
  24. T. Rapley, Analiza konwersacji, dyskursu i dokumentów, tłum. A. Gąsior-Niemiec, Warszawa 2010, s. 206. []
  25. Zob. D. Howarth, Dyskurs, s. 202. []
  26. D. Howarth, Applying Discourse Theory…, s. 317. []
  27. E. Laclau, Rozum populistyczny, tłum. zbiorowe, Wrocław 2009, s. 21. []
  28. Choć sam Laclau uważa to raczej za kontynuację i zastosowanie do opisu nieco innych zjawisk ustaleń wypracowanych we wcześniejszych pracach, przede wszystkim w Hegemonii i socjalistycznej strategii. Zob. E. Laclau, Rozum populistyczny, s. 63. []
  29. Tamże, s. 65, szyk zdania zmodyfikowany. []
  30. Zob. tamże, s. 97. []
  31. Sam ów zwornik jest pozbawiony substancjalnej, pozytywnej treści – uniemożliwiłaby ona scalenie szerokiego łańcucha, bowiem część żądań czy pozycji podmiotowych nie mogłaby się z nim wtedy utożsamić na skutek możliwych sprzeczności czy konfliktów. []
  32. Tamże, s. 75. []
  33. Tamże, s. 74. []
  34. Brak konkretnej treści umożliwia budowę alternatywnych łańcuchów ekwiwalencji wokół różnych pustych znaczących i hegemoniczną walkę między różnymi podmiotami o przyłączenie nowych żądań. Dlatego istnieje wielość konfiguracji wyrażających te same żądania – te tradycyjnie przynależne radykalnej lewicy mogą zostać łatwo przejęte np. przez faszyzm. Innym przykładem procesu przeformułowania ekwiwalencji jest hegemoniczna walka w Stanach Zjednoczonych – republikanie zagospodarowali wiele żądań tradycyjnie przynależnych dyskursowi demokratów, ogniskując je wokół obrony życia i wartości „zwykłych Amerykanów”. Zob. np. T. Frank, Co z tym Kansas: czyli opowieść o tym, jak konserwatyści zdobyli serce Ameryki, tłum. J. Kutyła, wstęp J. Żakowski, Warszawa 2008; ten sam problem ukazany od innej strony: Ch. Lasch, Bunt elit, tłum. D. Rodziewicz, Kraków 2007. []
  35. D. Howarth, Applying Discourse Theory…, s. 343. []
  36. Pierwsze podejście to przykładowo badania inspirowane Foucaultowską archeologią wiedzy: badanie wyposażenia podmiotu czy składników samej wypowiedzi wymaganych, by mogła być uznana za prawomocną w danej formacji prawdy i w ogóle poddana sprawdzianowi prawdziwości. []
  37. Zob. S. Griggs, D. Howarth, Metaphor, Catachresis and Equivalence: the Rhetoric of Freedom to Fly in the Struggle over Aviation Policy in the UK, „Policy and Society” 2006, Vol. 25, No. 2; tychże, Populism, Localism and Environmental Politics: the Logic and Rhetoric of the Stop Stansted Expansion Campaign, „Planning Theory” 2008, Vol. 7(2). Za zwrócenie uwagi na te teksty dziękuję Tomaszowi Leśniakowi. Inne, zresztą jedne z pierwszych, empiryczne badania z wykorzystaniem retoryki prowadziła Aletta Norval, Deconstructing Apartheid Discourse, New York-London 1996. []
  38. Griggs i Howarth przedstawiają spory o rozwój lotnictwa. Koalicja działająca na rzecz rozbudowy transportu lotniczego „Freedom to Fly” starała się skonstruować ekwiwalencję różnych interesów i żądań związanych z rozwojem lotnictwa, miedzy innymi zawłaszczając znaczące zrównoważonego rozwoju. Kładziono więc nacisk na odpowiedzialny i zbalansowany rozwój z poszanowaniem środowiska, co oczywiście delegitymizowało pozycje przeciwnika – koalicji ruchów ekologicznych i lokalnych wspólnot sprzeciwiających się rozbudowie lotnisk. []
  39. S. Griggs, D. Howarth, Metaphor, Catachresis and Equivalence: the Rhetoric of Freedom to Fly in the Struggle over Aviation Policy in the UK, „Policy and Society” 2006, Vol. 25, No. 2, s. 29. []
  40. J. Torfing, Discourse Theory…, s. 9. Inną propozycję takiej fuzji proponują M. Jørgensen, L. Phillips, Discourse Analysis as Theory and Method. []
  41. N. Fairclough, Critical Discourse Analysis as a Method in Social Scientific Research, [w:] Methods of Critical Discourse Analysis, red. R. Wodak, M. Meyer, London-New Delhi 2001, s. 131. Trans-dyscyplinarność oznacza takie łączenie inspiracji, by nie mieszać narzędzi badawczych, ignorując bariery teoretyczne w ich łączeniu, ale wzajemnie inspirować kierunki badań ku obopólnemu rozwojowi i modyfikacji, zob. N. Fairclouth, CDA in Transdisciplinary Research, [w:] A New Agenda in (Critical) Discourse Analysis Theory, Methodology and Interdisciplinarity, red. R. Wodak, P. Chilton,  Amsterdam-Philadelphia 2005, s. 53. []
  42. Przede wszystkim chodzi o Foucaultowskie ujęcie dyskursu, quasi-transcendentalne badanie warunków możliwości zaistnienia określonych elementów dyskursu, badanie walki, władzy i przemocy w ustanawianiu reżimów prawdy, z drugiej zaś strony o postalthusserowskie ujęcie podmiotu i ideologii, uwzględniające jednak, za studiami kulturowymi Halla, możliwość podmiotowego oporu. []
  43. N. Fairclough, A. Duszak, Wstęp: krytyczna analiza dyskursu – nowy obszar badawczy, [w:] Krytyczna analiza dyskursu: interdyscyplinarne podejście do komunikacji społecznej, red. N. Fairclough, A. Duszak, Kraków 2008, s. 9. []
  44. Tamże, s. 15. []
  45. N. Fairclough, R. Wodak, Critical Discourse Analysis, [w:] Social Research Methods: A Reader, red. C. Seale, London-New York 2004, s. 357. []
  46. N. Fairclouth, CDA in Transdisciplinary Research, s. 53. []
  47. Zob. np. część tekstów w tomie Theories of Democratic Network Governance, red. E. Sørensen, J. Torfing, New York 2008. []
  48. J. Torfing, Discourse Theory…, s. 9. []
  49. Tu oczywiście następuje istotne odejście od założeń dla badań dyskursu przyjmowanych na przykład przez Foucaulta, który deklaruje: „[Archeologia] nie traktuje dyskursu jako dokumentu, jako znaku czegoś innego, jako elementu, który powinien być przezroczysty […]. Archeologia traktuje dyskurs jako zabytek. Nie jest dyscypliną interpretującą: nie szuka ‘innego dyskursu’, lepiej ukrytego.” (M. Foucault, Archeologia wiedzy, s. 172). []
  50. T. Van Leeuwen, Discourse and Practice: New Tools for Critical Discourse Analysis, Oxford 2008, s. 120. []
  51. Zob. G. Hardt-Mautner, “Only Connect.”: Critical Discourse Analysis and Corpus Linguistics,  http://ucrel.lancs.ac.uk/papers/techpaper/vol6.pdf (data dostępu: 11 grudnia 2011). []
  52. E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia…, s. 111. []
  53. Możliwość taką zaproponował Georg Glasche, Vorschläge zur Operationalisierung der Diskurstheorie von Laclau und Mouffe in einer Triangulation von lexikometrischen und interpretativen Methoden, „Forum: Qualitative Sozialforschung” 2007 Vol. 8, No. 2, Art. 14. []
  54. Tamże. []
  55. E. Laclau, Forward, [w:] Discourse Theory and Political Analysis…, s. XI. []

Michał Kozłowski – Foucault czyta Marksa. Marks czyta Foucaulta

Abstrakt: Istotnym elementem stanowiącym osnowę Foucaultowskiej nauki społecznej jest teza  o lokalności władzy, o pluralizmie władzy, o jej materialnym i cielesnym charakterze. Chodzi tu w gruncie rzeczy o stosunek do kapitalizmu, a pośrednio do Marksa. Foucault zakłada, że władza nie ma centrum i nie jest kierowana z żadnego sztabu. Ma to istotne konsekwencje zarówno poznawcze jak i polityczne. Foucault pozostaje nieufny wobec myślenia systemowego, jeśli system rozumiany jest po Heglowsku, czyli jako zarówno punkt wyjścia, jak i punk dojścia badania. Jego spór z marksizmem rozgrywał się na wielu poziomach. ale jeden z najważniejszych dotyczył tej właśnie kwestii: system władzy nie ma swojego centrum, które według marksizmu tkwi w ekonomii politycznej oraz nie ma charakteru dualistycznego, czyli bazy i nadbudowy.

Słowa kluczowe: władza, przeciw-władza, opór, Foucault, Marks, marksizm

 *  *  *

 „Foucault et Marx se croisent, cela veut dire qu’ils viennent respectivement d’ailleurs et vont respectivement ailleurs.”1

Pierre Macherey

 

I

Pierre Macherey twierdził, że drogi Foucaulta i Marksa przecinają się, oznacza to jednak dokładnie tyle, że każdy z nich przybywa skądinąd i gdzie indziej zmierza. Intuicję tę można rozumieć na dwa sposoby. W duchu pokojowego współistnienia różnych perspektyw teoretycznych, które chwilami na siebie zachodzą lub też najzwyczajniej zostają skonfrontowane z podobną problematyką. Lub odwrotnie, że wszelkie podobieństwa i punkty styczne obydwu sposobów badania są przypadkowe lub w najlepszym razie powierzchowne; odsyłają bowiem do różnych kontekstów politycznych i odmiennych porządków teoretycznych. Wydaje się, że oba te odczytania mają mocne podstawy, a jednocześnie za każdym razem zbyt wątłe. Warto zaproponować więc inny sposób zestawienia Marksa i Foucaulta. Nie polegałby on na porównaniu ani na konfrontacji ich tez, hipotez i założeń, lecz raczej na wzajemnej lekturze. A zatem, najogólniej rzecz biorąc, na używaniu Marksa do czytania Foucaulta i, odpowiednio, Foucaulta do czytania Marksa. Rzecz jasna, jeśli chodzi o to drugie, to sprawa nie wydaje się bardzo skomplikowana. Foucault czytał i nieźle znał Marksa, przez krótki czas uważał się za marksistę, znajomość Marksa należała zresztą w jego czasach do ducha epoki. Wystarczy więc odnaleźć i zanalizować fragmenty dzieł francuskiego filozofa poświęcone Marksowi. Łatwo się domyślić, że robiono to już wiele razy. Jednak rezultat takiego działania jest nieco zniechęcający: Foucault nigdy nie pracował nad Marksem i wygłaszał na jego temat sądy sprzeczne, już to dlatego, że rzeczywiście zmieniał zdanie, już to zależnie od kontekstu danego nawiązania. Obok Marksa i jego pism funkcjonowała we Francji oczywiście tyleż potężna, co zróżnicowana „tradycja marksistowska” (od Sartre’a, przez Rubela, do Althussera, ale przecież także zapomniany dziś, ortodoksyjny marksizm-leninizm Garaudy’ego), co dodatkowo zaciemnia sprawę. Nie ulega wątpliwości, że na samego Foucaulta ogromny wpływ wywarł Althusser, i że choćby bez „aparatów ideologicznych państwa” tego ostatniego nie byłoby pewnie Foucaultowskich instytucji i urządzeń dyscyplinarnych i biopolitycznych. Jednak jest to spójny z Marksem, lecz swoiście Althusserowski motyw. Foucaulta tymczasem charakteryzuje coś jeszcze: niechętnie poświęca on w tekstach uwagę filozofom, do których mu z jakiegoś względu blisko (istotnym, choć nieoczywistym wyjątkiem jest tu Nietzsche), dlatego że preferuje typ lektury zewnętrznej, diagnostycznej, poszukującej symptomów, niejako dekonstruującej teksty, nie zaś dialogicznej i polemicznej.

Trudniejsza, bo zupełnie hipotetyczna, czy raczej kontrfaktyczna, byłaby lektura Foucaulta dokonana przez Marksa. Jeśli chcielibyśmy podążyć tropem psychologiczno-politycznego temperamentu tego ostatniego, to nietrudno byłoby o dość prawdopodobną rekonstrukcję takiej lektury. Marks wyposażony był w niesłychany wręcz temperament polemiczny, szczególnie wówczas, gdy chodziło o autorów z jego własnego, szeroko pojętego obozu politycznego, czyli lewicy. Ostatecznie liczne prace Marksa to właśnie pamflety i polemiki, niekiedy genialnie błyskotliwe, kiedy indziej znów nacechowane niemal obsesyjną zapamiętałością. Gwoli historycznej uczciwości zaznaczyć trzeba, że ta teoretyczna i pisarska predyspozycja kontrastowała z jego aktywnością polityczną, w ramach której potrafił, jak w czasach I Międzynarodówki, współpracować z wieloma nurtami, a nawet cierpliwe negocjować i przerzucać między nimi mosty. Swoją drogą, pod tym względem Marks i Foucault wykazują istotne podobieństwo. Dystans do marksizmu nie przeszkodził Foucaultowi blisko współpracować choćby z maoistowską Gauche proletarienne. Tak więc łatwo wyobrazić sobie, że stosunek Marksa do Foucaulta byłby zarazem nacechowany bezlitosną pasją polemiczną, jak i swego rodzaju solidarnością, jeśli zaliczyłby go on do obozu postępowego. Foucault doczekał się zresztą ostrych polemik „marksowskich” z ducha i temperamentu, żeby przywołać choćby analizę Terry’ego Eagletona.

Nie o to nam jednak chodzi. Nie będziemy uprawiać tu philosophical fiction, umieszczając obu przy jednym stoliku paryskiej kawiarni. Chcemy raczej zobaczyć, w jaki sposób kluczowe pojęcia obu filozofów obejmują się nawzajem, w jaki sposób się oświetlają i jak rzucają na siebie cień; wreszcie, jak wygląda w obu wypadkach „historyczna praca pojęcia”. W każdym razie pragnęlibyśmy rozpocząć to zadanie, nie żywiąc nadziei na wyciągnięcie ostatecznych konkluzji w tej kwestii. Na wstępie warto wskazać na pewne dość oczywiste, a pomimo to rzadko dostrzegane podobieństwo między Marksem a Foucaultem. Otóż dwa zdania wcześniej z pewną nonszalancją mówiliśmy o dwóch filozofach. Bez wątpienia jest to słuszne z administracyjnego punktu widzenia. Foucault był doktorem filozofii, podobnie jak Marks. Fakt, że pierwszy był zawodowym wykładowcą, drugi zaś, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, freelancerem, nie przesądza o zasadniczej różnicy. Klasyczne wykształcenie filozoficzne, swoista filozoficzna erudycja oraz, by tak rzec, filozoficzna wyobraźnia, a nawet filozoficzne poczucie humoru charakteryzują bez wątpienia obydwu myślicieli. Jednak jest coś, co odróżnia ich obu od reszty kanonu filozofów, tak nowożytnych, jak i współczesnych. Otóż obydwaj większość czasu pracy spędzają w archiwach lub tych częściach bibliotek, gdzie zgromadzone są dzieła niefilozoficzne, nie wyłączając gazet, roczników statystycznych i raportów policji. Marks i Foucault żywią się surową, nieobrobioną materią świata społecznego, o wiele rzadziej zaś cudzą spekulacją teoretyczną. Obaj wychodzą z „gry językowej filozofów” i rozpoczynają zgoła inną grę, mimo że wielu odmawia im statusu „badaczy społecznych”. Zresztą ani jeden, ani drugi do tego statusu żarliwie nie pretendował. Młody Marks był jeszcze o wiele bardziej klasycznym filozofem – w tradycji młodo-heglowskiej. Zdawkowo i błyskotliwie udzielał odpowiedzi na pytania, które filozofia uznała za odwieczne: o zasady ludzkiego poznania czy miejsce człowieka w porządku natury. Z czasem jednak ta problematyka przestaje go interesować, a może nawet wydaje mu się podejrzana. Marks z Kapitału nie odnosi się już wcale do „odwiecznych” filozoficznych zagadnień, lecz do kwestii bardzo specyficznej: kapitalizmu ujmowanego w perspektywie krytyki ekonomii politycznej, która jest raczej próbą poszukiwania specyficznego dyskursu, zarazem prawdziwego i krytycznego wobec pewnego złożonego historycznego systemu społeczno-ekonomicznego. Kiedy Foucault mówi o potrzebie „intelektualisty specyficznego”, przeciwstawionego intelektualiście „uniwersalnemu” (to znaczy takiemu, który na modłę Sartre’a mówi o prawdzie, słuszności oraz sensie historii dla wszystkich i za wszystkich), ale zarazem odrzucającego wszelką funkcję ekspercką, to w gruncie rzeczy wykonuje gest podobny do Marksowskiego2). Chociaż Foucault rzadziej używa terminu krytyka, częściej mówi o problematyzacji i poszukiwaniu granic, to także u niego mamy do czynienia z dyskursem, który, z jednej strony, buduje specyficzną naukę społeczną, z drugiej zaś, sytuuje ją gdzieś pomiędzy krytyką a wiedzą strategiczną. Wszystkie różnice dotyczące form zaangażowania politycznego i samej koncepcji działania emancypacyjnego nie powinny nam przesłaniać tego głębokiego pokrewieństwa i do pewnego stopnia wspólnych problemów, które wynikają z zajmowania takiej paradoksalnej pozycji.

II

Marks i marksizm zostają w Słowach i rzeczach potraktowane/-i z bezceremonialnym prawie lekceważeniem. Nie trzeba być marksistą, żeby klasyfikować Karola Marksa jako jednego z założycieli nowoczesnych nauk społecznych, bez którego nie byłoby ani Durkheima, ani Webera. Tymczasem Foucault w książce, która zgodnie z podtytułem miała być archeologią nauk humanistycznych, nie tylko nie przyznaje Marksowi tego zaszczytnego miejsca, ale w dodatku kwituje jego dzieło słynnym zdaniem: „W myśli dziewiętnastego wieku marksizm czuje się jak ryba w wodzie, z czego wynika, że gdzie indziej przestaje oddychać”3. Dodaje jeszcze, że cała debata pomiędzy ekonomią burżuazyjną a ekonomią rewolucyjną dziewiętnastego stulecia była powierzchowna: „ot, kilka machnięć ręką po wodzie i kilka kaczek puszczonych w basenie dla dzieci”4. Jednak w tekście tylko niewiele późniejszym Foucault nazywa Marksa fundatorem dyskursywności5, czyli autorem, którego teksty otwierają całkiem nową dziedzinę dociekań, pytań i problemów. Stwierdzenia te w zasadzie nie dają się w żaden sposób uzgodnić. Być może chodziło o to, że po roku 1968, kiedy powstał tekst Kim jest autor?, dla Foucaulta stało się jasne, że Marks wciąż jest przedmiotem nowych odczytań i wciąż inspiruje oraz pobudza do działania. Ogłoszenie w roku 1966 jego „śmierci” musiało się jawić jako bardzo przedwczesne. Trzeba zarazem przyznać, że wielki rozbłysk Marksa, który ponownie zapłodnił zbiorową wyobraźnię w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, zwiastował jednocześnie schyłek marksizmu jako kolektywnego marzenia, tak mas ludowych, jak i intelektualnych.

Istota surowej krytyki marksizmu jest u Foucaulta dość prosta: dokonując obszernej archeologii rodzących się nauk o bogactwie, wpisuje on Marksa całkowicie w ich naturalny porządek. Chodzi mu o to, że Marks proponuje fałszywą „krytykę ekonomii politycznej”, nie dlatego jednak, że jest ona nieadekwatna. Pretenduje on do odsłonięcia ślepej plamki w polu widzenia ekonomistów, pragnie wskazać na społeczne i historyczne warunki możliwości tego, co liberałowie naturalizują i wulgaryzują. Zdaniem Foucaulta, Marks nie spełnia tej obietnicy. Wciąż pozostaje uwięziony w paradygmacie, który chciałby przekroczyć – ekonomii politycznej. Episteme humanistyczna – spójna, synchroniczna całość dyskursywna – pozostaje właściwym warunkiem historycznym ekonomii i kapitalizmu, i to ona właśnie powinna być przekroczona. Na tym etapie to nie marksowskie wytwarzanie wartości, lecz raczej nietzscheańskie przewartościowanie wszystkich wartości stanowi historyczny punkt kulminacji. I to ono stanowi blind spot humanistów, nie wyłączając Marksa.

Jean-Paul Sartre z pewnością przesadził, twierdząc, że Słowa i rzeczy stanowią ostatni szaniec, który burżuazja wzniosła przeciwko tryumfalnemu marszowi proletariatu. Miał za to nieco racji, kiedy zarzucał Foucaultowi, że ten uprawia bardziej geologię niż archeologię humanistyki. W każdym razie Foucault stopniowo odchodzi od ujmowania historii w kategoriach spójnych i względnie statycznych całości w rodzaju episteme, i przesuwa się w kierunku analizy sieci praktyk, do których kluczem od tej pory nie będzie już prawda, lecz władza. I od tej też pory ewoluuje również stosunek Foucaulta do Marksa. Nie jest oczywiście tak, że Foucault kiedykolwiek ustąpił w kwestii zasadniczej – nie uznaje on fundamentów marksowskiej konstrukcji: wartości dodatkowej, prawa akumulacji kapitału czy ogólniej materializmu historycznego. Gdy jednak idzie o walkę klas czy sam kapitalizm, sprawa staje się bardziej skomplikowana. Zamiast odrzucać krytykę ekonomii politycznej, Foucault rozwija i przeciwstawia jej krytykę technologii politycznej władzy. W tym miejscu istotnie wzbogaca także perspektywę marksowską. Mało kto zaprzeczy, że Nadzorować i karać i Wola wiedzy uzupełniają nasze rozumienie historii (i do pewnego stopnia także aktualności) kapitalizmu w sposób często komplementarny wobec teorii marksowskiej. Władza dyscyplinarna czy biopolityka splecione są z kapitalizmem tak ściśle, że obszerne fragmenty Narodzin więzienia daje się czytać zupełnie po marksowsku. Jednak nawet na tym etapie Foucault zaznacza swój dystans wobec prymatu kategorii ekonomicznych. W Trzeba bronić społeczeństwa na przykład, analizując polityki państwa liberalnego wobec rodzin robotniczych (promowanie rodziny nuklearnej, higiena i ogólnie polityka wobec ciała skierowana na kontrolę dzietności), wskazuje, że trzymając się kategorii marksowskich, burżuazja powinna stymulować przyrost naturalny, aby zapewniać stały dopływ siły roboczej oraz rezerwową armię bezrobotnych powodującą obniżanie płac. Tymczasem burżuazja zainteresowana jest bardziej kontrolą i rządzeniem populacją niż jej spontanicznym wzrostem6. Interesujące pod tym względem są także polityki populacyjne dengizmu w Chinach od początku lat osiemdziesiątych. Zagadnienie ilościowej i jakościowej reprodukcji siły roboczej wymyka się zatem marksowskim kategoriom. Spór staje się więc o wiele bardziej subtelny – nie dotyczy już przeciwstawienia dyskursu bogactwa dyskursowi społecznego wytwarzania wartości, lecz zagadnienia relacji reguł kapitalistycznej akumulacji do reprodukcji kapitalistycznej formy władzy. Ogólnie rzecz biorąc, wypowiedzi Foucaulta na temat Marksa stają się w tym okresie więcej niż afirmatywne:

Często cytuję pojęcia, teksty i zdania Marksa, nie czuję się jednak zobowiązany dodawać poręczenia w postaci przypisu i laudacji. Gdy się to robi, zyskuje się reputację kogoś, kto zna i szanuje Marksa i można oczekiwać odpowiedniego uznania ze strony tak zwanych pism marksistowskich. Ja jednak cytuję Marksa bez cudzysłowów, a ponieważ ludzie zwykle nie rozpoznają tekstów Marksa, uchodzę za kogoś, kto go nie cytuje. Czy jeśli fizyk pisze pracę z zakresu fizyki, to musi koniecznie cytować Newtona i Einsteina […]. Nie można dziś pisać historii nie używając całej grupy pojęć związanych pośrednio lub bezpośrednio z Marksem i nie sytuując się w horyzoncie opisanym i zdefiniowanym przez Marksa. Można się zastanawiać, czy da się w ogóle być historykiem nie będąc marksistą7.

Czy jednak, poza uznaniem marksowskiego horyzontu, Foucault wchodzi z Marksem w bardziej intymny dialog? Otóż Foucault cieszy się reputacją historycznego nominalisty, co zresztą wywoływało silny sprzeciw jego krytyków. Ich zdaniem, francuski filozof ma być świetny w opisywaniu drzew, ale nie dostrzega lasu. Pojedyncze i niesystemowe mają być zarówno episteme, jak i dyskursy, lokalne mają być praktyki i urządzenia władzy. Antysystemowość Foucaulta nie jest jednak, wbrew pozorom, punktem dojścia, lecz punktem wyjścia. Foucault odrzuca co prawda Heglowską tezę, że część odczytywać można tylko w odniesieniu do całości. Otwarcie powątpiewa bowiem w ową całość. Wszystko, co pojedyncze i lokalne, jest jednak relacyjne, powiązane i zapośredniczone, a zatem w ostatecznym rachunku można mówić jeśli nie o systemie, to w każdym razie o nieregularnie utkanej sieci.

Mówiąc krótko, w drugiej księdze Kapitału odnajdujemy diagnozę, że nie mamy do czynienia z władzą, lecz z wieloma władzami. Władzami, to znaczy formami dominacji, formami podporządkowania, które funkcjonują lokalnie w warsztacie, w armii, na plantacji niewolniczej lub w posiadłości opartej o relacje poddaństwa. Wszystko to są lokalne, regionalne formy władzy, posiadające własne sposoby funkcjonowania, procedury i techniki. Wszystkie te formy władzy są heterogeniczne.

Marks kładzie na przykład nacisk na specyficzny i zarazem względnie autonomiczny, niejako hermetyczny charakter faktycznej władzy, którą właściciel sprawuje w warsztacie, w stosunku do władzy typu jurydycznego, działającej w reszcie społeczeństwa. Chodzi więc o istnienie regionów władzy. Społeczeństwo jest archipelagiem różnych władz8.

Państwo, jak zauważa Foucault, nie jest dla Marksa dziełem uprzednio ustanowionej suwerenności, nie jest strukturą scentralizowaną, lecz przeciwnie, powstaje ze złożenia rozmaitych obszarów władzy – „z własności, niewolnictwa, warsztatu i wojska, formują się krok po kroku złożone aparaty państwa”9. Wreszcie, twierdzi Foucault, Marks, w przeciwieństwie do marksistów w rodzaju Marcusego, nie postrzega władzy jako jedynie negatywnej, ograniczającej i represjonującej. Jest ona przede wszystkim produktywna, wytwarza tak relacje społeczne, jak i formy podmiotowości. Można odnieść wrażenie, że Foucault zręcznie dobierając cytaty, usiłuje sprowadzić Marksa do swoich kategorii. W istocie kwestia jest bardziej złożona. Problem, w jaki sposób z lokalnych form władzy rodzi się system wyposażony w swoiste interesy i sposoby reprodukcji, jest dla Foucaulta istotny, jednak nie wypracowuje on własnego rozwiązania. Rzecz jasna, hipoteza głosząca, że to wartość dodatkowa pozostaje zwornikiem zapewniającym względną spoistość sieci władz, pozostaje nie do przyjęcia. Kapitalizm dla Foucaulta pozostaje systemem, na który składają się władza dyscyplinarna i biowładza, władza rządowa w miejsce dawnej władzy suwerennej, oraz zarządzanie przez stymulowanie wolności jednostek i grup w kontekście konkurencji. Wszystkie wzajemnie jakoś powiązane, jednak nie scentralizowane.


III

Jeśli idzie o lekturę Foucaulta z perspektywy marksowskiej, sprawa jest, jak już powiedzieliśmy, bardziej złożona. Wywiązanie się z obietnicy symulacji takiej możliwej lektury będzie zbyt trudne. Chciałbym tylko podać kilka wskazówek, jak mogłaby ona wyglądać, by wytworzyć poznawczą wartość dodaną.

Po pierwsze, nie warto koncentrować się na braku prawa wartości i nieprzekładalności kategorii wyzysku na język Foucaulta. Doklejanie tych pojęć nie jest bardzo obiecujące. Jest to dla niego bariera nie do przekroczenia. Bardzo możliwe, że Francuz całkowicie się tu myli. Trudno jednak nie zauważyć, że alternatywa: „zawłaszczenie czy dominacja”, „akumulacja czy władza”, która daje się do pewnego stopnia opisać jako alternatywa: „Marks czy Foucault”, jest dzisiaj jedną z głównych osi sporu wśród sił postępowych na całym świecie. Logika trwającego kryzysu bez wątpienia dodaje punktów Marksowi, jednak interesująca jest inna jeszcze kwestia: dlaczego właściwie pytanie o władzę w rozmaitych sformułowaniach wyłoniło się w ciągu ostatnich dziesięcioleci jako centralne pytanie w naszych społeczeństwach, wypierając takie kwestie, jak sprawiedliwość, równość czy też dążenie do lepszego życia?

Po drugie, zgodnie ze wskazówką Frederica Jamesona, warto czytać Foucaulta jako symptom tendencji i sprzeczności współczesnego kapitalizmu. Czytać jako symptom nie znaczy jednak redukować do zwykłego objawu, a tym bardziej – do ideologicznej przykrywki. Przeciwnie, trzeba raczej pamiętać o tym, że filozofia to epoka ujęta w myśl. W tym sensie Foucault jest zbyt rozległy i sięga zbyt głęboko w organizm społeczny, żeby być po prostu fałszywy. On ujmuje naszą epokę lub epokę, która właśnie przemija. W szczególności interesujące jest to, jak Foucault zamienia kategorie polityczne, a zwłaszcza kategorie władzy, w kategorie przestrzenne, w figury geometrii i schematy optyczne. Nawet podmiot jest u Foucaulta przestrzenny. Jeśli więc warto szukać marksistowskiego klucza do Michela Foucaulta, to może należy go szukać u Henri Lefebvre’a?

Po czwarte wreszcie, warto zawsze korzystać z Foucaultowskiej „skrzynki z narzędziami”. Marks, a jeszcze bardziej marksizm, był podatny na zawłaszczenie przez takie postaci władzy, które z trudem tłumaczą się ekonomicznymi kategoriami (np. Partia). Nie warto też dla każdej postaci władzy szukać za wszelką cenę wyjaśnień ekonomicznych. Ich istnienie zasadniczo nie kłóci się z aktualnością marksowskich problemów.

Istnieje dziś głośna i przeprowadzona z rozmachem próba syntezy Marksa i Foucaulta. Chodzi o projekt Michaela Hardta i Antonia Negriego. Nie ma tu miejsca na pogłębioną ocenę tego projektu. W każdym razie całe przedsięwzięcie możliwe jest dzięki temu, że główne pojęcia Marksa i Foucaulta ulegają tu swoistemu odwróceniu: wyzysk nie dotyczy już pracy żywej, lecz jest zawłaszczeniem kolektywnej i sieciowej kreatywności, biopolityka to już nie technologia dyscypliny i kontroli, lecz zdolność spontanicznego i bezpośredniego wytwarzania życia. Gdyby trzymać się ściślej porządku myślenia Marksa i Foucaulta, to skonstatować można, co następuje. Marks zakłada, że kluczowe jest tworzenie bogactwa (i odpowiednio skorelowanej z nim nędzy). Foucault z kolei twierdzi, że najważniejsze jest tworzenie podmiotów. Oczywiście Marks rozumie, że tworzenie bogactwa wymaga tworzenia podmiotów, a Foucault jest świadomy, że tworzenie podmiotów nie obejdzie się bez tworzenia bogactwa (i odpowiednio nędzy). Wciąż jednak obie perspektywy, choć mogą się wzajemnie wzbogacać, jako całości pozostają niewspółmierne.

Cytowanie:

M. Kozłowski, Foucault czyta Marksa. Marks czyta Foucaulta, „Praktyka Teoretyczna” nr 4/2011, http://numery.praktykateoretyczna.pl/PT_nr4_2011_Commonwealth/19.Kozlowski.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Michał Kozłowski – filozof, pracuje na uniwersytecie Warszawskim. Autor „Sprawy Spinozy” (Kraków 2011) i „Les contre-pouvoirs de Foucault” (Paryż 2011). Od wielu lat związany z kwartalnikiem Bez Dogmatu. Współpracuje też z Wolnym Uniwersytetem Warszawy i Le Monde Diplomatique Edycja Polska. Zajmuje się podmiotem, historią, władzą i kapitalizmem.

Dane adresowe autora:

Krakowskie Przedmieście 3
00-927 Warszawa
e-mail: michal.kozlowski@uw.edu.pl

  1. „Drogi Marksa i Foucaulta przecinają się. To znaczy, że każdy przybywa skądinąd i każdy dokądinąd zmierza.” []
  2. „[U]n intellectuel qui ne travaille plus dans »l’universel«, »l’exemplaire«, »le-juste-et-le-vrai-pour-tous«, mais dans des secteurs déterminés, en des points précis où les situent soit leurs conditions professionnelles, soit leurs conditions de vie.” M. Foucault, La fonction politique de l’intellectuel (1976), [w:] tegoż, Dits et Ecrits, t. 2, Paris 1995, s. 109. („[i]ntelektualista, który nie pracuje z tym, co »uniwersalne«, »przykładowe«, »sprawiedliwe-i-prawdziwe-dla-wszystkich«, ale z określonymi sektorami, z precyzyjnie wyznaczonymi punktami, gdzie jest usytuowany ze względu na swoją kondycję zawodową lub warunki życia.” Ostatnia część tego zdania („les situent soit leurs conditions professionnelles, soit leurs conditions de vie”) może jednak sugerować, że nie chodzi tu o jednego intelektualistę, jak wynikaloby z samego początku („[U]n intellectuel”), ale o wielu. Jednak dla orientacji czytelników i czytelniczek pozostawiamy zdanie w jego poprawnym w polszczyźnie brzmieniu. – przyp. red. []
  3. M. Foucault, Słowa i rzeczy: archeologia nauk humanistycznych, tłum. T. Komendant, Gdańsk 2000, s. 65. []
  4. Tamże. []
  5. „Gdy mówię z kolei o Marksie lub Freudzie jako o fundatorach dyskursywności, to chcę powiedzieć, że nie tylko umożliwili oni pewną ilość analogii, ale też (przede wszystkim) pewną ilość różnic. Otwarli przestrzeń, która choć przynależy do ich wypowiedzi, to także je przekracza.” M. Foucault, Kim jest autor?, [w:] tegoż, Powiedziane, napisane: szaleństwo i literatura , wybór i oprac. T. Komendant, Warszawa 1999, s. 199-219. []
  6. Tegoż, Trzeba bronić społeczeństwa: wykłady w Collège de France, tłum. M. Kowalska, Warszawa 1998, s.122. []
  7. Tegoż, Dits et Ecrits…(1975), s.1620-1621. []
  8. M. Foucault, Les mailles du pouvoir, [w:] tegoż, Dits et Ecrtis, t. 2,  Paris 2001, s.1004-1005. []
  9. Tamże. []