Francja: Kolej dla ludzi, nie dla zysku

Francja: Kolej dla ludzi, nie dla zysku

Francja posiada jeden z najlepszych systemów kolejowych na świecie. Jej sieć jest na tyle powszechnie dostępna, niedroga i szybka, że mogłaby zawstydzić wiele z sąsiadujących z Francją krajów; nie mówiąc już o bałaganie, z jakim mamy do czynienia po drugiej stronie kanału La Manche.  

Jest ona własnością państwową, a jej pracownicy korzystają ze specjalnych warunków zatrudnienia, który zapewnia im lepsze zabezpieczenia prawne i możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Taki porządek rzeczy przez długi czas budził gniew elit biznesowych i prawicowych rządów – co, oczywiście, oznacza, że stała się ona przedmiotem „reformatorskich” wysiłków ze strony obecnego prezydenta, Emmanuela Marcona. Świeżo po generalnych modyfikacjach w prawie pracy dokonywanych w interesie pracodawców oraz obniżce podatków od ultra-bogaczy, były bankier-inwestor, marzący o tym, żeby dokonać we Francji ekonomicznej transformacji, skutkiem której stałaby się ona państwem „start-upu”, nie zwalnia tempa. (więcej…)

Damian Winczewski – Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie

Abstrakt: Celem artykułu jest rekonstrukcja poglądów Michała Kaleckiego i jego zwolenników na temat racjonalnej kalkulacji i alokacji zasobów w gospodarce socjalistycznej, a także próba zestawienia tych poglądów z poglądami zwolenników zarówno kapitalizmu, jak i alternatywnych modeli socjalizmu. Pod tym kątem przeanalizowano artykuły polskiego ekonomisty dotyczące schematu tworzenia się cen w kapitalizmie i socjalizmie, roli klasy robotniczej oraz systemu bodźców i sposobu zarządzania gospodarką. W artykule omówiono też poglądy autorów, którzy bazując na pracach Kaleckiego, podjęli się polemiki z obiegową narracją wyjaśniającą porażkę realnego socjalizmu. Zarówno realny kapitalizm, jak i realny socjalizm zmagają się z problemami niedoskonałej informacji i miękkich budżetów, nie istnieje również doskonały model zarządzania gospodarką, w związku z tym nie są to bezpośrednie przyczyny niepowodzenia projektu socjalistycznego. Oprócz problemu innowacji i optymalnych nakładów inwestycyjnych z perspektywy kaleckiańskiej zasadniczym problemem socjalizmu wydaje się ustanowienie właściwych stosunków produkcji w marksistowskim sensie, rozumianych jako zdemokratyzowanie relacji pomiędzy klasą robotniczą a warstwą zarządzającą produkcją.

Słowa kluczowe: centralne planowanie, regulacja cen, inwestycje, alokacja zasobów.

 

Wstęp

Współcześnie porażka gospodarki centralnie sterowanej wydaje się oczywista, co potwierdzają liczne opracowania na ten temat. Wiele z nich w warstwie teoretycznej bazuje na poglądach zwolenników austriackiej szkoły ekonomii, którzy z góry zakładali praktyczną niemożliwość racjonalnej alokacji zasobów w tym systemie. W związku z tym powszechny jest pogląd, że mechanizmu rynkowego nie można zastąpić. Zgadzają się z tym również nieliczni współcześni socjaliści, którzy dopuszczają jedynie zdecentralizowany model socjalizmu, gdzie alokacja zasobów odbywałaby się głównie poprzez rynek.

Celem artykułu jest ustosunkowanie się do tych twierdzeń przez ukazanie ich w perspektywie poglądów Michała Kaleckiego i jego uczniów. Korzystając z bogatego dorobku tradycji kaleckiańskiej, chciałbym pokazać, że zarzuty zwolenników kapitalizmu wobec socjalizmu w wielu miejscach są niespójne. W kolejnej części tekstu omówię szereg propozycji Kaleckiego, które można przeciwstawić poglądowi o teoretycznej niemożliwości racjonalnej alokacji zasobów w gospodarce centralnie planowanej. Artykuł nie jest tylko historyczną rekonstrukcją – z perspektywy kaleckiańskiej można również krytycznie ocenić współczesne propozycje socjalizmu oddolnego. Problemy gospodarcze realnego socjalizmu w świetle niniejszego artykułu nie ograniczają się tylko do kwestii sztucznego systemu cen, niskiej innowacyjności czy złej polityki inwestycyjnej. Ważną rolę można przypisać też stosunkom produkcji, a dokładniej rzecz ujmując: sprzecznościom zachodzącym pomiędzy interesami ekonomicznymi klasy robotniczej i rządzącej nomenklatury partyjnej.

Zarys problemowy debaty kalkulacyjnej

Termin „debata kalkulacyjna” odnosi się do szeregu polemik dotyczących rachunku ekonomicznego w gospodarce centralnie planowanej, zapoczątkowanych esejem „Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie” napisanym w 1920 roku przez Ludwiga von Misesa. Głównymi postaciami tej debaty oprócz Misesa byli Friedrich von Hayek oraz Oskar Lange. Po stronie zwolenników socjalizmu głos zabierali, poza Langem, między innymi również Abba Lerner, Maurice Dobb czy Paul Sweezy i Paul Baran. W dyskusji brali udział także inni ekonomiści, jednakże z historycznego punktu widzenia największy wpływ na jej ciężar i ocenę miała wymiana zdań na linii Mises – Lange – Hayek. W związku z tym, że temat jest w literaturze ekonomicznej dość szeroko opisany, ograniczę się tylko do krótkiego podsumowania najważniejszych problemów i zazwyczaj przyjmowanych ocen tej dyskusji – by mieć punkt odniesienia przy rekonstrukcji poglądów Kaleckiego na kwestię racjonalnego gospodarowania w socjalizmie.

  1. Punktem wyjściowym dyskusji był problem dotyczący ustalania cen wobec braku mechanizmu rynkowego i własności prywatnej. Zdaniem Misesa istotą poprawnej kalkulacji jest właściwa miara wartości, która pozwala ocenić, jakie dobro spośród wielu warto wyprodukować po jednej stronie i zakupić (spośród dóbr ekwiwalentnych użytkowo) po drugiej stronie. Austriacki ekonomista twierdził, że tę relację pozwala określić wartość wymienna, której miernikiem na rynku jest dobro wybrane – pieniądz (Mises 2012).

Zdaniem Misesa brak prywatnej własności czynników produkcji uniemożliwia ich obiektywną, rynkową wycenę. Wycena ta zostaje zastąpiona przez subiektywną ocenę urzędników zajmujących się planowaniem gospodarczym. Badacz uważał również za niemożliwy rachunek ekonomiczny na podstawie teorii wartości opartej na pracy ze względu na tzw. problem transformacji, czyli kwestię tego, jak przekształcić społecznie niezbędną ilość czasu pracy w ceny rynkowe (Mises 2012, 42–44). W konkluzji doszedł do wniosku, że im większe będzie odchylenie od własności prywatnej, tym mniej racjonalne stanie się gospodarowanie produkcją (Łukawer 2005, 43).

Oskar Lange odrzucił teorię wartości opartą na pracy na rzecz teorii marginalistycznej, a następnie stwierdził, że ceny można ustalić, używając modelu równowagi ogólnej Walrasa i jego koncepcji aukcjonera.

Urząd planistyczny miałby przyjąć rolę swego rodzaju maszyny licytującej oraz metodą prób i błędów ustalić ceny na czynniki produkcji. Poprzez kolejne próby tworzenia nowych układów podaży i popytu osiągnięte zostałyby ceny równowagi. Wyłonione w ten sposób ceny kalkulacyjne znalazłyby zastosowanie w rachunku ekonomicznym.

Austriaccy ekonomiści podnieśli zarzut dotyczący arbitralności okresu obowiązywania ustalonej ceny. Zarzuca się Langemu, że nie był precyzyjny, jeśli chodzi o częstotliwość zmian cen kalkulacyjnych. Według Hayeka, którego argument powtórzył i uszczegółowił Huerta de Soto (2010, 218–237), ceny – zmieniane rzadko – miałyby niską wartość jako sygnały przy procesie decyzyjnym dotyczącym alokacji zasobów. Jeżeli zaś częstotliwość zmian byłaby duża, wtedy ilość danych stałaby się tak olbrzymia, że paraliżowałaby cały proces decyzyjny. Gabriel Temkin (2008, 67) zarzucił natomiast, że kierownicy produkcji mogliby wpłynąć na kierunek zmiany cen wyznaczanych przez urząd planistyczny. Mogliby to robić za pomocą decyzji o zmianie rozmiarów zapasów, a co za tym idzie – także rozmiarów produkcji.

  1. Kolejna kwestia dotyczyła przedsiębiorczych działań w socjalizmie i powiązanych z tym problemów z odpowiednimi bodźcami i motywacjami. Zdaniem zwolenników nieskrępowanej przedsiębiorczości w państwie socjalistycznym wynalazcy musieliby każdorazowo przekonywać urząd planistyczny o tym, że pomysł warto wdrożyć. Biurokrata pełniłby funkcję przedsiębiorcy i decydowałby o wdrożeniu innowacji czy wynalazków (Temkin 2008, 69). Sam Lange nie przejął się problematyką przedsiębiorczości, którą uznał za zagadnienie z dziedziny socjologii (1936/1973, 267).

Według ekonomistów austriackich problem jest dużo poważniejszy. Ich zdaniem przedsiębiorczość jako taka może przejawiać się tylko na wolnym rynku, w warunkach wzajemnej rywalizacji, gdzie głównymi bodźcami są zysk i chęć utrzymania się w rynkowej grze.

  1. Za równie istotny uchodzi problem informacji. Sygnalizowany był już przez Vilfreda Pareta i Enrica Baronego. Zdaniem tego ostatniego rozwiązanie problemu kalkulacji sprowadzałoby się do rozwiązania systemu równań, których pomyślny wynik zapewniłby równowagę popytu i podaży, a co za tym idzie – maksymalizację dobrobytu. Formalnie rzecz biorąc, układ równań jednoczesnych opisujący wielkości gospodarcze w socjalizmie i kapitalizmie jest taki sam. W jednym i drugim przypadku daje takie same wyniki. Problem centralnego planisty polega więc na złożoności i trudności obliczeń (Hockuba i Brzeziński 2005, 5). Podstawowy ciężar tego problemu spoczywa na ekonomicznej zmienności technologicznych współczynników produkcji. Ustalenie tych współczynników tak, aby pozostawały w zgodzie z wymogiem minimalizacji kosztów produkcji, wymagałoby prowadzenia obliczeń na wielką skalę na poziomie przedsiębiorstw. Centralny planista z powodów technicznych nie dysponowałby więc informacją potrzebną do rozwiązania tych równań (Barone 1935, 587–588).

Podobnie uważał Lionel Robbins. Stwierdził, że można wyobrazić sobie rozwiązanie problemu kalkulacji, tworząc całe ciągi szeregów rachunków matematycznych. Wymagałoby to jednak ułożenia milionów równań mających za podstawę miliony danych statystycznych. Nim jednak wszystkie te równania zostałyby rozwiązane, dane uzyskane na ich podstawie stałyby się nieaktualne (Robbins 1934/2007, 151).

Argumentację tę popierał i rozbudował Hayek, który uważał, że po pierwsze system gospodarki planowanej ogranicza ludzką wolność (Hayek 1996), a po drugie – że istnieje zasób nieskodyfikowanej, niewyrażalnej matematycznej wiedzy, która jest wykorzystywana na wolnym rynku i nigdy nie będzie dostępna centralnemu planiście (Hayek 1949). Dla Langego problem informacji był zawsze tylko problemem technologicznym, ponieważ rynek stanowił dla niego wyłącznie specyficzny układ równań, do których rozwiązania potrzeba odpowiednio zaawansowanych komputerów (Lange 1973, 334).

Podstawę modelu Langego stanowiła metodologia neoklasyczna i to jej wykorzystanie zdaniem Dona Lavoie i Petera Boettkego, zwolenników szkoły austriackiej, było główną wadą tego projektu (Lavoie 1985; Lavoie i Boettke 2001; Boettke 2002). Podobne opinie wyrażali również lewicowi ekonomiści tacy jak Pat Devine i Fikret Adaman, a także Joseph Stiglitz (Adaman i Devine 1997; Stiglitz 1996). W Polsce krytyczną analizą modelu Langego zajmował się między innymi jego wybitny uczeń, Tadeusz Kowalik (1994, 2004, 2005). Między innymi zwracał uwagę na krytykę modelu Langego przez innych socjalistów za niedostateczne uwzględnienie przez niego roli planowania – przy czym podkreślał, że sam Lange po wojnie odszedł od koncepcji „socjalizmu rynkowego” i skupił uwagę na radzieckim modelu gospodarczym.

Ostatecznie upadek realnego socjalizmu dla większości ekonomistów stanowił praktyczny dowód przewagi mechanizmu rynkowego nad gospodarką planową, przez co dalsza dyskusja została de facto ucięta i zmarginalizowana.

Czy informacja stanowi problem?

Argumentacja Hayeka o tym, że istnieje niemożliwa do wyartykułowania i skodyfikowania wiedza niejawna (tacit knowledge), miała potężne oddziaływanie. Na argumenty austriackiego ekonomisty często powoływali się główni ideolodzy neoliberalizmu, uzasadniając w ten sposób tezę, że nie istnieje alternatywa dla proponowanych przez nich rozwiązań. Jednym z wielkich admiratorów austriackiego ekonomisty był między innymi Milton Friedman, który powołując się na jego prace, położył fundamenty pod monetaryzm, myśl ekonomiczną, która odniosła znaczące sukcesy po załamaniu się keynesizmu po 1979 roku. Hayek twierdził, że nie tylko wszelkie próby planowania niweczą możliwość jej użycia, lecz także wolny rynek wytwarza spontaniczny porządek umożliwiający najefektywniejsze wykorzystanie tego typu wiedzy, do której zużytkowania nie byłaby zdolna żadna jednostka (Hayek 1945). Autor wyróżnił trzy typy gospodarki: 1) centralnie planowaną, 2) konkurencyjną, która jego zdaniem jest agregatem planowych wyborów zatomizowanych jednostek, 3) formę pośrednią pomiędzy 1) i 2), czyli zmonopolizowaną gospodarkę rynkową. Jego zdaniem do najlepszego wykorzystania wiedzy niejawnej dochodzi w gospodarce typu 2), gdzie wiedza niejawna artykułuje się w konkurencyjnych cenach.

Pozycja Hayeka stała się jeszcze mocniejsza, gdy problem wiedzy niejawnej został spopularyzowany na polu filozofii nauki przez Michaela Polanyiego (1962, 1967). Kryzys i upadek gospodarek planowych doprowadził do tego, że koncepcja wiedzy niejawnej została zaakceptowana przez większość lewicowych i socjalistycznych ekonomistów jako dowód na wyższość mechanizmu rynkowego.

Od lat osiemdziesiątych XX wieku powstała pewna liczba modeli gospodarki socjalistycznej. Ich celem było zapewnienie pełnego zatrudnienia i sprawiedliwej redystrybucji dochodu narodowego, z jednoczesnym poszanowaniem argumentacji Hayeka, której w zasadzie nikt nie podważał. Informacja stała się głównym problemem, który zwolennicy socjalizmu chcieli rozwiązać.

Nie będę w tym miejscu omawiał tych modeli gospodarki socjalistycznej, wyróżnię jedynie ich podstawowe wspólne cechy: 1) znaczące ograniczenie lub całkowite porzucenie centralnego planowania i zastąpienie go aktywną polityką fiskalną państwa bądź (w najlepszym razie) planowaniem indykatywnym, 2) wprowadzenie alokacji czynników produkcji poprzez rynek, 3) całkowita decentralizacja i pozioma koordynacja firm, 4) wprowadzenie bodźców opartych na zysku, 5) wymóg twardego budżetu i dbania o rentowność zakładu. Przekonanie o decydującej roli rynku, na którym państwo powinno zachowywać się jak dbający o rentowność swojego interesu przedsiębiorca, zaczęło towarzyszyć również postulatom gospodarczym formułowanym przez partie lewicy głównego nurtu. Obrazuje to siłę, z jaką wizja rynku jako jedynego regulatora opanowała wszystkie liczące się obozy polityczne w wyniku krachu realnego socjalizmu. Od tej pory nawet jeżeli partie te posługiwały się retoryką prospołeczną, to nigdy nie podważały konieczności alokacji i regulacji rynkowej.

Krytykę tego rodzaju socjalizmów rynkowych podjęli nieliczni ortodoksyjni marksiści, tacy jak Ernest Mandel (1986, 1988), który przekonywał, że użycie mechanizmu rynkowego doprowadzi do powrotu wszystkich wad kapitalizmu, włącznie z niesprawiedliwym podziałem dóbr i redukcją zatrudnienia. Postulował on demokratyczne planowanie, w którym o alokacji i podziale dóbr mieliby decydować robotnicy głosujący na zjazdach lokalnych, regionalnych i krajowych. Mandel jednak nie stworzył żadnej spójnej propozycji, jego artykuły w mojej ocenie stanowiły raczej zbiór życzeń i postulatów.

W tej sytuacji jedynym obrońcą centralnego planowania stał się szkocki informatyk Paul Cockshott (1993), który zaprojektował system planowania komputerowego oparty na tabelach przepływów międzygałęziowych. Jego koncepcja stała się jednak obiektem krytyki ze strony lewicowych ekonomistów (Hodgson 1999) właśnie za niedostateczne wzięcie pod uwagę argumentów Hayeka. Pokazuje to skalę sukcesu austriackiej szkoły ekonomii.

Wydaje się wobec tego, że ekonomiści będący zwolennikami socjalizmu i sprawiedliwości społecznej, skupiający się na budowie modeli, zupełnie zapomnieli o Kaleckim. Z perspektywy jego twórczości problematyka racjonalnej gospodarki socjalistycznej wygląda zupełnie inaczej. Zacznę od streszczenia argumentacji dwójki jego zwolenników, Roniego Demirbaga i Josepha Haleviego (2014), którzy podjęli się krytyki stanowiska Hayeka.

Po pierwsze stworzone przez austriackiego ekonomistę pojęcie spontanicznego porządku nie jest do końca jasne. Demirbag i Halevi twierdzą, że zdaniem wielu obserwatorów Hayek nie zbudował koherentnego kryterium demarkacji pomiędzy porządkiem a nieporządkiem. Na gruncie jego teorii spontanicznym porządkiem cechuje się nawet gospodarka rynkowa pogrążona w stagnacji. Trudno też o empiryczną weryfikację tej teorii, ponieważ Hayek pojmował gospodarkę zarówno planową, jak i rynkową dość skrajnie. Jaki rodzaj spontanicznego porządku wytworzyłby się w gospodarce mieszanej?

Po drugie Hayek łączył wiedzę niejawną ze wszystkimi pozostałymi rodzajami wiedzy. Istnieją różne rodzaje wiedzy, wśród których wiedza niejawna jest tylko jednym, szczególnym przypadkiem. Wiele innych, w tym informacje potrzebne do bilansowania sektorów, da się bezproblemowo uzyskać, odczytać i scentralizować.

Autorzy sugerują również, że użycie wiedzy niejawnej nie stanowi w ogóle problemu w zdecentralizowanych modelach gospodarki planowej, do których nie odniósł się w swoich wywodach Hayek. Za przykład podają model planowania partycypacyjnego Fikreta Adamana i Pata Devine’a (1992, 2002). W modelu tym decyzje o alokacji zasobów miałyby podejmować specjalne komitety koordynacyjne, w których deliberowaliby reprezentanci załóg zakładów oraz reprezentacje konsumentów.

Nie mogę w tym miejscu zgodzić się z oceną Demirbaga i Haleviego, ponieważ ten i inne modele zdecentralizowanego, partycypacyjnego planowania były obiektem krytyki, w której zarzucano, że model zawodzi w wykorzystaniu wiedzy niejawnej. Geoffrey Hodgson (2005) zarzucał, że stopień partycypacji w nim jest zbyt wysoki, ponieważ uczestnicy deliberacji będą mieli zbyt wiele decyzji do podjęcia, a niekończące się debaty o tym, jakie dobra i w jakiej ilości mają być produkowane, wręcz sparaliżują proces pozyskiwania informacji.

Demirbag i Halevi postanowili odnieść się również do argumentu Hayeka mówiącego, że transakcje zawierane przez uczestników wymiany rynkowej powinny być pozbawione przymusu, ponieważ jest to zamach na ludzką wolność. Stwierdzili, że proponowana przez austriackiego ekonomistę definicja przymusu jest dwuznaczna. Hayek twierdził, że gdyby człowiek kontrolujący zapas wody na pustyni, wykorzystując swoją monopolistyczną pozycję, żądał „zbyt wysokiej ceny”, to byłby to akt przymusu. Nie zdefiniował jednak, jaka cena jest zbyt wysoka. Uważał, że cena powinna być konkurencyjna. Tylko jak zdefiniować konkurencyjną cenę przy braku konkurencji?

Poza tym – żeby gospodarkę rynkową uznać za pozbawioną przymusu, należałoby znieść niesymetryczną relację pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami na rynku pracy. Wymagałoby to zatem pełnego zatrudnienia, a co za tym idzie – równowagi rynkowej.

Argumenty na rzecz supremacji kapitalizmu w tym kontekście nie są więc przekonujące. Hayek posługiwał się niejasnymi pojęciami wiedzy i przymusu. Do tego nie jest wcale oczywiste, że każdy mechanizm koordynacji powoduje gorsze wykorzystanie informacji i prowadzi do większego przymusu niż wolnorynkowy kapitalizm pozbawiony pełnego zatrudnienia.

Paul Ayerbach i Dmitris Sotiropoulos zauważyli, że Hayek sam podświadomie musiał zdawać sobie sprawę ze słabości swoich założeń. Bronił wyidealizowanego obrazu gospodarki wolnorynkowej, ponieważ zdaniem autorów miał świadomość, że każdy rodzaj interwencji stanowi cios dla logiki kapitalistycznej reprodukcji opartej właśnie na przymusie i wyzysku (2014).

Innymi słowy, autorzy wyrazili znany wśród radykalnej lewicy pogląd, że Hayek w rzeczywistości nieświadomie bronił kapitalistycznego wyzysku. Trzeba przyznać, że austriacki ekonomista poniekąd słusznie obawiał się mechanizmu przymusu państwowego, choć również nigdy nie zadał sobie trudu przeanalizowania proponowanej przez wielu socjalistów teoretycznych koncepcji demokracji robotniczej.

Rzeczywista funkcja cen według Kaleckiego

Przez lata zwolennicy socjalizmu i wolnego rynku spierali się, jak powinny być kształtowane ceny, aby dostarczały rzetelnej informacji i umożliwiły poprawny rachunek ekonomiczny. Demirbag i Halevi starali się pokazać, że przewaga konkurencyjnych cen rynkowych nie jest oczywista.

Dla samego Kaleckiego sprawa była jeszcze prostsza i trudno się dziwić, że nigdy nie zadał sobie trudu podjęcia polemiki z wolnorynkowymi autorami. Bezpośrednio do tej kwestii odniósł się tylko raz, zabierając głos odnośnie referatu Langego „Praktyka planowania gospodarczego a optymalna alokacja zasobów” na konferencji w Waszyngtonie w 1947 roku. Kalecki stwierdził, że cała ta dyskusja jest bezprzedmiotowa, ponieważ porównuje się rzeczywiście istniejący socjalizm z doskonale konkurencyjną gospodarką kapitalistyczną, która nigdy nie istniała. Odniósł się do sformułowanego przez Langego problemu zrównywania cen z kosztami krańcowymi w gospodarce socjalistycznej:

(…) jest zupełnie jasne, że w gospodarce kapitalistycznej ceny nie są wcale wyznaczane w taki sposób, ale rządzi nimi przeciętny koszt zmienny i coś w rodzaju stopnia monopolizacji albo zasady kosztu pełnego (full cost). Czy jednak zapewnia to optymalną alokację środków? Dlaczego mielibyśmy ubolewać, że w gospodarce planowej nie zachodzi ścisła równość między cenami a kosztami krańcowymi, skoro taka zasada nigdy nie była realizowana? (1947/1982, 384).

Jak widać, czynione wobec gospodarki socjalistycznej zarzuty dotyczące tego, że ceny nie stanowią obiektywnego odzwierciedlenia kosztów krańcowych, są zdaniem autora Teorii dynamiki gospodarczej bezzasadne. Interesowała go nie podręcznikowa, lecz realna rzeczywistość gospodarcza, a w tej doskonała informacja i optymalna alokacja zasobów nie istnieją.

Kalecki uważał, że kapitalizm przez całą swoją historię opierał się na konkurencji niedoskonałej. W jej ramach mamy do czynienia z krótkookresowymi zmianami cen. Ze względu na determinanty tych zmian można je podzielić na dwie grupy: 1) ceny gotowych produktów, określone zmianami przeciętnych kosztów produkcji, 2) surowce i płody rolne, których cena przy nieelastycznej podaży rośnie wraz z wzrostem popytu (1954/1980, 216). Istotę różnicy pomiędzy powyższymi grupami cen ujął Kazimierz Łaski w sposób następujący – zwiększenie produkcji surowców (np. mineralnych) często wymaga odkrycia nowych złóż, a także często długotrwałych inwestycji, natomiast „podaż wyrobów gotowych jest elastyczna nawet w krótkim czasie” (Łaski, 2009, 13–14). Zatem w powyższym ujęciu w gospodarce kapitalistycznej koszty produkcji, jak również zachowanie się konkurentów na rynku mają bardzo ważny wpływ na maksymalizację zysku.

Poglądy na temat wolnego rynku polski ekonomista miał takie jak większość marksistów: nawet gdyby znieść wszelki nadzór nad przedsiębiorstwami, wystąpiłaby wtedy naturalna tendencja do koncentracji i centralizacji kapitału. Wówczas przedsiębiorstwa osiągające najlepsze w tym wymiarze wyniki przekształciłyby się w monopole, oligopole i kartele, które między sobą ustalałyby politykę cenową (Kalecki 1958/1982, 156). Nie oznacza to jednak, że cała gospodarka zostałaby zdominowana przez kilka wielkich korporacji, jak sądził Marks. Claudio Sardoni (2011, 119) trafnie zauważył, że analiza polskiego ekonomisty była bardziej realistyczna, ponieważ Kalecki zakładał, że monopolizacji gospodarki będzie towarzyszyć liczna obecność wielu małych przedsiębiorstw.

W praktyce dojrzałego kapitalizmu – zdaniem Kaleckiego – ceny w większości przypadków nie są wyznaczane przez popyt na wytwarzane dobra, ale przez koszta produkcji, których cena z kolei określana jest głównie przez „czynniki monopolistyczne i półmonopolistyczne” (1958a/1982, 152).

Przedsiębiorstwo kapitalistyczne, ustalając cenę danego produktu, bierze zatem pod uwagę jego przeciętny koszt zmienny oraz ceny ustalone przez pozostałe przedsiębiorstwa na ten produkt. Upewnia się przy tym, że cena nie będzie ani zbyt wysoka, ani zbyt niska, ponieważ obniżyłoby to zyski (1954/1980, 216). Relację tę wyraża równanie:

p = mu + np

– gdzie p oznacza cenę, u to koszty zmienne, p to ważona średnia cena wszystkich przedsiębiorstw, natomiast m i n to wskaźniki dodatnie. Tak wygląda półmonopolistyczne kształtowanie się ceny. Gdy czynniki m i n są zmienne, ogólne kształtowanie się cen w przemyśle wyraża następujące równanie:

– gdzie m i n oznaczają średnie ważone współczynników m i n (1954/1980, 220). W ten sposób ogólnie kształtują się ceny w zmonopolizowanym przemyśle.

W ekonomii postkeynesowskiej powstało wiele rekonstrukcji, interpretacji i rozwinięć koncepcji stopnia monopolizacji (Arestis 1996; Reynolds 1996; Chilosi 2004; Michell 2014; Bhaduri 2015), nie będę jednak w tym miejscu ich analizował, ponieważ nie wpływa to na główną linię prezentowanego tu argumentu.

Kalecki – posługując się marksowskimi schematami reprodukcji – stworzył model zamkniętej gospodarki bez udziału państwa, gdzie cały dochód dzieli się na konsumpcję I oraz inwestycje C. Dział I produkowałby dobra inwestycyjne, a dział II – dobra konsumpcyjne. Dochód narodowy jest sumą przyrostu produkcji obu działów, wyrażoną w formule: ΔY = ΔI + ΔC, gdzie ∆I to przyrost produkcji brutto w dziale I, C to przyrost produkcji w dziale II. Jednocześnie zdaniem Kaleckiego występuje pomiędzy nimi pozytywna korelacja – gdy zmniejszają się inwestycje kapitalistów, zmniejsza się także spożycie klasy pracującej (1958a/1982, 154). Pełne wykorzystanie potencjału produkcyjnego w dziale II zależne jest od wykorzystania potencjału działu I, czyli wzrost konsumpcji zależy od wzrostu inwestycji. W kapitalizmie przeważnie zachodzi zależność I < I0. To znaczy, że w tym systemie rozmiar inwestycji zazwyczaj jest mniejszy od poziomu, który umożliwiałby maksymalne wykorzystanie sił wytwórczych w dziale II. Skutkami niewykorzystania pełni zdolności produkcyjnych w tym dziale są niepełne zatrudnienie i mniejsza ilość dóbr konsumpcyjnych.

Negatywne skutki niedostatecznego wolumenu inwestycji prywatnych mogą być niwelowane przez interwencję państwa lub wskutek walki klas, a dokładniej – przez działania związków zawodowych dążących do wzrostu płac. Gdy marża zysku przedsiębiorstwa jest wysoka, silne związki zawodowe śmielej zabiegają o podwyżki dla pracowników, ponieważ są świadome, że nieco mniejsze zyski nie wpłyną negatywnie na rentowność firmy. Gdyby przedsiębiorstwo w celu ochrony swojej marży znowu podniosło ceny, związki nalegałyby na kolejną podwyżkę (1954/1980, 223). Przy silnej pozycji związków przedsiębiorstwa nie mogą więc trwale zwiększyć zysków bez zwiększenia kosztów. Jeżeli jednak pozycja klasy robotniczej byłaby słaba, przedsiębiorstwa mogłyby podwyższać marże zysku, nie ponosząc kosztów płacowych, a zatem pomniejszałyby konsumpcję klasy robotniczej (1971a/1980, 133).

Z powyższego wynika, że ceny nie tylko dostarczają informacji rynkowej, ale pełnią również funkcję redystrybucyjną – ich wysoki poziom przy braku interwencji związków zawodowych zwiększa przepływ dochodu narodowego do kapitalistów, a zmniejsza udział klasy robotniczej w jego podziale. Ceny nie są więc agregatem planowych decyzji niezależnych jednostek, ale stanowią w nieoczywisty sposób efekt walki klasowej o podział dochodu narodowego.

Kalecki co prawda twierdził, że walka klasowa jest jednym z kilku czynników wpływających na ten podział, jednak – by być konsekwentnym – trzeba przyjąć szerszą, historiozoficzną perspektywę, zgodnie z którą koncentracja kapitału oraz tendencje przedsiębiorstw do zmowy są rezultatem walk klasowych wygranych przez klasę kapitalistyczną w przeszłości – także w gronie własnej klasy wielkie korporacje, wykorzystując własną pozycję, mogą „wyzyskiwać” mniejsze przedsiębiorstwa i zwiększyć ich kosztem swój udział w dochodzie narodowym.

Fernando Rugitsky (2013) dostrzegł, że przedsiębiorcy w kaleckiańskim modelu kapitalizmu nie są ograniczeni tylko do standardowych metod wywierania presji klasowej, takich jak podwyżki cen, zwolnienia, lokauty itd. Biorąc pod uwagę polityczne cykle koniunkturalne (Kalecki 1943/1979), przedsiębiorcy potrafią wywierać również znaczący wpływ na interwencję państwa i – jak twierdzi Rugitsky – mogą wymusić na państwie korzystniejszy dla siebie, a gorszy dla robotników, podział dochodu narodowego, np. poprzez preferencyjną względem przedsiębiorstw politykę fiskalną.

Marksistowska koncepcja walki klas jest kompatybilna ze stanowiskiem Kaleckiego. Stanowi też jeden z kluczowych aspektów ustalania cen i podziału dochodu narodowego w realnie istniejącym kapitalizmie. Walka klas ma też wpływ na alokację zasobów. Przedsiębiorcy kapitalistyczni będą przecież chętniej inwestować i produkować w regionach i krajach, gdzie pozycja klasy robotniczej jest słaba, dzięki czemu marża zysku będzie większa. W tym kontekście nie może dziwić zatem pesymistyczny stosunek polskiego ekonomisty do tego systemu i opowiedzenie się za socjalizmem, gdzie rząd teoretycznie powinien reprezentować interes całego społeczeństwa.

            W socjalizmie ceny również mają charakter redystrybucyjny, dzięki centralnemu sterowaniu, jednak gospodarka teoretycznie powinna uniknąć negatywnych efektów monopolizacji. Polski ekonomista dowodził, że w sferze gospodarczej występuje poważna różnica pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem – gospodarka kapitalistyczna przeważnie pracuje przy niepełnym wykorzystaniu sił wytwórczych, gospodarka socjalistyczna natomiast posiada tendencję do ich nadmiernego wykorzystywania – w socjalizmie co do zasady cała siła robocza i wszystkie urządzenia produkcyjne mają być w pełnym użyciu, jednakże w praktyce występowała tendencja polegająca na tym, że rozwój sił wytwórczych nie nadążał za rosnącym zagregowanym popytem na nie, generując braki w zaopatrzeniu (Kołodko i Mahon 1987). W związku z tym Kalecki doszedł do wniosku, że gdy w gospodarce socjalistycznej poziom inwestycji się zmniejsza, następuje wzrost konsumpcji. Dynamika konsumpcji została przez niego opisana równaniem: , gdzie K to konsumpcja, D to dochód narodowy, I to inwestycje,  to przyrost dochodu narodowego w danym roku. Po podzieleniu całego równania przez D okazuje się, że udział konsumpcji w dochodzie narodowym zmniejsza się wraz ze zwiększeniem udziału inwestycji i tempem przyrostu dochodu narodowego (1959/1982, 174).

W socjalizmie celem nie jest utrzymanie równowagi pomiędzy ceną a przeciętnym kosztem produkcji, tak jak w przypadku kapitalistycznych przedsiębiorstw, które dążą do maksymalizacji marży zysku. W związku z podażowym charakterem gospodarki socjalistycznej – tzn. gospodarki, w której w praktyce wszystkie wyprodukowane dobra znajdują nabywcę – za ważną funkcję cen można uznać regulację dostępu do nich.

Kalecki zauważył jednakże, że w zamkniętej gospodarce socjalistycznej dochodziłoby do marnotrawstwa surowców podstawowych, ponieważ ich niedobór nie znajdowałby odzwierciedlenia w cenach. Dlatego sugerował, że w realnym socjalizmie, mającym kontakt z międzynarodowym rynkiem kapitalistycznym, ceny na surowce podstawowe powinno się ustalać w relacji do cen światowych (1957/1982, 132).

Zorientowany czytelnik mógłby zarzucić Kaleckiemu, że ten de facto przyznał rację Misesowi. Przedstawiciel szkoły austriackiej uważał kalkulację w socjalizmie za możliwą wówczas, gdy kraj socjalistyczny znajdowałby się w otoczeniu gospodarek kapitalistycznych. Wtedy socjalistyczni planiści mieliby dostęp do informacji rynkowych, na bazie których mogliby ustalić ceny (Mises 1951, 118–119). Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że obaj ekonomiści byli zgodni co do ograniczeń socjalizmu. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana.

Po pierwsze Mises uparcie trzymał się założeń Eugena von Böhm-Bawerka (1898) bazujących na literalnym odczytaniu dzieł Marksa. W związku z tym sądził, że rachunek ekonomiczny oparty byłby na kalkulacji społecznie niezbędnego czasu pracy (Mises 1951, 133–134). Nieposiadający systemu cenowego „prawdziwy” socjalizm dążyłby do bycia autarkią i minimalizowałby import (Mises 1951, 222–223), ponieważ zalew tanich produktów załamałby krajową produkcję. Państwo socjalistyczne nie mogłoby posiadać również środków produkcji za granicą, ponieważ planiści byliby skupieni wyłącznie na produkcji na rynek wewnętrzny (Mises 1951, 235).

W związku z tym Mises uważał radziecką gospodarkę za „fałszywy” socjalizm, to znaczy socjalizm „municypalny”, ponieważ według niego Związek Radziecki nie podążał ściśle za wskazówkami Marksa i Engelsa, tylko wytworzył system cenowy i dostosowywał swoją politykę gospodarczą do międzynarodowego, kapitalistycznego otoczenia, podobnie jak samorządy prowadzą politykę socjalną uzależnioną od zewnętrznych warunków gospodarczych. Twierdził, że socjalizm municypalny „nie reprezentuje żadnego szczególnego ideału ekonomicznego” (Mises 1951, 249). Zatem gospodarka radziecka była swoistym wypaczeniem ideałów socjalistycznych.

Z tej perspektywy Kalecki był daleki od idealizacji Misesa. Wiążąc ceny krajowe z cenami światowymi, chciał dostarczyć bodźców do oszczędzania surowców. Pozostanie przy cenach krajowych spowodowałoby bowiem rozrzutność – jeżeli w obiegu wewnętrznym wartość towaru A = wartość towaru B, a w obrotach zagranicznych A = 3 × B, to bodźce do oszczędzania będą takie same dla obu towarów, mimo że na rynku zagranicznym towar A jest warty trzykrotnie więcej (1957/1982, 132).

Celem, który przyświecał polskiemu ekonomiście, było wyrównanie bilansu płatniczego. Obawiał się on wzrostu zadłużenia zagranicznego, ponieważ trafnie przewidywał negatywny wpływ uzależnienia gospodarki socjalistycznej od dewiz krajów kapitalistycznych – znaczący wzrost zadłużenia zagranicznego był obserwowalny zarówno w krajach zależnych od ZSRR, jak PRL (Krawczyk 1990) czy Rumunia (Ban 2012), jak i w niezależnych, np. w Jugosławii (Dyker 2011). Towary będące przedmiotem handlu zagranicznego określił mianem surowców dewizowych i zaproponował metodę obliczania wydatków na ich produkcję, którą wyraża następujące równanie:

– gdzie D to suma wydatków dewizowych, s to wskaźnik przyrostu importu bądź redukcji eksportu wyrażony w dolarach, W to wydatki dewizowe równe płacy, (1 – a) × 100 to koszta przyrostu masy towarowej na 100 złotych (1957/1982, 134). Oszczędności wynikające z tej metody kalkulacji umożliwiłyby zwiększenie zysków z eksportu. Kalecki postulował, żeby zysk z eksportu towarów o wartości w obcej walucie był co najmniej równy wydatkom dewizowym. Proponował także ustalenie kursu maksymalnego na surowce dewizowe w stosunku [(1 – a) × 100]/s. W ostatecznym rozrachunku kurs maksymalny mógł doprowadzić do wzrostu cen surowców podstawowych na rynku krajowym, jednocześnie jego przyjęcie miało prowadzić również do: 1) maksymalizacji bodźców do oszczędności surowców, 2) zwiększenia kontroli nad opłacalnością transakcji eksportowych (1957/1982, 135–136).

Polski ekonomista bynajmniej nie był bezkrytyczny wobec idei centralistycznego tworzenia cen na surowce podstawowe. W referacie „O cenach surowców podstawowych” wskazuje na możliwe trudności związane z oceną efektywności inwestycji w surowce biorące udział w handlu międzynarodowym oraz na to, że przy ustalaniu cen trzeba liczyć się z wpływem bieżących problemów z eksportem i importem produktów (1958b/1982, 151). Poza tym liczył się z tym, że państwowe przedsiębiorstwa w gospodarce centralnie planowanej mogą być skłonne do manipulacji cenami produktów gotowych w celu zwiększenia swoich zysków (1958a/1982, 157).

Dla Misesa ustalenie cen odzwierciedlających relacje na rynkach światowych miało charakter esencjalny i umożliwić miało „obiektywną” wycenę towarów na rynku. Rozwiązanie Kaleckiego miało natomiast charakter praktyczny i instrumentalny: krajowe ceny na surowce podstawowe mają odzwierciadlać ceny światowe jedynie w przybliżeniu (1958b/1982, 147–149). Ceny krajowe więc nie mają być wrażliwe na wszelkie wahania cen światowych, a zatem ich celem nie jest obiektywna, rynkowa wycena.

Pomimo podobnych ustaleń Kalecki nie potwierdzał przypuszczeń Misesa, że otwarta gospodarka socjalistyczna musi się załamać pod wpływem konkurencji i importu z krajów kapitalistycznych, ponieważ nie będzie w stanie przeciwstawić im własnych produktów. Polski ekonomista sądził, że ustanowienie cen na surowce w relacji do cen na rynku światowym może dostarczyć bodźców do produkcji eksportowej, co dawałoby szansę na uzyskanie nadwyżki w bilansie płatniczym. Jednakże w dalszym ciągu kraje socjalistyczne nie mogłyby kontrolować opłacalności handlu międzynarodowego, ponieważ nie posiadały informacji na temat kosztów jednostkowych, a także nie mogły nad nimi panować.

Kalecki był sceptyczny wobec ustanowienia wspólnej bazy cen krajów uznawanych za socjalistyczne (czyli w konkretnym historycznym przypadku krajów RWPG). Powstanie takowej bazy uzależniał od wprowadzenia ceł, które uzależniałyby ją od cen światowych (1962a/1982, 158–159) w celu zachowania bodźców do prowadzenia opłacalnej produkcji eksportowej. Jak zauważył Jerzy Osiatyński, obawy Kaleckiego wynikały również z tego powodu, że ustalenie wspólnych cen wymagałoby ujednolicenia metod kalkulacji kosztów produkcji we wszystkich krajach, co mogłoby się okazać zbyt trudne (1982, 387).

Kalecki na początku lat sześćdziesiątych XX wieku stał na czele zespołu powołanego przez przewodniczącego Komisji Planowania. Zespół ten ustalił, że podstawą rozliczeń na rynku krajowym powinny być ceny fabryczne, tj. określane przeciętnymi kosztami produkcji i powiększone o odpowiednie narzuty w celu stymulowania produkcji (1957c/1982, 122). Różnice pomiędzy cenami fabrycznymi a cenami zbytu miały być regulowane podatkiem obrotowym w trakcie trwania planu (1964a/1982, 400–401).

Metodologia ta stanowiła wyraźny postęp w stosunku do rozwiązań z modelu Langego, ponieważ ceny nie byłyby ustalane statycznie i dopasowywane za pomocą prób i błędów, tylko na bieżąco regulowane poprzez politykę fiskalną.

Przeceniane modele

Wśród uczniów Kaleckiego nie ma zgody co do jego wizji gospodarki socjalistycznej. Domenico Mario Nuti (1986) twierdził, że polski ekonomista stworzył spójny i kompleksowy model gospodarki socjalistycznej, który charakteryzował się powiązaniem cen z inwestycjami, regulacjami ilościowymi, wskaźnikami wydajności dla firm oraz istotną rolą kontroli robotniczej. Zdaniem Jana Toporowskiego (1996) natomiast prace Kaleckiego stworzyły nie kompleksowy system, lecz szereg studiów poświęconych konkretnym problemom funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Toporowski podobnie jak Nuti zauważył, że Kalecki starał się stworzyć optymalną strukturę konsumpcji, której zadaniem było dopasowanie planowanych inwestycji do potrzeb ludności, w odróżnieniu jednak od włoskiego ekonomisty Toporowski uważał, że projekt ten był daleki od kompleksowości, podobnie jak studia Kaleckiego nad rynkiem pracy w socjalizmie, które były jeszcze mniej zaawansowane. Celem Kaleckiego bowiem nie było stworzenie ogólnej teorii socjalizmu, ale raczej poszukiwanie praktycznych rozwiązań (Toporowski 1996), które np. pogodziłyby planowanie z demokratyczną kontrolą robotniczą (Toporowski 2004). Wynikać to miało z jego niestandardowej jak na ekonomistę metodologii, która polegała nie na analizowaniu teorii, lecz na empirycznej obserwacji rzeczywistości i wyciąganiu z niej indukcyjnych wniosków (Toporowski 1991).

W mojej ocenie Toporowski miał zdecydowanie więcej racji niż Nuti. Sam Kalecki w różnych okresach swojej działalności proponował różniące się w szczegółach rozwiązania ekonomiczne. W sferze doktrynalnej był zwolennikiem demokracji robotniczej, czemu dał wyraz w słynnym artykule „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej” (1942/1982, 76). Nie uważał jednak jej za główny wyznacznik sukcesu gospodarczego. Jego propozycje wymagały w równym stopniu wysokiej jakości urzędników zajmujących się planowaniem.

Wydaje się, że tworzenie modeli było zgubne dla takich ekonomistów jak Lange, który trzymał się ściśle teorii, tak jak i dla ekonomistów radzieckich uzależnionych z kolei od wytycznych o charakterze ideologicznym. Nie znaczy to jednak, by Kalecki popierał eklektyzm polegający na próbach łączenia socjalizmu z mechanizmem rynkowym, w którym nadzieje widzieli współcześni mu ekonomiści i w którym nadzieje widzą dzisiaj współcześni socjaliści rynkowi. Nie popierał też radykalnej decentralizacji polegającej na oddaniu robotnikom pełnej kontroli nad zatrudnieniem i produkcją.

Współcześnie taką koncepcję propaguje np. Bruno Jossa (2014), który popiera tworzenie spółdzielni pracowniczych finansowanych z kredytów bankowych. Jego zdaniem pracownicy, wykorzystujący kapitał dla rozwoju własnej firmy, zmieniając w ten sposób stosunek sił między pracą a kapitałem na korzyść pracy. W ten sposób tworzenie spółdzielni oznaczałoby w praktyce zawiązywanie socjalistycznych relacji społecznych. Adaman i Devine (2001, 2006) uważali natomiast, że robotnicy mogliby ujarzmić mechanizm rynkowy, gdyby dogadali się z konsumentami w specjalnych komitetach, gdzie decydowaliby wspólnie, co produkować. Michael Albert i Robert Hehnel (1992, 2002) poszli o krok dalej. Doszli do wniosku, że społeczeństwa mogłyby oddolnie porozumiewać się w sprawie zaspokojenia konsumpcji z pominięciem rynku i władz centralnych.

Z perspektywy kaleckiańskiej tego rodzaju modele wydają się zbyt skoncentrowane na doktrynalnych pryncypiach, to znaczy nie odnoszą się do współczesnych problemów funkcjonowania gospodarki (np. informatyzacji, usieciowienia gospodarki, roli wiedzy). Relacje pomiędzy sektorem publicznym a rynkiem Kalecki pojmował pragmatycznie, bazując na aktualnych problemach gospodarki, którymi w danej chwili się zajmował.

Tuż po wojnie w obliczu trudnej sytuacji aprowizacyjnej dopuszczał istnienie swobodnej wymiany i rynkowych cen w handlu detalicznym. Uważał bowiem, że przedsiębiorstwa państwowe, umiejętnie regulując ceny komercyjne na produkty, mogłyby zarabiać na kontaktach z sektorem prywatnym i zwiększać w ten sposób wpływy do budżetu. Państwo miałoby wtedy więcej środków na subsydiowanie zubożałych warstw społeczeństwa (1946a/1982, 30–31). Jednocześnie jednak popierał interwencję państwową i administracyjne racjonowanie w przypadkach, gdyby było to potrzebne, np. jeśli pośrednicy chcieliby przerzucić koszty podwyżek cen komercyjnych na konsumentów (1946a/1982, 28–29).

Ważniejsze było jednak nie tyle odpowiednie dopasowanie państwa do rynku, ile uzdrowienie jego finansów poprzez ich centralizację i wprowadzenie jednolitego systemu racjonowania. Za równie istotne uznawał Kalecki zracjonalizowanie obiegu pieniężnego i wydatków budżetowych (1946b/1982, 1946c/1982). Stworzenie funkcjonalnej polityki fiskalnej państwa było zatem w ujęciu Kaleckiego sprawą bardziej podstawową niż modelowanie jego poszczególnych sektorów.

Decentralizacja gospodarki socjalistycznej w studiach Kaleckiego również stanowiła zagadnienie nie tyle systemowe, ile funkcjonalne. Nie miała być nastawiona na zmiany w kierunku rynkowym, które dla wybranych jego lewicowych zwolenników oznaczały wolność od przymusu państwowego i demokratyzację. Według Kaleckiego liberalizacja gospodarki powinna mieć ograniczony zasięg, to znaczy autonomia zakładów nie mogła zakłócić ustalonego odgórnie planu rozwoju gospodarki narodowej.

Twórca Próby teorii koniunktury popierał liberalizację drobnego przemysłu pod postacią spółdzielni i niewielkich zakładów państwowych. Miało to po pierwsze uwolnić je od uciążliwej kontroli biurokratycznej i jej nadużyć, a po drugie zapobiegać marnotrawstwu – państwo dostarczałoby materiały po takich cenach, żeby nie opłacało się ich sprzedawać na wolnym rynku, spółdzielnie musiałyby produkować też wtedy towary konkurencyjne wobec państwowych i korzystać z odpadów. Państwo w pewnych wypadkach mogłoby subsydiować spółdzielnie tańszymi materiałami, ale zasadniczo spółdzielnie miałyby finansować się same i współpracować między sobą, tworząc regionalne centra zaopatrzenia (1956a/1982, 83). Podobną politykę Kalecki zalecał stosować wobec zakładów rzemieślniczych. Dodawał, że rzemieślników można motywować dodatkowo ulgami podatkowymi i pozwalać im zatrudniać niewielką liczbę pracowników najemnych (1956a/1985, 85).

Co do drobnych zakładów państwowych – zalecał, aby finansować je z państwowych funduszy, kontrolę nad nimi zaś pozostawiał radom wojewódzkim. Proponował też wprowadzenie w całym sektorze państwowym systemu następujących bodźców materialnych: 1) mniejsze premie dla kierownictwa, ale większa stała płaca, żeby kierownikom zależało na utrzymaniu posad, 2) premie pieniężne powinny być uzależnione od stopnia wykonania planu (im większy stopień, tym większa premia), 3) premie powinny być uzależnione od oszczędności, 4) normy planu powinny rosnąć w mniejszym stopniu niż wydajność pracy, 5) jednocześnie udział załogi w zyskach należy rozłożyć na kilka lat, aby pracownicy myśleli długoterminowo (1956b/1982, 87–91).

Bodźce miały być powiązane z inwestycjami w następujący sposób: 1) inwestycje centralne powinny być oparte na bezzwrotnym kredycie, który byłby oprocentowany, przedsiębiorstwa spłacałyby odsetki za amortyzację, 2) inwestycje zdecentralizowane miały być kredytowane na wyższy procent, co miało odstraszać od nierentownych inwestycji (1957c/1982, 123).

Poza tym fundusz płac zakładów miał być uzależniony od produkcji czystej (cena fabryczna – faktyczny koszt produkcji), tzn. jego wzrost zależałby od wzrostu tego rodzaju produkcji (1957c/1982, 118–119). W celu zapobieżenia redukcji zatrudnienia całość funduszu miała być wykorzystywana niezależnie od liczby zatrudnionych. Jeżeli fundusz płac zostałby przekroczony, to różnica między wypłatami a wartością funduszu zostałaby odliczona od następnej wpłaty na fundusz zakładowy (1957c/1982, 124).

Kalecki – mimo wielu pomysłowych wskazówek – nie przeceniał roli bodźców. W jego ocenie decydujące znaczenie dla rozwoju gospodarki i jednocześnie polepszenia jakości życia miały takie czynniki jak tempo wzrostu i bilans handlu zagranicznego. Liberalizacja przemysłu nie miała na celu powiększania zysków, ale raczej oszczędność, ograniczenie biurokracji i marnotrawstwa.

Rolą rad robotniczych w tak zdecentralizowanych zakładach było: 1) zapobieganie nadużyciom kierownictwa, 2) przeciwdziałanie tendencjom do centralizacji i biurokratyzacji, 3) pobudzanie oddolnej inicjatywy. Polski ekonomista sprzeciwiał się tendencjom syndykalistycznym, to znaczy nie chciał, aby zakłady samodzielnie ustalały ceny – w wyniku zmowy mogłyby być podwyższane, aby zapewnić większe zyski, co odbiłoby się negatywnie na produkcji. Jednocześnie spowodowałoby to podrożenie materiałów dostarczanych przez pośredników (1956c/1982, 93–106).

Kalecki dostrzegał to, czego nie dostrzegają współcześni socjaliści rynkowi i syndykaliści. Niezależnie bowiem od stopnia autonomii robotniczej groźba biurokratyzacji zawsze będzie istnieć. Dla polskiego ekonomisty ważną rolę odgrywał dług zagraniczny, którego zbyt duże rozmiary mogły wpływać negatywnie na gospodarkę niezależnie od takich czynników jak wpływ pracowników na funkcjonowanie zakładów. Zbyt niezależne zakłady mogą także zwalniać pracowników, aby zwiększyć wypłaty pozostałych. Zakłady kontrolowane przez robotników nie istnieją również w próżni – sektory są ze sobą powiązane, np. przetwórczy z rolniczym (1957a/1982, 106). Oprócz tego sądził, że pozbawione kontroli zakłady zaczną zachowywać się tak jak w kapitalizmie – tzn. wystąpi tendencja do monopolizacji i centralizacji.

Obawy autora zostały potwierdzone w badaniach Tei Petrin i Alesa Vahcicia (2000, 112) na temat funkcjonowania zliberalizowanych spółdzielni pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, pozostających pod kontrolą pracowniczą w Słowenii. Okazało się, że zarówno kierownictwo, jak i pracownicy byli pozbawieni motywacji do rozwoju firm. Firmy nie były zainteresowane rozwijaniem inwestycji za granicą, natomiast starsze przedsiębiorstwa szybko zdobywały pozycję monopolistyczną i blokowały wejście nowych firm na rynek.

Nota bene taką sytuację przewidział Mises (1951, 270–275), który ostatecznie doszedł do wniosku, że robotnicy, którzy przejmą władzę nad środkami produkcji, szybko zaczną tworzyć monopolistyczne koncerny i dzielić między sobą dochód narodowy.

Kalecki chcąc zapobiec takiej możliwości, proponował połączyć autonomię rad robotniczych z centralnym planowaniem, którego celem była kontrola: produkcji, inwestycji, płac, zatrudnienia, cen, dystrybucji surowców podstawowych (1956c/1982, 96–98).

Potrafił również nieświadomie oddalić argumentację Misesa o tworzeniu przez robotników monopolistycznych koncernów. Kalecki obawiał się kartelizacji, ale dopuszczał tworzenie tzw. koncernów pionowych, które miałyby znacznie większą autonomię niż zwykłe zakłady (1957d/1982). W idei koncernów pionowych chodziło o łączenie w koncern dużych jednostek danej branży, które byłyby zależne od kupna i sprzedaży półfabrykatów, ale byłyby również względnie samowystarczalne, jeżeli chodzi o zaopatrzenie w materiały i surowce konieczne do wytworzenia gotowych produktów. Koncern taki posiadałby własną radę robotniczą oraz zarząd, który zajmowałby się wewnętrznymi sprawami takiej jednostki – kontrolowaniem premii, systemu bodźców i nakazów. Państwo kontrolowałoby dystrybucję surowców podstawowych i mogłoby stosować bodźce w celu regulacji produkcji.

Tym samym polski ekonomista stworzył szereg wskazówek, które rozwiązują wiele praktycznych i teoretycznych problemów gospodarki uspołecznionej. Moim zdaniem trudno jednak uznać to za całościowy model. Trzeba mieć na uwadze, że Kalecki pracował w państwie, gdzie władza miała co najmniej autorytarny charakter, stąd zapewne nie było szans na realizację wszystkich jego pomysłów. Z drugiej strony nie wiadomo, czy sytuacja wyglądałaby inaczej w państwie demokratycznym, gdzie pomysły autora musiałyby zyskać wpierw akceptacje szerokiego gremium ludzi – od polityków po typowy dla współczesnej demokracji rozbudowany aparat urzędniczy.

Gospodarka planowa a niedobory

Poza pracami przedstawicieli szkoły austriackiej największy wkład w podważenie racjonalności gospodarki centralnej planowanej miały dzieła Janosa Kornaia (1985, 1986a, 1986b, 1992, 2012), który stworzył szeroko dziś znaną teorię gospodarki niedoboru, wedle której braki w zaopatrzeniu spowodowane były nadmiernym popytem.

Główną innowacją w podejściu węgierskiego ekonomisty było rozróżnienie struktury budżetowej przedsiębiorstw kapitalistycznych i socjalistycznych. Według Kornaia w przedsiębiorstwach kapitalistycznych mamy zazwyczaj do czynienia z budżetem twardym – przedsiębiorca w gospodarce kapitalistycznej stale zagrożony jest bankructwem, nie może liczyć na pomoc z zewnątrz, co motywuje go do efektywnego zarządzania firmą. Natomiast w gospodarce realnego socjalizmu miało występować zjawisko miękkich budżetów – z powodu po pierwsze wyśrubowanych planów i dążenia do jak najwyższego tempa wzrostu, po drugie – opiekuńczego podejścia państwa do przedsiębiorstw, dzięki czemu nie groziło im bankructwo i inne typowe zagrożenia występujące w gospodarce rynkowej.

W perspektywie kaleckiańskiej z pewnością prawdziwy był pierwszy zarzut. W literaturze poświęconej Kaleckiemu problem przeinwestowania w gospodarce centralnie planowanej jest powszechnie uznawany przez jego zwolenników (Osiatyński1988, 2006, 2015; Kriesler i Haurcort 2014).

Kalecki w swoich pracach zabiegał o zmianę proporcji inwestycji na korzyść konsumpcji. W szczególności zwracał uwagę na kwestię ujemnych bilansów handlowych, które w jego ocenie stanowiły jedną z głównych barier rozwoju polskiej gospodarki (1958, 230–231; 1962, 266–267). Nie zgodziłby się raczej, że lekarstwem na powyższe problemy byłoby urynkowienie i „utwardzenie” budżetów przedsiębiorstw.

Szerzej tę kwestię poruszyła Andrea Szego (1991), która powołując się na polskiego ekonomistę, skrytykowała perspektywę Kornaia. Zdaniem badaczki wobec teorii gospodarki niedoboru można postawić następujące zarzuty: 1) jeżeli kreacja pieniądza kredytowego ma charakter endogeniczny, to miękki budżet charakteryzuje zakłady zarówno kapitalistyczne, jak i socjalistyczne; 2) jeżeli menedżerowie przedsiębiorstw socjalistycznych charakteryzują się nieograniczonym zapotrzebowaniem na dobra inwestycyjne i jednocześnie zawsze potrafią zapewnić sobie płynność potrzebną do realizacji planu, to w przedsiębiorstwach kapitalistycznych menedżerowie również posiadają wewnętrzną motywację niezależną od interesu właścicieli firm. Jedyna różnica polega na tym, że w kapitalizmie wpływ na politykę firmy mają też udziałowcy.

W odniesieniu do pierwszego zarzutu można przypuszczać, że stał się on mocniejszy wraz z upływem lat. Po pierwsze publikacja zamieszczona w kwartalniku wydawanym przez Bank Anglii (McLeay, Radia i Thomas 2014) dowodzi, że kreacja pieniądza kredytowego zależy od popytu na niego, a nie od stanu bankowych depozytów. Zatem w zgodzie z tym emisja pieniądza kredytowego rzeczywiście miałaby charakter endogeniczny. Zauważył to również Geoffrey Ingham (2004), który analizując historię pieniądza, dowodził, że w kapitalizmie system bankowy powiązany jest z systemem państwowym, aby niemal bez ograniczeń finansować inwestycje wiodących przedsiębiorstw. Tezę tę mogą potwierdzać wydarzenia po wybuchu kryzysu finansowego w Stanach Zjednoczonych w latach 2007–2008. Okazało się wówczas, że wiodące podmioty w amerykańskim systemie finansowym są zbyt wielkie, by upaść (too big to fail), a zatem państwo było odpowiedzialne za podtrzymanie przy życiu prywatnych instytucji finansowych. Niemniej jednak – wbrew temu, co sądzi Szego – tego rodzaju miękkie budżety mogą dotyczyć tylko naprawdę dużych podmiotów, które są ważne dla funkcjonowania całego systemu. We współczesnej gospodarce kapitalistycznej zdarzają się bankructwa, zwłaszcza w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie są jednak zjawiskiem dość powszechnym.

Co do drugiego zarzutu – można powiedzieć, że działania menedżerów w socjalizmie potwierdzają słuszność propozycji Kaleckiego. W jego perspektywie to nie nadmierna kontrola, lecz jej brak przyczyniał się do słabej kondycji gospodarki centralnie planowanej. Potwierdza to przypuszczenia o konieczności wprowadzenia oddolnej, demokratycznej kontroli robotniczej, a także bardziej efektywnego sposobu nadzorowania przez władze centralne.

Wydaje się więc, że realny socjalizm i realny kapitalizm mają wspólne cechy – ochrona dużych, kluczowych dla gospodarki podmiotów, menedżerowie nie zawsze kierujący się interesem właściciela. W teorii przewagą socjalizmu powinno być za to maksymalizacja dobra społecznego. Jednakże chyba nawet w tym zakresie niektóre dobrze rozwinięte gospodarki kapitalistyczne wypadają lepiej, choć trzeba zauważyć, że zachodnie państwa kapitalistyczne z przyczyn historycznych od początku istnienia państw realnego socjalizmu znajdowały się w dużo lepszej sytuacji ekonomicznej. Sytuację gospodarek centralnie planowanych w powiązaniu z tym dodatkowo pogarszała ideologia głosząca, iż zachodnie państwa kapitalistyczne trzeba koniecznie dogonić gospodarczo, przez co zakładane plany stawały się zbyt ambitne i nierealistyczne. Warto może wobec tego przyczyn upadku realnego socjalizmu poszukać poza czystą ekonomią i odwołać się do jej związków z polityką.

Z mojego punktu widzenia w literaturze poświęconej Kaleckiemu zbyt mało miejsca poświęca się kwestii stosunków produkcji w realnym socjalizmie. Trzeba zwrócić uwagę, że polski ekonomista pracował w systemie o charakterze, delikatnie mówiąc, autorytarnym. W związku z tym nie mógł oficjalnie wypowiedzieć się na temat wpływu antagonizmów klasowych na ceny i podział dochodu narodowego w gospodarce planowej, jak to uczynił, analizując dynamikę kapitalizmu. W marksizmie instytucjonalnym tego okresu twierdzono bowiem, że takie antagonizmy nie występują, a w najlepszym razie mają ograniczony charakter, np. w postaci konfliktu między miastem a wsią.

W literaturze naukowej problematyką konfliktów klasowych w gospodarce centralnie planowanej zajmował się między innymi brytyjski socjolog pracy Bob Arnot (1988), który pisał o zjawisku „negatywnej kontroli robotniczej”. Problem ten pojawiał się, gdy władza chciała zwiększyć wydajność pracowników, nie wprowadzając przy tym nowych technik produkcji i nie zwiększając płac. Pracownicy wówczas uciekali się do rozmaitych form „sabotażu” – spowolnienia tempa wykonywanej pracy, strajków, nagminnego korzystania ze zwolnień lekarskich itd. Zdaniem Arnota pozwalało to pracownikom na zachowanie poczucia kontroli nad własną siłą roboczą w obliczu zwiększenia jej zewnętrznej kontroli. W dłuższej perspektywie wpływało to negatywnie na funkcjonowanie całej gospodarki.

Sięgając chociażby do analiz Lwa Trockiego (1937), można spostrzec, że nawet w perspektywie marksisty gospodarka realnego socjalizmu była naznaczona poważnymi sprzecznościami pomiędzy interesami klasy robotniczej a biurokracją. Stanowiła w rozumieniu Trockiego kastę, która dążyła do przekształcenia się w klasę – czyli w marksistowskim rozumieniu z dopuszczającej się nadużyć warstwy zarządzającej środkami produkcji w ich faktycznych właścicieli.

Nie ma tutaj miejsca na przeprowadzenie szczegółowej analizy teorii Trockiego, jednakże historyczny rozwój i upadek Związku Radzieckiego oraz jego państw satelickich zdaje się potwierdzać zasadnicze konkluzje konkurenta Stalina.

W perspektywie Kaleckiego trudno byłoby nie zauważyć, że liczne walki społeczne, chociażby w Polsce Ludowej, nie mogły pozostać bez wpływu na dochód narodowy. Biurokracja była wyalienowana i nie reprezentowała w rzeczywistości interesów klasy, której oficjalnie była przedstawicielem. Silne i niezależne organizacje robotnicze mogłyby naciskać na zwiększenie produkcji środków konsumpcji kosztem inwestycji przeznaczonych na rozbudowę sił wytwórczych. W rezultacie mogłoby to doprowadzić do zmniejszenia niedoborów i polepszenia sytuacji aprowizacyjnej. Podejmowane przez władzę decyzje o usprawnianiu planowania i polepszeniu sytuacji materialnej społeczeństwa przeważnie były spóźnione i źle przygotowane, czego końcowymi efektami były kapitałochłonność oraz powiększenie deficytu handlowego, a także niekorzystny bilans płatniczy. Problemy te stanowiły przedmiot szczególnej uwagi polskiego ekonomisty (1962/1982, 1963/1982, 1964b/1982).

Kalecki, a także Tadeusz Kowalik byli świadomi tych problemów i pragnęli „reformy przełomowej” realnego socjalizmu, która przynieść miała efekt taki jak podobna reforma kapitalizmu po drugiej wojnie światowej (Kalecki i Kowalik 1971; Kowalik 1989).

Gary Dymski (2014) stwierdził wręcz, że powyżsi autorzy swoimi tezami o „reformach przełomowych” kapitalizmu rozwinęli de facto materializm historyczny. Jego zdaniem przemiany, które nastąpiły po drugiej wojnie światowej w kapitalizmie, dowodziły, że można zrewolucjonizować stosunki produkcji, nie zmieniając reżimu akumulacji. Oznaczałoby to, że realny socjalizm da się zreformować, jeśli zrezygnuje się z centralnego planowania i wprowadzi mechanizm rynkowy, a jednocześnie zachowa system oparty na pełnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych.

Powyższa opinia budzi moje poważne zastrzeżenia. Po pierwsze nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że jakakolwiek reforma kapitalizmu „zrewolucjonizowała” stosunki produkcji. Choć ustanowienie państwa dobrobytu i oparte na konsensusie współistnienie klas społecznych można uznawać za zjawisko pozytywne, z perspektywy marksistowskiej nie ma to jednak charakteru rewolucyjnego, to znaczy struktura własności środków produkcji nie uległa zmianie. Po drugie z pism samego Kaleckiego jasno wynika, że decentralizacja i urynkowienie realnego socjalizmu nie mogłyby pozostać bez wpływu na reżim akumulacji. W mojej ocenie byłaby to pewnego rodzaju formacja przejściowa wobec pełnej gospodarki kapitalistycznej.

Bliższy poglądom polskiego ekonomisty byłby raczej sceptycyzm wobec trwałości reform na gruncie obu systemów. Efektywne wprowadzenie w życie jego myśli wymagałoby nie reformy, ale w dużej mierze oddolnej, demokratycznej rewolucji politycznej. Pożądanym efektem byłoby więc zdemokratyzowanie systemu politycznego i pobudzenie oddolnej inicjatywy do wprowadzenia innowacji, których brak odczuwał realny socjalizm w konkurencji z kapitalizmem.

Koresponduje to niejako z jednym z podstawowych zarzutów o naturze antropologicznej skierowanym przeciwko gospodarce socjalistycznej, który został dobrze ujęty w jednej z prac Paula Krugmana:

Podstawowy problem nie był natury technicznej, lecz moralnej. Komunizm zawiódł jako system gospodarczy, ponieważ ludzie przestali w niego wierzyć (…). Możesz nie lubić kapitalizmu, a nawet czuć, że system ten w końcu upadnie, jednocześnie wykonując swoją pracę, ponieważ twoja rodzina potrzebuje pieniędzy, które zarabiasz. Kapitalizm może działać, a nawet rozkwitać w społeczeństwie samolubnych cyników. Jednak nie może być tak w gospodarce nie-rynkowej. Osobiste bodźce, które mają sprawiać, że pracownicy będą dobrze wykonywać swoją pracę, a menedżerowie podejmować dobre decyzje są po prostu zbyt słabe. W ostatnich latach istnienia Związku Radzieckiego robotnicy zdawali sobie sprawę z tego, że dostaną zapłatę niezależnie od włożonego wysiłku, podobnie menedżerowie wiedzieli, że ich awans zależy bardziej od koneksji politycznych niż od ich wydajności; nikt też nie otrzymywał na tyle wysokich nagród, które kompensowałyby zajmowanie niepopularnych stanowisk i podejmowanie ryzyka (1997).

Wypowiedź Krugmana można zinterpretować jako swego rodzaju krytykę polityczną, która uwidacznia, jak istotna jest kwestia postulowanej przez Kaleckiego partycypacji robotników w zarządzaniu gospodarką socjalistyczną. Wydaje się, że brak wolności politycznej umożliwiającej producentom współdecydowanie o sposobie podziału wytworzonego przez siebie dochodu jest czynnikiem podkopującym wiarę w sprawiedliwość i efektywność takiego systemu. W realnym socjalizmie przy jedynie formalnym uspołecznieniu produkcji, po porzuceniu stalinowskiej, surowej dyscypliny w miejscu pracy robotnicy nie posiadali zbyt wielu bodźców do zwiększenia swojej wydajności. Przy wysoce scentralizowanym systemie planowania interesy robotników zainteresowanych zwiększeniem konsumpcji i ogólnego dobrobytu musiały przeciwstawiać się interesom biurokracji partyjnej nastawionej głównie na realizację inwestycję doniosłych głównie pod względem politycznym.

Rację ma amerykański ekonomista, że w gospodarce nierynkowej jednostkowe, osobiste bodźce i motywacje mogą być zbyt słabe, żeby gospodarka ta rozwijała się poprawnie. Dlatego w takim systemie dużo większą rolę mogą odegrać „bodźce kolektywne” odwołujące się do wspólnoty interesów i współodpowiedzialności producentów za losy gospodarki, którą tworzą. W związku z tym proponowane przez wielu marksistowskich ekonomistów wizje realnego uspołecznienia, tzn. rzeczywistej kontroli klasy robotniczej nad środkami produkcji, są dużo bardziej adekwatną odpowiedzią na zarzuty natury antropologicznej. Rzecz jasna z samego faktu przejęcia kontroli nad środkami produkcji przez robotników nie wynika, że wiara w tworzony przez nich system będzie trwała. Trzeba zgodzić się z Krugmanem, a także z Kaleckim, że główny problem gospodarki socjalistycznej nie leży w optymalnym modelu czy też sposobie kalkulacji. Podstawowym warunkiem jej powodzenia jest stworzenie takiej wspólnoty politycznej, która uzasadniałaby wiarę jej członków w racjonalność obranych przez nią rozwiązań ekonomicznych.

Zakończenie

W artykule przedyskutowałem najważniejsze tezy Kaleckiego i jego zwolenników odnośnie do funkcjonowania gospodarki rynkowej i gospodarki centralnie planowanej w kontekście sporów o racjonalność socjalizmu.

Z argumentacji Demirbaga i Haleviego wynika, że rola wiedzy niejawnej może być zdecydowanie przeceniana i nie można jej przypisać takiego znaczenia, jakie przypisywał jej Hayek. Nie odgrywa ona kluczowej roli ani w kapitalizmie, ani w socjalizmie, ponieważ w zasadzie ceny w obu systemach ustalane są odgórnie. Wpływ czynników oddolnych na ceny w obu systemach nie jest efektem aktywności autonomicznych jednostek transmitujących w ten sposób nieskodyfikowaną wiedzę, lecz zorganizowanej walki klasowej, przejawiającej się w aktywności związków zawodowych tudzież potencjalnie innych instytucji pracowniczych, np. rady robotniczej.

Ponadto uwagi polskiego ekonomisty o sposobie tworzenia cen zaprzeczają twierdzeniu Misesa o naturalnej tendencji socjalizmu do izolacji gospodarczej. Kalecki w odróżnieniu od Langego oraz wielu współczesnych socjalistów nie przywiązywał także dużej wagi do stworzenia kompletnego modelu gospodarki socjalistycznej. Bardziej zależało mu na pragmatycznym rozdziale kompetencji pomiędzy biurokrację a klasę robotniczą – adekwatnie do bieżących potrzeb. W tej perspektywie niedobór w gospodarce planowanej był problemem nie tylko przeinwestowania, lecz przede wszystkim złego systemu politycznego i braku autentycznej partycypacji pracowników w procesie zarządzania formalnie tylko uspołecznioną gospodarką.

W tym kontekście trudno zgodzić się z opinią Kazimierza Łaskiego (2014), że Kalecki nigdy nie był marksistą. Wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Był bliższy marksizmowi bardziej niż twórcy systemu, który próbował naprawić.

 

Wykaz literatury

Adaman, Fikret i Pat Devine. 1997. „On the Economic Theory of Socialism.”, New Left Review 221: 54–80.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2002. „A Reconsideration of the Theory of Entrepreneurship: A Participatory Approach”, Review of Political Economy 23: 329–355.

Adaman, Fikret i Pat Devine. 2006. „The Promise of Participatory Planning. Rejoinder to Hodgson.” Economy and Society 35: 141–147.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 1992. „Participatory Planning.” Science and Society 56: 39–59.

Albert, Micheal i Robert Hehnel. 2002. „In Defence of Participatory Economics.” Science and Society 66: 7–21.

Arestis, Philip. 1996. „Kalecki’s Role in Post-Keynesian Economics: An Overview.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. J.E King. Dordrecht: Kluwer

Arnot, Bob. 1988. Controlling Soviet Labour. Experimental Change from Breznhev to Gorbachev. New York: M.E. Sharpe.

Auerbach, Paul i Dmitris Sotiropoulos. 2014. „Revisiting the Socialist Calculation Debate. The Role of Markets and Finance in Hayek’s Response to Lange’s Challenge.” W Economic Crisis and Political Economy: Volume II of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Ewa Karwowska i Jan Toporowski. New York: Palgrave Macmillan.

Ban, Cornel. 2012. „Sovereign Debt, Austerity, and Regime Change: The Case of Nicolae Caucescu’s Romania.” East European Politics & Societies 26: 743–776.

Barone, Enrico. 1935. „The Ministry of Production in the Collectivist State.” W Collectivist Economic Planning, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Bhaduri, Amit. 2014. „Effective Demand and Path Dependence in Short-and-long-run Growth.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Boettke, Peter. 2002. Calculation and Coordination. Essays on Socialism and Transitional Political Economy. London: Routledge.

Böhm-Bawerk, Eugen. 1975. Karl Marx and the Close of His System. A Criticism. Clifton: Augustus M. Kelley.

Chilosi, Alberto. 2004. „Kalecki’s Theory of Income Determination and Modern Macroeconomics. A Reconstruction and an Assessment.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. London: Routledge.

Cotrell, Alin i Paul Cockshott. 1993. Toward a New Socialism. Nottingham: Spokesman.

De Soto, Huerta. 2010. Socialism, Economic Calculation and Entrepreneurship. Chaltencham: Edward Elgar.

Devine, Pat. 1992. „Market Socialism or Participatory Planning?”, Review of Radical Political Economy 24: 67–89.

Dyker, David. 2011. Yugoslavia. Socialism, Developement and Debt. New York: Routledge.

Dymski, Gary. 2014. „Kalecki and Kowalik on the Dilemma of «Crucial Reform».” W Kalecki’s Economics Today, red. Zbigniew Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Hayek, Friedrich. 1996. Droga do zniewolenia. Tłum. zbiorowe. Kraków: Arcana.

Hayek, Friedrich. 1945. „The Use of Knowledge in Society.” American Economic Review 35: 519–530.

Hayek, Friedrich. 1949. „The Competetive «Solution».” W Individualism and Economic Order, red. Friedrich Hayek. London: Routledge.

Hockuba, Zbigniew i Marek Brzeziński. 2005. „Oskara Langego syntezy teorii ekonomicznych.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zbigniew Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Hodgson, Goefrey. 1998. „Socialism against Markets? A Critique of Two Recent Proposals.” Economy and Society 27: 407–433.

Hodgson, Goefrey. 2005. „The Limits to Participatory Planning. A Reply to Adaman and Devine.” Economy and Society 34: 141–153.

Ingham, Geofrey. 2004. The Nature of Money. Cambridge: Polity Press.

Jossa, Bruno. 2014. Producer Cooperatives as a New Form of Production. New York: Routledge.

Kalecki, Michał. 1942/1982. „Warunki powstania demokratycznej gospodarki planowej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1943/1979. „Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia.” W idem, Dzieła, t. 1, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946a/1982. „Uwagi o racjonowaniu i systemie cen.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946b/1982. „Uwagi o oszczędnościach i obiegu pieniężnym w Polsce.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1946c/1982. „Plany finansowe na II półrocze 1946 r. i na I półrocze 1947 r.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1947/1982. „Alokacja zasobów a ceny.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1954/1980. „Teoria dynamiki gospodarczej.”. W tegoż idem, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956a/1982. „Liberalizacja zarządzania drobnym przemysłem.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956b/1982. „Bodźce w gospodarce socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1956c/1982. „Rady robotnicze a centralne planowanie.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957a/1982. „Nie przeceniać roli modelu.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957b/1982. „Uwagi o cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957c/1982. „Schemat nowego systemu bodźców i nakazów.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1957d/1982. „Koncern pionowy jako element nowego modelu gospodarczego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958a/1982. „Centralistyczne tworzenie cen jako istotna cecha gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1958b/1982. „O cenach surowców podstawowych.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki M. 1959/1982. „Z zagadnień teorii dynamiki gospodarki socjalistycznej.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962a/1982. „Problemy własnej bazy cen krajów RWPG.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1962b/1982. „Zarys metody konstruowania planu perspektywicznego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1963/1982. „O podstawowych zasadach planowania wieloletniego.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964a/1982. „Sprawozdanie zespołu do opracowania niektórych problemów związanych z rolą zysku i cen fabrycznych oraz zakresu stosowania tych cen w planowaniu i systemie finansowym.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1964b/1982. „Uwagi o planie gospodarczym na lata 1966–1970.” W idem, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński.. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał. 1971/1980. „Walka klas a podział dochodu narodowego.” W idem, Dzieła, t.2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kalecki, Michał i Tadeusz Kowalik. 1971/1980. „Uwagi o «reformie przełomowej».” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 2, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne,

Kołodko, Grzegorz i Walter Mc Mahon. 1987. „Stagflation and Shortageflation. A Comparative Approach.” Kyklos 40: 176–197.

Kornai, Janos. 1985. Niedobór w gospodarce. Tłum. Urszula Grzelońska i Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986a. Wzrost, niedobór, efektywność. Makrodynamiczny model gospodarki socjalistycznej. Tłum. Zofia Wiankowska. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Kornai, Janos. 1986b. „The Soft Budget Constraint.” Kyklos 39: 3–30.

Kornai, Janos 1992. The Socialist System. The Political Economy of Communism. Oxford: Oxford University Press.

Kornai, Janos. 2012. „What Economics of Shortage and The Socialist System Have to Say to the (Hungarian) Readers Today: An Introductory Study to the First Two Volumes of the Live’s Work Series.” Acta Oeconomica 62: 365–384.

Kowalik, Tadeusz. 1989. „Toward a Mixed Socialist Economy.” International Journal of Political Economy 19: 56–77.

Kowalik, Tadeusz 1994. „Oskar Lange’s Market Socialism. The Story of an Intellectual Political Career.” W Why Market Socialism?, red. Franklin Roosevelt i David Belkin. New York: M.E. Sharpe.

Kowalik, Tadeusz. 2004. „Oskar Lange – między socjalizmem a kapitalizmem.” W Twórczość naukowa Oskara Langego i jej znaczenie w teorii ekonomii, red. Grzegorz Musiał. Katowice: Akademia Ekonomiczna im. Karola Adamieckiego w Katowicach.

Kowalik, Tadeusz. 2005. „Teoria socjalizmu Oskara Langego w konfrontacji z realiami.” W Oskar Lange a współczesność, red. Zdzisław Sadowski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Kowalik, Tadeusz. 2012. Róża Luksemburg. Teoria akumulacji i imperializmu. Warszawa: Książka i Prasa.

Krawczyk, Rafał. 1990. Wielka przemiana. Upadek i odrodzenie polskiej gospodarki. Warszawa: Oficyna Wydawnicza.

Kreisler, Peter i Geoff Harcourt. 2014. „The Failure of Economic Planning. The Role of the Feldman Model and Kalecki’s Critique.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Krugman, Paul. 1997. „Capitalism’s Mysterious Triumph.” http://web.mit.edu/krugman/www/Russia.htm.

Lavoie, Don. 1985. Rivalry and Central Planning. A Re-Examination of The Debate Over Economic Calculation Under Socialism. Cambridge: Cambridge University Press.

Lavoie, Don i Peter Boettke. 2011. Rivalry and Central Planning. New York: Routledge.

Łukawer, Edward 2005. Spór o racjonalność gospodarki socjalistycznej. Kraków: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973a. „O ekonomicznej teorii socjalizmu.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Państwowe Towarzystwo Ekonomiczne.

Lange, Oskar. 1973b. „Maszyna licząca i rynek.” W idem, Dzieła, t. 2, red. Mieczysław Jagielski. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Łaski, Kazimierz. 2009. Mity i rzeczywistość w polityce gospodarczej i w nauczaniu ekonomii. Warszawa: Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

Łaski, Kazimierz i Herbert Walther. 2014. „Kalecki’s Profits Equation after 80 Years.” W Michal Kalecki in 21st Century, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mandel, Ernest. 1986. „In Defence of Socialist Planning.” New Left Review 159: 5–37.

Mandel, Ernest. 1988. „The Myth of Market Socialism.” New Left Review 169: 108–120.

McCleay Michael, Amar Radia i Thomas Ryland. 2014. „Money Creation in the Modern Economy.” Bank of England Quarterly Bulletin 1: 14–27.

Michell, Jo. 2014. „The Price Mechanism and the Structure of Income in Kalecki’s Economics and Post-Kaleckian Economics.” W The Legacy of Rosa Luxemburg, Oskar Lange and Michał Kalecki: Volume I of Essays in Honour of Tadeusz Kowalik, red. Jan Toporowski i Łukasz Mamica. New York: Routledge.

Mises, Ludvig. 2012. Kalkulacja ekonomiczna w socjalizmie. Tłum. Jan Jabłecki. Warszawa: Instytut Misesa.

Mises, Ludvig. 1951. Socialism. An Economic and Sociological Analysis. Yale: J. Cape.

Petrin, Tea i Ales Vahcic. 2002. „Employee Involvement and the Modern Firm.” W Equality, Participation, Transition. Essays in Honour of Branko Horvat, red. Vojislav Franicevic i Milica Uvalic. London: St. Martins Press.

Nuti, Marco. 1986. „Michal Kalecki’s Contribution to the Theory and Practice of Socialist Planning.” Cambridge Journal of Economics 10: 333–353.

Osiatyński, Jerzy. 1982. „Dodatek 4.” W Michał Kalecki, Dzieła, t. 3, red. Jerzy Osiatyński. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne.

Osiatyński, Jerzy. 1988. Michał Kalecki o gospodarce socjalistycznej. Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Osiatyński, Jerzy. 2006. „Michał Kalecki (1899–1971).” Gospodarka Narodowa 6: 1–30.

Osiatyński, Jerzy. 2015. „Kalecki a «złota reguła akumulacji».” Ekonomista 4: 453–463.

Polanyi, Michael. 1962. Personal Knowledge. Towards a Post-critical Philosophy. Chicago: University of Chicago Press.

Polanyi, Michael. 1967. The Tacit Dimension. New York: University of Chicago Press.

Reynolds, Peter J. 1996. „Kalecki’s Theory of Prices and Distribution.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. W.J. Samuels i W. Darrity. Dordrecht: Kluwer.

Robbins, Lou. 2007. The Great Depression. London: Ludvig von Mises Institute.

Sardoni, Claudio. 2011. Unemployment, Recession and Effective Demand. The Contributions of Marx, Keynes and Kalecki. Cheltencham: Edward Elgar.

Stiglitz, Joseph. 1996. Whither Socialism? Cambridge: Cambridge University Press.

Szego, Andrea. 1992. „The Logic of a Shortage Economy. A Critique of Kornai from a Kaleckian Macroeconomic Perspective.” Journal of Post-Keynesian Economics 13: 328–336.

Temkin, Gabriel. 2008. Dyskusje o gospodarce socjalistycznej. Marks–Lange–Mises–Hayek. Warszawa: Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.

Toporowski, Jan. 1992. „Two Enigmas in Kalecki’s Methodology.” History of Economics Review 16: 90–96.

Toporowski, Jan. 1996. „Kalecki, Marx and the Economics of Socialism.” W An Alternative Macroeconomic Theory. The Kaleckian Model and Post-Keynesian Economics, red. John E. King. Dordrecht: Kluwer.

Toporowski, Jan. 2004. „Kalecki’s Arguments for Socialism.” W Kalecki’s Economics Today, red. Zdzisław Sadowski i Adam Szeworski. New York: Routledge.

Trocki, Lew. 1937. The Revolution Betrayed. What is the Soviet Union and Where is it Going? Detroit: Labor Publications.


Damian Winczewski – absolwent filozofii na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie doktorant filozofii na Uniwersytecie Szczecińskim, gdzie przygotowuje rozprawę poświęconą Róży Luksemburg. Zajmuje się filozofią marksistowską oraz heterodoksyjną ekonomią polityczną.

DANE ADRESOWE:

Wydział Humanistyczny

Uniwersytet Szczeciński

Krakowska 71-79

71-017 Szczecin

EMAIL: damian.winczewski@gmail.com

 

CYTOWANIE:  Winczewski, Damian. 2017. Michał Kalecki i problem racjonalnej alokacji zasobów w socjalizmie. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.9

 

AUTHOR: Damian Winczewski

TITLE: Michał Kalecki and the Problem of Rational Allocation of Resources in Socialism

ABSTRACT: The aim of this article is the reconstruction of the views of Michael Kalecki and his followers on rational calculation and allocation of resources in a socialist economy, and also to try to compare their statements with the views of both supporters of capitalism, as well as alternative models of socialism. In this matter the piece examines articles of Polish economists on the pattern formation of prices in capitalism and socialism, the role of the working class and the system of incentives and economic governance. In this paper, we have also discussed the views of the authors who, based on the work of Kalecki, took up a controversy with a circulation narrative explaining the failure of socialism. The conclusion that flows from the preceding analysis is as follows: Real capitalism and real socialism struggle with problems of imperfect information, and soft budgets; a particular model of economic management in this regard is not the direct cause of the failure of the socialist project. In addition to the problem of innovation and optimal investment, from the Kaleckian perspective, a fundamental problem of socialism appears to be the appropriate relations of production in the Marxist sense, understood as democratization of the relationship between the working class and the production management layer.

KEYWORDS: central planning, price regulation, investment, allocation of resources.

Maciej J. Grodzicki – O niebezpieczeństwach fetyszyzacji, czyli komu zawdzięczamy rewolucje technologiczne

Recenzja książki Marianny Mazzucato Przedsiębiorcze państwo, Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox

Maciej J. Grodzicki[1]

 

Abstrakt: Celem artykułu jest przybliżenie argumentów pracy Marianny Mazzucato Przedsiębiorcze państwo, w kontekście dorobku ekonomii neoschumpeteriańskiej. Autorka ukazuje kluczową rolę instytucji państwa w kreowaniu przełomowych technologii i podważa przekonanie o innowacyjności jako wyłącznego przymiotu prywatnych przedsiębiorstw.

Słowa kluczowe: Mazzucato, państwo, polityka przemysłowa, innowacje.

 

Pokryzysowe lata sprzyjają krytyce kapitalizmu i ujawnianiu jego sprzeczności. Mariana Mazzucato zmierzyła się z jednym z mitów leżących u podstaw neoliberalnej ideologii, głęboko zakorzenionych także w polskiej mentalności. Jej książka Przedsiębiorcze państwo to opowieść o tym, w jaki sposób we współczesnej gospodarce kapitalistycznej powstają innowacje oraz o tym, jak dzielone są korzyści ekonomiczne z nich płynące. Mazzucato nieustępliwie wydobywa na światło dzienne zasługi państwowych instytucji na rzecz generowania złożonych technologii, odwołując się do dziesiątek przykładów empirycznych oraz systematycznych analiz. Przedstawia przy tym w bardzo przystępny sposób rozumowanie ekonomii heterodoksyjnej w zakresie natury i źródeł dynamiki gospodarek.

Polskie tłumaczenie ukazało się pod koniec 2016 roku, co zawdzięczamy Wydawnictwu Ekonomicznemu Heterodox. Trzy lata, które minęły od światowej premiery książki, wystarczyły, aby stała się ona jednym z podręczników dla pokryzysowych naprawiaczy kapitalizmu. Co ciekawe, z jednakowym zainteresowaniem sięgają po nią zarówno lewicowi sceptycy, jak i wierni optymiści ekonomiczni i technologiczni, uczestniczący w konferencjach TED. Kształtuje ona również myślenie wielu decydentów – od prawa do lewa (na Mazzucato powołują się zarówno Jeremy Corbyn jak i Mateusz Morawiecki). Wszystko to sprawia, że warto podjąć krytyczny namysł nad tezami książki i nad przyczynami jej fenomenu. W pierwszej kolejności przybliżę jednak treść Przedsiębiorczego państwa.

Społeczne tworzenie wartości ekonomicznej

Punktem wyjścia dla rozważań Mazzucato jest współczesny dyskurs ekonomiczny. W toczonych w jego ramach sporach o kluczowe znaczenia i idee zdecydowanie dominują apologeci prywatnej przedsiębiorczości. Państwa traktowane są jako ociężałe, nieefektywne, przerośnięte organizacje, zadłużające się ponad miarę i obarczające kosztami swych działań przedsiębiorców i pracowników. To firmy prywatne są motorem gospodarki, to one tworzą innowacyjne produkty, zdobywają zagraniczne rynki i generują szerokie korzyści społeczne. Przedsiębiorstwa czasem faktycznie potrzebują współpracy z instytucjami publicznymi, w tym z uniwersytetami (choć naukowcy są z natury temu niechętni), lub potrzebują ulg podatkowych, dotacji bądź infrastruktury fizycznej. Osiągnięcie przełomowych innowacji w obszarach cyfryzacji, nanotechnologii czy odnawialnych źródeł energii wymaga probiznesowej polityki, podobnej do tej, która umożliwiła powstanie Doliny Krzemowej.

Mazzucato wytacza wojnę dyskursywną neoliberałom i przez dużą część książki mozolnie udowadnia, że wszystkie powyższe stwierdzenia to mity. Innowacje nie biorą się wprost z wydatków na badania i rozwój i są w jedynie małym stopniu generowane przez małe firmy, fundusze venture capital nie lubią prawdziwego ryzyka, a wzmocnienie ochrony patentowej czy deregulacja branż wcale nie uwalniają fali nowinek technologicznych. Mitologia neoliberalizmu jest zjawiskiem analizowanym od dawna, można też wręcz przyjąć, że ciągłe mijanie się z prawdą jest jednym z czynników stanowiących o trwałości tej ideologii (Schmidt i Thatcher 2013). Opisywana książka stanowi jednak novum w debacie ekonomicznej o tyle, że dotyka pojęć „przedsiębiorczości” i „innowacyjności”, a więc zalet powszechnie przypisywanych sektorowi prywatnemu. Mazzucato podjęła godny podziwu wysiłek zebrania rozproszonych dotąd wyników badań własnych oraz dziesiątek ekonomistek i ekonomistów, by wykazać, że komputery, zaawansowaną elektronikę, tysiące leków, a także fotowoltaikę czy nanotechnologię zawdzięczamy długotrwałym i kosztownym działaniom państw. To one przez dekady finansowały badania, tworzyły infrastrukturę, stabilizowały popyt na nowinki technologiczne czy wręcz wymuszały zakładanie pierwszych innowacyjnych firm. Prywatni biznesmeni i ich przyjaciele z sektora finansowego przychodzili niemal na gotowe, gdy ryzyko rynkowe było względnie niskie, a oczekiwane stopy zysku – wysokie.

Aby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów, przywołam jedynie najbardziej znany przykład z książki – dotyczący sukcesu rynkowego firmy Apple. Ta największa pod względem m.in. kapitalizacji giełdowej i generowanych zysków korporacja na świecie, kształtująca trendy w elektronice użytkowej, jest powszechnie kojarzona ze swoim założycielem Stevem Jobsem. Mit genialnej jednostki trzyma się dobrze nawet po śmierci Jobsa – powodzenie firmy przypisuje się często pracy tysięcy utalentowanych inżynierów, która dzięki elastycznej, uczącej się organizacji, potrafi dać niesamowite efekty. Mazzucato stara się nie umniejszać tych czynników, podkreśla wizjonerstwo Jobsa, polegające m.in. na dbaniu o design produktów i ciągłym ukierunkowaniu na przyjazność dla konsumentów. Wyciąga jednak na powierzchnię mniej dotąd znane źródła sukcesu technologicznego Apple: pokazuje, że wszystkie rozwiązania stanowiące o użyteczności iPhone’a czy iPada były rozwijane, od samego początku, aż do stadium rynkowej dojrzałości, przez państwo. Nie tylko wymagające wielkiej infrastruktury Internet i GPRS, ale również mikrodyski, ekrany dotykowe, kółko do klikania, SIRI czy wydajne baterie zawdzięczamy amerykańskim i europejskim agencjom wojskowym i rządowym. Fenomen Apple polegał na niesłychanej zdolności do wyławiania tych technologii i integracji ich w przyjaznych urządzeniach. Firma ta cechuje się tak naprawdę bardzo niskimi na tle konkurencji wydatkami na badania i rozwój, a swój rachunek zysków poprawia bezpośrednim wsparciem finansowym od państwa oraz ulgami podatkowymi.

Mazzucato przedstawia szeroką analizę różnego rodzaju czynników, które przyczyniły się do sukcesu Apple. Dziwi jedynie, że na tej niemal wyczerpującej liście brakuje globalnych nierówności, które pozwalają produkować setki milionów iPhone’ów (w sumie od 2007 roku ok. miliard urządzeń, przy ponad stukrotnym wzroście rocznej sprzedaży) w cenach przystępnych dla masowego konsumenta. Tysiące nisko wynagradzanych azjatyckich robotników Autorka traktuje jedynie jako zagrożenie dla amerykańskiego przemysłu i pracownika (Pradella 2017).

Dlaczego rynek i inicjatywa prywatna nie działają?

Niewątpliwą zaletą książki jest zgrabne przeplatanie przykładów empirycznych i rozważań teoretycznych. Mariana Mazzucato wyjaśnia zjawiska z zakresu gospodarki i technologii, odwołując się do dorobku pobocznych nurtów ekonomii i przybliżając czytelnikom zmarginalizowane w debacie publicznej koncepcje. Wspomnijmy przy tym, że Autorka wywodzi się ze środowiska ekonomistów heterodoksyjnych, wykształcenie zdobywała w krytycznej New School for Social Research w Nowym Jorku (rozwijającej myślenie postkeynesistowskie i neomarksistowskie), a jej ostatnie miejsce pracy to będący centrum neoschumpeteriańskiej ekonomii ewolucyjnej Science Policy Research Unit na Uniwersytecie Sussex (od kwietnia br. Mazzucato przeniosła się na University College of London).

Długotrwały postęp techniczny, oparty na rozwoju kolejnych fal przełomowych technologii, to zagadnienie, z którym nie radzi sobie ekonomia neoklasyczna. Tradycyjne modele wzrostu gospodarczego w głównym nurcie ekonomii traktują innowacje jako procesy losowe (niemalże wypadki przy pracy efektywnych rynków) lub ratują się doraźnie pojemną kategorią „zawodności rynkowych”. Innymi słowy, sedno dynamiki kapitalistycznej jest pojmowane jako rozbieżność od standardowego modelu ekonomicznego (szerszą krytykę można znaleźć m.in. w pracy Nelsona i Wintera, 1982). Z kolei bardziej współczesna teoria wzrostu endogenicznego, choć zawiera wartościowe elementy, to jako całość skupia się o wiele bardziej na matematycznej prezentacji abstrakcyjnych koncepcji niż na empirycznym zbadaniu i wyjaśnieniu rzeczywistych problemów (Aghion i Howitt 1992; Grossman i Helpman 1994).

Następcy Josepha Schumpetera ze szkoły ewolucyjnej traktują gospodarkę inaczej, jako złożony organizm, będący w ciągłym ruchu, w procesach tworzenia wartości ekonomicznej i wiedzy (Nelson i Winter 1982). Jego motorem jest poszukiwanie nowych rozwiązań przez firmy w warunkach dynamicznej konkurencji. Jednak firmy nie tworzą nowej wiedzy w próżni. Są tylko jednym z elementów „ekosystemów innowacji”, które obejmują również pracowników, agencje rządowe, szkoły czy uczelnie, powiązane ze sobą siecią relacji o charakterze rynkowym, prawnym i kulturowym (Freeman 1987; Nelson 1988). Innowacje powstają w wyniku interakcji tych podmiotów, wspólnego uczenia się i wzajemnego zarażania wiedzą. Mazzucato podkreśla, że większe zaangażowanie państwa w gospodarkę niekoniecznie wypycha innowacyjną aktywność przedsiębiorstw, zaś o wiele częściej działania prywatnych i publicznych organizacji są względem siebie komplementarne.

Rola państwa jest szczególnie istotna w okresach rewolucji technologicznych, gdy zaczyna dominować nowy paradygmat gospodarowania. Wdrażanie prawdziwie radykalnych innowacji (takich jak maszyna parowa, komputer czy odnawialne źródła energii) wiąże się z fundamentalną niepewnością, brakiem komplementarnej infrastruktury, dostawców czy wyuczonych konsumentów i pracowników (Dosi 1982; Perez 1983). Technologia jest bowiem czymś o wiele szerszym niż sam produkt – to raczej zespół praktyk społecznych, związanych z jego tworzeniem, wyceną i użytkowaniem, wykraczających znacznie poza pojedyncze firmy. Nie dziwi zatem, że większość firm boi się ryzyka związanego z nowymi technologiami i ogranicza się do stopniowego usprawniania utartych rozwiązań. Redukcja niepewności technologicznej do akceptowalnych rozmiarów jest, zdaniem Mazzucato, rolą rządów. To one są w stanie planować i działać w perspektywie kilkudziesięciu lat oraz ponosić duże ryzyko. Ambitne cele pozaekonomiczne, jak ekspansja militarna i rozwiązanie problemów społecznych (walka z chorobami, głodem), sprzyjają tworzeniu przez rządy wielkich wizji, które przy okazji tworzą technologie dla szerokich zastosowań biznesowych.

Przedsiębiorcze państwo wykracza w swoich tezach poza klasykę myśli ewolucyjnej i wpisuje się również w nurt myślenia o relacjach między państwem a sektorem prywatnym koniecznych dla podtrzymania lub stymulowania dynamiki gospodarczej. Mazzucato powołuje się w kilku miejscach na Karla Polanyiego (1944), którego dociekania historyczne wskazywały na fundamentalną rolę państw w tworzeniu rynków narodowych. O wiele bliżej jej jednak w sposobie rozumowania oraz w logice wyciąganych wniosków do tradycji „państwa rozwojowego”. Jej przedstawiciele, autorzy tacy jak Amsden (1989), Wade (1990), Evans (1995) czy szerzej znany w Polsce Ha-Joon Chang (2003), analizowali gospodarki azjatyckich tygrysów i dowodzili, że ich spektakularne wyniki gospodarcze w drugiej połowie XX wieku były możliwe dzięki mocnemu zaangażowaniu państw w rozwój wybranych sektorów. Zalecenia szerszego interwencjonizmu, formułowane w oparciu o doświadczenia Azji Wschodniej, wracają ze wzmożoną siłą w ostatnich latach, w publikacjach Rodrika (2004) czy Stiglitza (wraz z Linem i Mongą, 2013), i inspirują decydentów do prowadzenia aktywniejszej polityki przemysłowej.

Biznes jako pasożyt

Druga teza książki Mazzucato stanowi, że o ile tworzenie wiedzy i technologii jest procesem społecznym, zbiorowym, z dużą rolą państwa, o tyle już na etapie podziału wartość ekonomiczna jest w dużej mierze zawłaszczona przez kapitalistów sektora prywatnego. To przedsiębiorstwa bardzo często pozostają wyłącznymi właścicielami praw do wytworzonej własności intelektualnej, co jest odzwierciedlone w rosnących zyskach korporacji. Państwo, choć ponosi dużą część ryzyka, partycypuje zdaniem Mazzucato w korzyściach w minimalnym stopniu – czemu sprzyja regresywny i dziurawy system podatkowy oraz wolność przepływów kapitałowych między krajami.

Prywatyzacja zysków przy uspołecznieniu ryzyka lub strat nie zdziwi zapewne krytycznych obserwatorów kapitalizmu, choć to zjawisko kojarzyło się dotąd z sektorem bankowym lub usługami publicznymi. Przedsiębiorcze państwo przełamuje tabu związane z traktowaniem prywatnych firm jako „świętych krów” w obszarze innowacji, dokumentując tę tezę danymi statystycznymi i szczegółowymi opisami konkretnych przykładów firm-pasożytów[2]. Szczególnie uderza opis funkcjonowania amerykańskiego sektora farmaceutycznego, jednego z najbardziej zyskownych i najmocniej chronionych prawem patentowym. Mazzucato dowodzi, że aż 75% nowych priorytetowych leków powstaje w państwowych laboratoriach, podczas gdy działalność badawczo-rozwojowa korporacji Big-Pharma skupia się na bezpiecznych, tradycyjnych segmentach rynku. Okazuje się jednak, że publiczne innowacje stanowią dla prywatnych firm farmaceutycznych źródło sporych, a do tego stabilnych zysków. Państwo udziela bowiem firmom preferencyjnych licencji na korzystanie z zaprojektowanych substancji, licząc na ich szybsze upowszechnienie w leczeniu. Zdaniem Autorki, koszty ponoszone w tym procesie przez biznes, dotyczące dostosowania leku do wymogów rynku i przeprowadzenia testów klinicznych, są niewspółmierne do ryzyka, związanego z wymogami opracowania innowacji farmaceutycznych.

Ten i inne mocne przykłady niosą ważną lekcję, że procesy kreowania innowacji i wartości społecznej oraz przechwytywania wartości ekonomicznej nie są ze sobą tożsame. W ostatnich dekadach wręcz zupełnie się od siebie oderwały. Obserwacja trendów w czasie i przestrzeni prowadzi Mazzucato do kluczowych z normatywnego punktu widzenia, dość pesymistycznych wniosków. Relacje biznesu z państwem w USA i Wielkiej Brytanii stały się po kilku dekadach neoliberalizmu pasożytnicze i podmywają podstawy postępu technicznego. Od kilku dekad skłonność prywatnego biznesu do innowacji maleje za sprawą oligopolizacji rynków, krótkoterminowej orientacji rynków finansowych i zarządów korporacji oraz możliwości finansjalizacji osiąganych nadwyżek. Z kolei malejące wpływy podatkowe uniemożliwiają państwom kontynuację praktyk z boomu powojennego i aktywnego stymulowania innowacji. Nie jest to jednak powszechny trend – „silne” państwa w Chinach, Brazylii czy w Niemczech nie poddają się tak łatwo biznesowi i są w stanie narzucać mu kierunki zmian technologicznych. Między innymi dlatego to w nich należy upatrywać przyszłych liderów przemysłowych.

O lepszy kapitalizm

Obserwując Chiny, Niemcy, czy Danię, Mazzucato formułuje wyraziste rekomendacje dla rządów zainteresowanych budową konkurencyjności gospodarek. Dotyczą one m.in. budowy narodowych funduszy innowacji i banków rozwojowych na rzecz długookresowego stymulowania postępu technicznego, a także zapewnienia udziału państw w prywatnych zyskach generowanych przy wykorzystaniu publicznie wytworzonych technologii. Autorka zabiera również głos we współczesnej debacie na temat transformacji energetycznej. Zarówno w omawianej książce, jak i w innych publikacjach i wystąpieniach publicznych wzywa do tworzenia koalicji rozwojowych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Duża część Przedsiębiorczego państwa poświęcona jest wymogom „zielonej rewolucji”, która według Autorki jeśli się dokona, to jedynie siłą „widzialnej ręki państwa”.

Mazzucato wpisuje się w liczne głosy krytyki kapitalizmu, mówiące, że „dalej w ten sposób nie pojedziemy”, a jej dyskursywne ciosy wydają się celnie wyprowadzone. Książka dostarcza mocnych dowodów empirycznych, wyjaśnień teoretycznych i idei dla reformatorskich ruchów społecznych i partii politycznych. Ukazanie innowacyjności państw i pasożytnictwa biznesu sprawia, że treści książki wydają się szczególnie atrakcyjne do zagospodarowania przede wszystkim przez ruchy progresywne. W praktyce okazuje się jednak, że po idee Przedsiębiorczego państwa sięgają również ekonomiści i politycy konserwatywni, szukający sposobów na poprawę pozycji swoich państw w międzynarodowym podziale pracy.

Jedną z przyczyn tej popularności jest zapewne fakt, że Mariana Mazzucato, jak przystało na neoschumpeterianistkę, zalicza się do łagodnych krytyczek kapitalizmu, wierzących w jego dynamiczną siłę i wzywających do jego naprawy[3]. Traktuje ona wspomniane pasożytnictwo kapitału na wspólnych zasobach raczej jako incydentalną przypadłość pewnych okresów czy krajów, niż trwałą prawidłowość całego systemu gospodarczego. Cytując Polanyiego, ogranicza się do przypomnienia, że to państwa stworzyły rynki narodowe. Tymczasem jego Wielka transformacja to opowieść o brutalnej prywatyzacji i komodyfikacji ziemi, pracy i pieniądza na potrzeby akumulacji kapitału i podtrzymania malejącej rentowności w sektorze prywatnym. Symptomatyczne jest zresztą, że wśród cytowanych w Przedsiębiorczym państwie niemal 300 pozycji brakuje dzieł samego Marksa, czy współczesnych autorów wskazujących na mechanizm „akumulacji przez wywłaszczenie” (por. Harvey 2004; Streeck 2016). Tymczasem to właśnie ekonomia neomarksistowska najdobitniej podkreśla rolę państwa w podtrzymywaniu dynamiki kapitalizmu. Jak dowodzi m.in. Harvey (2001), to państwa, regulując rynki, wymuszając konkurencję, ale również dostarczając szeregu dóbr publicznych, są w stanie niwelować sprzeczności nawarstwiające się w procesach akumulacji kapitału.

Jak działają państwa?

Normatywny ładunek oraz polityczny sukces Przedsiębiorczego państwa skłaniają do podjęcia dyskusji z głównymi tezami. Odwołajmy się przy tym do dwóch kluczowych dla książki pojęć – „państwa” i „technologii” oraz trzeciego, w książce nieobecnego, czyli „pracy”.

Z jednej strony Mazzucato słusznie nakłania do odrzucenia powierzchownej antytezy kategorii: państwo/rynek, publiczny/prywatny. Tworzenie wartości ekonomicznej polega na ciągłym przenikaniu się podmiotów, instytucji, reguł z różnych porządków. Jednak z drugiej strony można odnieść wrażenie, że Autorka sama wpada w pułapkę traktowania państwa jako niezależnego, odrębnego od gospodarki bytu. Odkreśla grubą linią procesy ekonomiczne od politycznych, nie wnikając w mechanizmy funkcjonowania instytucji państwa. Ma to swoje poważne konsekwencje dla interpretacji i formułowania zaleceń politycznych.

Z lektury nie otrzymujemy bowiem odpowiedzi na takie pytania, jak: dlaczego amerykańskie państwo zmieniło swoje postępowanie od „złotych” lat 50. i 60.?; skąd bierze się nagła skuteczność Chińczyków czy Brazylijczyków w stymulowaniu innowacji?; czy te różnice między krajami biorą się z natury gospodarek, instytucji, technologii? Przypisywanie bowiem sukcesu polityki innowacyjności czynnikom takim jak osobowość liderów politycznych, klimat polityczny, dyskurs ekonomiczny czy zasady konstrukcji agencji rządowych sprawia wrażenie przypadkowego. Bardziej satysfakcjonująca odpowiedź na powyższe pytania wymaga oczywiście szerszych badań, ale również przyjęcia określonej teorii państwa. Niezależnie bowiem od tego, czy oprzemy się na koncepcji neomarksistowskiej, instytucjonalnej czy teorii wyboru publicznego, musimy przyznać, że państwa nie posiadają w pełni autonomicznych celów. Kierunki ich działań są dopiero ustalane w procesie politycznym, osadzonym w konkretnych relacjach kapitalistycznych.

Analiza Przedsiębiorczego państwa przypomina pod tym względem szerszy przypadek teorii państwa rozwojowego. Wymienieni już autorzy, w oparciu o kilka arbitralnie wybranych przypadków relacji biznes-państwo, tworzą teorię rozwoju gospodarczego. Na jej podstawie formułują bardzo mocne rekomendacje polityczne, dotyczące tego, jak osiągnąć narodowy sukces w budowaniu kapitalizmu. Tymczasem, jak argumentuje m.in. Ben Fine (2013), przyjęcie relacyjnej i procesualnej koncepcji państwa jako przestrzeni formułowania i ścierania się różnorodnych interesów, prowadzi do zupełnie innej oceny tych przypadków. Dae-Oup Chang (2013) dowodzi, że proprzemysłowa mobilizacja rządów państw Azji Wschodniej i ich sukces w doganianiu zachodnich gospodarek miały źródła po pierwsze w dużej sile przetargowej pracowników, a po drugie w sztucznym napędzaniu technologicznym i finansowym przez Amerykanów, którzy potrzebowali rynków zbytu dla swojego przemysłu i przeciwwagi dla rosnących Chin. Powierzchownie symbiotyczne relacje państwa z biznesem okazują się po głębszej analizie ciągiem napięć w układzie praca-kapitał-państwo. Dopiero mając na uwadze układ sił i interesów wewnątrz kraju i w jego otoczeniu międzynarodowym (ale i wewnątrz samej administracji), można zrozumieć zmienną zdolność i skłonność państw do przeciwstawienia się krótkookresowym celom kapitału.

Obosieczny miecz innowacji

Skupiające się wokół pojęcia innowacyjności rozważania Mazzucato,, skłaniają do namysłu również nad istotą samej tej kategorii. Książka udziela odpowiedzi na pytanie: skąd pochodzą innowacje? Dla uzyskania większego realizmu warto zadać pytania pomocnicze: jakie są to innowacje? Po co są tworzone i komu służą? Choć bowiem wedle rachunków postęp techniczny okazuje się głównym motorem wzrostu gospodarczego, to nie wszyscy korzystają z jego zdobyczy w równym stopniu. Automatyzacji, tak jak i PKB, do garnka nie włożymy.

W kapitalizmie podstawowym celem innowacji jest wsparcie procesów akumulacji kapitału. Oczywiście przy okazji często dochodzi do rozwiązania problemów społecznych lub lepszego zaspokojenia potrzeb obywateli, jednak bazową motywacją jest zysk przedsiębiorcy (Harvey 2015). Historycznie postęp techniczny napędzający dynamikę kapitalizmu był ukierunkowany m.in. na transformację natury i uwolnienie się od presji pracowników. Orientacja na znalezienie nowych zastosowań dóbr naturalnych i obniżenie pracochłonności produkcji, obecna również we współczesnych innowacjach, czyni ich ocenę mniej jednoznaczną (Freeman, Clark i Soete 1983). Na przykład powodzenie transformacji energetycznej, opartej na nowych zielonych technologiach (nawet przy dużej roli państwa), wydaje się niepewne w warunkach kapitalizmu. Produkcja oparta na paliwach kopalnych wraz z konsumeryzmem stanowią bowiem o istocie tego systemu (Klein 2016; Malm 2015).

Trzeba mieć to na uwadze, gdy postuluje się jakąkolwiek politykę wsparcia innowacyjności. W przeciwnym wypadku łatwo popaść w fetyszyzm – co faktycznie można zarzucić dużej części współczesnych decydentów (zwłaszcza z kręgów Komisji Europejskiej), ale również niektórym przedstawicielom środowiska neoschumpeterian (por. Bontems 2014). Dyskusję nad problemami społecznymi i metodami ich rozwiązania zbyt często zastępują gotowe rekomendacje dążenia do innowacji samych w sobie.

Praca jako „ten trzeci”

Przedstawiona przez Mazzucato wizja relacji kapitalistycznych w obszarze postępu technicznego jest niepełna ze względu na pominięcie pracy (Pradella 2017). Kwestia przetargów pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami pojawia się jedynie w kontekście dystrybucji dochodu, z pominięciem ich stymulującego charakteru. Tymczasem, tak jak opracowanie nowych technologii często miało na celu uwolnienie się kapitalistów od presji pracy, tak przebieg relacji klasowych historycznie determinował kierunki postępu technicznego oraz podział korzyści ekonomicznych z niego płynących. Siła ruchu pracowniczego jako czynnik zmian technologicznych, dostosowań w polityce państw, a w rezultacie awansu przemysłowego, objawia się nie tylko we wspomnianym przypadku Azji Wschodniej, ale również w krajach peryferyjnych współczesnego, zglobalizowanego kapitalizmu (Silver 2009).

Uproszczone podejście do kategorii pracy razi w szczególności w opisie ewolucji modeli biznesowych w Stanach Zjednoczonych. Powstanie nowego modelu, opartego na elastycznym zatrudnieniu, Mazzucato przedstawia jako wynik dostosowań rynku pracy, wzajemnie korzystnych dla obu jego stron, odzwierciedlających zmiany preferencji przedsiębiorstw i pracowników oraz pracownic. Autorka pomija fakt, iż takie „innowacje organizacyjne” jak lean management i outsourcing były jednoznacznie zorientowane na osłabienie pracowników w przetargach płacowych i zwiększenie nadwyżek finansowych korporacji.

Historia alternatywna

Powyższe uwagi każą uzupełnić model teoretyczny proponowany przez Mazzucato. Zamiast narracji: „państwo realizując cele społeczne i polityczne, prowadzi do postępu technicznego, także w biznesie”, powinniśmy otrzymać: „przetargi polityczne kapitału i pracy[4], wraz z wpływem otoczenia międzynarodowego, mogą popychać państwo do prowadzenia korzystnej społecznie polityki innowacyjności”. Na tej podstawie można pokusić się o przedstawienie alternatywnej wersji historii „przedsiębiorczych państw”.

Lata powojennej budowy technologii przez amerykański kompleks przemysłowo-zbrojeniowy to jednocześnie okres fordowskiej gospodarki z mocnymi związkami zawodowymi, mocno osłabionym sektorem finansowym i przemysłem szukającym rentowności i rynków zbytu (Sweezy 1941; Galbraith 1952; Minsky 1996). Podobnie w Wielkiej Brytanii obserwujemy upadek kolonialnych sieci produkcji, a spuścizna centralnego sterowania okresu wojennego i duży zakres własności publicznej sprzyjają rozbudowie państwa socjalnego przez rządy labourzystów. To wtedy powstaje NHS, będący centrum dokonań technologicznych w brytyjskiej farmaceutyce (Cumbers 2012). Presja pracowników, słabe zagraniczne rynki zbytu i ograniczenia w emisji pieniądza skłaniały biznes do poszukiwania możliwości awansu technologicznego. Zimnowojenna rywalizacja militarna i ekonomiczna powodowała natomiast, że innowacje nabrały kluczowej wagi dla decydentów politycznych. Krajowy i międzynarodowy układ sił w latach 50. i 60. prowadził zatem do wyjątkowej zbieżności celów kapitału i rządów państw zachodnich. Ciąg dalszy znamy z Przedsiębiorczego państwa: powstanie agencji rozwojowych, prywatne i publiczne inwestycje w infrastrukturę B+R i długoletnie programy badawcze, które przyniosły nowe przełomowe technologie.

Paradoksalnie ta sama długotrwała współpraca państwa z dużym biznesem mogła przyczynić się do monopolizacji gospodarki i zmiany reżymu akumulacji na sfinansjalizowany neoliberalizm, w którym amerykańskie korporacje wcale nie potrzebują pomocy rządu (Baran i Sweezy 1966; Minsky 1996). Mając zbyt silną pozycję rynkową, mogą przerzucać zakłady pracy po całym świecie, a nadwyżki akumulować na Wall Street, pompowanej dopływem zagranicznego kapitału (por. Varoufakis 2016). Natomiast brytyjskie i amerykańskie koncerny naftowe nie potrzebują do szczęścia zielonej rewolucji. Przy takim układzie sił trudno się dziwić niekorzystnej ewolucji państw anglosaskich i osłabieniu ich technologicznego potencjału.

Odwrotne przypuszczenia można wysnuć w odniesieniu do współczesnych liderów państwowej innowacyjności: Niemiec, Chin czy Brazylii. Niemiecka gospodarka opiera się na eksporcie, a względnie silne związki zawodowe w przemyśle bronią krajowych miejsc pracy i ograniczają możliwości finansjalizacji. Państwo jest w zinstytucjonalizowany sposób obecne w przetargach kapitału i pracy. Koalicja tych trzech podmiotów w swoistym neomerkantylizmie sprzyja orientacji na innowacje i współpracy w opracowywaniu nowych technologii. W Brazylii i Chinach rosnący kapitał, z dużą potrzebą akumulacji, jest mocno sprzężony z elitami politycznymi, co również ułatwia tworzenie proinnowacyjnych aliansów państwo–biznes. Ponadto zarówno Niemcy, jak i Chiny muszą importować surowce energetyczne, stąd i poparcie przedsiębiorstw wobec zielonych technologii może być w tych krajach odpowiednio większe.

Podsumowanie

Trudno oczekiwać od książki, żeby obejmowała wszystkie wymienione wątki, a jej zalety bronią się same. Trzeba oddać Marianie Mazzucato jej zasługi na rzecz dyskursywnego odkrywania i promowania innowacyjnej siły państw. Jednocześnie szersze ujęcie kategorii pracy, uwzględnienie procesualnego charakteru polityk publicznych oraz bardziej realistyczne podejście do technologii prowadzą do ciekawych uzupełniających wniosków, które zasługują na weryfikację w oddzielnym programie badawczym. Refleksja nad długofalowymi skutkami polityki innowacyjności każe patrzeć z pewną dozą ostrożności również na rekomendacje autorki (choć intuicyjnie bardzo mi bliskie).

Po pierwsze, jeżeli państwa (już teraz bardzo zaangażowane w stymulowanie postępu technicznego) mają przeznaczać jeszcze więcej środków na nowe technologie, to chciałoby się żądać, aby były one szeroko dostępne użytkownikom końcowym i generowały dochody dla wszystkich obywateli. Spytajmy także, dlaczego państwa nie miałyby bezpośrednio produkować i sprzedawać niektórych dóbr, skoro tak wielu z nich dają podstawy technologiczne? Zwłaszcza tam, gdzie ograniczenia rynku i presja prywatnego kapitału są fundamentalną barierą, a cele społeczne są wyjątkowo ważne (jak w przypadku odnawialnych źródeł energii czy leków) państwowa produkcja wydaje się uzasadniona.

Po drugie, zauważmy, że wezwania do większego zaangażowania państw w innowacje grożą powstaniem neomerkantylizmu na skalę światową i marnowaniem znacznych zasobów w międzynarodowej konkurencji technologicznej. Ostatecznie i tak tylko niektórym krajom uda się wypracować przełomowe technologie, a pozostałe będą musiały zadowolić się peryferyjną pozycją w nowym podziale pracy. Czy zatem wszystkie kraje powinny prowadzić niezależną politykę przemysłową? Czy wszystkie są w stanie robić to skutecznie, przy niesamowicie mocnej ochronie własności intelektualnej i pełnej wolności przepływów kapitałowych? Czy stabilniejszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem nie jest szeroka międzynarodowa współpraca technologiczna, z wbudowanymi mechanizmami podziału korzyści?

Po trzecie, spójrzmy na szeroki reżim akumulacji, uwzględniający zasady nadzoru korporacyjnego, kwestie własności i siłę przetargową pracowników. Czy można stworzyć trwałą politykę innowacyjności, która będzie generować szerokie korzyści społeczne bez zmian w tych obszarach? Czy przedsiębiorczość państw ponownie (jak w krajach anglosaskich) nie doprowadzi do nowych światowych monopoli korporacyjnych i nie osłabi pozycji przetargowej pracowników, jak i samych rządów?

Te wszystkie pytania warto mieć w pamięci, aby uniknąć ryzyka popadnięcia z jednego fetyszyzmu w drugi, z nadmiernego uwielbienia prywatnej przedsiębiorczości w wiarę, że to państwo i innowacje nas zbawią.

 

Wykaz literatury

Aghion, Philippe i Howitt, Peter. 1992. „A Model of Growth Through Creative Destruction.” Econometrica 60(2): 323–351.

Amsden, Alice H. 1989. Asia’s Next Giant: South Korea and Late Industrialization. New York: Oxford University Press.

Baran, Paul A. i Sweezy, Paul M. 1966. Monopoly Capital: An Essay on the American Economic and Social Order. New York: NYU Press.

Bontems, Vincent K. 2014. „What Does Innovation Stand for? Review of a Watchword in Research Policies.” Journal of Innovation Economics & Management 15(3): 39–57.

Chang, Dae-Oup. 2013. „Labour and the ‘Developmental State’: A Critique of the Developmental State Theory of Labour.” W Beyond the Developmental State: Industrial Policy into the Twenty-first Century, B. Fine, J. Saraswati, D. Tavasci (red.). London: Pluto Press.

Chang, Ha-Joon. 2002. Globalization, Economic Development and the Role of the State. London: Zed Books.

Cumbers, Andrew. 2012. Reclaiming Public Ownership: Making Space for Economic Democracy. London: ZED Books.

Dosi, Giovanni. 1982. „Technological Paradigms and Technological Trajectories. A Suggested Interpretation of the Determinants and Directions of Technical Change, Research Policy 11(3): 147–162.

Evans, Peter B. 1995. Embedded Autonomy: States and Industrial Transformation. Princeton: Princeton University Press.

Fine, Ben. 2013. „Beyond the Developmental State: An Introduction.” W Beyond the Developmental State: Industrial Policy into the Twenty-first Century, B. Fine, J. Saraswati, D. Tavasci (red.). London: Pluto Press.

Freeman, Christopher. 1987. „Technical Innovation, Diffusion and Long Cycles of Economic Development.” W The Long-Wave Debate, T. Vasko (red.), Berlin: Springer Verlag, 295–312.

Freeman, Christopher, Clark, John i Soete, Luc. 1982. Unemployment and Technical Innovation: A Study of Long Waves and Economic Development. London: Frances Pinter.

Galbraith, John .K. 1952/1993. American Capitalism – The Concept of Countervailing Power, new Jersey: Transaction Publishers.

Grossman, Gene M. i Helpman, Elhanan. 1994. Transaction Publishers Endogenous Innovation in the Theory of Growth.” Journal of Economic Perspectives 8(1): 23–44.

Harvey, David. 2001. „The Marxian Theory of State.” W Spaces of Capital: Towards a Critical Geography. Edinburgh: Edinburgh University Press.

Harvey, David. 2004. „The ‘New’ Imperialism: Accumulation by Dispossession.” Socialist Register 40: 63–87.

Harvey, David. 2015. Seventeen Contradictions and the End of Capitalism. London: Profile Books.

Klein, Naomi. 2016. To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat. Warszawa: MUZA.

Lazonick, William, Mazzucato, Mariana i Tulum, Öner. 2013. „Apple’s Changing Business Model: What Should the World’s Richest Company Do with All Those Profits?” Accounting Forum 37(4): 249–267.

Malm, Andreas. 2015. Fossil Capital: The Rise of Steam Power and the Roots of Global Warming. London–New York: Verso.

Mazzucato, Mariana. 2016. Przedsiębiorcze państwo: Obalić mit o relacji sektora publicznego i prywatnego. Tłum. Joanna Bednarek. Poznań: Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox.

Mazzucato, Mariana i Jacobs, Michael. 2016. Rethinking Capitalism: Economics and Policy for Sustainable and Inclusive Growth. New York: Wiley-Blackwell.

Mazzucato, Mariana i Semieniuk, Gregor. 2016. „Financing Renewable Energy: Who is Financing What and Why it Matters.” SPRU Working Paper Series, SWPS 2016-12.

Minsky, Hyman P. 1996. „Uncertainty and the Institutional Structure of Capitalist Economies.” Levy Economics Institute of Bard College Working Paper 155.

Nelson, Richard R. i Winter, Sidney G. 1982. An Evolutionary Theory of Economic Change. Cambridge, MA: Harvard University Press.

Nelson, Richard R. 1988. „Institutions Supporting Technical Change in the United States.” W Technology and Economic Theory, G. Dosi, C. Freeman, R.R. Nelson, G. Silverberg, L. Soete (red.). London: Pinter Publishers, 312–329.

Perez, Carlotta. 1983. „Structural change and assimilation of new technologies in the economic and social systems.” Futures 15(5): 357–375.

Polanyi, Karl. 1944/2010. Wielka transformacja. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Pradella, Lucia. 2017. „The Entrepreneurial State by Mariana Mazzucato: A Critical Engagement.” Competition and Change 21(1): 61–69.

Rodrik, Dani. 2004. „Industrial Policy for the Twenty-First Century”, CEPR Discussion Papers.

Schmidt, Vivien A. i Thatcher, Mark. 2013. Resilient Liberalism in Europe’s Political Economy. Cambridge: Cambridge University Press.

Silver, Beverly J. 2003/2009. Globalny proletariat: Ruchy pracownicze i globalizacja po 1870 r., Warszawa: Książka i Prasa.

Stiglitz, Joseph E., Lin, Justin Y. i Monga, Celestin. 2013. „The Rejuvenation of Industrial Policy.” Policy Research Working Paper No. 6628. https://openknowledge.worldbank.org/handle/10986/16845.

Streeck, Wolfgang. 2016. How Will Capitalism End?: Essays on a Failing System. London–New York: Verso.

Sweezy, Paul M. 1941. „The Decline of The Investment Banker.” The Antioch Review 1(1): 63–68.

Varoufakis, Yannis. 2016. Globalny Minotaur. Tłum. Joanna Bednarek. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Wade, Robert H. 1990. Governing the Market: Economic Theory and the Role of Government in East Asian Industrialization. Princeton: Princeton University Press.

 


Maciej J. Grodzicki – pracownik Instytutu Ekonomii, Finansów i Zarządzania UJ. Prowadzi badania na SPRU, University of Sussex oraz na Uniwersytecie w Bremie, poświęcone znaczeniu globalnych łańcuchów wartości dla postępu technicznego i nierówności międzynarodowych.

 

DANE ADRESOWE:

Instytut Ekonomii, Finansów i Zarządzania

Uniwersytet Jagielloński

prof. S. Łojasiewicza 4

30-348 Kraków

EMAIL: maciej.grodzicki@uj.edu.pl

 

CYTOWANIE:  Grodzicki, Maciej J.. 2017. „O niebezpieczeństwach fetyszyzacji – czyli

komu zawdzięczamy rewolucje technologiczne?”. Praktyka Teoretyczna 2(24).

 

DOI: 10.14746/prt.2017.2.8

 

AUTHOR: Maciej J. Grodzicki

TITLE: On Pitfalls of Fetishization – to Whom do We Owe Technological Revolutions?

ABSTRACT: The aim of the article is to present the arguments of the work of Marianna Mazzucato, The Entrepreneurial State, in the context of the neoschumpeterian economics. The author demonstrates the key role of state institutions in creating breakthrough technologies and undermines the conviction of innovativeness as an exclusive attribute of private enterprises.

KEYWORDS: Mazzucato, state, industrial policy, innovations.

 

[1] Autor pragnie podziękować Aleksandrze Welchar za pomoc w korekcie językowej tekstu.

[2] Zainteresowanych czytelników można odesłać do artykułów naukowych Mazzucato (Lazonick, Mazzucato i Tulum 2013; Mazzucato i Semieniuk 2016) poświęconych innowacyjnym firmom i ich finansowaniu.

[3] Nastawienie to propaguje także w swojej kolejnej książce (Mazzucato i Jacobs 2016).

[4] Ważną rolę pełnią również spory między samymi kapitalistami, w tym między przedstawicielami tradycyjnych branż (ang. incumbents) i sektora finansowego, a producentami z sektorów w zalążkowym stadium rozwoju.

 

 

Mikołaj Ratajczak – Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy?

Recenzja książki Guya Standinga Basic Income: And How Can We Make It Happen, Penguin Books 2017.

Abstrakt: Tekst jest recenzją książki Guya Standinga, stanowiącej przystępne i kompleksowe wprowadzenie do problematyki bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP). Autor przygląda się, w kontekście niedawnych publikacji Standinga, dwóm najważniejszym liniom argumentacyjnym za wprowadzeniem BDP: z jednej strony analizy „korupcji” współczesnego kapitalizmu, a z drugiej – przedstawienia BDP jako obywatelskiego prawa do bycia wolnym od dominacji.

Słowa kluczowe: dochód podstawowy, kapitalizm, prekariat, republikanizm, walka klasowa

 

Z pewnym pozytywnym zdziwieniem przeczytałem niedawno w magazynie Dissent artykuł Alyssy Battistoni The False Promise of Universal Basic Income (Battistoni 2017). Battistoni jest redaktorką Jacobina, na którego łamach publikowano już artykuły na temat bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) – w najlepszym razie utrzymane w duchu sympatyzującego sceptycyzmu. Tekst Battistoni jednak, mimo jednoznacznego w wymowie tytułu, okazuje się dużo bardziej subtelny, wręcz dialektyczny w swojej argumentacji: z jednej strony autorka słusznie dystansuje się wobec klimatu intelektualnego, który BDP przedstawia jako swego rodzaju post-ideologiczne, naturalne czy wręcz czysto techniczne rozwiązanie, idealnie skrojone pod potrzeby współczesnego kapitalizmu. Z drugiej – uznaje postulat wprowadzenia BDP za dobry punkt wyjścia dla lewicowej polityki, także tej radykalnej, która musi się zmierzyć z zadaniem polegającym nie tyle nawet na „wynajdywaniu przyszłości”, co po prostu na walczeniu o nią. Artykuł Battistoni należy potraktować jako kolejny dowód na to, że BDP stał się obecnie w zasadzie niemożliwym do pominięcia elementem debaty o obecnym kryzysie kapitalizmu, państwa dobrobytu, ruchu związkowego oraz o programie gospodarczym (i społecznym) lewicy. Zresztą nie tylko lewicy – kryzys kapitalizmu i państwa dobrobytu jest oczywisty także dla bardziej rozgarniętych konserwatystów i liberałów; z tego względu również rządy prawicowo-centrowe flirtują lub wręcz eksperymentują z BDP (najwymowniejszy jest tu oczywiście przykład Finlandii).

W takim klimacie ideologicznym, prędzej czy później, musiała pojawić się książka, będąca zgodnie z tytułem „wprowadzeniem” do koncepcji bezwarunkowego dochodu podstawowego (Standing 2017). Równie pewne było też to, że taką książkę napisze Guy Standing – brytyjski ekonomista, znany również w Polsce głównie dzięki dwóm książkom o prekariacie (Standing 2014, 2015), jeden z założycieli Basic Income European Network w 1986 roku (potem Basic Income Earth Network), który od wielu lat działa na rzecz wprowadzenia BDP zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Ukazanie się takiej książki – do tego w renomowanym wydawnictwie Penguin Books – będzie z pewnością świetnym przyczynkiem do dyskusji na temat zasadności i możliwości wprowadzenia BDP w różnych krajach na świecie (w tym, miejmy nadzieję, również w Polsce). W tym tekście chciałbym jednak przyjrzeć się dokładnie argumentacji Standinga na rzecz BDP, gdyż „wprowadzeniowy” charakter książki może stworzyć złudzenie, że przedstawiania przez autora perspektywa jest najbardziej ogólną, najbardziej podstawową lub wręcz „jedyną słuszną” argumentacją na rzecz BDP (czy też jego lewicowej wersji). Nie chodzi tutaj o dyskutowanie szczegółowych tez Standinga, lecz o zarysowanie dwóch najważniejszych linii jego argumentacji na rzecz BDP: krytyki „korupcji kapitalizmu” oraz przedstawienia dochodu jako prawa zabezpieczającego republikańską wolność od dominacji. Jest to istotne również z tego względu, że obecnie potrzebne są przede wszystkim dwa rodzaje dyskusji o BDP – z jednej strony, co podkreślaliśmy z Maciejem Szlinderem i Ryszardem Szarfenbergiem (Ratajczak, Szlinder, Szarfenberg 2017), należy przestać już dyskutować o tym, czy wprowadzenie BDP ma w ogóle sens – bo ma – i czy w ogóle jest możliwe – bo jest – a zamiast tego skupić się na dziejących się obecnie eksperymentach i programach pilotażowych, postarać się sformułować jak najwięcej empirycznie czy teoretycznie ugruntowanych wniosków na temat możliwego wpływu BDP na społeczeństwo i gospodarkę; z drugiej jednak strony potrzebna jest dyskusja nieograniczająca się do samego dochodu podstawowego, jego specyfiki i warunków realizacji, lecz analizująca, jak ewentualne wprowadzenie BDP wpłynie na definicję i funkcjonowanie podstaw obecnego porządku polityczno-prawnego, w rodzaju obywatelstwa, roli państwa i biurokracji, znaczenia pracy dla wyznaczania roli społecznej, podziału na sferę prywatną i publiczną itd.

Idea, by wszystkim obywatelom i obywatelkom, a nawet rezydentom i rezydentkom zapewnić bezwarunkowy, powszechny dochód podstawowy – wypłacaną w regularnych odstępach czasu przez państwo lub władzę samorządową określoną sumę pieniędzy wystarczającą do przeżycia – nie jest ideą nową. W historii pojawiała się ona regularnie przynajmniej od końca XVIII wieku (jeśli nie dużo, dużo wcześniej): w swoim dziele Agrarian Justice z 1795 roku Thomas Paine projektował mechanizm redystrybucji w postaci czegoś, co moglibyśmy nazwać dotacją kapitałową, a także emerytury obywatelskiej, zaś współczesny mu radykał, Thomas Spence rozwinął ideę renty gruntowej, która powinna być wypłacana wszystkim z racji przywłaszczenia gruntów – wspólnego dobra ludzkości – przez pojedyncze osoby. Program Spence’a był swego rodzaju radykalnym reformizmem: nie naruszał samej instytucji prywatnej własności ziemi, ale podkreślał jej negatywne społeczne efekty, którym renta gruntowa miała zapobiegać. Ten duch radykalnego reformizmu pojawiał się praktycznie za każdym razem, gdy formułowana jakąś wersję dochodu podstawowego – u Charles’a Fouriera, Josepha Charliera, Henry’ego George’a czy nawet Bertranda Russella – i w oczywisty sposób stał wówczas w sprzeczności z programem rozwiniętym przez marksizm, w którym polityce skupionej na redystrybucji przeciwstawiano uspołecznienie czy upaństwowienie środków produkcji. Stanowisko Marksa brało się z jego analiz postępującego uspołecznienia procesu produkcji w kapitalizmie i technologicznego rozwoju środków produkcji. W Krytyce Programu Gotajskiego podkreślał wyraźnie, że przesądem ekonomii burżuazyjnej jest to, iż podział środków spożycia jest niezależny od podziału środków produkcji – tak więc jedynie przez zmianę stosunków własności tych ostatnich możliwe jest stworzenie komunistycznego społeczeństwa.

Dyskusja wokół radykalnego programu redystrybucji – zapewniania każdej i każdemu finansowych środków wystarczających na przeżycie – przebiega dzisiaj inaczej i to z paru względów. Jednym z nich jest przechwycenie idei gwarantowania dochodu przez neoliberalną prawicę, co było z pewnością reakcją na powojenny rozwój państwa dobrobytu, którego nie dało się nie traktować jako zwycięstwa klasy robotniczej (lub przynajmniej częściowej akceptacji jej postulatów w celu powstrzymania kryzysu i wprowadzenia państwowego zarządzania reprodukcją kapitału, zob. Hardt, Negri 1994, De Angelis 2000). W 1962 roku Milton Friedman w swojej słynnej książce Kapitalizm i wolność (Friedman 2008) rozwinął koncepcję „negatywnego podatku dochodowego”, która do dzisiaj bywa mylona z dochodem podstawowym. Obecnie na libertariańskiej prawicy dochód podstawowy propaguje Charles Murray, który podobnie jak Friedman traktuje BDP jako narzędzie demontażu państwowych form ochrony socjalnej (Murray 2006). W jego ujęciu BDP miałby zostać wprowadzony zamiast jakichkolwiek publicznych usług w postaci służby zdrowia, darmowej edukacji itd., choć, gdy policzy się wszystkie wydatki, jakie jednostka musiałaby ponosić w sytuacji pełnej komercjalizacji tych usług, to okaże się, że propozycja Murraya nie spełnia ram definicyjnych BDP – transfer pieniężny nie wystarczyłby wówczas na pokrycie wszystkich niezbędnych potrzeb. Z drugiej strony również niektórzy współcześni przedstawiciele lewicy marksistowskiej są mniej lub bardziej zagorzałymi zwolennikami BDP. Swoje poparcie argumentują często transformacją współczesnych form pracy i produkcji oraz kryzysem istniejących postaci państwa dobrobytu, przy czym BDP jest przez nich traktowany jako co najwyżej chwilowa reforma kapitalizmu, narzędzie w walce klasowej (Hardt, Negri 2012, zob. także wypowiedź Negriego o programie Benoîta Hammona w ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, Negri 2017). Na szeroko rozumianej lewicy stosunek do BDP jest jednak co najmniej ambiwalentny – i to nawet nie zawsze z tych samych powodów, dla których przeciwny BDP byłby Marks. Jedni argumentują za BDP, kładąc nacisk na postępującą automatyzację i konieczność zapewnienia źródła dochodu osobom, które za chwilę będą pozbawione pracy (np. Mason 2015, w duchu akceleracjonistycznego optymizmu Srnicek, Williams 2016) lub ogólnie na konieczność stabilizacji gospodarki cyfrowej (zob. np. Pulkka 2017). Teoretycy kapitalizmu kognitywnego idą dalej i wychodząc od lektury „Fragmentu o maszynach” w duchu włoskiego marksizmu autonomistycznego (Negri 1991, Virno 1992), argumentują, że wprowadzenie BDP byłoby inwestycją w główne źródło wartości we współczesnym kapitalizmie, mianowicie „masową intelektualność” (Vercellone 2007), ucieleśniony intelekt powszechny, którego produktywność znacząco zwiększyłaby się dzięki dochodowi podstawowemu (Fumagalli, Lucarelli 2014, Szlinder 2014). Nie brak także na lewicy bardziej „klasycznej” argumentacji za dochodem podstawowym, odwołującej się do analiz kapitalizmu Róży Luksemburg lub Michała Kaleckiego, której trzonem jest wskazywanie potencjalnie propopytowego efektu dochodu podstawowego, a także polepszenia pozycji przetargowej pracowników najemnych, w tym również w sytuacji strajku (zob. Manjarin, Szlinder 2016).

Te różne stanowiska i perspektywy argumentacji za BDP mają wiele wspólnego – większość z nich stwierdza koniec fordyzmu, charakterystycznego dla niego modelu akumulacji, a w związku z tym również koniec skuteczności modeli regulacji gospodarki charakterystycznych dla tego etapu rozwoju kapitalizmu. Wiele lewicowych zwolenników i zwolenniczek BDP wskazuje na szerzące się zjawisko prekaryzacji, postępującego uelastycznienia form zatrudnienia, działającego na korzyść kapitału czy nadmierną dominację kapitału finansowego. Standing nie jest tutaj wyjątkiem. Według brytyjskiego ekonomisty bezwarunkowy dochód podstawowy jest niezbędny z racji postępującej „korupcji kapitalizmu”, jak głosi tytuł jego poprzedniej książki (Standing 2016). Pozostając bardziej w tradycji zapoczątkowanej Wielką transformacją Polanyi’ego niż Kapitałem Marksa, Standing przygląda się różnym zjawiskom, pogłębiającym „wykorzenienie” współczesnej gospodarki ze stosunków społecznych, a także nowym zjawiskom gospodarczym, które to właśnie BDP czynią potencjalnie najbardziej skutecznym mechanizmem stabilizującym i regulującym gospodarkę. Czytelniczkom zainteresowanym tymi kwestiami należy przede wszystkim polecić rozdział 4 („Zmniejszając ubóstwo, nierówność i niepewność”), 5 („Argumenty ekonomiczne”) oraz 8 („Skutki dla świata pracy”) recenzowanej tutaj publikacji. W nich znajdziemy kluczowe uwagi Standinga, które niemniej znane są w dużej mierze z jego analiz prekariatu.

Punktem wyjścia jest tutaj stwierdzenie, że we współczesnej gospodarce coraz rzadziej praca jest skuteczną drogą wyjścia z ubóstwa i zapewnienia dobrobytu. Wiąże się to z powolnym końcem ścisłego podziału na czas pracy i czas wolny od pracy, wzrostem aktywności niezbędnych do zapewnienia sobie pracy zarobkowej (jak ujmuje to Standing, trzeba obecnie wykonać więcej nieodpłatnej „work”, by móc świadczyć „labour”, pracę najemną) oraz gwałtownym wzrostem niepewności na rynku pracy i zagrożenia utraty dochodów – ponieważ w gospodarce opartej na usługach, zwłaszcza w dobie gwałtownie rozwijających się platform cyfrowych zapośredniczających stosunki pracy, płaci się coraz częściej jedynie za wykonaną usługę lub dzieło, nie zaś ogólnie za czas pracy, który dana osoba poświęciła na znalezienie danego zlecenia, przygotowanie się do niego, realizację itd. Standing podkreśla, że w wyniku ostatniego kryzysu finansowego stopa osób biednych na świecie wzrasta, a w krajach rozwiniętych coraz więcej osób znajduje się poniżej progu ubóstwa bezwzględnego. Częściowo za ten stan rzeczy winą obarcza nieskuteczne mechanizmy pomocy socjalnej, które w większości są uzależnione od dochodów. W efekcie podjęcie zatrudnienia – coraz częściej tymczasowego, elastycznego, „śmieciowego” – wiąże się z olbrzymią, sięgającą nawet 100% efektywną stopą opodatkowania. Oznacza to, że w momencie podjęcia zatrudnienia należy nie tylko płacić podatek związany z dochodem, ale także traci się przysługujące świadczenia, w efekcie dostając niewiele więcej pieniędzy przy konieczności poświęcania czasu dla celów zarobkowych. BDP w przeciwieństwie do wielu istniejących świadczeń cechowałby się dużo większą przejrzystością, brakiem stygmatyzacji (ponieważ przyznawany byłby każdej osobie) i „efektywną” stopą opodatkowania, nieprzekraczającą stopy podatku dochodowego.

Standing stwierdza wprost, że wprowadzenie BDP doprowadziłoby dzisiaj do zmniejszenia stopy ubóstwa (co jest w zasadzie oczywiste), a także zmniejszenia poziomu nierówności i niepewności. Istotna jest tutaj relacja między nierównością i niepewnością – Standing podkreśla, że to właśnie nierówność dystrybucji bezpieczeństwa jest dzisiaj kluczowym elementem „korupcji” kapitalizmu. Nierówna dystrybucja pewności oznacza bowiem nie tylko nierówność dochodów, ale także nierówny dostęp do usług publicznych, zabezpieczenia na wypadek utraty pracy oraz możliwości kontroli własnego czasu (co związane jest z przymusem podporządkowywania się różnym mechanizmom testowania i kontroli). Tutaj znowu dotykamy kwestii końca modelu regulacji kapitału przemysłowego, w którym poziom ryzyka możliwy był do mierzenia za pomocą różnych metod aktuarialnych. Dzisiaj, twierdzi Standing, niepewność staje się w zasadzie niemierzalna, tym bardziej potrzebne stają się więc takie programy, które zapewniałyby bezpieczeństwo w sposób bezwarunkowy, a nie opierałyby się na jakichkolwiek metodach pomiaru. BDP jest właśnie takim programem. Standing zwraca również uwagę na konieczność dokładnego zaprojektowania relacji między BDP a istniejącymi świadczeniami społecznymi. Nierówność ma bowiem szansę zniknąć wtedy, gdy nienaruszone pozostaną te programy, które w szczególności chronią przed największą niepewnością egzystencjalną, takie jak świadczenia chorobowe, dla osób niepełnosprawnych czy różnego rodzaju dodatki, np. mieszkaniowe. W tym punkcie autor dochodzi do zasadniczej kwestii, która rzadko pojawia się w dyskusjach (zwłaszcza tych powierzchownych) nad BDP – z jednej strony dochód podstawowy ma tę zaletę, że jest bardzo prostym, bardzo przejrzystym systemem redystrybucji, z drugiej jednak jego wprowadzenie musi z konieczności wziąć pod uwagę to, co Anthony Atkinson nazywał „porządkiem instytucjonalnym” (Atkinson 2017, 411), czyli istniejący systemem świadczeń społecznych – i w odniesieniu do tego ostatniego trzeba decydować, jakie inne świadczenia zachować, zmienić itd. Oznacza to, że w przypadku każdego kraju wprowadzenie BDP będzie wyglądało trochę inaczej (także ze względów politycznych). I choć samej kwestii wprowadzenia BDP Standing poświęca dużo uwagi w książce, można by jednak oczekiwać, by nieco szerzej omówił problem „porządku instytucjonalnego”.

Argumentację ekonomiczną Standinga można zatem podsumować stwierdzeniem, że istniejące postacie „zakorzeniania” gospodarki kapitalistycznej są coraz bardziej nieskuteczne, przez co rosną poziomy ubóstwa, nierówności i niepewności. BDP zaś mógłby stanowić podstawę nowego systemu redystrybuującego bogactwo, a przez to i bezpieczeństwo. Co więcej, według Standinga BDP mógłby również służyć jako mechanizm antycykliczny, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę propozycję brytyjskiego ekonomisty, by BDP uzupełnić o komponent „stabilizacyjny” (więcej na ten temat w Standing 2011). Zagadnienie stabilizacji gospodarki jest być może najbardziej problematyczne, zwłaszcza, że obejmuje wiele różnych kwestii – nie tylko kryzysową naturę współczesnego kapitalizmu, ale także problem automatyzacji, finansjalizacji itd. Wydaje się, że aby BDP rzeczywiście funkcjonował jako stabilizator gospodarki, jego wprowadzenie powinno być powiązane z regulacją mechanizmów, które są dzisiaj odpowiedzialne za gwałtowną niestabilność gospodarek – w tym przede wszystkim rynków finansowych, kapitałowych, nieruchomości itd. Jest to kwestia stworzenia odpowiedniego systemu regulacji i opodatkowania, który wraz z BDP byłby w stanie wyeliminować chyba największą plagę współczesnego kapitalizmu – powrót renty.

Wydaje się, że zasadniczą wagę ekonomicznych argumentów Standinga zrozumiemy w pełni wtedy, gdy jego wprowadzenie do idei BDP przeczytamy jednocześnie ze wspomnianą już książką o korupcji kapitalizmu (Standing 2016). To w niej bowiem autor śledzi powrót renty we współczesnym kapitalizmie, który to mechanizm prawdopodobnie w największym stopniu odpowiada za ową „korupcję”: od mnożenia się form ochrony własności intelektualnej (i zysków czerpanych z tejże własności), przez mechanizmy wyciskania spekulacyjnej wartości z sekurytyzacji długu, po całkowicie skorumpowane mechanizmy „trollingu patentowego” lub pozywania państwa przez korporacje za utracone potencjalne zyski. Jak pokazuje też Standing, funkcjonujące systemy subsydiowania kapitału, wprowadzania coraz to nowych ulg podatkowych (w tym np. dopłat dla osób kupujących mieszkania pod wynajem!), po bezpośrednie zasilanie kapitału publicznymi środkami na drodze chociażby luzowania ilościowego decydują o tym, że państwa przyczyniają się współcześnie do postępującej korupcji kapitalizmu. Wprowadzenie BDP w tym kontekście można przedstawić krótko, jako odwrócenie trendu przekazywania pieniędzy kapitałowi na rzecz „luzowania ilościowego dla ludzi” – i to w sposób bezpośredni i bezwarunkowy, który zabezpieczałby przed innym mechanizmem korupcji współczesnych regulacji gospodarki, a mianowicie tym, że przy skomplikowanych, opartych na testowaniu środków lub zachowaniu świadczeniach olbrzymi odsetek (różny w zależności od kraju) osób do nich uprawnionych ostatecznie tych świadczeń nie pobiera (Atkinson 2017, 347-348).

Kluczowe są tu wszystkie cechy BDP: jego bezwarunkowość, regularność, bezpośredniość, wysokość zapewniająca minimum do przeżycia oraz fakt, że jest on wypłacany zanim wystąpi problem ubóstwa (zob. Szlinder 2017). To te cechy sprawiają, że BDP jest w stanie naprawić „korupcjogenny” charakter współczesnych systemów świadczeń społecznych, zmniejszyć stopę ubóstwa i nierówności, zwiększyć bezpieczeństwo. Żadna z tych cech jednak nie czyni BDP na tyle wyjątkowym, by mógł to być jedyny program świadczeń – co Standing wyraźnie podkreśla. Czyni go jednak dobrą podstawą całego systemu świadczeń, lepszą na przykład od postulowanego przez Atkinsona „dochodu partycypacyjnego”, w którym wypłacanie dochodu podstawowego uzależnione miałoby być od różnych form pracy na rzecz społeczności (Atkinson 2017, 361). W przypadku dochodu partycypacyjnego nie uniknęlibyśmy bowiem problemu paternalizmu, a wszelkie zaoszczędzone pieniądze – pochodzące z niewypłacania dochodu wszelkiego rodzaju rzekomym „leniom” czy „darmozjadom”, którzy według oceniających ich urzędników nie przyczynialiby się w żaden sposób do polepszenia dobrobytu swojej społeczności, zostałyby prawdopodobnie pochłonięte przez koszty obsługi programu. Nie możemy bowiem zapominać, że choć BDP ma być wypłacany przez państwo, to integralną częścią całego pomysłu jest lewicowa z ducha krytyka biurokracji i paternalizmu urzędniczego, która postuluje nie tyle indywidualizm i neoliberalne pojmowanie „odpowiedzialności” (jak robi to Murray), lecz uderza w rozrost bezsensownych procedur, które zabierają jedynie czas i są same w sobie bezsensowne (Graeber 2016).

Krytyką paternalizmu przechodzimy do drugiej linii argumentacji Standinga za BDP – a mianowicie ujęcia BDP nie tylko jako programu świadczeń, jako techniki walczenia z korupcją kapitalizmu, ale jako prawa, równoważnego w zasadzie innym prawom obywatela. Argumentacja ta poprzedza w recenzowanej książce analizy współczesnego kapitalizmu, ale chciałem do niej przejść na końcu z racji jej logicznego charakteru. O ile bowiem, używając języka etyki Kantowskiej, argumentacja ekonomiczna jest hipotetyczna – to znaczy ustawia ona dochód podstawowy jako narzędzie do realizacji pewnego celu, którym jest zwalczanie ubóstwa, zmniejszanie nierówności czy stabilizacja gospodarki – o tyle argumentacja za dochodem podstawowym jako prawem jest kategoryczna, czyli ustawia ona dochód podstawowy jako cel sam w sobie, jako bezwarunkowe prawo obywatela. Jest to dość istotna logiczna różnica – przy przyjęciu wyłącznie argumentacji ekonomicznej, moglibyśmy założyć, że kiedyś dochód podstawowy będzie mógł zostać zmieniony na inne świadczenie, lub zostać zawieszony po hipotetycznej „naprawie” kapitalizmu. Standing jednak się tutaj nie zatrzymuje. Wychodząc od fundamentalnego dla liberalizmu pytania o wolność, wpierw odrzuca jej libertariańskie ujęcie (obecne m.in. u Murraya), zgodnie z którym wolność polega na całkowitej niezależności indywiduum w jego działaniu, a które ostatecznie popada w niebezpieczny paternalizm, zakładając pewne określone rodzaje zachowań za „właściwe”, „dojrzałe” itd. i tym samym zasługujące na wspieranie (w przeciwieństwie do innych „niedojrzałych” zachowań, przypadkowo tylko charakteryzujących najczęściej klasy wykluczone i podporządkowane). Standing przyjmuje stanowisko republikańskie, zgodnie z którym wolność jest przede wszystkim wolnością od dominacji. Nie jest oczywiście jedynym na lewicy, który argumentuje za BDP z pozycji republikańskich (zob. chociażby Casassas 2008, Domènech, Raventós 2008, Marczewski 2014), niemniej warto podkreślić, że jego wizja BDP jest powiązana również z chęcią progresywnego przeformułowania relacji między obywatelem i państwem, samych podstaw obywatelstwa. Zresztą nie jest to dla tego autora nowe podejście – już w swojej drugiej książce o prekariacie (Standing 2015) podkreślał, że prekaryzacja dotyczy w równym stopniu pozycji na rynku, co statusu prawnego (dlatego też interesowali go zarówno „prekariusze”, jak i „zbywatele” [ang. „denizens”], osoby pozbawione pełni praw obywatelskich).

To podkreślenie kategorycznego wymiaru BDP jako obywatelskiego, politycznego prawa otwiera siłą rzeczy olbrzymie spektrum problemów, które z oczywistych względów mogą być tylko w niewielkim stopniu poruszone w książce, będącej wprowadzeniem do problematyki. Są to takie kwestie jak chociażby warunki odbierania BDP (np. osobom, które trafiają do więzienia za ciężkie przestępstwa), wypłacania BDP nie tylko obywatelom czy obywatelkom, ale również rezydentom czy rezydentkom (pod jakimi warunkami? na jaki okres lub po jakim czasie?), czy też podstawowej relacji wiążącej osoby uprawione do BDP z państwem, która miałaby decydować o utracie uprawnienia (nabycie innego obywatelstwa, przeprowadzka do innego kraju lub płacenie w innym kraju podatków?). Standing w odpowiednich miejscach książki wskazuje na to, że takie kwestie trzeba będzie rozstrzygnąć, nie pozostawia jednak wątpliwości, jakie rozwiązania najbardziej by go zadowalały. Jego republikanizm jest przy tym konsekwentny – jak już się powiedziało „a” (dochód podstawowy jest prawem do bycia wolnym od dominacji i przymusu), to należy powiedzieć „b” (dochód podstawowy jest prawem, którego nie można odebrać i które powinno przysługiwać także osobom rezydującym w danym państwie).

Dzięki połączeniu tych dwóch wymiarów – ekonomicznego i prawno-politycznego – książka Standinga zapewnia dobre wprowadzenie do tego, jak jednocześnie prostą ideą jest bezwarunkowy dochód podstawowy i na jakie komplikacje natrafiamy, gdy rozważamy w szczegółach jego wprowadzenie. Dzięki rozdziałom, które analizują możliwości sfinansowania BDP oraz rozważają trudności związane z polityczną walką o jego wprowadzenie, a także komentują obecne eksperymenty z tą koncepcją, czytelniczka jest z pewnością lepiej wprowadzona do tematu niż gdyby miała po kolei czytać o różnych stanowiskach w trwającej już od dłuższego czasu debacie na temat tego, czy powinno istnieć coś takiego, jak „darmowy lunch”. Ta szersza perspektywa uświadamia nam, że idea BDP nie powinna być sprowadzona do samej technicznej kwestii „jak wprowadzić” i „czy da się wprowadzić”. BDP dotyka fundamentalnych kwestii dotyczących porządku polityczno-społeczno-gospodarczego i przez to zmusza nas także do przemyślenia podstawowych pojęć, które organizują nasze myślenie o polityce i naszą wyobraźnię polityczną. Dla lewicy, zwłaszcza lewicy marksistowskiej, nie musi to oznaczać porzucenia walki klasowej jako głównej kwestii, wręcz przeciwnie – idea zagwarantowania każdemu i każdej środków do życia powinna być uznana za wartościowe narzędzie walki z różnymi formami opresji, dominacji i wyzysku. Otwiera to też nowe obszary pytań: na ile wprowadzenie BDP mogłoby wzmocnić (lub też na ile osłabić) możliwości organizacji i mobilizacji pracowniczej; czy mogłoby stać się punktem wyjścia do organizacji osób najsilniej dotkniętych prekaryzacją (a tym samym najbardziej odczuwającym niepewność); a także czy mogłoby wzmocnić pozycję osób wykonujących pracę opiekuńczą, afektywną i reprodukcyjna i w efekcie włączyć ich postulaty do programów partii lewicowych i związków zawodowych. Ostatecznie trzeba będzie jednak zadać sobie podstawowe pytanie: co jest stawką walki klas? Świat gwarantujący pracę najemną czy może jednak świat wolny od przymusu pracy?

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony W. 2017. Nierówności. Co da się zrobić? Przeł. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Battistoni, Alyssa. 2017. „The False Promise of Universal Basic Income.” Dissent Magazine, Spring 2017. https://www.dissentmagazine.org/article/false-promise-universal-basic-income-andy-stern-ruger-bregman

Casassas, David. 2008. „Basic Income and the Republican Ideal. Rethinking Material Independence in Contemporary Societies.” Basic Income Studies 2(2): 1-7.

De Angelis, Massimo. 2000. Keynesianism, Social Conflict and Political Economy. London: Macmillan.

Domènech, Antoni, i Daniel Raventós. 2008. „Property and Republican Freedom: An Institutional Approach to Basic Income.” Basic Income Studies 2(2): 1-8.

Friedman, Milton. 2008. Kapitalizm i wolność. Przeł. Bartosz Sałbut. Gliwice: Onepress.

Fumagalli, Andrea, Stefano Lucarelli. 2014. „Dochód podstawowy a wydajność w kapitalizmie kognitywnym.” Przeł. Krystian Szadkowski. Praktyka Teoretyczna 2(12): 79–104.

Graeber, David. 2016. Utopia regulaminów. O technologii, tępocie i ukrytych rozkoszach biurokracji. Przeł. Marek Jedliński. Warszawa: Wydawnictwo KP.

Hardt, Michael, Antonio Negri. 1994. Labor of Dionysus. A Critique of the State-Form. Minneapolis: University of Minnesota Press.

Hardt, Michael. Antonio Negri. 2012. Rzecz-pospolita. Poza własność prywatną i dobro publiczne. Przeł. „Praktyka Teoretyczna”. Kraków: korporacja ha!art.

Manjarin, Edgar, Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-capitalist Agenda.” Basic Income Studies 11(1): 49–59.

Marczewski, Paweł. 2014. “Nie-Dominacja jako niezależność socjoekonomiczna. Neorepublikańskie argumenty za Bezwarunkowym Dochodem Podstawowym.” Praktyka Teoretyczna 2(12): 41-58.

Mason, Paul. 2015. PostCapitalism. A Guide to our Future. London: Allen Lane.

Murray, Charles. 2006. In Our Hands. A Plan To Replace The Welfare State. Washington D.C.: AEI Press.

Negri, Antonio. 1991. Marx beyond Marx. Lessons on the Grundrisse. Przeł. Harry Cleaver, Michael Ryan, Maurizio Viano, London: Pluto Press.

Negri, Antonio. 2017. „Benoît Hamon and Universal Basic Income.” http://www.versobooks.com/blogs/3109-benoit-hamon-and-universal-income

Pulkka, Ville-Veikko. 2017. „A free lunch with robots – can a basic income stabilise the digital economy?” Transfer: European Review of Labour and Research June-15-2017: 1–17.

Ratajczak, Mikołaj, Maciej Szlinder, Ryszard Szarfenberg. 2017. „Lekarstwo na kryzys kapitalizmu.Dziennik Gazeta Prawna 4: A9–A10.

Srnicek, Nick, Alex Williams. 2016. Inventing the Future. Postcapitalism and a World Without Work. London: Verso.

Standing, Guy. 2011. „Responding to the crisis. Economic stabilization grants”. Policy & Politics 39(1): 9–25.

Standing, Guy. 2014. Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa. Przeł. Krzysztof Czarnecki, Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2015. Karta prekariatu. Przeł. Piotr Juskowiak, Paweł Kaczmarski, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Standing, Guy. 2016. The Corruption of Capitalism. Why Rentiers Thrive and Work Does Not Pay. London: Biteback Publishing.

Standing, Guy. 2017. Basic Income. And How Can We Make It Happen. London: Penguin Books.

Szlinder, Maciej. 2014. „Od sprawiedliwości do warunku transformacji: dochód podstawowy w kapitalizmie kognitywnym”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 105–142.

Szlinder, Maciej. 2017. „Mity w debacie o dochodzie podstawowym.” Bez Dogmatu. Kwartalnik Kulturalno-Polityczny 111 (I/2017): 27-31.

Vercellone, Carlo. 2007. „From Formal Subsumption to General Intellect. Elements for a Marxist Reading of the Thesis of Cognitive Capitalism.” Historical Materialism 15 (1): 13–36.

Virno, Paolo. 1992. „Quelques notes à propos du general intellect.” Przeł. Gisèle Donnard. Futur Antérieur 10: 45–53.


Mikołaj Ratajczakpracownik Zespołu Filozofii Kultury IFiS PAN, redaktor czasopisma naukowego „Praktyka Teoretyczna”. W latach 2012-2015 wydawca filozofii i nauk społecznych w Wydawnictwie Naukowym PWN. Autor licznych artykułów naukowych w polskich i zagranicznych wydawnictwach poświęconych zagadnieniom filozofii politycznej, filozofii języka i ekonomii politycznej. Na język polski przełożył m.in. Nierówności. Co da się zrobić? Anthony’ego Atkinsona (razem z M. Szlinderem, 2017) oraz Kapitał 1.1. Rezultaty bezpośredniego procesu produkcji Karola Marksa (2013). Pracuje obecnie nad monografią poświęconą współczesnej włoskiej filozofii politycznej. Członek Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego.

 

DANE ADRESOWE:

Zespół Filozofii Kultury

Instytut Filozofii i Socjologii,

Polska Akademia Nauk

  1. Nowy Świat 72

00-330 Warszawa

EMAIL: mikolaj.ratajczak@gmail.com

 

CYTOWANIE: Ratajczak, Mikołaj. 2017. Dlaczego trzeba wprowadzić bezwarunkowy dochód podstawowy? Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.7

 

AUTHOR: Mikołaj Ratajczak

TITLE:  Why We Need To Introduce Universal Basic Income?

ABSTRACT: A review of Guy Standing’s book „Basic Income: And How Can We Make It Happen”. Author reconstructs two general lines of Standing’s argumentation for introducing basic income: the analysis of the „corruption of capitalism” in the context of the eponymical publication from year 2016 on the one hand, and the presentation of UBI as a universal law providing the freedom from domination.

KEYWORDS: basic income, capitalism, precariat, republicanism, class struggle

Maciej Szlinder – Problemy z argumentacją zwolenników Nowoczesnej Teorii Pieniężnej przeciw dochodowi podstawowemu: komentarz do tłumaczenia

Debaty między zwolennikami bezwarunkowego dochodu podstawowego (BDP) i gwarancji zatrudnienia (GZ) zbyt często przypominają dialog głuchych. W bezpośrednich dyskusjach jedni mówią o kwestiach etycznych i problemach systemów zabezpieczenia społecznego, a drudzy o skutkach makroekonomicznych[1]. Obie strony zbyt często wybierają sobie również przeciwników, z którymi łatwiej im polemizować. Guy Standing (2017) w przetłumaczonym w tym numerze rozdziale swojej książki odwołuje się do wysuwanego przez Nową Partię Pracy (z czasów Gordona Browna) programu nominalnie nazywającego się gwarancją zatrudnienia. Program ten jest jednak daleki od tego, co za GZ uznaliby kluczowi zwolennicy tej koncepcji. Z drugiej strony Pavlina Tcherneva w wygodny dla siebie sposób zakłada, że „rdzeniem propozycji dochodu podstawowego jest to, że ma on być neutralny dla budżetu” (Tcherneva 2017, 133), choć jest to element zupełnie przygodny i niekonieczny. Zbyt często też przedstawiciele obu stron dowolnie dobierają wyłącznie słabsze elementy różnych, niespójnych teorii, nie skupiając się na jednej konkretnej propozycji, którą uznają za najmocniejszą i stawiającą największe wyzwania.

W tym komentarzu chciałbym zatem skupić się na konkretnej propozycji GZ ściśle powiązanej z założeniami Nowoczesnej Teorii Pieniężnej (NTP), a także wynikającej w niej krytyki BDP. Stanowisko to w syntetyczny i klarowny sposób przedstawia tłumaczony w tym numerze artykuł Pavliny Tchernevy. Przyznaję, że bliska jest mi perspektywa ekonomii heterodoksyjnej i podzielam znaczną część uwag krytycznych wyrażanych przez NTP względem założeń ekonomii neoklasycznej, jak np. krytykę wątpliwej koncepcji „stopy bezrobocia nie zwiększającej inflacji” (Non-Accelerating Inflation Rate of Unemployment, NAIRU), na którą powołuje się np. Guy Standing (2017). Jednak szczegółowe założenia i elementy tej teorii budzą szereg wątpliwości natury zarówno empirycznej, jak i politycznej.

Zanim przejdę do omówienia tych ostatnich, pozwolę sobie jeszcze zaznaczyć, że w tym krótkim tekście nie podejmuję kwestii ekologicznych opisywanych przez Tchernevą, co nie znaczy, że nie zasługują one na uwagę. Wręcz przeciwnie – niektóre wątpliwości wskazywane przez nią są również elementem refleksji i dyskusji w gronie zwolenników BDP[2].

Podaż pracy i inflacja

Głównym zarzutem Tchernevy względem BDP jest to, że jej zdaniem prowadzi on „do destabilizujących skutków względem cyklu koniunkturalnego, z uwagi na swoją proinflacyjność i negatywny wpływ na poziom partycypacji i produkcji” (137). Mamy tu więc do czynienia z połączeniem dwóch argumentów: 1) BDP spowoduje wyraźny spadek podaży pracy oraz 2) BDP wywoła spiralę inflacyjną (a prawdopodobnie hiperinflację). Rozpatrzmy te zarzuty po kolei.

Pierwszy argument wymaga oczywiście empirycznej weryfikacji, jednak dostępne dane i analizy wydają się czynić go pozbawionym podstaw. W istniejących systemach zabezpieczenia społecznego, szczególnie tych opartych na kryterium dochodowym, powszechnie występuje tzw. pułapka bezrobocia, czyli sytuacja, w której osoba nie pracująca podejmując zatrudnienie traci świadczenia, co czyni podjęcie pracy działaniem nieopłacalnym. Między innymi z uwagi na ten element wiele rządów europejskich interesuje się koncepcją BDP, który tej pułapki nie zawiera, ponieważ nie jest zależny ani od dochodu danej osoby, ani od jej statusu na rynku pracy. Ponadto ani programy pilotażowe BDP w krajach peryferyjnych (Davala 2015), ani eksperymenty innych rozwiązań usuwających pułapkę bezrobocia (jak negatywny podatek dochodowy) w krajach centrum (Widerquist i Sheahan 2012, 20) nie wykazały tendencji do wycofywania się w kierunku bierności zawodowej czy znaczącego spadku podaży pracy.

Oczywiście należy się spodziewać, że część osób zatrudnionych na najgorzej płatnych, pozbawionych zabezpieczeń i uciążliwych miejscach pracy zdecyduje się je porzucić, co wymusi poprawę jakości zatrudnienia pod względem płac i warunków pracy (lub w niektórych przypadkach w razie możliwości technologicznych i opłacalności – automatyzację). Nie znaczy to jednak, że całkowita podaż pracy się zmniejszy, te same osoby (a także część osób do tej pory nieaktywnych zawodowo lub bezrobotnych) będą mogły znaleźć zatrudnienie w nowych miejscach pracy, powstałych w wyniku zwiększonej siły nabywczej społeczeństwa (wynikającej z redystrybucji od osób lepiej uposażonych, skłonnych w większym stopniu do oszczędzania, do osób gorzej sytuowanych bardziej skłonnych do konsumpcji). Dla niektórych osób BDP może stanowić też szansę na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej czy to indywidualnie czy też w ramach kooperatyw[3].

Wskazany wyżej skutek w postaci podwyżki płac leży u źródła drugiego kluczowego argumentu Tchernevy, zgodnie z którym BDP jest ze swej natury rozwiązaniem inflacjogennym. Ekonomistka pisze:

W celu nakłonienia osób otrzymujących BDP do powrotu na rynek pracy niektórzy pracodawcy będą musieli zaproponować wyższe płace (co na pierwszy rzut oka wydaje się pożądanym efektem). Jednak wkrótce potem ci sami przedsiębiorcy podniosą ceny, aby zrekompensować sobie wzrost kosztów płacowych (135).

 Aby utrzymać BDP na poziomie zapewniającym zaspokojenie podstawowych potrzeb konieczne będzie jego podwyższenie, co z kolei znów wymusi kolejną podwyżkę płac i cen, a w efekcie spiralę inflacyjną (lub wręcz hiperinflację)[4].

Podstawowym problemem w tym rozumowaniu jest założenie, że każda podwyżka płac przekłada się bezpośrednio na proporcjonalną podwyżkę cen. Oznacza to, że za stałą i niezmienną uznaje się relację między płacami a zyskami. Relacja ta jednak nie jest stała i ulega nieustannym zmianom w wyniku walk klasowych, prowadzonych zarówno bezpośrednio przez organizacje pracownicze, jak i pośrednio poprzez wpływanie na kształt instytucjonalny państw opiekuńczych[5]. Co więcej, założenie to jest nie tylko błędne empirycznie, ale także bardzo niepokojące pod względem politycznym. Zgodnie z nim nie jest bowiem możliwe zmniejszenie poziomu wyzysku, a każda walka o podwyżkę płac jest de facto daremna[6]. Takie stanowisko uderza choćby w sens działań wielu związków zawodowych i organizacji lewicowych.

BDP bez wątpienia wzmocni pozycję przetargową pracowników i w związku z tym przełoży się nie tylko na wzrost płac nominalnych i realnych, ale również płac względnych, tzn. wzrost udziału płac i spadek udziału zysków w PKB (zob. Szlinder 2013, Manjarin i Szlinder 2016). Tym samym wzrost cen będzie wyraźnie niższy niż wzrost płac, a tym samym „spirala” inflacyjna będzie miała charakter wygaszający.

Co ciekawe, początkowy skok inflacyjny Tcherneva przewiduje również w odniesieniu do efektów programu GZ. Przyczyną, dla której nie uważa, że byłby to problem, jest brak indeksacji płac w ramach tego programu (Tcherneva 2013, 73). Oznacza to jednak, że jeśli płaca w programie GZ zostanie ustalona na poziomie płacy minimalnej, to po wzroście cen, nie będąc dostosowywana do inflacji, jej realna wartość spadnie poniżej tego poziomu.

Kotwica dla cen?

Tcherneva podaje jeszcze drugi powód dlaczego BDP będzie prowadził do inflacji. Jak pisze:

Jeśli wprowadza się program, przez który populacja może swobodnie otrzymywać jednostkę, która realizuje zobowiązanie podatkowe, wartość waluty drastycznie spadnie. Chociaż nie musi się to zdarzyć od razu, z czasem wartość bezwarunkowo zapewnianej waluty ostatecznie będzie dążyć do zera. Należy podkreślić, że dochód podstawowy nie wywołuje inflacji, ponieważ jest finansowany z „fiducjarnego” pieniądza, ale ponieważ waluta jest z istoty „darmowa” (…) i jest dostarczana wszystkim na życzenie. Tym samym efektywnie unieważnia cel podatków – stworzenie popytu na rządową walutę. (133)

Jednak mamy tutaj do czynienia z pewnym nieporozumieniem, ponieważ w wypadku BDP waluta nie jest wcale dostarczana „na życzenie”. W ramach tego rozwiązania postuluje się regularne otrzymywanie jedynie pewnej określonej ilości pieniędzy. Nie można zatem mieć tyle waluty, ile się chce bez wysiłku (wówczas faktycznie jej wartość dążyłaby do zera).

Zgodnie z NPT „[s]iłę nabywczą mierzy się za pomocą jednostek pracy, które może kupić waluta” (137) a rolę kotwicy antyinflacyjnej pełni program gwarancji zatrudnienia. Problem w tym, że te jednostki pracy są zupełnie niemiarodajne. W przeciwieństwie np. do społecznie niezbędnego czasu pracy stanowiącego wartość towarów w Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy, nie mamy tutaj do czynienia z żadnym mechanizmem pozwalającym porównać godzinę czasu pracy w ramach jednego gwarantowanego miejsca pracy z drugą godziną w ramach tego programu. Jest tak, ponieważ w promowanej przez zwolenników NTP wersji GZ prace mają być co prawda użyteczne, ale ich efekty nie mogą być sprzedawane i nie mogą konkurować z sektorem prywatnym ani tradycyjnym sektorem publicznym (Tcherneva 2003, 4; Mitchell i Watts 2005, 75; Kaboub 2013, 62; Murray 2013, 112, 117; Wray 2013 170, 174)[7]. Skoro, jak pisze Tcherneva, wartość waluty jest przy GZ „zakotwiczona przez wysiłek wydatkowany, aby zarobić ten dochód”, to musi istnieć jakiś mechanizm mierzenia i standaryzowania tego „wysiłku”. Jeżeli efekty pracy nie mogą być sprawdzane za pomocą porównania ich na rynku, to konieczny wydaje się jakiś niezwykle efektywny aparat dyscyplinarny pozwalający uzyskiwać równe dawki „wysiłku” w godzinie pracy gwarantowanej. Bez niego waluta nie może być w żaden sposób „zakotwiczona”, ponieważ ten sam dochód, tę samą ilość waluty, można uzyskać skrajnie różnym „wysiłkiem”.

W tym miejscu warto zadać jeszcze jedno ważne pytanie: jaka jest różnica w odniesieniu do stabilizowania waluty między wykonywaniem jakiejś pracy (uczeniem dzieci angielskiego, opieką nad starszym sąsiadem czy dbaniem o społeczny ogród) w ramach stworzonego w programie GZ miejsca pracy a wykonywaniem tej samej pracy, dzięki czasowi i bezpieczeństwu zapewnianemu przez BDP?  Ponieważ trudno utrzymywać, że istnieje jakaś sensowna próba wskazania takiej różnicy, należy uznać, że zwolennicy NTP nie wierzą po prostu, że ludzie sami z siebie będą angażować się w społecznie pożyteczną aktywność, jeśli nie będzie to warunkiem uzyskania przez nich środków utrzymania. Przyjmują zatem pewne antropologiczne założenie o dość konserwatywnym charakterze, głoszące, że bez bezpośredniej korzyści materialnej lub przymusu ekonomicznego ludzie nie są skłonni do prospołecznej aktywności.

Przykłady empiryczne i próby połączenia

Ani BDP ani GZ nie zostały tak naprawdę sprawdzone w praktyce przez żadne państwo[8]. Tcherneva odwołuje się jednak do ograniczonego programu GZ – argentyńskiego programu bezpośredniego tworzenia miejsc pracy dla głów rodzin (Programa de Jefes y Jefas de Hogar Desocupados, PJJHD). Niezwykle pozytywny opis przebiegu i wyników tego programu wydaje się jednak dość jednostronny. Argentyńscy badacze w licznych publikacjach wskazywali na problemy związane z tym programem: od znikomego wpływu na obniżenie bardzo wysokiego poziomu ubóstwa (Barbeito et al. 2007; Lo Vuolo 2004), przez tworzenie pułapek zniechęcających do poszukiwania zatrudnienia poza programem (Gasparini, Haimovich i Oliveri 2009), po sztuczne dzielenie gospodarstw domowych w celu zakwalifikowania się do programu (Lo Vuolo 2004). Rubén Lo Vuolo zwrócił również uwagę na to, że program w mniejszym stopniu objął rodziny żyjące w skrajnej biedzie w porównaniu z mniej ubogimi, co było prawdopodobnie efektem wykluczenia osób, które nie mogły podjąć pracy (np. części samotnych matek) oraz osób, które nie miały dzieci na swoim utrzymaniu (Lo Vuolo 2004, 7–8). Trzeba zaznaczyć, że w ramach tej ostatniej grupy znajdowały się osoby, które napotykają największe problemy w znalezieniu płatnego zatrudnienia, tj. ludzie młodzi oraz osoby starsze, których dzieci nie należą już do ich gospodarstw domowych. Dla części badaczy PJJHD był przykładem polityki workfare (Lo Vuolo 2004, 7; Barbeito et al. 2007, 13), a zdaniem Barbeito et al. (2007, 13) głównym jego skutkiem było raczej zwiększenie kontroli społecznej niż poprawa dobrobytu ludzi.

Pod koniec artykułu Tcherneva sugeruje rozwiązanie „kompromisowe” między BDP a GZ, za które uważa koncepcję dochodu partycypacyjnego zaproponowaną przez angielskiego ekonomistę Anthony’ego Atkinsona (Atkinson 1995, 1996). Niestety jest to kompromis pozorny, na co wskazuje dokładniejsze przyjrzenie się tej koncepcji. Dokonali tego w swojej analizie aspektów administracyjnych dochodu partycypacyjnego Jurgen De Wispelaere i Lindsay Stirton, pokazując, że w zależności od sposobu zdefiniowania „partycypacji” mamy do czynienia z diametralnie różnymi rozwiązaniami (De Wispelaere i Stirton 2007). Jeśli zostanie ona zdefiniowana szeroko (co rzeczywiście odpowiadałoby postulatom poszerzenia zakresu pojęcia pracy przez zwolenników BDP), aby objąć wszelką użyteczną społecznie aktywność również sprawowaną we własnym domu czy sąsiedztwie, to powstaje pytanie o zakres kontroli takiej aktywności. Gdyby kontrola ta była traktowana poważnie, to generowałaby ogromne koszty administracyjne, a także wiązałaby się ze znaczącą ingerencją państwowego aparatu kontroli w życie codzienne obywateli (stała obserwacja wraz z liczeniem czasu poświęconego deklarowanym aktywnościom). Jeśli zaś opierano by się wyłącznie na nie weryfikowanych deklaracjach, to mielibyśmy do czynienia z rozwiązaniem zbliżonym do BDP z wyłączeniem części osób najbardziej wykluczonych (nie wiedzących, jak składać deklaracje będące warunkiem otrzymania świadczenia) lub najbardziej uczciwych (nie chcących deklarować czegoś, czego nie wykonują). Rozwiązaniem trzecim jest ścisłe ograniczenie aktywności kwalifikujących się jako „partycypacja” do tych aktywności, które łatwo i bez nadmiernych kosztów mogą zostać zweryfikowane, czyli np. rejestrowana praca zarobkowa, studia na wyższej uczelni czy oficjalny wolontariat w uznanej organizacji pozarządowej. W ten sposób wykluczono by jednak znaczną ilość rzeczywiście użytecznych społecznie aktywności, które są trudne do nadzorowania, szczególnie tych związanych z pracą domową i nieformalną na rzecz wspólnoty. De Wispelaere i Stirton nazywają tę strategię mianem „miękkiego workfare” (De Wispelaere i Stirton 2007, 540, 542, 543)[9]. Dochód partycypacyjny jest więc immanentnie niestabilny i musi osunąć się w jedną z trzech wersji: ułomnego BDP, koszmaru biurokratycznego nadzoru lub słabej wersji workfare. Żadna z tych wersji nie stanowi kompromisu między zwolennikami GZ i BDP (ci pierwsi na pewno nie zaakceptują pierwszej z tych wersji, a drudzy dwóch ostatnich).

Podsumowanie

Koncepcja Gwarancji Zatrudnienia, szeroko opisywana i promowana przez środowiska związane z Nowoczesną Teorią Pieniężną, wydaje się najbardziej kompleksową i interesującą wersją tego projektu. Niestety przedstawiana przez jej przedstawicielki i przedstawicieli krytyka Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego odwołująca się do drastycznie zmniejszonej podaży pracy i inherentnej inflacyjności tego rozwiązania wydaje się być pozbawiona podstaw. Co więcej, założenia ekonomiczne i antropologiczne leżące u podłoża NPT i tworzonej w jej ramach koncepcji GZ (stałość stopy wyzysku; niezwiększane niskie płace w ramach GZ; założenie, że ludzie nie będą robić nic użytecznego bez bezpośrednich korzyści lub przymusu), a także wybiórcze przytaczanie danych nt. przykładów empirycznych skłaniają do spoglądania na nią z dużą dozą ostrożności i krytycyzmu, szczególnie z punktu widzenia środowisk lewicowych i postępowych.

 

Wykaz literatury

Atkinson, Anthony B. 1995. Public Economics in Action: The Basic Income/Flat Tax Proposal. Oxford: Clarendon Press, 1995.

Atkinson, Anthony B. 1996. „The Case for a Participation Income”. Political Quarterly 67 (1): 67–70.

Atkinson, Anthony B. 2017. Nierówności: Co da się zrobić? Tłum. Mikołaj Ratajczak, Maciej Szlinder. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Baranowski, Mariusz i Bartosz Mika. 2017. „Wielokryterialna ocena projektów bezwarunkowego dochodu podstawowego i gwarantowanego zatrudnienia”. Praktyka Teoretyczna 2(24): 39–67.

Barbeito, A., et al. 2007. „Contribución para el debate de propuestas alternativas de política económica y social en Argentina – 2007”. Buenos Aires: Documentos deTrabajo / 59 CIEPP Centro Interdisciplinario para el estudio de las Políticas Públicas, http://www.ciepp.org.ar/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage_new1.tpl&product_id=59&category_id=8&option=com_virtuemart&Itemid=2&lang=es (dostęp 3 sierpnia 2017).

Basic Income Studies 4(2). 2009.

Davala, Sarath, Renana Jhabvala, Soumya Kapoor Mehta i Guy Standing. 2015. Basic Income: A Transformative Policy for India. London, New York: Bloomsbury Academic.

De Wispelaere, Jurgen i Lindsay Stirton, 2007. „The Public Administration Case against Participation Income”, Social Service Review 81(3): 523–49.

Garzón, Eduardo. 2014. „Contrarréplica a Arcarons, Raventós y Torrens sobre el artículo de renta básica”. La Marea. http://www.lamarea.com/2014/08/29/contrarreplica-arcarons-raventos-y-torrens-sobre-el-articulo-de-renta-basica/ (dostęp 5 sierpnia 2017 r.)

Gasparini, Leonardo, Francisco Haimovich i Sergio Oliveri. 2009. „Labor Informality Bias of Poverty-Alleviation Program in Argentina”. Journal of Applied Economics 12(2): 181-205.

Jackson, William A. 1999. „Basic income and the right to work: a Keynesian approach”, Journal of Post-Keynesian Economics 21 (4): 639–662.

Kaboub, Fadhel. 2013. „The Low Cost of Full Employment in the United States”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.

Lo Vuolo, Rubén M. 2004. „Las perspectativas del ingreso ciudadano frente a otras políticas en America Latina”, wystąpienie na X Kongresie BIEN, Barcelona, 18-21 września. http://www.basicincome.org/bien/pdf/2004Lo%20Vuolo.pdf (dostęp 30 lipca 2017 r.)

Manjarin, Edgar i Maciej Szlinder. 2016. „A Marxist Argumentative Scheme on Basic Income and Wage Share in an Anti-Capitalist Agenda”. Basic Income Studies 11(1): 1–11.

Mitchell, William i Martin Watts. 2005. „A Comparison of the Macroeconomic Consequences of Basic Income and Job Guarantee Schemes”. Rutgers Journal of Law & Urban Policy 2(1): 64–90.

Moll, Łukasz. 2014 . „Bezwarunkowy dochód podstawowy w perspektywie ekospołecznej”. Praktyka Teoretyczna 2(12): 5976.

Murray, Michael J. 2013. „Effective Demand, Technological Change, and the Job Guarantee Program”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.

Standing, Guy. 2013. „Why a Basic Income Is Necessary for a Right to Work”. Basic Income Studies 7(2): 19–40.

Standing, Guy. 2017. „Alternatywy dla dochodu podstawowego: przegląd krytyczny”. Praktyka Teoretyczna 2 (24): 15–38.

Stockhammer, Engelbert. 2012. „Why Have Wage Shares Fallen? A Panel Analysis of the Determinants of Functional Income Distribution”. Geneva: International Labour Office, Conditions of Work and Employment Branch.

Szlinder, Maciej. 2013. „Dochód podstawowy z perspektywy ekonomii politycznej Michała Kaleckiego”. Nowa Krytyka 30/31: 87–106.

Szlinder, Maciej. 2016. „Wzrost czy post-wzrost? Potencjalne konsekwencje dochodu podstawowego”. W Perfumy. Posłowie do dezindustrializacji, red. Mikołaj Iwański. Szczecin: Wydawnictwo Naukowe Akademii Sztuki w Szczecinie.

Tcherneva, Pavlina R. 2003. „Job or Income Guarantee.” Working Paper 29, Center for Full Employment and Price Stability, Kansas City, MO. http://www.cfeps.org/pubs/wp-pdf/WP29-Tcherneva.pdf

Tcherneva, Pavlina R. 2006. „Universal assurances in the public interest: Evaluating the economic viability of basic income and job guarantees”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 2(1): 69–88.

Tcherneva, Pavlina R. 2013. „The Job Guarantee: Delivering the Benefits That Basic Income Only Promises – A Response to Guy Standing”. Basic Income Studies 7(2): 66–87.

Tcherneva, Pavlina R. 2017. „Jakie są względne zalety makroekonomiczne i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu podstawowego?”. Praktyka Teoretyczna 2 (24): 125–154.

Torrens, Lluis. 2016. „Dochód podstawowy, wzrost gospodarczy i miasto”. Wywiad przeprowadzony przez Macieja Szlindera. Praktyka Teoretyczna. tłum. Maciej Szlinder. kwiecień. http://www.praktykateoretyczna.pl/dochod-podstawowywzrost-gospodarczy-i-miasto/.

Widerquist, Karl i Allan Sheahan. 2012. „The United States: The Basic Income Guarantee – Past Experience, Current Proposals”. W Basic Income Worldwide: Horizons of Reform, red. Matthew C. Murray i Carole Pateman. New York & Basingstoke: Palgrave Macmillan.

Wray, L. Randall L. 2013. „The Euro Crisis and the Job Guarantee: A Proposal for Ireland”. W The Job Guarantee: Toward True Full Employment, red. Michael J. Murray, Mathew Forstater. Basingstoke, New York: Palgrave Macmillan.


Maciej Szlinder – doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii; socjolog, ekonomista. Redaktor „Praktyki Teoretycznej”.  Publikował m. in. w „Basic Income Studies”, „Nowej Krytyce”, „Filo-Sofiji” i „Przeglądzie Ekonomicznym”. Tłumacz. Prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego, członek sieci europejskiej (Unconditional Basic Income Europe) i hiszpańskiej (Red Renta Básica).

 

DANE ADRESOWE:

Redakcja „Praktyki Teoretycznej”

Instytut Filozofii

Uniwersytetu im. A. Mickiewicza

Szamarzewskiego 89c

60-780 Poznań

E-MAIL: mszlinder@gmail.com

 

CYTOWANIE: Szlinder, Maciej. 2017. „Problemy z argumentacją zwolenników Nowoczesnej Teorii Pieniężnej przeciw dochodowi podstawowemu: Komentarz do tłumaczenia”. Praktyka Teoretyczna 2(24).

DOI: 10.14746/prt.2017.2.6

 

AUTHOR: Maciej Szlinder

TITLE: Problems with Modern Monetary Theory Proponents’ Argumentation Against Basic Income: A Commentary to the Translation

Tłumacz i autor komentarza uzyskał środki finansowe na przygotowanie rozprawy doktorskiej z Narodowego Centrum Nauki w ramach finansowania stypendium doktorskiego na podstawie decyzji nr DEC-2015/16/T/HS1/00295

[1] Dobrym przykładem takiej „wymiany opinii” jest numer Basic Income Studies 7(2), w którym Guy Standing i Pavlina Tcherneva pozornie pisząc o tym samym (porównanie BDP z GZ w kontekście prawa do pracy), piszą „obok siebie”. Brytyjski ekonomista opisuje głównie problemy związane z opresyjnością systemów workfare (do których zalicza GZ), stosowaniem kryterium dochodowego i testów behawioralnych, a także kwestie administracyjne. Skupia się zatem na zarzutach etycznych i praktycznych. Tcherneva zaś odpowiada koncentrując się na konsekwencjach makroekonomicznych (Standing 2013, Tcherneva 2013).

[2] W tym kontekście warto szczególnie zwrócić uwagę na numer czasopisma Basic Income Studies 4(2)/2009 poświęcony tej tematyce (BIS 2009). Numer ten oraz zawarte w nim problemy zostały częściowo omówione i poddane analizie w pracach dostępnych również w języku polskim (Moll 2014, Szlinder 2016, Torrens 2016).

[3] Keynesowski ekonomista William A. Jackson zwraca uwagę na jeszcze jeden argument przekonujący do zwiększenia podaży pracy w wyniku wprowadzenia dochodu podstawowego – zmniejszenie godzin pracy. Jego zdaniem ludzie „nie postrzegaliby już pracy na pełny etat jako jedynego źródła dochodu i mieliby większą swobodę wyboru rodzaju i zakresu podejmowanej pracy”, a dochód podstawowy „mógłby zachęcić do pracowania mniejszej liczby godzin i, tym samym, zwolnić czas pracy na rzecz bezrobotnych” (Jackson 1999, 652).

[4] Argument o „pułapce inflacyjnej” powtarzają również Bartosz Mika i Mariusz Baranowski w artykule znajdującym się w tym numerze Praktyki Teoretycznej (Baranowski, Mika 2017). Zob. także Tcherneva 2006.

[5] Engelbert Stockhammer jako główne przyczyny spadku udziału płac w PKB od lat osiemdziesiątych XX wieku w krajach OECD wskazuje procesy finansjalizacji, globalizacji i demontaż państw dobrobytu (wraz z osłabieniem związków zawodowych) (Stockhammer 2012).

[6] Co ciekawe, w tę pułapkę wpadł również Eduardo Garzón, ekonomista związany ze Zjednoczoną Lewicą (Izquierda Unida) i czołowy hiszpański zwolennik GZ, który również użył tego argumentu w artykule dyskutującym z autorami hiszpańskiego modelu finansowania BDP Jordim Arcaronsem, Danielem Raventósem i Lluísem Torrensem (Garzón 2014).

[7] Co ma oczywiście sens, ponieważ gdyby efekty prac w ramach GZ konkurowały z miejscami pracy spoza tego programu, to przy stałej, niskiej i jednolitej płacy w ramach GZ efektem byłoby wypieranie lepiej płatnych miejsc pracy niż płaca w GZ przez miejsca pracy w ramach GZ i ogólna obniżkę płac.

[8] Oczywiście prowadzone były np. eksperymenty z BDP w Indiach, a obecnie trwa eksperyment w Finlandii. Ten drugi jednak nie spełnia wielu cech definicyjnych BDP i jest eksperymentem z bezwarunkowym niepowszechnym świadczeniem niepodstawowym. Co jednak ważniejsze, eksperymenty nie są w stanie przynieść nam wiedzy na temat efektów makroekonomicznych, gdyż ich skala jest zbyt mała. Prawdziwym „eksperymentem” dla któregokolwiek z tych rozwiązań będzie dopiero wprowadzenie tego rozwiązania na poziomie jakiegoś państwa narodowego.

[9] Na tę wersję zdaje się wskazywać Atkinson w swojej odpowiedzi De Wispelaere i Stirtonowi zawartej w jego ostatniej książce Nierówności: Co da się zrobić? (Atkinson 2017, 363–365).

Pavlina R. Tcherneva – Jakie są względne zalety makroekonomiczne i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu podstawowego?

Abstrakt: Istnieje bogata literatura popierająca powszechne i bezwarunkowe gwarancje publiczne przeciw rozwiązaniom kierowanym i opartym na kryterium dochodowym. Przedmiotem tego artykułu są dwie takie propozycje – dochód podstawowy i gwarancja zatrudnienia. Ocenia on wpływ każdej z nich na stabilność makroekonomiczną, utrzymując, że bezpośrednie tworzenie miejsc pracy posiada elementy stabilizujące, których brak w propozycji dochodu podstawowego. W świetle dyskusji na temat nowoczesnych finansów i dynamiki rynku pracy dochód podstawowy jawi się jako wewnętrznie inflacjogenny i potencjalnie wywołujący stagflację. Po przebadaniu makroekonomicznej wykonalności obu programów artykuł opisuje ich zalety z punktu widzenia środowiska naturalnego. Argumentuje, że „zielone” konsekwencje dochodu podstawowego wystąpią prawdopodobnie nie wskutek jego modus operandi, ale z powodu podatków wprowadzonych dla jego sfinansowania. Natomiast gwarancja zatrudnienia może służyć jako instytucjonalny środek do osiągnięcia wielu celów ekologicznych, otwarcie wspierając odnowę i ochronę środowiska, a także zrównoważony rozwój. Wreszcie, w nadziei na zbudowanie konsensusu, artykuł przedstawia propozycję połączenia rozwiązań, która jest ekonomicznie wykonalna, przyjazna środowisku i sprawiedliwa społecznie.

 

Słowa kluczowe: stabilność makroekonomiczna, inflacja, bezrobocie, środowisko, Pracodawca Ostatniej Instancji, dochód podstawowy.

 

  1. Wstęp

Dochód podstawowy i gwarancja zatrudnienia to dwie propozycje działania w interesie publicznym, które opierają się na przekonaniu, że powszechne i bezwarunkowe rozwiązania są skuteczniejsze i sprawiedliwsze od programów kierowanych do konkretnych grup lub opierających się na kryterium dochodowym. Łączy je odrzucenie współczesnych systemów zabezpieczenia społecznego i polityki rynku pracy jako niesprawiedliwych i nieefektywnych. Kolejny punkt wspólny to otwarte zobowiązanie do zagwarantowania wszystkim jednostkom prawa do środków utrzymania. Obie propozycje mają na celu zwiększenie jednostkowej wolności i możliwości ekonomicznych, rozwinięcie pojęcia obywatelstwa, integrację społeczną poprzez likwidację ubóstwa, wzmocnienie kapitału ludzkiego, ożywienie wspólnot i odnowę środowiska naturalnego. Żywiołowy spór toczy się jednak o sposoby realizacji tych celów.

Ujmując rzecz skrótowo, zwolennicy i zwolenniczki dochodu podstawowego uważają, że współczesne gospodarki zmierzają w kierunku coraz bardziej prekarnych rynków pracy i uznają, że miejsca pracy nie mogą stanowić drogi do lepszego życia (Aronowitz i DiFazio 1994). Ponadto, podczas gdy niektóre osoby nie muszą pracować (np. z powodu spadku), inne, aby się utrzymać, muszą pracować często w „złych” miejscach pracy. Z tego powodu uważa się, że każda reforma polityki społecznej, która zwiększa rzeczywistą wolność, musi zapewnić jednostkom równy dostęp do darów natury poprzez dochód podstawowy, ale bez przymusu, by na niego zapracować (Van Parijs 1995). Taka polityka będzie również elementem emancypacji względem przymusowego zatrudnienia dzięki temu, że pozwoli im odrzucić poniżającą lub po prostu obowiązkową pracę najemną (Widerquist 2004). Kapitalizm postrzega się tutaj jako system z natury niesprawiedliwy głównie z uwagi na zależność dochodu od pracy. Kluczowym celem dla proponentów dochodu podstawowego staje się zatem zerwanie tego powiązania.

Zwolennicy i zwolenniczki gwarancji zatrudnienia uważają z kolei, że obrońcy i obrończynie dochodu podstawowego źle postawili problem niepewności dochodu (Harvey 2003; Mitchell i Watts 2004). Dobrze skonstruowany program gwarantowanego zatrudnienia, który oferuje możliwości sensownej pracy w zamian za godziwą płacę, nieuchronnie przeciwstawia się prekarnemu rynkowi pracy poprzez likwidację bezrobocia, radykalne zmniejszenie ubóstwa i wzmocnienie indywidualnej wolności do porzucenia złych miejsc pracy. Innymi słowy, w pieniężnej gospodarce rynkowej wiele z obserwowanych problemów rynkowych wynika z niewystarczającej liczby i jakości miejsc pracy. Gdy prawo do pracy zostanie zapewnione wszystkim, otworzy się jedyna możliwość, by odpowiednio ocenić błędy rynku i zabezpieczeń społecznych (Harvey 2003). Zabezpieczenie prawa do pracy stanowi w tym kontekście nadrzędny cel zwolenników i zwolenniczek gwarancji zatrudnienia.

Można czasem usłyszeć istotne zarzuty, że propozycje dochodu podstawowego nie są możliwe do realizacji z perspektywy ekonomicznej. Główny dotyczy tego, że muszą one prowadzić do takiego wzrostu inflacji, który może wiązać się z katastrofalnymi skutkami dla waluty. Co więcej, dochód podstawowy zdestabilizowałby rynki pracy i strukturę płac, co czyni go rozwiązaniem potencjalnie prowadzącym do stagflacji i hiperinflacji (Mitchell i Watts 2004; Tcherneva 2006a).

Niniejszy tekst stawia sobie trzy cele. Po pierwsze, bada możliwość realizacji obu programów z perspektywy makroekonomicznej w kontekście współczesnych pieniężnych gospodarek produkcyjnych. Po drugie, szczegółowo omawia ich zalety dla środowiska. Wreszcie w nadziei na zbudowanie konsensusu, przedkłada propozycję połączenia obu rozwiązań, która jest jednocześnie możliwa do realizacji z ekonomicznego punktu widzenia, przyjazna środowisku i sprawiedliwa społecznie.

  1. Czy jesteśmy w stanie sfinansować dochód podstawowy lub gwarancję zatrudnienia?

Porównujemy tutaj dwie propozycje. Bezwarunkowy dochód podstawowy (BDP)[2], o którym tu mowa, polega na świadczeniu powszechnym wypłacanym każdej osobie posiadającej obywatelstwo bez względu na rasę, płeć, stan cywilny czy uczestnictwo w rynku pracy na poziomie wystarczającym do nabycia dóbr zapewniających podstawowy, niezbędny poziom życia[3]. Program gwarancji zatrudnienia (GZ), który chcemy tutaj analizować, oferuje miejsca pracy finansowane z budżetu federalnego każdej osobie gotowej, chętnej i zdolnej do pracy, która jednak nie znalazła pożądanego zatrudnienia w sektorze prywatnym. Program ten zapewnia godziwą płacę i przyzwoite warunki pracy. Modelowymi przykładami programu są niedawne propozycje modeli: zatrudnienia w usługach publicznych, rządu jako pracodawcy ostatniej instancji oraz zapasu zatrudnienia[4].

Błędne pojmowanie finansów publicznych stanowi być może najważniejszą przeszkodę dla rządu w implementacji ważnych reform. Wiele napisano na temat sposobów finansowania dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia[5]. Taka dyskusja jest istotna jedynie z perspektywy tych państw, które oddały suwerenną kontrolę nad własnymi walutami (np. znajdują się w systemie izby walutowej lub jakiegoś innego reżimu sztywnego kursu wymiany). Państwa, które wciąż są suwerennym emitentem pieniądza (czyli większość państw świata), nie mają jednak ograniczeń w finansowaniu swoich działań. Niewątpliwie mierzą się one z ograniczeniami politycznymi, którymi wstrząsnęłoby pełne uznanie sposobu funkcjonowania suwerennej waluty. Chociaż ideologia „pieniędzy podatnika” jest głęboko zakorzeniona w całym współczesnym dyskursie, kluczową kwestią dla odpowiedniego zrozumienia natury powszechnych gwarancji jest obalenie przesłanek tej ideologii. Taki jest cel tej części artykułu.

Istnieje bogata literatura na temat zasad funkcjonowania suwerennych finansów[6]. Chciałabym skupić się na trzech tego rodzaju regułach. Po pierwsze, podatki i wydatki są zawsze dwoma niezależnymi operacjami, jednak w ramach systemu płynnego kursu wymiany walut podatki nie mogą finansować wydatków. Państwo będące suwerennym emitentem pieniądza może zawsze zapłacić za wybrane przez siebie publiczne programy, czy to za dochód podstawowy, gwarancję zatrudnienia, czy jakikolwiek inny program, bez względu na pobór podatków. Nie oznacza to jednak, że ten ostatni jest nieistotny. Po drugie, chociaż emisja pieniądza nie zależy od podatków, ich pobieranie jest kluczowe dla zdolności przetrwania waluty. W pieniężnych gospodarkach produkcyjnych wartość waluty wiąże się z tym, co trzeba zrobić, by ją otrzymać (aby zapłacić podatki lub inne zobowiązania), a sektor publiczny może bezpośrednio ustalić swoje warunki wymiany, a tym samym wpływać na wartość waluty. Po trzecie, we współczesnej gospodarce rynkowej bezrobocie jest zawsze i wszędzie zjawiskiem pieniężnym, na które można skutecznie odpowiedzieć poprzez właściwe użycie suwerennych finansów.

2.1. Suwerenna kontrola waluty

Najbardziej powszechnym błędem jest mieszanie finansów publicznych z niepublicznymi. Podczas gdy sektor prywatny jest rzeczywiście ograniczony w swoich wydatkach przez własne przychody lub pożyczki, nie dotyczy to sektora publicznego, który „finansuje” swoje wydatki z własnych pieniędzy. Jest to odzwierciedlenie jego statusu jedynego dostarczyciela waluty (lub monopolu na walutę). Jak wyjaśnia się w stanowisku postrzegającym podatki jako źródło pieniądza, celem opodatkowania nie jest „finansowanie” wydatków państwa, ale raczej stworzenie popytu na walutę suwerena. We współczesnych gospodarkach, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Japonia, waluta (odpowiednio dolar, funt brytyjski czy jen) nie jest „ograniczonym” zasobem rządu (Mosler 1997-1998). Skonsolidowany rząd (ze skarbem państwa i bankiem centralnym jako jego przedstawicielami) wydaje, kredytując prywatne konta bankowe, i opodatkowuje przez ich obciążanie. Podatki funkcjonują dzisiaj zatem nie po to, by finansować wydatki rządu, ale by stworzyć popyt na w przeciwnym razie niezabezpieczone waluty krajowe. W ten sposób władza emitująca pieniądz może nabyć niezbędne dobra i usługi od sektora prywatnego. Podatki są, w pewnym sensie, wehikułem przenoszącym zasoby z sektora prywatnego do publicznego.

Jeżeli celem podatków jest tworzenie popytu na państwowy pieniądz, to zarówno z perspektywy logicznej, jak i operacyjnej, pobór podatków nie może występować przed zapewnieniem przez rząd tego, czego domaga się on za płacenie podatków. Innymi słowy, nie tylko wydatki i podatki są dwiema niezależnymi operacjami, ale to wydatki muszą z konieczności poprzedzać podatki. Innym sposobem spoglądania na tę relację przyczynową jest stwierdzenie, że wydatki rządowe „finansują” „płacenie podatków” przez sektor prywatny, a nie odwrotnie[7].

Podsumowując, suwerenne rządy mają publiczny monopol na krajową walutę. Wydatki publiczne poprzedzają opodatkowanie, zawsze tworząc nowy pieniądz wielkiej mocy (PWM), podczas gdy podatki każdorazowo go niszczą. Podatki nigdy nie są zatem gromadzone i nie mogą „finansować” przyszłych wydatków. Oznacza to także, że równowaga budżetowa jest księgowym rezultatem ex post. Polityka „neutralna budżetowo” ma na celu mierzenie jakiegoś późniejszego wyniku rozliczeniowego, który nie przynosi żadnej wiedzy na temat jej ekonomicznych skutków.

Chociaż rządy nie są ograniczone operacyjnie w swoich wydatkach, niezmiernie ważne jest to, jakie programy decydują się finansować. Jako jedyni dostarczyciele pieniądza fiducjarnego ponoszą również odpowiedzialność za utrzymanie jego wartości, a niektóre programy służą do tego celu lepiej niż inne.

2.2. Wartość waluty

Podatki tworzą popyt na pieniądz rządowy, ale również nadają mu wartość. Innes podkreśla, że „dolar pieniężny to dolar nie z uwagi na materiał z jakiego jest zrobiony, ale z powodu dolara podatku narzuconego, by go spłacić” (Innes 1914, 71). Uważał on także, że „im więcej rządowego pieniądza znajduje się w obiegu, tym jesteśmy biedniejsi” (Innes 1914, 66). Innymi słowy, jeśli pieniądze rządowe w obiegu znacznie przewyższają całkowite zobowiązania podatkowe, wartość waluty spada. Tym samym, to nie tylko wymóg płacenia podatków, ale również trudność uzyskania tego, co pozwala uregulować ten wymóg podatkowy, jest tym, co przydaje pieniądzom ich wartość.

Ten ważny związek między wyciekami i zastrzykami pieniądza wielkiej mocy (PWM) trudno zmierzyć. Ponieważ waluta jest publicznym monopolem, rząd dysponuje bezpośrednią metodą określania jej wartości. Dla Knappa opłaty pochodzące z zarządzenia państwa [payments with state fiat] mierzą określoną liczbę jednostek wartości (1973 [1924]: s. 7-8). Dla przykładu, jeśli państwo wymaga, że w celu uzyskania jednej jednostki PWM trzeba dostarczyć jedną godzinę pracy, wówczas pieniądz będzie warty dokładnie tyle – jedną godzinę pracy (Wray 2003). Dlatego państwo jako monopolistyczny emitent waluty może określać jej wartość poprzez ustalenie „w sposób jednostronny warunki wymiany, które zaoferuje tym, którzy poszukują waluty (Forstater i Mosler 1999)[8].

Oznacza to, że państwo ma władzę egzogenicznego ustalania ceny, za jaką dostarcza PWM, tj. ceny za którą kupuje aktywa, dobra i usługi od sektora prywatnego. Chociaż nie jest pożądane ze strony państwa, by ustalać ceny wszystkich dóbr i usług, które nabywa, tym niemniej posiada ono taki przywilej. Jak pokażemy niżej, poprzez gwarancję zatrudnienia monopolista na emisję pieniądza musi jedynie ustalić jedną cenę, by zakotwiczyć wartość swojej waluty. Bezwarunkowy dochód podstawowy nie ustala za to żadnych warunków wymiany suwerennej waluty; zapewnia ją bezwarunkowo.

2.3. Bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym

Ostatnim punktem w tej części jest stwierdzenie, że bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym. Dobrze wykazał to Keynes w Ogólnej teorii, jednak perspektywa pieniądza wytwarzanego przez podatki rzuca nowe światło na to, co Keynes miał na myśli pisząc o tym, że pieniądz jest „beczką bez dna dla siły nabywczej. Nie ma bowiem takiej wartości pieniądza, przy której (…) popyt przerzuciłby się na inne dobra” (Keynes 2011 [1936], s. 208)

Wydatki rządowe z deficytu budżetowego z konieczności prowadzą do wzrostu aktywów finansowych sektora prywatnego. Jeśli sektor nierządowy chce stale oszczędzać więcej, niż inwestuje, to wynikiem tego będzie poszerzająca się luka popytowa (Wray 1998). Tej luki nie mogą zasypać inni aktorzy sektora prywatnego, ponieważ aby niektórzy ludzie zwiększyli swoje oszczędności netto, muszą je zmniejszyć inni. Ogólnie rzecz biorąc, zwiększeniu chęci oszczędzania musi odpowiadać wzrost wydatków rządowych finansowanych z deficytu budżetowego. Jak wyjaśnia Mosler:

Bezrobocie występuje w ogólności wówczas, gdy sektor prywatny chce wypracować i zarabiać pieniężną jednostkę rozliczeniową, ale nie chce wydać wszystkiego, co zarobiłby (przy pełnym wykorzystaniu) na obecnych produktach przemysłowych (…). Niedobrowolne bezrobocie jest dowodem na to, że pożądany poziom posiadanych aktywów finansowych netto sektora prywatnego przekracza obecne [oszczędności netto] umożliwione przez politykę fiskalną rządu (Mosler 1997-98).

Wray (1998) stwierdza w podobnym tonie, że „bezrobocie jest de facto dowodem na to, że deficyt budżetowy jest zbyt niski, aby zapewnić pożądany poziom oszczędności netto”. Bezrobocie utrzymuje w pewnym sensie wartość waluty, ponieważ jest odzwierciedleniem pozycji, w której „rząd utrzymuje zbyt ograniczoną podaż pieniądza fiducjarnego”. Tradycyjnie nastawieni ekonomiści uważają, że trzeba spowalniać gospodarkę w celu utrzymania siły nabywczej pieniądza. Jak zamierzam pokazać w tym tekście, może do tego prowadzić dobrze zaplanowana polityka pełnego zatrudnienia.

Podsumowując, suwerenny rząd nie jest operacyjnie ograniczony w finansowaniu programów publicznych. Jednak monopolista w emisji pieniądza ponosi odpowiedzialność za utrzymanie wartości waluty. Ponieważ obecnie nie ustala on warunków wymiany własnej waluty, wykorzystuje bezrobocie do utrzymania jej siły nabywczej. Bezrobocie jest zjawiskiem pieniężnym i odzwierciedleniem prób utrzymania waluty jako rzadkiego dobra. Mając to na uwadze, możemy ocenić ekonomiczne skutki wprowadzania dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia.

 

  1. Makroekonomiczne konsekwencje bezwarunkowego dochodu podstawowego

Rdzeniem propozycji dochodu podstawowego jest to, że ma on być neutralny dla budżetu (Atkinson 1995; Van Parijs 2004). Taka analiza wynika prawdopodobnie z prób unieważnienia neoliberalnych zarzutów pod adresem wydatków publicznych finansowanych z deficytu budżetowego (Mitchell i Watts 2004). W tej części pokazujemy, że nadmierne koncentrowanie się na neutralności budżetowej jest błędne z dwóch powodów. Po pierwsze, zaciemnia inflacyjną naturę BDP poprzez opieranie się na konwencjonalnych pojęciach finansów publicznych. Po drugie, ponieważ podatki mają w znacznej mierze charakter endogeniczny, próby „zwiększenia” przychodów budżetowych w celu zrównoważenia zwiększonych wydatków związane z BDP prawdopodobnie będą nieskuteczne z powodu niepożądanych skutków makroekonomicznych.

3.1. Inflacja – nieodzowna cecha BDP

Jak wyjaśnia podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki, te ostatnie udzielają wartości walucie poprzez stworzenie na nią popytu. Co więcej, wartość waluty jest określana przez to, co jest wymagane do jej otrzymania. W wypadku BDP nie ma takiego wymogu, ponieważ świadczenie pieniężne jest wypłacane powszechnie i bezwarunkowo. Jeśli wprowadza się program, przez który populacja może swobodnie otrzymywać jednostkę, która realizuje zobowiązanie podatkowe, wartość waluty drastycznie spadnie. Chociaż nie musi się to zdarzyć od razu, z czasem wartość bezwarunkowo zapewnianej waluty ostatecznie będzie dążyć do zera. Należy podkreślić, że dochód podstawowy nie wywołuje inflacji, ponieważ jest finansowany z pieniądza „fiducjarnego”, ale ponieważ waluta jest z istoty „darmowa” (Tcherneva i Wray 2005a) i jest dostarczana wszystkim na życzenie. Tym samym efektywnie unieważnia cel podatków – stworzenie popytu na rządową walutę. Możemy bez trudu wyobrazić sobie scenariusz, w którym waluta traci swoją wartość a przedstawiciele sektora prywatnego przewalutowują swoje transakcje na jakąś inną (mocniejszą) walutę. Historia jest pełna takich przykładów. Od niezdolności do zebrania podatków dochodowych od osób fizycznych i firm w Rosji we wczesnych latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, przez zapewnienie „darmowej” waluty za pomocą niezabezpieczonych pożyczek w Europie Wschodniej w okresie transformacji, po coraz szybciej rosnące stopy procentowe płacone od tureckiego długu publicznego w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, wszystkie te działania prowadziły do załamania wartości waluty krajowej i ucieczki do silniejszych walut zagranicznych (po szczegóły, zob. Hudson 2003; Mitchell 2002; Tcherneva 2006a).

Jednak do destabilizujących skutków nie prowadzi jedynie darmowość waluty. Bezwarunkowy dochód podstawowy, który zapewnia minimalny standard życia (załóżmy, że ta kwota jest równa 20 tys. dolarów w Stanach Zjednoczonych), spowoduje exodus siły roboczej pracowników i pracownic, którzy „zarabiali” na tenże standard, pracując. Innymi słowy, pracownicy, którzy byli zatrudnieni w niektórych (być może większości) miejscach pracy za 20 tys. Dolarów, wycofają się z siły roboczej (szczególnie jeśli są to „złe” miejsca pracy). Następną kwestią do zbadania jest zatem wpływ dochodu podstawowego na uczestnictwo w sile roboczej i aktywności gospodarczej.

3.2. Wpływ BDP na budżety państwowe, płace, ceny i siłę roboczą

Ponieważ pobory podatkowe są w znacznej mierze endogeniczne, nadmierne skupianie się na neutralności budżetowej w propozycji BDP może tworzyć takie tabele podatkowe, które będą prowadzić do odwrotnych od zamierzonych skutków rynkowych. W rzeczywistości może się okazać, że propozycja BDP nie może być neutralna budżetowo.

Niektórzy proponowali, na przykład, by dochód podstawowy był „finansowany” z podatku liniowego (Clark 2004; Atkinson 1995). Rozsądnym jest przewidywać, że gwarancja 20 tys. dolarów dochodu podstawowego skłoni niektóre osoby pracujące w „złych” miejscach pracy za 20 tys. dolarów do opuszczenia rynku (zdaniem obrońców BDP jest to skutek pożądany). Wpływ na zatrudnienie, dochód i pobory podatkowe będzie negatywny. Gdy spadną przychody podatkowe, pojawi się deficyt budżetowy i, chociaż sam w sobie nie jest on problemem, przymusem stanie się podniesienie stawek podatkowych, by uzyskać założoną równowagę budżetową. Ten wzrost podatków skłoni następną grupę pracowników zarabiających 20 tys. dolarów po opodatkowaniu do opuszczenia rynku pracy w nadziei na życie na dochodzie podstawowym. Każda następna podwyżka podatków mająca na celu nadążenie za rosnącymi wypłatami BDP zmniejszy w ten sposób zatrudnienie i produkcję (ponownie z logiczną granicą w postaci zera).

Jeżeli podatki są progresywne (jak proponują, na przykład, Aronowitz i Cutler [1998] oraz Aronowitz i DiFazio [1994]), ten efekt substytucji może ujawniać się w dłuższej perspektywie czasowej, jeśli jednak są regresywne (jak proponuje Van Parijs [1995] czy Meade [1989]), stopa opuszczania siły roboczej będzie odpowiednio wyższa, ponieważ podatki niosą ze sobą większe bodźce negatywne względem nisko-płatnych miejsc pracy. W każdym wypadku DP raczej nie osiągnie neutralności budżetowej, ponieważ pobór podatkowy jest endogenny i nigdy nie będzie w stanie nadążyć za rosnącymi wypłatami typowymi dla tego rozwiązania.

Wpływ na siłę roboczą i produkcję jest również negatywny. To pozornie „dobrowolne” wycofanie się z siły roboczej jest rozwiązaniem problemu bezrobocia proponowanym przez BDP. Jest to jednak naciągany rezultat, ponieważ pełne zatrudnienie jest osiągnięte przez wywołanie sztucznego zmniejszenia podaży pracy (Mitchell i Watts 2004). W efekcie pełne zatrudnienie przyjmuje postać „wymuszonej nieaktywności”. W celu nakłonienia osób otrzymujących BDP do powrotu na rynek pracy niektórzy pracodawcy będą musieli zaproponować wyższe płace (co na pierwszy rzut oka wydaje się pożądanym efektem). Jednak wkrótce potem ci sami przedsiębiorcy podniosą ceny, aby zrekompensować sobie wzrost kosztów płacowych. W konsekwencji rosnące ceny podkopią siłę nabywczą DP, podważając warunki ekonomiczne otrzymujących go osób. Aby utrzymać cel powszechnej gwarancji i zapewnić minimalny, konieczny poziom życia, wystąpi presja, by podwyższyć BDP. Takie działanie wywoła kolejne ucieczki z rynku pracy, spadek produkcji, kompensacyjny wzrost płac i cen oraz kolejny spadek siły nabywczej BDP. To błędne koło czyni z BDP samoobalającą się propozycję. Zauważmy, że jeżeli świadczenie jest ciągle zwiększane, dochód podstawowy staje się nie tylko inflacjogenny, ale prowadzi do hiperinflacji.

Jednocześnie wzrost podatków konieczny, by osiągnąć neutralność budżetową, skłoni pracowników z marginesu do wycofania się z siły roboczej. Negatywne skutki dla uczestnictwa w rynku pracy związane z rosnącymi poziomami DP oraz stawkami podatkowymi wraz z następującymi po nich wzrostami cen, doprowadziłyby do coraz niższego produktu, mniejszego zatrudnienia i wyższych cen niż przed implementacją BDP. Jeśli decydenci stale zwiększaliby wysokość świadczenia, by zrekompensować jego beneficjentom utratę siły nabywczej i jednocześnie wciąż zwiększali podatki, by „sfinansować” wzrost wydatków, prawdopodobnym efektem będzie stagflacja – niskie zatrudnienie i wysokie ceny[9].

Ponieważ BDP nigdy do końca nie radzi sobie z dostarczeniem ludziom koniecznej siły nabywczej, niektóre jednostki będą zmuszone do powrotu na rynek pracy, bardzo możliwe, że na „złe” miejsca pracy. Wprowadzenie BDP prawdopodobnie wytworzy zatem warunki niedobrowolnego bezrobocia i wyższych cen.

Podsumowując, musimy być uważni co do sposobu, w jaki rząd dostarcza populacji walutę. Błędna logika finansów publicznych prowadzi do troski o neutralność budżetową, która stara się mierzyć pewną tożsamość rachunkową ex post, nic nie mówiąc o tym, jak radzi sobie gospodarka[10].

  1. Makroekonomiczne efekty pracodawcy ostatniej instancji

Keynes uważał, że „[b]ezrobocie bierze się stąd, że ludziom zachciewa się gwiazdki z nieba. Nie można zatrudnić robotników, skoro obiekt pożądania (tj. pieniądz) jest czymś, czego nie można wyprodukować, a na co popyt niełatwo da się zdusić” (Keynes 2011, [1936], s. 211). Podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki pokazuje dodatkowo, że bezrobocie wynika z ciągłego pragnienia jakichś aktorów sektora prywatnego do gromadzenia aktywów finansowych netto, pragnienia, które może być zaspokojone jedynie przez sektor publiczny. Hyman Minsky (2008 [1986]) zauważył, że bezrobocie jest fenomenem pieniężnym i wskazał, w jaki sposób dostarczyć pożądanych zasobów finansowych, jednocześnie wprowadzając skuteczną strategię pełnego zatrudnienia. Dla niego rolą rządu był rozdział ustalenia pełnego zatrudnienia i opłacalności zatrudniania. Rząd może to osiągnąć, gdy stworzy nieskończenie elastyczny popyt na pracę.

Lerner (1943) również uważał, że rolą rządu jest utrzymanie wydatków „nie większych ani mniejszych od poziomu, przy którym przy obecnych cenach kupiłyby wszystkie dobra możliwe do wytworzenia”. Wydatki poniżej tego poziomu skutkują bezrobociem, powyżej prowadzą do inflacji. Celem jest więc stałe utrzymywanie wydatków na „właściwym” poziomie, aby zapewnić pełne zatrudnienie i stabilność cen.

Dwoma, praktycznie identycznymi w swojej konstrukcji propozycjami, które realizują strategię pełnego zatrudnienia Minsky’ego i podejście funkcjonalnych finansów Lernera, są Pracodawca Ostatniej Instancji (POI) (Mosler 1997–98; Wray 1998) i Model Zapasu Zatrudnienia (MZZ) (Mitchell 1998)[11]. Te recepty mają na celu eliminację bezrobocia i jednoczesną stabilizację wartości waluty. Motywacją dla ich powstania jest uznanie, że suwerenne państwa nie mają żadnych operacyjnych ograniczeń finansowych, mogą dowolnie ustalać istotne ceny w gospodarce i zapewniać nieskończenie elastyczny popyt na pracę.

Za pomocą POI rząd ustala jedynie cenę pracy w sektorze publicznym, pozwalając, by rynek określał wszystkie inne ceny (Mosler 1997–98). Ustalone płace w sektorze publicznym zapewniają wystarczająco stabilny punkt odniesienia dla wartości waluty (Wray 1998). Ponieważ rządy nie są ograniczone finansowo, program implementuje się zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości, tj. zatrudnianie w ramach POI nie jest ograniczone przez limity budżetowe (więcej poniżej), a wydatki zmieniają się antycyklicznie. Główne zalety makroekonomiczne POI, których nie posiada BDP, to możliwość stabilizacji cyklu koniunkturalnego, wartości waluty i ogólnego poziomu cen.

4.1. POI stabilizuje cykl koniunkturalny

Przy gwarancji zatrudnienia wydatki rządowe na zatrudnienie publiczne zmieniają się w sposób antycykliczny. W okresie spadku koniunktury firmy prywatne zwalniają pracowników, którzy znajdują zatrudnienie w sektorze publicznym. Wydatki rządowe automatycznie rosną, stymulując gospodarkę. Kiedy jej sytuacja się poprawia a sektor prywatny rośnie, pracownicy są w nim ponownie zatrudniani z zasobu POI, zmniejszając wydatki i deficyt budżetowy. Stanowi to silny automatyczny stabilizator, który zapewnia, że wydatki rządowe są zawsze na „właściwym” poziomie, aby utrzymać pełne zatrudnienie. Odwrotnie rzecz ma się z BDP, który prowadzi do destabilizujących skutków względem cyklu koniunkturalnego z uwagi na swoją proinflacyjność i negatywny wpływ na poziom partycypacji i produkcji.

4.2. POI ustala wartość waluty

Z uwagi na to, że wartość waluty jest określana przez to, co trzeba zrobić by ją otrzymać, przy POI jest ona powiązana z płacą w sektorze publicznym. Przypuśćmy, że rząd płaci pracownikowi publicznemu 20 tys. dolarów rocznie (za średnio 2 tysiące godzin pracy), wartość waluty zostanie wówczas zakotwiczona przez wysiłek wydatkowany, aby zarobić ten dochód, czyli punkt odniesienia dla jej wartości wynosi 10 dolarów za godzinę. Innymi słowy, 1 dolar jest wart 6 minut pracy. Załóżmy teraz, że zamiast płacić 20 tys. dolarów, rząd decyduje się płacić 40 tys. pracownikom POI. Płaca godzinowa skacze z 10 do 20 dolarów. Pracownicy potrzebują teraz jedynie połowy czasu (3 minut), by zarobić to, co przed podwyżką płacy w sektorze publicznym. Przy niezmienionych pozostałych elementach siła nabywcza waluty spada o połowę (tj. za 10 dolarów można kupić pół godziny pracy). I przeciwnie, jeśli rząd obcina roczną pensję o 10 tys. dolarów, pracownicy będą musieli pracować dwa razy tyle, by otrzymać taką samą ilość dolarów jak wcześniej, co podnosi wartość waluty.

Siłę nabywczą mierzy się za pomocą jednostek pracy, które może kupić waluta. Podobnie jak w wypadku BDP wprowadzenie POI spowoduje jednorazowy skok cen. Jednak ponieważ siła nabywcza waluty jest powiązana z godzinami pracy, które może ona kupić, a tym samym jej wartość nie zmniejsza się coraz bardziej jak w wypadku BDP, nie ma konieczności ciągłego podwyższania płacy. Płaca w sektorze publicznym zapewnia wewnętrznie stabilny punkt odniesienia dla cen.

4.3. POI wzmacnia stabilność cen

Propozycje „pompowania” pieniądza, takie jak wojujący keynesizm, są inflacyjne, ponieważ głównie zatrudniają „od góry”, konkurując o najbardziej pożądanych pracowników (Wray 1998). POI przeciwnie – zatrudnia „od dołu” i nie wywołuje presji inflacyjnej. W rzeczywistości wzmacnia stabilność cen z dwóch powodów. Po pierwsze, POI jest programem buforowym, a zatem działającym zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości. Po drugie, wydatki finansowane deficytem na zatrudnienie w usługach publicznych są zawsze na właściwym poziomie.

POI jest programem buforowym, który działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości

Ekonomiści zwykle obawiają się, że wysokie wskaźniki zatrudnienia mogą spowodować wystąpienie spirali płacowo-cenowej. Konieczne jest zatem wykazanie, w jaki sposób POI przyczynia się do stabilności płac, która z kolei przyczynia się do stabilności cen. Jak podkreślili Mitchell (1998) i Wray (1998), kluczową kwestią jest to, że POI jest zaprojektowany jako program buforowy, który działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości. Idea polega na tym, by wykorzystywać pracę jako zapas buforowy, w ten sposób, podobnie jak w wypadku towarowych zapasów „buforowych”, program będzie stabilizował cenę tego towaru.

Ujmując to w skrócie, w trakcie recesji, pracownicy pozostający bez pracy znajdują zatrudnienie w sektorze publicznym za ustaloną płacę w POI. Całkowite wydatki rządu rosną, by zmniejszyć presję deflacyjną. Gdy zaś mamy do czynienia z ożywieniem a popyt na pracę w sektorze nierządowym rośnie, pracownicy POI są zatrudniani w sektorze prywatnym za wynagrodzenie wyższe niż płaca w POI. Wydatki rządowe automatycznie się kurczą, zmniejszając presję inflacyjną. Innymi słowy, kiedy mamy do czynienia z presją na podwyżkę cen zapasu buforowego, towary są sprzedawane, a kiedy działają siły deflacyjne, są one kupowane. Zatrudnienie w sektorze publicznym działa zatem jako zapas buforowy, który kurczy się i poszerza antycyklicznie.

Program ten działa zgodnie z zasadą stałej ceny/zmiennej ilości, ponieważ cena zapasu buforowego (płaca w sektorze publicznym) jest stała, a liczba towarów (zatrudnienie w sektorze publicznym) może się zmieniać. Egzogeniczna płaca w sektorze publicznym jest wewnętrznie stabilna, a ponieważ podstawowym towarem jest praca (zatrudniona bezpośrednio i pośrednio w produkcji każdego rodzaju towaru), funkcjonuje ona jako idealny punkt odniesienia dla innych cen towarów. To w tym sensie sektor publiczny zapewnia stabilną kotwicę dla cen w gospodarce. Ta ważna integralna cecha programów POI nie ma porównywalnego odpowiednika w propozycjach dochodu podstawowego.

Wydatki finansowane deficytem na POI znajdują się zawsze na właściwym poziomie

Charakteryzowany w ten sposób mechanizm zapasu buforowego zapewnia, że wydatki rządowe są (jak wskazał Lerner) zawsze na „właściwym” poziomie. Podejście pieniądza wytwarzanego przez podatki wyjaśnia, że nie ma niczego złego w deficycie budżetowym[12]. Dla obrońców POI „właściwy” poziom wydatków finansowanych deficytem to taki, który zapewnia pełne zatrudnienie. Jednak antycykliczny kształt gwarancji zatrudnienia daje również pewność, że powyższe wydatki będą przeciwdziałać presjom inflacyjnym i deflacyjnym.

Inflacja lub deflacja pojawiają się, gdy zagregowany popyt jest zbyt wysoki lub zbyt niski względem zagregowanej produkcji i zdolności wytwórczych gospodarki. Kluczem do kompensowania tego rodzaju presji jest zwiększanie dochodów i wydatków dokładnie do poziomu wystarczającego do nabycia całego produktu wytworzonego przy pełnym zatrudnieniu. Nie mniej, nie więcej.

Z założenia program POI gwarantuje, że wynikający z niego deficyt budżetowy nigdy nie jest zbyt wysoki lub zbyt niski. Wydatki rządowe będą rosnąć aż do momentu likwidacji bezrobocia, w którym deficyt przestanie się zwiększać, zapewniając, że zagregowany popyt nie przekroczy poziomu zagregowanej podaży przy pełnym zatrudnieniu. I odwrotnie, gdy bezrobocie znów wzrośnie, zwiększą się także wydatki finansowane z deficytu, sprowadzając oba te wskaźniki do stanu równowagi. Innymi słowy, fakt, że POI jest automatycznym stabilizatorem i działa antycyklicznie gwarantuje, że wydatki będą rosnąć jedynie do poziomu produkcji przy pełnym zatrudnieniu[13]. W przeciwieństwie do tego programy dochodu podstawowego nie mogą się pochwalić żadną siłą przeciwdziałania zmianom cen.

Projekty POI wspierają także nieinflacyjne środowisko, wzmacniając kapitał ludzki i wydajność oraz wzrost sektora prywatnego. W przeciwieństwie do BDP POI zapewnia bezpośrednio utrzymanie i wzrost kapitału ludzkiego, szkolenia i edukacja są bowiem jawnymi elementami tego programu. Co więcej, bezpośrednio zajmując się problemem bezrobocia, POI zmniejsza również związane z nim koszty społeczne i ekonomiczne. Wreszcie wydajność sektora prywatnego zwiększa się dzięki skierowaniu projektów POI na rozwój infrastruktury publicznej, kosztowne usuwanie zanieczyszczeń środowiska i zmniejszenie sztywności powiązanych z wysokim poziomem wykorzystania zdolności wytwórczych.

W coraz większym stopniu uznaje się, że polityki publiczne muszą zwiększać nie tylko stabilizację makroekonomiczną, ale również równowagę środowiskową. Następna część tego artykułu skupia się zatem szczególnie mocno na zaletach dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia dla środowiska.

  1. Środowiskowe aspekty dochodu podstawowego i gwarancji zatrudnienia

Troska o środowisko wśród zwolenników BDP i POI opiera się na wspólnych założeniach. Dotyczą one odrzucenia współczesnych form polityki gospodarczej skierowanych na wzrost za wszelką cenę, które prowadzą do nierównego podziału dochodu, marnotrawczej nadmiernej konsumpcji wśród najbogatszych oraz nędzy na dole drabiny społecznej.

5.1. Wzrost, podział dochodu i środowisko

Zwolennicy POI przedstawiają politykę, która agresywnie dąży do stymulowania inwestycji prywatnych, jako destabilizująca, inflacjogenną i niszczącą dla środowiska. Sektor prywatny nie jest w stanie zagwarantować osiągnięcia i zachowania ani pełnego zatrudnienia, ani zrównoważonego rozwoju. Z tego powodu sektor publiczny ma istotną rolę do odegrania w osiągnięciu tych celów. Przedstawiono w tym kontekście propozycję „zielonych” miejsc pracy w sektorze publicznym (Forstater 2004). Dla zwolenników dochodu podstawowego przyjazne środowisku efekty wynikają naturalnie z: 1) spodziewanej redystrybucji w kierunku równiejszego rozdziału dochodów; 2) późniejszego zmniejszenia stopy wzrostu[14]; oraz 3) sugerowanych źródeł finansowania programu opartych na podatkach od zanieczyszczeń i wydobycia surowców naturalnych. Zacznę omawianie tych kwestii od wzrostu i podziału dochodów, a następnie przejdę do podatków ekologicznych.

Ciągły wzrost opiera się na trwałych i rosnących wskaźnikach ekspansji gospodarczej, zwiększonym wydobyciu surowców naturalnych i ich maksymalnym wykorzystaniu. Leżące u jego podstaw siły konkurencji w zakresie minimalizacji kosztów często prowadzą do ogromnego poziomu zanieczyszczeń przemysłowych (ponieważ ich usuwanie jest kosztowne i niezyskowne). Z kolei nierówny podział dochodu powiązany z nowoczesną polityką prowzrostową mogą wywoływać szkodliwe ekologicznie działania wśród biednych (np. wylesienia na Haiti czy niszczenie Puszczy Amazońskiej). Siły te stoją w sprzeczności ze zrównoważonym rozwojem i mogą ostatecznie prowadzić do Tragedii Dóbr Wspólnych (Lord 2003).

BDP ma prowadzić do pożądanych skutków dla środowiska poprzez zrównywanie dochodów. Oznaczałoby to na przykład, że rdzenne społeczności w Brazylii nie musiałyby wycinać Puszczy Amazońskiej, aby przetrwać. Ale zakładałoby również, że marnotrawcza konsumpcja wśród najbogatszych byłaby kontynuowana bez przeszkód, chyba, że nastąpiłaby znacząca redystrybucja dochodu i spowolnienie całkowitego wzrostu.

Wzrost zostaje powstrzymany, ponieważ BDP zapewnia możliwość wycofania z rynku pracy i zaangażowania w aktywności pozarynkowe – to efekt opiewany przez niektórych jego zwolenników (np. Murray 1997). Jeżeli scenariusz ten jest prawdopodobny, wszystkie omawiane wyżej negatywne konsekwencje zmniejszenia siły roboczej stosowałyby się z pełną mocą, czyniąc z BDP propozycję niewykonalną ekonomicznie.

Ważną kwestią do rozważenia jest to, czy BDP rozwinie świadomość ekologiczną. Czy wycinka Puszczy Amazońskiej zostanie wstrzymana, czy będzie postrzegana jako źródło dodatkowego dochodu, który poprawiłby standard życia powyżej tego, który jest zapewniany przez dochód podstawowy? Czy amerykańscy konsumenci będą kupować więcej organicznej żywności i mniej SUV-ów? Czy może przeciwnie, również biedni będą ustawiać się w kolejkach po następny (teraz będący już w zasięgu ich możliwości) pożeracz paliwa? Co skłoni spółki do opowiedzenia się za technologią przyjazną środowisku, szczególnie w obliczu rosnących kosztów pracy wywołanych masowym wycofaniem pracowników z siły roboczej? Wprowadzenie dochodu podstawowego nie gwarantuje żadnego z tych efektów. Trzeba przyznać, że zwolennicy BDP podkreślali, że program ten powinien być uzupełniony innymi społecznie pożądanymi rozwiązaniami (np. regulacjami ekologicznymi), jednak w tym wypadku wszelkie korzyści dla środowiska wynikną z tych ostatnich, a nie z samego dochodu podstawowego. Ciężko uwierzyć, że we współczesnych gospodarkach kapitalistycznych samo zapewnienie dochodu wyzwoli nadzwyczajny łańcuch wydarzeń, które skuszą jednostki do dobrowolnego opowiedzenia się za „prostszymi i bardziej przyjaznymi dla środowiska sposobami życia” (jak uważają na przykład Cohen i Rogers [2001]). A brutalna rzeczywistość jest taka, że osoby, które wiodą prostsze życie, to te pozbawione dochodów. Dostęp do gwarantowanego dochodu pozwoli im na bardziej aktywne uczestnictwo w społeczeństwie i kulturze głównego nurtu, co najpewniej doprowadzi do bardziej złożonych wzorów konsumpcji w wyścigu o podstawowe wygody czy wyższy standard życia. W takich warunkach skutki środowiskowe gwarantowania dochodu są niejednoznaczne.

Zwolennicy POI przyznają, że tworzenie miejsc pracy za wszelką cenę (np. kosztem środowiska) nie jest realną opcją polityczną. Minsky wielokrotnie argumentował, że dążenie do pełnego zatrudnienia dzięki stymulowaniu zagregowanego popytu może prowadzić do niesprawiedliwych i destabilizujących skutków, ponieważ pompowanie gospodarki zwykle jest niezrównoważonym ekologicznie, inflacjogennym i ogólnie niepewnym sposobem na osiągnięcie i utrzymanie pełnego zatrudnienia.

Wydaje się, że zwolennicy BDP odrzucają gwarancję zatrudnienia w dużej mierze za sprawą błędnego utożsamiania tego rozwiązania ze współczesnymi prowzrostowymi, proinwestycyjnymi i zwiększającymi zyski praktykami. Być może nie zrozumieli w pełni tego, że POI oddziela kwestię pełnego zatrudnienia od jakiegokolwiek poziomu wzrostu gospodarczego. Pełne zatrudnienie jest zapewniane przez sektor publiczny bezpośrednio zatrudniający wszystkich, którzy chcą pracować i nie zależy od wzrostu, zagregowanego popytu, dopłat do inwestycji czy ulg podatkowych. Wzrost jest skutkiem, a nie warunkiem pełnego zatrudnienia. Co więcej, gdy miejsca pracy tworzone w ramach POI są projektowane z myślą o środowisku, dochodzi do takiej redefinicji wzrostu, która zakłada przyjazne środowisku formy produkcji i zatrudnienia.

Zwróćmy uwagę, że propozycje BDP są wciąż zależne od wzrostu z uwagi na źródło ich finansowania (np. podatek dochodowy). Tym samym pragnienie BDP by zahamować wzrost oraz jego finansowa zależność od wzrostu znajdują się w fundamentalnej sprzeczności względem siebie. Nie da się rozwiązać tej zagadki w satysfakcjonujący sposób. Jak argumentowałam wyżej, społeczeństwa posiadające suwerenne waluty i płynny kurs walutowy nie mają operacyjnych ograniczeń finansowych, a zatem finansowanie BDP nie zależy od określonego poziomu wzrostu. Zwolennicy tego rozwiązania nie chcą jednak przyjąć reguł rządzących nowoczesnymi finansami, ponieważ wykazują one natychmiast, że ich propozycja jest inflacjogenna.

Ponadto jeżeli BDP rzeczywiście jest inflacjogenny (lub hiperinflacjogenny), spowoduje bardziej nierówny podział dochodu, kiedy biedni wycofają się ze „złych” miejsc pracy w nadziei na utrzymywanie się z dochodu podstawowego, podczas gdy wartość tego świadczenia będzie stopniowo spadać. W takim wypadku prawdopodobne jest, że biedni nie wyzwolą się z pracy przymusowej i mogą być zmuszeni do powrotu na rynek pracy. Co więcej, mogą nie być zdolni (nawet gdyby chcieli) do zaangażowania się w bardziej przyjazne środowisku aktywności, takie jak kupno lokalnej żywności lub ekologicznych urządzeń, ponieważ będą one wciąż zaporowo drogie. Jakiekolwiek przyjazne środowisku skutki dostępu do dochodu mogą zatem równie dobrze zniknąć wraz ze spadającą wartością realną tego dochodu.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z POI, którego wprowadzenie nie zależy od konkretnego poziomu wzrostu. On sam jest programem prowzrostowym do tego stopnia, w którym stabilizuje cykl koniunkturalny, wzmacnia kapitał ludzki i poprawia warunki inwestycyjne. Co więcej, zaangażowanie w przyjazne środowisku miejsca pracy w usługach publicznych sprzyja zrównoważonemu rozwojowi. Opiszę teraz, jak taki ekologiczny program POI mógłby wyglądać.

5.2. Zatrudnienie w usługach publicznych i środowisko

Obrońcy POI zainteresowani są nie tylko oferowaniem bezwarunkowego zatrudnienia,   także takim kształtowaniem tego programu, by odpowiedzieć na bardzo szczególne ekonomiczne problemy: degradację środowiska naturalnego, zapaść środowiska miejskiego, nierówność płciową, braki w opiece nad osobami starszymi i dziećmi, nieodpowiednie szkolenia i inne. Głęboka troska o środowisko wynika tu przede wszystkim z uznania natychmiastowej konieczności usunięcia zanieczyszczeń i rekultywacji środowiska, do czego na wymaganym poziomie sektor prywatny nie ma żadnych bodźców. Miejsca pracy w ramach POI powinny być częścią obszernego programu na rzecz zrównoważonego rozwoju i mogą być pierwszym, natychmiastowym krokiem w kierunku odbudowy i ochrony środowiska naturalnego. Wiele z tych zadań może być wykonywanych przez względnie niewykwalifikowaną siłę roboczą. Forstater (2004) wzywał do stworzenia „Korpusu Zielonych Miejsc Pracy” jako istotnego modelu POI, w ramach którego uwzględniony zostałby podatek ekologiczny i rozwinięte zostały szczegółowe przykłady zadań przyjaznych środowisku. Niektóre miejsca pracy w ramach POI wiążą się z: ponownym zalesianiem, usuwaniem zanieczyszczeń wody, ziemi i powietrza, zdecydowanymi wysiłkami na rzecz recyklingu na poziomie lokalnym i narodowym, izolacją i impregnowaniem budynków mieszkalnych i niektórych komercyjnych oraz przejściem na odnawialne źródła energii w ramach wszystkich publicznych przemysłów i instytucji.

Wraz z rosnącą presją klimatyczną miasta, samorządy i społeczeństwa doświadczają i będą doświadczać rosnących kosztów dla ich gospodarek. Dla przykładu, niewielki wzrost poziomu morza zaleje regiony przybrzeżne, wywołując powodzie, zapaść infrastruktury i możliwą wymuszoną migrację setek milionów ludzi na świecie (Goodstein i Doppelt 2006). Takie problemy wielkiej skali będą wymagać natychmiastowej i wszechstronnej odpowiedzi. Dla przykładu, ostatnie doświadczenia z huraganem Katrina pokazały, że to sektor publiczny musi być przygotowany do działania. Zorganizowane i gotowe korpusy publicznych miejsc pracy mogłyby reagować przed, w trakcie i po kryzysie. Pracownicy POI mogą z wyprzedzeniem umacniać wały i ewakuować mieszkańców, a także odbudowywać porty, pomosty i inne ważne elementy infrastruktury zarówno w zniszczonych obszarach, jak i w społecznościach przytłoczonych migrującą ludnością. Vanden Heuvel (2005) domagał się w tym kontekście nowego „Nowego Ładu” w celu odbudowania Nowego Orleanu. To właśnie prace, które mogą wykonywać pracownicy POI.

Infrastruktura w wielu rozwiniętych krajach popada w ruinę. Dla przykładu, w 2007 roku jeden na osiem mostów drogowych w Stanach Zjednoczonych był wadliwy konstrukcyjnie, a prawie jeden na siedem był funkcjonalnie przestarzały (Department of Transportation 2007). W znacznej części nierozwiniętego świata brak infrastruktury stanowi główną przeszkodę w rozwoju gospodarczym. Program POI może podejmować się napraw i budowy infrastruktury na wymaganym poziomie. Krótko mówiąc, dobrze zbudowany POI może pokazać, że pełne zatrudnienie nie wchodzi w konflikt ze zrównoważonym rozwojem. W rzeczywistości może go wzmacniać.

5.3. Środowiskowe Aspekty BDP

Przyjazne środowisku efekty BDP prawdopodobnie wynikną nie z samego dostarczenia minimalnego dochodu, ale z różnych propozycji związanych z jego finansowaniem opartych na podatkach od wydobycia surowców i zanieczyszczeń. Istnieją liczne programy służące sprawiedliwemu wykorzystaniu ziemi i egalitarnej alokacji zasobów, by wymienić tylko Sky Trust, Stały Fundusz Alaski czy Earth Dividend. Każdy z nich dotyczy albo równego dostępu wszystkich obywateli do zasobów naturalnych (Earth Dividend), albo do zysków generowanych z ich wykorzystywania (Sky Trust i Stały Fundusz Alaski). Programy te nie są jednak tym samym, co dyskutowany tutaj BDP. Niektórzy badacze proponowali, aby BDP był finansowany z podatków ekologicznych (np. Van Parijs 1995). Moim zdaniem propozycja reformy podatkowej, którą wysuwają tutaj obrońcy BDP, może być kluczową cechą każdej społecznej reformy. Jednak podatki ekologiczne nie powinny być pojmowane jako narzędzia finansowania BDP. W rzeczywistości gdyby zwolennicy BDP upierali się przy tym, że miałyby one „opłacić” ten program, byłby on samoobalającym się rozwiązaniem, ponieważ nie można opierać dostarczenia dochodu zapewniającego minimalny, niezbędny poziom życia na podatkach opartych na wydobyciu surowców naturalnych.

Celem takich podatków jest przecież zniechęcenie do wykorzystywania konkretnego surowca. W wypadku podatków od zanieczyszczania lub wykorzystania surowców najskuteczniejszą polityką podatkową jest taka polityka, która prowadzi do jak najmniejszych przychodów, tj. taka, która odstrasza od zanieczyszczania lub wyczerpywania surowca. Powiązanie BDP z takim podatkiem oznaczałoby jedną z dwóch rzeczy: 1) jeżeli podatek będzie skuteczny w ochronie środowiska, to nie przyniesie wystarczających przychodów, by objąć wszystkich uprawnionych do BDP albo 2) jeżeli podatek nie jest skuteczny, to będziemy mieli do czynienia z większym poziomem zanieczyszczenia i obciążenia środowiska, aby przynieść odpowiednie przychody konieczne do opłacenia BDP. W drugiej opcji, szczególnie w wypadku dużej popularności BDP, może wystąpić nawet niezamierzona zachęta do subsydiowania, powiedzmy wydobycia ropy naftowej, aby zwiększoną produkcję można było później opodatkować w celu utrzymania „wypłacalności” funduszu BDP.

Polityka podatkowa sprzyjająca środowisku jest ważnym celem politycznym, ale błędem byłoby czynienie BDP lub POI finansowo zależnymi od podatków ekologicznych. Jeśli, na przykład, „złe” wykorzystanie surowców jest opodatkowane (takie jak zanieczyszczanie czy górnictwo naftowe), a fundusze są inwestowane w „dobre” wykorzystywanie surowców (powiedzmy tworzenie energii słonecznej lub wiatrowej), to w dłuższym okresie wystąpi większa zachęta do odchodzenia od brudnej energii do czystej. Jednak te fundusze nie będą w stanie zapewnić wymaganego minimalnego poziomu życia, co pokazał np. Stały Fundusz Alaski, w którym indywidualne wypłaty nigdy nie przekroczyły 2 tys. dolarów[15] na osobę rocznie. Taki „fundusz” może być skuteczną polityką ochrony środowiska, ale nie może być skuteczną polityką dochodu podstawowego[16]. Powtórzmy, tezą tego tekstu jest stwierdzenie, że jeżeli dochód podstawowy nie może zapewnić minimalnego standardu życia wszystkim, nie jest on ani skuteczny, ani sprawiedliwy.

Podsumowując, dla zwolenników BDP zapewnienie dochodu jest nadrzędnym celem, a „zielone” konsekwencje powinny naturalnie z niego wynikać. Jednak wydaje się bardziej prawdopodobne, że korzyści ekologiczne BDP wynikają z dyskutowanych mechanizmów podatkowych, a nie z wypłacania wszystkim dochodu. Inaczej sprawa wygląda w przypadku POI, dla zwolenników którego kluczowe jest gwarantowanie pełnego zatrudnienia poprzez bezpośrednie tworzenie miejsc pracy w obszarach, które naprawiają, wspierają i wzmacniają środowisko. Przyjazne środowisku aktywności są otwarcie włączone w strukturę instytucjonalną miejsc pracy w ramach POI. Ponieważ nie istnieją operacyjne ograniczenia w finansowaniu żadnej z polityk, reforma podatkowa o ekologicznych celach jest tutaj zupełnie inną kwestią – celem wartościowym samym w sobie.

  1. Droga do partycypacji i obietnica połączonej propozycji

Ponieważ celem jest zadbanie o utrzymanie wszystkich członków społeczeństwa, a nie tylko populacji aktywnej zawodowo, konieczna jest propozycja połączenia obu omawianych tu rozwiązań. Musi ona posiadać kilka kluczowych elementów, jeśli ma być ekonomicznie wykonalna i przyjazna środowisku. Po pierwsze, musi powiązać zapewnienie dochodu z pracą w sektorze usług publicznych w formie stałej płacy godzinowej. Po drugie, musi zapewniać bezwarunkowe wsparcie dochodowe dla młodych, osób w podeszłym wieku oraz osób niepełnosprawnych. Po trzecie, musi być ostrożnie dostosowana do biofizycznych warunków naturalnych i wspierać ochronę, rekultywację i odbudowę środowiska[17].

Taka propozycja jest pożądana, ponieważ brak aktywności, szczególnie z powodu niedobrowolnego bezrobocia, ma daleko idące skutki wykraczające poza wymiar utraty dochodu (Sen 2002). Dlatego koncentracja BDP na zapewnieniu samego dochodu nie stanowi koniecznego remedium. Natomiast troska POI o stabilność waluty nie powinna mieć pierwszeństwa przed celem tworzenia „dobrych” miejsc pracy. Ponieważ gwarancje zatrudnienia i dochodu dzielą wiele wspólnych celów, zrównoważona łączona propozycja stanowi obiecującą alternatywę zapewniającą niezbędny poziom życia wszystkim.

Projektując taką propozycję, możemy skorzystać z wielu istniejących źródeł inspiracji. Na przykład dochód partycypacyjny Atkinsona (1995) czy minimum obywatelskie White’a (2003) oferują pewne możliwości połączenia POI i BDP[18]. Propozycje te podkreślają potrzebę znacznie szerszej definicji pracy, wspierania integracji społecznej, wzmocnienia kapitału ludzkiego i poprawiania ogólnej „sytuacji socjoekonomicznej” (Clark 2003; Fitzpatrick 2003). Dyskusja Minsky’ego o „drodze do partycypacji” również dostarcza pewnych składników takiej łączonej polityki. Dla niego droga taka oznacza tworzenie stałych programów, których głównym celem jest zapewnienie „usług publicznych, usprawnień środowiska (…) podobnie jak tworzenie i poprawa zasobów ludzkich” (Minsky 2008 [1986], 347).

Niniejszy artykuł wyjaśnił imperatywy ekonomiczne, które czynią niezbędnym powiązanie godzinowego dochodu z godziną pracy publicznej. Niemniej jednak przymus ten wciąż będzie niepokoił zwolenników BDP, wyzwaniem zatem pozostaje zaprojektowanie propozycji, która wzmocni jednostkową wolność, pozwalając im na określanie ich własnych zajęć. Jedną z możliwości jest pozwolenie jednostkom na wybór, a nawet określenie rodzaju aktywności, którą chcą wykonywać. Chociaż uczestnictwo we wspólnocie jest obowiązkowe, rodzaj wykonywanej pracy nie.

Aby zobaczyć jak można to osiągnąć, spójrzmy na program gwarancji zatrudnienia wprowadzony niedawno w Argentynie[19]. Chociaż program jest dostępny jedynie dla bezrobotnych głów rodziny, daje wyobrażenie o możliwym kształcie takiego połączonego programu. Argentyński program (zwykle nazywany Jefes) miał na celu zaradzenie masowej biedzie, bezrobociu i migracjom, które wynikły z kryzysu lat 2001-2002.

Po podjęciu decyzji o sfinansowaniu gwarancji zatrudnienia rząd federalny podał jedynie ogólne wytyczne dotyczące administrowania programem. Rzeczywiste zarządzanie i administracja były realizowane na poziomie lokalnym. Władze miejskie oceniały ogólne potrzeby swoich wspólnot i ich dostępne zasoby. Następnie zapytały o propozycję konkretnych projektów, które dostarczą najbardziej potrzebnych dóbr i usług w ich społecznościach.

Jefes był planem, który w rzeczywistości zaczął się jako forma dochodu podstawowego. Po zarejestrowaniu wszystkich bezrobotnych głów rodzin natychmiast zaczęły one otrzymywać dochód. W okresie przejściowym wiele z nich nie pracowało, ponieważ zaprojektowanie, potwierdzenie i wprowadzenie w życie proponowanych rozwiązań zajęło trochę czasu. Jednak program został stworzony i zaczął działać w ciągu czterech miesięcy, a wkrótce jego beneficjenci zaczęli podejmować pracę w nowo stworzonych miejscach pracy w sektorze publicznym.

Większość aktywności było zaprojektowanych i zaproponowanych przez organizacje pozarządowe, lokalne organizacje samorządowe, ruchy pracownicze i samych bezrobotnych. Jednak miały one wsparcie instytucjonalne, które pozwoliło im na zaangażowanie w takie aktywności, w które chciały. Ponieważ żywienie było głównym priorytetem w biedniejszych społecznościach, wiele tego typu projektów zawierało kuchnie społeczne, piekarnie czy cukiernie. Inne projekty dotyczyły przekształcenia wcześniej jałowych działek w ziemię orną, na której beneficjenci zakładali swoje własne kooperatywy rolnicze. Jeszcze inni skupiali się wyłącznie na sprzątaniu wysypisk śmieci i recyklingu. W niektórych z najbiedniejszych obszarów mieszkańcy zorganizowali się i podjęli się przetworzenia kartonów i plastiku z największego wysypiska śmieci w Buenos Aires. Niektóre z projektów wykorzystywały odzyskany plastik do tworzenia zabawek i bożonarodzeniowych ozdób świątecznych, inne zbierały i naprawiały stare książki i poszarpane ubrania z bogatszych dzielnic, by je dystrybuować w nowo zbudowanych centrach społecznych w najbiedniejszych dzielnicach.

Oficjalne badania uczestników programu wskazują, że posiadanie dochodu nie jest jedną z najważniejszych powodów satysfakcji z planu Jefes. Beneficjenci cieszą się z bycia w programie, ponieważ mają możliwość „zrobienia czegoś”, pracy w „dobrym otoczeniu”, „pomocy dla społeczności” i „nauki” (Wykres 1).

Źródło: Ministerstwo Pracy, Zatrudnienia i Zabezpieczenia Społecznego, Argentyna

Innymi słowy, możliwe jest zaprojektowanie programu, który zapewni dochód wszystkim, ale będzie wymagał od osób pełnosprawnych uczestnictwa w pracach na rzecz społeczności. Taki program może być skonstruowany w taki sposób, ażeby dawać ludziom niemałą wolność (poddaną pewnym ogólnym wytycznym) określenia rodzaju pracy dla wspólnoty, którą chcieliby wykonywać. Takie aktywności mogą zawierać nie tylko pomaganie społeczności, ale również angażowanie w indywidualne pasje artystyczne. Mogą być one również motywowane troską o środowisko.

Łącząc dochód partycypacyjny z gwarancją zatrudnienia, projektujemy politykę, która oferuje środek instytucjonalny do osiągnięcia innych pożądanych celów społecznych. Czy celem jest sprzątanie zanieczyszczeń, ponowne zalesianie lub recykling, czy skierowane mają być na pomoc młodym rodzicom w planowaniu rodziny lub zajmowanie się kwestiami przemocy domowej, wykorzystywania seksualnego małżonków czy dzieci, czy choćby porzucania szkół średnich przez chłopców, miejsca pracy w sektorze publicznym mogą dbać o rozwiązywanie takich problemów. Argentyna dostarczyła w istocie wielu przykładowych projektów w sektorze publicznym, które radzą sobie z wszystkimi wyżej wymienionymi problemami. Kiedy ustanowiona jest rama instytucjonalna dla pracy wspólnotowej, może być skierowana do zajmowania się również innymi problemami społecznymi.

Wreszcie, połączona polityka będzie się cieszyć długotrwałym powodzeniem, jeśli będzie motywowana świadomością, że wartościową pracą jest nie tylko taka, która jest dochodowa, ale również taka, która jest społecznie użyteczna i zrównoważona środowiskowo. Innymi słowy, aktywności w tym programie będą nakierowane na adekwatne dostarczanie społecznych środków utrzymania, a nie dochodowość. „Produkcja dla użytku” w sektorze publicznym nie będzie konkurowała z „produkcją dla zysku” na rynku prywatnym. Rządowe miejsca pracy zapewnią usługi, które znajdują się obecnie poza kompetencjami przedsiębiorstw nastawionych na zysk, np. usuwanie zanieczyszczeń, opiekę nad dziećmi i osobami starszymi, schroniska dla bezdomnych, kuchnie społeczne i inne.

  1. Wnioski

Dychotomia między programami, które obierają za cel „tylko dochód” lub „tylko zatrudnienie” nie jest już konstruktywna. Skuteczna siatka zabezpieczenia musi zapewniać zarówno gwarantowane źródło dochodu oraz gwarantowane źródło możliwości pracy przy sensownych, poprawiających życie aktywnościach. Jednak w pieniężnej gospodarce produkcyjnej istotne jest powiązanie dostarczania dochodu z uczestnictwem w społeczności dla wszystkich, którzy mogą wnosić swój wkład. W ten sposób tworzenie ekonomicznie realnej polityki, która stabilizuje poziom cen i cykl koniunkturalny, jednocześnie wzmacniając znaczenie pracy i wolności jednostkowej, poprawia sytuację socjoekonomiczną.

To, czy powszechne gwarancje będą miały szansę, zależy w znacznej mierze od woli politycznej i dominującej ideologii, ale pierwszym krokiem jest uzyskanie pełnego uznania makroekonomicznych konsekwencji i aspektów instytucjonalnych. Wówczas musimy konstruktywnie przejść do projektowania ekonomicznie wykonalnych i przyjaznych środowisku powszechnych gwarancji w interesie publicznym.

Wykaz literatury

Anderson, Elizabeth 2001. „Optional Freedoms”. W What’s Wrong with a Free Lunch?, red. Joshua Cohen i Joel Rogers. Boston, MA: Beacon Press.

Aronowitz, Stanley i William DiFazio. 1994. The Jobless Future. Minneapolis, MN: University of Minnesota Press.

Aronowitz, Stanley i Jonathan Cutler. 1998. Post-Work. London: Routledge.

Atkinson, Anthony B. 1995. Public Economics in Action: The Basic Income/Flat Tax Proposal. Oxford, UK: Oxford University Press.

Baetz, Reuben C. 1972. „The Nuffield Canadian Seminar and After: A Personal View” W Guaranteed Annual Income: An Integrated Approach. Ottawa, Canada: The Canadian Council on Social Development.

Bell, Stephanie. 2000. „Do Taxes and Bonds Finance Government Spending?” Journal of Economic Issues 34(3): 603–620.

Boyte, Harry C. i Nancy Kari. 1996. Building America: The Democratic Promise of Public Work. Philadelphia, PA: Temple University Press.

Clark, Charles M. A. 2003. „Promoting Economic Equity: The Basic Income Approach”. W Institutional Analysis and Economic Policy, red. Marc R. Tool and Paul D. Bush. Boston, MA: Kluwer Academic Publishers.

Clark, Charles M. A. 2004. „Ending Poverty in America: The First Step”. USBIG Discussion Paper Nr 80.

Cohen, Joshua Joel Rogers. 2001. What’s Wrong with a Free Lunch? Boston, MA: Beacon Press.

Department of Transportation. 2007. „Conditions of U.S. Highway Bridges: 1990–2007”. August 14. http://www.bts.gov/current_topics/2007_08_02_bridge_data/html/bridges_us.html.

Fitzpatrick, Tony. 2003. After the New Social Democracy. Manchester, UK: Manchester University Press.

Forstater, Mathew. 2004. „Green Jobs: Addressing the Critical Issues Surrounding the Environment, Workplace, and Employment”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 1(1): 53–61.

Forstater, Mathew Warren Mosler. 1999. „General Framework for the Analysis of Currencies and Commodities”. W Full Employment and Price Stability in a Global Economy, red. Paul Davidson and Jan Kregel. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Galston, William A. 2001. „What About Reciprocity?” W What’s Wrong with a Free Lunch?, red. Joshua Cohen i Joel Rogers. Boston, MA: Beacon Press.

Goodstein, Eban i Bob Doppelt. 2006. „Abrupt Climate Change and the Economy: A Survey with Application to Oregon”. Report on Climate Change by the Climate Leadership Initiative, University of Oregon. http://www.lclark.edu/~eban/CEPSpr06.pdf.

Harvey, Philip. 1989. Securing the Right to Employment: Social Welfare Policy and the Unemployed in the United States. Princeton, NJ: Princeton University Press.

Harvey, Philip. 2003. „The Right to Work and Basic Income Guarantees: A Comparative Assessment”. USBIG Discussion Paper Nr 57.

Harvey, Philip. 2006. „The Relative Cost of a Universal Income and a Negative Income Tax”. An International Journal of Basic Income Research 1(2): 1–24.

Hudson, Michael. 2003. „The Creditary/Monetary Debate in Historical Perspective”. W The State, the Market, and the Euro, Stephanie Bell i Edward Nell. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Innes, Alfred M. 2004 [1914]. The Credit Theory of Money. W Credit and State Theories of Money, red. L. Randall Wray. Cheltenham: Edward Elgar.

Keynes, John M. 2011 [1936]. Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Knapp, Georg F. 1973 [1924]. The State Theory of Money. Clifton, NY: Augustus M. Kelley.

Lerner, Abba P. 1943. „Functional Finance and the Federal Debt”. Social Research 10(1): 38–57.

Lerner, Abba P. 1947. „Money as a Creature of the State”. The American Economic Review 37(2): 312–317.

Lord, Clive 2003. A Citizens’ Income: A Foundation for a Sustainable World. Oxfordshire, UK: Jon Carpenter Publishing.

Meade, James E. 1989. Agathotopia: The Economics of Partnership. Aberdeen, Scotland: Aberdeen University Press.

Minsky, Hyman. 2008 [1986]. Stabilizing and Unstable Economy. Europe, United States: McGraw Hill Education.

Mitchell, Susanna. 2002. „Turkey—Another Disaster in the Making”. Jubilee Research Analysis 3 (October).

Mitchell, William F. 1998. „The Buffer Stock Employment Model”. Journal of Economic Issues 32(2): 547–555.

Mitchell, William F. i Martin J. Watts. 2004. „A Comparison of the Macroeconomic Consequences of Basic Income and Job Guarantee Schemes”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy 2(1): 1–24.

Mitchell, William F. i L. Randall Wray. 2005. „In Defense of Employer of Last Resort: A Response to Malcolm Sawyer”. Journal of Economic Issues 39(1): 235–245.

Mosler, Warren B. 1997–98. „Full Employment and Price Stability”. Journal of Post Keynesian Economics 20(2): 167–182.

Murray, Michael. 1997. …And Economic Justice for All: Welfare Reform for the 21st Century. Armonk, NY: M.E. Sharpe. OASDI. 2005. Trustee Report.  http://www.ssa.gov/OACT/TR/TR05/II_cyoper.html.

Sawyer, Malcolm. 2003. „Employer of Last Resort: Could it Deliver Full Employment and Price Stability?” Journal of Economic Issues 37(4): 881–908.

Sen, Amartya. 2002. Rozwój i wolność, Warszawa: Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Smith, Adam. 2007 [1776]. Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, Tom 1 i 2, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Tcherneva, Pavlina R. 2006a. „Universal Assurances in the Public Interest: Evaluating the Economic Viability of Basic Income and Job Guarantees”. International Journal of Environment, Workplace, and Employment 2(1): 69–88.

Tcherneva, Pavlina R. 2006b. „Chartalism and the Tax-Driven Approach to Mone”. W Handbook of Alternative Monetary Economics, Philip Arestis i Malcolm Sawyer . Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randalll Wray. 2005a. „Common Goals—Different Solutions: Can Basic Income and Job Guarantees Deliver Their Own Promises”. Rutgers Journal of Law and Urban Policy 2(1): 125–163.

Tcherneva, Pavlina R. i L. Randalll Wray. 2005b. “Employer of Last Resort: A Case Study of Argentina’s Jefes Program.” C-FEPS Working Paper No 41. Kansas City, MO: Center for Full Employment and Price Stability.

Van Parijs, Philippe. 1992. Arguing for Basic Income. New York: Verso.

Van Parijs, Philippe. 1995. Real Freedom for All. Oxford, UK: Oxford University Press.

Van Parijs, Philippe. 2004. „Basic Income: A Simple and Powerful Idea for the Twenty-first Century”. Politics and Society 32(1): 7–39.

Vanden Heuvel, Katrina. 2005. “It’s Time for a New ‘New Deal’”. The Nation August 9.  http://www.thenation.com/blogs/edcut?bid=7&pid=20690.

White, Stuart. 2003. The Civic Minimum. Oxford, UK: Oxford University Press.

Widerquist, Karl. 2004. „Freedom as the Power to Say No”. USBIG Discussion Paper Nr 88.

Wray, L. Randall. 1998. Understanding Modern Money: The Key to Full Employment and Price Stability. Cheltenham, UK: Edward Elgar.

Wray, L. Randall. 2003. “Functional Finance and U.S. Government Budget Surpluses.” in E. Nell and M. Forstater (eds.) Reinventing Functional Finance. Cheltenham, UK: Edward Elgar.


Pavlina R. Tcherneva – profesor ekonomii, dyrektorka Wydziału Ekonomii na Bard College. Jest również współpracowniczką naukową Instytutu Ekonomicznego Levy’ego (Levy Economics Institute) oraz Centrum Pełnego Zatrudnienia i Stabilności Cen (Center for Full Employment and Price Stability). Specjalizuje się w tematyce teorii pieniężnej, polityki fiskalnej i stabilizacji makroekonomicznej. Publikowała m.in. w Journal of Post Keynesian Economics, International Journal of Political Economy i Review of Social Economy. Współredagowała (wraz z M. Forstaterem) książkę pt. Full Employment and Price Stability: The Macroeconomic Vision of William S. Vickrey (2004, Northampton, MA: Edward Elgar).

 

DANE ADRESOWE:

Bard College

Economics Department

30 Campus Road

Annandale-On-Hudson, NY 12504

EMAIL: tchernev@bard.edu

 

CYTOWANIE:  Tcherneva, Pavlina R. 2017. „Jakie są względne zalety makroekonomiczne

i wpływ na środowisko płynące z bezpośredniego tworzenia miejsc pracy oraz dochodu

podstawowego”. Tłum. Maciej Szlinder. Praktyka Teoretyczna 2(24).

 

DOI: 10.14746/prt.2017.2.5

 

AUTHOR: Pavlina R. Tcherneva

TITLE: What Are the Relative Macroeconomic Merits and Environmental Impacts of Direct Job Creation and Basic Income Guarantees?

ABSTRACT: There is a body of literature that favors universal and unconditional public assurance policies over those that are targeted and means-tested. Two such proposals—the basic income proposal and job guarantees—are discussed here. The paper evaluates the impact of each program on macroeconomic stability, arguing that direct job creation has inherent stabilization features that are lacking in the basic income proposal. A discussion of modern finance and labor market dynamics renders the latter proposal inherently inflationary, and potentially stagflationary. After studying the macroeconomic viability of each program, the paper elaborates on their environmental merits. It is argued that the “green” consequences of the basic income proposal are likely to emerge, not from its modus operandi, but from the tax schemes that have been advanced for its financing. By contrast, the job guarantee proposal can serve as an institutional vehicle for achieving various environmental goals by explicitly targeting environmental rehabilitation, conservation, and sustainability. Finally, in the hope of consensus building, the paper advances a joint policy proposal that is economically viable, environmentally friendly, and socially just.

 

KEYWORDS: Macroeconomic Stability, Inflation, Unemployment, the Environment, Employer of Last Resort, Basic Income Guarantee.

 

 

[1] Tekst jest tłumaczeniem artykułu: Tcherneva, Pavlina R. 2007. „What Are the Relative Macroeconomic Merits and Environmental Impacts of Direct Job Creation and Basic Income Guarantees?”. The Levy Economics Institute of Bard College, Working Paper No. 517. http://www.levyinstitute.org/pubs/wp_517.pdf (dostęp 30.07.2017).

[2]    Autorka używa tutaj określenia basic income guarantee, które w debacie amerykańskiej obejmuje swoim zakresem dość różne rozwiązania: od bezwarunkowego dochodu podstawowego, przez negatywny podatek dochodowy po minimalny dochód gwarantowany. Z uwagi jednak na to, że w artykule autorka wyraźnie zaznacza, że zajmuje ją wyłącznie świadczenie niezależne od rynku pracy, a tym samym dystansuje się m.in. od analizy negatywnego podatku dochodowego (patrz przypis 2), konsekwentnie tłumaczę termin basic income guarantee jako „bezwarunkowy dochód podstawowy” (BDP) [przyp. tłum.].

[3]    Gwarancja podstawowego dochodu (basic income guarantee) przyjmuje wiele odmian. Nie będziemy tutaj dyskutować np. częściowego dochodu podstawowego ani negatywnego podatku dochodowego (NPD), ponieważ odpowiednio albo nie zapewniają minimalnego poziomu życia, albo są zależne od uczestnictwa w rynku pracy. Natomiast pełen dochód podstawowy to taki, który jest ustalony na poziomie minimum socjalnego (Van Parijs 1992) albo oficjalnej granicy ubóstwa (Clark 2004), chociaż dla Van Parijsa maksymalizacja indywidualnych możliwości i wolności wymaga, by był on ustalony na najwyższym możliwym do utrzymania poziomie (Van Parijs 1992; 1995; 2004).

[4]    Co do celów i konstrukcji tych programów panuje powszechna zgoda (np. Harvey 1989; Wray 1998; Mitchell 1998). Chociaż historia jest pełna programów bezpośredniego tworzenia miejsc pracy, zwykle są one ograniczone w czasie i uczestnictwo w nich podlega represyjnym kryteriom dochodowym. Tym dwóm elementom zwolennicy i zwolenniczki gwarancji zatrudnienia zdecydowanie się sprzeciwiają.

[5]    Zob. dla przykładu debaty między Clarkiem (2003) a Harveyem (2003).

[6]    Praca ta jest w większości związana z podejściem nowoczesnej teorii pieniądza, znanej również jako czartalizm, neoczartalizm, pieniądz wytwarzany przez podatki [tax-driven money] lub pieniądz jako wytwór państwa. Podejście to jest najbliżej powiązane z pismami George’a F. Knappa ([1924] 1973) i Abby P. Lernera (1947), jednak znajduje potwierdzenie w szerszej literaturze ekonomicznej od Adama Smitha po J.M. Keynesa (szczegółowy przegląd czartalizmu, zob.  Tcherneva 2006b).

[7]    Udowodniono również, że obligacje nie „finansują” także wydatków budżetowych. Sprzedaż obligacji utrzymuje założoną stopę procentową poprzez drenowanie nadmiernych rezerw pieniądza wielkiej mocy (PWM) [high-powered money, HPM], które zostały stworzone przez wydatki publiczne (Wray 1998; Mosler 1997–98; Bell 2000).

[8]    Wray (2003) zauważa: „Gdyby państwo po prostu wręczałoby PWM na żądanie, jego wartość byłaby bliska zeru, ponieważ każda osoba mogłaby spełnić swoje zobowiązania podatkowe prosząc po prostu o PWM”.

[9]    Mitchell i Watts (2004) również uznają, że stagflacja najprawdopodobniej wyniknie z oczekiwanej redystrybucji dochodu i zmniejszenia zachęt do inwestowania, które są skutkami BDP.

[10]  Zob. także Abba Lerner (1947), którego propozycja „funkcjonalnych finansów” utrzymywała, że polityka powinna być kierowana nie przestarzałym pojęciem „zdrowych finansów”, ale ich wpływem na aktywność gospodarczą.

[11]  Pracodawca Ostatniej Instancji (POI) to termin zaproponowany przez Minsky’ego, którego używam w tym artykule, ujmując ogólnie bezpośrednie gwarancje zatrudnienia.

[12]  W rzeczywistości jeśli sektor nierządowy notuje nadwyżki, tj. gromadzi aktywa finansowe, to sektor rządowy (z definicji) będzie notował deficyt.

[13]  Istnieją pewne nieporozumienia w odniesieniu do funkcjonowania POI (Sawyer 2003). Warto zaznaczyć, że program ten eliminuje bezrobocie, oferując miejsca pracy wszystkim osobom chcącym pracować i zdolnym do pracy, a nie przez zwiększanie zagregowanego popytu. Chociaż wzrost tego popytu może wyniknąć z działania programu, to wcale tak być nie musi. Rząd może zlikwidować bezrobocie za pomocą POI, jednocześnie zmniejszając swoje wydatki na inne programy i podnosząc podatki. Takie działanie nie byłoby raczej pożądane, ale pokazuje, że POI może zlikwidować bezrobocie przy spadającym zagregowanym popycie. Dokonuje tego przez oferowanie miejsc pracy, a nie „pompowanie” gospodarki (szczegóły, zob. Mitchell i Wray 2005).

[14]  Chociaż nie ma tutaj konsensusu w odniesieniu do takiego efektu.

[15]  Artykuł pochodzi z 2007 roku. W 2008 roku dywidenda wyniosła 2 069 dolarów, a ponadto została zwiększona o specjalny dodatek w wysokości 1 200 dolarów, co dało w sumie 3 269 dolarów. Również w 2015 roku dywidenda przekroczyła wskazywana granicę wynosząc 2 079 dolarów.

[16]  Nawet ten wniosek jest dyskusyjny. Stały Fundusz Alaski inwestuje na przykład swoje przychody z ropy w portfel aktywów, z których wiele dotyczy branż, które nie są przyjazne dla środowiska. Dywidenda dla mieszkańców Alaski jest zatem powiązana z tym, jak zyskowne są te gałęzie przemysłu.

[17]  Wyjaśnienie tych warunków biofizycznych – zob. Forstater (2004).

[18]  Tacy autorzy jak Fitzpatrick (2003), Galston (2001) i Anderson (2001) wspierają pewną warunkowość, opowiadając się za koniecznością wymogu wzajemności ze strony osób otrzymujących dochód podstawowy.

[19]  Szczegóły instytucjonalne i skutki makroekonomiczne tego programu zostały szczegółowo przedyskutowane w: Tcherneva i Wray (2005b).