Howard Zinn. 2016. Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś. Tłum. Andrzej Wojtasik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Niedawno na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazało się klasyczne dzieło amerykańskiego historyka Howarda Zinna, Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. I choć od amerykańskiej premiery książki minęło już przeszło trzydzieści lat, to publikacja polskiego przekładu wciąż powinna być traktowana jako wydarzenie doniosłe – nie tylko ze względu na znaczenie dzieła Zinna w dziejach nurtu historiografii „oddolnej”, lecz również z powodu rosnącego zainteresowania próbami pisania „ludowej historii” Polski, mogącej stać się pewną przeciwwagą dla hegemonicznej formuły historiografii nacjonalistycznej i konserwatywnej (zarówno politycznie, jak i metodologicznie). Książka Zinna nie jest bowiem kolejną sztampową opowieścią o dzielnych białych mężczyznach, którzy uczciwą pracą własnych rąk doprowadzili Stany Zjednoczone do roli światowego hegemona. Przeciwnie, takiej klasycznej narracji, przyjmującej punkt widzenia członków elity władzy, amerykański historyk przeciwstawia perspektywę większości społeczeństwa. W rozumieniu autora Ludowej historii Stanów Zjednoczonych społeczeństwo nie ogranicza się wyłącznie do uprzywilejowanych warstw, posiadających już swoją „własną opowieść”. Zinn snuje opowieść o dziejach Stanów Zjednoczonych z perspektywy robotników, farmerów, kobiet, więźniów, czarnoskórych, Indian, Latynosów, Hawajczyków i innych grup pomijanych w amerykańskich podręcznikach do historii. Dzięki temu zabiegowi, „zwykli” Amerykanie nie są już tylko tłem, jak to zwykle bywa u tradycyjnie zorientowanych historyków, dla dokonań tzw. wielkich mężów, bohaterów opowieści krzepiących serca i podbudowujących narodową dumę Amerykanów. Historię Stanów Zjednoczonych u Zinna wypełniają strajki, protesty bądź organizacje społecznego oporu przeciwko uciskowi fiskalnemu. Przemiany Ameryki dokonują się wobec tego na podstawie przeciwstawnych interesów, antagonizmów i starć pomiędzy uprzywilejowanymi i podporządkowanymi, czyli mówiąc wprost, walki klas.

Przypomnijmy, że w latach 60. XX w., gdy rodziły się pierwsze pomysły na „ludową historię”, Stany Zjednoczone przechodziły głębokie intelektualne przesilenie. Jak pisze Donald R. Kelley:

„polityczny i ideologiczny zamęt lat 60. ubiegłego wieku stworzył więcej nowych historii i „zwrotów” zarówno na lewo, jak i na prawo, społecznych i językowych, a także przyczynił się do olbrzymiej demograficznej ekspansji zawodu historii w kontekście wojny w Wietnamie. Jednocześnie spowodował reperkusje, wzniecił ruchy studenckie i radykalizmy, które nie tylko pragnęły widzieć historię „od podszewki”, ale też przestawić ją na „nowy lewicowy” aktywistyczny tryb, choć coraz mniej w interesie wyimaginowanego międzynarodowego proletariatu, a bardziej kobiet, czarnych, pomijanych grup etnicznych i innych szukających tożsamości poprzez własną historię” (Kelly 2009, 217).

Wszystkie te wydarzenia odcisnęły piętno również na naukowej i politycznej działalności Howarda Zinna. Jak zauważa we wstępie do polskiego tłumaczenia Artur Domosławski, osobiste doświadczenia i zaangażowanie autora Ludowej historii Stanów Zjednoczonych w protesty przeciwko segregacji rasowej, wojnie w Wietnamie oraz aktywne wsparcie grup LGBTQ znalazły odbicie w książce. Ludowa historia Stanów Zjednoczonych stała się dzięki temu historią prawdziwie egalitarną, w założeniu dla wszystkich, o wszystkich, i z perspektywy wszystkich pisaną. Jak uważał Zinn, w amerykańskiej historii powinny zmieścić się doświadczenia wszystkich grup, niezależnie od ich społecznego statusu czy zasług.

„Problemu badawczego” tej książki – jak ująłby to metodolog historii – dostarczyło więc Zinnowi własne zaangażowanie polityczne po stronie grup dotychczas marginalizowanych. Z jednej strony było to jedno ze źródeł popularności jego prac, z drugiej jednak pozwoliło na zakwalifikowanie go jako „historyka radykalnego” (zob. Thorn 2005, 331-333), co umożliwiło innym akademikom na bagatelizowanie jego badań. Zaangażowanie, jako badacza i aktywisty miało oznaczać odejście od uświęconego w gmachach uniwersytetu (a zwłaszcza na jego historycznych wydziałach) „obiektywizmu”. Sam Zinn jednak nieszczególnie się tym zrażał. Jego wersja amerykańskiej historii nie miała być wyłącznie naładowanym faktografią wyliczeniem kolejnych wydarzeń narodowej historii, przypominającym trochę średniowieczną kronikę, ale książką tętniącą życiem, wypełnioną konfliktami między posiadającym a poddanymi. Przyznawał to sam Autor, pisząc: „[…] historia, którą tu opowiadam, lekceważy rządy, jednocześnie darząc szacunkiem ludowy opór wobec nich. Podejście to czyni mój opis stronniczym, ciążącym w pewnym kierunku. Nie budzi to mojego zakłopotania, bowiem ogromny stos znanych nam wszystkim książek historycznych ciąży zdecydowanie w odwrotnym kierunku. Są tak przepełnione szacunkiem dla państwa i mężów stanu, tak bardzo zaś lekceważą i ignorują lud, że potrzebujemy jakiejś przeciwwagi, aby uniknąć zmiażdżenia i popadnięcia w uległość” (Zinn 2016, 809). Zinn nie poszukuje zatem na siłę historycznej płaszczyzny porozumienia z rządem i „uświęconymi prawami narodowymi”, nie myśli o osiągnięciu konsensusu z dominującymi narracjami na temat Stanów Zjednoczonych. Zauważyli to również niektórzy recenzenci pracy. Jedna z amerykańskich historyczek – Sandra Morra – napisała, że Ludowa historia Stanów Zjednoczonych prowokuje do krytycznego spojrzenia na historię USA. Jest ona – zdaniem autorki, opracowaniem stojącym w opozycji wobec „uświęconych” bohaterów Ameryki, którzy dotychczas dominowali w głównym nurcie. Morra podkreśliła ponadto, że w historii ludowej mocno zaakcentowano kwestie ekonomiczne, które były głównymi siłami napędzającymi robotnicze strajki, a które nie stanowiły dotychczas istotnego wątku w dominującej narracji o amerykańskiej historii (Morra 1991, 169). Spostrzeżenie to było ważne także z tego względu, że często historiom oddolnym zarzucano nadmierną ideologizację dziejów, „pisanie z góry założoną tezą”, co jest zawsze poważnym zarzutem wobec historyków. Inny recenzent – J. R. Conlin zaliczył natomiast pracę Zinna do nurtu „nowej historii społecznej”, wywodzącej się z historiografii brytyjskiej, głównie ze środowiska marksistowskiej grupy historyków: Erica Hobsbawma, Edwarda Palmera Thompsona, Christophera Hilla i wielu innych. John R. Conlin uznał także, że Zinn nie miał litości dla Krzysztofa Kolumba, którego nazwał „żądnym złota gwałcicielem w Edenie”, a „Ojcowie-założyciele” Stanów Zjednoczonych jak pisał: „okłamali tysiące ludzi, którzy za nich walczyli”1Widzimy tutaj nawiązania do najważniejszych nurtów historiograficznych tamtych czasów, czyli nowej historii społecznej oraz historii codzienności. Krytycznie do książki podszedł jednak Michael Kazin, a więc ważna postać amerykańskiej liberalnej lewicy, który napisał, że: „praca Zinna […] miała w sobie więcej polemicznej pasji niż wnikliwości historycznej. Przy wszystkich jego szlachetnych intencjach zasadniczo sprowadził on przeszłość do legendy manichejskiej i nie próbował na serio podjąć najważniejszej kwestii, którą lewica musi rozważyć w związku z historią Stanów Zjednoczonych: dlaczego większość Amerykanów (za)akceptowała legitymację republiki kapitalistycznej, w której żyli?” (Kazin 2012, 363-364). Dla Kazina Ludowa historia Stanów Zjednoczonych była tylko niewielkim pocieszeniem dla amerykańskiej lewicy, która po krótkim okresie względnych sukcesów, od lat 80. XX w. znalazła się w odwrocie. Kazin krytycznie podszedł również do wymiaru narracji wyłaniającego się z kart książki, o czym jeszcze powiem, przywołam jednak wcześniej jego słowa: „zwykli Amerykanie żyli głównie po to, aby walczyć z bogatymi i aroganckimi oraz, oczywiście, dawali im się ogłupiać. Przypominali potakujące lalki w roboczych koszulach i kombinezonach, zawsze pełne optymizmu co do szans pokonania władzy – i zawsze upadające na swe poczciwe twarze” (Kazin 2012, 364).

W niniejszej recenzji często podkreślam, że historia nie musi być wyłącznie lukrowaną opowieścią o wielkich wodzach. Historia narodowa pełni określone funkcje i z tego też powodu często ulega różnym zabiegom mitologizującym, które spłaszczają obraz wyłaniający się z uważnej lektury źródeł historycznych. W Ludowej historii Stanów Zjednoczonych ten fakt możemy dostrzec na podstawie biografii Kolumba, która w klasycznych podręcznikach streszczana pod zgrabnym określeniem „poszukiwania morskiej drogi do Indii”, z perspektywy rodzimej ludności Ameryki stanowi początek epidemii nieznanych wcześniej chorób, niewolnictwa i gwałtów. To odwrócenie perspektywy, zastosowane przez Zinna, znalazło też odbicie w najnowszej historii USA, pod postacią walki rdzennej ludności Ameryki z „Narodowym dniem Kolumba”. Tutaj też objawia się szczególnie wyraźnie wykluczający charakter narodowej mitologii – to, co dla większości białych Amerykanów jest radośnie i bezrefleksyjnie celebrowaną rocznicą, dla potomków rdzennej ludności kontynentu amerykańskiego jest wspomnieniem zagłady dokonanej przez białych Europejczyków. Nacisk, jaki został w tej sprawie wywarty, sprawił, że w niektórych miastach Stanów w miejsce tego święta obchodzi się dzień rdzennych mieszkańców Ameryki. Oddaje to wykluczonym dotąd grupom społecznym należyte miejsce w świadomości społecznej, a często daje poczucie spełnienia obowiązku wobec swoich przodków. Co więcej, stanowi też krok ku bardziej wrażliwemu i egalitarnemu podejściu do nauki historycznej, która przez lata była kojarzona wyłącznie z narzędziem politycznym władców.

Pojawia się przy tym jednak problem, który postawił też Kazin. Jakie konsekwencje powoduje odwrócenie historii upside down? Zdaniem Kazina emancypowany przez Zinna lud jest politycznie naiwny. W zasadzie można odnieść takie wrażenie po lekturze jego książki. Opisywane na kolejnych stronach protesty, strajki i progresywne idee nie sprawiły, że dzisiaj w Stanach Zjednoczonych nie ma problemu z powszechnym ubezpieczeniem zdrowotnym, nadal mimo usilnych działań pacyfistów i zwolenników rozbrojenia nuklearnego, Ameryka posiada swoje bazy w wielu zakątkach świata oraz dysponuje pokaźnym arsenałem nuklearnym. Pomimo że wiele postulatów uważamy za racjonalne, zbiegają się z naszymi politycznymi poglądami, dochodzi do zaprzeczenia progresywnych celów polityki, to jednak są momenty kiedy te idee tracą swoją moc. Dobrym przykładem jest chociażby rewolucja konserwatywna Ronalda Regana, który wykorzystał słabą pozycję Jimmy’ego Cartera i „przechylił wahadło” w stronę neokonserwatyzmu.

Jest jeszcze następna kwestia, która sprawia nam trudności. Praca Howarda Zinna powstała w konkretnym miejscu i czasie. Historia Stanów Zjednoczonych jest odmienna od krajów afrykańskich, azjatyckich czy europejskich. Spróbujmy dokonać krótkiej rekonstrukcji narracji Zinna na przykładzie historii Polski. Otóż na przestrzeni lat dochodziło do wielu wystąpień chłopów przeciwko uciskowi fiskalnemu oraz pańszczyźnie, czego przykładem są chociażby pieśni ludowe, relacje zagranicznych podróżników oraz prace historyków napisane jakiś czas temu. Rewolucją na ziemiach polskich było niewątpliwie zniesienie pańszczyzny – 1817 rok Prusy, 1848 rok Galicja, 1863 rok Królestwo Polskie. Spowodowało to, że chłopi, których często uznawano za „element inwentarza”, stali się pełnoprawnymi obywatelami, co położyło kres ich niewolniczej pracy. Częściej jednak przypomina się fakt, że było to celowe działanie zaborców, żeby pozbawić szans Polaków w zbliżającym się powstaniu przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Jest to jednak spojrzenie kompensujące, umniejszające rolę czynników ekonomicznych w procesach historii. Pańszczyzna była jednym z elementów utwierdzającym szlachecką pozycję społeczną i ekonomiczną. Zniesienie pańszczyzny spowodowało, że straciła ona niewolniczą siłą roboczą, która była podstawą jej egzystencji. W konsekwencji szlachta zdana była sam na siebie na ówczesnym szeroko otwartym rynku kapitalistycznym, w efekcie czego często bankrutowała. Ci, którzy się utrzymali, zmienili kompletnie swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i dostosowali się do zmieniającego świata. To oczywiście skrótowy obraz, ale doskonale obrazuje proces rewolucji, jaka się wówczas dokonała, niestety wyparty ze zbiorowej świadomości.

Wreszcie musimy zapytać, co może nam dzisiaj dać lektura książki Zinna? Po co porywać się na niemal tysiącstronicowe dzieło? Oprócz wielu nieznanych zwykle czytelnikowi faktów i zapomnianych wydarzeń z historii USA, uważam, że istotny jest sam sposób pojmowania i rozumienia historii, który oferuje Zinn. Historia buntów, oporu, strajków, wyzysku, czyli historia wykluczonych, stanowi wyzwanie także dla naszej rodzimej historiografii. Propozycja Zinna to oczywiście tylko jeden z przykładów możliwej kontrnarracji, dlatego książkę trzeba traktować raczej jako inspirację do bardziej krytycznej refleksji nad historią niż gotowy podręcznik dla radykalnie zorientowanego badacza. W Polsce potrzeba historii ludowej/oddolnej jest szczególnie pilna. Istnieją zresztą pewne tradycje takiego sposobu myślenia. Należałoby wobec tego dokonać krytycznego przeglądu demokratyzmu historycznego prezentowanego w przeszłości przez Bolesława Limanowskiego czy Adama Próchnika, czy bardziej zekonomizowanego spojrzenia Witolda Kuli i Jerzego Topolskiego. Nie chodzi tutaj o zdroworozsądkowe podejście czy postmodernistyczne przekonanie o prawdach autorytetów. Trzeba bowiem zauważyć, że modele historii w latach wcześniejszych nie brały pod uwagę doświadczeń płynących z teorii postkolonialnej czy z zakresu gender studies, bez których oddolna historia Polski byłaby niepełna. Wydaje się jednak, że w polskich warunkach tego rodzaju badaniom trudno byłoby uniknąć oskarżeń (zapewne jeszcze bardziej stanowczych, niż te w Stanach Zjednoczonych) o „ideologizację” historii. Nie wiem także, czy ten rodzaj studiów nad historią, jakie prowadził Howard Zinn, znajdzie odpowiedni grunt w Polsce

Reasumując, książce Ludowa historia Stanów Zjednoczonych na pewno zostaną poświęcone kolejne wydarzenia, seminaria i artykuły, pomimo faktu, że po raz pierwszy ukazała się ponad 30 lat temu. Choć nie możemy być pewni, że osiągnie podobny sukces wydawniczy i intelektualny jak w USA, to niewątpliwie należy ją przeczytać – choćby po to, żeby dostrzec, że historia nie musi wcale „krzepić serc”.

Wykaz literatury

Conlin, R. Joseph. 1980-1981. „Reviewed Work: A People’s History of the United States by Howard Zinn.” The Wisconsin Magazine of History 64/2: 138-140.

Kazin, Michael. 2012. Amerykańscy marzyciele. Jak lewica zmieniła Amerykę. Tłum. Michał Sutowski. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Kelly, R. Donald. 2009. Granice historii. Badanie przeszłości w XX wieku. Tłum. Bartosz Hlebowicz. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Morra, Sandra. 1991. „Reviewed Work: A People’s History of the United States by Howard Zinn.” TESOL Quarterly 25/1: 169.

Thorn, T. Brian. 2005. „ Representation of a Radical Historian.” Labour / Le Travail 55: 331-333.

Zinn, Howard. 2016. Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś. Tłum. Andrzej Wojtasik. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej.

Przypisy

 

1 Conlin napisał nawet dosadnie: „making sucker” (zob. Conlin 1980-1981, 139).

 
Share This