Res Publica Nowa. „Szał bankiera” 2015, nr (3)221.

Redakcja czasopisma Res Publica Nowa zdecydowała się poświęcić główną część numeru 3/2015 pt. „Szał bankiera” fundamentalnemu powiązaniu między pieniądzem, własnością i władzą. Zachęcające jest już samo takie ujęcie problemu, które zapowiada zerwanie z liberalnym oddzieleniem kwestii ekonomicznych i politycznych oraz ślepotą ekonomii neoklasycznej na relacje władzy i dominacji. Niestety, podobnie jak w większości tego typu prób, jakość zawartych w tym numerze materiałów jest bardzo zróżnicowana.

Zacznijmy jednak od najmocniejszych fragmentów omawianego numeru. Jędrzej Malko w artykule „Pieniądz w perspektywieodziera instytucję pieniądza z jej rzekomej „naturalności” i wskazuje na powiązania jej genezy z potrzebami militarnymi. Na poparcie swojej tezy wskazuje m.in. przykłady powstawania starożytnych monet, banknotów i monopolu na ich emisję zdobytego przez Bank Anglii. Malko interesująco pisze o zbędności pieniądza w prowadzeniu handlu wymiennego w wielu zarówno starożytnych, jak i średniowiecznych społecznościach, opisuje również obecną już w osiemnastym i dziewiętnastym wieku świadomość uwikłania polityki państwa w relacje z rosnącą władzą kapitału finansowego. W zakończeniu swojego tekstu autor trafnie powtarza również mało niestety znaną prawdę o ignorowaniu pieniądza w ekonomii neoklasycznej – nigdy nie była ona w stanie zrozumieć jego istoty, roli ani sposobów funkcjonowania, a modele tworzone w jej ramach w gruncie rzeczy zakładają wymianę bezpieniężną, na zasadzie barteru.

Szymon Grela i Filip Konopczyński w artykule „Wygnanie z raju” wskazują na problem rajów podatkowych, w których ulokowana jest większa część wszystkich aktywów bankowych, dzięki czemu „3,1 biliona dolarów rocznie wymyka się egzekucji podatkowej”. Raje podatkowe przyciągają różnymi mechanizmami – od zerowej stawki podatku dochodowego od dochodów przedsiębiorstw po obniżone standardy nadzoru czy przywileje związane z prawem pracy. Problem ma charakter globalny, gdyż każda międzynarodowa korporacja wykorzystuje raje podatkowe w tworzonych przez siebie sieciach powiązanych spółek, stosując rozmaite „triki”, takie jak m.in. ceny transferowe czy odsprzedawanie praw do korzystania ze znaku towarowego (dzięki obu mechanizmom ich dochód w krajach niebędących rajami podatkowymi często wynosi zero). Grela i Konopczyński analizują pokrótce rozmaite formy opodatkowania trudniejsze w obchodzeniu za pomocą korzystania z rajów podatkowych, takie jak podatek Tobina, VAT czy podatki od nieruchomości. Każdy z nich generuje własne negatywne skutki (choć w przypadku podatku od transakcji finansowych obawa autorów dotycząca ograniczenia podaży kredytu wydaje się zdecydowanie przesadzona). Autorzy dochodzą więc do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem byłaby likwidacja rajów podatkowych i zapobieganie ich powstawaniu. Ponieważ większość z nich zależna jest od Wall Street i/lub londyńskiego City, kluczowe w tej strategii jest przejęcie władzy w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii przez polityków sprzeciwiających się interesom wielkich korporacji (szczególnie wobec wciąż słabych względem korporacji instytucji międzynarodowych typu Unii Europejskiej czy ONZ). Z artykułu Greli i Konopczyńskiego wynika, że powinniśmy z jeszcze większą uwagą śledzić losy Berniego Sandersa w wyborach prezydenckich w USA, a także politycznej pozycji Partii Pracy pod przywództwem Jeremy’ego Corbyna.

Karol Muszyński w artykule „Zadłużona demokracja i prawo do bankructwa” podejmuje z kolei temat długu publicznego. Bardzo interesująco wskazuje na pierwszeństwo zadłużenia polityków względem swoich obywateli płynące ze zobowiązania do realizowania swoich obietnic socjalnych oraz ochrony już zagwarantowanych praw i przywilejów przed zadłużeniem względem wierzycieli finansujących dług publiczny. Autor postuluje prawo do bankructwa państwa, uznając, że „demokratyczna wspólnota nie może być dziś bezwzględnie rozliczana za działania poprzednich rządów i wspólnoty w jej wcześniejszym kształcie”. Muszyński przypomina również o celowej strategii ograniczania wpływów podatkowych przez rządy neokonserwatystów (neoliberałów) powodujące znaczący wzrost zadłużenia, co miało wymuszać na przyszłych rządach ograniczanie wydatków socjalnych państwa.

Co ciekawe, autorzy wszystkich powyższych tekstów są członkami prężnie działającej od niedawna Fundacji Kaleckiego (której raport recenzowałem: TUTAJ). Pozwala to z nadzieją spoglądać na dalsze wytwory analityczne członków tej instytucji, odwołującej się do jednej z najjaśniejszych postaci w historii polskiej ekonomii.

Do grona artykułów z pewnością wartych lektury dołączyć trzeba tekst Antoniego Bojańczyka „Pętla wykładni. Na styku prawa i ekonomii” argumentujący przeciwko zawartej w referendum zasadzie rozstrzygania wątpliwości co do prawa podatkowego na korzyść podatnika. Nie poddaję go tutaj bardziej szczegółowej analizie zarówno z braku miejsca, jak i kompetencji prawniczych – niech jednak będzie mi wolno określić go mianem tekstu solidnego i przekonującego.

W numerze znajdują się również materiały trochę słabsze, których przeczytanie nie będzie jednak z pewnością stratą czasu. Należy do nich tekst Michała Smolenia „Posiąść wydarzenie. Własność w sieciach” oraz wywiad wspomnianego już Jędrzeja Malki z Jerzym Hausnerem. Artykuł Smolenia podejmuje bardzo interesującą problematykę własności i pracy w kontekście przemian technologicznych, powołując się m.in. na przykłady Ubera, Facebooka czy YouTube’a. Autor niekiedy zdaje się wyważać otwarte drzwi i nie zdecydował się odwołać do już bogatej literatury poruszającej te tematy (wspomnę tu jedynie o pracach z nurtu postoperaistycznego i właściwych mu konceptualizacjach dobra wspólnego), chociaż nie sposób odmówić mu ciekawych uwag i celnych spostrzeżeń. Cieszą również poruszane kwestie uspołeczniania portali społecznościowych czy stwierdzenie, że „obecna struktura własności krępuje kreatywność, zamiast do niej motywować”.

Jerzy Hausner starając się analizować ostatnie przemiany gospodarcze, prześlizguje się po powierzchni zjawisk na takim poziomie ogólności, który męczy pomimo swobodnej formy wywiadu. Nie zastanawia się nad głębszymi przyczynami „nadrzędności systemu finansowego względem realnej gospodarki” ani obecnego kryzysu gospodarczego. Zarzuca dzisiejszemu kapitalizmowi odejście od wartości moralnych, atakując go z perspektywy etycznej, czym nie tylko upraszcza, ale i zaciemnia strukturalne mechanizmy przemian tego systemu. Operuje na poziomie haseł o odejściu od „przerabiania kultury na gospodarkę” do „przerabiania gospodarki na kulturę”. Posługuje się eklektycznym i z konieczności sprzecznym podejściem szukającym „złotego środka”. Mówi o zerwaniu z eksploatacją pracownika (słowo „wyzysk” byłoby już dla niego zbyt mocne), ale także o inwestowaniu w kapitał ludzki. Zajmuje stanowisko w dyskusji o katolickiej nauce społecznej, opowiadając się po stronie obecnego papieża. Jednocześnie jego postawa jest jednak pewnym papierkiem lakmusowym wskazującym, że nawet tak ważni ekonomiści głównego nurtu powinni dzisiaj w jakiś sposób dystansować się wobec zmatematyzowanej i wykluczającej szersze spojrzenie ekonomii neoklasycznej, przeciwstawiać się bezkrytycznej wierze w „siły rynkowe” i odwoływać się raczej do Polanyiego niż do Hayeka, piętnować obecne metody statystyczne mierzące wzrost i rozwój gospodarczy. I w tym sensie wywiad ten może oddziaływać na czytelniczkę krzepiąco.

Niestety w omawianym numerze znajdują się również głosy niemądre, szkodliwe czy zgoła absurdalne. Już otwierający numer artykuł Wojciecha Przybylskiego „Euro dla demokracji” grzeszy zupełnym niezrozumieniem istoty kryzysu w strefie euro – autor namawia rząd polski do przyjęcia euro, co miałoby dawać Polsce „więcej narzędzi wpływu na politykę europejską dzięki otwarciu nowego rozdziału w kontaktach z Niemcami”. Przybylski sugeruje więc, że rząd polski powinien stanąć po stronie tych, których polityka jest w znacznej mierze odpowiedzialna za obecne problemy1. Co więcej, w zamian za ten gest uzyskalibyśmy ze strony Niemiec „przychylność i ustępstwa w poszczególnych obszarach: od energii i klimatu, po bezpieczeństwo, politykę wschodnią czy imigracyjną”, a więc we wszystkich tych sferach, w których to już nie Niemcy, ale kraje Europy Środkowo-Wschodniej są nie tylko zagrożeniem dla przetrwania Unii, ale również hamulcowym w walce o ochronę planety. Trudno wyobrazić sobie gorszą strategię polityczną niż postulowane przez autora porozumienie.

Problematyczny jest również artykuł Marka A. Cichockiego „Od kryzysu do własnego modelu”. Reprodukuje on stary, prosty, choć raczej utrudniający zrozumienie rzeczywistości niż ją rozjaśniający, liberalny podział na rynek, państwo i społeczeństwo. Autor pozornie staje po stronie tego ostatniego, chociaż bardzo ogranicza rolę politycznej aktywności społeczeństwa. Kończące tekst zdanie to wręcz liberalny pean na cześć jak najszerszej sfery działania „przedsiębiorczych, pracowitych, odpowiedzialnych jednostek” w ramach sfery gospodarki, od której zależy „reszta” pozostająca poza działaniem politycznym. Wcześniej z jednej strony uznaje konieczność odejścia od neoliberalnej drogi rozwoju, przytaczając jednak bezkrytycznie zupełnie fałszywy obraz historii, jak sam pisze, „neoliberalnej rewolucji”, która jakoby pozwoliła zmniejszyć dług publiczny i „uruchomić imponującą dynamikę gospodarczego rozwoju, a wraz z tym rosnącej społecznej zamożności”, choć wszelkie dane wskazują, że było dokładnie odwrotnie (dług, o czym pisze w tym samym numerze Muszyński, wzrósł, a wzrost gospodarczy, nie mówiąc już o wzroście poziomu życia, był niższy niż we wcześniejszej fazie powojennego kapitalizmu).

Ostatnim tekstem, który wymaga bardzo krytycznej oceny, jest artykuł „Praktyczne państwo. Czy Polska musi istnieć tylko teoretycznie?” autorstwa Piotra Araka, Macieja Kuziemskiego i Piotra Żakowieckiego. Zawarta w nim propozycja reformy administracji rządowej polega na głębokiej reorganizacji obecnych ministerstw. O ile część pomysłów, takich jak likwidacja Ministerstwa Sportu i Turystyki (i rozdzielenie jego kompetencji między Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Edukacji Narodowej) czy włączenie kompetencji Ministerstwa Rolnictwa do Ministerstwa Gospodarki warto poddać dyskusji, o tyle niektóre z pozostałych budzą głęboki sprzeciw. Samo utworzenie Ministerstwa Energetyki w wyniku wyłączenia odpowiednich kompetencji z Ministerstw Środowiska, Skarbu Państwa i Gospodarki jest interesujące, ale wskazanie jego głównego zadania tj. stworzenia elektrowni jądrowej, musi budzić wątpliwości. Najgorszym jednak pomysłem jest utworzenie Ministerstwa Zasobów Ludzkich, „które łączyłoby obecne kompetencje Ministerstw Edukacji, Pracy i Szkolnictwa Wyższego” (to ostatnie autorzy proponują zlikwidować). Ruch ten Arak, Kuziemski i Żakowiecki uzasadniają, co nie może dziwić po latach neoliberalnej propagandy, potrzebą lepszego dopasowania nauczania do potrzeb gospodarki. W ten sposób redukują rolę szkolnictwa wyższego jedynie do alokacji siły roboczej, podporządkowując tę działalność państwa interesom kapitalistów, których zwalnia się z kosztów prowadzenia szkoleń pracowniczych i łudzi obywateli możliwością przewidzenia dynamicznie zmieniających się zapotrzebowań zatrudniających ze znacznym wyprzedzeniem. To skrajnie anachroniczne podejście do sfery szkolnictwa wyższego zupełnie pomija kluczowe funkcje edukacji prowadzące do kształtowania świadomych, krytycznie myślących obywateli zdolnych do wspólnego kształtowania rzeczywistości społecznej i gospodarczej w demokratyczny sposób. Edukacja dla rynku pracy, a nie dla demokracji, to edukacja kapitału, a nie edukacja publiczna.

Omawiany numer można uznać za symptom pozytywnej zmiany w polskiej debacie na tematy gospodarcze, zmierzającej w kierunku odzyskania dziedziny ekonomii politycznej przeciwstawionej sztucznie wyizolowanej ze społeczeństwa ekonomii neoklasycznej. Wciąż jest to ruch niekonsekwentny, a artykuły rozszerzające horyzonty analityczne przeplatane są tekstami tkwiącymi myślowo w poprzedniej, neoliberalnej epoce. Niemniej jednak z uwagi na te pierwsze z pewnością warto sięgnąć po Szał bankiera.

Przypisy:

1 Aż prosi się o zasugerowanie Przybylskiemu lektury prac Yanisa Varoufakisa, Heinera Flassbecka czy choćby niedawno zmarłego Kazimierza Łaskiego na ten temat.

Share This