Vivek Chibber – Jak przemawia podporządkowany?

Vivek Chibber – Jak przemawia podporządkowany?

Teoria postkolonialna obniża nieprzemijającą  wartość oświeceniowego uniwersalizmu na swoją własną odpowiedzialność.

W ostatnich dekadach teoria postkolonialna w dużej mierze wyparła marksizm jako perspektywę dominującą wśród intelektualistów zaangażowanych w projekt krytycznego badania relacji między światem zachodnim i niezachodnim. Wywodząca się z nauk humanistycznych teoria postkolonialna stopniowo stawała się coraz bardziej wpływowa na gruncie historii, antropologii i nauk społecznych. Odrzucenie przez nią uniwersalizmów i metanarracji związanych z myślą oświeceniową wpisało się w szerszą zmianę w środowisku intelektualnej lewicy lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku.

Nowa książka Viveka Chibbera Postcolonial Theory and the Specter of Capital stanowi wielowymiarowe wyzwanie dla licznych fundamentalnych założeń teorii postkolonialnej. Koncentrując się w szczególności na odłamie teorii postkolonialnej znanym jako subaltern studies (studia nad podporządkowanymi), Chibber przedstawia mocne argumenty, dlaczego możemy – i musimy – konceptualizować świat niezachodni za pomocą tych samych narzędzi analitycznych, których używamy do zrozumienia rozwoju na Zachodzie. Proponuje konsekwentną obronę tych teoretycznych podejść, które kładą nacisk na uniwersalne kategorie takie jak kapitalizm czy klasa. Jego praca dostarcza argumentu na rzecz ciągłej aktualności marksizmu w obliczu niektórych jego najbardziej zaciekłych krytyk.

 

Wywiad z Chibberem pierwotnie ukazał się portalu na Jacobin. Został przeprowadzony przez Jonaha Bircha, absolwenta socjologii Uniwersytetu Nowojorskiego.

 

W centrum teorii postkolonialnej znajduje się przekonanie, że kategorie zachodnie nie mogą być aplikowane do społeczeństw postkolonialnych, takich jak Indie. Na jakiej podstawie się ono opiera?

Prawdopodobnie jest to najistotniejsza z tez wywodzących się ze studiów postkolonialnych i to ona sprawia, że zajmowanie się nimi jest tak ważne. W ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat nie pojawiła się żadna istotna tradycja myślowa związana z lewicą, która domagałaby się zanegowania etosu naukowego i odrzucenia kategorii wywodzących się z liberalnego i radykalnego oświecenia – takich jak kapitał, demokracja, liberalizm, racjonalność czy obiektywność. Istnieli filozofowie, którzy krytykowali te orientacje, ale rzadko osiągali znaczącą pozycję na lewicy. Teoretycy postkolonialni są pierwszymi, którym się to udało.

Teza ta wyrasta tak naprawdę z socjologicznego założenia: żeby kategorie ekonomii politycznej i oświecenia miały jakąkolwiek wartość, kapitalizm musi rozprzestrzeniać się na całym świecie. Określa się to mianem „uniwersalizacji kapitału”.

Argument brzmi następująco: uniwersalizujące kategorie związane z myślą oświeceniową są zasadne, o ile istnieje uniwersalizująca tendencja kapitału. Teoretycy postkolonialni negują przekonanie, jakoby kapitał rzeczywiście się zuniwersalizował – lub co ważniejsze, że kiedykolwiek mógłby się zuniwersalizować na skalę globalną. Ponieważ kapitał nie zuniwersalizował się i nie może tego zrobić, kategorie, które ludzie tacy jak Marks sformułowali w celu zrozumienia kapitalizmu, także nie podlegają uniwersalizacji.

Dla teorii postkolonialnej oznacza to, że te części globu, w których uniwersalizacja kapitału nie powiodła się, muszą wygenerować swoje własne lokalne kategorie. I co ważniejsze, oznacza to, że teorie takie jak marksizm, które próbują wykorzystać kategorie ekonomii politycznej, są nie tylko błędne, ale też europocentryczne, i nie tylko są europocentryczne, ale stanowią część kolonialnej i imperialnej ekspansji Zachodu. W tym sensie są uwikłane w imperializm. I to także jest to dość nowatorska teza na lewicy.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się skoncentrować na subaltern studies jako przedmiocie bardziej ogólnej krytyki teorii postkolonialnej?

Teoria postkolonialna to zbiór bardzo różnorodnych idei. Tak naprawdę wywodzi się ze studiów literackich i kulturowych, gdzie początkowo uzyskała znaczenie. Następnie rozprzestrzeniła się w studiach regionalnych, historii i antropologii. Było to możliwe na skutek wpływu kultury i teorii kultury lat osiemdziesiątych i późniejszych. Tak więc pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych dyscypliny takie jak historia, antropologia, studia bliskowschodnie, studia nad Azją Południową odznaczały się zdecydowanym zwrotem w kierunku tego, co teraz znamy jako teorię postkolonialną.

Chcąc skonfrontować się z tą teorią, napotykasz podstawowy problem: ponieważ jest tak różnorodna, ciężko wskazać na jej podstawowe założenia, a przede wszystkim ciężko zorientować się, co konkretnie wymaga w niej krytyki. Jej obrońcy z łatwością są w stanie obalić wszelkie krytyki, wskazując na te aspekty, które mogłabyś pominąć, i twierdząc, że skupiłaś na niewłaściwych. Z tego powodu musiałem odnaleźć podstawowe składniki tej teorii – jakiś nurt wewnątrz studiów postkolonialnych, który jest konsekwentny, spójny i wysoce wpływowy.

Chciałem także skoncentrować się na tych aspektach teorii, które skupione są wokół historii, rozwoju historycznego, struktur społecznych, a nie na krytyce literackiej. Subaltern studies pasują do wszystkich tych założeń: są ogromnie wpływowe w studiach regionalnych, wewnętrznie są dosyć spójne i koncentrują się na historii i strukturze społecznej. Jako nurt teorii zyskały duże znaczenie częściowo ze względu na swoją wewnętrzną spójność, a częściowo z uwagi na marksistowską przeszłość jego głównych orędowników oraz fakt, że wszyscy oni związani byli z Indiami bądź regionami Trzeciego Świata. Zapewniło im to legitymizację i uwiarygodnienie, zarówno jako krytykom marksizmu, jak i przedstawicielom nowego sposobu rozumienia Globalnego Południa. To właśnie dzięki pracy subalternistów przekonania dotyczące nieudanej uniwersalizacji kapitału i potrzebie tubylczych kategorii stały się respektowane.

Dlaczego zdaniem teoretyków subaltern studies tendencje uniwersalizujące kapitalizmu załamały się w postkolonialnym świecie? Co takiego jest w tych społeczeństwach, co utrudnia rozwój kapitalizmu?

Subaltern studies oferują dwie różne opowieści na temat tego, w jaki sposób i dlaczego uniwersalizujący pęd kapitału został zablokowany. Jedna pochodzi od Ranajita Guhy. Guha zlokalizował go w zdolności poszczególnych agentów – mianowicie burżuazji, klasy kapitalistów – do obalenia porządku feudalnego i skonstruowania koalicji klas, która obejmie nie tylko kapitalistów i kupców, ale także robotników i chłopów. Poprzez wypracowane wspólnie porozumienie kapitał ma za zadanie ustanowić nowy porządek polityczny, który będzie nie tylko prokapitalistyczny, jeśli chodzi o obronę praw własności kapitalistów, ale także liberalny, inkluzywny, oparty o konsensus.

Tak więc aby uniwersalizujący pęd kapitału zaistniał w rzeczywistości, mówi Guha, musi on wiązać się z wyłonieniem się klasy kapitalistycznej, która skonstruuje konsensualny, liberalny porządek. Ten porządek zastępuje ancient régime i jest uniwersalizujący w tym sensie, że wyraża interesy kapitalistów jako interesy uniwersalne. Kapitał, twierdzi Guha, osiąga zdolność przemawiania w imieniu całego społeczeństwa: jest nie tylko dominujący jako klasa, ale też hegemoniczny w tym sensie, że nie potrzebuje stosowania przymusu, aby zachować swoją władzę.

Guha umiejscawia uniwersalizujący pęd w konstrukcji wkluczającej kultury politycznej. Kluczowym punktem dla Guhy jest to, że burżuazja na Zachodzie była w stanie osiągnąć taki porządek, podczas gdy burżuazja na Wschodzie nie była do tego zdolna. Zamiast obalać feudalizm, stworzyła coś w rodzaju układu z klasami feudalnymi; zamiast stać się hegemoniczną siłą szerokiej, ponadklasowej/międzyklasowej koalicji, starała się w możliwie największym stopniu stłumić zaangażowanie chłopów i klasy robotniczej. Zamiast ustanowić konsensualny, włączający porządek polityczny, wprowadziła porządek wysoce niestabilny i dość autorytarny ład. Podtrzymywała rozdźwięk pomiędzy klasową kulturą podporządkowanych i elit.

Zdaniem Guhy, podczas gdy na Zachodzie burżuazja była w stanie przemawiać w imieniu wszystkich zróżnicowanych klas, na Wschodzie poległa na tym polu, stając się siłą dominującą, ale nie hegemoniczną. To z kolei czyni nowoczesność w obu częściach świata zasadniczo odmienną poprzez generowanie bardzo różnej dynamiki politycznej na Wschodzie i Zachodzie, a to jest oznaką, że uniwersalizujący pęd kapitału zakończył się niepowodzeniem.

Więc ich teza opiera się na twierdzeniu dotyczącym roli burżuazji na Zachodzie i niepowodzeniu jej odpowiednika w społeczeństwach postkolonialnych?

Dla Guhy zdecydowanie tak, a grupa subalternistów akceptuje te argumenty, w dużej mierze bez zastrzeżeń. Opisują oni sytuację – kondycję Wschodu – jako położenie, w którym burżuazja dominuje, ale nie ma hegemonii, podczas gdy na Zachodzie i dominuje, i posiada hegemonię.

Teraz problem polega na tym, jak powiedziałeś, że sednem tezy jest pewien opis osiągnięć zachodniej burżuazji. Teza ta, niestety, ma bardzo małą wartość historyczną. Był czas, w dziewiętnastym wieku, na początku dwudziestego wieku, nawet do lat pięćdziesiątych, kiedy wielu historyków akceptowało ten obraz wzrostu siły burżuazji na Zachodzie. Jednak w ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat został on w dużej mierze odrzucony, nawet wśród marksistów.

Zadziwiające jest to, że książka Guhy i jego artykuły zostały napisane tak, jakby nigdy nie dokonano krytyki tego podejścia. A jeszcze dziwniejsze jest to, że środowisko historyków – na które subaltern studies miały tak duży wpływ – nigdy nie zakwestionowało tej podbudowy projektu subaltern studies, pomimo że wszyscy zgadzali się, iż jest to jego podstawa. Burżuazja na Zachodzie nigdy nie dążyła do osiągnięcia celów, które Guha jej przypisuje: nigdy nie starała się stworzyć konsensualnej kultury politycznej, ani reprezentować interesów klasy robotniczej. W rzeczywistości przez stulecia, po tak zwanych rewolucjach burżuazyjnych, zaciekle walczyła przeciwko nim. Kiedy te wolności zostały ostatecznie osiągnięte, to stało się to dzięki bardzo intensywnym walkom wywłaszczonych, prowadzonym przeciwko bohaterom narracji Guhy, burżuazji. Ironia polega więc na tym, że Guha naprawdę opiera się na niewiarogodnie naiwnym, wręcz ideologicznym wyobrażeniu zachodniego doświadczenia. Nie dostrzega, że kapitaliści zawsze i wszędzie byli wrogo nastawieni do rozszerzania praw politycznych ludzi pracujących.

OK, mamy więc jedną tezę dotyczącą radykalnej specyfiki kolonialnych i postkolonialnych światów. Ale powiedziałeś wcześniej, że jest jeszcze jedna?

Tak, drugi argument pochodzi przede wszystkim z pracy Dipesha Chakrabarty’ego. Jego wątpliwości dotyczące uniwersalizacji kapitału są zupełnie odmienne od tych Guhy. Guha umiejscawia uniwersalizującą tendencję kapitału w konkretnym podmiocie: burżuazji. Chakrabarty lokalizuje ją w zdolności kapitalizmu do przekształcania wszystkich stosunków społecznych w każdym miejscu, w którym się zagnieździ. I konkluduje, że próba ta kończy się porażką ze względu różne praktyki kulturowe, społeczne i polityczne na Wschodzie, które nie przystają do modelu tego, jak powinna wyglądać kapitalistyczna kultura i system polityczny.

Tak więc w jego przekonaniu test dla udanej uniwersalizacji kapitału polega na zanurzeniu w logice kapitału wszystkich praktyk społecznych. Nigdy nie określa jasno, czym jest logika kapitału, ale istnieje kilka szerokich parametrów, które ma na myśli.

To wydaje się dość wysoko postawioną poprzeczką.

Tak, to jest kluczowe, ta poprzeczka jest nieosiągalna. Jeśli odkryjesz, że w Indiach do praktyk małżeńskich wciąż wykorzystuje się starożytne rytuały, że w Afryce ludzie często modlą się w czasie pracy – te rodzaje praktyk świadczyć mają o niepowodzeniu uniwersalizacji kapitału.

W książce stwierdzam, że jest to rodzaj dziwactwa: wszystkie wymogi uniwersalizacji kapitału sprowadzają się do tego, aby logika ekonomiczna kapitalizmu została wszczepiona w różnych częściach świata i aby mogła z powodzeniem być odtwarzana w czasie. Będzie to oczywiście powodować pewien stopień zmian kulturowych i politycznych. Nie wymaga to jednak, aby wszystkie czy nawet większość praktyk kulturowych regionu uległa przekształceniu wzdłuż pewnych możliwych do zidentyfikowania linii kapitalizmu.

To jest ten teoretyczny argument, który podnosisz w książce: dlaczego uniwersalizacja kapitalizmu nie wymaga usunięcia całej różnorodności społecznej.

Racja. Typowym manewrem teoretyków postkolonialnych jest mówienie czegoś takiego: marksizm opiera się na abstrakcyjnych, uniwersalizujących kategoriach. Jednak aby te kategorie miały siłę przebicia, rzeczywistość powinna wyglądać dokładnie tak samo jak abstrakcyjne opisy kapitału, pracowników, państwa itp. Ale, mówią teoretycy postkolonialni, rzeczywistość jest znacznie bardziej zróżnicowana. Pracownicy noszą takie kolorowe ubrania; odmawiają modlitwy podczas pracy; kapitaliści konsultują się z astrologami – nie wygląda to tak, jak opisuje to Marks w Kapitale. A zatem musi to oznaczać, że kategorie kapitału w rzeczywistości nie mają tu zastosowania. Teza kończy się tym, że wszelkie odstawanie konkretnej rzeczywistości od abstrakcyjnych opisów teorii stanowi problem dla teorii. Ale to głupota niedająca się opisać słowami: oznacza to, że nie możesz posługiwać się teorią. Dlaczego powinno mieć znaczenie to, że kapitaliści konsultują się z astrologami tak długo, jak długo są napędzani do osiągnięcia zysków? Podobnie nie będzie miało znaczenia, czy robotnicy modlą się w sklepie, dopóki będą pracować. To wszystko, czego wymaga teoria. Nie mówi ona, że różnice kulturowe znikną; mówi, że różnice te nie mają znaczenia dla rozprzestrzeniania się kapitalizmu, dopóki agenci są posłuszni przymusowi, który kapitalistyczne struktury na nich nakładają. Włożyłem sporo wysiłku, żeby wyjaśnić to w książce.

Wiele postulatów teorii postkolonialnej odzwierciedla powszechne pragnienie uniknięcia europocentryzmu i zrozumienia znaczenia specyficznych dla danego miejsca kategorii kulturowych, form, tożsamości: to pojmowanie ludzi takimi, jakimi byli bądź są, nie tylko jako abstrakcji. Zastanawiam się jednak, czy istnieje też niebezpieczeństwo związane ze sposobem, w jaki [postulaty te] każą rozumieć kulturową specyfikę społeczeństw niezachodnich i czy to nie jest forma kulturowego esencjalizmu.

Jak najbardziej, istnieje takie niebezpieczeństwo. I to nie tylko niebezpieczeństwo; to coś, czego subaltern studies i teoria postkolonialna stale padają ofiarą. Najczęściej można to dostrzec w ich argumentach dotyczących sprawczości społecznej i oporu. Jest zupełnie w porządku twierdzić, że ludzie czerpią z kultury i praktyk lokalnych, kiedy stawiają opór kapitalizmowi lub różnym funkcjonariuszom kapitału. Ale czym innym jest twierdzenie, że nie istnieją uniwersalne aspiracje albo uniwersalne interesy, które mogłyby połączyć ludzi.

Jedną z rzeczy, które pokazuję w mojej książce, jest to, że kiedy historycy związani z subaltern studies wykonują empiryczną pracą dotyczącą chłopskiego oporu, widać wyraźnie, że chłopi (w Indiach), angażując się w działania zbiorowe, mają mniej więcej te same aspiracje i te same motywacje, co zachodni chłopi. To, co oddziela je od Zachodu, to formy kulturowe, w których te aspiracje są wyrażane, ale same aspiracje wydają się dość zgodne.

A kiedy się nad tym zastanowisz, czy to naprawdę dziwaczne stwierdzenie, że indyjscy chłopi chcą bronić swojego dobrostanu? Że nie lubią być pomiatani? Że chcą być w stanie zaspokoić pewne podstawowe potrzeby żywieniowe? Że kiedy przekazują czynsz posiadaczom ziemskim, starają się zachować tyle, ile mogą dla siebie, ponieważ nie chcą oddawać plonów? Przez cały dziewiętnasty i dwudziesty wiek tego właśnie dotyczyły walki chłopskie.

Kiedy subalterniści stawiają ten olbrzymi mur, oddzielający Wschód od Zachodu, gdy upierają się, że zachodni agenci nie są kształtowani przez te same obawy, co agenci wschodni, to aprobują ten rodzaj esencjalizmu, przy pomocy którego władze kolonialne usprawiedliwiały grabieże w dziewiętnastym wieku. To ten sam rodzaj esencjalizmu, który amerykańscy apologeci wojska wykorzystywali podczas bombardowania Wietnamu albo podczas napaści na Bliski Wschód. Nikt na lewicy nie może przejść do porządku dziennego nad tego rodzaju tezami.

Czy ktoś nie mógłby odpowiedzieć, że Ty, przypisując wspólną racjonalność aktorom w bardzo różnych kontekstach, też promujesz pewną formę esencjalizmu?

Cóż, nie jest to esencjalizm, ale wspieram pogląd, że istnieją pewne wspólne interesy i potrzeby, które ludzie mają w różnych kulturach. Są pewne aspekty naszej ludzkiej natury, które nie są konstruowane kulturowo: kształtowane są przez kulturę, ale nie są przez nią stworzone. Moim zdaniem, nawet jeśli istniałyby ogromne różnice kulturowe między ludźmi na Wschodzie i Zachodzie, istnieje również rdzeń problemów, które łączą ludzi, niezależnie od tego, czy rodzą się oni w Egipcie czy w Indiach, w Manchesterze czy w Nowym Jorku. Nie jest ich wiele, ale możemy wymienić co najmniej dwa lub trzy z nich: to troska o własny dobrostan fizyczny; prawdopodobnie istnieje troska o pewien stopień autonomii i samostanowienia; także zatroskanie o te praktyki, które bezpośrednio odnoszą się do twojego dobrobytu. To niewiele, ale byłbyś zdziwiony tym, jak bardzo przybliża to do wyjaśnienia naprawdę ważnych przemian historycznych.

Przez dwieście lat każdy, kto nazwał się postępowcem, reprezentował tego rodzaju uniwersalizm. Po prostu rozumiano, że powodem, dla którego pracownicy lub chłopi mogli się ze sobą łączyć ponad narodowymi podziałami, jest to, że podzielają oni pewne interesy materialne. Teraz jest to kwestionowane przez subaltern studies i jest dość niezwykłe, że tak wiele osób na lewicy na to przystało. Jeszcze bardziej niezwykły jest fakt, że nadal się to akceptuje, w sytuacji gdy w ciągu ostatnich piętnastu lub dwudziestu lat widzieliśmy globalne ruchy, przekraczające kultury i granice narodowe, występujące przeciwko neoliberalizmowi, przeciwko kapitalizmowi. Jednak w środowisku akademickim ośmielenie się mówić, że ludzie w różnych kulturach mają wspólne problemy, jest jakimś trafem uważane za eurocentryczne. To pokazuje, jak daleko kultura polityczna i intelektualna podupadła w ciągu ostatnich dwudziestu lat.

Skoro twierdzisz, że kapitalizm nie potrzebuje burżuazyjnego liberalizmu i że burżuazja nie odegrała historycznej, wiodącej roli w tej ludowej walce o demokrację na Zachodzie, to jak wytłumaczyć fakt, że dostaliśmy liberalizm i demokrację na Zachodzie i nie osiągnęliśmy tych rezultatów tym samym sposobem w wielu częściach postkolonialnego świata?

Świetne pytanie. Interesującą rzeczą jest to, że kiedy Guha napisał swój ważny esej, zawierający program subaltern studies, powiązał brak liberalizmu na Wschodzie z upadkiem tamtejszej burżuazji. Sugerował również, że istnieje inna historyczna możliwość, a mianowicie taka, że ruch niepodległościowy w Indiach i innych krajach kolonialnych mógł być prowadzony przez klasy ludowe, które mogły popchnąć sprawy w innym kierunku i być może stworzyć inny rodzaj porządku politycznego. Dochodzi do takiego wniosku, a następnie o nim zapomina i nie wraca do niego w żadnej ze swoich prac.

To jest droga, która mogłaby – gdyby ją podjął i gdyby traktował ją poważniej – doprowadzić go do lepszego zrozumienia tego, co stało się na Zachodzie, a nie tylko na Wschodzie. Faktem jest, że na Zachodzie konsensualny, demokratyczny, inkluzywny porządek, który ostatecznie powoli zaczął wyłaniać się w dziewiętnastym i na początku dwudziestego wieku, nie był darem ofiarowanym przez kapitalistów. W rzeczywistości był to rezultat bardzo długich, wspólnych walk prowadzonych przez robotników, rolników i chłopów. Innymi słowy, został wprowadzony za sprawą oddolnych walk.

Guha i subalterniści kompletnie to pomijają, bo upierają się, że powstanie liberalnego porządku było osiągnięciem kapitalistów. Ponieważ błędnie opisywali go na Zachodzie, błędnie zdiagnozowali jego niepowodzenie na Wschodzie. Na Wschodzie niewłaściwie przypisują to niepowodzenie niedoskonałości burżuazji.

Jeśli teraz chcesz dokładnego historycznego projektu badawczego wyjaśniającego słabość instytucji demokratycznych na Wschodzie i ich skłonność do autorytaryzmu, jego rozpoznania nie będą dotyczyć ograniczeń burżuazji, ale słabości ruchu robotniczego i organizacji chłopskich, a także partii reprezentujących interesy tych klas. Słabość tych sił politycznych w swego rodzaju dyscyplinowaniu klasy kapitalistycznej jest odpowiedzią na pytanie postawione przez subaltern studies. Pytanie to brzmi: ,,Dlaczego kultura polityczna jest tak różna na Globalnym Południu i Globalnej Północy?” Tu badacze powinni szukać odpowiedzi: w dynamice organizacji ludowej i partiach organizacji ludowej, a nie w jakimś domniemanym niepowodzeniu klasy kapitalistycznej, która na Wschodzie nie była bardziej oligarchiczna i autorytarna niż na Zachodzie.

Jesteś bardzo krytyczny względem teorii postkolonialnej. Czy nie dostrzegasz jednak czegoś uzasadnionego i wartościowego w jej oskarżeniach kierowanych w stronę postkolonialnego porządku?

Tak, tkwi w niej pewna wartość, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się dorobkowi Guhy. We wszystkich jego pracach, szczególnie w Dominance Without Hegemony, dostrzegam bardzo słuszną krytykę i ogólną pogardę względem mocodawców w krajach takich jak Indie. To wyjątkowo pozytywna alternatywa dla nacjonalistycznej historiografii, która obowiązywała przez dziesięciolecia w Indiach, gdzie przywódcy ruchu niepodległościowego byli postrzegani na wzór zbawicieli. Upór Guhy, że to przywództwo nie tylko nie było wybawieniem, ale że w rzeczywistości było odpowiedzialne za wiele defektów postkolonialnego porządku, zasługuje na pochwałę i aprobatę.

Problemu nie stanowi jego opis postkolonialnego ładu; problemem jest jego diagnoza dotycząca tego, skąd pochodzą te słabości i jak można je naprawić. Całkowicie popieram postawę Guhy wobec elity indyjskiej i jej popleczników. Problem polega na tym, że jego analiza przyczyn jest tak chybiona, iż staje się przeszkodą na drodze ku właściwej odpowiedzi i krytyce tego porządku.

A co z Parthą Chatterjee? Czy jego praca nie proponuje poważnej krytyki państwa postkolonialnego w Indiach?

Niektóre jej aspekty tak. Na czysto opisowym poziomie prace Chatterjeego dotyczące nacjonalizmu, podobnie jak te Guhy, wskazują na ograniczoność trosk nacjonalistycznego przywództwa, jego wierność interesom elit oraz podejrzliwość wobec ludowej mobilizacji. Wszystko to należy pochwalić.

Problemem po raz kolejny jest diagnoza. W przypadku Chatterjeego słabości indyjskiego ruchu narodowego przypisywane są jego przywództwu o określonym etosie, a jest to etos i orientacja, które towarzyszą modernizacji i modernizmowi. Tak więc dla Chatterjeego problem z Nehru polega na tym, że ten bardzo szybko zajął modernizacyjne stanowisko wobec ekonomii politycznej. Innymi słowy, kładł on duży nacisk na naukowe podejście do uprzemysłowienia, do racjonalnego planowania i organizacji – to jest właśnie, dla Chatterjeego, główną przyczyną zablokowania Indii w pozycji „nieprzerwanego podporządkowania” w globalnym ładzie.

Można się zgodzić, że Nehru reprezentował wąski zestaw interesów, ale lokalizowanie źródeł jego konserwatyzmu w przyjęciu stanowiska modernizacyjnego, naukowego światopoglądu, poważnie chybia celu, gdy idzie o ustalenie, na czym polegał jego problem. Jeśli problem z elitą postkolonialną polega na tym, że ta przyjęła naukowy i racjonalny światopogląd, powstaje pytanie: jak teoretycy postkolonialni planują wyjść z obecnych kryzysów – nie tylko ekonomicznych i politycznych, ale także ekologicznych – skoro twierdzą, że nauka, obiektywizm, dowody, obawy związane z rozwojem, powinny zostać porzucone?

Chatterjee nie znajduje drogi wyjścia. Moim zdaniem problem z przywództwem Nehru i Indyjskiego Kongresu Narodowego nie polegał na tym, że byli naukowi i modernizacyjni, ale że połączyli swój program z interesami indyjskich elit – indyjskiej klasy kapitalistycznej i indyjskiej klasy posiadaczy ziemskich – klasy właścicieli – oraz zrezygnowali ze swojego zaangażowania w ludową mobilizację i próbowali utrzymywać klasy ludowe pod bardzo ścisłą kontrolą.

Podejście Chatterjeego, choć nosi oznaki radykalnej krytyki, w istocie jest dość konserwatywne, lokalizuje bowiem naukę i racjonalność na Zachodzie, a tym samym opisuje Wschód w podobny sposób, jak czynili to kolonialni ideologowie. Jest także konserwatywne dlatego, że nie pozostawia żadnych narzędzi, dzięki którym moglibyśmy skonstruować bardziej humanitarny i bardziej racjonalny porządek, że bez względu na to, jaką drogę obierzesz – czy podejmiesz próbę wyjścia z kapitalizmu w kierunku socjalizmu, humanizowania kapitalizmu poprzez jakąś formę demokracji społecznej czy złagodzenia katastrofy ekologicznej poprzez nieco bardziej racjonalne wykorzystanie zasobów – wszystko to będzie wymagało rzeczy, które Chatterjee kwestionuje: nauki, racjonalności, pewnego rodzaju planowania. Sądzę, że lokalizowanie w nich źródeł marginalizacji Wschodu jest nie tylko błędne, ale również dość konserwatywne.

Ale czy nie ma nic wartościowego w krytyce, jaką teorie postkolonialne wysuwają wobec marksizmu oraz innych form zachodniej myśli zakorzenionych w oświeceniu, że są europocentryczne?

Cóż, musimy rozróżnić dwie formy europocentryzmu: jedna jest w pewien sposób neutralna i nieszkodliwa, i zakłada, że teoria jest europocentryczna, o ile jej podstawa dowodowa pochodzi głównie z badań nad Europą. W tym sensie oczywiście wszystkie zachodnie teorie, które znamy, aż do końca dziewiętnastego wieku w głównej mierze przytaczały dowody i dane z Europy, ponieważ badania, literatura antropologiczna i historyczna na Wschodzie, nie były dość rozwinięte. W tym sensie wszystkie one były europocentryczne.

Sądzę, że ten rodzaj europocentryzmu jest naturalny i chociaż niesie ze sobą wiele problemów, to tak naprawdę nie może zostać oskarżony. Najbardziej niebezpieczna forma europocentryzmu – ta, którą tropią teoretycy postkolonialni – występuje tam, gdzie wiedza oparta na konkretnych faktach dotyczących Zachodu jest projektowana na Wschód i może wprowadzać w błąd. Rzeczywiście, teoretycy postkolonialni oskarżyli teoretyków zachodnich, ponieważ ci nie tylko w niedozwolony sposób projektują na Wschód pojęcia i kategorie, które mogą nie mieć tam zastosowania; oprócz tego systematycznie ignorują dowody, które są dostępne i mogą wygenerować lepszą teorię.

Jeśli chodzi o europocentryzm drugiego rodzaju, istniały w historii myśli marksistowskiej elementy, które padły jego ofiarą. Jeśli jednak spojrzymy na rzeczywistą historię rozwoju teorii, takie przypadki były dość rzadkie.

Od początku dwudziestego wieku prawdziwe jest stwierdzenie, że marksizm jest jedyną teorią historycznych zmian wywodzącą się z Europy, która stale zmaga się ze specyfiką Wschodu. Jednym z najciekawszych faktów na temat subaltern studies i teorii postkolonialnej jest to, że to ignorują. Począwszy od rewolucji rosyjskiej z 1905 roku, poprzez rewolucję 1917 roku, rewolucję chińską, afrykańskie ruchy dekolonizacyjne, aż po ruchy partyzanckie w Ameryce Łacińskiej – wszystkie te społeczne wstrząsy generowały próby zdefiniowania specyfiki kapitalizmu w krajach poza Europą.

Można wymienić kilka konkretnych teorii wywodzących się z marksizmu, które nie tylko dotyczyły specyfiki Wschodu, ale wyraźnie odrzucały teleologię i determinizm, przez subaltern studies uważane za centralne dla marksizmu: teoria Trockiego o kombinowanym i nierównym rozwoju, teoria imperializmu Lenina, teoria artykulacji sposobów produkcji itd. Każda z tych teorii stanowiła potwierdzenie, że społeczeństwa rozwijające się nie wyglądają jak społeczeństwa europejskie.

Jeśli chcesz zapunktować, możesz przywoływać przykłady utrzymującego się tu i ówdzie europocentryzmu w marksizmie. Jeśli jednak spojrzeć na bilans, to ogólny wynik nie tylko jest całkiem pozytywny – w porównaniu z orientalizmem, wskrzeszonym przez subaltern studies, marksizm i oświeceniowa tradycja zdają się dostarczać bardziej naturalnych ram dla zrozumienia specyfiki Wschodu niż teoria postkolonialna.

Trwałą zasługą teorii postkolonialnej – z której w mojej opinii będzie znana, jeśli będzie pamiętana za pięćdziesiąt lat – będzie odrodzenie kulturowego esencjalizmu i jej działanie po stronie orientalizmu, a nie jako antidotum na niego.

Wszystko to rodzi pytanie: dlaczego teoria postkolonialna zyskała taki rozgłos w ostatnich kilku dekadach? Dlaczego udało jej się wyrugować te idee, których bronisz w swojej książce? Najwyraźniej teoria postkolonialna wypełniała przestrzeń zajmowaną przez różne formy marksistowskiej i inspirowanej marksizmem myśli, a w szczególności wpłynęła na znaczną część anglojęzycznej lewicy intelektualnej.

Moim zdaniem rozgłos ma wyłącznie społeczne i historyczne przyczyny; nie odzwierciedla wartości teorii i właśnie dlatego postanowiłem napisać tę książkę. Myślę, że teoria postkolonialna zyskała znaczenie z kilku powodów. Jednym z nich jest to, że po upadku ruchu robotniczego i kruszeniu się lewicy w latach siedemdziesiątych w świecie akademickim nie zaistniała żadna istotna teoria, która skupiałaby się na kapitalizmie, klasie robotniczej czy walce klasowej. Wiele osób na to wskazywało: w warunkach uniwersyteckich dość nierealistyczne jest wyobrażenie, że jakakolwiek krytyka kapitalizmu z perspektywy klasowej będzie miała wzięcie, z wyjątkiem okresów, w których ma miejsce ogromny niepokój i wstrząs społeczny.

Ciekawie brzmi więc pytanie, dlaczego w ogóle istnieje jakaś teoria nazywająca się radykalną, skoro nie jest klasycznie antykapitalistyczna. Myślę, że ma to związek z dwoma rzeczami: po pierwsze, ze zmianami na uniwersytetach ostatnich trzydziestu lat, w efekcie których uniwersytety nie są już wieżami z kości słoniowej, jakimi były kiedyś. Stały się instytucjami masowymi, zostały otwarte na grupy, które w przeszłości były trzymane na zewnątrz: mniejszości rasowe, kobiety, imigrantów z krajów rozwijających się. To wszystko ludzie, którzy doświadczają różnego rodzaju ucisku, ale niekoniecznie klasowej eksploatacji. Istnieje więc, od pewnego czasu, podstawa do istnienia tego, co możemy nazywać badaniami nad uciskiem (oppression studies), które są postacią radykalizmu – są one ważne i potrzebne. Nie tworzą ich jednak środowiska zainteresowane kwestiami walki klasowej, formowania się klas czy innymi rzeczami, o których mówili marksiści.

Uzupełnieniem tego były przeobrażenia inteligencji. Pokolenie ‘68 nie stało się głównym nurtem, ponieważ się zestarzało. Niektórzy chcieli dotrzymać moralnych i etycznych zobowiązań wobec radykalizmu. Jednak podobnie jak wszyscy inni zbyt daleko odeszli oni od klasowo zorientowanego radykalizmu. Istniały więc ruchy oddolne, stwarzające rodzaj zapotrzebowania na teorie skupiające się na ucisku, i ruchy odgórne, akademickie, oferujące teorie skoncentrowane na ucisku. Tym, co sprawiło, że się zbiegły, było nie tylko skupienie się na opresji, ale wycięcie z opowieści klasowego ucisku i klasowej eksploatacji. Teoria postkolonialna, jako że usuwa z własnych ram kapitalizm i klasę – ponieważ bagatelizuje dynamikę wyzysku – świetnie tu pasuje.

Jak postrzegasz perspektywy dla teorii postkolonialnej? Czy spodziewasz się, że w najbliższym czasie będzie ona gasnąć i wewnątrz akademii, i na lewicy?

Nie, nie spodziewam się tego. Nie sądzę, żeby teoria postkolonialna była zagrożona wyparciem przez inną teorię, przynajmniej w najbliższym czasie. Mody akademickie przychodzą i odchodzą, nie w związku ze słusznością konkretnych twierdzeń czy wartością propozycji, ale ze względu na ich relację z szerszym otoczeniem społecznym i politycznym. Ogólna dezorganizacja świata pracy i lewicy, która stwarzała warunki do powstawania teorii postkolonialnych, nadal ma miejsce. Co więcej, teoria postkolonialna ma co najmniej dwa pokolenia naukowców, którzy postawili na nią całą karierę; mają oni pół tuzina czasopism poświęconych temu zagadnieniu; jest też armia absolwentów studiów wyższych realizujących wywodzące się z niej projekty badawcze. Ich materialne interesy są bezpośrednio związane z sukcesem tej teorii.

Możesz krytykować wszystko, co tylko chcesz, ale dopóki nie powstanie ten rodzaj ruchów, który w pierwszych latach po I wojnie światowej, lub pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych, uczynił marksizm znaczącym, nie doczekasz się zmiany. W rzeczywistości to, co możesz zaobserwować, to dość szybka i złośliwa reakcja na wszelkie możliwe krytyki. Moje smutne, ale – jak sądzę – realistyczne prognozy są takie, że teoria postkolonialna będzie nam towarzyszyć jeszcze przez jakiś czas.

 

Przełożyła: Marta Wicha

 

Vivek Chibber jest profesorem socjologii na Uniwersytecie Nowojorskim. Jego ostatnia książka Postcolonial Theory and the Specter of Capital została wydana przez Verso.

Jonah Birch jest absolwentem socjologii Uniwersytetu w Nowym Jorku i redaktorem współpracującym z Jacobin

Bru Laín Escandell – Property, Government and Basic Income

Bru Laín Escandell – Property, Government and Basic Income

Interview with Bru Laín Escandell

Maciej Szlinder: You worked a lot on the topic of American republicanism, especially on the role of Jefferson. What is his most important contribution to the republican thinking?

Jefferson modernized the republican thought at the end of 18th century, although he kept a strong classical pastoralism ideal. He adapted the ancient republican thought to a new society living on (and creating) the new world. They were creating a new country, but also a new way of thinking. Jefferson concentrated on two main points: 1) the natural sovereign of individuals, and 2) the relation between the republican understanding of property with the idea of fiduciary government. He never considered property as something separated from the forms of government. When he was advocating for “republic of small republics” he meant the form of government consisting in the government of the Union, the 13 state republics, and the sovereign citizens at the bottom. Both these three elements were necessary to think about a real republic.

This structure of government was deeply influenced by his thinking on property that, for him, was not a natural right, but a civil one. “Stable ownership is the gift of social law, and is given late in the progress of society”, he stated in 1813. In other words, in the fiduciary relationship, the principal is the people in itself, the only natural proprietor of all the wealth. “We the people” are the fundamental words in the Declaration of Independence stating that idea. So that, it is only such a people the only one entitled to allocate national wealth and resources. The private owner, therefore, becomes just the agent, the usufructuary of the principal’s wealth. The yeoman, the small farmer who possesses the land is not an absolute proprietor of the land, he’s rather a tenant. In sum, according to Jefferson’s view on property, private property is an act of private appropriation of resources by means of a public fideicommissum shaped by a fiduciary relationship of the principal (the sovereign people who retains the right of alienation) and its agent (State or private owners, who just use it as usufruct).

What does it mean?

To usufruct means not to have the absolute dominium nor possession of a particular resource. It’s a right to use and get benefit from the land you’re working on. If you usufruct the land you’re not the last proprietor of it, since the land belongs to the whole society, the people. So that, private owner is nothing but a trustee of public or sovereign property. “Who plants a field” Jefferson defended in 1814, “keeps possession till he has gathered the produce, after which one has a right as another to occupy it […] Till then the property is in the body of the nation, and they or their chief as their trustee, must grant them to individuals”. This is the core idea of the fiduciary relationship on property. The important thing is that the same relation occurs in the government. The people is the sovereign, the principal. The representatives (first the King and after the senators and counsellors and public officers alike) are nothing but its agent, secretaries entrusted by the nation as a whole.In the US there are no Ministries, like in Spain, but Secretaries. The difference corresponds to a difference in the way of perceiving their role. For the Americans, their representatives just exercise some political function on behalf of the people and hence, subject to its trust. Put it in this way: why the French and the Americans republicans started their revolutions? Because both kings (French and English) betrayed the fiduciary relationship with the people. By nature, the principal always retains the right to take away its trust from its agent when it pleases. In 1792 Maximilien Robespierre clearly illustrated this point: “The source of all of our evils is the absolute independence of the representatives. They were nothing but the people’s agents, and they made themselves sovereigns, despots. For despotism is nothing else than the usurpation of the sovereign power.”

The conflict about taxes between the UK and American colonies was the very beginning of the revolution. Jefferson said that government imposing taxes without a voice in the government was nothing but a tyranny, an act of “despotism” or “usurpation of the sovereign power” in Robespierre’s terms. Those taxes were unacceptable, because they were not an effect of the voluntary decision of Americans, but something imposed by the king unilaterally. The right to decide about ourselves, taxes, the division of land etc. – belongs to the people. While English Parliament gave no voice to its colonies, the only authorized agent as the King. And, in doing so he betrayed the “English citizens” in the Americas.

What is the difference between Jeffersonian republicanism and the one of Robespierre?

For Robespierre the principal was everyone, all of the French population (including waged workers, women, child and slaves). For Jefferson, just white owners, yeoman, and small and independent farmers. Women and slaves were excluded alike. Democracy, in Robespierre’s mind, included the whole nation, while by Jefferson, it extinguished in the front door of the yeoman’s farm.

There were, of course, some crucial ideological differences. In the sense of social ontology all republicans are similar: they assume the existence of social classes, power relations, conflicts. The ideological difference, on the other hand, was to which extent does the democratic republican citizenry (the free or sui iuris individuals) must be extended, namely, which individuals must be free and therefore citizens, and which others must remain excluded from this republican civil society. Most of such ideological differences were due to different economic and political context. Initially, in the American colonies, there were no feudal relations, nor feudal property regime. So, no feudal lords were expected, and so, neither private dominiums. Unlike the Old world, Americans didn’t have this tradition and didn’t have this structure to overcome. They were creating a new world. That’s why the “liberation” of land was so important for Jefferson who defended the classical republican requirement of material independence by means of “40 acres and a mule”. Having a piece of land meant to be independent, meant to be a free citizen. And the only way to achieve independence was through private property of small pieces of land.

Was it different for the Jacobins?

Yes, that was not exactly the case in France. Jacobins didn’t stick only to the private property. They also claimed for the use the public, state tenure of land (the state decides how it would be divided) and common land as well. The communes before the French Revolution were very important and, in fact, they were the primary source of the jacqueries (the peasant revolts promoting the French revolution). Peasant were organised along common property, woods, land, animals, etc. They were dispossessed during 17502 by the Quesnay’s and Turgot’s phisiocratic reforms, a dispossession that continued during the first period of the French revolution by the Liberal policies passed by the new landlords of the Third Estate. The promise of the second (Jacobin) part of the French revolution was that these lands had to be returned to the commons to be used by peasantry.

So, while the American republican freedom was mainly based on the independent-private properties (the freehold), the French republican freedom was based on at least 3 different kinds of properties: small private property, public property (belonging to the state) and communal property. Americans would have never accepted the idea that the state possesses all the land. Seeing the European despotic kingdoms, for the Americans State represented the idea of imperium (the threat to the republican freedom from above public institutions). So, the government was always a second-best option; we need it not to live in chaos. Instead, for the French, the civil government was an achievement since they created it by replacing the feudal kingdom.

What about republicanism after those two revolutions? How it transformed in the face of industrial revolution?

Jefferson died in 1826 and he didn’t face the effects of the industrial revolution. The French already were witnessing the rise of the industrial world. In the US in the second part of the 19th century there was an important group called the Knights of Labor who were partially the heirs of Jeffersonian republican thought. They have updated the republican way of thinking in the world of industrial capitalism with the dominant wage-labour relationship (the new private dominiums). And that meant claiming democracy within the factories, mainly creating cooperatives. The capitalist-wage-labourer relation is unacceptable from this point of view, it’s against republican freedom. The republicanism of the Knights of Labor is still based on material independence but now it’s a collective one, not individual, not farming but working in the factory. A cooperative is a coordination and collaboration between independent workers who are the equal owners of the factory.

Talking about cooperatives. As you are a member of the basic income movement, do you think that BI can strengthen the cooperativist movement?

Yes, it creates the possibility to establish a cooperative based on the joined money got through basic income and can also make it easier for the existing cooperatives to survive.

What do you think about the concept of property-owning democracy?

Many people used this term in different meanings, even Margaret Thatcher presented herself as a supporter of a property-owning democracy. Nevertheless, the most progressive and interesting framing of POD was held by the Novel prize-awarded, James Meade in his influential work: Efficiency, Equality, and the Ownership of Property (1964). His proposal included a) a radical reform of death duties turning it in a progressive tax on inheritance, b) to apply it on inter vivos gifts, c) the creation of a public budget surplus (provided by these taxes revenues and wealth taxes) to reduce national debt and to invest in new forms of public properties, and d) to make institutional reforms (profit sharing schemes, purchase municipal houses by their tenants, investment trusts) which would make easier the accumulation of small properties. All of these measures would promote that “the ownership of property could be equally distributed over all the citizens in the community”. In that case, every citizen possesses some significant share of the national assets, so even in case of some losing a job he or she can easily subsist him/herself. In Alaska model the idea is similar, but obviously that dividend is to small fluctuating around 2,000 dollars per year and comes from oil, not from tax revenues on wealth and inheritance. As far as you are the owner of these national assets you will never lose your economic capacity. Of course, Meade showed we can apart from making a dividend do other things with these national assets – invest them or convert them into common property organised by municipalities.

The moral and economic justification of Basic Income is that the wealth in a country belongs to everyone, insofar is the output of a collective effort (which is appropriated and accumulated unequally), and thus, it must be spread to everyone in equal part. As we, the government, decides which part of the revenues goes to public schools or health service, we can also decide a part of these collective revenues going to fund a Basic Income.

You have written some articles about collaborative economy. How we should analyse it and what political stakes are connected with it?

There is huge misunderstanding with the so called “collaborative economy”. In fact, capitalist markets in themselves are the most collaborative systems ever, since they cannot exist without collaboration. Of course it’s not a democratic collaboration. We must be quite careful in using the term “collaborative economy”. For now the most collaborative platforms in our society are the labour market and the social security system. There are millions of people collaborating in them, people working, others getting unemployment benefits, and more than 6 million people receiving pensions. Uber is nothing in comparison to that. There is no collaboration there. There are people working for the owners. The only thing is that you can get in touch with your taxi driver directly, you don’t have to ask a taxi by talking to the central. This is the only collaborating element that Uber represents.

Another example, Airbnb, is supposedly to be the most collaborative platform, since connects the landlords with the tenants all around the world. But, we have been doing this for a long time without it. The only difference is that they have a huge capital to invest in advertising. The only difference is that I can upload your advertisement on their site that gives you the chance to get in contact with a lot of people. Airbnb is a private company who extracts its surplus not from the wage labour of their peers, but from what you possess –your house– and your daily activity –web connection–. This whole model is just the way of profit-making –using not your work, but your assets (your house, car, daily activities, and even more, also the collective ones like the city in itself). It is far beyond the classical exploitation relationship; it’s not the labour time that is the basis of exploitation but the leisure time. So, all of my life, not only work time, is a part of the alienation. There is nothing democratic about this.

So there are 2 main problems: First, that it’s overwhelmingly taking all of our time. And second that it is not democratic. Peter Frase concentrates on that second feature. He thinks that just destroying Uber or Airbnb is not the best idea. It would be better to take them over and democratise, to change it into cooperative. You can still use some of the technological and organisational tools but you completely change the property relations. Every Uber driver would be a cooperator having his own equal share in the firm. What do you think about that?

There are already taxi cooperatives, very old ones here in Barcelona. You can get in touch with a particular driver if you like. In that sense it’s the same service that Uber provides. In case of people renting their flats or rooms – would it be a good idea to create a cooperative of them? It’s easier to have a cooperative of landlords. But what about the problems connected with excessive tourism? What about gentrification? What about housing bubble? At some point we need the state or municipality intervention to correct or to fix negative externalities of “collaborative” activity, whereas it may be public-communitarian or private-parasitize. In any case, the house market has to be regulated. Even with taxis – it’s one of the most regulated sectors; they need licences, pay high taxes, obligatory assurances, etc. That’s why these people are complaining on Uber – they don’t follow those rules. Collaborative economy is not a problem if it is not avoiding taxes, regulations and not eroding the state and really collaborative affords. If there is, in other word, a possibility to unionise and the labour rights are respected. Otherwise it’s the savage and unregulated capitalism.

Bru Laín Escandell is PhD in Sociology at the University of Barcelona where teaches Sociology, Sociology of Knowledge and Introduction to Economics. His research is mainly on the topic of property and related issues like the common property, fiduciary theories, natural right, basic income, distribution and pre-distribution, among other. His main interests are on Political Philosophy, Political Economy and History of Political Ideas. He is the Secretary of Spanish Basic Income Network and advisor of the Barcelona City Council on the B-MINCOME pilot testing cash transfers benefits when combining with public active policies in reducing inequalities.

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.

David Casassas – For markets, against capitalism: Basic income as a part of anticapitalist project

David Casassas – For markets, against capitalism: Basic income as a part of anticapitalist project

Interview with David Casassas

Maciej Szlinder: In your book you’ve analysed the thought of very known philosopher and classical economist Adam Smith. Being a leftist what have you found interesting in this icon of free-market and contemporary liberal thinkers?

David Casassas: One thing you can do if you want to think in emancipatory terms is to try to defend your allegedly own values and goals such as community, equality etc. This is very important. But there has been a huge mistake inside the emancipatory thinking since the twentieth century of giving a present made by very important values in our tradition to the conservative right. For instance, freedom seems to be liberal, individual seems to be bourgeois, the private sphere seems to be something that can be only dominated by the few. It is very important to go into these values and concepts and try to make sense of them. If that is your goal you should go to some classical thinkers that have been kidnapped by the liberal hermeneutics which has given an interpretation of them that has nothing to do with the kind of world they were aspiring to. I’m thinking of such political philosophers as, for instance, Locke, Kant, Robespierre or Adam Smith. They all have been related to the liberal tradition by liberals, and sometimes also by some Marxists for whom they were all liberal and bourgeois people. In my opinion this is completely false. Adam Smith and other representatives of the Scottish Enlightenment thought about manufacture and commerce in a way that has nothing to do with features of the really existing capitalism. Capitalism is incompatible with free market as it was defined by Smith.

So you propose some kind of strategy of diversion, re-capturing or regaining the notions that have been appropriated by the right? A kind of Trojan strategy?

You can say that. But the important thing is to go in depth into the works of these authors, see “the text and the context”, to put it in Skinner terms, and realise that there were an emancipatory project of abolishing serfdom, of creating undominated social relations. In fact it is stronly connected with long republican tradition which was still very important in the seventeenth and eighteenth century in Scotland, England, France, North America etc. I think it is important to recover these authors from the claws of the liberal interpretation.

One of the ways to recover Adam Smith is to fully understand and present his vision of social ontology. What was his view of the individual, the collective and power relations and how it differs from the liberal point of view?

If you are a liberal, you tend to think that the world is made of psychological relations. I sign a contract with you, because I prefer what you have and you prefer what I have, so we make an exchange. Sometimes the thing that you have is labour force and what you prefer is to work for me. This is all a matter of preferences. A republican social ontology shows a world which is criss-crossed by all kinds of (materially-based) power relations. And it is very clearly present in the works of Adam Smith. In a long passage in the Wealth of Nations about the fixation of wages he describes a world which is completely pervaded by strong power relations, in which workers are very likely to lose a lot in an interaction that is defined by a very dissimilar access to resources. There is a very nice image, when he says: “In the long run, the workman may be as necessary to his master as his master is to him; but the necessity is not so immediate.” (WN 42) In other words, workers needs capitalists (or the money from them) right now, because the other option is dying from starvation, capitalists also need workers, but on the long run. In this conflictive interaction capitalists have many more opportunities to win and to build social relations that respect their wishes and whims and that are extremely exploitative for others. You can find this presence of power relations all along the work of Adam Smith, as well as in Aristotle, Kant, the Levellers, the Diggers, Robespierre, Jefferson and all the republican tradition.

Ok, so what about the probably most known Smithian metaphor of “the invisible hand” which is used by the liberals against any regulation of the market? What is the significance and place of it in the whole theoretical construction of Adam Smith?

Firstly, it is important to know that this metaphor appears seriously only twice in his works (and once as a joke in the History on Astronomy): once in the Theory of Moral Sentiments and once in the Wealth of Nations. But the liberal hermeneutics has turned it into the main idea of Adam Smith. Secondly, let’s take the metaphor seriously. What is Adam Smith telling us? He is telling that he believes in a world in which we have decentralised exchanges of goods and services without having to ask for permission in every case to guilds or the state. When these decentralised exchanges happen societies tend to achieve higher degrees of efficiency, freedom, happiness and self-realisation. Adam Smith is one of the main theorists of alienation and self-realisation. 1844 Marx picks up Adam Smith’s views. For these decentralised exchanges to take place in a free way that respects everyone’s wishes, preferences, undominated life plans etc. it is extremely important that state intervenes in order to cut bonds of dependence and to create these spheres where you and I can meet and look, how Philip Pettit would put it, “at each others’ eyes without having to turn head down,” because it means that I depend on you. There is something like “the invisible hand” but it is something to be constituted by the public powers. You don’t have “invisible hand” without state intervention. So we can say that Adam Smith’s thought is a thinking towards the political institution of the invisible hand. All markets are of course politically constituted and Adam Smith is very clear about that.

In one of your articles you say even a little bit more, namely, that all markets are a result of state intervention saying at the same time that markets have always existed. Therefore how do you understand the notion of state?

I understand it as political institutions created by men and women, mainly man, in order to organise social life. Of course as Polanyi teaches us, as well as Goody and others, markets exist since the Bronze Age or even before. So you can’t say that the markets are a result of capitalism or of the modern state. What it seems to me is that it is a cultural/political decision, the one that defines in which way we exchanged these goods and services. I’m saying that all markets are politically constituted because they all are the result of the sedimentation of many layers of implicit or explicit rules of what to commodify and how to commodify it. Of course making of these rules depends on a certain correlation of forces. Markets are not metaphysical entities, they don’t fall from heaven. They are a way of decentralised exchange according to certain rules. Does the left intervene in the markets? Yes and I think it should more. Does the right constitute the market? Of course yes, it’s a myth it doesn’t. Markets are the result of layers of legislation. And when I use the term “legislation” I do it in a broad sense, as any kind of regulation, from the civil code to the “moral economy of the multitude,” as E.P. Thompson would say. These kind of markets are the defeated markets by capitalist modernity.

In what sense capitalist markets are not free markets? You say that they are against competition and other values defended by Adam Smith.

There are two things to say in this respect: one related to workers and the other connected with the Adam Smith’s idea of a free producer, which, I believe, should be central in our world. The problem with capitalist markets, which were very well known by Adam Smith, is that they rest on a massive process of dispossession of the vast majority which forces the commodification of the labour force of this majority. Markets, including labour markets, are something that you should be able to access when you want it. When I say ‚you’ I mean every individual and the whole society. Forced commodification is a problem from the republican point of view, the Adam Smith’s point of view. Another problem is that capitalism creates very harsh entry barriers: monopolies, oligopolies, predatory price fixation, dumping, advertisement. These are many forms of expelling from the markets potential producers that might want to access it. I think it’s very important not to see market as the devil, but as a space where part of the externalisation of our capacities can occur. For this to happen markets should be something that we, as a society choose to use in certain moments, scenarios and contexts. We should have the possibility to say ‚no’ to markets in order to think about free markets. This is like in a relation with a partner – it is only free and interesting when you can choose to leave it and you decide not to leave it and nourish it. But we need the right to divorce. And capitalism denies us the right to divorce from this kind of social relationship. We need the real possibility of choice. I can’t say that all spheres of life should be certainly decommodified but all of them should be at least decommodifiable. And capitalism denies that.

One of the measures you propose that enables us to say “no”, is basic income. What do you mean by that?

I think that if we try to present basic income itself as a sufficient way to build power to leave markets, to decommodify the labour force we would make a mistake. But we can present it as a part of a project of contradicting the dispossessing nature of capitalism by creating, as a right, a set of material resources that could guarantee an existence in dignity. And this right to decent existence which is guaranteed by rights to basic income, health care, education, care policies etc. would give you this kind of bargaining power that you lose when you are dispossessed. Basic income plays a crucial role in this context because it can help to consolidate sets of resources hat could give us this bargaining power to say ‚no’ to what we don’t want to do, but not in order to build an atomised life without social relations but to build an interdependence (which is unavoidable) that is based on autonomous decisions by all parties. So it shouldn’t be a unique measure but a part of a package of measures. But because of its unconditional, universal and individual nature it is a best example of this kind of counter-dispossession policies we should endeavour in present times.

How this possibility of having an exit option and this rise in bargaining position that basic income could help to give us is related to the amount of it?

This is very relevant – it only works when these set of resources allow you to cover your basic needs. A partial basic income could be important in terms of fostering your well-being but not in terms of fostering your freedom. Having 200 Euros every month unconditionally allows you to buy some food or books, but if you want to be free, what you need to have is a basic income at the level of poverty line and a package of measures that guarantee that you have your basic needs fully covered. If you’re not above this threshold the freedom enhancing potential of these measures vanishes. Without that you don’t have the exit option and the bargaining position and therefore you don’t have a republican, effective freedom that we need.

How this republican freedom-based defence of basic income differs from other, based on freedom, justifications of this proposal, for instance libertarian one (including Philippe Van Parijs’ “real libertarianism”)?

Philippe Van Parijs’ attitude towards basic income is very interesting from an abstract point of view, but I think it is quite vague in sociological terms or when it comes to assessing the material conditions for this kind of freedom to emerge. Having the capacity to do whatever you might want to do is something that I buy, but I think that we need to go down in terms of level of abstraction and analyse the economic institutions that really promote this capacity. The republican tradition gives you this kind of sociological awareness of these institutions. Another thing which is absent in Van Parijs’ approach is the importance of bargaining power, you won’t find it at any point of his works. It’s a problem of social ontology, if you still operate with ontology related to neoclassical economics you don’t need to think about power relations. But if you acknowledge the world is criss-crossed by many form of power relations you should get into deep, institutional approach. In general terms, libertarian thinking is far from these concerns and is highly problematic, especially in the context of contemporary capitalism. Another thing is that left-libertarians think that the world was owned in common, there was an unfair appropriation because it left many people without resources but this lead them only into a reparation rationale. I think that in reality the reparation rationale and the republican rationale might tend to converge but it is not necessary. If this is only a question of reparations, you might forget plenty of situations in which we can’t identify that it was a violation of these property rights and we are not just ex ante distributing to everybody this package of measures I was mentioning before. I think that the predistribution debate we are witnessing nowadays thanks to Stuart White or Martin O’Neil, which is related to a classical, republican approach to freedom, is broader and in some way guarantee that all of us will have access to this sets of resources. If you limit yourself to a mere reparations of the violation of the property rights you might end up leaving people without that socio-economic empowerment I’m talking about.

In one of your articles you use the notion of political economy of democracy – what is that?

Only if you’re a liberal you would deny that democracy requires material conditions. Freedom and democracy as stated by all the republican tradition is something that only occurs when there are some social and economical conditions that have been implemented that make us more free in terms of co-determining how we live in common etc. So there’s a long history of republican thinking about freedom and democracy (when republicans thought about democracy, some of them don’t do that). Democracy is connected to these collective projects of self-determination. In order to participate in these projects with real voice and capacity to codetermine them you need to be empowered, you need to have material independence in order to make a really democratic politics emerge.

And what do you mean by saying that republicanism is in itself a political economy?

I’m concerned very much about romanticised approach to republicanism as a tradition. You can find this in the nineteenth century, as well as, in the works of Hannah Arendt, Michael Sandel or Richard Dagger. In some way they all say that republicanism is liking very much public sphere, fostering warm ties with others, fostering vita activa, as Hannah Arendt would say, without considering the material conditions of it. This is highly problematic for conceptual reasons but also from the hermeneutical point of view. If you go to the classics of republicanism from Aristotle to Marx, you very easily realise that all these people define civil society as a normative concept that has to do with creating a public space where we all have been empowered in order to build undominated interdependence. Republicanism does two things: the first is a descriptive analysis of social power relations (with their material and cultural conditions), and second, in a normative dimension, it suggests and struggles for measures of many sorts in order to promote undominated social relations. To the extent that republicanism does this we can’t say that it is a vague political theory, but it is a political economy. The classical political economist, from Adam Smith to Marx were doing exactly those two things.

What are those measures that republicanism as a political economy suggests?

Firstly, there’s a need of an economic floor, which is basic income and a package of measures similar to those presented in the Precariat’s Charter by Guy Standing. It rethinks the welfarist measures in a truly universal and unconditional way. Secondly, there’s an economic ceiling. Even if you are empowered ex ante with some basic and relevant resources, if you want to enter an economic sphere as a free producer, as Adam Smith would put it, but it occurs that there are some big fishes, big oligarchs that can prevent you from getting into it you have a big problem in terms of freedom. We may want to develop a productive project but if we can’t access the space where production, distribution and exchange occurs because there are 3 or 4 guys that control it we are not really free. Therefore thinking about freedom and democracy requires also thinking about an economic ceiling. There are two strategies to achieve it. First is the Rousseaunian strategy which is very close to the ideas of Pizzigati who claims that we should directly and actively cut inequalities by, for instance, reducing the top salaries. The second strategy is the Rooseveltian one which is connected to the progressive part of the American self-understanding, that you accept people with a lot of money but you can restrain their set of opportunities related to that. They should be prevented from making others more difficult to get into the social-economic spheres as a free actors.

Which of these to approaches is, in your opinion, a better one?

I don’t want to be creationist, as Toni Domènech would say, and say what every particular society needs. But I also have the Rousseaunian intuition, that an ex ante measure avoiding huge inequalities is preferable to an ex post restrain of the opportunities of the most powerful actors. At the same time I would like to add that I like diverse societies, so societies in which people have very different outcomes, even in material terms. It is not necessarily unfair or unjust. If we take the Marx criterion “from each according to their ability, to each according to their needs” we might have an unequal outcome. So the problem is not that there are any economic inequalities, but that they are so big and that they prevent all of us from developing our own life plans.

So we have economic floor, economic ceiling and…

To enable both of them, and that’s the third thing, we need a state intervention that is democratically controlled. This is very present both in the republican tradition and in its part, which is the socialist tradition. If we want to create workers assemblies, control the most powerful actors, introduce a basic income etc. we shouldn’t delegate these tasks in a blind way but rather inhabit and co-do these kind of arrangements and control them and deliberate about making of all of them. I think there us a need of a contestatory approach to these institutions that help us turn them into our institutions. In the end we are constructing an apparatus that has a very important role to do and we should make sure that this apparatus does these tasks and not other things. Because nowadays they are working for the few. As you can see we need vita activa, as Hannah Arendt would say, but need it for correct running of the state that has to do all this kind of things, as Arendt would not say.

If we have these three things, the floor, the ceiling and the democratic control over this state intervention, what do people do? People live free lives. What does it mean? It means enjoying the collective control over the means of production.

If the republican freedom should be something granted individually and it is based on the property, how you reconcile it with the collective control over the means of production? Do you wish to abolish the private property?

Not necessarily all of it. I think private property is something we should also reconquest from the right. I don’t think that the fact that you build something productive on your own is necessarily problematic. It can be a problem if it is related to the processes that force all of us to do wage-earning work for you and you have the power to limit our access to economic space as producers. It is very important that the package of measures is enjoyed individually in order to try to abolish all kinds of power relations. But does not deny the fact that we are social animals. The problem is that the current interdependence is ruled by the wishes of the few. The thing we will tend to do and we have already tended to do is to produce with others, material and immaterial goods. The question is how to do it and how we can create productive spaces that respect everyone’s freedom and autonomy. I think that these kind of measures can help a lot. And one of the things we can do with them is to decommodify our labour force, because as Aristotle and Marx said, wage-earning work is incompatible with freedom, in order to create productive units, private or common in which we can collectively control the many ways in which it runs. And I think it is the contemporary way of interpreting the old motto of the collective control over the means of production. “Collective control” means that we are all entitled to participate in the democratic decision-making of what and how we produce, how we allocate the tasks, how we avoid the social division of labour, how we distribute etc. And “means of production” signify all the material and immaterial assets that we are using in this production process. I know it is abstract, but I want to leave it open to different social interpretation about proper cooperatives, soviets etc.

Which of contemporary struggles are fighting for the goals that you present?

I think that all social movements that have appeared after the rupture of the post-war social deal in some way are claiming to recover what the left had renounced around 1945 with these deal. If you go to 15 Movement, Occupy, and many other social movements in Europe or Latin America they are concerned about collective economic sovereignty under neoliberal capitalism. Parts of these movements as well develop projects, and sometimes they put them into practice, of social, cooperative and solidarity economy. They have plenty of interesting suggestions and proposals, but cooperatives, self-management are still a very partial reality. I think there is a need to empower all individuals with public policies to help them make all kind of undominated decisions such as nourishing these cooperative economics or self-management projects etc. At the same time these movements ask for true citizens rescue plans understanding that we need a better footing in order to start with all these projects of our own.

How these demands are related to the neoliberal dismantling of the welfare state and the current crisis of neoliberal form of capitalism?

The post-war consensus was a very clear arrangement in which we, the working population, renounce to the control over production. Some people remind us that it was a big mistake. I don’t know if it was but the fact is that we did it. On the other side of the table capitalists agreed on something that they really didn’t like, which is guaranteeing to all of us certain degrees of social-economic security of the welfare-state measures. Most of them were conditioned of course. I think this was a very imperfect arrangement, but still it has reformed capitalism for many years. What we are witnessing now is very well explained in the article by Marco Revelli, the Italian social theorist, named ???. It mentions the painting on a wall of Instituto Politecnico de Torino saying: “You’ve taken too much from us, now we want it all.” So we have renounced to the most important thing from the republican/socialist point of view which is the control over production and with the emergence of neoliberalism, by a unilateral move they (oligarchs, capitalist) broke the deal. Therefore it is extremely legitimate that we don’t limit ourselves to defend this partial goals included in the former agreement, but we go back to the original situation which is the point, in which we were still aiming at controlling production. So I think that basic income, package of measures, the ceiling and the democratic control over these institutions are a very clear way to say: let’s put on the table again, using 21st century terms the project of control over production.

 

Your vision of “our” struggle for basic income against “them” (capitalists, oligarchs) stands in contradiction with the strategy of convincing “them” that it can be good for both sides by using, for instance, Milton Friedman’s arguments while discussing with his neoliberal followers. So clearly your position is in this point different from, for example, Guy Standing’s approach.

I think this is very contextual, Standing’s strategy might make sense in some societies in certain moments. And I know that this view is widespread in the basic income movement all over the world, but I strongly disagree with it. In this view the goal is too have a basic income which means a certain amount of money every month which enables capitalists to pay lower salaries, therefore we can achieve a win-win situation (with maintaining welfare state, because without that it couldn’t even pretend to be a win-win scenario). But this approach has a very limited political and social ambition. For me and other guys like Daniel Raventós, Antoni Domènech and others associated with SinPermiso the aim is to create a world in which you can decommodify the labour force. It doesn’t necessarily mean you become an individual or collective entrepreneur. It leads to a more diverse world with many economic projects. Only with the capacity to decommodify the labour force for all, things such as entrepreneurship and private investment can be perceived as positive. At this point I don’t think we can convince capitalists. And I don’t think they will easily agree to giving us a very relevant levels of bargaining power to determine the share of the product, what and how we produce or if I want to produce it for them. And this is the goal of putting the basic income in a broader project which is essentially anti-capitalist one. So it is much more important to build coalition with those that are aiming at contradicting the dispossessing nature of capitalism and then we’ll see what we’ll do with basic income and other specific measures. It’s better than trying to build a coalition with every follower of basic income in order to build a world that from a republican/socialist perspective might not be desirable, forcing us to part-time slaves, as Aristotle would say, and prevent us from entering into market as free producers. I think Guy Standing is a really progressive thinker but I don’t agree with him in this particular point about shaking hands with those that want us to remain being forced to sell our labour force to them.

 

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.

Antoni Domènech – Republicanism, Socialism and Basic Income

Antoni Domènech – Republicanism, Socialism and Basic Income

Interview with Antoni Domènech

Maciej Szlinder: You perceive your academic work as a part of Marxist, socialist tradition. What in your opinion are the most important Marxist’s arguments for basic income?

Antoni Domènech: I’ve been interested in basic income for 20 years. I sympathise with this idea, but I’m not so much engaged theoretically and politically like, for example, Daniel Raventós. I think that there is a connection between basic income and a socialist tradition. If we understand the latter that has descended from the democratic republican tradition. The key point is that the origin of all modern ideas of basic income is The Agrarian Justice by Tom Paine1 . This is very interesting pamphlet, also from a historical point of view. The idea that something like a universal basic income is necessary for guaranteeing the right to existence is a very old idea of Robespierre with whom Paine was disputing. Later, Paine understood his mistake. He didn’t support Robespierre before the Thermidor and Agrarian Justice could be perceived as an amendment to this mistake reconnecting with Robespierre’s views: the idea of guaranteeing the right to existence in the situation of the rise of privatising powers which are hostile to any kind of the commons. It is a fundamental, terrific rise in eighteenth century in England, but also in France, of what Robespierre called the “tyrannical political economy”, which is probably the best name for capitalism. Robespierre presented the program of “popular political economy” in opposition to this. In my opinion, this program of the extreme Jacobin left was retrieved 2 years after the Thermidor in 1796 by Tom Paine in his program of agrarian justice. The idea behind this is that we need a social republic which will guarantee the global rights of existence. But how we can achieve that? Paine’s answer was that we can achieve it by universalising a small agrarian propriety. It was also a dream on the other side of the Atlantic, Jefferson’s dream that all people should be small, free and independent farmers. Robespierre had already understood that guaranteeing everyone basic living conditions was impossible before the industrial revolution. And guaranteeing that nobody needs to ask for permission of others to be able to live – this is the basis of a republican freedom. I perceive a basic income as a part of this tradition. Socialism is the other form of defending these values of the First French Republic, by trying to universalise republican freedom after the industrial revolution. Marx defines socialism in different ways but in a famous passage from Instructions for the Delegates of the Provisional General Council written for the First International, he defines it as “the republican and beneficent system of the association of free and equal producers2 who appropriate together the means of production. So “republican association.” The other famous definition of socialism by Marx at the end of chapter 32 of Capital Volume 1 is “the expropriation of the expropriators”3 . I perceive the fight for basic income in this context.

Do you think that basic income can be a means of “expropriating the expropriators”?

No, but basic income could be understood as a common means of de-commodifying vast areas of the social and economic life and, also as a means of empowerment of the wage labourers in the relations of power. The first thing I told you are the basic values of the republican democracy of the revolution. The second idea has more to do with the modern socialism of the nineteenth century, the idea of a strengthening the bargaining position of the workers’ negotiators and strengthening the possibility of remodelling the economy by, for example, industrial, trade and agricultural cooperatives. Basic income favours cooperative movement.

Your connection between republicanism and socialism stands in contradiction to the probably more popular current vision of republicanism presented by people like Quentin Skinner, about whom it’s hard to say he is a socialist or even a leftist.

Quentin Skinner is interesting because he is trying to rescue the idea of republican freedom as something different from the liberal freedom that was imposed in the nineteenth century. But there are two things that seem to me to be completely insufficient in his perspective. The first is that he is completely blind to the democratic tradition of republicanism. In his writings, it is like Athens had never existed, nor had The First French Republic. There was only Rome. And the former was the most important in terms of the democratic point of view. It is very significant that for him republicanism is the debates made by Cicero at the end of the republic and Machiavelli interpreted in a very questionable way. In his vision, Aspasia, Cleon, Ephialtes, Pericles just don’t exist. He also has no understanding of the economic and fiscal foundations that led to the fall of the Roman Republic, which was basically oligarchical. Moreover, even inside Rome, Quentin Skinner is completely blind to the democratic elements: the plebeian reform of the constitution in the third century BC, Lex Agraria, Lex Frumentaria. The republic of Cicero was the last oligarchy which tried to defend itself from an uprising of the people which ended up with Julius Caesar.

The third point of my disagreement with Skinner is that he doesn’t realise the republican freedom has its roots in the notion, the structure and the institutionalisation of property and the correlations of social powers. For him the political philosophy is an analysis of texts and discourses. For instance, he has no historical understanding of the English Revolution of 1640. He just doesn’t see the social powers there. And these events were wonderfully analysed by serious Marxists like Christopher Hill, George Rudé and maybe the greatest of them, Rodney Hilton (who was a medievalist but also wrote very interesting things about the English Revolution). That is, in my opinion, the most important historiography done in the twentieth century – a very serious way of thinking.

And what are the relations between Skinner and Philip Pettit one of the most important current republican thinker and a defender of basic income?

Skinner is very close to the philosophical approach of Philip Pettit. We can find the same blind spots in their writings that Greece and the First French Republic don’t exist. Neither does Jefferson, there are only Anti-Federalists. But Pettit tried to build a definition of republican freedom against the backdrop of nineteenth and twentieth century liberalism. His definition is that one is free (in the republican way) if there can’t be any arbitrary interference in his/her life from anyone (neither private nor by the state). This is a psychological definition; I don’t mean that it doesn’t capture something, but it misses the essence. And the essence in the republican tradition, both oligarchic and democratic, is that you are free if your material existence doesn’t depend on another. Of course, if you depend on me because you’re my slave, salary worker or my wife, I can interfere arbitrarily in your life. In this point, these definitions intersect. But I can interfere arbitrarily in your life in forms that have nothing to do with political freedom. For example, I can come to your friend and tell him a white lie: I know that his wife is cheating on him but I’m telling him that she’s not so as not to upset him. It’s an arbitrary interference but has nothing to do with the material conditions that have always been the central issue of the republican tradition. Pettit, by ignoring that, is psychologising social relations. All the neo-republican approach of historians like Skinner or philosophers like Pettit completely ignores the democratic tradition. They also misinterpret the meaning of Cicero and Latin republicanism in the context of a terrible war in Europe from the third century BC to the end of the republic in the first century BC. And philosophically, Pettit and Skinner psychologise the freedom, by eradicating it from its institutional, economic, material and social conditions of possibility. I’m very critical about this. Skinner also works with a similar approach to John G. A. Pocock, the author of The Machiavellian Moment4 . They both were starting with a very interesting, and sometimes forgotten Marxist called Neil Wood, husband of Ellen Meiksins Wood. These two did a lot of relevant things in reference to republicanism (for example a very interesting book about Cicero – Cicero’s Social and Political Thought5 ), but contrary to Skinner or Pettit, they are not academic stars, purely for political reasons.

What do you think of other traditions among basic income supporters that declare themselves Marxists or defend this proposal on the basis of Marx’s writings? One of the most important articles in the history of the basic income debate was A Capitalist Road to Communism6 written by Philippe Van Parijs and Robert van der Veen in which the authors propose that basic income can be a means of transforming the capitalist society to a communist one. What do you think of this kind of idea?

I have translated this very early article by my old friend Philippe Van Parijs into Spanish. But I think it’s not the best way to argue for a basic income. It’s totally disconnected from the economic reality of factual capitalism. There are many people like those who work with the idea of basic income and use some of the Marxist notions, but who are totally neoclassical. They have no idea of Luxemburgian, Kaleckian or even Keynesian perspectives. For them, Marxism is just scholastic thinking. I think that this analytical Marxism is a dead end.

And what about the works of Erik Olin Wright?

I am very disappointed by his book Envisioning Real Utopias7 , as for me that’s “methodological creationism.” If Marxism has been an important intellectual tradition, it is because of his understanding of the historical and dynamical processes and that has political consequences in the sense that you can say: ok, we are in this historical situation with such a correlation of forces, and we have two, three, four possible paths to take. That is a sort of Darwinist perspective, in the best sense of Darwinism, understanding that we are path-dependent. And these people think like a creationist – we have a wonderful idea of basic income and a just society, we construct a wonderful utopia because of some moral reasons and one must aspire to this, regardless of the material, social, political, institutional conditions we have. There is an American leftist critic Russell Jacobi who has devastated the book by E.O. Wright from a historical perspective.

Other Marxists that defend basic income and attack the formerly mentioned for being detached from the current, historical development of capitalism are the autonomist Marxists. What do you think of their approach?

I have a very bad opinion on this. For me, it is a speculative Marxism. I perceive Van Parijs and Wright as late scholastic philosophers like Francisco Suarez from the sixteenth and seventeenth century who at least have an analytical and conceptual apparatus that is precise and strict. But Negri is as speculative as they are but without this apparatus. It’s almost like “anything goes.” In the books of Negri and Hardt, there are almost no facts, no statistics, it’s a bad philosophy. Marx said about Feuerbach that he was ahistorical when he was materialist and he was non-materialist when he was historical – that’s also true about Negri. When he is historical, he speaks of cognitive capitalism with no understanding of the real dynamical forces of capitalism. It’s a neo-Hegelian bastard philosophy. I met Negri in the seventies in Italy and I have a very bad opinion not only of his philosophy but also of his political attitude. Socialism is also the real history of the working class with the labour unions, worker’s parties etc. You can think what you want about labour unions, you can say that social democratic parties have been horrible reformists, but these were the concrete, historical, real crystallisations of the working-class movement. Negri comes from a Catholic movement in Italy; he has been always a strong anti-communist and anti-syndicalist thinker. He was always against the real, concrete institutionalisations of the working-class movement, against the Communist Party, against the Italian Socialist Party of Pietro Nenni, against the CGIL (Confederazione Generale Italiana del Lavoro – Italian General Confederation of Labor). Pasolini said about Negri: that’s the Catholic utopia of a bourgeoisie communism8 , and that’s exact in my opinion.

So, what is your proposition to convince these real institutions of the working-class movement, namely labour unions, to understand the historical dynamics and stop demanding a step back to the Fordist era and take a move forward fighting for a universal basic income?

That’s very difficult indeed. I’ve spoken with labour union leaders and they stick to the classic welfare state. But they are starting to understand that this is an old world which won’t come back. You can try to convince them to open their minds to solutions like basic income, but this would be very difficult. In fact, most of the big labour unions are totally defeated. They must understand we are in a historical stage in the European Union and United States and that they must radically change their minds.

The French, British or German labour unions can relate to the “golden age of capitalism” of the fifties and sixties, but the Spanish ones cannot do that, because you’ve never had a “golden age” here – until 1975 you had a fascist, Francoist regime without freedom of association, when labour unions were controlled by the government or illegal. Does this historically specific situation make Spanish unions more open to the new political propositions?

On the contrary. To understand the Spanish transition to a parliamentary monarchy, one must consider that the aim of antifascist restoration was to become a reformed capitalist system of Western Europe, the welfare state and the democratic state of rights. If you look at the Spanish Constitution of 1978, you can see that it was inspired by the German Constitution of 1949. But the Spanish transition happened to be in the moment of a total change in welfare state capitalism. So, in Spain, a welfare state has never been developed like it was in other Western European countries. The Spanish labour unions have never had the opportunity to become great organisations such as German or Italian ones, not to mention Sweden. The rate of affiliation was always much smaller than countries like Germany, Sweden or Italy. Spanish unions became public assistance organisations and have been very much devolved into corruption. Spanish capitalism after Francoism has developed a very special form of economy – it was a corrupted political economy, with co-optation of the left formations and union workers. People see that and this is one of the reasons why unions are discredited and so weak here. It has been similar to the Polish neoliberal transition but not so radical like in your case.

Antoni Domènech (1952) Spanish philosopher, professor of methodology of social sciences at the Faculty of Economics and Business, University of Barcelona. Translator. Author of several book, including El eclipse de la fraternidad. Una revisión republicana de la tradición socialista (Crítica, 2004) [The Eclipse of Fraternity: A Republican Revision of the Socialist Tradition]. The editor of journal Sin Permiso.

Polish translation of this interview is available here.

Former interviews about basic income:

Lluís Torrens, Basic income, economic growth and the city

José A. Noguera, Basic income as a political horizon

Jurgen De Wispelaere, Exciting Times Ahead: Experiments and the Politics of Basic Income

Erik Olin Wright, Sociology and Epistemology of Real Utopias

Daniel Raventós, Basic Income in the Spotlight in Spain

Guy Standing, The Strategy for Basic Income

The interviewer received funding for preparation of PhD thesis from Polish National Science Centre as part of PhD scholarship decision DEC-2015/16/T/HS1/00295.

  1. Thomas Paine. Agrarian Justice, 1797. []
  2. Karl Marx, Instructions for the Delegates of the Provisional General Council. The Different Questions¸ 1866. []
  3. The centralization of the means of production and the socialization of labour reach a point at which they become incompatible with their capitalist integument. This integument is burst asunder. The knell of capitalist private property sounds. The expropriators are expropriated.” Karl Marx, Capital: A Critique of Political Economy; Volume I. Penguin Harmondsworth, London, 1976, p. 929. []
  4. John G.A. Pocock, The Machiavellian Moment: Florentine Political Thought and the Atlantic Republican Tradition, Princeton University Press, Princeton&Oxford, 1975. []
  5. Neal Wood, Cicero’s Social and Political Thought, University of California Press, Berkeley 1988. []
  6. Robert van der Veen, Philippe Van Parijs, A Capitalist Road to Communism, „Theory and Society” 15 (5), 1986, pp. 635–655. []
  7. Erik O. Wright, Envisioning Real Utopias, Verso, London and New York, NY, 2010. []
  8. Pier Paolo Pasolini, La prima, vera rivoluzione di destra, Il Tempo, 15 july 1973. []
Antoni Domènech – Republikanizm, socjalizm i dochód podstawowy

Antoni Domènech – Republikanizm, socjalizm i dochód podstawowy

antoni-domenechWywiad z Antonim Domènechiem

Maciej Szlinder: Sytuujesz swoją pracę akademicką w łonie tradycji marksistowskiej, socjalistycznej. Jakie Twoim zdaniem są najważniejsze marksistowskie argumenty za dochodem podstawowym?

Antoni Domènech: Interesuję się dochodem podstawowym od dwudziestu lat. Sympatyzuję z tą koncepcją, ale nie jestem tak zaangażowany teoretyczne i politycznie, jak choćby Daniel Raventós. Uważam, że dochód podstawowy łączy się z tradycją socjalistyczną, jeśli rozumiemy tę ostatnią jako wypływającą z tradycji demokratycznego republikanizmu. Kluczową kwestią jest to, że źródłem wszystkich nowoczesnych koncepcji dochodu podstawowego jest praca Toma Paine’a pt. Agrarian Justice (1797). To bardzo interesujący pamflet, także z historycznego punktu widzenia. Idea, że coś na kształt powszechnego dochodu podstawowego jest niezbędne, aby zapewnić prawo do życia, jest bardzo starą ideą Robespierre’a, z którym Paine się spierał. Później Paine zrozumiał swój błąd, że nie wsparł Robespierre’a przed Thermidorem. Agrarian Justice można postrzegać jako naprawę tego błędu i nawiązanie do poglądów Robespierre’a: idei gwarantowania prawa do życia w sytuacji wzrastających sił prywatyzacji, które są wrogie jakiejkolwiek formie dóbr wspólnych. W osiemnastowiecznej Anglii, ale także we Francji, miał miejsce fundamentalny i przejmujący wzrost tego, co Robespierre nazwał „despotyczną ekonomią polityczną”, co jest prawdopodobnie najlepszym określeniem kapitalizmu. W opozycji do niego Robespierre przedstawił program „ludowej ekonomii politycznej”. Moim zdaniem ten program radykalnej, jakobińskiej lewicy został odzyskany dwa lata po Thermidorze, w 1796 roku, przez Toma Paine’a w jego programie sprawiedliwości agrarnej. Stoi za nią przekonanie, że potrzebujemy republiki społecznej, która zagwarantuje globalne prawa do życia. Jak możemy jednak to osiągnąć? Paine odpowiada: poprzez upowszechnienie drobnej własności rolnej. Ta idea była marzeniem także po drugiej stronie Atlantyku – marzeniem Jeffersona o tym, że wszyscy ludzie powinni być drobnymi, wolnymi i niezależnymi rolnikami. Robespierre jednak rozumiał już, że zapewnienie wszystkim podstawowych warunków życiowych było niemożliwe przed rewolucją przemysłową. Zapewnienie, że nikt nie musi pytać innych o pozwolenie, by móc żyć – oto podstawa wolności republikańskiej. Pojmuję dochód podstawowy jako element tej tradycji. Socjalizm jest inną formą obrony tych wartości I Republiki Francuskiej, przez upowszechnienie wolności republikańskiej po rewolucji przemysłowej. Marks definiuje socjalizm na różne sposoby, ale w słynnym ustępie z instrukcji dla delegatów Rady Centralnej na pierwszy kongres Międzynarodówki określa go jako „republikański i dobroczynny system zrzeszenia wolnych i równych wytwórców” (Marks 1968a, 214), którzy wspólnie przywłaszczają sobie środki produkcji. Zatem „republikańskie zrzeszenie”. Inna słynna Marksowska definicja socjalizmu znajduje się na końcu 24 rozdziału I tomu Kapitału: „wywłaszczenie wywłaszczycieli”1 . Postrzegam walkę o dochód podstawowy w tym kontekście.

Czy sadzisz, że dochód podstawowy może być sposobem na „wywłaszczenie wywłaszczycieli”?

Nie, ale może być on rozumiany jako wspólny sposób odtowarowienia znacznych obszarów życia społecznego i gospodarczego, a także sposób na wzmocnienie pracowników najemnych w ramach stosunków władzy. Pierwszą rzeczą, o której już wspomniałem, są podstawowe wartości rewolucyjnej demokracji republikańskiej. Druga idea wiąże się bardziej z nowoczesnym, dziewiętnastowiecznym socjalizmem, ze wzmacnianiem pozycji przetargowej negocjatorów robotniczych i wspieraniem możliwości przemodelowania gospodarki poprzez, na przykład, spółdzielnie przemysłowe, handlowe czy rolne. Dochód podstawowy sprzyja ruchowi spółdzielczemu.

Wskazywane przez Ciebie powiązanie między republikanizmem i socjalizmem stoi w sprzeczności z zapewne bardziej obecnie popularnym ujęciem republikanizmu przez ludzi takich jak Quentin Skinner, o którym trudno powiedzieć, że jest lewicowcem, a co dopiero socjalistą.

Quentin Skinner jest interesujący, ponieważ próbuje uratować ideę wolności republikańskiej jako odmiennej od wolności liberalnej, która została narzucona w dziewiętnastym wieku. Jednak dwa elementy jego spojrzenia wydają mi się całkowicie niewystarczające. Pierwszym jest kompletne prześlepienie demokratycznej tradycji republikanizmu. W jego pismach Ateny zdają się nie istnieć, podobnie I Republika Francuska. Był wyłącznie Rzym. A to właśnie Ateny były najistotniejsze z perspektywy demokratycznej. To bardzo znamienne, że dla niego republikanizm ogranicza się do dyskusji toczonych przez Cycerona pod koniec republiki i do Machiavellego interpretowanego w bardzo problematyczny sposób. W jego ujęciu nie ma słowa o Aspazji, Kleonie, Efialtesie czy Peryklesie. Skinner nie rozumie również ekonomicznych i fiskalnych podstaw, które doprowadziły do upadku republiki rzymskiej, która była zasadniczo oligarchiczna. Co więcej, nawet gdy Skinner pisze o Rzymie, ignoruje zupełnie elementy demokratyczne: plebejską reformę konstytucji w III wieku p.n.e. (Lex Hortensia), Lex Agraria, Lex Frumentaria. Republika Cycerona była ostatnią oligarchią, która próbowała bronić się przed ludowym powstaniem, co skończyło się Juliuszem Cezarem.

Po trzecie, nie zgadzam się ze Skinnerem, ponieważ nie zdaje on sobie sprawy z tego, że wolność republikańska zakorzeniona jest w pojęciu, strukturze i instytucjonalizacji własności oraz w układzie sił społecznych. Dla niego filozofia polityczna jest analizą tekstów i dyskursów. Dla przykładu, nie rozumie on znaczenia angielskiej rewolucji z lat czterdziestych XVI wieku. Nie dostrzega on tam po prostu sił społecznych. A wydarzenia te zostały wspaniale zbadane przez poważnych marksistów takich jak Christopher Hill, George Rudé, a także przez, może największego z nich, Rodneya Hiltona (który był co prawda mediewistą, ale napisał również bardzo interesujące prace na temat rewolucji angielskiej). Moim zdaniem jest to najważniejsza historiografia dwudziestego wieku – bardzo poważny sposób myślenia.

Jakie są relacje między Skinnerem i Philipem Pettitem, jednym z najważniejszych współczesnych myślicieli republikańskich i obrońców dochodu podstawowego?

Prace Skinnera są bardzo bliskie filozoficznemu podejściu Pettita. Możemy dostrzec u niego te same luki: pominięcie Grecji, I Republiki Francuskiej. W jego pracach nie ma również Jeffersona, są tylko antyfederaliści. Jednak Pettit starał się stworzyć definicję wolności republikańskiej przeciwko dziewiętnastowiecznemu i dwudziestowiecznemu liberalizmowi. Jego definicja brzmi: dana osoba jest wolna (na sposób republikański), jeżeli nie może wystąpić żadna arbitralna ingerencja nikogo (ani osoby prywatnej, ani państwa) w jej życie. Ta definicja ma charakter psychologiczny. Nie oznacza to, że nic ona nie uchwytuje, ale że nie oddaje istoty.

A istotą wolności w tradycji republikańskiej, zarówno w nurcie oligarchicznym, jak i demokratycznym, jest to, że jesteś wolny, jeżeli twoja egzystencja materialna nie zależy od kogoś innego. Oczywiście jeżeli zależysz ode mnie, bo jesteś moim niewolnikiem, pracownikiem najemnym lub moją żoną, mogę ingerować arbitralnie w twoje życie. W tym punkcie obie definicje są zbieżne. Ale mogę ingerować arbitralnie w twoje życie na takie sposoby, które nie mają nic wspólnego z wolnością polityczną. Dla przykładu, mogę przyjść do twojego przyjaciela i powiedzieć mu niewinne kłamstewko: wiem, że jego żona go zdradza, ale mówię mu, że tego nie czyni, aby go nie martwić. Ingeruję arbitralnie, ale nie ma to nic wspólnego z materialnymi warunkami, które zawsze znajdowały się w centrum zainteresowania tradycji republikańskiej. Pettit ignoruje tę istotę, psychologizując relacje społeczne.

Całe podejście neorepublikańskie historyków takich jak Skinner i filozofów takich jak Pettit kompletnie lekceważy tradycję demokratyczną. Błędnie interpretują oni również znaczenie Cycerona i łacińskiego republikanizmu w kontekście strasznej wojny w Europie toczącej się od III w. p.n.e. aż do końca republiki w I w. p.n.e. Filozoficznie Pettit i Skinner psychologizują pojęcie wolności poprzez oderwanie jej od jej instytucjonalnych, ekonomicznych, materialnych i społecznych warunków możliwości. Odnoszę się do tego w bardzo krytyczny sposób. Skinner stosuje również podobne podejście do Johna G. A. Pococka, autora książki The Machiavellian Moment (1975). Obaj rozpoczynali swoją akademicką drogę wraz z bardzo interesującym i czasami zapomnianym marksistą Neilem Woodem, mężem Ellen Meiksins Wood. Oboje robili interesujące rzeczy w odniesieniu do republikanizmu (np. Wood napisał bardzo ciekawą książkę o Cyceronie pt. Cicero’s Social and Political Thought, 1988), jednak w przeciwieństwie do Skinnera i Pettita nie zostali akademickimi gwiazdami, wyłącznie z powodów politycznych.

Co sądzisz o innych tradycjach pośród zwolenników dochodu podstawowego, którzy uznają się za marksistów lub bronią tej propozycji na bazie pism Marksa? Jednym z najważniejszych artykułów w historii debaty o dochodzie podstawowym był tekst A Capitalist Road to Communism (1986) napisany przez Philippe’a Van Parijsa i Roberta van der Veena, w którym autorzy uważają, że dochód podstawowy może być sposobem na przekształcenie społeczeństwa kapitalistycznego w komunistyczne. Co sądzisz o tym pomyśle?

Przełożyłem ten bardzo wczesny artykuł mojego starego przyjaciela Philippe’a Van Parijsa na język hiszpański. Sądzę jednak, że nie jest to najlepszy sposób na argumentowanie za dochodem podstawowym. Jest on całkowicie oderwany od ekonomicznej rzeczywistości faktycznego kapitalizmu. Wiele osób, w tym autorzy tego artykułu, pisze o dochodzie podstawowym i wykorzystuje niektóre Marksowskie pojęcia, będąc jednak zupełnie neoklasyczni. Nie mają pojęcia o perspektywach takich myślicieli jak Luksemburg, Kalecki czy nawet Keynes. Dla nich marksizm jest jedynie myśleniem scholastycznym. Sądzę, że marksizm analityczny to ślepa uliczka.

A co myślisz o pracach Erika Olina Wrighta?

Jestem bardzo rozczarowany jego książką Envisioning Real Utopias (2010), ponieważ podejście w niej zawarte reprezentuje dla mnie „metodologiczny kreacjonizm”. Jeżeli marksizm był istotnym elementem tradycji intelektualnej, to ze względu na zrozumienie historycznych i dynamicznych procesów. Ma to swoje konsekwencje polityczne, w tym sensie, że można powiedzieć: ok, znajdujemy się w takiej sytuacji historycznej z określonym układem sił i mamy dwie, trzy, cztery, pięć możliwych dróg do wyboru. To rodzaj perspektywy darwinistycznej, w najlepszym znaczeniu tego terminu – zrozumienie, że nasze działania zależne są od wcześniej obranej ścieżki. A ci ludzie myślą jak kreacjoniści: mamy taką cudowną ideę dochodu podstawowego i sprawiedliwego społeczeństwa, tworzymy wspaniałą utopię z uwagi na jakieś moralne powody i uznajemy, że należy do niej dążyć bez względu na materialne, społeczne, polityczne i instytucjonalne warunki, jakie zastaliśmy. Amerykański lewicowy krytyk Russell Jacobi rozprawił się z tą książką Wrighta z perspektywy historycznej (Jacobi 2011).

Inni marksiści, marksiści autonomistyczni, bronią dochodu podstawowego, jednocześnie atakując wcześniej wymienionych autorów za oderwanie od obecnego, historycznego stanu rozwoju kapitalizmu. Jak oceniasz to podejście?

Mam o nim bardzo złą opinię. Dla mnie to marksizm spekulatywny. Uznaję Van Parijsa i Wrighta za późnych filozofów scholastycznych w rodzaju Francisco Suareza z XVI i XVII wieku, którzy przynajmniej dysponują aparatem analitycznym i pojęciowym, który jest ścisły i precyzyjny. Jednak Negri jest tak spekulatywny jak oni, ale nie posiada tego aparatu. To niemal przypomina „wszystko ujdzie”. Książki Negriego i Hardta pozbawione są niemal faktów, statystyk, to zła filozofia. Marks powiedział kiedyś o Feuerbachu, że jest ahistoryczny, gdy jest materialistą, a niematerialistyczny, gdy uwzględnia historyczność – to twierdzenie jest prawdziwe również w stosunku do Negriego. Gdy jest historyczny, mówi o kapitalizmie kognitywnym bez zrozumienia rzeczywistych dynamicznych sił kapitalizmu. To neoheglowska filozofia z nieprawego łoża. Spotkałem Negriego w latach siedemdziesiątych we Włoszech i mam bardzo złe zdanie nie tylko o jego filozofii, ale również o jego stanowisku politycznym. Socjalizm jest również realną historią klasy robotniczej ze związkami zawodowymi, partiami robotników itd. Możesz myśleć, co chcesz o związkach, możesz powiedzieć, że partie socjaldemokratyczne były strasznie reformistyczne, ale to te instytucje stanowiły konkretne, historyczne, rzeczywiste krystalizacje ruchu robotniczego. Negri wywodzi się z włoskiego ruchu katolickiego, zawsze był myślicielem antykomunistycznym i antysyndykalistycznym. Zawsze przeciwstawiał się realnym, konkretnym instytucjonalizacjom ruchu robotniczego, Partii Komunistycznej, Włoskiej Partii Socjalistycznej Pietro Nenniego, CGIL (Confederazione Generale Italiana del Lavoro – Włoska Powszechna Konfederacja Pracy). Pasolini powiedział kiedyś o poglądach Negriego: to katolicka utopia burżuazyjnego komunizmu (Pasolini 1973). Moim zdaniem to właściwe określenie.

Jak zatem proponujesz przekonać te rzeczywiste instytucje ruchu robotniczego, tj. związki zawodowe, do zrozumienia dynamiki historycznej, porzucenia żądań powrotu do epoki fordyzmu i zrobienia kroku naprzód, tj. podjęcia walki o powszechny dochód podstawowy?

To faktycznie bardzo trudne. Rozmawiałem z liderami związkowymi i trzymają się oni klasycznej wizji państwa opiekuńczego. Zaczynają jednak rozumieć, że to stary świat, który już nie wróci. Możesz starać się ich przekonać do otwarcia swoich umysłów na rozwiązania takiej jak dochód podstawowy, jednak byłoby to nie lada wyzwanie. W rzeczywistości większość dużych związków zawodowych została całkowicie pokonana. Muszą pojąć, że znajdujemy się na takim historycznym etapie rozwoju Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, na którym muszą radykalnie zmienić zdanie.

Francuskie, brytyjskie czy niemieckie związki mogą nawiązywać do „złotego wieku kapitalizmu” z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, ale hiszpańskie związki zawodowe nie mogą tego uczynić, bo nie doświadczyły nigdy żadnego „złotego wieku”. Do 1975 roku panował faszystowski, frankistowski reżim, w którym nie było wolności zrzeszania się, a związki zawodowe były kontrolowane przez rząd bądź nielegalne. Czy to specyficzne uwarunkowanie historyczne czyni hiszpańskie związki bardziej otwartymi na nowe propozycje polityczne?

Wręcz przeciwnie. Żeby zrozumieć hiszpańską transformację w kierunku monarchii parlamentarnej, trzeba wziąć pod uwagę, że celem antyfaszystowskiej restauracji było stanie się zreformowanym systemem kapitalistycznym zachodniej Europy, państwem dobrobytu i demokratycznym państwem prawa. Jeżeli spojrzysz na hiszpańską konstytucję z 1978 roku, zobaczysz, że została zainspirowana przez niemiecką konstytucję z roku 1949. Jednak hiszpańska transformacja zdarzyła się w momencie całkowitej przemiany kapitalistycznego państwa opiekuńczego. W Hiszpanii państwo opiekuńcze nigdy nie rozwinęło się tak, jak te w krajach Europy Zachodniej. Hiszpańskie związki zawodowe nigdy nie miały sposobności stać się wielkimi organizacjami, jak te w Niemczech czy we Włoszech, nie wspominając nawet o Szwecji. Poziom uzwiązkowienia był tutaj zawsze niższy niż ten notowany w tych krajach. Hiszpańskie związki stały się organizacjami pomocy socjalnej i w znacznym stopniu popadły w korupcję. Hiszpański kapitalizm po frankizmie rozwinął bardzo szczególną formę gospodarki – skorumpowaną ekonomię polityczną, wchłaniając i przeciągając na swoją stronę formacje lewicowe i związkowców. Ludzie to widzą i stanowi to jeden z powodów, dla których związki są tutaj zdyskredytowane i słabe. Istnieje w tym kontekście wiele podobieństw do polskiej neoliberalnej transformacji, choć nasza nie była tak radykalna jak w waszym przypadku.

Antoni Domènech (ur. 1952 r.) filozof hiszpański, profesor metodologii nauk społecznych na Wydziale Ekonomii i Biznesu Uniwersytetu Barcelońskiego. Tłumacz. Autor m.in. El eclipse de la fraternidad. Una revisión republicana de la tradición socialista (Crítica, 2004) [Zmierzch braterstwa. Republikański przegląd tradycji socjalistycznej]. Redaktor czasopisma Sin Permiso.

Wykaz literatury

Jacobi, Russell. 2011. „Real Men Find Real UtopiasDissent.

Marks, Karol. 1968a. Instrukcje dla delegatów Tymczasowej Rady Centralnej w poszczególnych sprawach. W Karol Marks i Fryderyk Engels. Dzieła, t. 16. Warszawa: Książka i Wiedza.

Marks, Karol. 1968b. Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, t. 1. W Karol Marks i Fryderyk Engels, Dzieła, t. 23. Warszawa: Książka i Wiedza.

Paine, Thomas. 1797. Agrarian Justice.

Pasolini, Pier Paolo. 1973. „La prima, vera rivoluzione di destra.” Il Tempo, 15 czerwca.

Pocock, John G.A. 1975. The Machiavellian Moment: Florentine Political Thought and the Atlantic Republican Tradition. Princeton–Oxford: Princeton University Press.

Van der Veen, Robert i Philippe Van Parijs. 1986. „A Capitalist Road to Communism.” Theory and Society 15(5): 635–655.

Wood, Neal. 1988. Cicero’s Social and Political Thought. Berkeley: University of California Press.

Wright, Erik O. 2010. Envisioning Real Utopias. London–New York: Verso.

 

Oryginalna, angielska wersja wywiadu dostępna jest tutaj.

 

Poprzednie wywiady nt. dochodu podstawowego:

Lluís Torrens, Dochód podstawowy, wzrost gospodarczy i miasto

José A. Noguera, Dochód podstawowy jako polityczny horyzont

Jurgen De Wispelaere, Fascynujące czasy przed nami: Eksperymenty i polityka dochodu podstawowego

J. Arcarons, A. Domènech, D. Raventós, L. Torrens, Kilka wyjaśnień dotyczących finansowania dochodu podstawowego

Erik Olin Wright, Socjologia i epistemologia realnych utopii

Daniel Raventós, Dochód podstawowy w centrum uwagi w Hiszpanii

Guy Standing, Strategia dla dochodu podstawowego

Ryszard Szarfenberg, Dochód dla każdego!

Przeprowadzający wywiad uzyskał środki finansowe na przygotowanie rozprawy doktorskiej z Narodowego Centrum Nauki w ramach finansowania stypendium doktorskiego na podstawie decyzji nr DEC-2015/16/T/HS1/00295

  1. Centralizacja środków produkcji i uspołecznienie pracy dochodzą do punktu, gdy już się nie mieszczą w swej kapitalistycznej skorupie. Skorupa zostaje rozsadzona. Wybija godzina kapitalistycznej własności prywatnej. Wywłaszczyciele zostają wywłaszczeni” (Marks 1968b, 905). []