• Facebook
  • Twitter

Dlaczego Marks? Dlatego, że dialog z Marksem ma zasadnicze znaczenie dla tych, którzy popychają dziś naprzód walkę klasową toczoną w warunkach podporządkowania tworzonych w samym centrum kapitalistycznego imperium, stawiając sobie za cel wypracowanie pewnej perspektywy komunizmu. Nauki Marksa i toczone z nim polemiki wydają się posiadać rozstrzygające znaczenie z co najmniej trzech powodów. Pierwszy jest natury politycznej. Marksowski materializm pozwala na zdemistyfikowanie każdej opartej na idei postępu i konsensualnej koncepcji rozwoju kapitalizmu, a także na potwierdzenie jego antagonistycznego charakteru. Kapitał jest antagonistycznym stosunkiem społecznym; wywrotowa polityka umiejscawia się „w obrębie” owego stosunku i wikła weń w równej mierze proletariusza, bojownika i filozofa. Kampfplatz mieści się „w” kapitale, a zarazem kieruje się „przeciw” niemu.

Drugi powód, dla którego nie możemy wyrzec się Marksa, ma charakter krytyczny. Marks umieszcza bowiem krytykę w sferze ontologii historycznej, budowanej i nieustannie przecinanej przez walką klasową. Krytyka z kolei jest „punktem widzenia” klasy uciskanej w ruchu i pozwala śledzić cykle kapitalizmu, uchwytywać jego kryzys, jak również opisywać „techniczny skład” klasy uciskanej oraz, w razie potrzeby, organizować jej „skład polityczny” w zamiarze rewolucji. Autonomiczność „klasowego punktu widzenia” stanowi sedno krytyki.

Trzeci powód obstawania przy Marksie czerpie z faktu, że jego teoretyczne opracowanie umożliwiło w poprzednim stuleciu prześledzenie pogłębiającego się kryzysu dojrzałego kapitalizmu w jego dwoistej postaci (liberalnej i socjalistycznej), a zarazem organizowanie ruchów wyzwoleńczych skierowanych przeciw kolonialnej władzy i imperializmowi.

Dziś Marksowska teoria mierzy się z przewrotem dokonującym się w obrębie organizacji pracy i rynków, w sferze podziału pracy i geografii władzy. Krótko mówiąc: zmaga się z nową klasową konfiguracją walk. Chodziłoby zatem o przekonanie się, czy Marksowska teoria w starciu z nowymi formami wyzysku może dopomóc w uchwyceniu w nich kryzysowych punktów przełomowych, a co za tym idzie, w wyzwoleniu odpowiednich wyobrażeń „dobra wspólnego”. W związku z porażką radzieckiego socjalizmu potrzebujemy nowej teorii „wartości-opartej-na-tym-co-wspólne”.

W niniejszym artykule, z braku możliwości szerszego rozwinięcia wszystkich przedstawionych problemów, ograniczę się do przytoczenia – w odniesieniu do każdego punktu – jednego przykładu zaczerpniętego z Marksowego Kapitału.

1.

Podejmując rozważania zawarte w działach 4, 5 i 6 Księgi pierwszej Kapitału (rozdz. 10-20), w których Marks definiuje względną wartość dodatkową i analizuje proces kształtowania „wielkiego przemysłu”, można się zbliżyć do skonstruowania politycznego punktu widzenia Marksa, a zarazem jego definicji polityki klasowej.

Ponieważ przejście od uzyskiwania wartości dodatkowej bezwzględnej do uzyskiwania wartości dodatkowej względnej całkowicie zmienia stosunek wielkości między dwoma częściami dnia roboczego (czasu pracy niezbędnej oraz pracy dodatkowej), skutkować ono powinno zrewolucjonizowaniem warunków produkcji, zarówno pod względem formy pomnażania wartości, jak i form procesu pracy. Czas pracy społecznie niezbędny do wyprodukowania towaru ulega skróceniu, w wyniku czego mniejszy nakład pracy potrzebny jest do wytworzenia większej wartości użytkowej.

Oto punkt radykalnej przemiany kapitalizmu: przesłanka wykształcenia się postaci maszynowej, która – rozwijając względną wartość dodatkową – opanowuje i przeobraża całość społeczeństwa. W oparciu o nią Marks rozważa dokonujące się przejście od manufaktury do wielkiego przemysłu, a następnie subsumcję kooperacji pracy pod wyłączne kierownictwo kapitału. Tworzy to warunki ogromnego wzrostu wartości dodatkowej, podporządkowania wielości robotników dyscyplinie kapitału, postępującego przejmowania przez prywatnego pracodawcę sprawowanej dotąd wyłącznie w fabryce despotycznej władzy nad całym społeczeństwem. Wprawienie w ruch procesów uzyskiwania wartości dodatkowej względnej nie obejmuje wobec tego wyłącznie podziału dnia roboczego robotnika na okres pracy niezbędnej i okres pracy dodatkowej, rewolucjonizuje ono również dogłębnie techniczne procesy pracy i zgrupowania społeczne. Skoro wytwórcze ciało robocze działające w fabryce staje się formą istnienia samego kapitału, podziałowi pracy w fabryce odpowiadać powinien analogiczny społeczny podział pracy – co oznacza, że również poza fabryką życie społeczne ulegać powinno stopniowej subsumcji pod kapitał, wpierw „formalnej”, następnie zaś „realnej”. Sama natura zostaje całkowicie podporządkowana kapitalistycznemu sposobowi produkcji, rolnictwo – wielkiemu przemysłowi itd.

Taka genealogia względnej wartości dodatkowej wraz z ekspansją wielkiego przemysłu, choć na pozór niepohamowane, mają nader osobliwe źródło historyczne. Kapitał bowiem, mając na celu wytwórczość, musi włączyć w produkcję również materię ludzką, czego w istocie zdołał dokonać w (nieustannie powtarzających się) dziejach swych narodzin, wydłużając niepomiernie czas pracy i przywłaszczając w coraz szerszym zakresie naddatkową siłę roboczą – przykładowo pracę kobiet i dzieci, do czego doszło w pierwszej fazie akumulacji przemysłowej w Europie. W tych okolicznościach, w miarę nasilającego się gwałtownie wyzysku, na ryzyko wystawione zostało samo przetrwanie „gatunku robotników”. Marks mówi w tym kontekście wręcz o holokauście proletariatu. To jednak rodzić musi opór. Samo przejście od fazy manufakturowej do fazy wielkiego przemysłu – powiada Marks –warunkowane jest przez robotniczy bunt, do którego rzeczywiście w końcu dochodzi. Wówczas, w celu nakłonienia kapitalistów mocą prawa do skrócenia czasu pracy, interwencję zmuszone jest podjąć Państwo. Możemy dodać: celem skłonienia ich do tego, by zrozumieli, że życie robotników nie jest wyłącznie surowcem, lecz również żywotną aktywnością, utrwaloną historycznie i jakościowo określoną, a z tego względu właśnie stawiającą opór.

Wraz z pojawiającym się oporem ze strony siły roboczej, cały (opisywany dotąd we wspomnianych działach Kapitału) obraz ulega zmianie. Wychodzi na jaw nie tylko historyczne wydarzenie przejścia od uzyskiwania wartości dodatkowej bezwzględnej do względnej, nie tylko narodziny wielkiej fabryki, systemu przemysłowego, sposobu produkcji wielkiego przemysłu. Wraz z upowszechnieniem się tej nowej postaci kapitału odsłonięta zostaje również cała jego wewnętrzna struktura: bycie antagonistycznym stosunkiem społecznym. Definiujące kapitał kategorie ujawniają swą dwoistość, jeśli ująć je nie tylko z punktu widzenia władzy kapitalisty, lecz również z punktu widzenia pracownika, jego oporu i mocy. Ujmując ściślej: kapitał ukazuje się tutaj nie tyle jako „obiektywny organizm” czy niepokonany bezwzględny despota, ile jako uczestnik gry, w której udział bierze dwóch graczy – a skoro „to, co robotnicy częściowo tracą, skupia się w kapitale, przeciw nim” – jako wróg pracowników. Po jednej stronie zatem stoi wyzyskiwacz, po drugiej zaś ofiara wyzysku.

Powróćmy teraz do „dwoistości” kategorii, bez zakładania pełnego ich zestawu, posługując się jedynie pewnym przykładem. Definicja wartości dodatkowej ujawnia przeciwstawienie pracy dodatkowej pracy niezbędnej, wszelako definicje te i abstrakcje zostają odniesione do materialności stosunku kapitałowego celem znalezienia bezpośredniej miary natężenia jego antagonizmu – siła robocza, sięgając punktu dnia roboczego, w którym uznaje, że pracowała dostatecznie długo, by otrzymać płacę niezbędną do zreprodukowania siebie samej, odmawia następnie dalszej pracy, do której teraz trzeba ją przymusić. A jeśli to prawda, wynika stąd, że w procesie wytwórczym stosunek między procesem roboczym a procesem pomnażania wartości, między organizacją pracy a organizacją wyzysku, przybiera zawsze charakter konfliktu. W rezultacie przyrost produkcyjności siły roboczej rodzi jednocześnie konieczność osłabienia jej mocy społecznej, wystawienia jej na napór innej, nadmiarowej i konkurencyjnej siły roboczej, a tym samym poddania tym większemu uciskowi. Co nie stoi w sprzeczności z faktem, że siła robocza, w wyniku prześladowań ze strony kapitału, osiąga w tym czasie wyższy poziom świadomości i wraz ze wzrostem swej produktywności zyskuje większą zdolność do stawiania oporu. Dlatego – w narracji Marksowskiej – jest ona teraz zdolna wymusić skrócenie dnia roboczego oraz wzrost płacy ogólnej. Względna wartość dodatkowa czerpana jest bowiem z walki.

Ponadto pojawienie się produkcji opartej na uzyskiwaniu wartości dodatkowej względnej wymaga wzmożenia kooperacji pracowników, gdyż kooperacja siły roboczej podnosi produkcyjność pracy. A skoro kooperacji towarzyszy zawsze kapitalistyczny podział pracy, staje się ona elementem przeciwstawiającym się kapitałowi. Antagonistyczny stosunek stanowiący istotę kapitału ulega w tym wypadku społecznemu pogłębieniu. Kapitalistycznemu stosunkowi, domagającemu się zawsze zarazem kooperacji i podporządkowania, nie udaje się przesłonić owej przeciwstawności i odebrać jej możliwości wyrazu – przeto opór w procesie pracy przeciw pomnażaniu wartości wzrasta wskutek świadomości politycznej, jaką rodzi kooperacja.

Ponadto siła robocza objawia swą moc zwłaszcza w relacji z maszynami, ponieważ względnie niezależna maszyna, przekazując wartość produktowi, przekazuje mu zawsze jedynie pracę martwą, bowiem wyłącznie działanie robotników jako praca żywa udziela maszynom mocy wytwórczej.

Podsumowując: despotyczna władza kapitału, sprawowana przezeń zarówno w fabryce jak i nad całością społeczeństwa, nie może pozbawić pracy robotniczej, siły roboczej, jej wartości użytkowej, i tym mniej jest do tego zdolna, im bardziej wzrasta społeczna wytwórcza siła pracy. Kapitalistyczny stosunek jest zatem zawsze naznaczony ową sprzecznością, zawsze grożącą wybuchem, która na co dzień, pospolicie, acz skutecznie, przejawia się w kwestii płacy. W procesie nabywania siły roboczej na kapitalistycznym rynku mamy w istocie bezpośrednio do czynienia z wymianą niewspółmiernych wartości, wymianą o charakterze konfliktu. A trzymając się lektury rozdziałów 10-20 Księgi pierwszej Kapitału, pamiętać należy, że w rozdziale 8. działu trzeciego Marks, spinając analizę Factory Act z analizą teoretyczną objaśnia, że w wypadku długości dnia roboczego w fabryce występuje pewna antynomia: prawa przeciw prawu, i konkluduje, że między dwoma równymi sobie uprawnieniami rozstrzyga siła. Ujmując rzecz jeszcze dobitniej, posługując się ścisłymi terminami krytyki ekonomii politycznej, twierdzenie to brzmi:

Przy podziale na wartość dodatkową i płacę roboczą, który stanowi główną podstawę określenia stopy zysku, decydujące znaczenie mają dwa zupełnie odmienne elementy – siła robocza i kapitał: są to funkcje dwóch niezależnych zmiennych, które się wzajemnie ograniczają: z ich jakościowej różnicy wynika ilościowy podział wytworzonej wartości1.

Rozpatrując płacę jako „zmienną niezależną” w ramach stosunku kapitalistycznego, nauczyłem się uprawiać politykę. Moim śladem podążyło wielu innych. Odkrycie antagonizmu, czyli pewnej nierozwiązywalnej sprzeczności, którą można by jednak wykorzystać, z punktu widzenia złożonej siły roboczej, przez klasę robotniczą – stanowiło zasadnicze urządzenie, dzięki któremu można było rozwinąć badania, czy raczej współbadania polityczne prowadzone wraz z wyzyskiwanymi, przechodząc od tematu organizacji walk w fabryce do walk społecznych, od celów płacowych do walki o dobrobyt, od ograniczeń wolności nakładanych na walki robotnicze do zrewolucjonizowania samych warunków wolnego życia… Koniec z obiektywnymi prawami, których należałoby przestrzegać, za to odtąd rozwijać należało ową (materialną i polityczną) zmienną niezależną, określaną przez produkcję walki rewolucyjnej: realizować projekty ustanawiania, zawsze w ramach owego wyzwolenia (od) pracy, stanowiącego/ustanawiającego – niezależnie i niepodzielnie – społeczeństwo i historię.

2.

Przywołany powyżej cytat z Księgi trzeciej prowadzi nas do rozważań na temat krytycznej funkcji nauczania Marksa: tam znajdowaliśmy przypieczętowanie antagonizmu między kapitałem a siłą roboczą jako „zmiennymi niezależnymi”, wzajemnie ograniczającymi się w oparciu o „różnice jakościowe” między nimi; tutaj zaś znajdujemy jaskrawe sformułowanie Marksowskiej tezy, wymagające od nas komentarza: „prawdziwą granicą produkcji kapitalistycznej jest sam kapitał”2. Jeśli twierdzenie to jest zasadne, należy odnieść do niego wewnętrzne krytyczne urządzenie marksizmu.

Objaśniając tę kwestię, miejmy w pamięci cały dział 3. Księgi trzeciej Kapitału (rozdziały 13-15), poświęcony rozważaniom nad „prawem zniżkowej tendencji stopy zysku”, nie po to jednak, by po raz kolejny wdawać się w polemiki towarzyszące przez dziesięciolecia jej sformułowaniu, leczy jedynie w celu podjęcia zaczerpniętej z Marksowskich dociekań, wraz z rozważaniami nad demistyfikacją kapitału (jako prawdziwej granicy rozwoju), praktycznej krytyki rozwoju kapitalizmu (zbudowanego i wprowadzonego w stan kryzysu wywołanego przez opór ze strony robotników – krytykę dokonującą się „wewnątrz” kapitału i „przeciwko” niemu), a zatem przyjęcia założenia niezależności punktu widzenia robotników.

Cóż takiego głosi owo prawo? Stwierdza ono, że przeciętna społeczna stopa zysku w miarę rosnącej koncentracji kapitału, czyli z powodu względnego wzrostu kapitału całościowego globalnego w stosunku do wzrostu kapitału zmiennego, pracy żywej, wykazuje względną tendencję spadkową. Okazuje się zatem, że „kapitał jako granica” swego własnego rozwoju nie jest żadnym patologicznym czy przypadkowym, zależnym od okoliczności, faktem. Z konstatacją tego faktu Marks nie wiąże jednak konieczności katastrofalnych skutków. Toteż na pierwszy rzut oka prawo to ujmuje ogromny postęp w organizacji kapitalizmu:

jego najważniejszym skutkiem jest to, że prawo to zakłada nieustany wzrost koncentracji kapitałów, a co za tym idzie, rosnącą dekapitalizację drobnych kapitalistów. Jest to na ogół rezultat wszystkich praw produkcji kapitalistycznej. Co oznacza ów fakt, owa postępująca centralizacja, pozbawione antagonistycznego wymiaru, jaki nadaje im kapitalistyczna produkcji? Oznacza po prostu, że produkcja zatraca prywatny charakter i obraca się w proces społeczny, nie pod względem formalnym, gdyż produkcja zachowuje społeczny charakter niezależnie od przekształceń z racji bezwzględnej wzajemnej zależności wytwórców i konieczności ujmowania ich pracy w postaci społecznej abstrakcji (pieniądza), lecz rzeczywiście. Jako że środki produkcji zostają zatrudnione jako środki społeczne, a zatem nie skutkiem własności pojedynczych jednostek, lecz zachodzącego między nimi stosunku produkcji, również pracę zaczyna się wykonywać w skali społecznej3.

Ponadto czysto tendencyjnie zniżkowemu charakterowi owego prawa towarzyszy szereg skutecznie przeciwdziałających mu tendencji. Jakie znaczenie z krytycznego punktu widzenia ma wobec tego powiązanie prawa rozwoju z prawem zniżkowej tendencji stopy zysku? Ma ono na celu wyróżnienie w ten sposób, w ramach rozwoju kapitalizmu, przeciwstawnego działania zasadniczego dla niego stosunku. Zasadniczą formą rozwoju będzie zatem starcie robotniczej egzystencji w ramach kapitału z przeciwstawną mu kapitalistyczną koniecznością zrzeszania się i tłumienia owej obecności. Powiązanie prawa rozwoju z prawem spadku stopy zysku oznacza wydobycie na pierwszy plan owego antagonizmu. Proces koncentracji ujawnia zasadniczą jego wagę, ukazując sposób, w jaki kapitalistyczna reorganizacja kapitalizmu wokół zadania uzyskiwania wartości dodatkowej względnej nie jest niczym innym, jak rządzeniem przeciwstawnymi biegunami: oporem robotników oraz kapitalistyczną koniecznością jego tłumienia i powściągania go dla celów własnego wzrostu. Długa droga wiedzie jednak od antagonizmu obiektywnego do tego, który wyraz swój znajduje w walce klasowej: wszelako pod względem jakościowym jest ona prosta. Marksowskie założenie sprzeczności w prawie tendencyjnego spadku stopy zysku okazuje się nie tyle ostatnim przejawem pewnego koniecznego kryzysu, ile raczej pierwszym zarysem definicji przeciwieństwa, które dotyczy nie tylko momentu obiektywnego, lecz również całej nośnej struktury rozwoju, stosunku między kapitałem a pracą. Jeśli idzie o bezpośredni, przytaczany przez Marksa przykład na potwierdzenie owego prawa oraz skutków pogłębiania się sprzeczności, czyli przewidywany wzrost rezerwowej armii pracy i skrajne zubożenie mas – musiał się on wiązać z doświadczeniem jego czasów, w których działanie klasy robotniczej, z trudem usiłującej zyskać siłę polityczną, wyczerpywało się jeszcze w przeważającej mierze w ruchu żywiołowego oporu. Przewidywania te wszelako nie były podszyte ani determinizmem, ani katastrofizmem: „abstrakcyjne prawo zaludnienia istnieje tylko wśród roślin i zwierząt aż do historycznego momentu ingerencji człowieka”4. W miarę zasadniczych przekształceń rozmiarów i właściwości stosunków klasowych w skutek kolejnych walk rewolucyjnych Marksowski projekt odsłania stopniowo całe bogactwo swej krytycznej mocy: „stopa zysku spaść może niezależnie od konkurencji między kapitałem a pracą, jednak jedyną konkurencją, która może doprowadzić ją do spadku, jest właśnie ona” – jak kończy Marks w komentarzu do uwag Ricarda. W odpowiedzi na walkę klasową robotników kapitał zmuszony będzie bowiem sięgać najwyższego poziomu koncentracji, na nim zaś granicy ogólnego zrównania swego składu organicznego, a wówczas „stopy zysku [będą pozostawać] między sobą w identycznym stosunku co masy wartości dodatkowej”. Wszelkie pozostałe terminy ulegną zniesieniu.

Na tym jednak cała historia się nie kończy. Centralizacja kapitału stałego, władzy kapitału, wraz z przeciwstawnym procesem uspołecznienia kapitału zmiennego, pracy żywej, przybierając na sile, coraz dalej wykraczają poza czasowe granice wytyczone Marksowską refleksją. Zasadniczym celem krytycznym okazuje się zrozumienie nowych postaci „organicznego składu” kapitału, innym słowy, nowego stosunku ustalonego skutkiem wzajemnych przekształceń, między kapitałem stałym a zmiennym, pracą martwą a żywą. Jak wygląda kształtująca się w rytm kolejnych kryzysów kapitalizmu i aktów oporu ze strony robotników, nowa antagonistyczna artykulacja kapitalistycznego rozwoju? Na gruncie pogłębianej przez nas Marksowskiej metody krytyki zasadniczym elementem odróżniającym obecną formę kapitalistycznego rozwoju od poprzednich wydaje się fakt, że społeczna produkcyjna kooperacja (uprzednio uruchamiana bezpośrednio przez kapitał) wywalczyła sobie pewną autonomię. Spróbujmy to teraz wyjaśnić.

W historii kapitalistycznego sposobu produkcji zawsze to kapitał wyznaczał formę kooperacji. Ta zaś służyć miała formie wyzysku. Tylko dzięki temu praca mogła zyskać produkcyjny charakter. Również w fazie akumulacji pierwotnej, wraz z przejęciem przez kapitał istniejących uprzednio form organizacji pracy i zaprzęgnięciem ich w proces mający na celu pomnażanie wartości, to on określa formę kooperacji, ta zaś polega na eliminowaniu ustanowionych wcześniej stosunków. Obecnie sytuacja ulega jednak całkowitej zmianie. Kapitał stał się potęgą finansową, przechwytującą „społecznie” wytworzoną wartość dodatkową. Wokół tego wysoce scentralizowanego procesu pojawiają się przeciwstawne im i całkowicie niezależne momenty samopomnażania wartości, które władza ekonomiczna i polityczna usiłują zespolić i poddać despotycznemu panowaniu kapitału. Skrajnie złożony skład kapitału bez reszty rzutowany jest na sferę społeczną celem jej kontrolowania. Automatyzacja, a następnie informatyzacja zastąpiły procesy mechanizacji, narzucając niematerialne formy kontroli. Jeśli automatyzacja nadal uczestniczy, po części, w dawnej ekonomii politycznej pomnażania wartości z użyciem maszyn, wraz z nadejściem informatyzacji ów horyzont zostaje przekroczony, towar zaś staje się coraz bardziej przezroczysty i trudniej dostrzegalny. Z drugiej strony pojawiają się sektory czułe, w coraz większym stopniu wyczulone na autonomiczną społeczną kooperację i samorozwój proletariackich podmiotów, na spotęgowanie jednostkowych i zbiorowych mikrofizyk. Produkcyjna aktywizacja siły roboczej nie będzie już zatem do wyrażenia siebie samej potrzebować sprzężenia ze środkami produkcji poprzez sprzedawanie siebie samej kapitaliście. Co więcej, nie tylko w tym wypadku zyska na produkcyjności. Wszystko to prowadzi nas do rozważania (na wyższym stopniu sprawdzalności) hipotezy, że antagonizm między społeczną kooperacją proletariatu a (ekonomicznym i politycznym) kierownictwem kapitału, mimo że zachodzi wewnątrz procesów wytwórczych, swą podstawę znajduje już poza nimi: w rzeczywistym ruchu uspołecznienia. Społeczna kooperacja nie tylko wyprzedza ekonomiczne i polityczne posunięcia kapitału, lecz zawiązuje się niezależnie od nich, utwierdzając swą samodzielność.

Jasne, że zamykając w ten sposób dyskusję nad niniejszymi ustępami z Marksa i prawem tendencyjnego spadku stopy zysku – wbrew pesymizmowi, jakim niektórych napawała ich lektura – nie mamy bynajmniej zamiaru wychwalać płynących z nich doniosłych konsekwencji. Nie chcielibyśmy także, celem uprawomocnienia naszego rozumowania, powtarzać (przeprowadzonego przez nas niegdyś w innym miejscu) ćwiczenia lekturowego z odwołaniem do stronic z Zarysu krytyki ekonomii politycznej, na których przeczytać możemy o „społecznym indywiduum, które jawi się jako wielki fundament produkcji i bogactwa”5 czy o „kapitale stałym trwałym, którym jest sam człowiek”6 – nawet jeśli drażni nas fakt nazbyt częstego uznawania ich za „niedorzeczne” zamiast wysoce utopijne… Interesuje nas tutaj jedynie podkreślenie, że kapitalizm (na co wskazuje krytyka) w swym rozwoju osiągnął stan skrajnej kruchości, w którym nieproporcjonalny rozkład stanowiących go elementów z trudem już daje się jakkolwiek zmierzyć, a w konsekwencji kapitał na powrót podejmuje próbę odnalezienia jakiegoś materialnego oparcia dla nowych form wyzysku. Niemniej

z tego […], że dla kapitału wszelkie takie ograniczenia są barierą i przeto kapitał idealnie ją przekracza, nie wynika bynajmniej, że ją pokonał realnie, a ponieważ każda taka bariera jest sprzeczna z jego przeznaczeniem, produkcja kapitalistyczna porusza się wśród sprzeczności, które stale są pokonywane, lecz również stale powstają. Co więcej, uniwersalność, do której kapitał niepowstrzymanie gna, napotyka zapory w swej własnej naturze, a one pozwolą na pewnym szczeblu jego rozwoju poznać, że to właśnie kapitał stanowi największą barierę dla tej tendencji i dlatego będą parły do usunięcia go przez niego samego7.

Dlaczego z pomocą krytyki Marksowskiej nie mielibyśmy zatem poszukiwać nowego punktu oparcia dla komunistycznej rewolucji?

3.

Trzeci powód nawiązania do Marksa tkwi w fakcie, że z pomocą teorii, która jest dla nas również rozwinięciem zasad i przykładów czerpanych z Kapitału, możemy skuteczniej przerzucić pomost między teraźniejszością a przyszłością. Podobnie jak wcześniej, również teraz przedstawimy pewien przykład, tym razem zaczerpnięty z Księgi drugiej Kapitału, w którym, na drodze analizy cyrkulacji towarów i uspołecznienia wyzysku pracy, odsłaniają się zręby antagonistycznej budowy „dobra wspólnego”.

Zakładając, że praca społeczna nie została subsumowana pod kapitał jedynie „formalnie” (czyli w powiązaniu struktur zachowujących swą odrębność i swoistość), lecz również „realnie” (czyli we współpracy wielości pojedynczych struktur, niezdolnych odtąd odtwarzać się osobno); jeśli zatem przyjmujemy, że społeczeństwo subsumowane zostało pod kapitał „realnie” – co oznacza: całkowicie i w sposób modyfikujący nie tylko jego zewnętrzną formę, lecz również formy produkcji i reprodukcji samego społeczeństwa – to nie sposób rozważać owych przekształceń (z czym mamy częstokroć do czynienia) jedynie w „irracjonalnych” kategoriach „fetyszyzmu”. (Przyznać trzeba, że sam Marks niekiedy doprowadza do skrajności ów fetyszystyczny punkt widzenia. Przykładowo: „[w] kapitale przynoszącym procent stosunek kapitalistyczny osiąga najbardziej uzewnętrznioną i najbardziej sfetyszyzowaną formę. Mamy tu wzór P–P’ […] pierwotny i ogólny wzór kapitału sprowadzony do niedorzecznego skrótu, […] rzecz […] czy raczej automatyczny fetysz”8. Należy jednak przyznać, że Marksowska konstrukcja „fetyszu” w Księdze trzeciej jest znacznie solidniejsza, aniżeli w pierwszej). Musimy zatem rozważyć realną subsumcję społeczeństwa pod kapitał, czyli założyć funkcjonowanie kapitału na poziomie społecznym i na tym obszarze rozpoznać formy wytwarzania wartości, uzyskiwania wartości dodatkowej, a zatem sposoby i artykulacje siły roboczej przeciw kapitałowi.

Właśnie z tego powodu Marks powraca do teorii cyklu ekonomicznego – w szczególności w rozważaniach nad Tableau Économique Quesnaya – mając na celu podkreślenie (co ujawniają dobitnie formuły cykliczne) i objaśnienie społecznego procesu produkcji kapitalistycznej. Rozpatrując formułę T’–T’ (wzorzec społecznej jednostkowej i zbiorowej konsumpcji), Marks zauważa, że w wypadku subsumcji realnej, „przekształcenie nie jest rezultatem zmiany miejsc zachodzącej w procesie cyrkulacji, tj. zwykłej zmiany form, lecz rezultatem przekształcenia rzeczywistego, któremu uległy w procesie produkcji forma użytkowa i wartość towarowych części składowych kapitału produkcyjnego”9. Na ów punkt Marks kładzie nacisk nieustannie, podkreślając, że ustanowienie globalnego kapitału społecznego stanowi prawdziwą „rewolucję wartości”, a rezultat owego ruchu oddziałuje na konstytutywne części wartości produktu społecznego – zarówno w aspekcie wymiany, jak użytkowania10. Ruch globalnego kapitału jest zatem abstrakcją in actu – gdzie przez „abstrakcję” rozumie się zdolność kapitału społecznego do przechwycenia każdej rewolucji wartości, każdego gwałtownego przewrotu, każdej próby usamodzielnienia się pewnego ułamka kapitału11.

Przejście to ma na tyle zasadnicze znaczenie w analizie kapitału (celem sprowadzenia stosunku cyrkulacja–produkcja do matrycy pomnażania wartości), że Marks stwierdza, że wraz z dojściem do tego punktu i osiągnięciem przez kapitał społeczny określonego poziomu złożoności „wymagany będzie inny rodzaj badania”12. Na czym miałby on zatem polegać? Na rozważeniu kategorii analitycznych już nie tyle w aspekcie genetycznym, ile jako funkcji antagonizmu, w obrębie społecznej całości. Dopiero w tym punkcie teoria może się stać orężem walki klasowej. Podobne ujęcie rozwinięte już zostało (o czym nadmienialiśmy) w Księdze pierwszej Kapitału, w tym miejscu metoda ta zostaje jedynie pogłębiona. Wynika stąd bezpośrednio, że kapitału społecznego nie należy już ujmować jako rezultatu „konkurencyjnego” procesu, który by go określał, jak gdyby prawa nim rządzące były wynikiem wojny, jaką toczą ze sobą drobni przemysłowcy – bynajmniej, prawa kierujące globalnym kapitałem społecznym rodzą się z antagonizmu, z walki klasowej. Przejście od formalnej do realnej subsumcji społeczeństwa pod zbiorowego kapitalistę pociąga zatem za sobą, jako pierwszą i zasadniczą konsekwencję, poddanie kapitalistycznemu „despotycznemu” panowaniu sprawowanemu nad klasą robotniczą w fabryce całości społeczeństwa, znosząc ową „anarchię”, która początkowo zdawała się odgrywać dominującą rolę w grze rynkowej. Anarchia ta wytwarza faux-frais [nieprodukcyjne, lecz niezbędne koszty] produkcji, które powinny zostać – podobnie jak, ogólnie, wszelkie towarzyszące zjawiska i użyteczności (koszty zewnętrzne) – sprowadzone do „pozytywności”, w przeciwnym zaś wypadku wyeliminowane w celu osiągnięcia pełnej społecznej mocy przez kapitał.

Z tego właśnie powodu Marks przejmuje od Quesnaya schematy reprodukcji – liczbową wersję owej Tableau Économique ((Tamże, dział 3, rozdz. 20-21.)). Schematy te mają na celu zrównoważenie (w ramach systemu kapitalistycznego) pierwszego działu, wytwarzającego „środki produkcji”, z drugim działem, który wytwarza „dobra konsumpcyjne”. By system mógł funkcjonować gładko i bez przeszkód, nie tylko całkowity popyt, co oczywiste, musi być równy całkowitej podaży, lecz również popyt na produkty całego działu musi dorównać całości produkcji tego działu. To przypadek „reprodukcji prostej”, czyli stanu rzeczy, w którym w ciągu roku wszystko pozostaje niezmienione: jeśli kapitał stały spożyty w obu działach jest równy produkcji pierwszego działu i jeśli globalny dochód pracowników i kapitalistów z obu działów (który musi zostać całkowicie spożyty, by warunki pozostały niezmienione) równy jest produkcji z drugiego działu. Wszelako w ramach „reprodukcji rozszerzonej” – gdzie kapitaliści nie spożywają w całości swego dochodu, lecz inwestują pewną jego część – wszystkie proporcje ulegają zmianie, a równowagę z trudem udaje się osiągnąć. Równie trudno ją zachować, mimo wysiłków ze strony kapitalistów, którzy nieustannie starają się ją przywrócić z pomocą coraz to nowych inwestycji oraz konsumpcji. W dziejach interpretacji marksizmu przejście to (do reprodukcji rozszerzonej) stało się „przylądkiem burz”, od czasu wystąpienia Róży Luksemburg bowiem to Marksowskie sformułowanie nie wydawało się do końca jasne. Zdawało się ono również sprzeczne z owym antagonizmem, który u Marksa stanowił sedno kategorii krytycznych. Przeto podjęto niemało rozmaitych prób uhistorycznienia owych nierównomierności i wahań oraz nadania im nowej postaci. Luksemburg w szczególności wykazała, że równowaga taka byłaby nieosiągalna, gdyby w obliczu umacniania się ruchów i walk społecznej siły roboczej kapitał nie zapewnił sobie (na drodze kolonialnego wyzysku) nowych źródeł wyzysku celem wyrównania cyklu.

Miejmy również w pamięci to, że w ramach reprodukcji rozszerzonej zderzają się w nowej postaci dwa zjawiska rozważane już przez nas w dociekaniach nad prawem zniżkowej tendencji stopy zysku (czyli, z jednej strony, wzrost ogólnej wartości kapitału stałego, a co za tym idzie, umasowienie organicznego składu kapitału, z drugiej zaś wzrost mocy wytwórczej siły roboczej, względna niezależność części zmiennej od części stałej kapitału). Skąd wynika zasadniczy wniosek: reprodukcja rozszerzona, wraz z rosnącym umasowieniem i ujednoliceniem składu kapitału, stanowi zawsze zwiastun kryzysu. Kryzys ten jednak przejawia się w nowej figurze kapitału, który w wyniku swego uspołecznienia włączył w swój obręb produkcję i cyrkulację, zyskując w swym rozwoju wymiar globalny. Nie zdołał jednak przywrócić równowagi między działem reprodukcji środków produkcji a działem dóbr konsumpcyjnych, między rozwojem a globalną płacą, przyczynił się zatem do ich rozejścia w przeciwnych kierunkach, w których to warunkach nie udaje się już osiągnąć jakiegoś stabilnego stanu współistnienia kapitału stałego ze zmiennym. Potwierdza się tutaj zatem ostateczny skutek kryzysu klasycznej opartej na pracy teorii wartości – co nie oznacza, że wartość jest czymś, co znajduje swą podstawę poza wyzyskiem siły roboczej, lecz to, że rozmiary, miara i jakość owej siły roboczej ulegają radykalnej zmianie, a wraz z formą, tak po Marksowsku, zmienia się również treść.

Dlaczego na początku niniejszego paragrafu wspomnieliśmy o rozpostarciu nowej przestrzeni teoretycznej? Dlatego, że w ramach owego kryzysu i pogłębienia sprzeczności, w obrębie nowych powiązań pracy i wbrew kapitalistycznemu wyzyskowi społecznej kooperacji, da się być może wypracować jakąś nową teorię wartości opartej na pracy jako wspólnej potencjalności. Zapoznaliśmy się już z niebywałym wzrostem użytkowej wartości siły roboczej, a z drugiej strony, ze skrajną przemocą kapitału społecznego, usiłującego ją zamknąć w wartości wymiennej, w społecznej reorganizacji kierownictwa służącej wyzyskowi i mającej na celu zgniecenie oporu i zniweczenie autonomii pracy. W społecznym kapitalizowaniu procesu pomnażania wartości tkwi jednak coś „wspólnego”, co wyrywa się z każdej klatki, w której usiłuje się je zamknąć, starając się znaleźć dla siebie wyraz.

Ostatnimi czasy doszło do ogromnych przemian w toku rozwoju kapitalizmu. Pierwszą wymagającą podkreślenia zmianą jest fakt, że finanse stają się obecnie kluczowym elementem procesu produkcji. Tradycyjne rozróżnienie na zarządzanie pieniężne z jednej strony i „realny” poziom produkcji z drugiej jest dziś już nie do utrzymania, nie tylko na płaszczyźnie politycznej, lecz również z powodów praktycznych, z wewnętrznego punktu widzenia procesów gospodarczych jako takich. Kapitalizm w swej obecnej postaci opiera się na rencie. Wielcy przemysłowcy nie tyle reinwestują swe zyski, ile stawiają na rentę. Obiegi zaś, niegdyś krew kapitału, dzisiaj określa się mianem renty, ta zaś pełni zasadniczą funkcję w krążeniu kapitału i podtrzymywaniu kapitalistycznego systemu: innymi słowy, w podtrzymywaniu hierarchii społecznej i jedności kapitałowego kierownictwa.

Pieniądz staje się równocześnie jedyną miarą społecznej produkcji. Otrzymujemy w ten sposób ontologiczną definicję pieniądza jako formy, krwi, wewnętrznego krążenia, w którym krzepnie wartość zbudowana społecznie w całym systemie gospodarczym. W tym właśnie przejawia się całkowite podporządkowanie społeczeństwa kapitałowi. Siła robocza, czyli aktywność społeczeństwa, zostaje podporządkowana pieniądzowi jako równocześnie mierze, kontroli i kierownictwu. Procesowi temu nie wymyka się sama klasa polityczna, a w ślad za nią jak po sznurku podążają formy polityczne. Skoro tak to wygląda, z konieczności (każde) pęknięcie czy zerwanie musi mieć charakter wewnętrzny, dokonując się w obrębie tak wyznaczonego pola. Powinniśmy – ujmując prowokacyjnie, choć nie do końca – zastanowić się, co takiego mogłoby dzisiaj oznaczać zwołanie rad robotniczych, czyli wprowadzenie walk, mocy, wielości i dobra wspólnego w obręb tak ukształtowanej rzeczywistości i nowych totalitarnych organizacji pieniądza i finansów. Wielość nie jest bowiem jedynie ofiarą wyzysku jako takiego: jest wyzyskiwana społecznie, jak niegdyś robotnik w fabryce. Mutatis mutandis na poziomie społecznym (i pieniężnym) postuluje się zatem aktualność walk o płacę. Kapitał jest zawsze stosunkiem (między tym, kto kieruje, a tym, kto pracuje) i właśnie w ramach owego stosunku dokonuje się podporządkowanie siły roboczej pieniądzowi. Wszelako właśnie ze względu na zachowanie stosunku kapitałowego, w jego ramach dojść musi do zerwania.

W oparciu o te przesłanki interpretować można również kryzys, do którego dochodzi obecnie. Przejawia się on w postaci konieczności utrzymania porządku poprzez pomnażanie pieniądza (kredyty subprime wraz z całym przerażającym mechanizmem, który wyzwoliły, z punktu widzenia kapitału i systemu bankowego, panujących nad tym światem, służyły utrzymaniu w ryzach proletariuszy i opłaceniu reprodukcji społecznej). Dlatego pora chwycić w swoje ręce ową rzecz, by odebrać jej zdolności kierowania. Nie ma tutaj miejsca na wątpliwości. Wbrew koncepcjom upatrującym przyczyny kryzysu w oderwaniu finansów od realnej produkcji my upieramy się przy fakcie, że finansjeryzacja nie jest jakimś bezproduktywnym czy pasożytniczym odchyleniem, biorącym się ze wzrostu kwot wartości dodatkowej i zbiorowych oszczędności. Nie jest odchyleniem, a formą akumulacji kapitału w ramach nowych procesów społecznej i kognitywnej produkcji wartości. Dzisiejszy permanentny kryzys finansowy powinno się zatem interpretować jako próbę zahamowania akumulacji kapitału (ze strony proletariatu) i jako wynikające zeń implozyjne ujście jego nieudanej akumulacji.

Jak wydobyć się z tego rodzaju kryzysu? Jedynie na drodze społecznej rewolucji. Jedynym dającym się dziś przyjąć New Deal’em byłby taki, który polegałby na ustanawianiu nowych praw społecznej własności dóbr wspólnych. Praw, które z całą stanowczością przeciwstawiłyby się prawu własności prywatnej. Innymi słowy, jeśli dostęp do „dobra wspólnego” przybierał dotąd formę „długu prywatnego”, od dziś uprawnione będzie domaganie się tego samego prawa w formie „renty społecznej”. Domaganie się uznania owych praw wspólnych jest jedyną słuszną drogą wydobywania się z kryzysu. Ostatnia zabawna riposta na ten temat: znajdą się z pewnością tacy (pokroju Rancière’a, Žižka, Badiou), którzy owe „reformy” uznają za całkowicie zbędne, jeśli nie szkodliwe dla pracowników – w porządku, czemu nie spróbować wprowadzić ich w życie i sprawdzić? Czemu nie zaproponować ich na Wall Street?

Nie ma wszelako bardziej niebezpiecznego złudzenia aniżeli to, że do ustanowienia komunizmu wystarczy przywłaszczenie sobie owego dobra wspólnego i poddanie go demokratycznym procedurom zarządzania. W kapitalistycznej społecznej akumulacji tkwi bowiem forma, której z konieczności odpowiada podobna jej substancja. Dlatego kapitalistyczne dobro wspólne, tak zwany „komunizm kapitału”, trzeba zniszczyć. Zniszczenie to będzie warunkiem i probierzem każdego ustanawiającego procesu komunistycznego. Nową teorię wartości opartej na pracy należy skonstruować poprzez drążenie kapitalistycznego „dobra wspólnego”, by krytyce poddać jego budowanie, a następnie zniweczyć go jako tendencję – podobnie jak w wypadku Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy, która posłużyła do ukazania siły roboczej jako potencjalności oraz obrania za cel oprócz walki z pracą dodatkową, również walki o zniesienie zysku i wyzysku.

Cztery niniejsze uwagi (opatrzone trzema przykładami) służyć miały jedynie pokazaniu powodów, dla których Marksowska myśl nadal powinna towarzyszyć wszystkim tym, którzy gotowi są powziąć trud zaangażowania się w badania mające na celu zorganizowanie oporu wobec kapitalistycznego wyzysku, wspieranie samodzielności pracowników oraz korzystanie, w ramach i przeciw kapitalistycznym trybom uspołecznienia, z form wspólnego życia. Dlaczego Marks? jest dialogiczną odpowiedzią na tak postawione pytanie. Niniejsze uwagi wskazują jedynie drogę, którą w nadchodzących latach powinniśmy podążać.

przełożył Sławek Królak

 

 

  1. K. Marks, Kapitał: krytyka ekonomii politycznej, t. 3, cz. 1, Warszawa 1957, s. 396. []
  2. Tamże, s. 268. []
  3.  K. Marks, Kapitał, Warszawa 1983, t. 3, rozdz. 13, s. 318-350 (Negri wskazuje na powyższy rozdział jako źródło tego cytatu. Niestety nie udało się zlokalizować go ani we włoskim, ani w polskim wydaniu trzeciego tomu Kapitału – przyp. tłum). []
  4. K. Marks, Kapitał, t. 1, Warszawa 1950, s. 682. []
  5. Zob. K. Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, Warszawa 1986, s. 572. []
  6. Tamże, s. 578. []
  7. Tamże, s. 316. []
  8. K. Marks, Kapitał, t. 3, cz. 1, s. 426-427. []
  9. Tegoż, Kapitał, t. 2, Warszawa 1955, s. 96. []
  10. Tamże, dział 3, rozdz. 20. []
  11. Tamże, dział 1, rozdz. 4. []
  12. Tamże. []
Share This