• Facebook
  • Twitter
Artur Domosławski. 2016. Wykluczeni. Warszawa: Wielka Litera.

Wybitny dialektyk późnej nowoczesności Fredric Jameson zauważył niedawno w wywiadzie:

Wydaje mi się, że fundamentalną sprzecznością w obecnej sytuacji, obejmującej wszystkie kwestie związane z ekologią, klasą, nacjonalizmem, formami politycznymi, ekonomicznym samo-stanowieniem, jest ta dotycząca populacji i niepojmowalnej, niereprezentowalnej totalności wszystkich bytów żyjących na ziemi. […] Musimy myśleć o populacji nie w jakimś statystycznym czy socjologicznym sensie, nie w terminach kryzysu do rozwiązania (przez redukcję przyrostu naturalnego czy zwiększenie produkcji żywności itd.), ale raczej jako problem dla myślenia (Hamza i Ruda 2016, 505).

Empirycznego potwierdzenia teoretycznego postulatu Jamesona – tj. przemyślenia czym jest populacja współczesnego świata – dostarcza zbiór reportaży Artura Domosławskiego, który zabiera nas w podróż po makabrycznych kręgach wykluczenia, po niedostrzegalnych dla światowej opinii publicznej obszarach globalnego Południa, po dzisiejszej terra incognita. Bohaterami tych opowieści są „przegrani, poniewierani, wydziedziczeni, niekoniecznie tylko z dóbr materialnych. Ludzie bez głosu, bez reprezentacji” (Domosławski 2016, 8), których Domosławski nazywa homines sacri, ludźmi przeklętymi, których można zabić bez konsekwencji. Zaliczają się do nich mężczyźni, kobiety i dzieci; nędzarze, nie tylko najubożsi egzystujący w slumsach na granicy biologicznego minimum, ale także wykluczeni na skutek swojego pochodzenia etnicznego, orientacji seksualnej czy przekonań religijnych.

Wykluczenie materialne nie zostaje tutaj ściśle odseparowane od dyskryminacji jako braku praw: „To stany współzależne, niekiedy tożsame. Nie ma wykluczenia bez dyskryminacji. Każda dyskryminacja stanowi wykluczenie z jakiejś części praw, które przysługują innym” (Domosławski 2016, 9). Domosławski próbuje w ten sposób objąć ową niemożliwą do całkowitego ujęcia totalność wykluczonych, tych, którzy urodzili się po gorszej stronie życia i skazani są na egzystencję na peryferiach świata dostatku i przywileju. Opisując wykluczonych, nie chce nikogo wykluczać ze swojej narracji, choć to ostatecznie nieuniknione, ponieważ dokonuje arbitralnego wyboru konkretnych historii, zanurza się w partykularne kręgi wykluczenia, inne pozostawiając w cieniu. Jednak być może to jedyny sposób, aby za pośrednictwem właśnie takiego punktowego, fragmentarycznego i niepełnego spojrzenia na horror życia po drugiej stronie „kryształowego pałacu” odnieść się do niewyrażalnej ogólności wykluczenia, której zarys może pojawiać się dopiero w umyśle czytelnika skonfrontowanego z mnogością pojedynczych opowieści Domosławskiego. Nie tyle nawet jego opowieści, ponieważ jak sam zauważa, on był tylko medium, za pośrednictwem którego wykluczeni – świadomie bądź nie – artykułowali swoją historię, czasami po raz pierwszy i ostatni. A zatem ogólność wykluczenia w jego globalnej skali może zostać ujęta tylko z partykularnego stanowiska indywidualnego wykluczenia. U Domosławskiego obie te perspektywy, uniwersalna i jednostkowa, pozostają w ruchu wzajemnego odnoszenia się do siebie, co manifestuje się już na poziomie kompozycji jego książki, w której konkretne reportaże (plan szczegółowy) przeplatają się z krótkimi relacjami „poza kadrem” (plan ogólny). Dla każdej historii autor zarysowuje szerszy kontekst, pogłębia perspektywę metareporterskimi komentarzami i refleksjami podpartymi nawiązaniami do wielu krytycznych badaczy, takich jak Zygmunt Bauman, Edward Said, Jean Ziegler, Sven Lindqvist czy Mike Davis. Zabieg ten, godny „reportażu refleksyjnego”, który odsłania i tematyzuje pozycje wypowiadającego się podmiotu, pozwala z jednej strony uniknąć sentymentalnej pornografii cierpienia, zbyt bezpośredniego i intymnego penetrowania jednostkowej historii, z drugiej zaś protekcjonalnego i abstrakcyjnego teoretyzowania, którego rezultatem są puste schematy. Obie te pułapki jednostronności pozwalają utrzymywać dobre samopoczucie zachodniej publiczności (rozkoszującej się to swoim szlachetnym współczuciem dla nędzarzy, to nieograniczonym potencjałem swoich zdolności poznawczych), natomiast Domosławski pragnie za wszelką cenę wytrącić ją z tego nieuprawnionego samozadowolenia.

Aby zrozumieć, jak próbuje tego dokonać, należy pokrótce naszkicować panoramę portretowanych w książce wykluczonych i reprezentowanych przez nich form wykluczenia. Domosławski rozpoczyna od reportaży o Ameryce Łacińskiej (do której najwięcej podróżował i której złożone relacje władzy i dominacji zgłębił najdokładniej): o znikających mężczyznach z dzielnic biedy w Kolumbii mordowanych przez armię; o patologiach brazylijskich faweli, ogarniętych z jednej strony wojnami gangów narkotykowych, z drugiej – co jeszcze gorsze dla ich mieszkańców – sterroryzowanych przez skorumpowanych i brutalnych policjantów-bandytów (i niesławne „szwadrony śmierci”); o „nowym” niewolnictwie na plantacjach w północnej Brazylii, którego skala w nominalnie wolnym świecie jest trudna do jednoznacznego oszacowania. Domosławski podaje jednak ostrożną liczbę około dwustu milionów ludzi zniewolonych we współczesnym kapitalizmie, (co stanowi 10% globalnej siły roboczej!). Ukazawszy spustoszenia wielkiego kapitału i lokalnej polityki, wytwarzających rzesze wykluczonych w Ameryce Łacińskiej, Domosławski przenosi się na Okupowane Terytoria Palestyńskie, gdzie obnaża nowe oblicze apartheidu i bezwzględną kolonizację dokonywaną przez Izrael (która, jak zauważa za Ilanem Pappé, stanowi kontynuację, tyle że innymi narzędziami, polityki czystek etnicznych prowadzonych przez Izrael od początku swojego istnienia, tj. od nakby z 1948 roku, kiedy wygnanych z własnych domów i wywłaszczonych ze swojej ziemi zostało około 800 tysięcy Palestyńczyków, zob. Pappé 2016).

Kolonializm, tym razem brytyjski, zostaje także zdemaskowany w swojej najbardziej brutalnej postaci, gdy Domosławski opisuje bestialskie stłumienie powstania Kikujów w Kenii w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku (świeżo po procesach norymberskich jedno z państw po stronie oskarżycieli w procesie nazistowskich Niemiec zamykało powstańców z ruchu Mau Mau w obozach, do których zwożeni byli w wagonach bydlęcych, gdzie poddawano ich systematycznym torturom, w wyniku czego śmierć poniosło od stu do trzystu tysięcy Kikujów). Oczywiście listy wykluczonych nie wyczerpuje tych kilka przykładów, Domosławski pisze jeszcze między innymi: o wojnach etnicznych we współczesnej Kenii; o walkach partyzantów z FARC w Kolumbii; o wojnach domowych w Sudanie (między chrześcijańskim Południem i muzułmańską Północą); o uchodźcach z Bliskiego Wschodu gnieżdżących się w obozach na greckiej wyspie Kos; o Arabskiej Wiośnie w Egipcie (i paradoksach emancypacji kobiet w kraju islamskim); o nieustającym rasizmie w USA; o homoseksualizmie na Kubie; o kobietobójstwie w Ciudad Juárez (gdzie między 1993 a 2015 rokiem zamordowano tysiąc pięćset siedemdziesiąt pięć kobiet, dlatego tylko, że były kobietami!); o najsłynniejszym brazylijskim transseksualiście João Nerym; o „cichym ludobójstwie” Rohingjów w Mjanmy (którzy nie istnieją oficjalnie dla władz, nie ma ich w spisach ludności i pozbawieni są podstawowych praw obywatelskich – de facto obejmują ich restrykcje na wzór hitlerowskich „ustaw norymberskich”); czy wreszcie o pandilleros – ofiarach skrajnej nędzy, które stały się oprawcami – prześladujących społeczeństwa Ameryki Środkowej (największego zagłębia przemocy na świecie).

Domosławski nie ogranicza się jednak do relacjonowania osobistych historii i prezentowania suchych faktów statystycznych, fetyszyzowania liczb. Podejmuje raczej próbę zrozumienia genezy określonej formy wykluczenia i sił czy mechanizmów, które ją utrzymują. Wielokrotnie sięga wtedy do marksistowskiego dyskursu krytyki społecznej – głównym winowajcą okazuje się kapitał, a podstawową formą jego przemocy kolonializm i imperializm. Co wcale nie prowadzi reportera do naiwnej mitologizacji czy wybielania wykluczonych, ale stanowi próbę analizy obiektywnych uwarunkowań erupcji przemocy pośród ubogich i pogardzanych: „Nędza i poniżenie odbierają im niekiedy szacunek do samych siebie i innych. Czasami nie znają innego języka współżycia niż przemoc. Zwracają światu to, co od niego dostali” (Domosławski 2016, 34).

Taka perspektywa pozwala Domosławskiemu wyłamać się ze współrzędnych dominującego liberalnego dyskursu, za którego motto może posłużyć – wielokrotnie przywoływane w książce – zdanie Svena Lindqvista: „Chcemy, żeby początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. Tak jest najwygodniej” (Lindqvist 2009, 191). Najwygodniej jest myśleć, że zachodnie obozy koncentracyjne zakończyły się wraz z wyzwoleniem Auschwitz, że kraje demokracji liberalnej nie prowadzą czystek etnicznych i apartheidu, że politycznie sterowany głód na masową skalę to szaleństwo Stalina, a nie polityka „liberalnego imperium” w Indiachi… Wyliczenia można by ciągnąć dalej.

Równie komfortowo liberalnej opinii publicznej jest przyznawać, że problemy globalnego Południa (jeśli zostaną w ogóle zauważone) nie dotyczą jej bezpośrednio i co najwyżej mogą stać się one przedmiotem „współczującej” pomocy humanitarnej. Właśnie przeciwko tej obłudnej i ostatecznie naiwnej pozycji mieszkańców lepszej strony życia wymierzona jest książka Domosławskiego:

Niezwykle rzadko udaje nam się, widzom, doczekać opowieści o okolicznościach, które objaśniają, że na przykład pod powierzchnią obrazów walki i okrucieństwa tkwi dramatyczny konflikt klasowy, w którym majętni i ekspansywni oligarchowie uzbrajają jednych biedaków przeciwko drugim, żeby grabili tamtym ziemię. Lub: że to firma białego człowieka z Północy nasyła jednych „dzikich” na drugich żeby zapanowali nad terytorium, na którym wydobywa się, powiedzmy, diamenty albo minerały niezbędne w naszych telefonach komórkowych. W telewizji widać tylko, że jedni biedacy mordują innych biedaków. Nie widać tego, że to my, rękami „dzikusów”, poprzez ofiarę z ich życia budujemy swój dostatek, zyskujemy bądź umacniamy swoje przywileje (Domosławski 2016, 264).

To oskarżenie, które reporter wysuwa pod adresem możnych i uprzywilejowanych tego świata, beneficjentów kapitalistycznego ładu (czyli także wobec nas i niego samego) nie ma na celu wywołania sentymentalnego odruchu współczucia, uprzedmiotowiającego i paternalizującego wykluczonych.

Tym, których dotyka nieszczęście, trzeba czegoś innego: naszego gniewu, wściekłości, niezgody. Może przede wszystkim uświadomienia sobie i innym, że przywileje lepiej urodzonych bywają okupione nieszczęściem tych, którzy są pozbawieni praw i możliwości. Zrozumienie tej zależności to pierwszy impuls ku zmianie, przynajmniej szansa na nią (Domosławski 2016, 33).

Niby to wszystko dobrze na lewicy wiemy, jednak Domosławski swoimi przekazem i pracą uświadamiania pragnie przebić się do dominującego dyskursu kapitalistycznych elit i zasiać tam ziarno niepokoju, bo wykluczeni są tykającą bombą, wulkanem przed erupcją: „Wykluczeni załomotali do bram naszej twierdzy. Zapragnęli wejść do naszego raju” (Domosławski 2016, 11). Nasz „kryształowy pałac” – beztroski i bezpieczny azyl zachodniego dostatku – pęka i przecieka, szczególnie teraz, gdy jesteśmy świadkami nowych wędrówek ludów, nie wiadomo, jak długo jeszcze wytrzyma. Jeśli Północ nie dopuści Południa do podziału tortu dobrobytu, to będziemy świadkami krwawego widowiska, permanentnej wojny biednych i bogatych – ostrzega nas Domosławski.

Nas, czyli właściwie kogo? Domosławski nieustannie opiera się na retorycznie zgrabnej, acz socjologicznie upraszczającej opozycji „lepszej” i „gorszej” części świata, czyli bogatej Północy i biednego Południa, w której brakuje dystynkcji na Zachód i Wschód, na różnicę między centrum a półperyferiami (Zachód utożsamiony z Północą stanowi centrum, Południe reprezentuje peryferia, natomiast półperyferyjny status Wschodu pozostaje niezauważony). Jest to o tyle istotne, że jego książka wydana po polsku trafia właśnie do kraju półperyferyjnego, którego paradoksalny status wykluczenia nie zostaje zupełnie w niej uwzględniony: z jednej strony jako konsumenci partycypujemy w globalnym wyzysku Południa (codziennie zakupując towary, wspieramy niewolnicze praktyki tam obowiązujące), z drugiej strony sami jesteśmy wyzyskiwani przez zachodni kapitał (stanowimy przecież nisko opłacaną montownię podzespołów dla euroatlantyckich firm) i przez to, jesteśmy częściowo wykluczeni z udziału w północnym dobrobycie. Domosławski pomijając problem form wykluczenia wytwarzanych na półperyferiach, sprawia, że jego ważne i słuszne, pełne oskarżycielskiego tonu ostrzeżenie trafia w próżnię. Książka niosąca przekaz do szerokich kręgów publiczności lepszej strony świata (mogłaby z powodzeniem być lekturą na szczycie w Davos) zostaje wydana w kraju, który z tej lepszej strony jest również na swój sposób wykluczony. Szkoda, że Domosławski w swoim refleksyjnym reportażu nie dokonał pełnej refleksji swojej własnej pozycji – reportera piszącego po polsku dla polskiego czytelnika.

Wykaz literatury:

Hamza, Agon i Frank Ruda. 2016. „Interview of Fredric Jameson: Hegel, Ideology and Contradiction”. Crisis & Critique 4/1.

Lindqvist, Sven. 2009. Wytępić całe to bydło. Tłum. Milena Haykowska. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

Pappé, Ilan. 2016. Czystki etniczne w Palestynie. Tłum. Anna Sak. Warszawa: Instytut Wydawniczy Książka i Prasa.

i Domosławski powołuje się na badania Mike’a Davisa, według których Brytyjczycy w latach 1876-1879 doprowadzili wespół z suszą do śmierci od pięciu i pół do dwunastu milionów ludzi – to liczba porównywalna do ofiar „wielkiego głodu” na Ukrainie w latach trzydziestych.

Share This